Dodaj do ulubionych

W stronę ambitnego kina

    • ignorance... Re: W stronę ambitnego kina 17.08.10, 13:42
      "Kwiat Pustyni"
      "Rodzina Adamsów"
      "Naga broń"
      "Wszystko co kocham"

      Chciałabym obejrzeć "Śniadanie u Tiffany'ego"kiss
      • airplane_ Re: W stronę ambitnego kina 17.08.10, 13:46
        boskie są jeszcze
        " Purpurowe rzeki " i
        " Stygmaty " ( tak się chyba nazywał ten film xd )
    • jonasofanka dokładnie 17.08.10, 13:51
      około 95% fanek Zmierzchu napisało by , że 'niesamowicie, wzruszającym,
      śmiesznym etc...' filmem jest Zmierzch. Oh, szkoda mi was.
      To, że ktoś wyreżyserował film na podstawie książki[w tym przypadku wasz kochany
      Zmierzch] nie znaczy , że to musi być arcydzieło. Zdarzają się wyjątki- fakt.
      Ale spójrzcie na prawdziwych twórców nie tych co dokładnie słowo w słowo
      wyklepali film, tylko na tych co wymyślili sami . Tak jak na przykład Titanic.
      Była książka? Nie. Więc radzę sie zastanowić tym , którzy uważają za Zmierzch za
      film stulecia wink
    • vampirees Re: W stronę ambitnego kina 17.08.10, 14:16
      ,, Przerwana lekcja muzyki " z Angeliną Jolie, bardzo fajny film!
      ,, Twój na zawsze" - błagam, nie czepiajcie się dlatego, że zagrał tam
      Pattinson, według mnie film naprawdę jest świetny!
    • kiwi od kiedy titanic jest ambitnym filmem? 17.08.10, 14:27
      no proszę was...co jest w nim ambitnego? wątek miłosny?

      zapomniałam jeszcze dodać, że jeszcze jednym ambitnym filmem, który oglądałam
      to `zielona mila`, chodź do końca nie obejrzałam ;c
      • ne.gra Re: od kiedy titanic jest ambitnym filmem? 17.08.10, 14:32
        Też sądzę, że nie jest. I chyba nie lubię Camerona.
        Za to jego była zona robi świetne filmy!
      • light Re: od kiedy titanic jest ambitnym filmem? 17.08.10, 14:43
        'ambitny', to złe określenie.
        Może prędzej 'przełomowy' ze względu na budżet?
      • pluszbezpluszu Re: od kiedy titanic jest ambitnym filmem? 17.08.10, 16:09
        Chyba od momentu w którym większość tutaj obecnych utożsamiła sobie film "ambitny"
        z dramatem... A ściślej mówiąc produkcją nie-disneyowską...
        Cóż z tego, że to komercja do potęgi n-tej, cóż z tego, że Titanic to tylko i jedynie łzawa,
        naiwna historyjka miłosna z katastrofą w tle której "ambicją" było zarobić jak najwięcej
        kasy... Nawet jeśli chodzi o sam gatunek melodramatu nie jest najlepsza produkcja
        (widziałam o wiele lepsze)

        Ktoś napisał, że nie lubi Camerona- również nie przepadam ani za nim ani za jego filmami...
        Wychwalany/e pod niebiosa przez niektórych, a tak naprawdę nie są wcale takie dobre...
        Sukces komercyjny odnoszą dlatego, że mają ogromne budżety i drugie tyle pieniędzy
        przeznaczane jest na promocje...
        Jeśli już brnąć w kino komercyjne to ja już zdecydowanie wolę takiego Chris'a Nolan'a
        który i może tworzy komercję ale dobrą jakościowo(choć wolę go za czasów Memento)..
        • ne.gra Cameron vs. Nolan 17.08.10, 17:44
          To ja nie lubię Camerona, a Nolan jak dla mnie tworzy naprawdę dobre filmy (kilka odpowiedzi wyżej się rozwinęłam na temat "arcydzieł" i filmów ambitnych według mnie). Dla mas, ale są ambitne. Kocham "The Dark Knight", a "Incepcja" w tym roku postawiła taką poprzeczkę kina masowego, że nie wiem kto ją przeskoczy (może nawet jemu samemu się nie udać).
          • pluszbezpluszu Re: Cameron vs. Nolan 17.08.10, 18:56
            Kiedyś czytałam jakąś opinie czy też artykuł(nie pamiętam za dobrze) gdzie jego filmy
            były określane mianem "ambitne kino komercyjne"... i po części to prawda...
            Mimo, że te ostatnie produkcje to typowa komercja to jednak trzeba ruszyć łepetyną, są
            świetnie wykonane od strony technicznej jak i aktorskiej.. Pisze również świetne
            scenariusze z bratem... Jego "Prestiż" to chyba jedyna adaptacja filmowa która bardziej
            podobała mi się od książki...
            Ja niestety "Incepcji" jeszcze nie widziałam ale muszę w najbliższym czasie się wybrać..
            • ne.gra Re: Cameron vs. Nolan 19.08.10, 10:43
              Hm, bardziej od książki podobał mi się zdecydowanie "Zmierzch" ^^
              Dużo jest takich reżyserów, którzy kręcą ambitny mainstream. Bracia Coen. Nolan właśnie. Ridley Scott. George Lucas. Peter Jackson.
              No i nie zgadzam się, że ambitne kino to tylko stare kino. Cóż.
              • pluszbezpluszu Re: Cameron vs. Nolan 19.08.10, 12:10
                "No i nie zgadzam się, że ambitne kino to tylko stare kino. Cóż."

                Ja również.. nie lubię taki stwierdzeń, że tylko stare filmy są najlepsze, a teraz dobrych już
                się nie kręci... tak samo z muzyką i innymi dziedzinami...
                Teraz jak i dawniej tworzone są filmy takie i takie.. Te stare nawet momentami przez to są
                przeceniane.. Niektóre filmy które są po prostu dobre bądź przyzwoite przez to, że są stare
                i zostały nazwane "klasykami kina" teraz wychwalane są pod niebiosa i nazywane "wielkimi
                arcydziełami z którymi nic nie może się równać".. Za kilkadziesiąt lat będzie mówić się tak
                samo o tych które teraz się tworzy...
                • ne.gra Re: Cameron vs. Nolan 19.08.10, 13:14
                  Kocham stare kino, mam wielki sentyment do reżyserów poprzedniego wieku, aczkolwiek jak dla mnie zbyt wiele dobrych dzieł kręci się teraz. Pozwolisz, że będę leniwa i skopiuję moją wypowiedź z paru odpowiedzi wcześniej? ^^ Jest całkiem długa, ale to chyba najbardziej opisuje mój gust filmowy:
                  Stare filmy są masowo nazywane „arcydziełami” głównie dlatego, że kiedyś inaczej patrzono na świat, inaczej wzruszano, rozbawiano czy rozśmieszano. I teraz pięknie jest spojrzeć na takie stare filmy, kiedy jeszcze nie było techniki a i tak kręcono coś dobrego, popatrzeć na inny punkt widzenia i wizję świata. "Arcydzieło" powinno po prostu być świetnie zrobionym filmem, niekoniecznie nakręconym 80 lat temu, z dobrym reżyserem i zaskakującym pomysłem na scenariusz, ze świetną grą aktorską i poruszającą muzyką. I oczywiście jest wielu autorów żyjących dawno temu, którzy spełniają te kryteria, ale…
                  Jak dla mnie większość arcydzieł powstaje teraz. Nie oglądam filmów w stylu "Avatara" bo jak dla mnie to żaden dobry film, tylko robota komputera. Uwielbiam filmy z przekazem. Nie za często oglądam filmy żeby się pośmiać czy wzruszyć, raczej żeby obejrzeć mistrzostwo gatunku czy wspaniały pomysł na przedstawienie historii.
                  Współcześnie powstaje mnóstwo wspaniałych filmów, tylko trzeba umieć je znaleźć. Weźmy za przykład "Once" – film z 2006 roku, cudowna historia dwójki ludzi, wspaniała muzyka, film niskobudżetowy. Piękne ujęcia i naprawdę niezwykła historia. Świetne filmy kręci Kieślowski. Arcydziełem jak dla mnie jest "Girl, Interrupted" Jamesa Mangolda. Aronofsky, Van Dormael, Jarmusch, von Trier - współcześni mistrzowie obiektywu i pomysłu, niesamowita i zaskakująca historia, nietypowe podejście do sprawy, kręcą filmy wspaniałe, poruszają tematy niezwykłe, a spojrzenie na świat w filmie jest naprawdę unikatowe, do tego posługują się kamerą, jakby była naturalną częścią ich ciała. David Fincher - współczesny reżyser, nakręcił arcydzieło "Se7en", najwspanialszy film wszechczasów "Fight Club" czy "Azyl" lub "Zodiak". Allen, Almodóvar, Tarantino, Kusturica, Burton - praktycznie każdy ich film jest dla mnie czymś więcej niż tylko dobrym filmem. Popularne gatunki, kino mas, naprawdę świetne wykonanie - filmy braci Coen, Ridleya Scotta, Christophera Nolana, Petera Jacksona czy Georga Lucasa.
                  Kolejne, jak dla mnie, arcydzieła powstałe we współczesności: "Bracia" Jima Sheridana, „Hard Candy" Davida Slade'a, „Lot nad kukułczym gniazdem” Milosa Formana, „American Beauty” Sama Mendesa (Forman i Mendes – również reżyserzy z wyższej półki), „Pręgi” Magdaleny Piekorz, „Cześć, Tereska” Roberta Glińskiego, „Skazani na Shawshank” i „Zielona Mila” Franka Darabonta, „Forrest Gump” Roberta Zemeckisa, „Piąty element” i „Leon Zawodowiec” Luca Bessona (kolejna świetna osoba w dziejach światowej kinematografii) i mogłabym tak jeszcze długo wymieniać.
                  Oczywiście sama nie gardzę filmami sprzed kilkudziesięciu lat. Jestem ogromną fanką kunsztu i piękna filmów Felliniego, podziwiam wybitne (i nieco odstające od reszty koncepcją) dzieła Kubrick, inne niż wszyscy spojrzenie na świat Bergmana, pełne pięknych wizualnych doznań filmy z wyższej półki Bertolucciego, wybitne kino z ręki Buñuela czy mistrzostwo Hitchcocka.
                  Jestem wielką fanką reżyserów, chociaż wiem, że często reżyser bez wspaniałego scenarzysty dużo by nie osiągnął.
                  • pluszbezpluszu Re: Cameron vs. Nolan 19.08.10, 16:27
                    Nie zostaje mi nic innego niż tylko się zgodzić... Plus rozszerzyłabym tą listę reżyserów
                    jeszcze o kilkanaście nazwisk ze wschodu (mam ostatnio obsesje na punkcie kina
                    azjatyckiego...) jak Park Chan-wook, Kim Ki-duk, Bong Joon-ho, Kim Ji-woon itd ah i
                    z "hollywodzkich" obiecująco wygląda Marc Forster...

                    Odchodząc lekko od tematu ale apropo Se7en który wspominasz (z racji, że
                    niedawno oglądałam)... Lubię filmy Fincher'a aczkolwiek ten mnie trochę rozczarował.
                    Owszem film bardzo dobry ale pozostaje mi jednak jakiś niedosyt by móc się nim
                    zachwycać. Był tochę zbyt przewidywalny. Może zbyt dużo się po nim spodziewałam z
                    racji, że przez większość nazywany jest arcydziełem. Jeśli chodzi o podobne filmy z
                    zdecydowanie wolę taką "Zagadkę Zbrodni" który dla mnie jest genialny jeśli chodzi
                    o filmy z cyklu "łapanka seryjnego mordercy"..
        • ruby_ @pluszbezpluszu. 17.08.10, 18:15
          cytując - "...Titanic to tylko jedynie łzawa, naiwna historyjka miłosna z katastrofą w tle której
          "ambicją" było zarobić jak najwięcej kasy..." czekaj, czekaj - filmy robi się przeważnie po to
          aby zarobić, reżyser i aktor to praca, a pracuje się po to aby zarabiać, prawda? hm, wiesz,
          dziwne, że "naiwna historyjka miłosna" jak to poetycko ujęłaś, w podsumowaniach 2004
          roku w polskich kinach zgromadziła aż 3 513 480 widzów (18% widowni z całego roku), a dziś
          mamy 2010, więc ten wynik na pewno się powiększył. rozumiem, widziałaś o wiele lepsze, ale
          fakty są faktami, ten film to w jakimś (choćby najmniejszym) stopniu klasyk. (;
          • pluszbezpluszu Re: @pluszbezpluszu. 17.08.10, 18:48
            Nie każdy leci za pieniądzem... Owszem każdy chyba chce by jego film "zwrócił się" i
            zarobił ale nie dla każdego priorytetem jest stworzenie kiepskiego filmu dla mas byleby móc
            kupić sobie kolejną willę.. Gdyby tak było powstawałyby tylko filmy
            pokroju "Transformersów", "Zmierzchów" i innych pierdół na które ludzie chodzą do kin
            by zapchać się popcornem... bo przecież inne są mało opłacalne więc po co je tworzyć?
            Skoro pracuje się tylko po to by zarabiać to dlaczego niektórzy aktorzy skłonni są
            pracować kilka miesięcy nad filmem za darmo(lub grosze za które trudno wyżyć) tylko
            dlatego, że np chcą pracować z danym reżyserem bądź spodobał im się scenariusz...?
            Dlaczego powstają filmy niezależne? Bo kasa to nie wszystko..
            Owszem kino komercyjne istnieje i musi istnieć (chociaż może ono prezentować jakiś
            wyższy poziom jak filmy wcześniej wspomnianego Nolan'a)- nic do niego nie mam ale
            zdecydowanie komercyjnych megaprodukcji nastawionych tylko i wyłącznie na zysk nie
            powinno się wymieniać jako "ambitnych" bo gdyby były faktycznie ambitne to nie
            zarobiłyby tyle kasy bo najzwyczajniej w świecie nie spodobałby się tak dużej publice
            która w dużej części idzie do kina by nażreć się popcornu i wyłączyć mózg...

            Dokładnie.. ta liczba tylko i wyłącznie świadczy o komercyjności, a nie o jakości filmu...
            (tym bardziej o ambitności) Zarobił tyle dzięki dobremu marketingowi- bez promocji nie
            byłby "klasykiem" jak go określasz... Choć określenie "najbardziej kasowy film" lepiej
            pasuje.. Także podsumowując- ilość sprzedanych biletów nie równa się temu, że dany film
            jest dobry.. wręcz przeciwnie..
            • ruby_ Re: @pluszbezpluszu. 17.08.10, 21:16
              ja, nigdy nie wcielę się w Jamesa Camerona, nigdy nie dowiem się jaki był jego prawdziwy
              cel do nakręcenia tego filmu, czy to była zwykła chęć, przebłysk, chęć zysku, czy
              cokolwiek innego. dlatego, nie wykluczę, tego co piszesz, bo może być to prawdą, tego nie
              wiem.
              czy ty chodzisz do kina, żeby zapchać się popcornem? mi się zdaje, że nie. więc, może jest
              więcej ludzi takich jak ty, którzy chcą obejrzeć film, który ich interesuje. i może, chociaż
              połowa, albo i nie, obejrzała właśnie dlatego, ten film. każdy ma inny gust, ja rozumiem, że
              preferujesz inne filmy, nie będę się tego czepiać, nie mam takiego zamiaru, wiem, co
              oznacza słowo tolerancja. "inne filmy są mało opłacalne więc po co je tworzyć" - przecież
              reżyser nie wie do końca, czy film który kręci poniesie klęskę, czy też stanie się klasyką,
              hitem, jakimś śladem w historii kina. filmy by nie powstawały, gdyby reżyser od początku
              myślałby, że jego dzieło będzie klęską. nie będę wchodzić w to, ile aktorzy zarabiają, bo
              wątpię abyśmy się tego kiedykolwiek dowiedzieli. to już jest ich decyzja, ich "widzimisię",
              jeśli mają ochotę pracować za darmo, okey, proszę bardzo. ale, ja pracę rozumiem, jako
              formę zarobku i utrzymania się, no dobra, można kochać to co się robi, kochać swój
              zawód, czuć z tego satysfakcję, co nie zmienia postaci rzeczy, że robimy to, aby żyć, płacić
              rachunki i tak dalej. pieniądze to nie wszystko, to też rozumiem, są o wiele ważniejsze
              wartości, o które trzeba bardziej dbać. ale co z tego, że jakiś aktor pokochał film w którym
              gra, jeśli ma z niego mało zarobku, a z czegoś żyć musi, life is brutal, pieniądze nie
              rosną na drzewach, z bólem serca, ale musi odejść do innej produkcji, lodówka sama się nie
              napełni. czy ja powiedziałam, że titanic jest ambitny? powiedziałam, że chociażby w
              małej mierze, to klasyka
              . a czy klasyka musi być ambitna? może nieraz trzeba
              odstąpić od normy? może jego fabuła nie jest w jakiś sposób wybijająca się z tłumu, może
              filmów romantycznych jest miliony milionów, ale akurat on się wybił, w jakiś sposób?
              nie wiem, ja oglądając film, nie myślę czy jest komercyjny czy nie, czy został zrobiony
              tylko po to, żeby zgarnąć kupę kasy, żeby reżyser mógł pławić się w milionach i kupić sobie
              nowe porshe. nie. może i jest to tandetny dramat romantyczny, bez żadnej głębszej myśli,
              bez wartości, czy jakiegoś morału. ale choćby taki był w rzeczywistości. to ja nałożę sobie
              klapki na oczy i będę się wczuwać w jego magię, jaką magię, można by rzec, dziewczyno,
              to tylko banalny film, nic ci nie wniesie, nic z tego nie zyskasz. - można tak też powiedzieć.
              ale i tak będę go lubiła, głupi sentyment? bezsensowne marnowanie czasu na coś takiego,
              przecież mogłabym obejrzeć coś, co da mi do myślenia, coś co jest prawdziwą klasyką.
              dobrze, taki film też mogę obejrzeć, okej.
              podsumowując - ja go lubię, ty nie, ale trudno się mówi, każdy jest inny, o gustach się nie
              dyskutuje. aha, i tak na marginesie, jeśli w jakikolwiek sposób cię uraziłam, to przykro mi,
              nie mam nic do twojej osoby, wręcz cię polubiłam, bo gdyby wszyscy byliby tacy sami,
              świat byłby nudny.... aha, i dziękuję, że pokazałaś mi swoją perspektywę na temat
              tego filmu, miło wiedzieć, że każdy obiera go inaczej, że jest 1000 gustów, i charakterów! (:
              • pluszbezpluszu Re: @pluszbezpluszu. 17.08.10, 23:08
                "reżyser nie wie do końca, czy film który kręci poniesie klęskę, czy też stanie się klasyką"

                Zależy co rozumiesz przez słowo klęska... Jeśli masz na myśli klęskę kasową no to fakt,
                tego nigdy nie wiesz(choć można to przewidzieć).. Ale reżyser raczej od początku wie czy
                tworzy film kasowy czy też nie... Skąd? Chyba wie o jakiej tematyce film tworzy, wie kto w
                nim występuje, wie jaki ma budżet, wie kto to produkuje...itd. Cudów nie ma... Na
                przykładzie wcześniej wymienionych przezemnie reżyserów Kim Ki-duk w życiu nie zarobi
                tyle ile Christopher Nolan tworząc takie filmy jakie tworzy.. baa.. nawet 1/10.. Pomimo
                wielu nagród na festiwalach.. a dlaczego? Bo ten pierwszy robi filmy dość ciężkie w
                odbiorze przez niektórych pełne symboliki którą nie wszyscy rozumieją, czasem przez cały
                film bohaterzy nic nie mówią.. filmy genialne ale jakie mają szanse z filmem o Batmanie?
                Żadne... Więc z góry wiadomo, że jest skazany na "klęskę"(choć ja bym tego tak nie ujęła)
                bo nie zarobi kilkuset milionów dolarów więc ma ich nie tworzyć i przenieść się na filmy o
                superbohaterach bo "za coś trzeba żyć" a im więcej kasy tym lepiej? Nie każdy wyznaje
                taką filozofię... Patrząc z drugiej strony ten sam Kim Ki-duk robiąc swój kolejny świetny film
                i otrzymując za niego nagrody odniesie zwycięstwo "artystyczne", może nie będzie go
                stać na prywatny samolot ale swoje zarobi, a reżyser dajmy na to Spidermena choć film
                zarobi krocie pod względem jakości to chłam... Albo to albo to... Także zakładam, że
                reżyser tworząc film wie mniej więcej w jaką publiczność "uderza" i wie która jest w
                większości a która w mniejszości... i nie każdy kieruje się się tylko i jedynie zyskiem jak
                Cameron...

                "czy ja powiedziałam, że Titanic jest ambitny?" i do reszty
                Odnosiłam się do głównego tematu (i ludzi wymieniających Titanica jako film ambitny)...
                Nie twierdzę, że nie możesz lubić tego rodzaju filmów... wszystko jest dla ludzi... Również
                sama lubię pooglądać(choć melodramaty akurat preferuję azjatyckie jak np "A Moment to
                Remember"-wg mnie najlepiej i najmniej tandetnie je robią, ewentualnie francuskie) Kilka
                należy do moich ulubionych filmów i raczej większość jak Titanic ma "naiwną łzawą
                historyjkę miłosną".. To, że Titanic akurat nie przypadł mi do gustu (z kilku powodów) to
                osobna sprawa... Po prostu dla mnie nie można nazwać filmem ambitnym komercyjnej
                megaprodukcji z fabułą prostą jak budowa cepa...Dodatkowo "tonącym" w masie
                podobnych filmów... Także lubić-proszę bardzo,nie mam nic przeciwko, wolny kraj...
                Wymieniać go w temacie o ambitnych filmach-niekoniecznie... Bo jeśli tak to również
                powinniśmy tutaj wymieniać "Transformers", "Zmierzch", "2012" itd
                • ruby_ Re: @pluszbezpluszu. 18.08.10, 14:06
                  nie zapominajmy, że autorka tego wątku wymieniła titanic. czyli tak jakby uważasz, że są
                  tylko dwie kategorie filmów? te które zgarną dużo kasy, ale są banalne, i te artystyczne,
                  które rozumie mniejsza część publiki? czyli, nie ma dla Ciebie filmu, który jest popularny,
                  zgarnął dużo forsy, a dodatkowo ma jakieś głębsze przesłanie? może i takich filmów jest
                  mało, no ale chyba są jakieś wyjątki, zawsze są. czekaj, jestem ciekawa, czegoś, ale
                  szczerze - oglądasz tylko i wyłącznie filmy z głębokimi przesłaniami, z wartościami,
                  artystyczne, docierające tylko do wrażliwej publiki, takie, które są ciężkie i dają do refleksji?
                  nigdy w życiu nie obejrzałaś, jakiejś tandetnej choćby komedii, tylko dlatego, że obejrzeć
                  coś lekkiego? wcześniej coś wspomniałaś, że ludzie chodzą przeważnie do kina, żeby
                  się zapchać jedzeniem i wyłączyć mózg, czyli obejrzeć coś lekkiego, na chwilę się
                  "oderwać", od tak, może po to aby się odstresować. czyli, chociaż te lekkie filmy są
                  tandetne i banalne, większość je lubi. co nie przeczy, że są fani głębszych filmów, ale jest ich
                  znacznie mniej, dlaczego? no cóż, nie wszyscy je rozumieją, sama napomknęłaś coś o tym,
                  że przez cały film bohaterowie nic nie mówią, są fani takich właśnie filmów, ale większość
                  ludzi woli zwykłe filmy, niekoniecznie z głębokimi myślami. "im więcej kasy tym lepiej?", nie
                  oszukujmy się ale dla aktorów tak...
                  • pluszbezpluszu Re: @pluszbezpluszu. 18.08.10, 16:20
                    "czyli tak jakby uważasz, że są tylko dwie kategorie filmów?"

                    Oczywiście, że nie... Jestem daleka od takiego szufladkowania.. Mówię tylko, że dużą kasę
                    zarabiają raczej te mniej ambitne filmy na które idzie się do kina by po poprostu pogapić
                    się w ekran.. I Komercja nie jest ambitna..Sprzeczać się nie ma co bo wystarczy popatrzeć
                    na box office'y.. co jest na pierwszych miejscach? Avatar, Titanic, Władca Pierścieni, Piraci
                    z Karaibów, Mroczny Rycerz, Harry Potter, Alicja w Krainie Czarów, Toy Story 3, Gwiezdne
                    Wojny, Jurassic Park, Epoka Lodowcowa, Spiderman, Shrek 2, Gdzie jest Nemo itd... Czyli
                    filmy na które idzie się pośmiać czy też napatrzeć na efekty specjalne... A nie myśleć...

                    "oglądasz tylko i wyłącznie filmy z głębokimi przesłaniami, z wartościami, artystyczne,
                    docierające tylko do wrażliwej publiki, takie, które są ciężkie i dają do refleksji?"

                    Oczywiście, że nie.. o czym zresztą pisałam poprzednio(że sama lubię obejrzeć naiwne i
                    łzawe melodramaty) chyba na mózg musiałoby mi paść bym tylko takie filmy oglądała..
                    Oglądam wszystkie filmy i jeśli są dobre (bo kto powiedział, że dajmy na to komedia
                    romantyczna nie może być dobrze zrobiona?) to czerpię z nich przyjemność...

                    Nigdzie nie mówię, że nie można takich filmów oglądać, nie można ich lubić (powtórzę
                    jeszcze raz:sama je lubię) tylko po prostu z racji ze są masowe muszą być lekkie i
                    przyjemne.. dla każdego proste w odbiorze za czym idzie nie koniecznie opowiadają o
                    poważnych, głębszych sprawach...
                    Ja tu nikogo nie przekonuje, że ambitne jest lepsze od komercyjnego- to indywidualna
                    sprawa każdego co woli oglądać... Ja nawet sama bym nie potrafiła powiedzieć które wolę
                    bo po dużej dawce jednego lub drugiego miałabym dość.. (Dla mnie równowaga jest
                    najlepsza)
                    Po prostu nie są to filmy ambitne.. Nie zmuszają do myślenia... No chyba, że
                    wytłumaczysz mi co w takich eee "Piratach z Karaibów" jest ambitnego? Lub "Alicji w.."?
                    Lub innej pozycji z czołowych miejsc w box office'ach..

                    ""im więcej kasy tym lepiej?", nie oszukujmy się ale dla aktorów tak..."
                    Sprzeczałabym się... jest wielu świetnych aktorów którzy komercją się nie splamili (patrz
                    chociażby taki P.S. Hoffman) a mogli dostać kilkadzeisiąt razy większe wynagrodzenia... Są
                    aktorzy którzy konsekwentnie odrzucają role w kasowych filmach.. Sa też tacy którzy po
                    zagraniu w jednym czy dwóch dochodowych, zdobyciu sławy grają w tym czym chcą bo
                    filmy niezależne czy po prostu nie megaprodukcje pozwalają im się wykazać aktorsko...
                    Trakują to jako wyzwanie..
    • colaxdd Cóż... 17.08.10, 14:55
      Dla każdego ambitny film, książka, czy muzyka, znaczy co innego.
      Dla mnie ambitny film, to np. Efekt Motyla, dzięki któremu zrozumiałam
      pewne rzeczy. Może gra aktorska pozostawiała trochę do życzenia, ale
      poza tym, temat filmu był wyśmienity.

      ; D
    • activgirl Re: W stronę ambitnego kina 17.08.10, 23:28
      Uwielbiam filmy z Tomem Hanksem, Audrey Hepburn. Produkcje z Jhonnym Deepem -
      również świetne. Edward Nożycoręki... smile
    • ziuuta Dzięki za ten wątek <3 Wreszcie o moim "Titanicu"! 19.08.10, 16:37
      Wielkie thanks za ten wątek <3 Wreszcie coś o moim kochanym "Titanicu"!
    • yourbadream jest już taki wątek, miło, że szukałaś 19.08.10, 16:41
      • vera7 Re: "" 19.08.10, 17:08
        Ostatnio oglądałam 'Wyspe tajemnic " i powiem szczerze że jest to jeden z
        lepszych filmów jakie widziałam w życiu.
        Oprócz tego swietnymi filmami sa także Pianista,Zodiac(mogłabym ogladać
        naokragło)i pare innych.Napewno pooglądam te które wypisaliście.smile
    • ne.gra Tylko stare kino=ambitne kino - nie zgadzam się. 19.08.10, 23:33
      Oczywiście stare filmy to też ambitne filmy. Ale nie, nie zgadzam się, że tylko. Będę leniwa po raz drugi i skopiuje (po raz drugi) moją wcześniejszą wypowiedź:
      I znowu nie mogę się zgodzić. Stare filmy są masowo nazywane „arcydziełami” głównie dlatego, że kiedyś inaczej patrzono na świat, inaczej wzruszano, rozbawiano czy rozśmieszano. I teraz pięknie jest spojrzeć na takie stare filmy, kiedy jeszcze nie było techniki a i tak kręcono coś dobrego, popatrzeć na inny punkt widzenia i wizję świata. "Arcydzieło" powinno po prostu być świetnie zrobionym filmem, niekoniecznie nakręconym 80 lat temu, z dobrym reżyserem i zaskakującym pomysłem na scenariusz, ze świetną grą aktorską i poruszającą muzyką. I oczywiście jest wielu autorów żyjących dawno temu, którzy spełniają te kryteria, ale…
      Jak dla mnie większość arcydzieł powstaje teraz. Nie oglądam filmów w stylu "Avatara" bo jak dla mnie to żaden dobry film, tylko robota komputera. Uwielbiam filmy z przekazem. Nie za często oglądam filmy żeby się pośmiać czy wzruszyć, raczej żeby obejrzeć mistrzostwo gatunku czy wspaniały pomysł na przedstawienie historii.
      Współcześnie powstaje mnóstwo wspaniałych filmów, tylko trzeba umieć je znaleźć. Weźmy za przykład "Once" – film z 2006 roku, cudowna historia dwójki ludzi, wspaniała muzyka, film niskobudżetowy. Piękne ujęcia i naprawdę niezwykła historia. Świetne filmy kręci Kieślowski. Arcydziełem jak dla mnie jest "Girl, Interrupted" Jamesa Mangolda. Aronofsky, Van Dormael, Jarmusch, von Trier - współcześni mistrzowie obiektywu i pomysłu, niesamowita i zaskakująca historia, nietypowe podejście do sprawy, kręcą filmy wspaniałe, poruszają tematy niezwykłe, a spojrzenie na świat w filmie jest naprawdę unikatowe, do tego posługują się kamerą, jakby była naturalną częścią ich ciała. David Fincher - współczesny reżyser, nakręcił arcydzieło "Se7en", najwspanialszy film wszechczasów "Fight Club" czy "Azyl" lub "Zodiak". Allen, Almodóvar, Tarantino, Kusturica, Burton - praktycznie każdy ich film jest dla mnie czymś więcej niż tylko dobrym filmem. Popularne gatunki, kino mas, naprawdę świetne wykonanie - filmy braci Coen, Ridleya Scotta, Christophera Nolana, Petera Jacksona czy Georga Lucasa.
      Kolejne, jak dla mnie, arcydzieła powstałe we współczesności: "Bracia" Jima Sheridana, „Hard Candy" Davida Slade'a, „Lot nad kukułczym gniazdem” Milosa Formana, „American Beauty” Sama Mendesa (Forman i Mendes – również reżyserzy z wyższej półki), „Pręgi” Magdaleny Piekorz, „Cześć, Tereska” Roberta Glińskiego, „Skazani na Shawshank” i „Zielona Mila” Franka Darabonta, „Forrest Gump” Roberta Zemeckisa, „Piąty element” i „Leon Zawodowiec” Luca Bessona (kolejna świetna osoba w dziejach światowej kinematografii) i mogłabym tak jeszcze długo wymieniać.
      Oczywiście sama nie gardzę filmami sprzed kilkudziesięciu lat. Jestem ogromną fanką kunsztu i piękna filmów Felliniego, podziwiam wybitne (i nieco odstające od reszty koncepcją) dzieła Kubricka, inne niż wszyscy spojrzenie na świat Bergmana, pełne pięknych wizualnych doznań filmy z wyższej półki Bertolucciego, wybitne kino z ręki Buñuela czy mistrzostwo Hitchcocka.
      Jestem wielką fanką reżyserów, chociaż wiem, że często reżyser bez wspaniałego scenarzysty dużo by nie osiągnął.
      • azi1002 @ne.gra 21.08.10, 21:12
        cytuję:
        "Arcydzieło" powinno po prostu być świetnie zrobionym filmem, niekoniecznie
        nakręconym 80 lat temu, z dobrym reżyserem i zaskakującym pomysłem na
        scenariusz, ze świetną grą aktorską i poruszającą muzyką.

        W tym miejscu z Twoją opinią zgadzam się całkowicie.
        Trzeba jednak uwzględnić fakt, że dziś dla wielu producentów/ reżyserów efekty
        specjalne oraz na siłę lansowane gwiazdki (będę teraz dla wielu Kotkowiczów
        niepoprawna politycznie - przykładem takiej 'gwiazdki' jest Patek) stają się
        substytutem tych wszystkich wymienionych 'składników' dobrego kina. Dlatego
        większość dzisiejszych filmów to przeznaczone dla zaspokojenia mas badziewia.
        Oczywiście nie twierdzę, że wszystkie. Ale duża część.
        W 'dawnych czasach' nie miano takich możliwości jak dziś. I to zmuszało ludzi od
        kina do wysilenia mózgownicy. Do tworzenia filmów dowcipnych, z intrygującą
        fabułą, przekonująco zagranych.
        A, no i jeszcze jedna sprawa - nie ustaliłyśmy, od którego roku powstania
        uznajemy film za stary...
        P.S. Czy mogłabyś mi wyjaśnić, o co w piosence Kaczmarskiego "Casanova",
        chodziło z tą lalką. Z góry dzięki.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka