a moja historia taka:
Poznałam go 2 lata temu, jestem formalnie mężatką, mam dziecko. Mąż
pracował, krytykował, wymagał. Nie było mi dobrze. Jego żona była
chora psychicznie, często przebywała w szpitalu, nie rozumiała,
miała pretensje, nie chciała z nim sypiać, nie lubiła jego rodziny,
zaniedbywała dziecko. Nie było mu dobrze. I tak się zaczęło.
Jakbysmy się odnaleźli w korcu maku. Rozmowy, seks, wspólne plany.
Powiedział żonie, że kocha inną. Ja rozstałam się z mężem,
zamierzałam wyprowadzić się z miasta. On wracał do domu przynosząc
po wielkich awanturach z żoną nowy telewizor, kuchenkę mikrofalową,
wyjazd na wakacje. Dla dobra dziecka oczywiście bo bardzo nie chciał
stracic z nim kontaktu. W końcu w sprawie dzieci to żony dyktują
warunki. No to czekałam. Az się z nią dogada, az pójdą do mediatora
ustalić warunki rozwodu. Dla dobra dziecka oczywiście. Jej choroba
okazała się być pracą po godzinach

Jego odchodzenie od żony było
malowaniem mieszkania, przykręcaniem obluzowanych drzwiczek w
kuchni, prasowaniem obrusu na przyjazd teściów, zwykłym życiem
domowym

I powiecie pewnie, że powinnam zorientować się wcześniej. Może
powinnam, przeczuwałam, że to nie tak jak mówi. Ale zaangażowałam
sie i naprawdę wierzyłam w jego słowa.
Aż zapytałam go, czy jeśli odłożę swoje plany przeprowadzki (na czym
mi najbardziej na świecie zależy) i poczekam na to, aż on będzie
gotowy to czy to coś zmieni. Najpierw usłyszałam, że on nie czuje
się w porządku wstrzymując realizację moich marzeń, a potem
wymęczony i postawiony pod ścianą wyznał, że nic to nie zmieni. I
wtedy klapki z oczu opadły. Wyszedł, ja się oczywiście okropnie
zwyłam i choc stało sie tydzień temu, więc sprawa jest swieża, i
choc wiem, że moglibyśmy mieć szansę nie wróce do tego układu.
Moje własne wnioski:
1. spotykać się z mężczyzną żonatym, który mówi, że nie odejdzie od
żony - to głupota i sprawa skazana na masakrę dla wszystkich
zainteresowanych jeśli się wyda, bo jeśli nie - tylko dla kochanki
2. spotykać się z mężczyzną żonatym, którego żona nie rozumie i
wcale ze sobą nie śpią - to głupota umiarkowana weryfikowana
upływającym czasem i masakra tylko dla kochanki
A przeciez nie byłam - według jego słów - kochanką, tylko Kobietą
Którą Kocha i Z Którą Zamierza Spędzić Życie.
No to się przekonałam.
I oczywiście śle dalej czułe sms-y i żebrze o spotkanie.
I oczywiście w domu dalej będzie chodził na krótkiej smyczy, no bo
przeciez ma poczucie winy,że zdradził żonę, ona o tym wie, więc ona
ma przewagę moralna nad łajdakiem.
I oczywiście, że oszusta (okłamywał nas obie), tchórza (bo nie ma
odwagi żadnej z nas przestać zawracać głowę) lub ofermy (jeśli nie
umie rozstać sięz żoną - wersja dla mnie) nie potrzebuję na zycie i
nie chcę.
I oczywiście, że jest mi z tym beznadziejnie.
I oczywiscie, że czuję się strasznie samotnie.
Napiszcie cokolwiek, pewnie nawet bluzgi od żon zniosę.