mary_ann Re: SŁABE PKTY TEORII SOCJOBIOL. - BŁAGAM, POKAŻCIE! 05.02.02, 11:04 Przepraszam wszystkich - po wstukaniu tytułu odruchowo wcisnęłam ENTER i poszło jako "pusty" wątek". Wracając zatem do tematu: pokażcie mi je, błagam! Bo ja, im bardziej rozglądam się po świecie, tym bardziej ich nie widzę! Jak ten Tygrysek (chyba), co to "im bardziej zaglądał, tym bardziej Puchatka nie było w domu". A ja bardzo chciałabym uwierzyć, ze ta teoria (brutalna dość, przyznacie), nie wyczerpuje prawdy o człowieku. Ale coraz mniej we mnie tej idealistycznej (?) wiary... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Stefan Re: SŁABE PKTY TEORII SOCJOBIOL. - BŁAGAM, POKAŻCI IP: *.ipipan.gda.pl 05.02.02, 15:24 mary_ann: > pokażcie mi je, błagam! Bo ja, im bardziej rozglądam się po świecie, tym > bardziej ich nie widzę! Jak ten Tygrysek (chyba), co to "im bardziej zaglądał, > tym bardziej Puchatka nie było w domu". To chyba Puchatek zagladal do srodka, a Prosiaczka tam nie bylo. Ale tez nie jestem pewien. Jak wroce do domu, to przeprowadze odpowiednie badania literaturowe. mary_ann: > A ja bardzo chciałabym uwierzyć, ze ta teoria (brutalna dość, przyznacie), nie > wyczerpuje prawdy o człowieku. Ale coraz mniej we mnie tej idealistycznej (?) > wiary... Z czlowiekiem trzeba brutalnie. Wzruszac sie mozna nad turem, albo nad ptakiem dodo, albo nad zarazkiem ospy. Ale ludzie namnozyli sie tak, ze nie sa juz przedmiotem idealistycznej wiary a tylko codziennego bolesnego doznania, przed ktorym nie ma ucieczki. Ja mysle (niefachowo), ze slabym punktem socjobiologii jest nie to, ze sprowadza czlowieka do roli futeralu na geny, tylko ze czyni to malo profesjonalnie. Socjobiologia tlumaczy wszystko. Jest w tym podobna do kreacjonizmu. NA PRZYKLAD: Jak to sie dzieje, ze noga ludzka jest tak znakomicie dostosowana do kopania pilki noznej, skoro uksztaltowala sie na dlugo zanim ludzie nauczyli sie produkowac pilki? WYJASNIENIE KREACJONISTYCZNE: Takie dostosowanie absolutnie nie moglo powstac przypadkowo. Wymagana by byla niezwykle dluga lista przypadkow o minimalnych szansach stania sie. W sposobie funkcjonowania nogi oczywisty jest zamysl dostosowania jej do idealnego wypelniania swojej roli narzedzia kopiacego pilke. Istnienie zamyslu wymaga zaakceptowania istnienia Kogos, kto ten zamysl powzial i doskonale zrealizowal. WYJASNIENIE SOCJOBIOLOGICZNE NA KIEPSKIM POZIOMIE: Skoro noga jest tak dostosowana do pilki, to oznacza, ze uzywanie prymitywnych pilek, byc moze wcale nieprzypominajacych dzisiejszych, musi byc datowane na o wiele wczesniej niz nam sie wydaje. Zapewne jakies przedmioty bedace prekursorami pilek byly uzywane do celow godowych juz przez plazy paleozoiczne. Lepsi ,,gracze'' cieszyli sie wiekszym powodzeniem u samic, co dawalo im przewage w doborze naturalnym. Dlatego w pozostawionym przez nich skrzeku bylo coraz wiecej genow ,,pilkarskich''. Selekcja stopniowo wzmacniala cechy przydatne do gry w pilke, doprowadzajac w koncu noge do obecnego ksztaltu i funkcjonalnosci. WYJASNIENIE SOCJOBIOLOGICZNE NA DOBRYM POZIOMIE: Tego ja nie umiem dostarczyc, ale socjobiolodzy to sa tacy faceci, ktorzy wszystko wyjasniaja niebywale przekonujaco. Dlatego i z tym by sobie poradzili. Jest taka zdroworozsadkowa zasada, ze klucz, ktory otwiera wszystkie drzwi, nie nadaje sie do niczego (niektorzy lubia na ta zasade wolac z obca ,,popper'' albo jakos podobnie). Ja bym socjobiologii nie nazwal teoria naukowa a tylko pogladem, czy sposobem mowienia, wlasnie ze wzgledu na to, ze jej wyjasnienia otwieraja wszystkie drzwi. Czy jak tyle powiesz, to juz zaliczysz? - Stefan Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Alex Re: SŁABE PKTY TEORII SOCJOBIOL. - BŁAGAM, POKAŻCI IP: 193.0.117.* 05.02.02, 17:25 Stefanie to jest zbyt proste aby było prawdziwe. Przejaskrawając poglądy osoby z którą się dyskutuje bardzo łatwo je przekręcić. Socjobiologia jest bardzo krytykowana, ale głównie przez humanistów (na zachodzie z przyczyn ideologicznych związanych najczęściej z marksizmem), a nie przez biologów. Rzeczywiście tworzy ona bardzo kompletną wizję ludzkiej natury, nie zostawiając dużo miejsca na swobodną wolną wolę człowieka, czy likwidując różnice między nami a innymi zwierzętami. Podstawą wszelkiej teorii naukowej jest eksperyment, albo udowadnia on jej prawdziwość, albo falsyfikuje ją. Pod tym względem raczej nie można mówić o socjobiologii jako pseudofilozofii. Niestety socjobiologowie chyba raczej mają rację. Choć trzeba zauważyć, że jeden z dowodów na prawdziwość socjobiologii badania nad roździelonymi bliźniętami dają wyniki zbyt piękne aby były one prawdziwe. Podobieństw między bliźniakami, naturalnymi klonami nie można tłumaczyć tylko genetyką, nie istnieje powód, aby były n.p. geny odpowiedzialne za spuszczanie czy też nie wody w WC, albo wybór małżonków o tym samym imieniu. Może więc rzeczywiście socjobiologia nie tworzy wizerunku zbyt uproszczonego, ale wydaje się że na pewno jest to bardzo poważna hipoteza i nie można jej porównywać do kreacjonizmu Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mary_ann Re: SŁABE PKTY TEORII SOCJOBIOL. - BŁAGAM, POKAŻCI IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.02.02, 18:30 Gość portalu: Stefan napisał(a): > mary_ann: > > pokażcie mi je, błagam! Bo ja, im bardziej rozglądam się po świecie, tym > > bardziej ich nie widzę! Jak ten Tygrysek (chyba), co to "im bardziej zaglą > dał, > > tym bardziej Puchatka nie było w domu". > > To chyba Puchatek zagladal do srodka, a Prosiaczka tam nie bylo. Ale tez nie > jestem pewien. Jak wroce do domu, to przeprowadze odpowiednie badania > literaturowe. > Pewnie masz rację, cytowałam z pamięci zaznaczając wątpliwość. > mary_ann: > > A ja bardzo chciałabym uwierzyć, ze ta teoria (brutalna dość, przyznacie), > nie > > wyczerpuje prawdy o człowieku. Ale coraz mniej we mnie tej idealistycznej > (?) > > wiary... > > Z czlowiekiem trzeba brutalnie. Wzruszac sie mozna nad turem, albo nad ptakiem > dodo, albo nad zarazkiem ospy. Ale ludzie namnozyli sie tak, ze nie sa juz > przedmiotem idealistycznej wiary a tylko codziennego bolesnego doznania, przed > ktorym nie ma ucieczki. O rany, aż tak ciężko przez los to nawet ja doświadczona nie jestem. Nie za dużo goryczy? :) > Ja mysle (niefachowo), ze slabym punktem socjobiologii jest nie to, ze sprowadz > a > czlowieka do roli futeralu na geny, tylko ze czyni to malo profesjonalnie. No własnie o to mi chodziło - zeby mi ktoś pokazał, dlaczego niefachowo czyli mylnie. > Socjobiologia tlumaczy wszystko. Jest w tym podobna do kreacjonizmu. > > NA PRZYKLAD: > Jak to sie dzieje, ze noga ludzka jest tak znakomicie dostosowana do kopania > pilki noznej, skoro uksztaltowala sie na dlugo zanim ludzie nauczyli sie > produkowac pilki? > WYJASNIENIE KREACJONISTYCZNE: > Takie dostosowanie absolutnie nie moglo powstac przypadkowo. Wymagana by byla > niezwykle dluga lista przypadkow o minimalnych szansach stania sie. W sposobie > funkcjonowania nogi oczywisty jest zamysl dostosowania jej do idealnego > wypelniania swojej roli narzedzia kopiacego pilke. Istnienie zamyslu wymaga > zaakceptowania istnienia Kogos, kto ten zamysl powzial i doskonale zrealizowal. > WYJASNIENIE SOCJOBIOLOGICZNE NA KIEPSKIM POZIOMIE: > Skoro noga jest tak dostosowana do pilki, to oznacza, ze uzywanie prymitywnych > pilek, byc moze wcale nieprzypominajacych dzisiejszych, musi byc datowane na o > wiele wczesniej niz nam sie wydaje. Zapewne jakies przedmioty bedace > prekursorami pilek byly uzywane do celow godowych juz przez plazy paleozoiczne. > Lepsi ,,gracze'' cieszyli sie wiekszym powodzeniem u samic, co dawalo im > przewage w doborze naturalnym. Dlatego w pozostawionym przez nich skrzeku bylo > coraz wiecej genow ,,pilkarskich''. Selekcja stopniowo wzmacniala cechy > przydatne do gry w pilke, doprowadzajac w koncu noge do obecnego ksztaltu i > funkcjonalnosci. > WYJASNIENIE SOCJOBIOLOGICZNE NA DOBRYM POZIOMIE: > Tego ja nie umiem dostarczyc, ale socjobiolodzy to sa tacy faceci, ktorzy > wszystko wyjasniaja niebywale przekonujaco. Dlatego i z tym by sobie > poradzili. > > Jest taka zdroworozsadkowa zasada, ze klucz, ktory otwiera wszystkie drzwi, nie > nadaje sie do niczego (niektorzy lubia na ta zasade wolac z obca ,,popper'' alb > o > jakos podobnie). Ja bym socjobiologii nie nazwal teoria naukowa a tylko > pogladem, czy sposobem mowienia, wlasnie ze wzgledu na to, ze jej wyjasnienia > otwieraja wszystkie drzwi. > > Czy jak tyle powiesz, to juz zaliczysz? No, nie do końca... To, ze otwiera wszystkie drzwi jeszcze jej, moim zdaniem nie przekreśla, niestety. Może co najwyżej budzić nieufność, bo rzeczywiscie jak na razie doświadczenie pokazuje, ze teorie, które chciały wyjaśnić za wiele czy wręcz wszystko, upadały. Ale - powtórzę - z czysto logicznego punktu widzenia tak być nie musi, co więcej - ideałem nauki jest taka wszechogarniająca teoria. Jeśli w koncu powstanie jednolita teoria pola, to trudno będzie ją krytykować, ze "chce za dużo". No, a ja szukam wyłomu w tym efektownym gmachu teorii socjob, tego, co ją sfalsyfikuje. Bo (w innych już kategoriach, całkiem nienaukowych, rzecz jasna) jest w niej jednak coś smutnego... Dzięki w każdym razie za tak obszerny i błyskotliwy wywód - czytałam z przyjemnością! > > - Stefan > Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Stefan Re: SŁABE PKTY TEORII SOCJOBIOL. - BŁAGAM, POKAŻCI IP: *.zaspa.gda.pl 05.02.02, 22:30 mary_ann: > Dzieki w kazdym razie za tak obszerny i blyskotliwy wywod - czytalam z > przyjemnoscia! Naprawde? To znaczy, ze moj drobny eksperyment powiodl sie lepiej niz planowalem. Zauwazylas, co przemycilem i dowiodlem? Mianowicie taka bzdure, ze noga uksztaltowala sie do celow grania w pilke a nie odwrotnie. A czy mozesz mi wskazac miejsce w moim wywodzie, gdzie odbieglem od regul uzasadniania twierdzen wlasciwych dla socjobiologii? Moj problem z socjobiologia jest taki, ze ja nigdy takich miejsc nie potrafie w jej wywodach wskazac. Przy odrobinie wysilku moglbym udowodnic, ze male zielone istotki zyja na elektronach w atomach, bo tam byla wolna nisza ekologiczna, wiec te geny, ktore wplywaly na miniaturyzacje ich nosicieli mialy wieksze mozliwosci... itd. Czy Cie to przekona, to zalezy wylacznie od moich umiejetnosci narracyjnych. Sprobuj przeprowadzic w matematyce lub fizyce dowod oparty na barwnej narracji Odpowiedz Link Zgłoś
mary_ann Re: SŁABE PKTY TEORII SOCJOBIOL. - BŁAGAM, POKAŻCI 05.02.02, 23:55 No i wyszlam na blondynkę! :) Na swoje usprawiedliwienie mam tylko parę nieprzespanych /niemiłosnych, niestety :( / nocy za sobą i niejakie trudności z koncentracją. Ktoś mógłby słusznie zauważyć, że nie powinam zatem zakladać wątku, jeśli to przekracza me siły. Ale b. sie cieszę, że zadaliście sobie trud polemiki ze mną. Może do jutra pozbieram mysli. Stefanie drogi, zauważylam, możesz wierzyć lub nie, ze dowodziles pewnego absurdu, ale założylam, ze to taki zabieg estetyczno-literacki. Tak go też potraktowalam i dlatego podjęłam dyskusję. A tak na poważnie - czy to, ze teoria jest w stanie wyjaśnic bzdurę, dyskwalifikuje ja? Czy to, że ewentualną obecność zielonych ludzików w moim czajniku da sie wytłumaczyć istnieniem Boga i jego sprawczej sily dowodziłoby, ze istnienie Boga jest teorią błędną? Dopiero, jeśli teoria nie jest w stanie wyjaśnic jakiegoś obiektywnie istniejacego faktu - albo lepiej - stoi z nim wręcz w sprzeczności, mozna by ja z czystym sumieniem odrzucić. Z falszu moze wyniknąć wszak prawda. Ty przyjąłeś (dla żartu, rozumiem, ROZUMIEM!)założenie, ze , w skrócie, piłka wyprzedzala nogę. Teoria csocjob. na ogol stara się udawadniać twierdzenia, ktore - przynajmniej a priori - nie wydaja sie sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem. Zresztą wobec wyżej sformułowanego pyania nie ma to znaczenia, jak sie zdaje. A co do "bólu"... Nie, nie boli mnie, ze nie rozwiążę problemu kwadratury koła za pomoca cyrkla. To problem istniejący w ramach pewnego zamknietego i spójnego systemu, ktorego reguły powszechnie akceptujemy. Jest to fakt bezdyskusyjny i na tej samej zasadzie z niemożliwością istnienia perpetuum mobile jestem rownież pogodzona. Co innego zjawiska społ-kulturowe, nazwijmy to. W naszej kulturze pielęgnujemy albo chcemy pielęgnować pewne prekonania (złudzenia?), ktore - jak się zdaje - wielu z nas pozwalają żyć. Jeśli to tylko złudzenia - to to mnie właśnie boli, ale nie mam o to,na Boga, pretensji do nauki! (vide moja odp. na jeden z postow). Nie oczekiwałam pocieszenia od nauki - oczekiwalam go od Was. Ze pokażecie, ze tu i tu socjob. się myli i nie trzeba jej brać tak serio. To by mnie ucieszyło. Ale i tak mi lepiej, bo w ogole zadaleś(liście) sobie trud polemiki z moim nieco nie uporządkowanym wywodem. Dzięki! A z tym życiem - obyś miał rację! Pozdrawiam Mary_ann Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Stefan Re: SŁABE PKTY TEORII SOCJOBIOL. - BŁAGAM, POKAŻCI IP: *.zaspa.gda.pl 06.02.02, 10:43 mary_ann: > Czy to, że ewentualną obecność zielonych ludzików w moim czajniku da sie > wytłumaczyć istnieniem Boga i jego sprawczej sily dowodziłoby, ze istnienie > Boga jest teorią błędną? Jesli potrafisz udowodnic, ze Z ISTNIENIA BOGA WYNIKA obecnosc zielonych ludzikow w czajniku, to stoisz na czystej naukowej pozycji gotowa do przeprowadzenia obserwacji. Zajrzyj do czajnika. Jesli nie znajdziesz tam zielonych ludzikow, to Bog na pewno nie istnieje. Jesli znajdziesz, to... nadal nie jestes pewna co do Boga. Jednak jesli zrobilas serie eksperymentow, ktore moglyby W ZASADZIE obalic teze o istnieniu Boga ale im sie to nie udalo, to mozesz stad czerpac zaufanie do tej tezy. Ale te eksperymenty musza byc uczciwie zaplanowane tak, jak gdybys chciala obalic teze. Tylko wtedy ich negatywny wynik ma znaczenie. Jesli tego nie potrafisz udowodnic, natomiast dysponujesz opowiescia, ze gdyby ludziki byly, to ICH OBECNOSC DALABY SIE WYTLUMACZYC istnieniem Boga, to nic nie mozesz sprawdzic. Nawet nie warto zagladac do czajnika, ryzyko poparzenia sie przewyzsza zdecydowanie ew. korzysci poznawcze. mary_ann: > Z falszu moze wyniknąć wszak prawda. No wlasnie. Teoria falszywa moze wyjasnic cokolwiek, ale takie wyjasnienie nie ma wartosci. Teorie puste nie sa z niczym sprzeczne. Nie daja sie obalic ale na rynku nauki chodza po 10 groszy za peczek. mary_ann: > Ty przyjąłeś [...] założenie, ze , w skrócie, piłka wyprzedzala nogę. Niedokladnie. Moim celem bylo rozumowanie, z ktorego WYNIKNIE, ze noga ewoluowala tak, zeby sie dopasowac do przyszlej pilki. Nie przyjalem tego w zalozeniu (przynajmniej nie uczynilem tego jawnie), bo to by juz byl zbyt oczywisty blad w rozumowaniu. mary_ann: > Teoria csocjob. na ogol stara się udawadniać twierdzenia, ktore - przynajmniej > a priori - nie wydaja sie sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem. Jesli mozna posluzyc sie zdrowym rozsadkiem, to nie potrzeba nauki. Nauka po to istnieje, zeby nas prowadzic przez te miejsca, gdzie zdrowy rozsadek zawodzi. Mam wrazenie, ze socjobiologia swieci jasnym blaskiem tam, gdzie i tak jest jasno, natomiast tam, gdzie ciemno, zostawia nas na lodzie. Na przyklad Dawkins bardzo starannie wyjasnia w ,,Slepym zegarmistrzu'' powstanie skomplikowanego oka z malej swiatloczulej plamki u jakichs jednokomorkowcow. Wytlumaczenie jest mniej wiecej takie, ze juz nawet nieznaczna swiatloczulosc sprzyja przezywaniu organizmu, wiec zostawi on wiecej genow... itd. Tam jest wyrazna sugestia, ze oko od poczatku pelnilo ta sama funkcje co dzisiaj, tylko nie od razu w tak doskonalym stopniu. To teraz powiedz mi, dlaczego Dawkins nie wyjasnia w ten sam sposob powstania ucha? Nie wiem jak to jest u jednokomorkowcow, ale ryby maja wysoka wrazliwosc na zmiany cisnienia wody, jasne po co. Moze po wyjsciu na lad odpowiedni organ stal sie wrazliwy na zmiany cisnienia powietrza? Czy daloby sie wywod Dawkinsa o oku przepisac na ucho? Mysle, ze z powodzeniem. Tylko ze skadinad WIADOMO, ze ucho powstalo w zupelnie inny sposob. Gdybys o tym nie wiedziala, to moglabys z powodzeniem przeprowadzic uczony socjobiologiczny wywod w calkowitej prozni. Oczarowany czytelnik z latwoscia kupilby nieprawdziwe pochodzenie ucha od tej rybiej linii bocznej. Ten fakt budzi moja nieufnosc rowniez do Dawkinsonowego oka. Nie twierdze, ze tak jak Dawkins pisze, nie moglo byc. Mowie tylko, ze wyjasnianie idzie mu zbyt lekko, zebym uznal teze o pochodzeniu oka od tej plamki za udowodniona. Jesli biolodzy maja na nia inne argumenty, to super, ale argument socjobiologiczny do mnie nie trafia. Jesli zgodnie z regulami gry jakiejs nauki mozna rownie latwo uzasadnic zarowno dowolna hipoteze jak i negacje tej hipotezy i zadne doswiadczenie jej niestraszne, to ta nauka nie jest wiele warta. - Stefan Odpowiedz Link Zgłoś
innppp Re: SŁABE PKTY TEORII SOCJOBIOL. - BŁAGAM, POKAŻCIE! 05.02.02, 18:05 Przez "socjobiologie" rozumiem koncepcje wyprowadzania rozmaitych ludzkich zachowan wprost z genetyki. Mysle, ze trzeba oddzielic kwestie "prawdy o czlowieku" od (nie)slusznosci socjobiologii. Np. nikogo nie martwi, ze ma 2 nogi, bo genotyp rodzicow to zdeterminowal. Cala frajda bierze sie z tego, co z tymi nogami mozna zrobic. Podobnie z zachowaniami czlowieka - wiele z pewnoscia ma podloze genetyczne, ale nalezy chyba odrozniac pewne predyspozycje od bycia zdeterminowanym. Ilez waznych decyzji do podjecia... Slabosci socjobiologii? - trudno jest odfiltrowac wplyw kultury oraz okreslic zwiazek kultury i socjobiologii, blisko - problemy z rozroznieniem fenotypu od genotypu; - socjobiologia ma charakter statystyczny, czyli w zastosowaniu do jednostek moze popelniac duze bledy; - jesli potraktowac wnioski z socjobiologii jako "filozofie praktyczna" , grozi to uprzedmiotowieniem jednostki poniewaz zawarty w socjobiologii determinizm, w zasadzie neguje mozliwosc jednostki do okreslenia kierunku wlasnego rozwoju oraz redukuje jej odpowiedzialnosc za wlasne czyny. Pol zartem -pol serio: Chcesz wygrac z socjobiologia? Udowodnij, ze potrafisz zaskoczyc swiat na plus. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mary_ann Re: SŁABE PKTY TEORII SOCJOBIOL. - BŁAGAM, POKAŻCIE! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.02.02, 18:55 innppp napisał(a): > Przez "socjobiologie" rozumiem koncepcje wyprowadzania > rozmaitych > ludzkich zachowan wprost z genetyki. > > Mysle, ze trzeba oddzielic kwestie "prawdy o czlowieku" > od (nie)slusznosci socjobiologii. Np. nikogo nie > martwi, ze ma 2 nogi, bo genotyp rodzicow > to zdeterminowal. Cala frajda bierze sie z tego, co z > tymi nogami mozna > zrobic. Podobnie z zachowaniami czlowieka - wiele z > pewnoscia ma podloze genetyczne, ale nalezy chyba > odrozniac pewne predyspozycje od bycia zdeterminowanym. > Ilez waznych decyzji do podjecia... > No własnie, ale "krytyczny" jest ZAKRES tej swobody. Jesteśmy w miare oswojeni z myślą, ze biologia determinuje pewne rzeczy - wzrost, podatność na choroby, typ budowy itd, itp. Mniej chętnie godzimy sie na to, ze być może nasze wyposażenie genetyczne decyduje o naszym charakterze, upodobaniach itp. To już baaaardzo niepoprawne politycznie (choć takie sa np. moje poglądy). Ale dalej traktujemy to jako "pkt wyjścia", coś, z czym jeszcze wiele da sie zrobic, co można na swój sposób przekroczyć . A co, jesli nie? Jeśli tego marginesu nie ma? Socjobiologia nawet altruizm traktuje jako - w dużym uproszczeniu - pochodną pewnej strategii prokreacyjnej. I czy nie jest tak, ze nawet jeśli wypowiem posłuszeństwo tyranii genów, postąpię "antysocjobiologicznie" np. nie rozmnożę się, albo popełnię samobójstwo, to też będzie z nią zgodne? Po prostu okażę się np. "ślepą uliczką ewolucji", sama się wyeliminuję jako wadliwy zespół genów? > Slabosci socjobiologii? > > - trudno jest odfiltrowac wplyw kultury oraz okreslic > zwiazek > kultury i socjobiologii, blisko - problemy z > rozroznieniem fenotypu > od genotypu; > - socjobiologia ma charakter statystyczny, czyli w > zastosowaniu do > jednostek moze popelniac duze bledy; No własnie ona nie ma chyba charakteru statystycznego, przynajmniej rości sobie prawo do tłumaczenia dowolnego jednostkowego przypadku > - jesli potraktowac wnioski z socjobiologii jako > "filozofie praktyczna" , > grozi to uprzedmiotowieniem jednostki poniewaz > zawarty > w socjobiologii determinizm, w zasadzie neguje > mozliwosc jednostki > do okreslenia kierunku wlasnego rozwoju oraz > redukuje jej > odpowiedzialnosc za wlasne czyny. > No, ale to nie może być zarzut wobec teorii! Nie można obrażać sie na posłańca przynoszącego złe wieści, choć mogą nas one napawać smutkiem (ten smutek miałam na myśli w moim poście inicjującym wątek). To właśnie jest dla mnie straszne, ze nie potrafię znaleźć słabego punktu w teorii właściwie pandeterministycznej. W skrócie - wydaje mi się trafna i to właśnie boli. > Pol zartem -pol serio: > Chcesz wygrac z socjobiologia? Udowodnij, ze potrafisz > zaskoczyc > swiat na plus. > Na ten temat napisałam w odp. na post Alexa. Obawiam się, ze próbując się wyłamać spod władzy tej teorii potwierdziłabym jej tezy. Na okazję ew. "wyłomów" teoria ma wyjaśnienie, ze to nie wyłomy, tylko jej potwierdzenie. > Pozdrawiam > Ja też bardzo pozdrawiam. > > Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Muzykant socjobiologia to pseudo-nauka IP: *.chello.pl 06.02.02, 04:16 Daj spokoj! Nauki scisle nie daja sobie rady w wyjasnieniu dosc prostych, w sumie, zjawisk, wiec wara od sfery duchowej czlowieka!!! (Np. nauki scisle nie maja, jak narazie, szans na okreslenie zaleznosci sekwencja- struktura bialek. Ale to tylko pierwszy przyklad z brzegu. Np. cykliczne zwroty w medycynie, a propos tego, co jest szkodliwe a co nie...) Przede wszystkim, zauwazmy jak nauka jeszcze niewiele wie o wszechswiecie, o samej fizyce nawet, wiec jakim prawem, an postawie tak ograniczonego zbioru informacji (zawsze bedzie to zbior skonczony, w przeciwienstwie do <><> zbioru w jakim egzystujemy) chce formulowac tak OSTATECZNE wnioski?! Natomiast nauki nie-scisle, humanistyczne, zdaja sie wiele wyjasniac, ale bez zadnej gwarancji, ze maja racje. Czyli widac, ze cos za cos. A socjobiologia? Czym jest? Wydaje sie, ze ma pretensje do tego, aby zagarnac nieomylnosc nauk scislych oraz wszechkompetencje nauk humanistycznych! Zupelnie tak jak parapsychologia, astrologia, okultyzm, itd. Juz samo to sprawia, ze socjobiologia wydaje na siebie wyrok: to pseudo-nauka. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Muzykant propaganda IP: *.chello.pl 06.02.02, 04:34 Chce przez to powiedziec, ze socjobiologia ma zbyt duze zabarwienie ideologiczne. Jej nieuczciwosc nie pozwala mi, abym ustosunkowal sie do niej na plaszczyznie czysto intelektualnej, gdyz wiem, ze w ten sposob nie wygram z "praniem mozgu"! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bchem Re: propaganda IP: 61.121.114.* 06.02.02, 08:57 Chyba zaszlismy (przepraszam, zaszliscie...) troche za daleko... Co innego dyskutowac o niedoskonalosci teorii, a co innego twierdzic, ze wynikaja z niej tak daleko idace wnioski (mowiac "wynikaja" mam na mysli wynik eksperymentu zgodny z teoria, a nie spekulacje "co by bylo gdyby teoria byla prawdziwa")... Jesli tak jak do tej pory (przynajmniej w tej dyskusji) socjobiologia traktowana jest jako teoria, to nalezy ja zweryfikowac (a to jeszcze nie nastapilo). Wiec nie protestujmy przeciwko wnioskom, ktore niby maja caly swiat tlumaczyc, bo tego nie robia, sa tylko mniej lub bardziej rozpaczliwymi probami podparcia niezbyt mocnej teorii. A niezbyt mocna ta teoria jest dlatego, ze proboje tlumaczyc rzeczy tak skomplikowane, ze narzedziami, jakie mamy w tej chwili, objac ich nie sposob. I tyle. A twierdzenie, ze tylu rzeczy nauki scisle jeszcze nie wytlumaczyly, wiec nie nalezy zajmowac sie niczym bardziej skomplikowanym, zanim sprawy fundamentalne nie zostana wyjasnione, to owszem, pieknie wyglada w teorii, ale powiedzcie Kopernikowi, ze bez sensu gapi sie w niebo, skoro jeszcze nauka nie wyjasnila mechanizmu dzialania jego zmyslu wzroku... Co nie znaczy, ze wspieram socjobiologie, raczej czekam na jej jednoznaczna weryfikacje. A swoja droga, jesli z jednej strony genetycy proboja wszystko tlumaczyc genotypem, to z drugiej strony psychologia robi cos dokladnie odwrotnego, probojac doszukiwac sie np. w chorobach takich jak nowotwory przenoszenia napiec psychicznych w sfere somatyczna. Ale zakladam, ze o psychologii nie warto wspominac, bo to tez nauka nie jest, a poniewaz tak wielu fundamentalnych problemow nauki scisle jeszcze nie wytlumaczyly, jakim prawem zajmowac sie w ogole czyms tak zawilym, jak psychika? Pozdrawiam (Muzykanta w szczegolnosci) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Muzykant WIEDZA czy MROK? IP: *.chello.pl 06.02.02, 12:31 Gość portalu: bchem napisał(a): > A niezbyt mocna ta teoria jest dlatego, ze > proboje tlumaczyc rzeczy tak skomplikowane, ze narzedziami, jakie mamy w tej > chwili, objac ich nie sposob. A wiec nie jest w stanie niczego udowodnic! To czyste spekulacje. > I tyle. A twierdzenie, ze tylu rzeczy nauki > scisle jeszcze nie wytlumaczyly, wiec nie nalezy zajmowac sie niczym bardziej > skomplikowanym Zajmowac sie Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bchem Re: WIEDZA czy MROK? IP: 61.121.114.* 07.02.02, 03:53 O.K., w sumie wielkich roznic w pogladach nie widze, moze najprosciej byloby zastapic slowo "teoria" okresleniem "hipoteza" i zwyczajnie nie zwracac uwagi na zbyt daleko idace wnioski (te tlumaczace wszystko w szczegolnosci), bo od hipotezy do dowodu droga dluga, a zawsze znajdzie sie masa ludzi, ktorzy beda belkotac o "rewolucyjnych osiagnieciach nowej teorii". Tym niemniej trudno nie rozumiec dazenia do stawiania hipotez mogacych tlumaczyc jak najwiekszy kawalek obserwowanego swiata, nawet, jesli jest to proba tlumaczenia rzeczy zbyt skomplikowanych, zeby za pomoca aktualnie dostepnej metodyki mozna bylo to ugryzc. Ale w takim wypadku rzeczywiscie mamy do czynienia ze spekulacja. Nawiasem mowiac, w tym watku sporo kreci sie wokol genow, co jest chyba efektem poszukiwania mechanizmow lezacych u podstaw dyskutowanej teorii (tak jak ja to rozumiem, socjobiologia = rola doboru naturalnego w ksztaltowaniu zachowan i ewolucji spolecznej). Poniewaz u podstaw doboru lezy selekcja, jej przedmiotem jest fenotyp, a ten w duzym stopniu zalezy od genotypu, przejscie bezposrednio do zaleznosci genotyp > behawior wydaje sie uzasadnione. (to tak na marginesie, ale mysle, ze trzeba to bylo rozjasnic). A co do psychologii - ("Psychologia jest nauka humanistyczna i zachowuje sie tak.") - psychologia nie zachowuje sie tak, jak nauki humanistyczne, a przynajmniej przestala sie tak zachowywac mniej wiecej od czasow Zygmunta F., kiedy to wprowadzono do niej metodyke nauk przyrodniczych (eksperyment). Tylko dzieki temu w nieco juz zardzewialej psychologii zaczal sie duzy postep, a w naukach przyrodniczych to wlasnie byl czas wielkiego przyspieszenia. Ale to znow tylko na marginesie. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: thrundui Re: SŁABE PKTY TEORII SOCJOBIOL. - BŁAGAM, POKAŻCIE! IP: 157.25.125.* 06.02.02, 12:31 Z tego co gdzies tam przelecialo mi przed oczami to socjobiologia nie zajmuje sie wyjasnianiem zachowan osobnikow w oparciu o jego geny. Celem socjobiologii jest tworzenie modeli kultur w oparciu o teorie gier ewolucyjnych. Geny maja co najwyzej posrednie znaczenie jako mechanizm kodowania strategii. Dzieki socjobiologii twierdzenie, ze na zachowanie wplywaja nie tylko geny ale tez srodowisko czy kultura nie jest najwlasciwsze, bo socjobiologia twierdzi, ze geny (jako kod strategii) wplywaja tez na kulture i srodowisko. W socjobiologii mozna wszystko ale nie dlatego, ze stosuje ona wartka narracje, ale poniewaz ilosc rownowag nawet w prostej grze jest bardzo wielka. Wzrasta ona bardzo szybko przy przejsciu do gier powtarzanych rozwazanych w socjologii i gier z niepelna informacja. Dodatkowo ilosc rownowag jest rozmnozona przez dowolnosc specyfikacji czegos jak dynamika replikatora. Dowolnosc ta jest jednak dosc iluzoryczna. Celem wszystkich nauk spolecznych nie jest moc predykcyjna (bo nie ma eksperymentu a ilosc danych empirycznych jest niewielka i przez to latwo jest zlowic model) a konstrukcja modeli, ktore cos wyjasniaja lub maja fajne wlasnosci (np w ekonomii wiele modeli jest budowana i analizowana w zupelnym oderwaniu od rzeczywistosci). Dowolnosc modeli jest silnie ograniczona przez regule, ktora odrzuca modele bardziej skomplikowane. Model prostrzy z definicji jest lepszy nawet gdy ma gorsze wlasnosci z kontaktem z rzeczywistoscia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Alex Re: SŁABE PKTY TEORII SOCJOBIOL. - BŁAGAM, POKAŻCIE! IP: 193.0.117.* 07.02.02, 16:43 Socjobiologia wzbudza olbrzymie emocje. Ale jak każda teoria naukowa podlega weryfikawalności. I jak na razie wychodzi dosyć obronną ręką. Przynajmniej w dużym przybliżeniu. Wyrokowwać czy fenotyp czy genotyp ma wpły na ceche jest bardzo trudno. Dlatego dla socjobiologów ważne jest tak bardzo wyniki pochodzącego od naturalnych klonów (bliźniaków), rozdzielonych we wczesnym dzieciństwie i oddanych do rodzin o różnym statusie materialnym itp. One potwierdzają punkt widzenia socjobiologów Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Stefan Re: SŁABE PKTY TEORII SOCJOBIOL. - BŁAGAM, POKAŻCI IP: *.zaspa.gda.pl 07.02.02, 17:53 Moja wiedza o socjobiologii pochodzi z czterech czy pieciu przeczytanych ksiazek popularno-naukowych, napisanych przez czolowych socjobiologow. Nie jestem biologiem, wiec moje watpliwosci moga wynikac z ignorancji. Alex, czy Ty jestes biologiem? Alex: > One potwierdzają punkt widzenia socjobiologów Co jest w tym punkcie do potwierdzania? Moim problemem jest nieumiejetnosc znalezienia w socjobiologii czegos, co daloby sie zweryfikowac albo sfalsyfikowac. Na powierzchni mamy dzwieczne zawolania takie jak ,,jestesmy tylko futeralami na nasze geny'', ,,jestesmy sposobem przyjetym przez nasze geny, zeby wyprodukowac nowe podobne geny''. Fajne i celne hasla, tylko co tu potwierdzac albo obalac? Troche glebiej sa stwierdzenia takie jak: innppp: > Przez "socjobiologie" rozumiem koncepcje wyprowadzania rozmaitych ludzkich > zachowan wprost z genetyki. bchem: > socjobiologia = rola doboru naturalnego w ksztaltowaniu zachowan i ewolucji > spolecznej Nikt nie neguje calkowicie wplywu genow i doboru na zachowania ludzkie i na ksztalt spoleczenstw. Wobec tego te stwierdzenia bez podania jakiejs miary wplywu genow tez nie daja sie zweryfikowac ani sfalsyfikowac. Jeszcze glebiej jest juz zwykly poczciwy ewolucjonizm, ktory cenie i kocham, ale wszedl mi juz tak gleboko w kosci, ze nie potrafie sie nim na nowo zachwycic. Czym wiec odroznia sie socjobiologia od tradycyjnego ewolucjonizmu oprocz dowcipnych stwierdzen? Alex: > I jak na razie wychodzi dosyc obronna reka. O blizniakach wiem malo. Ale oprocz blizniakow jest jeszcze jedna rzecz, ktora socjobiologowie rachowali. W celu wyjasnienia altruizmu liczyli procenty pokrewienstwa (Hamilton). Jesli samce maja tylko jeden komplet chromosomow, to rodzenstwo jest silniej spokrewnione niz rodzice z dziecmi. To podobno tlumaczy, czemu pszczoly robotnice wyrzekaja sie wlasnych dzieci a zamiast tego pomagaja krolowej (swojej siostrze) przy jej dzieciach. Teoria Hamiltona jest sztandarowym argumentem socjobiologow, ze maja racje (chociaz ja ciagle nie wiem, w czym). Z 4 gatunkow (czy rodzajow? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: thrundui Re: SŁABE PKTY TEORII SOCJOBIOL. - BŁAGAM, POKAŻCI IP: 157.25.125.* 07.02.02, 18:55 > Co jest w tym punkcie do potwierdzania? Moim problemem jest nieumiejetnosc > znalezienia w socjobiologii czegos, co daloby sie zweryfikowac albo > sfalsyfikowac. Ale tak sie nie robi w naukach spolecznych. Socjobiologia zajmuje sie rownowaga na poziomie wielkiej liczby osobnikow. W takich warunkach o eksperyment bardzo trudno. Ilosc danych jest wiec bardzo ograniczona. Mozna wiec zrobic model idelanie zgodny z rzeczywistoscia poprostu lowiac go - testowac wiele modeli z wieloma parametrami. A priori wiec kazda teoria i najdziksze zalozenia moga byc idealnie zgodna z rzeczywistoscia. W takiej sytuacji aby nie popasc w absurd identyfikacji modelu prawdziwego naklada sie bardzo silne ogranizczenia na zbior modeli dopuszczalnych. Rozwoj modeli i zdobywanie wiedzy nastepuje w ten sposob, ze poszukuje sie najprostrzego modelu ktory generuje dane zjawisko. Sprawdza sie jak zalozenia wplywaja na wynik. Problem typu trade off miedzy dokladnoscia a prostota dokonuje sie w sposob raczej arbitralny, ale modele bardziej skomplikowane sa akceptowane raczej dopiero, kiedy wiele modeli prostrzych poleglo. Zagadnienie falsyfikacji nie jest tu takie istotne, bo zalozenia modelu same z siebie sa czesto falszywe. Tutaj mamy do czynienia nie z falsyfikacja zupelna - jeden wynik sprzeczny i koniec. Model mozna uznac za sfalsyfikowany tylko, gdy jest jawnie sprzeczny z rzeczywistoscia a nie tylko w jakims stopniu sprzeczny. Dominuje raczej konwencjonalizm niz czysta falsyfikacja. Nie jest to jednak wada a zaleta. > Nikt nie neguje calkowicie wplywu genow i doboru na zachowania ludzkie i na > ksztalt spoleczenstw. Wobec tego te stwierdzenia bez podania jakiejs miary > wplywu genow tez nie daja sie zweryfikowac ani sfalsyfikowac. Nie da sie z zupelnie innego powodu. Przyjmuje sie, ze sa dwa zrodla wplywu - geny i srodowisko. Tyle tylko, ze srodowisko to jest jakas rownowaga typu nash czy ewolucyjna stabilnosc miedzy ogromna iloscia osobnikow. Nie mozna wiec okresloc znaczenia wplywu srodowiska, bo trzebaby mniec dokladne rozwiazanie calej rownowagi. A to jest niemozliwe. Wszystkie eksperymenty pojda do kosza bo nie rozwiazuja problemu endogenicznosci - srodowisko tez moze byc uksztaltowane przez geny. Dokladny model rownowagi jest niemozliwy ze wzgledu na brak eskperymentu i ograniczona ilosc danych. W ten sposob konwencja, ze srosowisko jest wytworem tylko i wylacznie genow jest nie do obalenia. Socjobiologia moze manipulowac rownowagami tak, aby uzyskac to co jest za oknem. Inne podejscie niz socjobiologia tez oczywiscie moze byc rownie skuteczne, tyle tylko, ze w przypadku nauk spolecznych kryterium jest uzytecznosc lub moc predykcyjna i to raczej expost niz moc predykcyjna ex ante jak w fizyce. Dobry model musi byc wiec oparty na jakiejs teorii. Socjobiologia opiera sie na teorii gier ewolucyjnych. Socjobiologia ma wlasciwie zapewniony sukces, poniewaz opiera sie na prostych zalozeniach i ze wzgledu na naturalne ograniczenia nauk spolecznych. Jedyne niebezpieczenstwo, ze nie bedzie sie dalej jej rozwijac. To nastapi tylko wtedy, gdy powstanie teoria o porownywalnie silnie ograniczajacych zalozeniach. A na razie nie ma dokladnie zadnej alternatywy oprocz narzekan, ze teoria niedobra bo nie uwzglednia czynnika spirytualistycznego czy innej rownie niejasnej istoty. > Czym wiec odroznia sie socjobiologia od tradycyjnego ewolucjonizmu oprocz > dowcipnych stwierdzen? Socjobiologia to teoria kultury czy spolecznosci. To zupelnie co innego niz ewolucjonizm. > O blizniakach wiem malo. ludzie zreszta nie sa w obrebie badan socjobiologii a raczej nie powinni, bo ludzie sami moga policzyc sobie rownowage nasha i nie potrzebuja replikatora, ktory im w tym pomoze. Moze w niektorych starszych ewolucyjnie czynnosciach bedzie uzyteczna ale socjobiologia w zastosowaniu do ludzi to troche naciagane. > Z 4 gatunkow (czy rodzajow? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Stefan Re: SŁABE PKTY TEORII SOCJOBIOL. - BŁAGAM, POKAŻCI IP: *.zaspa.gda.pl 07.02.02, 22:17 Musze powiedziec, Thrunduil, ze jestem juz calkiem zmylony. Kiedys twierdziles, ze falsyfikowalnosc jest JEDYNYM kryterium uznawania czegokolwiek za nauke i na tej podstawie odmawiales naukowosci matematyce. Teraz gladko uzywasz slowa ,,nauka'' w kontekscie nauk spolecznych jednoczesnie zwalniajac je calkowicie z wymogu falsyfikowalnosci ich tez. Ja uwazam niektore nauki spoleczne za bardzo porzadne. Np. socjologia ma swoja metodologie, ktora mnie przekonuje. Wbrew temu, co piszesz o naukach spolecznych, daje sie w niej zrobic badanie lub obserwacje, kryterium prawdy stanowia wyniki badan statystycznych, i daje sie formulowac przepowiednie, lacznie z ocena szansy, ze sie sprawdza. A ze niektorzy socjologowie myla wlasna dziedzine z psychologia lub polityka spoleczna, to raczej swiadczy zle nie o niej tylko o nich. Thrunduil: > Socjobiologia ma wlasciwie zapewniony sukces, poniewaz opiera sie na prostych > zalozeniach i ze wzgledu na naturalne ograniczenia nauk spolecznych. Jedyne > niebezpieczenstwo, ze nie bedzie sie dalej jej rozwijac. To nastapi tylko > wtedy, gdy powstanie teoria o porownywalnie silnie ograniczajacych > zalozeniach. A na razie nie ma dokladnie zadnej alternatywy oprocz narzekan, > ze teoria niedobra bo nie uwzglednia czynnika spirytualistycznego czy innej > rownie niejasnej istoty. To nie ja narzekalem. Czniam czynnik spirytualistyczny, o ile mi ktos tu pokaze dobra nauke. A problem z rozwijaniem sie, to ona ma juz chyba od cwierc wieku. Wybuchla jak fajerwerk w polowie lat siedemdziesiatych, do polowy lat osiemdziesiatych policzono i napisano wszystko, co sie dalo na jej temat policzyc i napisac lacznie z ksiazeczkami popularno-naukowymi i artykulami w prasie codziennej, i jakos o niczym nowym od tamtych czasow nie slychac. Thrunduil: > ludzie zreszta nie sa w obrebie badan socjobiologii a raczej nie powinni I mimo to nazywasz ja nauka spoleczna? Ja sie wahalem przed uzyciem tego terminu, bo myslalem, ze jest zarezerwowany dla ludzi, a socjobiologia dotyczy wszystkich zwierzat. Czlowiek tzw. rozumny jest dla niej tylko jednym nieistotnym gatuneczkiem. - Stefan Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: thrundui Re: SŁABE PKTY TEORII SOCJOBIOL. - BŁAGAM, POKAŻCI IP: 157.25.125.* 08.02.02, 10:56 > ze falsyfikowalnosc jest JEDYNYM kryterium uznawania czegokolwiek za nauke i na > tej podstawie odmawiales naukowosci matematyce. Teraz gladko uzywasz slowa > ,,nauka'' w kontekscie nauk spolecznych jednoczesnie zwalniajac je calkowicie z > wymogu falsyfikowalnosci ich tez. Nie zwalniam z wymogu. Wszystkie wyniki sa obarczone bledem, ktory nie zbiega do zera. To jest teoria probabilistyczna. Dlatego tez trzeba troche zmodyfikowac zasade falsyfikacji. Np. przyjac, ze model jest falszywy z poziomem ufnosci 95%. Nie jest to jednak zaprzeczenie falsyfikowalnosci, bo mozna przyjac, ze np kryterium prawdy uleglo zmianie na cos probabilistycznego. > kryterium prawdy > stanowia wyniki badan statystycznych, i daje sie formulowac przepowiednie, > lacznie z ocena szansy, ze sie sprawdza. badanie statystyczne jeszcze nie wystarcza. One tylko policza korelacje a i tak nie opra sie krytyce przerzucania danych. Model moze byc testowany glownie przez ekonometrie. A z nia sa strasznie problemy, kiedy ilosc obserwacji jest skonczona. Problem ten czesciowo rozwiazala nowa ekonometria. > I mimo to nazywasz ja nauka spoleczna? Ja sie wahalem przed uzyciem tego > terminu, bo myslalem, ze jest zarezerwowany dla ludzi, a socjobiologia dotyczy > wszystkich zwierzat. Czlowiek tzw. rozumny jest dla niej tylko jednym > nieistotnym gatuneczkiem. Tworczo rozszerzylem i przeksztalcilem sobie pojecie nauk spolecznych. Moja definicja - nauki spoleczne obejmuja nauki, ktore badaja zagregowane wlasnosci duzej populacji jako calosci. W ten sposob np psychologia nie jest nauka spoleczna. Rozroznienie to jest lepsze, bo w tak rozumianych naukach spolecznych nie ma eksperymentu a przez co metoda badawcza jest zupelnie inna. W psychologii jest natomiast eksperyment, przez co jest ona nauka o zupelnie innej metodologii niz np ekonomia. Odpowiedz Link Zgłoś
innppp Re: SŁABE PKTY TEORII SOCJOBIOL. - BŁAGAM, POKAŻCI 07.02.02, 19:31 Gość portalu: Stefan napisał(a): > > Co jest w tym punkcie do potwierdzania? Moim problemem jest >nieumiejetnosc znalezienia w socjobiologii czegos, co daloby sie >zweryfikowac albo sfalsyfikowac. Ja widze nastepujace mozliwosci eksperymentow (niekoniecznie u ludzi) testujace wnioski socjobiologii (w moim rozumieniu) *Badania Blizniakow, Trojaczkow (jednojajowych), Klonow (zwierzecych) ze wzgledu na charaktery, poziom inteligencji, altruizmu, agresji, zachowania spoleczne, przy zalozeniu wzrastania w innym srodowisku. Jesli te wszystkie parametry beda bardzo podobne - bedzie to sprzyjalo tezie o genetycznych zrodlach kultury. *Statystyczne zidentyfikowanie genow odpowiedzialnych za wyzej wymienione cechy; umiejetnosc przewidzenia zachowania czlowieka (zwierzecia) ze znajomosci jego genomu; *Przeprowadzenie sztucznej ewolucji jakiegos gatunku - od aspolecznego do spolecznego; zbudowanie np. spoleczenstwa kotow, podobnego do spoleczenstwa pszczol. > tylko futeralami na nasze geny'', ,,jestesmy sposobem przyjetym przez nasze > geny, zeby wyprodukowac nowe podobne geny''. Fajne i celne hasla, tylko co tu > potwierdzac albo obalac? Trzeba oddzielic kwestie naukowe od filozficznych i metafizycznych. Naukowy jest ewolucjonizm, ktory mozna zredukowac do stwierdzenia: historia ewolucji, to historia informacji zawartej w genach, ksztaltowana przez 1) przypadki (mutacje i selekcje) 2) strukture samego DNA, RNA i bialka (spekuluje, ze niektore mutacje potencjalnie moga byc preferowane czysto chemicznie). Genotyp wywiera silny wplyw na fenotyp. Jesli ta informacje skomasowac, to powstaje haselko (ew. sloganik) ,,jestesmy sposobem przyjetym przez nasze geny, zeby wyprodukowac nowe podobne geny'', o tyle prawdziwe, o ile zgodne z ewolucjonizmem. To haslo jest jednak falszywe (lub nienaukowe) jako haslo filozoficzne. 1) Implicite stajemy sie instrumentami w rekach genow, jestesmy manipulowani. Oczywiscie to jest bzdura, bo geny w zaden bezposredni sposob nie kieruja naszymi krokami. One sa naszym planem budowy, czescia nas samych. Jak juz pisalem, nikt nie buntuje sie przeciw sile ciazenia oraz temu, ze posiada 2 nogi. 2) Okresla sens naszego istnienia jako przekazywanie genow lub wspieranie przekazywania genow w miare podobnych. To jest bzdura do kwadratu, bo sens tego wszystkiego jest przed nami po prostu zakryty. Kazdy z nas jest wolny w poszukiwaniu tego sensu. Scisly wniosek jest taki: powstalismy, bo nasi rodzice przetrwali i sie rozmnozyli. 3) Przemyca implikacje etyczne, w rodzaju "Bogac sie i mnoz, to jest najwazniejszy sens Twojego istnienia". Ewentualnie - "Zrob cos dla innych, jesli sa do Ciebie podobni". Oczywiscie, etyka oderwala sie od tych prymitywnych korzeni i pewne prawdy w niej zawarte maja charakter uniwersalny, abstrakcyjny, niezalezny od korzysci indywiduum lub grupy indywiduow. Po prostu istnieje wymiar duchowy i abstrakcyjny czlowieka, ktory nie jest zalezny od praw fizycznych i biologicznych. Nic Dawkinsowi do mojej etyki i mojego sensu. Nikt mi nie udowodni, ze np. pomagajac chorej staruszce robie to dla jakichs genow lub korzysci. Robie to dla mojego sensu. Czy ten sens jest wytworem ewolucji? Moze, ale istnieje niezaleznie od ewolucji. Tak jak skrzydlo. Skrzydlo powstalo w wyniku ewolucji, ale idea skrzydla, latania jest uniwersalna. Czy skrzydlo staje sie od swojego ewolucyjnego pochodzenia mniej przydaten do latania? Tak samo jest, jak sadze, z pojeciami Sensu, Dobra, Czlowieczenstwa. Tak wiec, tu tkwi oszustwo hasla "Jestesmy futeralem na geny". > > innppp: > > Przez "socjobiologie" rozumiem koncepcje wyprowadzania rozmaitych ludzkich > > zachowan wprost z genetyki. > bchem: > > socjobiologia = rola doboru naturalnego w ksztaltowaniu zachowan i ewolucj > i > > spolecznej > > Nikt nie neguje calkowicie wplywu genow i doboru na zachowania ludzkie i na > ksztalt spoleczenstw. Wobec tego te stwierdzenia bez podania jakiejs miary > wplywu genow tez nie daja sie zweryfikowac ani sfalsyfikowac. Mysle, ze to byly robocze definicje. Pisalem, ze prawa socjobiologii maja charakter statystyczny. > Czym wiec odroznia sie socjobiologia od tradycyjnego ewolucjonizmu >oprocz dowcipnych stwierdzen? > Boje sie, ze rozni sie tym, ze miesza w filozofie bytu z nauka w sposob oszukanczy. Dlaczego nie stwierdzic, jak Janko: "Geny doprowadzily nas do odkrycia Boga, a wiec sa jego narzedziem"? Przykro mi (ze wzgledu na to ostatnie stwierdzenie), ale obydwa stwierdzenia sa wyznaniami wiary, a nie stwierdzeniami naukowymi. Pozdrawiam goraco Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Stefan Re: SŁABE PKTY TEORII SOCJOBIOL. - BŁAGAM, POKAŻCI IP: *.zaspa.gda.pl 07.02.02, 21:56 innppp: > Jesli te wszystkie parametry beda bardzo podobne - bedzie to sprzyjalo tezie o > genetycznych zrodlach kultury. Alez tezy, ze geny maja JAKIS wplyw na kulture, nikt nie kwestionuje. Gdyby nasze genetycznie uwarunkowane serca byly turbinami i wobec tego wcale nie bily, to nasze piosenki o milosci musialyby byc inne, z tym kazdy sie zgodzi. Przedmiotem sporu jest jedynie ZAKRES wplywu genow na kulture. I w tej sprawie ciagle nie moge sie dowiedziec, ile tego wplywu akceptuja socjobiologowie. Na dowod, ze nawet oni nie uwazaja ze 100%, moge Ci zaraz zacytowac niejakiego Barasha o autonomii, jaka wszechwladne geny pozostawiaja fenotypom i ich spolecznosciom, oczywiscie wylacznie we wlasnym samolubnym interesie. No wiec co oni takiego twierdza? innppp: > 2) Okresla sens naszego istnienia jako przekazywanie genow lub wspieranie > przekazywania genow w miare podobnych. To jest bzdura do kwadratu, bo sens tego > wszystkiego jest przed nami po prostu zakryty. Kazdy z nas jest wolny w > poszukiwaniu tego sensu. No, ostroznie Expercie. Zaraz Thrunduil Ci udowodni, ze i tak nie masz zadnej wolnej woli a sytuacja bedzie o tyle inna niz zwykle, ze ja go czesciowo popre. Wolna wola jest trudnym problemem i lepiej w dyskusji o uwarunkowaniach genetycznych nie przyjmowac za pewnik, ze jestem wolny, poniewaz czuje sie wolny. Lepiej powiedziec: nie wiem, czy jestem wolny, wydaje mi sie ze tak. Ale pozwol ze teraz ja zademonstruje Ci rozumowanie w stylu socjobiologicznym poddajace sie (chyba) weryfikacji. Otoz w normalnych warunkach i tak nie przekazujemy potomkom dokladnej kopii wlasnych genow, bo musimy pojsc na kompromis z partnerem seksualnym, ktory(a) tez ma cos do przekazania. Wychodzi mniej wiecej pol na pol. Raczej kiepsko, ale poki nie da sie lepiej, to trudno. Tylko wlasnie ze sie da, przez kazirodztwo. Jesli moi rodzice nie byli spokrewnieni, to z wlasna siostra mam srednio 50% genow wspolnych. Z naszym wspolnym dzieciakiem bede mial wiec 75% genow wspolnych. Czyli wlasna pule genetyczna przekaze znacznie pelniej. Jesli nasi rodzice byli spokrewnieni, to rachunek wychodzi jeszcze korzystniej. Tak, wiem ze nasze potomstwo bedzie troche zdegenerowane, wiec slabiej przezywajace, ale w takim razie mamy do czynienia z dwoma przeciwstawnymi imperatywami: ,,zen sie z wlasna siostra, zeby przekazac wiecej wlasnych genow'' oraz ,,zen sie z obca samica, zeby przekazac mniej wlasnych genow ale w lepsze rece''. Optimum miedzy tymi imperatywami nie powinno ustalic sie dokladnie na obcej samicy, tylko troszke w kierunku siostry oraz zwiazanej z tym degeneracji (gdyby degeneracji wcale nie bylo, to siostra bylaby optymalna). Jesli tak, to mozemy w laboratorium sztucznie laczyc w pary jakies myszy czy inne drosophila melanogaster niezgodnie z ich preferencjami, tylko tak, zeby byly jak najslabiej spokrewnione. Jesli otrzymamy mniej zdegenerowane potomstwo niz w grupie kontrolnej, to wyjasnienia socjobiologow sa sluszne; jesli nie bedzie takiego efektu, to to jest pic na wode. Socjobiolodzy zajmowali sie i krewnymi, i kazirodztwem i rachunkiem ilosci wspolnych genow. Tylko jakos podchodzili do tego wszystkiego z innej strony. Nie z tej, z ktorej da sie zrobic eksperyment, tylko z tej, z ktorej skoro cos jakos jest to widac tak bylo dla genow najlepiej. Kupujesz takie samosprawdzajace sie przepowiastki? innppp: > Pisalem, ze prawa socjobiologii maja charakter statystyczny. Gdyby tak bylo, to byloby dobrze, bo COS dawaloby sie policzyc z bledem dajacym sie oszacowac. Czy mozesz mi podac przyklad statystycznego prawa socjobiologicznego? - Stefan (nieprzekonany) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bchem Re: IP: 61.121.114.* 08.02.02, 05:55 Gość portalu: rozumowanie w stylu socjobiologicznym > poddajace sie (chyba) weryfikacji. Otoz w normalnych warunkach i tak nie > przekazujemy potomkom dokladnej kopii wlasnych genow, bo musimy pojsc na > kompromis z partnerem seksualnym, ktory(a) tez ma cos do przekazania. Wychodzi > mniej wiecej pol na pol. Raczej kiepsko, ale poki nie da sie lepiej, to trudno > . > Tylko wlasnie ze sie da, przez kazirodztwo. Jesli moi rodzice nie byli > spokrewnieni, to z wlasna siostra mam srednio 50% genow wspolnych. Z naszym > wspolnym dzieciakiem bede mial wiec 75% genow wspolnych. Czyli wlasna pule > genetyczna przekaze znacznie pelniej. Jesli nasi rodzice byli spokrewnieni, to > rachunek wychodzi jeszcze korzystniej. Tak, wiem ze nasze potomstwo bedzie > troche zdegenerowane, wiec slabiej przezywajace, ale w takim razie mamy do > czynienia z dwoma przeciwstawnymi imperatywami: ,,zen sie z wlasna siostra, zeb > y > przekazac wiecej wlasnych genow'' oraz ,,zen sie z obca samica, zeby przekazac > mniej wlasnych genow ale w lepsze rece''. Optimum miedzy tymi imperatywami nie > powinno ustalic sie dokladnie na obcej samicy, tylko troszke w kierunku siostry > oraz zwiazanej z tym degeneracji (gdyby degeneracji wcale nie bylo, to siostra > bylaby optymalna). Jesli tak, to mozemy w laboratorium sztucznie laczyc w pary > jakies myszy czy inne drosophila melanogaster niezgodnie z ich preferencjami, > tylko tak, zeby byly jak najslabiej spokrewnione. Jesli otrzymamy mniej > zdegenerowane potomstwo niz w grupie kontrolnej, to wyjasnienia socjobiologow s > a > sluszne; jesli nie bedzie takiego efektu, to to jest pic na wode. To rozumowanie jest raczej opisem teoretycznej sytuacji, noz proba "socjobiologicznego" wytlumaczenia czegos. Moze zreszta nie do konca doszukalem sie tego w kwiecistosci stylu. Ale jest kilka rzeczy zwiazanych z przedstawionym problemem, ktore chyba warto wyjasnic, zwlaszcza zwiazanych z przekazywaniem dokladnych kopii wlasnych genow potomstwu (bo w ten sposob chyba w powyzszym fragmencie rozumiane jest rozmnazanie). Rola rozmnazania plciowego i w jaki sposob ten mechanizm sie wyksztalcil ciagle nie jest jednoznacznie wyjasniona, mimo powolywania sie w ktoryms z watkow (juz nie pamietam, w ktorym) na artykul popularnonaukowy w bodajze "Wiedzi i Zyciu". Ale jedna rzecz wydaje sie wyjasniona - otoz rozmnazanie plciowe zwieksza liczbe mozliwych kombinacji genow u potomstwa, obniza prawdopodobienstwo spotkania sie dwoch nieprawidlowych alleli u jednego osobnika (czyli zmniejsza szanse urwania sie transferu puli genowej do nastepnego pokolenia; z jednym prawidlowym i jednym niefunkcjonalnym moze byc O.K.). Ogolnie rzecz biorac, zwieksza wewnetrzne zroznicowanie genetyczne populacji. W zmiennych warunkach srodowiska stanowi to swietny mechanizm zabezpieczajacy populacje (powtarzam - populacje, nie osobnika) przed szkodliwymi wplywami tychze zmiennych warunkow (prosty przyklad - jesli cala populacja nie toleruje trawy A, a pozywia sie wylacznie trawa B, i wskutek zmian srodowiska trawa B zostanie calkowicie wyparta przez trawe A, cala populacja wyginie. Jesli jednak stopien tolerowania trawy B bedzie zroznicowany wewnatrz populacji, to po takiej zmianie populacja jako taka przetrwa, bo beda osobniki mogace sie ta nowa roslina odzywiac). Zwiekszona roznorodnosc w obrebie puli genowej = zwiekszone sznase na propagacje tej puli do nastepnego pokolenia (takie wymuszone zmiana warunkow otoczenia zmiany w czestosci genow w puli moga doprowadzic do specjacji, czyli wylonienia sie kiedys nowego gatunku). Natomiast partenogeneza i ogolnie rozmnazanie bezplciowe oznacza maksymalna konserwacje istniejacej puli genowej, wszystkie osobniki populacji rozmnazajacej sie w ten sposob beda mialy taki sam genotyp (abstrahuje w tej chwili od innych mechanizmow zwiekszania roznorodnosci, ale to czyniloby wyjasnienie bardziej zawilym). Innymi slowy, populacja osobnikow o takich samych genotypach jest szczegolnie wrazliwa na zmiany srodowiska, poniewaz nie istnieja w niej warianty mogace takie zmiany przetrwac, brak tej roznorodnosci i elastycznosci. Ale rozmnazanie bezplciowe jest idealnym rozwiazaniem wtedy, kedy warunki zycia sa stale i nie podlegaja wiekszym zmianom. Co wiecej, w takim ukladzie organizmy rozmnazajace sie bezplciowo maja przewage adaptacyjna nad formami dwuplciowymi, poniewaz m.in. nie traca energii na procesy nie przynoszace w stalych warunkach srodowiska zadnych korzysci. Rozmnazanie bezplciowe jest sposobem szybkiej ekspansji populacji w stabilnym srodowisku. Dlatego niektore pierwotniaki w warunkach stabilnych praktycznie wylacznie sie dziela, a gdy nastepuje istotna zmiana warunkow rosnie nagle czestosc koniugacji par osobnikow, co jest metoda na "wymieszanie", na rekombinacje dwoch podobnych genotypow (nie identycznych, chocby z powodu mutacji) co "produkuje" osobniki, ktore sa bardziej zroznicowane niz poprzednie pokolenia, a tym samym moga zapewnic ciaglosc istnienia populacji. To tyle, jesli chodzi o wyjasnienie podstaw przedstawionego w poscie rozumowania, moze teraz warto je zmodyfikowac i zobaczyc, czy cos z tego wyniknie? Bo jakos ciagle nie do konca pojmuje idee tego wywodu i co on ma wykazywac? pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
innppp Re: SŁABE PKTY TEORII SOCJOBIOL. - BŁAGAM, POKAŻCI 08.02.02, 10:45 Gość portalu: Stefan napisał(a): > innppp: > > Jesli te wszystkie parametry beda bardzo podobne - bedzie to sprzyjalo > > tezie o genetycznych zrodlach kultury. > > Alez tezy, ze geny maja JAKIS wplyw na kulture, nikt nie kwestionuje. Mysle, ze znalazlbys mnostwo takich, ktorzy twierdza, ze to wplyw marginalny. Co wiecej, sprawdzenie tego wymaga skonstruowania socjobiooogii wlasnie. Jak rozumiem, "twarda" sochobiologia twierdzi, ze ten wplyw jest decydujacy. Jeszcze 20 lat temu, to bylo zupelnie nieoczywiste naukowo. Jak rozumiem, socjobiologia zajmuje sie wlasnie gromadzeniem tych dowodow oraz znalezieniem tego stopnia. Fakt, ze przyjmujesz za oczywistosc, ze geny maja wazny wplyw na kulture jest juz powaznym jakosciowym wynikiem socjobiologii. Zanim dojda do precyzji przewidywan - np. modelu korelacji wynikow testow osobowosci u blizniat dwujajowych, potrzebuja troche czasu... > Przedmiotem sporu jest jedynie ZAKRES wplywu genow na kulture. I w tej > sprawie ciagle nie moge sie dowiedziec, ile tego wplywu akceptuja > socjobiologowie. Mysle, ze oni to wlasnie usiluja zbadac i ustalic. Nie zapominaj, ze rola czesci nauk jest tylko wyjasnianie swiata. Mozesz zadac pytanie: jak to sie stalo, ze mrowki zyja spolecznie? Jak takie tepe stworzonka wyksztalcily cos tak zlozonego? Socjobiologia, jak rozumiem, usiluje pokazac, ze da sie to wytlumaczyc w darwinowski sposob. Prostota i nieuchronnosc tych wyjasnien jest dla Ciebie wada. Nie zapominaj jednak, ze wielu ludzi bedzie bardzo silnie walczylo z tezami o genetycznym podlozu kultury, nawet z oczywistymi faktami, zeby nie pekla kolejna tama oddzielajaca czlowieka od reszty przyrody. Stad chyba cale zamieszanie: jedni bronia Okopow Swietej Trojcy, a drudzy usiluja prawem kaduka przejac "rzad dusz" i wypowiedziec "prawde o czlowieku", choc ich argumenty naukowe na to nie pozwalaja. > Na dowod, ze nawet oni nie uwazaja ze 100%, moge Ci zaraz zacytowac niejakiego > Barasha o autonomii, jaka wszechwladne geny pozostawiaja fenotypom i ich > spolecznosciom, oczywiscie wylacznie we wlasnym samolubnym interesie. No wiec > co oni takiego twierdza? > Twierdza, ze wzorce zachowan spolecznych sa przekazywane genetycznie w duzym stopniu. Jak rozumiem, roznica pomiedzy klasycznym darwinizmem a socjobiologia jest taka, ze w klasycznym darwinizmie altruizm nie byl dobrze rozumiany. Kazdy powinien byl dbac o wlasne geny, a tu nagle altruizm. Odkryciem socjobiologii jest, ze dbac mozna o geny wlasne lub im podobne. > innppp: > > 2) Okresla sens naszego istnienia jako przekazywanie genow lub wspieranie > > przekazywania genow w miare podobnych. To jest bzdura do kwadratu, bo sens > > tego wszystkiego jest przed nami po prostu zakryty. > > Kazdy z nas jest wolny w poszukiwaniu tego sensu. > > No, ostroznie Expercie. Chyba jednak na trwale pozbede sie tego nicka, bo wzbudzal piane na ustach wielu dyskutantow. Jakos wygodniej mi bez niego. Odpowiedzialnosc mniejsza, mniej stresow... > Zaraz Thrunduil Ci udowodni, ze i tak nie masz zadnej > wolnej woli a sytuacja bedzie o tyle inna niz zwykle, ze ja go czesciowo popre. > Wolna wola jest trudnym problemem i lepiej w dyskusji o uwarunkowaniach > genetycznych nie przyjmowac za pewnik, ze jestem wolny, poniewaz czuje sie > wolny. Lepiej powiedziec: nie wiem, czy jestem wolny, wydaje mi sie ze tak. Thrundui nie moze nic udowodnic, bo nie dysponuje implikacja lub logika. Ty, Stefanie, dysponujesz tymi niebezpiecznymi narzedziami i potrafisz ich uzywac. Niemniej, pokusze sie o male rozumowanie, nie oparte na zalozeniu posiadania wolnej woli. Zawsze wydawalo mi sie, ze kwestie zrodel bytu oraz sensu bytu nie podlegaja dowodom. Jesli zatem nie podlegaja, to dopuszczalne poglady na ten temat sa rozne. Zalozmy teraz, ze jestem zdeterminowany przez geny do wyboru swiatopogladu religijnego (czyli moj wybor nie jest wolny). Zalozmy ze, Pan Dawkins zas preferuje swiatopoglad materialistyczny, z tych samych przyczyn. Jesli moje geny przetrwaly do dzis, to sa tak samo dobre, jak geny pana Dawkinsa, wiec nie musze sie przejmowac jego pogladem na sens bytu. Jesli nie jestem zdeterminowany, to moge sobie wybrac taki sens, jaki chce. W tym sensie, roszczenia socjobiologii do narzucania pogladu na sens czlowieczenstwa sa nieuprawnione. > > Ale pozwol ze teraz ja zademonstruje Ci rozumowanie w stylu socjobiologicznym > poddajace sie (chyba) weryfikacji. ... > > Socjobiolodzy zajmowali sie i krewnymi, i kazirodztwem i rachunkiem ilosci > wspolnych genow. Tylko jakos podchodzili do tego wszystkiego z innej strony. > Nie z tej, z ktorej da sie zrobic eksperyment, tylko z tej, z ktorej skoro cos > jakos jest to widac tak bylo dla genow najlepiej. Kupujesz takie > samosprawdzajace sie przepowiastki? Nie moge sie wypowiedziec, czy to sa "samosprawdzajace sie przepowiastki". Po prostu nie znam prac, o ktorych piszesz. To nie byloby fair. Mysle, ze co innego pisze sie w ksiazkach popularnonaukowych, a co innego w Nature. To, co mi przelecialo przed oczami z socjobiologii spelna wymagania metodologiczne pracy naukowej. > innppp: > > Pisalem, ze prawa socjobiologii maja charakter statystyczny. > > Gdyby tak bylo, to byloby dobrze, bo COS dawaloby sie policzyc z bledem dajacym > sie oszacowac. Czy mozesz mi podac przyklad statystycznego prawa > socjobiologicznego? > Powiedzmy, ze na razie operujemy pojeciami jakosciowymi. Zaryzykuje taka teze: "Stopien kooperacji ludzi rosnie wraz ze stopniem ich pokrewienstwa genetycznego". W kazdym razie falsyfikowalna i podlegajaca testom statystycznym, choc metodologia jest bardzo zlozona (zaznaczam, ze ten przykladzik wyprodukowalem na poczekaniu, wydaje mi sie zgodny z duchem socjobiologii). Zebym byl dobrze zrozumiany: twierdze, ze mozna zrobic wynik naukowy w socjobiologii, a nie twierdze, ze wszystko, co pisza socjobiolodzy jest wynikiem naukowym. Tak wogole, to glowna mysla mojej wypowiedzi mialo byc to, zeby nie mieszac nauki z filozofia. Pozdrawiam serdecznie Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: thrudnui Re: SŁABE PKTY TEORII SOCJOBIOL. - BŁAGAM, POKAŻCI IP: 157.25.125.* 08.02.02, 11:23 > Alez tezy, ze geny maja JAKIS wplyw na kulture, nikt nie kwestionuje. Gdyby > nasze genetycznie uwarunkowane serca byly turbinami i wobec tego wcale nie bily, > to nasze piosenki o milosci musialyby byc inne, z tym kazdy sie zgodzi. > Przedmiotem sporu jest jedynie ZAKRES wplywu genow na kulture. I w tej sprawie > ciagle nie moge sie dowiedziec, ile tego wplywu akceptuja socjobiologowie. Nie wiem ile akceptuja, ale w przypadku zwierzat aby zachowac spojnosc musza przyjmowac, ze jest to 100%. Z przyczyn metodologicznych. W przypadku ludzi, sprawa ta sie komplikuje. Socjobiologia opiera sie na teorii gier. Rownowaga moze byc osiagnieta albo indukcyjnie dynamika replikatora, albo przyspieszona uczeniem sie. W przypadku prymitywnych zwierzar mozna przyjac, ze nie ma uczenia sie i calosc jest dzielem genow. Dla bardziej rozwinietych zwierzat juz tak nie mozna. Trzeba dorzucic algorytmy ucznia sie. Ale te algorytmy dla zwierzat z pominieciem ludzi tez sa dane indukcyjnie, i mozna przyjac ze sa kodowane przez geny. Geny koduja strategie uczenia sie. Dla jeszcze bardziej wyrafinowanych zwierzat moze wystepywac nawet uczenie sie strategii uczenia. Ale to znowu mozna zredukowac do genow. Dlatego tez przyjecie, ze geny generuja 100% zmiennosci nie jest ograniczajace. Jezeli widzimy mniejsze korelacje miedzy blizniakami po prostu dodajemy wiecej poziomow uczenia sie uczenia, ktorego najwyzszy jest juz sterowany przez geny. Taka konwencja jest niefalsyfikowalna a co wiecej raczej zgodna ze stanem faktycznym. > dowod, ze nawet oni nie uwazaja ze 100%, moge Ci zaraz zacytowac niejakiego > Barasha o autonomii, jaka wszechwladne geny pozostawiaja fenotypom i ich > spolecznosciom, oczywiscie wylacznie we wlasnym samolubnym interesie. No wiec > co oni takiego twierdza? Ze geny moga sterowac strategia dojscia do rownowagi nie tylko bezposrednio poprzez replikator, ale moga tez wyznaczac tylko strategie adaptacyjna. replikator bedzie tylko wspieral najlepsze strategie adaptacyjne. Moim osobistym zdaniem im bardziej roziniete zwierze tym bardziem powinno przechodzic sie do socjologii z jej normalna rownowaga nasha. > Ale pozwol ze teraz ja zademonstruje Ci rozumowanie w stylu socjobiologicznym > poddajace sie (chyba) weryfikacji. Otoz w normalnych warunkach i tak nie > przekazujemy potomkom dokladnej kopii wlasnych genow, bo musimy pojsc na > kompromis z partnerem seksualnym, ktory(a) tez ma cos do przekazania [....] > Jesli tak, to mozemy w laboratorium sztucznie laczyc w pary > jakies myszy czy inne drosophila melanogaster niezgodnie z ich preferencjami, > tylko tak, zeby byly jak najslabiej spokrewnione. Jesli otrzymamy mniej > zdegenerowane potomstwo niz w grupie kontrolnej, to wyjasnienia socjobiologow sa > sluszne; jesli nie bedzie takiego efektu, to to jest pic na wode. Ale socjobiology tak nie robia, albo nie powinni. Musisz najpierw zdefiniowac gre, wyznaczyc wyplaty, zdefiniowac replikatora i policzyc rownowage w celej populacji. Ten eksperyment niczego nie potwierdza ani nie zaprzecza. Raz, ze socjobiologia zajmuje sie rownowaga na poziomie calej populacji i pojedyncze przypadki sa zupelnie dla niej nieistotne. Dwa nawet jezeli tworczo rozszerzysz wnioski na pojedynczego osobnika musialbyc pokazac, ze strategia jakiejs myszy nie jest rownowaga. A aby to zrobic musialbys wyznaczyc jej wyplaty we wszystkich mozliwych stanach ze wszystkimi mozliwymi strategiami konkurencyjnymi. Trzy jezeli mozesz policzyc wyplaty to tylko expost a wazne sa exante. Cztery replikator nie wyznacza rownowagi zawsze. Wlasciwie to nigdy nie bedzie rownowagi na poziomie pojedynczego osobnika. Aby cokolwiek twierdzic musialbys wziasc mnostwo myszek i dla kazdej sprawdzic wszystkie mozliwosci. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bchem zamet IP: 61.121.114.* 08.02.02, 04:57 W ostatnich kilku postach zamieszanie wokol socjobiologii powiekszylo sie do tego stopnia, ze diabelnie trudno jest to wyprostowac. Chodzi o zamieszanie wynikajace z roznic w definiowaniu socjobiologii i nalozeniu sie na sensowne wywody informacji bedacych strzepkami jakichs przeczytanych czy zaslyszanych pogladow, ktore w formie przedstawionej przez niektorych dyskutantow dodaja atmosfere absurdu do calej dyskusji, a w ten sposob trudno dojsc do czegos sensownego. Postaram sie wyprostowac kilka informacji laczac kilka poprzednich postow i dodaja co nieco od siebie(dla wyjasnienia, jestem biologiem, choc akurat ewolucjonizm malo mnie interesuje). Alex: "Wyrokowac czy fenotyp czy genotyp ma wplyw na ceche jest bardzo trudno." Niezrozumienie pojec "fenotyp" i "genotyp", "cecha" to wlasnie fenotyp. "Dlatego dla socjobiologow wazne jest tak bardzo wyniki pochodzacego od naturalnych klonow (blizniakow), rozdzielonych we wczesnym dziecinstwie i oddanych do rodzin o roznym statusie materialnym itp. One potwierdzaja punkt widzenia socjobiologow" Rzeczywiscie, wyniki takich obserwacji potwierdzaja w bardzo duzym stopniu hipoteze, ze genotyp determinuje behawior w wystarczajaco duzym stopniu, zeby traktowac to powaznie (niektore, powtarzam, niektore z takich rozdzielonych par wykazuja tak daleko idace podobienstwo w sferze zachowania, ze nie mozna tego ignorowac, a jedynym wyjasnieniem, jakie w tej chwili nauka moze zaoferowac, to "zakodowanie" wzorcow zachowan, jakiegos "szkieletu behawioralnego" majace miejsce przed rozdzieleniem rodzenstwa, a tylko genotyp jest sensownym kandydatem na nosnik tego kodu). Stefan: "Nikt nie neguje calkowicie wplywu genow i doboru na zachowania ludzkie i na ksztalt spoleczenstw. Wobec tego te stwierdzenia bez podania jakiejs miary wplywu genow tez nie daja sie zweryfikowac ani sfalsyfikowac. Jeszcze glebiej jest juz zwykly poczciwy ewolucjonizm, ktory cenie i kocham, ale wszedl mi juz tak gleboko w kosci, ze nie potrafie sie nim na nowo zachwycic. Czym wiec odroznia sie socjobiologia od tradycyjnego ewolucjonizmu oprocz dowcipnych stwierdzen?" Wplyw genow na zachowanie jest niepodwazalny, problem polega na niemozliwosci okreslenia jego stopnia. Socjobiolog (nawiedzony socjobiolog) powie, ze taki wplyw siega 100%, z czym intuicyjnie zaden genetyk sie nie zgodzi. Wiec jest tutaj podanie miary, i w takim ujeciu socjobiologia jest bzdura. Socjobiologia "umiarkowana" natomiast, to tylko pogranicze genetyki, ewolucjonizmu i socjologii, i nic niezwyklego czy bulwersujacego w niej nie ma (przez umiarkowanie rozumiem akceptowanie determinizmu genetycznego, jesli mozna taka nazwa sie posluzyc, z wplywem srodowiska jako istotnym czynnikiem modulujacym). W tym ujeciu "socjobiologia tlumaczaca wszystko" bylaby tylko szumem (dez) informacyjnym wokol genetyki i ewolucjonizmu. "Tradycyjny" ewolucjonizm zajmuje sie fenotypem (w jaki sposob ryby wyksztalcily pletwy), socjobiologia zajmuje sie ewolucja zachowan zwierzat i ludzi, w tym drugim przypadku zajmuje sie rowniez ewolucja zachowan spolecznych, a wiec tez szeroko rozumianej "kultury". "W celu wyjasnienia altruizmu liczyli procenty pokrewienstwa (Hamilton). Jesli samce maja tylko jeden komplet chromosomow, to rodzenstwo jest silniej spokrewnione niz rodzice z dziecmi. To podobno tlumaczy, czemu pszczoly robotnice wyrzekaja sie wlasnych dzieci a zamiast tego pomagaja krolowej (swojej siostrze) przy jej dzieciach. Teoria Hamiltona jest sztandarowym argumentem socjobiologow, ze maja racje (chociaz ja ciagle nie wiem, w czym). Z 4 gatunkow (czy rodzajow? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Stefan Re: zamet IP: *.zaspa.gda.pl 08.02.02, 13:03 bchem: > jestem biologiem No, nareszcie fachowiec... (Szkoda, ze Twoj post ucielo. GW ma jakies ograniczenie na dlugosc postow i rznie bez ostrzezenia. Dobrze miec wlasna kopie, i w razie czego wyslac kontynuacje ponownie). Przepraszam za kwiecisty styl, nie umiem uzywac Twojej fachowej terminologii. Sprobuje powtorzyc prosto, chociaz ciagle nie fachowo, o co mi chodzilo z tym kazirodztwem. Otoz dostepne mi ksiazeczki pisane przez socjobiologow twierdza dosyc stanowczo, ze kazda JEDNOSTKA postepuje w interesie ,,fitness''-u SWOICH genow i odzegnuja sie od pogladu, ze to samo mogloby sie dziac na poziomie grup czy populacji. To znaczy jednostki dzialaja w interesie grupy tylko do tego stopnia, do jakiego maksymalizuje to ilosc i szanse przetrwania ich osobistych genow. TO NIE JEST MOJ POGLAD, ja go uwazam za nieudowodniony postulat, ale tak pisza. Rozmnazanie dwuplciowe wydaje mi sie dosc kiepskim sposobem na przekazywanie wlasnego genotypu, bo rozrzedza go wykladniczo: dwukrotnie na kazde pokolenie. Ma sens, jesli idzie o pule genowa populacji. Nie ma sensu jesli idzie o osobisty sukces reprodukcyjny jednostki. W moim przykladzie przywolalem kazirodztwo zamiast rozmnazania bezplciowego, dlatego zeby miec wieksza ilosc mozliwosci posrednich miedzy przekazaniem 50% genow (jak w przypadku dwuplciowym) a przekazaniem 100% genow (jak w przypadku bezplciowym). Jesli realizowanym przez jednostke celem jest wyprodukowanie mozliwie wielu mozliwie wiernych kopii swojego genotypu z mozliwie dobrymi rokowaniami na przyszlosc (jak twierdza socjobiolodzy), to ta jednostka podlega dwom przeciwstawnym tendencjom: (1) chec przekazania wielu wlasnych genow, co najlepiej zrobic bezplciowo (albo kazirodczo), oraz (2) chec poprawienia stanu puli genetycznej calej populacji, co najlepiej zrobic niekazirodczo. Wedlug socjobiologii, w naszych wyborach nieswiadomie staramy sie zoptymalizowac samolubny interes genow. Takie optimum lezy gdzies pomiedzy (1) i (2), na pewno nie dokladnie w (2). Wiec powinienem sklaniac sie ku wlasnej siostrze; a jesli czynnik (2) jest silniejszy niz myslalem, to moze ku siostrze ciotecznej. Ale nie ku supermodelce z innego kontynentu. Chyba ze czynnik (2) jest dominujacy, czyli ze powoduje mna altruizm w stosunku do calej ludzkosci, czemu znani mi socjobiolodzy zaprzeczaja. bchem: > Socjobiologia "umiarkowana" natomiast, to tylko pogranicze genetyki, > ewolucjonizmu i socjologii, i nic niezwyklego czy bulwersujacego w niej nie ma Czy to znaczy, ze socjobiolodzy umiarkowani nie pisza ksiazek popularnych rozchodzacych sie w milionach egzemplarzy? W takim razie przyznaje z pokora, ze o TEJ nauce nic nie wiem. Genetyke, ewolucjonizm i socjologie bardzo powazam. Na moja wiedze o temacie skladaja sie ze dwie lub trzy ksiazeczki Dawkinsa, jedna Barasha, jedna Williamsa, cos Wilsona. Poza tym wzmianki o socjobiologii w kilku innych ksiazkach poswieconych niedokladnie jej (Gould, Diamond, Ryszkiewicz). Na ich podstawie uwazalem socjobiologie za punkt widzenia, ew. filozofie poznawcza, bardzo cenna i dajaca do myslenia; ale nie za cos, co mozna bezposrednio zweryfikowac lub sfalsyfikowac. Ten obraz nie musi byc zgodny z rzeczywistoscia, bo nie jestem fachowcem. Jesli mi go zmienisz, to mnie to wzbogaci. - Stefan Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bchem Re: zamet IP: 61.121.114.* 12.02.02, 06:39 A niech to, faktycznie nie wzialem pod uwage tego ograniczenia i urwalo mi dosc istotny kawalek tekstu... Ale dyskusja poszla do przodu i nie ma co wracac do zgubionych watkow. ) Otoz dostepne mi ksiazeczki pisane przez socjobiologow twierdza ) dosyc stanowczo, ze kazda JEDNOSTKA postepuje w interesie ,,fitness''-u SWOICH ) genow i odzegnuja sie od pogladu, ze to samo mogloby sie dziac na poziomie grup ) czy populacji. Tutaj musze jeszcze raz powiedziec, ze chociaz niektore elementy tej dyskusji sa przedmiotem mojego wyksztalcenia i zawodu, to ewolucjonista nie jestem i np. z takim pogladem jak wyzej sam staralbym sie polemizowac, jako ze zawsze mnie uczono, ze w ewolucji gatunkow operuje sie raczej pojeciem "pula genowa" a pojedynczy osobnik tylko w bardzo szczegolnych przypadkach moze miec wplyw na ksztaltowanie sie nowego gatunku. W zmatematyzowanym ewolucjonizmie operuje sie czestosciami genow w populacji. Oczywiscie przekazanie genow przez pojedyncze osobniki nastepnym pokoleniom jest elementem ksztaltujacym dynamike zmian czestosci genow w puli populacji, a wiec w tym sensie kazda jednostka dziala w interesie swoich genow ("przetrwac, przekazac geny potomstwu"), ale powstawanie nowych gatunkow odbywa sie na poziomie populacji i rozpatrywanie tego zjawiska na poziomie osobniczym raczej nie ma sensu. A ewolucjonizm zajmuje sie wlasnie powstawaniem gatunkow, stad koniecznosc przeniesienia rozwazan na grupy. I tutaj trzeba chyba odrozniac rozwazania dotyczace czlowieka od zjawisk zwiazanych z gatunkami, ktore nie wyksztalcily niczego takiego jak "kultura". Poniewaz czym innym jest altruzim mrowek, czym innym ludzi. Mrowka-robotnica nawet po dodaniu swiadomosci, rozumu i czego tam jeszcze nie bedzie zdolna do zrezygnowania z dzialan na korzysc sukcesu grupy po to, zeby zajac sie wlasna reprodukcja, a wiec zaczac dzialac na korzysc wylacznie wlasnych genow - po prostu w tym przypadku konstrukcja genetyczna mrowki-robotnicy na to nie pozwala, brak funkcjonalnego ukladu rozrodczego w szczegolnosci. A wiec robotnice wyksztalcily sie w toku ewolucji w trakcie zmian jakim podlegaly podgrupy w pierwotnych, rodzinnych grupach, na skutek specjalizacji funkcji i selekcji operujacej na mutacjach zmieniajacych ta konkretna podgrupe w kaste najlepiej sluzaca interesie grupy. Selekcja nastepowala tutaj na poziomie grupy (kolonii); wieksza konkurencyjnoscia cechowaly sie te grupy, w ktorych robotnice mniej czasu poswiecaly na kopulacje, a wiecej na zbieranie pokarmu, bardziej dynamiczne byly te grupy, w ktorych na skutek mutacji w kamorkach rozrodczych krolowej pojawialy sie osobniki z nieco "za duzymi" zuwaczkami, ktore mniej efektywnie zbieraly zywnosc, ale za to bardziej efektywnie bronily kolonie przed wrogami, itd, itd. I tu caly czas mamy do czynienia z "czystym" ewolucjonizmem, choc ze szczegolnym przypadkiem ewolucji, bo wewnetrzne zroznicowanie populacji zamiast do wyodrebniania sie nowego gatunku prowadzi do powstania kast spolecznych (gdyby robotnice byly aktywne rozrodczo mogloby dochodzic do specjacji). Natomiast "ewolucja" zachowan spolecznych u czlowieka, to zupelnie inna para kaloszy, i to, ze zajmuje sie tym dyscyplina stojaca dwoma palcami jednaj nogi na pograniczy ewolucjonizmu jeszcze nie znaczy, ze sam proces ma cokolwiek wspolnego z mechanizmami ewolucji w rozumieniu powstawania gatunkow. Raczej jest to postawienie kwestii w taki sposob: "a moze nasze spoleczenstwo ma cos wspolnego z mrowkami?". I tu zaczyna sie zabawa z analogiami i proba przeniesienia mechanizmow, ktore doprowadzily do wyksztalcenia spoleczenstw owadow na ewolucje spoleczenstw H. sapiens. Ale to nie zawsze chce dzialac. Socjobiologia z pewnoscia zajmuje sie czyms, co jest warte badania i wyjasnienia, trudno temu zaprzeczyc. Caly problem polega na tym, ze z koniecznosci jest to dyscyplina dzialajaca na pograniczu nauk, ktore juz oddzielnie zajmuja sie rzeczami skomplikowanymi i np. genetyk molekularny nie pogada sobie z kims zajmujacym sie ewolujonizmem na poziomie teorii mutacji neutralnych Kimury, bo musialby zaczac od poczatku studia i przez pare lat wglebiac sie w matematyke. A dodajac do tego socjologie czy co tam jeszcze jest konieczne dla socjobiologii otrzymujemy "nauke" nie dosyc, ze bezksztaltna, bo jej granice bardzo trudno wyznaczyc, ale na dodatek majaca problemy z udowadnianiem czegokolwiek. A to z tej przyczyny, ze rozwazania tutaj musza nie tylko wynikac z glebokiej wiedzy o socjologii, genetyce klasycznej i molekularnej, ewolucjonizmie klasycznym i neodarwinizmie (kto sie tym zajmuje? geniusze?), ale jeszcze dowody musza przekonywac "specjalistow" od kazdej z tych dziedzin z osobna. I tu sa tylko same problemy - bo socjobiolog nigdy nie bedzie mial takiej wiedzy, jak genetyk molekularny wyspecjalizowany w biochemii kwasow nukleinowych czy socjolog zajmujacy sie cale zycie jakims szczegolnym zagadnieniem z zakresu np. ksztaltowania kultury przez zjawiska naturalne czy religie. Wiec jesli jedna osoba pisze prace czy wrecz ksiazki, w ktorych tlumaczy zagadnienia obejmujace duza czesc tych wielu dziedzin, to musi wzbudzac nieufnosc specjalistow. Zmierzam do tego, ze nie moze istniec ktos taki jak "socjobiolog", tylko praca interdyscyplinarnych zespolow ma tu jakis sens. Wiec odsiewajac z calej dyskusji kontrowersje dotyczace pogladow jakiegos Dawkinsa czy kto by to nie byl, pozostaje bardzo malo rzeczy na tyle powaznych, by mogl je zaakceptowac specjalista w ktorejs z wymienionych dziedzin. Dlatego w dalszym ciagu traktuje socjobiologie jako kielkujaca nauke, ktorej hipotezy sa warte weryfikacji (i mozliwe do weryfikacji), ale z pewnoscia nie wspieram pogladow, ktore sa tylko popularyzatorskim odbiciem prawdziwych problemow. A dyscyplina, ktora nie jest zbyt dobrze zdefiniowana i zajmuje sie "wszystkim" to zawsze w 99% zlew do ktorego splywaja wszelkie pseudofilozoficzne bzdury. Co nie znaczy, ze ten pozostaly 1% nie jest wart dyskusji. )Jesli realizowanym przez jednostke celem jest wyprodukowanie ) mozliwie wielu mozliwie wiernych kopii swojego genotypu z mozliwie dobrymi ) rokowaniami na przyszlosc (jak twierdza socjobiolodzy), itd., itd... Wracajac do pojecia puli genowej populacji zamieniamy "wyprodukowania ...wiernych kopii genotypu" na "zapewnienie stalej czestosci genow w populacji" i to powinno wystarczyc, zeby miec obraz ciut bardziej poprawny. W rzeczywistosci populacja musi dostosowywac sie do zmiennych warunkow srodowiska, stad wyzszosc rozmnazania plciowego, o czym pisalem wczesniej (przekazywanie dokladnej kopii genow, czy pelna stabilizacja puli genetycznej nie jest korzystne). Rozmnazanie plciowe to nie jest tak do konca przekazywanie potomstwu 50% swoich genow. Cecha w najprostszym przypadku warunkowana jest przez gen majacy dwa allele - jeden matczyny, drugi ojcowski. Np. niech "A" bedize allelem warunkujacym czerwona barwe kwiatu, a "a" allelem warunkujacym barwe biala. Podstawa mechanizmu warunkujacego barwe bedzie np. bialko "A" produkowane przez allel "A", odpowiedzialne za synteze czerwonego barwnika; wtedy allel "a" moglby byc mutantem, produkujacym bialko "a" niezdolne do syntezy barwnika. Wiec rozmnazanie plciowe bedzie polegalo na tasowaniu wariantow AA, aa, Aa, np. ojciec AA i matka aa dadza potomstwo o barwie kwiatow rozowej (100% Aa, zmniejszona synteza barwnika w stosunku do pelnej w przypadku AA i zupelnego braku u aa). Wiec przyklad nie oddawal istoty rozmnazania, zwlaszcza z nieprecyzyjnym pojeciem "poprawienia stanu puli genetycznej calej populacji", bo w ukladzie, gdzie mamy do czynienia ze zmiennymi warunkami srodkowiska za poprawe mozna uznac tylko zwiekszanie roznorodnosci, a wiec bynajmniej nie przekazywanie genow w stanie niezmienionym. ) bchem: ) ) Socjobiologia "umiarkowana" natomiast, to tylko pogranicze genetyk Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bchem Re: zamet cd IP: 61.121.114.* 12.02.02, 06:40 cd: > bchem: > > Socjobiologia "umiarkowana" natomiast, to tylko pogranicze genetyki, > > ewolucjonizmu i socjologii, i nic niezwyklego czy bulwersujacego w niej ni > e ma > > Czy to znaczy, ze socjobiolodzy umiarkowani nie pisza ksiazek popularnych > rozchodzacych sie w milionach egzemplarzy? W takim razie przyznaje z pokora, z > ze o TEJ nauce nic nie wiem. Genetyke, ewolucjonizm i socjologie bardzo powazam. > Przez "socjobiologow umiarkowanych" wlasciwie rozumiem naukowcow starajacych sie wykraczac poza swoja specjalizacje w zakresie, o jakim wspomnialem wyzej. Za "radykalnych" uwazam raczej niezrealizowanych pisarzy SF z ambicjami bardziej F niz S. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: thrudnui Re: zamet cd IP: 157.25.125.* 12.02.02, 11:29 > Przez "socjobiologow umiarkowanych" wlasciwie rozumiem naukowcow starajacych > sie wykraczac poza swoja specjalizacje w zakresie, o jakim wspomnialem wyzej. > Za "radykalnych" uwazam raczej niezrealizowanych pisarzy SF z ambicjami > bardziej F niz S. ja odwazylbym sie postawic hipoteze, ze jezeli socjobiologia przetrwa jako nauka to tylko socjobiologia skrajnie radykalna, geny 100% i zadnego kompromisu. Takie to juz jest niestety ograniczenie nauk spolecznych. Ograniczenia musza byc silne bo inaczej bardzo latwo mozna zrobic teorie wyjasniajaca cos tam na zasadzie wartkiej narracji. Sila koniecznosci nauki spoleczne moga byc wiarygodne tylko wtedy, gdy opieraja sie na bardzo restykcyjnych zalozeniach, ktore wlasciwie uniemozliwiaja lowienie. To jest chyba program samuelsona, noblisty z ekonomii. Tylko silne ograniczenia uniemozliwiaja upodobnienie sie teorii do estymacji nieparametrycznej. Zasada geny 100% stanowi dosc silne ograniczenie, natomiast uwzglednienie srodowiska wlasciwie umozliwia nam wszystko, bo osobnik jest czescia srodowiska, jego zachowanie plywa na nie. Dopuszczenie srodowiska umozliwi wiec modelowanie zachowan osobnikow na podstawnie ich posrednich zachowan. Podejscie skrajne jest bardzo typowe w naukach spolecznych. Najlepiej rozwinieta - ekonomia opiera sie na bardzo silnym zalozeniu, ze czlowiek tylko maksymalizuje. Pojawiaja sie takie absurdy, ze zachowanie czlowieka jest opisane przez wielki uklad rownan bellmana z kiludziesiecioma stanami. On potrafi je rozwiazac natychmiast, podczas gdy komputerom zajmuja czas porownywalny z wiekiem wszechswiata. Zalozenie to zostalo sfalsyfikowane w laboratorium ale nikt nie dopuszcza jego ograniczenia. Kiedys istnialo takze podejscie bardziej indukcyjne, ale zostalo wlasciwie wymiecione doszczetnie. O wiele bardziej sie ceni modele, gdzie decydent zyje przez dwa okresy a rzad powstaje co okres i zyje wiecznie niz jakikowiek model z aspektami adaptacyjnymi, wzietymi na podstawie wynikow badan laboratoryjnych. Nie jest jednak tak, ze tylko geny 100% stanowia silne ograniczenie. Klasyczna rownowaga nasha rozwazana w socjologii tez je stanowii. Tyle tylko, ze socjobiologia aby odroznic sie od scjologii nie moze zakladac zwyklej rownowagi. Chodzby dlatego, ze znaczenie samej dynamiki replikatora (rownowaga osiagnieta przez selekcje ewolucyjna strategii gorszych) nie jest znane. I jeszcze na koniec nauka nie ma dostarczac dowodow. Byla taka krytyka, ze socjobiologia jest zla bo niczego nie udowodnila. To nieporozumienie. Niczego nie da sie udowodnic, nic nie jest absolutnie prawdziwe. Nauka ma dostarczac tylko modele bo to jest w stanie osiagnac. Modele nie musza byc sensowne. Musza byc jednak prawdziwe wzgledem kryterium prawdy. Np uzyteczne. Przyjecie, ze istnieje jakis zwiazek miedzy modelem a prawda absolutna jest bardzo niebezpieczne, bo umozliwia argumenty w stylu ignoranta, ze wszystko jest bledne niepewne lub niepelne, bo np nie rozwiazuje np problemu przed wielkim wybuchem, czy oszacowania maja wielka wariancje. Tym samym do kosza bo prawda absolutna nie moze byc niepelna lub niepewna. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Stefan Re: zamet IP: *.zaspa.gda.pl 12.02.02, 11:30 bchem: > Dlatego w dalszym ciagu traktuje socjobiologie jako kielkujaca nauke, ktorej > hipotezy sa warte weryfikacji (i mozliwe do weryfikacji), ale z pewnoscia nie > wspieram pogladow, ktore sa tylko popularyzatorskim odbiciem prawdziwych > problemow. A dyscyplina, ktora nie jest zbyt dobrze zdefiniowana i zajmuje sie > "wszystkim" to zawsze w 99% zlew do ktorego splywaja wszelkie > pseudofilozoficzne bzdury. Co nie znaczy, ze ten pozostaly 1% nie jest wart > dyskusji. No, to chyba doszlismy do wspolnego stanowiska. Przypominam, ze watek zaczal sie od tego, ze Mary_Ann chciala wiedziec, czy musi sie zgodzic, ze jej cale Czlowieczenstwo (przez duze ,,C'') jest zludzeniem zgodnie z twierdzeniami socjobiologii, czy moze ta cala socjobiologia jest dziurawa. Mysle, ze miala na mysli ta wersje socjobiologii, ktora Ty nazywasz ,,SF z ambicjami bardziej F niz S''. Bo ta druga, powazna nauka na styku ewolucjonizmu, genetyki i socjologii, nie dostarczylaby jej takiego zludzenia. W takim razie dopracowalismy sie zgodnej odpowiedzi. - Stefan Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bchem Re: zamet IP: 61.121.114.* 12.02.02, 11:50 > W takim razie dopracowalismy sie > zgodnej odpowiedzi. > > - Stefan > Hmm, chyba faktycznie mniej wiecej tak wlasnie wyszlo. Byc moze jest tak, ze caly ten szum wokol socjobiologii wynika z tego, ze dyscyplina ta powinna raczej funkcjonowac wzdluz linii laczacych nauki, pogranicza ktorych sa jej czesciami. A tymczasem zaczela tu powstawac dziedzina wiedzy pretendujaca do funkcjonowania jako samodzielna nauka i ludzie z darem popularyzatorskim i latwoscia pisania zaczeli nazywac sie "socjobiologami" tylko dlatego, ze ich wywody maja cos wspolnego z socjologia i biologia (bo w koncu trzeba jakos nazwac to, o czym sie pisze, a jeszcze jak brzmi naukowo, to juz pelnia szczescia). Co nie znaczy, ze nie warto co nieco na ten temat poczytac, bo zastanawianie sie nad problemami bardziej ogolnymi naprawde nie jest niczym szkodliwym dla zdrowia... pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
mary_ann Re: zamet 12.02.02, 23:33 Gość portalu: Stefan napisał(a): > bchem: > > Dlatego w dalszym ciagu traktuje socjobiologie jako kielkujaca nauke, ktor > ej > > hipotezy sa warte weryfikacji (i mozliwe do weryfikacji), ale z pewnoscia > nie > > wspieram pogladow, ktore sa tylko popularyzatorskim odbiciem prawdziwych > > problemow. A dyscyplina, ktora nie jest zbyt dobrze zdefiniowana i zajmuje > sie > > "wszystkim" to zawsze w 99% zlew do ktorego splywaja wszelkie > > pseudofilozoficzne bzdury. Co nie znaczy, ze ten pozostaly 1% nie jest war > t > > dyskusji. > > No, to chyba doszlismy do wspolnego stanowiska. Przypominam, ze watek zaczal > sie od tego, ze Mary_Ann chciala wiedziec, czy musi sie zgodzic, ze jej cale > Czlowieczenstwo (przez duze ,,C'') jest zludzeniem zgodnie z twierdzeniami > socjobiologii, czy moze ta cala socjobiologia jest dziurawa. Mysle, ze miala n > a > mysli ta wersje socjobiologii, ktora Ty nazywasz ,,SF z ambicjami bardziej F ni > z > S''. Myślę, że tak - moje lektury na ten temat to Wilson, Dawkins, z polskich autorów - Szymborski, Ryszkiewicz i -w kwestii socjobiologii kultury - Biedrzycki. Bo ta druga, powazna nauka na styku ewolucjonizmu, genetyki i socjologii, > nie dostarczylaby jej takiego zludzenia. A tego wcale nie jestem pewna (o ile dobrze interpretuję, do czego odnosi się to drugie "złudzenie"). Chyba, że chodzi o wersje tak "soft", pozostawiającą tak wielki margines środowisku i in. czynnikom, ze z tego tytułu niewielki byłby z niej pożytek mierzony np. moca predykcyjna. W takim razie dopracowalismy sie > zgodnej odpowiedzi. > > - Stefan > DO WSZYSTKICH: Bardzo Wam wszystkim dziekuję za czas poświęcony tej dyskusji. Pokazaliście mi przy okazji, jak wielkie mam luki w zakresie metodologii nauk społ., jak mało wiem o teorii gier (poza paroma obiegowymi pojęciami jestem, jak się okazało, zielona). Czyli wiele pasjonujących rzeczy przede mną. Pozdrawiam wszystkich serdecznie Mary_ann pesymistka? realistka? :))) Odpowiedz Link Zgłoś