Dodaj do ulubionych

Na szarym końcu.

01.11.14, 01:39
Witam
Wczoraj w radio usłyszałem, że w rankingu zaufania społeczeństwa do lekarzy, Polska jest ostatnia. Chyba w Europie, ale może nie... Nie dosłyszałem.
Polacy nie ufają swoim lekarzom.
Czy mnie to dziwi? Absolutnie.
Czy martwi? Chyba powinno.
Ale czy to wina lekarzy?
Obserwuj wątek
    • jag_2002 Re: Na szarym końcu. 01.11.14, 21:45
      mnie nie dziwi, czy martwi? nie bardzo, i tak mam za duzo pacjentow
    • 0.9_procent Re: Na szarym końcu. 01.11.14, 23:34
      gamdan napisał:

      Ani dziwi, ani martwi.
      Dlaczego miało by dziwić, skoro winą za wszelkie problemy w działaniu ochrony zdrowia obarcza się lekarzy.
      Niby dlaczego miałoby dziwić, skoro wielokrotnie wypisuje się bzdury typu "nie ma pieniędzy na leczenie bo poszły na pensje dla lekarzy"
      Niby dlaczego miałoby dziwić, skoro wielokrotnie "myli się" miejsce zatrudnienia z etatem.
      Niby dlaczego miałoby dziwić, skoro wielokrotnie wyraża się pretensje o to, że "na NFZ kolejka pół roku, a prywatnie od ręki" - czytaj lekarz przyjmie pacjenta jeśli sam zapłaci za wizytę, skoro NFZ za niego płacić nie będzie.
      Niby dlaczego miałoby dziwić, skoro są tacy, którym się wydaje, że lekarz rodzinny dostaje ponad 4 tysiące miesięcznie za każdego zapisanego pacjenta - przy składce kapitacyjnej 8 złotych, pardon czasami nawet aż 24 złote.

      Dziwić mogą tylko dwie rzeczy:
      1. Skąd w takim razie tłumy pacjentów przed izbami przyjęć - zwanych szumnie SORami i w poczekalniach poradni. PO CO ludzie chodzą do lekarzy skoro im nie ufają?
      2. Jak to się dzieje, że nasi rodacy mieszkający za granicą, gdy tylko mają jakiś problem ze zdrowiem pakują manele i zasuwają się leczyć do Polski. Tego fenomenu jako żywo pojąć nie potrafię - pracując za granicą powinni być tam ubezpieczeni, więc dlaczego nie chcą skorzystać z porad tamtejszych wspaniałych lekarzy, tylko jadą do polskich konowałów?

      --
      Jeśli nie potrafisz odpowiedzieć na post - skasuj go.
      • do.ki Re: Na szarym końcu. 03.11.14, 06:54
        "2. Jak to się dzieje, że nasi rodacy mieszkający za granicą, gdy tylko mają jakiś problem ze zdrowiem pakują manele i zasuwają się leczyć do Polski. Tego fenomenu jako żywo pojąć nie potrafię - pracując za granicą powinni być tam ubezpieczeni, więc dlaczego nie chcą skorzystać z porad tamtejszych wspaniałych lekarzy, tylko jadą do polskich konowałów? "

        To akurat jest proste: bo się dogadać nie umieją. A do lekarza i do księdza to jednak najchętniej we własnym języku, zwłaszcza jak znajomość obcej mowy taka sobie. Nawet jeśli lekarz i pacjent mają współny język ojczysty, to i tak pacjent rozumie może z 10% tego, co lekarz do niego mówi, a jak dochodzi bariera językowa, to szkoda gadać. I nie pomaga zarzekanie się niektórych rodaków, że tak nie jest, bo jak przychodzi co do czego... Powód drugi: bo taniej. Powód trzeci, ale nie najmniej istotny: bo za granicą nawet do konowała trzeba jednak grzecznie.
    • snajper55 Re: Na szarym końcu. 02.11.14, 03:45
      gamdan napisał:

      > Witam
      > Wczoraj w radio usłyszałem, że w rankingu zaufania społeczeństwa do lekarzy, Po
      > lska jest ostatnia. Chyba w Europie, ale może nie... Nie dosłyszałem.
      > Polacy nie ufają swoim lekarzom.
      > Czy mnie to dziwi? Absolutnie.
      > Czy martwi? Chyba powinno.
      > Ale czy to wina lekarzy?

      Polacy nie ufają lekarzom, urzędnikom, politykom, policjantom, sklepikarzom, sąsiadom, kasjerkom, swoim rodzicom, dzieciom i małżonkom. Polacy nie ufają nikomu i są w tej nieufności na pierwszym miejscu w Europie. Dlatego inni będą się rozwijać a my będziemy się mozolnie czołgać. Bez kapitału społecznego (m.in. zaufania) nie jest dziś możliwy szybki rozwój.

      S.
      • mariner4 Był dobry przykład działania 02.11.14, 08:43
        braku kapitału społecznego zaufania.
        Po spożyciu posiłku w restauracji płacimy. Ten zwyczaj jest na tyle trwały, że bardzo rzadkie są wypadki ucieczki bez zapłaty. Restaurator ufa konsumentom, że nie uciekną. Gdyby było inaczej, to musiałby zatrudnić na przykład dodatkowego pracownika do pilnowania klientów. Jego pensję oczywiście wliczył by w ceny.
        I tak jest wszędzie tam, gdzie tego zaufania brak. To są konkretne i w sumie wielkie pieniądze.
        Zmienić to może tylko postęp cywilizacyjny.
        Samorządy zawodowe są wszędzie ale ich "stopień mafijności" zależy od poziomu cywilizacyjnego społeczeństwa.
        M.
      • st.lucas Cos w tym jest, ale... 02.11.14, 20:57
        snajper55 napisał:
        >
        > Polacy nie ufają lekarzom, urzędnikom, politykom, policjantom, sklepikarzom, s
        > ąsiadom, kasjerkom, swoim rodzicom, dzieciom i małżonkom. Polacy nie ufają niko
        > mu i są w tej nieufności na pierwszym miejscu w Europie.

        To prawda.
        Ale jest ale: Dlaczego KOLEJNOSC zaufania/braku zaufania do poszczegolnych
        zawodow przedstawia sie w Polsce inaczej niz w innych krajach?

        Argumenty Niepelnego Procenta i Slava przekonuja mnie.

        > Dlatego inni będą się
        > rozwijać a my będziemy się mozolnie czołgać. Bez kapitału społecznego (m.in. za
        > ufania) nie jest dziś możliwy szybki rozwój.

        Niestety tym razem pelna zgoda.
    • mariner4 To się nazywa poziom cywilizacyjny 02.11.14, 08:36
      Przeciętny poziom moralności lekarzy jest taki sam jak przeciętny poziom moralny całego społeczeństwa.
      Na przykład prosta sprawa. Istnieje powszechne przyzwolenie na ściąganie podczas egzaminów i to od szkoły podstawowej aż do studiów wyższych. Ba! Nauczyciele na maturach roznoszą ściągi. Bryki są wydawane przez oficyny wydawnicze. Na medycynie jest nie inaczej. Ale Polaczek, sam cwaniaczek, nie ma na tyle wyobraźni, aby powiązać z tym zjawiskiem fakt spaprania na nim na przykład zabiegu.
      Niektórzy uważają, ze wystarczy, żeby od podatnika wyrwać więcej kasy i będzie wspaniale.
      Otóż nie będzie. Więcej forsy jeszcze bardziej zdemoralizuje środowisko.
      Na przykład stopień demoralizacji górników.
      M.
    • slav_ Re: Na szarym końcu. 02.11.14, 12:13
      > Czy mnie to dziwi? Absolutnie.

      Nie powinno.
      Przez lata celowo wskazywano lekarzy jako winnych i odpowiedzialnych za zły stan opieki zdrowotnej w Polsce oraz kreowano wizerunek lekarza jako z definicji skorumpowanego, aspołecznego i nisko wykwalifikowanego.
      Było to wygodne dla władzy publicznej (w każdym okresie) bo pozwalało kanalizować niezadowolenie społeczne z niedostatków opieki zdrowotnej i kierowac je przeciw lekarzom.
      Czyniono to konsekwentnie i się udało.

      > Czy martwi? Chyba powinno.
      Może i powinno. Tylko że lata nagonek robią swoje - znieczulają.

      "wrzucę" tu fragment jednego z moich starych postów na zbliżony temat:

      (...)Zrobiono wiele by to zaangażowanie (lekarzy na rzecz społeczeństwa, dopisek wł) zniszczyć i było to działanie skutecznie i trwałe. Zaangażowanie takie poza tym nadal (trwałe skutki) jest odbierane jako powodowane motywacją "dorobienia się na chorobach pacjentów" a społeczny odbiór jest taki że "wygórowane żądania płacowe lekarzy powodują ograniczenie dostępu do leczenia". Zawsze elementem postulatów środowiska podczas protestów czy innych podejmowanych w celi uzyskania zmian organizacji opieki zdrowotnej były żądania reform i wskazywanie przyczyn problemów jak również sposobów ich rozwiązania. Zawsze też kończyło się na rozważaniach mediów "jak dużo lekarze zarabiają", "ile chcą dostać", "komu ostatnio zaszyto gazik w brzuchu i gdzie dyżurował pijany lekarz" i że "biednych ludzi nie będzie stać na leczenie". Nie i oczywiście szantaż emocjonalny "zostawiania pacjentów bez opieki". No i strunę przeciągnięto.

      Lekarze zrobili "w tył zwrot" i żądania - jeśli stawiają - to żądania płacowe. Przynajmniej nikt nie ma wątpliwości. Lekarze zajęli się zarabianiem pieniędzy z czego wprawdzie próbuje się nadal czynić zarzuty ale powodują one co najwyżej wzruszenie ramion. Takim samym wzruszeniem są kwitowane oczekiwania (czy wręcz żądania) jakiegoś szczególnego zaangażowanie się "na rzecz społeczeństwa" motywowane "wysokimi wymaganiami moralnymi, etosem i powinnościami związanymi z zawodem lekarza". Wyciągano te karty bez opamiętania z rękawa w każdej rozgrywce by wygrać parę złotych, trudno się dziwić że nikt już nie chce siadać do stolika (...)

      > Ale czy to wina lekarzy?

      Wina za niskie zaufanie jaki fakt społeczny? Marginalna.
      W każdej grupie zawodowej znajdą się negatywne przykłady. Jeśli jednak na postawie tych przykładów kreuje się konsekwentnie przez lata obraz jakiejś grupy zawodowej to w efekcie tak jest odbierana. Lekarze takiego obrazu nie kreowali i nie mieli ŻĄDNYCH mechanizmów obronnych.
      Nawet najgorszy lekarz nie spowoduje "spadku zaufania społecznego do lekarzy", natomiast lata nagonek zdecydowanie tak.
      Lekarze mieli przeciw sobie ZAWSZE władzę publiczną, media i opinię społeczną.
      • low.sodium Re: Na szarym końcu. 02.11.14, 19:29
        > > Czy mnie to dziwi? Absolutnie.

        Absolutnie tak, czy absolutnie nie?

        Mnie nie dziwi, zwlaszcza jak czytam w innym watku:
        "> Bylem w szpitalu. Na drzwiach gabinetu 0800-1600. Doktorek wybył o 1300

        Nie przyszło ci do głowy, że nie ma już zarejestrowanych po 13 pacjentów? Może doktorek sam zablokował możliwość rejestracji po 13, wziął pół dnia urlopu i wybył załatwić coś, np świadczyć w sądzie, albo inną urzędową sprawę?".

        Dla mnie, jest to sytuacja niewyobrazalna. Lekarz moze wszystko, moze wyjsc, moze zniknac na wieki, ale pacjent musi miec alternatywe. Organizacja pracy nie musi byc lekarza problemem (jesli jest, tym gorzej), ale pacjent nigdy w zyciu w godzinach pracy lekarza nie moze uslyszec >sorry, lekarza nie ma "wybyl zalatwic cos". Jak czytam cos takiego, mam watpliwosci, kto tu jest dla kogo.
        Takie "kwiatki" skladaja sie na fatalny obraz lekarzy.
        Inna sprawa, dlaczego pacjent nie dzwoni, zeby uzgodnic termin wizyty.
        • st.lucas Przyklad nietrafiony. 02.11.14, 20:53
          Przyklad z zamknietym gabinetem uwazam za nietrafiony.
          Po pierwsze np. w Niemczech, gdzie pracuje, lekarze zamykaja
          swojej Praxis nagminnie i jakos zaufanie do nich z tego powodu nie cierpi.
          Po drugie - o czym Kolezanka sama wspomniala i tym samym
          sama sobie zaprzeczyla - podstawa do pretensji "pacjenta"
          moze byc tylko UZGODNIONA wizyta (na ogol telefonicznie),
          ktora bez zwrotnej informacji o odwolaniu, nie doszla do skutku.

          Pretensje o to, ze lekarz nie jest w nominalnych godzinach
          swojej ordynacji w gabinecie, sa smieszne. Po prostu smieszne.
          I sa wlasnie - ponizej standardow cywilizacyjnych,
          ktorych nota bene ow spretensjonowany osobnik oczekuje.
          • low.sodium Re: Przyklad nietrafiony. 02.11.14, 22:32
            st.lucas napisał:

            > Przyklad z zamknietym gabinetem uwazam za nietrafiony.
            ...
            ... o czym Kolezanka sama wspomniala i tym samym
            > sama sobie zaprzeczyla - podstawa do pretensji "pacjenta"
            > moze byc tylko UZGODNIONA wizyta...

            Otoz, kolezanka, calkiem swiadomie napisala to co napisala, licząc, ze Kolega jest w stanie przeprocesowac, ze to nie lekarz, nie pacjent, ale organizacja pracy zawodzi. Organizacja pracy, w której pacjent najmniej ma do powiedzenia, wiec nie do niego pretensje.

            > Pretensje o to, ze lekarz nie jest w nominalnych godzinach
            > swojej ordynacji w gabinecie, sa smieszne. Po prostu smieszne.
            > I sa wlasnie - ponizej standardow cywilizacyjnych,

            To jest, jedno z najgłupszych stwierdzen jakie slyszalam.
            • st.lucas Re: Przyklad nietrafiony. 03.11.14, 19:35
              > > Pretensje o to, ze lekarz nie jest w nominalnych godzinach
              > > swojej ordynacji w gabinecie, sa smieszne. Po prostu smieszne.
              > > I sa wlasnie - ponizej standardow cywilizacyjnych,
              >
              > To jest, jedno z najgłupszych stwierdzen jakie slyszalam.

              Nie mowilem tego na glos... A tak w ogole to nie czyta Pani
              tego co wypisuje niejaki Zeglarz?
              Wydaje mi sie ze "glupota" mojego stwierdzenia
              blednie wobec kompletnego ignorowania faktow
              przez tego delikwenta, ze nie wspomne innych "znawcow"...

              Zauwazylem, ze ostrze Pani krytycyzmu nieodmiennie
              kieruje sie przeciwko kolegom-lekarzom, a nie przeciw
              ignorantom wypowiadajacym sie na tematy,
              o ktorych nie maja zielonego pojecia.

              No, jezeli za rekordowa glupote uznaje Pani
              moje twierdzenie, ze lekarz nie musi byc w swoim gabinecie
              w nominalnych godzinach pracy, o ile nie ma umowionej wizyty,
              to znaczy ni mniej ni wiecej, ze malo prawdziwych glupot
              wyczytala Pani, albo....
              ...albo prawdziwe glupoty wypisywane przez prawdziwych glupcow
              ignoruje Pani, wzglednie nie rozumie Pani po prostu ogromu tych glupot.

              Jakkolwiek jest - niezbyt mnie to interesuje.

              Pozostane przy swoim: lekarz nie ma zadnego obowiazku
              bycia zawsze w godzinach pracy wypisanych na drzwiach,
              albo swojej wizytowce. Ma natomiast obowiazek,
              podobnie jak pacjent, dotrzymywac umow: uzgodnionych
              terminow.

              Nie nazywam innego zdania na ten temat glupota.
              Bo glupota jest traktowanie innych pogladow jako glupoty.
              :-)))
        • jag_2002 Re: Na szarym końcu. 02.11.14, 22:58
          a jak lekarz umrze, to tez ma byc w gabinecie?
          pacjent ma byc na umowiona wizyte, ma zastac w tym czasie lekarza, inaczej wizyta powinna byc odwolana
          w sprawch zycia i smierci jest pogotowie, we wszystkich innych POZ lub NPL (tak nawiasem mowiac przy 1 lekarzu w NPL i wizytach domowych moze on byc nieobecny na miejscu)
          • low.sodium Re: Na szarym końcu. 03.11.14, 19:09
            jag_2002 napisała:

            > a jak lekarz umrze, to tez ma byc w gabinecie?

            Nie, martwy lekarz nie moze byc w gabinecie.
        • do.ki Re: Na szarym końcu. 03.11.14, 07:04
          No dobrze, skoro już mnie cytatem wywołujesz do tablicy, to przeanalizuj spokojnie całą sytuację. Jaką niby ma mieć alternatywę pacjent? Zacznijmy od tego, że skoro jeszcze nie rozmawiał z lekarzem, to jeszcze nie jest pacjentem, co najwyżej potencjalnym pacjentem. Jeśli nie był umówiony, to nie ma szans, by zostać pacjentem inaczej niż za zgodą lekarza. TO są standardy cywilizacyjne. Do lekarza nie idzie się jak do biedronki po pół litra, na wizytę trzeba się umówić zawczasu, inaczej nie ma możliwości przyjęcia. Dni i godziny tzw "otwartej poradni", gdzie lekarz siedzi i przyjmuje wszystkich wedle kolejki, są ogłaszane osobno i daleko nie wszyscy specjaliści takie dni prowadzą. Jeżeli nie mam zapisanych pacjentów, to wychodzę i tyle. A, i oczywiście zwalniam pielęgniarkę, bo jej siedzenie i czekanie też mnie kosztuje. Doprawdy, kompletnie nie potrafię zrozumieć czego nie rozumiesz, ale nie życzę sobie traktowania lekarza jak kogoś, kto prowadzi sklepik ze zdrowiem. Lekarz nie jest takim samym usługodawcą ja szewc, czas byłby się tego w końcu nauczyć.
          • low.sodium Re: Na szarym końcu. 03.11.14, 19:08
            do.ki napisał:
            >
            > Jaką niby ma mieć alternatywę pacjent? Zacznijmy od tego, że
            > skoro jeszcze nie rozmawiał z lekarzem, to jeszcze nie jest pacjentem...

            Twoje zalozenia, sa adekwatne do Twoich potrzeb. Nie wiemy, czy to byl nowy pacjent i nie wiemy czy lekarzem byl specjalista, czy lekarz pierwszego kontaktu. Z innego postu wiemy, ze nie byla to sytuacja odosobniona (moze inni pacjenc tez sie wypowiedza).

            > Jeśli nie był umówiony, to nie ma szans, by zostać
            > pacjentem inaczej niż za zgodą lekarza. TO są standardy cywilizacyjne.

            Tak zgadzam sie, ale...w tzw. krajach cywilizowanych, ludzie te zwyczaje wysysaja z mlekiem matek. Bez wczesniejszego umowienia wizyty pacjent przychodzi do ER i czasem, sporadycznie, do lekarza pierwszego kontaktu. Jezeli pacjent ma nagly problem, nie bedacy zagrozeniem zycia, a lekarz pierwszego kontaktu nie jest mozliwy do osiagniecia, pacjent dostaje dokladne instrukcje gdzie ma sie zglosic.
            Pacjent nigdy nie jest odeslany "z kwitkiem", telephony w recepcjach sa zawsze odbierane.
            Taki system ulatwia organizacje pracy lekarz i ulatwia zycie pacjenta. Tego trzeba uczyc pacjenow, a nie chrzanic, ze lekarz ma prawo sie "urywac", takie sprawy w cywilizowanym swiecie zalatwia sie oficjalnie a nie pod stolem, bo takie "wybywanie" bez zapewnienia opieki tak tylko mozna okreslic. W wypadku lekarza specjalisty, o kazdej zmianie pacjent jest telefonicznie informowany, jednoczesnie uzgadniany jest inny termin.


            • do.ki Re: Na szarym końcu. 04.11.14, 06:45
              "Nie wiemy, czy to byl nowy pacjent"

              Wiemy, że to w ogóle nie był umówiony pacjent, bo nie było o tym w poście. Gdyby pacjent był umówiony, nie omieszkalby o tym wspomnieć.

              "nie wiemy czy lekarzem byl specjalista, czy lekarz pierwszego kontaktu"

              Rzecz działa się w szpitalu (proszę sprawdzić). Od kiedy lekarze pierwszego kontaktu mają gabinety w szpitalach?

              Natomiast reszta twojego postu to chyba już nie do mnie, w każdym razie bez jakiegokolwiek związku z tematem.
              • low.sodium Re: Na szarym końcu. 04.11.14, 16:09
                do.ki napisał:

                > Rzecz działa się w szpitalu (proszę sprawdzić). Od kiedy lekarze pierwszego kon
                > taktu mają gabinety w szpitalach?

                U mnie miewaja.

                > Natomiast reszta twojego postu to chyba już nie do mnie, w każdym razie bez jak
                > iegokolwiek związku z tematem.

                Jezeli powolujesz sie na standardy cywilizacyjne, to obowiazuja one obie strony. To bylo tak, gwoli przypomnienia.
                • do.ki Re: Na szarym końcu. 04.11.14, 21:57
                  Standardy obowiązują, ale niekoniecznie jednakowe standardy obowiązują obie strony, a poza tym już było wielokrotnie mówione, że twoj post jest obok tematu. NIE JEST standardem cywilizacyjnym siedzenie doktora w gabinecie, jeżeli nie ma umówionych pacjentów, "bo może jakiś przyjdzie". Jak przyjdzie, to niech się umówi na następny wolny termi, ja czekać nie będę, bo mój czas jest na to zbyt cenny.
      • gamdan Re: Na szarym końcu. 05.11.14, 15:42
        slav_ napisał:

        > W każdej grupie zawodowej znajdą się negatywne przykłady. Jeśli jednak na posta
        > wie tych przykładów kreuje się konsekwentnie przez lata obraz jakiejś grupy zaw
        > odowej to w efekcie tak jest odbierana. Lekarze takiego obrazu nie kreowali i n
        > ie mieli ŻĄDNYCH mechanizmów obronnych.

        Mam nieco odmienny pogląd dotyczący tych "mechanizmów obronnych".
        Mogliśmy się bronić. Zwłaszcza po reaktywacji Izby Lekarskiej. Ale wybraliśmy do rządzenia niewłaściwych kolegów.

        > Lekarze mieli przeciw sobie ZAWSZE władzę publiczną, media i opinię społeczną.

        Znowu syndrom oblężonej twierdzy.
        • slav_ Re: Na szarym końcu. 05.11.14, 23:28
          > Mogliśmy się bronić.

          Mogliśmy pomachać rączką i pogrozić paluszkiem.
          Żadnej realnej siły i realnej skuteczności. Liczy się tylko realna siła i wpływa na stanowienie prawa - albo przez ulicę (palenie opon i najazdy na Warszawę plus realna siła wyborcza) albo lobbing czyli duże pieniądze, władza i oferta korzyści dla polityków.

          > Znowu syndrom oblężonej twierdzy.

          Zaraz tam syndrom. Opisuję pewne zjawisko.
          W przypadku "stawiania się" lekarzy (bez względu na temat) władza, media i opinia publiczna zawsze staje ramię w ramię przeciw. Jakoś niczego innego nie zauważyłem.
          • gamdan Re: Na szarym końcu. 08.11.14, 08:02
            slav_ napisał:
            > Mogliśmy...

            Lekarze w innych krajach mogli. My nie. Bo jesteśmy głupsi?
            • slav_ Re: Na szarym końcu. 10.11.14, 13:36
              >Lekarze w innych krajach mogli. My nie. Bo jesteśmy głupsi?

              Nie znam wystarczająco realiów w innych krajach. Być może lekarze w innych krajach nie byli tak głęboko spauperyzowani i zależni od państwa jako pracodawcy.
              Być może w innych państwach istnieje poczucie wspólnoty wynikające z przynależności do zawodu nie związane tak bardzo z "hierarchią dziobania" jak u nas.
              Być może lekarze mieli oparcie w pacjentach - bo ci w przypadku protestów naciskali na polityków by poprawili sytuację bo pacjenci widzieli w tym swoje bezpieczeństwo zdrowotne. U nas pacjenci naciskają na polityków by "zrobili porządek z konowałami".

              Poza tym może po prostu w innych państwach politycy bardziej się przejmują opieką zdrowotną i przykładają większą wagę do jej jakości i skuteczności uznając swoją za to odpowiedzialność. U nas tego nie zauważam. Politycy odpowiedzialność spychają zawsze na najniższy szczebel i generalnie nie przejmują się skutkami swoich decyzji które bezpośrednio dotykając pacjentów wskazując jako winnych pracowników opieki zdrowotnej.
              Widzę tylko presję na ograniczanie kosztów opieki zdrowotnej (co ciekawe - silnie popieraną przez pacjentów którzy chcą leczenia TANIEGO, jak najtańszego).
    • jola.iza1 Re: A ja lubię, i ufam lekarzom. 02.11.14, 21:58
      Niekoniecznie służbie zdrowia. Z ręką na sercu, tych z przychodni wszelkich, szpitali cenię. Najgorzej mam z SORem, po prostu boję się, zawiodłam się tyle razy.
      • low.sodium Re: A ja lubię, i ufam lekarzom. 02.11.14, 22:36
        jola.iza1 napisała:

        > Niekoniecznie służbie zdrowia. Z ręką na sercu, tych z przychodni wszelkich,
        > szpitali cenię. Najgorzej mam z SORem, po prostu boję się, zawiodłam się tyle
        > razy.

        Zawiodlas się tyle razy...co to znaczy? Tyle razy bylas na granicy zagrozenia zycia? W końcu Cie odratowano, wiec dlaczego "zawiodłam się"?
        • jola.iza1 Re: A ja lubię, i ufam lekarzom. 03.11.14, 17:01
          low.sodium napisał(a):
          > Zawiodlas się tyle razy...co to znaczy? Tyle razy bylas na granicy zagrozenia z
          > ycia? W końcu Cie odratowano, wiec dlaczego "zawiodłam się"?
          Za idiotkę, mnie/masz , że niekoniecznie wiem, o czym piszę ?
          Kombinuj dalej, szczególnie gdy pracujesz na SORze.
          • jag_2002 Re: A ja lubię, i ufam lekarzom. 04.11.14, 20:41
            ja nie pracuje na SOR-ze (od dawna), ale rozumiem Twoj zawod - nie bylas w stanie zagrozenia zycia a chcesz swiadczen na SOR-ze i ich nie dostajesz - bo sie nie naleza
            • jola.iza1 Re: Nic nie rozumiesz :( 06.11.14, 00:27
              jag_2002 napisała:

              > ja nie pracuje na SOR-ze (od dawna), ale rozumiem Twoj zawod - nie bylas w stan
              > ie zagrozenia zycia a chcesz swiadczen na SOR-ze i ich nie dostajesz - bo sie n
              > ie naleza
              Nie byłam w stanie zagrożenia, miałam dwoje Rodziców, została mi się tylko Mama.
              Niekoniecznie chce mi się gadać, skoro wezwanaM do tablicy, to mówię, takiego qana, jak na SORze nie widziałam nigdzie. Ja nawet jestem w stanie zrozumieć, że brak kasy, by zatrudnić w SOR lekarzy z bardzo dużym doświadczeniem, trudno. Ale niech mi ci Młodzi nie wmawiają, że: pacjent zacewnikowany bezpośrednio do pęcherza , dostający dziennie w warunkach domowych litr kroplówki wszelkiej maści , może po trzech dniach oddać tylko niecałe pół litra moczu. Proszę mi nie wmawiać, że to norma, i pacjent odwodniony. Ja mogę długo, tylko po co ? lublin.gazeta.pl/lublin/1,35640,16878896,Pacjent_umarl_w_szpitalnej_toalecie__Lezal_tam_ponad.html
              • slav_ Re: Nic nie rozumiesz :( 06.11.14, 00:40
                >dostający dziennie w warunkach domowych litr kroplówki wszelkiej maści , może po trzech >dniach oddać tylko niecałe pół litra moczu

                litr to mało
                • jola.iza1 Re: Nic nie rozumiesz :( 06.11.14, 02:11
                  slav_ napisał:
                  > litr to mało
                  I pewnie uważasz, że więcej płynów mój tatko nie dostawał, nie pił, nie jadł , tak ?
                  Mniejsza z tym, to co usłyszałam na SORze, brzmiało qriozalnie- nie chce mi opowiadać.
                  Jednym zdaniem : Nie stać mojego państwa na fachowców, trudno i przykro, ale po jaką qrwęnędzę/jaki wuj/ utrzymywać taki stan rzeczy?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka