Hej! Ten post będzie naprawdę bardzo długi, więc proszę o przeczytanie jedynie osoby,
które naprawdę chcą mi pomóc

Na ogół nie piszę takich rzeczy na forum, ale sprawa jest
tak beznadziejna, że potrzebuję porady! Może zacznę od początku....
W podstawówce byłam lubiana. Ok, może nie popularna, ale ludzie mnie lubili {a
przynajmniej dziewczyny}. Przyjaźniłam się z czterema dziewczynami z klasy. One były [a
właściwie, to nadal są

] bardzo zabawne, pewne siebie. Ja nie jestem nieśmiała, ale do
bardzo pewnych siebie też nie należę. Ale przy nich byłam taka jak one [byłam sobą, nic
nie udawałam], cały czas się śmiałam, itd. Ok, czasami się kłóciłyśmy, czasami się na mnie
obrażały, czasami na nie narzekałam, ale to chyba normalne. Naprawdę dobrze się
dogadywałyśmy. Miałam też inne przyjaciółki - choćby w równoległej klasie. Teraz jestem
w pierwszej gimnazjum. Moje wszystkie przyjaciółki poszły do innych szkół niż ja. Dwie
poszły do jednej szkoły, kolejne dwie do jeszcze innnej. Ja poszłam sama. Tak właściwie
to mama kazała mi iść do tego gimnazjum, co chodzę, bo to podobno ,,bardzo dobra
szkoła'' i nie miałam wyjścia. Do równoległej klasy poszła moja przyjaciółka [właściwie to
już była] z równoległej klasy <w sensie, że w podstawówce chodziła do równoległej klasy i
teraz w gim. też chodzi do równoległej klasy>a ze mną do klasy taki jeden chłopak z
mojej dawnej klasy. Na początku gimnazjum wszystko było wspaniałe. Zaprzyjaźniłam się
z takimi dwoma dziewczynami. Jedną z nich już wcześniej znałam. Jednak po kilku dniach
ona zmieniła szkołę, bo ją przyjeli do lepszej. Z tą drugą dziewczyną siedziałam w ławce.
Później zaprzyjaźniła się z nami <mną i tą dziewczyną, co z nią siedziałam> taka bardzo
pewna siebie dziewczyna. Ja i ta dziewczyna, co z nią siedzę, tak jakby trochę
rywalizowałyśmy o to, którą z nas ta pewna siebie dziewczyna bardziej lubi. Jakiś czas
później zaprzyjaźniłam się z jeszcze inną dziewczyną i szybko zostałyśmy przyjaciółkami.
Tak właściwie, to ona bardzo chciała się ze mną zaprzyjaźnić. Nadal przyjaźniłam się z
tamtoma dwoma dziewczynami co na początku, ale już mniej. Trzymałyśmy się we dwie.
Ona była bardzo wyluzowana i fajna, ale była też tak jakby ,,zafascynowana mną'' i była
bardzo zazdrosna. Jak gadałam z innymi dziewczynami z klasy, to była na mnie zła.
Dlatego też przestałam się tak przyjaźnić z pozostałymi dziewczynami z klasy. Ale było
wesoło;p jednak nasza przyjaźń zaczęła się psuć. ona w ogóle nie uważała na lekcjach,
hałasowała, a ja może nie lubię tak bardzo szkoły, ale nie chciałam opuszczać się w nauce.
za to ona mówiła mi, że jestem dla niej za spokojna [bo właśnie nie chcę się zachowywać
na lekcjach jak ona] i , że myślała, że jestem inna. potem cały dzień chodziła z taką jedną
dziewczyną [o którą wcześniej była zazdrosna] , ale mówiła mi, że to dlatego, że tamtej
podoba się jeden chłopak, a ona go zna, itd. i , że znowu wszystko będzie ok. potem ona
u mnie nocowała. wszystko było ok, gadałyśmy, śmiałyśmy się. rano tak samo.
oglądałyśmy razem film. później ona musiała już iść, więc normalnie się pożegnałyśmy. w
poniedziałek w szkole przestała się do mnie odzywać. akurat ta dziewczyna z którą siedzę
zachorowała, więc czułam się bardzo samotna. moja ,,przyjaciółka'' trzymała się z tą
dziewczyną, co podoba jej się ten chłopak. przestała nawet odpowiadać na moje ,,cześć''.
nie miałam w ogóle pojęcia o co jej chodzi! ale uznałam, że się mną znudziła czy coś i
dałam za wygraną. przez to, że na początku trzymałam się tylko z nią, nie zaprzyjaźniłam
się z innymi dziewczynami z klasy, a potworzyły się już ,,grupki''. ta dziewczyna, co z nią
siedzę też w tym czasie się zaprzyjaźniła z kimś innym. grupy, które powstały:
+barbie
cztery dziewczyny. cały czas malują się i gadają o chłopakach. jedna z nich jest fajna i
chciałam się z nią zaprzyjaźnić, ale jej przyjaciółka nie była tym zachwycona i dałam sobie
spokój. wszyscy skaczą obok jednej z tych barbie;/ bez powodu.
+,,crazy girls''
też cztery dziewczyny. dziewczyna z którą siedzę, ta bardzo pewna siebie dziewczyna i
dwie inne. choć moim zdaniem wcale nie są zabawne, tylko żałosne. moje przyjaciółki z
podstawówki były bardzo zabawne,pewne siebie i nigdy nie przekroczyły granicy dobrego
smaku.
+ ?
również cztery dziewczyny. nie mam pojęcia jak je nazwać. moja była przyjaciółka, ta
dziewczyna, której podoba się chłopak i jeszcze dwie. są trochę jakby barbie, też gadają o
chłopakach, ale są trochę inne od tamtych......
i zostałam ja oraz taka jedna, nieśmiała i cicha dziewczyna. z nią też próbowałam się
zaprzyjaźnić, skoro nie mam z kim innym, ale w ogóle się nie rozumiemy. a nie chcę się z
kimś przyjaźnić ,,,z konieczności''.
dziś po lekcjach robiłam plakat z tą moją byłą przyjaciółką. dobrze nam się gadało.... i
znów jakbym chciała się z nią przyjaźnić. ale czy to ma sens? i jak tak, to jak mam to
zrobić?
w szkole jestem bardzo samotna.... na początku byłam normalna, taka jaka jestem, czyli
pewna siebie wiecznie optymistka. ale przez to, że nie mam z kim pogadać, stałam się
nudna, prawie się nie odzywam.... koledzy się pytają, co się stało, że byłam taka fajna, a
jestem taka nudna? ale chyba się przyzwyczaili. a ja czuję się ... jak nie ja.
często spotykam się z przyjaciółkami z podstawówki. z nimi zachowuję się zupełnie jak
inna osoba! trochę jak jakaś idiotka czy wariatka ;p co robić?
ten mój kolega z klasy, co w podstawówce też chodził ze mną do klasy, w podstawówce
nie był zbyt lubiany przez kolegów. cały czas mu dokuczali. w gimnazjum zaczął się
lansować i udawać kogoś, kim nie jest. np. zaczął mnie obgadywać i opowiadać jaka niby
byłam w podstawówce [a skąd on może to wiedzieć? nie wychodziliśmy razem na dwór,
nie przebywał ze mną i moją paczką] i jest ogólnie wkurzający. zarywa do tych barbie....
mnie to zna, więc nie zwraca na mnie uwagi...... jakbym opowiedziała, jaki był w
podstawówce, to nikt by nie uwierzył.
ostatnio nic mi się nie chce.... nie mówiąc o tym, że jestem beznadziejna z matmy, więc i z
fizyki też.... naprawdę dużo się uczę i próbuje zrozumieć, ale nadal nic nie kumam. za to
moja klasa jest świetna z matmy, więc wolę się nie odzywać......
i ostatnia sprawa - moje beznadziejne życie uczuciowe.
a więc jest dwóch chłopaków. z jednym chodzę do klasy. to taki klasowy ,,rozrabiaka'' [nie
wiem, jakie określenie mogłabym użyć]. jest chamski dla nauczycieli, itd. normalnie bym się
z nim nie zaprzyjaźniła [jeśli można to nazwać przyjaźnią], ale jakoś tak wyszło, że
mieszkamy blisko siebie...... on po lekcjach mnie odprowadzał. zwierzał mi się i był przy
mnie normalny. niedawno mówił mi, że jestem ładna, super się ubieram, mam extra włosy
i mam też super charakter. [powiedział, że jestem o wiele ładniejsza, itd. od dziewczyny
która mu się podoba/ła <