Dodaj do ulubionych

romans i odległość- dylemat

15.01.17, 01:29
Po krótce- lat 30, średniej wielkości miasto na Śląsku, wykształcenie techniczne, dzieci brak. Od 3 lat w ukrywanym i sekretnym związku ze starszym/żonatym, który kocha ale żony nie zostawi bo kredyt, zobowiązania, przywiązania, tyle lat i tak dalej. Bratnia dusza, najpiękniejsze momenty w życiu. Rozstania i powroty, trochę syndrom sztokholmski, trochę nadzieja, że coś się w końcu zmieni. Miesiąc za miesiącem w stagnacji, wyczekiwaniu, z całym bagażem długiego romansu.

Na to wszystko przyszła mi oferta pracy z zagranicy - pozycja zgodna z wykształceniem, kraj i nowe miasto interesujące, zarobki całkiem całkiem... ale do Polski sporo ponad tysiąc kilometrów w linii prostej. Decyzję o wyjeździe muszę podjąć w ciągu kilku tygodni. Sytuacja rodzinno-ogólno-organizacyjna pozwala mi na wyjazd, mogę dosłownie spakować walizę i ruszać w świat, w "nowym" kraju mam kilku dalszych znajomych - nie zginę i nie zgniję tam raczej.

Jedynie kwestia uczuciowa blokuje moją decyzję- sytuacja jest patowa, zostając wiem, że nie ruszę nic i będę się tak ukrywać przez kolejne miesiące/lata, nie młodniejąc i gorzkniejąc. Ale wyjeżdzając stracę wszystko. Przez 3 lata wkładałam cały mój wolny czas, energię, siłę i cierpliwość w utrzymanie relacji. Jest to z mojej strony miłość mojego życia, najlepszy kumpel i ktoś z kim chcę spędzić ile tylko czasu się da, kosztem wszystkiego innego. Drugiego takiego już nie spotkam. I sama sobie odetnę jakąś ostatnią, mglistą szansę ułożenia tego wszystkiego. Z mojej winy, przez moje wyjazdowe fanaberie, dokładanie kilometrów i rozstrajanie sytuacji. Czuję, że powinnam tu siedzieć i czekać, bo może coś się odmieni w końcu, ale czasem jestem tak wściekła, że mam ochotę zniknąć. W zapewnienia "będę przyjeżdżał" wierzę średnio, bo wiem jak ciężko dopasować się "do grafiku" żonatego mieszkając w tym samym mieście, a co dopiero organizować coś przez całą Europę. Technicznie niemożliwe do przeprowadzenia.
Więc, cholera, nie wiem co robić...
Obserwuj wątek
    • agus-ia76 Re: romans i odległość- dylemat 15.01.17, 02:27
      Kolejny wampir energetyczny...
      Spierdalaj!!!
      • obrotowy a ciebie co naszlo ? 18.01.17, 14:47
        normalny dylemat kwadratury kola.
        • agus-ia76 Re: a ciebie co naszlo ? 20.01.17, 16:15
          Normalny czy nie, kobiety cierpią a chłopy się bawią.
          • donmarek Re: a ciebie co naszlo ? 21.01.17, 09:30
            Na swoje życzenie !!! Chyba te tysiące lat podporządkowania mężczyźnie, bycia niewolnicą, nadal w was siedzi. I - jak mi się wydaje - nigdy z was nie wyjdzie. Zamiast wziąć się za siebie i zacząć korzystać z tego, co Natura nam dała, siedzicie i dzielicie ten włos. I to nie na czworo, ale tysiące źdźbeł. A życie, krótkie, nawet bardzo krótkie przecieka wam między palcami. I nie tylko palcami. wink Niech mi któraś jasno i racjonalnie wytłumaczy, dlaczego tak jest ??? Jak jest okazja to brać i cieszyć się życiem. Ale robić to tak, by partner się nie dowiedział. I nie ma się co zasłaniać dziećmi, gotowaniem obiadu, sprzątaniem etc. Wiem co mówię, bo niemal cały okres dorastania moich dzieci, to na mojej głowie był żłobek, przedszkole, szkoła, bo później szedłem do pracy i wcześniej byłem w domu. I jeszcze niemal obiad zdążyłem przygotować. Więc wiem o czym mówię. Zdrada ? Może i jest. Ale co to jest ta mityczna zdrada? To, że było miło i przyjemnie innej kobiecie i mnie ??? Tak nas Natura stworzyła. Kobietę, by szukała najlepszego partnera, a mężczyznę by starał się takim być dla każdej. A wszystko inne to tylko NORMY CYWILIZACYJNE. Wciąż się zmieniające !!! I wciąż dające inne wzorce.
            • agus-ia76 Re: a ciebie co naszlo ? 21.01.17, 11:57
              O tę różnicę między naszymi mózgami chodzi. Kobieta po kilku orgazmach zwyczajnie się uzależnia emocjonalnie. Ta przypadłość prawie nigdy nie dotyka mężczyzn. Włącza nam się instynkt wicia gniazda i wyłączności po to by partner był wsparciem w razie ewentualnego potomstwa. To natura i niestety nic z tym zrobić nie potrafimy. A szkoda. Wielka szkoda, bo bardzo wam, samcom zazdroszczę tego bzykania na zimno, otrzepania piórek i pójścia swoją drogą.
              • obrotowy c´est la vie... ) 21.02.17, 18:26
                agus-ia76 napisała:
                Wielka szkoda, bo bardzo wam, samcom zazdroszczę tego bzykania na zimno, otrzepania piórek i pójścia swoją drogą.


                ja tez wam zazdroszcze...
                dwoch spraw.
                mezczyzna, by zdobyc kobiete do lozka musi sie sporo nabiegac i napocic,
                a kobieta ma chlopa do lozka na kiwniecie palcem...

                i drugiej, ze nie musicie sie codziennie golic... - to zwykla strata czasu...
                • donmarek Re: c´est la vie... ) 22.02.17, 11:00
                  Ja od ponad 40 - dokładnie, za 2 miesiące minie 45 - lat, czyli od wyjścia z wojska do rezerwy się nie golę !!! Dzisiaj piękny siwo- srebrno- brody. Nawet żona nie wie jaką mam twarz bez zarostu. wink
                  • obrotowy gratuluje 23.02.17, 12:32
                    u innych i nawet podziwiam.

                    ale sam brody nie znosze i mnie to wqoorvia smile
    • donmarek Re: romans i odległość- dylemat 15.01.17, 13:01
      Nie bardzo rozumiem dłuższe związki osób "niekompatybilnych", czyli jedno wolne, drugie zajęte. Taka nierównowaga zawsze będzie powodować problemy. Owszem, kilka razy tak spróbowałem, ale to były tylko jednorazowe "skoki". Decyzja należy do Ciebie. I jak sama mówisz, ..." ale żony nie zostawi bo kredyt, zobowiązania, przywiązania, tyle lat i tak dalej ...". Więc czy tutaj czy za granicą, będziesz tylko "zabawką". No, chyba, że jego żona zejdzie. W czym możesz jej pomóc wink a wówczas ... rybka albo ... haczyk. wink
      • spokojnamalinka Re: romans i odległość- dylemat 23.01.17, 18:03
        Ja się chyba zakochałam w donmarku po kliku tygodniach czytania tego forumsmile poza tym dlaczego nie piszecie co pieknego jest w waszych romansach? Robicie to tez za zdrowie krolowej? Nie kochacie się do utraty tchu ? Nie pragniecie najbardziej na swiecie?
        • donmarek Re: romans i odległość- dylemat 24.01.17, 07:59
          ...że co ????? Malinka - cudowna, pachnąca wink słodka, czasami z robaczkiem wink Na samą myśl ... Ale ta pierwsza część ... spokojna, nudą może powiać. A wtedy ... Ewentualnie ciężką robotą, niemal harówą. wink A nie ma to jak huragan w łóżku. Z każdej - znaczy z obu - strony. wink
        • aguskaa38 Re: romans i odległość- dylemat 24.01.17, 08:43
          Wszystko jest piękne.... sam fakt pożądania jest nie do opisania. czekanie, myślenie....
          • obrotowy jakie to kobiece... :) 21.02.17, 18:36
            aguskaa38 napisał(a):
            > Wszystko jest piękne.... sam fakt pożądania jest nie do opisania. czekanie, myślenie....


            jakie to kobiece... smile viemy , znamy...

            ale z mezczyznami jest inaczej...

            czekanie, myślenie.... - jest meczace...

            piekne (poza samym seksem, naturalnie), to jest ta sama obecnosc innej kobiety...
            - usmiech, glaskanie po wlosach i uszach, mila rozmowa...

            i swiadomosc, ze za jakis czas bedzie podobnie piekna powtorka...

            WAZNE TEZ (niektorzy sie do tego niechetnie przyznaja), ze:
            - za te kobiete sie nie odpowiada, czy ja zab boli i musi go wyrwac, czy brzuch,
            czy nie ma pieniedzy, czy jest wkurzona na szefa w pracy itd...
            • aguskaa38 Re: jakie to kobiece... :) 23.02.17, 12:09
              obrotowy napisał:



              > jakie to kobiece... smile viemy , znamy...
              >
              > ale z mezczyznami jest inaczej...
              >
              > czekanie, myślenie.... - jest meczace...
              >
              > piekne (poza samym seksem, naturalnie), to jest ta sama obecnosc innej kobiety.
              > ..
              > - usmiech, glaskanie po wlosach i uszach, mila rozmowa...
              >
              > i swiadomosc, ze za jakis czas bedzie podobnie piekna powtorka...
              >
              > WAZNE TEZ (niektorzy sie do tego niechetnie przyznaja), ze:
              > - za te kobiete sie nie odpowiada, czy ja zab boli i musi go wyrwac, czy brzuch
              > czy nie ma pieniedzy, czy jest wkurzona na szefa w pracy itd...
              Nie do końca się z Toba zgodzę. Bo wiele zalezy od charakteru człowieka oraz stopnia zauroczenia, zakochania i zaangazowania. istnieje jeszcze przyjaźń ale każdy związek jest inny. I nie każdy facet to zimny drań a kobieta zołza.
              • obrotowy pewnie, ze nie ... 23.02.17, 12:30
                ale do k... nedzy za zone sie odpowiada, a za kochanke nie.
                • aguskaa38 Re: pewnie, ze nie ... 23.02.17, 12:37
                  obrotowy napisał:

                  > ale do k... nedzy za zone sie odpowiada, a za kochanke nie.
                  a to zależy od stopnia zażyłości związku.
                  • obrotowy no to odetchnalem 23.02.17, 23:00
                    aguskaa38 napisał(a):
                    > a to zależy od stopnia zażyłości związku.


                    no to odetchnalem
                    ze mialem tylko kochanki z "mala zażyłościa"...

                    jako samotnika z natury wystarczajaco mnie wqoorviala koniecznosc odpowiadania za zone.

                    ostatnie czego bylo mi potrzeba - to jeszcze koniecznosc odpowiadania za kochanke...
                    • aguskaa38 Re: no to odetchnalem 24.02.17, 08:20
                      obrotowy napisał:


                      > no to odetchnalem
                      > ze mialem tylko kochanki z "mala zażyłościa"...
                      >
                      > jako samotnika z natury wystarczajaco mnie wqoorviala koniecznosc odpowiadania
                      > za zone.
                      >
                      > ostatnie czego bylo mi potrzeba - to jeszcze koniecznosc odpowiadania za kochan
                      > ke...
                      Hola hola..... a dlaczego od razu piszesz o zażyłości ze strony kochanek? Sytuacja może byc odwrotnasmile
                • 3-mamuska Re: pewnie, ze nie ... 27.02.17, 00:24
                  obrotowy napisał:

                  > ale do k... nedzy za zone sie odpowiada, a za kochanke nie.

                  I tu sie grubo mylisz....
                  Za kazda istote z ktora cie łączy sie w pewien sposób odpowiada. Cyz to człowiek pies czy kot.
                  Gdyby kochanka uległa wypadkowi to ci nie pomógłbym jej? Gdyby była bardzo chora czy poszła do szpitala to co zerwałybys kontakty?
                  Czy kolega z pracy łamiąc nogę mógłby liczyć na twoja pomoc?
                  Czy sąsiad z atakiem serca?

                  Każda osoba ktora w pewnien sposób istnieje/wchodzi w nasze zycie... zasługuje moralnie na nasza odpowiedzialność/pomoc.
                  No w przypadku zony to państwo i prawo ci nakazuje zajać sie żona. Ale mozna sie zając z musem lub z sercem.
                  A to jak sie kimś zajmiesz świadczy tylko o tobie....

                  Bo do dania doopy i zrobienia loda jest dobra ale na pomoc w potrzebie juz liczyć nie moze?

                  Bardzo chamskie przykre i egoistyczne podejście.
                  I wlasnie to jest najgorsze w romansach. Traktowanie osoby z ktora sie ma kontakty fizyczne jak zabawki.
                  Nie jak człowieka który ma uczucia emocja i odczuwa bol.

                  Po prostu znieczulica.
    • ewosia Re: romans i odległość- dylemat 16.01.17, 19:09
      ale co stracisz wszystko? przecież nic nie masz - on ma żonę i jej nie zostawi. Nawet się nie żegnaj. Będzie bolało, ale zgnijesz przy nim. i wyjałowiejesz, bo on żony nie rzuci, dziecka ci nie da. spierdalaj od niego póki jeszcze masz szansę się pozbierać, otrząsnąć i mieć dziecko i normalną rodzinę.
      Ja przegapiłam - co prawda rodzinę mam i jestem szczęśliwa, ale szanse, kiedy mogłam jeszcze mieć dziecko zmarnowałam na takiego, co żona go nie rozumie, wcale ze sobą nie śpią, tu masz pierścionej zaręczynowy. Nie bądź głupia. On cię nie kocha. I nigdy nie będzie twój, jak się przez tyle lat nie zdecydował. Uciekaj, skoro świt! Powodzenia!
    • 3-mamuska Re: romans i odległość- dylemat 16.01.17, 19:58
      Poczytaj forum taka wspaniała kochankę bratnia dusze to facet moze znaleść kilka razy.
      Żaden facet który kocha kochankę ,nie zostanie z kimś niekochanym dla kredytu. Klasyk...
      Co masz niby stracić faceta który nie jest twoj hehe wolne żarty, ze kobiety sie dają na to nabierać hihihi
    • rezolutnakobieta Re: romans i odległość- dylemat 17.01.17, 17:40
      Nie masz na co czekać. Ten wyjazd to szansa od losu. Ja bym z niej skorzystała. Sama napisałaś:'...zostając wiem, że nie ruszę nic i będę się tak ukrywać przez kolejne miesiące/lata, nie młodniejąc i gorzkniejąc'. Chcesz takiego życia dla siebie, naprawdę? Tylko tyle jesteś warta? On Cię nie kocha. Gdyby nie kochał żony, tylko Ciebie, to nie byłoby siły mogącej go powstrzymać przed rozwodem i związaniem się z Tobą. Wiem, że szkoda Ci czasu i energii, którą włożyłaś w tę relację. Ale z tego nic nie będzie. Nie jesteś szczęśliwa, a życie masz tylko jedno. Na początku będzie ciężko, będziesz miała syndrom odstawienia jak alkoholik czy narkoman. Ale później przyjdzie spokój i radość z prostego życia, bez obciążenia w postaci romansu.
      • agus-ia76 Re: romans i odległość- dylemat 17.01.17, 20:13
        Lubię to 😀
      • katarzyna303030 Re: romans i odległość- dylemat 17.01.17, 23:23
        Mogę zapytać o szczegóły "syndromu odstawienia"? jak sobie umysł z tym wszystkim poradzi? Ja to umysł ścisły, z psychologią u mnie słabo smile

        Przez te lata zostałam na tyle "wytresowana", że czekanie, kombinowanie, znajdowanie czasu, ukrywanie, okłamywanie całego świata stało się trochę centrum mojej egzystencji, i boję się, że nie dam rady bez tego stanu ducha. Już trochę nie pamiętam normalnych relacji: że można zjeść z kimś śniadanie, iść na spacer, puścić sobie film- nie patrzeć na zegarek i nie kraść głupich pół-godzinek. Jakbym była zaprogramowana na to i tylko na to.
        Sporo strachu we mnie. I jest w tym też jakiś dziwny masochizm: nie wyobrażam sobie ogarniania pustki, która przyjdzie kiedy tego całego systemu zabraknie.
        • sabbbinka Re: romans i odległość- dylemat 18.01.17, 12:07
          oj tam oj tam dasz radę ale uwierz ,że warto smile

          "Trzeba umieć walczyć o swoje marzenia, ale trzeba też wiedzieć, które drogi są nie do przebycia i zachować siły na przejście innymi ścieżkami"
          — Paulo Coelho
          Być jak płynąca rzeka
        • rezolutnakobieta Re: romans i odległość- dylemat 18.01.17, 21:33
          Będziesz czuć się fatalnie psychicznie i fizycznie. Będziesz miała obsesję na Jego punkcie, nie będziesz mogła na niczym się skoncentrować, będziesz bezbrzeżnie smutna i będziesz ciągle płakać. Nie będziesz mogła spać i będziesz czuła ucisk w klatce piersiowej. Będziesz chciała do Niego napisać lub będziesz zaklinać telefon/komunikator, żeby nadeszła od Niego wiadomość. Jesteś w o tyle kiepskiej sytuacji, że jesteś samotna i nie masz pozornie (tylko pozornie) nic do stracenia. Inaczej sprawa wygląda jak obie strony są w związkach, kochanka liczy, że kochanek odejdzie od rodziny i z nią będzie, sama ryzkuje swoje małżeństwo. Nie wiem też czy On ciągle tylko zapewnia Cię o swoich uczuciach, czy sam nie ma momentów zwątpienia i żałuje czasem, że oszukuje żonę. Bo jeśli on ma chwile zwątpienia w sens Waszej relacji to byłoby Ci łatwiej go zostawić. Ale jeśli zapewnia i obiecuje to łatwo odejść nie będzie. Ale sama wiesz, że to po prostu nie ma przyszłości. Taki związek jak z Nim masz obecnie to nie jest związek tylko jego namiastka. Wiem, że przywykłaś. Ale z czasem możesz zacząć odczuwać coraz wiekszą frustrację. Poza tym zauroczenie nie trwa długo. Piszesz, że tak funkcjonujesz od 3 lat. Za chwilę któreś z Was (on prędzej) przejrzy na oczy, spowszednieje mu, zmęczy się. Faceci rzadko zostawiają rodzinę, stabilizację dla kochanki. Wystarczy im, że w domu żyje się znośnie. Na Twoim miejscu nie wierzyłabym też w zapewnienia, że jest z żoną nieszczęśliwy, że nie uprawiają seksu. To kit wciskany naiwnym kochankom. Gdyby był naprawdę nieszczęśliwy, to by od niej odszedł.
          • 3-mamuska Re: romans i odległość- dylemat 18.01.17, 22:28
            A noże byc równie dobrze tak ze pojedzie w nowe miejsce gdzie nie bedzie wspomnień po nim.
            Ze nie bedzie mijać muzyki i mieszkania które go przypomniana.
            Po
            Kilku dniach tęsknoty wyjedzie domlufzi wpadnie w wir nowości i pomyśli kurcze i miałbym z tego zrezygnować?
            A moze sie zakocha na nowo i pozna innego kogoś kto bedzie wolny wypełni pustkę.

            Mysle ze dobrym pomysłem jest oszukać sama siebie.
            I np.umówic sie sama ze soba, ze miesiąc wytrzymam potem zobaczymy.
            • donmarek Re: romans i odległość- dylemat 19.01.17, 08:12
              I to jest TO !!! Nie wiemy co nas czeka. A może za rogiem jest ktoś, kto nas szuka, kto na nas czeka. Życie to jedna wielka zagadka. I nikt nie wie co jest za kolejnym zakrętem. Dopóki tam się nie znajdzie. A jak tam już będzie ... kolejny zakręt przed nami. wink Zostaw to co z tyłu i idź zajrzeć co jest przed Tobą. Za tym zakrętem !!!
              • rezolutnakobieta Re: romans i odległość- dylemat 19.01.17, 09:46
                Może być i tak. Ale niestety styl życia i nawyki (wieczne kombinowanie o którym Autorka wątku wspomina) tak jej weszły w krew, ten facet stał się esencją jej życia. Nagła zmiana może być trudna. Ten wyjazd to prawdziwy dar od losu. Nowe okoliczności, nowe otoczenie i ludzie. Z pewnością też dużo pracy. Wtedy to może się udać. Dlatego ja na miejscu Autorki bym pojechała. Alternatywą jest to, że zgnije na miejscu w roli kochanki. Lub też żona dowie się o romansie i rozgoni towarzystwo. Szansa, że facet odejdzie od żony jest znikoma.
    • rezolutnakobieta Re: romans i odległość- dylemat 19.01.17, 17:56
      Autorko, przeczytaj to sobie. www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53664,19361244,a-co-masz-do-stracenia-trwanie-w-sytuacji-ktora-nas-unieszczesliwia.html?disableRedirects=true
    • mariuszg2 Re: romans i odległość- dylemat 21.01.17, 18:55
      katarzyna303030 napisał(a):

      > y, trochę syndrom sztokholmski,

      przepraszam nie mam wykształcenia technicznego...co to jest syndrom sztokholmski... chyba nie chodzi o białe noce w Leningradzie?
      • donmarek Re: romans i odległość- dylemat 22.01.17, 08:39
        Jest to coś w rodzaju odczuwania więzi,i sympatii, oddania, bliskości etc, ze swoim prześladowcą, panem, nadzorcą etc.
    • asertted Re: romans i odległość- dylemat 25.01.17, 16:23
      Jedź...chcesz przegrać życie przez to czekanie??
      A potem go jeszcze znienawidzisz za to??
      I obarczysz go winą??
    • wirtualnaja Re: romans i odległość- dylemat 31.01.17, 09:42
      Nie wiem czego ty żałujesz. Jedź i zacznij nowe życie.
    • katarzyna303030 Re: romans i odległość- dylemat 05.02.17, 23:52
      Zdecydowałam się w wielkich bólach na wyjazd, poskładałam potrzebne papiery i w maju ruszam w swiat.

      Od drugiej strony uslyszalam, ze to egoistyczne i za dużo ryzykował, wkładał energii i czasu żeby to teraz konczyc. I że mam na miejscu- za granicą poczekać "pół roku albo rok" to może wszystko tu pouklada i przyjedzie, tylko musi się zastanowić.

      Czyli mam nałożony kaganiec że smyczą - tam mam siedzieć i czekać czy może coś drgnie. Wiec nawet nie przejde sobie spokojnie etapu tej żałoby i odwyku, nie odchoruje żeby pójść dalej tylko będę siedzieć kolejne miesiące jak na szpilkach, od rozpaczy do nadzieji że może kiedys przyjedzie...nienawidzę tej huśtawki. I jak można fundować coś takiego komus, kogo podobno dazy się uczuciem....

      Przy całym moim uczuciu i oddaniu jakaś część mnie się buntuje- kiedy zdecydowalam się na cos, wytlumaczylam sobie na logike że takie jest życie, ze czasem ludzie nie mogą być razem, ze możemy rozstać się cywilizowanie (daleka jestem od krzyków, histerii i scen) i nigdy więcej nawet nie spotkać, a on sobie może spokojnie zostać z zona to też jest źle i będzie się targalo przez te odleglosci. Jak już mówiłam, z inżyniera żaden psycholog smile ale czuje jakby manipulacja jakaś tu zachodzila?

      Czyli dalej diabli wiedzą co robić...
      • agus-ia76 Re: romans i odległość- dylemat 06.02.17, 06:13
        Jechać. Odległość zrobi swoje
        • sabbbinka Re: romans i odległość- dylemat 06.02.17, 14:10
          oczywiście ,ze jechać ...a on i tak nie przyjedzie ale tyle ,ze będzie wysyłał żałosne sms maile jak to tęskni czeka przyjedzie na pewno no i że go zostawiłaś samego /o żonie nie wspomni smile przecież nie wypuści "królika"ot tak smile ale wierzę ,że mu trochę pomieszałaś szyki tak miał dobrze wygodnie ułożone życie a tu bach smile zajmij się pakowaniem swoim życiem realizacją swoich planów najlepiej "na głos" przy misiaczku smile jego mina bezcenna warta zachodu smilesmilesmile

          .."Istnieją dwa powody, które nie pozwalają ludziom spełnić swoich marzeń. Najczęściej po prostu uważają je za nierealne. A czasem na skutek nagłej zmiany losu pojmują, że spełnienie marzeń staje się możliwe w chwili, gdy się tego najmniej spodziewają. Wtedy jednak budzi się w nich strach przed wejściem na ścieżkę, która prowadzi w nieznane, strach przed życiem rzucającym nowe wyzwania, strach przed utratą na zawsze tego, do czego przywykli..."
          — Paulo Coelho

          Kaśka uda się trzymam kciuki i uwierz warto smilesmilesmilesmile
      • rezolutnakobieta Re: romans i odległość- dylemat 06.02.17, 14:16
        Wyjedź i nie czekaj. Rozglądaj się na miejscu za innymi możliwościami smile Nic mu nie jesteś winna, żadnej lojalności. Nakładanie kagańca o którym piszesz zależy tylko od Ciebie. Nie siedź jak na szpilkach, nie poddawaj się huśtawce, żyj. To naprawę jest tylko w Twoich rękach. Nie musisz się z nim oficjalnie żegnać czy rozstawać, ale miej oczy szeroko otwarte na innych ludzi. Jeśli tylko zechcesz zobaczysz, że jest życie i świat poza nim. Niestety najbardziej prawdopodobne jest to, że u niego za pół roku czy rok nic się nie zmieni. A może i za kilka lat. Coś mi się wydaje, że on nie kocha ani Ciebie, ani żony. Kocha sam siebie.
    • anulka411 Re: romans i odległość- dylemat 21.02.17, 18:17
      Kochana wyjedz i nie ogladaj sie na jakiegos faceta, motyle w brzuchu po jakims czasie znikaja ...zostanie pustka i zmarnowana okazja. 3 lata pracowalas jak piszesz nad zwiazkiem...istnieja teorie ze zauroczenie seksualne znika po pierwszych 4 latach...wedlug mnie czas sie pakowac i znikac z tego zwiazku smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka