Dodaj do ulubionych

próbuję przebrnąć przez "Emilkę..."

16.07.11, 22:25
Emilkę ze Srebrnego Nowiu dostałam kiedyś od koleżanki. Przeczytałam, postawiłam na półce, i jakoś nigdy nie miałam ochoty do niej wrócić, chociaż inne książki LMM czytuję po kilka razy.

Teraz pod wpływem tego forum, postanowiłam wrócić do "Emilki" i wierzcie mi - brnę przez tę książkę jak przez świeżo zaorane pole.
Powodem jest makabryczna polszczyzna. Nie chodzi nawet o kiepskie tłumaczenie, tylko o styl, budowę zdań, po prostu wzrok mi się zawiesza na pewnych zwrotach i karkołomnie zbudowanych zdaniach.

Na przykład:
"Była to ładna, szarooka kotka, o wielkich, hebanowo czarnych oczach." - to jakie w końcu oczy miał ten kot???
albo taki opis:
"Tam było ustronie, wyczarowane przez magiczne noce. Tam doznawała nieznanych nikomu rozkoszy, pełni radości ze swego pierworództwa" - ??????
albo to:
"Kto by był widział Emilkę sunącą przez nagie pole, nie byłby jej zazdrościł bynajmniej".

Mam wrażenie, że tłumaczka chciała się wznieść na wyżyny literackiej polszczyzny i dlatego komplikuje proste sprawy i używa zagmatwanych form gramatycznych.

Nieodparcie kojarzy mi się to z "Trędowatą", gdzie można znaleźć zdania "Stefcia bujała w obłokach, czując pewne skrępowanie w dotychczasowych warunkach" albo "papa Prątnicki w mętach społecznych miał pewne zastosowanie".
Tyle że w Trędowatej takie zdania trafiały się rzadko, i ogólnie czytało się ją dobrze, a przez "Emilkę" brnę jak przez zaorane pole.....

Jeszcze jeden przykład - ojciec pyta Emilkę, czy pamięta ona swoją matkę, a Emilka odpowiada "jak cudne urywki sennego marzenia".
To jest zwrot żywcem wyjęty z poezji młodopolskiej (Pawlikowska- Jasnorzewska, albo Lechoń, albo Tuwim), dwunastoletnie dziecko powiedziałoby raczej "jak piękny sen".

Pocieszcie mnie, że to faktycznie grafomania albo opieprzcie mnie, że się czepiam Bóg wie czego, bo już sama nie wiem...
Obserwuj wątek
    • slotna Re: próbuję przebrnąć przez "Emilkę..." 16.07.11, 23:04
      Tam chyba powinno byc "szaroboka", cos mi sie majaczy z innych dyskusji. Ja mam to samo wydanie, uwazam tak jak ty, ze stylistycznie cos okropnego i przez to nigdy Emilki nie przeczytalam - gdybym sie wciagnela, zdobylabym nastepne tomy, ale nie znioslam nawet pierwszych piecdziesieciu stron. Kiedys to zrobie, moze w oryginale? Przeczytalam za to wszystkie watki o niej na tym forum :)

      > To jest zwrot żywcem wyjęty z poezji młodopolskiej (Pawlikowska- Jasnorzewska,
      > albo Lechoń, albo Tuwim), dwunastoletnie dziecko powiedziałoby raczej "jak pięk
      > ny sen".

      Moze zwykle dziecko, ale Emilka, z tego co mi wiadomo (acz wiadomo mi niewiele i tylko z drugiej reki, jak wspomnialam), taka znow zwykla nie byla :)
      • pi.asia Re: próbuję przebrnąć przez "Emilkę..." 17.07.11, 08:38
        slotna napisała:
        >Ja mam to samo wydanie, uwazam tak jak ty, ze stylistycznie cos okropnego i przez to nigdy >Emilki nie przeczytalam - gdybym sie wciagnela, zdobylabym nastepne tomy, ale nie znioslam >nawet pierwszych piecdziesieciu stron.

        Dzięki, Slotna, lejesz miód na moje serce. Ulżyło mi.
    • aleska Re: próbuję przebrnąć przez "Emilkę..." 17.07.11, 10:46
      A kto jest tłumaczem, że się tak z ciekawości zapytam?

    • yo-a-ko Re: próbuję przebrnąć przez "Emilkę..." 17.07.11, 12:06
      Ja to tłumaczenie czytałam razy wiele, ale tylko dlatego, że - po raz pierwszy zetknąwszy się z nim i Emilką - miałam lat 15cie, krytycyzmu wobec jakości tekstu za grosz, a LMM kochałam ogromnie... I Emilkę też pokochałam na tyle, by wracać do niej mimo "trędowatego" ;-) przekładu.
      Choć i przy tym pierwszym czytaniu zgrzytały mi okropnie pęciny Emilki, krem mrożony zamiast lodów, i w ogóle od czasu do czasu infantylno-podniosły styl (jak to rzekła Julka do Douglasa, po urodzeniu Emilki? "Mamy nasze dziecię i tylko ono nas na świecie obchodzi?" ...uuuu-uh!)

      Wiele lat później przeczytałam inne tłumaczenie Em, dla ciekawości porównując fragmenty obu... "Inne", jak dla mnie, było lepsze bez porównania, poza może dwoma urywkami (wspominana przeze mnie już gdzieś na forum scena, gdy Emilka woła do ciotki Elżbiety "ciotko, w tym świetle twoja twarz wygląda jak trupia głowa!" :-) No i "inne" nie wycina części oryginału.

      Proszę, dziel się dalej Twymi wrażeniami "przekłądowymi" - z Emilki i Ani, ciekawa ich jestem :-)
      • slotna Re: próbuję przebrnąć przez "Emilkę..." 17.07.11, 12:12
        > Proszę, dziel się dalej Twymi wrażeniami "przekłądowymi" - z Emilki i Ani, ciek
        > awa ich jestem :-)

        Ja tez :)
        • pi.asia Re: próbuję przebrnąć przez "Emilkę..." 17.07.11, 21:11
          grrrr... jasne, ja mam się męczyć, a Wy tak na gotowo, same perełki chcecie ;)

          dobrze, postaram się przeczytać ten horror. Już doszłam do fragmentu wspomnianego wyżej czyli "Drogi mój, mamy teraz dziecię nasze..."

          Ale nie będę się spieszyć, bo człowiek się niestety przyzwyczaja nawet do takiej grafomanii i przestaje zauważać ewidentne babole.
          Poza tym muszę od czasu do czasu odetchnąć normalnością - wtedy Sapkowski, Lem, Grzędowicz, Musierowicz, Pratchett i książki LMM w dobrym tłumaczeniu.
          Aha - moje wydanie Emilki przetłumaczyła Maria Rafałowicz Radwanowa. Okładka żółto-niebieska, i na tym tle Emilka w ciemnoczerwonej bluzce z falbanami. Wygląda jak Carmen.
          • raszefka Re: próbuję przebrnąć przez "Emilkę..." 17.07.11, 22:24
            To ja już wiem, dlaczego Emilka wydawała mi się taka strasznie ciężka, kiedy czytałam ją w podstawówce. A czytałam wielokrotnie i pierwszą stronę "Na falach życia" znałam na pamięć. (Dziś wiem tylko, że coś o rumianku było)
          • slotna Re: próbuję przebrnąć przez "Emilkę..." 17.07.11, 23:13
            Grzedowicz, serio? Dostalam kiedys od chlopaka, ktory sie nim zachwycal i zrobilam to co ty teraz robisz z tymi tlumaczeniami: przysiadlam i wypisalam babole, zeby sobie facet nie myslal, ze marudze, bo fantastyki nie lykam. A Grzedowicz nie moze zwalic na tlumacza ;)
            • ananke666 Re: próbuję przebrnąć przez "Emilkę..." 18.07.11, 00:47
              Dawaj je!
              • slotna Re: próbuję przebrnąć przez "Emilkę..." 18.07.11, 01:13
                Sie okazuje, ze niedokladnie tak bylo, bo baboli wypisalam ledwo garstke, a cala reszte recenzji zajmuje analizowanie dlaczego ta ksiazka ("Pan lodowego ogrodu") jest beznadziejna ogolnie ;) Ale prosze bardzo, znalazlam ten mail:

                "Laduje z dokladnoscia do jednego metra jakies piecdziesiat metrow od krawedzi klifu" - pierwszy z brzegu przyklad niezgrabnego zdania

                "Musze odejsc pol kilometra." – po jakiemu to?

                "Taki okragly przymrozek z koniem posrodku." - przymrozek to jest stan pogody, takie zjawisko, a nie zmarznieta darn; to tak jakby na wysuszona trawe powiedziec „upal”.

                "Jakies trzysta gram zlota." - a Mann niedlugo bedzie wazyl trzysta kilogram – bo jest grubas.

                Dwie strony o podejrzanym piwie. Vuko pije, rozglada sie, pada takie zdanie: „Szczupla, bogato ubrana kobieta, siedzaca obok krola, jest czerwona na twarzy jak piwonia i patrzy po scianach.” Po czym od razu akcja: ktorys z miejscowych idzie rzygac, Vuko odkrywa, ze w piwie jest krew, krol kaze mu siadac przy stole, bla bla, na nastepnej stronie: „Krolowa patrzy na mnie dziwnym wzrokiem”. A ja: wtf! gdzie tu byla krolowa?? Co przegapilam?? I wracam o akapit, dwa, trzy, zeby trafic na „kobiete siedzaca kolo krola”. Oczywiscie moglam sie domyslic, ale nie mialam czasu, bo czytalam...

                To samo, tylko jeszcze bardziej:
                „Nad brzegiem stoi zabudowany palisada dwor. Widac z daleka, ze brama jest zamknieta. Fragment palisady i jeden z budynkow wewnatrz sa czarne i spalone.
                Grunaldi kamienieje w siodle. Zaciska palce kurczowo na leku i przygryza nerwowo wodze. Trwa to kilka sekund, po czym spina konia i puszcza sie dzikim galopem w dol.
                Dojezdzajac, wszyscy mamy juz helmy na glowach i luki w dloni.
                Wewnatrz, na dziedzincu, sluchac ujadanie i zawodzenie psow i krzyki kilku osob, wiec zyja, Bogu dzieki. Nie trafilismy na kolejne miejsce masakry.
                Brama otwiera sie i nagle wychodzi z niej Grunaldi. Jest bialy jak sciana (...)”

                Czytajac, w glowie wytwarzam obrazek: dwor, zamknieta brama, w srodku zgliszcza – o kurde, cos sie stalo – musza szybko sprawdzic, musza tam pewnie wlezc za te brame? Grunaldi leeeeci, oni za nim, juz dojezdzaja, Grunaldi na froncie, pierwszy pod brama, ktora otwiera sie – super, teraz tam wejda, Grunaldi i reszta – ze co?! Grunaldi WYCHODZI? Blizniak?? Klon??? No. Tak sie, cholera, nie robi.

                „Na ile mozna bylo ocenic, robil wrazenie kogos, kto cos knuje”, dwa krotkie zdania i: „nie bylo latwo to ocenic, ale sprawiala wrazenie, ze nie przekroczyla jeszcze trzydziestki” (powtorka swoja droga, a zdanie o zgrabnosci kaszalota swoja)

                „Mlody zul pogardliwie male kesy miesa” - to mnie rozbawilo po prostu, mozg laczy przyslowek z nastepujacym po nim przymiotnikiem i Slotna oczyma duszy widzi te pogardliwie male kawalki ;)

                Duzo bylo takich kwiatkow, pamietam jeszcze: „jezdzcy w czerwonych plaszczach o srebrzystych twarzach” - reakcja jak wyzej.
                • pi.asia Re: próbuję przebrnąć przez "Emilkę..." 18.07.11, 19:35
                  o cholera, slotna, faktycznie baboli u Grzędowicza całe mnóstwo... i jak ja teraz wyglądam, czepiając się Emilki, a nie widząc ewidentnych hopsztosów gdzie indziej?
                  Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że Pana Lodowego Ogrodu czytam z laptopa więc siłą rzeczy lecę po łebkach, bo nie cierpię czytania z ekranu (usprawiedliwiaj się, ciemnoto...) Moja kulpa, moja kulpa, moja bardzo wielka kulpa....

                  Za to teraz biorę pod nóż Emilkę.
                  Odkryłam, że w tym tłumaczeniu przede wszystkim trzy rzeczy sprawiają, że styl jest taki koszmarny:
                  1. używanie czasu zaprzeszłego:
                  - byliby zapewne przybyli na wieść o jej chorobie, gdyby byli o niej wiedzieli
                  - nie byłaby umiała ukryć
                  - dużo byłaby za to dała
                  - nigdy nie byliby sobie pozwolili
                  - co byś była zrobiła, gdybyś nie była miała przyjaciół
                  - byłabyś została umieszczona w jakimś przytułku, gdzie byłabyś nieomal głodem morzona

                  2. fatalny szyk wyrazów w zdaniu
                  - zniknęła gorycz wszelka
                  - odtajała Emilka troszkę
                  - zsunęła się Emilka po schodach
                  - wtem zatrzymał się ołówek
                  - czuła się ciotka równie nieswojo jak Emilka
                  - pamiętaj, że nie masz dotykać przedmiotów
                  - nie masz w ogóle całować kotów
                  - stały krzesła wyściełane
                  - Elżbiecie jest ten intruz na naszych gruntach solą w oku
                  - Elżbieta Burnley... starego Williama Murraya żona
                  - spróbuj tylko to wykonać, coś zapowiedziała
                  - upokorzenie z powodu zniewagi doznanej
                  - stojąc na katedrze, czytała panna Brownell, nie pozbawiona pewnej zręczności recytacyjnej, owe piękne wiersze

                  3. dziwolągi zagmatwane do granic wytrzymałości, kompletnie niezrozumiałe/źle przetłumaczone, silące się na styl górnolotny, pełne archaizmów:
                  - chodź tu i pomóż zmywać, to ci zrobi dobrze
                  - ona cię nauczy rozsądku i zrobi ci dużo dobrego
                  - na szczęście znalazła się w tym momencie naprężenia Helena Greene
                  - Kicia otarła się ciepłymi biodrami o nogi dziewczynki
                  - zdrowie Ewy nie jest na wysokości zadania
                  - była rozdzierająco szczęśliwa
                  - wątpię - rzekł ciotka Ruth krającym głosem
                  - hiacynty zakrywające oblicze ojcowskie przed oczami ludzi obcych
                  - nie doznała zatem zdziwienia
                  - zapach bzów w kwieciu
                  - wyzyskaj te chwile obecne
                  - Laura zaś była ptakiem na gałęzi, każdy szmer ją budził
                  - był to śnieżnie biały budyneczek wśród krzewów kwietnych
                  - stał w chłodnym, schludnym, ziemią pachnącym obszarze o usypanej podłodze
                  - Emilkę olśnił i przykuł zegar słoneczny
                  - gdy mnie nawiedzi natchnienie, usłyszysz moje wiersze. Nie ma po co prosić mnie o nie, gdy nie nawiedziło mnie natchnienie
                  - nieprawda - wrzasnęła Emilka, wysadzając znienacka głowę spod serwety, spomiędzy dwóch przednich nóg stołowych
                  - jest on przytomny świadomości całej rodziny
                  - rumieniec wystąpił na wydrążone policzki panny Brownell
                  - 20 dziewczynek w jej wieku mniej więcej
                  - wiedz, że to jej myśl była włożyć węża do pudełka
                  - dusza jej zatuliła się w kiry po utracie przyjaźni
                  - Emilka, maleńka, opuszczona, bezbronna, w oczach wyrażających takie przerażenie, jakie nie powinno się móc przejawiać w oczach dziecka
                  - gorsze od niesprawiedliwości było upokorzenie zawarte w tym fakcie dzisiejszym
                  - ciotka Elżbieta prowadzi tam zawsze na noc osoby wybitne
                  - och, och, zacznę płakać

                  i moje ulubione:
                  - ale to w nim nurtowało, aż znalazło ujście w tym oto nagrobku

                  i to wszystko na stu dwudziestu stronach......

                  podoba się?...
                  • ananke666 Re: próbuję przebrnąć przez "Emilkę..." 19.07.11, 01:57
                    Część da się tłumaczyć wiekowym przekładem. Daty urodzenia pani Rafałowicz-Radwanowej jakoś nie mogę znaleźć, ale przekład jest przedwojenny.
                    • pi.asia Re: próbuję przebrnąć przez "Emilkę..." 19.07.11, 06:01
                      ananke666 napisała:

                      > Część da się tłumaczyć wiekowym przekładem. Daty urodzenia pani Rafałowicz-Radw
                      > anowej jakoś nie mogę znaleźć, ale przekład jest przedwojenny.

                      też szukałam daty urodzenia ;) bo wpadłam na ten sam pomysł ;)
                      Ale kiedyś w dobrym tonie instytucji wydającej książki było poprawianie archaizmów i błędów gramatyczno-stylistycznych.
                      Wiele razy miałam w rękach jakąś książkę z notatką "wydanie II, poprawione"
                      A tu? gdzie jest redakcja? Gdzie korekta?
                      A tak na marginesie - podobało się? :)




                      • rozcinam-pomarancze Re: próbuję przebrnąć przez "Emilkę..." 20.07.11, 15:15
                        O rety. Już rozumiem skąd mój koszmarny styl w pamiętnikach z czasów, gdy miałam 13 lat. Zaczytywałam się Emilką, najprawdopodobniej w tym samym tłumaczeniu...
                        • nessie-jp Re: próbuję przebrnąć przez "Emilkę..." 20.07.11, 23:19
                          Na początek witam cichutko, podczytuję was od kilku dni z wielkim zajęciem.

                          I teraz:

                          rozcinam-pomarancze napisała:

                          > O rety. Już rozumiem skąd mój koszmarny styl w pamiętnikach z czasów, gdy miała
                          > m 13 lat. Zaczytywałam się Emilką, najprawdopodobniej w tym samym tłumaczeniu..

                          E tam, koszmarny. Po prostu
                          • rozcinam-pomarancze Re: próbuję przebrnąć przez "Emilkę..." 21.07.11, 13:39
                            "Koszmarny" to odnosiło się do mojego własnego stylu, nie autorki. W końcu co innego można wybaczyć autorce wiktoriańskich powieści dla dziewczynek, co innego nastolatce końca XX wieku ;)
                      • ananke666 Re: próbuję przebrnąć przez "Emilkę..." 21.07.11, 12:02
                        Tak, podobało się :) Emilkę czytałam w czasach, kiedy styl przeszkadzał mi rzadko, a i ten miał jakoś staroświecko interesujący. A same książki cenię wyżej niż cykl o Ani. Za wiele rzeczy:
                        - za samą postać, mniej dziewiczą i bardziej interesującą niż Ania
                        - za jej charakter, bardziej gwałtowny i mniej słodki
                        - za owej postaci zdolności parapsychiczne
                        - za lepszą literacko i pełniejszą przyjaźń
                        - za zabawniejsze kłopoty bohaterki
                        - za kilka ciekawych postaci
                        *kuzyn Jimmy
                        *Dean Priest
                        *Nancy Priest
                        *pan Carpenter
                        *dr Burnley
                        *pani Kent
                        * i kilkoro innych. Nawet Ruth Dutton.
                        - za mniejszą słodycz, a większą tajemniczość całego cyklu
                        - za mniejszą pewność co do losów bohaterki (no dobra, zakończenie było trochę głupie)
                        - za ciekawszą drogę, którą bohaterka przeszła
                        - ...

                        Emilka powstała piętnaście lat po Ani z Zielonego, jest znacznie dojrzalsza i to się czuje. Ale zachęcam do zapoznania się z drugim przekładem, tym młodszym. Nie mogę dopaść tomu pierwszego, ale w drugim wyraźnie widać rozbieżności, czasem uzupełnione są braki, a czasem zmienia się wymowa całych scen.
                        • ananke666 Re: próbuję przebrnąć przez "Emilkę..." 21.07.11, 12:04
                          (Jęk) miał jakiś staroświecki interesujący urok!
                          Co za bzdura mi wyszła.
                          • invisse Re: próbuję przebrnąć przez "Emilkę..." 21.07.11, 13:41
                            ananke666...
                            Jesteś moją bratnią duszą :D Mogę się podpisać pod twoimi słowami, jakbyś wyjęła mi je z głowy, tylko ja nie potrafiłam tego jeszcze sformułować :]

                            A co do języka - podobał mi się, kiedy czytałam go w dzieciństwie. Teraz na próbę wypożyczyłam starszą wersję i faktycznie, ciężko mi było znieść niektóre błędy (chociaż wszystko jest lepsze od Emilki z KSIĘŻYCOWEGO Nowiu - ja, staroświecka, poznałam Emilkę ze Srebrnego Nowiu i innych nie uznaję), ale na przykład mrożony krem podobał mi się o wiele bardziej niż zwykłe lody. Nawet sobie wyobrażałam, że jak dorosnę i będę bogata, kupię sobie mrożony krem na deser ;] No i czas zaprzeszły podoba mi się od dawna, szkoda, że już się go nie używa.
                            • ananke666 Re: próbuję przebrnąć przez "Emilkę..." 21.07.11, 14:13
                              A ja jednak chciałabym przeczytać wersję z Księżycowym Nowiem. Nie tak dawno temu podczytywałam sobie oryginał no i ups, wersja ze Srebrnym Nowiem jest i niepełna, i trochę poprzekręcana.
                              Sama nazwa Srebrny Nów bardziej mi się podoba, przyznaję, jest krótsza i dźwięczniejsza. Niestety po polsku New Moon bardzo traci - to po prostu Nów. Emilka z Nowiu byłaby do bani.
                              • jottka Re: próbuję przebrnąć przez "Emilkę..." 21.07.11, 14:31
                                zaraz, zaraz, ale utożsamianie rozpaczliwej nieudolności językowej z romantycznym czy przedwojennym stylem pisania to jest nieuprawnione nadużycie! żeromski dzisiaj jest mocno niestrawny w swych szaleństwach słownych, ale pisał poprawną i potoczystą polszczyzną, a to, co piasia cytuje, to jest orka na ugorze:( nie wszystko, co spłodzone "przed wojną". równa się kwiecistemu stylowi, który tylko manierą nas denerwuje.

                                zresztą tę szarooką kotkę o oczach jak heban jam ci kiedyś, nie chwaląc się, wyciągnęła, tyle że po lekturze dalszych paru akapitów rzuciłam dziełem o glebę i niestety nie znam "emilki" (ta kotka jest jakoś na samym początku). szeroko rozumiane "przedwojenne" tłumaczenia często są niechlujne i rozpaczliwe, tyle że można je dziś wydać (czy w latach 90. można było) bez praw autorskich, tak samo wydawano na nowo mayne reida czy innego karola maya bądź jadwigę courts-mahlerową. a o jakości tłumaczeń made in lata 20. jest boski felieton makuszyńskiego zamieszczony w "kartkach z kalendarza" i zakończony bolesnym okrzykiem, by ktoś wreszcie "zastrzeliwał" tłumacza za takie dzieła po trzykroć genialne (cytat odnosi się do podziwianego przekładu:)
                                • ananke666 Re: próbuję przebrnąć przez "Emilkę..." 21.07.11, 14:39
                                  Prawda, tylko że ja przeczytałam to tłumaczenie mając latek coś kole dziesięciu czy jedenastu, kiedy wrażliwość leksykalna leżała sobie w pieluchach i machała wesoło odnóżami. WTEDY wydawało mi się, że to takie miłe i staroświeckie. Później raziło mnie niezbyt mocno przez zasiedzenie. A później wzięłam angielską wersję.
                                • nessie-jp Re: próbuję przebrnąć przez "Emilkę..." 21.07.11, 16:01
                                  jottka napisała:

                                  > zaraz, zaraz, ale utożsamianie rozpaczliwej nieudolności językowej z romantyczn
                                  > ym czy przedwojennym stylem pisania to jest nieuprawnione nadużycie! żeromski d
                                  > zisiaj jest mocno niestrawny w swych szaleństwach słownych,

                                  Uwielbiam Żeromskiego :)

                                  Natomiast oczywiście błędy językowe i ewidentne morderstwa translatoryczne nie podlegają żadnej obronie. Odnosiłam się raczej do zarzutu, że sam górnolotny styl jest "zły". Np. te dwa zdania, które rozpoczęły wątek:

                                  "Tam było ustronie, wyczarowane przez magiczne noce. Tam doznawała nieznanych nikomu rozkoszy, pełni radości ze swego pierworództwa"

                                  "Kto by był widział Emilkę sunącą przez nagie pole, nie byłby jej zazdrościł bynajmniej".


                                  Nie zawierają moim zdaniem rażących błędów gramatycznych i są doskonale zrozumiałe. Po prostu
                                  • pi.asia Re: próbuję przebrnąć przez "Emilkę..." 21.07.11, 19:22
                                    nessie-jp napisała:

                                    > Odnosiłam się raczej do zarzutu, że sam górnolotny st
                                    > yl jest "zły". Np. te dwa zdania, które rozpoczęły wątek:
                                    >
                                    > "Tam było ustronie, wyczarowane przez magiczne noce. Tam doznawała nieznanych n
                                    > ikomu rozkoszy, pełni radości ze swego pierworództwa"
                                    >
                                    > "Kto by był widział Emilkę sunącą przez nagie pole, nie byłby jej zazdrościł by
                                    > najmniej".

                                    Nessie, ja nigdzie nie napisałam, że górnolotny styl jest zły. Słowo daję, uwielbiam takie stare ramoty jak Macierz czy Dewajtis Rodziewiczówny, Marię Buyno-Arctową (kto oprócz Pyzy Borejkówny czytał "Słoneczko"?) a nawet obciachową Trędowatą sobie czytam raz na parę lat - ze względu na ten górnolotny styl właśnie, taki trącący myszką, staroświecki, romantyczny.
                                    Zdanie "tam było ustronie, wyczarowane przez magiczne noce" jest ok, ale za chińskiego boga nie wiem jak rozumieć zwrot "tam doznawała nieznanych nikomu rozkoszy, pełni radości ze swego pierworództwa"

                                    Jakie pierworództwo??? Ona była jedynaczką!!! a gdyby miała (była miała) młodsze rodzeństwo, to jakież są te rozkosze związane z pierworództwem? Ach, właściwie nie powinnam pytać, odpowiedź jest w tym samym zdaniu "nieznane nikomu rozkosze" ;)))

                                    Drugie zdanie lepiej by wyglądało w formie "kto by był widział Emilkę sunącą przez nagie pole, bynajmniej by jej nie zazdrościł". Ot, inny szyk wyrazów a jaka różnica.

                                    Gdybym nie była lubiła takiego stylu, to bym nie była czytywała LMM :)
                                    A teraz rzucam się do Kartek z kalendarza Mistrza Kornela ;)

                                    PS> następne babole z Emilki w przygotowaniu. Po stronie 120-ej jest ich dużo, dużo mniej, ale są smakowite ;)
                                    • nessie-jp Re: próbuję przebrnąć przez "Emilkę..." 21.07.11, 19:29
                                      > (kto oprócz Pyzy Borejkówny czytał "Słoneczko"?)

                                      JA! :)

                                      Muszę znaleźć to pierworództwo w oryginale.
                                      • nessie-jp Re: próbuję przebrnąć przez "Emilkę..." 21.07.11, 19:35
                                        No, w oryginale jednak ta nieszczęsna primogenitura jest:

                                        "She came more fully into her fairy birthright there than in any other place. "

                                        Jednak zgadzam się, że dzisiaj termin "pierworództwo" jako "prawo dziedziczenia przywilejów i zaszczytów" jest mało zrozumiały.
                                        • croyance Re: próbuję przebrnąć przez "Emilkę..." 22.07.11, 16:29
                                          Ale jesli jest 'fairy birthright' to nie chodzi o jej pochodzenie w sensie ludzkim, tylko o jej wrozkowata, elfia nature chyba ..?
                                          • nessie-jp Re: próbuję przebrnąć przez "Emilkę..." 22.07.11, 18:09
                                            croyance napisała:

                                            > Ale jesli jest 'fairy birthright' to nie chodzi o jej pochodzenie w sensie ludz
                                            > kim, tylko o jej wrozkowata, elfia nature chyba ..?

                                            No właśnie, o elfie "pierworództwo"
                                    • ananke666 Re: próbuję przebrnąć przez "Emilkę..." 22.07.11, 00:35
                                      > kto oprócz Pyzy Borejkówny czytał "Słoneczko"?
                                      Ja. Niestety, byłam wówczas mocno nieletnia i pamiętam tyle: miluchne złotowłose dziecię płci żeńskiej trafiło gdzieś do rodziny, w której były wredne bachory. Bachory tępiły dziecię. Coś się sfajczyło i dziecięciu w pożodze straciło włosy, po czym nosiło chustkę na głowie. Bachory się nawróciły. Koniec.

                                      > Słowo daję, uwie
                                      > lbiam takie stare ramoty jak Macierz czy Dewajtis Rodziewiczówny (...) a nawet obciachową Trędowatą sobie czytam raz na parę lat - ze względu na ten górnolotny styl właśnie,
                                      > taki trącący myszką, staroświecki, romantyczny.

                                      Rodziewiczówną, taką bogoojczyźnianą zdarzało mi się poczytać, przy Trędowatej przewracam się ze śmiechu. Spuszczane w rosół oczy, Michorowski w siodle, czapraku i uzdeczce względnie z wypełzającymi na usta zmysłami tudzież konie wiszące nad przeszkodami niezmiennie działają mi na wyobraźnię.
                                      • ananke666 Re: próbuję przebrnąć przez "Emilkę..." 22.07.11, 11:55
                                        dziecięciu się!
                                • ananke666 Re: próbuję przebrnąć przez "Emilkę..." 21.07.11, 18:39
                                  Jottka, machnij ręką na hebany i przeczytaj po prostu po angielsku. Jeśli lubisz LMM, to naprawdę szkoda, żebyś nie znała Emilki, to jest jedna z najlepszych rzeczy, jakie LMM napisała.
                                  • nessie-jp Re: próbuję przebrnąć przez "Emilkę..." 21.07.11, 19:08
                                    ananke666 napisała:

                                    > Jottka, machnij ręką na hebany i przeczytaj po prostu po angielsku. Jeśli lubis
                                    > z LMM, to naprawdę szkoda, żebyś nie znała Emilki, to jest jedna z najlepszych
                                    > rzeczy, jakie LMM napisała.

                                    Popieram. I uściślam
                                • slotna Re: próbuję przebrnąć przez "Emilkę..." 30.07.11, 00:00
                                  W nagrode za cytaty podrzuce wam Stillera znecajacego sie nad Iwaszkiewiczem.

                                  "Od powiesci "Ksiezyc wschodzi" (1924) po "Slawe i chwale" (1956) roi sie od cytatow wrecz oslupiajacych. Jeden z nich: "W tej chwili z chwilowo pustych drzwi sztabu wyszedl szybko bez czapki wysoki oficer". Drugi: "Pojechali do czesci brygady umieszczonych dalej".

                                  Do podstawowych wskazan dobrego stylu nalezy m.in. oszczednosc przymiotnikow:

                                  "Mala osobka, drobna i bardzo szczupla, o kanciastych ruchach, ostrzyzona jak mlody mezczyzna i uczesana z przedzialem z lewego boku, przylizana blyszczaca brylantyna, w obszernej domowej sukni w olbrzymie kolorowe kwiaty, z dluga bursztynowa papierosnica w reku, podniosla sie na ich widok z rozleglej bialej pikowanej otomany, na ktorej siedziala byla po turecku".

                                  Nie pieknez? Pomylenie przedzialu z przedzialkiem, papierosnicy z fifka i kobieta "przylizana" rowniez sa tynfa warte.

                                  Trzy zdania jak leca po kolei:
                                  "Ksiadz biskup bal sie utrudniajacej podrozy konmi czy samochodem. Majkowa dzielilo od Sandomierza kilometrow dwadziescia piec, jak to opiewaly nowo zafundowane przez sejmik powiatowy slupy. A przeciez Alisi nie mogl kto inny dawac slubu procz ksiedza biskupa". (tu byly komentarze Stillera pomiedzy, ale juz mi sie nie chcialo ;))
                                  • ananke666 Re: próbuję przebrnąć przez "Emilkę..." 03.08.11, 00:27
                                    > Nie pieknez? Pomylenie przedzialu z przedzialkiem

                                    Chyba nie, przykłady z innych książek wskazują, że określenia te były używane zamiennie.
                                    "- Czemu nie spróbujesz czesać się z przedziałem z boku? - spytała. - Za surowo wyglądasz. Takie puszyste masz włosy...
                                    (...)
                                    - Tak? - bąknęła Marta zażenowana. - uważasz, że lepiej byłoby z przedziałkiem z boku?
                                    (...)
                                    Zaczesała jej włosy do góry, zmieniła przedział, kilkoma gestami nadała głowie zupełnie inny charakter." (Kuncewiczowa, "Cudzoziemka").

                                    Jeszcze w innych książkach się pojawia, tytułów nie pamiętam. Co do papierośnicy, pewnie się pozajączkowała z cygarniczką.
                                    • slotna Re: próbuję przebrnąć przez "Emilkę..." 08.08.11, 00:44
                                      > Chyba nie, przykłady z innych książek wskazują, że określenia te były używane z
                                      > amiennie.

                                      Trzeba te przyklady wyslac do Stillera zatem. Ale nie powiesz, ze caly akapit nie jest piekny :P
                              • ananke666 Re: próbuję przebrnąć przez "Emilkę..." 21.07.11, 14:35
                                "Ewelina zdziwiona była moją ironią. „Najmłodsze” nie używają zwykle tej broni. To jest przywilej juniorów i seniorów.
                                - Pytałam zupełnie serio o czasopismo szkolne - odrzekła wyniośle.
                                - Jakie?
                                - „Pióro” jest czasopismem naszej szkoły. Jest to miesięcznik, wydawany przez członków stowarzyszenia literackiego, do którego należeć mogą tylko Seniorzy i Juniorzy. Artykuły w „Piórze” są redagowane przez studiujących i w zasadzie każdy uczeń naszej szkoły może nadsyłać swoje utwory, ale w praktyce prawie nigdy nie zamieszcza się utworów najmłodszych.
                                Ewelina jest kuzynką wydawcy „Pióra”. Po tym oznajmieniu odwróciła się ode mnie, sądząc zapewne, że już mi dokuczyła ostatecznie i przestała się mną zajmować. Dopiero gdy rozmowa zeszła na temat sukien, znów raczyła mnie ukłuć."

                                "Mój uśmiech zaniepokoił Ewelinę. Pierwszoklasistka nie powinna zwracać się w ten sposób do drugoklasistki. To nie jest przyjęte.
                                — O, rozumiem, że pracujesz na swoje utrzymanie — powiedziała. — Przypuszczam, że w twoim wypadku liczy się każdy grosz. Ale miałam na myśli pisma literackie.
                                — Takie jak „Pióro”? — spytałam, nie przestając się uśmiechać.
                                „Pióro” jest gazetą szkolną i wychodzi raz w miesiącu. Wydają je członkowie literackiego stowarzyszenia „Czaszka i Sowa”, do którego dopuszcza się jedynie drugie i trzecie klasy. Treść „Pióra” jest dziełem uczniów i teoretycznie każdy może nadsyłać swoje utwory, lecz w praktyce nie przyjmuje się ich od pierwszoklasistów. Ewelina należy do stowarzyszenia, a jej kuzyn jest redaktorem „Pióra”. Najwyraźniej pomyślała, że natrząsam się z niej, i przez resztę wizyty ignorowała mnie, jeśli nie liczyć drobnej złośliwości podczas rozmowy o strojach."

                                Trochę inaczej, czyż nie? W pierwszym przekładzie Emilka jest ciut niezorientowana, co to za zwierz to "Pióro". W drugim świetnie wie i cicho natrząsa się z Eweliny, która uważa "Pióro" za prawdziwe czasopismo literackie. Dodajmy, że w oryginale jest

                                'The Quill?' I asked with another grin.

                                Grin ma ciut inną wymowę niż zwykły smile i musiał nieźle wkurzyć Ewelinę :)
                                • pi.asia do Nessie_jp - trochę obok tematu 21.07.11, 19:55
                                  > (kto oprócz Pyzy Borejkówny czytał "Słoneczko"?)

                                  >JA! :)

                                  naprawdę??? A też miałaś problem z tym, kogo Słoneczko wybierze w przyszłości - Janka czy Jurka? Bo ja nie mogłam się zdecydować! ;)

                                  • nessie-jp Re: do Nessie_jp - trochę obok tematu 21.07.11, 20:34
                                    > naprawdę??? A też miałaś problem z tym, kogo Słoneczko wybierze w przyszłości -
                                    > Janka czy Jurka? Bo ja nie mogłam się zdecydować! ;)

                                    Aż tak dokładnie już nie pamiątam, jednak to było bardzo dawno temu...
                                • croyance Re: próbuję przebrnąć przez "Emilkę..." 22.07.11, 16:31
                                  "Ewelina zdziwiona była moją ironią. „Najmłodsze” nie używają zwykle tej broni.'

                                  To zdanie brzmi jak rodem z opka.
                                  • pi.asia UWAGA - następne smakowitości 23.07.11, 20:54
                                    kolejna porcja baboli

                                    - stawał się wiarogodnym mistrzem marzenia wobec skupionego, podbitego świata duszy dziecięcej
                                    - nie była na wysokości tej sytuacji
                                    - kiełbaski Srebrnego Nowiu były ostatnim wyrazem kiełbasek w ogóle
                                    - "cacany" nie znajduje się w słowniku
                                    - szyć niewidzialnym ściegiem (chyba chodzi o niewidoczny - p.)
                                    - a gaik ten uważali Murrayowie za swą kolebkę poniekąd
                                    - a Wysoki Jan zażywał tej niepocieszającej opinii, że czyni to, co zapowiada
                                    - słuchaj Bey, mamy u siebie dobrą wróżkę, pozbądź się choć raz flegmy, błagam cię. - Ale Bey nie pozbył się swej flegmy.
                                    - gdy dorosnę i napiszę powieść, może czytająca publiczność nie pozna się na niej?
                                    - mówi, że nie da się ubiec przeze mnie
                                    - Nancy nie będzie już miała zastosowania dla małej
                                    - oczywiście byki są bardzo drapieżnymi zwierzętami

                                    Miałam wizję byka z kłami i pazurami oraz wizję Beya pozbywającego się flegmy. Nie wiem co było gorsze ;)
                                    Tak na marginesie - słowo "byk" ciotka Elżbieta uznała za nieprzyzwoite, myślę, że odpowiedniejsze byłoby tu słowo buhaj.
                                    Ale generalnie - w dalszej części książki jest dużo mniej baboli.
                                    • ananke666 Re: UWAGA - następne smakowitości 23.07.11, 22:53
                                      No, no, no. Jak Ci nie przeszkadzał papa Prątnicki, który miał pewne zastosowanie, to nie marudź na Nancy :)

                                      Flegma, a już zwłaszcza angielska, była swego czasu często używana. To nie błąd.
                                      • pi.asia Re: UWAGA - następne smakowitości 24.07.11, 08:23
                                        ananke666 napisała:

                                        > Flegma, a już zwłaszcza angielska, była swego czasu często używana. To nie błąd

                                        och, jes, of kors. Wiem o flegmie angielskiej (napisała pi. z typowo angielską flegmą).
                                        Tylko w tym akurat sformułowaniu nieodparcie nasunęła mi się wizja Beya pozbywającego się flegmy jako takiej i nieco mnie to zbrzydziło ;) Dobrze, że Bey nie pozbył się flegmy ;)

                                        • ananke666 Re: UWAGA - następne smakowitości 24.07.11, 10:05
                                          Dobrze, że niczego się nie pozbył...
                                      • the_dzidka Re: UWAGA - następne smakowitości 27.07.11, 13:39
                                        > No, no, no. Jak Ci nie przeszkadzał papa Prątnicki, który miał pewne zastosowan
                                        > ie, to nie marudź na Nancy :)

                                        W dodatku Stefcia zwracała się do konia per "kosku, kosku, sliczny, cacany!", mało tego, ordynat do niej mówił, że wygląda "caca"! :D
                                        • pi.asia Re: UWAGA - następne smakowitości 29.07.11, 21:05
                                          the_dzidka napisała
                                          > W dodatku Stefcia zwracała się do konia per "kosku, kosku, sliczny, cacany!", m
                                          > ało tego, ordynat do niej mówił, że wygląda "caca"! :D

                                          W Emilce był zwrot "cacany nie znajduje się w słowniku", bardziej po polsku byłoby chyba "wyrazu "cacany" nie ma w słowniku"
                                          Co swoją drogą jest dziwne, bo słowo cacany znamy wszyscy...
                                          • invisse Re: UWAGA - następne smakowitości 29.07.11, 23:11
                                            Ja nie ;]
                                            Znam słowo cackać się z kimś, ale cacany - pierwszy raz wyczytałam z Emilki właśnie. (Jestem z Mazur, widać moja gwara regionalna tego nie obejmuje).
                                            • jottka Re: UWAGA - następne smakowitości 29.07.11, 23:34
                                              bo "cacany" jest chyba słowem, które już ładnych parę dekad temu, o ile nie dawniej, wyszło z użycia - mnie się ono kojarzy z powieściami pozytywistycznymi, ale i później się pojawiało.
                                    • nessie-jp Re: UWAGA - następne smakowitości 24.07.11, 18:57
                                      Mimo wszystko mnie jakoś powyższe błędy w większości nie przeszkadzają w odbiorze. Owszem, dużo jest niezręcznych czy dziwnych sformułowań, ale to udziwnienie języka nie utrudnia mi skupienia na treści, a nawet jest swego rodzaju atrakcją.

                                      Tłumaczenie jest złe, ale nie aż tak tragicznie zgrzytające i pełne ohydnych byków, jak np. tłumaczenie Ewy Fiszer ("Jana ze Wzgórza Latarni"). Pani Radwanowa ze swoim tłumaczeniem robi wrażenie mocno starszawej, gadatliwej i rozkojarzonej babuni posługującej się dziwną przedwojenną mową :) natomiast panią Fiszer mam ochotę przełożyć przez kolano i wlać jej w tyłek "Zasadami interpunkcji polskiej" w twardej oprawie...
                                      • pi.asia Re: UWAGA - następne smakowitości 24.07.11, 20:46
                                        nessie-jp napisała:

                                        > Tłumaczenie jest złe, ale nie aż tak tragicznie zgrzytające i pełne ohydnych by
                                        > ków, jak np. tłumaczenie Ewy Fiszer ("Jana ze Wzgórza Latarni").
                                        > panią Fiszer m
                                        > am ochotę przełożyć przez kolano i wlać jej w tyłek "Zasadami interpunkcji pols
                                        > kiej" w twardej oprawie...

                                        chciałabym przy tym być!

                                        A teraz cytaty z Mistrza Kornela, który przytacza fragmenty amerykańskiej noweli, przeraźliwie przetłumaczonej przez niewymienioną niestety z nazwiska niewiastę...
                                        - proszę się pospieszyć, bo rewolwer mógłby puścić zanim dowiem się prawdy
                                        - jej oczy nabrały tego dziwnego wyrazu, który lśnił przez wybite okno chaty
                                        - Joanna stała (...) ubrana w kurtkę z włosami upiętymi w ciemny wieniec naokoło głowy
                                        - dzisiaj po przebudzeniu smagałem się srogo i rzetelnie
                                        - mężczyzna mający na głowie wysoką czapkę meksykańską ze srebrnymi galonami, bryczesy i skórzaną kurtkę
                                        - nigdy nie przypuszczał, że ona odczuwa przyrodę pokrewnie
                                        - ujrzeli smutny koniec braku wody
                                        - pędził przez pustynię względnie wygodnie
                                        - miłość jej ciągnęła go jak kamień młyński
                                        - długi szeryf otworzył drzwi z klucza i spowodował Jima do wyjścia
                                        - szeryf zwolnił nieco samochodu... obejrzał się za pogonią, głaszcząc i pieszcząc kierownicę za jej niezrównanie szybki bieg
                                        amerykańskie miasteczko wygląda tak:
                                        - gdzieniegdzie trupy, nieporządek, porozwalane składy, a tu i ówdzie na śmietniku zabity koń.

                                        Mistrz Kornel dodaje od siebie na koniec felietonu:
                                        O bohaterski Jimie, daj mi swój rewolwer, kogoś jednak zastrzelić trzeba za takie przekłady po trzykroć genialne!

                                        Ten felieton (i przekład) powstał mniej więcej wtedy, co przekład Emilki. Ta przyroda odczuwana pokrewnie psuje mi do pani Radwanowej ;)
                                        • yasemin Księgi oprawne 27.07.11, 12:01
                                          Mnie też zachwycał (gdy miałam owe 10-12 lat)ów kwiecisty styl "Emilki" i w ogóle mogę się podpisać wszystkimi kończynami pod opiniami ananke i invisse. Co więcej, świadomie naśladowałam ten styl w pamiętnikach, wypracowaniach i powiastkach, aż polonistka wyczuła naśladownictwo i zwróciła mi uwagę: "Nie naśladuj stylu L.M. Montgomery, bo zmarnujesz sobie talent", czego nie zrozumiałam wówczas i prawdę mówiąc nie bardzo rozumiem do dziś.
                                          Chciałabym podzielić się jeszcze jedną refleksją: otóż w "Emilce" w tłumaczeniu Radwanowej zwróciło owych kilkanaście lat temu mą uwagę- i zachwyciło- określenie "księga oprawna". Jest to chyba wyrażenie ukute przez tłumaczkę, bo w oryginale wszędzie jest "Jimmy books"- zeszyty od Jimmy'ego- dla mnie brzmi to jakoś prozaicznie. A "księgę oprawną"- choć takie wyrażenie w ogóle obecnie nie istnieje!- zaczerpnęłam i używałam na określenie zeszytów w twardej oprawie, niekoniecznie skórzanej, w których piszę moje własne rękopisy. Wszyscy mi się zresztą zawsze dziwili: księga oprawna? czyli o-prawie? prawna? A jednak dla mnie pozostanie to określeniem w pełni u-prawnionym i szczególnym.
                                          • jottka Re: Księgi oprawne 27.07.11, 18:48
                                            po primo - miło, że pi.asia sie zlitowała i przepisała kawałki z makuszyńskiego, bo inaczej nikt nie wierzy, że grafomania oraz niedowład językowy nie są immanentnymi cechami "stylu przedwojennego":)

                                            po sekundo - jakiem cudem słowo "oprawna" miałoby być neologizmem i wynalazkiem pani radwan?? tu link do dzisiejszego jak najbardziej słownika pwn:

                                            sjp.pwn.pl/szukaj/oprawny
                                            drugie ze znaczeń odpowiada dokładnie temu, o co tu idzie, zresztą sama podajesz właśnie takie wyjaśnienie. zwrot ozdobny, ale bynajmniej nie zginiony w mrokach dziejów:)
                                            • yasemin Re: Księgi oprawne 29.07.11, 17:26
                                              > po sekundo - jakiem cudem słowo "oprawna" miałoby być neologizmem i wynalazkiem
                                              > pani radwan?? tu link do dzisiejszego jak najbardziej słownika pwn:

                                              Tak, tylko czy ktoś się spotkał z c a ł y m wyrażeniem- księga oprawna?- poza Radwanowskim tłumaczeniem "Emilki"?
                                              • jottka Re: Księgi oprawne 29.07.11, 23:22
                                                yasemin napisała:

                                                > Tak, tylko czy ktoś się spotkał z c a ł y m wyrażeniem- księga oprawna?- poza Radwanowskim tłumaczeniem "Emilki"?

                                                no rany boskie, w wielu baśniach i innych powieściach czy to historycznych, czy też fantasy księgi oprawne jako ono dostojne określenie się pojawiają! z góry uprzedzam, że nie będę teraz ryć po półkach w poszukiwaniu cytatu (w liczbie pojedynczej czy mnogiej), ale skoro w pamięci mam zwrot jako znany, a sama - jak wcześniej napisałam - "emilki" nie czytałam, to skądeś wziąć się on u mnie musiał:) poza tym księga oprawna jako taka potrafi się pojawić nawet w prozaicznych opisach aukcji, nie jest to jednakowoż jakiś osobliwy cymes.


                                                • slotna Re: Księgi oprawne 29.07.11, 23:25
                                                  > poza tym księga oprawna jako taka potrafi się pojawić nawet w prozaicznych
                                                  > opisach aukcji, nie jest to jednakowoż jakiś osobliwy cymes.

                                                  No ba, wystarczy wpisac zwrot w google.
                                                  • jottka Re: Księgi oprawne 29.07.11, 23:31
                                                    no więc właśnie też nie bardzo rozumiem.. definicja słownikowa też odsyła właśnie do książki czy księgi.
                                            • nessie-jp Re: Księgi oprawne 29.07.11, 21:15
                                              jottka napisała:

                                              > po primo - miło, że pi.asia sie zlitowała i przepisała kawałki z makuszyńskiego
                                              > , bo inaczej nikt nie wierzy, że grafomania oraz niedowład językowy nie są imma
                                              > nentnymi cechami "stylu przedwojennego":)

                                              Ależ Makuszyński obśmiewa BŁĘDY gramatyczne i stylistyczne, a nie sam styl pełen ozdobników, zawijasów i tkliwych wzruszeń, w którym zresztą sam celował...

                                              • jottka Re: Księgi oprawne 29.07.11, 23:25
                                                a niewątpliwie błędy obśmiewa, ale niemało jest osób, które każdą co zdobniejszą i pełną błędów manierę, byle stosownie dawno powstała, od razu kwalifikują jako styl typowy dla mitycznego przedwojnia i przeciwko temu protestujem:) nawet przy klasyfikowaniu kretynizmów tu cytowanych jako niewinny wykwit czasów przedwojennych (a kiedy ona w ogóle to tłumaczyla?)
                                                • pi.asia kolejne cudne zdanie 02.08.11, 17:50
                                                  "rozkoszowała się myślą o (...) Tadziu i jego kochanym gwizdku"

                                                  Oczywiście Tadzio pięknie gwizdał, to nie podlega dyskusji. Ale "kochany gwizdek Tadzia" o którym myślała Emilka, tak mi się jakoś zbereźnie kojarzy....
                                                  • ananke666 Re: kolejne cudne zdanie 03.08.11, 00:32
                                                    Nie trzeba było yyyyy... dmuchać.
                                                  • pi.asia Re: kolejne cudne zdanie 03.08.11, 22:06
                                                    ...ale sens istnienia gwizdka to dmuchanie/bycie dmuchanym ;)
                                                  • pi.asia Re: kolejne cudne zdanie 04.08.11, 19:19
                                                    ananke666, specjalnie dla Ciebie kolejny dwuznaczny kąsek:

                                                    "Był on naturą wybuchową, toteż przynajmniej raz dziennie dawał sobie ujście"

                                                    Czy wyobraziłaś sobie to, co ja? ;)
                                                  • ananke666 Re: kolejne cudne zdanie 06.08.11, 13:08
                                                    Nie wiem, co sobie wyobraziłaś, ale moja wizja była kosmata...
    • the_dzidka Re: OT - Trędowata 22.08.11, 13:53
      > > Tyle że w Trędowatej takie zdania trafiały się rzadko, i ogólnie czytało się ją
      > dobrze

      Ejże?
      Bo ja co drugi akapit krztusiłam się ze śmiechu. Owszem, czytało mi sie dobrze, ale chyba nieco w innym sensie niż Ty piszesz.

      Ot, choćby poniższe wyimki z tekstu, nadzianego podobnymi "jak dobra kasza skwarkami":

      "[Ordynat] jechał na pysznym, czarnym jak lawa wierzchowcu. Ładnie wyglądało na nim żółte siodło, czaprak i uzdeczka."
      "[Hrabina jakaśtam] rzuciła się na otomanę. Gibkim ruchem odwróciła do ordynata biust i głowę i śmiała się cały czas. Jej oczy ciskały kolące ognie."
      "[Ordynat] stał z męskim dreszczem rozkoszy" (w parku, żeby nie było)
      "Za nią jechał hrabia Trestka, na koniu miał ruchy wężowe"
      "Michorowskiemu zmysły wypełzły na usta, a nozdrza wachlowały prędkim tempem"
      "Widziała jego buty, opinające prawdziwie arystokratyczne stopy, i drażniły one ją dziwnie".

      Nie pamiętam już tych wszystkich wzdechów, omdlewań, błyskawic itd. (tu też cytuję z pamięci, choć raczej bardzo dokładnie), ale z przyjemnością je wynotuję przy najbliższej okazji. Tego jest tam na kopy, a Trędzia przez wiele lat była niezawodnym źródłem uciechy dla mnie i moich przyjaciół :)
    • pontecorvo Re: próbuję przebrnąć przez "Emilkę..." 06.08.12, 22:12
      w górę

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka