krycha601
26.01.07, 12:29
Wczoraj byłam u lekarki - neurolog w przychodni, u której leczę się po operacji kręgosłupa.
Nie jestem na rencie, pracuję od prawie 30 lat. Jednak coraz częściej mam problemy z kręgosłupem (a także nogami - rwa kulszowa). Muszę korzystać z zabiegów w Poradnii Rehabilitacyjnej. W tym roku postanowiłam skorzystać z rehabilitacji na turnusie rehabilitacyjnym. A więc poprosiłam ją o wypisanie skierowania na turnus rehabilitacyjny. I tu zaczęły się problemy. Pani doktor stwierdziła, że ona mi takiego skierowania nie wypisze ponieważ nie ma za to płacone. Podkreśliła klika razy że Fundusz jej za to nie płaci. Po czym stwierdziła (patrząc mi w oczy), że ona owszem wypisuje takie skierowania ale w gabinecie prywatnym. Byłam tak zaskoczona, że siedziałam nic się nie odzywając. Po chwili lekarka stwierdziła, że wypisze mi to w drodze wyjątku ale jest to pierwszy i ostatni raz.
Podobną sytuację miałam kilka miesięcy temu - gdy chciałam aby wypisała mi wniosek na komisję lekarską w celu uzyskania stopnia niepełnosprawności (przedłużenie). Też musiałam wysłuchiwać, że ona ma za to nie płacone.
Po utarczce słownej z łaską wypisała mi dokument.
Kto w takim razie ma wypisywać wszystkie te wnioski, które są wymagane przez innych. Przecież ona jest moim lekarzem wiodącym. Owszem, na moje zapytanie czy w takim razie uważa, że nic mi nie dolega stwierdza że jak najbardziej kwalifikuję się ale ona wniosku nie wypisze bo nie ma za to płacone.
Jak to jest z tymi zaświadczeniami?