siema. już kiedyś paru z was doceniło mój niby talent pisarski. jednak tamto nie wyszło, bo
stwierdziłam że to zbyt osobista historia żeby o tym pisać. teraz mam coś zupełnie z innej
beczki. wyślę wam prolog, a jak wam się widzi to pierwszy rozdział na www.celine-
story.blog.onet.pl
nie ma to jak bezwstydna autoreklama
prolog:
Biegłam od dwudziestu minut. Zabrakło mi już tchu. Przystanęłam. Zdawać by się mogło,
że purpurowe niebo niesamowicie zlało się z horyzontem i że tworzą jednośc. Wokół mnie
nie było żywego ducha, z jednej strony to dobrze, z drugie tragicznie. Ogranęły mnie
czarne myśli. Oni tam są. Giną. Wszyscy. Trzepotały mną emocje, moja psychika nie
wytrzymywała tego. Zaczęłam łkać, łkać bradziej od dziecka, któremu odebrało się lizaka.
Ogarnęła mnie panika. Chodziłam w kółko, bo polu i nie panowałam nad łzami. W końcu
wyczerpana upadłam na lodowatą, twardą ziemię. Wrócić ? Czas nie jest po mojej stronie.
Biec dalej? Jest mała szansa na uzyskanie pomocy, pole zdaje się nie miało końca, a tu ani
żywej duszy. zresztą kto z NICH mógłby mi pomóc. Zacisnęłam pięści i wstałam, lecz znów
upadłam, gdyż usłyszałam dźwięk, którego bałam się bardziej od samej śmierci...
***
jak już wspomniałam, nie boję się krytyki, bo przecież pod wpływem krytyki się
zmieniamy. jeśli jest bardzo tragiczne, to w końcu możecie zgłosić, ale myśle, że nie jest
takie złe