Dodaj do ulubionych

SŁABE PKTY TEORII SOCJOBIOL. - BŁAGAM, POKAŻCIE!

05.02.02, 10:58
Obserwuj wątek
    • mary_ann Re: SŁABE PKTY TEORII SOCJOBIOL. - BŁAGAM, POKAŻCIE! 05.02.02, 11:04
      Przepraszam wszystkich - po wstukaniu tytułu odruchowo wcisnęłam ENTER i poszło
      jako "pusty" wątek".
      Wracając zatem do tematu: pokażcie mi je, błagam! Bo ja, im bardziej rozglądam
      się po świecie, tym bardziej ich nie widzę! Jak ten Tygrysek (chyba), co to "im
      bardziej zaglądał, tym bardziej Puchatka nie było w domu".
      A ja bardzo chciałabym uwierzyć, ze ta teoria (brutalna dość, przyznacie), nie
      wyczerpuje prawdy o człowieku. Ale coraz mniej we mnie tej idealistycznej (?)
      wiary...
      • Gość: Stefan Re: SŁABE PKTY TEORII SOCJOBIOL. - BŁAGAM, POKAŻCI IP: *.ipipan.gda.pl 05.02.02, 15:24
        mary_ann:
        > pokażcie mi je, błagam! Bo ja, im bardziej rozglądam się po świecie, tym
        > bardziej ich nie widzę! Jak ten Tygrysek (chyba), co to "im bardziej zaglądał,
        > tym bardziej Puchatka nie było w domu".

        To chyba Puchatek zagladal do srodka, a Prosiaczka tam nie bylo. Ale tez nie
        jestem pewien. Jak wroce do domu, to przeprowadze odpowiednie badania
        literaturowe.

        mary_ann:
        > A ja bardzo chciałabym uwierzyć, ze ta teoria (brutalna dość, przyznacie), nie
        > wyczerpuje prawdy o człowieku. Ale coraz mniej we mnie tej idealistycznej (?)
        > wiary...

        Z czlowiekiem trzeba brutalnie. Wzruszac sie mozna nad turem, albo nad ptakiem
        dodo, albo nad zarazkiem ospy. Ale ludzie namnozyli sie tak, ze nie sa juz
        przedmiotem idealistycznej wiary a tylko codziennego bolesnego doznania, przed
        ktorym nie ma ucieczki.

        Ja mysle (niefachowo), ze slabym punktem socjobiologii jest nie to, ze sprowadza
        czlowieka do roli futeralu na geny, tylko ze czyni to malo profesjonalnie.
        Socjobiologia tlumaczy wszystko. Jest w tym podobna do kreacjonizmu.

        NA PRZYKLAD:
        Jak to sie dzieje, ze noga ludzka jest tak znakomicie dostosowana do kopania
        pilki noznej, skoro uksztaltowala sie na dlugo zanim ludzie nauczyli sie
        produkowac pilki?
        WYJASNIENIE KREACJONISTYCZNE:
        Takie dostosowanie absolutnie nie moglo powstac przypadkowo. Wymagana by byla
        niezwykle dluga lista przypadkow o minimalnych szansach stania sie. W sposobie
        funkcjonowania nogi oczywisty jest zamysl dostosowania jej do idealnego
        wypelniania swojej roli narzedzia kopiacego pilke. Istnienie zamyslu wymaga
        zaakceptowania istnienia Kogos, kto ten zamysl powzial i doskonale zrealizowal.
        WYJASNIENIE SOCJOBIOLOGICZNE NA KIEPSKIM POZIOMIE:
        Skoro noga jest tak dostosowana do pilki, to oznacza, ze uzywanie prymitywnych
        pilek, byc moze wcale nieprzypominajacych dzisiejszych, musi byc datowane na o
        wiele wczesniej niz nam sie wydaje. Zapewne jakies przedmioty bedace
        prekursorami pilek byly uzywane do celow godowych juz przez plazy paleozoiczne.
        Lepsi ,,gracze'' cieszyli sie wiekszym powodzeniem u samic, co dawalo im
        przewage w doborze naturalnym. Dlatego w pozostawionym przez nich skrzeku bylo
        coraz wiecej genow ,,pilkarskich''. Selekcja stopniowo wzmacniala cechy
        przydatne do gry w pilke, doprowadzajac w koncu noge do obecnego ksztaltu i
        funkcjonalnosci.
        WYJASNIENIE SOCJOBIOLOGICZNE NA DOBRYM POZIOMIE:
        Tego ja nie umiem dostarczyc, ale socjobiolodzy to sa tacy faceci, ktorzy
        wszystko wyjasniaja niebywale przekonujaco. Dlatego i z tym by sobie
        poradzili.

        Jest taka zdroworozsadkowa zasada, ze klucz, ktory otwiera wszystkie drzwi, nie
        nadaje sie do niczego (niektorzy lubia na ta zasade wolac z obca ,,popper'' albo
        jakos podobnie). Ja bym socjobiologii nie nazwal teoria naukowa a tylko
        pogladem, czy sposobem mowienia, wlasnie ze wzgledu na to, ze jej wyjasnienia
        otwieraja wszystkie drzwi.

        Czy jak tyle powiesz, to juz zaliczysz?

        - Stefan

        • Gość: Alex Re: SŁABE PKTY TEORII SOCJOBIOL. - BŁAGAM, POKAŻCI IP: 193.0.117.* 05.02.02, 17:25
          Stefanie to jest zbyt proste aby było prawdziwe. Przejaskrawając poglądy osoby
          z którą się dyskutuje bardzo łatwo je przekręcić. Socjobiologia jest bardzo
          krytykowana, ale głównie przez humanistów (na zachodzie z przyczyn
          ideologicznych związanych najczęściej z marksizmem), a nie przez biologów.
          Rzeczywiście tworzy ona bardzo kompletną wizję ludzkiej natury, nie zostawiając
          dużo miejsca na swobodną wolną wolę człowieka, czy likwidując różnice między
          nami a innymi zwierzętami. Podstawą wszelkiej teorii naukowej jest eksperyment,
          albo udowadnia on jej prawdziwość, albo falsyfikuje ją. Pod tym względem raczej
          nie można mówić o socjobiologii jako pseudofilozofii. Niestety socjobiologowie
          chyba raczej mają rację. Choć trzeba zauważyć, że jeden z dowodów na
          prawdziwość socjobiologii badania nad roździelonymi bliźniętami dają wyniki
          zbyt piękne aby były one prawdziwe. Podobieństw między bliźniakami, naturalnymi
          klonami nie można tłumaczyć tylko genetyką, nie istnieje powód, aby były n.p.
          geny odpowiedzialne za spuszczanie czy też nie wody w WC, albo wybór małżonków
          o tym samym imieniu. Może więc rzeczywiście socjobiologia nie tworzy wizerunku
          zbyt uproszczonego, ale wydaje się że na pewno jest to bardzo poważna hipoteza
          i nie można jej porównywać do kreacjonizmu
        • Gość: mary_ann Re: SŁABE PKTY TEORII SOCJOBIOL. - BŁAGAM, POKAŻCI IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.02.02, 18:30
          Gość portalu: Stefan napisał(a):

          > mary_ann:
          > > pokażcie mi je, błagam! Bo ja, im bardziej rozglądam się po świecie, tym
          > > bardziej ich nie widzę! Jak ten Tygrysek (chyba), co to "im bardziej zaglą
          > dał,
          > > tym bardziej Puchatka nie było w domu".
          >
          > To chyba Puchatek zagladal do srodka, a Prosiaczka tam nie bylo. Ale tez nie
          > jestem pewien. Jak wroce do domu, to przeprowadze odpowiednie badania
          > literaturowe.
          >
          Pewnie masz rację, cytowałam z pamięci zaznaczając wątpliwość.


          > mary_ann:
          > > A ja bardzo chciałabym uwierzyć, ze ta teoria (brutalna dość, przyznacie),
          > nie
          > > wyczerpuje prawdy o człowieku. Ale coraz mniej we mnie tej idealistycznej
          > (?)
          > > wiary...
          >
          > Z czlowiekiem trzeba brutalnie. Wzruszac sie mozna nad turem, albo nad ptakiem
          > dodo, albo nad zarazkiem ospy. Ale ludzie namnozyli sie tak, ze nie sa juz
          > przedmiotem idealistycznej wiary a tylko codziennego bolesnego doznania, przed
          > ktorym nie ma ucieczki.


          O rany, aż tak ciężko przez los to nawet ja doświadczona nie jestem. Nie za dużo
          goryczy? :)


          > Ja mysle (niefachowo), ze slabym punktem socjobiologii jest nie to, ze sprowadz
          > a
          > czlowieka do roli futeralu na geny, tylko ze czyni to malo profesjonalnie.



          No własnie o to mi chodziło - zeby mi ktoś pokazał, dlaczego niefachowo czyli
          mylnie.

          > Socjobiologia tlumaczy wszystko. Jest w tym podobna do kreacjonizmu.
          >
          > NA PRZYKLAD:
          > Jak to sie dzieje, ze noga ludzka jest tak znakomicie dostosowana do kopania
          > pilki noznej, skoro uksztaltowala sie na dlugo zanim ludzie nauczyli sie
          > produkowac pilki?
          > WYJASNIENIE KREACJONISTYCZNE:
          > Takie dostosowanie absolutnie nie moglo powstac przypadkowo. Wymagana by byla
          > niezwykle dluga lista przypadkow o minimalnych szansach stania sie. W sposobie
          > funkcjonowania nogi oczywisty jest zamysl dostosowania jej do idealnego
          > wypelniania swojej roli narzedzia kopiacego pilke. Istnienie zamyslu wymaga
          > zaakceptowania istnienia Kogos, kto ten zamysl powzial i doskonale zrealizowal.
          > WYJASNIENIE SOCJOBIOLOGICZNE NA KIEPSKIM POZIOMIE:
          > Skoro noga jest tak dostosowana do pilki, to oznacza, ze uzywanie prymitywnych
          > pilek, byc moze wcale nieprzypominajacych dzisiejszych, musi byc datowane na o
          > wiele wczesniej niz nam sie wydaje. Zapewne jakies przedmioty bedace
          > prekursorami pilek byly uzywane do celow godowych juz przez plazy paleozoiczne.
          > Lepsi ,,gracze'' cieszyli sie wiekszym powodzeniem u samic, co dawalo im
          > przewage w doborze naturalnym. Dlatego w pozostawionym przez nich skrzeku bylo
          > coraz wiecej genow ,,pilkarskich''. Selekcja stopniowo wzmacniala cechy
          > przydatne do gry w pilke, doprowadzajac w koncu noge do obecnego ksztaltu i
          > funkcjonalnosci.
          > WYJASNIENIE SOCJOBIOLOGICZNE NA DOBRYM POZIOMIE:
          > Tego ja nie umiem dostarczyc, ale socjobiolodzy to sa tacy faceci, ktorzy
          > wszystko wyjasniaja niebywale przekonujaco. Dlatego i z tym by sobie
          > poradzili.
          >
          > Jest taka zdroworozsadkowa zasada, ze klucz, ktory otwiera wszystkie drzwi, nie
          > nadaje sie do niczego (niektorzy lubia na ta zasade wolac z obca ,,popper'' alb
          > o
          > jakos podobnie). Ja bym socjobiologii nie nazwal teoria naukowa a tylko
          > pogladem, czy sposobem mowienia, wlasnie ze wzgledu na to, ze jej wyjasnienia
          > otwieraja wszystkie drzwi.
          >
          > Czy jak tyle powiesz, to juz zaliczysz?

          No, nie do końca... To, ze otwiera wszystkie drzwi jeszcze jej, moim zdaniem nie
          przekreśla, niestety. Może co najwyżej budzić nieufność, bo rzeczywiscie jak na
          razie doświadczenie pokazuje, ze teorie, które chciały wyjaśnić za wiele czy
          wręcz wszystko, upadały. Ale - powtórzę - z czysto logicznego punktu widzenia tak
          być nie musi, co więcej - ideałem nauki jest taka wszechogarniająca teoria. Jeśli
          w koncu powstanie jednolita teoria pola, to trudno będzie ją krytykować,
          ze "chce za dużo".
          No, a ja szukam wyłomu w tym efektownym gmachu teorii socjob, tego, co ją
          sfalsyfikuje. Bo (w innych już kategoriach, całkiem nienaukowych, rzecz jasna)
          jest w niej jednak coś smutnego...

          Dzięki w każdym razie za tak obszerny i błyskotliwy wywód - czytałam z
          przyjemnością!
          >
          > - Stefan
          >

          • Gość: Stefan Re: SŁABE PKTY TEORII SOCJOBIOL. - BŁAGAM, POKAŻCI IP: *.zaspa.gda.pl 05.02.02, 22:30
            mary_ann:
            > Dzieki w kazdym razie za tak obszerny i blyskotliwy wywod - czytalam z
            > przyjemnoscia!

            Naprawde? To znaczy, ze moj drobny eksperyment powiodl sie lepiej niz
            planowalem. Zauwazylas, co przemycilem i dowiodlem? Mianowicie taka bzdure, ze
            noga uksztaltowala sie do celow grania w pilke a nie odwrotnie. A czy mozesz mi
            wskazac miejsce w moim wywodzie, gdzie odbieglem od regul uzasadniania twierdzen
            wlasciwych dla socjobiologii?

            Moj problem z socjobiologia jest taki, ze ja nigdy takich miejsc nie potrafie w
            jej wywodach wskazac. Przy odrobinie wysilku moglbym udowodnic, ze male zielone
            istotki zyja na elektronach w atomach, bo tam byla wolna nisza ekologiczna, wiec
            te geny, ktore wplywaly na miniaturyzacje ich nosicieli mialy wieksze
            mozliwosci... itd. Czy Cie to przekona, to zalezy wylacznie od moich
            umiejetnosci narracyjnych. Sprobuj przeprowadzic w matematyce lub fizyce dowod
            oparty na barwnej narracji
            • mary_ann Re: SŁABE PKTY TEORII SOCJOBIOL. - BŁAGAM, POKAŻCI 05.02.02, 23:55
              No i wyszlam na blondynkę! :) Na swoje usprawiedliwienie mam tylko parę
              nieprzespanych /niemiłosnych, niestety :( / nocy za sobą i niejakie trudności z
              koncentracją. Ktoś mógłby słusznie zauważyć, że nie powinam zatem zakladać
              wątku, jeśli to przekracza me siły. Ale b. sie cieszę, że zadaliście sobie trud
              polemiki ze mną. Może do jutra pozbieram mysli.
              Stefanie drogi, zauważylam, możesz wierzyć lub nie, ze dowodziles pewnego
              absurdu, ale założylam, ze to taki zabieg estetyczno-literacki. Tak go też
              potraktowalam i dlatego podjęłam dyskusję.
              A tak na poważnie - czy to, ze teoria jest w stanie wyjaśnic bzdurę,
              dyskwalifikuje ja? Czy to, że ewentualną obecność zielonych ludzików w moim
              czajniku da sie wytłumaczyć istnieniem Boga i jego sprawczej sily dowodziłoby,
              ze istnienie Boga jest teorią błędną? Dopiero, jeśli teoria nie jest w stanie
              wyjaśnic jakiegoś obiektywnie istniejacego faktu - albo lepiej - stoi z nim
              wręcz w sprzeczności, mozna by ja z czystym sumieniem odrzucić. Z falszu moze
              wyniknąć wszak prawda.
              Ty przyjąłeś (dla żartu, rozumiem, ROZUMIEM!)założenie, ze , w skrócie, piłka
              wyprzedzala nogę. Teoria csocjob. na ogol stara się udawadniać twierdzenia,
              ktore - przynajmniej a priori - nie wydaja sie sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem.
              Zresztą wobec wyżej sformułowanego pyania nie ma to znaczenia, jak sie zdaje.

              A co do "bólu"... Nie, nie boli mnie, ze nie rozwiążę problemu kwadratury koła
              za pomoca cyrkla. To problem istniejący w ramach pewnego zamknietego i spójnego
              systemu, ktorego reguły powszechnie akceptujemy. Jest to fakt bezdyskusyjny i
              na tej samej zasadzie z niemożliwością istnienia perpetuum mobile jestem
              rownież pogodzona. Co innego zjawiska społ-kulturowe, nazwijmy to. W naszej
              kulturze pielęgnujemy albo chcemy pielęgnować pewne prekonania (złudzenia?),
              ktore - jak się zdaje - wielu z nas pozwalają żyć. Jeśli to tylko złudzenia -
              to to mnie właśnie boli, ale nie mam o to,na Boga, pretensji do nauki! (vide
              moja odp. na jeden z postow). Nie oczekiwałam pocieszenia od nauki -
              oczekiwalam go od Was. Ze pokażecie, ze tu i tu socjob. się myli i nie trzeba
              jej brać tak serio. To by mnie ucieszyło.
              Ale i tak mi lepiej, bo w ogole zadaleś(liście) sobie trud polemiki z moim
              nieco nie uporządkowanym wywodem. Dzięki! A z tym życiem - obyś miał rację!
              Pozdrawiam
              Mary_ann
              • Gość: Stefan Re: SŁABE PKTY TEORII SOCJOBIOL. - BŁAGAM, POKAŻCI IP: *.zaspa.gda.pl 06.02.02, 10:43
                mary_ann:
                > Czy to, że ewentualną obecność zielonych ludzików w moim czajniku da sie
                > wytłumaczyć istnieniem Boga i jego sprawczej sily dowodziłoby, ze istnienie
                > Boga jest teorią błędną?

                Jesli potrafisz udowodnic, ze Z ISTNIENIA BOGA WYNIKA obecnosc zielonych
                ludzikow w czajniku, to stoisz na czystej naukowej pozycji gotowa do
                przeprowadzenia obserwacji. Zajrzyj do czajnika. Jesli nie znajdziesz tam
                zielonych ludzikow, to Bog na pewno nie istnieje. Jesli znajdziesz, to... nadal
                nie jestes pewna co do Boga. Jednak jesli zrobilas serie eksperymentow, ktore
                moglyby W ZASADZIE obalic teze o istnieniu Boga ale im sie to nie udalo, to
                mozesz stad czerpac zaufanie do tej tezy. Ale te eksperymenty musza byc
                uczciwie zaplanowane tak, jak gdybys chciala obalic teze. Tylko wtedy ich
                negatywny wynik ma znaczenie.

                Jesli tego nie potrafisz udowodnic, natomiast dysponujesz opowiescia, ze gdyby
                ludziki byly, to ICH OBECNOSC DALABY SIE WYTLUMACZYC istnieniem Boga, to nic nie
                mozesz sprawdzic. Nawet nie warto zagladac do czajnika, ryzyko poparzenia sie
                przewyzsza zdecydowanie ew. korzysci poznawcze.

                mary_ann:
                > Z falszu moze wyniknąć wszak prawda.

                No wlasnie. Teoria falszywa moze wyjasnic cokolwiek, ale takie wyjasnienie nie
                ma wartosci. Teorie puste nie sa z niczym sprzeczne. Nie daja sie obalic ale
                na rynku nauki chodza po 10 groszy za peczek.

                mary_ann:
                > Ty przyjąłeś [...] założenie, ze , w skrócie, piłka wyprzedzala nogę.

                Niedokladnie. Moim celem bylo rozumowanie, z ktorego WYNIKNIE, ze noga
                ewoluowala tak, zeby sie dopasowac do przyszlej pilki. Nie przyjalem tego w
                zalozeniu (przynajmniej nie uczynilem tego jawnie), bo to by juz byl zbyt
                oczywisty blad w rozumowaniu.

                mary_ann:
                > Teoria csocjob. na ogol stara się udawadniać twierdzenia, ktore - przynajmniej
                > a priori - nie wydaja sie sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem.

                Jesli mozna posluzyc sie zdrowym rozsadkiem, to nie potrzeba nauki. Nauka po to
                istnieje, zeby nas prowadzic przez te miejsca, gdzie zdrowy rozsadek zawodzi.
                Mam wrazenie, ze socjobiologia swieci jasnym blaskiem tam, gdzie i tak jest
                jasno, natomiast tam, gdzie ciemno, zostawia nas na lodzie.

                Na przyklad Dawkins bardzo starannie wyjasnia w ,,Slepym zegarmistrzu''
                powstanie skomplikowanego oka z malej swiatloczulej plamki u jakichs
                jednokomorkowcow. Wytlumaczenie jest mniej wiecej takie, ze juz nawet
                nieznaczna swiatloczulosc sprzyja przezywaniu organizmu, wiec zostawi on wiecej
                genow... itd. Tam jest wyrazna sugestia, ze oko od poczatku pelnilo ta sama
                funkcje co dzisiaj, tylko nie od razu w tak doskonalym stopniu. To teraz
                powiedz mi, dlaczego Dawkins nie wyjasnia w ten sam sposob powstania ucha? Nie
                wiem jak to jest u jednokomorkowcow, ale ryby maja wysoka wrazliwosc na zmiany
                cisnienia wody, jasne po co. Moze po wyjsciu na lad odpowiedni organ stal sie
                wrazliwy na zmiany cisnienia powietrza? Czy daloby sie wywod Dawkinsa o oku
                przepisac na ucho? Mysle, ze z powodzeniem.

                Tylko ze skadinad WIADOMO, ze ucho powstalo w zupelnie inny sposob. Gdybys o
                tym nie wiedziala, to moglabys z powodzeniem przeprowadzic uczony
                socjobiologiczny wywod w calkowitej prozni. Oczarowany czytelnik z latwoscia
                kupilby nieprawdziwe pochodzenie ucha od tej rybiej linii bocznej. Ten fakt
                budzi moja nieufnosc rowniez do Dawkinsonowego oka. Nie twierdze, ze tak jak
                Dawkins pisze, nie moglo byc. Mowie tylko, ze wyjasnianie idzie mu zbyt lekko,
                zebym uznal teze o pochodzeniu oka od tej plamki za udowodniona. Jesli biolodzy
                maja na nia inne argumenty, to super, ale argument socjobiologiczny do mnie nie
                trafia.

                Jesli zgodnie z regulami gry jakiejs nauki mozna rownie latwo uzasadnic zarowno
                dowolna hipoteze jak i negacje tej hipotezy i zadne doswiadczenie jej
                niestraszne, to ta nauka nie jest wiele warta.

                - Stefan

      • innppp Re: SŁABE PKTY TEORII SOCJOBIOL. - BŁAGAM, POKAŻCIE! 05.02.02, 18:05
        Przez "socjobiologie" rozumiem koncepcje wyprowadzania
        rozmaitych
        ludzkich zachowan wprost z genetyki.

        Mysle, ze trzeba oddzielic kwestie "prawdy o czlowieku"
        od (nie)slusznosci socjobiologii. Np. nikogo nie
        martwi, ze ma 2 nogi, bo genotyp rodzicow
        to zdeterminowal. Cala frajda bierze sie z tego, co z
        tymi nogami mozna
        zrobic. Podobnie z zachowaniami czlowieka - wiele z
        pewnoscia ma podloze genetyczne, ale nalezy chyba
        odrozniac pewne predyspozycje od bycia zdeterminowanym.
        Ilez waznych decyzji do podjecia...

        Slabosci socjobiologii?

        - trudno jest odfiltrowac wplyw kultury oraz okreslic
        zwiazek
        kultury i socjobiologii, blisko - problemy z
        rozroznieniem fenotypu
        od genotypu;
        - socjobiologia ma charakter statystyczny, czyli w
        zastosowaniu do
        jednostek moze popelniac duze bledy;
        - jesli potraktowac wnioski z socjobiologii jako
        "filozofie praktyczna" ,
        grozi to uprzedmiotowieniem jednostki poniewaz
        zawarty
        w socjobiologii determinizm, w zasadzie neguje
        mozliwosc jednostki
        do okreslenia kierunku wlasnego rozwoju oraz
        redukuje jej
        odpowiedzialnosc za wlasne czyny.

        Pol zartem -pol serio:
        Chcesz wygrac z socjobiologia? Udowodnij, ze potrafisz
        zaskoczyc
        swiat na plus.

        Pozdrawiam



        • Gość: mary_ann Re: SŁABE PKTY TEORII SOCJOBIOL. - BŁAGAM, POKAŻCIE! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.02.02, 18:55
          innppp napisał(a):

          > Przez "socjobiologie" rozumiem koncepcje wyprowadzania
          > rozmaitych
          > ludzkich zachowan wprost z genetyki.
          >
          > Mysle, ze trzeba oddzielic kwestie "prawdy o czlowieku"
          > od (nie)slusznosci socjobiologii. Np. nikogo nie
          > martwi, ze ma 2 nogi, bo genotyp rodzicow
          > to zdeterminowal. Cala frajda bierze sie z tego, co z
          > tymi nogami mozna
          > zrobic. Podobnie z zachowaniami czlowieka - wiele z
          > pewnoscia ma podloze genetyczne, ale nalezy chyba
          > odrozniac pewne predyspozycje od bycia zdeterminowanym.
          > Ilez waznych decyzji do podjecia...
          >

          No własnie, ale "krytyczny" jest ZAKRES tej swobody. Jesteśmy w miare oswojeni z
          myślą, ze biologia determinuje pewne rzeczy - wzrost, podatność na choroby, typ
          budowy itd, itp. Mniej chętnie godzimy sie na to, ze być może nasze wyposażenie
          genetyczne decyduje o naszym charakterze, upodobaniach itp. To już baaaardzo
          niepoprawne politycznie (choć takie sa np. moje poglądy). Ale dalej traktujemy to
          jako "pkt wyjścia", coś, z czym jeszcze wiele da sie zrobic, co można na swój
          sposób przekroczyć . A co, jesli nie? Jeśli tego marginesu nie ma? Socjobiologia
          nawet altruizm traktuje jako - w dużym uproszczeniu - pochodną pewnej strategii
          prokreacyjnej. I czy nie jest tak, ze nawet jeśli wypowiem posłuszeństwo tyranii
          genów, postąpię "antysocjobiologicznie" np. nie rozmnożę się, albo popełnię
          samobójstwo, to też będzie z nią zgodne? Po prostu okażę się np. "ślepą uliczką
          ewolucji", sama się wyeliminuję jako wadliwy zespół genów?


          > Slabosci socjobiologii?
          >
          > - trudno jest odfiltrowac wplyw kultury oraz okreslic
          > zwiazek
          > kultury i socjobiologii, blisko - problemy z
          > rozroznieniem fenotypu
          > od genotypu;
          > - socjobiologia ma charakter statystyczny, czyli w
          > zastosowaniu do
          > jednostek moze popelniac duze bledy;

          No własnie ona nie ma chyba charakteru statystycznego, przynajmniej rości sobie
          prawo do tłumaczenia dowolnego jednostkowego przypadku


          > - jesli potraktowac wnioski z socjobiologii jako
          > "filozofie praktyczna" ,
          > grozi to uprzedmiotowieniem jednostki poniewaz
          > zawarty
          > w socjobiologii determinizm, w zasadzie neguje
          > mozliwosc jednostki
          > do okreslenia kierunku wlasnego rozwoju oraz
          > redukuje jej
          > odpowiedzialnosc za wlasne czyny.
          >

          No, ale to nie może być zarzut wobec teorii! Nie można obrażać sie na posłańca
          przynoszącego złe wieści, choć mogą nas one napawać smutkiem (ten smutek miałam
          na myśli w moim poście inicjującym wątek). To właśnie jest dla mnie straszne, ze
          nie potrafię znaleźć słabego punktu w teorii właściwie pandeterministycznej.
          W skrócie - wydaje mi się trafna i to właśnie boli.

          > Pol zartem -pol serio:
          > Chcesz wygrac z socjobiologia? Udowodnij, ze potrafisz
          > zaskoczyc
          > swiat na plus.
          >

          Na ten temat napisałam w odp. na post Alexa. Obawiam się, ze próbując się wyłamać
          spod władzy tej teorii potwierdziłabym jej tezy. Na okazję ew. "wyłomów" teoria
          ma wyjaśnienie, ze to nie wyłomy, tylko jej potwierdzenie.

          > Pozdrawiam
          > Ja też bardzo pozdrawiam.
          >
          >

          • Gość: Muzykant socjobiologia to pseudo-nauka IP: *.chello.pl 06.02.02, 04:16
            Daj spokoj! Nauki scisle nie daja sobie rady w wyjasnieniu dosc prostych, w
            sumie, zjawisk, wiec wara od sfery duchowej czlowieka!!!
            (Np. nauki scisle nie maja, jak narazie, szans na okreslenie zaleznosci sekwencja-
            struktura bialek. Ale to tylko pierwszy przyklad z brzegu. Np. cykliczne zwroty w
            medycynie, a propos tego, co jest szkodliwe a co nie...) Przede wszystkim,
            zauwazmy jak nauka jeszcze niewiele wie o wszechswiecie, o samej fizyce nawet,
            wiec jakim prawem, an postawie tak ograniczonego zbioru informacji (zawsze bedzie
            to zbior skonczony, w przeciwienstwie do <><> zbioru w jakim egzystujemy) chce
            formulowac tak OSTATECZNE wnioski?!

            Natomiast nauki nie-scisle, humanistyczne, zdaja sie wiele wyjasniac, ale bez
            zadnej gwarancji, ze maja racje.
            Czyli widac, ze cos za cos.

            A socjobiologia? Czym jest? Wydaje sie, ze ma pretensje do tego, aby zagarnac
            nieomylnosc nauk scislych oraz wszechkompetencje nauk humanistycznych!
            Zupelnie tak jak parapsychologia, astrologia, okultyzm, itd. Juz samo to sprawia,
            ze socjobiologia wydaje na siebie wyrok: to pseudo-nauka.
            • Gość: Muzykant propaganda IP: *.chello.pl 06.02.02, 04:34
              Chce przez to powiedziec, ze socjobiologia ma zbyt duze zabarwienie ideologiczne.
              Jej nieuczciwosc nie pozwala mi, abym ustosunkowal sie do niej na plaszczyznie
              czysto intelektualnej, gdyz wiem, ze w ten sposob nie wygram z "praniem mozgu"!
              • Gość: bchem Re: propaganda IP: 61.121.114.* 06.02.02, 08:57
                Chyba zaszlismy (przepraszam, zaszliscie...) troche za daleko... Co innego
                dyskutowac o niedoskonalosci teorii, a co innego twierdzic, ze wynikaja z niej
                tak daleko idace wnioski (mowiac "wynikaja" mam na mysli wynik eksperymentu
                zgodny z teoria, a nie spekulacje "co by bylo gdyby teoria byla prawdziwa")...
                Jesli tak jak do tej pory (przynajmniej w tej dyskusji) socjobiologia
                traktowana jest jako teoria, to nalezy ja zweryfikowac (a to jeszcze nie
                nastapilo). Wiec nie protestujmy przeciwko wnioskom, ktore niby maja caly swiat
                tlumaczyc, bo tego nie robia, sa tylko mniej lub bardziej rozpaczliwymi probami
                podparcia niezbyt mocnej teorii. A niezbyt mocna ta teoria jest dlatego, ze
                proboje tlumaczyc rzeczy tak skomplikowane, ze narzedziami, jakie mamy w tej
                chwili, objac ich nie sposob. I tyle. A twierdzenie, ze tylu rzeczy nauki
                scisle jeszcze nie wytlumaczyly, wiec nie nalezy zajmowac sie niczym bardziej
                skomplikowanym, zanim sprawy fundamentalne nie zostana wyjasnione, to owszem,
                pieknie wyglada w teorii, ale powiedzcie Kopernikowi, ze bez sensu gapi sie w
                niebo, skoro jeszcze nauka nie wyjasnila mechanizmu dzialania jego zmyslu
                wzroku...
                Co nie znaczy, ze wspieram socjobiologie, raczej czekam na jej jednoznaczna
                weryfikacje.
                A swoja droga, jesli z jednej strony genetycy proboja wszystko tlumaczyc
                genotypem, to z drugiej strony psychologia robi cos dokladnie odwrotnego,
                probojac doszukiwac sie np. w chorobach takich jak nowotwory przenoszenia
                napiec psychicznych w sfere somatyczna. Ale zakladam, ze o psychologii nie
                warto wspominac, bo to tez nauka nie jest, a poniewaz tak wielu fundamentalnych
                problemow nauki scisle jeszcze nie wytlumaczyly, jakim prawem zajmowac sie w
                ogole czyms tak zawilym, jak psychika?
                Pozdrawiam (Muzykanta w szczegolnosci)
                • Gość: Muzykant WIEDZA czy MROK? IP: *.chello.pl 06.02.02, 12:31
                  Gość portalu: bchem napisał(a):
                  > A niezbyt mocna ta teoria jest dlatego, ze
                  > proboje tlumaczyc rzeczy tak skomplikowane, ze narzedziami, jakie mamy w tej
                  > chwili, objac ich nie sposob.

                  A wiec nie jest w stanie niczego udowodnic! To czyste spekulacje.

                  > I tyle. A twierdzenie, ze tylu rzeczy nauki
                  > scisle jeszcze nie wytlumaczyly, wiec nie nalezy zajmowac sie niczym bardziej
                  > skomplikowanym

                  Zajmowac sie
                  • Gość: bchem Re: WIEDZA czy MROK? IP: 61.121.114.* 07.02.02, 03:53
                    O.K., w sumie wielkich roznic w pogladach nie widze, moze najprosciej byloby
                    zastapic slowo "teoria" okresleniem "hipoteza" i zwyczajnie nie zwracac uwagi na
                    zbyt daleko idace wnioski (te tlumaczace wszystko w szczegolnosci), bo od
                    hipotezy do dowodu droga dluga, a zawsze znajdzie sie masa ludzi, ktorzy beda
                    belkotac o "rewolucyjnych osiagnieciach nowej teorii". Tym niemniej trudno nie
                    rozumiec dazenia do stawiania hipotez mogacych tlumaczyc jak najwiekszy kawalek
                    obserwowanego swiata, nawet, jesli jest to proba tlumaczenia rzeczy zbyt
                    skomplikowanych, zeby za pomoca aktualnie dostepnej metodyki mozna bylo to
                    ugryzc. Ale w takim wypadku rzeczywiscie mamy do czynienia ze spekulacja.

                    Nawiasem mowiac, w tym watku sporo kreci sie wokol genow, co jest chyba efektem
                    poszukiwania mechanizmow lezacych u podstaw dyskutowanej teorii (tak jak ja to
                    rozumiem, socjobiologia = rola doboru naturalnego w ksztaltowaniu zachowan i
                    ewolucji spolecznej). Poniewaz u podstaw doboru lezy selekcja, jej przedmiotem
                    jest fenotyp, a ten w duzym stopniu zalezy od genotypu, przejscie bezposrednio do
                    zaleznosci genotyp > behawior wydaje sie uzasadnione. (to tak na marginesie, ale
                    mysle, ze trzeba to bylo rozjasnic).

                    A co do psychologii - ("Psychologia jest nauka humanistyczna i zachowuje sie
                    tak.") - psychologia nie zachowuje sie tak, jak nauki humanistyczne, a
                    przynajmniej przestala sie tak zachowywac mniej wiecej od czasow Zygmunta F.,
                    kiedy to wprowadzono do niej metodyke nauk przyrodniczych (eksperyment). Tylko
                    dzieki temu w nieco juz zardzewialej psychologii zaczal sie duzy postep, a w
                    naukach przyrodniczych to wlasnie byl czas wielkiego przyspieszenia. Ale to znow
                    tylko na marginesie.
                    Pozdrawiam.
    • Gość: thrundui Re: SŁABE PKTY TEORII SOCJOBIOL. - BŁAGAM, POKAŻCIE! IP: 157.25.125.* 06.02.02, 12:31
      Z tego co gdzies tam przelecialo mi przed oczami to socjobiologia nie zajmuje
      sie wyjasnianiem zachowan osobnikow w oparciu o jego geny. Celem socjobiologii
      jest tworzenie modeli kultur w oparciu o teorie gier ewolucyjnych. Geny maja co
      najwyzej posrednie znaczenie jako mechanizm kodowania strategii. Dzieki
      socjobiologii twierdzenie, ze na zachowanie wplywaja nie tylko geny ale tez
      srodowisko czy kultura nie jest najwlasciwsze, bo socjobiologia twierdzi, ze
      geny (jako kod strategii) wplywaja tez na kulture i srodowisko.

      W socjobiologii mozna wszystko ale nie dlatego, ze stosuje ona wartka narracje,
      ale poniewaz ilosc rownowag nawet w prostej grze jest bardzo wielka. Wzrasta
      ona bardzo szybko przy przejsciu do gier powtarzanych rozwazanych w socjologii
      i gier z niepelna informacja. Dodatkowo ilosc rownowag jest rozmnozona przez
      dowolnosc specyfikacji czegos jak dynamika replikatora.

      Dowolnosc ta jest jednak dosc iluzoryczna. Celem wszystkich nauk spolecznych
      nie jest moc predykcyjna (bo nie ma eksperymentu a ilosc danych empirycznych
      jest niewielka i przez to latwo jest zlowic model) a konstrukcja modeli, ktore
      cos wyjasniaja lub maja fajne wlasnosci (np w ekonomii wiele modeli jest
      budowana i analizowana w zupelnym oderwaniu od rzeczywistosci). Dowolnosc
      modeli jest silnie ograniczona przez regule, ktora odrzuca modele bardziej
      skomplikowane. Model prostrzy z definicji jest lepszy nawet gdy ma gorsze
      wlasnosci z kontaktem z rzeczywistoscia.
      • Gość: Alex Re: SŁABE PKTY TEORII SOCJOBIOL. - BŁAGAM, POKAŻCIE! IP: 193.0.117.* 07.02.02, 16:43
        Socjobiologia wzbudza olbrzymie emocje. Ale jak każda teoria naukowa podlega
        weryfikawalności. I jak na razie wychodzi dosyć obronną ręką. Przynajmniej w
        dużym przybliżeniu. Wyrokowwać czy fenotyp czy genotyp ma wpły na ceche jest
        bardzo trudno. Dlatego dla socjobiologów ważne jest tak bardzo wyniki
        pochodzącego od naturalnych klonów (bliźniaków), rozdzielonych we wczesnym
        dzieciństwie i oddanych do rodzin o różnym statusie materialnym itp. One
        potwierdzają punkt widzenia socjobiologów
        • Gość: Stefan Re: SŁABE PKTY TEORII SOCJOBIOL. - BŁAGAM, POKAŻCI IP: *.zaspa.gda.pl 07.02.02, 17:53
          Moja wiedza o socjobiologii pochodzi z czterech czy pieciu przeczytanych ksiazek
          popularno-naukowych, napisanych przez czolowych socjobiologow. Nie jestem
          biologiem, wiec moje watpliwosci moga wynikac z ignorancji. Alex, czy Ty jestes
          biologiem?

          Alex:
          > One potwierdzają punkt widzenia socjobiologów

          Co jest w tym punkcie do potwierdzania? Moim problemem jest nieumiejetnosc
          znalezienia w socjobiologii czegos, co daloby sie zweryfikowac albo
          sfalsyfikowac. Na powierzchni mamy dzwieczne zawolania takie jak ,,jestesmy
          tylko futeralami na nasze geny'', ,,jestesmy sposobem przyjetym przez nasze
          geny, zeby wyprodukowac nowe podobne geny''. Fajne i celne hasla, tylko co tu
          potwierdzac albo obalac? Troche glebiej sa stwierdzenia takie jak:

          innppp:
          > Przez "socjobiologie" rozumiem koncepcje wyprowadzania rozmaitych ludzkich
          > zachowan wprost z genetyki.
          bchem:
          > socjobiologia = rola doboru naturalnego w ksztaltowaniu zachowan i ewolucji
          > spolecznej

          Nikt nie neguje calkowicie wplywu genow i doboru na zachowania ludzkie i na
          ksztalt spoleczenstw. Wobec tego te stwierdzenia bez podania jakiejs miary
          wplywu genow tez nie daja sie zweryfikowac ani sfalsyfikowac. Jeszcze glebiej
          jest juz zwykly poczciwy ewolucjonizm, ktory cenie i kocham, ale wszedl mi juz
          tak gleboko w kosci, ze nie potrafie sie nim na nowo zachwycic.

          Czym wiec odroznia sie socjobiologia od tradycyjnego ewolucjonizmu oprocz
          dowcipnych stwierdzen?

          Alex:
          > I jak na razie wychodzi dosyc obronna reka.

          O blizniakach wiem malo. Ale oprocz blizniakow jest jeszcze jedna rzecz, ktora
          socjobiologowie rachowali. W celu wyjasnienia altruizmu liczyli procenty
          pokrewienstwa (Hamilton). Jesli samce maja tylko jeden komplet chromosomow, to
          rodzenstwo jest silniej spokrewnione niz rodzice z dziecmi. To podobno
          tlumaczy, czemu pszczoly robotnice wyrzekaja sie wlasnych dzieci a zamiast tego
          pomagaja krolowej (swojej siostrze) przy jej dzieciach. Teoria Hamiltona jest
          sztandarowym argumentem socjobiologow, ze maja racje (chociaz ja ciagle nie
          wiem, w czym). Z 4 gatunkow (czy rodzajow?
          • Gość: thrundui Re: SŁABE PKTY TEORII SOCJOBIOL. - BŁAGAM, POKAŻCI IP: 157.25.125.* 07.02.02, 18:55
            > Co jest w tym punkcie do potwierdzania? Moim problemem jest nieumiejetnosc
            > znalezienia w socjobiologii czegos, co daloby sie zweryfikowac albo
            > sfalsyfikowac.

            Ale tak sie nie robi w naukach spolecznych. Socjobiologia zajmuje sie rownowaga
            na poziomie wielkiej liczby osobnikow. W takich warunkach o eksperyment bardzo
            trudno. Ilosc danych jest wiec bardzo ograniczona.
            Mozna wiec zrobic model idelanie zgodny z rzeczywistoscia poprostu lowiac go -
            testowac wiele modeli z wieloma parametrami.
            A priori wiec kazda teoria i najdziksze zalozenia moga byc idealnie zgodna z
            rzeczywistoscia.

            W takiej sytuacji aby nie popasc w absurd identyfikacji modelu prawdziwego
            naklada sie bardzo silne ogranizczenia na zbior modeli dopuszczalnych. Rozwoj
            modeli i zdobywanie wiedzy nastepuje w ten sposob, ze poszukuje sie najprostrzego
            modelu ktory generuje dane zjawisko. Sprawdza sie jak zalozenia wplywaja na wynik.
            Problem typu trade off miedzy dokladnoscia a prostota dokonuje sie w sposob
            raczej arbitralny, ale modele bardziej skomplikowane sa akceptowane raczej
            dopiero, kiedy wiele modeli prostrzych poleglo.

            Zagadnienie falsyfikacji nie jest tu takie istotne, bo zalozenia modelu same z
            siebie sa czesto falszywe. Tutaj mamy do czynienia nie z falsyfikacja zupelna -
            jeden wynik sprzeczny i koniec. Model mozna uznac za sfalsyfikowany tylko, gdy
            jest jawnie sprzeczny z rzeczywistoscia a nie tylko w jakims stopniu sprzeczny.

            Dominuje raczej konwencjonalizm niz czysta falsyfikacja.
            Nie jest to jednak wada a zaleta.

            > Nikt nie neguje calkowicie wplywu genow i doboru na zachowania ludzkie i na
            > ksztalt spoleczenstw. Wobec tego te stwierdzenia bez podania jakiejs miary
            > wplywu genow tez nie daja sie zweryfikowac ani sfalsyfikowac.

            Nie da sie z zupelnie innego powodu. Przyjmuje sie, ze sa dwa zrodla wplywu -
            geny i srodowisko. Tyle tylko, ze srodowisko to jest jakas rownowaga typu nash
            czy ewolucyjna stabilnosc miedzy ogromna iloscia osobnikow. Nie mozna wiec
            okresloc znaczenia wplywu srodowiska, bo trzebaby mniec dokladne rozwiazanie
            calej rownowagi. A to jest niemozliwe. Wszystkie eksperymenty pojda do kosza bo
            nie rozwiazuja problemu endogenicznosci - srodowisko tez moze byc uksztaltowane
            przez geny.

            Dokladny model rownowagi jest niemozliwy ze wzgledu na brak eskperymentu i
            ograniczona ilosc danych. W ten sposob konwencja, ze srosowisko jest wytworem
            tylko i wylacznie genow jest nie do obalenia. Socjobiologia moze manipulowac
            rownowagami tak, aby uzyskac to co jest za oknem.

            Inne podejscie niz socjobiologia tez oczywiscie moze byc rownie skuteczne, tyle
            tylko, ze w przypadku nauk spolecznych kryterium jest uzytecznosc lub moc
            predykcyjna i to raczej expost niz moc predykcyjna ex ante jak w fizyce. Dobry
            model musi byc wiec oparty na jakiejs teorii. Socjobiologia opiera sie na teorii
            gier ewolucyjnych.

            Socjobiologia ma wlasciwie zapewniony sukces, poniewaz opiera sie na prostych
            zalozeniach i ze wzgledu na naturalne ograniczenia nauk spolecznych. Jedyne
            niebezpieczenstwo, ze nie bedzie sie dalej jej rozwijac. To nastapi tylko wtedy,
            gdy powstanie teoria o porownywalnie silnie ograniczajacych zalozeniach. A na
            razie nie ma dokladnie zadnej alternatywy oprocz narzekan, ze teoria niedobra bo
            nie uwzglednia czynnika spirytualistycznego czy innej rownie niejasnej istoty.

            > Czym wiec odroznia sie socjobiologia od tradycyjnego ewolucjonizmu oprocz
            > dowcipnych stwierdzen?

            Socjobiologia to teoria kultury czy spolecznosci. To zupelnie co innego niz
            ewolucjonizm.

            > O blizniakach wiem malo.

            ludzie zreszta nie sa w obrebie badan socjobiologii a raczej nie powinni, bo
            ludzie sami moga policzyc sobie rownowage nasha i nie potrzebuja replikatora,
            ktory im w tym pomoze. Moze w niektorych starszych ewolucyjnie czynnosciach
            bedzie uzyteczna ale socjobiologia w zastosowaniu do ludzi to troche naciagane.

            > Z 4 gatunkow (czy rodzajow?
            • Gość: Stefan Re: SŁABE PKTY TEORII SOCJOBIOL. - BŁAGAM, POKAŻCI IP: *.zaspa.gda.pl 07.02.02, 22:17
              Musze powiedziec, Thrunduil, ze jestem juz calkiem zmylony. Kiedys twierdziles,
              ze falsyfikowalnosc jest JEDYNYM kryterium uznawania czegokolwiek za nauke i na
              tej podstawie odmawiales naukowosci matematyce. Teraz gladko uzywasz slowa
              ,,nauka'' w kontekscie nauk spolecznych jednoczesnie zwalniajac je calkowicie z
              wymogu falsyfikowalnosci ich tez.

              Ja uwazam niektore nauki spoleczne za bardzo porzadne. Np. socjologia ma swoja
              metodologie, ktora mnie przekonuje. Wbrew temu, co piszesz o naukach
              spolecznych, daje sie w niej zrobic badanie lub obserwacje, kryterium prawdy
              stanowia wyniki badan statystycznych, i daje sie formulowac przepowiednie,
              lacznie z ocena szansy, ze sie sprawdza. A ze niektorzy socjologowie myla
              wlasna dziedzine z psychologia lub polityka spoleczna, to raczej swiadczy zle
              nie o niej tylko o nich.

              Thrunduil:
              > Socjobiologia ma wlasciwie zapewniony sukces, poniewaz opiera sie na prostych
              > zalozeniach i ze wzgledu na naturalne ograniczenia nauk spolecznych. Jedyne
              > niebezpieczenstwo, ze nie bedzie sie dalej jej rozwijac. To nastapi tylko
              > wtedy, gdy powstanie teoria o porownywalnie silnie ograniczajacych
              > zalozeniach. A na razie nie ma dokladnie zadnej alternatywy oprocz narzekan,
              > ze teoria niedobra bo nie uwzglednia czynnika spirytualistycznego czy innej
              > rownie niejasnej istoty.

              To nie ja narzekalem. Czniam czynnik spirytualistyczny, o ile mi ktos tu pokaze
              dobra nauke. A problem z rozwijaniem sie, to ona ma juz chyba od cwierc wieku.
              Wybuchla jak fajerwerk w polowie lat siedemdziesiatych, do polowy lat
              osiemdziesiatych policzono i napisano wszystko, co sie dalo na jej temat
              policzyc i napisac lacznie z ksiazeczkami popularno-naukowymi i artykulami w
              prasie codziennej, i jakos o niczym nowym od tamtych czasow nie slychac.

              Thrunduil:
              > ludzie zreszta nie sa w obrebie badan socjobiologii a raczej nie powinni

              I mimo to nazywasz ja nauka spoleczna? Ja sie wahalem przed uzyciem tego
              terminu, bo myslalem, ze jest zarezerwowany dla ludzi, a socjobiologia dotyczy
              wszystkich zwierzat. Czlowiek tzw. rozumny jest dla niej tylko jednym
              nieistotnym gatuneczkiem.

              - Stefan

              • Gość: thrundui Re: SŁABE PKTY TEORII SOCJOBIOL. - BŁAGAM, POKAŻCI IP: 157.25.125.* 08.02.02, 10:56
                > ze falsyfikowalnosc jest JEDYNYM kryterium uznawania czegokolwiek za nauke i na
                > tej podstawie odmawiales naukowosci matematyce. Teraz gladko uzywasz slowa
                > ,,nauka'' w kontekscie nauk spolecznych jednoczesnie zwalniajac je calkowicie z
                > wymogu falsyfikowalnosci ich tez.

                Nie zwalniam z wymogu.
                Wszystkie wyniki sa obarczone bledem, ktory nie zbiega do zera. To jest teoria
                probabilistyczna. Dlatego tez trzeba troche zmodyfikowac zasade falsyfikacji. Np.
                przyjac, ze model jest falszywy z poziomem ufnosci 95%.
                Nie jest to jednak zaprzeczenie falsyfikowalnosci, bo mozna przyjac, ze np
                kryterium prawdy uleglo zmianie na cos probabilistycznego.

                > kryterium prawdy
                > stanowia wyniki badan statystycznych, i daje sie formulowac przepowiednie,
                > lacznie z ocena szansy, ze sie sprawdza.

                badanie statystyczne jeszcze nie wystarcza. One tylko policza korelacje a i tak
                nie opra sie krytyce przerzucania danych. Model moze byc testowany glownie przez
                ekonometrie. A z nia sa strasznie problemy, kiedy ilosc obserwacji jest
                skonczona. Problem ten czesciowo rozwiazala nowa ekonometria.

                > I mimo to nazywasz ja nauka spoleczna? Ja sie wahalem przed uzyciem tego
                > terminu, bo myslalem, ze jest zarezerwowany dla ludzi, a socjobiologia dotyczy
                > wszystkich zwierzat. Czlowiek tzw. rozumny jest dla niej tylko jednym
                > nieistotnym gatuneczkiem.

                Tworczo rozszerzylem i przeksztalcilem sobie pojecie nauk spolecznych.
                Moja definicja - nauki spoleczne obejmuja nauki, ktore badaja zagregowane
                wlasnosci duzej populacji jako calosci.
                W ten sposob np psychologia nie jest nauka spoleczna.

                Rozroznienie to jest lepsze, bo w tak rozumianych naukach spolecznych nie ma
                eksperymentu a przez co metoda badawcza jest zupelnie inna. W psychologii jest
                natomiast eksperyment, przez co jest ona nauka o zupelnie innej metodologii niz
                np ekonomia.
          • innppp Re: SŁABE PKTY TEORII SOCJOBIOL. - BŁAGAM, POKAŻCI 07.02.02, 19:31
            Gość portalu: Stefan napisał(a):

            >
            > Co jest w tym punkcie do potwierdzania? Moim
            problemem jest >nieumiejetnosc znalezienia w
            socjobiologii czegos, co daloby sie >zweryfikowac albo
            sfalsyfikowac.

            Ja widze nastepujace mozliwosci eksperymentow
            (niekoniecznie u ludzi)
            testujace wnioski socjobiologii (w moim rozumieniu)

            *Badania Blizniakow, Trojaczkow (jednojajowych), Klonow
            (zwierzecych)
            ze wzgledu na charaktery, poziom inteligencji,
            altruizmu, agresji,
            zachowania spoleczne, przy zalozeniu wzrastania w
            innym srodowisku.
            Jesli te wszystkie parametry beda bardzo podobne -
            bedzie to sprzyjalo
            tezie o genetycznych zrodlach kultury.
            *Statystyczne zidentyfikowanie genow odpowiedzialnych
            za wyzej wymienione
            cechy; umiejetnosc przewidzenia zachowania czlowieka
            (zwierzecia) ze
            znajomosci jego genomu;
            *Przeprowadzenie sztucznej ewolucji jakiegos gatunku -
            od aspolecznego
            do spolecznego; zbudowanie np. spoleczenstwa kotow,
            podobnego do
            spoleczenstwa pszczol.



            > tylko futeralami na nasze geny'', ,,jestesmy sposobem
            przyjetym przez nasze
            > geny, zeby wyprodukowac nowe podobne geny''. Fajne i
            celne hasla, tylko co tu
            > potwierdzac albo obalac?

            Trzeba oddzielic kwestie naukowe od filozficznych i
            metafizycznych.

            Naukowy jest ewolucjonizm, ktory mozna zredukowac do
            stwierdzenia:
            historia ewolucji, to historia informacji zawartej w
            genach,
            ksztaltowana przez 1) przypadki (mutacje i selekcje) 2)
            strukture samego
            DNA, RNA i bialka (spekuluje, ze niektore mutacje
            potencjalnie moga byc
            preferowane czysto chemicznie). Genotyp wywiera silny
            wplyw na
            fenotyp. Jesli ta informacje skomasowac, to powstaje
            haselko (ew. sloganik)
            ,,jestesmy sposobem przyjetym przez nasze geny, zeby
            wyprodukowac nowe podobne geny'', o tyle prawdziwe, o
            ile zgodne z ewolucjonizmem.


            To haslo jest jednak falszywe (lub nienaukowe) jako
            haslo filozoficzne.

            1) Implicite stajemy sie instrumentami w rekach genow,
            jestesmy manipulowani. Oczywiscie to jest bzdura, bo
            geny w zaden bezposredni sposob nie kieruja naszymi
            krokami. One sa naszym planem budowy, czescia nas
            samych. Jak juz pisalem, nikt nie buntuje sie przeciw
            sile ciazenia oraz temu, ze posiada 2 nogi.

            2) Okresla sens naszego istnienia jako przekazywanie
            genow lub wspieranie
            przekazywania genow w miare podobnych. To jest bzdura
            do kwadratu,
            bo sens tego wszystkiego jest przed nami po prostu
            zakryty.
            Kazdy z nas jest wolny w poszukiwaniu tego sensu.
            Scisly wniosek jest taki: powstalismy, bo nasi rodzice
            przetrwali i sie rozmnozyli.

            3) Przemyca implikacje etyczne, w rodzaju
            "Bogac sie i mnoz, to jest najwazniejszy sens Twojego
            istnienia".
            Ewentualnie - "Zrob cos dla innych, jesli sa do Ciebie
            podobni".

            Oczywiscie, etyka oderwala sie od tych prymitywnych
            korzeni
            i pewne prawdy w niej zawarte maja charakter
            uniwersalny, abstrakcyjny,
            niezalezny od korzysci indywiduum lub grupy indywiduow.

            Po prostu istnieje wymiar duchowy i abstrakcyjny
            czlowieka,
            ktory nie jest zalezny od praw fizycznych i
            biologicznych.
            Nic Dawkinsowi do mojej etyki i mojego sensu.
            Nikt mi nie udowodni, ze np. pomagajac chorej staruszce
            robie to dla jakichs genow lub korzysci. Robie to dla
            mojego sensu.

            Czy ten sens jest wytworem ewolucji?

            Moze, ale istnieje niezaleznie od ewolucji. Tak jak
            skrzydlo.
            Skrzydlo powstalo w wyniku ewolucji, ale idea skrzydla,
            latania
            jest uniwersalna. Czy skrzydlo staje sie od swojego
            ewolucyjnego
            pochodzenia mniej przydaten do latania?
            Tak samo jest, jak sadze, z pojeciami Sensu, Dobra,
            Czlowieczenstwa.

            Tak wiec, tu tkwi oszustwo hasla
            "Jestesmy futeralem na geny".

            >
            > innppp:
            > > Przez "socjobiologie" rozumiem koncepcje
            wyprowadzania rozmaitych ludzkich
            > > zachowan wprost z genetyki.
            > bchem:
            > > socjobiologia = rola doboru naturalnego w
            ksztaltowaniu zachowan i ewolucj
            > i
            > > spolecznej
            >
            > Nikt nie neguje calkowicie wplywu genow i doboru na
            zachowania ludzkie i na
            > ksztalt spoleczenstw. Wobec tego te stwierdzenia bez
            podania jakiejs miary
            > wplywu genow tez nie daja sie zweryfikowac ani
            sfalsyfikowac.


            Mysle, ze to byly robocze definicje.
            Pisalem, ze prawa socjobiologii maja charakter
            statystyczny.


            > Czym wiec odroznia sie socjobiologia od tradycyjnego
            ewolucjonizmu >oprocz dowcipnych stwierdzen?
            >

            Boje sie, ze rozni sie tym, ze miesza w filozofie bytu
            z nauka
            w sposob oszukanczy.

            Dlaczego nie stwierdzic, jak Janko:
            "Geny doprowadzily nas do odkrycia Boga, a wiec sa
            jego narzedziem"?

            Przykro mi (ze wzgledu na to ostatnie stwierdzenie),
            ale obydwa stwierdzenia sa wyznaniami wiary, a nie
            stwierdzeniami naukowymi.

            Pozdrawiam goraco





            • Gość: Stefan Re: SŁABE PKTY TEORII SOCJOBIOL. - BŁAGAM, POKAŻCI IP: *.zaspa.gda.pl 07.02.02, 21:56
              innppp:
              > Jesli te wszystkie parametry beda bardzo podobne - bedzie to sprzyjalo tezie o
              > genetycznych zrodlach kultury.

              Alez tezy, ze geny maja JAKIS wplyw na kulture, nikt nie kwestionuje. Gdyby
              nasze genetycznie uwarunkowane serca byly turbinami i wobec tego wcale nie bily,
              to nasze piosenki o milosci musialyby byc inne, z tym kazdy sie zgodzi.
              Przedmiotem sporu jest jedynie ZAKRES wplywu genow na kulture. I w tej sprawie
              ciagle nie moge sie dowiedziec, ile tego wplywu akceptuja socjobiologowie. Na
              dowod, ze nawet oni nie uwazaja ze 100%, moge Ci zaraz zacytowac niejakiego
              Barasha o autonomii, jaka wszechwladne geny pozostawiaja fenotypom i ich
              spolecznosciom, oczywiscie wylacznie we wlasnym samolubnym interesie. No wiec
              co oni takiego twierdza?

              innppp:
              > 2) Okresla sens naszego istnienia jako przekazywanie genow lub wspieranie
              > przekazywania genow w miare podobnych. To jest bzdura do kwadratu, bo sens tego
              > wszystkiego jest przed nami po prostu zakryty. Kazdy z nas jest wolny w
              > poszukiwaniu tego sensu.

              No, ostroznie Expercie. Zaraz Thrunduil Ci udowodni, ze i tak nie masz zadnej
              wolnej woli a sytuacja bedzie o tyle inna niz zwykle, ze ja go czesciowo popre.
              Wolna wola jest trudnym problemem i lepiej w dyskusji o uwarunkowaniach
              genetycznych nie przyjmowac za pewnik, ze jestem wolny, poniewaz czuje sie
              wolny. Lepiej powiedziec: nie wiem, czy jestem wolny, wydaje mi sie ze tak.

              Ale pozwol ze teraz ja zademonstruje Ci rozumowanie w stylu socjobiologicznym
              poddajace sie (chyba) weryfikacji. Otoz w normalnych warunkach i tak nie
              przekazujemy potomkom dokladnej kopii wlasnych genow, bo musimy pojsc na
              kompromis z partnerem seksualnym, ktory(a) tez ma cos do przekazania. Wychodzi
              mniej wiecej pol na pol. Raczej kiepsko, ale poki nie da sie lepiej, to trudno.
              Tylko wlasnie ze sie da, przez kazirodztwo. Jesli moi rodzice nie byli
              spokrewnieni, to z wlasna siostra mam srednio 50% genow wspolnych. Z naszym
              wspolnym dzieciakiem bede mial wiec 75% genow wspolnych. Czyli wlasna pule
              genetyczna przekaze znacznie pelniej. Jesli nasi rodzice byli spokrewnieni, to
              rachunek wychodzi jeszcze korzystniej. Tak, wiem ze nasze potomstwo bedzie
              troche zdegenerowane, wiec slabiej przezywajace, ale w takim razie mamy do
              czynienia z dwoma przeciwstawnymi imperatywami: ,,zen sie z wlasna siostra, zeby
              przekazac wiecej wlasnych genow'' oraz ,,zen sie z obca samica, zeby przekazac
              mniej wlasnych genow ale w lepsze rece''. Optimum miedzy tymi imperatywami nie
              powinno ustalic sie dokladnie na obcej samicy, tylko troszke w kierunku siostry
              oraz zwiazanej z tym degeneracji (gdyby degeneracji wcale nie bylo, to siostra
              bylaby optymalna). Jesli tak, to mozemy w laboratorium sztucznie laczyc w pary
              jakies myszy czy inne drosophila melanogaster niezgodnie z ich preferencjami,
              tylko tak, zeby byly jak najslabiej spokrewnione. Jesli otrzymamy mniej
              zdegenerowane potomstwo niz w grupie kontrolnej, to wyjasnienia socjobiologow sa
              sluszne; jesli nie bedzie takiego efektu, to to jest pic na wode.

              Socjobiolodzy zajmowali sie i krewnymi, i kazirodztwem i rachunkiem ilosci
              wspolnych genow. Tylko jakos podchodzili do tego wszystkiego z innej strony.
              Nie z tej, z ktorej da sie zrobic eksperyment, tylko z tej, z ktorej skoro cos
              jakos jest to widac tak bylo dla genow najlepiej. Kupujesz takie
              samosprawdzajace sie przepowiastki?

              innppp:
              > Pisalem, ze prawa socjobiologii maja charakter statystyczny.

              Gdyby tak bylo, to byloby dobrze, bo COS dawaloby sie policzyc z bledem dajacym
              sie oszacowac. Czy mozesz mi podac przyklad statystycznego prawa
              socjobiologicznego?

              - Stefan (nieprzekonany)

              • Gość: bchem Re: IP: 61.121.114.* 08.02.02, 05:55
                Gość portalu: rozumowanie w stylu socjobiologicznym
                > poddajace sie (chyba) weryfikacji. Otoz w normalnych warunkach i tak nie
                > przekazujemy potomkom dokladnej kopii wlasnych genow, bo musimy pojsc na
                > kompromis z partnerem seksualnym, ktory(a) tez ma cos do przekazania. Wychodzi
                > mniej wiecej pol na pol. Raczej kiepsko, ale poki nie da sie lepiej, to trudno
                > .
                > Tylko wlasnie ze sie da, przez kazirodztwo. Jesli moi rodzice nie byli
                > spokrewnieni, to z wlasna siostra mam srednio 50% genow wspolnych. Z naszym
                > wspolnym dzieciakiem bede mial wiec 75% genow wspolnych. Czyli wlasna pule
                > genetyczna przekaze znacznie pelniej. Jesli nasi rodzice byli spokrewnieni, to
                > rachunek wychodzi jeszcze korzystniej. Tak, wiem ze nasze potomstwo bedzie
                > troche zdegenerowane, wiec slabiej przezywajace, ale w takim razie mamy do
                > czynienia z dwoma przeciwstawnymi imperatywami: ,,zen sie z wlasna siostra, zeb
                > y
                > przekazac wiecej wlasnych genow'' oraz ,,zen sie z obca samica, zeby przekazac
                > mniej wlasnych genow ale w lepsze rece''. Optimum miedzy tymi imperatywami nie
                > powinno ustalic sie dokladnie na obcej samicy, tylko troszke w kierunku siostry
                > oraz zwiazanej z tym degeneracji (gdyby degeneracji wcale nie bylo, to siostra
                > bylaby optymalna). Jesli tak, to mozemy w laboratorium sztucznie laczyc w pary
                > jakies myszy czy inne drosophila melanogaster niezgodnie z ich preferencjami,
                > tylko tak, zeby byly jak najslabiej spokrewnione. Jesli otrzymamy mniej
                > zdegenerowane potomstwo niz w grupie kontrolnej, to wyjasnienia socjobiologow s
                > a
                > sluszne; jesli nie bedzie takiego efektu, to to jest pic na wode.

                To rozumowanie jest raczej opisem teoretycznej sytuacji, noz proba
                "socjobiologicznego" wytlumaczenia czegos. Moze zreszta nie do konca doszukalem
                sie tego w kwiecistosci stylu. Ale jest kilka rzeczy zwiazanych z przedstawionym
                problemem, ktore chyba warto wyjasnic, zwlaszcza zwiazanych z przekazywaniem
                dokladnych kopii wlasnych genow potomstwu (bo w ten sposob chyba w powyzszym
                fragmencie rozumiane jest rozmnazanie). Rola rozmnazania plciowego i w jaki
                sposob ten mechanizm sie wyksztalcil ciagle nie jest jednoznacznie wyjasniona,
                mimo powolywania sie w ktoryms z watkow (juz nie pamietam, w ktorym) na artykul
                popularnonaukowy w bodajze "Wiedzi i Zyciu". Ale jedna rzecz wydaje sie
                wyjasniona - otoz rozmnazanie plciowe zwieksza liczbe mozliwych kombinacji genow
                u potomstwa, obniza prawdopodobienstwo spotkania sie dwoch nieprawidlowych alleli
                u jednego osobnika (czyli zmniejsza szanse urwania sie transferu puli genowej do
                nastepnego pokolenia; z jednym prawidlowym i jednym niefunkcjonalnym moze byc
                O.K.). Ogolnie rzecz biorac, zwieksza wewnetrzne zroznicowanie genetyczne
                populacji. W zmiennych warunkach srodowiska stanowi to swietny mechanizm
                zabezpieczajacy populacje (powtarzam - populacje, nie osobnika) przed szkodliwymi
                wplywami tychze zmiennych warunkow (prosty przyklad - jesli cala populacja nie
                toleruje trawy A, a pozywia sie wylacznie trawa B, i wskutek zmian srodowiska
                trawa B zostanie calkowicie wyparta przez trawe A, cala populacja wyginie. Jesli
                jednak stopien tolerowania trawy B bedzie zroznicowany wewnatrz populacji, to po
                takiej zmianie populacja jako taka przetrwa, bo beda osobniki mogace sie ta nowa
                roslina odzywiac). Zwiekszona roznorodnosc w obrebie puli genowej = zwiekszone
                sznase na propagacje tej puli do nastepnego pokolenia (takie wymuszone zmiana
                warunkow otoczenia zmiany w czestosci genow w puli moga doprowadzic do specjacji,
                czyli wylonienia sie kiedys nowego gatunku). Natomiast partenogeneza i ogolnie
                rozmnazanie bezplciowe oznacza maksymalna konserwacje istniejacej puli genowej,
                wszystkie osobniki populacji rozmnazajacej sie w ten sposob beda mialy taki sam
                genotyp (abstrahuje w tej chwili od innych mechanizmow zwiekszania roznorodnosci,
                ale to czyniloby wyjasnienie bardziej zawilym). Innymi slowy, populacja osobnikow
                o takich samych genotypach jest szczegolnie wrazliwa na zmiany srodowiska,
                poniewaz nie istnieja w niej warianty mogace takie zmiany przetrwac, brak tej
                roznorodnosci i elastycznosci. Ale rozmnazanie bezplciowe jest idealnym
                rozwiazaniem wtedy, kedy warunki zycia sa stale i nie podlegaja wiekszym zmianom.
                Co wiecej, w takim ukladzie organizmy rozmnazajace sie bezplciowo maja przewage
                adaptacyjna nad formami dwuplciowymi, poniewaz m.in. nie traca energii na procesy
                nie przynoszace w stalych warunkach srodowiska zadnych korzysci. Rozmnazanie
                bezplciowe jest sposobem szybkiej ekspansji populacji w stabilnym srodowisku.
                Dlatego niektore pierwotniaki w warunkach stabilnych praktycznie wylacznie sie
                dziela, a gdy nastepuje istotna zmiana warunkow rosnie nagle czestosc koniugacji
                par osobnikow, co jest metoda na "wymieszanie", na rekombinacje dwoch podobnych
                genotypow (nie identycznych, chocby z powodu mutacji) co "produkuje" osobniki,
                ktore sa bardziej zroznicowane niz poprzednie pokolenia, a tym samym moga
                zapewnic ciaglosc istnienia populacji.
                To tyle, jesli chodzi o wyjasnienie podstaw przedstawionego w poscie rozumowania,
                moze teraz warto je zmodyfikowac i zobaczyc, czy cos z tego wyniknie? Bo jakos
                ciagle nie do konca pojmuje idee tego wywodu i co on ma wykazywac?
                pozdrawiam.
              • innppp Re: SŁABE PKTY TEORII SOCJOBIOL. - BŁAGAM, POKAŻCI 08.02.02, 10:45
                Gość portalu: Stefan napisał(a):

                > innppp:
                > > Jesli te wszystkie parametry beda bardzo podobne -
                bedzie to sprzyjalo
                > > tezie o genetycznych zrodlach kultury.
                >
                > Alez tezy, ze geny maja JAKIS wplyw na kulture, nikt
                nie kwestionuje.

                Mysle, ze znalazlbys mnostwo takich, ktorzy twierdza,
                ze to
                wplyw marginalny. Co wiecej, sprawdzenie tego wymaga
                skonstruowania
                socjobiooogii wlasnie. Jak rozumiem, "twarda"
                sochobiologia twierdzi,
                ze ten wplyw jest decydujacy. Jeszcze 20 lat temu, to
                bylo
                zupelnie nieoczywiste naukowo. Jak rozumiem,
                socjobiologia
                zajmuje sie wlasnie gromadzeniem tych dowodow oraz
                znalezieniem
                tego stopnia. Fakt, ze przyjmujesz za oczywistosc, ze
                geny maja
                wazny wplyw na kulture jest juz powaznym jakosciowym
                wynikiem
                socjobiologii.

                Zanim dojda do precyzji przewidywan - np. modelu
                korelacji
                wynikow testow osobowosci u blizniat dwujajowych,
                potrzebuja
                troche czasu...


                > Przedmiotem sporu jest jedynie ZAKRES wplywu genow na
                kulture. I w tej
                > sprawie ciagle nie moge sie dowiedziec, ile tego
                wplywu akceptuja
                > socjobiologowie.


                Mysle, ze oni to wlasnie usiluja zbadac i ustalic.
                Nie zapominaj, ze rola czesci nauk jest tylko
                wyjasnianie swiata.
                Mozesz zadac pytanie: jak to sie stalo, ze mrowki zyja
                spolecznie?
                Jak takie tepe stworzonka wyksztalcily cos tak
                zlozonego?
                Socjobiologia, jak rozumiem, usiluje pokazac, ze da sie
                to
                wytlumaczyc w darwinowski sposob.

                Prostota i nieuchronnosc tych wyjasnien jest dla Ciebie
                wada.
                Nie zapominaj jednak, ze wielu ludzi bedzie bardzo
                silnie
                walczylo z tezami o genetycznym podlozu kultury, nawet
                z oczywistymi faktami, zeby nie pekla kolejna tama
                oddzielajaca
                czlowieka od reszty przyrody. Stad chyba cale
                zamieszanie:
                jedni bronia Okopow Swietej Trojcy, a drudzy usiluja
                prawem kaduka
                przejac "rzad dusz" i wypowiedziec "prawde o
                czlowieku", choc
                ich argumenty naukowe na to nie pozwalaja.


                > Na dowod, ze nawet oni nie uwazaja ze 100%, moge Ci
                zaraz zacytowac niejakiego
                > Barasha o autonomii, jaka wszechwladne geny
                pozostawiaja fenotypom i ich
                > spolecznosciom, oczywiscie wylacznie we wlasnym
                samolubnym interesie. No wiec
                > co oni takiego twierdza?
                >

                Twierdza, ze wzorce zachowan spolecznych sa
                przekazywane genetycznie
                w duzym stopniu.

                Jak rozumiem, roznica pomiedzy klasycznym darwinizmem a
                socjobiologia jest taka, ze w klasycznym darwinizmie
                altruizm nie byl dobrze rozumiany.
                Kazdy powinien byl dbac o wlasne geny, a tu nagle
                altruizm. Odkryciem socjobiologii jest, ze dbac mozna o
                geny wlasne lub im podobne.


                > innppp:
                > > 2) Okresla sens naszego istnienia jako
                przekazywanie genow lub wspieranie
                > > przekazywania genow w miare podobnych. To jest
                bzdura do kwadratu, bo sens
                > > tego wszystkiego jest przed nami po prostu
                zakryty.
                > > Kazdy z nas jest wolny w poszukiwaniu tego sensu.
                >
                > No, ostroznie Expercie.

                Chyba jednak na trwale pozbede sie tego nicka, bo
                wzbudzal piane na ustach wielu dyskutantow. Jakos
                wygodniej mi bez niego.
                Odpowiedzialnosc mniejsza, mniej stresow...


                > Zaraz Thrunduil Ci udowodni, ze i tak nie masz zadnej
                > wolnej woli a sytuacja bedzie o tyle inna niz zwykle,
                ze ja go czesciowo popre.
                > Wolna wola jest trudnym problemem i lepiej w dyskusji
                o uwarunkowaniach
                > genetycznych nie przyjmowac za pewnik, ze jestem
                wolny, poniewaz czuje sie
                > wolny. Lepiej powiedziec: nie wiem, czy jestem
                wolny, wydaje mi sie ze tak.

                Thrundui nie moze nic udowodnic, bo nie dysponuje
                implikacja lub logika.

                Ty, Stefanie, dysponujesz tymi niebezpiecznymi
                narzedziami i potrafisz
                ich uzywac. Niemniej, pokusze sie o male rozumowanie,
                nie oparte
                na zalozeniu posiadania wolnej woli.

                Zawsze wydawalo mi sie, ze kwestie zrodel bytu oraz
                sensu bytu nie
                podlegaja dowodom. Jesli zatem nie podlegaja, to
                dopuszczalne
                poglady na ten temat sa rozne.

                Zalozmy teraz, ze jestem zdeterminowany przez geny do
                wyboru
                swiatopogladu religijnego (czyli moj wybor nie jest
                wolny).
                Zalozmy ze, Pan Dawkins zas preferuje swiatopoglad
                materialistyczny,
                z tych samych przyczyn. Jesli moje geny przetrwaly do
                dzis, to
                sa tak samo dobre, jak geny pana Dawkinsa, wiec nie
                musze
                sie przejmowac jego pogladem na sens bytu.

                Jesli nie jestem zdeterminowany, to moge sobie wybrac
                taki sens,
                jaki chce.

                W tym sensie, roszczenia socjobiologii do narzucania
                pogladu
                na sens czlowieczenstwa sa nieuprawnione.


                >
                > Ale pozwol ze teraz ja zademonstruje Ci rozumowanie w
                stylu socjobiologicznym
                > poddajace sie (chyba) weryfikacji.
                ...
                >
                > Socjobiolodzy zajmowali sie i krewnymi, i
                kazirodztwem i rachunkiem ilosci
                > wspolnych genow. Tylko jakos podchodzili do tego
                wszystkiego z innej strony.
                > Nie z tej, z ktorej da sie zrobic eksperyment, tylko
                z tej, z ktorej skoro cos
                > jakos jest to widac tak bylo dla genow najlepiej.
                Kupujesz takie
                > samosprawdzajace sie przepowiastki?

                Nie moge sie wypowiedziec, czy to sa "samosprawdzajace
                sie przepowiastki". Po prostu nie znam prac, o ktorych
                piszesz. To nie byloby
                fair. Mysle, ze co innego pisze sie w ksiazkach
                popularnonaukowych,
                a co innego w Nature. To, co mi przelecialo przed
                oczami z socjobiologii spelna wymagania metodologiczne
                pracy naukowej.


                > innppp:
                > > Pisalem, ze prawa socjobiologii maja charakter
                statystyczny.
                >
                > Gdyby tak bylo, to byloby dobrze, bo COS dawaloby sie
                policzyc z bledem dajacym
                > sie oszacowac. Czy mozesz mi podac przyklad
                statystycznego prawa
                > socjobiologicznego?
                >

                Powiedzmy, ze na razie operujemy pojeciami
                jakosciowymi.

                Zaryzykuje taka teze:
                "Stopien kooperacji ludzi rosnie wraz ze stopniem ich
                pokrewienstwa genetycznego". W kazdym razie
                falsyfikowalna i podlegajaca testom statystycznym, choc
                metodologia jest bardzo zlozona (zaznaczam, ze ten
                przykladzik wyprodukowalem na poczekaniu, wydaje mi sie
                zgodny z duchem socjobiologii).

                Zebym byl dobrze zrozumiany: twierdze, ze mozna zrobic
                wynik
                naukowy w socjobiologii, a nie twierdze, ze wszystko,
                co
                pisza socjobiolodzy jest wynikiem naukowym.

                Tak wogole, to glowna mysla mojej wypowiedzi mialo byc
                to,
                zeby nie mieszac nauki z filozofia.

                Pozdrawiam serdecznie








              • Gość: thrudnui Re: SŁABE PKTY TEORII SOCJOBIOL. - BŁAGAM, POKAŻCI IP: 157.25.125.* 08.02.02, 11:23
                > Alez tezy, ze geny maja JAKIS wplyw na kulture, nikt nie kwestionuje. Gdyby
                > nasze genetycznie uwarunkowane serca byly turbinami i wobec tego wcale nie bily,
                > to nasze piosenki o milosci musialyby byc inne, z tym kazdy sie zgodzi.
                > Przedmiotem sporu jest jedynie ZAKRES wplywu genow na kulture. I w tej sprawie
                > ciagle nie moge sie dowiedziec, ile tego wplywu akceptuja socjobiologowie.

                Nie wiem ile akceptuja, ale w przypadku zwierzat aby zachowac spojnosc musza
                przyjmowac, ze jest to 100%. Z przyczyn metodologicznych.
                W przypadku ludzi, sprawa ta sie komplikuje.
                Socjobiologia opiera sie na teorii gier. Rownowaga moze byc osiagnieta albo
                indukcyjnie dynamika replikatora, albo przyspieszona uczeniem sie.

                W przypadku prymitywnych zwierzar mozna przyjac, ze nie ma uczenia sie i calosc
                jest dzielem genow. Dla bardziej rozwinietych zwierzat juz tak nie mozna. Trzeba
                dorzucic algorytmy ucznia sie. Ale te algorytmy dla zwierzat z pominieciem ludzi
                tez sa dane indukcyjnie, i mozna przyjac ze sa kodowane przez geny. Geny koduja
                strategie uczenia sie. Dla jeszcze bardziej wyrafinowanych zwierzat moze
                wystepywac nawet uczenie sie strategii uczenia. Ale to znowu mozna zredukowac do
                genow.

                Dlatego tez przyjecie, ze geny generuja 100% zmiennosci nie jest ograniczajace.
                Jezeli widzimy mniejsze korelacje miedzy blizniakami po prostu dodajemy wiecej
                poziomow uczenia sie uczenia, ktorego najwyzszy jest juz sterowany przez geny.
                Taka konwencja jest niefalsyfikowalna a co wiecej raczej zgodna ze stanem
                faktycznym.

                > dowod, ze nawet oni nie uwazaja ze 100%, moge Ci zaraz zacytowac niejakiego
                > Barasha o autonomii, jaka wszechwladne geny pozostawiaja fenotypom i ich
                > spolecznosciom, oczywiscie wylacznie we wlasnym samolubnym interesie. No wiec
                > co oni takiego twierdza?

                Ze geny moga sterowac strategia dojscia do rownowagi nie tylko bezposrednio
                poprzez replikator, ale moga tez wyznaczac tylko strategie adaptacyjna.
                replikator bedzie tylko wspieral najlepsze strategie adaptacyjne.

                Moim osobistym zdaniem im bardziej roziniete zwierze tym bardziem powinno
                przechodzic sie do socjologii z jej normalna rownowaga nasha.

                > Ale pozwol ze teraz ja zademonstruje Ci rozumowanie w stylu socjobiologicznym
                > poddajace sie (chyba) weryfikacji. Otoz w normalnych warunkach i tak nie
                > przekazujemy potomkom dokladnej kopii wlasnych genow, bo musimy pojsc na
                > kompromis z partnerem seksualnym, ktory(a) tez ma cos do przekazania
                [....]
                > Jesli tak, to mozemy w laboratorium sztucznie laczyc w pary
                > jakies myszy czy inne drosophila melanogaster niezgodnie z ich preferencjami,
                > tylko tak, zeby byly jak najslabiej spokrewnione. Jesli otrzymamy mniej
                > zdegenerowane potomstwo niz w grupie kontrolnej, to wyjasnienia socjobiologow sa
                > sluszne; jesli nie bedzie takiego efektu, to to jest pic na wode.

                Ale socjobiology tak nie robia, albo nie powinni.
                Musisz najpierw zdefiniowac gre, wyznaczyc wyplaty, zdefiniowac replikatora i
                policzyc rownowage w celej populacji.

                Ten eksperyment niczego nie potwierdza ani nie zaprzecza. Raz, ze socjobiologia
                zajmuje sie rownowaga na poziomie calej populacji i pojedyncze przypadki sa
                zupelnie dla niej nieistotne. Dwa nawet jezeli tworczo rozszerzysz wnioski na
                pojedynczego osobnika musialbyc pokazac, ze strategia jakiejs myszy nie jest
                rownowaga. A aby to zrobic musialbys wyznaczyc jej wyplaty we wszystkich
                mozliwych stanach ze wszystkimi mozliwymi strategiami konkurencyjnymi. Trzy
                jezeli mozesz policzyc wyplaty to tylko expost a wazne sa exante.
                Cztery replikator nie wyznacza rownowagi zawsze. Wlasciwie to nigdy nie bedzie
                rownowagi na poziomie pojedynczego osobnika. Aby cokolwiek twierdzic musialbys
                wziasc mnostwo myszek i dla kazdej sprawdzic wszystkie mozliwosci.

            • Gość: bchem zamet IP: 61.121.114.* 08.02.02, 04:57
              W ostatnich kilku postach zamieszanie wokol socjobiologii powiekszylo sie do
              tego stopnia, ze diabelnie trudno jest to wyprostowac. Chodzi o zamieszanie
              wynikajace z roznic w definiowaniu socjobiologii i nalozeniu sie na sensowne
              wywody informacji bedacych strzepkami jakichs przeczytanych czy zaslyszanych
              pogladow, ktore w formie przedstawionej przez niektorych dyskutantow dodaja
              atmosfere absurdu do calej dyskusji, a w ten sposob trudno dojsc do czegos
              sensownego. Postaram sie wyprostowac kilka informacji laczac kilka poprzednich
              postow i dodaja co nieco od siebie(dla wyjasnienia, jestem biologiem, choc
              akurat ewolucjonizm malo mnie interesuje).

              Alex:

              "Wyrokowac czy fenotyp czy genotyp ma wplyw na ceche jest bardzo trudno."

              Niezrozumienie pojec "fenotyp" i "genotyp", "cecha" to wlasnie fenotyp.

              "Dlatego dla socjobiologow wazne jest tak bardzo wyniki pochodzacego od
              naturalnych klonow (blizniakow), rozdzielonych we wczesnym dziecinstwie i
              oddanych do rodzin o roznym statusie materialnym itp. One potwierdzaja punkt
              widzenia socjobiologow"

              Rzeczywiscie, wyniki takich obserwacji potwierdzaja w bardzo duzym stopniu
              hipoteze, ze genotyp determinuje behawior w wystarczajaco duzym stopniu, zeby
              traktowac to powaznie (niektore, powtarzam, niektore z takich rozdzielonych par
              wykazuja tak daleko idace podobienstwo w sferze zachowania, ze nie mozna tego
              ignorowac, a jedynym wyjasnieniem, jakie w tej chwili nauka moze zaoferowac, to
              "zakodowanie" wzorcow zachowan, jakiegos "szkieletu behawioralnego" majace
              miejsce przed rozdzieleniem rodzenstwa, a tylko genotyp jest sensownym
              kandydatem na nosnik tego kodu).

              Stefan:

              "Nikt nie neguje calkowicie wplywu genow i doboru na zachowania ludzkie i na
              ksztalt spoleczenstw. Wobec tego te stwierdzenia bez podania jakiejs miary
              wplywu genow tez nie daja sie zweryfikowac ani sfalsyfikowac. Jeszcze glebiej
              jest juz zwykly poczciwy ewolucjonizm, ktory cenie i kocham, ale wszedl mi juz
              tak gleboko w kosci, ze nie potrafie sie nim na nowo zachwycic.

              Czym wiec odroznia sie socjobiologia od tradycyjnego ewolucjonizmu oprocz
              dowcipnych stwierdzen?"

              Wplyw genow na zachowanie jest niepodwazalny, problem polega na niemozliwosci
              okreslenia jego stopnia. Socjobiolog (nawiedzony socjobiolog) powie, ze taki
              wplyw siega 100%, z czym intuicyjnie zaden genetyk sie nie zgodzi. Wiec jest
              tutaj podanie miary, i w takim ujeciu socjobiologia jest bzdura. Socjobiologia
              "umiarkowana" natomiast, to tylko pogranicze genetyki, ewolucjonizmu i
              socjologii, i nic niezwyklego czy bulwersujacego w niej nie ma (przez
              umiarkowanie rozumiem akceptowanie determinizmu genetycznego, jesli mozna taka
              nazwa sie posluzyc, z wplywem srodowiska jako istotnym czynnikiem modulujacym).
              W tym ujeciu "socjobiologia tlumaczaca wszystko" bylaby tylko szumem (dez)
              informacyjnym wokol genetyki i ewolucjonizmu.

              "Tradycyjny" ewolucjonizm zajmuje sie fenotypem (w jaki sposob ryby
              wyksztalcily pletwy), socjobiologia zajmuje sie ewolucja zachowan zwierzat i
              ludzi, w tym drugim przypadku zajmuje sie rowniez ewolucja zachowan
              spolecznych, a wiec tez szeroko rozumianej "kultury".

              "W celu wyjasnienia altruizmu liczyli procenty pokrewienstwa (Hamilton). Jesli
              samce maja tylko jeden komplet chromosomow, to rodzenstwo jest silniej
              spokrewnione niz rodzice z dziecmi. To podobno tlumaczy, czemu pszczoly
              robotnice wyrzekaja sie wlasnych dzieci a zamiast tego pomagaja krolowej
              (swojej siostrze) przy jej dzieciach. Teoria Hamiltona jest
              sztandarowym argumentem socjobiologow, ze maja racje (chociaz ja ciagle nie
              wiem, w czym). Z 4 gatunkow (czy rodzajow?
              • Gość: Stefan Re: zamet IP: *.zaspa.gda.pl 08.02.02, 13:03
                bchem:
                > jestem biologiem

                No, nareszcie fachowiec... (Szkoda, ze Twoj post ucielo. GW ma jakies
                ograniczenie na dlugosc postow i rznie bez ostrzezenia. Dobrze miec wlasna
                kopie, i w razie czego wyslac kontynuacje ponownie).

                Przepraszam za kwiecisty styl, nie umiem uzywac Twojej fachowej terminologii.
                Sprobuje powtorzyc prosto, chociaz ciagle nie fachowo, o co mi chodzilo z tym
                kazirodztwem. Otoz dostepne mi ksiazeczki pisane przez socjobiologow twierdza
                dosyc stanowczo, ze kazda JEDNOSTKA postepuje w interesie ,,fitness''-u SWOICH
                genow i odzegnuja sie od pogladu, ze to samo mogloby sie dziac na poziomie grup
                czy populacji. To znaczy jednostki dzialaja w interesie grupy tylko do tego
                stopnia, do jakiego maksymalizuje to ilosc i szanse przetrwania ich osobistych
                genow. TO NIE JEST MOJ POGLAD, ja go uwazam za nieudowodniony postulat, ale tak
                pisza. Rozmnazanie dwuplciowe wydaje mi sie dosc kiepskim sposobem na
                przekazywanie wlasnego genotypu, bo rozrzedza go wykladniczo: dwukrotnie na
                kazde pokolenie. Ma sens, jesli idzie o pule genowa populacji. Nie ma sensu
                jesli idzie o osobisty sukces reprodukcyjny jednostki.

                W moim przykladzie przywolalem kazirodztwo zamiast rozmnazania bezplciowego,
                dlatego zeby miec wieksza ilosc mozliwosci posrednich miedzy przekazaniem 50%
                genow (jak w przypadku dwuplciowym) a przekazaniem 100% genow (jak w przypadku
                bezplciowym). Jesli realizowanym przez jednostke celem jest wyprodukowanie
                mozliwie wielu mozliwie wiernych kopii swojego genotypu z mozliwie dobrymi
                rokowaniami na przyszlosc (jak twierdza socjobiolodzy), to ta jednostka podlega
                dwom przeciwstawnym tendencjom:
                (1) chec przekazania wielu wlasnych genow, co najlepiej zrobic bezplciowo (albo
                kazirodczo), oraz
                (2) chec poprawienia stanu puli genetycznej calej populacji, co najlepiej zrobic
                niekazirodczo.
                Wedlug socjobiologii, w naszych wyborach nieswiadomie staramy sie zoptymalizowac
                samolubny interes genow. Takie optimum lezy gdzies pomiedzy (1) i (2), na pewno
                nie dokladnie w (2). Wiec powinienem sklaniac sie ku wlasnej siostrze; a jesli
                czynnik (2) jest silniejszy niz myslalem, to moze ku siostrze ciotecznej. Ale
                nie ku supermodelce z innego kontynentu. Chyba ze czynnik (2) jest dominujacy,
                czyli ze powoduje mna altruizm w stosunku do calej ludzkosci, czemu znani mi
                socjobiolodzy zaprzeczaja.

                bchem:
                > Socjobiologia "umiarkowana" natomiast, to tylko pogranicze genetyki,
                > ewolucjonizmu i socjologii, i nic niezwyklego czy bulwersujacego w niej nie ma

                Czy to znaczy, ze socjobiolodzy umiarkowani nie pisza ksiazek popularnych
                rozchodzacych sie w milionach egzemplarzy? W takim razie przyznaje z pokora, ze
                o TEJ nauce nic nie wiem. Genetyke, ewolucjonizm i socjologie bardzo powazam.

                Na moja wiedze o temacie skladaja sie ze dwie lub trzy ksiazeczki Dawkinsa,
                jedna Barasha, jedna Williamsa, cos Wilsona. Poza tym wzmianki o socjobiologii
                w kilku innych ksiazkach poswieconych niedokladnie jej (Gould, Diamond,
                Ryszkiewicz). Na ich podstawie uwazalem socjobiologie za punkt widzenia,
                ew. filozofie poznawcza, bardzo cenna i dajaca do myslenia; ale nie za cos, co
                mozna bezposrednio zweryfikowac lub sfalsyfikowac. Ten obraz nie musi byc
                zgodny z rzeczywistoscia, bo nie jestem fachowcem. Jesli mi go zmienisz, to
                mnie to wzbogaci.

                - Stefan

                • Gość: bchem Re: zamet IP: 61.121.114.* 12.02.02, 06:39
                  A niech to, faktycznie nie wzialem pod uwage tego ograniczenia i urwalo mi dosc
                  istotny kawalek tekstu... Ale dyskusja poszla do przodu i nie ma co wracac do
                  zgubionych watkow.

                  ) Otoz dostepne mi ksiazeczki pisane przez socjobiologow twierdza
                  ) dosyc stanowczo, ze kazda JEDNOSTKA postepuje w interesie ,,fitness''-u SWOICH
                  ) genow i odzegnuja sie od pogladu, ze to samo mogloby sie dziac na poziomie grup
                  ) czy populacji.

                  Tutaj musze jeszcze raz powiedziec, ze chociaz niektore elementy tej dyskusji sa
                  przedmiotem mojego wyksztalcenia i zawodu, to ewolucjonista nie jestem i np. z
                  takim pogladem jak wyzej sam staralbym sie polemizowac, jako ze zawsze mnie
                  uczono, ze w ewolucji gatunkow operuje sie raczej pojeciem "pula genowa" a
                  pojedynczy osobnik tylko w bardzo szczegolnych przypadkach moze miec wplyw na
                  ksztaltowanie sie nowego gatunku. W zmatematyzowanym ewolucjonizmie operuje sie
                  czestosciami genow w populacji. Oczywiscie przekazanie genow przez pojedyncze
                  osobniki nastepnym pokoleniom jest elementem ksztaltujacym dynamike zmian
                  czestosci genow w puli populacji, a wiec w tym sensie kazda jednostka dziala w
                  interesie swoich genow ("przetrwac, przekazac geny potomstwu"), ale powstawanie
                  nowych gatunkow odbywa sie na poziomie populacji i rozpatrywanie tego zjawiska na
                  poziomie osobniczym raczej nie ma sensu. A ewolucjonizm zajmuje sie wlasnie
                  powstawaniem gatunkow, stad koniecznosc przeniesienia rozwazan na grupy.
                  I tutaj trzeba chyba odrozniac rozwazania dotyczace czlowieka od zjawisk
                  zwiazanych z gatunkami, ktore nie wyksztalcily niczego takiego jak "kultura".
                  Poniewaz czym innym jest altruzim mrowek, czym innym ludzi. Mrowka-robotnica
                  nawet po dodaniu swiadomosci, rozumu i czego tam jeszcze nie bedzie zdolna do
                  zrezygnowania z dzialan na korzysc sukcesu grupy po to, zeby zajac sie wlasna
                  reprodukcja, a wiec zaczac dzialac na korzysc wylacznie wlasnych genow - po
                  prostu w tym przypadku konstrukcja genetyczna mrowki-robotnicy na to nie pozwala,
                  brak funkcjonalnego ukladu rozrodczego w szczegolnosci. A wiec robotnice
                  wyksztalcily sie w toku ewolucji w trakcie zmian jakim podlegaly podgrupy w
                  pierwotnych, rodzinnych grupach, na skutek specjalizacji funkcji i selekcji
                  operujacej na mutacjach zmieniajacych ta konkretna podgrupe w kaste najlepiej
                  sluzaca interesie grupy. Selekcja nastepowala tutaj na poziomie grupy (kolonii);
                  wieksza konkurencyjnoscia cechowaly sie te grupy, w ktorych robotnice mniej czasu
                  poswiecaly na kopulacje, a wiecej na zbieranie pokarmu, bardziej dynamiczne byly
                  te grupy, w ktorych na skutek mutacji w kamorkach rozrodczych krolowej pojawialy
                  sie osobniki z nieco "za duzymi" zuwaczkami, ktore mniej efektywnie zbieraly
                  zywnosc, ale za to bardziej efektywnie bronily kolonie przed wrogami, itd, itd. I
                  tu caly czas mamy do czynienia z "czystym" ewolucjonizmem, choc ze szczegolnym
                  przypadkiem ewolucji, bo wewnetrzne zroznicowanie populacji zamiast do
                  wyodrebniania sie nowego gatunku prowadzi do powstania kast spolecznych (gdyby
                  robotnice byly aktywne rozrodczo mogloby dochodzic do specjacji). Natomiast
                  "ewolucja" zachowan spolecznych u czlowieka, to zupelnie inna para kaloszy, i to,
                  ze zajmuje sie tym dyscyplina stojaca dwoma palcami jednaj nogi na pograniczy
                  ewolucjonizmu jeszcze nie znaczy, ze sam proces ma cokolwiek wspolnego z
                  mechanizmami ewolucji w rozumieniu powstawania gatunkow. Raczej jest to
                  postawienie kwestii w taki sposob: "a moze nasze spoleczenstwo ma cos wspolnego z
                  mrowkami?". I tu zaczyna sie zabawa z analogiami i proba przeniesienia
                  mechanizmow, ktore doprowadzily do wyksztalcenia spoleczenstw owadow na ewolucje
                  spoleczenstw H. sapiens. Ale to nie zawsze chce dzialac.
                  Socjobiologia z pewnoscia zajmuje sie czyms, co jest warte badania i wyjasnienia,
                  trudno temu zaprzeczyc. Caly problem polega na tym, ze z koniecznosci jest to
                  dyscyplina dzialajaca na pograniczu nauk, ktore juz oddzielnie zajmuja sie
                  rzeczami skomplikowanymi i np. genetyk molekularny nie pogada sobie z kims
                  zajmujacym sie ewolujonizmem na poziomie teorii mutacji neutralnych Kimury, bo
                  musialby zaczac od poczatku studia i przez pare lat wglebiac sie w matematyke. A
                  dodajac do tego socjologie czy co tam jeszcze jest konieczne dla socjobiologii
                  otrzymujemy "nauke" nie dosyc, ze bezksztaltna, bo jej granice bardzo trudno
                  wyznaczyc, ale na dodatek majaca problemy z udowadnianiem czegokolwiek. A to z
                  tej przyczyny, ze rozwazania tutaj musza nie tylko wynikac z glebokiej wiedzy o
                  socjologii, genetyce klasycznej i molekularnej, ewolucjonizmie klasycznym i
                  neodarwinizmie (kto sie tym zajmuje? geniusze?), ale jeszcze dowody musza
                  przekonywac "specjalistow" od kazdej z tych dziedzin z osobna. I tu sa tylko same
                  problemy - bo socjobiolog nigdy nie bedzie mial takiej wiedzy, jak genetyk
                  molekularny wyspecjalizowany w biochemii kwasow nukleinowych czy socjolog
                  zajmujacy sie cale zycie jakims szczegolnym zagadnieniem z zakresu np.
                  ksztaltowania kultury przez zjawiska naturalne czy religie. Wiec jesli jedna
                  osoba pisze prace czy wrecz ksiazki, w ktorych tlumaczy zagadnienia obejmujace
                  duza czesc tych wielu dziedzin, to musi wzbudzac nieufnosc specjalistow. Zmierzam
                  do tego, ze nie moze istniec ktos taki jak "socjobiolog", tylko praca
                  interdyscyplinarnych zespolow ma tu jakis sens. Wiec odsiewajac z calej dyskusji
                  kontrowersje dotyczace pogladow jakiegos Dawkinsa czy kto by to nie byl,
                  pozostaje bardzo malo rzeczy na tyle powaznych, by mogl je zaakceptowac
                  specjalista w ktorejs z wymienionych dziedzin.
                  Dlatego w dalszym ciagu traktuje socjobiologie jako kielkujaca nauke, ktorej
                  hipotezy sa warte weryfikacji (i mozliwe do weryfikacji), ale z pewnoscia nie
                  wspieram pogladow, ktore sa tylko popularyzatorskim odbiciem prawdziwych
                  problemow. A dyscyplina, ktora nie jest zbyt dobrze zdefiniowana i zajmuje sie
                  "wszystkim" to zawsze w 99% zlew do ktorego splywaja wszelkie pseudofilozoficzne
                  bzdury. Co nie znaczy, ze ten pozostaly 1% nie jest wart dyskusji.


                  )Jesli realizowanym przez jednostke celem jest wyprodukowanie
                  ) mozliwie wielu mozliwie wiernych kopii swojego genotypu z mozliwie dobrymi
                  ) rokowaniami na przyszlosc (jak twierdza socjobiolodzy), itd., itd...

                  Wracajac do pojecia puli genowej populacji zamieniamy "wyprodukowania ...wiernych
                  kopii genotypu" na "zapewnienie stalej czestosci genow w populacji" i to powinno
                  wystarczyc, zeby miec obraz ciut bardziej poprawny. W rzeczywistosci populacja
                  musi dostosowywac sie do zmiennych warunkow srodowiska, stad wyzszosc rozmnazania
                  plciowego, o czym pisalem wczesniej (przekazywanie dokladnej kopii genow, czy
                  pelna stabilizacja puli genetycznej nie jest korzystne). Rozmnazanie plciowe to
                  nie jest tak do konca przekazywanie potomstwu 50% swoich genow. Cecha w
                  najprostszym przypadku warunkowana jest przez gen majacy dwa allele - jeden
                  matczyny, drugi ojcowski. Np. niech "A" bedize allelem warunkujacym czerwona
                  barwe kwiatu, a "a" allelem warunkujacym barwe biala. Podstawa mechanizmu
                  warunkujacego barwe bedzie np. bialko "A" produkowane przez allel "A",
                  odpowiedzialne za synteze czerwonego barwnika; wtedy allel "a" moglby byc
                  mutantem, produkujacym bialko "a" niezdolne do syntezy barwnika. Wiec rozmnazanie
                  plciowe bedzie polegalo na tasowaniu wariantow AA, aa, Aa, np. ojciec AA i matka
                  aa dadza potomstwo o barwie kwiatow rozowej (100% Aa, zmniejszona synteza
                  barwnika w stosunku do pelnej w przypadku AA i zupelnego braku u aa). Wiec
                  przyklad nie oddawal istoty rozmnazania, zwlaszcza z nieprecyzyjnym pojeciem
                  "poprawienia stanu puli genetycznej calej populacji", bo w ukladzie, gdzie mamy
                  do czynienia ze zmiennymi warunkami srodkowiska za poprawe mozna uznac tylko
                  zwiekszanie roznorodnosci, a wiec bynajmniej nie przekazywanie genow w stanie
                  niezmienionym.


                  ) bchem:
                  ) ) Socjobiologia "umiarkowana" natomiast, to tylko pogranicze genetyk
                • Gość: bchem Re: zamet cd IP: 61.121.114.* 12.02.02, 06:40
                  cd:

                  > bchem:
                  > > Socjobiologia "umiarkowana" natomiast, to tylko pogranicze genetyki,
                  > > ewolucjonizmu i socjologii, i nic niezwyklego czy bulwersujacego w niej ni
                  > e ma
                  >
                  > Czy to znaczy, ze socjobiolodzy umiarkowani nie pisza ksiazek popularnych
                  > rozchodzacych sie w milionach egzemplarzy? W takim razie przyznaje z pokora,
                  z
                  > ze o TEJ nauce nic nie wiem. Genetyke, ewolucjonizm i socjologie bardzo
                  powazam.
                  >

                  Przez "socjobiologow umiarkowanych" wlasciwie rozumiem naukowcow starajacych
                  sie wykraczac poza swoja specjalizacje w zakresie, o jakim wspomnialem wyzej.
                  Za "radykalnych" uwazam raczej niezrealizowanych pisarzy SF z ambicjami
                  bardziej F niz S.

                  Pozdrawiam.
                  • Gość: thrudnui Re: zamet cd IP: 157.25.125.* 12.02.02, 11:29
                    > Przez "socjobiologow umiarkowanych" wlasciwie rozumiem naukowcow starajacych
                    > sie wykraczac poza swoja specjalizacje w zakresie, o jakim wspomnialem wyzej.
                    > Za "radykalnych" uwazam raczej niezrealizowanych pisarzy SF z ambicjami
                    > bardziej F niz S.

                    ja odwazylbym sie postawic hipoteze, ze jezeli socjobiologia przetrwa jako nauka
                    to tylko socjobiologia skrajnie radykalna, geny 100% i zadnego kompromisu.
                    Takie to juz jest niestety ograniczenie nauk spolecznych. Ograniczenia musza byc
                    silne bo inaczej bardzo latwo mozna zrobic teorie wyjasniajaca cos tam na
                    zasadzie wartkiej narracji.

                    Sila koniecznosci nauki spoleczne moga byc wiarygodne tylko wtedy, gdy opieraja
                    sie na bardzo restykcyjnych zalozeniach, ktore wlasciwie uniemozliwiaja lowienie.
                    To jest chyba program samuelsona, noblisty z ekonomii.
                    Tylko silne ograniczenia uniemozliwiaja upodobnienie sie teorii do estymacji
                    nieparametrycznej. Zasada geny 100% stanowi dosc silne ograniczenie, natomiast
                    uwzglednienie srodowiska wlasciwie umozliwia nam wszystko, bo osobnik jest
                    czescia srodowiska, jego zachowanie plywa na nie. Dopuszczenie srodowiska
                    umozliwi wiec modelowanie zachowan osobnikow na podstawnie ich posrednich
                    zachowan.

                    Podejscie skrajne jest bardzo typowe w naukach spolecznych. Najlepiej rozwinieta -
                    ekonomia opiera sie na bardzo silnym zalozeniu, ze czlowiek tylko maksymalizuje.
                    Pojawiaja sie takie absurdy, ze zachowanie czlowieka jest opisane przez wielki
                    uklad rownan bellmana z kiludziesiecioma stanami. On potrafi je rozwiazac
                    natychmiast, podczas gdy komputerom zajmuja czas porownywalny z wiekiem
                    wszechswiata. Zalozenie to zostalo sfalsyfikowane w laboratorium ale nikt nie
                    dopuszcza jego ograniczenia. Kiedys istnialo takze podejscie bardziej indukcyjne,
                    ale zostalo wlasciwie wymiecione doszczetnie. O wiele bardziej sie ceni modele,
                    gdzie decydent zyje przez dwa okresy a rzad powstaje co okres i zyje wiecznie niz
                    jakikowiek model z aspektami adaptacyjnymi, wzietymi na podstawie wynikow badan
                    laboratoryjnych.

                    Nie jest jednak tak, ze tylko geny 100% stanowia silne ograniczenie. Klasyczna
                    rownowaga nasha rozwazana w socjologii tez je stanowii. Tyle tylko, ze
                    socjobiologia aby odroznic sie od scjologii nie moze zakladac zwyklej rownowagi.
                    Chodzby dlatego, ze znaczenie samej dynamiki replikatora (rownowaga osiagnieta
                    przez selekcje ewolucyjna strategii gorszych) nie jest znane.

                    I jeszcze na koniec nauka nie ma dostarczac dowodow. Byla taka krytyka, ze
                    socjobiologia jest zla bo niczego nie udowodnila. To nieporozumienie. Niczego nie
                    da sie udowodnic, nic nie jest absolutnie prawdziwe. Nauka ma dostarczac tylko
                    modele bo to jest w stanie osiagnac. Modele nie musza byc sensowne. Musza byc
                    jednak prawdziwe wzgledem kryterium prawdy. Np uzyteczne.

                    Przyjecie, ze istnieje jakis zwiazek miedzy modelem a prawda absolutna jest
                    bardzo niebezpieczne, bo umozliwia argumenty w stylu ignoranta, ze wszystko jest
                    bledne niepewne lub niepelne, bo np nie rozwiazuje np problemu przed wielkim
                    wybuchem, czy oszacowania maja wielka wariancje. Tym samym do kosza bo prawda
                    absolutna nie moze byc niepelna lub niepewna.
                • Gość: Stefan Re: zamet IP: *.zaspa.gda.pl 12.02.02, 11:30
                  bchem:
                  > Dlatego w dalszym ciagu traktuje socjobiologie jako kielkujaca nauke, ktorej
                  > hipotezy sa warte weryfikacji (i mozliwe do weryfikacji), ale z pewnoscia nie
                  > wspieram pogladow, ktore sa tylko popularyzatorskim odbiciem prawdziwych
                  > problemow. A dyscyplina, ktora nie jest zbyt dobrze zdefiniowana i zajmuje sie
                  > "wszystkim" to zawsze w 99% zlew do ktorego splywaja wszelkie
                  > pseudofilozoficzne bzdury. Co nie znaczy, ze ten pozostaly 1% nie jest wart
                  > dyskusji.

                  No, to chyba doszlismy do wspolnego stanowiska. Przypominam, ze watek zaczal
                  sie od tego, ze Mary_Ann chciala wiedziec, czy musi sie zgodzic, ze jej cale
                  Czlowieczenstwo (przez duze ,,C'') jest zludzeniem zgodnie z twierdzeniami
                  socjobiologii, czy moze ta cala socjobiologia jest dziurawa. Mysle, ze miala na
                  mysli ta wersje socjobiologii, ktora Ty nazywasz ,,SF z ambicjami bardziej F niz
                  S''. Bo ta druga, powazna nauka na styku ewolucjonizmu, genetyki i socjologii,
                  nie dostarczylaby jej takiego zludzenia. W takim razie dopracowalismy sie
                  zgodnej odpowiedzi.

                  - Stefan

                  • Gość: bchem Re: zamet IP: 61.121.114.* 12.02.02, 11:50
                    > W takim razie dopracowalismy sie
                    > zgodnej odpowiedzi.
                    >
                    > - Stefan
                    >

                    Hmm, chyba faktycznie mniej wiecej tak wlasnie wyszlo.
                    Byc moze jest tak, ze caly ten szum wokol socjobiologii wynika z tego, ze
                    dyscyplina ta powinna raczej funkcjonowac wzdluz linii laczacych nauki,
                    pogranicza ktorych sa jej czesciami. A tymczasem zaczela tu powstawac dziedzina
                    wiedzy pretendujaca do funkcjonowania jako samodzielna nauka i ludzie z darem
                    popularyzatorskim i latwoscia pisania zaczeli nazywac sie "socjobiologami" tylko
                    dlatego, ze ich wywody maja cos wspolnego z socjologia i biologia (bo w koncu
                    trzeba jakos nazwac to, o czym sie pisze, a jeszcze jak brzmi naukowo, to juz
                    pelnia szczescia). Co nie znaczy, ze nie warto co nieco na ten temat poczytac, bo
                    zastanawianie sie nad problemami bardziej ogolnymi naprawde nie jest niczym
                    szkodliwym dla zdrowia...
                    pozdrawiam.
                  • mary_ann Re: zamet 12.02.02, 23:33
                    Gość portalu: Stefan napisał(a):

                    > bchem:
                    > > Dlatego w dalszym ciagu traktuje socjobiologie jako kielkujaca nauke, ktor
                    > ej
                    > > hipotezy sa warte weryfikacji (i mozliwe do weryfikacji), ale z pewnoscia
                    > nie
                    > > wspieram pogladow, ktore sa tylko popularyzatorskim odbiciem prawdziwych
                    > > problemow. A dyscyplina, ktora nie jest zbyt dobrze zdefiniowana i zajmuje
                    > sie
                    > > "wszystkim" to zawsze w 99% zlew do ktorego splywaja wszelkie
                    > > pseudofilozoficzne bzdury. Co nie znaczy, ze ten pozostaly 1% nie jest war
                    > t
                    > > dyskusji.
                    >
                    > No, to chyba doszlismy do wspolnego stanowiska. Przypominam, ze watek zaczal
                    > sie od tego, ze Mary_Ann chciala wiedziec, czy musi sie zgodzic, ze jej cale
                    > Czlowieczenstwo (przez duze ,,C'') jest zludzeniem zgodnie z twierdzeniami
                    > socjobiologii, czy moze ta cala socjobiologia jest dziurawa. Mysle, ze miala n
                    > a
                    > mysli ta wersje socjobiologii, ktora Ty nazywasz ,,SF z ambicjami bardziej F ni
                    > z
                    > S''.

                    Myślę, że tak - moje lektury na ten temat to Wilson, Dawkins, z polskich autorów -
                    Szymborski, Ryszkiewicz i -w kwestii socjobiologii kultury - Biedrzycki.



                    Bo ta druga, powazna nauka na styku ewolucjonizmu, genetyki i socjologii,
                    > nie dostarczylaby jej takiego zludzenia.




                    A tego wcale nie jestem pewna (o ile dobrze interpretuję, do czego odnosi się to
                    drugie "złudzenie"). Chyba, że chodzi o wersje tak "soft", pozostawiającą tak
                    wielki margines środowisku i in. czynnikom, ze z tego tytułu niewielki byłby z
                    niej pożytek mierzony np. moca predykcyjna.


                    W takim razie dopracowalismy sie
                    > zgodnej odpowiedzi.
                    >
                    > - Stefan


                    > DO WSZYSTKICH:
                    Bardzo Wam wszystkim dziekuję za czas poświęcony tej dyskusji. Pokazaliście mi
                    przy okazji, jak wielkie mam luki w zakresie metodologii nauk społ., jak mało
                    wiem o teorii gier (poza paroma obiegowymi pojęciami jestem, jak się okazało,
                    zielona). Czyli wiele pasjonujących rzeczy przede mną. Pozdrawiam wszystkich
                    serdecznie

                    Mary_ann
                    pesymistka? realistka? :)))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka