Gość: palker
IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl
26.06.02, 21:35
W dzisiejszej "Rzepie" ukazał się się dzisiaj taki artykulik:
SPALARNIA Do każdej tony miasto dopłaca od 160 do 220 zł
Śmierdzący prezent dla Warszawy
Spalanie nie jest ani tanim, ani bezpiecznym rozwiązaniem. Nie likwiduje gór
śmieci, a tylko zmniejsza ich objętość - zamieniając je w bardziej toksyczne
odpady w postaci żużli, pyłów, spalin i ścieków.
Niestety, decyzją władz stolicy powietrze nad miastem "wzbogaciło się" o
dziesiątki tysięcy ton spalin, tony pyłów zawierających chlorowodór, metale
ciężkie, furany i dioksyny. Obecnie warszawska spalarnia śmieci wraz z
przyległościami - kompostownią i produkcją granulatu - nazywa się Zakładem
Unieszkodliwiania Stałych Odpadów Komunalnych, w skrócie ZUSOK, i nadal nazwa
jest daleka od prawdy.
Spalarnia Zabraniecka od początku była przykładem niekompetencji. Kosztowała
setki milionów złotych i wciąż jest daleka od doskonałości.
Sama lokalizacja jest najgorsza z możliwych, gdyż mieści się w klinie
napowietrzającym stolicę. Wokół znajdują się bagna i tereny podmokłe.
30 marca 2000 r. uruchomiono próbne spalanie. W lipcu odpadła izolacja
wewnętrzna. Potem okazało się, że przekraczane są normy skażeń niektórych
metali ciężkich.
Kiedy prezydent Święcicki naśmiewał się z ekologów blokujących budowę spalarni,
niewątpliwie wiedział, że w Polsce nie ma norm ilościowych na emisję dioksyn.
Nie ma ich zresztą do dzisiaj. Po licznych protestach antyspalarniowych władze
Warszawy zobowiązały się do respektowania normy niemieckiej, zezwalającej na
100 tys. razy mniejszą ilość dioksyn w m sześc. (czyli 0,1 nanograma na m
sześc.).
Problem w tym, że nie ma w Polsce nowoczesnej dokładnej aparatury, by
stwierdzić przekroczenia tak małych ilości. Monopolistą na rynku jest
Politechnika Krakowska, słono sobie licząc za usługi. Jednorazowy pomiar emisji
dioksyn kosztuje od 150 do 200 mln starych złotych. Uniemożliwia to rzeczywistą
stałą kontrolę emisji zanieczyszczeń. Z uwagi na wysokie koszty, badania
dioksyn wykonuje się 2 razy do roku.
O zamiarze przeprowadzenia kontroli zakład kontrolowany musi być powiadomiony
przynajmniej 24 godziny wcześniej. Nieznanych substancji w produktach spalania
jest około 1000 i nikt ich nie bada.
Według mgr. inż. Janusza Naumienki, zastępcy dyrektora ds. produkcji w ZUSOK,
do dnia dzisiejszego spalono ponad 40 tys. ton śmieci.
Do każdej tony miasto dopłaca od 160 do 220 zł. Produkuje się zaśmiecony i
cuchnący kompost wywożony na wysypiska śmieci i geodur, czyli mieszankę
popiołu, pyłów, cementu i żużla ze szwajcarską domieszką o nieznanym składzie.
Kosztownym efektem tej technologii jest produkt podobny do mielonego pumeksu,
granulat, który wywożony jest na wysypisko odpadów toksycznych w Zgierzu.
O spalarni śmieci ZUSOK świadczy jej bezpośrednie otoczenie. Od mieszkańców
Kawęczyna wielokrotnie otrzymywałem zaproszenia, by obejrzeć teren między
spalarnią a Elektrociepłownią Kawęczyn.
Spacer swój zacząłem ulicą Strażacką. Wszędzie góry śmieci. Tony gruzu,
plastiki, worki z nieokreśloną treścią. Im bliżej spalarni, tym śmieci więcej.
Beczki, worki, ścinki, popioły - znaleźć tu można wszystko. Setki butelek,
kolorowe czasopisma, zgniłe ubrania i odpady szpitalne. W pobliskim kanałku
przerdzewiałe beczki z żółtą substancją. Obok miejsce po wielkim ognisku. Znowu
gruz, górki śmieci pokryte roślinnością i znów popioły i resztki budowlane.
Skręcam w ulicę Gwarków. Wygląd bez zmian. Jedno wielkie śmietnisko. Widać, że
o miejsce to nikt nie dba. A obok przepiękny las łęgowy. Ptaki, bobry, kwiaty.
Obszar, który zasługuje na miano rezerwatu. Niestety, również w lesie co krok
spotykamy góry i górki wszelkiego rodzaju odpadów.
Myślę, że otoczenie to jest kompromitacją dla gminy Targówek. Nie przysparza
też zaufania spalarni śmieci.
Jarema Dubiel