Dodaj do ulubionych

Balcerowicz: data przyjęcia euro z programem sp...

IP: *.bredband.comhem.se 26.01.10, 15:21
Czy ten dureń kiedyś zamilknie?
Obserwuj wątek
      • Gość: Jola z Dywit S_A_M_0_0_B_R_0_N_A IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.10, 00:19
        Historia zycia tego strasznego czlowieka , przeczytajcie warto tego w Gazecie


        Wyborczej nie napiszą.

        W najbardziej wpływowych mediach po 1989 r. konsekwentnie lansowano mit Leszka
        Balcerowicza jako swoistego tytana nowatorskiej myśli ekonomicznej. "Tytana"
        upowszechniającego jedynie słuszne poglądy na temat polskiej gospodarki, wbrew
        wrzaskowi różnych "populistycznych" dyletantów. W rzeczywistości Balcerowicz był
        przez wszystkie lata po 1989 r. jedynie posłusznym narzędziem w rękach
        sterujących nim zagranicznych globalistów typu George Soros. Z ogromnym oddaniem
        i konformizmem służył ich działaniom zmierzającym do opanowania kluczowych
        dziedzin polskiej gospodarki, przemysłu, bankowości.

        Konformizmu uczył się już za młodu, pod "odpowiednim" wpływem ojca, dyrektora
        PGR-u. Już w młodości Leszek Balcerowicz dał szczególnie wymowny dowód
        umiejętności przystosowywania się do silniejszych, do tych, którzy dzierżyli
        władzę. Wstąpił do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, i to w czasie, gdy
        partia ta była szczególnie mocno skompromitowana - w 1969 roku. Gdy odliczymy
        trwający rok obowiązkowy staż kandydacki, okazuje się, że Balcerowicz zgłosił
        się do PZPR tuż po bezwzględnym moczarowskim stłumieniu ruchów studenckich i
        tzw. kampanii antysyjonistycznej oraz po interwencji w Czechosłowacji. Miał
        wtedy 22 lata. Trudno więc tłumaczyć niedojrzałością jego decyzję wstąpienia do
        partii komunistycznej, którą podejmowali wówczas tylko najgorsi karierowicze.
        Ciekawe, jak tłumaczy ten pomarcowy zaciąg Balcerowicza do partii Bronisław
        Geremek, który przez lata był jego najbliższym współpracownikiem w Unii
        Wolności.
        Początkowo przez blisko dziesięć lat Balcerowicz pracował w SGPiS pod
        kierownictwem Pawła Bożyka, szefa doradców ówczesnego pierwszego sekretarza KC
        PZPR Edwarda Gierka. Sam Bożyk, później złośliwie komentując wyjątkowo
        doktrynerskie poczynania Balcerowicza, mówił o nim, że był to jego jeden z
        najbardziej odległych od praktyki gospodarczej uczniów.
        W latach 1978-1980 pracował w szczególnie antyreformatorskiej instytucji, za to
        prawdziwej szkole konformizmu - w Instytucie Podstawowych Problemów
        Marksizmu-Leninizmu przy KC PZPR.
        W latach 90. ex post uczyniono z Balcerowicza rzekomego czołowego ekonomistę,
        wywodzącego się spośród opozycji solidarnościowej. W rzeczywistości przed latem
        1989 roku nikt go za takiego nie uważał. Jeszcze w początkach 1989 roku
        Balcerowicza, mającego wówczas tylko stopień doktora, nie wzięto ani do
        20-osobowego składu solidarnościowego w zespole ds. gospodarki i polityki
        społecznej przy Okrągłym Stole, ani do wspierającego go grona ekspertów (!!!).
        Próżno więc szukać jego nazwiska w informatorze "Okrągły stół. Kto jest kim.
        'Solidarność' - opozycja. Biogramy, wypowiedzi", Warszawa 1989.

        Wykonawca planu Sorosa
        Swą przyspieszoną karierę w 1989 r., awans na wicepremiera i ministra finansów,
        Balcerowicz zawdzięczał tylko i wyłącznie protekcji prawej ręki premiera
        Mazowieckiego, jego zausznika - ekonomisty Waldemara Kuczyńskiego. Początkowo
        ofiarował się tylko z rolą doradcy Kuczyńskiego (por. L. Balcerowicz, "800 dni",
        Warszawa 1992, s. 10) i sam był zaskoczony swym nieoczekiwanym ogromnym awansem.
        Zawdzięczał go głównie temu, że kolejno odmówiły cztery pierwsze osoby, którym
        zaproponowano stanowisko ministra finansów we wrześniu 1989 r., a Balcerowicz
        urząd ten skwapliwie przyjął. Tym gorliwiej podjął się realizacji importowanego
        ze Stanów Zjednoczonych do Polski planu Sorosa-Sachsa, w Polsce funkcjonującego
        pod fałszywą nazwą "plan Balcerowicza".
        W rzeczywistości cały plan był pomysłem słynnego amerykańskiego lewicowego
        miliardera George'a Sorosa, przybyłego z Węgier do USA giełdowego spekulanta
        żydowskiego pochodzenia. O tym, że cały rzekomy plan Balcerowicza był w istocie
        dziełem Sorosa, możemy dowiedzieć się również z bardzo nieostrożnej enuncjacji
        W. Kuczyńskiego, wspomnianego już zausznika Mazowieckiego, ministra
        przekształceń własnościowych w jego rządzie. Jak wyznał Kuczyński w książce
        "Zwierzenia zausznika" (Warszawa 1992, s. 82-83): "Soros przyjechał z planem
        reformy gospodarki polskiej, zwanym planem Sorosa. To była kombinacja szokowej
        operacji antyinflacyjnej z restrukturyzacją naszych firm". Balcerowiczowi jako
        wicepremierowi nadzorującemu polską politykę gospodarczą przypadło zaś tylko
        zadanie firmowania tego wszystkiego i uwiarygodniania polityki służącej
        gospodarczym celom Zachodu.
        Celom tym służyła skrajnie doktrynersko realizowana polityka gospodarcza
        Balcerowicza, skupiająca się głównie na walce z inflacją, przy zaniedbaniu
        wysiłków na rzecz wzrostu gospodarczego i pobudzania polskiego eksportu. Jednym
        z najszkodliwszych elementów tej polityki było nastawienie na przyśpieszoną
        gruntowną prywatyzację polskiego przemysłu i banków, stanowiącą faktyczną
        wyprzedaż za bezcen.

        Rzecznik terapii szokowej
        Wielkie wsparcie dla Balcerowicza stanowiły zachęty do jak najszybszej terapii
        szokowej lansowane już latem 1989 r. przez współdziałającego z Sorosem
        amerykańskiego ekonomistę Jeffreya Sachsa. Reklamował on się w Polsce jako ten,
        który z dnia na dzień zwalczył w Boliwii ogromną inflację. Obiecywał tę samą
        skuteczną terapię w Polsce, zapominając uprzedzić, że jego boliwijski sukces
        dokonał się kosztem ogromnie wysokiego bezrobocia i buntu boliwijskich
        robotników, wprowadzenia w Boliwii stanu wyjątkowego i internowania przywódców
        związkowych. O tym wszystkim milczano w najbardziej wpływowych polskich mediach,
        tym chętniej za to nagłaśniając obietnice Sachsa łatwej, bezbolesnej i szybkiej
        terapii szokowej. Szczególnie kłamliwa pod tym względem była informacja w
        "Gazecie Wyborczej" z 24 sierpnia 1989 r., zamieszczona pod znamiennym tytułem:
        "Cud gospodarczy w Polsce?". Sachs obiecywał tam m.in.: "Likwidujemy całkowicie
        inflację w ciągu sześciu miesięcy. Stopa życiowa zacznie wzrastać za pół roku
        (...) Nie dajcie sobie wmówić, że radykalny program gospodarczy wymaga cierpień
        i wyrzeczeń".
        Nader szybko miało się okazać, że realizowana przez Balcerowicza terapia szokowa
        doprowadziła do wielkiego pasma cierpień i wyrzeczeń przeważającej części
        społeczeństwa, z korzyścią dla gromady cwaniaków polskich i zagranicznych. Pisał
        o tym jednoznacznie bardzo ostry amerykański krytyk terapii szokowej, noblista z
        dziedziny ekonomii, prof. J. Stiglitz. Dzięki skokowym podwyżkom cen państwo
        zagrabiło wieloletnie oszczędności obywateli. Straciły ogromną część wartości
        zbierane przez wiele lat wkłady na mieszkania. Państwo zgarnęło przeważną część
        oszczędności dolarowych, szacowanych na koniec 1988 r. na 7-15 miliardów dolarów
        amerykańskich (por. S. Dąbrowski, Logika postkomunistów, "Nowy Świat", 13
        stycznia 1993 r.). Przypomnijmy zapomniane już dane o rozmiarach podwyżek cen w
        1990 r. Według tekstu "Gazety Wyborczej" z 29 stycznia 1991 r., opartego na
        danych GUS, średnie ceny w 1990 r. były sześcio-, siedmiokrotnie wyższe niż w
        1989 roku. Przy tym chleb średnio podrożał 13 razy, makaron - 22 razy, ceny
        mebli, naczyń kuchennych, lodówek wzrosły 8-10 razy. Ceny podstawowych artykułów
        w wielu przypadkach stały się wyższe niż w krajach EWG. W tym samym czasie
        miesięczne wynagrodzenie mieszkańca Polski odpowiadało 2-3-dniowym zarobkom
        Francuzów lub Niemców.
        Jak wielkie rozmiary przybrało skokowe zubożenie polskiego społeczeństwa w
        efekcie balcerowiczowskiej terapii szokowej, doskonale dokumentowała podstawowa
        wręcz książka o polityce społecznej wydana w 1995 r. pod redakcją prof. Juliana
        Auleytnera. Według niej, w samym tylko 1990 r. przeciętne płace spadły o 24
        proc., realna wartość przeciętnej emerytury i renty - o 19 proc., a dochody
        netto z rolnictwa na 1 pracującego - o 63 proc. Rolników szczególnie dotknęło
        otwarcie przez Balcerowicza granic na produkty rolne z zagranicy, w dużej mierze
        dotowane przez rządy zachodnie i sprowadzane do Polski po dumpingowych cenach.
        Dz
        • wujaszek_joe nagle ci kierownik PGRu nie pasuje? 27.01.10, 07:14
          Lepperowi by się to nie spodobało:)
          > Konformizmu uczył się już za młodu, pod "odpowiednim" wpływem ojca, dyrektora
          > PGR-u.

          straszliwy zarzut, współautor gierkowskiej katastrofy wyrażał się źle o
          Balcerowiczu. Na czyje wyszło?
          > Początkowo przez blisko dziesięć lat Balcerowicz pracował w SGPiS pod
          > kierownictwem Pawła Bożyka, szefa doradców ówczesnego pierwszego sekretarza KC
          > PZPR Edwarda Gierka. Sam Bożyk, później złośliwie komentując wyjątkowo
          > doktrynerskie poczynania Balcerowicza, mówił o nim, że był to jego jeden z
          > najbardziej odległych od praktyki gospodarczej uczniów.
    • j-50 Co komu z późniejszej emerki? 27.01.10, 03:04
      Z tego co widzę, to jeśli jestem w II filarze, to jak nie dożyję do
      pierwszej wypłaty emerki, wówczas cała zebrana przeze mnie kasa
      przepada. Początkowo całość forsy w II filarze miała być
      dziedziczona, co skłoniło mnie do wejścia w ten interes. Ale potem
      manipulowano przy tym i kasa może całkowicie przepaść. Jaki jest
      zatem interes mój i mojej rodziny, abym jak najpóźniej przeszedł na
      emerkę?
      Poza tym jest sprawa pracy po uzyskaniu emerytury. Taki człowiek
      nadal płaci podatki, a na jego emerkę nadal wpływają forse. Powinien
      być zatem preferowany w dalszym zatrudnieniu (oczywiście w
      sytuacjach uzasadnionych). Teraz zależy to tylko od woli szefostwa.
      W szczególności dotyczy to kobiet, które mają niższy wiek emerytalny.
    • cygan37 Balcerowicz: data przyjęcia euro z programem sp... 27.01.10, 08:13
      Przyjdzie Lepper i pogoni jeszcze raz.
      Balcerowicz ubiega się o kolejne transze dla swojej fundacji i stąd jego
      aktywność. Niby to mieć coś wspólnego ze społeczeństwem obywatelskim ale
      wychodzi na to żeby to było społeczeństwo z ulicy. Wasze ulice, nasze
      kamienice. Wszystko mamy prywatyzować bo prywatne lepsze tyle że nikt nie
      chciał kupić stoczni, nikt nie kupił ZNTK ani cukrowni w Łomży. Ludzie poszli
      na bruk ale trzeba wydłużyć wiek emerytalny.
      Czy nikt nie może złożyć doniesienia do prokuratury za sianie szkodliwej
      propagandy za pieniądze z zagranicznych ośrodków?

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka