zgubiona30
20.05.15, 12:11
Jestem głupia, czytam o kochankach, jak to się zazwyczaj kończy, a nie umiem z tego wyjść. Ja mężatka z dzieckiem, on żonaty z dzieckiem. Przypadkowe spotkanie, gdzie się świetnie bawiliśmy na imprezie obok siedzącego męża i żony. Zaproszenie na kawę, gdzie się wahałam a i tak poszłam. Kilka spotkań, smsów i chemia i poszło z górki. Popłynęłam uczuciowo kompletnie, z tego co on mówi, pisze, co widzę też. Trwa to kilka miesięcy. Od początku ustalamy zasady: żadnego seksu, bo nie o to tu chodzi, tylko o miłość (jeszcze nie było, ale ku temu w tym momencie dąży), gadki o rozwodach (że nie wiemy co będzie, nie mówi ani tak, ani nie, w sensie jak będzie się miał rozwieść to się rozwiedzie, że za krótko się znamy, no i dziecko - to go bardzo boli, że gdyby nie dziecko byłoby prościej). Ogólnie nasze małżeństwa nie są tragiczne, po prostu są zwyczajne, ale ani ja, ani on nie ohajtaliśmy się z miłości, nigdy nie było chemii,namiętności i tego wszystkiego co mamy.... I nagle spotyka Cie takie coś i człowiek głupieje. Zna moje dziecko, ja jego, spotykamy się czasami w czwórkę. Mój mąż i jego żona oficjalnie wiedzą, ze się spotykamy, ale utrzymujemy to w relacji "to tylko koleżanka, to tylko kolega". Znamy naszych współmałżonków tylko przelotnie. Wielu naszych wspólnych znajomych wie lub domyśla się, że coś jest na rzeczy. A my sami wiele razy okłamywaliśmy się, że przecież tylko się przyjaźnimy, że tak nie można, ze nie chcemy romansu, że tacy nie jesteśmy, że jesteśmy za dobrzy na to. Nadszedł czas, gdy nie potrafimy już kłamać, że dystansu się nie da nabrać i jestem w kropce, nie wiem co robić. Z chęcią bym popłynęła całkowicie, naprawdę fajny facet, ale nie chcę potem płakać po kątach, że on dla mnie żony nie zostawi. Nie wiem, czy bym dała radę to udźwignąć. Poczuć się jak wykorzystana szm...