amylee99 16.01.12, 12:53 Cześć! Dzisiaj rano zmarła mi kotka Myszka Ciągle po niej płaczę Czy przeżyłyście kiedyś coś takiego i jak sobie poradziłyście??? Pozdr. amylee99 Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
tacomakota Re: śmierc ukochanego zwierzaka..... 16.01.12, 13:19 Hej.. Dokladnie wiem co czujesz... koty to wspaniale zwierzeta.. Niektorzy mowia ,ze nie umieją wyrażać uczuc a to nie prawda... Okolo dwa lata temu samochod przejechal mojego kotka filemonka.. Tak go kochalam..Też po nim strasznie plakalam ..Mialam go od dziecinstwa moj pierwszy kotek.Teraz mam innego<widoczny na moich zdjeciach>..Rozumiem co to jest strata zwierzaka....Jak sobie radzilam?..hmm.. Bylo mi strasznie smutno . . Ale powtarzalam sobie ,ze tam bedzie mial lepiej Odpowiedz Link Zgłoś
love_is_forever Re: Nie raz... 16.01.12, 13:38 Mój kochany kotek zmarł w te wakacje. Potem moją kolejną kotkę potrącił samochód. Nie byłam z nią długo. Nie płakałam. Łza mi się w oku zakręciła, ale nie płakałam, po prostu było mi przykro. Nie jestem wrażliwa na śmierć, więc szybko się z tym pogodziłam. Musisz to przeczekać to wszystko. Odpowiedz Link Zgłoś
orbit ;* 16.01.12, 13:55 Widocznie jesteś bardzo wrażliwą osobą , zżyłaś się ze zwierzakiem, ale jakoś to będzie. Minie pare dni i będzie dobrze, narazie masz jakiś szok. Odpowiedz Link Zgłoś
julkajuka Śmierc Zwierzaka 16.01.12, 20:16 Płakałam cały dzień. Nie wiem jak sobie poradziłam, nie pamiętam. Wiem,że gdy zmarła mi papuga ( Gustaw zm. 11.10 2011 r. ) Strasznie to przeżyłam. Bo była to papuga, którą dostałam jak miałam 3 lata ( 08.04.2003 w moje imieniny , wtedy zachorowałam). Papuga była już starsza, chorowała wiec mama powiedziała mi '' Słuchaj , Julka. Gutek, teraz czuje się najlepiej.Tu na ziemi cierpiał,a tam z góry paczy na nas i mówi nam ze nie mamy płakac. On nie chciałby żebyśmy płakali'' Odpowiedz Link Zgłoś
trinkeety06 Re: śmierc ukochanego zwierzaka..... 16.01.12, 15:41 Mi zdechł ukochany chomiczek.ze starości.Wyobrażałam wtedy sb , że w niebie jest mu lepiej i nie choruje już na kręgosłup Niech spoczywa w Pokoju - moja Tosia P.S. Miałam wtedy 5 lat Odpowiedz Link Zgłoś
nessy96 Re: śmierc ukochanego zwierzaka..... 16.01.12, 15:44 rozumiem co czujesz. trzeba to po prostu przeczekać. przeżywałam już śmierć moich papug, chomika i kilku kotów i za każdym razem było mi strasznie przykro. Odpowiedz Link Zgłoś
hanisiaa Re: śmierc ukochanego zwierzaka..... 16.01.12, 15:47 2 razy. Może cię nie pociesze, ale wyłam jak szalona : ( Minął już rok u jednego zwierzaka, a parę miesięcy od drugiego zgonu. Czasami myślę o nich.. Nie płacz, niedawno zdałam sobie sprawę, że twój kotek patrzy na Ciebie z góry, i jest mu przykro, że płaczesz.. Mój chomik na swoje ciało zagrzebane w ziemi w ogródku, wsadziłam do tego pudełka misia, aby było mu przyjemnie. Pomyśl o tym samym. Aż mi się łezka w oku zakręciła ale już, koniec, bo królik i chomik będą smutni Odpowiedz Link Zgłoś
truskawaa13 Re: śmierc ukochanego zwierzaka..... 16.01.12, 17:42 Jeśli chodzi o np. chomika , papugę itp nie płacze , jest mi przykro ale nie płacze. Rok temu <w sobote mija rok > mój psiak wpadł pod samochód. Dostał wylewu czy czegoś tam i trzeba było go uśpić. To był mój najgorszy dzień w życiu , bo gdy przyszłam do domu jej <to była suczka> już nie było. Rano byłam na nią wściekła , bo musiałam wyjść z nią na spacer przez co spóżniłąm się do szkoły. Gdy przyszłam ze szkoły jej już nie było. Rozpłakałam się jak małe dziecko. Cholernie mi jej brakuje.Mimo , że minął już rok nadal mam nadzieje , że to sen pomimo , że wiem , że i tak już jej nie zobacze Poradzisz sobie. Powodzenia Odpowiedz Link Zgłoś
diabolusxxx Re: śmierc ukochanego zwierzaka..... 16.01.12, 15:49 bywa. po prostu przygarnij nowe zwierzątko. Odpowiedz Link Zgłoś
lovexsucks .. ; ( 16.01.12, 15:50 Na początek wyrazy współczucia ; (. Dobrze wiem jak boli strata zwierzątka.Byłam z Frankiem [*] bardzo związana emocjonalnie,Płakałam dzień w dzień.Nie byłam w stanie jeść ,chodzić do szkoły. NIC. W noc po jego śmierci nie spałam.Czułam jego obecność.Przyszedł się pożegnać.Czułam jego ciepło prze szyi.On był przy mnie ja to wiem.Po jakimś tygodniu opłakiwania Franka uświadomiłam sobie ,że juz nie cierpi (był bardzo chory ,karmiłam go strzykawką).Gdziekolwiek jest jest mu teraz dobrze ..Wiem ,że to trudne ,ale dasz radę.Ból po stracie nigdy nie zniknie całkowicie ale trzeba żyć dalej i iść do przodu ; d. Odpowiedz Link Zgłoś
justa28t Re: śmierc ukochanego zwierzaka..... 16.01.12, 15:52 Tak, przeżyłam, nawet dwa razy. To było straszne ... załamałam się. Ale powoli mi przeszło. Odpowiedz Link Zgłoś
koniara13 Re: śmierc ukochanego zwierzaka..... 16.01.12, 15:56 przeżyłam 2 razy i wiem co czujesz. ale nie martw sie Odpowiedz Link Zgłoś
foczka Re: śmierc ukochanego zwierzaka..... 16.01.12, 15:58 Ja bym na twoim miejscu nie szła do szkoły przez jeden/dwa dni.Chociaż bedziesz mieć zaległości. Dobrze wiem jak boli strata zwierzątka ukochanego. Mi umarła moja sunia rasy berneński pies pasterki którą miałam od ośmego roku życia To był ciężki tydizeń praktycznie nie wychodziłam z pokoju. Za dziesięć dni bedzie mijać rocznica jej śmierci. Wtedy akurat w moim województwie były ferie więc nie miałam zaległości, ale jakby zmarła w ciągu roku szkolnego to bym chyba nie dała rady pójść do szkoły. Do dzisiaj za nią płacze, ale pamiętaj twoja kotka nie chciałaby żeby jej ukochana pani za nią płakała . Wiem jak śmierć zwierzątka ukochanego jest bolesna więc Trzymaj się Pamiętaj myśl o niej że tam jest jej dobrze Odpowiedz Link Zgłoś
miss_alice_1997 śmierc ukochanego zwierzaka..... 16.01.12, 16:00 Dwa lata temu trzeba było uśpić psa, którego miałam od trzecich urodzin. Sara miała 11 lat. Po prostu przeczekaj to. U mnie podziałało. Zawsze możesz kupić nowego kotka i to może troszkę pocieszyć po stracie tamtego. Najlepiej też wypłakać się komuś. Odpowiedz Link Zgłoś
emila tutaj... 16.01.12, 16:01 Bardzo mi przykro z tego co się stało 3 lata umarła mi moja kochana świnka morska, Pinky. Płakałam całymi dniami, ale po starcie Pinky rodzice kupili mi drugą. Wspominałam tę pierwszą, ale trzeba było zajmować się nową i myślę, że dzięki temu było mi latwiej. Przelałam moje uczucia na nowe stworzenie Więc, wiem jak się czujesz i może twoi rodzice zgodzą się na drugą kotkę? Odpowiedz Link Zgłoś
natalka_98_10 Re: śmierc ukochanego zwierzaka..... 16.01.12, 16:05 Mi właśnie wczoraj zmarł pies i bardzo płakałam. Nadal czuję, że jej ( suczka ) przy mnie nie ma... Staram się myśleć tylko o tym, że teraz nic nie czuję i jest w niebie z Bogiem. 3maj się tej myśli. Powodzenia! To na pewno minie Odpowiedz Link Zgłoś
trzpiotka :( 16.01.12, 16:08 Mi kilka tygodni temu zmarła kotka, strasznie to przeżyłam, od tamtego czasu czuję jakąś dziwną pustkę, nie potrafię pogodzić się z tym, że już nigdy jej nie przytulę, nie usłyszę tego charakterystycznego dla niej miałknięcia... Masakra. Miałam nadzięję, że mi to chociaż trochę przejdzie, ale z upływem czasu mi jej coraz bardziej brak. Tak to już jest, że jak się mocno zwiążesz ze zwierzęciem, to po jego śmierci czujesz jakbyć utraciła najlepszego przyjaciela. Jak sobie z tym poradzić? Osoba, która traktowała swego pupila jako zwykłe zwierzę, nie przywiązując się do niego zbyt mocno, po pewnym czasie po prostu o tym zapomni. Jeśli jednak tracisz przyjaciela... z taką stratą chyba nie można sobie poradzić. W każdym razie ja nie potrafię. Odpowiedz Link Zgłoś
beauty12 Re: śmierc ukochanego zwierzaka..... 16.01.12, 16:10 Oj, nie raz to przeżyłam, mieszkam na wsi, mój dom jest bardzo blisko jezdni. Od kiedy byłam mała w domu zawsze był pies, zawsze, albo jakieś inne zwierzątka. No i zawsze jakieś wpadały w końcu pod samochód, to było dla mnie okropne, musiałam na to patrzeć i strasznie byłam potem przybita, nie mogłam sb z tym poradzić. Tak 4 lata temu miałam pieska razy Pinczer wabił się Toffi, byłam z nim bardzo związana, tak samo jak cała moja rodzina. Był bardzo oddany i mądry, kochał się bawić. Aż pewnego dnia, siedziałam z mamą w domu no i moja siostra wybierała się z kuzynką i jej maluteńkim dzieckiem na spacer i mój pies chciał przejść na chodnik do mojej siostry i wpadł pod koła motoru. Przejechał mu po kręgosłupie, nie było dla niego szans, moja mama trzymała go na rękach, a on na nich zdychał w wielkim bólu. To był najgorszy widok jaki kiedykolwiek przeżyłam. A najbardziej wzruszające jest to, że jak zdychał popatrzył na moją mamę i uronił łzę.... nie zapomnę tego. Ryczałam po tym chyba z tydzień, nocami cały czas płakałam, ale powiedziałam sobie, że nie ma co płakać, to zwierzę już nie żyje, nie przywróce mu życia i udało mi się zapomnieć, ale powiem ci, że nie jest łatwo ale dasz radę PS: mam nadzieję, że moja opowieść ci chociaż troszkę pomoże Odpowiedz Link Zgłoś
natala_nati Ochhh.. Chyba z 6 razy? :'( 17.01.12, 00:46 @beauty12 Boże jak czytałam twój post to po prostu się poryczałam Ps. Ja też nie raz się pożegnałam ze śmiercią ukochanego zwierzątka... dlatego że od kąt pamiętam w domu zawsze było zwierzątko... najwięcej umarło chyba papug.. ale po nich nie płakałam tak jak po kotach i psach... Najpierw młodą Mruczusia... na moich oczach na moim podwórku pod auto malarza(malowaliśmy wtedy dom) wszedł malutki kotek ale gdy malarz wyjeżdzał z podwórka nie zauważył go i na moich oczach ...... go ...miałam wtedy ok. 7 lat.... przepraszam nie jestem w stanie tego słowa napisać .... Potem mojego kotka Mruczusia...(była to ona ale jako że byłam mała ciężko było wymyślić coś sensownego a jako że ten kot duuużo mruczał to był mruczuś) musiałam ją pożegnać... Mama powiedziała że uciekła więc nie płakałam ale wszystko się wydał kiedy grabiłam liście i wynosząc je do tył do takiej jakby dziury zobaczyłam jej charakterystyczną zieloną obrożę... Tylko obrożę pamiętam .. Domyślam się że auto.... A mama mi nic nie powiedziała bo bała się reakcji jaką wtedy z siebie wylałam miałam ok. 8 lat Kiedyś wychodząc z domu z mamą.. dziwne dla mnie było że Sonia(moja rodwailerka) nie przybiegła... poszłam w stronę budy ... zawołałam ale się nawet nie poruszyła... mama widząc brak mojej reakcji ... szybko mnie zabrała... myślałam że mój świat legł w gruzach ... Sonia była ze mną od kąt pamiętam naprawdę ją kochałam... miałam może niecałe 10 lat... Aha.. jeszcze przed Sonią była Dona... to była wspaniała psiuńka... była długo za nim ja się pojawiłam na tym świecie... miałam ją okazje poznać ale niestety zmarła gdy miałam zaledwie 5/6 lat... był to bardziej pies mojego rodzeństwa niż mój ale kochałam go jak swego... Więc jak widzisz moje dziecięce pożegnania były dosyć bolesne... Teraz mam 2 psy i szynszylka Nie wiem co będzie gdy kiedyś mi ich zabraknie Odpowiedz Link Zgłoś
monia1997n śmierc ukochanego zwierzaka..... 16.01.12, 16:11 tak i to dużo razy Raz zdechła mi śwninka morska miałam ją z 3 lata i pamiętam przed kolonią na którą miałam jechać była już chora ale jakoś dawała radę a potem na kolonii mama do mnei dzwoni, że zdechła pamiętam płakałam, koleżanki mnie pocieszały A rok temu uspali mi psa, którego miałam 13 lat. Jak miałam rok to rodzice go kupili, byłam do niego przywiązana i jeszcze pamiętam patrzałam przez okno jak dawali mu zastrzyk, który miał go uśpić. Był bardzo chory i mu to ułatwiło cierpienie ale i tak strasznie płakałam w końcu tyle lat go miałam Muisz pogodzić się ze smiercią, wiem cięzko jest... Odpowiedz Link Zgłoś
sw33t_girl Z biegiem czasu ból maleje:) 16.01.12, 16:41 Mi w październiku zeszłego roku zmarła suczka Mila. Pamiętam trzymałam ją wtedy na rękach a ona popatrzyła na mnie takim wzrokiem jakby chciała mi powiedzieć" Nie zapomnij mnie" i upuściła łebek. Płakałam wtedy i moco ją przytulałam ciągle mówiąc "Miluś nie błagam cię, nie odchodź, Milusiu, proszę" i tak w kółko. A kiedy mama próbowała ją ode mnie wziąść uciekłam do swojego pokoju położyłam ją na łóżku i cały czas głaskałam ,ale ona stawała się coraz zimniejsza więc w końcu musiałam ją włożyć do pudełka. Teraz z biegiem lat inaczej widzę tą sytuacje co też nie znaczy że mi jej nie brakuje. Cały czas się zastanawiam co by było gdybym zawiozła ją wtedy do weterynarza czy żyła by wtedy? Ale wiem że nie należy gdybać bo czasu nie cofniemy. Nie martw się z biegiem czasu ból zmaleje ,ale nie łódź się że zniknie całkowicie, jeśli bardzo byłaś przywiązana do kotka to jeszcze trudniej bd ci się pogodzić z tym że go już nie zobaczysz. Ale pamiętaj że ci których kochamy na zawsze pozostaną w naszych sercach. Odpowiedz Link Zgłoś
wesolamalina Re: śmierc ukochanego zwierzaka..... 16.01.12, 16:18 Ja pod koniec wakacji straciłam moją suczkę Nutkę. Płakałam po niej jakiś miesiąc, wciąż mi jej brakuje. Po jakimś czasie pogodzisz się z tak wielką stratą, ale najpierw musi minąć trochę czasu. Trzymaj się ;* Odpowiedz Link Zgłoś
ashley141 Re: śmierc ukochanego zwierzaka..... 16.01.12, 16:27 Współczuję ci ... Odpowiedz Link Zgłoś
yoperro Re: śmierc ukochanego zwierzaka..... 16.01.12, 16:30 Przeżyłam aż 3 razy 1 to miałam 6 lat i mama musiała mojego psa uśpić, 2 raz miałam 12 lat i też miałam chorego psa i musiałam podjąć decyzję o jej uśpieniu a 3 to mi siostra przytrzasneła kota tapczane po każdym zwierzaczku płakałam Odpowiedz Link Zgłoś
marsjanka115 x__x 16.01.12, 16:44 mój kotek też zmarł niedawno . kupiłam nowego może też kup Odpowiedz Link Zgłoś
miszee Re: śmierc ukochanego zwierzaka..... 16.01.12, 16:45 Ja miałam gorzej... Miałam pieska, który mi uciekł. Potem miałam pieska Pusie, która podczas porodu leżała w piachu pod deskami i po kilku dniach zjadły ją robaki ; / (oczywiście nie w całości ale miała kilka dziór i wyjadały jej wnętrzności) a piesków niestety nie dało rady wykarmić samemu : ( W tym samym czasie miałam Cocerka którego potrącił samochód zaraz na nastepny dzień po powrocie z wakacji. Płakałam wtedy bardzo gdyż kochałam go bardzo bardzo bardzo. Po miesiącu depresji tata kupił następnego cocerka który na szczęście żyje do dziś : ) Ale jako szczeniaczek został też przejechany ale na szcześćie tylko łapka i miał w gipsie. Postanowilismy z rodzinką , że kupimy mu partnerke Cocerke Niestety, brat wyjeżdżał z podwórka a ona podbiegła pod same koła : ( Nie dożyła pierwszej swojej zimy, a szkoda. Była na prawdę wesołym i szalonym pieskiem : ( Więc wiesz, dużo bardziej cierpiałam : ( Odpowiedz Link Zgłoś
ola39 Re: śmierc ukochanego zwierzaka..... 16.01.12, 16:48 Od zawsze w moim domu były zwierzęta i dużo razy przeżyłam śmierć pupila. Najgorzej było 1,5 roku temu kiedy straciłam kotkę, z którą byłam... no nie wiem jak mam wyrazić naszą więź, ale byłyśmy po prostu nierozłączne. Bardzo cierpiałam, ale z czasem przeszło. Nadal o niej myślę, ale już nie płaczę na samo wspomnienie o niej. 3 dni temu zniknęła moja druga kotka. Mieszkam na wsi i moje koty często znikają, ale nigdy na 3 dni. Bardzo się martwię, ale nic nie wskazuje na to by nie żyła. Mam nadzieję, że wróci. Jest już trochę stara (wiosną skończy 14 lat), ale jest też w dobrej formie. chyba każdy oprócz mnie stracił nadzieję, bo wszyscy uważają, że trzeba się liczyć z tym, że nie wróci. Więc po części przechodzę ten horror znowu Odpowiedz Link Zgłoś
ola39 Re: śmierc ukochanego zwierzaka..... 16.01.12, 17:06 A, gdy bardzo brakuje mi mojej zmarłej kotki, to rozmawiam z nią nad jej grobem. Czuję, że jest szczęśliwa i już nie cierpi, bo w życiu wiele się wycierpiała. Ostatni rok jej życia był okropny. Wykończyła ją choroba. Z okna mojego pokoju widać miejsce, gdzie jest pochowana. Samo spojrzenie tam i powiedzenie coś do niej w myślach bardzo pomaga,ale gdy bardzo jej potzrebuję po prostu tam idę i płaczę. Czuję, że ona mnie słucha i nie chce bym cierpiała. Czas leczy rany. Jeśli byłaś tak bardzo przywiązana do swojej kotki jak ja do swoich zwierząt, to nigdy o niej nie zapomnisz. To, że będziesz zawsze miała ją w sercu, będzie najlepszym wynagrodzeniem za wszystkie wspólnie spędzone chwile. Odpowiedz Link Zgłoś
dori1234567 Re: śmierc ukochanego zwierzaka..... 16.01.12, 18:12 masz rację sama mieszkam na wsi2lata temu było strasznie w ciągu roku zginęło12kotów za każdym strasznie płakałam ale po2tygodniach przechodziło mi ale na szczęście mam teraz kota który ma1,5roku ale waży aż5kilo!!!!!!!!!!!!!!!!!.Każdy kto do nas przychodzi twierdzi że to stary kocur a kiedy mówimy ile on ma to każdy się dziwi.Jestem niepełnosprawna że sama go dźwignąć nie umiem ale za to lubi ze mną leżeć Odpowiedz Link Zgłoś