neant
05.01.19, 11:15
Miałam romans z żonatym.
Zawsze oceniałam negatywnie zarówno zdradzających mężczyzn jak i kobiety, które wiedziały, że sypiają z żonatym. A jednak sama się w taką sytuację wpakowałam.
Zakochaliśmy się sobie w pracy, wręcz błyskawicznie. Już po dwóch tygodniach od naszego poznania on zdecydował się zostawić żonę (nic wtedy między nami jeszcze nie było, nawet buziaka), mówiąc, że żona wrobiła go w dzieci, że ze sobą nie sypiają od lat, ba, nawet nie rozmawiają ze sobą, że na pewno żona też uważa, że lepiej się rozstać. Cóż, nie uważała tak.
Zaczęła się ciąć, grozić samobójstwem... więc zdecydował zostać z nią. Po miesiącu jednak stwierdził, że jej nie kocha i to małżeństwo nie ma sensu, że kocha mnie. Wyprowadził się, powiedział jej, że chce rozwodu. Wtedy dopiero zaczęliśmy ze sobą sypiać, byłam zakochana i pewna, że tak będzie lepiej dla wszystkich, że skoro ich małżeństwo nie istnieje od kilku lat, że małżeństwo to nie więzienie, że był uczciwy wobec niej i mnie i się wyprowadził...
Po dwóch tygodniach wrócił do domu mówiąc, że go to przerosło. Że nie ma sumienia zostawiać dzieci, że żona zaczęła go szantażować, że nie będzie ich widywać, jego rodzice powiedzieli, że jeśli nie wróci do domu, to cała rodzina się od niego odwróci i nigdy się do niego nie odezwą. Wrócił do domu.
Kolejne dwa tygodnie później, poprosił, żebym na niego poczekała. Że wysłał żonę do psychologa, kazał jej znaleźć pracę (nigdy nie pracowała), że z nią nie sypia i nie będzie, że potrzebuje tylko trochę czasu, żeby ją przygotować na swoje odejście, żeby to wszystko przebiegło delikatnie i żeby ona się na rozwód zgodziła.
Miesiąc później ona się poddała i zaproponowała rozwód, miał tylko podpisać papiery, które ona już przygotowała. A on... odmówił, mówiąc, że się przestraszył. Ale że potrzebuje tylko trochę więcej czasu, że chce wszystk zrobić powoli, jak należy, dać cas jeszcze dzieciom, żeby je na to przygotować. Więc ja czekałam, mówiąc, że boje się, że nigdy tego nie zrobi, że może lepiej skończyć, że zobaczymy... ale sypialiśmy dalej razem. Cały czas utrzymywał, że przygotowują się z żoną do rozwodu, że ona wie i się przygotowuje i on robi wszystko, żeby się rozwieść.
Kilka dni temu odebrał od niej telefon w pracy i niechcący włączył głośnik na początku rozmowy. Rozmowa brzmiała "Kochanie, co ci dzisiaj zrobić na obiad?".
Zapytałam, że jak to ona do niego zwraca się "kochanie" skoro są prawie w trakcie rozwodu?! Powiedział, że to tylko z przyzwyczajenia. Ze nadal stara się z nią rozwieść i ona o tym wie.
Nie uwierzyłam. Skontaktowałam się z nią. Ona nie wiedziała o rozwodzie! Nie wiedziała, że się przygotowują do rozwodu i starają rozwieść! Ze ze mna sypia, ba bo przecież sypia z nią.
Pracujemy razem, on się do mnie nie odzywa, uważając, że zrobiłam mu świństwo. A on tak mnie kochał. Potrzebował tylko więcej czasu.