pi.asia
16.07.11, 22:25
Emilkę ze Srebrnego Nowiu dostałam kiedyś od koleżanki. Przeczytałam, postawiłam na półce, i jakoś nigdy nie miałam ochoty do niej wrócić, chociaż inne książki LMM czytuję po kilka razy.
Teraz pod wpływem tego forum, postanowiłam wrócić do "Emilki" i wierzcie mi - brnę przez tę książkę jak przez świeżo zaorane pole.
Powodem jest makabryczna polszczyzna. Nie chodzi nawet o kiepskie tłumaczenie, tylko o styl, budowę zdań, po prostu wzrok mi się zawiesza na pewnych zwrotach i karkołomnie zbudowanych zdaniach.
Na przykład:
"Była to ładna, szarooka kotka, o wielkich, hebanowo czarnych oczach." - to jakie w końcu oczy miał ten kot???
albo taki opis:
"Tam było ustronie, wyczarowane przez magiczne noce. Tam doznawała nieznanych nikomu rozkoszy, pełni radości ze swego pierworództwa" - ??????
albo to:
"Kto by był widział Emilkę sunącą przez nagie pole, nie byłby jej zazdrościł bynajmniej".
Mam wrażenie, że tłumaczka chciała się wznieść na wyżyny literackiej polszczyzny i dlatego komplikuje proste sprawy i używa zagmatwanych form gramatycznych.
Nieodparcie kojarzy mi się to z "Trędowatą", gdzie można znaleźć zdania "Stefcia bujała w obłokach, czując pewne skrępowanie w dotychczasowych warunkach" albo "papa Prątnicki w mętach społecznych miał pewne zastosowanie".
Tyle że w Trędowatej takie zdania trafiały się rzadko, i ogólnie czytało się ją dobrze, a przez "Emilkę" brnę jak przez zaorane pole.....
Jeszcze jeden przykład - ojciec pyta Emilkę, czy pamięta ona swoją matkę, a Emilka odpowiada "jak cudne urywki sennego marzenia".
To jest zwrot żywcem wyjęty z poezji młodopolskiej (Pawlikowska- Jasnorzewska, albo Lechoń, albo Tuwim), dwunastoletnie dziecko powiedziałoby raczej "jak piękny sen".
Pocieszcie mnie, że to faktycznie grafomania albo opieprzcie mnie, że się czepiam Bóg wie czego, bo już sama nie wiem...