Dodaj do ulubionych

zuchwala kradziez na zoliborzu

08.09.06, 12:59
"Zuchwała kradzież w Domu Handlowym Merkury przy ul. Słowackiego. Trzech
młodych mężczyzn wyszło ze sklepu, zabierając ponad 20 czekolad różnych
smaków, choć tej samej firmy. Obsługa sklepu nie zorientowała się w kradzieży.
Złodzieje mieli jednak pecha, bo zainteresował się nimi policyjny patrol.
Funkcjonariuszy nie zawiodła intuicja. Przeszukali plecak jednego z
zatrzymanych i odnaleźli skradzione czekolady. Złodzieje trafili na żoliborski
komisariat."
miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,3603220.html
Obserwuj wątek
    • Gość: don_pedo Re: zuchwala kradziez na zoliborzu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.06, 13:30
      a to hultaje!
      • remislanc Re: zuchwala kradziez na zoliborzu 08.09.06, 13:34
        Pewnie dzialali na zlecenie mafiiiiiiiiiiii! Boss nie miał deseru.........:)))
        • donkej Re: zuchwala kradziez na zoliborzu 08.09.06, 13:40
          A wystarczyło oddać krew! Tyle samo czekolad by dostali. Ale może goście po
          żółtace?
          • santakasia Re: zuchwala kradziez na zoliborzu 08.09.06, 13:49
            a może to była wedlowska "Jedyna"? jeśli tak, to znaczy, że byli świeżo po
            lekturze "Lwów..."
            • sierzant.podsiadlik Re: zuchwala kradziez na zoliborzu 08.09.06, 16:31
              Ja stawiam na taką z cynamonem - ostatnio nigdzie dostać jej nie można :)
          • Gość: Kmicic Może to była koszerna czekolada. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.09.06, 13:46
            To tak w ramach ciekawostki :)
          • Gość: Sceptyk Re: zuchwala kradziez na zoliborzu IP: *.net 17.12.06, 15:21
            Ale sensacja
    • roland_x Re: zuchwala kradziez na zoliborzu 08.09.06, 13:48
      brawa dla naszej Policji - prawdziwe zuchy!!!
      może tak odcinek "Pod napięciem" z tego zrobić?!
      możemy się czuć bezpiecznie na naszym przecudnym Żoliborzu!
      • Gość: Beata Re: zuchwala kradziez na zoliborzu IP: *.marymont.pl 08.09.06, 15:18
        roland_x napisał:

        > może tak odcinek "Pod napięciem" z tego zrobić?!

        Wrona będzie korespondentem tvn w usa, więc chyba nie zdąży się zainteresować
        tematem. Aż szkoda materiału ;)

    • dzida133 Re: zuchwala kradziez na zoliborzu 08.09.06, 14:42
      słodkie chłopaki :)
      • Gość: zurdo Re: zuchwala kradziez na zoliborzu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.06, 17:22
        przerażający jest prezentowany na tym forum poziom uwielbienia dla sprawców
        sterowanego przez służby specjalne, bezprecedensowego i zbrodniczego ataku na
        żoliborskie łże-elity za pomocą pozbawienia ich zapasów czekolady w zbliżającym
        się okresie jesiennych depresji
        • roland_x Re: zuchwala kradziez na zoliborzu 08.09.06, 17:55
          No panie nie można pana w ogóle zrozumieć no... Niech pan idzie na środek. I
          niech pan mówi głośniej no...
          No idź pan na środek.
          • jota.40 Re: zuchwala kradziez na zoliborzu 08.09.06, 19:54
            No, jak to - zrozumieć nie można. Przecie jasno mówi. Jesień się zbliża? Zbliża.
            Jesienią depresje bywają? Bywają. A na depresje nie ma, jak czekolada. Bo ten
            tam magnez, panie, posiada. No, a kto mieszka na Żoliborzu?? Inteligencja,
            proszę państwa. Czyli wykształciuchy, że zacytuję świeżo sformułowany,
            fenomenalny wykwit nowomowy... A wykształciuchy to łże-elity. Quod erat
            demonstrandum!!!!
            • Gość: zurdo Re: zuchwala kradziez na zoliborzu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.06, 20:57
              uff, dziękuje jota.40.
              a pan, panie roland kup se pan młotek, bo pan masz powyżej szyi coś niebardziej
              skomplikowanego niż telewizor rubin, a ponoć mu się tak odbiór poprawiało,
              a na środek nie wyjdę, nie zaśpiewam i nie zatańczę, bo ja poważny człowiek
              jestem, ważny jestem i nie oglądam filmów, które już widziałem
              • roland_x Re: zuchwala kradziez na zoliborzu 08.09.06, 22:51
                niedobry kotek !
                • lylika Re: zuchwala kradziez na zoliborzu 09.09.06, 09:02
                  Jest ważne pytanie. Mnie interesuje rzeczona czekolada, bo rozumiem, że została zabezpieczona jako dowód rzeczowy w sprawie. Czy póżniej zostanie zgnieciona walcem jak pirackie płyty, czy zostanie podmieniona na wyrób czekoladopodobny jak w przypadku prochów, które zmieniają się w cukier puder?
                  • jota.40 Re: zuchwala kradziez na zoliborzu 09.09.06, 10:02
                    Czekolada została w całości przeznaczona na nagrodę pocieszenia dla dzielnego
                    patrolu policji. Do dziś leczą niestrawność w szpitalu Bielańskim. Ale
                    przynajmniej zero depresji i uzupełnione niedobory magnezu.
                    • Gość: zurdo Re: zuchwala kradziez na zoliborzu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.09.06, 17:10
                      ciekawe, co im zrobią, tym łobuzom. pytam, bo interes mam. może by też panie z
                      merkurego ukradli.
                      dla mnie to biznes, bo bez pań wyjdzie mi dziennie jedna czekolada mniej.
                      • Gość: sierzantto Re: zuchwala kradziez na zoliborzu IP: *.ciechanow.cvx.ppp.tpnet.pl 09.09.06, 18:34
                        Olśniło mnie! Karaluchy! Nikt nie pomyślał o karaluchach! Biedaczki musiały się
                        wynieść, jak Merkurego remontowali, to teraz dzielni chłopcy, w przypływie
                        dobrych uczuć dla małych zwierzątek, wynoszą im ulubione wiktuały!!!
                        • jota.40 Re: zuchwala kradziez na zoliborzu 09.09.06, 21:24
                          Zurdo, ja myslę, że jest nadzieja. Patrol co prawda zabrał chłopców na
                          komisariat, nie ma jednak większych watpliwości, że natychmiast zostali
                          wypuszczeni, w związku ze znikomą szkodliwością. Bo w końcu 20 czekolad, razy
                          średnio 3 złote - to wypada mniej niż stówa; tymczasem obiło mi się o uszy, że
                          bodajże poniżej 200 zł to nie jest kradzież.
                          A zatem scenariusz mamy taki: nasze sokoły wychodzą z komisariatu, pędem do
                          Merkurego, kradną ekspedientki, podrzucają je karaluchom. Dalej następuje
                          absolutna nirwana, wszyscy tańczą, nucąc "My jesteśmy tanie dranie, dranie tanie
                          niesłychanie, nie potrzeba mnożyć zdań, by wyjaśnić czym dla pań i dla panów
                          tani drań! esta, esta"
                          • Gość: zurdo Re: zuchwala kradziez na zoliborzu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.09.06, 23:13
                            et tu, jota, contra me?
                            >Indyk był faszerowany robakami, sałata polana smarem, kartofle dwukrotnie
                            wyplute. Drzewo grejpfrutowe rosnąć musiało na wielkich złożach naftaliny,
                            pasztet pachniał pocącymi się pachami. Wino było tak samo winem jak
                            nadmanganian potasu. Piórko nie podnosząc głowy jadł cierpliwie. Jakiś wąż
                            spadł z kiści bananów i podpełzł do niego; Piórko połknął go szybko z wrodzonej
                            uprzejmości.<
                            Gdyby w miejsce ukradzionych pań pojawili się panowie, w sałatkach byłyby
                            paznokcie zamiast tipsów. (a Merkury nazywałby się ? Hera?).
                            Czy panie byłyby warte więcej niż 200 zł, czy też w ramach recyklingu
                            wykorzystamy jeszcze naszych czekoladowych partyzantów do ukradzenia panów? A
                            potem już będą tylko karaluchy z kasą fiskalną, za to bez paznokci? Oj,
                            rozmarzyłem się.
                            Uniżony sługa pięknych pań.
                            • jota.40 Re: zuchwala kradziez na zoliborzu 09.09.06, 23:54
                              Ło matko, Ty chyba spożywasz to samo, co ja :)))))).
                              No i dlaczego od razu Hera. Proponuję jakoś tak chmurnie, z Żeromskiego. Zaraz,
                              zaraz... Nemezis?...
                              Panowie byliby tam bardzo na miejscu. Idąc tropem żoliborskich skojarzeń...
                              socjalizm... równouprawnienie... ;///
                              Można by pójść dalej drogą obmierzłej politycznej poprawności i wrzucić tam
                              panów w tipsach. Na zdrowie.
                              • sierzant.podsiadlik Re: zuchwala kradziez na zoliborzu 09.09.06, 23:59
                                Karaluchy! Nie zapominajcie o karaluchach!
                                (a ciągi pieszo-jezdne między regałami kontrolowałyby dostojne, odpowiednio
                                umundurowane dżdżownice)
                                • jota.40 Re: zuchwala kradziez na zoliborzu 10.09.06, 00:12
                                  Wszelkie robactwo zniknie z powierzchni ziemi pod rządami miłościwie nam
                                  panujących. Dżdżownice nie mają szans.
                                  Ech, zjadłoby się kawałek czekolady...

                                  ...................

                                  Właśnie odkryłam w lodówce tabliczkę "Jedynej"!!!! Cóż za szczęśliwy zbieg
                                  okoliczności!!!...
                                  • Gość: zurdo Re: zuchwala kradziez na zoliborzu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.09.06, 19:52
                                    > Właśnie odkryłam w lodówce tabliczkę "Jedynej"!!!! Cóż za szczęśliwy zbieg
                                    > okoliczności!!!...
                                    Czuję się zaproszony ;-)
                                    > Wszelkie robactwo zniknie z powierzchni ziemi... Toż mówię, że z kasą
                                    fiskalną - będą miały na becikowe
                                    PS Proszę, jakie inspirujące zdarzenie, powiedziałbym nawet awangarda rewolucji
                                    społeczno-kulturalnej. Już widzę te podręczniki historii świata 2005 -
                                    rewolucja pomarańczowa, 2006 - rewolucja czekoladowa.

                                    • Gość: Grisza Wreszcie ktos uprawia dowcip abstrakcyjny IP: *.bb.online.no 10.09.06, 21:36
                                      wystarczylo, ze nie ma mnie na Forum kilka dni i oto pojawia sie
                                      abstrakcja.Swobobna i niczym nieskrepowana.Nikt nikomu nie wymysla, wszyscy sa
                                      szczesliwi.Nikt nie upomina,ze czekolada zawiera magnez, ale i wazniejsza
                                      serotonine.Nikt nie narzeka na nic.Moj Boze, wreszcie szczesliwy, spokojny
                                      Zoliborz.Nie bede nikomu dluzej nic psul- juz mnie nie ma, wynosze sie z
                                      Forum.Ale, jesli w okolicach Placu Wilsona spotkacie w najblizszych dniach
                                      osobe ponura, ironicznie wykrzywiona i w charkterystycznym nakryciu glowy, to
                                      bede ja.Pzdr.
                                      • sierzant.podsiadlik Re: Wreszcie ktos uprawia dowcip abstrakcyjny 10.09.06, 22:31
                                        Grisza, jaki spokojny, jaki szczęśliwy Żoliborz??? Przecie tu kradzieże i
                                        czekoladowe rozboje! Przecie narzekamy, że się łobuzy od czekolady z nami nie
                                        podzielili! Policjanci też świnie, bo pewnie zeżarli corpus delicti w samotności
                                        komisariatu i też się nie podzielili! Jak widzisz, wszystko po staremu...
                                      • Gość: zurdo Re: Wreszcie ktos uprawia dowcip abstrakcyjny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.09.06, 22:52
                                        Ale, jesli w okolicach Placu Wilsona spotkacie w najblizszych dniach
                                        > osobe ponura, ironicznie wykrzywiona i w charkterystycznym nakryciu glowy, to
                                        > bede ja.Pzdr.
                                        Zurdo wrażliwy. Zurdo rozłoży dla malkontentów czekoladę (kontrabandę z
                                        Ochoty). Na koszt karaluchów. Może i jota pomoże zamiast zajadać się do lustra.

                                        • jota.40 Re: Wreszcie ktos uprawia dowcip abstrakcyjny 10.09.06, 23:52
                                          Proszę uprzejmie. Zapraszam. "Jedyna" się ostała - prawdopodobnie mam w sobie
                                          mnóstwo magnezu ;))))... Ze zrzutów mam jeszcze Leonidasa, prosto z Belgii.

                                          Grisza, zdrajco, czyżbyś wpadł uzupełnić zapasy ogórków małosolnych?? Nie
                                          pojmuję Twojej sielankowej wizji - wszak widzisz chyba, że to wątek czysto
                                          kryminalny!
                                          • Gość: Grisza Sielanka kryminalna czyli Jedyna IP: *.mnhelse.net 11.09.06, 12:30
                                            Lupem przestepcow padly batoniki Twix, bo oni chcieli miec podwojna przerwe w
                                            pracy- zgodnie z reklama TV.
                                            Tym razem nie bede kupowal ogorkow, bo mojej wizycie przyswieca szlachetny cel
                                            naukowy.
                                            Natomiast dla mojej kochanej mamy wioze wiaderko solonych grzybkow.A oto na nie
                                            przepis:
                                            Wstac o porannej rosie, zebrac dwa wiadra mlodych rydzykow, ktore jeszcze maja
                                            zawiniety brzeg kapelusza ( do 6 cm srednicy ).Niezwlocznie udac sie do
                                            domu.Kilka kapeluszy wyjac z koszyka, umyc w zimnej wodzie.Rozgrzac maslo na
                                            patelni.Rydze smazyc na wolnej, ale energicznej kuchni.Podac z listkiem salaty
                                            na swiezy chleb( polski ).Jesli to week-end, mozna spozyc z lampka dobrego wina
                                            ( moze byc Gorny Medoc ).Pozostale grzyby tez umyc w zimnej wodzie, oczyscic z
                                            igliwia ( powoduja goryczke ) i ukladac warstwami w debowej beczulce lub w
                                            kamionce.Kazda warstwe posolic dosc obficie.Grzyby ulozone przycisnac talerzem
                                            plaskim i sporym, ciezkim kamieniem.Za kilka godzin pojawi sie sok, ktory z
                                            biegiem czasu ciemnieje i moze pokryc sie kozuszkiem plesni.Beczulke trzymac w
                                            pomieszczeniu chlodnym, ale nie zimnym i lekko ciemnym.Po kilku tygodniach
                                            fermentacja jest zakonczona.Grzyby maja ostro-kwaskowy smak i lekko serowaty
                                            zapaszek.Z gotowych rydzykow przyrzadzamy salatke.Wyjeta warstwe ukiszonych
                                            grzybkow lekko oplukac, i posiekac dosc grubo na drewnianej desce ( unikac
                                            plastiku ).Posiekac cebule, zmieszac z grzybami, doprawic pyszna oliwa
                                            nicejska.Podawac z lodowki, smakuja najlepiej w okolicach Bozego
                                            Narodzenia.Moga byc jako danie postne z pieknymi, ugotowanymi na sypko
                                            ziemniaczkami ( Irys, Irga ).Potrawa dla dzieci tylko czesciowo przydatna, bo
                                            niezbednie trzeba do tego trzasnac dwie lufki bialej, doskonale schlodzonej
                                            wodeczki.
                                            • jota.40 Re: Sielanka kryminalna czyli Jedyna 11.09.06, 15:28
                                              No, kolego, za ten mickiewiczowski opis puszczam w niepamięć wszelakie mohery
                                              ;))). Rydzyki (nomen omen) dostać można na Włościańskiej; kapelusze wymiarowe,
                                              jeno cena zaporowa. Zresztą muszę wyznać szczerze, że preferuję kurki
                                              (zaznaczam, że tekst ten nie ma nic wspólnego z aluzją polityczną).
                                              • sierzant.podsiadlik Wy tu o grzybkach, a tu... 11.09.06, 15:59
                                                Byłam dzisiaj w "Merkurym" - karaluchów ani sladu. Pewnie teraz sobie śpiewają w
                                                kąciku...

                                                Minął sierpień, mija wrzesień, już październik i
                                                ta jesień znów rozpostrze melancholii mglisty woal
                                                Nie żałuję letnich dzionków, róż, poziomek i skowronkow
                                                Lecz jednego, jedynego jest mi żal

                                                Addio czekolady, addio ulubione
                                                Kalorie zachodzące za mój zimowy stół
                                                Nadchodzą znów wieczory tabliczki niejedzonej
                                                Tęsknoty dojmującej i łzy przełkniętej wpół

                                                To cóż że jeść ja będę grzybki i robaki
                                                Gdy pomnę wciąż wasz świeży chrupot
                                                w te minerały przebogaty...
                                                Addio czekolady, addio utracone
                                                Przez długie, złe miesiące wasz zapach będę czuł

                                                Owszem była i kasjerka i w "Merkurym" wciąż wyżerka
                                                co zatkała me tętnice juz nie raz
                                                Porwali słodycz aktem zdrady
                                                i ukradli czekolady! - te ostatnie com schowane w kątku miał...

                                                Addio czekolady...
                                                • Gość: Grisza Piekna kompozycja na babie lato i czekolade IP: *.bb.online.no 11.09.06, 18:23
                                                  tyle, ze zupelnie nie dla mlodziezy.Jaki przyklad dajesz bezbronnej mlodziezy
                                                  ujawniajac zboczone zamilowanie do wyrobow czekoladopodobnych? Wstyd, bo piekna
                                                  poezja ma wzbudzac zupelnie inne tesknoty.Twoj tekst powinien byc wnikliwie
                                                  oceniony przez administracje i zostac zdyskwalifikowany jako moralnie
                                                  dwuznaczny.Propagujesz w nim czekoladowy hedonizm, a pewnie wiesz z wlasnego
                                                  doswiadczenia, ze nadmiar spozytej w czekoladzie serotoniny wprowadza
                                                  delikwenta w stupor i katatonie i ze osobnik trafiony tabliczka czekolady nie
                                                  nadaje sie juz do niczego.Polecam wiec zupe z kurek.
                                              • Gość: Grisza Kurki tez maja swoj urok IP: *.bb.online.no 11.09.06, 18:17
                                                i dwie sprawy z kurek sa nie do pobicia.Jajecznica na kurkach, widze jak
                                                jeszcze paruje zdjeta z patelni, posypana swieza pietruszka lub odrobina
                                                szczypiorku.Zwracam uwage, ze lekko popieprzyc tuz przed wylozeniem na talerze
                                                a nie w trakcie smazenia.Zgola inny efekt smakowy i wonny pieprzu.A druga
                                                sprawa, tez nie do pobicia to zupa krupniczek z kurkami.Surowy lesniczy po
                                                calodziennej wedrowce w puszczy, po zlikwidowaniu wnykow i przepedzeniu
                                                klusownikow wraca do domu osnuty pajeczynami babiego lata.Potezny mezczyzna
                                                zasiada na lawie, a jego wiotka zona wnosi na stol waze parujacego krupniku z
                                                kurkami.Okna izby lesniczego zaparowuja w wieczornym chlodzie.Zupa z kurek,
                                                oraz porykiwania jeleni w pobliskiej puszczy wyzwalaja u malzonkow lesniczych
                                                apetyt zgola nie na czekolade Jedyna.Co wyzwala sie w stadle lesniczego,
                                                widziec nie mozemy, bo okna lesniczowki zaparowane, ale z pewnoscia dochodzi
                                                tam do zblizenia prokreacyjnego.Banalna zupa z kurek moze byc znakomitym
                                                afrodyzjakiem.A Ty droga Joto40 nic tylko polityka i polityka.
                                                • jota.40 Re: Kurki tez maja swoj urok 11.09.06, 18:39
                                                  Grisza, Ty mnie nie nęć kurkami i obrazkami a la Nienacki. Skądinąd jakże
                                                  smakowitymi!... Na przyszłość proszę o dokładniejszy opis scen za zaparowanymi
                                                  oknami. Ten suspens jest nie na miejscu - jesteśmy wszak ludźmi dorosłymi!

                                                  Cieszy mnie, że i Ty lubisz kurki - co do mnie oddam za nie każdą czekoladę!
                                                  Jakże ucieszyła mnie wizja krupniczku - taki właśnie przyrządzam w każdym
                                                  sezonie kurkowym, obligatoryjnie!!! Wrzucam tam zreszta nieortodoksyjne
                                                  maślaczki i parę innych grzybków suszonych - dla smaku.
                                                  Jajecznica z kurkami! - wiadomo, no comments. Ostatnio zaś podałam złaknionej
                                                  runa leśnego rodzinie polędwiczki schabowe, lekko podduszone z kurkami,
                                                  czosnkiem i siekaną dymką. Plus parę kropel balsamico, kropla słodko-pikantnego
                                                  chili i łyżeczka gęstej śmietany. Mniam.

                                                  Co do pieprzu - uznaję tylko zmielony w ostatniej chwili, to jasne. Inny nie ma
                                                  sensu.
                                                  Precz z polityką.
                                                  • sierzant.podsiadlik Re: Kurki tez maja swoj urok 11.09.06, 19:05
                                                    I kto tu serwuje hedonistyczne opisy? Jeszcze młodzież do cna się zdemoralizuje
                                                    i nabuzowana czekoladą, kurkami i obrazkiem zza zaparowanych szyb, ruszy w
                                                    dzielnicę z pierwszym tomem "Raz w roku w Skiroławkach" w łapie, podśpiewując
                                                    wesoło "Hej, hej, Żoliborz, kochany kur-wi-do-łek!!!"
                                                  • Gość: Grisza Trzeba miec do tego dusze malarza IP: *.bb.online.no 11.09.06, 19:29
                                                    Jednak Nienacki bardzo jest popularny na kochanym ku... przepraszam
                                                    Zoliborzu.Trzeba obejrzec dobranoc dla doroslych.
                                                  • Gość: Grisza Przypomnial mi sie dzis Nienacki, IP: *.bb.online.no 11.09.06, 19:27
                                                    bo to bylo dokladnie o tej porze roku pare lat temu.I tez bylo cos takiego w
                                                    powietrzu.Ucieklismy z bratem z domu; tzn on ze swojego i ja ze swojego, pod
                                                    wplywem jakiegos dzikiego impulsu, ktory moze przytrafic sie tylko doroslym juz
                                                    facetom.Musial to byc piatek, bo nastepnego dnia bylo wolne. Jedziemy do naszej
                                                    sejnenszczyzny.W polowie drogi, pewnie gdzies w Szczuczynie uslyszelismy w
                                                    wiadomosciach radiowych,ze wlasnie Zbigniew Nienacki...A skoro mozna przyznac
                                                    sie do lewaciej mlodosci, to czemu nie mozna przyznac sie do czytania
                                                    Skirolawek ? Nazajutrz skruszeni wracamy do domow,tylko Skirolawki jakos mi
                                                    przeszly.
                                                  • Gość: zurdo Re: Przypomnial mi sie dzis Nienacki, IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.09.06, 21:05
                                                    A mi Rabelais: "usr.. się kwiatem różanym na przyzwoite mówienie. Dojdźmyż do
                                                    jakiejś rezolucji". Więc rezoluję: podsumujmyż wątek kryminalny, póki jeszcze
                                                    grzyby nie zaćmiły nam całkiem przytomności.
                                                    Sugeruję odrzucić hipotezę o samodzielnym (i całkiem nie zrozumiałym działaniu
                                                    złodziejaszków), a także małostkowe podejrzenia o działaniu na zlecenie
                                                    dzielnych policjantów (nagroda piechotą nie chodzi) lub joty, która chciała
                                                    podnieść notowania swoją Jedyną. Proponuję:
                                                    1. inspiracja specsłużb na zlecenie NFZ (patrz kolejki po sztuczne szczęki)
                                                    2. wykończenie łże-elit
                                                    3. zlecenie pań z Merkurego, które chciały zwrócić uwagę na swoje tipsy, lub
                                                    panów (jeszcze nie) z Merkurego, którzy chcieli zwrócić uwagę, że (jeszcze nie)
                                                    są.
                                                    4. zlecenie Żeromskiego, który chciał zwrócić uwagę na niewłaściwą onomastykę
                                                    5. zlecenie karaluchów, które chcą skolonizować Społem, zanim zrobią to
                                                    dżdżownice
                                                    6. nie wiadomo kto, nie wiadomo co, nie wiadomo po co
                                                  • Gość: Grisza Onomastyka dzdzownic? IP: *.bb.online.no 11.09.06, 22:01
                                                    Czy taki Cezary Baryka wiedzial np. ze mowi sie Zoliborz, a nie Zaliborz ?
                                                    Prosty lud warszawski np. zupelnie nie mogl pogodzic sie z francuzka nazwa
                                                    Zoliborz i z uporem wymawial i pisal swojsko Zaliborz.Co jednak mial z tym
                                                    wspolnego Stefan Zeromski? Nie, protestuje w imieniu gromady
                                                    kombatanckiej "Dzdzownica Zoliborska ".
                                                  • Gość: zurdo Re: Onomastyka dzdzownic? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.09.06, 22:44
                                                    wyjaśniam: jota.40 zgłosiła zastrzeżenia do obcego kulturowo nazewnictwa
                                                    rzeczonego sklepu, za Żo(a)liborz weźmiemy się później, chyba że zrobią to za
                                                    nas pierścienice.
                                                  • sierzant.podsiadlik Re: Onomastyka dzdzownic? 12.09.06, 01:04
                                                    Ad 6. czyli chodziło o pieniądze. Ktoś się orientuje, po ile teraz czekolada na
                                                    czarnym rynku?
                                                    (aż przypominają się cudne kryminały milicyjne, gdzie mafia dorabiała się na
                                                    sprzedawaniu czekolad na bazarach w podwarszawskich miejscowościach, a widok
                                                    narodu rzucającego się na zupełnie wrogie ideowo hamburgery, komentowała z
                                                    obrzydzeniem słowami "Żrą, jakby tydzień nie jedli")
                                                    Do teorii spiskowych podsumowujących dodałabym spisek policjantów, którzy tzw.
                                                    cudzymi ręcami chcieli uzupełnić niedobory magnezu. I stonkę ziemniaczaną (czy
                                                    ten gatunek równiez nalezy do pierścienic, czy to może już wredna gadzina?),
                                                    która zapewne w kontekście tego wydarzenia pojawi się w mediach białoruskich. Co
                                                    do onomastyki zaś, sprawa nie o nią się rozbija, a o perystaltykę, rzekłabym.

                                                    ps. jakby ktoś był zainteresowany wspomnianym wyżej kryminałem, służę tytułem.
                                                    ps II. Żo(a)liborz faktycznie zostawmy na później. Może oddzielny wątek trza
                                                    będzie założyć?
                                                  • jota.40 Re: Onomastyka dzdzownic? 12.09.06, 01:06
                                                    Wymiękam ;)))))...
                                                  • jota.40 Re: Onomastyka dzdzownic? 12.09.06, 01:15
                                                    W kwestii podsumowania - najbardziej odpowiada mi punkt drugi i trzeci. Czemuż
                                                    to jednak, Zurdo, zamierzasz nam coś podsumować? Konwersacja wije się, jako
                                                    strumyk leśny, spokojnie i bez wzajemnych bluzgów, co jakże rzadko się nam
                                                    zdarza. Nawiązujemy, panie tego, do literatury klasycznej, podajemy przepisy
                                                    kulinarne - a czekolada nam z góry przyświeca, jako ów klucz sklepienia...
                                                    Mnie tam już wszystko jedno, kto i po co, oraz na czyje zlecenie. Rozmarzyłam
                                                    się na temat tych kurek. Jutro idę pod Halę.
                                                  • donkej Zielono-czerwona flaga 12.09.06, 11:13
                                                    Ano wije się konwersacja jako dżdżownica..
                                                    Mnie z kolei jakoś niepokój się odzywa w kwestyi wspomnianego Nienackiego (Pan
                                                    Samochodzik - funkcjonariusz ORMO, milicjant - złyyyy) oraz policji i szczerej
                                                    lewackiej młodości.
                                                    Być może czekolada nada tym skojarzeniom sens i pozwoli wreszcie spojrzeć jasno
                                                    na sprawę:
                                                    Proszę nie zapominać, że PRL-owskie święto 22 lipca było przez niepokornych
                                                    zwane Świętem Czekolady.
                                                    Ponadto - nie ma co kryć - "Jedyna" była popularna przed wojną, była, ale w
                                                    jakichż to kręgach?
                                                    Toż to wśród czerwonych krasnali się działo! Którzy po wojnie jednakże do
                                                    czego, jak do czego, ale do tęsknoty za czekoladą zawsze się przyznawali.
                                                    Moi drodzy:
                                                    Zauważcie: w realnym socjalizmie brakowało czekolady!!!
                                                    Nie o taki socjalizm walczyli!!!
                                                    Czekolada na Żoliborzu jest i była więc symbolem świetlanej przyszłości,
                                                    niezgody na otaczającą rzeczywistość, w której miejsca na czekoladę brak.

                                                    A więc dziś, w naszych czasach, działalność wywrotowa, której celem było
                                                    pozbawienie Żoliborzan czekolady czyjąż mogła być sprawką? Nooo?


                                                  • Gość: zurdo co się wije nie utonie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.09.06, 12:00
                                                    wijów (wiji?) w to nie mieszajmy.
                                                    > Konwersacja wije się, jako
                                                    > strumyk leśny, spokojnie i bez wzajemnych bluzgów
                                                    No i właśnie o to mi chodzi, sielankowo się zrobiło, rozmemłanie mnie wzięło.
                                                    Jeszcze się łudziłem, że zuchwała kradzież, że życie się żyje jakieś, że dzieje
                                                    się coś, że i mnie może się udzieli, że doktorat ruszę, do zajęć się
                                                    przygotuję, a tu kurki, dzdzownice, przestrzeń nietknięta zgnilizną moralną i
                                                    społemowskim neonem. Poddaję się, psa ruszam z wyra, jedziem pod Warszawę. A
                                                    co? Na kanie.
                                                  • jota.40 Re: co się wije nie utonie 12.09.06, 12:31
                                                    ...Mmmmmm....takie kanie w panierce...toż to delicje!
                                                    A jednak, wij nie wij, wzięło Cię na grzybki, jak widać? Obstaję przy kurkach,
                                                    Grisza szykuje kiszone rydze - Sierżanta namówimy na potrawkę z opieńków i hulaj
                                                    dusza!!
                                                    Ktoś tylko musi przynieść tę zmrożoną czystą.
                                                  • donkej Re: co się wije nie utonie 12.09.06, 12:53
                                                    Kurki?
                                                    To może jednak już od razu kurczak?

                                                    beatapawlikowska.com/kitchen,list,1419.html
                                                  • Gość: Grisza Re: co się wije nie utonie IP: *.mnhelse.net 12.09.06, 12:57
                                                    To jest watek bardzo rozwojowy, ale ja niestety przygnieciony nawala zaleglych
                                                    prac i terminow zwiazanych z rychla wyprawa na zoliborskie dzdzownice musze
                                                    powiedeziec sobie basta.Zamykam Forum i probuje sie zajac innymi
                                                    sprawami.Wprawdzie Cygan dla towarzystwa..., ale te moje inne sprawy to tez
                                                    towarzysko-naukowe i gdybym zrobil to, co Cygan na potrzeby Forum, nie moglbym
                                                    zrobic czegos innego.Sprawdze Forum natychmiast po powrocie z Warszawy- moze
                                                    trafi sie temat na jakis watek z okolic pl.Filsona.Neci mnie wyprawa do ujscia
                                                    zoliborskiego burzowca, jesli tam mozna jeszcze dojsc.Nie bylem tam ze 40 lat,
                                                    a pamietam smialkow, ktorzy probowali lapac tam ryby.
                                                  • sierzant.podsiadlik Re: co się wije nie utonie 12.09.06, 14:04
                                                    Gość portalu: zurdo napisał(a):

                                                    > Jeszcze się łudziłem, że zuchwała kradzież, że życie się żyje jakieś, że
                                                    > dzieje się coś, że i mnie może się udzieli, że doktorat ruszę, do zajęć się
                                                    > przygotuję, a tu kurki, dzdzownice, przestrzeń nietknięta zgnilizną moralną i
                                                    > społemowskim neonem.

                                                    E tam, spójrz na to z innej strony - jaki ładny materiał badawczy! Aż mnie kusi,
                                                    żeby w październiku zadać moim studentom temat pracy semestralnej pt. "Kradzieże
                                                    czekolady jak fakt medialny - z uwględnieniem reakcji społeczności lokalnych (w
                                                    tym społeczności internetowych)" ;-)))

                                                    A Ty, Grisza, z naszego kółka lewacko - grzybowo - przedszkolnego się nie
                                                    wyłamuj, bo smutek nastanie, a przecie nie ma go czym zrekompensować, skoro
                                                    Sami-Wiecie-Co ukradli.
                                                  • sierzant.podsiadlik Re: co się wije nie utonie 12.09.06, 14:06
                                                    post scriptum - żadne tam opieńki, w domowych pieleszach czeka na mnie woreczek
                                                    z borowikami ;-)
                                                  • Gość: agata ??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.09.06, 17:29
                                                    czy ktos może wie, jakiej firmy byly te czekolady?
                                                  • Gość: zurdo Re: ??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.09.06, 23:24
                                                    [a cóż to za wątpliwa interpunkcja, tu się pytań nie zadaje, tu się odpowiada
                                                    na niezadane pytania]
                                                    No i jestem curik. Efekty marne, ale i miejscówka kiepska (Nieporęt). 4 kanie
                                                    namoczone w mleku i usmażone w panierce trawią się, 8 maślaków oddanych w dobre
                                                    ręce, pieczarki zostawione w spokoju - poziom magnez nie spadł mi na tyle, żeby
                                                    próbować, czy to pieczarki.
                                                    Próbowałem sobie przypomnieć, w jakimż to wiekopomnym dziele naukowym
                                                    przeczytałem, że krasnoludki są wynikiem wizji po muchomorach. Ni w ząb, nie
                                                    pamiętam.
                                                    Po buraczkach z tipsami wizualizują się pewnie karły olbrzymie. Wyglądają jak
                                                    buldog angielski po 20 mld czekolad, na głowie rośnie im las świerkowy, w
                                                    oczach czai się mord, który załagodzić może tylko galaretka z opuszków palców
                                                    (informacje wg Wielkiej Encyklopedii Skrzatów).
                                                    A skoro już mnie wzięły klimaty halucynogenno-kulinarne - pamiętam z małości
                                                    swoje święte przekonanie, że kupowana w Merkurym oranżada w proszku (papierowa
                                                    saszetka z zielonym nadrukiem) ma działanie rozśmieszające. Zawsze dostawałem
                                                    po niej spazmatycznego śmiechu, który mógł trwać ponad kwadrans i kończył się
                                                    ostrą kolką.
                                                  • donkej Re: ??? 13.09.06, 00:04
                                                    > Próbowałem sobie przypomnieć, w jakimż to wiekopomnym dziele naukowym
                                                    > przeczytałem, że krasnoludki są wynikiem wizji po muchomorach.

                                                    Czerwone krasnoludki?
                                                  • Gość: zurdo wątek naukowy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.09.06, 00:16
                                                    sierzant.podsiadlik napisała:
                                                    > E tam, spójrz na to z innej strony - jaki ładny materiał badawczy! Aż mnie
                                                    kusi
                                                    > ,
                                                    > żeby w październiku zadać moim studentom temat pracy semestralnej
                                                    pt. "Kradzież
                                                    > e
                                                    > czekolady jak fakt medialny - z uwględnieniem reakcji społeczności lokalnych
                                                    (w
                                                    > tym społeczności internetowych)" ;-)))
                                                    To jest myśl.
                                                    Merkury jako platońska jaskinia (wersja filozoficzna)
                                                    Konceptualizacja pojęcia robak a mickiewiczowski bohater (w. lingwistyczno-
                                                    literaturoznawcza)
                                                    Przepustowość łączy przytkanych tipsami (w. informatyczna)
                                                    Krytyczna prędkość laminarna obsługi Merkurego a minimalizacja obciążeń
                                                    grawitacyjnych półek (w. fizyczna)
                                                    PS Czy czerwone krasnoludki? Chyba tak, może czapeczki miały w białe grochy? I
                                                    biały ogonek. Ale to już chyba po kaniach.
                                                  • sierzant.podsiadlik Re: wątek naukowy 13.09.06, 01:37
                                                    Co do wątku naukowego, to pociągnijmy go jeszcze dalej.

                                                    1. wersja kulturoznawcza:
                                                    a) Kulturowa rola czekolad na przykładzie Dzielnicy Żoliborz.
                                                    b) Partycypacja mistyczna a czekolada "Jedyna" - tęsknota za mitem czy nowa
                                                    opowieść kosmogeniczna? (przypis odautorski - coś dla Joty ;-)))
                                                    i dla zaawansowanych...
                                                    c) Proksemika "Merkurego" jako przestrzeni obrzędu przejścia.

                                                    2. wersja biologiczno - geograficzna:
                                                    a) Wpływ teobrominy na budowę chitynowego pancerza owadów synantropijnych.
                                                    b) Miazga kakaowa a mikroklimat żoliborski.

                                                    3. wersja matematyczna:
                                                    a) Jeżeli w sklepie jest 30 rodzajów czekolad po siedem tabliczek, złodziei
                                                    było dwóch, a akt kradzieży trwał 30,67 sekundy, to ile czasu zajęłoby im
                                                    wyniesienie ze sklepu połowy towaru?

                                                    4. wersja historyczna:
                                                    a) Słynne rozboje spożywcze w IV Rzeczpospolitej.
                                                    b) "Tych klientów nie obsługujemy". Sklep "Merkury" w dokumentach i filmach.

                                                    5. wersja literaturoznawczo - komparatystyczna:
                                                    a) Krainy utraconego dzieciństwa. Żoliborskie bildungsroman a wspomnienia
                                                    klachtiańskich bumerangów.

                                                    Gość portalu: zurdo napisał(a):
                                                    > Próbowałem sobie przypomnieć, w jakimż to wiekopomnym dziele naukowym
                                                    > przeczytałem, że krasnoludki są wynikiem wizji po muchomorach.

                                                    Stawiam na Majora ;-)

                                                    ps. klachtiańskie bumerangi to te, które wyrzucone przed siebie wracają razem z
                                                    rodziną ;-)))
                                                  • jota.40 Re: wątek naukowy 13.09.06, 10:29
                                                    Cóż to za mnogość wybornych konceptów!! Trudno nawet powiedzieć, że to po
                                                    kaniach; Sierżant wczoraj zapewne kań nie spożywał, a proszę!...
                                                    Co do krasnali i muchomorów - to ja znam tylko jedną opowieść na ten temat: moi
                                                    koledzy w zamierzchłych czasach hasali po Bieszczadach, zbierali psylocybki,a po
                                                    konsumpcji budowali domki napotkanym muchomorom. Do dziś uważają to za kluczowe
                                                    przeżycie swojej młodości.

                                                    Kilka kolejnych tematów zajęć dla studentów (to już chyba na semstr wiosenny):

                                                    1. Odwieczny dualizm potrzeb i konsekwencji. Destrukcyjne działanie złodziei
                                                    czekolady kontra prospołeczna akcja policji.

                                                    2. Trychotomiczna struktura dramatu: gnoza a rytuały sprzedaży detalicznej na
                                                    Żoliborzu.

                                                    3. "Porwanie Czekolady". Romans pasterski wzorowany na barokowych poematach
                                                    Torquata Tassa. Analiza semantyczna.

                                                    4. Obszary mityczne: Merkury jako Elizjum. Interpretacja strukturalna.

                                                    5. Etnograficzne relacje o halucynogennych właściwościach ziarna kakaowego.
                                                    Źródła: prasa codzienna z uwzględnieniem "Gazety Wyborczej" oraz "Nauki Don
                                                    Juana" Carlosa Castanedy.

                                                    6. Paradygmat drogi: inicjacyjna mandala. Labirynt pragnień - od Merkurego do
                                                    Rydygiera, wersja misteryjna.

                                                    7. Próba zdobycia źródła magnezu, jako proces operacji magicznych. Zasady handlu
                                                    żoliborskiego w koncepcji mistycznej szkoły Kabały.
                                                  • sierzant.podsiadlik Re: wątek naukowy 13.09.06, 10:44
                                                    Jota, nie myślałaś o doktoracie? Bo jak patrzę na Twoje tematy, to mnie chętka
                                                    ogarnia, co by mój temat zmienić ;-) Paradygmat drogi jest specjalnie kuszący ;-)))
                                                    Nie, kani nie było. Była za to żołądkowa gorzka!
                                                  • donkej Re: wątek naukowy 13.09.06, 11:59
                                                    No przecież kidyś myślała, jeno zmądrzała ;-)

                                                    Zapomnieliście o wersji politologicznej - bo tych krasnoludków, to jakoś
                                                    śladowo...
                                                    I o kosmetologii ( tipsy)
                                                    oraz entomologii ( karaluchiiii)
                                                    czyli sprawa wszechstronna.

                                                    Aha - a jaka animacja życia intelektualnego w przestrzeni wirtualnej...!! To
                                                    też jest zagadnienie
                                                  • Gość: Grisza Re: wątek naukowy IP: *.mnhelse.net 13.09.06, 12:43
                                                    a dalibyscie czlowiekowi z raz popracowac!Ja wlasnie szykuje numer na sobotni
                                                    wystep, i zamiast referatu chyba wyciagne krolika z kapelusza.Tu juz byl jeden
                                                    taki, co mial krolika, ktory potrafil zagrac na harmonijce ustnej "Taniec z
                                                    szablami".Ten krolik przydalby sie na sobote.A Wasze humanistyczne tematy
                                                    zupelnie nie inspiruja w mojej dziedzinie.Moze troche ten o dzdzownicach, ale
                                                    to tez potrafiliscie Panstwo jakos tak wynaturzyc, ze nic nie da sie z tego
                                                    zaczerpnac.A propos czerpania, to zoladkowa gorzka, to wstyd i jawna
                                                    blasfemia.Podwojnie szkodliwa, bo nie dosc, ze puste kalorie w C2H5OH, to
                                                    jeszcze cukier.Dorzucam jednak temat z zycia dzdzownic: Postkoitalny smutek u
                                                    dzdzownic jako wyraz niedarwinowskiej ewolucji ukladu nerwowego robakow
                                                    oblych.Jestem przeciwnikiem teorii Darwina, czego zreszta spodziewalem sie po
                                                    sobie.Z muchomorkami i czerwonymi krasnoludkami tez lepiej uwazac, bo to nie
                                                    bedzie oniryczna personifikacja czerwono-zielonych, a raczej freudowski nocnik,
                                                    seks nielegalny i wyliniala spowiednicza kozetka w gabinecie psychologa.
                                                  • Gość: zurdo Re: wątek naukowy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.09.06, 20:20
                                                    Poezja, żal tych tematów, może tak konferencję zrobimy. Na górnym piętrze
                                                    Merkurego, bo ono jakieś takie niedowartościowane.
                                                    Dorzucam zagadnienie filozoficzne: Jedyna i jej własność. Etyczny solipsyzm i
                                                    amoralizm jako źródło dezalienacji.
                                                  • Gość: zurdo grisza i królik z kapelisza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.09.06, 21:49
                                                    Gość portalu: Grisza napisał(a):
                                                    > wystep, i zamiast referatu chyba wyciagne krolika z kapelusza.
                                                    I tu właśnie rysuje się wyższość żołądkowej i muchomorów. Puste kalorie
                                                    zamieniają się w twórczą improwizację. Grisza unosi ręce w geście
                                                    niepohamowanej euforii, królik Griszy gra Terrigenarum plasmator na mandolinie,
                                                    z sufitu spadają wedlowskie bombonierki, zza mównicy wybiegają dżdżownice w
                                                    tipsach, imprezę sponsorowało Społem.
                                                    Szacowna publiczność podaje sobie z rąk do rąk freudowskie nocniki. Kurtyna
                                                    opada, bis, bis. Grisza pociąga za zasłoną żołądkową gorzką.
                                                  • Gość: Grisza Re: grisza i królik z kapelisza IP: *.mnhelse.net 14.09.06, 08:26
                                                    jak juz mamy Mistrza i Malgorzate, to teraz prosze cos o Wollandzie, bo ja mam
                                                    ciagle wrazenie, ze Zly zagniezdzil sie na Zoliborzu i miesza.A sprawa jest
                                                    calkiem niedoceniona na Forum.Przysiegam, ze widzialem Go w okolicach
                                                    skrzyzowania Stolecznej i Krasinskiego ( ze wzgledu na poruszony temat, uzywam
                                                    nazwy dawniejszej ).Ale o nazwie tej ulicy juz bylo az nadto.
        • Gość: weterynarz prawa Re: zuchwala kradziez na zoliborzu IP: *.chello.pl 14.09.06, 16:02
          Nie martw się.
          Bo my opychamy się ptasim mleczkiem Vedla. Agar agar użty do jego produkcji
          przeciwdziała przyrostowi tuszy. A sama czekolada tuczy. A poza tym obejrzyj
          sobie www.zoliborz.abc.pl. Tam znajdziesz zdjęcia niekoniecznie operacyjne z
          hiper tajnej akcji "Czekolada" przeprowadzonej w Merkurym
          Ahoj
    • sierzant.podsiadlik Kolejna zuchwała kradzież - tym razem na Bielanach 14.09.06, 01:18
      We wtorkowe popołudnie policjanci z komendy przy ul. Żeromskiego zostali
      powiadomieni o kradzieży na terenie hipermarketu Leclerc przy ul. Aspekt. Gdy
      dojechali na miejsce, sklepowi ochroniarze oddali w ich ręce 58-letniego
      Mirosława K., którego oskarżyli o kradzież towaru. Dowód rzeczowy został jednak
      zniszczony, a precyzyjnie rzecz biorąc i używając nomenklatury sklepowych
      strażników, "zniszczony przez zjedzenie".

      Chodzi o wołowinę na tatar, cena: 7,04 zł, waga: 320 gram. Resztki corpus
      delicti (tacka i kawałek folii z metką) wraz z podejrzanym o występek trafiły na
      komendę. Tam skruszony złodziej opowiedział policjantom swoją wersję wydarzeń.
      Wybrał się do hipermarketu na zakupy, ale gdy zmierzał w kierunku kas,
      zorientował się, że nie ma przy sobie pieniędzy. Odłożył więc wybrane towary na
      półki oprócz nieszczęsnego tatara, którego postanowił skonsumować przed wyjściem
      ze sklepu. Wtedy właśnie dopadł go tzw. detektyw sklepowy. Mimo "zniszczenia
      przez zjedzenie" dowodu swojej winy Mirosław K. przyznał, że dopuścił się
      wykroczenia, o które został oskarżony. - Zatrzymany zdecydował dobrowolnie
      poddać się karze grzywny w wysokości 550 zł - informuje mł. asp. Monika Jamka z
      bielańskiej policji.

      Całość:
      miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,3617194.html
      I co Wy na to?
      • jota.40 Re: Kolejna zuchwała kradzież - tym razem na Biel 14.09.06, 09:35
        O, niewypowiedziana radości, jaką życie gotuje nam swymi niespodziankami!!!...

        Wszak do magnezu dołączy teraz i białko zwierzęce - obecne dotąd jedynie pod
        postacią dżdżownic i karaluchów!! Ileż możliwych interpretacji, ile kolejnych
        intelektualnych fajerwerków w tematach prac semestralnych! Fantastyczny news,
        Sierżancie. Trzymajmy rękę na pulsie. Trochę szkoda może, że leklerkowy złodziej
        tatara nie skonsumował też tacki i folii z metką - doszłyby nam polimery i parę
        innych związków chemicznych. Mówi się trudno.

        Zurdo - wizje z teatrzyku Varietes bardzo smaczne, ale nie bądź taki Warionucha.
        Pamiętaj, jak biedak skończył; wszak został prostym wampirem. Cieszy jednak
        Twoje wsparcie dla gorzkiej żołądkowej!
        Grisza, Wolanda proszę zostawić w spokoju. To mój bohater i tknąć go nie dam.

        Kolejne propozycje:

        1. Poznanie przez destrukcję - konsumpcja tatara w ujęciu komparatystycznym.
        Ograniczenia i eros rozumu w myśli Filona Aleksandryjskiego.
        2. Leksykalno-historyczny źródłosłów morfologii kulinarnej na przykładzie
        tatara. Dżyngis-chan, a derywacja w językach słowiańskich.
        3. Żałosne losy zgłodniałego warszawiaka. Liryka monodyczna truwerów.

        Konferencja w Merkurym staje się powoli nakazem chwili.
        • sierzant.podsiadlik Re: Kolejna zuchwała kradzież - tym razem na Biel 14.09.06, 10:02
          Konferencja być musi! A żeby pokusa była jeszcze większa, dorzucam porannie acz
          krótko:
          Tatar a precesja symulakrów.
          (oj, biedni będą moi studenci, biedni...)
          • wilson05 Re: Kolejna zuchwała kradzież - tym razem na Biel 14.09.06, 11:12
            > Konferencja być musi! A żeby pokusa była jeszcze większa, dorzucam porannie acz
            > krótko:
            > Tatar a precesja symulakrów
            o, to cos z mojej dziedziny. zglaszam sie zatem na konferencje i rezerwuje temat
            • sierzant.podsiadlik Re: Kolejna zuchwała kradzież - tym razem na Biel 14.09.06, 11:24
              Jeśli chodzi o rezerwację tematów, to ja w takim razie zaklepuję sobie
              odczytanie nowego odcinka przygód komisarza Eustachego Podsiadlika (dawniej
              sierżanta Podsiadlika. Właśnie się pisze!
              • donkej Juz czas 14.09.06, 12:28
                Tez mi odkrycie, Griszo... Miotla i szpada od lat stoja za drzwiami - wszyscy
                wiedza.
                A przy sniadaniu wyprowadza sie dowody - bez ostatniego na szczescie.

                Moze zjem dzis ostryge, a na niej poloze winogrono:
                Pozdrawiam z bardziej odleglych rejonow - krainy CZEKOLADEK

                • santakasia Re: 14.09.06, 15:20
                  dojechałaś do tej Belgii i od razu rzuciłaś się do internetu??? będziemy Cię
                  teraz nazywać: Pani Czekoladkowa ;-)
        • Gość: Grisza Woland jest uniwersalny i nie da sie zawlaszczyc ! IP: *.mnhelse.net 14.09.06, 10:40
          Bez watpienia tez mieszka "na" WSM-ie i udajac profesora robi codziennie zakupy
          w spozywczym Merkurym.A moze przerobic ulice Katowa na Wolanda? Czy nie zwrocil
          nikt uwagi, ze co rano pod Merkurym zostawiany jest na smyczy czarny pudel? Czy
          zapach siarki i metanu na skrzyzowaniu Stolecznej i ..... nic nikomu nie mowi?
          Taka jest CALA prawda o Zoliborzu centralnym.Ale jesli nie Woland, chociaz
          bardzo mi tego zal, to niech zamiast bedzie przynajmniej gnoza.
          I kolejny temat: Soczewka podwojnie wklesla skupiajaca jako narzedzie gnozy u
          ludow koczowniczych w okresie panowania Dzyngis-chana.
          • Gość: zurdo Re: Woland jest uniwersalny i nie da sie zawlaszc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.06, 15:10
            Gość portalu: Grisza napisał(a):
            > Taka jest CALA prawda o Zoliborzu centralnym
            Nie podzielam optymizmu Griszy. To nie jest cała prawda. Obawiam się, że tu
            hula całe stado demonów, troskliwie dokarmianych przez rozchwiane emocjonalnie
            babki podwórzowe.
            Niedawno widziano radnych zlatujących na miotłach z wieży z zegarem,
            pod Lukullusem odkryto tunel biegnący wgłąb ziemi,
            tramwaj linii 15 skręcił z Mickiewicza w Krasińskiego i dowiózł pasażerów do
            Araba, gdzie podróżujący z ważnym biletem otrzymali przeteminowane piwo na
            koszt ztm,
            Michalina J. wracając ze spaceru z czarnym kotem rasy syjamskiej spostrzegła,
            że kot zniknął, a na smyczy prowadzi 2 świnki morskie zrośnięte wąsami,
            Roman B. zabił swą konkubinę widelcem i zbiegł, pozostawiając na miejscu
            zakrwawione narzędzie zbrodni,
            a w przychodni na Szajnochy recepcjonistka powiedziała
            dzieńdobryproszęprzepraszamdziękuję, uśmiechając się przy tym uprzejmie.

            Dorzucam: Motyw zbrodni i kary w literaturze kipczackiej grupy językowej oraz
            Daktyloskopia wewnątrzżołądkowa w przestępstwach spożywczych.
            • jota.40 Re: Woland jest uniwersalny i nie da sie zawlaszc 14.09.06, 15:40
              Najbardziej podoba mi się ta sesja u Araba na koszt ZTM ;)))))... I widelec. Ja
              na przykład posiadam w zasobach szuflady bardzo ostre, przedwojenne widelce
              firmy Brun i Synowie. Z łatwością mogą się stać narzędziem zbrodni! Może to
              nawet jednym z nich posługiwał się Roman B. - kto wie?...
              A może ta konferencja u Araba? O ile nie ma komarów.

              Wraża działalność demoniczna objawiła mi sie ostatnio w inny jeszcze sposób - aż
              lękam się wyznać: widziałam, jak spora wiewiórka wskoczyła na Dziewczynę w parku
              Żeromskiego, pociągnęła tęgi łyk z Dzbana, a potem odeszła chwiejnym krokiem w
              stronę Fortu Sokolnickiego, nucąc przy tym jakieś pieśni Chóru Aleksandrowa. Pod
              skarpą dołączył do niej ten czarny kot rasy syjamskiej, w cylindrze i mitenkach.
              Parkę ową widziano jeszcze później o zmroku na skwerku przed Św. Stanisławem
              Kostką, co już samo mówi za wszystko. Grali w warcaby.
              • santakasia nie ufaj wiewiórce!!! 14.09.06, 16:15
                jota.40 napisała:
                Wraża działalność demoniczna objawiła mi sie ostatnio w inny jeszcze sposób - a
                > ż
                > lękam się wyznać: widziałam, jak spora wiewiórka wskoczyła na Dziewczynę w
                park
                > u
                > Żeromskiego

                błagam! nawet nie żartuj w ten sposób... będąc dziecięciem zostałam zaatakowana
                przez krwiożerczą wiewiórkę w Łazienkach. skoczyła i przeczepiła się pazurami
                do moich policzków. a potem zniknęła. na szczęście nie mam żadnych
                traumatycznych wspomnień dotyczących czarnych syjamów...
              • Gość: zurdo Re: Woland jest uniwersalny i nie da sie zawlaszc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.06, 21:25
                jota.40 napisała:
                > Wraża działalność demoniczna objawiła mi sie ostatnio w inny jeszcze sposób -
                a
                > ż
                > lękam się wyznać...
                Strrrrach się bać, koniec świata się zbliża.
                Czy to ta sama wiewiórka, która codziennie o 13.24 tańczy nago kankana przed
                Wisłą?
                > A może ta konferencja u Araba? O ile nie ma komarów.
                Pomysł dobry, ale obawiam się, że zainteresowanie konferencją, zwłaszcza że
                będzie interdyscyplinarna, przerośnie możliwości lokalu.
                • jota.40 Re: Woland jest uniwersalny i nie da sie zawlaszc 14.09.06, 22:13
                  To ona we własnej osobie.

                  U Araba już się bywało w celach interdyscyplinarnych, panie dziejku i jakoś
                  zawsze wszyscy się mieścili ;).

                  Kasiu - Twoja trauma związana wszak z Łazienkami, a to nasza własna, żoliborska
                  wiewióra, zresztą znany OZI, styropian i członkini Układu. Zero agresji.
                  • sierzant.podsiadlik Konferencja 15.09.06, 02:21
                    To może poniedziałek pracowniany? Zarezerwuje się duży stolik...

                    Co zaś do tajemniczych podkopów, wiewiórek i innych takich, to melduję
                    posłusznie, że dzisiaj na rzeczonym, podejrzanym skrzyżowaniu ulic P. i K.
                    (znanym także jako skrzyżowanie K. i S.) zaobserwowano wieczorem dziwną
                    aktywność bliżej niesprecyzowanych służb, które stały nad słynną klapą kanałową
                    i gwizdały. Zdaje się, że gwizdy miały coś wspólnego z zasłużoną przedwojenną
                    pieśnią "Ta ostatnia niedziela". Więc jeżeli nastanie poniedziałek, to znak, że
                    konferencja odbyć się musi!
                    • Gość: zurdo Re: Konferencja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.06, 08:08
                      no i proszę, Zły osaczony jest bardzo zły. A swoją drogą ciekawe: przyjeżdża
                      Grisza, niby po ogórki, sieje zamęt i moralny defetyzm, a w sobotę pewnie
                      weźmie nogi za pas. Ja nic nie sugeruję, ja tylko pytam.
                      A wracając do wątku kryminalnego: zastanawiają mnie dwie sprawy. Rabuś ukradł
                      mięso na tatar, ale zjadł już tatar, a także - co się stało z resztą folii (wg
                      gazety została tacka i kawałek folii)? I co, do stu diabłów (o, pardą), było w
                      tym mięsie, że zgodził się na tak absurdalną cenę?
                      • jota.40 Re: Konferencja 15.09.06, 09:48
                        Folia posłużyła do zasklepienia perforacji jelita grubego u konsumenta. Metodą
                        mikrotunelingu. Mięso zaś zawierało w sobie mnóstwo białka, a białko bezcenne jest!
                        Mylą mi się koncepcje. Konferencyjny poniedziałek pracovniany u Araba czy w
                        PracoVni? Może w PracoVni, bo ten duży Budweiser po piątaku wart grzechu.

                        Jak znam Griszę - namiącha i nie przyjdzie, dawno już bowiem będzie siedział w
                        swojej zacisznej Norwegii, gdzie Zły nie grasuje... Taki z niego forumowy
                        prowokator. Ale żeby popracować koncepcyjnie i dołożyć się jakoś do jakże
                        bogatego dorobku intelektualnej elity żoliborskiej - to już nie. Ech, życie.
                        • sierzant.podsiadlik Re: Konferencja 15.09.06, 11:28
                          Poniedziałek pracowniany, a nie arabski...
                          • wilson05 Re: Konferencja 15.09.06, 12:58
                            > Poniedziałek pracowniany, a nie arabski...
                            zdecydowanie pracowniany, tam jest rzutnik przeciez a ja juz przygotowuje referat
                            • donkej Re: Konferencja 15.09.06, 13:58
                              buuu, a ja?
                              Mam byc korespondentem?
                              • jota.40 Re: Konferencja 15.09.06, 14:12
                                Tak, Tobie prześlemy resume wykładów, referatów, tudzież zarys głównych
                                koncepcji i podwaliny. Poprosimy o przekazanie notki prasowej najważniejszym
                                dziennikom belgijskim :)).
                                Uwaga, wszyscy chętni:
                                termin konferencji na wymienione wyżej, w licznych postach i konfiguracjach,
                                tematy - najbliższy poniedziałek, PracoVnia, zagajenie nastąpi o 21.00. Referat
                                prezydenta W. na pierwszej pozycji. Pokaz ze slajdami.
                                • sierzant.podsiadlik Re: Konferencja 15.09.06, 15:01
                                  Donkej, nie martw się, co tydzień nowe przestępstwo spożywcze, więc z pewnością
                                  załapiesz się na kolejną turę konferencyjną, okraszoną czekoladami
                                  zagramanicznymi !!!
                                  A właśnie! Ja za miesiąc będę w Moskwie (jak mi wizę dadzą), więc sprawdzę, jak
                                  to naprawdę jest z tą przeprowadzką sił nieczystych!
                                  • donkej Re: Konferencja 15.09.06, 16:07
                                    Krolowa (Marysienka oczywiscie) jest zachwycona.
                                    Jestesmy zachwyceni...
                                    • Gość: zurdo Re: Konferencja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.06, 20:00
                                      Jak tu cicho, co za atmosfera naukowego skupienia. Pozostaje mieć nadzieję, że
                                      nikomu nie zaszkodziła heurystyczna kolacja...
                                      • jota.40 Re: Konferencja 16.09.06, 22:29
                                        Cisza i skupienie, bowiem w poniedziałek przyjdzie bluznąć fajerwerkami intelektu.
                                        A poza tym od paru dni przeżuwam informację prasową, iż obywatel Kamerunu dał w
                                        czapę obywatelowi Francji na ulicy Mikołaja Trąby. Brzmi, jak kalambur.
                                        • Gość: zurdo Re: Konferencja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.06, 22:58
                                          wtrąbił mu znaczy? zagrał na nosie? oto jak polityka antykrzyżacka odbija się
                                          postkolonialną czkawką po 6 wiekach. Dobrze, że w Białołęce.
                                          • jota.40 Re: Konferencja 17.09.06, 07:28
                                            Tak jest! Z ust mi to wyjąłeś. Bo u nas, na Żoliborzu, czka się jeno
                                            Gombrowiczem, jak przystało. Jak już ktoś kogoś leje, na na Placu Inwalidów, nie
                                            Murzyni, tylko drechy i nie Francuzów, tylko gimnazjalistów. Po bożemu, panie, a
                                            nie tam takie nowomodne, europejskie scysje...
                                            • sierzant.podsiadlik Konferencja - wezwanie drugie 18.09.06, 00:44
                                              To co, kochani? PraCoVnia, 21.00, wieczór poniedziałkowy?
                                              (kto chętny do rezerwacji stolika?)
                                              Ja jeszcze nie wiem, czy odczytam przygody komisarza Podsiadlika, bo dom mi się
                                              w lazaret zmienił i żem w gorączce. Ale zjawię się na pewno!
                                              • wilson05 Re: Konferencja - wezwanie drugie 18.09.06, 10:51
                                                > (kto chętny do rezerwacji stolika?)
                                                Ktos tu sie chyba deklarowal w sprawie rezerwacji stolika, ale nie bede
                                                wskazywal palcem...
                                                • sierzant.podsiadlik Re: Konferencja - wezwanie drugie 18.09.06, 11:11
                                                  Napisałam "zarezerwuje się", a nie "ja zarezerwuję" :-) A poza tym, to chętnie
                                                  bym to zrobiła, ale z przyczyn obiektywnych po szesnastej nie będę miała
                                                  możliwości - stąd apel. Więc, drogi Wilsonie, nie wskazuj palcem, bo Cię
                                                  pogonię po placu...
                                                  • jota.40 Re: Konferencja - wezwanie drugie 18.09.06, 13:24
                                                    Ja zadzwonię.
                                                  • roody102 Re: Konferencja - wezwanie drugie 18.09.06, 14:07
                                                    Dajcie znac mailem albo esemesem, jak sie rzeczywiscie ustawicie.
                                                  • wilson05 Re: Konferencja - wezwanie drugie 18.09.06, 15:37
                                                    > Dajcie znac mailem albo esemesem, jak sie rzeczywiscie ustawicie.
                                                    ile razy trzeba napisac ze w pracovni o 21?
                                                    przygotuj referat - moge ci sprzedac temat o symulakrach, bo zdaje sie jestes z
                                                    tego mocny ;)
                                                  • jota.40 Re: Konferencja - wezwanie drugie 18.09.06, 17:22
                                                    Zarezerwowałam duży, prostokątny stół na wprost baru, po lewej stronie -
                                                    kojarzycie?;) Na 21.00. Istnieje jednak potrzeba, żeby ktoś był tam punkt
                                                    dziewiąta (dalej nie trzymają rezerwacji), a ja będę raczej po. Ktoś z Was może?..
                                                  • sierzant.podsiadlik Re: Konferencja - wezwanie drugie 18.09.06, 19:49
                                                    Ja mogę.
                                                  • sierzant.podsiadlik Protokól pokonferencyjny z dn. 18.09.2006 19.09.06, 01:14
                                                    Dnia 18.09.2006 w PraCoVni ul.Popiełuszki 16 odbyła się konferencja naukowa, w
                                                    której uczestniczyli:
                                                    jota.40
                                                    q22 (przez chwilę z Mityczną M.)
                                                    wilson05
                                                    sierzant.podsiadlik

                                                    Po zakupieniu napojów cokolwiek płynnych i pienistych w bardzo przystępnej
                                                    cenie, uczestnicy odbyli burzliwą dyskusję według poniższego planu:
                                                    1) Wolne wnioski i opowieści
                                                    2) Odczytanie pierwszego odcinka przygód komisarza Eustachego Podsiadlika (już
                                                    niedługo w wersji elektronicznej!)
                                                    3) Wolne wnioski i opowieści ad vocem tudzież niekoniecznie ad vocem i tosty
                                                    4) Wilson oraz sierzant p. dostają rykoszetem torebką z wodą, która - zgodnie ze
                                                    starą żoliborską tradycją WSM-ŻC - zostaje zrzucona z okna nad lokalem i
                                                    rozpryskuje się na chodniku przed PraCoVnianym okienkiem. Wydarzenie to powoduje
                                                    płynne (nomen omen) przejście do następnego punktu, czyli:
                                                    5) Zakupienie kolejnej porcji napojów pienistych
                                                    6) Wolne wnioski
                                                    7) Rozejście się zgromadzenia

                                                    Protokolant: sierzant p. (mnóstwo nieczytelnych podpisów)

                                                    To co, robimy powtórkę za tydzień???
                                                  • stary_gramofon Re: Protokól pokonferencyjny z dn. 18.09.2006 19.09.06, 02:53
                                                    Calkiem ciekawie to wygladalo, sadzac z programu tu wypisanego.
                                                    -------------
                                                    Staruszek - gramofon
                                                  • Gość: Grisza Kasztanowce na Potockiej w Ukladzie z ZNP IP: *.mnhelse.net 19.09.06, 08:37
                                                    Jeszcze raz Zoliborz okazuje sie Zaglebiem Czerwieni.Tak zareagowal uklad
                                                    kasztanowce-ZNP na tzw. " psucie " Oswiaty i amnestje maturalna Jakuba Szeli z
                                                    Min.Edukacji.Swoja droga straszny to widok, te drzewa chyba sie juz nie
                                                    wylecza.Na Konferencji byc nie moglem, bo wczoraj wlasnie podrozowalem w kier.
                                                    odwrotnym.Zoliborz obszedlem i obwachalem od Cytadeli po Kamedulow i od Dworca
                                                    Gdanskiego do Wisly.Plac Wilsona w takie dni jak miniony fikend to sam
                                                    miod.Spacerujac po Zoliborzu patrze uwaznie na przechodniow i zastanawiam sie
                                                    who is who z naszego Forum.Robilem zakupy na bazarze na Wloscianskiej, w Mini
                                                    Europie i w Merkurym.A wlasciwie w Merkurym to nie, bo wczoraj rano stoisko
                                                    wedliniarskie bylo nieswieze.No powiedzmy, drugiej swiezosci trzymajac sie
                                                    jezyka Mistrza i Malgorzaty.Inkryminowane powyzej kota i wiewiorke widziano w
                                                    okolicach zawalajacych sie schodow czytelni Domu Kultury.Trzymaly w lapach
                                                    legitymacje czlonkowskie koloru czerwonego i cos tam sobie opowiadaly.
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=638&w=48844094
                                                  • jota.40 Re: Kasztanowce na Potockiej w Ukladzie z ZNP 19.09.06, 10:49
                                                    Zebranie nasze przypominało jako żywo zbiórkę spiskowców.
                                                    Sierżant odczytywał (po dwakroć) początek słynnej epopei kryminalnej o
                                                    komisarzu Podsiedliku (czytelne inspiracje komisarzem Wallanderem z Mankella;
                                                    następnym razem przeprowadzimy komparatystyczną analizę pierwszego rozdziału).
                                                    Pieniste napoje po promocyjnych cenach znikały z oczu, jak drzewa z
                                                    Krasińskiego. Komentarze stały na najwyższym poziomie intelektualnym.
                                                    Jedyne niedociągnięcie: brak zapowiedzianych slajdów (nagana dla kol. Wilsona!).
                                                    Żałujcie, koledzy i koleżanki małego ducha, którym nie chciało się opuścić
                                                    zacisznych mieszkań!...
                                                    Na przyszły tydzień proponuję rozwikłanie zagadki kryminalnej:
                                                    KTO SPUŚCIŁ NAM NA GŁOWY TĘ TOREBKĘ Z ZIMNĄ WODĄ????....
                                                  • wilson05 Re: Kasztanowce na Potockiej w Ukladzie z ZNP 19.09.06, 13:11
                                                    kajam sie za nieprzygotowanie i obiecuje poprawe za tydzien. szczegolnie jesli
                                                    sierzant zamiesci w sieci pierwszy fragment swojej powiesci, ktory zebral tak
                                                    entuzjastyczne recenzje - majac przed oczyma inspirujace dzielo nie znajde juz
                                                    usprawiedliwienia dla swojego lenistwa i bede zmuszony przygotowac zapowiadana
                                                    prezentacje...
                                                  • donkej Re: Kasztanowce na Potockiej w Ukladzie z ZNP 19.09.06, 13:16

                                                    > KTO SPUŚCIŁ NAM NA GŁOWY TĘ TOREBKĘ Z ZIMNĄ WODĄ????....

                                                    Moze Zurdo? Naprawde no - musieliscie go chyba przestraszyc...
                                                    Grisza - moze oni Ci wysla swoje zdjecia na priva?

                                                    Ja z kolei pilam wczoraj piwo znakomite Duvel i jadlam klopsiki w sosie
                                                    wisniowym...
                                                  • jota.40 Re: Kasztanowce na Potockiej w Ukladzie z ZNP 19.09.06, 13:29
                                                    Eee,tam, i tak wszyscy wiemy, że w tej Belgii to tylko ślimaki, małże i frytki,
                                                    frytki, frytki!!! Oni tam jedzą frytki z majonezem!!!
                                                  • wilson05 Re: Kasztanowce na Potockiej w Ukladzie z ZNP 19.09.06, 15:01
                                                    > Eee,tam, i tak wszyscy wiemy, że w tej Belgii to tylko ślimaki, małże i frytki,
                                                    > frytki, frytki!!! Oni tam jedzą frytki z majonezem!!!
                                                    a u nas za to sa wspaniale pyszne tosty, ktore korzystajac z okazji pozdrawiamy
                                                  • donkej Niby serce Europy, a... 19.09.06, 15:21
                                                    Krolowa jest zachwycona... Nastepne dobre pifko (jeszcze nie wiem jakie) bedzie
                                                    z mysla o Was.

                                                    P.S.Widzialam jak w Gandawie dzwoniac wyjechal zza rogu tramwaj z
                                                    napisem "Moscou" a zaraz potem pojawil sie czarny kot...
                                                  • Gość: zurdo Re: Kasztanowce na Potockiej w Ukladzie z ZNP IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.06, 15:26
                                                    donkej napisała:
                                                    > Moze Zurdo? Naprawde no - musieliscie go chyba przestraszyc...
                                                    Zurdo jako V kolumna? Nie no, doprawdy... Zurdo oświadcza niniejszym, że
                                                    spędził 48 godz. w areszcie na Żeromskiego, jako podejrzany o to, że w stanie
                                                    nietrzeźwym grał na pl. Lelewela w piłkę wraz z psem (również w stanie
                                                    nietrzeźwym), niszcząc przy tym trawę przez podeptanie, co stanowi złamanie 5
                                                    punktów nowego regulaminu korzystania z Obiektu. Zurdo oczekiwał na kaucję,
                                                    którą na zlecenie Wolanda miała wpłacić wiewiórka.
                                                    Zurdo oświadcza także, że niestraszne mu wyzwania intelektualne i będzie
                                                    aktywnie uczestniczył w dalszych eksploracjach i eksplikacjach kryminalnego
                                                    połświatka, nawet jeśli nie objawi się na 2. części konferencji.
                                                  • sierzant.podsiadlik Re: Kasztanowce na Potockiej w Ukladzie z ZNP 19.09.06, 17:52
                                                    Zurdo niech nie będzie taki cwaniak, bo wszyscy wiedzą, że granie w piłkę na
                                                    Placu Lelewela podpada nie pod regulamin Obiektu, a pod działalność
                                                    terrorystyczną i bezpośrednie zagrożenie życia kotów Jego Wysokości Drobiu. Ergo
                                                    - Zurdo coś kręci i chce sobie zawłaszczyć znajomość z wiewiórką. Ergo po wtóre
                                                    - to Zurdo z pewnością przyłożył rękę do wodnego pocisku. Wnioski? Zurdo
                                                    potwierdza w swych słowach teorię o V kolumnie (a skoro mamy IV RP, to może już
                                                    VI kolumna???)
                                                  • sierzant.podsiadlik Post scriptum 19.09.06, 18:04
                                                    A nawiązując do Donkejowych tramwajów w dalekich krainach, spójrzcie tutaj:
                                                    img122.imageshack.us/img122/4935/odessa83wz8.jpg
                                                  • jota.40 Re: Post scriptum 20.09.06, 09:30
                                                    Zurdo się nie objawi?.. Areszt, wiewiórka?... A komisarzem był pewnie czarny
                                                    kocur?... Te wykręty, to może krasnoludki łykną, ale nie my!! Tchórz Cię, Zurdo,
                                                    obleciał, anonimowość internetowa wessała... Pewnie masz bielmo na lewym oku,
                                                    szósty krzyżyk na karku, garb i szpotawą nogę!! Ale nic się nie martw, my
                                                    zwracamy uwagę jedynie na zalety duszy.
                                                  • Gość: Grisza Zurdo objawia sie po 12-ej;znika po pianiu koguta IP: *.mnhelse.net 20.09.06, 10:21
                                                    jak to sie mowi chodzi spac z kogutem.Czy w ramach naszego luznego watku
                                                    moglibysmy pokusic sie o wytypowanie na Zoliborzu miejsc, gdzie straszy.Z
                                                    krotkim uzasadnieniem. Np.ul.Hozjusza - straszy jak diabli, w Parku Zeromskiego
                                                    przy fortach takoz.W przedszkolu na Sierpeckiej tylko w listopadzie. W
                                                    podworzach starych kamienic miedzy Cieszkowskiego a Szajnochy.Te miejsca moim
                                                    zdaniem regularnie nawiedzane sa przez Zlego.Takich miejsc jest z pewnoscia
                                                    wiecej.
                                                  • jota.40 Re: Zurdo objawia sie po 12-ej;znika po pianiu ko 20.09.06, 11:03
                                                    Miejsca nawiedzane??... Ależ oczywiście:

                                                    - przy weterynarzu, między Krasińskiego,a liceum Sempołowskiej. Ponury,
                                                    półokrągły budynek, z tyłu garaże. Siedlisko dusz potępionych;
                                                    - Al. Wojska Polskiego, gdzieś tam był cmenatrz malaryczny i te rzeczki
                                                    płynęły... Grasują strzygi;
                                                    - kaponiera przy fosie Cytadeli. Wystarczy popatrzeć. Łazi duch carskiego pristawa.
                                                    - relikty uliczki Fawory, na Cytadeli - przy jej przedłużeniu było miejsce
                                                    straceń, szubienica i co tam jeszcze; a kto pod szubienicą wyje przy każdej
                                                    pełni, to już chyba nie muszę wyjaśniać.

                                                    Strach, strach, rany boskie!
                                                  • sierzant.podsiadlik Re: Zurdo objawia sie po 12-ej;znika po pianiu ko 20.09.06, 11:34
                                                    Plus
                                                    - Sarbiewskiego (co i rusz widzę tam w nocy czarne koty, a o trzeciej w nocy
                                                    straszy tam policja i uprawia pogawędki z właścicielami samochodów)
                                                    - tyły pawilonów na Krasińskiego (coś wrzeszczało tam ostatnio "Ja gorę!")
                                                    - skwer na tyłach I kolonii (a tu nocne wrzaski słychać dosyć regularnie)

                                                    I koniecznie skrzyżowanie Krasińskiego i Popiełuszki, gdzie straszy kolektor i
                                                    widmo kolektora. A właśnie - jest trójka świadków, że wczoraj, o godzinie 23.30,
                                                    znowu tam pośmiardywało było !!!
                                                  • Gość: Grisza Chodzi o strachy metafizyczne, o zjawiska IP: *.mnhelse.net 20.09.06, 12:17
                                                    parapsychologiczne a nie o milicje na Sarbiewskiego.Skwerek na Tucholskiej jest
                                                    niewinny-w niedziele wieczorem trzasnelismy tam z bratem male co nieco...i nic.
                                                    Kolektor sprawa wiadoma - zstapil do piekiel, po drodze mu bylo.
                                                  • sierzant.podsiadlik Re: Chodzi o strachy metafizyczne, o zjawiska 20.09.06, 13:01
                                                    Ależ to jest strach metafizyczny, Grisza, jak o trzeciej w nocy szukasz miejsca
                                                    do parkowania na ciemnej, sennej uliczce, a tu nagle za Tobą rozlega się wycie...
                                                  • Gość: Grisza Re: Chodzi o strachy metafizyczne, o zjawiska IP: *.mnhelse.net 20.09.06, 13:21
                                                    no chyba, ze wycie.Ja wprawdzie bywalem na Sarbiewskiego dosc czesto, ale
                                                    parkowac to odradzam. A moze to wycie urzadza moja przyjaciolka, ktora tam
                                                    mieszka i bardzo nie lubi jak samochody probuja wjechac jej do sypialni.O
                                                    trzeciej to jednak dla niej za wczesnie, bo ona pracuje jak Stalin, po nocach i
                                                    kladzie sie spac ok.7-8 ej.Koty tez ma; i te zwykle i figuratywne.Jesli to
                                                    przeczyta, to moze zechce sie odniesc.
                                                  • wilson05 Re: Chodzi o strachy metafizyczne, o zjawiska 20.09.06, 14:04
                                                    w nocy w ciemnych zakamarkach kolonii WSMowskich kryja sie duchy uciekajace
                                                    przed blaskiem wiez kosciola sw. Stanislawa. wracajac pozno do domu nalezy sie
                                                    spieszyc aby zdazyc przed wylaczeniem reflektorow - gdyz potem daja sie slyszec
                                                    wycia i pohukiwania, strachy wychodza z ukrycia i wylaczaja swiatla w rowerach
                                                    (takich z dynamem), latwo tez zmylic droge. Np. Licho z Kotlowni szczegolnie
                                                    lubi zwodzic idacych z placu Wilsona na WSM i kierowac ich w strone Zoliborza
                                                    Dziennikarskiego i dalej na Marymont
                                                  • Gość: Grisza Re: Zurdo objawia sie po 12-ej;znika po pianiu ko IP: *.mnhelse.net 20.09.06, 11:44
                                                    Dzieki Jota, a ze strachu mozna rzeczywiscie oszalec.Czy Al.Wojska to w
                                                    miejscu, gdzie byl szpital? (rog Felinskiego?)Dokladam Ogrodki Dzialkowe Sady
                                                    Zoliborskie w miejscu, gdzie stal budynek Zarzadu POD- do dzis wyginaja sie tam
                                                    lyzeczki.
                                                  • jota.40 Re: Zurdo objawia sie po 12-ej;znika po pianiu ko 20.09.06, 14:14
                                                    Dla mnie osobiście nawiedzone są całe Aleje (a może Aleja) WP - od placu
                                                    Grunwaldzkiego, po tę kaponierę... Drzew tyle, ciemnawo, te żyły wodne zostały
                                                    po rzeczkach - strzygi są tam jak w banku!
                                                    A na górce w Jordanku widziałam kiedyś nocą psa czarnego, siedział i wył!!
                                                    Może to nawet był ten sam wieczór, kiedy wiadoma wiewiórka z tym czarnym persem,
                                                    czy syjamem w warcaby grali.
                                                    W okolicy fortu Sokolnickiego widziano ducha Agnieszki Osieckiej.
                                                    Na Mierosławskiego czuwa duch baru Fawory!
                                                  • Gość: Grisza Fawory IP: *.mnhelse.net 20.09.06, 14:31
                                                    Na przejsciu dla pieszych przy Faworku Annuszka rozlala olej.Znow na pl.Wilsona
                                                    znaleziono zlota podkowke z diamentami.Cholera, bedzie zle, cos sie dzieje.Nad
                                                    calym WSM ZC widziano ducha Internacjonalizmu Proletariackiego... w
                                                    odwrocie.Skad biora sie strzygi w szpitalu malarycznym?
                                                  • sierzant.podsiadlik Re: Fawory 20.09.06, 14:59
                                                    Przy PraCoVni z kolei szaleje błędny ognik, który też zwodzi podróżnych na
                                                    manowce - jakiej drogi by się nie wybrało, zawsze trafia się na rozstaje dróg
                                                    przy platanach i ze zdumieniem zauważa, że gdzieś zniknęło pięcdziesiąt pięć
                                                    minut...

                                                    Gość portalu: Grisza napisał(a):
                                                    >Skad biora sie strzygi w szpitalu malarycznym?
                                                    To akurat jest proste - w szptalu malarycznym dość łatwo jest uprawiać
                                                    krwiodawstwo na rzecz jednostki z dwoma garniturami zębowymi.

                                                    > Nad calym WSM ZC widziano ducha Internacjonalizmu Proletariackiego...
                                                    A to nie było UFO?
                                                  • jota.40 Re: Fawory 20.09.06, 15:25
                                                    W pobliżu platanów grasują rozmaite militarne zjawy, a to z powodu
                                                    niegdysiejszych prochowni (widziano ducha Ordona). One to podstępnie, razem z
                                                    błędnymi ognikami kierują naiwnych wędrowców. Ci, którzy zmierzają w stronę
                                                    Słowackiego - trafiają niechybnie do PracoVni. Ci, co wypełzają z PracoVni -
                                                    docierają do platanów i dalej ani rusz. Labirynt taki.
                                                    Grisza, cóżeś się tak uwziął na te strzygi. Są i koniec.
                                                  • Gość: Grisza Re: Fawory IP: *.bb.online.no 20.09.06, 23:07
                                                    Kto jak kto Jota40, ale mnie zarzucac czepiania sie strzyg? Obraza Boska !
                                                    Sa i wszyscy wiedza, ze sa.Ja sie tylko grzecznie pytam, skad one takie sa?Bo
                                                    np. utopiec wiadomo, z rzeki Drna.Ale taka strzyga, jest, bo jest? No takich
                                                    cudow nie ma nawet wsrod strzyg.Wezmy taka Ofelie, tegi z niej utopiec i
                                                    wszyscy wiedza skad i dlaczego. Ale pospolita strzyga? Ze niby co, na Hozjusza
                                                    z drewnianej jesionki, za przeproszeniem zbiegla? A cos mi sie wydaje, ze ja w
                                                    zle towarzystwo popadlem.
                                                  • Gość: zurdo Re: Fawory IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.06, 00:26
                                                    Północ wybiła, jestem. Labirynt przed pracovnią jest rzeczywiście
                                                    obezwładniający, jak się zbłądzi, to nawet nie można zadzwonić po pomoc, bo
                                                    ostatecznie i tak leży się gdzie indziej niż się stało.
                                                    Z drugiej strony, tramwaj sierżanta sugerowałby, że siedlisko Zła mieści się
                                                    gdzieś na Sadach. Swoją drogą ciekawe, czy to ten sam tramwaj, w którym młody z
                                                    wąsikami (skojarzenia z wiewiórką na własną odpowiedzialność) ukradł
                                                    legitymację tow. Korotkowowi?
                                                    Dodać należy skrzyżowanie Słowackiego i Krechowieckiej, w miejscu gdzie asfalt
                                                    popękał w kurze łapki duch aluminiowej chochli pojękuje nocami "zuuuupyyyy". Na
                                                    Mścisławskiej 1, w miejscu dawnej orkanówki w piekielnych mękach zmora p.
                                                    Maliszewskiej wyje "kowa leprzy szłychdni" i rzuca juniorkami w okna domu
                                                    naprzeciwko, z kolei przed sklepem ze świerzym chlebem tuż przy Merkurym duch
                                                    prof. Miodka zawodzi bardzo niecenzuralnie.
                                                    jota, poraża i niepokoi twoja przenikliwość, zapomniałaś tylko o kopytkach i
                                                    ogonku. A, bielmo mam na trzecim oku, ale go nie widać, bo zarosło rzęsą.
                                                    I jeszcze do uczestników konferencji. CZy nie czujecie w sobie ciała obcego,
                                                    jakieś wewnętrzne drgania, duchowe dreszcze, malaryczne drgawki, bojaźń i
                                                    drżenie? Bo podejrzewam, że ta woda to święcona była. W folii po tatarze. Brrr
                                                  • sierzant.podsiadlik Re: Fawory 21.09.06, 01:24
                                                    Duchowe dreszcze? Wewnętrzne drgania? E no nie, jak mawiał Drętwy Wacław w
                                                    pewnym skeczu Kabaretu Potem. Nas woda święcona nie ruszy, przecież w tajnych
                                                    szynkach pijemy dziwne alkohole i wieczory przerażamy bluźnierstwami. Choć
                                                    koncepcyja prawdopodobną była, szczególnie jeśli chodzi o poprzednie
                                                    przeznaczenie folii.

                                                    A jeśli ktoś dzisiejszej żoliborskiej nocy ujrzy lub usłyszy zjawę, to ku
                                                    pamięci polecam cytat z pierwszej polskiej powieści grozy, "Strach w zameczku"
                                                    Anny z Radziwiłłów Mostowskiej (1806):
                                                    "Wszyscy uyrzeli tę postać: krzyk, pomieszanie było powszechne, iedni pobiegli
                                                    ku niey, inni jak wryci stali (…) Nic ducha zmieszać nie mogło. Zszedł poważnie
                                                    i w oczach wszystkich wsiąkł w ziemię, która go w sobie oczom naszym skryła"
                                                  • jota.40 Re: Fawory 21.09.06, 09:58
                                                    W malaryczne stany to ja popadam ostatnio na widok kolejnego styropianowca za
                                                    oknem, kiedy z chrzęstem skrobie mi parapet o godzinie szóstej trzydzieści
                                                    rano!! Rzuca przy tym bluźnierstwami na prawo i na lewo, spożywa piwo z puszki,
                                                    nie wygląda na czarnego kota ani na ducha, a ponadto obcy mu jest paradygmat drogi!!

                                                    Dlatego też jedynym rozsądnym wyjściem wydają mi się egzorcyzmy. Proponuję taki
                                                    projekt następnej konferencji:
                                                    1. Spalić należałoby wonne zioła, to po pierwsze.
                                                    2. Może być też jakieś nieduże ognisko, wrzuci się weń szałwię, bowiem szałwia
                                                    wszystie licha odgania i aurę wytwarza.
                                                    3. Następnie spluniemy trzy razy za lewe i prawe ramię (dla pewności), połączymy
                                                    dłonie i rytualnym marszem ruszymy żwawo w kierunku platanowego rozdroża. Dalsza
                                                    marszruta oczywista.

                                                    Zurdo, nie podszywaj się. Poza wszystkim, kopytka i ogonek to bardzo
                                                    staroświecka symbolika.
                                                    Grisza, jeśli o te strzygi chodzi, to wystarczy popatrzeć na niektóre
                                                    żoliborskie wrony i kawki. Bardzo krwiożercze, ba, wprost wampiryczne.

                                                    A jeśli już o Sadach mowa, to krąży tu duch nieutulonej w żalu mojej własnej,
                                                    osobistej prababci, która posiadała ogródek działkowy w miejscu, gdzie stoi
                                                    teraz mój dom. Do samej śmierci przeklinała tę inwestycję, twierdząc, że takich
                                                    kronselek, to ona już nigdzie teraz nie dostanie!
                                                  • Gość: Grisza Twoja pra... byla z pewnoscia znajoma mojej babci, IP: *.mnhelse.net 21.09.06, 11:27
                                                    ktora miala dzialke pokryta obecnie ul.Poli Gojawiczynskiej.Mniej wiecej w
                                                    polowie od Stolecznej do fosy przy B-ci Zaluskich.Kronselki, antonowki, renety,
                                                    klapsy, plebanki, renklody i te wszystkie wspaniale kwiaty.To wszystko teraz
                                                    mozna ogladac na Gwiazdzistej, ale kronselek i antonowek ani tez klapsy juz nie
                                                    ma, bo jak zakladano Gwiazdzista to byl juz Pieniazek i Skierniewice i inny
                                                    duch wial w sadownictwie.Grusza konferencja wziela gore i tak tam jest do dzis.
                                                    Egzorcysta potrzebny od zaraz, aby Zlego przegonic z ZC i to bylo rowniez moje
                                                    niewypowiedziane zyczenie.Pogonic Frycka, coby nie platal sie wsrod w
                                                    wiekszosci niewinnych kawek i krukow Zoliborza.Strzygi moga zostac, bo choc
                                                    krwiozercze to pasuja do ogolnego standardu ZC - zawsze wystepowaly
                                                    antyklerykalnie i przeciw kulakom.Niech zyje kolor nam czerwony !
                                                  • Gość: zurdo Re: Twoja pra... byla z pewnoscia znajoma mojej b IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.06, 12:59
                                                    oj znamy te zioła, znamy. już niby czysto, Zły odegnany, już wieża kościoła
                                                    jaśnieje eschatologicznie. a tu nagle stado wściekłych żyraf, czoło
                                                    przeczołgane po kostce downa, schrony zajęte przez szachistów, a na sieci
                                                    trakcyjnej siedzą wiewiórki i rzucają orzeszkami. Oj, nie tykajcie Złego. On tu
                                                    u siebie. Wszystkie strzygi, upiory, bzdykwy kanalizacyjne, zmory, wampiry,
                                                    podsufitowe plaskacze, zakuchenne mlaskacze, wyjce rurowe, pohukiwacze,
                                                    miotłacze, żarłacze czekoladowi, koboldy, ciemiężyce, grimy kościelne,
                                                    kościochrupy - one tu były przed kronselkami!
                                                    Po dobroci radzę.
                                                  • Gość: co o tym sądzicie Re: Twoja pra... byla z pewnoscia znajoma mojej b IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.06, 20:26
                                                    "Kolejny raz monitoring spełnił swoje zadanie. Tym razem czujne „oko” kamery
                                                    nagrało kradzież 24 opakowań kawy. Wczoraj złodzieje zostali zatrzymani przez
                                                    policjantów z Bielan. Tę noc Hubert K. (26 l.) i Magdalena S. ( 19 l.) spędzili
                                                    w policyjnej izbie zatrzymań."
                                                    Na czyje zlecenie działali? Komu potrzebna jest kofeina w takiej ilości? Kto po
                                                    nocach nie śpi, wyje, z jesionek zęby szczerzy, siarką zaćmiewa czyste umysły?
                                                  • Gość: zurdo co o tym sądzicie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.06, 20:28
                                                    to byłem ja, tzn. ten jak mu tam "co o tym sądzicie". Żeby nie było.
                                                  • Gość: Grisza Re: co o tym sądzicie IP: *.bb.online.no 21.09.06, 20:37
                                                    Smiej sie, wpadniesz na probie kradziezy wody swieconej.Doigrasz sie.
                                                  • sierzant.podsiadlik Re: Twoja pra... byla z pewnoscia znajoma mojej b 21.09.06, 20:56
                                                    Gość portalu: zurdo czyli co o tym sądzicie napisał:
                                                    > Na czyje zlecenie działali? Komu potrzebna jest kofeina w takiej ilości? Kto
                                                    > po nocach nie śpi, wyje, z jesionek zęby szczerzy, siarką zaćmiewa czyste
                                                    > umysły?

                                                    Tu akurat żadnej siarki, zębów i wycia po nocach bym się nie dopatrywała - jakby
                                                    mnie złapał ostry brak kofeiny, to sama byłabym w stanie obrabować najbliższą
                                                    kawodajnię. Wielokrotnie zdarzało mi się na głodzie wlatywać do jakiegoś
                                                    przybytku kawowego i zgrzytając zębami tudzież błyskając ślipiami wycharczeć
                                                    "kawyyyyyyyy". Niestety, los uzależnionego,co to zmienia jednostki prospołeczne
                                                    w aspołeczne...
                                                  • jota.40 Re: Twoja pra... byla z pewnoscia znajoma mojej b 21.09.06, 21:41
                                                    Cóż, jedno można wywnioskować bez trudu. Grupa rośnie w siłę.
                                                    Czekolad ukradli ile? Dwadzieścia.
                                                    A opakowań kawy - już dwadzieścia cztery!!!
                                                    My tu o prababciach i o mlaskaczach, a oni tam knują! Węszą! Ani chybi spiski
                                                    knują, sprzysiężenia zawiązują, a wszystko to na zgubę i na pohybel!!...
                                                    Oooo, moi drodzy, to już nie przelewki.

                                                    Znam jeszcze jeden postępek tej samej szajki: dwa tygodnie temu pojmano ich, jak
                                                    wynosili na Sadach (po rusztowaniu, rzecz jasna) kartony. Złapano ich na gorącym
                                                    uczynku, wiadomo - kradną. A co było w kartonach?? No? KSIĄŻKI!!!!... Macie. To
                                                    chyba ostateczny dowód na działalność Złego, bo któż by inny wpadł na tak
                                                    kuriozalny pomysł? Któż inny, pytam, zleciłby kradzież książek??...
                                                    Tylko Zły. We własnej, rogatej, ogoniastej i parzystokopytnej osobie.

                                                    Egzorcysty nam trzeba.
                                                    Mało!... trzeba nam baby, co odczynia. Zna ktoś taką?...
                                                  • sierzant.podsiadlik Re: Twoja pra... byla z pewnoscia znajoma mojej b 21.09.06, 22:30
                                                    Khem...to chyba było pytanie do mnie ;-)
                                                    Otóż ja znam i to mnogo a mnogo, ale one na Białorusi, niestety, siedzą, a
                                                    korespondencyjnie się nie da. Ale może mi się uda wykombinować sól jakąś
                                                    zaszeptaną - z połowy krąg się utworzy na granicach dzielnicowych, co by licho
                                                    dostępu nie miało, a z drugą połową na wiadomych rozstajach możemy skonsumować
                                                    jajecznicę na kurkach.
                                                    Jak na razie, proponuję na orbis exterior się nie zapuszczać, ruchy prawoskrętne
                                                    wykonywać, ziemię w ogródku zaorać, sznurków nie plątać, haftu krzyżykowego się
                                                    wyuczyć, licha w dziuplach nie słuchać i dzwonów o północy też (nawet gdyby
                                                    podawały notowania giełdowe na dzień następny lub wyniki losowania sobotniego
                                                    Dużego Lotka)!
                                                  • Gość: zurdo Re: Twoja pra... byla z pewnoscia znajoma mojej b IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.06, 23:22
                                                    Jacy egzorcyści? Powariowali wy?! Tacy wy bohaterzy? Pomnika nikt wam nie
                                                    postawi, a jaka strata dla nauki. Tu dyplomatycznie trzeba - prawą ręką po
                                                    plecach klepać, a lewą portfel wyciągać. I skradzioną legitymację. Złego oswoić
                                                    trzeba, czujność jego osłabić. Zbratać się. Za uszkiem podrapać. Flaszka
                                                    nalewki żurawinowej dla kurażu. I Żoliborz jest wasz. Niech no ktoś podskoczy.
                                                    Niech ktoś burknie, syknie, na but nowy nastąpi, mandacik wystawi.
                                                  • sierzant.podsiadlik Zurdo, Ty przed północą się ozywasz??? 21.09.06, 23:42
                                                    Pytanie techniczne - jak podrapać za uszkiem ektoplazmę? Tego chyba nawet sam
                                                    Franek Kluski nie dokonał...
                                                  • Gość: zurdo Re: Zurdo, Ty przed północą się ozywasz??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.06, 23:59
                                                    przestawiam się, bo nie wiem po ile kawa na czarnym rynku.
                                                    Pytanie techniczne - jak podrapać za uszkiem ektoplazmę? Czort wie, to nie ja
                                                    tu jestem praktykiem. Może wystarczy owłosiony jęzor?
    • sierzant.podsiadlik Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc.1 22.09.06, 00:09
      (khem, khem)
      Obiecywałam, no to macie. Za treść utworu nie odpowiadam. Za wykonanie tudzież.
      Wszelka zbieżność ze zbieżnościami przypadkowa. Reszta będzie, kiedy będzie.

      Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc.1

      Komisarz Eustachy Podsiadlik nie cierpiał Żoliborza.
      Nie żeby za specjalnie lubił senność Ochoty, inteligenckość Mokotowa, szybkie
      tempo Śródmieścia, zapijaczenie Pragi i zagrodzenie Tarchomina. Ale Żoliborza
      nie cierpiał najbardziej. Za wszystko. Za inteligencję i za robotników, za
      liberalizm i socjalizm, za staruszków grających w szachy i wydumane rozmowy na
      przystankach, za łże-elity zamieszkujące plac Lelewela, za wiewiórki w Parku
      Żeromskiego, za żuli pod dklepem na Suzina, za kolejki na poczcie na
      Filareckiej, za stację metra, za społecznikowstwo i za leserstwo, za ścieżki
      rowerowe i ich brak, za chłopaków ze Szkoły Pożarnictwa śpiewających na trzy
      głosy "Przeleć mnie w koniczynie, hej!", za smród z kolektora na skrzyżowaniu
      ulic Krasińskiego i Popiełuszki, za to, że ta ostatnia ulica nie nazywa się już
      Stołeczna, za tramwaj nr 15, za wille, za blokowiska, za Szklane Domy, za kino
      "Wisła", za Sady Żoliborskie, WSM, Oficerski,Dziennikarski, Urzędniczy i
      przejście dla pieszych na Krechowieckiej.
      A nader wszystko za to, że ten cholerny Żoliborz ciągle mylono z jego ukochanymi
      Bielanami.
      O tym wszystkim komisarz Podsiadlik rozmyślał sobie pewnego wrześniowego
      popołudnia, kiedy to spacerowym krokiem okrążał Plac Wilsona w kierunku ul.
      Słowackiego. Spacerów nie cierpiał tak samo jak Żoliborza, ale po siedemnastej
      próbie zaparkowania samochodu w okolicach Urzędu Dzielnicy poddał się i zostawił
      wysłużone autko marki Fiat na pierwszym wolnym napotkanym miejscu - aż pod
      Wisłostradą, przeklinając w duchu, że nie wziął radiowozu. Najlepiej z włączonym
      kogutem. Ale przecież głupio jechać radiowozem na sygnale do zgłoszenia o
      kradzieży czekolad, prawda?
      • jota.40 Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 22.09.06, 00:54
        Obiecujący początek. A kiedy dalszy ciąg???...

        Wprost przepadam za nalewką żurawinową.
        • donkej Re: Komisarz 22.09.06, 01:45
          Wyrazy uznania za komisarza sierzancie.

          Co za paskudnie kulinarny watek - swoja droga. Troche tu wiec zamace. Co ja
          poradze, ze taka realistka jestem:

          A'propos strachu: pamietam golebia, co straszyl w przewodzie wentylacyjnym.
          Potem juz nie straszyl tylko dziarsko smierdzial biedaczek. No i te robaczki...
          • Gość: zurdo Re: Komisarz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.09.06, 09:36
            Jeszcze się nie rozkręcił, a już go lubię. Ograniczony horyzont myślowy
            wyrażający się w schematycznym ujmowaniu świata (ach te stereotypy), w
            konfrontacji z rzeczywistością przeżywa nieustanny dysonans poznawczy, co
            skutkuje mizantropią i zaawansowaną agorafobią. W efekcie ciągłego poczucia
            walki ze światem, który jest mu na złość, powoli acz nieubłaganie rozwijają się
            w nim (na razie wewnętrznie, ale stach pomyśleć, co będzie w miarę rozwoju
            choroby) stany paranoidalne zmierzające w stronę urojeń posłanniczych. Czy
            zbawi nas ode Złego?
            • jota.40 Re: Komisarz 22.09.06, 10:05
              To doprawdy piękna analiza, chociaż ja postrzegam komisarza nieco mniej
              patologicznie. Widzę go raczej, jako zmęczonego życiem czterdziestolatka, kryzys
              wieku średniego, zamącone perspektywy, żona nie taka, jak kiedyś... Przychodzą
              do głowy różne pomysły: a może by tak kupić sobie bojówki?? glany?.. rozruszać
              jeszcze jakoś to życie?.. potrenować surfing, czemu nie motolotnia! zapuścić
              włosy! albo nie, ogolić się na łyso! dlaczego by nie zmienić cholernego fiata na
              coś.. no, bardziej dżezi?...nadinspektor kupił sobie właśnie używanego jeepa...
              cholera by go...
              A w ogóle, to dość ma pracy w policji. Ostatni dzwonek, żeby to zmienić. Każdy
              ma prawo do samorealizacji, do diabła! Koniec z tym, nieodwołalnie koniec! Na co
              mu przyszło - ścigać porywaczy czekolady... Ech, cały Żoliborz, cały on!
              • Gość: zurdo Re: Komisarz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.09.06, 16:15
                Kryzys wieku średniego? Tak czy owak, to nie może się dobrze skończyć.
                Wcześniej czy później będzie musiał spojrzeć prawdzie w oczy - wpadł jak śliwka
                w zupę mleczną, gdziekolwiek chciałby uciec - tam ściana, na wieczną wieczność
                skazany na krążenie między kolejnymi rabunkami, nękany przez siły nieczyste i
                własne pożądania. Oj, coś czuję, że skończy wysadzając sklepy spożywcze
                naszpikowanymi dynamitem torebkami z ryżem. Ale nie uprzedzajmy faktów.
                Sierżancie - do dzieła!
                PS Dziś w biały dzień przy przystanku Słowackiego r. pl. Wilsona na oczach
                setek niewinnych mieszkańców Bielan i Żoliborza dwie kawki gmerały dziobami w
                ciele martwego gołębia, krwawe efekty gmerania przed połknięciem dumnie
                obnosiły w dziobach. To już jawne wypowiedzenie wojny, a mówiłem nie złościć
                Złego.
                • jota.40 Re: Komisarz 22.09.06, 17:23
                  No i coraz bardziej mi go żal! Biedaczysko...jakiś taki pogubiony...
                  Torebki z ryżem? A może insze środki wybuchowe w dietetycznym jogurcie light ze
                  słynnej mleczarni w Mławie?..
                  Tak, kryzys wieku średniego, stanowczo. Sugerowałabym jeszcze jakąś niewielką
                  przygodę pozamałżeńską, ze stażystką... na komendzie.

                  Co do kawek - to nie na co demonizować, wspominałam przecież, że grasują
                  strzygi... Dziwne tylko, że za dnia. Tym bardziej wskazane egzorcyzmy!! Nawet
                  nie wiem, czy możemy czekać z tym do poniedziałku.
                  • Gość: Grisza Re: Komisarz IP: *.bb.online.no 23.09.06, 20:23
                    Ja nie czekam i prosze juz dzis o zrobienie porzadku.Niepokoje sie o moich
                    najblizszych.Aurtorke Eustachego prosze od dokladnosc- czemu jedyny bohater
                    pozytywny Forum jest mizogynikiem, to raz.A dwa jesli dotknelo go kiedys
                    ukaszenie heglowskie, to bardzo prosze o kiedy, gdzie, okolicznosci??? To wazne
                    dla wspolczesnej powiesci kryminalnej z Zoliborza.Ukaszenie heglowskie
                    natychmiast naprowadza na wlasciwy trop a jego brak w biografii moze tez byc
                    suuuupeer znaczace.Poza tym uprasza sie autorke o blizsza charakterystke bandy
                    czekoladowej. Satn cywilny, pochodzenie spoleczne itp istotne szczegoly, ktore
                    ulatwia mniej wyrobionemu czytelnikowi w zorientowaniu sie w topografii
                    kryminalnej WSM ZC. Czy komisarz Eustaccio bywa w slonecznej Italii, ile razy
                    do roku, czy interesuje sie wykopaliskami, czy moze szuka ukojenia po licznych
                    porazkach w macierzystym komisariacie na Zeromskiego.Prosze unizenie o wlasciwe
                    nakreslenie sylwetki Eustachego tak, abysmy z gory mogli cieszyc sie
                    powodzeniem, lub jego brakiem w poczynaniach komisarza.Rowniez stosunkowo
                    wysoki stpien policyjny moze wzbudzac zaniepokojenie co do zasadnosci awansu.
                    Czy nie lepiej zaczac mu nowe zycie od godnego stopnia aspiranta. Bylaby to
                    wowczas postac uduchowiona, skromna, pelna checi poznania plci przeciwnej a nie
                    mizogynicznie ja znudzona, wroga i niechetna. Jak sobie wyobraza autorka
                    wspolczesna powiesc kryminalna z bohaterem o negatywnym stosunku do kobiet? Czy
                    on ma bys za pszeproszeniem jakims odmiencem? Jednym slowem, wzywam autorke do
                    zlozenia samokrytki.Albo robimy cos dla wszystkich, albo prowadzimy promocje
                    izolacji intelektualnej.
                    • jota.40 Re: Komisarz 23.09.06, 22:30
                      Grisza, a gdzieś Ty wyczytał, że on nie lubi kobiet??? Czy masz może
                      pozaregulaminowy dostęp do dalszego ciągu? Z którego akapitu to mianowicie
                      wynika? Wgryzłam się w tekst źródłowy po dwakroć i nigdzie nie widzę! Może to
                      już Alzheimer, matko jedyna...
                      On jest nieco znużony życiem, ale o płci przeciwnej autorka nie pisnęła ani
                      słowa. Ja bym go dodatkowo wtrąciła w jakieś mefistofeliczne rozgrywki...
                      • Gość: Grisza Re: Komisarz IP: *.bb.online.no 24.09.06, 09:45
                        Dzieki fantazji literackiej towarzyszymy bohaterowi powiesci kryminalnej przez
                        conajmniej 1 godzine, co oceniam szacunkowo na podstawie szybkosci myslenia
                        wlasciwej temu zawodowi.I jesli facet w stopniu komisarza jest na tyle
                        zgorzknialy, ze nie lubi nawet Zoliborza, to ma z pewnoscia +/- 40-e i jesli
                        facet w tym wieku w ciagu godziny zycia nie pomysli ani razu o kobietach, to
                        jest to juz bardzo znaczace.A siegajac metod analizy Freuda,prosze laskawie
                        wyjasnic, jak interpretowac stosunek inspektora do mlodych samcow ze szkoly
                        pozarniczej spiewajacych na trzy glosy? Czemu akurat na trzy, a nie np. na
                        cztery ? Trojka w podswiadomosci bohatera symbolizuje wiez miedzy ludzmi, i oto
                        w powiesci autorki Podsiadlik, wiez owa przybiera formy patologiczne; oto
                        trzech podchorazych pozarnictwa gromkim glosem domaga sie aby ich " przeleciano
                        w koniczynie " zamiast naturalnym biegiem rzeczy poszukac koniczyny na Placu
                        Lelewela i samemu kogos tam przeleciec.Czy nie jest aby tak, ze taki bieg
                        zdarzen jeszcze bardziej irytowalby naszego bohatera? Szanowna autorko, prosze
                        natychmiast ozenic Eustachego, dac mu kochanke, konkubine lub chocby nieslubne
                        dziecko, dajac czytelnikom wyrazny znak, ze orientacja Eustachego jest zgodna z
                        ogolnie przyjeta norma dla komisarzy policji polskiej chlubnie podtrzymujacej
                        tradycje " Malego Franka " Jozwiaka. Czy komisarz Podsiadlik przeszedl
                        pozytywnie weryfikacje? Czym zajmowal sie w latach powszechnego upadku? Losy
                        bohatera powiesci nie sa prywatna wlasnoscia jej Autorki i jako krytyczny
                        czytelnik mam prawo domagac sie jasnych odpowiedzi na zadane pytania, najlepiej
                        w formie kolejnych jej rozdzialow.Zwracam rowniez uwage Autorce, ile
                        szkodliwego zamieszania moga wprowadzic wszelkie niedomowienia w duszach
                        idealistycznie myslacej mlodziezy, czmu w szczery sposob dala wyraz Jota40,
                        ktora nie mogla sie doczytac watkow mizogynicznych w dotychczas opublikowanych
                        fragmentach Pani powiesci.I blagam Pania, prosze nie robic z niego rowniez
                        nikotynisty.Alkohol tak, nawet w ilosciach nieumiarkowanych, o ile w
                        towarzystwie pieknych kobiet, ale tyton nigdy.Lacze wyrazy szacunku,
                        • jota.40 Re: Komisarz 24.09.06, 20:53
                          Uuuu, Grisza, toż to wyrafinowana analiza!... Jednakowoż błędna. Wiem, bo znam
                          otóż inne fragmenty opowieści o komisarzu P.!! Jak mniemam - w każdej części
                          cyklu komisarz reprezentuje te same, konsekwentne cechy charakteru. We
                          wspomnianym utworze (a raczej jego fragmencie) mężczyzna ów spogląda z bezmierną
                          czułością na śliczną stażystkę. Tak! Tu przepraszam autorkę, że zdradzam
                          niepublikowane jeszcze zawiłości...
                          • Gość: Grisza Re: Komisarz IP: *.bb.online.no 24.09.06, 22:29
                            Jestem cokolwiek uspokojony, ale nie podoba mi sie to, ze komisarz prowadzi
                            romanse w miejscu pracy. Rozumiem, ze jako funkcjonariusz Policji Panstwowej na
                            codzien styka sie z kobietami upadlymi i stad moze wynikac pewna niechec do
                            plci przeciwnej jako takiej. Czy nie byloby jednak moralnie wskazane, zeby
                            komisarz zakochal sie bez wzajemnosci w pieknej przedszkolance z ul.Suzina,
                            ktora poznal pomagajac regulowac ruch na przejsciu dla pieszych przy
                            skrzyzowaniu Slowackiego-Cieszkowskiego? Romans z doswiadczonego policjanta z
                            dojrzala przedszkolanka doprowadzi bohatera powiesci na duzo wyzszy poziom
                            spelnienia uczuciowego, niz dosc schematyczne zadurzenie sie w podkasanej
                            spodnicy mundurowej asystenki i jej nader zgrabnych kolanach. Jesli juz, ma on
                            poszukiwac szczescia w osobie noszacej mundur, to niech raczej poszukuje piekna
                            jej duszy za polami o dwa nry za duzej blekitnej koszuli policyjnego
                            munduru.Jedwabna apaszka, nawet jesli pachnaca tylko woda kwiatowa "Jedyna" , a
                            nie wyrafinowanymi perfumami Fendji, okalajaca wiotka, ozdobiona subtelnym
                            pieprzykiem szyje stazystki, powinan zwracac wszystkie jego mysli ku toczacemu
                            sie sledztwu w sprawie kradziezy czekolady nomen omen "Jedyna" w SDH Merkury.
                            Czy stazystka mogla miec cos wspolnego z ta kradzieza? Kto moglby cos zyskac
                            wrabiajac w te kradziez stazystke? Czy zazdrosna przedszkolanka z ul.Suzina
                            jest zdolna do uknucia tego typu intrygi?
                            • jota.40 Re: Komisarz 25.09.06, 00:19
                              Nooo, Grisza, to jest poważna nadinterpretacja.
                              Po pierwsze - dlaczego przedszkolanka ma być "dojrzała"?... Są też młode,
                              śliczne przedszkolanki, nawet na Żoliborzu.
                              Po drugie - z tą koszulą i apaszką to jakoś nie kumam. Za dekolt ma jej
                              zaglądać, tej stażystce? On tylko popatrywał nieśmiało na jej cudną twarzyczkę,
                              zważ na to, co mówiłam. W oczęta patrzył chabrowe albo jakies tam inne.
                              Jednakowoż stażystka zaistniała przy całkiem innej, żałobnej okazji - a było nią
                              morderstwo obywatela Świńskiego. Tak. Nic już więcej nie powiem, bo będę musiała
                              opłacić prawa autorskie. Toteż dziewczę owo nie może mieć nic, ale to nic
                              wspólnego z czekoladą.
                              By the way, mamy jednak inne gusta, jeśli idzie o perfumy. Ja preferuję "Coco
                              mademoiselle" Chanel, acz przyznaję, że dla młodocianej stażystki mogą być nieco
                              przyciężkie. Spryskałabym ją zatem "Euphorią" Kleina.
                              Czym zaś pachnie kolega Podsiadlik?? oto pytanie do wyrafinowanych mężczyzn.
    • sierzant.podsiadlik Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 2 25.09.06, 01:42
      (khem, khem)
      Muszę przyznać, że nieco mnie przygwoździło podczas lektury Waszych
      interpretacji, analiz i postulatów co do następnych odcinków, drodzy czytelnicy.
      Informuję niniejszym, że przypuszczenia co do wieku komisarza P. są słuszne, a
      jego mądrość i zgorzkniałość życiowa jest spowodowana nie tyle kryzysem wieku
      średniego, co przejściami podczas prowadzenia pierwszej swej poważnej sprawy, a
      mianowicie zabójstwa na terenach ogródków działkowych Kolejarz w pewnym
      prowincjonalnym mieście. Nadmieniam jednocześnie, że w poprzednim odcinku
      opowieści faktycznie komisarz patrzył w oczęta pewnej stażystce, ale sekret
      perypetii miłosnych naszego bohatera na razie sekretem pozostanie. Podobnie jak
      ewentualny nikotynizm, alkoholizm i mizoginia.
      A żeby zaspokoić umysły Wasze, owładnięte chęcią dalszych analiz, rzucam Wam na
      pożarcie odcinek drugi...

      Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 2

      - To ile tych czekolad było?
      - Dwadzieścia, panie komisarzu - cichutko odparł aspirant Mierzejewski, zwany
      przez kolegów Mierzwą, ponoć z powodu wyjątkowej nadgorliwości w trakcie
      prowadzonych śledztw i donoszenia na tych, którzy nie lubią papierkowej roboty.
      - Dziesięć „Jedynych” plus trzy z orzechami, mleczna, tatrzańska...
      - Jaka?
      - Tatrzańska - aspirant prawie szeptał, nerwowo oglądając swoje paznokcie. -
      Taka mleczna jeszcze bardziej.
      - A dlaczego ona się tatrzańska nazywa? - zainteresował się od niechcenia
      Podsiadlik.
      Aspirant w odpowiedzi zamilkł i próbował coś wyjąkać. Podsiadlik machnął ręką,
      rozejrzał się dookoła, znalazł odpowiedni produkt na półce i zajął się
      studiowaniem etykiety. Po długiej chwili ciszy spojrzał zgryźliwie na młodego
      funkcjonariusza, który z paznokci przerzucił się na kontemplowanie sznurówek.
      - Coś zginęło oprócz czekolad?
      - Nie - wydukał aspirant. - Obsługa robi remanent, ale przy oskarżonych nic
      innego nie znaleziono.
      - A co zrobiliście z corpus delicti?
      - Z karaluchem, znaczy? Ekspedientki sprzątnęły - wyjąkał Mierzejewski i
      ośmielony nieco dziwnym wyrazem twarzy interlokutora, dodał: - Jedna nawet sobie
      tipsa złamała.
      Podsiadlik poczuł, jak jego wewnętrzna wściekłość, starannie podkarmiona przez
      otoczenie, brak miejsc parkingowych, przeciskanie się przez tłum na placu
      Wilsona i zwyczajowy szok estetyczny na widok wyjść z metra, zaczyna gwałtownie
      osiągać poziom krytyczny i przemienia się w niepohamowane, obficie biuściaste
      furie z mieczami w dłoniach. Opanował się jednak i zajął się metodycznym
      rozpakowywaniem wziętej z regału tabliczki czekolady z bakaliami, po czym równie
      metodycznie ułamał kawałek i skonsumował. Twarz aspiranta wyrażała chęć
      komentarza, ale spojrzał na komisarza i poczuł gwałtowną potrzebę ewakuacji.
      Podsiadlik w tym czasie zabrał się za konsumpcję drugiego kawałka; po chwili
      spojrzał z żalem na resztę tabliczki, zawinął w pazłotko i schował do kieszeni
      marynarki.
      - Chcę, żebyśmy się dobrze zrozumieli, aspirancie Mierzejewski - wycedził
      komisarz, patrząc bezlitośnie na spłoszonego, zaczerwienionego młodzieńca. -
      Jeżeli dobrze pojąłem wasz wywód odnośnie przebiegu wypadków, trzech mężczyzn w
      średnim wieku ukradło tutaj dwadzieścia czekolad wedlowskich. Schwytaliście ich
      po wyjściu ze sklepu. Czy na razie wszystko się zgadza?
      - Tak jest - wyjąkał aspirant - Melduję, że podejrzenia wzbudził jeden ze
      złodziei, wysmarowany czekoladą z powodu szybkiej konsumpcji skradzionego mienia!
      - Świetnie. Przejdźmy zatem do kolejnej kwestii: o co chodzi z karaluchem?
      - Leżał, panie komisarzu! O, tutaj! – Mierzwa wskazał palcem kredowy rysunek na
      podłodze. - Ekipa techniczna już zabezpieczyła teren, a ekspedientki, na moje
      polecenie, schowały na razie zwłoki do lodówki. Zastanawiałem się, czy wziąć go
      na sekcję zwłok do weterynarza, ale kiedy dowiedziałem się, że pan komisarz
      zajmie się tą sprawą...
      Podsiadlik odetchnął trzy razy głęboko, spojrzał na podłogę, po czym pokręcił
      głową i, wyjąwszy łakocie z kieszeni, znów zajął się konsumpcją czekolady w celu
      spacyfikowania furii, wyśpiewujących pieśni bojowe z repertuaru Pierwszej Armii
      Ludowego Wojska Polskiego.
      - Mierzejewski... – powiedział powoli między czwartym a piątym kawałkiem. -
      Wyjaśnijcie mi, proszę, bo chyba jestem umysłowo ograniczony, czym zasłużył się
      ten karaluszy trup, że potraktowaliście go z taką atencją?
      Zdezorientowanie i zdenerwowanie Mierzwy również osiągnęło punkt krytyczny;
      aspirant zapowietrzył się i zamilkł. Podsiadlik spokojnie zjadł kolejny kawałek,
      dalej wpatrując się w podłogę. Furie przerzuciły się na piosenki zespołu Vader.
      - Zadam inaczej to pytanie - kontynuował po chwili. - Dlaczego do kradzieży
      czekolad i martwego karalucha ściągnęliście ekipę techniczną i Komendę Główną w
      mojej osobie?
      - Bo karalucha rozdeptali złodzieje! – wrzasnął odblokowany aspirant, niezdający
      sobie ewidentnie sprawy z tego, jak cienka granica dzieli go od podzielenia losu
      Blatta orientalis - Skrzywdzili zwierzątko! A to podlega pod paragraf! Oskarżymy
      ich o molestowanie zwierząt! Psychiczne i fizyczne! Nawet szkodniki potrzebują
      czułości! Pan komisarz nie wie, jak wielka jest skala tego zjawiska w naszej
      dzielnicy! Niewinne dżdżownice są nadziewane na haczyki i topione w Wiśle!
      Mrówki giną masowo w parkach! Ludzie polują na komarzyce, które...
      Komisarz ostatkami silnej woli powstrzymał furie od przegryzienia aspirantowi
      paru tętnic, dokończył czekoladę, ułożył pedantycznie na półce trzy złote i
      dwadzieścia groszy, po czym minął drącego się na tematy ekologiczne Mierzwę i
      wyszedł ze sklepu.
      • Gość: Grisza Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. IP: *.mnhelse.net 25.09.06, 08:41
        Jestem spokojny o plynny rozwoj watku kryminalnego, ale gleboko niepokoi mnie
        brak zycia emocjonalnego bohatera. Przeciez dojrzaly mezczyzna nie moze
        zajmowac sie skomplikowanymi sledztwami 24 h/dobe.Przeciez musi cos jadac,
        gdzies sypia, ma jakies zainteresowania, chodzi, lub nie do
        kosciola.Postulowalismy rozne warianty watkow uczuciowych.Autorka Podsiadlik
        sprawnie wprowadza czytelnika w zawile meandry pracy oficera sledczego.Ale czy
        sukces zawodowy moze wypelnic calkowicie 40 arkuszy wydawniczych powiesci?
        Autorka w odcinku 2 pomija, wbrew oczekiwaniom licznej rzeszy czytelniczej
        nadreprezentowanej w osobach J40 i Grisza na lamach Forum, calkowicie pomija
        mlodociana stazystke o chabrowych oczetach (postulat Joty), zgrabnych kolanach
        i wiotkiej szyji otulonej jedwabna apaszka ( postulaty Griszy).Cieszy jednak
        zapowiedz, ze watek emocjonalny znajdzie sie w dalszych odcinkach
        powiesci.Wsrod perypetii uczuciowych komisarza, zgodnie z oczekiwaniami rzeszy
        czytelniczej, nie moze zabraknac watku dojrzalej przedszkolanki.Odpowiadajac na
        zarzuty Joty40 dotyczace moich oczekiwan w stosunku do obu wymienionych pan
        uprzejmie donosze: asystentka nie moze chodzic do pracy w komisariacie
        utrefiona drogimi perfumami i byc narazona na zarloczne spojrzenia kolegow
        policjantow, ktorzy rowydrzeni codziennymi sukcesami w walce z przestepczoscia,
        oczekuja rownie szybkich sukcesow w sprawach seksu.Po drugie, uzywanie drogich
        perfum przez mloda i zle zarabiajaca stazystke nasuwa podejrzenie
        niewyjasnionego sponsoringu, a ma ona przed soba jeszcze wielka kariere i w
        perspektywie godziwe zarobki, ktore w sposob niebudzacy podejrzen pozwola jej
        na drogie perfumy. Dojrzala przedszkolanka ( musi byc dojrzala, aby byc
        alternatywa dla niedojrzalej stazystki, poza tym powinna byc ognista brunetka o
        ciemnych oczach) powina zas miec bogatego sponsora, bo nauczycielki
        przedszkolne zarabiaja niewiele i jej ewentualny awans moze polegac na
        przejsciu z krasnali do zuchow.A na tym kasy sie nie zarobi.Poza tym w powiesci
        kryminalnej potrzebna jest kobieta intrygantka i zgodza sie ze mna wszyscy, ze
        podobnie jak Balladyna powinna byc brunetka. Przeciwstawimy ja chabrookiej
        blondynce ( nie zeby robic sobie dowcipy z blondynek ) i mamy piekny watek
        uczuciowy bedacy znakomita okrasa dla mrozacego krew w karaluszych zylach watku
        kryminalnego.Po trzecie Jota40, komisarz, jesli nawet patrzy w strone dekoltu
        mlodej kolezanki, to ma tam widziec glebie jej duszy, a nie skadinand apetyczny
        biust.Autorka Podsiadlik powinna skorzystac z szansy, jaka przynosi zywa
        reakcja czytelnikow, bo wierze, ze ma ambicje napisania powiesci nie na miare
        nagrody komendanta powiatowego milicji obywatelskiej, ale mierzy w znacznie
        cenniejszy laur, jakim moze byc nagroda komendanta wojewodzkiego Policji
        Panstwoej, czego w imieniu wszystkich czytelnikow szczerze Jej zycze.
      • jota.40 Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 25.09.06, 08:59
        Pozwolę sobie na pierwszy komentarz, na gorąco:
        Pasjami lubię takich zgryźliwych mężczyzn!! W dodatku ceni sobie słodycze;
        pożarł czekoladę z bakaliami, co świadczy o tym, iż świadomy jest działania
        magnezu na skołatane nerwy! Inteligentny znaczy.
        Doskonale połączone wątki karaluchów, ekspedientek i tipsów. Wizja obwiedzionego
        kredą zarysu po karaluszych zwłokach wzbudziła we mnie niewczesne drgawki, a
        pracowac muszę...

        JESZCZE!! JESZCZE!! JESZCZE!!...
        • wilson05 Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 25.09.06, 11:54
          a czy mozemy liczyc na maly wieczorek autorski w zwiazku z ukazaniem sie czesci
          drugiej, polaczony byc moze ze wstepna prezentacja czesci kolejnych? np. dzisiaj
          w pracovni?
          • sierzant.podsiadlik Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 25.09.06, 12:18
            Ciicho...chcesz żeby ktoś nam znowu torebkę z wodą na głowę zrzucił???
            Więc tak - NIE spotykamy się dziś w Pracovni, ABSOLUTNIE NIE koło 21, a moi
            znajomi NIE mają zamiaru zarezerwować stolika ;-)))
            • wilson05 Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 25.09.06, 12:26
              dobrze, w takim razie zmieniam plany i nie bedzie mnie dzisiaj w pracovni ;)
              • jota.40 Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 25.09.06, 15:25
                To ja NIE przyjdę po 21.
                • Gość: Grisza Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. IP: *.bb.online.no 25.09.06, 16:09
                  Ja bym tez chetnie nie przyszedl.
                  • jota.40 Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 25.09.06, 19:41
                    Napiszemy Ci, jak było :)))).
                    • Gość: Grisza Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. IP: *.bb.online.no 25.09.06, 21:02
                      Bede Wam bardzo wdzieczny! Czy pojawi sie dzis wieczor Professsor W ? Wprawdzie
                      nie jest to dzien 15-y miesiaca Nisan; pelnia, ale kto wie.Komisarz P zapewne
                      nie odmowi uczestnictwa w balu? Takim wszak zaproszeniom nie mozna odmowic?
                      Autorka Podsiadlik z pewnoscia zaprezentuje dalsze odcinki powiesci kryminalnej
                      z zycia zoliborskiego hotwoleja, moze do jutra znajda sie w sieci. Wszystkim
                      uczestnikom wieczorka literackiego w Pracovni zycze najmilszych wrazen i
                      niezapomnianych chwil z komisarzem P. Czy przyprowadzil dzis stazystke, czy
                      przyszedl z przedszkolanka ?
                      • jota.40 Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 26.09.06, 01:25
                        Grisza, Grisza, Tobie jeno jakieś tłuste myśli w głowie się plączą... Owszem,
                        odczytaliśmy - a raczej - autorka odczytała - drugi epizod z życia Komisarza.
                        Nie było stażystek, jeno gra w makao. No i poniedziałkowe piwo, jak to w
                        PracoVni. Cnotliwie się bawimy, panie tego.
                        • wilson05 Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 26.09.06, 11:45
                          autorska interpretacja drugiej czesci opowiesci o komisarzu P. wywolala
                          entuzjazm zgromadzonej publicznosci. Zalujemy ze Szanowna Autorka nie ujawnila
                          nawet szkicow czesci kolejnych, czekamy teraz z niecierpliwoscia.
                          Poza tym spotkanie przebieglo bez komplikacji, niestety pracovnie opuscilismy
                          kolo polnocy, a to godzina niezbyt dobra na spacery - i tak na rogu obecnej
                          ulicy Hanki Czaki i obecnej ulicy Popieluszki zauwazylismy topielca probujacego
                          uruchomic widmo samochodu Fiat 125p (na szczescie nie udalo mu sie), zas w
                          sklepie nocnym pani sprzedawczyni na naszych oczach przemienila sie w upiora
                          rodem ze sklepow samoobslugowych Spolem. zle duchy zwodzily nas jeszcze godzine,
                          zanim udalo sie dotrzec do kapliczki na rozstaju pod platanami, skad droga do
                          domu jest juz prosta
                          • Gość: Grisza Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. IP: *.mnhelse.net 26.09.06, 14:39
                            Dziekuje Ci Wilsonie za relacje.Ja musze zadowolic sie czytaniem kolejnych
                            odcinkow powiesci i nie ma zmiluj sie.Czekam wiec na kolejne odcinki, obiecuje
                            czytac i w wierszach i miedzy nimi i dzielic sie komentarzami.Watek o zuchwalej
                            kradziezy na Zoliborzu warto podtrzymac.
                            • Gość: zurdo Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.06, 21:00
                              Oj, ciągniecie diabła za ogon. Licho jakieś was kusi, co by się szwendać ciemną
                              nocą, wprost w przezębną paszczękę Złego rączki wsadzać, w przekrwione oczka
                              belzebuba wpadać i w czeluście pamięci mu się wpijać. Ale cieszę się, że
                              wszyscy przetrwali.
                              Zastanawia mnie aspirant Mierzwa - intuicja podpowiada, że to głupek,
                              karierowicz i tchórzliwy gamoń. Ba, donosiciel. A tu proszę - jaki koncept.
                              Karalucha ucapić, ślady sofixa zabezpieczyć, wsadzić za niewsadzalną kradzież
                              czekolady. Czy to przebłysk geniuszu, wrażliwość na robacze cierpienie czy
                              aspirant Mierzwa plecy ma? Sterowany znaczy? I kto pociąga za sznurki z tylnego
                              siedzenia? Czyżby wiewiórka?
                              I jeszcze kwestia podstawowa. Dzięki fruedowskim urojeniom Griszy wiemy już,
                              jak wygląda biuściasta asystentka i sponsorowana przedszkolanka. A
                              protagonista? Czy nosi sandały na białe skarpetki? Wąsy, brzuszek? Złota
                              jedynka? Bokserki w żółwiki? Pasek czy szelki? Łysina z pożyczką czy rude
                              loczki?
                              • jota.40 Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 26.09.06, 22:56
                                Dobra, ciąg dalszy przecieków, bo nie zdzierżę:
                                Eustachy jest tęgawy, włos ma czarny. Co do pożyczek - nie przypominam sobie.
                                Istotnie, trzeci epizod powinien zawierac w sobie chocby homeopatyczny ślad
                                opisu gł. bohatera.
                                Mierzwę postrzegam, jako niegroźnego paranoika. Nieśmiały, obgryza paznokcie,
                                irytująco przywiązany do obowiązków służbowych, w chwilach stresu zapowietrza
                                się i milknie, potem wybucha - typowe objawy stanów maniakalno-depresyjnych o
                                ostrym przebiegu. Skupiony na insektach i szkodnikach - pseudo-ekolog -
                                pedantyczne zabezpieczanie śladów: wszystko to zapowiada jakis mały wybuch w
                                okolicach szóstego rozdziału. Może nawet zginie, przygnieciony spadającym orłem
                                bielikiem w pobliżu żoliborskiego kolektora. Albo inaczej - weźmie go w
                                posiadanie wampirzyca. Może też wysadzi w powietrze wejścia do stacji metra?...
                                któż go tam wie.
                                Zurdo, z żalem zauważyliśmy, iż zabrakło Cię w czasie wczorajszej, jakże owocnej
                                biesiady. Nie ma się czego bać, zapewniam Cię. Wilson przesadza. Owszem, był
                                utopiec w fiacie, ale krótko i zniknął. Groźniej prezentował się pies naszej
                                forumowej koleżanki, który szczekał na nas zjadliwie zza firany.
                                • donkej Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 26.09.06, 23:50
                                  Już jestem!
                                  Ona z sympatii pewnie i z tęsknoty szczekała
                                • wilson05 Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 27.09.06, 00:08
                                  > Groźniej prezentował się pies naszej
                                  > forumowej koleżanki, który szczekał na nas zjadliwie zza firany.
                                  E tam grozniej, przeciez wszyscy wiedza ze ten pies jest nieszkodliwy. zreszta
                                  jego szczekanie juz z daleka odroznic mozna od wycia strzyg i upiora ze sklepu
                                  nocnego, zatem o zadnej grozie mowy byc nie moze.
                                  A co do aspiranta Mierzejewskiego: chcialbym tylko zwrocic uwage, ze jak podaje
                                  strona republika.pl/izomag/, strzygonie "w pierwszym życiu są w zasadzie
                                  nieszkodliwe i niewiele różnią się od innych ludzi. Zwykle nie znają nawet
                                  swojego prawdziwego przeznaczenia a gdy wyjdzie ono na jaw często cierpią z
                                  powodu swej odmienności." to tak na dobranoc
                                • Gość: zurdo Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.06, 00:21
                                  Nie topielców się boję. Was się boję. W końcu zdrowie psychiczne ma się jedno.
                                  A na przeszczep nowych zwojów ile będę czekać? I od kogo? Bo przecież nie od
                                  was?
                                  Mierzwa niegroźny paranoik? To przekonuje. Tylko te paznokcie. Czyżby był
                                  transseksualistą i dorabiał po godzinach na sałatkach? A śmierć jego widzę
                                  wielką, ale żadne tam żoliborskie masakry piłą mechaniczną. Mierzwa mdleje na
                                  widok krwi. Raczej coś całkiem niezamierzonego. Splot nieszczęśliwych wypadków.
                                  Mierzwa jadąc rowerem widzi naprzystanku, jak dwie kawki pastwią się nad
                                  gołąbkiem. Zamyka oczy, bo mu się zbiera. Wjeżdża w babcię, babcia wpada na
                                  dziadka, dziadek wpada pod autobus, autobus wpada na drugi autobus, ten wjeżdża
                                  w tramwaj, tramwaj wali w taksówkę, taksówka wjeżdża w kwiaciarki, kwiaciarki
                                  wpadają do mini europy prosto w stoisko monopolowe, spirytus się wylewa,
                                  zdenerwowana ekspedientka nie dopala na zapleczu, rzuca peta i poszło.
                                  • jota.40 Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 27.09.06, 09:54
                                    SUGERUJESZ, ŻE JESTEŚMY NIESPEŁNA ROZUMU?????... Wariaci, znaczy? No, to ładnie.
                                    I to kto - Ty??.... Jak możesz, są w końcu jakieś granice nieprzyzwoitych
                                    zachowań! A zwojów Ci nie oddamy, to pewne.
                                    Wizja auto da fe na Wilsoniaku całkiem smakowita, ale trzeba by tam jeszcze
                                    precyzyjnie podszlifować trasy zderzających się pojazdów. Ten tramwaj jednak
                                    trochę daleko jest i jakby walnął w taksówkę, to albo ta się zatrzyma na ohydnym
                                    kiosku ruchu (przy Mickiewicza), albo na krzaczorach (pośrodku placu), albo
                                    wreszcie na stacji metra. Coś nie tak. Popracuj, kolego!

                                    A co do psa (w zasadzie, ściśle biorąc - suki) naszej forumowej koleżanki, to ja
                                    nie wnikam, dlaczego i w jakim sensie ona zza tej firany na nas szczekała. Może
                                    i jest niegroźna, może i za nami tęskniła, ale ja się z zasady boję wszelkich
                                    zwierząt, które są ode mnie dwa razy większe. Na przykład krowy.
                                    • Gość: Grisza Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. IP: *.mnhelse.net 27.09.06, 10:50
                                      Widze, ze ciesza Was dygresje w tematy zastepcze. Ten o psach, tamta o krowach,
                                      a my prawdziwi czytelnicy powiesci kryminalnych chcemy o komisarzu
                                      Podsiadliku.Autorka Podsiadlik nie wywiazuje sie ze swojej roli spolecznej
                                      pisarki i zaniedbuje obowiazek informowania swoich czytelnikow.Mamy prawo
                                      wiedziec, jakie sa plany Autorki odnosnie dalszych losow komisarza zwlaszcza,
                                      ze ostatni odcinek pozostawil wiele uzasadnionych watpliwosci, co do postawy
                                      moralno-etycznej bohatera. Scena jedzenia przez niego czekolady, balansujaca na
                                      krawedzi ogolnie przyjetych norm, draznienie sie z czytelnikami dylematem;
                                      ureguluje rachunek za czekolade, nie ureguluje i ostatecznie nonszalanckie
                                      uiszczenie zaplaty za spozyty produkt, nie budza pozytywnych skojarzen
                                      czytelniczych. Autorka zapomina, ze powiesc moze byc czytana przez niewinna
                                      mlodziez i tego rodzaju postawy moga w jej bezbronnych umyslach klasc podloze
                                      nieufnosci w stosunku do przedstawicieli prawa i sprawiedliwosci. Ten rodzaj
                                      tworczosci nie przyniesie Autorce zasluzonej skadinand slawy i nie tylko nie
                                      zasluzy na nagrode komendanta powiatowego milicji obywatelskiej, ale nie
                                      przyniesie jej nawet uznania komendanta delegatury ORMO przy ul. Felinskiego.
                                      Sterowane przecieki udostepnione czytelnikom za posrednictwem Joty 40 sa jawna
                                      manipulacja na zdrowych umyslach czytelnikow i powinny zostac ukrocone ze
                                      skutkiem natychmiastowym. Jest czarna niewdziecznoscia Autorki wobec swoich
                                      czytelnikow, ze nie odpowiada na szeroki odzew, jakim wsrod nas cieszy sie jej
                                      powiesc. Osobiscie domagam sie jasnego postawienia kropki nad i w sprawie stanu
                                      emocjonalnego bohatera.Nie chodzi mi tu o lansowanie na lamach spolecznie
                                      zaangazowanej powiesci kolejnego macho-policjanta, totez inkryminowanej
                                      stazystki nie probowalem wyposazyc w obfity biust, jak opatrznie wyobraza sobie
                                      Zurdo, ale mialem na mysli niebeskooka blondynke o drobnej kosci ( bez
                                      haluksow ), a te przewaznie nie miewaja az tak obfitego biustu, jak sugeruje
                                      Zurdo.Dojrzala przedszkolanka jest natomiast slusznej postury i jesli komisarz
                                      Podsiadlik woli ten typ kobiety, to bedziemy rozumieli i respektowali jego
                                      wybor, nawet jesli okaze sie, ze przedszkolanka w przeciwienstwie do
                                      asystentki musi raz w tygodniu depilowac golenie. Wydaje mi sie, ze Autorka
                                      nadmiernie rozbudowuje watek pracy intelektualnej komisarza, a zbyt malo wagi
                                      przywiazuje do najprostszych przezyc dnia codziennego. W ten sposob komisarz
                                      zwolna staje sie postacia papierowa, eteryczna, z tych, co to nie jedza, nie
                                      pija.Proponowalbym spowodowac komisarzowi krotkotrwala niestrawnosc po
                                      czekoladzie i koniecznosc wizyty w przybytku Toia przy wejsciu do Parku
                                      Zeromskiego.Taka sytuacja moze bardzo istotnie przyblizyc spoleczenstwu
                                      bohatera i paradoksalnie odswiezyc nieco juz gestniejace wokol niego powietrze.
                                    • Gość: zurdo Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.06, 11:15
                                      > I to kto - Ty??.... A kto? Ja tu jestem ostatnim głosem zdrowego rozsądku i
                                      chłodnej kalkulacji niezmąconej traumatycznymi powrotami.
                                      Krowy? Tak, ja Cię rozumiem. Pod Baranią Górą żyją rude krowy obronne, jeden
                                      krok w ich stronę i ruszają do boju. Kończy się to tyłkiem wygryzionym w
                                      kształt dziewięćsiłów i szarotek. Oj, nie polecam.
                                      Myślałem o tramwaju kursującym między pracovnią a arabem, ale dobrze -
                                      poprawiam: tramwaj w polewaczkę, polewaczka w radiowóz, radiowóz w taksówkę...
                                      Grisza, szanowna Autorka nie wyprowadziła jeszcze komisarza z pierwszego
                                      miejsca zbrodni, a tu tatar już prawie strawiony, kawa spożyta, rabusie
                                      obmyślają kolejne napady, wątek robaczy niewyjaśniony, karalucha zaraz ktoś
                                      kupi z wątróbką. A Ty chcesz komisarza do toitoia posyłać? I może jeszcze go
                                      tam zatrzasnąć? To śmierdzi sabotażem.
                                      • Gość: Grisza Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. IP: *.mnhelse.net 27.09.06, 11:28
                                        Tak, zatrzasnac i niech tam sobie posiedzi poki nie dokona wyboru miedzy
                                        asystentka a przedszkolanka.Chwila zadumy w samotnosci dobrze mu zrobi; pewnie
                                        wzorem strozow prawa minionej formacji ustrojowej dawno nie mial
                                        urlopu.Posiedzi to sobie odpocznie.
                                        • Gość: zurdo Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.06, 11:40
                                          Dobrze mu zrobi, zwłaszcza jak go uwolni sprzedawczyni hotdogów i precelków.
                                          Kobieta dojrzała i doświadczona życiem, twarda i bezkompromisowa, choć może bez
                                          takich przymiotów ciała, jak rzeczone panie. A poza tym - dlaczego ma wybierać?
                                          Że niby już nie może? W końcu przedszkolanka musi wypełniać co drugi wieczór
                                          obowiązki wynikające z umowy sponsorskiej, a stażystka wiadomo - młoda i
                                          fiubździu ma w głowie, a to tańczyć by poszła, a to do kina na Grocholę, a to
                                          po parku z różą w dłoni by pochodziła - męcząca bywa. Więc niech ma trzy, co mu
                                          żałujesz?
                                      • jota.40 Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 27.09.06, 11:46
                                        Buhahaha... Głos zdrowego rozsądku??.. i rude krowy obronne?
                                        Ale żarty, żartami, a te górskie krowy groźne bardzo bywają. Goniła mnie taka
                                        jedna z Gorca na Przysłop, straszne przeżycie. I dziwić tu się później, że boję
                                        się dużych psów, w dodatku przypominających owczarki podhalańskie. Toż to
                                        logiczne chyba!...
                                        Grisza, wypraszam sobie "sterowane przecieki". W imieniu własnym, oraz -
                                        domniemanym - Autorki oświadczam, że przeciek biorę na klatę, Autorka nikim nie
                                        steruje, bynajmniej!! A w ogóle, to po cichu radzę, żebyś przestał się indyczyć
                                        na Autorkę i sugerować to i owo, bo ona - Autorka - może zrezygnować z
                                        twórczości, porzuci Eustachego w pół kroku, na pastwę i tyle będziemy z niego
                                        mieli. Autorkę mogą irytować przydługie wywody na temat kościstej stażystki i
                                        obfitej przedszkolanki, a wszystko to w stylu nowomowy z czasów późnego Gomułki!
                                        Albo też Autorka postanowi zacieśnić krąg czytelniczy i będzie odtąd czytała
                                        kolejne rozdziały jedynie na elitarnych poniedziałkach w PracoVni, ha, ha, ha!
                                        • sierzant.podsiadlik Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 27.09.06, 12:27
                                          Autorka asertywna jest i ma w związku z tym złe wiadomości; propozycje może
                                          wziąć pod uwagę, ale nie jest powiedziane, że je uwzględni. Ponadto dementuje
                                          stanowczo informacje o przeciekach kontrolowanych. Kolejny odcinek się pisze,
                                          ale ponieważ autorka nie samym pisaniem żyje (choć się takie elementy zdarzały
                                          jej w życiorysie), kolejne odcinki nie będą pojawiały się w ilościach hurtowych
                                          jak duchy na Żoliborzu. A jeżeli kiedykolwiek autorka porzuci komisarza
                                          Podsiadlika, to może zapewnić, że na Waszą pastwę i to Wy się wtedy będziecie z
                                          nim męczyć.
                                          Z poważaniem
                                          (jeden, ale za to nieczytelny, podpis)
                                          • sierzant.podsiadlik Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 27.09.06, 12:39
                                            A propos zjawisk niewyjaśnionych - jak wysłałam tego posta, to się przez moment
                                            coś zbiesiło w systemie i czasy dziwne pokazało:

                                            • zuchwala kradziez na zoliborzu (176) wilson05 26.08.06, 21:23
                                            • Gdzie zjeść? (8) justapa 27.09.06, 12:24
                                            • gdzie do dentysty... (13) julia.s.f 27.09.06, 12:12
                                            • poszukuję pokoju/ mieszkania dwupokojowego (1) Gość: Gosia 27.09.06, 21:27
                                            • FORUM: oddzielmy Zoliborz od Bielan !! (6) Gość: JaC 27.08.06, 21:30
                                            • Nowe mieszkania na Żoliborzu ??? (10) pietscharka 27.09.06, 11:42

                                            (uprzedzam pytanie nr 1 - PrtSc mi nie działa)
                                            (uprzedzam pytanie nr 2 - już jest normalnie)
                                            (moje pytanie - przyznajcie się, kto tu mąci???)
                                            • donkej Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 27.09.06, 15:37
                                              Przyszło mi coś do głowy, ale trochę strach pisać...
                                              Moja duża suka szczeka głównie na... koty.
                                              To one ją niepokoją.
                                              Czy jesteście absolutnie, w 100% pewni, że nie było z Wami kota?
                                              Zwierzęta czasem widzą i wyczuwają więcej niż ludzie.

                                              Może asystował Wam np. niewidzialny czarny kot?
                                              Który jeszcze do tego robił do mojej suki głupie miny, żeby ją zirytować?
                                          • Gość: zurdo Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.06, 17:50
                                            Autorka wykazuje nerwowość dającą się wytłumaczyć jedynie niezwykłą i
                                            niespodziewaną popularnością, która spadła na Nią jak nieprzymierzając kawałek
                                            sufitu w odnowionym Merkurym. Niemniej jednak i jakowoż straszenie czytelników
                                            monopolem pracovnianym jest działaniem głęboko niesprawiedliwym. Czytelnicy
                                            wszak okazują pewną niecierpliwość, zrozumiałą przecież po tak dobrym początku
                                            i rozwijają wątki poboczne nie z chęci zagarnięcia części praw autorskich, albo
                                            i nagrody komendanta. Zapewniamy niniejszym, że na sercu nam leży wyjaśnienie
                                            wszystkich mrocznych spraw zatruwających spokój mieszkańców naszej dzielnicy,
                                            gnuśność ich niszczących, podsufitki im demolujących, przykładne głowy rodziny
                                            zamieniające w strzygi, a układne psy w rozszalałe bestie itd. Ot, co.
                                        • Gość: Grisza Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. IP: *.mnhelse.net 27.09.06, 12:35
                                          czuje sie ocenzurowany, zakneblowany.Nie interesuje sie wiecej losami tego
                                          ponurego osla komisarza. Solidaryzuje sie ze swiatem przestepczym.Niech go
                                          owczarek podhalanski...
                                          • jota.40 Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 27.09.06, 19:30
                                            Panowie, jakże dziwnie rozbieżnie układają się Wasze reakcje... Tu uprzejme
                                            oczekiwanie, pełne rozważnej cierpliwości, ówdzie gorycz i poczucie
                                            odrzucenia... Jakież meandry dane nam obserwowac w tym fascynującym wątku! Jakie
                                            pouczające obserwacje natury psycho-społecznej!!
                                            Liczę na wrodzoną czystość intencji Autorki. Nie porzuci ona strapionych na
                                            skraju mglistej drogi, nie wtrąci nas w otchłań zwątpienia, wyjaśni
                                            imponderabilia i pocieszy znękane ciekawością dusze - ja w to głęboko wierzę.
                                            Jeszcze chwila, a cnoty i przywary Eustachego przestaną być dla nas zagadką.
                                            • Gość: zurdo co plaska? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.06, 02:50
                                              Co to, wszyscy śpią? Tak po dobranocce? To pogadam do siebie, drżenie łydek
                                              ukoję. Godzina 01.50, wracam od nocnego (autobusu) do domu. Krokiem chybotliwym
                                              nieco może, bliższym jednakże pionu niż poziomu. I co? Coś plaska. Plask,
                                              plask, plask. Spod ziemi. Jak, bez obrazy, silikon o szybę. Oglądam się w
                                              prawo, w lewo. Nic nie widzę. To kroku przyspieszam, nie żebym strachliwy był,
                                              a plask dalej rytmicznie za mną podąża. Okno na Słowackiego mruga różową
                                              landrynką lub inną przedszkolanką. Fuj. Przyspieszam. Plask, plask, plask. Łby
                                              drzew po drugiej stronie ulicy jakieś takie mięsiste, łapy wyciągają, jakby
                                              jeść krzyczały. Ptaki się pobudziły. Przyspieszam. Plask, plask. Co tam,
                                              biegnę. Dobrze mi zrobi. Plask zostaje w tyle.
                                              Więc pytam dramatycznie - co plaska po północy między Potocką a
                                              Szczepanowskiego? Co plaskiem swym zatruwa umysły zmęczonych obywateli?
      • sierzant.podsiadlik Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 3 29.09.06, 02:55
        Macie. Pastwcie się.

        Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 3

        (dedykowane tym, którzy pewnego lata nudzili się przeokrutnie i wymyślili postać
        - wówczas sierżanta - P.)

        Koło „Merkurego” zebrał się niezły tubylczy tłumek, ze średnią wieku
        zdecydowanie emerytalną i wzrastającym poziomem nastrojów bojowych. Przyczyną
        zgromadzenia była, rzecz jasna, nadgorliwość Mierzwy, który postanowił opleść
        cały budynek taśmą z dość jednoznacznym komunikatem "Policja", co wywołało
        niespotykane poruszenie wśród ludności miejscowej, pielgrzymującej na miejsce
        zdarzenia z prędkością cokolwiek nadświetlną. Gnany z różnych stron naród żądny
        był sensacji jak rzadko; od czasu kolejnej próby wyczyszczenia z tablicy przy
        Suzina słowa "socjalizm" oraz dramatycznego niedoboru tortu na imprezie z okazji
        otwarcia stacji metra, żoliborzanie byli skazani wyłącznie na omawianie tematów
        z innych dzielnic, przez co frustracja się pogłębiała, duch wspólnotowy nikł, a
        redaktorzy "Dezinformatora Żoliborza" szaleli, popuszczając wodze fantazji.
        Tłumiona przez miesiące potrzeba konsolidacji, uniesienia i plotkowania znalazła
        wreszcie swe ujście, a raczej wejście – do sklepu WSS (nomen omen) Społem, a
        patron przybytku doczepił jej skrzydła. Rezultat przeszedł nie tylko najśmielsze
        oczekiwania psychologów, socjologów i antropologów kultury wszelkiej maści i
        wyznania naukowego, ale także komisarza Podsiadlika, który właśnie uspokajał
        swoje nerwy, furie i tętnice przytkane nadmiarem cholesterolu paląc trzeciego
        papierosa i patrząc na kłębiące się za taśmą zbiorowisko obywatelskie. To
        ostatnie przekrzykiwało się radośnie, zachęcone przez dziarską staruszkę w
        fioletowym wdzianku, która przekonywała do swojej spiskowej teorii obserwowanych
        wypadków:
        - Luuudzieee !!! Wytruć nas chcieli już dawno !!! Sąsiadka kaszankę tam wczoraj
        kupiła i dzisiaj ją do Szpitala Bielańskiego odwieźli !!!
        - Co też pani gada, kaszankę? Ja wczoraj ser wyrzuciłam! Strychnina tam była!
        Arszenik! Cyjanek!
        - Bzdury chrzanicie! To nie żadne trucizny, to ekspedientkę kaszanką zaduszono!
        - Nie kaszanką, tylko kabanosami!
        - Potas! Skopolamina! Fizostygmina!
        - Żywiecką przecież jadła na zapleczu! Widziałem ją, taka chuda farbowana!
        - Papierosa zapaliła i raka dostała!
        Komisarz Podsiadlik, prowadzący obserwację nieuczestniczącą, z premedytacją
        poczęstował płuca kolejną porcją nikotyny.
        - Gdzie tam! To ten gruby z Urzędu Dzielnicy się szczura przestraszył i zawału
        dostał!
        - Bombę chcieli podłożyć! Nasz Żoliborz zniszczyć!
        - Tal! Taksyna! Koniina!
        - Puszki ze szwedzkim śledziem wybuchły, bo tak śmierdzi!
        - Kasę okradli! Widziałem takich dwóch, co uciekali! Pięć tysięcy złotych
        zabrali! W aktówce mieli! I w ciężarówce! Do metra pobiegli!
        - Otworzyć sklep! Bazylię muszę kupić na pesto !
        - Tablica Mendelejewa!
        - Poznaję go! Ludzieeee! Ten blondyn, co tam stoi, to talib! Ten Husama!!!
        Podsiadlik zgasił papierosa i zmierzwił grzywkę, szukając na głowie ewentualnego
        turbanu. Tłum gęstniał i napierał na taśmę, żądając wpuszczenia do środka i
        sejmowej powołania komisji śledczej. Pandemonium wzmogło się, gdy pod sklep z
        piskiem opon zajechała furgonetka z antenami satelitarnymi na dachu; wyskoczyło
        z niej dwóch krzepkich młodzieńców ze sprzętem telewizyjnym oraz panienka z
        mikrofonem. Komisarz spojrzał łakomie na dziewczę, bezlitośnie taksując ją
        wzrokiem. Dziewczę zrewanżowało się komisarzowi spojrzeniem, które nie
        pozostawiało wątpliwości, że geriatria nie leży w polu jej zainteresowań. Dalej
        wypadki potoczyły się z prędkością autobusu E-1 na trasie Dworzec Gdański –
        Chomiczówka; furie uaktywniły się na nowo i zaczęły coś mruczeć o sępach miłości
        i łososiach depresji; dziennikarka nadawała relację o próbie nieudanego zamachu
        terrorystycznego w samym sercu matecznika ojców nowej polskiej demokracji, tłum
        machał rękami, wózkami, laskami i parasolami, a Podsiadlika ktoś nagle klepnął w
        plecy.
        - Cześć, stary.
        - Ja ci dam stary, ramolu – mruknął komisarz, patrząc na rozradowaną twarzyczkę
        swojego kolegi, starszego aspiranta Bajorka.
        - Oho, coś jesteśmy nie w sosie, Staszku? – Bajorek bezceremonialnie wyjął
        Podsiadlikowi z kieszeni papierosy i wziął sobie jednego. Komisarz wzruszył
        ramionami. Bajorek wyszczerzył się jeszcze bardziej. – Masz kryzys wieku
        średniego, czy drugi miesiąc leczysz kaca po czterdziestych urodzinach?
        - Trzydziestych dziewiątych – warknął komisarz i znowu spojrzał w stronę
        dziennikarki, która właśnie była na etapie przepytywania opinii publicznej. –
        Jak masz ochotę na filozoficzne frazesy, to idź do środka; znajdziesz tam miłego
        interlokutora, który chętnie z tobą pogawędzi na tematy wszelakie i zadziwi cię
        erudycją.
        - Mierzwa? Ten palant tu jest?
        - In-te-li-gient, Bajorku. Choć zdaje się, że to teraz się wykształciuch nazywa.
        - E tam, on nawet porządnego garnituru nie ma, o innych ciuchach nie
        wspominając. Ale za to ja mam na niego haka; zniszczył dowody rzeczowe.
        Czekolady wszystkie zeżarł na komisariacie, bo myślał, że to bonus ze stacji
        krwiodawstwa.
        - Świnia. No popatrz, a ja przyjechałem tylko dlatego, że chciałem je
        skonfiskować na rzecz Głównej i poddać komisyjnemu jednoosobowemu roztopieniu w
        przewodzie pokarmowym – powiedział komisarz z nieukrywanym żalem.
        - Dlatego cię wezwałem. Sorry, star...pardon, Staszku – Bajorek znowu poklepał
        komisarza po plecach. Podsiadlik, mimo gnębiącego go rozczarowania, postanowił
        wspaniałomyślnie wybaczyć przyjacielowi, po czym na nowo oddał się myślom o
        hurtowej ilości czekolady, która przepadła w żołądku znienawidzonego
        ekologicznego oratora. – Ale mam coś dla ciebie – kontynuował Bajorek.
        - Orzechowa? – spytał z nadzieją komisarz
        - Niestety, kryminalna. A ściślej rzecz biorąc, weź jednak tę sprawę. – Bajorek
        zamyślił się głęboko, aż na czole pokazały się trzy zmarszczki, co – jak
        wiedział doskonale komisarz – było u przyjaciela objawem wyjątkowo intensywnego
        procesu przetwarzania informacji. Poczuł się zaintrygowany.
        Bajorek westchnął.
        – Jest w tym wszystkim coś bardzo, bardzo dziwnego...
        - Mierzwa?
        - Nie, tu chodzi o bardziej rozwiniętą formę życia – odrzekł ciągle
        uzmarszczkowiony Bajorek nie zauważając, że domniemany niższy szczebel ewolucji
        stoi przed nim i przechodzi przemianę w krzyżówkę flory oraz fauny i machając
        łapami, z twarzą w kolorze butelkowej zieleni, próbuje coś powiedzieć.
        Podsiadlik przez chwilkę oglądał jego wyczyny z zainteresowaniem; tymczasem
        Mierzwa, zmieniwszy kolor facjaty na fioletowy, zaczął przeskakiwać z nogi na
        nogę, palcem wskazującym pokazując tłum. Komisarz podążył wzrokiem w tym
        kierunku. Najpierw skonstatował, że dziennikarka zapakowała swoich towarzyszy do
        samochodu i odjechała, a następnie do jego oczu i umysłu dotarło, iż żądze
        naprawdę są niebezpieczne.
        Taśma, tak starannie oddzielająca policję od społeczeństwa, pękła i ludność
        tubylcza ruszyła przed siebie, poganiana okrzykami o promocyjnej wyprzedaży
        produktów wszelakich za dziewięćdziesiąt dziewięć groszy. Mierzwa zamienił się w
        słup soli. Podsiadlik podjął szybką decyzję i dał Bajorkowi kuksańca w bok, od
        czego temu ostatniemu wygładziły się zmarszczki. Starszy aspirant spojrzał przed
        siebie i przedsięwziął środki przymusu bardzo bezpośredniego.
        - Mierzwa! Brać ich!!! – wrzasnął i w celu aktywacji siły policyjnej kopnął
        rzeczoną siłę w zadek. Zapadła cisza. Przywrócony do życia Mierzwa runął do
        ataku, pobrzękując kajdankami.
        Tłum odruchowo cofnął się w popłochu i chwycił się ostatniej deski ratunku:
        - Balcerowicz musi odejść!!!
    • Gość: Grisza Re: zuchwala kradziez na zoliborzu IP: *.mnhelse.net 28.09.06, 08:24
      Mnie tez zdarzaly sie na tym odcinku podobne numery, a osobliwie od Literackiej
      do stacji benzynowej.Ktos chodzil za mna, niewidzialny/a z poduszka
      silikonowa.Konczylo sie to wszystko wraz z pianiem pierwszego koguta, ktore
      wtedy nagminnie chodowano w barakach przy Potockiej ( dzis w tym miejscu koncza
      budowe rektoratu? Akademii Wodolejstwa Sikawkowego). Jedna rada, jesli idziesz
      od Wilsona omijaj miejsce lukiem np. kolo Komedii i dalej Popieluszki. Tam
      ryzykujesz zaledwie zagryzienie przez jakiegos wielkiego psa pod
      platanami.Skrotu przez Pod Grusza nie polecam, bo tam to juz straszy na
      okraglo.Mozesz tez chodzic druga strona kanalku i Potocka do gory, tam spotkasz
      najwyzej ducha naszego zoliborskiego islamisty, niegrozny.
      • jota.40 Re: zuchwala kradziez na zoliborzu 28.09.06, 10:28
        Nie powiem, byłam wczoraj w tej okolicy, ale po pierwsze - bliżej psa Pod
        Gruszą, niż Potockiej, po drugie - bliżej pierwszej, niż drugiej, po trzecie -
        nic mi nie plaskało, silikonu bowiem nie posiadam.
        Drzewa mięsiste i łapy wyciągające przywodzą jednakże na myśl wcześniejsze
        spożycie środków halucynogennych, Zurdo. Ptaki, plaskanie, landrynka - wszystko
        to składa się na spójny obraz świata po grzybkach albo i ziołach. Może to
        plaskała szałwia?? A może po prostu nasz utopiec z fiata 125p??...
        Zastosowałabym się do słusznej sugestii Griszy. Musisz wracać do domu Stołeczną.
        Tam tylko Odwieczny Zapach, poczciwy, cichy, nie wadzi nikomu!... Niemniej
        ostrzegam - po drodze są cztery przedszkola i jeden żłobek.
        • donkej Re: zuchwala kradziez na zoliborzu 28.09.06, 12:11
          Oczywiście - to Pod Gruszą czuwa wielki pies.
          • Gość: sierzant Re: zuchwala kradziez na zoliborzu IP: 193.0.116.* 28.09.06, 15:22
            Potwierdzam, na Popiełuszki nic nie plaska. Przynajmniej nie plaskało dzisiaj w
            nocy. Bo czasami sąsiedzi obdarowują się plaskaczami, ale ostatnio przeholowali
            z zasadą wzajemności i w rezultacie są wyłączeni z wymiany darów wszelakich na
            czas jakiś.
            • Gość: zurdo Re: zuchwala kradziez na zoliborzu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.06, 19:10
              Przeplaskując się znaczy zaplaskali się na amen? To jest myśl. Następnym
              powrotem po wysiąściu z autobusu klapki włożę i zaklapkam plaskacza. Bo
              przecież nie będę z Bielan przez Wolę wracał, zwłaszcza chlapnięty. Chlapnięty
              podkreślam. Insynuacje Joty są oburzające w odniesieniu do praworządnego
              obywatela. Toż ja kupy zbieram i nawet książeczki wojskowej nie spaliłem w
              życiu. Legalista, khe-khe, znaczy jestem stuprocentowy.
              A swoją drogą może by tak owczarka koleżanki przeprowadzać raz w tygodniu po
              najbardziej zapalnych punktach, co ma tylko Gruszy pilnować. Swojego nie
              proponuję, bo nie dość że nieszczepiony, to jeszcze mordę ma czarniawą i z
              kotami za pan brat.
              • jota.40 Re: zuchwala kradziez na zoliborzu 28.09.06, 22:21
                Klapki to świetny, operacyjny wist! Eustachy byłby z Ciebie dumny!!
                Proponuję ponadto parę warkoczy czosnku na szyję i ewentualnie - na biodra. W
                kieszeni dla pewności - osinowy kołek albo i dwa. Nie wiadomo bowiem, ilu
                plaskaczy zdarzy się po drodze... Podejrzewam zresztą, że w tej okolicy plaskać
                musi duch Dzielnego Strażaka. Polał się wodą, to i plaska, a Wy mu żyć nie
                dajecie...
                Acha, no i krzyżyk na drogę. Dla całkowitej pewności - także świeczka i ogarek.
                Co tam by można jeszcze?... Srebrny dukat, słoiczek z zimną wodą święconą,
                żelazna podkowa, sznur konopny, sucha gałąź i niewielka pułapka na hohonie.
                • Gość: zurdo Re: zuchwala kradziez na zoliborzu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.06, 23:10
                  Aż boję się spytać, skąd koleżanka Jota wiedzę taką ma o szamańskich
                  akcesoriach?
                  • jota.40 Re: zuchwala kradziez na zoliborzu 29.09.06, 00:02
                    Z Discovery Channel:)))))).
                    • sierzant.podsiadlik Re: zuchwala kradziez na zoliborzu 29.09.06, 02:57
                      Źle się wkleiło, a na tym forum się nic przekleić nie da - informuję zatem, że
                      kilka postów wyżej jest nowy odcinek ;-))))
                      • jota.40 Re: zuchwala kradziez na zoliborzu 29.09.06, 09:36
                        Scena zbiorowa. Piękna.
                        Bogactwo kolokwialnych frazesów,odwieczna, mityczna staruszka w fioletach,
                        pazerna na newsy dziennikarka (ale żeby pojęcie geriatrii odnosić do mężczyzny
                        39-letniego????... choćby i w żartach nie wolno!!!! Ech, młodośc, młodość!).
                        Mimochodem wprowadzamy postać aspiranta B. - czy nie jest on aby ryżawym
                        blondynem po trzydziestce, z tendencją do tycia, w przybrudzonych, czarnych
                        mokasynach?...i równie mimochodem rzucamy poważny suspens ("jest w tym coś
                        bardzo dziwnego..."). Czuję podskórne dreszcze - ani chybi pojawią się siły
                        nieczyste.

                        Doniesienie z ostatniej chwili:
                        kiedy dziś, koło godziny 8.55 mijałam aromoterapeutyczne skrzyżowanie Stołecznej
                        i Krasińskiego, natknęłam się na:
                        - jednego oficera SS
                        - jednego żołnierza Wermachtu
                        - jednego lotnika niemieckiego
                        wszyscy w pełni umundurowani. Stali i gawędzili.
                        No i co Wy na to?...
                        • sierzant.podsiadlik Re: zuchwala kradziez na zoliborzu 29.09.06, 10:53
                          Aaaa...ja się na nich natykam co roku! Akowcy chodzą po Żoliborzu i opowiadają
                          dzieciarni, jak tu było, a potem, za skrzyżowaniem, przekazują ich w niemieckie
                          ręce. Za pierwszym razem faktycznie mnie wryło, bo widziałam, jak Akowiec stał z
                          SSmanem, podpalał mu szluga i gawędzili wesoło - a ja mieszkałam na Żoliborzu od
                          tygodnia i nie wiedziałam, czy to jest normalne zjawisko dla tej jednostki
                          dzielnicowej, czy też niekoniecznie.
                        • donkej Re: zuchwala kradziez na zoliborzu 29.09.06, 11:04
                          Scenka zbiorowa jakże miła.
                          O co chodziło z wyczyszczeniem z tablicy słowa "socjalizm"?
                          Bo takie sformułowanie jak w tekście może sugerować, że w ogóle wyraz usunięto?
                          A chyba wręcz przeciwnie?
                          Nie no, jednak z tą geriatrią to znać, że autorka ma jeszcze mleko pod nosem:D
                          I czyżbym się myliła widząc inspiracje utworami madame Musierowicz i niejakiej
                          J. Chmielewskiej?
                          :-)))
                          • sierzant.podsiadlik Re: zuchwala kradziez na zoliborzu 29.09.06, 11:25
                            Kawę z mlekiem :D
                            A inspiracja jest jedna wielka i potężna, w tekście swą oczywistością kłująca.
                            Chmielewska z Musierowiczową (gdzie Ty tam Musierowicz zobaczyłaś?) mogą się
                            wypchać. Kto zgadnie, ma piwo przy najbliższej pracownianej okazji!!!
                            • jota.40 Re: zuchwala kradziez na zoliborzu 29.09.06, 11:27
                              Co do mnie, widzę tu raczej pazur Tyrmanda ;))).
                              • wilson05 Re: zuchwala kradziez na zoliborzu 29.09.06, 13:11
                                pyszne. ciesze sie niezmiernie, ze Autorka pozostawila czytelnikom skomplikowane
                                psychologiczne dywagacje na temat osobowosci glownego bohatera i zaserwowala w
                                zamian wspaniale opisy i scenki rodzajowe - tak trzymac!
                                • Gość: Grisza Re: zuchwala kradziez na zoliborzu IP: *.bb.online.no 29.09.06, 18:31
                                  Kolejny odcinek z dziejow komisarza P przeczytalem dzis o 0445 i juz nie
                                  zasnalem. Targnely mna sprzeczne uczucia i targaly az do pojscia do
                                  pracy.Zreczne pioro Autorki kresli wspaniale sceny nieposluszenstwa
                                  obywatelskiego rozhisteryzowanej gromady zoliborskich emerytow zgromadzonych
                                  pod SDH Merkury. Za jej zezwoleniem uczestniczymy w ponurej prowokacji
                                  politycznej polegajacej na szarganiu Najwyzszego Autorytetu. Mam gleboka
                                  nadzieje, ze ujecie osoby odpowiedzialnej jest kwestia kilku dni i w nastepnym
                                  odcinku mozemy oczekiwac sprawiedliwego i surowego osadzenia tego niecnego
                                  uczynku przed sadem grodzkim.Dowodem w sprawie powinien byc fakt, ze wymieniony
                                  autorytet doradza rzadowi panstwa Moldowa, a tam jak powszechnie wiadomo
                                  gospodarka ma sie wysmienicie.Nieudolna akcja policji w wymienionej sprawie
                                  daje wiele do myslenia.Komisarz P odslania coraz bardziej ponura gebe
                                  erotomana, alkoholika i nikotynisty.Jest tylko kwestia czasu, a dowiemy sie, ze
                                  daje sobie rowniez w zyle.Mozemy domyslac sie, ze 39-o letni P blyskotliwa
                                  kariere i awans zawdziecza bogatemu doswiadczeniu, ktore w teczkach wyniosl z
                                  poprzedniego miejsca pracy tj. III Departamentu.Doswiadczenie to po dzis dzien
                                  ukryte jest na terenie ogrodkow dzialkowych Kolejarz w jednym z dynamicznie
                                  rozwijajacych sie miast polnocnego Mazowsza.Podobno ma sie tam dokonac jakies
                                  zabojstwo, ktorego ofiara ma pasc jakis ob.Swinski. Tak szepca na Zoliborzu
                                  osoby dobrze poinformowane.Niewydarzona proba poderwania panienki z wrazej
                                  telewizji Nietrwam stawia kropke nad i w sprawie postawy moralnej tego
                                  niechlujnego policjanta.Suspens pod SDH siega zenitu, a panowie policjanci
                                  poddaja sie wzajemnie badaniu trzeciego stopnia. Cos tu cuchnie i to bardzo
                                  nieladnie.
                                  Tymczasem osoba zaufana donosi mi, ze przechodzac dzisiaj kolo przedszkola na
                                  Stolecznej uslyszala piosenke Zielony Mosteczek w bezblednym wykonaniu
                                  conajmniej czterdziesciorga pieknych dzieciecych glosow. Nie byloby byw tym nic
                                  dziwnego, gdyby nie byla to godzina druga pietnascie w nocy.Czy maja Panstwo do
                                  tego jakies komentarze ? Czy komus bedzie teraz do smichu?
                                  • sierzant.podsiadlik Re: zuchwala kradziez na zoliborzu 29.09.06, 18:42
                                    Grisza, doradzanie państwu Mołdowa, to poważne i odpowiedzialne
                                    zajęcie...Szczególnie, że to tam wygląda tak :
                                    img241.imageshack.us/my.php?image=kiszyniw19fv8.jpg
                                    ;-)))

                                    ps. DWIEŚCIE!!! DWIEŚCIE!!! DWIEŚCIE!!!
                                    • Gość: Grisza Re: zuchwala kradziez na zoliborzu IP: *.bb.online.no 29.09.06, 18:59
                                      Ale czy on im, przepraszam, doradza przez telefon ? Ja zreszta mowilem to
                                      szczerze i z nalezyta powaga.Ja bym tego prowokatora zastrzelil i zakopal pod
                                      posadzka w SDH.A moze Pani zdradzic prywatnie na jaka litere zaczyna sie
                                      nazwisko autorki inspirujacej Pania ? Nigdy jeszcze nie zdobylem zadnej
                                      nagrody, a to mogloby mi pomoc.
                                      • sierzant.podsiadlik Re: zuchwala kradziez na zoliborzu 29.09.06, 19:30
                                        Autora. Na B ;-)))
                                        • Gość: zurdo Re: zuchwala kradziez na zoliborzu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.06, 20:14
                                          myślę, że wystarczająco wiele napisano na temat strasznych rzeczy dziejących
                                          się okrągłą dobę. Nie musimy wymieniać Autora. Otwarte pozostaje pytanie - kto
                                          go tu przeszczepił?
                                        • Gość: Grisza Re: zuchwala kradziez na zoliborzu IP: *.bb.online.no 29.09.06, 21:32
                                          A to mi zadalas klina. Ryzykuje strzal; to moze byc Bialoszewski.Sklonnosc do
                                          rejestracji strumienia swiadomosci. Z drugiej strony Fatalne Jaja tez pewnie
                                          Pani czytala.
                                          • Gość: zurdo komisarz E.P. na tropie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.06, 12:16
                                            Mowę mi odjęło na dwa dni, ale już wiem, co mnie tak zmroziło w scenie
                                            zbiorowej. To nie podświadomy lęk przed tłumem (w końcu wszystkich nas pewnie
                                            karmiono na studiach le bonem i ortegą), to nie to. Ja po prostu znam ich
                                            wszystkich - wiem, kto machał wózkiem, wiem, kto tablicę mendelejewa
                                            rozpracował, wiem, kto kabanosa obciążył zbrodnią na ekspedientce. Wiem też, że
                                            wśród tych, których Autorka usłyszała dopiero w scenie końcowej, byli: mecenas,
                                            któremu kupowane w M. salami wychodzi nocami z lodówki i gra na pianinie,
                                            stomatolog, któremu kupowana w M. bryndza rozmawia z portretem przodka i
                                            regularnie go (przodka znaczy) tym wyprowadza z równowagi, tancerka, której
                                            kupowane w M. pierogi nomen omen ruskie spaliły w kominku przedwojenną komodę.
                                            I inni. Boże, ja ich wszystkich znam.
                                            Grisza dopuszcza się kolejnej nadinterpretacji. Sentyment Griszy do minionych
                                            czasów rozwaliłby nawet chińskie heksagramy Junga, nie wspominając o Fruedzie.
                                            Gdyby Komisarz P. dysponował tajemnym archiwum na terenie ogródków działkowych
                                            Kolejarz, nie jeździłby fiatem.
                                            • jota.40 Re: komisarz E.P. na tropie 01.10.06, 09:57
                                              Z tym fiatem, to bardzo słuszna uwaga. Griszy się wszystko pomyliło, bo Świński
                                              nie został zabity w Ciechanowie. Ale co tam Świński.
                                              Podchodzę do rzeczonego fragmentu ze świeżym umysłem i cóż widzę? Ooo, wiele nam
                                              Autorka przemyciła. Czegóż to dowiadujemy się o Eustachym P.? Pali. Trudno; i
                                              nam nieobcy jest ten nałóg. Patrzy łakomie na kobiety - to się może zdarzyć
                                              każdemu i nie przesądza o orientacji, ale powiedzmy. Natomiast: zauważmy, że dwa
                                              miesiące wcześniej miał urodziny!! Kiedy skradziono czekolady? W okolicy
                                              siódmego września. A zatem kolega P. widzi mi się spod znaku Raka, tak, Raka!!
                                              To już bardzo poważna wskazówka i doprawdy wiele nam mówi o jego dziwnie
                                              zwichrowanym charakterze. Krok do przodu, trzy do tyłu! Oj, Eustachy, Eustachy...
                                              Zurdo, nic się nie martw, ja też ich znam. Oni nawet mieszkają wszyscy w moim
                                              bloku. Tylko ta staruszka w fioletach nosi ostatnio beżowy żakiecik.
                                              Tancerka też tu była, na trzecim piętrze, ale są dwie sprawy:
                                              - ona nie żyje od dwunastu lat
                                              - w naszym bloku nie ma kominków.
                                              • Gość: Grisza Re: komisarz E.P. na tropie IP: *.bb.online.no 01.10.06, 11:34
                                                Szanownym czytelnikom proponuje przyblizenie miejsca akcji powiesci, bo w
                                                sztuce wielkiej musi byc realizm.Wiec jak SDH Merkury, to niech bedzie
                                                Merkury.Tablica pod Merkurym nie ma nic wspolnego z tymi, ktore zostaly
                                                wreczone Mojzeszowi; poniekad przeciwnie wrecz.Wracajac do Swinskiego, jasne;
                                                zyje i ma sie dobrze a ta dziura w czole, to byl kleks i w Ciechanowie nigdy
                                                nie bylo ogrodkow dzialkowych Kolejarz.Komisarz P bedzie Ci tez dozgonnie
                                                wdzieczny za wrobienie go w 2 miesieczny ciag alkoholowy.Jesli wspomina sie w
                                                odc 2, ze moze miec kaca po URODZINACH, a byly one 2 mies temu, to sama
                                                rozumiesz.... Samochod Fiat jako zarzut rozbawil mnie do lez, bedzie moze
                                                szpanowal swoim Ferrari Testarosa ? Niby zamozny z domu, zostawila mu pierwsza
                                                zona? A, pozyczyl od kolegi.Bo chyba nie z uposazenia komisarza. Nie dosc, ze
                                                facet jest jakis niewyrazny, to jeszcze robia tu z niego oprycha.Najwyzszy
                                                czas, aby wlaczyla sie w to Autorka i rozwiala wszelkie watpliwosci; najlepiej
                                                kolejnym odcinkiem.Pora tez na rozstrzygniecie konkursu czytelniczego i
                                                rozlosowanie nagrod.
                                                PS a Swinski, to ma sie az tak dobrze, ze z okazji urodzin zaprasza dzis na
                                                koncert.Zaraz po polnocy w Przedszkolu na Sierpeckiej.Szalapin zaspiewa przy
                                                akompaniamencie Musorgskiego.Co? -oczywiscie Borys Godunow!
                                                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=746&w=49549697&a=49563550
                                                • jota.40 Re: komisarz E.P. na tropie 01.10.06, 13:39
                                                  ...Sugerujesz, że w garażu na Magiera trzyma Ferrari Testarossa??..Eee, chyba
                                                  jednak co najwyżej Porsche. I to jakiś stary model.
                                                  Co do urodzin - kłania się analiza tekstu, mój szanowny kolego! Autorka bowiem
                                                  wkłada w usta Bajorka nastepujące słowa:
                                                  "Masz kryzys wieku średniego, czy drugi miesiąc leczysz kaca po czterdziestych
                                                  urodzinach?"... Tu pada zimna odpowiedź Eustachego.
                                                  Myślę jednak, że tzw. całokształt jego psychiki ani trochę nie wskazuje na
                                                  finansowe zaplecze, pozwalające mu na kupno w/w pojazdów. Jest znerwicowany
                                                  (furie, papierosy, czekolada), znużony i zgryźliwy. Wszystko to razem każe
                                                  sądzić, że jedyne zaskórniaki zarobił jakieś piętnaście lat wcześniej, na
                                                  saksach w Rumunii (doił rude, górskie krowy w Karpatach). A obecnie utrzymuje
                                                  się za niewielką kwotę, otrzymywaną z budżetu. Tak.
                                                  • Gość: Grisza Re: komisarz E.P. na tropie IP: *.bb.online.no 01.10.06, 18:34
                                                    Garaz na Magiera; tys piknie.Potem stawia sie zarzuty, ze wybiegam przed
                                                    szereg, jak ze Swinskim.Jota40, gdybys byla ksiedzem, to nie wnikam w Twoje
                                                    kompetencje.Musze powolac sie na moj zawod- facet jak ma " drugi miesiac "
                                                    kaca, to w swietle wiedzy medycznej alkoholik i czesc.Nie ma zmiluj sie.Ferrari
                                                    moze miec; popelnil blad mlodosci i jako mlody podchorazy w Legionowie zapoznal
                                                    corke badylarza.Krotki romans, slub, nie ma dzieci, troche alkoholu i rozwod.
                                                    Typowe malzenstwo milicyjne. Z uwagi na niezapomniane chwile z nim spedzone
                                                    ruda badylarzowna prosi ojca, zeby dal mu na odczepke ten ponury samochod. W
                                                    tym czasie pracuje w biurze paszportowym na Kochanowskiego, mieszkanko sluzbowe
                                                    na Magiera, garaz i wszystko jasne. Tych krow bym nie wypominal; bo zona byla
                                                    ruda, dojenie tez mu sie dobrze kojarzylo z mlodoscia w Legionowie. Co chcesz,
                                                    mlody, krew sie burzy.
                                                • donkej wracając do niesamowitości 01.10.06, 14:19
                                                  To znowu będą wieści odzwierzęce.
                                                  Czysta prawda, bo ja jestem kobietą bez wyobraźni i fantazjowanie rzadko mi
                                                  wychodzi.
                                                  No więc wielki pies (o wielkim nosie i wielkich uszach)ma zwyczaj wyć do wtóru,
                                                  gdy pod oknami przejeżdża jakiś samochód na sygnale - straż pożarna, policja, a
                                                  najczęściej karetka ze szpitala bielańskiego.
                                                  Czasem przyłącza się do tego mały pies.
                                                  Same z siebie nie wyją - nigdy!
                                                  Aż tu dziś nad ranem... Coś niesamowitego!

                                                  Od razu przypomniały mi się te karetki, które podobno przenosiły szpital
                                                  powstańczy od zmartwychwstanek na I kolonię. No tak - daty są znaczące.

                                                  Coś mi się zdaje, że powieść o naszym swojskim komisarzu niedługo zbliży się
                                                  stylistyką do "Archiwum X".
                                                  • sierzant.podsiadlik Re: wracając do niesamowitości 01.10.06, 15:08
                                                    Grisza, Ty Świńskiego nie wywołuj z lasu, bo to postać autentyczna jest (a mord
                                                    na nim nastąpił wyłącznie literacko, w akcie zemsty). A ponieważ konkurs coś
                                                    słabo nam idzie (nie, to ani Miron B. ani Michaił B.), podpowiedź: w rzeczonej
                                                    inspiracji występował trup w postaci pięknej kobiety w obłoku spalin.
                                                  • jota.40 Re: wracając do niesamowitości 01.10.06, 16:13
                                                    Martwa kobieta w obłoku spalin???... Ach, czemuż nie przykładałam się bardziej
                                                    do literatury popularnej!!! Teraz jestem - wstyd powiedzieć - ciemna, jak nie
                                                    przymierzając, tabaka w rogu.
                                                    Behemot? Belzebub? Belial? Bracia Brandysowie???...
                                                  • Gość: Grisza Swinskiego odgrzebala Jota 40 IP: *.bb.online.no 01.10.06, 18:46
                                                    bo wygadala sie, ze taki typ zginie zamordowany. Ale jak chcesz; prosze bardzo
                                                    zyje jak najbardziej, koncert odwolany.Nie ma sprawy.Kobieta w spalinach
                                                    wneglizu to Raymond Chandler, ale to na C.Ubrana w dzerseje, to James Brown i
                                                    inspektor Wilbur Smith.Nie wiem czemu wychodzilo to w "kluczyku" a nie
                                                    w "jamniku".
                                                    PS. Ty sie chyba skrycie podkochujesz w tym Swinskim. Normalny facet, to by
                                                    ulepil kukielke z gliny zmieszanej z jego paznokciami i skrzetnie zebranymi
                                                    wlosami, wbil igle w okolice trzustki i Swinski leci do piachu w trzy miesiace,
                                                    jego biurko i fotel sa do Twojej dyspozycji, a Swinska wreszcie wie , co znaczy
                                                    cierpiec.
                                                  • sierzant.podsiadlik Re: Swinskiego odgrzebala Jota 40 01.10.06, 23:31
                                                    Gość portalu: Grisza napisał

                                                    > Normalny facet, to by ulepil kukielke z gliny zmieszanej z jego paznokciami i
                                                    skrzetnie zebranymi wlosami, wbil igle w okolice trzustki...

                                                    Grisza, zwracam Ci uwagę na mały, ale istotny szczegół - ja baba, nie facet :) A
                                                    różne rzeczy związane z wudu omawiałam, owszem, na drugim roku studiów, ale
                                                    dawno to było i nieprawda.
                                                  • Gość: Grisza Chodzilo mi o nasze praslowianskie gusla IP: *.bb.online.no 02.10.06, 06:56
                                                    i glowa do gory; wyjdzie jeszcze na Twoje.Chlop, baba, co za roznica.
                                                  • Gość: Grisza Re: wracając do niesamowitości IP: *.bb.online.no 01.10.06, 18:36
                                                    Masz dobra wyobraznie, ale czasami rzeczywistosc potrafi przekroczyc granice
                                                    najwiekszej wyobrazni. Cierpliwie czytaj powiesc, a zrewidujesz jeszcze nie
                                                    jeden poglad na zycie.Czekaj tylko.
                                                  • jota.40 Re: wracając do niesamowitości 02.10.06, 10:21
                                                    Świński funkcjonuje w innej powieści! O ile dobrze pamiętam, zginął tajemniczą
                                                    śmiercią gdzieś, na Żelaznej czy Chłodnej, w wynajętym mieszkaniu.
                                                    Tropem tego ponurego morderstwa kroczył znany nam Eustachy P. O ile puszczalam
                                                    tzw. farbę, to tylko, żeby przybliżyć nieco jego ekhm, cechy.
                                                    Gusła, szamańskie praktyki, a mnie wczoraj spisali, bo spożywałam z kolegą piwo
                                                    na świeżaku ;(((. Na szczęście, nie było to na Żoliborzu. Rozmawiałam jednak z
                                                    aspirantem XX bardzo grzecznie, bo tym Mierzwą mi zalatywał. Pouczył nas i
                                                    odjechał :)).
                                                  • sierzant.podsiadlik Re: wracając do niesamowitości 02.10.06, 10:52
                                                    A już się przestraszyłam, że policja znowu robi nalot na Sady ;) Choć to może
                                                    być fragment szeroko zakrojonej akcji - my tu jakąś propagandę uprawiamy, dobre
                                                    imię służb szargamy, piątego dna się dopatrujemy - więc teraz będą nas
                                                    prześladować. Zurda przecie na dołku już zamknęli; został Grisza, Wilson, Donkej
                                                    i ja. Mnie pewnie dopadną na końcu, ale wiem z dobrze poinformowanych źródeł, że
                                                    zakusy już są...
                                                  • Gość: Grisza Wylapia nas jak kocieta, IP: *.mnhelse.net 02.10.06, 13:21
                                                    Zurdo wpadl, Jota40 notowana, szybko to wszystko idzie.Oni maja swoje metody i
                                                    dlugie raczki.Czy moga wsrod nas byc konfidenci Podsiadlika ? Az strach
                                                    pomyslec.W zebraniach spiskowych nie uczestnicze, ale wypowiedzi i zdjecie SDH
                                                    Merkury mowia same za siebie. W zebraniach zreszta tez bym chetnie
                                                    uczestniczyl.A moze dadza nam spokoj, moze w nastepnym odcinku beda mieli
                                                    jakies inne zadania.Jako Autorka mozesz ich troche na falszywy trop
                                                    skierowac.Dyskretnie podsunac im jakis slad i niech szukaja wiatru w polu a my
                                                    tymczasem dalej siegamy piatego dna. Jota40 bedzie mogla znow korzystac z
                                                    urokow dziwnie latos dlugiego babiego lata, Zurdo tez wyjdzie i wszystko wroci
                                                    do normy.Bez paniki.Tylko zrobcie juz cos z tym Swinskim, bo ja juz trace
                                                    orientacje; zyje? zabili go? pochowany? czy odgrzebany?
                                                  • jota.40 Re: Wylapia nas jak kocieta, 02.10.06, 13:51
                                                    Cóż, pozostaje mi się przychylić do Twoich postulatów, bardzo bowiem lubię
                                                    korzystać z uroków babiego lata. Nota Bene, na Sadach korzysta się z nich bez
                                                    uszczerbku i nie będąc od razu notowaną w policyjnym kajeciku! Nie dalej, jak
                                                    miesiąc temu konsumowałam piwo przy szachownicy (z innym kolegą), która za dnia
                                                    służy grupie nobliwych szachistów, wieczorami zaś bywała nie raz miejscem tzw.
                                                    libacji (kulturalne, forumowe wino, plus scrabble). A przecież straż miejska
                                                    wielokrotnie przejeżdżała ulicą Braci Załuskich!! W park zaglądali, a jednak nie
                                                    notowali.
                                                    Zaledwie jednak znalazłam się w pobliżu ulicy Żelaznej... Ech, szkoda gadać.
                                                    Lepiej nie opuszczać granic naszej tolerancyjnej dzielnicy.
                                                    Grisza, Świński NIE ŻYJE. Nie żyje. Padł trupem. Dawno temu. Nie ma on nic
                                                    wspólnego z czekoladą.
                                                  • donkej Re: Wylapia nas jak kocieta, 02.10.06, 14:31
                                                    Na mnie i Prezydenta też się już rzucili. Z bronią biologiczną. Zarazili nas
                                                    jakimś dziwnym wirusem, czy bakterią, więc udział w spotkaniu poniedziałkowym
                                                    stał się niemożliwy.
                                                    Ja siedzę w domu na antybiotyku i trzęsę się ze strachu.
                                                  • Gość: sierzant.p Re: Wylapia nas jak kocieta, IP: 193.0.116.* 02.10.06, 15:52
                                                    To tylko ja i Grisza zostaliśmy...On zagramanicą, więc go tak szybko nie
                                                    dopadną - a na mnie pewnie czyhają, ale na razie jeszcze co nieco mnie chroni.
                                                    Szkoda, że ceny materiałów budowlanych tak w górę skoczyły - bunkier trza
                                                    budować, bo zima w szałasie może się jeszcze gorzej skończyć, a na igloo na
                                                    razie nie ma warunków...
                                                    ps. a spotkania poniedziałkowego zdaje się dziś nie ma - to tak w ramach
                                                    mylenia tropów, co by nie zgarnęli nas hurtem!
                                                  • Gość: zurdo Re: Wylapia nas jak kocieta, IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.06, 20:34
                                                    Najpierw sprostowanie - nie siedzę na dołku, wiewiórka z opóźnieniem, ale
                                                    dostarczyła okup, następnie powołując się na znajomości z Wielkim Likwidatorem,
                                                    pogroziła kitką i znikła.
                                                    Ach, Jota, jak Ci zazdroszczę. Gdyby nie to zestyropianowacenie, przeniósłbym
                                                    się na Sady. A tak - żyję wspomnieniami sprzed roku - balangi na stole do ping-
                                                    ponga, domowe nalewki i darcie mordy do białego rana. Ale to nie ma nic
                                                    wspólnego z Merkurym.
                                                    Autorka rzeczywiście jest w sytuacji dość komfortowej, przynajmniej do czasu V
                                                    RP, kiedy to okaże się OZI, ale na miejscu Griszy zacząłbym się bać. Kto wie,
                                                    do czego zdolne są trolle i czym Grisza sobie posłodzi herbatę pewnego pięknego
                                                    dnia.
                                                    Wiem już, kto tak żywo inspiruje Autorkę (nawet jeśli Autorka jeszcze tego nie
                                                    wie). "Jezus Maryja! co się to dzieje? Na dno piekielne kwapiąc się śmieję.
                                                    Śmierć jak kot wpadnie w lot". Ksiądz Józef Baka. Spalin co prawda jak na
                                                    lekarstwo, chyba że piekielnych, za to klimat się zgadza, kobiet potępionych
                                                    pełno. I kotów również.
                                                  • sierzant.podsiadlik Re: Wylapia nas jak kocieta, 02.10.06, 22:00
                                                    Zurdo, na nic Twoje nadzieje, OZI nie zostanę; mam w tej sprawie specjalne
                                                    pisemko z IPN-u, ze wszystkimi pieczęciami, poświadczające, że nie
                                                    współpracowałam, nie donosiłam, nie figuruję, nie łgałam że współpracowałam i
                                                    nie łgałam że nie współpracowałam. Trzy miesiące mnie lustrowali, paskudy. A
                                                    wystarczyło spojrzeć na datę urodzenia ;-))) Ale ponieważ inne wywrotowe
                                                    grzeszki na sumieniu i owszem posiadam, podpadnę zapewne pod paragraf
                                                    kolaboracji z niepożądanymi czynnikami społecznymi, monotwanie piątej liberalnej
                                                    kolumny, lansowanie sądów politycznie niepoprawnych, oraz przekupywanie
                                                    szarlotką urzędnika państwowego.
                                                    Na Bakę nie wpadłam, ale to nie on. Konkurs zatem trwa (kurde, czy Wy kryminałów
                                                    nie czytacie, czy co? sama wyyysoka literatura, co po nocach przy mandolinach
                                                    rzewne piosnki zawodzi???).
                                                  • Gość: zurdo Re: Wylapia nas jak kocieta, IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.06, 23:19
                                                    Poczekaj, aż Grisza wyśpiewa, gdzie te ogródki działkowe.
                                                    A co do lektur - przykro mi. To Żoliborz, nie Ursus. Tu się dzieciom w kołysce
                                                    czyta Sofoklesa przygrywając Mahlerem. Ale spróbuję ostatni raz - może Zatrute
                                                    czekoladki Berkeleya.
                                                  • jota.40 Re: Wylapia nas jak kocieta, 03.10.06, 09:50
                                                    Skąd wiesz, że puszczałam dziecku w kołysce Mahlera???...Bardzo sprawnie
                                                    zasypiało przy IX Symfonii ;))).

                                                    Z tą literaturą popularną kiepsko u mnie - kryminały czytuję tylko stare i
                                                    najchętniej Chandlera oraz A. Christie, a żadne z nich na B się nie zaczyna.
                                                    Odpadam z konkursu w przedbiegach, chyba, że przekupię Autorkę, wiem bowiem,
                                                    gdzie na Żoliborzu można dostać pyszne rogale toffi. Pomyślmy - powiedzmy, pięć
                                                    rogalików za nazwisko?...
                                                    Byłam ostatnio pierwszy raz w odnowionym Merkurym!! Odruchowo szukałam wzrokiem
                                                    wyrysowanych kredą karaluszych konturów na podłodze. Oto, jak literatura
                                                    przekłada się na życie.
                                                    Zurdo, z Potockiej na Sady trzy kroki, szachownica czeka. Fakt, że trzeba się
                                                    zmierzyć po drodze z plaskaczem, na dłuższą metę trudne do wytrzymania. Można
                                                    się jednak zaoptarzyć z sprzęt grający, słuchawki i wracać, wsłuchując się w
                                                    cudne dźwięki Adagia (Sehr langsam) z dziewiątej - trwa prawie dwadzieścia trzy
                                                    minuty, w sam raz :)).
    • sierzant.podsiadlik Komisarz Podsiadlik na tropie - odc. 4 03.10.06, 13:19
      Autorka nie da się przekupić jakimiś warszawskimi rogalami toffi - na pewno nie
      umywają się do przepysznych zamiejscowych. Konkurs trwa ;)

      Komisarz Podsiadlik na tropie - odc. 4
      (dla R.,który jest w pewnym sensie współautorem tego odcinka)

      - Jest w tym wszystkim coś dziwnego – powtórzył po dłuższej chwili Bajorek, ale
      już bez marszczenia czoła. Panowie wciąż stali na schodach Merkurego, obserwując
      Mierzwę, zgarniającego z pietyzmem resztki policyjnej taśmy na szufelkę.
      Niedobitki tubylcze, przegnane przez rozjuszonego funkcjonariusza, ukryły się w
      budce z pieczywem i cicho rozprawiały na temat zaistniałych wypadków, wysyłając
      co jakiś czas szpiega do – wreszcie otwartego dla społeczeństwa – sklepu.
      Szpiegiem tym była, rzecz jasna, babcia w fioletach, która ze żwawością godną
      pozazdroszczenia przemieszczała się w tę i nazad, relacjonując grupie spiskowej
      uzyskane od ekspedientek tajniki układania towaru na półkach.
      Komisarz spojrzał z zainteresowaniem na kolegę. Znał Bajorka dziesięć lat i choć
      wiedział, że ten interesował się postromantyczną filozofią metafizyczną, nigdy
      nie przekładał tego na obowiązki służbowe. Chyba, że ten Żoliborz go tak
      spaskudził – pomyślał komisarz i westchnął.
      Bajorek też westchnął i spojrzał uważnie na komisarza.
      - Staszku, ale nie pomyśl że zwariowałem, co?
      - Ach nie, skąd – odparł natychmiast Podsiadlik i dodał w myślach: snobistyczny
      Żoliborz, pieprzony Żoliborz...
      - Bo tu się naprawdę coś dziwnego zaczęło dziać. Ludzie kradną czekolady, tatary
      razem z tacką...
      - Tatary? – zainteresował się komisarz, układający właśnie listę żoliborskich
      epitetów i dodał z rozpędu: – Tatarski Żoliborz?
      - A nie, to było na Bielanach – odparł pogodnie Bajorek. – Facet wszedł do
      sklepu i zeżarł mięso na tatar. Zidentyfikowaliśmy produkt po reszcie folii z
      metką. Mierzwa co prawda prawie zrobił facetowi amatorskie płukanie żołądka, ale
      wybiłem mu to z głowy. Metaforycznie, rzecz jasna.
      Podsiadlik spojrzał na Mierzwę, smętnie stojącego na chodniku ze szczotką
      tudzież miętoszącego w ręku służbową czapkę i przyjrzał się z zainteresowaniem
      wielkiemu guzowi na potylicy aspiranta. Skinął głową z aprobatą. Przemknęło mu
      przez myśl, żeby przepytać Bajorka na temat metod ułaskawiania furii, bo on sam
      chętnie by gnoja utłukł, ale powstrzymał się od werbalizacji swoich refleksji.
      Bajorek kontynuował:
      - Najciekawsze jest, że wszystkie kradzieże spożywcze wiązały się z konsumpcją
      na miejscu. Jakby ich coś opętało – wchodzisz do sklepu, zażerasz się na oczach
      wszystkich, a potem nagła amnezja i nie wiesz co się stało.
      - Nie widzę w tym nic dziwnego – mruknął Podsiadlik – Jakby mi w domu rano
      zabrakło kawy, to bym natychmiast coś obrabował. Z dzikim rykiem na dodatek. O
      fajkach nie wspominając – dodał, zapalając papierosa.
      Bajorek zaczął się śmiać, ale po chwili spoważniał.
      - Nawet jakbyś był uczulony na kofeinę i nigdy w życiu nie pił kawy?
      Podsiadlik spojrzał uważnie na kolegę i nagle zrozumiał. Bajorek potwierdził:
      - Zgadza się. Ci tutaj – machnął ręką w kierunku Merkurego – byli cukrzykami,
      ten od tatara wegetarianinem, a kawosze, którzy zrobili napad na ekspres
      ciśnieniowy u Bliklego, uszli tylko dwadzieścia kroków, po czym dostali wysypki
      i zaczęli latać dookoła Placu Wilsona, nagabując przechodniów o podrapanie po
      plecach.
      - Jasna cholera – powiedział w zamyśleniu Podsiadlik. – Coś jeszcze?
      - I to sporo – jęknął Bajorek. – Coś tu straszy. Widmo krąży po Żoliborzu.
      Podsiadlik nagle się zirytował.
      - Bajor, na litość Marksa i Engelsa, mów do rzeczy!
      - Ale mówię! – obruszył się Bajorek – I radzę ci upiorów nie wywoływać!!!
      Ze sklepu, potrącając policjantów, znowu wypadła fioletowa babcia, lecąc
      kurcgalopem w stronę spiskowców i wrzeszcząc coś o karaluszych widmach
      widzianych na zapleczu. Mierzwa się ucieszył, Podsiadlik zaklął szpetnie, a
      Bajorek zignorował zjawisko i mówił dalej:
      - Staszku, tu naprawdę coś się dzieje. Te kradzieże, nagłe przerwy w dostawie
      prądu, rozlany olej na tory tramwajowe, chodniki nocami same się układają...
      Komisarz pokręcił głową i wykonał wysiłek umysłowy w celu przypomnienia sobie
      numeru telefonu na Sobieskiego. Bajorek ewidentnie zwariował.
      - Nie zwariowałem, zapewniam cię – cichutko powiedział starszy aspirant.
      I jeszcze czyta w myślach – przeraził się Podsiadlik.
      Zapadła cisza. Mierzwa zniknął z pola widzenia, po czym odnalazł się, konsumując
      bułkę z serem i namawiając energicznie zgromadzenie tubylcze do wstąpienia do
      policji, roztaczając przed nimi wizję emerytury po pięćdziesiątce i dodatku
      mundurowego. Podsiadlik zdecydował się na drastyczne kroki:
      - Wracam na komendę. Jutro zadzwonię i pogadamy.
      Bajorek, wyraźnie zawiedziony brakiem zaufania starego kumpla, splunął na schody
      i rzucił krótko:
      - Chodź, podwiozę cię do samochodu.
      Podsiadlik, zaskoczony przypływem serdeczności aspiranta, posłusznie podreptał
      za nim w kierunku małej uliczki na tyłach sklepu. Czuł mętlik w głowie. Co ten
      Żoliborz z ludźmi robi? I dlaczego ta zaraza przeniosła się na Bielany? I jakim
      cudem ten cholerny Bajor znalazł miejsce parkingowe w pobliżu?
      Zamyślony komisarz nie zauważył, że Bajorek, doszedłszy do samochodu, stanął jak
      wryty; w rezultacie wpadł mu na plecy i obaj stracili równowagę. Podsiadlik
      zerwał się pierwszy i otrzepując się z piasku pomyślał, że przenigdy jego noga
      nie stanie więcej na tej przeklętej ziemi; aspirant leżał dalej, wykrzykując
      przekleństwa w kierunku małej, przestraszonej wiewiórki, która wyskoczyła spod
      podwozia i czmychnęła w dół uliczki. Komisarz pomógł wstać Bajorkowi, który,
      mimo złapania równowagi, dalej wrzeszczał:
      - Dorwę! Utłukę! Na dołek wsadzę! Podnośnikiem śledzionę przebiję!!!
      Podsiadlik, zadziwiony zjawiskiem, uniósł brew w zamyśleniu, po czym spojrzał
      uważnie na samochód. W obu prawych oponach ewidentnie brakowało powietrza.
      Bajorek machał łapami i monologizował niecenzuralnie:
      - Dwunasty raz! Dwunasty raz! Fortunę na wulkanizatora wydam!
      - Wiewiórka?
      - Jaka tam wiewiórka!!! Zwariowałeś?
      Komisarz ostrożnie pozwolił sobie na drugą próbę odgadnięcia winnych stanu Bajorka.
      - Społeczeństwo?
      - Męty i kanalie, a nie społeczeństwo!!! Parszywcy, w zad kopani! Żeby na moście
      Grota w korek codziennie wpadali! Żeby im piwa na Kępie sprzedać nie chcieli!
      Żeby na trzecią szynę wpadli! Żeby ich do Łubnej karnie skierowali!! Żeby same
      psie gówna w parku Żywiciela zbierać musieli!
      Bajorek dalej monologizował, robiąc okrążenia wokół samochodu. Podsiadlik
      odetchnął i ledwo pomyślał, że wygląda na to, iż siła nieczysta w tym przypadku
      nie interweniowała, gdy aspirant gwałtownie złapał go za klapy i wywrzeszczał mu
      prosto w twarz:
      - Widzisz! Sam widzisz! A mówiłeś, że tu się nic nie dzieje!!! A jak to
      wytłumaczysz?
      Komisarz minął Bajorka i podszedł do auta, po czym spostrzegł za wycieraczką
      kartkę papieru. Delikatnie, ujmując ją w dwa palce, wyjął ją i rozprostował.
      Komunikat był krótki. Podsiadlik, odcyfrowując bazgroły, uradował się z faktu,
      że zostawił samochód pod Wisłostradą i pomyślał, iż parkowanie na Żoliborzu
      jednak bywa niebezpieczne. Na kartce bowiem widniało: "Przestaw samochud,
      sku..synu. Pozdrowienia od Zakładu Oczyszczania Miasta."
      • jota.40 Re: Komisarz Podsiadlik na tropie - odc. 4 03.10.06, 13:36
        Aaaaaaaaaa!!!!!.... Pięęękne!!!! Brak mi słów. Zwerbalizuję, jak dojdę do siebie!
      • Gość: Grisza Re: Komisarz Podsiadlik na tropie - odc. 4 IP: *.mnhelse.net 03.10.06, 14:12
        Oni wiedza, ze wybieram sie wkrotce z wizyta na Zoliborz i probuja mi to
        umniemozliwic przywalajac obowiazkami z tytulu umowy o prace.Ja sie staram nie
        dawac i odcinek 4 juz przeczytalem.Wszelka krytyka bylaby nie na miejscu-
        prawdziwe dzielo literackie obroni sie zawsze i wszedzie. Jak mi robota
        odpusci, to lekture poglebie i moze zainteresuje sie babcia w fioletach. Oby
        nie okazalo sie, ze to moja kolezanka z klasy.Pozdro.
        • donkej Re: Komisarz Podsiadlik na tropie - odc. 4 04.10.06, 15:37
          Czy Pani w fioletach to ta, która nosi zawsze spineczki z owockami w
          podczernionych włosach?
          Obejrzałam dziś jeszcze raz wspomniany obszar.
          No i jak oni się zmieścili wszyscy w tej budce z pieczywem?
          Dziś tam był tłum samych tylko kupujących. Taki fajny ser dojrzewający wrzucili
          - w kilku wariantach - ja wybralam ten z ziołami.
          A poza tym wszystkim:
          Czy ktoś wie, co się stało ze stojakami na rowery spod Merkurego?
          • Gość: zurdo Re: Komisarz Podsiadlik na tropie - odc. 4 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.06, 16:24
            No proszę, stojaki też ukradli? Pozostając przy wątku kryminalnym - jacyś
            zuchwali młodzieńcy usiłowali ukraść 200 (sic!) paczek mentosów - niestety pod
            Pałacem Kultury - być może szerzy się zaraza, Zły macki wyciąga w poszukiwaniu
            nowych przestrzeni życiowych. Choć ja skłaniałbym się do twierdzenia, że jadąc
            na Wolumen, wsiedli w metro na Wilsonie, tyle że nie w tę stronę. Takie rzeczy
            się zdarzają, a bo to raz człowiek wracając z Białej Podl. lądował w Terespolu?
            A do chodnika to się teraz wszyscy przyznają - pewnie nie chcą siać paniki
            wśród bardziej od komisarza P. świadomej części społeczeństwa.
            A Bajorkowi dobrze tak - zamiast tarasować wąską Szajnochy i blokować dostawę
            czekolady, mógł skorzystać z parkingu. Żal mu było 2 zł dla Lumpa Parkingowego?
            • jota.40 Re: Komisarz Podsiadlik na tropie - odc. 4 04.10.06, 23:06
              Prawdą jest, że różnie to bywa. Ja raz schodząc (po raz pierwszy w życiu) z
              Kasprowego do Murowańca pomyliłam we mgle kierunki i znalazłam się w
              Czechosłowacji. Trochę byłam przymulona po libacjach na Ornaku i zorientowałam
              się dopiero hen, w dolinie, przy czwartym czeskim drogowskazie ;))).
              Możemy zatem śmiało wysnuć teorię, że mentosy chcieli ukraść z Merkurego.
              Stojak na pewno świsnęli na złom.
              Messer, co za czasy!... Ukradną nawet jesiotra drugiej świeżości, jak przyjdzie
              co do czego!!
              • Gość: zurdo Re: Komisarz Podsiadlik na tropie - odc. 4 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.06, 23:34
                Takiego jesiotra to jeszcze rozumiem - naturalny probiotyk, ale mentosy? Taka
                ilość emulgatorów z beta-karotenem? Jak nic, bombę chcieli z nich zrobić.
                Złapali Cię czy cichaczem wróciłaś? Bo czasem bywa traumatycznie. Nie powiem,
                jak wracałem z Janowca do Puław i wylądowałem na cmentarzu, bo autobus okazał
                się być karawanem, to nawet śmiesznie było. Ale jak szukaliśmy w Czechach
                krzaków, w których można by się przespać, a rano okazało się, że krzaki owszem
                wygodne, ale już austriackie, to śmiesznie nie było.
                • jota.40 Re: Komisarz Podsiadlik na tropie - odc. 4 05.10.06, 00:15
                  Probiotyk?...Drugiej świeżości?? Rozumiem, że chleb z pajęczyną, ale o rybach
                  nie słyszałam...
                  Nie złapali mnie, głupi ma jednak szczęście. Dokumentów nie miałam żadnych.
                  Zajrzałam do takiej małej chatki... Może wopisty albo drwala? :))) Za progiem
                  stały kalosze, grało radio i czajnik gwizdał na piecyku, ale strażnik vel drwal
                  musiał niechybnie oddalić się w sobie wiadomym celu. I ja się oddaliłam, to
                  radio po czesku i drogowskazy po czesku, olśniło mnie :))) - do Murowańca trzeba
                  było w lewo! ech...
                  Takim karawanem z Janowca do Puław sama bym się chętnie przejechała..
                  • Gość: Grisza Re: Komisarz Podsiadlik na tropie - odc. 4 IP: *.mnhelse.net 05.10.06, 11:25
                    Wyczuwam napiecie tworcze u kol.Autorki i czuje, ze kolejny odcinek jest juz,
                    jak to sie mowi jezykiem polozniczym na " wylocie ". Sprawy na Zoliborzu
                    nabieraja tempa, Zly grasuje juz prawie otwarcie, na Forum mielismy Inwazje
                    Obcych, ktorzy przypieli sie do jakiegos chodniczka na Mickiewicza, gina fresh
                    makers, policja nie robi nic, a Tatry Slowackie razem z Jota40 przeniosly sie
                    samowolnie do Czech.Chatka mogla byc zbojnicka i mialas szczescie, bo taki zboj
                    w samotnej chatce, to szkoda gadac.I komisarz by nic nie pomogl.
                    • jota.40 Re: Komisarz Podsiadlik na tropie - odc. 4 05.10.06, 11:52
                      Mogła, oj, mogła... W sumie to nawet trochę mi teraz smutno, jak pomyślę, że
                      mogłam byłam spotkać prawdziwego, słowackiego zbója - ba, może nawet Janosika??!...
                      Tatry słowackie teraz - i owszem, ale wtedy, kiedy złaziłam, to jeszcze
                      Czechosłowacja była, jak w pysk. Dawne czasy, panie dziejaszku.
                      • donkej Re: Komisarz Podsiadlik na tropie - odc. 4 05.10.06, 13:06
                        No ale musiało Cię przenieść do czeskiej części Czechosłowacji, skoro napisy
                        były po czesku?
                        • Gość: Grisza Re: Komisarz Podsiadlik na tropie - odc. 4 IP: *.mnhelse.net 05.10.06, 13:55
                          Wszyscy dzis jacys tacy dociekliwi.W gorach to nie wiadomo po jakiemu, wezmy
                          np.Velkopopovicky- browar czeski, ale po slowacku jest tak samo.Kto to tam
                          wie.A ja tu jestem w trakcie przeprowadzania adopcji; popielato-rudy, biale
                          poduszeczki i straszny pieszczoch.Od kilkunastu dni walesa sie po mojej
                          miescinie i nikt go nie chce.Glodny nie jest, ale idzie zima i bedzie z nim
                          bieda.Behemota nie przypomina.
                        • jota.40 Re: Komisarz Podsiadlik na tropie - odc. 4 05.10.06, 13:55
                          A czy ktoś w czasach Czechosłowacji drogowskazy pisał czy też rozmawiał w radiu
                          po słowacku? Oficjalny to chyba czeski był. Ale nie wiem, głowy nie dam.
                          Zresztą - czeski czy słowacki, mnie było wszystko jedno. Jak rączy jeleń
                          zapylałam pod górę i pobiłam własny rekord podejścia na Kasprowy, gdzie dotarłam
                          czarna nocą i spałam, przygarnięta litościwie przez obsługę kolejki linowej
                          ;))). To były przygody...
                          • donkej Re: Komisarz Podsiadlik na tropie - odc. 4 05.10.06, 14:18
                            Po mojemu to dwa były wtedy języki obowiązujące :)
                            Aż się rozmarzyłam
                            • Gość: zurdo Re: Komisarz Podsiadlik na tropie - odc. 4 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.10.06, 20:32
                              My tu o Rumcajsach i nielegalnych emigrantach, a licho nie śpi. Z tym WSM-
                              owskim zdjęciem, to już jednak przesada. To zaspokoiło potrzeby ciała, to się
                              na sztukę przerzuciło? Jeszcze trochę i sam WSM ukradnie. Komisarzu, działaj!
                            • wilson05 Re: Komisarz Podsiadlik na tropie - odc. 4 05.10.06, 20:54
                              > Po mojemu to dwa były wtedy języki obowiązujące :)
                              w telewizji pierwsza polowa meczu komentowana byla po czesku, a druga po slowacku.
                              czekam na kolejny odcinek powiesci, a tymczasem wracam chorowac
                              • Gość: Grisza Re: Komisarz Podsiadlik na tropie - odc. 4 IP: *.bb.online.no 07.10.06, 11:28
                                Autorka Podsiadlik byla obecna na miejscu kradziezy fotografii; wiec niewazne,
                                czy Ona ukradla, czy jej ukradli;jest zamieszana w kradziez.Jak teraz uloza sie
                                Jej stosunki z kom.P ? Obawiam sie, ze tam juz zadnej sielanki nie bedzie i
                                wreszcie poleje sie krew i tym razem nie karalusza.Poza tym mozna tak
                                mimochodem kogos posadzic do pudla za sprawy gospodarcze.Moze tak kogos z
                                Zarzadu Duzego WSM? Fikcja wprawdzie literacka, ale dobre i to.
                                • jota.40 Re: Komisarz Podsiadlik na tropie - odc. 4 07.10.06, 14:36
                                  Cóż, nie będę kryła, że w istocie zamiast Autorki na miejscu przestępstwa
                                  znalazłyśmy się Donkej i niżej podpisana. Wtedy rzeczona fotografia jeszcze
                                  wisiała. Musimy dowiedzieć się, co przedstawiała. Może drugą kolonię z Gospodą
                                  Spółdzielczą? Wówczas podejrzenie padłoby niechybnie na byłą ajentkę ś.p. sklepu
                                  Małgosia, która - rozgoryczona pojawieniem się wrażego banku w miejscu o tak
                                  chlubnych tradycjach spożywczych - postanowiła osłodzić sobie chwile jesiennej
                                  melancholii, popijając herbatę Ulung i wpatrując się w w/w zdjęcie...
                                  Komisarz P. będzie miał pełne ręce roboty! Ach, kiedyż następny odcinek...
    • sierzant.podsiadlik Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 5 08.10.06, 12:13
      Przepraszam, że tyle to trwało, ale dopadł mnie obowiązek pisania innej
      opowiastki sensacyjnej i komisarz musiał ustąpić czynnikom wyższym. Ale
      powrócił. I niestrudzenie na tropie.

      Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie – odc. 5

      W ciągu następnego tygodnia plaga przestępstw okołospożywczych objęła całą
      Warszawę. Pod Domami Centrum ktoś ukradł hurtową ilość mentosów, na placu
      Konstytucji został pobity rekord w paleniu papierosów na czas w miejscu
      przestępstwa, obsługa Arkadii zameldowała o deficycie wędzonych makreli
      pożeranych chyłkiem w przebieralniach odzieżowych, zaś w sklepiku osiedlowym na
      Kabatach konsumpcji uległo sześć win marki patyk. Papierki od cukierków rzucane
      na trzecią szynę w metrze, wywoływały kolejne alarmy terrorystyczne, przez
      Warszawę przetaczały się demonstracje przeciwników i zwolenników mrożenia
      drobiu, z kawiarń znikał cukier trzcinowy, a w automacie stojącym w holu Pałacu
      Kultury zabrakło batonów Snickers. Jakby tego było mało, zawiadomiony Wydział
      Kryzysowy Urzędu Miasta trafił na urlop zdrowotny z powodu przedawkowania
      jogurtów brzoskwiniowych podczas inspekcji sklepów w Forcie Wola. Podsiadlik
      klął, Mierzwa pisał do Komendy Głównej raporty o spisku karaluchów i dżdżownic,
      Bajorek poszedł na urlop zdrowotny z powodu wulkanizacji piętnastego koła, a
      zwierzchnicy ciskali gromami w postaci zostawianych pod drzwiami komisarza
      ogryzków od gruszek, żądając natychmiastowych wyników. Wobec zaistniałej
      sytuacji fakt, że noc w noc ktoś pod domem Podsiadlika na Płatniczej ciągle grał
      na klarnecie, był wyłącznie ciekawostką, niegodną większej uwagi.
      Ale to właśnie ten klarnet odegrał – nomen omen – kluczową rolę.
      Komisarz siedział kolejną noc w swoim gabinecie, otoczony papierzyskami,
      książkami, kubkami po kawie, opakowaniami po czekoladzie z cynamonem i chmurą
      papierosowego dymu, na widok której wszelkie siekiery uciekłyby w bliżej
      niesprecyzowane rejony knajpiane. Centralne miejsce na biurku zajmowała mapa
      Warszawy, z naniesionymi na nią starannie żółtymi, zielonymi i czerwonymi
      kropkami, zaś punkt zero – czyli Merkury – został przebity nożem do papieru,
      melancholijnie poruszającym się ruchem wahadłowym przy każdym trąceniu mebla.
      Podsiadlik, siedzący w fotelu, obracał w palcach kolejnego papierosa i patrzył
      mściwie na axis mundi leżącego przed nim pobojowiska.
      - Nie ma w tym żadnego sensu – pomyślał dwieście sześćdziesiąty ósmy raz. – Żeby
      się to przynajmniej w pentagram układało. W romb. Prostokąt. Trapez, trójkąt,
      kwadrat, koło, piętnastokąt czy deltoid. Ale nie, żadnej prawidłowości. Zaraza
      dotknęła wszystkie dzielnice i wszystkie rodzaje punktów handlowych; mało tego,
      konsumpcje miały miejsce gdzie popadnie - w mrocznych zaułkach, przy dużych
      arteriach komunikacyjnych, ciągach pieszo-jezdnych, nocą, dniem, w porze
      drugiego śniadania, podwieczorku i mocno spóźnionej kolacji. Nic. A ludzie się
      jakimiś kodami Leonarda da Vinci fascynują...
      Komisarz trącił nogą biurko i już wpadał w stan zahipnotyzowania spowodowanego
      widokiem noża, gdy nagle, przez otwarte mimo jesiennego chłodu okno, usłyszał
      dochodzący z ulicy wrzask żeńskiej proweniencji:
      - I tak ci tego bimbru nie sprzedam, zarazo jedna! Możesz sobie grać aż do
      przejścia w stan gnilny! Możesz nawet dostać dotację z Unii Europejskiej!
      Klarnet, w odpowiedzi, przestał naśladować Davida Krakauera i przerzucił się na
      IX Symfonię Beethovena. Ryki akompaniowały mu dalej:
      - Możesz tu nawet fortepian przytargać i Wariacje Goldbergowskie grać! Albo
      Taniec z szablami na teczkach z IPN-u! Nici z bimbru! Ja i tak wolę gramofon!
      Podsiadlik wyjrzał przez okno. Latarnie gazowe dzisiaj strajkowały i ciemność
      unosiła się nad uliczką. Z oddali unosił się delikatny zapach astrów, mokrych
      liści i orzecha włoskiego. Zakapturzony klarnecista przechadzał się w tę i
      nazad, grając właśnie dość swobodną interpretację rumuńskiego szlagieru znanego
      bywalcom wszystkich dyskotek w Europie Środkowo – Wschodniej, nie zważając na
      to, że z okna pobliskiej willi popłynął w mrok liryczny, acz skrzypiący nieco
      winylowo, baryton Mieczysława Fogga śpiewający o ostatnim dniu tygodnia.
      Komisarz zignorował ten koncert życzeń i cofnął się do wnętrza pokoju, myśląc
      jednocześnie o piżamce i łóżku, ale nagle zamarł w bezruchu. Nóż, tak
      bezlitośnie wbity w mapę i biurko, ze stanu wertykalnego przeszedł w
      horyzontalny. Podsiadlik, zaciekawiony, podszedł bliżej i dotknął ostrożnie
      hebanowej rękojeści.
      Ostrze wskazywało wyraźnie Plac Wilsona.
      Podsiadlik pożarł ostatni kawałek czekolady, schwycił kurtkę wiszącą na oparciu
      fotela i wyszedł szybko z domu, trzaskając drzwiami.
      • Gość: zurdo Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.10.06, 17:44
        Dodać należy obywatelkę Woli, która po spożyciu 17 opakowań kaszy gryczanej na
        surowo i popiciu 6 max-colami, wymagała interwencji straży pożarnej.
        No i proszę, komisarz Podsiadlik zaczyna wpadać w mistyczne klimaty. A taki był
        racjonalista. Tylko gdzie obfita przedszkolanka, gdzie koścista stażystka? Tak
        co noc? Towarzystwo czekolady i klarnecisty na głodzie? I co, kawę po nocach
        pije? Z nim jest coś nie tak.
        • jota.40 Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 08.10.06, 18:37
          Jak nie tak, jak nie tak??... Z nim jest chandlerowsko-hłaskowsko! Ciemna
          Płatnicza, zapach orzecha włoskiego, klarnet... Mistyczny sztylet, wskazujący
          Plac Wilsona! Czekolada z cynamonem! Jakiż tu synkretyzm, ile zapachów - choć
          trzeba przyznać, że gęsty dym tytoniowy mógł zawczasu zabić wszelkie inne wonie.
          I po co nam obfita przedszkolanka. Na cóż stażystka!!... P. ma misję, to widać
          gołym okiem.
          Gdzie poszedł? Co wymyślił? Czy droga dedukcji zawiedzie go na plac Wilsona??
          Proponuję włączyć do powieści Fort Sokolnickiego albo inną kaponierę...
          • Gość: zurdo Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.10.06, 19:47
            Jak tak, jak nie tak? Przecież to neurotyk, a misja okazuje się tylko
            przeniesieniem niezaspokojonego popędu. I jeszcze ten nóż wbity na sztorc,
            który sie przewraca wskazując rondo. Brrr... Biedactwo.
            • donkej Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 08.10.06, 21:20
              Robi się romantycznie - zaraz pewnie pojawi się piękna kobieta, która wylatuje
              przez okno na miotle w rytmie walca.

              A czy na jutro znowu nie jest planowane spotkanie w Pracovni?
              • jota.40 Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 08.10.06, 22:04
                Tak, kwestię ewentualnej pięknej kobiety (od biedy może latać na wieprzu)
                omówimy jutro, tam gdzie zawsze. Rezerwuję stół na 21.00.
                Popędy zawsze się jakieś znajdą, jak się poskrobie. Wystarczy rozejrzeć się po
                aktualnych panach-i-władcach. Ileż tam niezaspokojonych frustracji!!! To dopiero
                biedaki!! Komisarz na tym tle jawi mi się raczej znośnie, choć dekadencko; nie
                da się ukryć, że wydaje się bardzo męski ;))...
                No i co tu kryć, Zurdo, sam byś ten nóż wbił w plac Wilsona, gdybyś miał do
                czynienia z niepojętą serią kradzieży produktów spożywczych, w zestawieniu z
                natychmiastową konsumpcją... Mnie to pachnie uzasadnionymi fin de sieclowymi
                lękami przed końcem świata (z lekka przesuniętymi w czasie na początek nowego
                stulecia). Straceńcze klimaty "Po nas choćby potop!"...
                • Gość: Grisza Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. IP: *.mnhelse.net 09.10.06, 10:39
                  Czuje sie potwornie oszukany; mieszkanko na platniczej w najbardziej obecnie
                  trendy ulczce Bielan.Ferrari pasuje tam jak ulal.A mial byc garaz na
                  Magiera.Facet nie sypia po nocach i nozem do papieru oskrobuje brudne szpony.Na
                  Plac Wilsona w srodku nocy to biegnie sie tylko do Mini Europy w celu
                  uzupelnienienia.Nie dziwota, ze nazajutrz wspolpracownicy bez ogrodek domyslaja
                  sie kaca.Chyba, ze byla to noc z piatku na sobote i w sobote wybieral sie na
                  wiec PO.I jesli to miala na mysli Jota40 to fin de sieclowe lek przed koncem
                  swiata byl zupelnie na miejscu.Koniec wieku to zawsze byla sprawa umowna i wg
                  niektorych wiek dziewietnasty zakonczyl sie wybuchem I-ej WS.Stazystka musi sie
                  wreszcie pojawic i jesli Autorka nie czuje sie na silach, to moze powinna
                  skorzystac z doradztwa jakiegos porzadnego faceta, ktory obiektywnie nakresli
                  ramy uczuciowe zwiazku z koscista stazystka.Ona moze i lubi pojsc od czasu do
                  czasu do klubu, ale w gruncie rzeczy teskno jej za wsluchiwaniem sie w kwilenie
                  niemowlecia, przeplukiwanie pieluszek i spacery w Parku Zeromskiego w jesiennym
                  sloncu.Wpierw musi jednak dojsc do zblizenia prokreacyjnego z komisarzem, i im
                  predzej bedziemy to miec za soba , tym lepiej.Ja nie sugeruje, ze Autorce te
                  sprawy sa obce, ale np. taka A. Christie nie umiala w tych sprawach napisac nic
                  sensownego.A to jest bardzo wazne w kazdej powiesci.Komisarz P moglby rowniez
                  miec w domu malego kota i na niego przelewac resztki ludzkich uczuc, ktore
                  zostaly w nim po wyczerpujacej walce z przestepcami.
                  • wilson05 Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 09.10.06, 13:18
                    a mi sie podoba, zadnych tam stazystek, przedszkolanek i romantycznych uniesien,
                    tylko w czystej postaci - ZLO. mam nadzieje ze pojawi sie juz w nastepnej
                    czesci, jak obiecuje poniekad zakonczenie czesci 5. (mozna by ewentualnie
                    zatrudnic w tej roli piekna kobiete, ktorej pojawienia wszyscy wyczekuja)
                    • Gość: sierzant p. Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. IP: *.noname.net.icm.edu.pl 09.10.06, 15:04
                      Kotom mówimy zdecydowane nie, koty mają konotacje polityczne. Nie martwcie się,
                      wątek uczuciowy zostanie uwzględniony. Autorka czuje się na siłach i nie
                      potrzebuje w tej materii konsultacji ;-) Nawiasem mówiąc, to zdaje się, że
                      porządne facety są pod ochroną.
                      Co do kolejnej konferencji, to ja oczywiście przybędę - nie na długo, ale na
                      wystarczające trochę.
                      • wilson05 Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 09.10.06, 17:19
                        > Co do kolejnej konferencji,
                        a to nie bedzie wieczor autorski? bo ja juz wydrukowalem jeden egzemplarz
                        powiesci, zeby miec pod reka w razie ozywionej dyskusji czytelnikow z Autorka...
                        • jota.40 Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 09.10.06, 18:53
                          A nie można wydrukować wszystkich? I wprowadzić w nastrój osoby nie wprowadzone
                          :))?...
                          Uwaga, stół zarezerwowany na 21.00, hasło "forum żoliborskie".
                          • donkej Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 10.10.06, 10:52
                            Tajemnice, tajemnice...
                            Mroczne sprawy.
                            Obudziłam się nagle dziś w nocy i zobaczyłam, że obok mnie leży wielki szary
                            pies...
                            • jota.40 Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 10.10.06, 10:58
                              Ekhm, ekhm... Wolę nie komentować ;)))).
                              Wczorajszy wieczór okazał się treściwy: starannie wydrukowane odcinki odczytano
                              na głosy, zgodnie z sugestią!... Autorka niejasno sugerowała możliwe elementy
                              dalszego ciągu, niestety jednak - zero konkretów. Pozostaje nam czekać.
                              W drodze powrotnej natknęłam się w parku Sady Żoliborskie na podejrzaną parkę
                              (zaznaczam, iż było po północy): ona mamrotała coś o bimbrze, on wydawał z
                              siebie wysokie dźwięki, może grał na klarnecie?? Niestety, ciemno było i nie mam
                              pewności.
                              Ani chybi to ta szajka z Płatniczej! Dotarli tu!!
                              • Gość: zurdo Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.10.06, 14:21
                                kurczę blade, jota! Czy bimbrowniczka była ponętną blondynką o bardzo pełnych
                                łydkach? Czy klarnecista był wysokim przystojniakiem, brunetem rzecz jasna? Bo
                                ja ich widziałem wczoraj w południe - kręcili się, a jakże, w okolicach
                                Merkurego. Byli umundurowani. Sprawdziliście swoje głośniki? Czy nikt nie
                                siedzi w waszych łazienkach?
                                • jota.40 Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 10.10.06, 14:52
                                  Skąd mam wiedzieć, czy miała ponętne łydki??? I czy on był przystojnym
                                  brunetem?? Księżyc, co prawda, świecił wczoraj jak szalony, ale w parku ciemnica
                                  - wszak nie wykarczowali jeszcze wszystkich mirabelek...
                                  Dzięki za ostrzeżenie. Sprawdziłam łazienkę - nic, tylko znajome robaczki, co to
                                  wypełzają z rur i zbity klosz pod sufitem (nieopatrzne działania małżonka w
                                  kwestii zmiany przepalonej żarówki)...
                                  Za to kiedy podnoszę słuchawkę telefonu ktoś cicho nuci "Wołga, Wołga, mat'
                                  radnaja..." - jak myślicie, czy to już?...
                                • Gość: Grisza Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. IP: *.mnhelse.net 10.10.06, 14:56
                                  Zurdo, czy sugerujesz, ze stazystka puscila sie z klarnecista bimbrownikiem?
                                  Ona jest przeznaczona dla komisarza i w takim wypadku mogla jedynie prowadzic
                                  policyjne rozpoznanie a nie lajdaczyc sie z jakims umuzykalnionym lumpem.A
                                  przeciez taka dziewczyna nie ma serca z kamienia i ma jakies potrzeby
                                  emocjonalne, zwlaszczaze teraz nastalo takie rzewne babie lato bis. A moze
                                  Autorka zlituje sie nad nia i przydzieli jej ze dwa dni urlopu tak, aby mogla
                                  pojechac z kolegami z kursu na wycieczke do Augustowa.Mogliby obejrzec czerwone
                                  liscie klonow na obrzezach Puszczy Augustowskiej, posluchac porykiwania jeleni
                                  wieczorem i ewentualnie jeszcze zazyc kapieli w jeziorze Serwy w Plaskiej lub
                                  Gorczycy.Taka wyprawa wprowadzilaby nieco moralnej czystosci w grzaska
                                  atmosfere powiesci.Moglaby np. poznac i nawiazac romantyczna przyjazn ze
                                  sluzowym z Przewiezi.Wyprawmy kogos do Augustowa, co pozwoli nam odpoczac od
                                  moralnie niejednoznacznej atmosfery Centralnego Zoliborza. Moglaby pojechac tam
                                  pociagiem, ktory z Wa-wy Centr wyjezdza ok. 7-ej rano i z okna przedzialy
                                  podziwiac jesienny pejzarz Podlasia.
                                  • sierzant.podsiadlik Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 10.10.06, 15:19
                                    Do Augustowa pociągiem o 7 rano nikogo nie wyprawię (chyba że siebie), bo ten
                                    pociąg jedzie do Szestokaja, a jak Szestokai, to i surelisy, chleb z tatarakiem,
                                    kalmary wędzone, ser z kminkiem, kwas chlebowy, cepeliny i bliny...rezultat
                                    byłby taki, że ewentualni bohaterowie ugrzęźliby w Kownie na dobre i
                                    powiedzieli, że nie wracają (i wcale bym się im nie dziwiła). Tylko że na razie
                                    nie mam pomysłu na powieść kryminalną w tle ze smutnym portierem z hotelu Takoji
                                    Neris przy Donelacio gatve, który kiedyś mi wmawiał, że jutro nie jest jutro, a
                                    ósme piętro to piąte.
                                    Zdradzę Wam sekret, że klarnecista jest autentyczny - grał mi na dziedzińcu pół
                                    nocy z soboty na niedzielę. Na klarnecie i na nerwach.
                                    Też sprawdziłam łazienkę - pusto. Co prawda przedwczoraj zostałam zaatakowana
                                    przez suszące się koszule, które próbowały mnie zdzielić w łeb wieszakami, ale
                                    takie wydarzenia są mieszczą się w normie. W telefonie wyłącznie znajome głosy,
                                    w telewizorze jakby straszniej, ale też znajomo. Naczynia ze zlewu poszły na
                                    spacer. W lodówce coś ożyło i próbuje się z niej wydostać, ale to też żaden
                                    ewenement. Cisza i spokój na wszystkich frontach. Może dlatego, że tygodniowa
                                    norma wydarzeń niecodziennych została wyczerpana wczoraj w Pracovni przez atak
                                    Kosmicznego Gluta?
                                    • Gość: zurdo Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.10.06, 20:03
                                      Wygląda na to, że ambitna stażystka kształciła się w Kiejkutach. Niestety,
                                      uciekając przed jeleniami, wpadła na ukryte za stodołą szwagra śluzowego
                                      lotnisko, na którym właśnie sprzedajny agent CIA negocjował z talibem zrzucenie
                                      na pl. Wilsona zepsutego, rosyjskiego kawioru. Jako niewygodny świadek
                                      stażystka została przeniesiona do Legionowa, a po skończeniu szkolenia trafiła
                                      na własną prośbę na Żoliborz, pałając żądzą zemsty tak silną, że zdecydowała
                                      się podpisać cyrograf z Wolandem oburzonym degeneracją narodowej kuchni. A
                                      klarnecista? Widziano go z wiewiórką. Mamy nadzieję, że Szanowna Autorka jest
                                      odporna na wdzięki tanich podrywaczy i ich fałszywe serenady.
                                      • jota.40 Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 10.10.06, 20:46
                                        No i proszę - Kiejkuty, Szestokaj, Kowno!!... A u mnie w telefonie Wołga!! Czyli
                                        wszystko jasne. Już wiemy, na czyje zlecenie ta wiewiórka z tym kocurem!! I o co
                                        chodziło z czekoladami! Dlaczego Woland i komu gra klarnecista!
                                        Znowu tajne knowania WSI, które czerwonym paluchem pazernego pająka plotą Szarą
                                        Sieć! Ech, słynne, uwodzicielskie idee Orientu! Ech, tęskne szarmy słowiańskie!
                                        Dla nas to pestka. Nic nas nie weźmie, nic nie skołtuni, śluzowy ze szwagrem
                                        mogą sobie nakichać!
                                        Nasz jest plac Wilsona, a ich Rostów nad Donem! Nie rzucim dzielnicy, skąd nasz ród!
                                        Howgh.
                                        Ciekawe, co Eustachy powie na to wszystko...
                                        • Gość: Grisza Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. IP: *.mnhelse.net 11.10.06, 09:32
                                          Zupelnie nie moge zrozumiec Autorki, ktora nie chce udzielic stazystce
                                          krotkiego urlopu w Augustowie. Jesli pociag 0710 z warszawy z jakiegos powodu
                                          nie pasuje, to mozna ja wyprawic 1345.Do Augustowa przyjedzie 1823, wiec juz po
                                          zmroku i na spotkanie ze sluzowym z Przewiezi bedzie musiala jechac albo
                                          rowerem, albo autostopem.A chcialbym jeszcze podkreslic, ze Augustow a
                                          osobliwie Przewiez, Plaska i Gorczyca maja z Zoliborzem bardzo glebokie zwiazki
                                          i wlasnie teraz mozna spotkac tam bardzo wielu prawdziwych zoliborzan.Jesli nie
                                          chcemy , aby romansowala ze sluzowym, to mozna napisac, ze sluzowy okazal sie
                                          niegodnym uczuc stazystki i samotna na spacerze w Studzienicznem spotkal ja
                                          mily starszy pan z Zoliborza.Nie powiazany w najmniejszym stopniu ze
                                          srodowiskiem kryminalnym, przeciwnie wrecz.Mogloby to miec zbawienny wplyw na
                                          stazystke. Jest to wprawdzie postac drugoplanowa, ale ze wzgledu na jej mlody
                                          wiek i subtelna urode jest obowiazkiem Autorki zajecie sie nia ze wzgledow
                                          wychowawczych.Jesli chodzi o Litwe, Lotwe, Biala Rus, to mozna wyslac ja na
                                          jednodniowa wycieczke autokarowa do Wilna, gdzie jej nowy przyjaciel subtelnie
                                          opowie jej o zwiazkach Zoliborza Centralnego z prastara litewska stolica.
                                          • jota.40 Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 11.10.06, 10:43
                                            ... Tak, tak, opowie. I pozwoli jej się pobawić ze swoim małym, rudym kotkiem.
                                            Tacy starsi panowie w ogóle są szczególnym zrządzeniem losu dla kościstych
                                            stażystek, chociaż dałabym sobie głowę uciąć, że gustują raczej w obfitych
                                            przedszkolankach ;))).
                                            • donkej Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 11.10.06, 11:01
                                              Tak tak - a'propos starszych panów - cóż ten Grisza się taki romansowy zrobił
                                              (czy może okazał?)
                                              Czyżby cierpiał na ukryte suchoty?

                                              Przyglądam ja się ostatnio przedszkolankom prowadzającym krasnale po parku
                                              jesiennym (a w promieniu ok. 50 metrów od mojego domu przedszkola są trzy). No
                                              i widzę przede wszystkim jakieś młodziątka, studentki itp. Nieliczne w
                                              skórzanych kurtkach i włoski sztuczny blond - ale nie to, że pudernice.
                                              Odpowiada?
                                              Obfitych nie widziałam.

                                              • Gość: Grisza Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. IP: *.mnhelse.net 11.10.06, 11:56
                                                Obfita przedszkolanka to dla malego chlopca zastepstwo matczynego ciepla.Taka
                                                to i nos obetrze i zawsze trzyma z chlopakami.A chude to nosa nie wytra i
                                                przewaznie feministki, zlosliwe.Malo bylem w przedszkolu, ale opieram sie na
                                                wyobrazni i generalnej znajomosci swiata.Wyprawa ze stazystka do Augustowa
                                                obecnie niemozliwa i musi pozostac w sferze fikcji literackiej, wiec w tej
                                                sprawie zdany jestem na laske i nielaske Autorki.Ze wzgledu na piekna pogode i
                                                jesien myslami zwracam sie do Puszczy Augustowskiej i jezior.Moga tez byc Sejny
                                                i okolice; Czarna Hancza, Marycha, Jez Pomorze.Pockuny i Polkoty- kto wymyslal
                                                takie nazwy?
                                                • sierzant.podsiadlik Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 11.10.06, 16:05
                                                  Jaćwingowie do spółki z repatriantami ;)
                                                  A Ty, Grisza, tutaj jakieś kuszenie uskuteczniasz - Sejny, Wigry, Czarna
                                                  Hańcza...aż mi od razu kac fantomowy występuje na wspomnienie pięknych
                                                  studenckich czasów. Nieładnie, nieładnie tak kusić. Ale autorka, na szczęście,
                                                  jest asertywna :)
                                                  Aha, obfite baby też bywają feministkami :)))
                                                  • Gość: zurdo Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.10.06, 16:19
                                                    Ja już się nawet boję dyskutować - dlaczego starszy pan, a nie np. młody i
                                                    ujmujący adept nauk humanistycznych. Asertywność cnota zdobiąca, ale obawiam
                                                    się, że w tym wypadku Autorka powinna ulec ;-) Griszy i jak najszybciej
                                                    umieścić kolejny odcinek dzieła, uwzględniający, rzecz jasna, tak pożądany
                                                    przez ww. Griszę wątek romansowy. W przeciwnym razie może się okazać, że cała
                                                    nagroda Nike pójdzie na psychoterapię dla kolegi Griszy, a i tak może się
                                                    okazać, że jest już za późno.
                                                  • sierzant.podsiadlik Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 11.10.06, 16:46
                                                    No dobra, będę giętka, ale nie miętka i uchylę rąbka tajemnicy. Macie moje
                                                    słowo, że wątek romansowy się pojawi. Nawet napisany już został. Ale to nie
                                                    będzie w następnym odcinku, który się pisze, ale że ostatnio żaden klarnecista
                                                    mi pod oknem nie wygrywa, śmieciarze zostawiają zaprzyjaźnione samochody w
                                                    spokoju, a studenci przysłali mi sto dwadzieścia prac do sprawdzenia, to się
                                                    wolno pisze.
                                                  • Gość: Grisza Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. IP: *.mnhelse.net 12.10.06, 08:32
                                                    Zamieniam sie w znak zapytania i cierpliwie czekam na opis perypetii sercowych
                                                    komisarza? Ze stazystka?
                                                    "Obfite panie bywaja feministkami"- bywaja, ale wielokrotnie rzadziej niz
                                                    szczuple blondynki. Osobliwie wyrozniaja sie feminizmem blondynki szczuple i
                                                    lekko rudawe oraz wegetarianki. A taka obfita pani, ktora kultywuje swe
                                                    ksztalty u boku spokojnego mezczyzny, a to przy dobrej kolacji z butelka wina,
                                                    a to na przyjeciu urodzinowym z tortami, czuje swoja kobieca intuicja, ze jej
                                                    mozliwosci sa ogromne, ale na dluzsza mete tylko u boku TEGO pana. Stad panie
                                                    obfite maja sklonnosci do upantoflowiania swoich partnerow i sa zaborcze.
                                                    Inaczej bywa u feministek, tam facet to wrog i moze sie ganiac na drzewo, bo
                                                    nawet jesli udaje , ze lubi sojowe kielki, to na miescie i tak skrycie zzera
                                                    mieso.A nawet jesli tego nie robi, to i tak jest to kawal bydlaka.Staram sie
                                                    uczulic Autorke na rozne niuanse natury pan blond i brunetek, bo zalezy mi na
                                                    stworzeniu prawidlowych relacji miedzy bohaterami Jej utworu, a wiem z
                                                    doswiadczenia, jak latwo w tych sprawach pobladzic w manowcach.Watek romansowy
                                                    juz powstal, ale stawiam osobiscie na stazystke, bo wydaje mi sie, ze taki
                                                    mezczyzna jak Podsiadlik powinien zmierzyc sie z feministka z krwi i drobnej
                                                    kosci, bo korpulentna brunetka, wyglada mi na cieple kluchy.A Podsiadlik
                                                    potrzebuje inspirujacego napiecia. Sam alkohol i nikotyna to jeszcze za malo.
                                                  • jota.40 Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 12.10.06, 09:41
                                                    No i wyszło szydło z wora. Niby subtelne dyskusje na temat związków
                                                    polsko-litewskich, niby zachwyt nad urodą podsuwalskich krajobrazów morenowych,
                                                    a tymczasem zwyczajnie mamy skłonność do chudych blondynek??... A korpulentne
                                                    brunetki to ciepłe kluchy, tak??... Oj, Grisza, będziesz miał kłopoty. I to niemałe.
                                                    A w ogóle to chyba za długo przebywasz w Skandynawii, wiadomo, że tam same
                                                    chude, same ryże blondynki i same wegetarianki. Nie ma to, jak Żoliborz - raj
                                                    korpulentnych brunetek, ha, ha, ha!
                                                    A u mnie dziś na obiad znowu polędwiczki schabowe z kurkami... Mniam.
                                                  • donkej Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 12.10.06, 11:11
                                                    Gdyby nie to, że postanowiłam się nieco bardziej upodobnić do nakreślonego
                                                    obrazu feministki, to bym od razu znalazła jakiś pretekst, żeby się wprosić ;)
                                                  • jota.40 Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 12.10.06, 11:14
                                                    Co do mnie - feministek nie lubię, więc kurki i aminokwasy spożywac będę z
                                                    rozkoszą, ze współczuciem myśląc o tych wszystkich nieszczęsnych bladych
                                                    widmach, które żywią się kiełkami i tofu :))...
                                                  • donkej Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 12.10.06, 11:43
                                                    A fuj - kiełki i tofu!
                                                    Przez siedem symbolicznych lat mego życia nie jadłam mięsa, a powiem Wam, mam
                                                    wrażenie, że wtedy dużo bardziej "uwewnętrzniałam patriarchat" niż teraz :-DDD
                                                    I to przeczy koncepcji Griszy...
                                                  • sierzant.podsiadlik Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 12.10.06, 18:55
                                                    Feministki i kiełki oraz tofu? Ciekawa koncepcja. To skąd one, biedactwa, po
                                                    takiej diecie mają siłę tych wrednych facetów wieczorami biczykiem po plecach
                                                    smagać???
                                                  • Gość: zurdo Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.10.06, 19:20
                                                    czekoladą się obżerają po nocach - i wracamy do punktu wyjścia. A swoją drogą
                                                    ciekawa koncepcja, tłumaczyłaby dlaczego Mierzwa, niewątpliwie facet (?) i
                                                    ponoć wegetarianin ma tak silnie uzewnętrzniony matriarchat.
                                                  • Gość: Grisza Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. IP: *.mnhelse.net 13.10.06, 08:36
                                                    W sprawie Mierzwy brakuje nam dla pelnego obrazu malego wywiadu
                                                    srodowiskowego.W ktorym roku zycia zaczal rozrozniac buty, kiedy nauczyl sie
                                                    wiazac sznurowki, jak dlugo uzywal nocnika.Jaki byl wzajemny stosunek rodzicow,
                                                    czy byl lubiany w szkole.Kiedy zaczal interesowac sie dziewczetami.Ponadto
                                                    nalezy zbadac czy uporczywy nawyk mycia rak 40-ci razy dziennie wynika z
                                                    przywiazania do higieny, czy moze czegos innego.Ta postac wytwarza wokol siebie
                                                    tyle zamieszania, ze trzeba na niego miec oko.Matriarchalna strona jego
                                                    osobowosci, cokolwiek mialoby to znaczyc, jest pewnie jakas projekcja
                                                    kompensujaca inne archetypy osobowosciowe i jednym slowem, trzeba go na
                                                    wyliniala kozetke psychoanalityka, bo z takimi to nic nie wiadomo.
                                                    W sprawie drobnokoscistej blond stazystki uprzejmie zaznaczam, ze moje osobiste
                                                    preferencje nie powinny byc wogole brane pod uwage, bo wypowiadam sie wylacznie
                                                    jako czytelnik wspolczujacy z losem tej sympatycznej dziewczyny w niebieskim
                                                    mundurze.Jestem przekonany, ze ta osoba sprawi Autorce jeszcze niejednego figla.
                                                    Ma racje Zurdo, ze wegetarianizm prowadzi w prostej linii do kradziezy
                                                    czekolady, bo jest calkowicie jasne, ze jak ktos zamiast sznycla z cieleciny
                                                    zezre sznycel z marchwi, to ma male szanse na odpowiednie wydzielanie endorfin
                                                    i instynktownie bedzie zaspokajal sie czekolada.Dalej, przeciwstawiajac
                                                    hyperestrogeniczna brunetke hormonalnie ustabilizowanej stazystce, usilowalem
                                                    wyprowadzic jakies prawdy ogolne, a wszedzie jak wiadomo moga zdarzyc sie
                                                    wyjatki.Poza tym, nalezy brac pod uwage, ze wsrod brunetek zdarzaja sie
                                                    kryptoblondynki i odwrotnie.Zwyczajnie, genotyp nie ma wlasciwej ekspresji
                                                    fenotypowej np. pod wplywem srodowiska.Genetycznie uwarunkowana brunetka w
                                                    zyciu codziennym moze okazac sie 100% blondynka i taka nabierajac lat ulega
                                                    zasuszaniu, zamiast pulchniec.Natura przewiduje zreszta wszelkie mozliwe
                                                    warianty posrednie, wiec musi komisarz P miec sie bardzo na bacznosci i kazdym
                                                    korpusem delicti delektowac sie w sposob zindywidualizowany.
                                                  • jota.40 Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 13.10.06, 09:57
                                                    ;)))))
                                                    I ja podelektowałabym się jakimś korpusem w sposób mocno zindywidualizowany, ale
                                                    niestety - pod ręką jest tylko komputer, szczerzący kły zaległej wczorajszej
                                                    pracy... ;((.
                                                    Bardzo interesujące przemyślenia o brunetkach i blondynkach; oby tak dalej -
                                                    różnicujmy banalne schematy, odejdźmy choć na chwilę od tematu tuszy, zwłaszcza,
                                                    że nadciągają jesienne chłody, ja mam coraz większą ochotę na smalczyk i
                                                    trwożnie rozmyślam o fenotypie...
                                                    A co do Mierzwy... Masz na myśli analny kompleks retencyjny? Poniekąd pasuje.

                                                    Ach, te październikowe mgły nad Niegolewskiego!...
                                                  • Gość: Grisza Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. IP: *.mnhelse.net 13.10.06, 11:36
                                                    Jesienne mgly nad Niegolewskiego to opar ze starorzecza Drny i powinien snuc
                                                    sie jeszcze dalej, hen w kierunku Cytadeli.Widze to oczyma duszy.Oczywiscie, ze
                                                    podaje tylko pewne schematy i jak slusznie zauwazasz, koniec koncow odwoluje
                                                    sie do zywego eksperymentu i zachecam Autorke do poddania Podsiadlika ogniowej
                                                    probie transkrypcji genotypu stazystki, najlepiej w postaci malego bobaska,
                                                    ktory przyjdzie na swiat silami natury w 9 miesiecy po zakonczeniu sledztwa w
                                                    sprawie zuchwalej kradziezy na Zoliborzu.
                                                    Wracajac do Mierzwy, to domyslam sie, ze mieszkasz w dosc starym i zaniedbanym
                                                    odcinku naszego Zoliborza, gdzie wskutek zaniedban kolejnych administracji
                                                    macie bez przerwy klopoty z kanalizacja. I nie chodzi mi tu o schematyczne
                                                    nawiazanie anus-WC, ale o wielowarstwowy problem osobowosciowy, ktory powstaje
                                                    z biegiem czasu u mieszkancow takich kamienic.Swoja droga, masz zreszta racje
                                                    co do Mierzwy, bo ten facet zasluguje nie tylko na retencje, ale rowniez na
                                                    refluks, zeby mu czasem wracalo calkiem do gory.Tusza nie ma zadnego znaczenia,
                                                    Pan Bog jednakowo kocha otylych i chudych ale mamy przeciez teorie sylwetek;
                                                    typ pikwiczny, sangwiniczny etc i to sie w zyciu mniej wiecej zgadza.Np. oszust
                                                    matrymonialny powinien byc slusznego corpus, bo facet za szczuply nie budzi
                                                    tyle zaufania, co pan slusznej postury.Z drugiej strony ciekawe, ze na oszustow
                                                    matrymonialnych czesciej trafiaja brunetki, niz blondynki.Podejrzewam, ze ma to
                                                    jednak zwiazek z ich upodobaniami kulinarnymi.Wiele mozna jeszcze ciekawego
                                                    napisac na kanwie powiesci kryminalnej z zycia zoliborzan, ale teraz musze sie
                                                    odmeldowac na jakis tydzien bo odpepniam sie od komputera.Powiesc polecam
                                                    czulej opiece innych czytelnikow i mam nadzieje, ze pod moja nieobecnosc nie
                                                    narozrabiacie zbytnio.Zycze nieoczekiwanych zwrotow akcji i duzej siurpryzy.
                                                  • donkej Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 13.10.06, 12:18
                                                    Drogi Sierżancie, Nie przejmuj się tymi wszystkimi apokryfami. Dąż do celu!
                                                    Swoją drogą jest sporo monotonii w rozważaniach Griszy...
                                                    A co z szatynkami, co ze wzrostem? Co z długimi nosami, zakrzywionymi nosami,
                                                    zadartymi. Co z wydatnymi lub zaciśniętymi wargami?
                                                    Co ze śniadą skórą, albo białą - skłonną do rumieńca?
                                                    Co z timbrem głosu?
                                                    O czym świadczy upodobanie do smaków gorzkich, a o czym do słodyczy ;)

                                                    A nawiasem mówiąc
                                                    bardzo się uśmiałam czytając tutaj:
                                                    uslyszane.blox.pl/html
                                                    o tych staruszkach: old neuromancers.
                                                    Grisza, a może my wszyscy w tym wieku jesteśmy, co?
                                                    Ten czas, który się gubi między Pracovnią a platanami itp.?
                                                  • sierzant.podsiadlik Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 13.10.06, 23:36
                                                    Znaczy co, jestescie emerytowanymi/bezrobotnymi hakerami? Kowbojami
                                                    cyberprzetrzeni, co się juz dawno ucyborgizowali?
                                                    Zmartwię Was, kochani, ale nie podpadacie pod definicję starych neuromancerów. A
                                                    pod platanami nie straszy matrix ;)
    • sierzant.podsiadlik Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 6 14.10.06, 17:18
      Ponieważ w naszej opowieści zbliżamy się powoli i bezlitośnie do finału,
      postanowiłam autorytatywnie dawkować Wam przyjemność i wklejać krótsze kawałki.
      A poza tym - chcieliście Mierzwę, to macie.

      Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 6

      Plac Wilsona był pusty i względnie cichy. Alkoholowe niedobitki pod Mini Europą
      złorzeczyły szeptem na wysokie ceny alkoholu, ekipa sprzątająca przejście pod
      Słowackiego oddawała się zakazanej rozrywce palenia papierosów w towarzystwie
      patrolu Służby Ochrony Metra, zaś kierowca samochodu niesprecyzowanej marki,
      drący się, że szyby z atomowych grzybków zdobiących wejście do metra go
      zaatakowały i dlatego w nie wjechał, został spacyfikowany przez kolejną taflę
      szkła z literką „W”, która spadła mu na łeb. Tak, na Żoliborzu panowała dzisiaj
      pozorna cisza i spokój, nie licząc może autobusu nocnego linii 604, który z
      wizgiem przejechał koło komisarza Podsiadlika, od godziny przechadzającego się
      dookoła placu niespiesznym krokiem. Wszelkie znaki na niebie i na ziemi
      wskazywały, że komisarz powinien być wściekły; po pierwsze, zamiast grzać się w
      łóżku, łaził po znienawidzonej przecież dzielnicy – po drugie zaś nie wziął ze
      sobą czekolady. Ale nie, Podsiadlik pogwizdywał wesoło, uważnie rozglądając się
      dookoła.
      - A zatem tu jest centrum zła – dumał, przechodząc koło ogrodzenia Parku
      Żeromskiego. – Anus mundi. Oś przestępczego świata, terroryzującego punkty
      handlowe w stolicy.
      Komisarz przystanął, a jego twarz rozjaśnił uśmiech.
      - I ja to zło wyrwę razem z korzeniami!!! – zakrzyknął gromko i już miał
      kontynuować obchód, kiedy okazało się, że jego okrzyk bojowy przyniósł
      niespodziewane efekty. Oto drzewo rosnące obok ogrodzenia najpierw zaczęło się
      przechylać, następnie słychać było trzask łamanych gałęzi, a na końcu
      rozpaczliwe "Kuuuu..aaa!!!" i pacnięcie czegoś ciężkiego o ziemię na terenie
      Parku Żeromskiego.
      - Ki diabeł? – zadziwił się Podsiadlik i oddał się refleksji na temat
      właściwości słowa krzyczanego. Instynkt zawodowy jednak kazał mu zareagować i w
      konsekwencji komisarz zaczął wdrapywać się na ogrodzenie. Widząc to, ciemny
      kształt pozbierał z ziemi i kuśtykając, oddalił się w parkowy mrok. Podsiadlik,
      pokonawszy ogrodzenie, ruszył za kształtem w pogoń, mijając po drodze rzeźbę
      dziewczyny z dzbanem (która w ciemności wyglądała raczej na trzymającą flaszkę),
      kwietniki, krzaki oraz śpiącą w budce ochronę. Co do tej ostatniej, komisarz
      przez chwilę zastanawiał się nad włączeniem ich do pościgu (lub przynajmniej
      pożyczenia latarki), ale spali tak błogo, z głowami opartymi o zestaw krzyżówek
      panoramicznych, że Podsiadlik postanowił zostawić ich w objęciach Morfeusza i
      działać na własną rękę.
      Policjant i podejrzany ganiali się chwilę po parku, aż kształt, który nabrał
      nieco precyzji pod postacią dresu, dopadł Fortu Sokolnickiego i próbował przez
      małe drzwiczki dostać się do środka; komisarz z kolei nabrał nieco prędkości i
      dopadł kształt, który padł ofiarą swojej obfitej materialności i zaklinował się
      podczas przechodzenia.
      - Nie ruszać się, policja !!! – wrzasnął Podsiadlik, zakładając nelsona
      kształtowi w dresie. Ten wił się i piszczał:
      - Nie ruszać się, policja!!!
      Podsiadlik sprowadził kształt do parteru, który zajęczał i znowu wrzasnął:
      - Nie ruszać się, policja!!!
      - Dobrze słyszałeś, gnojku, więc nie ma potrzeby powtarzania!
      - Nie ruszać się, policja!!!
      - Leż twarzą do gleby, bo będziesz ją długo wąchał! I ani mru mru!
      Kształt poćwiczył falset jeszcze przez chwilę, ale uznał swoją porażkę w obliczu
      komisarza, który siedział mu na plecach i okładał pięściami. Podsiadlik
      odetchnął, skuł nieco wytarmoszonego podejrzanego, po czym wstał, otrzepał się i
      z wyraźnym obrzydzeniem przewrócił kształt w celu obejrzenia sobie jego
      zakazanej mordy. I się zdziwił.
      - Mierzwa???
      - Nie ruszać się, policja???
      Podsiadlik poczuł, jak gwałtownie przebudzone na widok znienawidzonego aspiranta
      furie domagają się krwi i jednym celnym ciosem złamał Mierzwie nos.
      • donkej Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 14.10.06, 17:49
        To powieść miała być, nie nowela!!!!!
        • jota.40 Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 14.10.06, 19:06
          Piękne, piękne... I Fort Sokolnickiego włączony!! Ach, jak miło! Krążyłam tam
          ostatnio i delektowałam się elektryzującymi okolicznymi prądami... Ale czy
          Mierzwa w drugim odcinku przedstawiany był tak tłusto? To mnie zmyliło, całkowicie.
          Vis comica - bez zarzutu. Jednakże Eustachy przejawia niebezpieczne cechy
          maniakalne. Mam nadzieję, że nie skończy na Sobieskiego!?
          • sierzant.podsiadlik Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 14.10.06, 20:04
            Nie, nie skończy się - zważcie, że komisarz się nieco czekolady najadł, co
            będzie miało dla niego w dalszym toku akcji bardzo nieprzyjemne skutki. A
            Mierzwowe gabaryty zapewne powiększył dresik :)
            • Gość: zurdo Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.10.06, 02:03
              Nie podejrzewałem Autorki o taki brak ludzkich uczuć, okrucieństwo znaczy. Zero
              szacunku dla czytelników, przetrzymać na głodzie i rzucić pół plasterka
              szyneczki, a resztą pomachać przed oczami. Buuu.
              Co robił Mierzwa na drzewie? Czy bywa kotem w okresach nasilenia
              schizofrenicznych majaków? Czy chciał z sobą skończyć na skutek traumatycznych
              przeżyć z miejsca zbrodni, prześladował go duch zabitego karalucha? Czy pił
              wcześniej wodę z dzbana? Czy planował podkop pod cukiernię, a na drzewie chował
              łopatki ukradzione z piasakownicy? A może trzymał tam też ukradzione foremki i
              rowerek, łudząc się nadzieją, że blond-stażystka zechce w sobie powielić jego
              wyjątkowy genotyp? A może tylko podglądał przedszkolankę mieszkającą nad kinem
              Wisła?
              Dlaczego Podsiadlik był tak irracjonalnie zadowolony? Czy ma jakieś
              patologiczne skłonności do odczuwania przyjemności w sytuacjach skażonych
              totalną negacją zasad społecznego współżycia? I co z tą czekoladą w nim
              pęczniejącą? Trafi do szpitala bielańskiego, gdzie po wnikliwym badaniu okaże
              się, że to bynajmniej nie czekolada mu zaszkodziła, ale niestrawione resztki
              stojaka do rowerów i styropianowej tacki po tatarze?
              I weź tu śpij człowieku...
              • sierzant.podsiadlik Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 15.10.06, 02:34
                No co Ty, Zurdo, toć wszyscy wiedzą, że ja wzór łagodności i spokojnego
                usposobienia...staram się, jak mogę, a Ty mnie od okrutnych wyzywasz. Buuu.
                I skąd wziąłeś pomysł, że Podsiadlik skonsumował w międzyczasie stojak od
                roweru? Hmmmm, muszę się nad tym poważnie zastanowić...
                • jota.40 Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 15.10.06, 08:59
                  Ach. Ach. Nie dość, iż onegdaj w gronie prywatnym Autorka niepoprawnie
                  zacytowała słynne, pierwsze swojej powieści (a przecież wiadomo, że pewnego dnia
                  osiągnie ono status "Przez długi czas kładłem się spać wcześnie"...) - to
                  jeszcze wyleciał jej z pamięci stojak! No jak to, Zurdo przecież snuje domysły
                  na temat różnych produktów i elementów, jakie zostały skradzione na Żoliborzu, a
                  które mogły były odnaleźć się w żołądku komisarza. Stojak zniknął sprzed
                  Merkurego!...Skoro czekolada, to dlaczego nie tatar, skoro tatar, to czemu nie
                  stojak. Et caetera.
                  Cóż, pomyśleć, że i ja wczoraj w okolicy 2.34 w nocy zamierzałam jeszcze zajrzeć
                  na forum, żeby podzielić się z Wami traumatycznym przeżyciem, związanym z
                  Zapachem, ale zbrakło sił.
                  Zapach objawił się jakieś dziesięć minut wcześniej, kiedy weszłam na klatkę
                  schodową i przez dobre osiem sekund byłam przekonaną, iż to u mnie, na Sadach Ż.
                  zakończy się akcja naszej historii, okaże się bowiem, że wszyscy nawzajem się
                  zamordowali i ukryli przezornie na schodach do piwnicy, wywołując zarazem
                  wrażenie, że jako zwłoki leżą tam już od paru miesięcy (wliczając w to upały).
                  Rychło jednak wyjaśniło się, że źródłem był znużony życiem nurek śmietnikowy,
                  który zaległ w poprzek schodów i drzemał sobie zacisznie.
                  Wykazałam się chrześcijańskim miłosierdziem i nie wezwałam straży miejskiej,
                  może szkoda, porozmawiałabym sobie o Mierzwie i innych sprawach nieobcych
                  ludziom w mundurach... Może wyjaśniliby zawiłości, dlaczego on tak na tym
                  drzewie i dlaczego Eustachy wesoły, doniosłabym na forum i Zurdo nie miałby
                  nocnych stresów.
                  • Gość: zurdo Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.10.06, 21:37
                    Jota podnosisz mnie na duchu i przywracasz wiarę w człowieka. Co za empatia.
                    Może i Autorka zrozumie. I wybaczy? Nocna pora, coś szmera w kasztanowcach,
                    niby szrotówek, ale naprawdę to czort wie, co. I jeszcze takie historie...
                    Dwieście metrów od domu. To się człowiek denerwuje. Tyle tytułem samokrytyki.
                    Bliskie spotkania z Zapachem nie należą do przyjemnych, bo to wiadomo -
                    grzybrobak, a może i polipy w nosie. Tym większe wyrazy uznania za decyzję o
                    niedzwonieniu. Bo nie wątpię, że chłopcy ze straży podeszliby do Twoich pytań i
                    rozterek z wielką wyrozumiałością. Tak wielką jak Mierzwa w dresiku. Zwłaszcza
                    o 2.34. Utuliliby w lęku, wyjaśnili motywy, nakreślili obraz. Zaprosiliby na
                    kawę. Na Kolską. A tam, kto wie - może Bajorek leży na detoksie.
                    • sierzant.podsiadlik Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 16.10.06, 00:35
                      No to teraz ja na jakąś nieczułą sklerotyczkę wychodzę...
                      Ano szmera w tych kasztanowcach, a liście popełniają zbiorowe samobójstwa i
                      spadają na ziemię. Noc dzisiaj rozgwieżdżona i tajemnicza. Dziwne duchy się na
                      uliczkach żoliborskich spotyka, pod platanami czasoprzestrzeń się zakrzywia aż
                      miło, dysputy filozoficzne o Złu się toczą. Strach, strach i jesienna smuta. I
                      zaduma. Nic, tylko pod kocyk się zaszyć i czujność zachować, co by tą dziwną
                      nocą nic pod okno nie podeszło, do szyby nie zastukało. Ech...
                      Nie znacie kogoś, kto jedzie na wschód i wędzone kalmary by przywiózł? One
                      bowiem najlepsze na smutki i nawet do nich piwa nie potrzeba. Albo syroka.
                      Zguszczonkę. Paluszki krabowe. Albo przynajmniej by wizę pokątnie dał :)
                      • wilson05 Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 16.10.06, 01:15
                        powiesc nam tu skreca w strone romantycznych uniesien, przedszkolanka,
                        aspirantka, Mierzwa w krzakach przydybany, a tymczasem ZLO macki wyciaga swe i
                        podroznych nadal pod platany zwodzi. postuluje wiecej realizmu w powiesci, w
                        koncu powszednie nasze problemy zoliborskie to nie kosciste blondynki i
                        korpulentne brunetki, a dojscie do domu, ktore czasami nadspodziewanie dlugo
                        trwa i mrozacych krew w zylach przygod dostarcza.... brrr....
                        • jota.40 Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 16.10.06, 09:03
                          Zurdo, empatia to moje drugie imię. Ba! - to moje przekleństwo.
                          Wczoraj jesienna smuta dopadła mnie zdradziecko; grzesznie pracowita niedziela
                          nie pozwoliła nawet zbliżyć się do platanów, za to dziś - strach, rany boskie,
                          mamy wszak poniedziałek. Konferencja i inne okazje - jak tu umknąć z tego
                          demonicznego rozdroża??...
                          Zaraz, zaraz, co to nam Autorka ostatnio obiecywała, jak dojdziemy do trzystu
                          postów? Co ani chybi na dniach nastąpi?!...
                          Ja mam taką propozycję na długie listopadowe wieczory - oczyma duszy widzę klub
                          powieściowy. Dobra, wiem, że pomysł żywcem skradziony z pewnej książki dla
                          pensjonarek, ale jak na tę porę roku - świetny. Skoro Autorka chce nam
                          przedwcześnie zakończyć dzieje Eustachego, możemy zacząć jakąś inną opowiastkę.
                          Bo co poczniemy bez naszego wątku??... Zejdziemy na psy. Skończymy ja ta
                          wiewiórka albo i jak ten rudy kotek - przybłęda, pałętając się melancholijnie
                          między Stołeczną, a placem Wilsona. A tymczasem Grisza daleko i kto nas -
                          sieroty po komisarzu - przygarnie??? Chyba tylko koledzy z Kolskiej.
                          A więc - naostrzcie pióra i zbierzcie myśli. Możemy założyć sobie ową powiastkę
                          jako dzieło kolektywne. Mamy wszak na Żoliborzu piękne, spółdzielcze tradycje!
                          • jota.40 Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 16.10.06, 10:30

                            Zaraza się rozprzestrzenia. Proszę bardzo:

                            "Olsztyn: Zatrzymany za włamanie do lodówki.
                            Policjanci z Ostródy zatrzymali 33-latka, który włamał się do zamkniętej na
                            kłódkę lodówki swojego ojca.

                            Wczoraj o 20:00 policjanci z Ostródy zatrzymali 33-letniego Jana O. mieszkańca
                            miejscowości, który w włamał się do zamykanej na kłódkę lodówki swojego ojca i
                            skradł z niej słoik z grochówką, dwa jajka i wędzone mięso.

                            Sprawca włamania został zatrzymany w policyjnym areszcie. Miał 3.4 promila
                            alkoholu w wydychanym powietrzu.

                            W pokoju zatrzymanego policjanci znaleźli nabiał i mięso. Grochówkę Jan O.
                            zdążył już zjeść."

                          • wilson05 Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 16.10.06, 10:31
                            > Ja mam taką propozycję na długie listopadowe wieczory - oczyma duszy widzę klub
                            > powieściowy.
                            Pomysl bardzo zacny, ale nie usmiercajmy moze przedwczesnie Komisarza, Autorka
                            nie powiedziala jeszcze ostatniego slowa! Powiesc trwa, nie rozpoczynajmy nowej
                            zanim nie wyjasni sie tajemnica kradziezy na Zoliborzu...
                            • jota.40 Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 16.10.06, 13:12
                              Gdzieżbym śmiała uśmiercać!! Ogarnia mnie po prostu trwoga, co potem - moja
                              propozycja dotyczy tych właśnie smutnych, jesiennych miesięcy, które nastaną po
                              zakończeniu przygód Eustachego P.!
                              A tymczasem zważ, co się dzieje pod Olsztynem...:))
                              • wilson05 Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 16.10.06, 13:31
                                > Gdzieżbym śmiała uśmiercać!! Ogarnia mnie po prostu trwoga, co potem - moja
                                > propozycja dotyczy tych właśnie smutnych, jesiennych miesięcy, które nastaną po
                                > zakończeniu przygód Eustachego P.!
                                Wiec sugeruje poczekac az sie to dokona, moze Autorka wcale nie ma zamiaru
                                szybko konczyc powiesci, tylko czeka na natchnienie...

                                > A tymczasem zważ, co się dzieje pod Olsztynem...:))
                                Straznikow Polnocy prosze w to nie mieszac, to zupelnie inna powiesc, juz
                                napisana zreszta ;)
                                • sierzant.podsiadlik Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 16.10.06, 14:28
                                  Właśnie, a kto powiedział, że na tym koniec? Może komisarz zostanie oddelegowany
                                  do innych zadań? Dzisiaj u mnie na dziedzińcu pojawiły się tajemnicze baraki -
                                  kto wie, czego są zwiastunem? Morderstwo? Kradzieże? Rozpusta?
                                  A Strażników Północy proszę faktycznie do sprawy nie mieszać, bo się jeszcze w
                                  dwóch jednostkach forumowych obudzi warmiński patriotyzm lokalny, który w
                                  połączeniu z żoliborskim patriotyzmem może przybrać niepokojące rozmiary...
                                  • jota.40 Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 16.10.06, 14:45
                                    Baraki są zwiastunem prac remontowych, jaka w tym metafizyka. Chociaż... po
                                    wysłuchaniu wielu głośnych rozmów, jakie od początku czerwca prowadzą robotnicy
                                    tuż za moim oknem (najgłosniejsze i najbardziej gwałtowne - o szóstej
                                    trzydzieści rano) - dochodzę do wniosku, że taki remont to czysta metafizyka.
                                    • jota.40 Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - odc. 16.10.06, 14:46
                                      Aaaaaa!!! TRZYSTA, TRZYSTA, TRZYSTA!!!!!
    • sierzant.podsiadlik Komisarz Eustachy Podsaidlik na tropie - odc. 7 16.10.06, 14:52
      Obiecałam, że 301 post będzie zawierał nowy odcinek, nie będę zatem świnia i
      słowa dotrzymam ;)

      Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie – odc. 7

      (dla M. który dzisiaj zdobył wreszcie trzy literki przed nazwiskiem ;))

      Mierzwa siedział na ziemi i jęczał, masując sobie nadgarstki i próbując nie
      dotykać nosa, z którego kapała mu miarowo krew. Furie mruczały w zaspokojeniu, a
      Podsiadlik flegmatycznie wyjął z kieszeni pomiętą paczkę papierosów i spod
      przymrużonych powiek patrzył się z politowaniem na aspiranta.
      - Nie rycz, Mierzwa, będziesz z tym nosem wyglądał jak porucznik Borewicz –
      powiedział wreszcie, chcąc uciszyć biadolenia Mierzwy.
      - Ale ja nie chcę być jak ikona PRL-u! – wychlipiał Mierzwa.
      - Na bycie ikoną IV RP nie masz szans, wszystkie miejsca w panteonie już
      zarezerwowały zwierzątka futerkowe – mruknął Podsiadlik, zapalając papierosa. –
      Poza tym, jak będziesz tak siedział i jęczał, to największe szanse masz na bycie
      przynętą dla amatorów krwiodawstwa.
      - Tu są wampiry? – wyjąkała pobladła ofiara komisarzowego prawego prostego.
      - Nie wiem – powiedział beztrosko Podsiadlik. – Pewnie tak. Do spółki z rekinami
      i onanistami reagującymi na widok hemoglobiny. To jest Żoliborz, tu się dziwne
      rzeczy dzieją. A co ty tu robiłeś po nocy?
      Zapadła cisza. Mierzwa pojęczał, po czym, przerażony wizją możliwości grasowania
      w okolicach szwadronu niebezpiecznych stworzeń, których reprezentację miał przed
      sobą w postaci komisarza ćwiczącego prawą dłoń poprzez rytmiczne zaciskanie jej
      w pięść i rozprostowywanie, zdecydował się na powiedzenie całej prawdy i tylko
      prawdy.
      - Bo ja tak codziennie, panie komisarzu – szepnął, rozglądając się trwożnie dookoła.
      Podsiadlik pozornie zignorował wypowiedź, czekając na ciąg dalszy. W pobliskich
      krzakach coś chrupnęło i wydało dźwięki przypominające wycie. Mierzwa zbladł
      jeszcze bardziej i szybciutko kontynuował zeznanie:
      - Ja tak codziennie tutaj przychodzę. Zaprzyjaźniłem się. Samotność im
      doskwierała – siedzieć tak w parku, po nocy...Czasami dają się pogłaskać, wie pan?
      Podsiadlik myślał gorączkowo, po czym nabrał powietrza w płuca i powiedział
      ojcowskim tonem:
      - Mierzwa, ja rozumiem, że ludzie w różny sposób szukają szczęścia w miłości,
      ale są przecież...eee...specjalne kluby, portale internetowe...
      Aspirant spojrzał na komisarza nieprzytomnym wzrokiem.
      - Myśli pan, że nie mówiłem im, co to jest internet? Nic z tego, wolą orzechy...
      - Ochroniarze?
      - Jacy ochroniarze? – Mierzwa zerwał się na równe nogi, po czym jęknął i znowu
      usiadł. – Wiewiórki!
      Komisarz zbaraniał. W krzakach coś znowu zawyło.
      - Dokarmiałeś wiewiórki? I tłumaczyłeś im, co to jest internet?
      Mierzwa, przerażony, spoglądał coraz częściej w stronę krzaków. Podsiadlik
      zacisnął szczęki. Furie znów domagały się ofiary. Komisarz zaczął żałować, że
      nie złamał aspirantowi jeszcze czegoś, ale stwierdził, że przy najbliższej
      okazji przekaże inicjatywę Bajorkowi.
      - One muszą wiedzieć, co się dzieje na świecie, panie komisarzu – wyjąkał
      wreszcie Mierzwa. – Żyją w miejskiej dżungli, a nawet telewizji nie mogą sobie
      pooglądać ze zrozumieniem. Samochodem je kiedyś po Lesie Bielańskim woziłem, ale
      mnie ekolodzy dorwali i nie wykazali zrozumienia...
      Podsiadlik pomyślał, że musi się zaprzyjaźnić z tymi ekologami. Jakby w
      odpowiedzi, w krzakach coś głośno chrupnęło. Mierzwa wrzasnął i zerwał się do
      biegu, ale komisarz przytrzymał go mocno. Może odrobinkę za mocno, ale
      chrupnięcie się nie powtórzyło.
      - One po nas idą, panie komisarzu! – wycharczał unieruchomiony Mierzwa. –
      Pojawiają się tutaj od tygodnia!
      - Edukowałeś wiewiórki, to teraz masz za swoje! – poziom wściekłości komisarza
      znów minął punkt krytyczny i wzrastał.
      - Ale to nie wiewiórki!!! Wiewiórki są milusie! Przyjazne! A one nie są milusie!
      To one są wszystkiemu winne! To one opanowały Warszawę i każą kraść, co
      popadnie! Przysięgam na portret mamusi, panie komisarzu, to one!
      W krzakach zaszeleszczało. Szelest wyraźnie zbliżał się w stronę komisarza i
      próbującego się wyrwać z jego rąk Mierzwy, który z kolei zaczął szeleścić
      dresikiem. Podsiadlik, zaciekawiony, puścił zaskoczonego Mierzwę, który w
      rezultacie padł na ziemię, popełniając przy tym straszliwy błąd w postaci braku
      osłonięcia pokiereszowanego narządu odpowiadającego za zmysł powonienia.
      Akustyczne skutki uboczne upadku przerosły moce dźwiękowe wszystkich stołecznych
      radiowozów z równocześnie włączonym sygnałem; w odpowiedzi rozdzwoniły się
      żoliborskie dzwony, kurant na Urzędzie Dzielnicy sam zaczął wygrywać „Bo na
      Żoliborzu są uliczki takie śliczne”, a w Szkole Pożarnictwa wszystkie jednostki
      zostały postawione w stan alarmu. Podsiadlik, zakrywając uszy rękoma, zastygł w
      bezruchu, pochylony w kierunku krzaków; nagle kątem oka dostrzegł, że w Forcie
      Sokolnickiego zapaliło się światło. Ocknął się więc ze stanu odrętwienia i
      ruszył przed siebie, próbując powtórzyć to, co Mierzwie się nie udało, czyli
      przecisnąć się przez drzwiczki.
      - Niech pan tam nie idzie, panie komisarzuuuuuu!!! – wył Mierzwa – Oneeee tam
      sąąąą!!!
      Gdyby komisarz odsłonił uszy, oprócz Mierzwowych produkcji akustycznych
      usłyszałby trzaski chitynowych pancerzyków pod swoimi nogami. Ponieważ jednak
      tego nie zrobił, zniknął nieuświadomiony w mrocznych czeluściach. Odprowadzał go
      pełen rozpaczy i strachu wrzask aspiranta Mierzejewskiego:
      - Karaaaaluchyyyy!!!
      • jota.40 Re: Komisarz Eustachy Podsaidlik na tropie - odc. 16.10.06, 14:59
        ...już otarłam monitor, wydmuchałam nos, i osuszyłam załzawione ze śmiechu oczy.
        Autorka rozwija się niebywale!! Dialogi na szóstkę. Wizja niedoszłego
        orgiastycznego seksu z wiewiórkami w Parku Żeromskiego wzburzyła mi krew. A
        wszystkiemu winne nawiedzone karaluchy. Hm. To mi pasuje na kultowe,
        amerykańskie filmy z lat sześćdziesiątych.... Inwazja oszalałych insektów...
      • lylika Re: Komisarz Eustachy Podsaidlik na tropie - odc. 16.10.06, 19:25
        Komisarz zmienił nazwisko?:)
        • Gość: zurdo Re: Komisarz Eustachy Podsaidlik na tropie - odc. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.10.06, 23:04
          Dobrze że said a nie sade, co nadałoby nowego znaczenia nocnym figlom z
          wiwiórkami. To z pewnością nie jest pomyłka freudowska. Więc nie jest
          interesująca.
          Jeśli o mnie chodzi - powaliła mnie końcówka. Ta po krzykach rodem z
          Zagubionych (Oni/one tu są. Oni/one po nas idą!). To się czyta uszami. Nie
          podejmuję się zdefiniować gatunku, ale pewnie będzie to jakieś nowatorskie
          połączenie metalu, industrial punka i new age'u. Najpierw cichy, daleki
          szelest, szelest narasta, wzmacnia go kontrastowy szelest dresiku. Potem bum
          Mierzwy, a następnie powalająca kakofonia dźwięków wszelakich, a kiedy
          półmartwy słuchacz odbiera ciche skrzypnięcie drzwi - zaczyna rozumieć, że to
          było dopiero niegroźne preludium. I rozumie, że w jego życiu już nic nie będzie
          takie, jak dawniej.
          • Gość: zurdo Bójta się - już tu są IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.10.06, 23:19
            Komenda Stołeczna miała zaszczyt gościć delegację ze Wschodu.
            W skład delegacji rosyjskiej weszło 6 przedstawicieli ministerstwa zajmujących
            się problematyką milicji i odpowiedzialnych za wydawanie czasopism oraz pracę
            stacji telewizyjnych i radiowych nadających na potrzeby tamtejszej milicji. Z
            ramienia polskiej Policji gościom towarzyszy redaktor naczelny Miesięcznika 997
            podkom. Paweł Chojecki.
            Przypadek? Autorka w profetycznym zapale zatęskniła za kuchnią wschodnią? Teraz
            będzie miała wędzonych kalmarów pod dostatkiem.

            • lylika Re: Bójta się - już tu są 16.10.06, 23:28
              Gość portalu: zurdo napisał(a):
              Teraz
              >
              > będzie miała wędzonych kalmarów pod dostatkiem.
              ...
              Miałam nadzieję na smażone karaluchy.
              • sierzant.podsiadlik Re: Bójta się - już tu są 17.10.06, 02:03
                Ech, Wy ewidentnie nie wiecie, co to urok wędzonych kalmarów, szczególnie w
                sytuacji, gdy jest uzależnionym, a pewne czynniki przystawiły stempel jednostki
                niepożądanej na terenie pewnego państwa, w którym kalmary są dostępne...(co,
                dalibóg, nic wspólnego z rzeczonym produktem nie ma).
                Orientuję się, co to "Zagubieni", ale przyznaję się, że oglądałam (nawiasem
                mówiąc, z pobudek służbowych) jeden może odcinek. Co do zaś muzyki, to ja
                widziałabym tu Korola i Szuta; ewentualnie Leningrad, zważywszy na wszystkie
                niezamieszczone przekleństwa, które by mi z automatu wykropkowano.
          • lylika Re: Komisarz Eustachy Podsaidlik na tropie - odc. 17.10.06, 07:26
            Przeczytałam jeszcze raz. Teraz uszami. Ja tu słyszę Eine Kleine Nacht Musik i Lot Trzmiela.
            • jota.40 Bolero, tylko Bolero! 17.10.06, 09:18
              Hm. Bardzo ciekawe interpretacje! Bardzo! Przeczytałam jeszcze raz, też uszami;
              dźwięków jest istotnie co nie miara!
              Dla mnie jednak - zdecydowanie "Bolero" Ravela. Narastające napięcie, te jęki i
              ciche wycie na początku, coraz więcej elementów perkusyjnych (chrupnięcia), no i
              na koniec pandemonium, plus zgrzyt chitynowych pancerzyków i skrzypnięcie drzwi...

              PS. Wyrazy szacunku dla Atorki, która po wczorajszej, eee, partyjce, ee, makao
              była w stanie A. Korzystać z internetu B. Napisać sensownego posta! Brawo!
              • donkej Re: Bolero, tylko Bolero! 17.10.06, 10:56
                W kwestii kalmarów proponuję zwrócić się do kolebki. Zwłaszcza w naszej
                urokliwej dzielnicy o takich korzeniach (francjopodobnych) jakie ma. A więc
                sugruję zwrot ku kalmarom z europejskiego kręgu kulturowego. Chyba okażą się
                one łatwiej dostępne, w zaistniałych okolicznościach.

                Oj oj - mnie się kojarzy jakaś "muzyka różowej pantery", którą stopniowo coraz
                bardziej zagłusza muzyka aleofoniczna.

                No i czarno to wszystko widzę - jak wiadomo tylko pod platanami można zatrzeć
                ślady, gdy Oni gonią człowieka. A to jednak dość daleko.
                • sierzant.podsiadlik Re: Bolero, tylko Bolero! 17.10.06, 12:03
                  Ale one są droższe, te europejskie. O wiele droższe ;(

                  ps. Jota, a Ty wiesz, jak ja się rano zdziwiłam, że w nocy coś tutaj udało mi
                  się napisać??? Ło matko, czy to jest symptom ostrego uzależnienia od wątku?
                  • jota.40 Re: Bolero, tylko Bolero! 17.10.06, 14:10
                    Ja tam jestem uzależniona i wcale się nie wstydzę :))).
                    • donkej Re: Bolero, tylko Bolero! 17.10.06, 14:58
                      Ale nie trzeba ich koniecznie w kolebce spożywać. Zdaje się, że te akurat są
                      czasem importowane (cóż za niewyszukane, jak na ten wątek, słowo).
                      Z tego co wiem, w czwartki np. przylatuje do Warszawy samolot z owocami morza...

                      Czy karaluch jest jakoś spokrewniony z takim krabem, albo krewetką?
                      Bo pancerzyki...
                      • donkej Re: pancerzyki 17.10.06, 17:30
                        Haaa!!!
                        Przed chwilą u Chińczyka widziałam kalmary w ostrym sosie...
                        • sierzant.podsiadlik Re: pancerzyki 17.10.06, 17:44
                          Jadłam. To nie jest to.
                          Ale dzisiaj dowiedziałam się, że kumpel jedzie w przyszłym tygodniu do Brześcia,
                          jak mu wizę dadzą. Obiecał dostawę ;)
                      • lylika Re: Bolero, tylko Bolero! 18.10.06, 07:36
                        donkej napisała:

                        >
                        > Czy karaluch jest jakoś spokrewniony z takim krabem, albo krewetką?
                        > Bo pancerzyki...
                        ...
                        W żaden sposób. Kraczany to insecta. Jest ich ok. 5000 gatunków z których u nas żyje emigrant amerykański /periplaneta americana/ i najbardziej rozpleniony, wojowniczy najźdźca germański /blatella germanika/ zwany prusakiem. Kalmary zaś to mięczaki. W cudzysłowie i bez.:)
                        • jota.40 Re: Bolero, tylko Bolero! 18.10.06, 10:00
                          A to dopiero! No i teraz dopiero ciekawie - którą odmianę Autorka postanowiła
                          nasłać na Park Żeromskiego i Żoliborz?... Amerykańską czy niemiecką? Wkraczamy
                          na grząski teren sporów międzynarodowych, strach się bać!
                          Donkej, kalmary pomyliły Ci się chyba z homarami :))).
                          • donkej Re: Bolero, tylko Bolero! 18.10.06, 10:53
                            Homar to homar - występuje na ogół w liczbie pojedynczej, natomiast kalmary...
                            Oooo - chyba mamy wreszcie potwora!
                            fr.wikipedia.org/wiki/Calmar
                            Jakby to było zgrabnie po polsku belissima?
                            ;-))

                            P.S.
                            Czy to nie milsze niż naturalia?
                            • donkej Re: Bolero, tylko Bolero! 18.10.06, 11:16
                              jeszcze jedno "l"?
                            • lylika Re: Bolero, tylko Bolero! 18.10.06, 13:43
                              donkej napisała:
                              > Jakby to było zgrabnie po polsku belissima?
                              ...
                              Zgrabnie? Ślicznotka.:)
                              • donkej Re: Bolero, tylko Bolero! 19.10.06, 01:21
                                Nie postawiłam przecinka... Pytałam o treść tego linku :-DDD
                          • wilson05 Re: Bolero, tylko Bolero! 18.10.06, 10:56
                            > A to dopiero! No i teraz dopiero ciekawie - którą odmianę Autorka postanowiła
                            > nasłać na Park Żeromskiego i Żoliborz?... Amerykańską czy niemiecką?
                            Przypominam, ze w Merkurym Komisarz natknal sie na odmiane wschodnia - zatem ani
                            niemiecka ani amerykanska...
                            • jota.40 Re: Bolero, tylko Bolero! 19.10.06, 20:18
                              Odmiana wschodnia, tak?... No to proszę, wiadomości z południa:
                              "GLIWICE: SZALENIEC W KWIACIARNI
                              W kwiaciarni w Gliwicach zabarykadował się młody mężczyzna. Rozebrał się do
                              naga i nie chce jej opuścić.
                              Nie wiadomo co jest przyczyną jego zachowania. Przybyłemu na miejsce policyjnemu
                              negocjatorowi nie udało się nawiązać z nim kontaktu. Na miejsce jedzie jednostka
                              antyterrostyczna."

                              Ja bym tam posłała Mierzwę.
                              • lylika Re: Bolero, tylko Bolero! 19.10.06, 23:07
                                jota.40 napisała:

                                > Odmiana wschodnia, tak?... No to proszę, wiadomości z południa
                                ...
                                Odmiana wschodnia to na wschodzie: 240 białoruskich jałówek przepłyneło Bug i poprosiło o azyl w stadninie w Janowie Podlaskim.:)
                                No i kogo posłać na interwencję?
                                • sierzant.podsiadlik Re: Bolero, tylko Bolero! 20.10.06, 00:12
                                  No fakt, ta sprawa wymaga chyba interwencji Krowy i Kurczaka...
                                  • donkej Re: Bolero, tylko Bolero! 20.10.06, 11:59
                                    Łojeju, co to się dzieje na tym Żoliborzu?
                                    Od pewnego czasu w godzinach porannych przechadza się w rejonie platanów
                                    pojedynczy starszy pan strażnik miejski. A ja z dwoma psami, w tym ten mniejszy
                                    czort bez smyczy. Wczoraj obszczekała tego Pana (chyba boi się mundurów)i dziś
                                    też zaczęła.
                                    No myślałam, że się zacznie - mandat lub upomnienie czy coś w tym guście. A on
                                    na nią patrzy z sympatią i mówi do mnie przyjaźnie: Dużo ma Pani z nimi
                                    roboty...
                                    Oczywiście suka szybko się uspokoiła, ale cuda jednak... Zaczarowany park czy
                                    co?
                                    • Gość: zurdo Re: Bolero, tylko Bolero! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.10.06, 12:16
                                      e tam nie trać czujności. Pan starszy strażnik pewnie wypstrykał cały bloczek
                                      na pl. lelewela, ale jak uzupełni braki to wróci
                                  • Gość: zurdo co się tu dzieje?! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.10.06, 12:11
                                    Kto tu zamęt sieje, uwagę od spraw najważniejszych odwraca? I na czyje
                                    zlecenie? Że się jakiś narcyz w kwiaciarni zamknął? A gdzie miał się zamknąć -
                                    w sklepie z gwoździami? Krowy to pewnie agenci łukaszenki i żoliborz nie jest w
                                    centrum ich zainteresowania - zostali wysłani w celu kradzieży najnowszej myśli
                                    technologicznej w rolnictwie Polski B - wtórnego wykorzystania ziemniaków w
                                    procesie produkcji ekologicznego bimbru.
                                    A tymczasem kości komisarza użyźniają park żeromskiego, karaluchy z kluczami
                                    zmierzają ku Płatniczej w celu zdobycia munduru i legitymacji i umieszczenia
                                    swojego człowieka (tak, tak) w strukturach komendy stołecznej...
                                    • Gość: Grisza Sprawe kom.P badalem osobiscie w New Scotland Y IP: *.mnhelse.net 23.10.06, 08:40
                                      i jak bylo do przewidzenia, nie cieszy sie tam dobra opinia.Maja go tam za
                                      kompletnego drania i najgorszy model policjanta w Nowej EU.Nie zrobi tam
                                      kariery jak polski hydraulik lub polska pielegniarka.Osobiscie wole zreszta te
                                      druga.Nocne wiewiorki w Parku Zeromskiego to jak nocne autobusy w Dziekanowie-
                                      ich po prostu nie ma.Nawet jesli oprocz P widzial je Mierzwa i niektorzy z
                                      nas.Do Autorki mam zal o niedotrzymane obietnice.Powiesc zbliza sie swinskim
                                      truchtem to katastroficznego finalu, a wyglada na to, ze autorka zamierza
                                      zostawic drobnokoscista asystenke na lodzie.Moze szykuje jej nawet los starej
                                      panny, to podejscie okrutne i z punktu widzenia spolecznego
                                      marnotrawne.Asystentka musi zostac zagospodarowana.
                                      • sierzant.podsiadlik Re: Sprawe kom.P badalem osobiscie w New Scotland 23.10.06, 09:05
                                        Grisza wrócił!!!

                                        Spokojnie - obiecałam, słowa dotrzymam. Kto powiedział, że w następnym odcinku? ;)
                                        • jota.40 Re: Sprawe kom.P badalem osobiscie w New Scotland 23.10.06, 09:38
                                          Grisza wrócił i cięgiem o tej kościstej... :((( Ech, te pokłady tkliwych,
                                          męskich uczuć dla rachitycznych kobieciątek!... Komisarz P. jest mężczyzną z
                                          krwi i kości i potrzebuje takiej też kobiety. Tylko fertyczna przedszkolanka.
                                          No, od biedy może być ta silna i zrealizowana życiowo sprzedawczyni precli. Jak
                                          - pytam - jak pomoże Eustachemu to wyimaginowane chuchro w ciężkim boju z
                                          karaluchami? Przecież nie będzie z nim walczyła ramię w ramię, o nie! Wskoczy na
                                          krzesło z dzikim wrzaskiem i jeszcze syjama spłoszy.
                                          Nie, nie życzymy sobie tutaj takich anorektycznych dziewczynin, prosimy o
                                          kobietę prawdziwą, zaokrągloną tu i tam, i tak dalej. Wiadomo.

                                          Uwaga, dziś poniedziałek. Ci, którzy jeszcze nie dotarli do PracoVni i kryją
                                          swoje oblicza za tajemniczymi nickami mają szanse wykonać coming out.
                                          Rezerwujemy stół na 21.00?... Hasło: Forum Żoliborz.
                                          • Gość: Grisza Re: Sprawe kom.P badalem osobiscie w New Scotland IP: *.mnhelse.net 23.10.06, 10:55
                                            No to dac mu poprobowac szczescia z paniami typu szczupla blondynka i fertyczna
                                            przedszkolanka.Zobaczymy, co wybierze.Ostrzegam go jednak, ze z romansu z
                                            przedszkolanka nie bedzie latwo wykrecic sie byle czym.Taka sprawa moze
                                            przeciagnac sie na cala zime, lub nawet ciut dluzej.I przy brunetce zostanie
                                            siedzenie w domu na kanapie w cieplych pantoflach.Zegnaj nocna ornitologio
                                            Parku Zeromskiego.Blond chuchro bedzie latwiej puscic kantem, bez zobowiazan, a
                                            to raczej wyglada mi na bardziej podobne do P.Poza tym nie jest ona wcale takim
                                            chuchrem- pewne wymiary trzyma znakomicie np wymiar poprzeczny miedzykolcowy
                                            wymarzony pod bliznieta.
                                            PS. ostatnio widzialem kawalek stacji metra Plac Wilsona w serialu TVN
                                            Kryminalni czy jakos tam.Serial do luftu, ale Plac Wilsona jak najbardziej-
                                            widac jednak, ze TVN to nie tylko agentura, ale i brak poszanowania praw
                                            autorskich.Zywcem zerzneli z naszej Agatha Podsiadlik i pewnie nie zaplacili
                                            ani grosza.
                                            Mnie sie PracoVnia sni po nocach w kazdy poniedzialek, ale widocznie nie nastal
                                            jeszcze moj czas, ostatnio do Wa-wy zagladam jak komiwojazer i w poniedzialki
                                            zazwyczaj jestem w podrozy.
                                          • donkej Re: Sprawe kom.P badalem osobiscie w New Scotland 23.10.06, 10:57
                                            Dotrę pewnie później, ale za to mam lekturę dla Was.
                                            Dostałam dziś na stacji metra "Gazetę Bielan i Żoliborza". Kronika policyjna to
                                            coś w sam raz do czytania na konferencji :-DDD
                                            • jota.40 Re: Sprawe kom.P badalem osobiscie w New Scotland 23.10.06, 12:47
                                              Hura, nie ma, jak głośna lektura przy świetle świec i promocyjnym piwie. W sam
                                              raz na długie, acz zadziwjaaco ostatnio ciepłe październikowe wieczory.
                                              Grisza, jeśli wpadniesz do W-wy poza poniedziałkiem, zrobimy wyjątek i
                                              zarządzimy extra-konferencję. Daj tylko znak.
                                              Co do gabarytów i parametrów, to sugerujesz chudą, z szerokimi kośćmi miednicy?
                                              Toż to jakaś pokraka!
                                              Co do komisarza, to wygląda mi on na porzuconego jakiś czas temu przez Kobietę,
                                              Co To Bardzo Zła Była. Potrzebuje wsparcia i pocieszenia. I kto wie, czy nie
                                              przez całą zimę, u boku życzliwej i serdecznej istoty... Szarlotkę by mu upiekła
                                              albo nawet klasyczny mus czekoladowy przyrządziła..;)))
                                              • wilson05 Re: Sprawe kom.P badalem osobiscie w New Scotland 23.10.06, 13:39
                                                a ja powiem tylko, ze jesli nie ukaze sie kolejna czesc przygod Komisarza to ja
                                                do pracovni dzisiaj nie przyjde - protest! ile mozna czekac?!
                                              • Gość: Grisza Re: Sprawe kom.P badalem osobiscie w New Scotland IP: *.mnhelse.net 23.10.06, 15:18
                                                Neurotyczna blondynka z szeroka miednica, a nie mus czekoladowy.Porzucony,
                                                dobre sobie ! Tacy jak on nie wiedza, co to znaczy porzucenie.On z tych, co to:
                                                porzucac to my, ale nie nas.Szczupla blondynka nadaje sie w sam raz na ofiare
                                                powiesciowego uwodziciela.Po doksztalcajacym romansie z P spotka ona z
                                                pewnoscia wartosciowego mezczyzne, najlepiej w wieku zasrednim i bedzie z nim
                                                jezdzic latem na rowerze, a zima na lyzwach po swiezo zamarznietym
                                                Kanalku.Serce pana w wieku zasrednim rozplynie sie na widok delikatnej
                                                sniezynki topniejacej w swietle gwiazd i ksiezyca na jej dlugich blond
                                                rzesach.Sprawa moglaby zakonczyc sie cichym slubem cywilnym w Filii Urz.Stanu
                                                Cywilnego w Domu Kultury na Zoliborzu, gdyby filii tej uprzednio nie
                                                zlikwidowano.Wezma slub na Jezuickiej, a koscielny na Czarnieckiego, nieopodal
                                                Parku Zeromskiego.Ze zlosci Eustachy P sam zacznie lazic po drzewach i wyc do
                                                ksiezyca w tym parku.On jest juz zerem, bankrutem.Relegowany z policji za
                                                pijanstwo zostanie w tym parku ochroniarzem i bedzie sledzil rozwoj
                                                psychofizyczny malenstw poczetych przez starszego pana i mloda
                                                szerokomiedniczna asystentke, ktora odchodzac na urlop macierzynski zostanie
                                                awansowana na stopien podkomisarza.
                                                • jota.40 Re: Sprawe kom.P badalem osobiscie w New Scotland 23.10.06, 15:57
                                                  Ja już zupełnie nie rozumiem, co Ty masz do nieszczęsnego Eustachego?? Nieco
                                                  rozgoryczony, mieszka ewidentnie sam na tej Płatniczej, pali za dużo (czytaj:
                                                  nie ma przy nim kobiety, która zadbałaby o jego płuca, wybijając mu papierosy z
                                                  głowy raz na zawsze pod pozorem, że dym zażółca firanki!), łapczywie pożera
                                                  czekolady, obrzuca łakomymi spojrzeniami telewizyjne reporterki, nadpobudliwy,
                                                  furie w nim mącą - ergo: potrzebuje kobiety ciepłej i opiekuńczej, a
                                                  przedszkolanki często takie bywają!.. A jeszcze pulchne, pykniczne z natury,
                                                  lubiące gotować... ach! zapewniłaby taka raj na ziemi rozbitkowi życiowemu,
                                                  jakim komisarz ewidentnie stał się za sprawą... (tu wpisać właściwe imię Złej
                                                  Kobiety).
                                                  Nie zgadzam się na żadne blond rzęsy i pana w wieku zaśrednim. To znaczy - niech
                                                  on sobie bierze te rzęsy z przyległościami i niech da spokój Podsiadlikowi!! A
                                                  ślub może być nawet na Czarnieckiego, czemu nie, byleby u poprzedniego
                                                  proboszcza :)))).
                                                  Wybieram się dziś na wiadomy plac zabaw z dziecięciem, przyjrzę się uważnie
                                                  ochroniarzom.
                                                  • sierzant.podsiadlik Re: Sprawe kom.P badalem osobiscie w New Scotland 23.10.06, 19:08
                                                    Wilson, a jak ja mam, u licha, napisać następny odcinek, jak tam (na mailu,
                                                    znaczyt') zdecydować się nie mogą na porządne krzaki do seksu, a tu toczy się
                                                    dyskusja o gabarytach komisarzowej i konsensusu jakoś nie ma???
                                                  • wilson05 Re: Sprawe kom.P badalem osobiscie w New Scotland 23.10.06, 20:06
                                                    oj Autorko, nie daj soba manipulowac! jak ktos chce seksu to niech sobie sam
                                                    powiesc napisze! ;)
                                                    a co do gabarytow - zdecydowanie przychylam sie do opinii joty, Komisarzowi
                                                    przyda sie korpulentna przedszkolanka, ktora ukoi jego furie, wyciagnie z nalogu
                                                    i zatrze wspomnienia Zlej Kobiety (niewatpliwie bardzo koscistej). A szczupla
                                                    blondynka moze od razu spotkac pana w wieku zasrednim, bez wczesniejszego
                                                    wdawania sie w gwaltowny i niszczacy romans z Komisarzem, ktory to romans
                                                    notabene moglby ją zrazic do starszych mezczyzn.
                                                    I tak mamy w kwestii kochanki Komisarza wynik 2:1 na rzecz brunetki - czy
                                                    Autorka czuje sie juz ukonsensusowana i raczy ucieszyc nas kolejnym odcinkiem?
                                                    zreszta teraz nie czas na amory, Zly krazy po Zoliborzu i dopoki Komisarz sie z
                                                    nim nie rozprawi, dopoty nie powinien sie wiklac w niebezpieczne zwiazki
                                                  • Gość: Grisza Re: Sprawe kom.P badalem osobiscie w New Scotland IP: *.mnhelse.net 24.10.06, 08:22
                                                    Niech mu bedzie brunetka, najlepiej tlustawa, tylko blagam o porzadna depilacje
                                                    goleni.Blondynka z odstajacymi rzepkami kolanowymi ani nie musi poszukiwac
                                                    dekadentow, ani sie depilowac.Tacy sami wlaza w zycie, bez pytania.Damy jej do
                                                    towarzystwa przyzwoitego czlowieka, ktory moze nie jest komisarzem policji, ale
                                                    ktorego bogate doswiadczenie zyciowe i wiedza o nim ogolna pozwola pokierowac w
                                                    sposob spolecznie pozadany losami drobnokoscistej blondynki.Wyrazam nadzieje,
                                                    ze Autorka nie czuje sie manipulowana i wszystkie zyczliwe rady plynace z
                                                    glebokiego pochylenia nad losem bohaterow powiesci przyjmuje ze zrozumieniem
                                                    jako glos grona czytelniczego.Literat nie zyje w prozni spolecznej i piszac
                                                    powiesc o Zoliborzu, zuchwalej kradziezy tamze i dzielnej policji, ktora w tej
                                                    sprawie wspomaga mieszkancow ZC, musi liczyc sie z opinia publiczna.Takie sa
                                                    fakty, a fikcja literacka, ktora Autorka potrafi poslugiwac sie z taka
                                                    zrecznoscia, moze jedynie byc znakomita ozdoba dla tychze faktow i wspierac
                                                    jedynie sluszna ich interpretacje.Poniewac, jak rozumiem, powiesc zbliza sie z
                                                    wolna ku koncowi, apeluje do wszystkich czytelnikow o szczegolna czujnosc i
                                                    zyczliwy krytycyzm wspierajace Autorke, aby w koncowce uniknela bledow, ktore
                                                    moglyby pozbawic Jej naleznych laurow krajowych i byc moze nawet nagrod
                                                    zagranicznych; w przypadku, gdyby ktos z forumowiczow pokusil sie o tlumaczenia
                                                    na jezyki obce.
                                                  • jota.40 Re: Sprawe kom.P badalem osobiscie w New Scotland 24.10.06, 09:50
                                                    Ach, Ty, Grisza, jakoś tak wszystko obrzydzasz. "Tłustawa"... i z sugestią
                                                    owłosionych łydek... fuj, fuj, fuj!
                                                    A więc jednak powieść, jak zwierciadło na drodze życia et caetera? No, nie wiem,
                                                    czy Autorka się skłoni ku takim rozwiązaniom, chociaż zmysł obserwacji - jak
                                                    widać z powyższych epizodów - ma wysoko rozwinięty. Ale zmysł - zmysłem, a
                                                    gdzieś tam plącze się i pohukuje fantastyka, strzygi i utopce. I Zły grasuje
                                                    niezmiennie. Wczoraj na konferencji zmącił nam szyki do tego stopnia, że
                                                    zapanowało ogólne pandemonium: niewinna partyjka makao zamieniła się w
                                                    odrażającą awanturę, mnożyły się wyzwiska i pretensje... Na szczęście kolega
                                                    Wilson słusznie i czujnie zauważył, że to otoczenie tak na nas wpływa, a
                                                    konkretnie - zupełnie niewłaściwa muzyka!! Kto bowiem zapuścił w PracoVni,
                                                    słynącej wszak z pozytywnych wibracji i świetnych podkładów - dziwną, nudną i
                                                    ślamazarną odmianę dance? Otóż niechybnie był to Zły. Cud prawdziwy, kiedy tylko
                                                    zabrzmiały wesołe tony Transkapeli, wszystko się odmieniło, ruszyliśmy pogodnie
                                                    i w największej harmonii do kolejnych porywających karcianych rozgrywek!...
                                                    Obyło się bez święconej wody.
                                                    Należy nadmienić, że dzięki koleżance Donkej odkryliśmy fascynujący talent
                                                    literacki, którym niewątpliwie dysponuje autorka kroniki kryminalnej znanej
                                                    "Gazety Bielan i Żoliborza"! Pojawiła się konieczność odszukania tej anonimowej
                                                    - chwilowo tylko - osoby! Nie może kryć się dalej w cieniu, spisując losy
                                                    dzielnych ekip dochodzeniowych! Najlepiej by było, gdyby mogła zaprezentować się
                                                    na naszym forum. Ech, marzenia...
    • sierzant.podsiadlik Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie – odcinek 8 24.10.06, 16:18
      Niech Waszemu jęczeniu stanie się zadość :)

      Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie – odcinek 8

      Mroczne czeluście rzeczywiście były mroczne, więc komisarz przeklął swe opory
      przed obudzeniem amatorów ćwiczenia szarych komórek, którzy zapewne teraz
      próbowali zlokalizować źródło zakłócania ciszy nocnej i nielegalnego wtargnięcia
      na tereny zielone w postaci produkującego się akustycznie Mierzwy. Ponadto,
      czeluście były stęchłe, chlupiące i dudniące, co mniej przeszkadzało
      Podsiadlikowi niż dojmujący brak latarki, ale także było powodem do narzekań. Co
      prawda wpadł na pomysł, by jako źródło światła użyć wyświetlacza służbowej
      komórki, ta jednak, po oświetleniu kawałka drogi oraz leżącego pod ścianą
      opakowania po prezerwatywach o wdzięcznej nazwie Meskalina, okazała
      niespodziewaną krnąbrność i się wyłączyła, a próby reanimacji nie dały
      spodziewanych rezultatów. Komisarz podyskutował chwilę z popiskującym w jego
      głowie uczuciem strachu, odetchnął głęboko i zrobił pierwszy krok. Na całe
      szczęście wysokość korytarza dziwnym trafem odpowiadała gabarytom Podsiadlika;
      czołganie się mogło być bowiem całkiem niezłym argumentem na odstąpienie od
      czynności służbowych.
      Komisarz szedł powoli przed siebie, opierając ręce o ceglane ściany i przy
      każdym kroku sprawdzając prawym butem przestrzeń przed sobą; miał niemiłe
      wrażenie, że podłoże się rusza, ale dzielnie to ignorował, wychodząc z
      założenia, że dopóki nic nie łapie go zębiszczami za łydkę, ma przewagę nad
      ewentualną przyczyną ruchomości. Mamrotał przy tym różne przekleństwa, każące mu
      spędzać noc w dziwnych tunelach pod dziwnymi dzielnicami, po czym przypomniał
      sobie, że sam się tak (nomen omen) wkopał.
      - Mogłem zaczekać do rana. Zadzwonić po Bajorka. – mruczał – Ekipę
      dochodzeniową. Kogokolwiek. Ale nie, zachciało mi się indywidualizmu, niech to
      szlag jasny trafi. Trzeba rzucić czekolady, człowiek się nawcina magnezu i potem
      w dziwnych miejscach szlaja...
      Nagle, tunel skręcił; Podsiadlik, po krótkim seansie macania z ulgą stwierdził,
      że korytarz nigdzie się rozwidla, za to ściany zaczęły dudnić i wibrować.
      Komisarz, nieco zdezorientowany dał się natychmiast opętać nagłą wizją zawalenia
      się budowli. Trzeba tutaj dodać, że po głowie plątały się mu także inne wizje,
      od przebywania w tajnym tunelu metra wykopanym ostatnio i cichaczem na potrzeby
      władzy, aż do ataku niedobitków powstańczych tułających się po kanałach od
      sześćdziesięciu lat; dzielnie jednak usunął je ze świadomości, skupiając się na
      sztuce chodzenia w stanie mrocznym (czy też pomrocznym, ale wcale nie jasnym).
      Nagle wibrowanie ścian ustało, podłoże zaś zwiększyło swą aktywność, ale nadal
      nie przejawiało chęci konsumpcji komisarza. Podsiadlik, szybko rekonstruując
      przebytą drogę, doszedł do wniosku, że musiał już minąć Plac Wilsona i znajduje
      się pod ulicą Słowackiego, z czego wyciągnął konkluzję, że miał do czynienia ze
      zjawiskiem komunikacyjnym: – To chyba jednak metro – pomyślał i uspokoił się, po
      czym mamrocząc ruszył dalej. – Albo polewaczka. Albo śmieciarka. Albo cokolwiek.
      Tak czy siak, dorwę to i będę przesłuchiwał. Dwie noce. W piwnicy. Z torturami.
      Komisarz przez chwilkę upajał się wyobrażeniem nękania domniemanego podejrzanego
      dyskusjami filozoficznymi z Mierzwą, ale jego spokój trwał krótko; po przejściu
      kilkudziesięciu metrów, za kolejnym zakrętem, coś zawyło gorzej niż Mierzwa, a w
      oddali pojawiło się mocne, jaskrawe światło. Crescendo popiskiwania w głowie
      Podsiadlika osiągnęło natężenie fortissimo possibile; chęć ucieczki zerwała
      negocjacje z chęcią prowadzenia śledztwa, a do chóru dołączyło się pierwsze
      prawo biologiczne, nakazujące natychmiastowe opuszczenie rejonu zagrożonego.
      - Stulić pysk!!! – wrzasnął oślepiony komisarz i runął przed siebie, w ostatnim
      błysku świadomości myśląc, że postępuje kompletnie idiotycznie, skoro bezpieczne
      wyjście znajduje się za jego plecami. Było jednak za późno; Podsiadlik stracił
      równowagę i w rezultacie został poniesiony przez falującą podłogę. W zaskoczonym
      komisarzu obudziła się ksenolalia; język ekip budowlanych płynął soczystym
      potokiem z jego ust, stosownie do jednostajnie przyspieszonego tempa ruchu
      porwanego znienacka Podsiadlika, który rozpaczliwie próbował złapać się ścian i
      zatrzymać się. Machanie łapami wreszcie dało rezultat; jednak zamiast
      spodziewanych cegieł, komisarzowa dłoń natrafiła na bliżej niesprecyzowaną,
      ewidentnie bawełnianą, wypukłość.
      Zasapany Podsiadlik próbował otworzyć oczy, ale po szalonej jeździe nie miał
      odwagi. Podłoże przestało falować, zaś nietypowy bawełniany słupek parkingowy
      był ewidentnie żywy. Komisarz poczuł ciekawość i postanowił jeszcze raz uciec
      się do sprawdzonej metody organoleptycznej; przesunął zatem ręce po wypukłości,
      aby z niejakim zdziwieniem skonstatować, że badany obiekt ma obok wypukłość
      drugą, a także szyję, twarz i długie włosy. Otworzył jedno oko; światło nadal
      było oślepiające, ale nie dało się nie zauważyć, że stojąca przed nim postać
      była płci żeńskiej.
      - Carpe piersiam? – mruknął ze wstydem.
      - Towar macany należy do macanta – mruknęła właścicielka wypukłości i, złapawszy
      komisarza za rękę, pociągnęła go za sobą w stronę światła.
      • jota.40 Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie – 24.10.06, 18:37
        Piękne, zajmujące i bardzo żoliborskie! Słynne nasze tunele, podziemia, bunkry i
        piwniczne obszary!... Podsiadlik powinien wywiskać się z tej trudnej sytuacji na
        Tajemniczym Parkingu koło stacji metra!
        No i co za spotkanie! A jednak zmierzają w kierunku Teatru Komedia?!... Czyżby
        Autorka wzięła za dobrą monetę moje sugestie dotyczące pluszowej widowni, jako
        miejsca pierwszej schadzki Eustachego?...
        Napięcie rośnie. Co go tak niosło? Karaluchy? Chodnik ruchomy? Ach, ileż pytań i
        pomysleć, że tyle przyjdzie czekać na odpowiedź! :((
        • sierzant.podsiadlik Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie – 24.10.06, 22:26
          jota.40 napisała:
          > tylko zabrzmiały wesołe tony Transkapeli, wszystko się odmieniło, ruszyliśmy
          > pogodnie i w największej harmonii do kolejnych porywających karcianych
          > rozgrywek!...

          Kto pogodnie, ten pogodnie...bo Wy macie jakieś głupie zasady grania w makao i
          nie wyznajecie Jedynych Słusznych!
          Ale nie martwicie się, jeszcze Was dotknie makaronowa macka
          Latającego Potwora Spaghetti!!!
          • wilson05 Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie – 25.10.06, 12:04
            > Kto pogodnie, ten pogodnie...bo Wy macie jakieś głupie zasady grania w makao i
            > nie wyznajecie Jedynych Słusznych!
            to Wasze zasady sa glupie, a nasze sa Jedynie Sluszne! niech autorka nie
            oszukuje w karty tylko pisze dalszy ciag powiesci, bo napiecie siega zenitu!!!

            a nawiasem mowiac odcinek 8 jest rewelacyjny, o take powiesc mi chodzilo od
            poczatku. Pod wrazeniem 8 odcinka nawet Grisza zrezygnowal z wpychania do fabuly
            koscistej blondynki, zreszta bardzo slusznie moim zdaniem. Martwi mnie tylko ze
            rozwiazanie zagadki zdaje sie byc blisko, a nie pojawily sie jeszcze zoliborskie
            strzygi i upiory...
      • Gość: Grisza Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie – IP: *.mnhelse.net 25.10.06, 08:25
        ... " - Towar macany należy do macanta – mruknęła właścicielka wypukłości i,
        złapawszy
        komisarza za rękę, pociągnęła go za sobą w stronę światła. " ...
        No, no, ho, ho.Az sie spocilem.Juz bylem gotow surowo upominac Autorke za
        zlamanie obietnicy, a tu taki szpas.Piekne strofy erotyki 21 wieku, u nas , na
        naszym poczciwym Zoliborzu.Ja jeszcze nigdy nie czytalem subtelniejszego
        opisu: ... pociagnela go w strone swiatla ... To jedno zdanie warte jest
        Pulitzera.Moznaby je leciutko poprawic, usunac np. " go ", tak aby zostalo ...i
        pociagnela w strone swiatla..., ale i tak sprawa jest piekna.Pociagniecie w
        strone swiatla, burzy nawet chlodna krew panow w wieku zaszlym.A zwroccie
        uwage, ze nie wiemy, kto jest wlascicielka tych bawelnianych wypuklosci. Czy
        jest to blod stazystka, czy pulchna przedszkolanka? Jakie wzmaganie suspensu!
        Osobiscie stawiam na przedszkolanke, bo w trakcie powstawania powiesci
        doszedlem do wniosku, ze P nie jest wart stazystki. To osoba wrazliwa,
        niedoswiadczona, ciekawa zycia. Zada sie z P i pojdzie na marne. Przedszkolanka
        dysponujaca cialem obfitym jest w stanie podjac nieco cyniczna gre z zyciowo
        wylinialym juz P. Ona nawet pasuje do domku na Platniczej, o ile oczywiscie z
        tego domku nie wyrzuci ich pierwsza zona P. Wynajma wtedy kawalerke z dorobiona
        lazienka na V-ej Kolonii WSM. Podsiadlik pewnie i tak nie grzeszy
        schludnoscia.Nikotynizm i poczatki alkoholizmu swiadcza, ze skarpetki zapewne
        tez nieczesto zmienia.Kochana Autorko- pilnie prosimy ujawnic, czyje sa te
        bawelniane wypuklosci.Prosimy o final pojedynku asystentka vs. przedszkolanka.
        • Gość: rorvik Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie – IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.10.06, 09:39
          Wow wow wow - o to chodziło kochana Ałtorko!!!
          Czekamy na następny!


          r

          PS Czy w następny poniedziałek tam gdzie niezwykle?
          • sierzant.podsiadlik Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie – 25.10.06, 09:46
            rorvik napisał(a):
            > Czy w następny poniedziałek tam gdzie niezwykle?
            Zapewne ;) Tym razem nie uda się Wam wymigać!!!
          • jota.40 Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie – 25.10.06, 09:49
            W poniedziałek zapewne tam, gdzie zwykle, chyba, że - powiedzmy - 80%
            uczestników konferencji będzie bawiło rodzinę, która pojawiła się z
            niespodziewaną wizytą, chorowało, szło na wykłady o przyszłości stolicy,
            uczestniczyło w innych, konkurencyjnych libacjach...
            Ja też jestem zdania, że to pulchna przedszkolanka. A co do skarpet Eustachego,
            to cóż. W chwilach pierwszych uniesień kobietom niestraszne nawet takie stojące
            pod ścianą. Dopiero później dopada codzienność, podniesiona deska w kiblu, nie
            spłukane włosy w wannie, chrapanie, bekanie, siorbanie i na noc nie wracanie.
            • Gość: rorvik Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie – IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.10.06, 10:55
              jota.40 napisała:

              > W poniedziałek zapewne tam, gdzie zwykle, chyba, że - powiedzmy - 80%
              > uczestników konferencji będzie bawiło rodzinę, która pojawiła się z
              > niespodziewaną wizytą, chorowało, szło na wykłady o przyszłości stolicy,
              > uczestniczyło w innych, konkurencyjnych libacjach...

              Specjalnie usiądę po Twojej prawicy i rozpocznę operację gnębienia królem o
              odpowiednim zabarwieniu!!!

              r
              • jota.40 Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie – 25.10.06, 11:28
                Może się okazać, że ja mam tego drugiego, uważaj!... Ostatnio graliśmy dwiema
                taliami i odpowiednich zabarwień w królach było bez liku! ;))
                • sierzant.podsiadlik Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie – 25.10.06, 14:43
                  wilson05 napisał:
                  > to Wasze zasady sa glupie, a nasze sa Jedynie Sluszne! niech autorka nie
                  > oszukuje w karty tylko pisze dalszy ciag powiesci, bo napiecie siega zenitu!!!

                  JA OSZUKUJĘ??? Czekaj no, będziesz przy najbliższej okazji tańczył do muzyki
                  ołowiu!!!
      • Gość: Wiedźmin [...] IP: *.137.udn.pl 25.10.06, 15:00
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
        • grisza14 Jak ktos nie opieprzy Wiedzmina, to sie wycofuje 25.10.06, 15:04
          z watku.Opr nalezy sie i kwita.
          • wilson05 Re: Jak ktos nie opieprzy Wiedzmina, to sie wycof 25.10.06, 15:30
            Wiedzmin zostal juz pouczony o niestosownosci swojego zachowania
    • jota.40 Re: Jak ktos nie opieprzy Wiedzmina, to sie wycof 25.10.06, 15:31
      Nie ma to, jak sprawny admin/moderator :))).
      • donkej Re: Jak ktos nie opieprzy Wiedzmina, to sie wycof 25.10.06, 23:01
        Swoją drogą... facet jednak jest finezyjny i wrażliwy - to mi się podoba: żeby
        tak w naszych czasach od razu wyczuć, że to bawełna, a nie jakiś inny akryl z
        lajkrą, czy wiskoza z lnem? A czy na pewno owa krągłość pod spodem nie nosiła
        znamion silikonu?
        • jota.40 Re: Jak ktos nie opieprzy Wiedzmina, to sie wycof 26.10.06, 00:08
          Ekhm.. nie chcę Cię martwić, ale to właśnie - moim skromnym zdaniem - świadczy o
          typowo męskim podejściu do sprawy tkaniny. On się zatrzymał w czasach, kiedy
          wszystko było z egipskiej bawełny - chyba, że było z non-ironu lub też z
          milanowskiego jedwabiu... I dlatego wypukłość również - w mniemaniu Eustachego -
          obciągnięta była bawełną. Autorka słusznie milczy na temat domieszek, nie ma to
          bowiem większego znaczenia w kontekście czeluści, tajemnej mocy
          psychomotorycznej etc.
          Tylko patrzeć, a wyjdą utopce.
          • sierzant.podsiadlik Tkaniny a komisarz 26.10.06, 00:19
            No co Wy, przecież to policjant, oni ich tam uczą organoleptyki ;)
            • Gość: Grisza Organoleptyka tkanin, czyli owijanie w bawelne IP: *.mnhelse.net 26.10.06, 08:19
              Troche z lekiem, ale musze jednak poruszyc te sprawe.Komisarz uchwycil sie
              bawelnianych wypuklosci i dal sie pociagnac w strone swiatla.To jest OK, ale
              sprawa wymaga poglebienia.Wszystko cacy, ale co bylo pod bawelna.Ktos odwaznie
              poruszyl sprawe silikonu wiec rozumiem z tego, ze wlascicielka wypuklosci w
              danej chwili nie miala na sobie BH.Oczywiscie, o ile tymi wypuklosciami nie
              byly np. wystajace lopatki w przypadku stazystki lub np.posladki w przypadku
              przedszkolanki.Nastepnie zapach takiej tkaniny; wiemy jak chlonna jest bawelna
              i zapach np. kuchni mlecznej moglby niezbicie wskazywac na przedszkolanke.To sa
              wspaniale poszlaki i watek organoleptyczny rokuje w tym miejscu jak
              najlepiej.Autorka moglaby pokusic sie o krotka wzmianke na temat turgoru tkanki
              owinietej w bawelne.To sa sprawy wazne i ludzkie a Autorce nic , co ludzkie
              zapewne nie jest obce.Takie sa przynajmniej oczekiwania rzeszy czytelniczej.
              • jota.40 Re: Organoleptyka tkanin, czyli owijanie w baweln 26.10.06, 09:17
                Turgor tkanki??!!...
                Grisza, jesteś niezastąpiony! ;)))
                • grisza14 To tak czuwacie w ogrodzie Getsemani? 27.10.06, 07:18
                  • jota.40 Czuwamy 27.10.06, 09:48
                    Co zrobić, Zurdo nas chyba opuścił... Może Zły go porwał? Może znowu szlajał się
                    po Pl. Lelewela na cyku? Któż to wie.
                    Ale czuwamy, czuwamy.
                    • grisza14 A juz myslalem, ze jak ci synowie Zebedeusza 27.10.06, 10:15
                      wszyscy sie pospali.Podsiadlik jest usprawiedliwiona, ma robote i oby tylko nie
                      zatrula sie olowkiem kopiowym.Zurdo rzeczywiscie chyba porwany do czelustnej
                      przepasci Placu Lelewela.Jak wroci to nam opowie , jak tam bylo.Czy byly
                      widelki i kociolek, czy moze jakies bardziej zmyslne narzedzia.
    • sierzant.podsiadlik Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie – odc. 9 29.10.06, 01:17
      Wiadomość pierwsza - padł mi laptop i w tej chwili podlega reanimacji w
      serwisie. Jednak - to wiadomość druga - komisarz ma się dobrze; w ostatniej
      chwili udało mi się go ocalić od niechybnej śmierci w czeluściach skasowania.
      Nie oznacza to jednak, że główny bohater wolny jest już od trosk i wizji
      rychłego zgonu...

      Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie – odc. 9

      - Nie jest dobrze – myślał gorączkowo oślepiony Podsiadlik w trakcie
      uprowadzania go przez bliżej niesprecyzowaną białogłowę, która bolesnym chwytem
      trzymała go za prawy nadgarstek i ciągnęła w (jeszcze bardziej) niesprecyzowanym
      kierunku. – Zdecydowanie nie jest dobrze – powtórzył, próbując dosięgnąć lewą
      ręką posiadanej broni; okazało się jednak, że musiał ją zgubić w tunelu lub
      podczas szamotania się z Mierzwą i na stanie służbowego wyposażenia zostały mu
      tylko kajdanki. Jego przewodniczka, niezrażona rozterkami myślowymi komisarza,
      nuciła pod nosem „Iść, ciągle iść w stronę słońca”, co jeszcze bardziej
      sfrustrowało Podsiadlika, który ciągle próbował negocjować ze swoim wzrokiem,
      aby ten szybciej przyzwyczaił się do nagłej iluminacji. Wreszcie, koło drugiej
      zwrotki, udało się; komisarz ze zdziwieniem zauważył, że tunel zmienił się w
      korytarz, zaś rozśpiewana właścicielka wypukłości jest blondynką ubraną w
      grzeczną spódniczkę, białą bluzkę oraz czerwony fartuch.
      - Gdzie ja, u licha, jestem? – zapytał sam siebie. W odpowiedzi, jego wzrok
      przesunął się z kobiecych kształtów na wystrój korytarza, którego głównym
      elementem były ogromne pudła z napisem „Gminna Spółdzielnia Mleczarska w
      Krzywłonodze Małej”.
      Problem reakcji organizmu na wszelakie iluminacje odrodził się na nowo, gdy w
      głowie komisarza wybuchła metaforyczna, acz całkiem bolesna eksplozja.
      - Merkury. Jesteśmy w Merkurym. O kurrrr…- wyrwało mu się przez zaciśnięte zęby
      w olśnieniu.
      Blondynka wyhamowała nagle i spojrzała na Podsiadlika. - Ładna twarz – pomyślał
      komisarz i zawstydził się nagle tej myśli, bo – po pierwsze – wykonywał jednak
      czynności służbowe, a po drugie – to jest wróg! Twarz, blada i wroga, uważnie
      przyjrzała się komisarzowi, schwyciła mocniej Podsiadlikowy nadgarstek,
      zaintonowała „Przetwory z Gołdapi” i ruszyła dalej. Podsiadlik bluznął w duchu i
      posłusznie ruszył za nią, myśląc tylko jak by tu ją unieszkodliwić bez
      uszkodzenia, bo nie miał w zwyczaju bicia płci przeciwnej. Problem jednak
      zniknął z myślowego horyzontu komisarza, kiedy dotarli do drzwi z napisem
      „Mięso”; blondynka otworzyła je jednym kopnięciem, po czym wrzuciła
      bezceremonialnie Podsiadlika do środka i sama weszła do pomieszczenia, mówiąc:
      - Znalazłam psa. Co z nim zrobimy?
      - A po ile teraz kilogram na skupie?
      Podsiadlik, starając się nie jęczeć i nie bluzgać głośno, rozmasowując obolały
      nadgarstek, wyprostował się powoli, spojrzał dookoła i jednak jęknął. Pomiędzy
      wiszącymi kiełbasami, szynkami, zamrożonymi tuszami wołowymi i wieprzowymi oraz
      parówkami paliło się mnóstwo świec; a gdyby tego było mało, wśród tego całego
      asortymentu mięsno-stearynowego kłębiło się stado ekspedientek Merkurego,
      ubranych w jednakowe czerwone fartuchy. - Sabat, normalny sabat czarownic –
      pomyślał rozpaczliwie komisarz. – Na rzeź mnie przyprowadziły… I ja mam je
      wszystkie skuć za pomocą jednych kajdanek???
      - Osiemdziesiąt pięć groszy – powiedziała od niechcenia brunetka oparta o leżący
      na podwyższeniu świński łeb, zajęta wyjmowaniem zastygłego wosku zza tipsów. –
      Mało.
      - A może go tutaj przechować? – zza kaszanki dobiegł piskliwy głosik.
      - Nie da rady – odpowiedziała jej brunetka. – W poniedziałek kontrola z sanepidu
      w magazynie, a na sklep przecież nie wrzucimy, bo faktury nie ma.
      - To może wypuścić? – zahuczało z okolic kabanosów.
      Podsiadlik ochoczo pokiwał głową.
      - Zwariowałaś? Nie po to go tutaj targałam przez magazyn! – fuknęła
      przewodniczka w wypukłościami. – Jeszcze mnie obmacał przy okazji, zboczeniec jeden!
      - Dobrze, że tylko jeden – mruknęła blondynka, która po oczyszczeniu tipsów z
      lewej dłoni zajęła się prawą. – Psy niestety mają to do siebie, że łażą stadami.
      Jeżeli on tu jest, to stado zaraz przyleci.
      - To co robimy? – zapytała podwędzana wawelska.
      W pomieszczeniu zapadła cisza, przerywana ciężkim oddechem zdezorientowanego
      Podsiadlika, walczącego z wpajanym mu od dzieciństwa wzorem kulturowym
      dotyczącym traktowania płci przeciwnej. Wreszcie, brunetka skończyła manicure,
      odkleiła łokieć od świńskiego łba, podeszła do komisarza i brutalnie, wpijając
      tipsy w podbródek, podniosła mu głowę do góry.
      - Standardowa procedura – powiedziała głośno, wpatrując się w ofiarę.
      Komisarz poczuł nagły przypływ odwagi tudzież relatywizmu kulturowego i rzucił
      się na przywódczynię spisku ekspedienckiego, ale spotkała go niemiła
      niespodzianka; zamiast skutej kajdankami brunetki, wywrzaskującej przekleństwa,
      sam znalazł się na podłodze, przywalony zimnymi kawałami mięsa oraz ciepłymi
      ciałami ekspedientek, które rzuciły się na niego w obronie koleżanki.
      Sponiewierany i jeszcze bardziej zdezorientowany Podsiadlik pomyślał jeszcze, że
      bycie popularnym wśród kobiet raczej mu nie służy, gdy poczuł, że ktoś ciągnie
      go za włosy.
      - Mamusia nie mówiła, że nie należy bić dam? – wysyczał głos należący do
      wielbicielki świńskiego łba.
      - Jestem oficerem Komendy Głównej Policji! – wrzasnął komisarz w odpowiedzi – A
      wy jesteście aresztowane!!!
      - A ty zaraz nie będziesz nic pamiętał…robaczku… - szepnęła brunetka i
      zagwizdała dwa razy.
      Podsiadlik, ciągle przygwożdżony do podłogi, miał już zarechotać cynicznie w
      celu dezorientacji wroga, gdy usłyszał miarowy dźwięk, przypominający przemarsz
      czegoś małego acz zorganizowanego. Któraś z pań zeszła mu z pleców; do uszu
      komisarza dobiegł dźwięk otwieranych drzwi. Podsiadlik próbował się odwrócić i
      rozpoznać nowe zagrożenie, ale w rezultacie kawał zmrożonej łopatki wbił mu się
      boleśnie w kość ogonową, zaś nogi unieruchomiło pęto śląskiej. Bezradny, mógł
      już tylko obserwować, jak podłoga, pokryta do tej pory białymi kafelkami, z
      każdą minutą zmienia się w czarny falujący dywan. A kiedy udało się mu rozpoznać
      nowego wroga, zaczął wrzeszczeć i wić się pod przykryciem z mięsa i ekspedientek.
      Brunetka roześmiała się głośno.
      - Proszę, taka dzielna była ta nasza władza, a teraz boi się karaluchów!
      • jota.40 Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie – 29.10.06, 09:36
        O, nie, nieee..!!!! Co za perfidia Ałtorki!...
        Spętany w wędlinie? Schwytany w świńskie łby? Pojmany mrożoną łopatką?...
        Cóż, wykonaliśmy błyskotliwą woltę, wróciliśmy do Merkurego! A tu - proszę
        bardzo - gang! Mamy i blondynkę, i brunetkę! Tipsy mamy! Świece mamy! I inne
        tropy ogólnokulturowe, na przykład permanentny strach każdego mężczyzny przed
        kastracją! Tak, nie bójmy się tej jakże symbolicznej scenki... Podsiadlik
        ostatecznie zdołowany. Czy karaluchy wyżrą mu oczy? Czy harpie wyrwą mu resztki
        włosów?? Czy Mierzwa zdąży???!!!...
        Przed nami przerażająca niedziela.
        • donkej Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie – 29.10.06, 16:12
          łał - ależ tempo. Ledwo nadążam.

          Czy stażystka oraz przedszkolanka są zmuszone dorabiać sobie do pensji
          państwowej w taki sposób? Czy stażystka jest podwójnym agentem?
          I czy tym gangiem kieruje przebrany mężczyzna?
      • Gość: Grisza Zupa ogonowa na kosciach, IP: *.mnhelse.net 30.10.06, 08:58
        czyli literatura kobieca.Czytanie swiata w nocniku Freuda.Po raz kolejny jestem
        zawiedziony; totalnie zawiedziony.W powiesci zaczyna krolowac watek
        feministyczny, marzenia Autorki o powrocie do spoleczenstwa matriarchalnego
        artykulowane przy pomocy wbijania facetowi zmrozonej lopatki w okolice kosci
        krzyzowej.Poklady nienawisci do " samca " w opisie zapoconych bab w czerwonych
        fartuchach "gorujacych" nad powalonym cromagnonczykiem.Bohaterka powiesci staje
        sie hyperestrogeniczna brunetka z nieuszczelnionymi ubytkami w przednim
        uzebieniu i w tipsach.Autorka tworzy wpierw nieudolnego balwana Podsiadlika,
        aby pozniej tym latwiej pograzyc go wobec czytelnikow.Dobrze, ze go jeszcze nie
        zjadly.Mam nadzieje, ze w tej orgii nie bierze udzialu stazystka policji
        panstwowej, ktora jako kobieta wyzwolona wie, ze miejsce jej jest u boku
        zwierzchnika plci meskiej i jeszcze odwinie tym babom taki numer, ze nie
        uwzglednialy go najczarniejsze scenariusze ligi kobiet.
        • sierzant.podsiadlik Re: Zupa ogonowa na kosciach, 30.10.06, 11:33
          Griszo drogi, chciałeś bab? - są baby, nawet w nadmiarze. Więc teraz proszę mi
          tu nie jęczeć, a Podsiadlika nie wyzywać od bałwanów ;)
          • Gość: Grisza Re: Zupa ogonowa na kosciach, IP: *.mnhelse.net 30.10.06, 11:52
            Nie jecze, ale scena, kiedy one wbijaja mu mrozona lopatke w kosc ogonowa mrozi
            krew w zylach.Co do P to moze troche sie unioslem, ale facet jest w sumie dosc
            cienki.Tu nikotyna, C2H5OH, a jak przychodzi co do czego, to nie potrafi sobie
            poradzic z jakas tam kobitka, czy nawet kilkoma kobitkami.No cienias
            jakis.Pocieszam Cie jednak, ze nawet A. Christie nie umiala opisac prawdziwego
            faceta, takiego, co jada wylacznie ludzkie miesko i popija surowa woda.Zreszta
            jak sie teraz zastanowie, to panie piszace jakos nie maja fartu do swoich
            bohaterow.Wezmy np. taka Elize Orzeszkowa- ja to slabo pamietam, ale ten jej
            wioslarz znad Niemna, to przeciez Farinelli.No, sopran jakis.
            • sierzant.podsiadlik Re: Zupa ogonowa na kosciach, 30.10.06, 12:04
              Ty jeszcze nie grzeb Podsiadlika, bo może pokaże pazur w następnym odcinku.
              Zresztą, jaki facet by na chwilę nie zgłupiał, gdyby był zamknięty - w miejscu
              cokolwiek nietypowym - sam na sam ze stadem kobitek??? Oczywiście, można być
              Jamesem Bondem i się szybko przecknąć, po czym ruszyć do wykorzystania
              sytuacji - umówmy się jednak, że na świecie jest mało Bondów. Dokładnie rzecz
              biorąc, jeden.

              Co do pełnokrwistych bohaterów wystepujących w literaturze okołobabskiej, to ja
              bardzo przepraszam, ale takie siostry Bronte radziły sobie całkiem nieźle ;)
              • jota.40 Re: Zupa ogonowa na kosciach, 30.10.06, 13:12
                Tak, właśnie, właśnie, a taki ordynat Michorowski, to co, pies?... O ile dobrze
                zapamiętałam nazwisko, bo lekturze "Trędowatej" oddawałam się w jednej z
                pierwszych klas szkoły podstawowej.
                Poza tym Farinelli to nie sopran, tylko kontratenor. A ten u Orzeszkowej to nie
                wioślarz był, tylko rolnik (acz ręki nie dam sobie uciąć, bo "Nad Niemnem"
                czytałam w tym samym czasie, co "Trędowatą").
                No i czy nie mówiłam?... Ten strach przed kastracją... :)))
                • Gość: Grisza Re: Zupa ogonowa na kosciach, IP: *.mnhelse.net 30.10.06, 14:19
                  To ja juz wole zupe ogonowa na kosciach z kom.P niz czytanie siostr Bronte; one
                  mogly nie tylko pseudonimy meskie ale i wasy sobie doprawiac.Janek Bohatyrowicz
                  byl spauperyzowany slachcic, ale czynnie zajmujacy sie rolnictwem.Ordynat
                  Michorowski uratowany tylko dzieki niezapomnianej roli filmowej Leszka
                  Teleszynskiego.Poza tym Mniszchowna to byla pani jeszcze z tych, co znaly swoje
                  miejsce w szeregu.Dzis juz jest inaczej.Kastracja moze byc chirurgiczna,
                  farmakologiczna i bardziej powszechna , ale mniej znana spoleczna.I o te
                  ostatnia boimy sie najbardziej.
                  • Gość: Grisza Karygodne zaniedbanie sluzby przez kom.P IP: *.mnhelse.net 02.11.06, 12:55
                    Ulotnil sie jak kamfora i zaczynam sie obawiac, ze rzeczywiscie zostal
                    przerobiony na zupe ogonowa, albo oddaje sie rozpuscie w towarzystwie pan z
                    dzialu miesnego.Trzeba sprobowac ozywic watek.
                    • sierzant.podsiadlik Re: Karygodne zaniedbanie sluzby przez kom.P 03.11.06, 01:35
                      To nie komisarz zaniedbuje służbę, a forumowicze. Taka Jego Emanacja na ten
                      przykład ani słówkiem nie skomentowała ostatniego odcinka ;) Komisarz ma się
                      dobrze, choć łopatka wbita w kość ogonową lekko mu doskwiera, a Ałtorka ostatnio
                      zabija masowo muszki owocówki i obiecuje nowy odcinek dopiero na początku
                      przyszłego tygodnia.
                      • wilson05 Re: Karygodne zaniedbanie sluzby przez kom.P 03.11.06, 21:44
                        nie skomentowalem ostatniego odcinka gdyz przerazil mnie sugestywny opis
                        potwornosci dziejacych sie na zapleczu (w piwnicach?) Merkurego. Kiedys zdarzalo
                        mi sie czesto chodzic tam beztrosko na zakupy, teraz zas juz staram sie omijac
                        panie ekspedientki i unikac ich wzroku. dlatego rowniez na forum siedze cicho i
                        z niepokojem wyczekuje dalszego rozwoju wypadkow.

                        a co do literatury kobiecej: absolutnie nie zgadzam sie z Grisza w tej kwestii.
                        Watek miesno-piwniczny moze na pierwszy rzut oka wydawac sie nieco
                        feministyczny, jednakze gdy ujmiemy go w kontekscie calej powiesci to zobaczymy,
                        ze wydzwiek utworu jest wrecz szowinistyczny. Otoz wszystkie postacie negatywne
                        to kobiety lub mezczyzni o stereotypowo kobiecych cechach, komisarz Podsiadlik
                        zas jest pelen zalet, a jego wady, choc liczne, przedstawione sa z
                        poblazliwoscia i zrozumieniem. Mysle ze w kolejnych odcinkach Komisarz bardzo
                        latwo poradzi sobie z sekta Merkurego, po czym w epilogu znajdzie zasluzony
                        odpoczynek i ukojenie w ramionach przedszkolanki lub stazystki (a zapewne i
                        jednej i drugiej, bo co to za problem dla Komisarza?).

                        a przy okazji przylaczam sie do przypomnienia, ze Autorka miala ujawnic zrodlo
                        inspiracji trzeciego odcinka!
        • Gość: Grisza Odc.9 komentowalem, wiec Emanacja to nie ja. IP: *.mnhelse.net 03.11.06, 08:00
          Autorka zas wykrecila sie sianem i dyskusje o literaturze kobiecej przeniosla
          calkowicie w sfere fikcji literackiej, w ktorej antropoidny samiec P lezy pod
          zwalami tlustych bab.Z mrozona lopatka w .... .
          • jota.40 Re: Odc.9 komentowalem, wiec Emanacja to nie ja. 03.11.06, 09:51
            Ech, dajcie spokój tej nieszczęsnej łopatce... A w ogóle... coś mi to mętnie
            przypomina.. gdzie to ganiali się między półtuszkami i innymi podrobami? W
            którym to gangsterskim filmie? No?...Przy czym rzecz z pewnością działa się w
            Chicago, to jasne.
            Przypominam nieśmiało, że Ałtorka nie wyjawiła źródła inspiracji!
            • donkej Re: Odc.9 komentowalem, wiec Emanacja to nie ja. 03.11.06, 11:40
              Muszki owocówki na myśl mi przywodzą wino ze stoków Stołecznej. Na razie co
              prawda jeszcze owocu nie naruszyły. Wszystko zostało przerobione, przygotowane,
              teraz trwają obliczenia. Nastaw zacznie pracować najpóźniej jutro.

              Jeśli chodzi o komisarza to stwierdziłam, że mam już uraz: robiąc zakupy w
              Merkurym przyglądam się bacznie paniom ekspedientkom usiłując odgadnąć, jaką
              funkcję pełnią w owym gangu.

              A tak z innej beczki:
              Taki czas listopadowy, dzień zaduszny, Dziedy etc. a u nas na Żoliborzu nic nie
              straszyło? Oj coś mi się wierzyć nie chce...
              • jota.40 Re: Odc.9 komentowalem, wiec Emanacja to nie ja. 03.11.06, 22:11
                Straszył duch Zurda. Już teraz chyba nikt z nas nie ma wątpliwości, że nasz
                szlachetny kolega padł ofiarą Złego. A tyle się naostrzegał!!... Biedaczysko!...
                Ciekawe - gdzie go dorwało? Czyżby na placu Lelewela? W parku Żeromskiego?
                Gdzieś, wśród nadwiślańskich szuwarów??... Czy może po prostu na stacji metra,
                pod parującym, kameleonowatym nieboskłonem??
                Obawiam się, że to czysto retoryczne pytania. Nie dowiemy się nigdy ;(((.
            • Gość: rorvik Re: Odc.9 komentowalem, wiec Emanacja to nie ja. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.11.06, 20:42
              jota.40 napisała:

              > Ech, dajcie spokój tej nieszczęsnej łopatce... A w ogóle... coś mi to mętnie
              > przypomina.. gdzie to ganiali się między półtuszkami i innymi podrobami? W
              > którym to gangsterskim filmie? No?...Przy czym rzecz z pewnością działa się w
              > Chicago, to jasne.

              Droga Joto - przecież to wiedza elementarna.
              Predator II

              Moja droga.
              ..

              r
              • jota.40 Re: Odc.9 komentowalem, wiec Emanacja to nie ja. 06.11.06, 00:48
                Mój drogi

                wiedziałam, że to jakieś klasyczne, męskie kino akcji. Możesz się tylko
                domyślać, że obce mi są takie szowinistyczne obrazy, lubujące się w
                roztrzaskanych czaszkach, bicepsach i bryzgającej wszędzie krwi...
                Nie ma to, jak Merkury i tipsy!

                A propos - czy podejmujemy jutro trud konferencji?...
                • wilson05 Re: Odc.9 komentowalem, wiec Emanacja to nie ja. 06.11.06, 00:53
                  > A propos - czy podejmujemy jutro trud konferencji?...
                  jesli ktos zajmie stolik....

                  a przy okazji: zgodnie z zyczeniem Autorka otrzymala solidna porcje nowych
                  postow od forumowiczow i co? cisza? Rozumiem ze na kolejny odcinek trzeba
                  czekac, ale moze chociaz dowiemy sie co stanowilo inspiracje odcinka trzeciego?
                  • donkej Re: Odc.9 komentowalem, wiec Emanacja to nie ja. 06.11.06, 12:27
                    Czy ja mogę być dziś osobą, któa rezerwuje stolik? Upiekłabym przy okazji swoją
                    pieczeń...
                    • wilson05 Re: Odc.9 komentowalem, wiec Emanacja to nie ja. 06.11.06, 12:42
                      > Czy ja mogę być dziś osobą, któa rezerwuje stolik? Upiekłabym przy okazji swoją
                      > pieczeń...
                      mysle ze nie ma przeciwwskazan ;)
                • Gość: rorvik Re: Odc.9 komentowalem, wiec Emanacja to nie ja. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.11.06, 15:43
                  Moja droga,

                  żadnej krwi, toć to chłodnia była nie ubojnia.
                  Co do konferencji to możliwoście jest wiele:
                  będziemy,
                  kontynujśc nową świecka tradycję będziemy przychodzić co 2 tygodnie
                  po prostu nie bedziemy
                  będzie jedno z nas /do wyboru do koloru;)/

                  Pozdrawiam

                  r
                  • jota.40 Re: Odc.9 komentowalem, wiec Emanacja to nie ja. 06.11.06, 17:07
                    Zwiędłe liście układają się w tajemne logarytmy pod platanami, stamtąd do
                    PracoVni jest 666 kroków (licząc obchód Teatru Komedia), z okien rzucają wodą
                    święconą, szaleje wichura, deszcz bryzga z dołu i z góry, na Potockiej plaska -
                    cóż innego można robić, jak grać w makao z przyjaciółmi???...
                    Ja nie widzę innej opcji!
                    • donkej Re: Odc.9 komentowalem, wiec Emanacja to nie ja. 06.11.06, 19:15
                      no tym razem bez hasła (bo zapomniałam), ale proszę się powołać na mnie ;)
                      Czy ktoś może być o 20.30?
                      Bo potem gospodarze ogą mieć problemy z utrzymaniem rezerwacji...
                      • Gość: zurdo Spleen jakiś... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.11.06, 21:47
                        ...wszystkich ogarnął, marazm postletni, depresja jesienna?
                        1.Towarzystwo wpadło w szpony hazardu, nie opierając się nawet pokusie
                        szulerstwa
                        2. Kwestia, dla niektórych przynajmniej, podstawowa - efemeryczna blondynka czy
                        obszerna brunetka wciąż i w ciąż nie rozSTRZYGnięta. A tymczasem Autorka
                        wywinęła niezły numer, kidnaperką czyniąc wypukłą blondynkę. Do tego wszystko
                        okazuje się względne - brunetka o tipsów w następnym akapicie staje się
                        blondynką, aby w jeszcze następnym powrócić do stanu brunetnowatości. Ja
                        rozumiem - kobieta zmienną jest - ale żeby aż tak? I dlaczego tylko brunetki i
                        blondynki? Wystarczy przejść po Merkurym, aby przekonać się, jak nieograniczoną
                        fantazję mają pp. Ekspedientki. Uwadze polecam Panią Na Serach.
                        3. A Podsiadlik? Subtelny inteligent z Płatniczej? Zwykły perwers ze
                        skłonnościami maso. Co nazywa ładną twarzą? Twarz bladą i wrogą, do tego
                        zwieńczającą chamkę i brutalkę. Mam nadzieję, że łopatka była dobrze zmrożona.
                        PS Jota, jak zwykle pełna empatii i społecznej wrażliwości. Niestety, to nie
                        mnie porwał Zły. Przez trzy tygodnie zabierał mi tkanka po tkance (nie zważając
                        na turgor) mojego najukochańszego ON-ka. Aż zabrał do końca :(((((
                        Mam nadzieję, że to usprawiedliwia moją nieobecność?
                        A bez Psa nie chodzę na pl. Lelewela na cyku, bo iść to jedno, a wrócić to
                        dopiero sztuka.
                        • sierzant.podsiadlik Re: Spleen jakiś... 10.11.06, 23:01
                          Zurdo wrócił!!!! I choć radość ta zmącona cieniem smutku z powodu straty, którą
                          poniósł, to jednak dusza ma autorska uspokojona - mogę pisać dalej!!!
                          • Gość: zurdo Re: Spleen jakiś... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.11.06, 10:03
                            Ano wróciłem. Żałoba żałobą, a nałogi domagają się jeść...
                            • jota.40 Re: Spleen jakiś... 11.11.06, 10:30
                              Ooooooo.....;((((( Naprawdę bardzo współczuję. Rozumiem doskonale. Ja do dziś
                              płaczę po psisku o dźwięcznym imieniu Pimpek, którego posiadałam przez cztery
                              lata, straciłam zaś z powodu pojawienia się w naszym niewielkim, spółdzielczym
                              M-4 mojego młodszego brata. Rodzice oddali MOJEGO psa dobrym ludziom z ogrodem.
                              Dziwne, bardzo dziwne, że nie znienawidziłam z punktu ryczącego niemowlaka. Ale
                              za psem tęsknię do dziś.
                              Jednakowoż witamy, rzecz jasna, z radością! Smutno mi było bez naszego wątku -
                              zaznaczam tutaj dyskretnie, że Autorka od dawna winna jest nam kolejny odcinek!!!...
                              A tymczasem zniknął Grisza. Nie chcę nic sugerować, ale mam wrażenie, że na
                              poważnie zajął się Kościstą Stażystką i prysnął na amen.
                              • Gość: zurdo Re: Spleen jakiś... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.11.06, 13:31
                                jota.40 napisała:
                                >A tymczasem zniknął Grisza. Nie chcę nic sugerować, ale mam wrażenie, że na
                                > poważnie zajął się Kościstą Stażystką i prysnął na amen.
                                E tam, na amen. Koścista Stażystka nie z takimi jak Grisza sobie poradziła.
                                Wykorzysta i porzuci. A Grisza - spłukany i sponiewierany - powróci na łono
                                rodziny.
                                • jota.40 Re: Spleen jakiś... 11.11.06, 13:48
                                  Powrót Syna Marnotrawnego?...Topos Wiecznego Powrotu? Nietzsche i tak dalej?..
                                  ;)) Chciałabym swoją drogą zasugerować Ałtorce, że Żoliborz jest wszak dzielnicą
                                  niby-odwiecznie-inteligencką i może by tak wprowadzić na scenę jakiegoś
                                  wykształciucha?...
                                  • Gość: zurdo Re: Spleen jakiś... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.11.06, 14:01
                                    Wieczny Powrót? Tak, z całą pewnością. Zwłaszcza na Żoliborzu. Intuicja
                                    podpowiada mi jednak, że tym razem nie wystarczy prosty obrzęd kosmogonicznej
                                    reaktualizacji. W kronice żoliborskiej policji coraz mniej bowiem
                                    surrealistycznych kradzieży, a coraz więcej mocno podejrzanych zatrzymań:
                                    >W ręce policjantów ze specjalnej komórki do spraw poszukiwań sekcji
                                    kryminalnej wpadły dwie poszukiwane osoby. Jeden z mężczyzn wykazał się dużym
                                    sprytem. Schował się przed policjantami pod…kołdrą.
                                    >Policjanci z prewencji zatrzymali Agnieszkę Sz. Młoda kobieta będąc pod
                                    wpływem alkoholu rzuciła się na…klatkę schodową.
                                    Rozpoznajecie kogoś?
                                    PS.Pozostaje mieć nadzieję, że Bogu ducha winna klatka nie ucierpiała zbytnio.
                                    • donkej Re: Spleen jakiś... 11.11.06, 14:38
                                      Strasznie mi przykro, Zurdo, a może wpadniesz jednak w poniedziałek na konferencję?

                                    • jota.40 Re: Spleen jakiś... 11.11.06, 14:39
                                      Tak, oczywiście, mam znajomego kandydata - tego spod kołdry. Nawet kilku.
                                      Ale, ale... wszystkie drogi prowadzą do Merkurego. Mielismy juz labirynt,
                                      mieliśmy mroczną siłę w postaci insektów, brak mi nadal jakiejś istotnej siły
                                      nadnaturalnej. A może by tak sięgnąć po bogaty repertuar kabalistycznych
                                      talizmanów?...Inskrypcje magiczne?... Cytaty z traktatów gnostyków?...
                                      Pentagramy? Wywoływanie duchów? Polecam "Thesaurus magicus domesticus" (Kraków,
                                      1637); można tam znaleźć prosty przepis:
                                      "...weź kawałek czystego i nowego pergaminu, zrobionego ze skóry czarenej kozy,
                                      napisz na nim krwią czarnego barana lub nietoperza imię sprzyjającego ci ducha i
                                      pergamin połóż wraz z laską na brzegu czarodziejskiego koła. Masz też według
                                      podanego wzoru nakreślić czarodziejską laską to koło, masz wypisać na nim
                                      imiona: swoje, towarzyszy i duchów przyzywanych..."
                                      Ba!...
                                      • Gość: zurdo Re: Spleen jakiś... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.11.06, 16:19
                                        Hmmm... Co do sił nadnaturalnych - wydaje mi się oczywiste, że być muszą. Ktoś
                                        w końcu popchnął pierwszy klocek, nawet jeśli teraz wszystko dzieje się już
                                        samoistnie (choć i w to można by wątpić). W tej jednakże kwestii Ałtorka musi
                                        liczyć na wiedzę swoją i Joty, bo moja ograniczona jest do czystej epmirii i
                                        niepoparta żadnymi pogłębionymi studiami (nad czym ubolewam czytając
                                        przytoczony fragment Tezaurusa domestikusa).
                                        Ku pamięci Ałtorki - Jota podniosła też inną doniosłą kwestię. Poruszamy się
                                        wśród postaci, i owszem, barwnych i ciekawych, co dotyczy także planu 2. i
                                        dalszych (niezapomniany tłum pod Merkurym). Wszystko to jednak nieco, nie bójmy
                                        się tego słowa, proletariackie. Przyjmują fakty na wiarę i ulegają im łatwo,
                                        nie poddając ich żadnej racjonalnej ocenie, bez buntu czy choćby drobnej
                                        kontestacji. I to jest nasz inteligencki Żoliborz? Sam widziałem kilka dni
                                        temu, jak pewna przenicowana życiem kobieta mamrotała w Merkurym (a
                                        jakże!) "Jesteśmy zepsutą cywilizacją końca świata". Tu potrzeba kogoś, kto
                                        wyposażony w wiedzę i metodologię, stanie w poprzek i zanim zostanie
                                        rozdeptany, zdąży krzyknąć coś, co kołacząc się po podświadomości bohaterów,
                                        nada ich działaniu jakiś teleologiczny sens.
                                        • jota.40 Re: Spleen jakiś... 11.11.06, 20:36
                                          Tak jest. Zgoda. Prosimy o spekulacje alchemiczno-hermetyczne. Dość mamy
                                          proletkultu! Dość nowomowy!
                                          Ałtorce dajemy pod rozwagę:
                                          "...Czarnoksiężnicy .. nadrabiają kłamstwy, literami, karaktery nic albo mało
                                          znaczącymi; i mieszają rzeczy święte z przeklętymi; i używają słów świętych do
                                          spraw czartowskich na lekkie uważanie i onych zeszpecenie, a na wzgardę,
                                          zelżywość i lekkość Pana Boga naszego..." - pisał oburzony Stanisław z Gór
                                          Poklatecki w książce "Pogrom czarnoksięskie błędy i Alchymiczne fałsze".
                                          Wydano w Krakowie, w 1595 roku.
                                          Chcemy jakiegoś czarownika, magika, alchemika. Może mieszkać na Suzina.
                                          • Gość: zurdo Re: Spleen jakiś... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.11.06, 21:46
                                            Noooo.
                                            Tylko dlaczego na Suzina? Właściwszy byłby Cieszkowski.
                                            Chyba klepnąłem 400? Gdzie Ałtorka? Chcemy premii!
                                            • jota.40 Re: Spleen jakiś... 12.11.06, 10:11
                                              Klepnąłeś 400, a ja 401, też pragnę premii w postaci nowego odcinka!
                                              Już jutro - o ile się nie mylę - konferencja?... O czym będziemy rozmawiali,
                                              jeśli nie o nowych przygodach Eustachego? Co dalej? CO DALEJ???
                                              I proszę Ałtorkę z góry, żeby nie wymawiała się wczorajszą libacją. Głosimy
                                              potrzebę większej odpowiedzialności za czyny i słowa. Libacje, libacjami, a
                                              stado rozognionych czytelników czeka!!
    • sierzant.podsiadlik Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie – odc. 10 12.11.06, 17:19
      Ałtorka ma kaca, ale się nie wymiguje. Mało tego - wczoraj ubiłam w łazience
      karalucha, który na pewno nie był efektem delirium tremens. Oni już tu są,
      trzeba się śpieszyć...

      Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie – odc. 10
      Zurdowi – w ramach pocieszenia

      - Zaraza, mór, franca, trąd i karaluchy!!! – klął w myślach Podsiadlik, patrząc
      na zbliżające się karalusze wojsko i intensyfikując wysiłki uwolnienia się z
      uścisku żywych i martwych reprezentantów szczebli ewolucji. Świński łeb brunetki
      śmiał się, kabanosy podskakiwały z okrzykiem „Idą tu, idą tu”, adrenalina
      buzowała w komisarzowych komórkach, zaś łopatka wbijała się z każdym ruchem
      coraz boleśniej. – Skupcie się, Podsiadlik! – wrzasnął komisarz sam do siebie w
      myślach, próbując skoncentrować się na wymyśleniu jakiegoś szczwanego planu
      wywikłania się z tej matni, ale do głowy przychodziła mu tylko myśl o łopatce i
      – nie wiedząc czemu – czekoladzie. Ta ostatnia zdopingowała go na tyle, że
      przekrzykując ogólne pandemonium, zawył:
      - Stoooooop!
      Karaluchy karnie stanęły, świńska brunetka oniemiała, ekspedientki kwiknęły i
      znieruchomiały na Podsiadlikowych plecach, a podwędzanej wawelskiej spadła na
      łeb kaszanka.
      - Stop! – powtórzył Podsiadlik nieco ciszej.
      Brunetka ocknęła się z oniemienia i podeszła do sponiewieranego, acz spokojnego
      komisarza.
      - Ostatnie życzenie, psie?
      - Życzenie owszem, a czy ostatnie – to się zobaczy – mruknął komisarz, z
      konieczności wbijając wzrok w czerwone szpilki swej prześladowczyni. Skoro
      wydałyście już mnie na pastwę tych robali...
      - Nie nazywaj ich tak!!! – wrzasnęła brunetka, a karaluchy zastrzygły groźnie
      czułkami.
      - Dobrze, dobrze – jęknął Podsiadlik – skoro wydałyście mnie na pastwę tych
      synantropijnych Blatta orientalis z rodziny prusakowatych, rząd karaczany,
      podgromada uskrzydlone, gromada owady, podtyp tchawkowce, typ stawonogi, to czy
      mógłbym się wcześniej dowiedzieć, o co tu naprawdę chodziło?
      Karaluchy znów zastrzygły czułkami, brunetka w zamyśleniu przegryzła dolną
      wargę, a Podsiadlik ze zdziwieniem zauważył, że powtarza w myślach rodzaje czekolad.
      - A skąd wiesz, że to Blatta orientalis, a nie Periplaneta americana? –
      powiedziała po chwili milczenia tusza wołowa.
      - A ty skąd wiesz? – zahuczały flaczki.
      - Z podrobami nie gadam! – obraziła się tusza.
      - Sama jesteś podrób! – warknęła wątróbka.
      - Śmietankowa o smaku cappuccino z chrupkami...- rozmarzył się Podsiadlik.
      - Zamknijcie ryje! – huknął świński ryj. – Powiedzieć mu?
      - Bo jak cię walnę rumsztykiem!
      - Czekaj, półtusza wieprzowa wróci z urlopu i inaczej będziesz gadać!
      - Tstststststs?
      - Karaluchy nie mają prawa głosu!
      - Mleczna porzeczkowa, mleczna z toffi, mleczna pomarańczowa...
      - To po co je karmimy? To po co łażą po mieście i ludzi hipnotyzują?
      - Jogurtowo-cytrynowa, orzechowo-bakaliowa, kokosowa...hipnotyzują???
      - Koniec tego dobrego! Brać go!!!
      Karaluchy ruszyły do ataku. Podsiadlik, z umysłem zmąconym chęcią pożarcia
      wszelkich dostępnych gatunków czekolad, znieruchomiał, w przeciwieństwie do
      ekspedientek, które okładały się bezlitośnie wędlinami. Komisarz poczuł, jak
      szwadron małych, denerwujących odnóży wspina się po jego ciele; swędzenie i myśl
      o czekoladzie stała się nie do zniesienia. Podjął zatem heroiczny wysiłek
      podniesienia się z pozycji horyzontalnej do wertykalnej; ku jego zaskoczeniu,
      okupujące plecy ekspedientki oraz mięso gdzieś zniknęły, zapewne również biorąc
      udział w szale bojowym. Podsiadlik, otrzepując się z karaluchów, ruszył żwawo w
      kierunku drzwi, gnany potrzebą natychmiastowego skonsumowania przynajmniej
      trzech tabliczek pełnej deserowej Jedynej; nad jego głową przeleciała polędwica
      oraz lasso z kiszek ziemniaczanych, ale uchylił się przed pociskami i parł naprzód.
      Drzwi były otwarte. Ku zaskoczeniu Podsiadlika stał w nich mężczyzna, który –
      patrząc na dziejące się w magazynie pandemonium – czynnie odtwarzał przypowieść
      biblijną o żonie Lota. Komisarz jakby go skądś znał, ale nie mógł sobie
      przypomnieć skąd.
      - Wiesz, gdzie jest czekolada? – zapytał.
      Mężczyzna zamrugał powiekami, uświadomił sobie, że jednak jest żywy i spojrzał
      na Podsiadlika, który, zirytowany niemożnością zaspokojenia konsumpcyjnego
      pożądania, złapał go za klapy marynarki i wysyczał:
      - Dawaj czekoladę, natychmiast! Czekoladę, słyszysz? Ja chcę czekolady!!!
      Mężczyzna chciał coś powiedzieć, ale zrezygnował. Podsiadlik szarpał go dalej za
      klapy, aż nagle poczuł uderzenie w głowę i zapadła ciemność.
      • Gość: zurdo Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie – IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.11.06, 21:43
        Uhhh. Bomba. Kłótnia produktów masarskich palce lizać. Chociaż większość nazw
        nic mi nie mówi. Rumsztyk? Półtusza? Ki diabeł? Brzmi obco i groźnie. Nie
        wątpię, że gada toto i wredne też pewnie jest. Zwłaszcza jeśli przeleżało w
        społem ostatnie 25 lat.
        A Blattaria? Pięęękna armia. Co za dyscyplina. Rzec by można - wzór do
        naśladowania dla współczesnej pedagogiki. Tylko ta hipnoza, kurczę. Do
        karaluchów mam stosunek osobisty, od kiedy na klatce zamieszkała pani parająca
        się zawodowo i hobbystycznie zbieraniem śmieci. Doświadczyłem możliwości tych
        karnych szeregów na własnej skórze. Gdyby jednak miało się okazać, że swym
        gryzącym aparatem szczękowym wnikały nie tylko w ziemniaki i chleb, ale także w
        głębokie struktury mojej świadomości...
        PS Bardzo dziękuję za dedykację. Co prawda nadganiam teraz wszystkie zawalone w
        ostatnim okresie sprawy i czasu nie starcza mi na nic, jednak w tej sytuacji na
        1 pivko chyba wpadnę. Zresztą - pracovniane konferencje spokojnie mogę zaliczyć
        do spraw zawalonych ;)
        • jota.40 Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie – 12.11.06, 22:17
          Hura!
          To jutro o 21.00.
          Chyba przywdziejemy jakies galowe stroje, skoro, Zurdo, robisz coming out :))).
          Co ciekawe, wydaje mi się, że i Grisza przebywa obecnie w okolicach pl. Wilsona.
          Ale milczy, cwaniaczek.
          Muszę ze smutkiem przyznać, że ten odcinek mnie zawiódł.
          Dialogi mięs i wędlin piękne, ale akcja marnie posunęła się naprzód!... Dalej z
          tą brunetką i z tą łopatką, dalej pod Merkurym, dalej z karaluchami... Bo ja
          wiem... Powybrzydzam.
          • Gość: zurdo Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie – IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.11.06, 22:56
            Jota, bo się zawstydzę.
            A że naprzód nie idzie? A gdzie nam się spieszy? Cała zima przed nami.
          • wilson05 Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie – 13.11.06, 00:41
            > To jutro o 21.00.
            Stolik juz zarezerwowawny, i to nawet nie na 21, ale juz na 20:30 ;)
            • sierzant.podsiadlik Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie – 13.11.06, 02:07
              wilson05 napisał:
              > Stolik juz zarezerwowawny, i to nawet nie na 21, ale juz na 20:30 ;)

              Okej, ja tradycyjnie będę 20:30 - pracuję namiętnie nad rorvikami, co by też
              przybyli o tej godzinie, choć po wczorajszej libacji myśl o piwie ich pewnie
              odrzuca od Żoliborza. R. najprawdopodobniej nie będzie, bo się wysypia ;)

              jota.40 napisała:
              > Powybrzydzam.

              Czeeepiasz się...:)
              • jota.40 Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie – 13.11.06, 10:02
                Dobra, przeczytałam jeszcze raz, z umysłem nie zmąconym nadużyciem. Zgadzam się,
                że przesadziłam z wybrzydzaniem. Zwłaszcza rozmarzyłam się z powodu kiszek
                ziemniaczanych i mlecznej pomarańczowej. Ech, była kiedyś taka przepyszna
                mleczna pomarańczowa zamierzchłej firmy Van Houten, za trzy złote sześćdziesiąt
                groszy... Mniam.
                Dialog wędlin i półtuszek jednak więcej, niż udany. Uderzyło mnie też
                zakończenie - ostatnie zdanie brzmi wprost biblijnie... Ale to napięcie jest nie
                do zniesienia!! Ech, a tyle jeszcze przyjdzie czekać na dalszy ciąg...
                Szczegóły omówimy wieczorem!
                • donkej Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie – 13.11.06, 13:33
                  A za mną strasznie chodzi taka z likierem :-(

                  I w ogóle coś dziwnego się dzieje z moją podłogą w kuchni. Jakoś się
                  wybrzusza...
                  Myślicie, że one też tam są?
                  • sierzant.podsiadlik Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie – 13.11.06, 17:47
                    One są wszędzie...
                    • Gość: zurdo Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie – IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.11.06, 01:45
                      Khmmkhmmm... To może ja zacznę.
                      Konferencja nr (?) odbyła się w składzie prawie-stałym. Piwo lało się
                      strumieniami, zwłaszcza na Prezydenta.
                      Pewną konfuzję wzbudził całkiem drobiazgowy fakt z gatunku gender, z którego
                      jednak czuję się w obowiązku wytłumaczyć. Ale co tam, zrobię to na następnej
                      konferencji;-)). Po konsultacjach z Kościstą Stażystką.
                      A jeśli już dzień szczerości - to nie znoszę czekolady i jestem wege od 15 lat
                      (o Boże!).
                      Poruszono też (ale nie rozwiązano) kwestię Gościa Stojącego W Drzwiach.
                      Obstawiam klarnecistę.
                      • sierzant.podsiadlik Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie – 14.11.06, 01:52
                        A tak, piwo lało się strumieniami, miały też miejsce hurtowo tzw. (przepraszam
                        za brzydkie wyrażenie zagramaniczne) coming-outy i rytualna dyskusja na temat
                        zasad grania w makao, kończąca się kopaniem po kostkach. Co ciekawe, nie
                        zanotowano tradycyjnego dla WSM-ŻC zrzucania torebki z wodą. Ale może dlatego,
                        że okienko było zamknięte ;)
                        • Gość: Grisza Spelnilem moherowa powinnosc i oto jestem IP: *.mnhelse.net 14.11.06, 08:29
                          przy pececie.Niestety w trakcie przeprowadzki, wiec chwilowo bez przylacza
                          domowego, bez telefonu.Tylko w pracy, a tu teraz wszystko wali sie i pali.Plac
                          Wilsona w jesiennej szacie wydal mi sie nijaki i zaczynam rozumiec glosy
                          krytyczne.Zielen na srodku za duza- starczyloby na wykarmienie armii
                          Budionnego, szklano-betonowe wylazy z Metra kojarza mi sie z Powstaniem i do
                          tego zero normalnego handlu czy uslug.Jedyny jasny punkt z okolic to przyzwoity
                          remont zieleni i chodniczkow placyku na Tucholskiej, choc tez jeszcze nie
                          ukonczony.Do tego uzyskany wynik wyborczy tez nastraja pesymizmem.Odcinek 10
                          jakos pesymizm ten jeszcze poglebia.Mam pytanie do Autorki i zadaje je wprost;
                          czy Autorka wszystkie te przysmaki zna z autopsji, czy tylko teoretyzuje?
                          Podgardlanka, metka, serdelowa. Komisarz opleciony kielbasami jak grupa Laokona-
                          to kara za niepochylenie sie nad mlodsza kolezanka. Gdyby byl prawdziwym
                          macho, nabralby powietrza w pluca i pochylil sie.A tak, to bedzie z tego tylko
                          kicha.Brunetce nie chodzi wcale o uczucie, ona po prostu lubi sobie przekasic a
                          tu nie samym miechem odzywia sie Podsiadlik. W Merkurym delikatesowym bylem
                          rano w Swieto Niepodleglosci i ze wszystkich zgromadzonych tam przysmakow
                          wybralem polowke Zawiszy; nie posla Zawiszy, nie Zawiszy Czarnego, ale polowke
                          Zawiszy Bialej.
                          • jota.40 Re: Spelnilem moherowa powinnosc i oto jestem 14.11.06, 09:56
                            Wczorajsza konferencja była znamienna pod każdym względem. Objawienia spod znaku
                            gender nie były jedynymi niespodziankami! Zgodnie z nową, świecką tradycją
                            stłuczono jedną szklankę, piwo wylano dwukrotnie; wszyscy chyba natomiast
                            przemokli mniej lub bardziej w ulewnym deszczu, po karnej eksmisji w okolicach
                            północy. Debatowano i o wynikach wyborów (w pewnym niewielkim procencie
                            stanowimy elektorat Krasnali!!) i o innych ważnych kwestiach życiowych.
                            Ciekawe, Grisza, tylko chwilka dzieliła Cię od poniedziałku!! A jednak. Nie
                            zmieniłeś terminu lotu (??). Wybrałeś Norwegię, pracę i mamonę, nie bójmy się
                            tych brutalnych określeń...
                            • Gość: Grisza Re: Spelnilem moherowa powinnosc i oto jestem IP: *.mnhelse.net 14.11.06, 10:45
                              A skad wzial sie deszcz? Plac Wilsona opuscilem 1430 i do wejscia do samolotu
                              nic nie zapowiadalo opadu.Udzial w konferencji to moje najwyzsze pragnienie i
                              obiecuje sobie, ze stawie sie w okresie poswiatecznym, choc moze byc ciezko, bo
                              w tym czasie nie ma zadnego poniedzialku w dzien powszedni a konferencje
                              zachodza jak rozumiem wlasnie w poniedzialki.Moze uda sie wobec tego zwolac
                              konferencje ekstraordynaryjna np. we wtorek po Swietach lub we wtorek po Nowym
                              Roku.
                              A swoja droga ciekawe, ze po Zaduszkach przestalo straszyc.
                              • sierzant.podsiadlik Re: Spelnilem moherowa powinnosc i oto jestem 14.11.06, 12:16
                                Gdzie tam, w toalecie w praCoVni straszy; coś po nazwisku ludzi woła...
                                Ałtorka wegetarianką nie jest. Pozdrowienia znad kiszki ziemniaczanej.
                              • wilson05 Re: Spelnilem moherowa powinnosc i oto jestem 16.11.06, 14:48
                                > Moze uda sie wobec tego zwolac
                                > konferencje ekstraordynaryjna np. we wtorek po Swietach lub we wtorek po Nowym
                                > Roku.
                                jak dla mnie konferencja moze sie odbyc w dowolnym terminie jesli swoja
                                obecnoscia zaszczyci ją tak zacny forumowicz :)
                                • jota.40 Re: Spelnilem moherowa powinnosc i oto jestem 16.11.06, 15:24
                                  Pozwolę sobie powtórzyć za Jego Emanacją: jak dla mnie, konferencja może się
                                  odbyć nawet w czwartek!! Nota Bene, poniedziałek jest zarazem pierwszym dniem
                                  świąt, więc chyba nie ma szans, abyśmy spotkali się w naszym zacnym gronie, a i
                                  PracoVnia zapewne zamknięta. Pozostaje nam, Grisza, trzymać Cię za słowo; w
                                  stosownej chwili wyślij harmonogram pobytu na Żoliborzu, a niewątpliwie
                                  znajdziemy jakiś dogodny termin.
                                  W zeszłym roku niezwykle miło zapisał mi się w pamięci jakiś przedświąteczny
                                  czwartek chyba, kiedy to robiliśmy w PracoVni ozdoby świąteczne i kąsaliśmy
                                  pierniczki - pamiętacie?... A potem ubieraliśmy PracoVnianą choinkę! Warto by to
                                  było powtórzyć!
                                  • jota.40 Re: Spelnilem moherowa powinnosc i oto jestem 17.11.06, 12:35
                                    A oto kolejne dowody działań naszej dzielnej policji! Tym razem na Krajewskiego,
                                    gdzie...:

                                    "Mieszkaniec Żoliborza podpalił mieszkanie, bo liczył, że jest w nim jego żona.
                                    Na szczęście kobieta wcześniej wyszła. Straż wezwali we wtorek wieczorem
                                    mieszkańcy (...). Wśród stojących przed blokiem gapiów był 40-letni Józef K.,
                                    właściciel płonącego mieszkania. Z uśmiechem przyglądał się akcji gaśniczej.
                                    'Spaliłem tę k...., puściłem z dymem' - mamrotał. Usłyszał to jeden z sąsiadów i
                                    poinformował policję. Funkcjonariusze zatrzymali mężczyznę. Był pijany. Według
                                    wstępnych ustaleń podejrzewał żonę o zdradę. W jednym z pokoi rozpalił więc
                                    ognisko i wyszedł..."

                                    Tak, panowie! Oto, jak się rozwiązuje problemy interpersonalne w małżeństwie!! W
                                    dodatku - zauważcie - podejrzany zwał się Józef K.!! On sam!! I karaluchy!
                                    Wszystko razem składa się na logiczną całość. Żyjemy w świecie Kafki.
                                    • sierzant.podsiadlik Re: Spelnilem moherowa powinnosc i oto jestem 17.11.06, 13:45
                                      O tak! policja zaiste dzielna jest! Oto, co wymyślili, żeby nie straszyło:

                                      "Dzisiaj o godzinie 15.30 przy ulicy Ogrodowej 5, pod arkadami odbędzie się
                                      uroczyste zapalenie pierwszych latarni w ramach akcji Oświecona Warszawa, której
                                      patronem honorowym jest Komenda Stołeczna Policji."
                                      • Gość: zurdo Re: Spelnilem moherowa powinnosc i oto jestem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.11.06, 22:37
                                        Morał z tego taki, że zanim spalisz swoją żonę - spal sąsiadów. A swoją drogą
                                        to ciekawe - do tej pory złe moce przywiewało zdecydowanie ze wschodu, a tu
                                        proszę - południowi sąsiedzi też brużdżą na Żoliborzu. Czyli Międzynarodówka.
                                        Wiemy też, dlaczego wczesnym popołudniem wysiadł prąd w stolicy. Komisarz sobie
                                        wymyślił, że Je światłem wykurzy pod patetycznym pozorem, w efekcie ugrzązł na
                                        dwie godziny w windzie bloku na Potockiej, gdzie pod pozorem wywiadu
                                        środowiskowego zbierał informacje o przedszkolance.
                                        • Gość: zurdo Re: Spelnilem moherowa powinnosc i oto jestem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.11.06, 23:12
                                          img124.imageshack.us/img124/9864/karaluchdj7.png
                                          • jota.40 Re: Spelnilem moherowa powinnosc i oto jestem 18.11.06, 15:55
                                            Yyyych... mocna rzecz, ta rycina... Pomyśleć, że u mnie w domu NIGDY nie było
                                            karaluchów!! Tylko mole i mole :(((.
                                            • Gość: zurdo Re: Spelnilem moherowa powinnosc i oto jestem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.06, 03:13
                                              Jota, rozumiem Twój smutek. Taki mól to ani nie tupnie, ani po głowie nie
                                              pogłaszcze ciemną nocą, ani kolacji z Tobą nie zje, nie wyjrzy z kranu w
                                              braterskiej trosce o to, czy się aby nie topisz, ani Cię po podłodze w pozycji
                                              czworołapej nie przegoni z kapciem dla utrudnienia w dłoni uniesionej
                                              trzymanym. Niekomunikatywne toto. Tylko książki i książki.
                                              Na pocieszenie. Karaluchy po bożemu antykoncepcji nie stosują, mnożą swe
                                              szeregi i promieniście z miejsca wiadomego się rozchodzą. A na Sady daleko nie
                                              jest...
                                            • Gość: weterynarz prawa Re: Spelnilem moherowa powinnosc i oto jestem IP: *.chello.pl 20.11.06, 09:22
                                              A co będzie, gdy nadejdą Blatta germanica?
                                              Czy wystawisz przed dom kiełbasy, szynki, polędwicę sopocką i salceson?
                                              Blatta germanica lubią te wędliny.
                                              Oni już nadchodzą!
                                              Czy też powitasz je piwem rozlanym na talerzyku marki Włocławek?

                                              Pozdrawiam
                                              • jota.40 Re: Spelnilem moherowa powinnosc i oto jestem 20.11.06, 10:22
                                                Powitam je piwem rozlanym na talerzyku marki Włocławek; pozwolę sobie przy tym
                                                zaznaczyć, że piwo owo powinno byc z Ciechanowa, może być niepasteryzowane. Już
                                                tam wszyscy wiedzą, o co chodzi...:))
                                                Co do sopockiej, to raczej niekoniecznie. Ale spory wybór wędlin mają karaluchy
                                                w słynnym spożywczaku społemowskim, na przeciwko Św. Jana Kantego. Łażą tam
                                                sobie leniwie po zsiniałych żeberkach. Z mieszaniną podziwu i lęku patrzę na
                                                miłośników kuchni ekstremalnej, którzy kupują tamże mięsa i kiełbasy! Prawdziwi
                                                twardziele.
                                                Zurdo, moje mole nie głaszczą i nie tupią, to fakt. Nie jedzą też książek -
                                                złośliwie, acz wykazując się polityczną poprawnością, konsumują i dziurawią
                                                najlepsze mohery ;))).

                                                Pragnę nadmienić, że od bardzo dawna nie czytaliśmy nowego odcinka powieści.
                                                Zważywszy, że dziś wieczorem - uwaga, uwaga! - kolejna, tradycyjna konferencja
                                                (oczywiście wszyscy czytelnicy forum są mile widziani, jest to bowiem impreza
                                                otwarta!) - należałoby może poważnie podejść do zagadnienia, koleżanko Ałtorko!
                                                • wilson05 Re: Spelnilem moherowa powinnosc i oto jestem 20.11.06, 11:11
                                                  > Pragnę nadmienić, że od bardzo dawna nie czytaliśmy nowego odcinka powieści.
                                                  Tradycyjnie popieram Jote w tej kwestii - zreszta Ałtorka wie z jaka
                                                  niecierpliwoscia czekam na kolejne odcinki powiesci

                                                  > Zważywszy, że dziś wieczorem - uwaga, uwaga! - kolejna, tradycyjna konferencja
                                                  Wydrukowalem juz rycine w celu zawieszenia nad stolikiem jako godlo i motto,
                                                  teraz tylko ktos musi zarezerwowac stolik.

                                                  choc teraz sobie mysle ze wieszanie karalucha z napisem "one juz tu sa" w
                                                  knajpie to chyba nie jest dobry pomysl... ;)
                                                  • donkej Re: Spelnilem moherowa powinnosc i oto jestem 20.11.06, 11:33
                                                    Ten wzór mógłby być odciśnięty na kamieniu wmurowanym w posadzkę, w tajemnym
                                                    miejscu. No i można by dla zmyłki użyć łaciny.
                                                    (jak to będzie brzmiało, uczeni forumowicze?)
                                                    Po naciśnięciu ukrytego elementu kamień ze zgrzytem odsuwałby się ukazując
                                                    drogę do kazamatów...

                                                    A tak na marginesie: wczoraj w Merkurym nie było już "Tatrzańskiej"...!!
                                                  • wilson05 Re: Spelnilem moherowa powinnosc i oto jestem 20.11.06, 12:42
                                                    a zeby zachecic Ałtorke do tworczej pracy ponizej kilka ilustracji do paru
                                                    ostatnich odcinkow powiesci ;)
                                                    (zdjecia zrobione z ukrycia przez Donkej)

                                                    Regal z czekoladami:
                                                    img296.imageshack.us/img296/1315/merkury5jf2.jpg
                                                    Zblizenie czekolad wedlowskich (nie bylo niestety tatrzanskiej...)
                                                    img152.imageshack.us/img152/4661/merkury2sw3.jpg
                                                    Stoisko miesne (moze nie do konca to widac, ale w ladzie chlodniczej lezy
                                                    Lopatka...)
                                                    img301.imageshack.us/img301/9310/merkury7pq9.jpg
                                                    Wrota piekiel...
                                                    img296.imageshack.us/img296/4274/merkury6au8.jpg
                                                  • Gość: zurdo Re: Spelnilem moherowa powinnosc i oto jestem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.06, 13:22
                                                    Łopatka jak malowana. Nawet widać, jak szturcha łokciem żeberka.
                                                  • Gość: zurdo Re: Spelnilem moherowa powinnosc i oto jestem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.06, 13:44
                                                    A skoro już na dobry początek tygodnia próbujemy rozruszać wątek w zastępstwie
                                                    leniącej się Ałtorki, to polecam waszej uwadze językową giętkość naszych
                                                    dzielnych policjantów:
                                                    >>Spada liczba zmechanizowanych nietrzeźwych kierowców. I choć ogólna liczba
                                                    kierujących wszelkimi pojazdami zwiększyła się, to spadek wśród kierowców
                                                    zmechanizowanych spowodował także spadek liczby wypadków spowodowanych przez
                                                    nietrzeźwych kierowców.<<
                                                  • laminja Re: Spelnilem moherowa powinnosc i oto jestem 20.11.06, 15:25
                                                    20:00, 20:30 czy 21:00? Bo ja to bym przyszła koło 20 :D
                                                  • sierzant.podsiadlik Re: Spelnilem moherowa powinnosc i oto jestem 20.11.06, 16:10
                                                    Raczej 20.30
                                                  • donkej Re: Spelnilem moherowa powinnosc i oto jestem 20.11.06, 16:35
                                                    Dobra, ale kto rezerwuje?
                                                    Griszo, chodziło mi o zdanie "ONE TU SĄ"... ;)
                                                  • Gość: weterynarz prawa Re: Spelnilem moherowa powinnosc i oto jestem IP: *.chello.pl 20.11.06, 17:09
                                                    Jasne, że one tu są!
                                                    Jejku! Gdzie można kupić owo niepasteryzowane piwo?
                                                    Znam kogoś, kto kiedyś zjadł ich całą małą ojczyznę (heimat), która mieściła się
                                                    w strucli kupionej w wiadomym sklepie naprzeciw. Narzekał on potem, że chyba
                                                    ten mak był zbyt chrzęszczący.

                                                    Smacznego

                                                  • wilson05 Re: Spelnilem moherowa powinnosc i oto jestem 20.11.06, 17:18
                                                    > Jejku! Gdzie można kupić owo niepasteryzowane piwo?
                                                    No chocby Hali Marymonckiej albo w slawnym nocnym na Krasinskiego, jest tez w
                                                    Pracovni... Osobiscie polecam, calkiem dobre
                                                  • Gość: Grisza Porta infernis? IP: *.mnhelse.net 20.11.06, 15:59
                                                    Nie jestem pewien, ktora to deklinacja inferno.Ale zdjecie bombowe i widac skad
                                                    wynurzyl sie komisarz P z mrozona lopatka w okolicy kosci ogonowej.Tymczasem
                                                    lopatka pewnie juz odtajala, a my czekamy na nowy odcinek.
                                                • Gość: wiedźmin Re: Spelnilem moherowa powinnosc i oto jestem IP: 213.199.192.* 25.11.06, 13:59
                                                  Na jakiś czas zatrzymały mnie rycerskie obowiązki, ale już jestem z Wami.
                                                  Gorąco pozdrawiam i przepraszam tych wszystkich forumowiczów, którzy poczuli
                                                  się głęboko dotknięci moim ostatnim postem. Nie był on skierowany do kogoś
                                                  osobiście, może zadziałała tylko stara prawda "uderz w stół, a nożyce...."
                                                  Nie taka była moja intencja. Nie rozumiem wiec dlaczego jakiś despotyczny
                                                  Władca Pierścieni nakazał swoim uniżonym sługom usunąć mój post. Nie
                                                  zawierał żadnych obelżywych słów, a jedynie pochwale dla Autorki powieści,
                                                  jak i samej powieści oraz troskę o jej dalsze losy.
                                                  Dlaczego nie został usunięty - następny po moim - post
                                                  zawierający oprócz rozkazu dla forumowiczów brzydkie słowo i niezmierna
                                                  dawkę agresji? Czy wyjdzie rozkaz, aby mój dzisiejszy post również został
                                                  usunięty jako nie pasujący do zamysłu i ogółu? Czyżbyśmy mieli tu do
                                                  czynienia z ksenofobia, brakiem polotu albo fantazji? Przykre to zjawisko,
                                                  szczególnie to usuwanie nie pasujących, niemniej jednak znane jak świat
                                                  światem. Szczęśliwie nie grozi mi gilotyna, choć wyrzucanie postu tez jest
                                                  przykre. Pomyślcie Państwo, a jest to stara i znana prawda, jak nudny byłby
                                                  świat gdybyśmy wszyscy byli tacy sami, nawet odrobina odchyleń tez jest
                                                  potrzebna, aby nasze życie nabrało pewnej pikanterii, ale wszystko z
                                                  umiarem. Nie można całego życia spędzić w Skiroławkach. Poza tym, niech żyją
                                                  indywidualiści i dlatego raz jeszcze ukłony dla Autorki, która świetnie
                                                  rozwija akcje powieści nie skupiając się zbyt mocno na wypukłościach i
                                                  miednicach (które czasem nijak maja się do romantyczności).
                                                  Kończę na dziś, wskakuje na mojego ognistego rumaka i wracam do mojej bajki.
                                                  Chętnie czasem wrócę, a powieść, tak czy inaczej, pozwolę sobie czytać. I kto
                                                  wie, może kiedyś przygalopuję do PracoVni.


                                                  P.S. Mam nadzieję, że intelektualna strona mojego postu zadowoli jote40.
                                                  Zadowalać miłe panie to sama radość uniżonego sługi i rycerza.

                                                  • jota.40 Re: Spelnilem moherowa powinnosc i oto jestem 25.11.06, 14:52
                                                    Jestem całkowicie zadowolona :))).
                                                  • Gość: weterynarz prawa Re: Spelnilem moherowa powinnosc i oto jestem IP: *.chello.pl 25.11.06, 15:23
                                                    Okazało się, że nie wiedząc o tym, jestem wielkim fanem PracoVni, ale niestety z
                                                    braku czasu rzadkim bywalcem. Ba, nawet przez pewien czas byłem jej sąsiadem.

                                                    Pozdrawiam
                                                  • szalkowski Re: Spelnilem moherowa powinnosc i oto jestem 25.11.06, 16:31
                                                    Jezu, co tu sie wyrabia!
                                                    Wy tu uskuteczniacie jakies panstwo w panstwie. A ja tu nie zagladalem i prosze,
                                                    prosze...

                                                    Mam wrazenie, ze to u nas na Zolowym forum tylko takie pozytywne swiry sa. A
                                                    moze w innych dzielnicach tez?
                                                    (chodzi mi o caly wielki watek oczywiscie)
                                                  • jota.40 Re: Spelnilem moherowa powinnosc i oto jestem 25.11.06, 22:05
                                                    To jest pozytywny wątek na długie, listopadowo-grudniowe wieczory - dla tych,
                                                    którzy nie załapali się nań od samego początku ;))). Ci bowiem mają teraz
                                                    radochę, czytając ciurkiem 441 postów... Nie ma, jak pure nonsense! John Cleese
                                                    to przy nas mały piesek ;))).
                                                    Weterynarzu prawa, pamiętaj, że piwo w PracoVni tańsze w poniedziałki!...
                                                  • donkej Re: Spelnilem powinnosc 26.11.06, 00:46
                                                    > Weterynarzu prawa, pamiętaj, że piwo w PracoVni tańsze w poniedziałki!...
                                                    No i jest to w ogóle lokal "pies-friendly" ;)

                                                    Ja się bardzo stęskniłam za komisarzem.
                                                  • donkej Re: Spelnilem powinnosc 27.11.06, 16:04
                                                    Konferencja jest?
                                                  • Gość: zurdo Re: Spelnilem powinnosc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.11.06, 17:32
                                                    zdaje się, że wszyscy, uzbrojeni w aluminiowe łyżki, ruszyli kopać własne
                                                    tunele do baru na Podleśnej.
                                                    I tylko nowy odcinek przygód komisarza mógłby ich spod ziemi wyciągnąć.
                                                  • wilson05 Re: Spelnilem powinnosc 27.11.06, 18:49
                                                    a czy stolik nie byl juz zarezerwowany tydzien temu?
                                                  • jota.40 Re: Spelnilem powinnosc 27.11.06, 19:38
                                                    Ałtorka twierdzi, że był. Co do mnie - zew poniedziałku ważniejszy nad wszelkie
                                                    podkopy! Stawię się akuratnie.
                                                  • Gość: Grisza Kto dopisze zakonczenie powiesci IP: *.mnhelse.net 29.11.06, 08:45
                                                    Idzie Adwent, jest po wyborach, gesta mgla opatulila Warszawe, a komisarz
                                                    Podsiadlik wedruje i wedruje w podziemiach Merkurego niczym Dante ze swoim
                                                    Wergiliuszem.Uwazam, ze pora dopelnic jego losu.Przewiduje smutny koniec; ani
                                                    przedszkolanka, ani stazystka, tylko beznadziejna praca zwalczania
                                                    przestepczosci.Urokliwa jesien i babie lato minely zabierajac ze soba zolte
                                                    liscie i chec nawiazywania nawet przejsciowych zwiazkow.Nie mowiac o trwalych,
                                                    jakich domagalaby sie hirsutyczna przedszkolanka.Rozumiem, ze nadchodzi pora
                                                    Swiat, pora myslenia o przygotowaniu smakowitych potraw.Obiecujacy byt
                                                    wirtualny komisarza P coraz bardziej rozmywa sie w nieszczesnych
                                                    podziemiach.Moze zakonczyc powiesc jakims akcentem kulinarnym.Oto zmordowany P
                                                    wynurza sie z podziemi Merkurego z zawiniatkiem zlozonym z trzech pieknych
                                                    nozek wieprzowych i trzech cielecych.W kiosku warzywniczym kupuje piekny peczek
                                                    wloszczyzny, ktory sam dobiera dokladajac pewna nadwyzke selera w stosunku do
                                                    marchewki i pietruszki.Nie zapomina o glowce czosnku, pieprz ziarnisty, dwa
                                                    listki bobkowe sa zapewne w domu.Nozki po dokladnym wyszorowaniu i depilacji (
                                                    przy okazji depiluje rowniez golenie przedszkolanki ) gotuje w sporym garnku na
                                                    uprzednio przygotowanym wywarze z wloszczyzny.Nie zaluje czosnku, wszystko
                                                    soli.Po 3-4 ch godzinach nozki odcedza, studzi, ale jeszcze cieplawe obiera od
                                                    kosci.Czesci miekkie nozek szatkuje na desce i podgrzewa w rosole.Gorace nozki
                                                    wylewa do miseczek, chlodzi i spozywa razem z przedszkolanka na sniadanie w
                                                    pierwsza niedziele Adwentu.Poniewaz mieszkaja na V-ej kolonii WSM z pobliskiego
                                                    kosciola sw.Stanislawa Kostki dobiega poranne pianie koguta, pobekiwanie kozek
                                                    a moze nawet porykiwanie osiolka.
                                                  • jota.40 Re: Kto dopisze zakonczenie powiesci 29.11.06, 09:43
                                                    Grisza, zestawienie goleni przedszkolanki z nóżkami cielęcymi jest średnio
                                                    błyskotliwe, acz anatomicznie poniekąd zbieżne. Faktem jest, że Eustachy utknął
                                                    w podziemiach Merkurego. Wszyscy czekamy z utęsknieniem na Wielki Finał
                                                    (chociaż, kto wie, może przed nami jeszcze kilka odcinków?...), jednakże
                                                    Ałtorka, nagabywana energicznie w tej kwestii, wykręciła się nawałem obowiązków
                                                    zawodowych. Nie wierzę jednak, aby pozostawiła nas w tym sierocym stanie nazbyt
                                                    długo; przyjdzie nam zatem zrewidować sielankowy obrazek pierwszej niedzieli
                                                    Adwentu. Poza tym kurak, jak zapewne wiesz z innego wątku - miał zostać
                                                    zarżnięty bez litości; już ci on długo nie popieje... A tak sprawnie odganiał
                                                    wampiry - zwłaszcza w ten ostatni, niemożebnie mglisty poniedziałek! Uczestnicy
                                                    konferencji musieli zauważyć, że tknięci grozą, snującą się po kątach Stołecznej
                                                    nie dotarliśmy nawet do platanów!!!... rozstając się przezornie znacznie
                                                    wcześniej! I dobrze. Kto wie, co by się z nami działo w tej mgle pod platanami.
                                                    Być może nasze cienie do dziś błądziłyby, pohukując, między sitowiem, a
                                                    wierzbiną, nad zakolami starorzecza Wisły...
                                                  • Gość: Grisza Re: Kto dopisze zakonczenie powiesci IP: *.mnhelse.net 29.11.06, 10:11
                                                    proponowalem cielece i wieprzowe, wiec moze bylo blyskotliwiej? Poza tym
                                                    chodzilo mi o podkreslenie pewnej czulosci komisarza P wobec
                                                    przedszkolanki.Zreszta mnie jest wszystko jedno, udane nozki w galarecie mogl
                                                    jesc sam lub nawet z asystentka, kogut wyzional ducha lub przedwczesnie poszedl
                                                    do piachu tzn do rosolu jakos inaczej, osiolek zostal przeniesiony karnie na
                                                    plebanie na Gdanska, kozy uciekly na Cytadele i obsadzily tamtejsze ambony
                                                    mysliwskie.A wszystko generalnie diabli wzieli.
                                                  • donkej Re: Kto dopisze zakonczenie powiesci 29.11.06, 11:58
                                                    Jakie porykiwanie?
                                                    Z Kostki?
                                                    Nigdy! Jeśli już to od marianów Na Górce. I to nie karnie, a z własnego wolnego
                                                    wyboru!
                                                  • Gość: zurdo Re: Kto dopisze zakonczenie powiesci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.11.06, 23:08
                                                    Ałtorko, litości! Nasza Dzielnica przepadnie niedługo w bezdennych otchłaniach
                                                    dysertacji o burmistrzu i piaskownicach.
                                                  • Gość: weterynarz prawa Re: Kto dopisze zakonczenie powiesci IP: *.chello.pl 04.12.06, 00:01
                                                    Proszę wyjaśnij, czy depilacja goleni przedszkolanki jest przygotowaniem do jej
                                                    transubstancjacji w jakby Beatrycze i przygotowaniem do wędrówki po sklepie
                                                    spożywczym w Merkurym.

                                                    Pozdrawiam
                                                  • Gość: Grisza Re: Kto dopisze zakonczenie powiesci IP: *.mnhelse.net 04.12.06, 08:43
                                                    Przeistoczenie przedszkolanki nie moze nastapic.Beatrycze miala wg owczesnych
                                                    standardow ok. 15-16 lat, a przedszkolanka na swoim tlustawym karczku dzwiga
                                                    juz z piaty krzyzyk, wiec jest zdyskwalifikowana.Asystentka wiekowo moglaby
                                                    byc, ale ona nie cieszy sie sympatia czytelniczek, wiec na Beatrycze Eustachego
                                                    raczej sie nie nadaje.Gehenna Podsiadlika w czelusciach podpiwniczenia
                                                    Merkurego ma wiec charakter zupelnie bezideowy, odbywa sie bez zadnego
                                                    natchnienia.On nie wzdycha do zadnej Beatrycze ale kombinuje sobie, co by tu
                                                    dobrego zjesc na obiad, czy sniadanie w druga niedziele Adwentu.Autorka
                                                    koncentruje sie raczej na Dziele w stylu art pro arte, traktujac bohaterow
                                                    jako niemal niepotrzebne tlo dla swoich eskapad artystycznych.Osadzajac powiesc
                                                    w realiach zoliborskich i wyciagajac ja z niebytu szuflady swojego biurka
                                                    nadala jej jednak byt pozaartystyczny i my czytelnicy mamy teraz prawo domagac
                                                    sie dalszego ciagu i zakonczenia.
                                                  • Gość: weterynarz prawa Re: Kto dopisze zakonczenie powiesci IP: *.chello.pl 04.12.06, 09:22
                                                    Muszę przyznać, że pewną czułość P wobec przedszkolanki bardzo sprawnie
                                                    podkreśliłeś. Nie można, nie przestać myśleć o przygotowaniu tych nóżek. O!
                                                    gdybyż w Soplicowie wcinali nóżki, a nie bigos! Piękne obrazy przywołuje
                                                    proponowane przez Ciebie śniadanie i spożywanie nóżek razem z przedszkolanką.
                                                    Toyogub przy
                                                    tobie to neptek.

                                                    Pozdrawiam
                                                  • jota.40 Re: Kto dopisze zakonczenie powiesci 04.12.06, 10:19
                                                    I ja chciałabym nadmienić, że zachwycił mnie przepis na nóżki - tym bardziej, że
                                                    galarety nie są moją mocną stroną, preferuję bowiem kuchnię śródziemnomorską
                                                    (chociaż wykonany ostatnio barszcz ukraiński podobno nie miał sobie równych...).
                                                    A już nóżek nigdy nie robiłam!... Trochę mnie jednak mierzi ta depilacja, co
                                                    zrobić. Podobnie zniechęconym polecam goloneczki z indyka - wyborne i już
                                                    bardzo, ale to bardzo dokładnie oskubane. Można je przyrządzić tak samo. Będą
                                                    jak znalazł na drugą niedzielę adwentu - o ile do tej pory Podsiadlik zdoła
                                                    wygrzebać się z lochów, poznać fertyczną przedszkolankę i zaznać z nią rozkoszy
                                                    stołu.
                                                    Wypraszam sobie - dlaczego ona niby ma niby dźwigać piąty krzyżyk??? Eustachy
                                                    nie może, a nawet nie powinien wiązać się z tak leciwą osobą, tusza nie ma tu
                                                    nic do rzeczy. Apetyczna i pulchna - tak, ale po trzydzistce... Musi mu wszak
                                                    jeszcze urodzić jakieś sympatyczne bliźnięta! Albo coś w tym rodzaju.

                                                    Ponadto - jakże Beatrycze ma mieć związek z czeluściami??!! Chyba dobrze,
                                                    panowie, pamiętacie, że w czeluściach był Wergiliusz!! A Beatrycze w Raju, w
                                                    Raju powiadam, jako uosobienie owej czystej miłości, co to słońce porusza i
                                                    gwiazdy. Amen.
                                                  • Gość: Grisza Re: Kto dopisze zakonczenie powiesci IP: *.mnhelse.net 04.12.06, 12:14
                                                    Beatrycze byla natchnieniem Dantego i oczywiscie nie miala nic wspolnego z
                                                    wedrowka przez pieklo i to nie ja napotka Eustachy w okolicach Dziewiatego Jaru
                                                    czyli w piwnicach Merkurego.
                                                    Podkreslajac problem depilacji nie mialem na mysli tak bardzo nozek cieleco-
                                                    wieprzowych, chodzilo mi raczej o przedszkolanke i jej lekki hyperestrogenizm.
                                                    Mimo, ze nie jestem fanem tej pani musze jednak wystapic w jej obronie, bo
                                                    nazywanie czterdziestokilkulatki kobieta leciwa wola o pomste do nieba i
                                                    swiadczy o glebokiej znieczulicy i braku serca.Pamietamy wszak, ze Eustachy
                                                    swoje 40-e urodziny juz obchodzil, a dodatkowo nikotynizm i poczatki
                                                    alkoholizmu zdolaly nadszarpnac juz jego witalnosc, wiec sieganie wzrokiem w
                                                    strone mlodszych pan byloby z jego strony karygodna niestosownoscia.
                                                  • jota.40 Re: Kto dopisze zakonczenie powiesci 04.12.06, 13:44
                                                    Czyżbyś podejrzewał Eustachego o niemoc w kwestii spłodzenia potomstwa??? Nie
                                                    żartuj tak nawet, Grisza!!... Kobiety w tej kwestii mają bez wątpienia pewien -
                                                    jakby to rzec - nóż na gardle, czy tam inny przysłowiowy zegar biologiczny, ale
                                                    mężczyzna - a inspektor jest z pewnością mężczyzną stuprocentowym! - praktycznie
                                                    nie ma żadnych ograniczeń! Dlatego stosownie wydepilowana, krągła przedszkolanka
                                                    z Sierpeckiej jest dla niego doskonałą partnerką.
                                                    Co do kobiet czterdziestoletnich i ich leciwości, to poniekąd się zgodzę -
                                                    poniosło mnie :)))).
                                                    Przyznam się, że wiedząc o nieludzkim wręcz zapracowaniu Ałtorki śmiem wątpić,
                                                    czy Eustachemu będzie dane karmić kogokolwiek czymkolwiek w którąkolwiek z
                                                    niedziel Adwentu... Poczeka jeszcze chłopina w tym Merkurym do Bożego Narodzenia...
                                                    Za to dziś - konferencja! Uprasza się wszystkich, którzy mają taką możliwość o
                                                    przybycie w okolicy 20.30. Z tego, co wiemy tydzień temu maluczko, a przepadłaby
                                                    nam rezerwacja!...
                                                  • Gość: weterynarz prawa Re: Kto dopisze zakonczenie powiesci IP: *.chello.pl 04.12.06, 15:01
                                                    Oczywiście, że Beatrycze nie ma nic wspólnego z czeluściami.
                                                    Jeżeli ją jakby wspomniałem, to chodziło mi w tym wypadku, o koncepcję Raju w
                                                    postaci przestrzeni sklepu spożywczego w Merkurym, wypełnionej półkami z
                                                    czekoladami nie tylko wiadomej firmy. Zauważcie, że P już wyszedł z czeluści
                                                    podziemi Merkurego. I nie ma już przy nim jakby Publiusza Wergiliusza Maro.
                                                    Wergili został w tych otchłaniach. Być może zabawia się tam z Salome, która
                                                    poprzez galerie wpół widome wokoło spozierając w krąg, niesie z kolei jakąś
                                                    głowiznę w splotach rąk. Tak, tak, chodzi o tę Salome, znajomą Tkaczuka i Teresy
                                                    Sikorzyńskiej.
                                                    Niewątpliwie P zawsze by wybrał przedszkolankę, a nie Salome, bowiem BHP, to BHP.

                                                    Pozdrawiam
                                                  • jota.40 Re: Kto dopisze zakonczenie powiesci 04.12.06, 17:45
                                                    Buhahaha... dzięki, dzięki, "głowizna w splotach rąk" Salome sprawiła, że lekko
                                                    oplułam monitor. Niechaj zatem będzie to głowizna z jakiegoś świeżutkiego
                                                    wieprzka, poczętego w noc świętojańską!
                                                    Ale, ale - dziś chyba pełnia, czy mi się zdaje?... Trzeba uważać na rozstaje
                                                    dróg pod platanami. Zły nie śpi.
                                                  • Gość: rorvik Re: Kto dopisze zakonczenie powiesci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.12.06, 18:47
                                                    Omijając nieco bokiem dyskusję o depilacji zaznaczę, że rezerwacja została
                                                    potwierdzona na godzinę 20.30.

                                                    Będziemy w komplecie.

                                                    A Wy?

                                                    :D

                                                    r D
                                                  • jota.40 Re: Kto dopisze zakonczenie powiesci 05.12.06, 10:41
                                                    My też byliśmy w komplecie :)). Wszyscy się chyba zgodzą, że wczorajsza
                                                    konferencja należała do niezwykle udanych!... Niestety, Ałtorka przekazała nam
                                                    hiobową wieść: kolejny odcinek powieści ugrzązł był w zepsutym laptopie!!!...
                                                    Pozostaje nam jeno cicha nadzieja, że nie sformatują nam bez reszty Eustachego i
                                                    da się uratować z elektronicznej zapaści!
                                                  • Gość: Grisza Re: Kto dopisze zakonczenie powiesci IP: *.mnhelse.net 05.12.06, 13:55
                                                    I niech ktos mi powie, ze to nie jest robota samego diabla.Swoja droga, czy
                                                    Dante mogl byc na Zoliborzu? Tzn. czy krajobraz Kocytu nie jest inspirowany
                                                    okolica Merkurego ( Merkury wspomniany jest w czwartej piesni
                                                    Raju ).Poznosredniowieczne rozlewiska Drny tez bardzo mi pasuja;- wypisz,
                                                    wymaluj.A srodek ciezkosci Ziemi wlasnie w Merkurym jest dla mnie sprawa
                                                    pewna.I prosze zwrocic uwage, ze jak w Merkurym schodzi sie do samu
                                                    spozywczego, to w pewnym momencie wszystko niepostrzezenie przekreca sie do
                                                    gory nogami.Zupelnie jak u Dantego.Mowiac metaforycznie Podsiadlik popadl w
                                                    niezle tarapaty.Udanej konferencji moge po raz kolejny tylko pozazdroscic.
                                                  • jota.40 Re: Kto dopisze zakonczenie powiesci 05.12.06, 14:55
                                                    Ha! cóż to za ciekawa koncepcja!! W Merkurym z pewnością jest jakiś niezwykle
                                                    silny czakram. Dlatego i Podsiadlika tamże przyciągnęło czy też przyszurało...

                                                    Grisza, trzymamy Cię za słowo w kwestii świątecznej celebracji piwa tudzież
                                                    innych specjałów w PracoVni. Tym razem ustalimy termin w środku tygodnia, żeby
                                                    pozostali chętni zdążyli powrócić ze swoich poza-żoliborskich mateczników :))).
                                                  • Gość: weterynarz prawa Re: Kto dopisze zakonczenie powiesci IP: *.chello.pl 05.12.06, 16:20
                                                    Dlaczego tak biadacie, a nie tworzycie komitetu pomocy Komisarzowi Eustachemu
                                                    Podsiadlikowi w popsutym laptopie. Forumowicze bardzo bardzo przejmują się jego
                                                    losem.
                                                    Zginąć na posterunku przez sformatowanie to straszne. Nie! Nie! Podsiadlik nie
                                                    zginie. Co Wy myślicie, że tak łatwo załatwić Komisarza Eustachego? Pod żadnym
                                                    też pozorem nie zamrażajcie podsiadlikowego laptopa w płynnym azocie, z
                                                    nadzieją, że przyszłe pokolenia poradzą sobie z usterką. Trzeba wprost zmierzać
                                                    do celu.
                                                    Trzeba wpłynąć na Ałtorkę. Winem i piwem. Zróbcie to. Błagam! Wykorzystajcie do
                                                    tego chociażby którąś ze swych jawnych, ale skrytych konferencji. Eustachy
                                                    kiszki marsza grają, A ty co? Siedzisz w laptopie popsutym. Zawładnij i zniewól
                                                    Ałtorkę. Niech opisuję twą wielkość w całej ozdobie. Hej, Ty Podsiadlik tak po
                                                    przyjacielsku Ci mówię, nie bądź taki noein.

                                                    Pozdrawiam
                                                  • sierzant.podsiadlik Re: Kto dopisze zakonczenie powiesci 05.12.06, 18:35
                                                    Gość portalu: weterynarz prawa napisał(a):

                                                    > Dlaczego tak biadacie, a nie tworzycie komitetu pomocy Komisarzowi Eustachemu
                                                    > Podsiadlikowi w popsutym laptopie.

                                                    Hmmm...czy to oznacza, że macie chęć zrzucić się na naprawę? Nie będę protestować ;)
                                                    Podsiadlik nie zostanie sformatowany, bo żeby go sformatować, trzeba najpierw
                                                    sprzęt odpalić, a sprzęt na prąd nie reaguje. Zobaczymy, co jutro powie serwis...
                                                  • Gość: weterynarz prawa Re: Kto dopisze zakonczenie powiesci IP: *.chello.pl 05.12.06, 19:41
                                                    Zobaczymy co jutro powie serwis...
                                                    Ot, i pozostawiono mnie w ten sposób w niepewności, ale i z nadzieją do jutra.
                                                    Być może okaże się, że to tylko drobna usterka, polegająca na tym, iż włącznik
                                                    staje się wyłącznikiem i dlatego laptop nie odpala. I jak ma reagować w takiej
                                                    sytuacji na prąd, kiedy naciskamy przycisk w niewłaściwym momencie jego bytowania.
                                                    Serwis oczywiście nie będzie się zajmował bytem tego przycisku, ale jego
                                                    sposobami bytowania...

                                                    Pozdrawiam
                                                  • grisza14 Re: Kto dopisze zakonczenie powiesci 05.12.06, 21:39
                                                    To jest najmlodszy czytelnik przygod Podsiadlika.Szczegolnie mocno wciagnal go
                                                    watek miesno-wedliniarski.W sprawie konferencji stawiam sie do dyspozycji
                                                    miedzy swietami a nowym rokiem.Do czasu ekspertyzy laptopa i decyzji dot. jego
                                                    dalszego bytowania musimy wzmacniac sie kulinarnie i czekac na dalsze losy i
                                                    laptopa i Eustachego.
                                                    fotoforum.gazeta.pl/72,2,631,53413764,53433447.html
                                                  • sierzant.podsiadlik Wieści z kliniki 07.12.06, 02:33
                                                    A zatem - Eustachy wciąż trup, sekcja zwłok przesunięta na jutro, wtedy będzie
                                                    wiadomo o ewentualnych możliwościach zmartwychwstania. Na razie rekonstruuję go
                                                    powoli na własny użytek i na wszelki wypadek.
                                                    Wzmacniajcie się...ja się wzmacniam winem domowej roboty i szyneczką wędzoną takoż.
                                                  • wiedzmin11 Re: Kto dopisze zakonczenie powiesci 08.12.06, 18:51
                                                    Dobrze w piątkowy wieczór usiąść w moim starym, wygodnym fotelu, wziąć na kolana
                                                    mojego trochę już wysłużonego, ale w dobrej kondycji przyjaciela (laptopa :) ) i
                                                    na trochę przenieść się w życie wirtualne. Nie mam niestety na to wiele czasu.
                                                    Przykro mi i współczuję z powodu "chorego" laptopa. Jego niedyspozycja, oprócz
                                                    wielu niedogodności dla samego użytkownika, wystawia nas czytelników na ciężką
                                                    próbę cierpliwości i czekania. Zastanawiam się czy nie mógłbym jakoś pomoc, znam
                                                    kilku całkiem solidnych komputerowców. Łączę pozdrowienia
                                                  • Gość: weterynarz prawa Re: Kto dopisze zakonczenie powiesci IP: *.chello.pl 08.12.06, 22:54
                                                    Nie wiem czy już nie za późno. Zawsze można jednak coś zjeść. Z przyjemnością
                                                    zajadam się kebabami z ryżem i sałatką na ostro, a nawet super ostro. Dokonałem
                                                    przy okazji niewielkiego odkrycia. A mianowicie jeżeli już zbyt pali
                                                    podniebienie i język, wystarczy przełknąć trochę kapusty kiszonej. I można
                                                    wcinać dalej - palenie ustaje.
                                                    Co do Salome, to tak kiedyś nazywałem widywaną wysoką i szczupłą kobietę, która
                                                    nawet w kilkunastostopniowy mróz spacerowała na bosaka po Placu Wilsona.
                                                    Policzki miała zapadnięte, włosy zmierzwione, ciemne. Nogi od mrozu sine. Istna
                                                    piękność w stylu witraży Wyspiańskiego. Może coś więcej o niej wiecie.
                                                    Co do Tkaczuka i Sikorzyńskiej to ich nazwiska pojawiały się w wielu miejscach
                                                    na Żoliborzu. Na przykład na wiadukcie przy Dworcu Gdańskim było napisane
                                                    "Tkaczuk wita na Żoliborzu".
                                                    Z tego co zasłyszałem, obydwoje byli woźnymi w którejś ze szkół - czy ktoś wie
                                                    coś więcej.
                                                    A teraz... Sza! Nasłuchujmy Eustachego!
                                                  • jota.40 Re: Kto dopisze zakonczenie powiesci 09.12.06, 16:32
                                                    O Tkaczuku ostatnio było głośno, a propos najnowszych pomysłów naszego
                                                    ulubionego ministra od oświaty, który zamierza zaangażować woźnych w roli
                                                    donosicieli. Podobno napisy na jego temat znaleziono w Australii i w Paryżu, na
                                                    wieży Eiffla. O pani Sikorzyńskiej nigdy zaś nie słyszałam.
                                                    Hm... "Super ostro" wolę w wydaniu na ciepło. na przykład "aglio, oglio e
                                                    peperoncino". Ale po tym żadnej kapusty nie jadam, wypijam jeno stosowne ilości
                                                    czerwonego wytrawnego. Mniam.
    • sierzant.podsiadlik Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie – odc. 11 10.12.06, 01:03
      Zrekonstruowałam, co by nie dać Wam czekać do poniedziałku, bo zeżrecie mnie
      żywcem. Przy okazji wyjaśniam zagadkę konkursową - inspiracją była książka
      Jeremiego Bożkowskiego "Piękna kobieta w obłoku spalin", gdzie jeden z
      bohaterów, znany z tego, że strzela do wrednych sąsiadek z plastikowych
      pistoletów i podczas wizyt niechcianych gości zamyka się w łazience z kawą i
      czymś do czytania, nazywa się Michał Bajorek.
      Aha - to jeszcze nie koniec!

      Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie – odcinek 11

      Komisarz siedział na schodach Merkurego, trzymając na głowie bliżej
      niesprecyzowane, acz zmrożone mięso i rozmyślał o przejściu na wegetarianizm.
      Dookoła szalało pół Komendy Głównej, dwie ekipy deratyzacyjne oraz Mierzwa z
      obandażowanym nosem, który biegał w tę i nazad, mrucząc mantrę z motywem
      przewodnim „Wybić je wszystkie! Wybić je wszystkie!”. Skute kajdankami i
      wsadzone do policyjnej suki ekspedientki chlipały dramatycznie, sanepid klął,
      kierownik sklepu sprawdzał wytrzymałość materiałów z pleksi za pomocą
      rytmicznych uderzeń głową w drzwi wejściowe, a mięso na głowie Podsiadlika się
      roztapiało. Ignorując mięso, pandemonium z udziałem służb mundurowych
      wynoszących kolejne porcje mięsa z chłodni oraz powracającą chęć na czekoladę,
      komisarz zapalił papierosa i popatrzył na ul. Słowackiego, którą przejeżdżały
      pierwsze tramwaje.
      - Zaszkodzi ci – szepnęła siedząca obok postać w marynarce.
      - Odwal się, Bajor – odszepnął Podsiadlik.
      - Nie ma jak wdzięczność, kurna. Ja tu po nocy przychodzę ci z odsieczą, a ty
      tylko „Odwal się”. Następnym razem zostawię cię w tej chłodni i zgnijesz razem z
      mięsem, zobaczysz.
      - W chłodni mięso nie gnije. Odwal się
      - No to zgnijesz razem z ekspedientkami.
      Podsiadlik odepchnął od siebie wizję spędzenia starości w jednym pomieszczeniu z
      obsługą Merkurego i zaciągnął się głęboko papierosem.
      - One już są zgniłe. Odwal się
      - Nawet blondynka?
      - Zmacałem ją. Nic ciekawego. Kompletna zgnilizna moralna.
      - A reszta?
      - Wolą karaluchy. Zresztą, jak na nie patrzę, to też wolę karaluchy.
      Zapadło milczenie, przerwane przemknięciem Mierzwy, trzymającego wyjątkowo
      dorodnego owada w palcach i wrzeszczącego „Jeszcze ten!”
      - Nie przypuszczałem, że uszkodzenie narządu powonienia może mieć dobroczynne
      skutki także dla mózgu – skomentował zjawisko Podsiadlik.
      - Nie łudź się – odparł smętnie Bajorek. – Po prostu obudziły się w nim
      obowiązki służbowe i wzięły górę nad ekologią. Wiesz, że dzwonił w nocy do
      sędziego zapytać, czy deratyzację przestępcy można wykonać bez wyroku?
      - I co powiedział sędzia?
      - To samo, co ty powtarzałeś mi chwilę temu, tylko odpowiednio wzmocnione i
      okraszone innymi ciekawymi wyrazami. Zresztą, ja zareagowałem tak samo, kiedy
      Mierzwa obudził mnie telefonem, że ścigasz karaluchy w jakichś kazamatach i
      trzeba cię ratować. Gdyby nie to, że dodał informację o złamanym nosie i groźnej
      szajce przestępczo-spożywczej, to dalej byś tkwił w tej chłodni.
      Podsiadlik wzdrygnął się i odruchowo przycisnął mięso do głowy.
      - A tak, przyszedłeś i walnąłeś mnie w łeb, co?
      Bajorek roześmiał się.
      - Nie, dostałeś kaczką od tej z tipsami. Ładny rzut, swoją drogą. Poza tym,
      byłeś w takim amoku, że faktycznie musiałbym cię unieszkodliwić; złapałeś mnie
      za klapy i żądałeś czekolady. Co one ci zrobiły?
      Komisarz splunął z obrzydzeniem i spojrzał na trzymany w ręku zmrożony zespół
      tkanek, po czym odrzucił go szerokim łukiem w stronę radiowozu z ekspedientkami,
      które łkały coraz rozpaczliwiej. Cholera – pomyślał – Nie dość, że nasłały na
      mnie karaluchy, to jeszcze rzuciły we mnie drobiem. I czekolady nie dały.
      Dożywocie mają jak w banku.
      - Właściwie to nic. Mówiłem ci już - nasłały na mnie karaluchy. A potem już nic
      nie pamiętam. Przesłuchałeś je?
      Bajorek zamyślił się, zapalił papierosa, spojrzał na kolejną ekipę
      deratyzacyjną, która truchtem zbliżała się do miejsca przestępstwa i westchnął.
      - Wstępnie – odparł lakonicznie.
      Podsiadlik w zaciekawieniu podniósł brew.
      - I tak nikt w to nie uwierzy…- Bajorek kontynuował lakoniczność.
      Mierzwa przemknął z kolejną porcją karaluszego truchła w ręku i wręczył je
      inspektorce sanepidu, która wrzasnęła przejmująco i rzuciła mu je w twarz.
      Mierzwa też wrzasnął, próbując wyartykułować coś o traktowaniu materiału
      dowodowego, ale z powodu trudności z częścią układu oddechowego, pobulgotał
      sobie tylko. Podsiadlik uśmiechnął się, furie zapiały z zachwytu, inspektorka
      fuknęła i poszła sobie, a Bajorek znów westchnął.
      - Przeklęty Mierzwa miał rację, wiesz?
      Komisarz, bardzo niechętnie, przytaknął.
      - Wszystko zaczęło się od remontu Merkurego. Przedtem panowała tu pełna
      symbioza, karaluchy śmigały między półkami, a ekspedientki głaskały je po
      pancerzykach.
      Podsiadlik zakrztusił się dymem z papierosa.
      - Mówię ci tylko to, co mi powiedziały – oburzył się Bajorek.
      Komisarz, nadal się krztusząc, podniósł ręce do góry. Przyjaciel walnął go mocno
      w plecy i spojrzał na niego z niepokojem. Podsiadlik odkaszlnął, popatrzył na
      ekspedientki, na Bajorka, na Mierzwę i wszystko ułożyło mu się w całość.
      Przypuszczał, że przyczyna tkwi tutaj, skoro w Merkurym się wszystko zaczęło,
      ale nie był pewien do końca. Teraz już wiedział.
      - Zrobili remont i sielanka się skończyła?
      - Zgadza się. Zawiązali więc układ.
      - Spisek?
      - Chrzanić nomenklaturę. W każdym razie, ekspedientki wynosiły im żarcie. Tyle,
      że tym chitynowym terrorystom ciągle było za mało i…
      Bajorek zamilkł, szukając odpowiednich słów. Mierzwa dalej pobulgotywał, skacząc
      radośnie po karaluchach.
      - Niech zgadnę – wyręczył przyjaciela Podsiadlik. – Udomowiły się skubańce i
      postanowiły zmuszać innych do procederu.
      - Aha – ponuro zamruczał Bajor. – Te babole w fartuchach twierdzą, że za pomocą
      hipnozy.
      Czekoladowy alarm zapiszczał w głowie Podsiadlika, ale wystarczył rzut oka na
      radiowóz i komisarz stłumił znów żądzę.
      - Tyle, że im nie wychodziło – stwierdził. – Przestępcy kradli albo nie to, co
      trzeba, albo zżerali towar po drodze.
      - Poza tym, dlatego niczego nie pamiętali – uzupełnił Bajorek. – Wszystkim
      kierowała ta brunetka, co nabiła ci guza.
      - Świński łeb – mruknął komisarz
      - Przecież mówiłem, że kaczka!
      - Nieważne – Podsiadlik załagodził spór w zarodku. – Masz rację, nikt w to nie
      uwierzy. O co je oskarżymy?
      - Napaść na policjanta i spowodowanie zagrożenia epidemiologicznego.
      Komisarz spojrzał na odjeżdżający radiowóz i westchnął z żalem acz i gniewem.
      Łopatkę mi w plecy wbiły, szuje. Sponiewierały. Na podłodze trzymały. Człowiek
      się poświęca, po podziemiach czołga, przez płoty skacze, noce zarywa, a te
      dostaną zawiasy i koniec pieśni. Dożywocie, zdecydowanie dożywocie.
      - Więcej się nie da? – spojrzał badawczo na przyjaciela. – Może, przy
      odpowiednim traktowaniu, przyznałyby się jeszcze do czegoś…
      Bajorek wyszczerzył radośnie zęby.
      - Nasłać na nie Mierzwę? Czy to nie jest zbyt okrutne?
      - Ależ skąd – powiedział powoli Podsiadlik, masując guza na głowie.
      Pod Merkurym wybuchnął głośny śmiech.
      • donkej Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie – 10.12.06, 10:37
        O bogowie, o bogowie moi! (z pominięciem Merkurego oczywiście !)
        Słów mi braknie, żeby wyrazić, co czuję.

        Ale gdzie były szczury?
        • sierzant.podsiadlik Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie – 10.12.06, 11:34
          Szczury - tak jak karaluchy - są wszędzie.
          Co do deratyzacji zaś, to w trakcie pisania zadzwoniłam do jednej takiej firmy i
          oni powiedzieli, że karaluchy deratyzują, a nie dezynsekują. Ja się nie kłócę,
          ja opisuję. Może dlatego, że to były hipnotyzerskie karaluchy?
          • jota.40 Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie – 10.12.06, 16:17
            Nooo...warto było czekać!! Aż mi włos stanął dęba!! Co jeszcze może być dalej,
            skoro to nie koniec?? Ale się dzieje!
            Trafiony kaczką! Kaczką trafiony! Ałtorka nie wie, co to miłosierdzie!
            • Gość: weterynarz prawa Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie – IP: *.chello.pl 10.12.06, 22:30
              Nie wiem. Na razie jestem w stanie narkolepsji po przeczytaniu rekonstrukcji.
              Świetna!
              Z rzeczywistością łączy mnie tylko teraz słowo "Infestacja" oraz hasło
              "Czekolada to narkotyk".

              Pozdrawiam
              • Gość: zurdo Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie – IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.12.06, 01:30
                Odjęta mowa, włos dęba i jeszcze narkolepsja. To są skutki zbyt długiego
                przebywania w stanie deprywacji sensoralnej. Ałtorka stawia nam po godzinie
                porządnej psychoterapii, najlepiej u fruedysty. Z nocnikiem dla Griszy.
                • Gość: Grisza Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie – IP: *.mnhelse.net 11.12.06, 07:52
                  Nocnik niezbedny, ale wyliniala kozetka takoz.Ewentualnie kilka lateksowych
                  materacow na podlodze.Rece odpadaja mi juz od klawiatury, autorka Podsiadlik
                  uparla sie na tworzenie postaci bez drogowskazu i mimo roznych, i z roznych
                  stron stosowanych przynent uporczywie trzyma sie swego.Karaluchy, szczury a
                  swoboda poruszania sie owszem; po schodach Merkurego.Nawet nie wiadomo, czy w
                  gore, czy w dol tym razem.A maly wypadzik na sniadanko na V-e ? Mijaja kolejne
                  niedziele Adwentu a Eustachy nic tylko szczury, karaluchy in na odwyrtke.Marny
                  jest los tego pana.
                  • jota.40 Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie – 11.12.06, 11:09
                    I mnie niepokoi brak przedszkolanki. Zaiste deprywacja, żeby nie powiedzieć
                    gorzej, bo przecież popatruje onże Posiadlik z dzikim obrzydzeniem na stłoczone
                    i szlochające ekspedientki... I cóż tu liczyć na poczęstunek w Adwencie! Kto
                    wie, czy nie pożegnamy Starego Roku wraz z samotnym, zgorzkniałym Eustachym,
                    obładowanym licznymi tabliczkami "Jedynej" i równie licznymi paczkami
                    papierosów!... Ech, całe szczęście, że dziś poniedziałek!
                    • wilson05 Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie – 11.12.06, 13:07
                      a ja mysle ze final juz blisko - noc sie konczy, kursuja poranne tramwaje,
                      zagadka niemalze rozwiazana. Zly przestanie mieszac, furie odpuszcza, a Eustachy
                      powoli powroci do rownowagi psychicznej - i wtedy ujrzy w oknie po drugiej
                      stronie ulicy dlugo wyczekiwana przedszkolanke (ewentualnie moze sie ona
                      przechadzac po sciezce rowerowej wyprowadzajac psy na spacer). Po raz ostatni
                      zejdzie do podziemi przechodzac na druga strone Slowackiego (ewentualnie
                      skorzysta z przejscia przy Cieszkowskiego - zalezy w ktorym oknie ujrzy
                      przedszkolanke - blizej Filareckiej czy Suzina), po czym uda sie na zasluzone
                      sniadanie na V kolonii - platki z mlekiem i buleczka z konfitura wisniowa, do
                      tego rozgrzewajaca herbatka z sokiem malinowym. Tak wzmocniony Komisarz zapomni
                      o traumatycznych przezyciach ubieglej nocy, a Merkury i plac Wilsona bedzie mu
                      sie odtad dobrze kojarzyl.
                      ...no chyba ze Altorka nie lubi tzw. "happy end'ow"... ;)

                      a w kwestii formalnej - swieta za pasem, wiec proponuje szybko ustalic termin
                      miedzyswiatecznej konferencji - sroda, czwartek?
                      • Gość: Grisza Oto przyklad dzialan konstruktywnych, IP: *.mnhelse.net 11.12.06, 14:04
                        • Gość: Grisza Re: Oto przyklad dzialan konstruktywnych, IP: *.mnhelse.net 11.12.06, 14:13
                          napisalem i z rozmachem puknalem w enter.Chodzilo mi o wyrazenie radosci z
                          powodu postawy Wilsona.Prosze pieknie, czytelnicy sa za rownowaga.Wiec
                          sniadanie na V-ej kolonii.Osobiscie jestem miesozerny, ale jak Eustachego
                          zadowoli buleczka i herbatka malinowa, to jestem za.Widok przedszkolanki
                          wyprowadzajacej pieska wzdluz sciezki rowerowej i zapewne pochylajacej sie od
                          czasu do czasu, aby podniesc z trawnika odchody swego czworonoznego przyjaciela
                          rozczulaja mnie ogromnie.Obawiam sie tylko, ze ta osoba jest zbyt egoistyczna,
                          aby miec w domu pieska.Ale kto wie, jest Adwent, wiec miejmy serce i dla
                          przedszkolanki.Termin konferencji sroda lub czwartek po Swietach wywoluje we
                          mnie dreszcz aprobaty i oczekiwania.
                          • jota.40 Re: Oto przyklad dzialan konstruktywnych, 11.12.06, 15:18
                            Wolne żarty. Bułeczka z konfiturą i płatki z mlekiem to śniadanie dla
                            przedszkolaka!!! Dla Eustachego widzę oczyma duszy inny jadłospis:

                            - śledzik z cebulką (może być z dyskretnym dodatkiem curry i pieprzu cytrynowego);
                            - nóżki z octem winnym;
                            - razowczyk z pieczonym schabem (w czosnku i majeranku, rzecz jasna);
                            - ewentualnie jajko na miękko;
                            - regeneracyjna lufka pod śledzika;
                            - na koniec mocna, gorzka herbata!!! lub, jeszcze lepiej, porządne espresso!

                            Mleko z płatkami, buhahahaha... Przedszkolanka - nie znaczy od razu, że ma go
                            karmić, jak średniaka czy też, co gorsza, zucha!
                            I dlaczego, przepraszam bardzo, ma ona posiadać psy, w liczbie mnogiej?? Ech,
                            Wilsonie, Wilsonie...
                            • wilson05 Re: Oto przyklad dzialan konstruktywnych, 11.12.06, 15:47
                              ????
                              to ma byc przeciez sniadanie po ciezkiej nocy, powinno byc lekkie i pozywne.
                              szczegolnie pieczony schab jest niewskazany, biorac pod uwage przejscia
                              Komisarza w magazynach Merkurego - podajac mu takie dania niechybnie wpedzimy go
                              w wegetarianizm; a juz lufka z samego rana przed praca jest absolutnie
                              wykluczona! Taki zestaw jest dobry na kolacje, zeby nabrac sil przed ciezka
                              noca, a nie na relaksujace sniadanko.

                              > I dlaczego, przepraszam bardzo, ma ona posiadać psy, w liczbie mnogiej?
                              nie ma posiadac, tylko ewentualnie moglaby - latwiej byloby Komisarzowi ją
                              dostrzec w czasie spaceru niz w oknie, w dodatku przeslonietym drzewami, prawda? ;)
                              • donkej Re: Oto przyklad dzialan konstruktywnych, 11.12.06, 15:55
                                Wszystko byłoby ok, gdyby nie to, że przedszkolanka jest podobno również
                                właścicielką włochatych łydek. Chyba, że chodzi o włochate łydki psów - wtedy
                                aluzję strawię.

                                Obawiam się, że z tym espresso, to też mogłoby być ciężko. Komisarz preferuje
                                yerba mate.
                                • wilson05 Re: Oto przyklad dzialan konstruktywnych, 11.12.06, 16:20
                                  > Komisarz preferuje yerba mate.
                                  wydaje mi sie ze Komisarz nie pije jeszcze yerba mate - zbyt czesto siega po
                                  czekolade i jego furie sa zbyt natarczywe i nieokielznane. Jesliby regularnie
                                  pil yerbe furie nie mialyby do niego dostepu, a braki magnezu nie ujawnialyby
                                  sie tak czesto.
                                  Dobrze by bylo gdyby przedszkolanka poczestowala Komisarza tym wspanialym
                                  napojem, niewatpliwie w krotkim czasie Komisarz stalby sie milosnikiem yerby, na
                                  czym jego zdrowie psychiczne i fizyczne znacznie by zyskalo. Mam nadzieje ze
                                  Altorka nie ulegnie zlym podszeptom i nie bedzie faszerowac Komisarza alkoholem
                                  (szczegolnie na sniadanie!), w zamian wprowadzajac go za pomoca przedszkolanki
                                  na jasna sciezke yerba mate ;)
                                  • Gość: Grisza Anatomia przedszkolanki IP: *.bb.online.no 11.12.06, 18:58
                                    Nie bylo mowy, aby miala owlosione lydki.Pamietam doskonale, ze sugerowalem
                                    owlosione golenie podejrzewajac ja jako osobe korpulentna i w dodatku brunetke
                                    o lekki nadmiar estradiolu.Miesien brzuchaty lydki u takich osob bywa znacznie
                                    zaokraglony i uwypukla sie przysrodkowo maskujac szpotawe ustawienie
                                    goleni.Poranne menu Eustachego wg. Joty popieram z calego serca, nawet ze
                                    schabem z majerankiem.Do nozek osobiscie uzylbym limonki pamietajac, ze do ich
                                    przyrzadzenia uzyto 3-ch nozek cielecych i 3-ch wieprzowych, wiec galaretka z
                                    powodu tych pierwszych oferuje smak bardziej rozlany niz ostra galaretka
                                    wieprzowa i nalezy go skupic naturalnym spoiwem kwasku cytrynowego w gornych
                                    kubeczkach smakowych podniebienia.Poza tym u przedszkolanki widok i zapach
                                    kwasu octowego wywoluje intensywna prace gruczolow przyusznych i podzuchwowych
                                    oraz zwarcie siekaczy i ulozenie usteczek w tzw. ciup, czego Eustachy bardzo
                                    nie lubi u osob, z ktorymi spozywa sniadania.Lufka do sniadania jest dodatkiem
                                    tak naturalnym, jak szczypta soli do rosolu.Nawet dwie szczypty dla
                                    symetrii.Wlasnie, czemu chcecie go kawa lub herbata, kiedy pozywny rosolek
                                    spowoduje, ze oziebla w Merkurym krew Eustachego zacznie krazyc zywiej, a mysl
                                    i cieple spojrzenie zawisnie na chwile na w ciup zlozonych usteczkach
                                    przedszkolanki.I trafi go szlag, bo okaze sie, ze usteczka przedszkolanki
                                    reaguja tak samo na ocet jak na cytryny, czy limonki.A moze zrobic im obiad z
                                    pieczonym udzcem baranim? Wlasnie rozpoczalem marynowanie takiego mieska
                                    szykujac sie na sobotnich gosci.Moze przepisik ?
                                  • sierzant.podsiadlik Re: Oto przyklad dzialan konstruktywnych, 11.12.06, 19:09
                                    Ałtorka informuje, że komisarz yerby nie pije. Co do przedszkolanki nie wiadomo.

                                    Ponieważ wczoraj wieczorem skończyłam pisanie przygód E.P (przed nami jeszcze
                                    jeden odcinek i epilog), chciałam zawiadomić Sz.P. Czytelników, że najważniejsze
                                    prośby będą spełnione i widmo zgorzkniałego tudzież zgłodniałego Podsiadlika nie
                                    będzie zakłócało Wam świątecznego obżarstwa.
                                    • Gość: weterynarz prawa Re: Oto przyklad dzialan konstruktywnych, IP: *.chello.pl 11.12.06, 23:32
                                      Tak, musimy się przygotować na to, że usłyszymy "dwie dziurki w nosie, skończyło
                                      się", a furie zamienią się być może w Eumenidy.
                                      Jutro zaś pod Halą zakupione zostanie przeze mnie 40 dag suszonych prawdziwków,
                                      wszak święta tuż, tuż. Od tego zaczynamy zakupy świąteczne. Tradition!

                                      Pozdrawiam
                                      • jota.40 Re: Oto przyklad dzialan konstruktywnych, 12.12.06, 16:59
                                        Ha! A ja kupować nie muszę, dostałam bowiem onegdaj dwa dorodne słoje suszonych
                                        prawdziwków od ciotki! Niebawem przystapię do misterium duszenia bigosu, który -
                                        jak wiadomo - może być wcieloną poezją...
                                        Grisza, cieszę się, że wizję śniadanka mamy podobną, a o ten przepisik poproszę
                                        - chodzi Ci chyba jednak o udziec jagnięcy, prawda? Barani - bywa - trochę
                                        capi... Oj, nie jest ci u nas łatwo kupić jagnięcinę...
                                        • Gość: Grisza Udo jagniece w piekarniku IP: *.mnhelse.net 13.12.06, 11:10
                                          Mam to szczescie, ze mieszkam w kraju, gdzie hodowla owiec kwitnie a jedzenie
                                          baraniny jest sprawa narodowa.Nawet potrawy na Boze Narodzenie przyrzadza sie z
                                          tego mieska.Jagnieta urodzone w kwietniu wypasane sa poldziko w gorach i mnej
                                          wiecej na przelomie wrzesnia i pazdziernika nastepuje stopniowa rzez az do
                                          grudnia.Udko takiego jagniecia z koscia wazy ok 3 kg ( przewaznie mniej ) i aby
                                          dopasowac je do wielkosci piekarnika trzeba poprosic w sklepie o odpilowanie
                                          czesci blizej stawu kolanowego.Na 3-4 dni przed planowanym pieczeniem udo
                                          szpikujemy obficie calymi zabkami czosnku oraz nastrzykujemy octem ( igla,
                                          strzykawka ), nie za duzo, bo to nie maja byc grzyby marynowane.Lubczyk,
                                          bazylia, rozmaryn, sol wklepujemy dosc gruba warstwe pokrywajac cala
                                          powierzchnie uda.Na wierzch wyciskamy czosnek i wklepujemy w ziola.Calosc
                                          oblepiona ziolami wkladamy do worka plastikowego i obficie skrapiamy
                                          aromatycznym winem czerwonym, dobre sa wina o gestym,smolistym bukiecie np.
                                          niektore Bordeaux.Calosc marynuje sie w lodowce 3-4 dni i do piekarnika.Uzywam
                                          naczynia zaroodpornego, bo umyc je latwiej niz brytfanke.W srodek miesa
                                          zakladam termometr do pieczenia i nastawiam piec na grzanie gora-dol w 180
                                          st.Jak temperatura w srodku uda dojdzie do 80 st mieso jest upieczone.Trzeba
                                          tylko uwazac, zeby warstwy wierzchniej zbytnio nie wysuszyc, wiec polewac, ale
                                          nie poparzyc sobie dloni.Takie udko starcza na 6 osob.Borowki.Ale Eustachy
                                          dakie jedzenie to moze dostac najwyzej u asystentki-przedszkolanka woli ciasta
                                          i torty. Musi wiec Podsiadlik teraz wybrac.Jestem przekonany, ze wybierze
                                          wlasciwie i umiesnione udko baranka zrekompensuje mu anorektycznosc
                                          asystentki.Cos za cos drogi przyjacielu Eustachy.
                                          • jota.40 Re: Udo jagniece w piekarniku 13.12.06, 15:24
                                            Ach, Griszo drogi, toż to prawdziwy panegiryk na cześć jagnięciny w ziołach!!!
                                            Eustachy z pewnością poszedłby za takim udźcem na koniec świata, niezależnie od
                                            szykującej go kobiety! Nota Bene, przedszkolanka wcale nie kłóci mi się z
                                            pieczenią baranią, dlaczego torty??... Ona na pewno teraz pości w adwencie i o
                                            żadnych tortach nie ma mowy.
                                            Mam jeszcze kilka pytań, dotyczących marynowania etc. wiadomej sztuki mięsa:
                                            dlaczego czosnek NA zioła?... Pytam, bo ja zawsze nacieram czosnkiem z solą
                                            przed posypaniem ziołami. Po drugie: ja bym ten udziec upiekła w tzw. rękawie do
                                            pieczenia - o ile się zmieści!
                                            Przypominam wszystkim miłośnikom PracoVni, że umówiliśmy się z Maćkiem na
                                            ubieranie choinki - na NIEDZIELĘ, nie na poniedziałek, koło 20.00. Konferencja
                                            może być swoją drogą. Dla chętnych ozdabiaczy Maciek szykuje jakieś miłe
                                            niespodzianki! W zeszłym roku impreza taka udała się nad wyraz. Można przynieść
                                            pierniczki do ozdobienia i ewentualnie lukier, papier kolorowy, nożyczki,
                                            brokat, co tam komu w duszy gra.
                                            • Gość: Grisza Re: Udo jagniece w piekarniku IP: *.mnhelse.net 13.12.06, 15:34
                                              Z tego udka wycieka masa sosu, wiec rekaw pewnie zapobiega takiemu
                                              odparowywaniu.Ten sos po zlaniu znad gorzkich ziol moze byc podstawa do
                                              dalszych rozwazan.Kolejnosc ziola - czosnek chyba nie gra roli.Ja nie widzialem
                                              takich duzych udek w Polsce, jagniecine widywalem w " kierfurze " na
                                              Glebockiej.Powodzenia.Choinki ubierac nie moge, ale zycze wszystkim milego
                                              wieczoru z, lub bez konferencji.Choroba, ta przedszkolanka jakos mi nie
                                              lezy.... jako partnerka Eustachego oczywiscie.
    • sierzant.podsiadlik Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie – odc. 12 17.12.06, 11:51
      To ciągle jeszcze nie koniec.

      Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie – odcinek 12
      Dla wszystkich, co się ucieszą

      Prawie świtało, kiedy Eustachy Podsiadlik, wolnym krokiem, z marynarką na
      ramieniu, szedł cichymi bielańskimi uliczkami. Bajorek, który podrzucił
      przyjaciela pod komendę na Żeromskiego, co prawda proponował, że odwiezie go pod
      sam dom, ale Podsiadlik nie chciał. Po części spowodowane było to tym, że
      najzwyczajniej w świecie chciał się przejść, a po części miał serdecznie dość
      przebywania w towarzystwie Mierzwy, który na tylnym siedzeniu samochodu chwalił
      się ilością zabitych karaluchów i planami kariery w policji. W końcu, ile razy
      można złamać jeden i ten sam nos?
      Komisarz właśnie skręcał z Schroegera w Płatniczą, kiedy zobaczył zbiorowisko
      dziwnych zakapturzonych postaci, siedzących na krawężniku, w przeważającej
      większości błyskających okularami i zawzięcie dyskutujących. Najpierw zaklął,
      wziąwszy je za rodzinę klarnecisty; po powrocie do domu liczył na długi i
      niezmącony sen, a nie kolejne awantury muzyczne z bimbrowniczką z sąsiedztwa.
      Szybkie oględziny zgromadzonych wykluczyły jednak obecność instrumentów
      muzycznych, za to stwierdziły występowanie nalewek porzeczkowych, piwa
      niepasteryzowanego, co też nie rokowało dobrze. Z okna bimbrowiczki natomiast
      ciągle leciał Fogg. Podsiadlik westchnął raz, a potem drugi. Dalibóg, nie miał
      dzisiaj szczęścia.
      - Dobry wieczór, policja – powiedział, zbliżywszy się do zakłócaczy ciszy nocnej
      i jego spokoju.
      - Dobry wieczór – odpowiedziały chóralnie kaptury, po czym kompletnie go
      zignorowały i kontynuowały dyskusję.
      - Mówię wam, tę latarnię postawiono w marcu! – kłócił się czarny kaptur
      - W kwietniu, sprawdzałam! – odparował mu drugi, też czarny.
      - Wcale nie! W marcu!
      - Na zdjęciach był maj! – stwierdził brązowy
      - To był maaaj, paaachniaaała Saska Kępa…- zaintonował zielony.
      Komisarz poczuł, że opuszcza go wiara, nadzieja i obowiązek służbowy. Westchnął
      zatem po raz kolejny i ciężko usiadł na krawężniku. Siedzące obok zakapturzone
      coś spojrzało bystro i podało mu wyciągniętą z siatki puszkę piwa.
      - Bimbru nie macie? – stęknął Podsiadlik
      - Nie, pani Scholastyka w tym tygodniu sprzedaje tylko studentom ASP. –
      poinformował go czerwony kaptur.
      - A wy skąd? – zapytał skonfundowany komisarz
      - Z Żoliborza! – odpowiedziały zgodnym chórem kaptury.
      - To nie możecie siedzieć na Żoliborzu, tylko na Bielanach? – warknął Podsiadlik.
      - Przecież Bielany to też Żoliborz! – tryumfalnie oświadczył jeden z czarnych
      kapturów, ale został natychmiast przekrzyczany przez inne, kłócące się na temat
      granic terytorialnych.
      - Nienawidzę Żoliborza – mruknął komisarz, ale znów został zignorowany.
      Podsiadlik, zrozpaczony, ukrył twarz w dłoniach. To była długa noc. Mierzwa,
      tunele, karaluchy, mięso, ekspedientki, guz na głowie, a teraz jeszcze
      Ku-Klux-Klan broniący czystości dzielnicowej siedzi pod jego domem i wpędza go w
      depresję. I na dodatek z gramofonu leci szlagier „Pierwszy siwy włos”.
      Komisarz ostatecznie pogrążył się w rozpaczy. Skutek był taki, że tłumione żądze
      ozwały się na nowo i zdominowały wyobraźnię obrazem wyrobów cukierniczych
      zawierających cukier, kofeinę, teobrominę, anandamid i fenyloatyloaminę.
      Podsiadlik podskoczył, stłukł butelkę po nalewce i zaczął nerwowo rozglądać się
      dookoła.
      Kaptury spojrzały po sobie z niepokojem.
      - Oho, abstynent. To może chce pan władza czekolady? – szepnął któryś.
      Żądze zaryczały z radości, a komisarz, zastanawiając się przez chwilę, czy po
      hipnozie nie padł ofiarą telepatii, z odzyskanym błyskiem w oku, jął pożerać
      kolejne kawałki cynamonowej. Po cynamonowej, zupełnie jak na zarządzenie siły
      wyższej, tajemniczo pojawiły się dwie mleczne a potem gorzka. Kawałki pazłotka
      fruwały wokół Podsiadlika, a zgromadzenie dyskutowało :
      - Bo to jest ontologicznie jasne, jak smród z kolektora na Popiełuszki, że to
      nie Żoliborz!
      - Na Stołecznej, jakiej Popiełuszki, co?
      - Jakie ontologicznie? Ontologicznie to może być Plac Wilsona!
      - Pewnie, że tak!
      - Jak nie tak, jak nie! Odczep się od Łylsona!
      - Na Popiełuszki już nie śmierdzi!
      - Wypchaj się swoim Łylso…tfu, Wilsonem!
      - To co, może osiedle Ruda to też Żoliborz?
      - Na Popełuszki może nie śmierdzieć, ale na Stołecznej śmierdzi!
      - Żoliborz jest wszędzie! To jest stan ducha!
      Jak na zawołanie dwa – tudzież zakapturzone – duchy przemknęły uliczką, brudząc
      jezdnię ektoplazmą. Ich pojawienie się nie zrobiło większego wrażenia na
      zgromadzonych; w ferworze szalejącej dyskusji światopoglądowej zostały bowiem -
      jak było do przewidzenia - zignorowane. Podsiadlik za to oddał się refleksji na
      temat swego stanu ducha i nagle poczuł się szczęśliwy. Nad Płatniczą unosiła się
      poranna mgła; w oddali, na Kasprowicza kręcili się już budowniczowie metra,
      branża spożywcza mogła wreszcie spokojnie otworzyć swoje mniejsze i większe
      sklepiki, ekspedientki siedziały w areszcie, karaluchy przeprowadziły się w
      niebyt, a od strony Żeromskiego powiał delikatny zefirek, strącając po drodze
      kilka liści z drzew. Komisarz łyknął usłużnie podane piwo, łypnął okiem na
      kaptury z wrażej dzielnicy i w przypływie wdzięczności oraz dobrego humoru,
      postanowił wygłosić oświadczenie:
      - Niech żyje Wielki Żoliborz! – ryknął, sięgając po kolejny kawałek czekolady.
      • Gość: weterynarz prawa Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie – IP: *.chello.pl 17.12.06, 13:12
        Niech Żyje Wielki Żoliborz!!!
        Równe prawa dla wszystkich! Dla Białożoliborzan też!
        Smrody ze Stołecznej róg Krasińskiego, Broniewskiego róg Krasińskiego, z ronda
        Elbląskiej i Przasnyskiej oraz inne, łączcie się!
        Niech żyje nam nowy kolektor kanalizacyjny!
        I w ogóle niech żyje życie!

        Pozdrawiam
        • Gość: Grisza Niech zyje Wielki Zoliborz IP: *.bb.online.no 17.12.06, 14:28
          Latwo przychodzi Eustachemu trzymac sie z dala od V-ej kolonii WSM i wiadomej
          osoby.Fugas chrustas i na Platnicza na darmowe piwko. Zapomina biedaczek, ze
          jako policjantowi nie bedzie darowane lamanie serc.O los tych kobiet upomna sie
          media i zwierzchnicy.Co ma wisiec, nie utonie.Poza tym kolejne odcinki coraz
          lepsze.Czekam na wieczor literacki w PracoVni.28.12. bardzo dobry dzien.
          • jota.40 Re: Niech zyje Wielki Zoliborz 17.12.06, 15:25
            Ach! jakaż niespodzianka! Trzeba Wam bowiem wiedzieć (Wam - nie uczestniczącym w
            ostatniej konferencji), że Ałtorka spłodziła pierwotną wersję tegoż odcinka - z
            kluczem!! Nie da się ukryć, że tęskno mi do owego pierwowzoru, pierwszy to
            bowiem raz zostałam osobiście uwieczniona w literaturze (wraz z całym kółkiem
            herbacianym ;)))... Ale cóż, powszechnie uznano, że wersja taka byłaby zbyt już
            hermetyczna. Mam nadzieję, że zostanie ona uroczyście odczytana raz jeszcze na
            ostatnim grudniowym zlocie. Umawiamy się zatem 28 grudnia, w czwartek?
            Odcinek ten uważam za genialny w swej prostocie. Eustachy spotyka - kogo? nas,
            po prostu nas!!! Swoich wiernych wielbicieli!!Jakże wzruszający ten pomysł
            Ałtorki!! Uwiodły mnie teoretyczne spory na krawężniku, pora - też mocno
            żoliborska, ale nie wiem, dlaczego, w oczach mam ciągle ten widok Podsiadlika,
            jak wraca z marynarką przerzuconą przez ramię... Samotny...

            Przypominam wszystkim chętnym, że dziś wieczorem ubieramy drzewko pracoVniane.
            • jota.40 Re: Niech zyje Wielki Zoliborz 17.12.06, 15:28
              Przepraszam, ale po prostu MUSZĘ!!!!
              PIĘĆSET!!!!! Uhahahaha, a jednak... Teraz już spokojnie możemy czekać na
              zakończenie.
              • Gość: weterynarz prawa Re: Niech zyje Wielki Zoliborz IP: *.chello.pl 17.12.06, 15:51
                No cóż choć jestem spoza klucza, ale doceniam talent ałtorki. Brawo!

                Pozdrawiam
                • Gość: weterynarz prawa Re: Niech zyje Wielki Zoliborz IP: *.chello.pl 17.12.06, 16:06
                  Post sriptum. Jestem trochę próżny. Cieszę się, ze 501 post na tym forum miałem
                  zaszczyt napisać. To był poprzedni post. Tylko że coś zjadło mi kawał mojego
                  nicka. Ale co zjadło mi tego nicka, nie wiem, po prostu coś. Podejrzewam że
                  został wchłonięty przez ektoplazmiczną glutoplazmę, która z kanalizacji
                  Żoliborza usiłuję się dostać do Internetu. Proszę w związku z tym o chwilę
                  pozytywnego myślenia - może dzięki temu odnajdzie się mój kawał nicka "weteryna".
                  Pozdrawiam
                  • Gość: weterynarz prawa Re: Niech zyje Wielki Zoliborz IP: *.chello.pl 17.12.06, 18:59
                    Proszę o wybaczenie Czcigodnych Moderatorów, ale gdzieś zniknęła w Internecie
                    część mojego nicka, dlatego pozwólcie, że zawołam na Nią, może wróci.
                    WETERYNA WRACAJ!!!
                    • Gość: weterynarz prawa Re: Niech zyje Wielki Zoliborz IP: *.chello.pl 17.12.06, 19:13
                      Zwracam się z pytaniem czy ktoś nie widział "weteryna" przypadkiem koło
                      przedszkolanki?
                      Brak mi tej części nicka. Ma być "weterynarz prawa", a nie "rz prawa".
                      Pozdrawiam
                      • Gość: weterynarz prawa Re: Niech zyje Wielki Zoliborz IP: *.chello.pl 17.12.06, 19:17
                        Tak, zaczynam podejrzewać, że na Żoliborzu nie tylko znika czekolada "Jedyna",
                        ale zniknęła tu też moja "weteryna".

                        Pozdrawiam
                      • sierzant.podsiadlik Re: Niech zyje Wielki Zoliborz 17.12.06, 19:17
                        Zdaje się, że to z przeładowania wątku- raz mi się pokazuje normalnie, raz z rz.
                        Bez paniki. Najwyżej zawiadom policję ;)
                        Jakby ktoś mi powiedział trzy miesiące temu, że przekroczymy pięćsetkę...
                        • Gość: weterynarz prawa Re: Niech zyje Wielki Zoliborz IP: *.chello.pl 17.12.06, 19:26
                          Dziękuję za wsparcie! Znaczy, że teraz oscyluję z przepięćsetkowania z Wami.
                          Pozdrawiam
    • sierzant.podsiadlik Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - Epilog 20.12.06, 22:32
      Ufff...to już naprawdę koniec. Dedykowane dla tych zza morza i zza miedzy, co
      się domagali i doczekać się nie mogli.
      Wesołych Świąt!

      EPILOG
      Na początku był ból głowy. A potem było jęknięcie, dwie nieudane próby
      odklejenia od siebie powiek górnych i dolnych, sapnięcie, przewrócenie się na
      lewy bok, myśl „Nigdy więcej czekolady”, jęknięcie, przewrócenie się z powrotem
      na wznak, udana próba otworzenia zrazu lewego, a potem prawego oka. I sufit.
      Komisarz Eustachy Podsiadlik ucieszył się. Bo to był jego sufit.
      Po krótkiej batalii myślowej, czy podjąć wysiłek wstania z łóżka, zrezygnował na
      rzecz grzania się pod pierzynką, rozmyślając o cudzie dotarcia do własnego łóżka
      z widokiem na rzeczony sufit. Przeprowadzona przez niego naprędce rekonstrukcja
      wydarzeń wykazała, że film urwał mu się w trakcie jedzenia orzechowej z
      bakaliami. Komisarz jęknął, przewrócił się na prawy bok i zamknął z powrotem oczy.
      Leżał tak dobrą chwilę, przysięgając bezustannie na wszelkie skarby przemysłu
      cukierniczego, że nie tknie więcej wyrobów czekoladowych, a nawet
      czekoladopodobnych. Głowa bolała jak diabli, a układ pokarmowy chyba się obraził
      i sobie poszedł.
      - Cóż, zawsze to okazja, co by przerzucić się na wafle – pomyślał komisarz w
      półśnie, kiedy usłyszał ciche kroki w pokoju. Już miał się wybudzić i znów
      podjąć trud odklejania powiek od siebie, kiedy owionął go tak bardzo znajomy,
      kwiatowy zapach. Zapach się zrobił jeszcze bardziej znajomy, kiedy pachnące
      delikatnie miętą włosy ułożyły się obok na poduszce, usta przelotnie dotknęły
      komisarzowego strudzonego czoła, dłoń musnęła zarośnięty policzek, a do ucha
      doleciał szept:
      - To ja. Wróciłam. Tęskniłeś?
      Podsiadlik mruknął i poczuł się cokolwiek błogo. Bał się, że źródło zapachu jest
      tylko kacową marą senną, ale nie; było zbyt realne, gdy pocałowało komisarza
      gorąco i namiętnie.
      Jednak zamiast kolejnych pocałunków, rozległ się szelest.
      - Przywiozłam ci coś.
      Do feerii zapachów dołączyła woń białej z rodzynkami.

      KONIEC


      ***
      Ałtorka chciałaby niniejszym podziękować:
      Jego Emanacji Prezydentowi Wilsonowi – za wyśledzenie wiadomej informacji i
      założenie wątku
      Jocie.40 – za podtrzymywanie na duchu i komentarze
      Donkejowi vel Królowej Marysieńce – za wątki kulinarne i merytoryczne
      Griszy – za wnikliwe analizy i sugestie
      Zurdowi – za swawolne interpretacje i doniesienia z terenu
      Rorvikom – za pomysły, kibicowanie i dopytywanie się
      R. – za asertywne reagowanie na próby katowania niniejszą tfurczością
      J. - za gruszkówkę i ambitne próby przebicia się przez ten wątek
      oraz:
      wszystkim czytaczom i komentowaczom, ekipie konferencyjno-makaowej z PraCoVni
      (ze szczególnym uwzględnieniem Św., Lam. i Q), panom śmieciarzom grasującym na
      Próchnika, czynnikom wywrotowym i nadprzyrodzonym, wiewiórce z parku Żeromskiego
      i czternastu czekoladom ukrytym w pewnej lodówce na VII kolonii WSM.
      • Gość: rorvik Re: Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie - Epil IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.12.06, 00:07
        Szanowna Ałtorko,
        Ponieważ mamy jako pierwsi okazję skomentować ten, mimo wszystko, smutny koniec
        /no bo ... koniec/ piszemy co następuje:
        Pełni podziwu dla energii, tudzież pałera przez będącą/ego w posiadaniu
        Szanownej Ałtorki jesteśmy.
        Jakże piękne okazało się zakończenie, w którym Podsiadlik odnajduje spokój ducha
        i pojawia się w końcu z dawna wyczekiwana /toć taki czas teraz mamy/ stażystka,
        pensjonarka, czy posiadaczka nóżek. Zazdrościmy.
        Jednakże w zakończeniu kryje się także perfidne zaproszenie do dyskusji o tym,
        co nastąpiło po odwinięciu do końca "białej z orzechami". Czy błogostan został
        utrzymany?

        Domagamy się jednoznaczej odpowiedzi w postaci epilogu epilogu!!

        D i r

        PS Po natchnienie do kolejnej powieści zapraszamy do nas, na Pragę pełną
        nieodkrytych tajemnic i fabryki Wedla /tj Cadbury:(/
      • Gość: Grisza Z kim spedzil noc Eustachy Podsiadlik? IP: *.mnhelse.net 21.12.06, 08:26
        Autorka postanowila wywinac sie siankiem i nie ujawnila tozsamosci tej
        osoby.Sadzac po wlosach pachnacych mieta i na tyle dlugich, ze mogly ulozyc sie
        na poduszce nie byla to raczej przedszkolanka, bo ta jako ognista brunetka ma
        wlosy raczej krecone, a takie nie ukladaja sie na poduszkach. Z drugiej strony
        kwiatowy zapach nie pasuje jakos do stazystki, bo ta jako dziewczyna na wskros
        nowoczesna uzywa raczej ostrzejszych perfum.Znow biala czekolada na kaca, to
        raczej moglby byc tylko jeden z chybionych pomyslow przedszkolanki.No i
        dramatyczne pytanio-stwierdzenie "... a wiec wrociles ? ... " niepasuje do
        zadnej z wymienionych pan. Czyzby Autorka kazala Eustachemu konsumowac byla
        zone? To mogloby nawet do niej pasowac, bo widac, ze w mieszkaniu na Platniczej
        czuje sie literalnie jak u siebie w domu.Przylaczam sie do glosu z poprzedniego
        postu; niezbedny jest epilog epilogu.Wesolych i Zdrowych Swiat Autorce i
        wszystkim czytelnikom i komentatorom powiesci.
        • donkej Re: Z kim spedzil noc Eustachy Podsiadlik? 21.12.06, 11:47
          Griszo, a cóż złego w sianku? Wszak tu już tuż tuż Boże Narodzenie:)
          No i gdzie Ty w tej powieści znalazłeś
          > dramatyczne pytanio-stwierdzenie "... a wiec wrociles ? ... "
          ?????

          A poza tym, doprawdy, czemu komisarz miałby być motylkiem, co to z kwiatka na
          kwiatek? Czemuż to wierność małżeńska jest Ci taką solą w oku ? :-PPPP
          • donkej Re: Z kim spedzil noc Eustachy Podsiadlik? 21.12.06, 11:52
            Aha - z tego wszystkiego zapomniałam podziękować umiłowanej Ałtorce.
            Za błyskotliwość, głębie, ukryte sensy, ogólną radość czytania no i za
            podziękowania!

            Za poczucie humoru, które nasz honor ratuje na tym forum.

            Wszystkim, którzy się tu pojawiają - wszystkiego najlepszego!


            Żoliborz to stan ducha!
            • Gość: Grisza Re: Z kim spedzil noc Eustachy Podsiadlik? IP: *.mnhelse.net 21.12.06, 12:41
              No to ona mowi, ze wrocila, co na jedno wychodzi.Wiernosc malzenska wobec
              bylych zon jest jak najbardziej wskazana, tylko bardzo nie lubia jej zony
              obecne.Ale coz jak sie bierze faceta z drugiego obiegu.Pozdrowienia i moc
              zyczen swiatecznych.
              • Gość: rorvik Re: Z kim spedzil noc Eustachy Podsiadlik? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.12.06, 12:58
                Grisza, sugerujesz że Podsiadlik jest rozwiedziony? Hmmm ciekawa koncepcja,
                warta przedyskutowania....
                Toć przecież jego cokolwiek zgorzkniały stosunek do Świata i Żoliborza musi mieć
                jakieś źródło...

                r
              • jota.40 Re: Z kim spedzil noc Eustachy Podsiadlik? 21.12.06, 13:16
                Facet z drugiego obiegu jakże często lubi wrzucić trzeci, a nawet czwarty bieg i
                hulaj dusza, piekła nie ma. Znamy to, znamy. Muszę tu wyznać, że niezwykle ujęła
                mnie ta tajemnicza i pełna niedopowiedzianych słów scena. Bo cóż bardziej cenimy
                w lietarturze, niż owe niedopowiedzenia? W nich cały sznyt, majstersztyk oraz
                pożywka dla wyobraźni!!! Włosy, pachnące delikatnie miętą i rozkoszny pocałunek
                sugerują coś bardzo, ale to bardzo smakowitego. Nie wiem, dlaczego - nasunął mi
                się obraz kobiety w wieku balzakowskim (po trzydziestce znaczy, jakby kto nie
                znał Balzaka), lekko rudowłosej. Tak! Do tego wdzięczne, szare oczy, raczej
                szczupła postać, wolny zawód - zero budżetówki!! Częste wyjazdy służbowe. Ona po
                prostu wróciła z długiej delegacji do Marsylii!
                Poza tym - biała była z rodzynkami, nie z orzechami i z pewnością Eustachy
                schował ją pod poduszkę - jest bowiem mężczyzną wrażliwym i dobrze wychowanym.

                Wypada mi nadmienić, że nie wyobrażam sobie, co teraz poczniemy bez naszej
                powieści? Chyba napiszemy dalszy ciąg. Wzorem Mankella. Mamy naszego Eustachego
                i nie porzucimy go tak szybko! Mało to afer na Żoliborzu?? Możemy akcję umieścić
                w wyludnionej Kotłowni, zakamarkach kina Tęcza albo zgoła w podziemiach teatru
                Komedia. Nasuwa się jakiś powazny wątek. Trup. Może trup stażystki?...

                I ja skromnie spuszczam oczy, dziękując za podziękowania. Oczywiście nie ma za
                co. Miotam się między kruchymi ciastami, bigosem, śledzikami (polecam z cebulką,
                tartym jabłkiem i gęstą, kwaśną śmietaną - pycha!), więc już tylko ślę moc
                serdeczności dla wszystkich zaprzyjaźnionych Czytaczy Wiadomego Wątku z okazji
                świąt i pozostaję w niecierpliwym oczekiwaniu na poświąteczną konferencję!
                • wilson05 Re: Z kim spedzil noc Eustachy Podsiadlik? 21.12.06, 20:56
                  > pozostaję w niecierpliwym oczekiwaniu na poświąteczną konferencję!
                  ktora odbedzie sie w czwartek 28.12. w Pracovni - to tak dla przypomnienia :)
                  • Gość: Grisza O ktorej odbywaja sie konferencje ? Pilne!!! IP: *.mnhelse.net 22.12.06, 09:05
                    • Gość: rorvik Re: O ktorej odbywaja sie konferencje ? Pilne!!! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.12.06, 09:49
                      Zwykle około 20.30.

                      r
                      • donkej Re: O ktorej odbywaja sie konferencje ? Pilne!!! 27.12.06, 12:22
                        Tylko, żebyśmy z tego wszystkiego nie zapomnieli zrobić rezerwacji...
                        Mogę ja to dziś zrobić, tylko, żebym się z nikim nie zdublowała.
                        • jota.40 Re: O ktorej odbywaja sie konferencje ? Pilne!!! 27.12.06, 13:09
                          To zrób na tę 20.30! Lepiej więcej rezerwacji, niż mniej!
                          • donkej Re: O ktorej odbywaja sie konferencje ? Pilne!!! 28.12.06, 01:06
                            Verbum caro factum est - rezerwacja wykonana
                            • Gość: weterynarz prawa Re: O ktorej odbywaja sie konferencje ? Pilne!!! IP: *.chello.pl 28.12.06, 17:51
                              Homo frugi omnia recte facit
                              • wiedzmin11 Spoznione podziekowania dla autorki 05.01.07, 13:16
                                jak rowniez najlepsze zyczenia noworoczne dla wszystkich forumowiczow.
                                Dziekuje za dobra zabawe, swietna powiesc pelna zaskakujacych sytuacji, tak jak
                                i samo zakonczenie. Eustachy moze byc facetem po przejsciach, szukajacym
                                pocieszenia w Jedynej, ale z pewnoscia pozostajacy wiernym tej jedynej, tak jak
                                Donkej, jestem za wiernoscia w malzenstwie... Chwilowa przerwa w zyciorysie,
                                moze calkiem pozytywnie wplynac na losy Eustachego i jego zwiazku. To dobre
                                zakonczenie.
                                Masz racje Jota, w zyciu bywa roznie, ale wrzuca sie nastepny bieg, no i, moze
                                nie hulaj dusza, to mi nie za bardzo pasuje do postaci Eustachego, a mysle, ze
                                to facet rownie wrazliwy jak ja, zwyczajnie zyje sie dalej, unikajac kaca
                                morala. Mysle, ze takiegoz mozna sie nabawic pozostajac wiernym wszystkim bylym
                                zonom, (nie smiem nawet pomyslec o "konsumowaniu"), a tym samym najwyrazniej
                                poniewierajac obecna. No chyba, ze nie ma sie zadnego morale, Eustachy jest
                                tez na to zbyt uczciwy. Czy zgodzicie sie ze mna mile Panie? Jaki sens mialaby
                                wtedy instytucja pt. "malzenstwo"? Zadnego.
                                Zakonczenie powiesci, jest bardzo zapraszajace do ciagu dalszego. Mozliwe, ze
                                szanowna Autorka zateskni za barwna postacia Eustachego i ozywi go w nastepnych
                                odcinkach. Czego sobie i wszystkim zycze, jeszcze raz serdecznie pozdrawiajac.
                                • jota.40 Re: Spoznione podziekowania dla autorki 05.01.07, 14:53
                                  Oj, bardzo mi tęskno do Eustachego, nie zważając na jego nikotynizm i kryzys
                                  wieku średniego!... Pusto bez niego na forum, w kółko tylko metro i boiska, ile
                                  można... Trzeba z tym coś zrobić. Może powieść, pisana wspólnie, hę?
                                  • Gość: weterynarz prawa Re: Spoznione podziekowania dla autorki IP: *.chello.pl 05.01.07, 18:21
                                    A ja z rozpaczy napisałem sprawozdanie ze wznowionej drugiej Sesji Rady
                                    Dzielnicy Żoliborz.
                                    Choć muszę przyznać, że miałem chwilę radości, gdy jeden z zastępców naszego
                                    burmistrza oświadczył podczas swej autoprezentacji podczas Sesji, iż
                                    zwodociągował 70% Kobyłki. Zuch!

                                    Pozdrawiam

                                    • alfa66 Re: Spoznione podziekowania dla autorki 06.01.07, 09:48
                                      Na to forum weszłam przypadkiem i przyznaję, że przeczytałam tylko epilog
                                      powieści. Ale zwróciłam uwagę na wypowiedź Griszy i w związku z tym mam pytanie
                                      do forumowiczów:

                                      Czy nie uważacie, że mężczyzna , który jest żonaty np. po raz piąty i wszystkim
                                      swoim żonom jest wierny ma po prostu harem!!! :)
                                      A co z żonami z odzysku, czy one też powinny być wierne pierwszym mężom? :)
                                      Czy nie mielibyście nic przeciwko temu, żeby wasze żony z odzysku (gdybyście
                                      takowe mieli ) – to do męskiej części forum – były wierne swoim pierwszym mężom?

                                      Pomysł ze wspólnym pisaniem powieści bardzo interesujący, biorę się za jej
                                      czytanie od początku :)

                                      Pozdrawiam wszystkich
                                      • jota.40 Powieść - reaktywacja! 06.01.07, 15:02
                                        ... to mój postulat na mżawki i zawieruchy! Bałwana nie idzie ulepić, na sankach
                                        mogę sobie co najwyżej przysiąść w piwnicy, smętnie dumając nad zagadkami
                                        pogody... W końcu musimy mieć jakieś przyjemności w życiu, proszę zatem
                                        stanowczo Ałtorkę, aby wypowiedziała się jasno i stanowczo:

                                        - czy planuje drugi tom przygód Eustachego?
                                        - czy planuje nową powieść w wydaniu wirtualnym?
                                        - czy, ogarnięta kryzysem twórczym, przychyla się raczej do utworu pisanego
                                        wspólnie?

                                        Trzeba coś ustalić. Może to być motywem przewodnim poniedziałkowej konferencji.
                                        Z kronikarskiego obowiązku spieszę dodać, że na spotkaniu międzyświątecznym
                                        kolejni dwaj bywalcy naszego forum wyłonili się z internetowej anonimowości:
                                        Grisza i Weterynarz prawa!!! Miłe to było przeżycie, chociaż przemknęli przez
                                        PracoVnię szybciej, niż błysk gromu...

                                        Alfo66, czeka Cię miłe, długie popołudnie przed monitorem ;))). Oczywiście,
                                        jeśli dasz radę dobrnąć do końca. Co do wierności pozwalam sobie stwierdzić, że
                                        nie da się mieć kolejnego męża/żony, dochowując wierności poprzednim. Chyba, że
                                        jest to białe małżeństwo, związek dusz, czysta relacja mistyczna...
                                        • sierzant.podsiadlik Re: Powieść - reaktywacja! 06.01.07, 15:21
                                          Ja, ałtorka, oświadczam co następuje:
                                          Powieść forumowa przednim pomysłem jest - tym bardziej, że u mnie z czasem jak
                                          zwykle średnio, zaś skrobanie sobie na boku drugiego tomu przygód w niczym tej
                                          idei nie przeszkadza.
                                          Ale pozwolę sobie na interwencję autorską; tzn. ja napiszę pierwszy odcinek, zaś
                                          ogólnym warunkiem jest to, że Eustachy nie będzie głównym bohaterem (ale może
                                          być drugoplanowym, na ten przykład).

                                          Pasi?
                                          • jota.40 Re: Powieść - reaktywacja! 06.01.07, 21:19
                                            Dawaj!!!!...
                                            • Gość: weterynarz prawa Re: Powieść - reaktywacja! IP: *.chello.pl 06.01.07, 21:47
                                              W razie czego służę, w rezerwie trzymanym, jesienno psychologicznym studium nudy
                                              z mottem pana Antoniego Słonimskiego z dnia 15 maja 1932 r.
                                              Cytuję: "W ogóle moja nie lubić, jak być mnóstwo za bardzo aktów i mnóstwo za
                                              mało do powiedzenia".

                                              Pozdrawiam
                                              • Gość: rorvik(i) Re: Powieść - reaktywacja! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.07, 22:31
                                                W takim razie domagam się aby rolę pierwszoplanową otrzymał Bajorek wspierany
                                                oczywiście przez duet stażystka - przedszkolanka!!!

                                                BTW
                                                Wczoraj w Wawrze policja zatrzymała złodzieja który próbował wynieśc ze sklepu
                                                bodaj 6 czekolad! Szczegóły w dzisiejszym dodatku Stołecznym Gazety Wszystkich
                                                Polaków!

                                                PS. Czyżbyśmy mieli pra-początek?? :D
                                                • sierzant.podsiadlik Re: Powieść - reaktywacja! 07.01.07, 00:07
                                                  Tak i jeszcze dzielny policjant bodaj z ochrony dyplomatycznej, co to wyskoczył
                                                  sobie po żarcie do sklepu, zauważył podejrzanego i zatrzymał na gorącym uczynku.
                                                  Mierzwa awansował???
                                                  • alfa66 Re: Powieść - reaktywacja! 09.01.07, 19:21
                                                    Dobry pomysł z umieszczeniem powieści na jednej stronie.
                                                    Ale gdzie cd? :(
                                                    Czy pomysł reaktywacji i wspólnego pisania spalił na panewce? :((
                                                  • jota.40 Re: Powieść - reaktywacja! 10.01.07, 00:10
                                                    Nie spalił, nie spalił, tylko Ałtorka poczuła się za mało zachęcona - twierdzi,
                                                    że moja zachęta to za mało ;>>. Taka ona jest. Warunki stawia, a potem pisać nie
                                                    chce!... Zołza.
                                                  • Gość: weterynarz prawa Re: Powieść - reaktywacja! IP: *.chello.pl 10.01.07, 00:39
                                                    W związku z tym, że mamy ostatnią chwilę przed poznaniem dalszych losów
                                                    bohaterów utworu znakomitej Ałtorki, pozwalam sobie, wobec braku sprzeciwu na
                                                    forum umieścić mój jakiś początek. Sądzę, że na tle mojego początku, tym
                                                    jaśniej przebiegać perypetie Eustachego, Mierzwy i pani Przedszkolanki.
                                                    Nie będę miał też nic przeciwko, jeżeli opiekujący się tym forum szybko ten post
                                                    wykasuje, gdyż uzna, że to zaśmiecanie forum. To ja proszę z góry o wybaczenie.
                                                    No to zaczynam.
                                                    Tytuł:
                                                    Refleksy odbicia czyli subiektywny patchwork końca obchodów Święta Dzbanowego w
                                                    świecie zmyślonym.

                                                    Prolog
                                                    8.00 a.m.
                                                    Nudzić się, na samą o tym myśl robi się niedobrze! Próba złagodzenia nudy
                                                    poprzez wizualizację defragmentacji twardego dysku komputera, na nic by się tu
                                                    pewnie zdała. O gdybyż choć mieć pod ręką do dyspozycji komputer! A jeszcze
                                                    powalczyć sobie z wirusami komputerowymi, to ci dopiero byłaby frajda. Jeżeli ma
                                                    się podejrzenia, co do własnego myślenia, pozostaje zmierzenie się z czymś na
                                                    kształt wirusów, ale w swojej pamięci. Nudzić się w Państwowym Instytucie
                                                    Badawczo-Rozwojowym to okropność. A klepsydrę z przesypującym się piaskiem, co i
                                                    rusz trzeba i tak służbowo odwracać w tej zdigitalizowanej rzeczywistości!
                                                    To nudzenie się przekształcało się u mnie w mniejszą lub większą nudę. Nuda,jako
                                                    specyficzny stan świadomości, pojawiała się, to znikała. Stawała się jednak z
                                                    każdym dniem intensywniejsza, bardziej dolegliwa, uporczywa, i ewoluowała. Na
                                                    początku było tylko bagatelizowane przeze mnie:
                                                    "Ta onta(1) onta onta ta!" [1. ta onta - byt]
                                                    W pełnym rozwinięciu swej ekspresji pojawiła się zaś ona u mnie, zaledwie dwa
                                                    razy w życiu. Był to nieprzyjemny stan psychiczny. Po raz pierwszy zaistniał
                                                    podczas mych rozmyślań o rozmyślaniach, czy truskawki po wybuchu elektrowni
                                                    atomowej w Czarnobylu będzie można jeść. O tym drugim razie, będzie później.
                                                    Rozległo się wtedy:
                                                    "Ta onta onta onta ta!"
                                                    Czym głośniej biją w bęben(2) bum tralala,
                                                    tym głośniej słychać bum tralala![2. nie chodzi tu o żaden bęben stworzenia]
                                                    Czy to bębnią o blat palce mojej lewej dłoni, czy prawej(3)? [3. można nie
                                                    tylko, jak Ludwik Wittgenstein oglądać swoje ręce, ale i słuchać bębnienia
                                                    palców o blat... I rozmyślać o transcendensach]
                                                    Czy to nie dobija się, aby w mojej głowie do czasu realnego czas zmyślony?
                                                    Czyżby nastąpiło w mych myślach sprzężenie tych czasów? A co z dwudziestoma
                                                    leżącymi przede mną czekoladami E. Wedel? Czy nie nastąpiło także wymięszanie
                                                    pamięci z czasu z tą związaną z czasem zmyślonym?
                                                    I to jak! Z całą jakąś orkiestrą dętą służącą za oprawę.
                                                    Może to być nawet ciekawe, takie wpuszczenie czasu zmyślonego do czasu realnego.
                                                    Ale czy bezpieczne?
                                                    Obejmę dłońmi głowę! Wykontemplowałem ostatkiem świadomej kontemplacji. Omacałem
                                                    ją - żadne ostrze siekiery w niej nie tkwiło(4) - to dobrze![4. ale odczuwałem
                                                    coś, jakby "Le tentazioni dell dottor Antonio" (Federico Fellini)]
                                                    Pomimo zatkania uszów, rozleganie się nie zanikało. Jego źródło nie było na
                                                    zewnątrz mej głowy i uszy nie miały tu znaczenia, czy zatkane były, czy nie.
                                                    Aha! W międzyczasie w jakiś przedziwny sposób zniknęło tych dwadzieścia czekolad.
                                                    Muzo przybywaj! Wtedy zacząłem przekraczać stan kontemplacji. Spróbujemy napisać
                                                    prawie traktat w postaci literackiegi patchworku o czasie zmyślonym. Spróbujemy
                                                    przejąć tę formę ze sztuk pięknych, umiejscawiając ją w literaturze między
                                                    epiką, liryką i dramatem. To już była transkontemplacja, zmierzająca poza to, co
                                                    znane. Mam przeczucie, iż taka eksperymentalna forma dla prawie traktatu będzie
                                                    najodpowiedniejsza. Utrwalimy go tym sposobem w naszym czasie realnym!
                                                    Poszukajmy kanwy dla niego, rozepnijmy na niej tkaninę i poprzyszywajmy do niej
                                                    trochę różnorakich łat, odpowiadających fragmentom zdarzeń z innego czasu, które
                                                    chcemy by w ten sposób trwały. A nawet ich fragmenciki.
                                                    Kto, tak hałasuje? Czyżby to strumień świadomości płynący z czasu zmyślonego?
                                                    Tak, ktoś się z niego drze, i to jak drze, się wydziera, że jest Ich
                                                    Monumentalnością Wydźwiękuszem Steńkulą, inni zaś, że Pieczychwałem Ciompą,
                                                    Birkucją, Klumpcją, Gwincją...
                                                    Co to za ludzie? - niebezpiecznie jest kogoś wpuszczać i zamykać w prawie
                                                    traktacie, jeżeli się go nie zna. Tym bardziej niebezpiecznie, jeżeli nie
                                                    wyjaśniło się, gdzie podziała się czekolada.
                                                    Co to za strumień świadomości, który z wrzaskiem wymusza swą zmianę w
                                                    chlastające biczem świadomości zdarzenie w czasie realnym - w prawie traktat?
                                                    Czy to ma być, jak z bicza trzasnął(5)? [5. Czy takie urealnienie nie jest
                                                    trudniejsze, niż przetłumaczenie na przykład wiersza Bolesława Leśmiana "W
                                                    malinowym chruśniaku..." przez wielkiego poetę Vencovę na język litewski?]
                                                    Będzie to zapewne prawie traktat, bo uprzednio, zanim zaczniemy próbować omawiać
                                                    kwestię, bądź kwestie prawie traktatu, nie ustalimy sobie ściśle czego ma on
                                                    dotyczyć, no bo skąd niby mamy wiedzieć, kim są ci, którzy się tak dobijają.
                                                    Unikniemy w ten sposób możliwości postawienia pytania przewodniego, bądź pytań
                                                    prawie traktatu - nieprawidłowo. Nieprawidłowo, to znaczy takiego postawienia,
                                                    które nie zawiera rzeczywistego, bądź będącego choćby tylko modelem
                                                    rzeczywistego sensu sposobu rozglądania się - uniemożliwiającego odpowiedź.
                                                    Uniemożliwiającego odpowiedź, choćby na pytanie, kim jest chociażby, ten
                                                    wspomniany Ich Monumentalność Wydźwiękusz Steńkula.
                                                    Ominiemy też problemy związane z bytowaniem w bycie, które jednak w ramach
                                                    służbowego bytowania w czasie realnym dają o sobie jednak znać za pośrednictwem
                                                    zaimka zwrotnego "się", który wyręcza nas zbyt często w podejmowaniu
                                                    odpowiedzialnych decyzji - w czasie zmyślonym po prostu - zmyśla się. I nie jest
                                                    to takie malutkie "się", ale wielkie "SIĘ" dostosowane do rozmiarów zmyślania i
                                                    możliwości tego, któremu zmyśla "się".
                                                    Zaczniemy prawie traktat bez logicznego pierwszego pytania, którym powinno być
                                                    pytanie odpowiednio zadane (wniosek- kto nie zada pierwszego pytania, nie
                                                    otrzyma tez na nie żadnej odpowiedzi, czy to fałszywej, czy to prawdziwej, czy
                                                    to formalnie sensownej, czy to formalnie bezsensownej), ani nie obiecamy
                                                    logicznego powiązania kolejnych fragmentów - choć każde z nich będzie ważne i
                                                    będzie próbowało pretendować do miana odpowiedzi na pierwsze pytanie, którego
                                                    wszak nie zadamy. Fragmenty w ten sposób będą konkurować ze sobą. Które zaś się
                                                    da, to pozszywamy w patchwork. Ważne będzie na jakiej kanwie będzie rozpięta
                                                    tkanina patchworka, by nie zwisała bezwładnie i się nie fałdowała, ale była
                                                    przyjazna dla łat.
                                                    W patchworku najważniejsze są łaty, nie szwy. Rolę szwów będzie pełnił -
                                                    czas(6), który spróbujemy odtworzyć [6. Anaksymander by się uśmiał ze swoim
                                                    sędzią czasu!]. Wiadomo też, że czas realny inaczej biegnie niż zmyślony - czy
                                                    ktoś ma wątpliwości.
                                                    Tak skonstruowany patchwork, co jest jego zaletą, pozwala na ogtarnięcie w
                                                    jednym mgnieniu oka, naraz wielu fragmentów zdarzeń. Przez "mgnienie oka" należy
                                                    rozumieć moment, który nastąpi po przeczytaniu tekstu, kiedy ogarniemy jako
                                                    wymięszaną całość, treść w nim zawartą i dostrzeżemy refleksy odbicia na tym
                                                    patchworku {niektórzy mogą zamiast tego dostrzec "cienie na cieniach".(0) [0.
                                                    Baigai ładnie je przedstawił]}
                                                    Może pod jego wpływem, wtedy ktoś sobie pomyśli "jestem i myślę" albo wywoła u
                                                    niego stan katalepsji, katharsis, iluminacji lub jeszcze jakieś katatonie.
                                                    Nie będzie także fragmentów wiązać proces dopytywania, ani też nie zakończymy
                                                    tego napisania w logicznym momencie, ale w wygodnym ze względu na oczekiwane
                                                    mgnienie oka. Chyba że, pojawią się białe myszki wcinające czekoladę. To wtedy
                                                    trzeba wiadome zrobić - chaps za tabliczki!
                                                    Jedynym spoiwem prawie traktatu ma być dobry smak w uleganiu rozmowie z tekstem,
                                                    nie podejmowaniu zaś rozmowy z tekstem, który to smak zapewni przyjemność
                                                    spotkania z sylabotokiem, słowotokiem i myślotokiem, napędzającymi wirowanie
                                                    naszych widnokręgów odczuć w ramach naszej jedności istnienia - którą również
                                                    będziemy zeszywać, oddając się przy tym twórczemu
                                                  • jota.40 Re: Powieść - reaktywacja! 10.01.07, 09:56
                                                    Masz ci los!... Od czasu zakończenia studiów nikt chyba nie zmusił mnie do
                                                    przestudiowania z uwagą tekstu tak hermetycznego z punktu widzenia
                                                    semantycznego!! Weterynarzu, zawyżyłeś nam poziom!! Co my teraz, biedne żuczki,
                                                    mamy pisać? Zwłaszcza, że trudno wyczuć, czy tekst urwany jest celowo ("oddając
                                                    się przy tym twórczemu"...), czy też zakończenie buja teraz w ciężkiej od
                                                    elektronicznych partycypacji przestrzeni wirtualnej.
                                                    Wzruszyły mnie natomiast te rozmyślania o truskawkach po Czarnobylu.
                                                  • Gość: weterynarz prawa Re: Powieść - reaktywacja! IP: *.chello.pl 10.01.07, 13:45
                                                    Tekst został rzeczywiście przerwany. I jeżeli można, to tekst nie jest wcale
                                                    hermetyczny tylko apolliński i został napisany z myślą o Ałtorce, byśmy coś
                                                    nowego przeczytali o Eustachym, Mierzwie i pani Przedszkolance w najbliższym
                                                    czasie, bo na razie cisza. Nie należy mojego pisania traktować , jako próby
                                                    wywarcia jakiejkolwiek presji na Ałtorkę, ale dobrze by było gdyby coś napisała.
                                                    Doceniam przy tym tych którzy przebrnęli przez kawałek mojego tekstu. Wiem
                                                    bowiem, co to znaczy zmierzyć się z czymś o wiele trudniejszym, a mianowicie z
                                                    "W poszukiwaniu straconego czasu".
                                                    Błagam Ałtorkę o dalszy ciąg Jej tekstu i chylę przed Nią czoło.


                                                    Pozdrawiam
                                                  • wiedzmin11 Re: Powieść - reaktywacja! 10.01.07, 14:17
                                                    Oj tak, ciezko byloby tu cos dopisac. Sam Altor, wydaje sie, padl z
                                                    wycienczenia :)) Ciebie Jota wzruszyly truskawki po Czernobylu, mnie ruszyl
                                                    patchwork. Malzonka zaczela wlasnie skladac takowy, z duza niechecia patrzylem
                                                    na ten balagan. Kawalki zycia...hmm, ciekawy pomysl. Skromnie dolaczylem do
                                                    projektu, to bedzie bardzo osobisty patchwork. Dzieki Ci weterynarzu. Teskno
                                                    jednak za skacowanym i po Wedlowskiej Eustachym i innymi...
                                                  • Gość: weterynarz prawa Re: Powieść - reaktywacja! IP: *.chello.pl 13.01.07, 00:56
                                                    Co do truskawek, to zanosiło się je do pań, które przygotowywały próbki w celu
                                                    pomiaru radioaktywności. Do pomiaru wystarczała tylko niewielka ilość materiału
                                                    biologicznego. Panie jednak zadowolone były, gdy przynoszono całe łubianki
                                                    truskawek i koniecznie smacznych. Jeżeli wszystko było w porządku, to zawartość
                                                    łubianki przez zakład radiologii była zjadana.
                                                    Zakład radiologii dokonał w tym czasie ciekawej obserwacji, a mianowicie badając
                                                    promieniotwórczość podgrzybków zebranych na terenach skażonych stwierdził, że
                                                    ogonki grzybów były mniej więcej dziesięciokrotnie bardziej promieniotwórcze niż
                                                    kapelusze.
                                                    Autor trzyma się nieźle, bo został pokrzepiony hojnie w zakresie ortografii na
                                                    pewnym "chojnym" forum. Jeżeli jest zapotrzebowanie na kontynuacje tekstu, to
                                                    proszę bardzo.
                                                    Klimat jest sprzyjający. W przewodach wentylacyjnych huczy wiatr, krople deszczu
                                                    bombardują szyby, w powietrzu unoszą się woreczki foliowe - można pisać, pisać,
                                                    pisać. Albo też smacznie spać!
                                                    W tych samych okolicznościach co Wiedźmin 11 próbowano mi wytłumaczyć tajniki
                                                    patchworku. Ta sama sympatyczna Brunetka, w tym samym czasie zarażała mnie
                                                    zachwytem dla syntezatora Mooga.
                                                    Pozdrawiam

    • Gość: Grisza Reaktywacja IP: *.mnhelse.net 11.01.07, 14:27
      Moc pozdrowien dla uczestnikow konferencji z dn. 28.12.2006.
      Jestem okropnie zajety, ale podoba mi sie pomysl dalszego ciagu
      powiesci.Powiesc wzieta z zycia Zoliborza, z wartka akcja toczaca sie wsrod
      naszych ulic z pewnoscia podniesie na duchu w dlugie zimowe wieczory.W takiej
      powiesci moga pojawiac sie smaczne konfitury z goraca herbatka, prawi mezczyzni
      o wyrazistych charakterach i dumnie podniesionym czole, ciekawe kobiety o
      niebanalnej urodzie i subtelnej inteligencji bez sklonnosci do intryg, grzeczne
      dzieci w dobrze skrojonych mundurkach szkolnych.Mozna wspomniec o dobrze
      wyposazonym bufecie w PraCOVni, czy o interesujacym przedstawieniu w Teatrze
      Komedia.Jednym slowem, to powinna byc powiesc o nas i dla nas.Powiesc dla
      dziatwy Zoliborza, Marymontu i bliskich Bielan.Powyzsze poddaje pod rozwage i
      jeszcze raz pozdrawiam.
      PS u mnie spadlo dzis 3 mm sniegu i jest -0 st.
      • jota.40 Re: Reaktywacja 11.01.07, 15:19
        Grisza, serdecznie witamy, widzę żeś z powrotem sprawny internetowo ;)).
        Popieram w pełni Twe postulaty. Dla dziatwy. O nas i dla nas. Miejmy nadzieję,
        że Ałtorka zlituje się nareszcie i dostarczy nam na pastwę umówiony, pierwszy
        odcinek!! Inaczej przyjdzie się zrewoltować i pisać chyłkiem, na boku, powieść
        anarchistyczną, za to - powiedzmy - o Bródnie.
        Acha - i przy całym sentymencie do powyższego wątku - wydaje mi się, że nowy
        utwór powinien być jednak w nowym, prawda?...
        • sierzant.podsiadlik Re: Reaktywacja 11.01.07, 15:43
          Bądźcie czujni!
          • sierzant.podsiadlik Re: Reaktywacja 13.01.07, 15:50
            Oto jest prolog. Szczegóły tu:
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=296&w=55456015

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka