Dodaj do ulubionych

I jak tu nie kochać pacjentów ?

16.09.11, 10:25
wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,10295769,Czego_dyrektor_szpitala_szukal_w_szafkach_lekarzy_.html
Komentarze, komentarze - bezcenne...

I jak tu nie kochać polskiego społeczeństwa/pacjentów.
Obserwuj wątek
    • maeve.lux Kto się boi? 16.09.11, 10:52
      Kontroli niech się boi ten, co broi ;)

      Ps. A prywatne szafki to się ma w domciu, nie w pracy.
      • slav_ Re: Kto się boi? 16.09.11, 13:11
        > Kontroli niech się boi

        Symetria, symetria.

        jak widać dla pacjentów (pełny aplauz, poparcie a nawet "proszę częściej") cały personel lekarski (bo przeszukano wszystkie szafki, nie np. szafkę "podejrzanego o kradzież") to in spe złodzieje kradnący leki i wyposażenie pracodawcy oraz łapówkarze chowający do szafek koperty i "koniaki" (chyba niczego nie znaleziono bo by było w informacji radośnie podane a zwłaszcza nie znaleziono "przedatowanych leków")

        skoro tak określają swoich lekarzy to jak mają ich traktować lekarze?
        • kozica111 Re: Kto się boi? 16.09.11, 13:17
          Pytanie kto kogo bardziej nie lubi i dlaczego.

          Ale tu nie ma symetrii i nigdy nie będzie; pacjentem nie jest się z własnego wyboru, bo chyba tylko głupi chciałby być chory, natomiast lekarzem się jest z własnego wyboru, szkoda że tak nieczęsto także z powołania....i chyba stąd póki to się nie zmieni nie będzie dobrze.

          Leżałam na patologii ciąży 3 tygodnie, w szpitalu klinicznym...co widziałam to moje...psu bym nie dała kleszcza wyciągnąć studentom którzy tam się edukowali i nie dlatego że byli nieporadni /mieli do tego prawo/ ale chodzi o ich podejście.
          • radeberger Re: Kto się boi? 16.09.11, 14:37
            kozica111 napisała:

            > Leżałam na patologii ciąży 3 tygodnie, w szpitalu klinicznym...co widziałam to
            > moje...psu bym nie dała kleszcza wyciągnąć studentom którzy tam się edukowali i
            > nie dlatego że byli nieporadni /mieli do tego prawo/ ale chodzi o ich podejści
            > e.

            Bez obaw - w większości szpitali podejście do studentów na ginekologii jest podobne. Ale potem jak będzie coś się działo - to oni będą ratować twoje dziecko, z doświadczeniem wyciągania kleszcza. Dalej popieraj niedouczanie lekarzy - to z pewnością słuszna droga :-)))
            • kozica111 Re: Kto się boi? 16.09.11, 14:43
              Chłopie czytaj ze zrozumieniem tekst - w którym miejscu popieram niedouczenie, to że pisze iż student ma prawo być jeszcze nieporadny to nie jest popieranie niedouczenia.
              Mi chodzi o ich podejście, podejście jest dramatyczne, na tym etapie powinni być przynajmniej zaangażowani.
              • radeberger Re: Kto się boi? 16.09.11, 16:27
                Zaangażowanie.. heh.

                Blok z ginekologii na mojej uczelni to było zamknięcie w szpitalu ludzi, gdzie na tydzień dostają jedne ciuchy.

                Jak człowiek pachnie nosząc tydzień jedne szmaty - pacjentki omijały nas szerokim łukiem zaciągając nosem.

                Wybacz, że nikt nie rozczula się nad dolą ciężarnej, której się wydaje, że w tej chwili cały świat krąży wokół niej. Ba - niektórzy nawet nie myślą, by kiedykolwiek mieć cokolwiek wspólnego z ginekologią. Do tego seminaria codziennie, ciągłe walczenie o możliwość zobaczenia i wykonania czegoś.

                A na koniec tygodnia - zaliczenie testowe. Więc dni i wieczory na czytanie książki. Wybacz brak empatii - osobiście miałem co robić, zamiast wzruszać się nad pacjentkami.
                • practicant Re: Kto się boi? 16.09.11, 20:58
                  Radeberger, zapomniałeś dodać, iż PODARTE ciuchy. Które przykładowo dziewczyny we własnym zakresie samodzielnie łatały. Takie rarytasy jak zimne prysznice i pokoje bez ogrzewania za to z dziurawymi oknami przy temperaturze -20st C na dworze , czy codzienne budzenie w środku nocy do zabiegów pomijam. I godzina przerwy w ciągu dnia na obiad, bo oczywiście szpital wyżywienia nie zapewniał - baa, nawet nie dawał możliwości jego wykupienia. Koniec końców, trzeba było jadać w mieście, bo godzina to mi starczyła co najwyżej na podróż do domu i z powrotem i to raczej przy sprzyjających warunkach, nie w godzinach szczytu. Warunki do nauki, że głowę urywa - wszyscy skuleni w jednym zimnym pokoju przy jarzeniówce...
                  Jedna z zabawniejszych chwil w życiu. Niekoniecznie cieszyłbym się na powtórkę:)
                  • dr.apmnie Re: Kto się boi? 17.09.11, 12:41
                    Z ciekawosci aż zapytam, gdzie i w którym roku takie atrakcje mieliście?
                    • radeberger Re: Kto się boi? 17.09.11, 12:58
                      5 i 6
                  • radeberger Re: Kto się boi? 17.09.11, 13:01
                    Tak mnie wczoraj natchnęło.. czy ty aby nie masz nick'a na K24 J....S....?
                    • practicant Re: Kto się boi? 17.09.11, 17:09
                      Ciekawa sygnatura, chyba podobnej muzyki słuchamy...

                      Reszta na mailu na gazecie.
                      • radeberger Re: Kto się boi? 17.09.11, 18:26
                        Niczego nie ma.
                • kozica111 Re: Kto się boi? 18.09.11, 10:00
                  Sorry morale Wam siadło bo Wam tyłek zmarzł i ciuchy śmierdziały? To trzeba było uprać nie było wody? A zęby pozwalali Wam myć?
                  To słabe to morale było.I zobacz ja leżałam w wielki klinicznym szpitalu 3 tygodnie, zimno było jak cholera bo gwizdało październikowo a okna stare nieszczelne, co 3 godziny w nocy wchodziła pielęgniarka by sprawdzać tętno płodu x 6 - bo tyle leżało dziewczyn.Do ubikacji biegło sie na koniec korytarza w tej zimnicy bo nie było łazienek przy salach.A jeszcze ból wywoływany skurczami i syfiaste żarcie.Też byłam zamknięta tyle że 3 tygodnie, niby mogłam wyjść, ale Ty też mogłeś....I jakoś mi nie przyszło do głowy by zachowywać sie inaczej niz "na wolności".
                  Nadal mówiłam; dziękuję, proszę, uśmiechałam się, pomagałam koleżance zrobić kanapke bo nie mogła wstawać, drugiej pomogłam umyć włosy....normalne ludzkie odruchy, nic wielkiego.
                  A powinnam wiedzieć wnioskując z waszych wypowiedzi że należało sie nabzdyczyć, obrazić, pyszczyć i nie prać sobie majtek, a jak ! skoro zimno to nie prać! Szkoda że mnie nie było tam gdzie praktykowałeś, wyprałabym Ci ten fartuch.Biedactwo.
                  • practicant Re: Kto się boi? 18.09.11, 23:24
                    Na salach chorych akurat było ogrzewanie oraz ciepła woda. Niestety, dla studentów takich luksusów w "apartamencie" na strychu nie przewidziano. A wierz mi, w połowie stycznia, gdy na dworze było -30 st odgrywało to pewną rolę. Bawi mnie natomiast Twoja aprobata dla takich warunków - "co mnie to obchodzi, oni mają mi służyć". Otóż, wcale niekoniecznie, granice kraju są cały czas otwarte.
                  • radeberger Re: Kto się boi? 06.10.11, 22:30
                    kozica111 napisała:

                    > Sorry morale Wam siadło bo Wam tyłek zmarzł i ciuchy śmierdziały? To trzeba by
                    > ło uprać nie było wody?

                    :)))) Jeśli u ciebie morale by nie spadło od siedzenia w syfie i smrodzie.. to gratuluję dziciństwa i okresu dojrzewania.

                    Uprać może i by się dało, gdybyśmy mieli COKOLWIEK na zmianę. Niestety na golasa nie wypada operować - zwłaszcza będąc młodym lekarzem na ginekologii.

                    > A powinnam wiedzieć wnioskując z waszych wypowiedzi że należało sie nabzdyczyć,
                    > obrazić, pyszczyć i nie prać sobie majtek, a jak !

                    Standard - problemy lekarzy (lub przyszłych lekarzy) są ich problemami, problemy pacjentów to świętość, z którą najlepiej lecieć do NFZ na skargę. Z ludzkich odruchów pacjentów pamiętam jeden - kiedy opowiadaliśmy sobie kawały zadzwonił telefon, bo pacjentki się skarżą na śmiechy dochodzące z góry (godzina 20..).

                    Co zaś do majtek - te miałem prywatne, a nie szpitalne. Aczkolwiek po przeczytaniu drugiej części "Świata wg Clarksona" wiem, że da się to obejść. Mając jedną parę gaci - ubierasz je pierwszego dnia normalnie, drugiego tył-na-przód, trzeciego odwracasz na lewą stronę, by ostatecznie czwartego obrócić je tył-na-przód na lewej stronie :-)
                    Kamerzysta BBC twierdził, że ma sposób, by używać jednych gaci pięć dni, ale cytując Clarksona - "nie widzę tego technicznie".
          • gamdan Re: Kto się boi? 17.09.11, 12:51
            kozica111 napisała:
            > pacjentem nie jest się z własnego wy
            > boru, bo chyba tylko głupi chciałby być chory

            Nie ma głupich. Są tylko: nałogowi palacze, pijacy, grubasy itp.
            • cccykoria Re: Kto się boi? 17.09.11, 13:17
              gamdan napisał:

              > kozica111 napisała:
              > > pacjentem nie jest się z własnego wy
              > > boru, bo chyba tylko głupi chciałby być chory
              >
              > Nie ma głupich. Są tylko: nałogowi palacze, pijacy, grubasy itp.

              to ciekawe a wśród dr i personelu medycznego nie ma w/w? to dopiero wstyd i wielka ujma;)
              • young_doc Re: Kto się boi? 17.09.11, 13:23
                fakty.interia.pl/temat/zbigniew-religa/zdjecia/zdjecie,76526,,983009,7
              • gamdan Re: Kto się boi? 17.09.11, 13:51
                > to ciekawe a wśród dr i personelu medycznego nie ma w/w? to dopier
                > o wstyd i wielka ujma;)

                Co ciekawe?
                Że są lekarze, którzy nie dbają o własne zdrowie?
                Tak samo, jak są policjanci, którzy kradną czy księża, którzy grzeszą.
                "Wstyd i wielka ujma".
                Samo bycie lekarzem nie jest zdrowe. Stres, dyżury nocne, roszczeniowość pacjentów, przepracowanie, niedosypianie.
                Pomóż lekarzowi.
            • kozica111 Re: Kto się boi? 18.09.11, 10:09
              Słowa wypowiadane z taką nienawiścią maja to do siebie że lubią się mścić, nie życzę Ci jednak tego.
              Zapomniałeś dodać seksoholików którym taki "nałóg" kończy się ciążą, pozdrów rodziców.
              • gamdan Re: Kto się boi? 18.09.11, 14:24
                Kozico, ciekawe dlaczego w mojej wypowiedzi widzisz nienawiść?
                Jesteś jaka jesteś.
                Nie dodałem seksoholików z tego samego powodu z jakiego nie napisałem o alkoholikach tylko o pijakach.
                Mówię o tym, co wiedzą nie tylko lekarze - o tym, że wielu pacjentów tylko sobie, swojej niewiedzy, braku poszanowania zdrowia, lekceważeniu zakazów - zawdzięcza swój zły stan zdrowia.

                BTW, aby mieć dzieci, wcale nie trzeba być seksoholikiem.
                • kozica111 Re: Kto się boi? 18.09.11, 19:49
                  Powinieneś się doszukać ironii w mojej wypowiedzi.
                  Owszem sporo osób niejako ponosi winę za swój stan zdrowia, ale nie wszystkie ba nawet nie większość - zresztą co to zmienia każdy z nich jest osobą potrzebującą pomocy, a powinnością lekarza jest takiej pomocy udzielić, podobnie nauczyciela uczyć choćby uczniowie byli niesubordynowani, adwokata udzielić pomocy prawnej choćby pomocy potrzebował morderca, a księdza rozgrzeszyć - nikt z nas nie jest idealny.

          • st.lucas do kozicy: chory to nie zawsze pacjent 19.09.11, 14:02
            kozica111 napisała:

            > Ale tu nie ma symetrii i nigdy nie będzie; pacjentem nie jest się z własnego wy
            > boru, bo chyba tylko głupi chciałby być chory, natomiast lekarzem się jest z wł
            > asnego wyboru, szkoda że tak nieczęsto także z powołania....i chyba stąd póki t
            > o się nie zmieni nie będzie dobrze.

            Myli Pani kompletnie pojecia.
            Istotnie, czesto chorym nie jest sie z wlasnego wyboru (lecz czesto tez jest sie!),
            ale PACJENTEM najczesciej jest sie z wlasnego wyboru.

            Chory to chory. Nie kazdy chory jest pacjentem.
            Pacjentem jest tylko taki chory, ktory nawiazal OSOBISTA relacje
            wzajemnego zaufania i szacunku z lekarzem,
            czego skutkiem jest objecie nad tym chorym-pacjentem opieki
            przez lekarza.

            Jedyny wyjatek to sytuacja domniemanego zaistnienia takiej
            relacji w przypadku chorych nieprzytomnych.

            Zwracam Pani uwage na rzecz najwazniejsza:
            pacjentka zastaje Pani DOBROWOLNIE
            i dobrowolnie, a nie w wyniku spolecznego mobingu
            powinien obejmowac Pania opieka lekarz.

            Ten caly Pani post i inne Pani plody zdradza okropne myslenie possowieckie;
            traktowanie ludzi jako niewolnikow naleznych Pani od panstwa.
            Nieladnie. A poza tym glupio, bo takie uprzedmiotowienie lekarzy
            skutkuje symetrycznie dla ...chorych, takich jak Pani.
            Pacjentami ich nie nazwe.
            • kozica111 Re: do kozicy: chory to nie zawsze pacjent 19.09.11, 14:51
              "Myli Pani kompletnie pojecia.
              > Istotnie, czesto chorym nie jest sie z wlasnego wyboru (lecz czesto tez jest si
              > e!),
              > ale PACJENTEM najczesciej jest sie z wlasnego wyboru."

              Nie zgodzę się , dywagacje prowadzone w ten sposób choć poniekąd są logiczne w końcu można się nie leczyć, kto każe - sa jednak absurdalne bo w przypadku choroby jednak leczyć się trzeba nie tylko ze względu na własny komfort ale tez by nie stwarzać zagrożenia dla innych ludzi.Równie dobrze można nie jeść, nie pić i nie posyłać dzieci do szkoły.Doskonale sobie Szanowny Pan z tego zdaje sprawę, podobnie jak z tego że składka zdrowotna jest pobierana bez względu na chęci "bycia pacjentem" lub też nie...Gdyby moja składka mogła być w mojej swobodnej dyspozycji dyskusja w klimatach przez Pana przedstawianych miałaby sens.Dlatego nie do końca jest tak że pacjentem zostaje sie dobrowolnie, pacjentem zostaje sie zaocznie w momencie ściągania składki, potencjalnym pacjentem oczywiście.
              Nie wiem gdzie znalazł pan ślady uważania lekarza za niewolnika - w jakim fragmencie? Czy to że oczekuje sie od lekarza /jak zresztą od każdego człowieka/ kultury, kompetencji, pewnej empatii i zwykłej chęci do pracy od razu stawia go w pozycji niewolnika...myślałam że człowieka.
              Proszę nie projektować na mnie swoich frustracji i nie wkładać mi w usta słów których nie wypowiedziałam.
              • slav_ Re: do kozicy: chory to nie zawsze pacjent 19.09.11, 15:26
                > , podobnie jak z tego że składka zdrowotna jest pobierana bez względu na chęci
                > "bycia pacjentem" lub też nie...Gdyby moja składka mogła być w mojej swobodnej
                > dyspozycji dyskusja w klimatach przez Pana przedstawianych miałaby sens.

                To prawda, tylko proszę z tymi postulatami zwrócić się do POLITYKÓW a nie do lekarzy. Lekarze ani nie nakładają obowiązku ani nie pobierają tej składki.

                > nie do końca jest tak że pacjentem zostaje sie dobrowolnie, pacjentem zostaje
                > sie zaocznie w momencie ściągania składki, potencjalnym pacjentem oczywiście.

                Skąd ten dziwaczny pomysł?
                W momencie zapłacenie składki zostaje się płatnikiem składki a nie pacjentem.
                Pacjentem zostaje się (nawet z prawnego punktu widzenia) w momencie pojęcia leczenia przez lekarza. A zgaszając się do lekarza z taka argumentacją tez nie zostaje się pacjentem tylko "bomisiem".

                > Proszę nie projektować na mnie swoich frustracji i nie wkładać mi w usta słów
                > których nie wypowiedziałam.

                st.ucas raczej nie "projektuje swoich frustracji" (myślę że ma do nich mniej powodu tam gdzie pracuje) tylko omawia jakie konsekwencje ponosi pacjent(!) z powodu takiego właśnie myślenia
                • kozica111 Re: do kozicy: chory to nie zawsze pacjent 19.09.11, 17:02
                  "To prawda, tylko proszę z tymi postulatami zwrócić się do POLITYKÓW a nie do le
                  > karzy. Lekarze ani nie nakładają obowiązku ani nie pobierają tej składki."

                  Zgadzam sie że to "wina" systemu a nie lekarzy, ale to też nie wina pacjenta - a mam wrażenie że w świecie lekarskim panuje przekonanie że albo wymaga a nie płaci a przecież płaci w ramach systemu i taki pacjent jest traktowany odmiennie niż pacjent "dopłacający" w ramach prywatnej opieki.

                  "Skąd ten dziwaczny pomysł?
                  > W momencie zapłacenie składki zostaje się płatnikiem składki a nie pacjentem.
                  > Pacjentem zostaje się (nawet z prawnego punktu widzenia) w momencie pojęcia lec
                  > zenia przez lekarza. A zgaszając się do lekarza z taka argumentacją tez nie zos
                  > taje się pacjentem tylko "bomisiem".

                  Pomysł nie jest dziwaczny, oczywiście jeśli zastosujemy wykładnie literalną racja jest po Pana stronie ale należy sie zastanowić nad celem tego uregulowania.Celem było zapewnienie opieki lekarskiej całemu społeczeństwu ; starym, młodym, dzieciom, sprawnym i nie sprawnym, tym którzy są w stanie łożyć na rzecz dobra ogólnego i tym najbardziej niewydolnym, najmłodszym, bezradnym.Brak takiej opieki finansowanej przez całe społeczeństwo szybko doprowadziłby do patologii.Wyobraźmy sobie że zaprzestano np; obowiązkowych szczepień dzieci...Drugie założenie to takie że to czego potrzeba dziś sąsiadowi jutro może być potrzebne tobie - pacjentem możesz sie stać w każdej chwili, ty lub twoja rodzina i dlatego płacisz, dlatego określiłam to jako zjawisko "potencjalny pacjent".


                  "st.ucas raczej nie "projektuje swoich frustracji" (myślę że ma do nich mniej po
                  > wodu tam gdzie pracuje) tylko omawia jakie konsekwencje ponosi pacjent(!) z pow
                  > odu takiego właśnie myślenia"
                  Ale to myślenie się skądś bierze, pokręcony system oczywiście sie do tego przyczynia, ale złość pacjentów bardzo często, mam wrażenie że częściej nie bierze sie z wojny która jedna i druga strona toczy z systemem a z tego że złość, irytacja lekarzy jest kierowana na słabszego i będącego w zasięgu ręki czyli pacjenta.
                  Dziwnym trafem ten sam lekarz który daje popalić na dyżurze, po południu pracując w prywatnej klinice potrafi być uprzejmy, zorganizowany, komunikatywny.Cudownie minęło mu zmęczenie, głowa go już nie boli? Czyli można? Niech mi ktoś wyjaśni ten fenomen.Choć wszyscy chyba znamy odpowiedź.Dla mnie żadne okoliczności nie usprawiedliwiają chamstwa,buractwa i olewactwa.Sama pracuję w trudnym, wymagającym zawodzie, wymagającym kontaktu z ludźmi i w życiu nie pozwoliłabym sobie na zachowanie nieprofesjonalne, naznaczone moimi humorami, frustracjami, złością /a miewam takie jak każdy człowiek/ Dodam że znam także lekarzy którzy mimo podobnych problemów jednak zachowują się jak ludzie, normalnie.Zapytałam starego chirurga po pewnym incydencie z czego wynika takie a nie inne zachowanie, odpowiedział; bo ja jestem lekarzem starej szkoły,a teraz pani wie, młodzi....."
                  • kozica111 Re: do kozicy: chory to nie zawsze pacjent 19.09.11, 17:09
                    I jeszcze dodam że nie odniosłam się nigdzie do kontroli z tytułowego postu - nie podejmuję sie oceny tego typu zachowań, starałam się pokazać skąd się bierze niechęć pacjentów do lekarzy i skąd to złośliwe zygu, zygu w komentarzach pod artykułem.
                  • st.lucas Re: do kozicy: chory to nie zawsze pacjent 24.09.11, 10:04
                    kozica111 napisała:

                    > "To prawda, tylko proszę z tymi postulatami zwrócić się do POLITYKÓW a nie do l
                    > e
                    > > karzy. Lekarze ani nie nakładają obowiązku ani nie pobierają tej składki."

                    > Zgadzam sie że to "wina" systemu a nie lekarzy, ale to też nie wina pacjenta - (...)

                    A czyja?
                    Kto wybiera politykow? Lekarze z rodzinami to tylko 0,5% tzw. spoleczenstwa.
                    Zapomniala Pani o prostym fakcie, ze w demokracji WSZYSCY uczestnicza
                    w polityce, nawet w niej nie uczestniczac...

                    > a mam wrażenie że w świecie lekarskim panuje przekonanie że albo wymaga a nie
                    > płaci a przecież płaci w ramach systemu i taki pacjent jest traktowany odmienni
                    > e niż pacjent "dopłacający" w ramach prywatnej opieki.

                    Przekonanie Pani powinna Pani zamienic na pewnik: ten kto uwaza, ze moze
                    lekarza wyzyskiwac, zostanie przez lekarza potraktowany jak wyzyskiwacz.
                    Nie wierze w naiwnosc, ze nie slyszala Pani jak naprawde wyglada "placenie"
                    lekarzom poprzez NFZ.
                    Z naciskiem powtarzam takze: relacja lekarz-pacjent jest relacja osobowa,
                    oparta na WZAJENYM zaufaniu i szacunku. Leczy dany lekarz a nie "szpital".

                    > Dziwnym trafem ten sam lekarz który daje popalić na dyżurze, po południu pracując
                    > w prywatnej klinice potrafi być uprzejmy, zorganizowany, komunikatywny.
                    > Cudownie minęło mu zmęczenie, głowa go już nie boli? Czyli można?
                    >Niech mi ktoś wyjaśni ten fenomen.
                    > Choć wszyscy chyba znamy odpowiedź.

                    Mysle, ze jaka placa taka praca. Nic nowego, ani odkrywczego.
                    Dlaczego jest to dla Pani powod do oburzenia?
                    Naprawde nie rozumiem.

                    > Dla mnie żadne okoliczności nie usprawiedliwiają chamstwa,buractwa i olewactwa.

                    Dla mnie tez.
                    I dodam, ze zadne okolicznosci nie usprawiedliwiaja wyzysku,
                    zwlaszcza wyzysku kogos, od ktorego oczekuje sie dobra.
                    Swiadome wyzyskiwanie lekarzy przez polskich "pacjentow"
                    jest podloscia i chamstwem wolajacymi o pomste do nieba.

                    ------------------------------------------------------------------------------------
                    Virtus in minima perficitur.
      • radeberger Re: Kto się boi? 16.09.11, 14:35
        maeve.lux napisała:

        > Kontroli niech się boi ten, co broi ;)
        >
        > Ps. A prywatne szafki to się ma w domciu, nie w pracy.

        Więc proponuję wyrywkowe kontrole ginekologiczne na ulicy + przetrząsanie torebek.

        Tępy naród, bez poczucia godności..
    • igor14141 Re: I jak tu nie kochać pacjentów ? 16.09.11, 16:12
      slav_ napisał:

      > wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,10295769,Czego_dyrektor_szpitala_szukal_w_szafkach_lekarzy_.html
      > Komentarze, komentarze - bezcenne...


      >
      > I jak tu nie kochać polskiego społeczeństwa/pacjentów.
      Slav czy to pacjenci zlecili kontrol?
      To lekarze mają szafki? konkretnie czego szukali? leków?
      Tak dyrektor zlecił sobie przeszukanie , a lekarze potulnie sie z tym zgodzili.
      Sprawdzanie torebek? -sprawa dp prokuratora i lekarze maja wygrane.

      Z moich obserwacji szpitalnych to kontakt lekarza z lekami jest taki ,ze je zleca ,podaje pielegniarka.

      Przeginka totalna. Tylko nie wiem dlaczego za zaistniałą sytuację obwiniasz pacjentów?
      • slav_ Re: I jak tu nie kochać pacjentów ? 16.09.11, 17:35
        > Przeginka totalna. Tylko nie wiem dlaczego za zaistniałą sytuację obwiniasz pa
        > cjentów?

        sytuację? a gdzie to napisałem?

        chodzi WYŁĄCZNIE o komentarze do tej sytuacji - szczere i bezinteresowne
        dyrektor ich nie pisał tylko internauci/pacjenci - z własnej wolnej woli
        • igor14141 Re: I jak tu nie kochać pacjentów ? 06.10.11, 18:14
          slav_ napisał:

          > > Przeginka totalna. Tylko nie wiem dlaczego za zaistniałą sytuację obwinia
          > sz pa
          > > cjentów?
          >
          > sytuację? a gdzie to napisałem?
          >
          > chodzi WYŁĄCZNIE o komentarze do tej sytuacji - szczere i bezinteresowne
          > dyrektor ich nie pisał tylko internauci/pacjenci - z własnej wolnej woli

          slav pacjenci w przeciwieństwie do lekarzy są szczerzy i bezinteresowni.

          A odnośnie Twojego pytania kochać czy nie - odpowiedż jest jedna Ty skarbie masz leczyć najlepiej jak potrafisz i bezpiecznie.
    • 404moment Nie przesadzasz troszkę? 17.09.11, 22:33
      Też czytałam ten artykuł, widziałam trochę wcześniejszych komentarzy i było tam jednak sporo głosów oburzenia na ową "kontrolę lekową". A że na każdym forum pojawiają się dyżurni krzykacze, ulewający jadem na wszystko co się rusza? Tak to już na tutejszych "forumach" jest.
      Nawiasem mówiąc ta cała "kontrola" to jakiś świat według Kafki. Szukanie leków w szafkach lekarzy (!), zaglądanie do torebek to chyba jaja jakieś, bo naprawdę nie wiem jak to inaczej skomentować. Racjonalnych przesłanek takiej akcji nie widzę, chyba tylko chęć pokazania "kto tu rządzi".
      • lorapherus Re: Nie przesadzasz troszkę? 03.10.11, 19:53
        polscy pacjenci są oki, porządni kulturalni i inteligentni, żałuję mojej decyzji strasznie:((.. że muszę leczyć w obcym kraju:((
        ale kasa przesłoniła mi rozum;))
        • loraphenus idolko, wiemy, że jest 03.10 03.10.11, 20:00
          i nieroby dostały na rachunek bankowy zasiłek z mopsu, opłaciły lokalnego Internet Service Providera i pisać znów swoje wypociny moga.

          ale tak jak r nie jest n, tak idolki nigdy nie będą niczym więcej niż wartym politowania pasożytem na socjalu.
          • lorapherus Re: idolko, wiemy, że jest 03.10 03.10.11, 20:05
            loraphenus napisał:

            > i nieroby dostały na rachunek bankowy zasiłek z mopsu, opłaciły lokalnego Inter
            > net Service Providera i pisać znów swoje wypociny moga.
            >
            > ale tak jak r nie jest n, tak idolki nigdy nie będą niczym więcej niż wartym po
            > litowania pasożytem na socjalu.

            Pan chyba bredzi, nie znamy się i wypraszam sobie ten ton;))
            • igor14141 Re: idolko, wiemy, że jest 03.10 06.10.11, 18:36
              lorapherus napisał:

              > loraphenus napisał:
              >
              > > i nieroby dostały na rachunek bankowy zasiłek z mopsu, opłaciły lokalnego
              > Inter
              > > net Service Providera i pisać znów swoje wypociny moga.
              > >
              > > ale tak jak r nie jest n, tak idolki nigdy nie będą niczym więcej niż war
              > tym po
              > > litowania pasożytem na socjalu.
              >
              > Pan chyba bredzi, nie znamy się i wypraszam sobie ten ton;))

              Ty się czego znowu najarałeś, podprowadziłeś prochy ze szpitalnej apteczki?
              Mają rację ,ze szukają jak zatrudniają takich debili jak ty. Potraktuj to jak komplement.!
              • loraphenus mi też jest przykro 06.10.11, 18:54
                że miejski ośrodek pomocy społecznej przelał zasiłek tak późno i nie miałeś jak zapłacić za internet.

                rozumiem że jesteś sfrustrowany =- ani zaradności ani rozumku Bozia nie dała, tylko demencję i chamstwo.

                zanim jednak się zaplujesz i zrobisz pod siebię wyjdź na alpagę.
                • igor14141 Re: mnie nie jest przykro 06.10.11, 19:30
                  Własnie wróciłem z urlopu , a skąd to Ci nie napiszę bo byś się zapluł z zazdrości.
                  • loraphenus Re: mnie nie jest przykro 06.10.11, 19:39
                    zazdrościć to ja mogę wiedzy i wiadomości. Zazdrość rzeczy materialnych jest mi obca.

                    Nie ten adres. Cham nawet na Bora-Bora pozostanie chamem. I nawet gdybyś cham był w kosmosie to zazdrości może oczekiwać co najwyżej od hołoty swego pokroju.

                    Więc właśnie sie misiaczku zaszeregowałeś. Nie zapomnij tylko słitaaśnych foteczek wrzucić na naszą klasę, może ktoś z odpowiednuim systemem wartości pozazdrości. Ale jak nie ma się czym zaimponowac to.. wiadomo.
                    • igor14141 Re: mnie nie jest przykro 06.10.11, 19:50
                      loraphenus napisał:

                      > zazdrościć to ja mogę wiedzy i wiadomości. Zazdrość rzeczy materialnych jest mi
                      > obca.

                      Na zdobycie wiedzy i wiadomości nigdy nie jest za póżno.

                      No wiem , wiem Ty nie zazdroscisz rzeczy materialnych, tylko za kasę płaszczysz się przed niemiaszkami, ja nie muszę mnie w Polsce jest bardzo dobrze.

                      Co do reszty Twojego postu , na taki szczyt intelektu brak słów pawianku.
                      • loraphenus Re: mnie nie jest przykro 06.10.11, 20:41
                        igor14141 napisał:

                        > loraphenus napisał:
                        >
                        > > zazdrościć to ja mogę wiedzy i wiadomości. Zazdrość rzeczy materialnych j
                        > est mi
                        > > obca.
                        >
                        > Na zdobycie wiedzy i wiadomości nigdy nie jest za póżno.

                        W przypadku twoim jest za późno.
                        >
                        > No wiem , wiem Ty nie zazdroscisz rzeczy materialnych, tylko za kasę płaszczysz
                        > się przed niemiaszkami,

                        niestety pudło. W Niemczech zarabiam pieniądze bez kontaktu z osobnikami twego pokroju.


                        ja nie muszę mnie w Polsce jest bardzo dobrze.

                        ale tutaj masz rację! to wszyscy wiemy! Socjal od płacącego polskiego podatnika pracującehgo na takich nierobów jak ty wpływa na czas, opieka zapłaci rachunki, pielęgniarka środowiskowa przyjdzie zmienić pieluchę.

                        w takich Niemczech musiałbyś pójśc do pracy. Tak dobrze tutaj nieroby i pasozyty nie mają

                        > Co do reszty Twojego postu , na taki szczyt intelektu brak słów pawianku.

                        ale mnie nie interesują przemyślenia wieloletnich gnid pasących się na krwi podatnika. Teraz wez łyczka alpagi i wypij zdrówko podatnika finansującego socjal dla nierobów.
                      • seniorita15 Re: mnie nie jest przykro 06.10.11, 20:42
                        @radeberger
                        Ten strych wydaje mi sie znajomy, do tej pory go pamietam z bloku ginekologicznego. Poniewaz w miedzyczasie zmienilam uczelnie, wiec atrakcja w nowym miejscu rozpoczynajaca nowy rok akademicki bylo stloczenie nas w jednym pokoju z lozkami pietrowymi rowniez w ramach bloku. Niestety koedukacyjnych nie bylo,he,he. No ,ale integrowalismy sie we wlasnym zakresie. Zaleta tego drugiego bloku bylo to , ze nikt sie nami specjalnie nie interesowal wiecej niz potrzeba.
                        Najlepsze jest to, ze poltora roku pozniej rozpoczelam tam prace jako asystent. Bez znajomosci, a to rzadkie zjawisko w tamtych czasach. Inni moi koledzy "obstukiwali" sobie etaty juz na studiach. I to miejsce zdecydowalo o calej mojej przyszlosci zawodowej. Ale specjalnosc byla deficytowa w tamtych czasach, znaczy sie malo oplacalna. Potem czasy sie zmienily, ale wtedy trudno to bylo przewidziec.
                        Juz jako pracownik trzeba bylo dawac salowej trudno wtedy dostepna kawe w zamian za czyste ciuchy raz na tydzien i czysta posciel na dyzur. Dotyczylo to tez adiunktow. Tak, ze to nie tylko studenci mieli problemy z ciuchami.
                        Nie wspomne o tym, ze salowa miala wyzsza pensje niz poczatkujacy doktor.
                        No , ale bylo wesolo. Gdzie te czasy?
                        • loraphenus hmm czasy się zmieniają 06.10.11, 20:48
                          w Niemczech jest appartment dyżurny, łóżko z pościelą zmienianą codziennie, kawa i barek z napojami. Oczywiście polecenie dla lekarza, by spał ile tylko się da. Na dyżurze oczywiście.

                          • practicant Re: hmm czasy się zmieniają 06.10.11, 20:53
                            Kawa dla salowej, żeby ciuchy i pościel na dyżurze były czyste...ehhh, nie przeżyłbym w tamtych czasach;)
                        • radeberger Re: mnie nie jest przykro 06.10.11, 22:36
                          seniorita15 napisała:

                          > No , ale bylo wesolo. Gdzie te czasy?

                          Na szczęście powoli (zbyt powoli) odchodzą w niebyt. Ze studiów jedna rzecz mnie zawsze śmieszyła - kiedy lekarze podczas praktyk dziwili się, że nie dostajemy za to co robimy ani grosza. Bo skoro za komuny im płacono, to jak to możliwe, by dzisiaj nie płacono. A tu.. zonk ;-)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka