Gość: KrzysztofPlabs
IP: *.3.pl
11.10.03, 08:53
fragmenty felietonu "RYSY DEMOKRACJI" z tygodnika powiatowego "Co słychać?":
Łeb mi jeszcze pęka od tego, co usłyszałem od uczestników I
Ogólnopolskiego Kongresu Antykorupcyjnego w Toruniu. Człowiek z perspektywy
Wesołej, czy nawet powiatu mińskiego nie dopuszcza myśli, że korupcyjny rak
jest niemal wszędzie. Krzywiono się w czasach PRL na „ciężkie prawo”, na
zbytnią samowolę milicjantów. Ale wtedy przestępca rzadko strzelał do
milicjanta. Jak jeden, czy drugi raz przeszedł przez milicyjna „ścieżkę
zdrowia”, jak miał – przez mokrą szmatę żeby nie było śladów - odbite nerki,
jak dostał między oczy z piąchy, to nie myślał o głupotach. Oczywiście nie
popieram aż takich metod, ale odrobinę z tych czasów PRL-u należałoby jednak
kultywować dla dobra nas wszystkich.
PRZEZ MOKRĄ SZMATĘ...
Zanim jeszcze warszawska prokuratura umorzyła ( na razie!) śledztwo w
sprawie poświadczenia nieprawdy przez przewodniczącego rady dzielnicy Wesoła
Bogdana Wilka i burmistrza Andrzeja Jastrzębskiego, ten drugi dopuścił się
kolejnego poświadczenia nieprawdy, jakoby radny Józef Wojtaś podlegał ustawie
antykorupcyjnej. Szydło wyszło z worka i wojewoda Leszek Mizieliński zmienił
swoją pierwotną decyzję, którą podjął po jak najbardziej świadomym, wręcz
wrednym wprowadzeniu go w błąd przez rządzących Wesołą. Gdyby prokuratura
nie „pieściła” się aż tyle miesięcy ze stosunkowo prostą sprawą ( bo przecież
fałszywe dokumenty niewątpliwie podpisali i Wilk i Jastrzębski), być może
Jastrzębskiemu nie zalęgłyby się kolejne „białe myszki”. Niestety cierpi na
nie zbyt często, ostatnio po upojnych imieninach Stefana ( chłopcy zmienili
lokal z „Kościuszkowca” na „VILLA PARK”) omal nie został sfotografowany przez
dziennikarkę „Super Expresu”w pozycji – powiedzmy - mocno zmęczonej. Brak
dziennikarskiego doświadczenia, jaki wykazała adeptka tego zawodu i zbyt
głośne pytanie o delikwenta zbyt szybko przebudziły włodarza miasta... A
byłby klejnocik na pierwsza stronę! W Sulejówku miejscowa rada musiała zwołać
sesję nadzwyczajną by upoważnić swoją przewodniczącą do złożenia zażalenia na
umorzenie postępowania tym razem mińskiej prokuratury w kwestii marnotrawstwa
na zbiorniku wody. Zastanawiam się jednak, czy prokuratorzy i policjanci
pracujący z reguły nad sprawami: zabił, przejechał, pobił są należycie
przygotowani do rozstrzygania wszelkich cienkości obrotu gospodarczego, prawa
samorządowego, etc. Jeżeli śledztwo przeciwko Wilkowi i Jastrzębskiemu
zlecono policjantowi (rodem z Dobrego), który nie mógł za cholerę zrozumieć,
że wiceprzewodniczący Rady Warszawy Karol Karski nie mieszka na Placu
Bankowym, tylko tam urzęduje, to o czym w ogóle mówimy... Jeśli w ramach
wojny właścicieli aptek w Mińsku Mazowieckim ( w dodatku jest to wojna
rodzinna) policja nie potrafi prawidłowo zabezpieczyć recept, jeśli myli
nazwiska, jeśli szef delegatury NFZ w Siedlcach Stanisław Szepietowski
twierdzi, że jest w posiadaniu fałszywych recept z grudnia 2002, stycznia,
lutego i marca 2003, gdy tymczasem leżą sobie one spokojnie w „:podejrzanej”
aptece, to coś tu po prostu nie gra. Oczywiście stara beriowska
zasadna „dajcie mi człowieka a przepis sam się znajdzie” odnosiła sukcesy,
ale dziś ludzie z konieczności nauczyli się prawa, dziś wyroki i
postanowienia „niezawisłych”, a często po prostu dyspozycyjnych sędziów, czy
prokuratorów można podać na tacy do Trybunału w Strasburgu. Żałosne jest
niestety to, że za większość wygranych tam przeciwko Polsce spraw płaci nie
sprawca ( nieudolny sędzia, prokurator, czy autorzy wadliwych ustaw) tylko my
wszyscy – podatnicy.
Plebs