Dodaj do ulubionych

znowu to samo

26.04.09, 18:35
wyborcza.pl/1,76842,6539739,Smierc_w_handlu_nie_przeszkadza.html?as=2&ias=2&startsz=x
> Kilka pracownic pobiegło do pobliskiej przychodni, prosiły
> lekarza,
> żeby przyszedł. Z tego, co wiem, nikt z tej przychodni nie
> pofatygował się na miejsce. Na szczęście przyjechało pogotowie

ale o co chodzi?
Dlaczego z pobliskiej (co to znaczy pobliskiej?) przychodni ktoś miał się
"fatygować"? Dlaczego lekarz miał "przyjść".
Dlaczego pogotowie przyjechało "na szczęście"?
Nie rozumiem chyba tego języka. Maturę zdałem, studia skończyłem,
specjalizację mam. Z ludźmi gadam, powieści i wiersze po polsku czytam, filmy
polskie oglądam.
A języka którym posługują się Polacy nie rozumiem.
Bo tak jak ja rozumiem kontekst i znaczenie użytych tu słów, to w życiu nie
było tu kwestii "pofatygowania się" i karetka na pewno ani "na szczęście" nie
miała przyjechać.
Po prostu - nastąpiło gwałtowne pogorszenie stanu zdrowia pacjenta w sklepie -
przyjechało pogotowie, a błędnie wzywany lekarz z przychodni nie przyszedł.
Jedyne co smutne, to że sklepu nie zamknięto do czasu zabrania zwłok.
Reszta- niepojęta.
Na pewno po polsku jest ten artykuł? Powiedzcie mi jak długo jeszcze można
informować od czego są przychodnie a od czego ratownictwo, a od czego SORy.


Obserwuj wątek
    • m.algorzatka Re: znowu to samo 26.04.09, 18:46
      Zastanawiam sie, jakim trzeba byc czlowiekiem, albo po ilu latach
      pracy cialo zmarlego czlowieka traktuje sie jak worek ziemniakow.
      • obs2 Re: znowu to samo 26.04.09, 19:13
        wiesz co, to nie jest tak do końca.

        Przy całym szacunku dla zwłok, uważam że zachodzi tu splot kilku spraw.
        Po pierwsze, w Polsce jest histeria wokół tematu zwłok, cmentarzy, pogrzebów
        itd. Syndrom kraju-ofiary, syndrom kraju powstania warszawskiego, Oświęcimia.
        Sublimacja traumatycznych przeżyć.

        Po drugie, podziwiam odwagę lekarza z zespołu ratownictwa który uznał że zgon
        był z przyczyn naturalnych. Przyczyny naturalne to może zgon u 85-latka. Zgon 60
        latka w sklepie? Może i naturalny, ale stwierdzenie tego na miejscu było moim
        zdaniem błędem. Gdyby zwłoki zabrano do ZMS, nie byłoby problemu.

        Po trzecie - rozumiem iż nie było komu wydać decyzji o zamknięciu sklepu. Po
        prostu - rozumiem.

        A ludzie kupujący ziemniaki i mięso? Wiedzieli albo i nie wiedzieli.

        Ja nie mówię że stało się dobrze, bo na pewno stało się źle.
        Ale czy było tu traktowanie ciała zmarłego JAK worka ziemniaków?
        chyba nie.


        • m.algorzatka Re: znowu to samo 26.04.09, 19:28
          >Ale czy było tu traktowanie ciala zmarłego JAK worka
          >ziemniaków?
          >chyba nie.

          Przykro, ze wlasnie Ty tak myslisz. Widzisz kolejna nagonke na
          lekarzy i tylko to, jest tu, dla ciebie problemem. Reszta,
          coz..."smutno", ze nie zamknieto sklepu, chociaz ""rozumiesz"" to.
          Ja nie.
          • gamdan Re: znowu to samo 26.04.09, 21:16
            Przecież nie chodzi tutaj o nagonkę na lekarzy. Czy każdy
            wyartykułowany na forum protest lekarza musi być kwitowany
            wyświechtanym rusycyzmem "nagonka"?
            Chodzi o właściwą organizację tzw. życia społecznego. Lekarze od
            dawna walczą o tę organizację. Niestety bez pomocy czynników
            urzędowych. Polacy generalnie nie wiedzą, gdzie i jakiej pomocy
            medycznej szukać. Zgłaszają się na ostry dyżur z dolegliwościami
            przewlekłymi, natomiast żądają pilnej pomocy od lekarza z poradni,
            gdzie leczy się schorzenia przewlekłe i są zapisy na kilka tygodni
            wcześniej.
            Przecież lekarz wyrwany "z pobliskiej poradni" niewiele może pomóc w
            stanie zagrożenia życia, mając do dyspozycji stetoskop i długopis.
            Warto też wspomnieć o tzw. doświadczeniu w ratowaniu życia w stanach
            nagłych, które jest bardzo potrzebne, a którego lekarz z poradni
            może nie posiadać.
            A zaangażowanie tego lekarza w ratowanie człowieka na ulicy
            spowoduje duże perturbacje wśród pacjentów oczekujących w
            poczekalni. Logicznie rozumujący obywatel musi to wiedzieć.
            Dziennikarz także.

            Ja chciałbym zwrócić uwagę na towarzyszący wywiad z profesor
            Katarzyną Popiołek, psychologiem z UŚl.
            wyborcza.pl/1,82709,6540215,Jak_odarci_z_godnosci_maja_uszanowac_innych.html

            "Odarci z godności" to nie tylko pracownicy Biedronki.
            Pracownicy służby zdrowia to chyba najliczniejsza grupa zawodowa,
            przez całe dziesięciolecia odzierana z godności.
            Może przydałaby się pewna doza wyrozumiałości.
            • obs2 Re: znowu to samo 26.04.09, 22:17
              > Przecież lekarz wyrwany "z pobliskiej poradni" niewiele może pomóc w
              > stanie zagrożenia życia, mając do dyspozycji stetoskop i długopis.
              > Warto też wspomnieć o tzw. doświadczeniu w ratowaniu życia w stanach
              > nagłych, które jest bardzo potrzebne, a którego lekarz z poradni
              > może nie posiadać.

              Pozwolę sobie nie zgodzić się co do detali tej wypowiedzi.

              1. Każdy lekarz powinien posiadać ODNAWIANE umiejętności w dziedzinie ratowania
              życia. Doświadczenie tak naprawdę będzie miał tylko lekarz karetki i OIOMU (bo
              już SORu- niekoniecznie; można mieć lata pracy na SORZe i żadnej reanimacji).
              Więc doświadczenia lekarz czysto przychodniany mieć po prostu nie może, ale w
              miarę świeżo trenowane umiejętności (tak raz na rok na pewno) - powinien mieć.

              2. Lekarz wyrwany z przychodni ze stetoskopem będzie jednak - co zapewne zaraz
              zostanie tu podniesione bo już taka dyskusja tu była (autobus z omdlałą
              pacjentką był "gdzieś blisko SORU", a lekarz nie wyszedł pomóc) - zatem lekarz
              będzie jednak najlepszym koordynatorem wstępnej pomocy i najlepszym jej
              dostarczycielem przed przyjazdem karetki. Z tego punktu widzenia można oczekiwać
              od lekarza pomocy. Tu powinien decydować zdrowy rozsądek. Jeżeli sprawa toczy
              się w dosłownie sąsiednim budynku, to można oczekiwać od lekarza podejścia tam.
              Gdzie leży granica - oczywiście nie wiadomo? 500 metrów to na pewno za daleko,
              ale czy 100?
              Co innego jest tu kluczowe: żeby błyskawicznie wezwać pogotowie, oraz żeby
              podjąć akcję reanimacyjną na miejscu. I do tego nie jest potrzebny "jakiś
              lekarz". Jest na miejscu albo 2 kroki dalej - OK. Nie ma ? To błagam nie
              szukajcie przychodni z "jakimś lekarzem" tylko reanimujcie i wzywajcie karetkę.
              Ale najgorszy z całości jest ten opis, że z przychodni nikt się nie
              "pofatygował". To mnie wkurza, oraz brak komentarza redaktora, choćby - będę
              chamski- taki: "nie pofatygował się nikt z przychodni, choć była nie tak daleko.
              Podobnie jak nie pofatygował się nikt z sąsiedniej masarni i zakładu
              fryzjerskiego. Bowiem tak lekarze z przychodni, jak i fryzjerzy z salonu i
              pracownicy masarni nie są od tego by się fatygować ratować kogoś gdzieś, o ile
              to gdzieś nie jest dosłownie na ich oczach".
              • gamdan Re: znowu to samo 29.04.09, 15:00
                > ale w miarę świeżo trenowane umiejętności (tak raz na rok na
                > pewno)powinien mieć.

                Powinien. Ale nie ma. To jest w interesie społeczeństwa, ale społeczeństwo nie chce za to zapłacić.

                Co do reszty, generalnie, zgoda.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka