Dodaj do ulubionych

Czy w Polsce można zrobić karierę naukową?

    • Gość: facet 1 Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.wp.mil.pl 19.02.04, 14:13
      bez udziału państwa w nauce nie ma nauki, wystarczy zobaczyć jak to jest za
      Wielką Wodą i w Europie, tam państwo pomaga i odpowiednio stymuluje rozwój
      badań naukowych, u nas jest tzw. niewidzialna ręka rynku, która myję drugą ręke
      np. przedstawicielstwa zachodnich firm farmaceutycznych itd.
    • Gość: MS Okiem młodego naukowca - głos w dyskusji IP: 5.2.* / *.chello.pl 19.02.04, 14:31
      Widzę to zupełnie inaczej. Jestem doktorantem jednej z najbardziej renomowanych
      polskich uczelni, razem ze mną doktoryzuje się kilkunastu moich kolegów i
      koleżanek. Prawda jest taka, że prawie nikomu się nic nie chce. Młodzi
      doktoranci myślą tylko o wyjeździe na stypendium za granicę i o karierze, ale
      bynajmniej nie po to, by się dokształcać, czy prowadzić badania. Chodzi głównie
      o podkręcenie własnego "ego", o sposób na karierę w życiu. Kariera naukowa
      stała się po prostu modna! Każdy chce być naukowcem: jeździć po świecie i
      występować w TV jako ekspert. Prawda jest taka, że doktoranci, w tym ja, mają
      dramatyczne braki w wykształceniu ogólnym, przede wszystkim w logice, filozofii
      i w fizyce. Wiele osób uważa, że jeśli doktoryzują się np. z chemii to zwalnia
      je to z obowiązku uczenia się filozofii. Podobnie jak większość - pożal się
      Boże - humanistów, nie ma najmniejszego pojęcia o fizyce. Doktoraty to nie
      prace naukowe, ale (1) publicystyka (humaniści), (2) pseudobadania (n. ścisłe).
      Byłem świadkiem jak robi się badania w poważnym instytucie fizyki -
      obowiązywała zasada: "Panowie! Róbmy coś, liczmy, sprawdzajmy, a może do czegoś
      dojdziemy. A jak nie dojdziemy, to i tak trzeba będzie napisać, że do czegoś
      doszliśmy, bo inaczej nie dostaniemy następnych pieniędzy". To byli młodzi
      naukowcy, przyszła "elita".
      Prawda jest taka, że jeśli dopuści się tych wszystkich pseudonaukowców do
      prawdziwej kariery naukowej, za kilka lat nie będzie specjalnej różnicy między
      magistrem a doktorem. Wprowadzenie konkursów na stanowiska zaowocuje tym, że
      ludzie będą publikować co popadnie, gdzie popadnie, byle tylko mieć co wpisać w
      CV. Wszystko to gra pozorów. Nie wierzycie? Przypomnijcie sobie tzw. sprawę
      Alana Sokala albo braci Bogdanoffów. Tym właśnie kończy się otwarcie kariery
      dla wszystkich. Teraz być może "starzy" zamykają drogę do kariery "młodym", ale
      przede wszystkim tym "młodym", którzy nie powinni otrzymać nawet magistra.
      • Gość: Józef Wieczorek Re: Okiem młodego naukowca - głos w dyskusji IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 19.02.04, 16:39
        Dobrze jak się w ogóle coś widzi bo nie wszyscy widzą. Taka patalogia jak
        opisujesz zapewne istnieje i młodzi nie są tu bez winy, ale starzy także .
        Wniosek koncowy moze byc częściowo trafny, niekiedy zamyka się drogę
        kiepskim, ale częściej chyba kiepscy zamykają lepszym. Tak sądze z obeerwacji w
        renomanych ośrodkach (UJ, UW, AGH, PAN). Z moich obserwacji wynika, że czasem i
        prof nie powinni otrzymać nawet magistra. Znam takich, którzy byli slabsi od
        moich magistrantow. Nie mam co do tego watpliwości. Niestety mimo, ze znali
        nawet literaturę zachodnią slabiej od studentow (a własciwie nie znali w ogóle
        bo w obycm języku ani be, ani me, ani kuukuuryku) byli i są redaktowami
        czasopism (panowskich) sa w ok.80 szefami 'rad naukowych'. Niestety prawdziwy
        obraz 'nauki polskiej' jest slabo poznany bo nie mozna o nim pisać a nawet to
        co jest pisane na forach nie odpowiada rzeczywistości a na ogól uważane jest za
        niewiarygodne bo podpisywane pseudonimami. Z tymi, którzy się podpisują
        nazwiskami na ogól się nie dyskutuje tylko bije poniżej pasa oczywiście nie
        ujawniając nazwisk.To jest zresztą standard wyniesiony chyba z najstarszej
        polskiej Alma Mater promieniującej swoimi zasadami na calą naukową spolecznośc.
      • Gość: jacek Re: Okiem młodego naukowca - głos w dyskusji IP: *.cs.ubc.ca 19.02.04, 23:29
        Sokal - piekna sprawa. Jestem pewien, ze znalezlibysmy w Polsce sporo tego
        rodzaju nauki z jakiej Sokal zrobil sobie zart. Jego ksiazka miala sie ukazac w
        polskim ttlumaczeniu (nbodajze pod tytulem "Modne nonsensy") u Proszynskiego,
        ale jakos nie moge sie doszukac.

        Pozdrawiam

        Jacek
        • Gość: drabol Re: Okiem młodego naukowca - głos w dyskusji IP: *.bri.nrc.ca 20.02.04, 17:53
          fakt, pojechal z pseudonaukowcami spod szyldu
          humano-socjalo-nie-wiadomo-o-co-chodzi jak ze stadem .... (powiedzmy, ze owiec).

          proszynski jeszcze tego nie puscil, ale nie sadze, aby to bylo duzo wiecej niz:
          www.physics.nyu.edu/faculty/sokal/index.html
          zgadzam sie, ze w Polsce jest tego na tony. sam mysle o napisaniu czegos w stylu
          Sokala do jakiegos polskiego czasopisma.

          pozdrowienia z QC :-)
          drabol
    • toja3003 tak, mozna tylko nie stwierdzono takiego przypadku 19.02.04, 15:07
    • Gość: mozubere@mnii.gov. Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: 5.2.* / *.kbn.gov.pl 19.02.04, 15:25
      Przez blisko sześć lat ciężko studiowałam i pracowałam, aby zdobyć
      doświadczenie pozwalające mi zdobycie dobrej pracy. Przez ten czas na każdym
      kroku próbowano mi udowodnić, że te studia (archeologia) i zawód nie są dla
      mnie. A ja na przekór wszystkim byłam jedną z najlepszych- praca magisterska na
      6, obrona na 5. Potem próba dostania się na studia dokteranckie i ból z powodu
      1 punktu (szczerze mówiąc po ponad miesiącu oczekiwania na wyniki egzaminu do
      głowy przychodzą mi różne pomysły, których jednak głośno nigdy nie wypowiem).
      Później prośba o etat u Promotora, bo w końcu byłam tamtego roku jego najlepszą
      studentką i odpowiedź: "Pani jedyną wadą jest to, że jest Pani kobietą i zawsze
      może Pani zajść w ciążę. Proszę poszukać bogatego męża i archeologią zająć się
      jako hobby".

      I jak młoda, wykształcona kobieta może zrobić karierę naukową, skoro powodem
      jej odsunięcia od takiej szansy jest jej płeć, a wykształceni wydawałoby się
      ludzie posługują się anachronicznymi argumentami?

      Po roku dano mi szansę w postaci pracy, w której mam szansę rozwinąć skrzydła,
      bo tu nikt nie patrzy na płeć, wiek i wygląd, a ocenia rzeczywistą wartość
      człowieka. A jednak pozostaje niesmak i żal, że się nie udało. Bo jestem
      kobietą! Ale ja jeszcze wszystkim pokażę i zrobię dokrorat. Bo jestem kobietą!
      • Gość: aewa Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: 195.37.16.* 19.02.04, 18:18
        Nie udalo mi sie przeczytac wszystkich wypowiedzi. Z tego co zdolalam
        przyczytac wynika jednak, ze glowne tematy do narzekan to pieniadze i nepotyzm.
        Dla mnie zas to nie byly najwazniejsze powody dla ktorych zostalam w nauce za
        granica. Na razie w Europie i szczerze mowiac mam nadzieje, ze tu zostane, choc
        z praca nie jest latwo.
        W mojej dyscyplinie naukowej najwazniejszy dla mnie byl fatalny stan mojej
        wydzialowej biblioteki i brak podtstawowych czasopism w BUWie. Jasne, jesli bym
        bardzo chciala to kazda ksiazke czy artykul moge jakos zdobyc. Ale ja wole
        skupic sie na badniach i nie tracic czasu na to, zeby dotrzec do artykulu ktory
        moze mnie bedzie interesowal... Tym, ktorzy beda twierdzic, ze teraz wszystko
        jest w necie, z gory odpowiem, ze to nie prawda.
        Prawda jest tez to, ze skoro ksiazki i artykuly nie sa dostepne, to niewielu
        pracownikow naukowych je czyta. Z kim mam dyskutowac wiec o najnowszych
        ksiazkach w mojej dziedzinie?
        Ale za granica wcale nie jest raj. Jesli dostanie sie prace czy stypendium to
        dobrze, ale na ogol do 40-45 roku zycia naukowcy zyja na grantach lub
        kilkuletnich kontraktach i dopiero potem otrzymuja stale pozycje. Jesli je
        otrzymuja. Trwa ciagla wymiana, najczesciej BA robi sie gdzie indziej niz MA,
        znow w inne miejsce jedzie sie na PhD i znow w podroz na postdoca. Uwazam, ze
        wiele mi takie zmiany daly.

        A z przedmowczynia sie niestety zgadzam. Jestem kobieta i mi sie udalo, ale
        rzeczywiscie jest trudno. Mam tego wiele przykladow i pewnie jeszcze wiele do
        zobaczenia przed soba. I nie jest tak tylko w Polsce!
      • Gość: tezbaba Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 21.02.04, 16:44
        Tez jestem babą w nauce, mam habilitację i same łopoty z tego powodu. Twierdzę
        zdecydowanie, że w Polsce nie można zrobić kariery naukowej (w szczególności
        będąc kobietą). Dlatego też odradzam wszystkim młodym ambitnym osobnikom mojej
        płci, aby szły ta drogą. Męski szowinizm połączony ze swoistym kolesiostwem,
        chamstwem i prymitywizmem naszych wielu awansowanych przez PRL na profesorów
        kolegów na pewno nie umili wam życia. Można spodziewać sie wszystkiego łącznie
        z mobbingiem. A nie daj Boże jak której się uda pokazać swoim kolegom, że można
        coś zrobić poza układami i bez milionowych nakładów. Skończycie jak wrogowie
        publiczni numer 1. Ameryka jest daleko i ich zasady jeszcze długo tutaj nie
        będą obowiązywały, a zanim jakiekolwiek zmiany wymusi na tym "grajdole" Unia to
        miną długie lata. I nie każdy ma szczęście trafić pod skrzydła prof. Żylicza
        (jest na Polską skalę bardzo pozytywny bez względu na to skąd by nie brał
        pieniedzy.
    • Gość: Student Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.ip.pop.e-wro.net.pl 19.02.04, 16:42
      Jestem studentem Uniwersytetu Wrocławskiego. Wcześniej studiowałem zagranicą.
      Zdumiewa mnie brak informacji o pracownikach, których praca nie jest przecież
      objęta tajemnicą, a których wybór mógłby zadecydować o mojej drodze życiowej.
      Wiem, że niektórzy, nawet profesorowie, mają bardzo mizerny dorobek naukowy, są
      tacy, którzy od lat niczego nie napisali, ale dla mnie, jako studenta, sprawą
      priorytetową jest rzetelna informacja o karierze naukowej danego pracownika i o
      jego osiągniąciach naukowych w danym roku. Sam bowiem, na podstawie takich
      informacji, chcę podjąć decyzję, u kogo będę studiować. Pisanie o danym
      nauczycielu akademickim, że jest "autorytetem i znakomitością", w polskich
      warunkach nic nie znaczy. Zagranica nauczyła mnie samodzielności i
      odpowiedzialności za samodzielność. Inną sprawą jest też rzetelna informacja o
      tym, na ilu uczelniach pracuje, ile funkcji pełni. Jeśli jest tego dużo, to
      znaczy, że pożytek z tak zapracowanego nauczyciela będę mieć bardzo mizerny.
      Zdołałem tego już doświadczyć studiując we Wrocławiu. Tak więc reformę
      szkolnictwa wyższego zacząłbym od podania w i-necie takich informacji.
      • glonalga Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? 19.02.04, 17:21
        > Zdumiewa mnie brak informacji o pracownikach, których praca nie jest przecież
        > objęta tajemnicą, a których wybór mógłby zadecydować o mojej drodze życiowej.
        > Wiem, że niektórzy, nawet profesorowie, mają bardzo mizerny dorobek naukowy,
        > tacy, którzy od lat niczego nie napisali, ale dla mnie, jako studenta, sprawą
        > priorytetową jest rzetelna informacja o karierze naukowej danego pracownika i
        > jego osiągniąciach naukowych w danym roku. Sam bowiem, na podstawie takich
        > informacji, chcę podjąć decyzję, u kogo będę studiować.

        Teraz na szczęście już można wszystko wybadać bez pomocy uczelni.
        Proponuję sprawdzać w Current Contents lub w zależności od dziedziny są jeszcze
        np. Chemical Abstracts, PubMed, Agricola itd itp. a nawet gugle w ostateczności
        • Gość: SCI Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.uit.no / *.uit.no 19.02.04, 20:18
          Science Citation Index daje liste publikacji, oraz liste cytowan - oczywiscie
          uczelnia musi zapewniac dostep. Polecam, to ostatnie to jest najlepszy wskaznik
          w przypadku ludzi aktywnych w nauce od lat kilkunastu-kilkudziesieciu. Tyle ze
          to tylko dziala w naukach scislych i biologicznych, i to raczej w badaniach
          podstawowych.
    • Gość: piotr drabik Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.bri.nrc.ca 19.02.04, 18:37
      odpowiedz na tytulowe pytanie jest trywialna: oczywiscie, ze MOZNA w Polsce
      zrobic kariere naukowa. ale pytanie, swiadomie lub tez nie, jest nieprecyzyjnie
      postawione. rownie dobrze mozna zapytac: czy w Polsce mozna wyprodukowac 10
      noblistow rocznie? i tu odpowiedz jest banalnie prosta: oczywiscie, ze mozna
      (wszak, to, ze sie to do tej pory nie udalo, ze dowodzi braku mozliwosci). takie
      pytania i odpowiedzi nie wnosza nic nowego.

      istotne zatem pytanie powinno brzmiec: czy w Polsce istnieje system gwarantujacy
      maksymalizacje potencjalnych karier naukowych ludzi zdolnych i (co rownie wazne)
      minimalizacje potencjalnych karier naukowych ludzi niezbyt lotnych, czyli mowiac
      wprost - tepienie miernot? otoz w Polsce taki system nie istnieje i wszystko
      wskazuje na to, ze w interesujacym mlodych ludzi zakresie czasowym (rzedu 10
      lat) nie bedzie istnial. zatem: mlodzi, zdolni ludzie, uciekajcie (ostatni gasi
      swiatlo)!

      piotr drabik
      • dyplomata Piotr Drabik ciut przesadza 19.02.04, 21:45
        Gość portalu: piotr drabik napisał(a):

        > wprost - tepienie miernot? otoz w Polsce taki system nie istnieje i wszystko
        > wskazuje na to, ze w interesujacym mlodych ludzi zakresie czasowym (rzedu 10

        Oczywiscie ze rozsadny system nauki w Polsce nie istnieje, podobnie zreszta
        jak we wszystkich krajach o podobnym stopniu rozwoju. Ale wiele krajow
        o tym stopniu rozwoju ma placowki elitarne i tym roznia sie od polskiej
        urawnilowki.

        > lat) nie bedzie istnial. zatem: mlodzi, zdolni ludzie, uciekajcie (ostatni
        > gasi swiatlo)!
        > piot drabik

        Tak sformulowana konkluzja jest idiotyczna. Niezaleznie od systemu jak
        najwieksza liczba ludzi powinna sprobowac konkurencji w skali miedzynarodowej.

        Gdyby w Polsce istnial rozsadny system nauki to liczba ludzi wyjezdzajacych
        za granice na nauke i po nauke musialaby by byc znacznie wieksza. A to dlatego
        ze ludzie ktorzy siedzieliby tylko na miejscu nie mieliby szans w obliczu
        konkurencji z ludzmi z dorobkiem z zagranicy.

        Roznica bylaby tylko w tym ze w Polsce byloby nieco ofert atrakcyjnych dla
        ludzi ze stazem zagranicznym, glownie w placowkach elitarnych.

        Tego oczywiscie w Polsce nie ma i nie wiadomo czy bedzie. Rozsadnie jest jednak
        polecac kazdemu zeby probowal za granica bo to zawsze dobra inwestycja.

        Przyklad takich krajow jak: Korea, Tajwan, Grecja, czesciowo teraz i Indie,
        Chiny, nawet Turcja pokazuje ze szczegolnie do placowek elitarnych szanse maja
        dostac sie na posady ludzie tylko z doktoratami i dorobkiem zagranicznym i to z
        absolutnie czolowych placowek. Wszyscy wiedza w tych krajach ze chcac sie
        przebic nie wystarczy dorobek na miejscu i dlatego masowo staraja sie o
        wyjazdy. Tego w Polsce jak dotad nie ma i to tez musi sie kiedys zmienic.

        A gadanie o uciekaniu i gaszeniu swiatla to pozostalosc mentalnosci
        komunistycznej ktora jak widac u niektorych zyje wiecznie.
        • Gość: piotr drabik Dyplomata ciut bladzi IP: *.bri.nrc.ca 19.02.04, 22:17
          > Tak sformulowana konkluzja jest idiotyczna. Niezaleznie od systemu jak
          > najwieksza liczba ludzi powinna sprobowac konkurencji w skali miedzynarodowej.

          uwazne czytanie eliminuje nieporozumienia (i zupelnie nie na miejscu zawolania o
          idiotycznosci): nie mam nic przeciwko rotacji naukowcow - wrecz przeciwnie:
          jestem za permanentna rotacja (az do pozycji full professor), co nie zmienia
          faktu, ze rotacja w stylu: Polska->panstwo X->Polska rozczarowala juz spora
          liczbe osob eksperymentujacych w ten sposob, ktorzy mieli problemy ze
          znalezieniem sobie miejsca w naukowej przestrzeni Polski, gdyz za bardzo
          odstawali do gory. i dziwic to moze tylko laikow: nie moze byc inaczej, gdy sie
          spojrzy na system zarzadania nauka polska. a ten sie nie zmieni szybko (o ile w
          ogole). ergo: uciekajcie (wbrew agitacjom Dyplomaty).


          > A gadanie o uciekaniu i gaszeniu swiatla to pozostalosc mentalnosci
          > komunistycznej ktora jak widac u niektorych zyje wiecznie.

          Blad logiczny: jest to czysty realizm, a mentalnosc komunistyczna faktycznie ma
          sie dobrze, ale w glowach tych, ktorzy rzadza polska nauka. jesli naukowiec
          emigrujac na stale np. do USA i pracujac w prywatnej uczelni, gdzie uczestniczy
          w ciaglej walce o pieniadze na badania i miejsce w grupie badawczej, ma cos z
          komunisty, to wyraznie Dyplomata nie odrobil kilku lekcji ze szkoly powszechnej.

          piotr drabik

    • Gość: TROCHE O FIZYKACH Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.inter.tuniv.szczecin.pl 19.02.04, 20:19
      FRAGMENT Z ARTYKULU:

      Na to replika: "Jestem pragmatykiem. Nie wierzę w Etyki i Zasady. Pasteur
      ukradł pomysł swojemu współpracownikowi, a potem go zniszczył. Einstein
      właściwie tylko dopisał tzw. stałą kosmologiczną do równań opracowanych przez
      Lorentza, czym się wcale nie chwalił. Ale dzięki nim mamy szczepionki i teorię
      względności.

      JEST BZDURA, ZE EINSTEIN DOPISAL STALA KOSMOLOGICZNA DO ROWNAN OPRACOWANYCH
      PRZEZ LORENTZA I DZIEKI TEMU MAMY TEORIE WZGLEDNOSCI. NIE WIEM JAK SPRAWA
      PRZEDSTAWIALA SIE Z PASTEUREM, NIE JESTEM BIOLOGIEM I NIE OSMIELILBYM SIE
      MADROWAC NA TEMATY MI NIEZNANE. POLECAM TAKA POSTAWE ROWNIEZ INNYM :)
      A JESLI CHODZI O BIEDNEGO EINSTEINA, KTOREGO NAZWISKA UZYWA SIE NIESTETY ZBYT
      CZESTO Z SENSEM CZY BEZ SENSU, TO SPRAWA SIE MA MNIEJ WIECEJ TAK.
      STALA KOSMOLOGICZA DOPISAL EINSTEIN W ROWNANIACH EINSTEINA BY ZAPEWNIC
      NIEZMIENNOSC WSZECHSWIATA (TZN. ABY ZAPOBIEC TEMU, ZE WSZECHSWIAT BEDZIE SIE
      ZAPADAL LUB EKSPLODOWAL). WOWCZAS WYDAWALO SIE, ZE NIEZMIENNOSC WSZECHSWIATA (W
      DUZEJ SKALI) WYNIKA Z OBSERWACJI ASTRONOMICZNYCH. PODKRESLE, ZE 'ROWNANIA
      EINSTEINA' SA TO ROWNANIA ogolnej teorii wzglednosci CZYLI TEORII grawitacjii I
      NIE NALEZY ICH MYLIC ZE szczegolna teoria wzglednosci, KTORA POWSTALA (M.IN.
      DZIEKI EINSTEINOWI) 10 LAT WCZESNIEJ! :) JESLI CHODZI O szczegolna teorie
      wzglednosci TO TWORCAMI JEJ BYLI Poincare, Lorentz, Einstein i Minkowski.
      EINSTEIN W 1905 POSTAWIL KROPKE NAD i W TYM CO ZROBILI Poincare i Lorentz, ZAS
      Minkowski W 1908 POSTAWIL KROPKE NAD i W TYM CO ZROBIL EINSTEIN. OD
      Minkowskiego POCHODZI W GRUNCIE RZECZY KONCEPCJA CZASOPRZESTRZENI. ROWNANIA
      ogolnej teorii wzglednosci - 'ROWNANIA EINSTEINA' POJAWILY SIE DOPIERO NA
      PRZELOMIE 1915 I 1916 ROKU. PIERWSZYM KTORY JE NAPISAL BYL W ZASADZIE NIEMIECKI
      MATEMATYK Hilbert. W KILKA DNI POZNIEJ NIEZALEZNIE OD NIEGO UZYSKAL JE Eintein.
      DLACZEGO TAK SIE STALO, SKAD WYNIKLA TAKA SYTUACJA? - WYMAGALOBY ROWNIEZ
      KOMENTARZA. NIE CHCE JEDNAK ZANUDZAC EWENTUALNYCH CZYTELNIKOW, GDYZ JAK
      ZAUWAZYLEM I TAK CHYBA NIE JESTEM W TEMACIE. WSZYSCY TU ROZMAWIAJA TYLKO O
      SZMALU I TYTULACH :)

    • Gość: Radek habilitowany Zewnetrzna miara - lekarstwo zbyt gorzkie? IP: *.azvu.nl 19.02.04, 20:43
      Bolaczka polskiej nauki jest m.im. plynnosc zasad parametrycznej oceny
      naukowcow. Tzw. "gremia" tworza zasady punktacji pod swoje potrzeby. Dzieki
      temu publikacja w Nature moze byc tak samo punktowana jak publikacja
      w "Pcimskich Pamietnikach Naukowych" (niedowiarkom polecam analize punktacji
      KBN - nieindeksowane biuletyny niektorych JBR sa punktowane na rowni z
      czasopismami indeksowanymi w Current Contents).

      Rozwiazaniem moze byc postawienie na Impact Factor. Miara nie jest wcale
      idealna (wiadomo to od lat), ale jej ogromna zaleta jest to, ze nie podlega
      manipulacji z Pcimia. Pieniadze na badania mozna nastepnie uzaleznic od
      sumarycznego IF instytucji, zakladu, naukowca z ostatnich 2 lat (np. 10 000 PLN
      za 1 pkt). Niemcy z powodzeniem stosuja to rozwiazanie od lat.

      Problem jedynie w tym ze sumaryczny IF kilku rektorow w Polsce w tym jednego
      bylego ministra nauki wynosi 0. Dlatego pewnie ten system w Polsce nie
      przejdzie.

      A ze przy takim rozwiazaniu upadlyby "naukowe" czasopisma polskojezyczne? Czas
      bylby najwyzszy. Kocham jezyk ojczysty, ale z zasady publikuje w jezykach
      konferencyjnych. A ile drzew by sie zaoszczedzilo...

      I jeszcze jedno - w zeszlym roku zrobilem habilitacje. Do przewodu chcialem
      przedstawic "zszywke artykulow". Zasugerowano mi jednak, zebym raczej przepisal
      je do rozprawy habilitacyjnej, poniewaz "artykuly sa po angielsku, a nie
      wszyscy czlonkowie rady wydzialu znaja ten jezyk". Teoria kompletu publikacji
      na dany temat upadla. Trzeba bylo napisac gniota.
      • Gość: misza Re: Zewnetrzna miara - lekarstwo zbyt gorzkie? IP: 217.153.179.* 19.02.04, 20:58
        > Rozwiazaniem moze byc postawienie na Impact Factor. Miara nie jest wcale
        > idealna (wiadomo to od lat), ale jej ogromna zaleta jest to, ze nie podlega
        > manipulacji z Pcimia. Pieniadze na badania mozna nastepnie uzaleznic od
        > sumarycznego IF instytucji, zakladu, naukowca z ostatnich 2 lat (np. 10 000
        PLN
        >
        > za 1 pkt). Niemcy z powodzeniem stosuja to rozwiazanie od lat.

        KBN przy kategoryzacji jednostek badawczych rowniez, jest to jedno z
        kryteriów. Kategoria (1,2,3,4) ma bezposrednie przelozenie na wysokosc
        dofinansowania do dzialalnosci statutowej jednostki. Wiaza sie z tym jednak
        nastepujace pytania:

        1. Czy w danej jednostce uzyskane dofinansowanie rozdzielane jest na
        poszczegolne pomiedzy zespoly wg tego samego klucza? Niestety nie zawsze.

        2. Czy IF jest uzasadnionym kryterium w przypadku oceny instytutow
        podlegajacych np pod Ministersto Gospodarki (JBR), dgzie teoretycznie maja byc
        prowadzone badania nad innowacyjnymi rozwiazaniami dla przedsiebiorstw?
        • Gość: racja Ale KBN splaszcza IP: *.uit.no / *.uit.no 19.02.04, 23:47
          Przynajmniej strasznie splaszczal 2-3 lata temu, i to sie chyba nie zmienilo.
          Maksymalna punktacje dostawaly publikacje we wszystkich czasopismach o IF
          powyzej 2.0. Efekt: publikacja w Nature czy Science byla warta tyle, co
          publikacja w jakims dosc przyzwoitym, ale nie najbardziej prestizowym
          specjalistycznym czasopismie (no powiedzmy Chemical Physics Letters w mojej
          dziedzinie, oczywiscie to troche zalezy od dziedziny), a takich to mozna
          produkowac i 10 rocznie. A calkiem sporo punktow dostawalo siei za publikacje
          w czyms nienotowanym na liscie filadelfijskiej (Pcimski Kwartalnik Naukowy).

          Co do instytutow JBR, teoretycznie masz racje. Tylko, jak proponujesz je
          oceniac? A one wlasnie sa czesto (nie mowie, ze zawsze) gniazdem takich, co nic
          nie robia, albo robia nic.
      • Gość: californian Re: lekarstwo zbyt gorzkie? wiec nie win lekarza IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 20.02.04, 18:59
        > Bolaczka polskiej nauki jest m.im. plynnosc zasad parametrycznej oceny
        > naukowcow. Tzw. "gremia" tworza zasady punktacji pod swoje potrzeby. Dzieki
        > temu publikacja w Nature moze byc tak samo punktowana jak publikacja
        > w "Pcimskich Pamietnikach Naukowych" (niedowiarkom polecam analize punktacji
        > KBN - nieindeksowane biuletyny niektorych JBR sa punktowane na rowni z
        > czasopismami indeksowanymi w Current Contents).
        To zalezy od komisji. W PO4 publikacje w Science i Nature traktowane sa
        wyjatkowo, po 24 pkt. Pozostale czasopisma dzielone sa na dyscypliny i punkty za
        publikacje (21, 16, 11, 6) rozdzielane sa w zaleznosci od tego w ktorej cwiartce
        pod wzgledem IF dane czasopismo sie znajduje. To ma swoj sens bo goly IF
        faworyzuje dziedziny modne. Niestety, w wyniku dzialania starej gwardii, do tego
        systemu zostalo dopisanych kilka polskich czasopism, po 5 pkt kazde. Sklad
        komisji KBN ustalony byl w wyborach, wiec srodowisko jest samo sobie winne jesli
        system mu nie odpowiada. Jak w kazdych demokratycznych wyborach trzeba sie bylo
        napracowac zeby przepchnac swoich kandydatow. Biadolenie i pokrzykiwanie,
        zwlaszcza zza oceanu, niewiele wnosi. W komisji PO4 jest teraz rownowaga, polowa
        skladu to mentalne zgredy. Niebawem odbeda sie kolejne wybory wiec zamiast
        narzekac robcie habilitacje i glosujcie na tych ktorzy wam odpowiadaja.

        > Rozwiazaniem moze byc postawienie na Impact Factor. Miara nie jest wcale
        > idealna (wiadomo to od lat), ale jej ogromna zaleta jest to, ze nie podlega
        > manipulacji z Pcimia. Pieniadze na badania mozna nastepnie uzaleznic od
        > sumarycznego IF instytucji, zakladu, naukowca z ostatnich 2 lat (np. 10 000 PLN
        > za 1 pkt). Niemcy z powodzeniem stosuja to rozwiazanie od lat.
        Moze Cie to zdziwi, ale w wielu instytucjach naukowych w Polsce, oczywiscie w
        tych z gornej polki, tak wlasnie od pewnego czasu dzieli sie pieniadze.

        > I jeszcze jedno - w zeszlym roku zrobilem habilitacje. Do przewodu chcialem
        > przedstawic "zszywke artykulow". Zasugerowano mi jednak, zebym raczej przepisal
        > je do rozprawy habilitacyjnej, poniewaz "artykuly sa po angielsku, a nie
        > wszyscy czlonkowie rady wydzialu znaja ten jezyk". Teoria kompletu publikacji
        > na dany temat upadla. Trzeba bylo napisac gniota.
        Nie trzeba bylo! Po prostu uznales, ze tak bedzie lepiej. Ja sie postawilem i
        nie pisalem zadnego gniota. Na glosowaniu bylo kilka glosow wstrzymujacych sie i
        kilka przeciw, jeden z najgorszych wynikow w historii RW. Za to kolejnym
        kandydatom bedzie latwiej. Trzeba byc gotowym do poniesienie konsekwencji
        obstawania przy swoich przekonaniach. Narzekanie jest malo konstruktywne.
        Pozdrowienia.
    • Gość: Krystyna Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: 213.199.197.* 19.02.04, 21:51
      Od kiedy SGH jest szkołą prywatną?
    • Gość: docent Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: 168.143.113.* 19.02.04, 22:36

      kariere,ale Nikodyma Dyzmy
    • Gość: tensor Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 19.02.04, 22:40
      Zrobiłem habilitacje. Rok pisania książeczki i rok na formalności. Tylko jedna
      wielka strata czasu. A teraz do rzeczy. Niestety ZAWSZE znajdą się obrońcy
      habilitacji wymyślając najdziwniejsze argumenty. Szczytem wszystkiego jest
      argument o nierówności doktoratów. A co robi CK. Niech kontroluje, kto jej
      zabrania. Naprawdę WSTYD Panie Profesorze używać tego typu argumentów za
      habilitacją. Niech już Pan powie wprost. Ja zrobiłem i się namęczyłem, to
      dlaczego inni nie mają robić. Przecież to takie polskie.
      Tensor
      • Gość: agewa Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: 195.37.16.* 20.02.04, 09:45
        Gwoli uscislenia. CK nie kontroluje doktoratow. Tylko habilitacje. Doktoraty to
        sprawa uczelni i moga byc one nierowne.
        Ale to nie jest problem, wszedzie na swiecie sa uczelnie o mniejszych i
        wiekszych wymaganiach.

        Problemem jest dla mnie na polskich uczelniach brak atmosfery pracy naukowej.
        To nie jest wina tylko naukowcow ale i calej struktury. Przyjezdzam do kraju
        czasem na goscinne wyklady i kiedy patrze jakie obciazenia w ramach pensum maja
        moi koledzy w Polsce to mi wlos deba staje na glowie. Mi tez by sie pewnie po
        takim tygodniu wykladow i zajec nic nie chcialo...
        A tu prosze, wczoraj na przyklad grupa profesorow i postdocow dobrowolnie po
        pracy sie spotyka zeby podyskutowac nad tekstem teoretycznym.
      • Gość: californian Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 20.02.04, 19:15
        >Naprawdę WSTYD Panie Profesorze używać tego typu argumentów za
        > habilitacją. Niech już Pan powie wprost. Ja zrobiłem i się namęczyłem, to
        > dlaczego inni nie mają robić. Przecież to takie polskie.
        Ja zdobilem i sie nie nameczylem. Prawde mowiac, sama sie zrobila i ktos mi na
        to zwrocil uwage. Ani mnie ona ziebi ani grzeje. Moge za to dzieki niej uwalac
        kiepskie granty, glosowac na porzadnych ludzi we wladzach i przeciwko marnym
        habilitacjom i doktoratom. System mozna zmienic tylko od srodka.
        Pozdrowienia.
    • Gość: Hel Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.tulane.edu 20.02.04, 03:46
      Prawdziwej kariery w "naukowym" tego slowa znaczeniu nie da sie w Polsce
      zrobic. Przyczyn jest wiele, w tym wszystkie po trochu o ktorych tu wspomniano.
      Jest jeszcze jedna przyczyna, ktorej do tej pory nie przytoczono. Polakowi
      jest trudno dobrze opublikowac wyniki. Adres polski w korespondencji od razu
      wzbudza podejrzenie co do wiarygodnosci publikacji. Nawiasem mowiac na taka
      renome nauka Polska sobie solidnie zapracowala.
      A co do ludzi to nie zgadzam sie z niektorymi na forum, ze Polacy sa gorsi lub
      niedouczeni. Zazwyczaj na "zachodzie" radza sobie ponad przecietna. Pracowalam
      we Francji, obecnie jestem w Nowym Orleanie - wszedzie Polacy cenieni sa wysoko
      i poszukiwani, a to ze pelnia role glownie "wyrobnikow naukowych" to fakt.
      Niezaleznie jednak od narodowosci 90% naukowcow prezentuje tzw "naukowa
      przecietnosc", a czy w tych 10% ktorzy faktycznie cos osiagneli jest
      proporcjonalnie wiecej czy mniej Polakow tego nie wiem, ale mysle ze nie jest
      tak zle. Jak na liczbe Polakow pracujacych naukowo za granica to jest calkiem
      sporo "wielkich nazwisk".
      • Gość: agewa Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: 195.37.16.* 20.02.04, 09:48
        To prawda, ze jak juz polski naukowiec wyjedzie i posiedzi troche za granica to
        sobie niezle radzi. Sama jestem tego przykladem. Problem w tym ze w Polsce tak
        swietnie bym sobie nie radzila - nie mialabym dostepu do wielu publikacji a
        przede wszystkim do dyskusji z kolegami zaangazowanymi w to co robia. Kolegami
        z bardzo wielu krajow a taka roznorodnosc sprzyja aktywnosci umyslowej.
      • Gość: racja Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.uit.no / *.uit.no 20.02.04, 10:05
        > Jest jeszcze jedna przyczyna, ktorej do tej pory nie przytoczono. Polakowi
        > jest trudno dobrze opublikowac wyniki. Adres polski w
        korespondencji od razu
        > wzbudza podejrzenie co do wiarygodnosci publikacji. Nawiasem mowiac
        na taka
        > renome nauka Polska sobie solidnie zapracowala.

        Zalezy w jakiej dziedzinie. W chemii kwantowej, na przyklad, polski adres to
        jest marka - autentycznie, i od Polaka np. na postdocu od razu oczekuje sie
        wiecej. Ciagle spuscizna po Wlodzimierzu Kolosie. On stworzyl te dziedzine w
        Polsce od zera, w naprawde trudnych warunkach (wyobraz sobie prace doktorska
        "Wplyw zahamowanej rotacji na rozpraszanie neutronow niskoenergetycznych na
        zwiazanych protonach" broniona w 1953). Co dowodzi, ze mozna. Przynajmniej w
        'tanich' dziedzinach, gdzie przede wszystkim potrzebujesz swojego mozgu.

        A renome kraju mozna dosc szybko zmienic, jesli faktycznie sie cos dzieje
        naukowo. W mojej dziedzinie, publikacje z chinskim adresem byly uzywane za
        podejrzane jeszcze 2-3 lata temu, teraz sie zaczyna juz patrzec inaczej.

        W ogolnosci, to masz troche racji z publikacjami, ale zauwaz, ze w
        amerykanskich czasopismach (Science jest najlepszym przykladem) w ogole trudno
        publikowac z adresem spoza Stanow. Ale to jest zupelnie inny problem, i
        zupelnie inny temat.
    • Gość: obserwator Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.math.louisville.edu 20.02.04, 06:16
      Establishment zawsze bedzie. Chodzi tylko o to,
      zeby byl wyloniony w miare obiektywnie i skladal sie z dobrych naukowcow.
      Argumentacja za zniesieniem habilitacji ma w Polsce nastepujaca logike:
      skoro duzo kierowcow zle jezdzi, to zniesmy prawa jazdy.
      Po pierwsze, wszystkie kroki beda pozorne bez poprawy tragicznej
      sytuacji materialnej nauki w Polsce (najlepsi i tak beda uciekali);
      po drugie, moze warto pomyslec o miedzynarodowych recenzjach zarowno
      doktoratow jak i habilitacji. Recenzenci powinni byc losowani ze stale
      uaktualnianej listy bezspornych autorytetow naukowych.
      • Gość: abc Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.chello.pl 20.02.04, 08:06
        Gość portalu: obserwator napisał(a):

        > Establishment zawsze bedzie. Chodzi tylko o to,
        > zeby byl wyloniony w miare obiektywnie i skladal sie z dobrych naukowcow.
        > Argumentacja za zniesieniem habilitacji ma w Polsce nastepujaca logike:
        > skoro duzo kierowcow zle jezdzi, to zniesmy prawa jazdy.

        Chodzi raczej o weryfikację obecnych praw jazdy, lepszą kontrolę i szczególnie
        ich odebranie tym, którzy się rozpychają, wyprzedzają na trzeciego, jadą po
        poboczu, albo nawet łamią zasadę ruchu prawostronnego. W Polsce jest bardzo
        dużo piratów drogowych.

        > Po pierwsze, wszystkie kroki beda pozorne bez poprawy tragicznej
        > sytuacji materialnej nauki w Polsce (najlepsi i tak beda uciekali);

        Reformę Balcerowicza także nie wymagała żadnych nakładów finansowych.

        > po drugie, moze warto pomyslec o miedzynarodowych recenzjach zarowno
        > doktoratow jak i habilitacji. Recenzenci powinni byc losowani ze stale
        > uaktualnianej listy bezspornych autorytetow naukowych.

        Z doktoratami problemów nie będzie, natomiast jeśli chodzi o habilitacje, to
        ich na Zachodzie prawie nie ma (Niemcy się z nich wycofują), więc recenzentami
        zagranicznymi (z habilitacjami) mogliby być tylko Rosjanie, Białorusini,
        Ukraińcy, itd. Nie sądzę żeby to był dobry pomysł.
        • Gość: Józef Wieczorek SCHOZOFRENIA SPOŁECZNA IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 20.02.04, 09:06
          W tekście Danuty Zagrodzkiej czytamy:
          ==Prezydent na ratunek
          Zadziwiające jest jednak, że zmian nie oczekuje się od własnego środowiska, a
          więc i od siebie - interweniować mają politycy, którzy wreszcie zrobią porządek.

          Ujawniło się to w czasie wtorkowego spotkania prezydenta Aleksandra
          Kwaśniewskiego z samym szczytem "establishmentu", czyli z prezesami i
          przewodniczącymi wydziałów PAN oraz rektorami wyższych uczelni. Odwołanie się
          do tego najwyższego autorytetu w państwie ma nadać tempo potrzebnym zmianom
          legislacyjnym. Doświadczenie zespołu prezydenta przy tworzeniu prawa o
          szkolnictwie wyższym - choć przez internautów też krytykowanego - uznano za
          dobry początek. ==

          Natomiast w Karcie Bolonskiej do której mamy sie dostsowanć (tak tlumaczą
          tworcy prezydenckiego projektu ustawy) czytamy:
          ---Its (the university) research and teaching must be morally and
          intellectually independent of all political authority---

          Czyli dokładnie na odwrót. Internauci milcza lub bija tych , którzy takie
          okłamywanie społeczeństwa ujawniają. Czy nie jest to schizofrenia spoleczna ?
          Czy mozna coś w tym kraju zmienić bez uleczenia schizofrenii ?

          • dyplomata SCHIZOFRENIA REFORMATORSKA 20.02.04, 14:47

            Gość portalu: Józef Wieczorek napisał(a):

            > Czyli dokładnie na odwrót. Internauci milcza lub bija tych , którzy takie
            > okłamywanie społeczeństwa ujawniają. Czy nie jest to schizofrenia spoleczna ?
            > Czy mozna coś w tym kraju zmienić bez uleczenia schizofrenii ?

            Schizofrenii jest pelno wokolo w tym takze schizofrenii reformatorskiej.

            Jej przedstawiciele, czyli tzw Habilitowcy chca reformy pod haslem zniesienia
            habilitacji i belwederskich tytulow. Milcza natomiast o innych aspektach a
            szczegolnie o kasie. Co bardziej bezczelny element domaga sie oprocz zniesienia
            habilitacji podwyzszenia wydatkow na nauke z 0.5% do 2% GDP.

            To sa zadania schizofreniczne zeby do obecnego grajdola wpuscic jeszcze mase
            elementu bez habilitacji i do tego podwyzszyc pensje 4x.

            Czy nauka musi miec pelna autonomie bez biurokratycznego nadzoru? Oczywiscie,
            habilitacje i cala reszta sa zupelnie niepotrzebne. Czy poziom wynagrodzen
            powinien byc o wiele wyzszy? No pewnie.

            Ale TYLKO POD WARUNKIEM calkowitego rozbicia grajdola i wprowadzenia mechanizmu
            rynkowo-elitarnego oraz kompletnej zmiany w przeplywie kasy.

            Zamiast wiec gadania o zniesieniu habilitacji trzeba by gadac jak zrobic system
            autonomiczny w ktorym dzialalyby normalne mechanizmy oceny rynkowej.

            Praktycznie moznaby to latwo poznac bo pisanie typu Dr hab lub niehab. Jozef
            Wieczorek straciloby calkowicie sens i trzeba byloby pisac Jozef Wieczorek, PhD
            (Stanford), M.Sc. (Cracow), B.Sc. (Pipiduwa Dolna). Tak jak to jest w normalnym
            cywilizowanym swiecie.

            A jezeli Dr. Wieczorek staralby sie o posade profesora w jakiejs uczelni to
            bylby w tlumie innych kandydatow z listami pelnymi osiagniec, zaslug i
            referencji. Ba, jezeli Dr. Wieczorek bylby znana gwiazda naukowa to z roznych
            placowek by do niego dzwonili przescigajac sie w oferwaniu warunkow bo te
            placowki walczylyby o prestiz na rynku. Jakiekolwiek plotki o kumoterstwie,
            nepotyzmie i lenistwie obnizalyby wartosc rynkowa placowki a w rezultacie
            bylby spadek dochodow i brak kasy. Dodajmy ze to jest wlasnie istota systemu
            amerykanskiego a nie brak habilitacji.

            O takim systemie trzeba wiec mowic a nie mydlic ludziom oczy gdy w istocie ma
            sie na mysli schizofreniczna reforme pt. Jak podkopac sie do grajdola na wkreta.
    • Gość: jaromin Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: 212.160.128.* 20.02.04, 09:14
      Wystarczy spojrzeć na nazwiska profesorów wykładających i wniosek nasuwa się
      sam, że na uczelni pracuje dziadek, jego syn i wnuki. Nawet jak nie mają
      odpowiedniej wiedzy to i tak wpychają ich na siłę, recenzują sobie pracę,
      dostają etaty, itp. Dużo było by mówić, ale dzieci, wnuki, i innych z rodziny
      trzeba jakoś ustawić na przyszłość.
      Taka jest polska rzeczywistość.
    • Gość: fx Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.lumc.nl 20.02.04, 11:09
      Zylicz to czlowiek z 'wewnatrz', nie jest wiec dziwne, ze broni swojego
      terytorium. Jako student UW, swojego czasu mailem przyjemnosc robienia pracy
      magisterskiej w jednem z wiodacych instytutow naukowych PAN. Mialem wiec okazje
      przyjrzec sie troche temu swiatkowi i z przykoscia musze stwierdzic, ze to co
      mowi Wojcik nie wiele mija sie z prawda. Sytuacja byla (jest) na tyle zla i
      deprymujaca, ze zdecydowalem sie wyjechac na doktorat za granice. Co mnie do
      tego sklonilo:
      1. dogodne warunki finansowe, ktore pozwalaja mi zyc na europejskim poziomie.
      Ktos moze zarzuci mi pazerstwo, ale np., gdybym zdecydowal sie robic doktorat w
      warszawie (nota bene mailem taka mozliwosc) cale moje stypendium doktoranckie
      szlo by na wynajem pokoju lub kawalerki. Ale przeciez doktoranci nie musza
      jesc, tylko pracowac...
      2. mozliwosc zrobienia dobrego doktoratu, ktory opiera sie na publikacjach i
      jest podstawa kariery naukowej
      3. "Nepotyzm, kumoterstwo, blokowanie dróg awansu, biurokracja, niedostatek
      konkurencji, brak osiągnięć naukowych utytułowanej kadry" - w duzej mierze to
      prawda
      4. brak prespektyw na zatrudnienie po doktoracie
    • Gość: Hel Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.tulane.edu 20.02.04, 14:27
      Poza tym nie moge sie zgodzic z opinia prof. Jedrzejczaka.W wiekszosci sytuacji
      ludzie wyjezdzajacy za granice chca wracac pozniej do Polski (choc niestety
      rzadko maja taka okazje) - to nie jest ucieczka. Wyjazd Polakow za granice
      Polsce sie bardzo oplaca - darmowa nauka, lepsze osiagniecia. Od Polakow zalezy
      tylko aby w adresie do korespondencji nie zapominali o polskiej placowce
      macierzystej. Zawsze w nauce najlepiej sie sprawdzalo ksztalcenie kadry w
      innych najelpiej zagranicznych osrodkach. To nie tylko wspolczesne techniki ale
      przede wszystkim wspolczesny naukowy sposob myslenia, ktorego w Polsce poza
      pewnymi wyjatkami trudno sie nauczyc.
      • Gość: Józef Wieczorek Niezależnym okiem o projekcie nowej ustawy IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 20.02.04, 14:55
        Niezależnym okiem o projekcie nowej ustawy o szkolnictwie wyższym

        Media informują wybiórczo o projektach nowej ustawy o szkolnictwie. Dobrze
        że ‘Życie’ zrobiło w tym wyłom ( Ożywczy powiew reformy. Kto i jak chce
        uporządkować szkolnictwo wyższe? – 12.02.2004) informując nie tylko o
        projekcie prezydenckim, ale także o poselskim, przez media pomijanym.
        Informacje prof. Jerzego Woźnickiego o projekcie prezydenckim są bałamutne.
        Szef zespołu powołanego przez prezydenta do przygotowania nowej ustawy
        twierdzi, że projekt nie jest co prawda rewolucyjny ale integruje polskie
        szkolnictwo wyższe z europejskim. Nie jest to zgodne z rzeczywistym stanem
        rzeczy. Projekt ten nie tylko nie jest rewolucyjny, ale wręcz petryfikuje
        obecny kuriozalny system nauki i edukacji w Polsce, i jest sprzeczny z karta
        bolońską. Polska po jego akceptacji nie znajdzie się we wspólnej przestrzeni
        europejskiej a co najwyżej na jej peryferiach. Karta bolońska wymaga systemu
        niezależnego intelektualnie i moralnie od władzy politycznej, a projekt
        przedkładany przez Prof. Jerzego Woźnickiego jest od tej władzy uzależniony.
        Zależność intelektualna i moralna od władzy politycznej dzięki tej ustawie
        będzie wpisana w system nauki edukacji jak to ma miejsce i do tej pory. Po
        przyjęciu ustawy nadal prezydent będzie nadawał kuriozalny i nieznany w krajach
        europejskich tytuł profesora belwederskiego czy raczej obecnie
        namiestnikowskiego. Nadal komisja umocowana przy premierze będzie czuwała nad
        licznymi stopniami i tytułami. Lojalność w stosunku do trzymających władze na
        uczelniach jest jednym z najważniejszych ‘osiągnięć’ tej ustawy rzekomo
        likwidującej wieloetatowość, gdy tymczasem wieloetatowość ma być zachowana ale
        tylko dla lojalnych w stosunku do rektorów!!! - często zresztą wieloetatowców.
        Ustawa nie likwiduje bezetatowości niewygodnych dla rektorów aktywnych naukowo
        doktorów i nie stwarza przyjaznego klimatu do powrotów doktorów pracujących
        obecnie w zagranicznych ośrodkach naukowych.
        Twierdzenia Prof. J.Woźnickiego ‘Usuwamy dzięki temu patologię
        wieloetatowości’ czy ‘ Nowa ustawa dostosowuje polskie prawo do unijnych
        standartów’ są po prostu nieprawdziwe. Ustawa jest nie tylko niezgodna z kartą
        bolońska, ale nawet z Konstytucją III RP, gdyż wprowadza nierówność w
        zatrudnianiu polskich i zagranicznych obywateli.

        Projekt PiS idzie w lepszym kierunku, nawiązującym do modelu systemu nauki i
        edukacji w Europie i w USA, podobnie jak zapomniany przez media projekt NSZZ
        Solidarność. Na takimi projektami należałoby dyskutować aby je ulepszyć. Nie
        można np. projektować, że profesorem pomocniczym może zostać osoba z
        doktoratem, która ma ‘jakiś dorobek naukowy’. To muszą być osoby, które mają
        znaczący dla nauki dorobek Inaczej europejskiego poziomu nauki i nauczania
        się nie osiągnie. Istnieje konieczność wprowadzenia zapisu aby konkursy na
        etaty były otwarte i ogłaszane w internecie, a nie tylko na tablicy ogłoszeń.
        Obecnie znane są one tylko osobom, na które ‘konkurs’ został rozpisany i co
        najwyżej przypadkowo przechodzącym koło tablic ogłoszeniowych,
        niezorientowanym czasami w rzeczywistym charakterze ‘konkursu’. U nas konkursy
        są fikcją wpisaną w system i tworzą przyjazny klimat dla nepotyzmu,
        powszechnego zresztą na uczelniach
        Istnieje konieczność wprowadzenia instytucji mediatora akademickiego na wzór
        uczelni amerykańskich i europejskich, gdyż nie może być tak, że na mocy
        definicji rektor jest jedynym sprawiedliwym, bez możliwości ustalania prawdy

        Media tak informują społeczeństwo jakby zatwierdzenie i wprowadzenie w życie
        (od nowego roku akademickiego) jedynie słusznego projektu prezydenckiego było
        tylko formalnością. To byłaby katastrofa dla nauki i edukacji w Polsce na wiele
        lat ! Najwyższy czas rozpocząć autentyczną debatę i prace nad zmianą systemu
        nauki i edukacji w Polsce w nawiązaniu do standardów światowych.

        Józef Wieczorek, Kraków, e-mail: jozef.wieczorek@interia.pl

        Tekst przekazany redakcji ŻYCIA, ale nie wykorzystany przez redakcję. Dla
        niezależnych tekstów jedyna szansą są fora internetowe ze swoja specyfiką tzn.
        pseudonimową na ogół dyskusją i biciem poniżej pasa przez grzeszących
        nadmierna ‘odwagą’ osobistą forumowiczów.



      • Gość: rb Wyjazdy za granicę zostały zlikwidowane przecież IP: *.acn.waw.pl 20.02.04, 19:17
        przez polskiego fiskusa (przynajmniej do Stanów). Nie mogę się zgodzić z tezą,
        że państwu polskiemu wyjazdy „po naukę” polskich naukowców się opłacają.
        Wystarczy uważnie przeczytać obowiązującą od stycznia tego roku, nową wersję
        ustawy podatkowej, żeby zrozumieć co „państwo” o tym sądzi. Trzeba też
        wiedzieć, że fiskus traktuje wszystkich, którzy za granicą są nawet parę lat,
        ale potem wracają, jako „zamieszkałych w kraju” czyli podlegjących
        opodatkowaniu według polskiej skali podatkowej. Są dwa sposoby liczenia tego
        podatku po powrocie. W przypadku wyjazdu do Stanów należy zsumować swoje
        dochody i policzyć podatek według polskiej skali podatkowej. Jeśli w USA było
        się zwolnionym z podatku to całosć zapłacić w Polsce. Jeśli zapłaciło się w
        Stanach to należy w Polsce zapłacić różnicę. Nie ma też już teraz możliwości
        odliczenia kosztów pobytu (poza zaniedbywalną sumą). Chciałbym zobaczyć kogoś
        kto dostając nawet niezłe pieniądze na post-docu będzie w stanie zaoszczędzić
        prawie 40% swoich dochodów na podatek (szczególnie jeśli wyjedzie z rodziną).
        Także przy wyjazdach kilkumiesięcznych. Trzeba przecież wynająć mieszkanie,
        kupić i sprzedać lub wynająć samochód (w większosci ośrodków nie ma
        komunikacji) itp. Jedyna rada to emigrować. Należy też zatrzeć za sobą wszelkie
        ślady pobytu w kraju, żeby urząd podatkowy nie mógł traktować delikwenta
        jako „zamieszkałego w kraju”; czyli sprzedać mieszkanie, zerwać umowę o pracę
        itd. Z podawaniem potem polskiej afiljacji na publikacjach też bym uważał, bo
        może się to wydać podejżane dla policji podatkowej.
    • Gość: Maria Barysz Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.chem.uni.torun.pl 20.02.04, 14:58
      Szanowni Panstwo,
      Jesli mlody pracownik naukowy jest dobry i duzo publikuje
      to po prostu spina prace, pisze 20 stron przewodnika
      i ma piekna habilitacje.

      Jesli jest slaby to malo publikuje i w zwiazku z tym
      domaga sie glosno likwidacji habilitacji.

      Forme spinania prac i przewodnika wprowadzono wlasnie dla
      zdolnych i mlodych aby nie tracili czasu na pisanie rozprawy
      • glonalga Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? 20.02.04, 15:07
        Przepraszam ale żarty sobie Pani stroi czy co?
        Jakie prace ma spinać? przeglądowe, jeżeli nie ma dostępu do przyzwoitego labu
        i bez pieniędzy, których żaden KBN ani nikt bez habilitacji nie da. Dostaje się
        recenzje typu "projekt może i fajny ale kto to jest ta pani/ten pan?"

        Juz nie mówiąc o tym, że na radzie wydziału powiedzą, że "co to za nowe (czyt.
        be!)pomysły, żeby nie było PRAWDZIWEJ ROZPRAWY?"
        • Gość: californian Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 20.02.04, 20:19
          > Przepraszam ale żarty sobie Pani stroi czy co?
          Zadne zarty. Jak ktos jest b. dobry to moze nawet olac wstep. Znam wiele takich
          przypadkow. Ciekawe, jak wygladala habilitacja Wojcika. Moze nam ujawni.

          > Jakie prace ma spinać? przeglądowe, jeżeli nie ma dostępu do przyzwoitego labu
          > i bez pieniędzy, których żaden KBN ani nikt bez habilitacji nie da.
          Mylisz sie. KBN rozdaje sporo pieniedzy ludziom bez habilitacji a nawet bez
          doktoratou. Jest nawet specjalna kategoria szybkich grantow dla mlodziezy.

          > recenzje typu "projekt może i fajny ale kto to jest ta pani/ten pan?"
          Trudno w to uwierzyc, ale jesli to prawda to powinienes to naglosnic. W
          przeciwnym razie zawsze bedziesz posadzany o rozpowszechnianie plotek. Musisz
          tez pamietac, ze w obecnej sytuacji mizerii finansowej nawet odjecie jednego
          punktu przez jednego z recenzentow praktycznie eliminuje projekt. Jezeli wiec
          ktos nie ma dorobku i wystepuje o stosunkowo duze pieniadze, to rzeczywiscie ma
          male szanse. Ale czy powinien miec duze? Nawet w obecnej sytuacji jest zbyt
          wiele chybionych projektow. Wyjscie - dokooptowac kogos z dorobkiem.
          • glonalga Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? 21.02.04, 13:59
            > Trudno w to uwierzyc, ale jesli to prawda to powinienes to naglosnic. W
            > przeciwnym razie zawsze bedziesz posadzany o rozpowszechnianie plotek. Musisz
            W wiele rzeczy trudno uwierzyc ludziom którzy sami tego nie przeszli, ale są
            tacy co wierzą. Ale żeby nie czepiac się tylko KBN to zgodzę sie, że jest to
            poniekąd powszechne bo podobna sytuacja trafiła mi się z DFG. gdzie też
            projekt odpadł z podobnym uzasadnieniem (ani ja ani kolega niemiecki nie
            mieliśmy publikacji z tego akurat zakresu, bo chcieliśmy rzecz trochę nietypową
            zrobić- szło o modelowanie na kompie fenotypowych skutków genów QTLowych an
            podstawie obserwacji z hodowli tkanek itp). No mniejsza z tym.
            A co do nagłośnienia sprawy to pochodzi ona jeszcze z czasów gdy recenzje były
            tajne, więc trzebaby wnosić o ujawnienie protokołów a na takie samobójstwo
            wtedy jeszcze nikt nie miał ochoty. Zresztą podobnie wygląda np. teraz system
            przyznawania stypendiów FNP i tym podobnych "gremiów" - tu pewnie kogoś ubodę,
            ale świadomie.
            O spawie szybkich 18 000 zł grantów dla "młodzieży" to można mówić jak chodzi o
            zakup paru odczynników a nie braku, za przeproszeniem, lodówki. I proszę mi nie
            mówic o zmianie labu, bo na takiego kogoś w Polsce się patrzy jak na zdrajcę...
            mam już za sobą takie próby.

            > Trudno w to uwierzyc, ale jesli to prawda to powinienes to naglosnic.
            A teraz komentarz na wesoło: a jesteś w stanie uwierzyć w profesora mówiącego
            na wykładzie o "elektronach w świetle słonecznym" albo że "glukoza jest układem
            dwuwęglowym"? I co nagłośnic to?!
    • dinos88 Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? 20.02.04, 15:05
      Jeden z dyskutantów ma Panu Wójcikowi za złe, że o sprawach polskiej nauki
      dyskutuje na
      zewnątrz. Ja od kilku lat usiłuję robić to „wewnątrz", niestety bez rezultatu.
      Udało mi się
      umieścić kilka tekstów w jednym z pism zajmujących się sprawami nauki, ale
      odzew był
      minimalny. Artykuł w „Nature" rzeczywiście wywołuje dyskusję, a bez takiej
      rozmowy nic
      się nie zmieni. Dziś wysyłam trochę dłuższy tekst do GW; obszerny fragment
      niżej. Nie mam
      zapędów grafomańskich i znalazłbym sobie ciekawsze zajęcie, ale widzę, że jak
      dotąd ludzie
      nie garną się do takich publicznych wypowiedzi (nawet anonimowo, ja też nie mam
      ochoty
      się ujawniać) i jedynymi znanymi mi dyskutantami są Panowie Wieczorek i Wójcik.
      Może
      uda się zachęcić innych?

      „... JAK TO NIEKIEDY BYWA. Tak się składa, że znam dość dobrze pewien bardzo
      popularny wydział w jednej z większych uczelni. Wydział ten legitymuje się
      bardzo dobra
      obsadą; ma znacznie więcej niż wymaganą do prowadzenia trzech kierunków studiów
      (zarządzanie, ekonomia i politologia) ilość profesorów i doktorów
      habilitowanych.
      Starczyłoby pewnie na jeszcze dwa kierunki, a na politologii na uzyskanie praw
      doktoryzowania. Jest wszakże pewien mały problem. Otóż większość tych
      profesorów swoje
      stopnie i tytuły uzyskała w nieistniejących już dziś uczelniach partyjnych,
      zarówno w Polsce
      jak i ZSRR i „demoludach". Nauką dowodzi w Wydziale absolwent i doktor
      Wojskowej
      Akademii Politycznej im. Felusia Dzierżyńskiego. Sądząc po specjalnościach
      (większość
      pracowała w Akademii Nauk Społecznych przy KC PZPR w Zakładzie Teorii Partii
      czy
      podobnych) trudno byłoby znaleźć na współczesnej uczelni przedmiot, którego
      mogliby
      nauczać. Okazuje się jednak, że specjalności te są obecnie tak bardzo pożądane,
      że niektórzy
      zmuszeni byli brać po ponad 1000 (tysiąc) godzin nadliczbowych i drugie etaty w
      innych
      szkołach, mimo, że np. z racji wieku lub pełnionych funkcji korzystali z 30%
      obniżki pensum
      dydaktycznego (ze 180 do 120 godzin w roku). Bywało też, że prowadzili np. po
      ponad
      dwustu dyplomantów rocznie, a jeden pan (ten akurat doktor) „przepracował" w
      roku
      2000/2001 ponad 1900 godzin dydaktycznych, w tym ok. 400 w odległej od siedziby
      uczeni
      jej zamiejscowej, a nielegalnej, filii. Zdecydowanie nie można powiedzieć, ze
      byli leniwi. Z
      publikacjami było trochę gorzej i większość ukazywała się w pismach określanych
      przez prof.
      Jamiołkowskiego jako „szmatławe", ale ideałów przecież nie ma. Tak duże
      zaangażowanie w
      pracę dydaktyczną wymagało ofiar w postaci np. łączenia grup ćwiczeniowych, ale
      czego nie
      robi się dla podniesienia poziomu scholaryzacji. I poziom się podnosił. W
      ubiegłym roku
      Wydział ukończyło prawie trzy tysiące absolwentów, z których większość
      zrezygnowała z
      atrakcyjnych ofert pracy i zasiliła szeregi bezrobotnych. (w tej dziedzinie
      mające tę Alma
      Mater województwo od wielu lat ambitnie walczy z Mazurami o palmę
      pierwszeństwa). Jeden
      facet (też akurat doktor) się wyłamał i zaczął pyskować, że dwa tysiące godzin
      w roku to za
      dużo, bo trzeba by pracować cały rok po kilkanaście godzin dziennie (rok
      akademicki to 30
      tygodni), ale okazało się, że we właściwym czasie nadszedł termin jego rotacji
      więc go
      wywalono. Licząc wg kryteriów KBN miał większy dorobek naukowy niż kilku
      profesorów
      tego wydziału łącznie, ale kto by się takimi drobiazgami przejmował. Gość
      myślał
      początkowo, że prześladują akurat jego, ale szybko okazało się, że miał w
      Uczelni
      poprzedników i zrozumiał, że jego przypadek, to nie wyjątek, ale REGUŁA. To
      prosta reguła.
      Nie wychylaj się; cokolwiek byś widział nie reaguj, chwal co masz i siedź
      cicho. Otóż to jest
      właśnie problem tej (czy tylko tej?) uczelni. Ta 30-totysięczna uczelnia jest w
      nauce prawie
      nieznana. A jest tak m.in. dlatego, bo nie da się oddzielić zachowań
      społecznych od
      naukowych, gdzie TRZEBA SIĘ WYCHYLAĆ. W naukach ścisłych jest to (oddzielenie)
      możliwe
      (por. np. Kurczatow czy lekarze III Rzeszy), ale w naukach społecznych prowadzi
      do
      degrengolady. Uczelnie są systemami zhierarchizowanymi i reguły ustalają nie
      adiunkci czy
      wykładowcy, ale profesorowie (wystarczy spojrzeć na skład Senatu). Nie
      twierdzę, że system
      ten ma same wady, ani, że to profesorowie odpowiadają za całe zło (nb. znam
      wielu
      usiłujących to naprawiać), ale opinia, iż to „jedynie doktorzy" winni są całemu
      złu jest po
      prostu dużym uproszczeniem. Zauważmy też, że profesorowie cieszą się W
      SPOŁECZEŃSTWIE ogromnym autorytetem; wypowiedź, która w ustach przeciętnego
      obywatela nie jest warta wzmianki, w ustach profesora nabiera dużego znaczenia.
      Ludzie po
      prostu potrzebują autorytetów, tak jak np. dobrej marki samochodu; szybciej
      uwierzą
      profesorowi, tak, jak chętniej wsiądą do mercedesa niż np. poloneza.
      Profesorowie wykazują
      niekiedy przesadną solidarność broniąc ewidentnie złych decyzji kolegów i
      brnąc „w zaparte"
      używają niedopuszczalnych normalnie metod. Np. facet, o którym mowa wyżej
      został przez
      przełożonych w istocie okradziony – zabrano mu bez pokwitowania jego własność,
      a wszyscy
      kompetentni umyli ręce. Nb. w systemie odpowiedzialności wewnątrz resortu
      edukacji
      pracownik nie ma możliwości uruchomienia np. komisji dyscyplinarnej dla swego
      przełożonego. O skierowaniu sprawy na komisję decyduje Rektor, a Rektora przed
      taką
      komisja postawić może tylko minister. Źle pojmowana solidarność generuje tu
      ogromne
      napięcia i prowadzi do wielu nadużyć. Utajnianie dorobku naukowego i rozliczeń
      grantów
      również wytwarza nikomu niepotrzebne podejrzenia o nadużycia; wspomnianej wyżej
      Alma
      Mater nawet wyrok NSA nie jest w stanie zmusić do upublicznienia, a
      przynajmniej
      pisemnego ujawnienia dorobku jej profesorów. Generalnie zagubiono zasadę
      mówiącą, iż
      szlachectwo zobowiązuje. I to jest chyba główny problem; bez tego nie utrzyma
      się żadna
      hierarchia, bo system traci możliwość samooczyszczenia. ..."
    • Gość: Iza Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.biaman.pl 20.02.04, 15:38
      Mysle, ze jest to mozliwe, o ile oprócz umiejetnosci, ma sie ogramna sile
      przebicia, troche szczescia i przede wszystkim "charakter", ktory pozwala sie
      jakos znalezdz w tym okropnym swiecie wzajemnego zaklamania.
    • pnowy Polskie czasopisma! 20.02.04, 16:48
      co sadzicie o tym?
      www.nature.com/cgi-taf/DynaPage.taf?file=/nature/journal/v427/n6976/full/427677b_fs.html&content_filetype=pdf

      Nie do konca wiem co o nich myslec. Jak mozna wplynac na taki stan rzeczy...
      • Gość: g Re: Polskie czasopisma! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.04, 17:26
        napiszże o co chodzi? zeby to czytać w Nature trzeba mieć subskrybcję!
        • Gość: racja Re: Polskie czasopisma! IP: *.uit.no / *.uit.no 20.02.04, 19:41
          Sluze (sorry za obrzydliwy format):

          Polish journals have an
          international impact

          Sir ? Cezary Wójcik, in Correspondence
          (?Eastern Europe; progress stifled the
          old guard? Nature 427, 196; 2004),
          expresses a view of Polish science that is
          true only to some extent. As young Polish
          scientists, working both in Poland and
          abroad, we wish to offer a counterbalancing
          viewpoint.
          First, we do not deny that in some cases
          a scientific career may be based on
          ?personal or political connections?. But to
          suggest this applies to the whole of Polish
          science, as Wójcik does, is an exaggerated
          generalization. The habilitation is not a
          mysterious qualification unrelated to any
          real scientific achievements, but an
          academic grade having its equivalents in
          other Western European countries ?
          although in Germany it is no longer
          required to become a full professor.
          Second, the medical sciences require
          particularly expensive materials and
          methods, and should not be considered as
          representative of all scientific disciplines,
          but rather as an exception.
          Similarly, Polish medical journals may
          not always be internationally recognized,
          but other disciplines fare better. For
          example, Acta Palaeontologica Polonica has
          an impact factor between 0.67 and 1.0
          (data for 2001?02), which places it
          between tenth and fifteenth in the
          world rankings of the 29 indexed
          scientific journals in this field, and Acta
          Astronomica (impact factor 3.2 in 2002)
          ranks ninth in astronomy.
          Adam T.Halamski*, Dorota Religa?
          *Institute of Paleobiology, Polish Academy of
          Sciences, Twarda 51/55, 00-818 Warszaw, Poland
          and Université Claude-Bernard-Lyon 1, UFR des
          Sciences de la Terre, UMR PEPS, 43 boulevard du
          11 novembre, 69 622 Villeurbanne cedex, France
          ?Karolinska Institutet, Neurotec, Novum, plan 4,
          141 86 Stockholm, Sweden
          and Medical Research Centre, Polish Academy of
          Sciences, Pawinskiego 5, 02-106 Warsaw, Poland
          • Gość: g Re: Polskie czasopisma! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.04, 13:45
            No to dzięki za cytat. Otóż pewnie ci państwo mają rację pisząc o swoich
            dziedzinach ale to raczej one są wyjątkiem (i może jeszcze trochę matematyki) a
            nie nauki medyczne. W rzeczywistości większość czasopism reprezentujących nauki
            ścisłe (czy przyrodnicze jak kto woli)nauk przyrodniczych jest na raczej marnym
            poziomie, nawet te notowane w ISI. A już o tych bez IF to chyba nie trzeba
            wiele pisać, każdy chyba może sypnąć przykładami groteskowych artykułów.
            Chociaż tu Polska przynajmniej nie różni się bardzo od innych postdemoludów, bo
            i w Bułgarii czy Ukrainie też podobne przykłady się znajdą. A w Polsce to dla
            wielu to poważny argument, że tu nie jest tak najgorzej bo są inni co mają
            jeszcze berdziej prz....ne.
            Są też liczne przykłady, nawet z IF, czasopism gdzie drukują głównie wyniki z
            instytucji-właściciela czasopisma i tam proces akceptacji wygląda tak, że z
            jednej strony biurka pana/pani prof. Editor-In-Chief leżą artykuły "submitted"
            i sa powiedzmy raz w tygodniu, przenoszone na druga stronę, do
            kategorii "accepted". I tak dalej w tym guście.
    • Gość: piotr drabik ameryka, czyli beznadzieja naukowa? IP: *.bri.nrc.ca 20.02.04, 16:59
      rozumiem, dlaczego niektorzy mlodzi ludzie w Polsce zapatrzeni sa w system nauki
      amerykanskiej jak w swiety obrazek. wynika to bowiem z ograniczania swego
      horyzontu zdarzen wylacznie do uczelni ligii bluszczowej (or so), braku
      osobistych doswiadczen w labach amerykanskich, lub tez zbyt krotkich doswiadczen
      (rzedu 1 roku), aby sie napatrzec na 'ten caly syf'.

      rozumiem (przynajmniej tak wydaje mi sie) rowniez tych, ktorzy spedzili wiele
      lat robiac nauke w stanach czy kanadzie, a ktorzy teraz siedza i narzekaja. a
      to, ze wcale nie jest tak rozowo (prawda), a to, ze wcale nie taka duza kasa
      (prawda; zwlaszcza w porownaniu z takich felczerem czy
      prawnikiem-polanalfabeta), a to, ze (jednak! co za szok!) duza biurokracja. a to
      w koncu, ze 'nawet w ameryce' sa uklady i ukladziki.

      mlodzi ludzie (ja sam juz jestem bardzo, bardzo stary; mam cale 31 lat i ledwo
      ciagne) to czytaja, czytaja i w koncu nie wiedza, co o tym myslec.

      mam zatem goracy apel o ZACHOWANIE ODPOWIEDNICH PROPORCJI.

      jak wiadomo, aby system funkcjonowania nauki byl idealny nalezy:
      (a) opracowac teorytyczny model takiego idealu
      (b) zaimplementowac go ('w zycie')

      po pierwsze nie wiemy, czy mozliwy jest idealny model tak zlozonego problemu.
      zoptymalizowanie to nic innego jak poszukiwanie estremum globalnego funkcji
      wielu zmiennych, a jak wiemy z optymalizacja w wielowymiarowych przestrzeniach
      nasze narzedzia matematyczne radza sobie, powiedzmy, srednio.

      ale nawet gdyby byl mozliwy do zaprojektowania system idealny, to mozna byc
      spokojnym o to, ze w postaci czystej nie bedzie funkcjonowal. bowiem tam, gdzie
      jest duzo ludzi, tam przewazaja, z definicji, miernoty (w nauce rowniez, choc
      srednia miernota naukowa to co innego niz miernota w ogole spoleczenstwa). wiec
      funkcjonujacy realnie system zawsze bedzie mial jakis niepusty zbior wad.

      tym niemniej, sa systemy funkcjowania nauki swietne (ale nie idealne), dobre,
      przecietne, slabe i calkiem gownianie. nie wiem, gdzie lezy system polski
      (wybierajcie sobie miedzy slabym a calkiem gownianym), ale z cala pewnoscia
      system amerykanski jest swietny (bo lepszego nie ma na tej planecie!).

      a cala gadka o tym, jak to do dupy jest w amerykanskiej nauce, to PIEPRZENIE w
      stylu: "chcesz wyjechac ze slaska na grenlandie, bo masz dosc zanieczyszczen
      powietrza? alez stary! nie badz smieszny. przeciez na grenlandii tez jest kupa
      zanieczyszczen. nie ma czystego miejsca juz na tej biednej matce Ziemi!"

      piotr drabik
    • Gość: B.T., Zabrze Są dwie drogi do kariery naukowej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.04, 21:33
      1. Poprzez publikacje byle czego. Bardzo łatwa, najczęściej stosowana, wg.
      mojej oceny 98 % zdobytych po 1990 roku stopni i tytułów.

      2. Poprzez zrobienia dzieła naukowego i jego opublikoanie. Brak chętnych na
      tego rodzaju kariery naukowe, za dużo pracy, nie ma ilości publikacji aby
      dostać finansowanie, kpiny kolegów i środowiska (ale głupek nic nie robi tylko
      studiuje dzieła naukowe i prowadzi badania zamiast publikować i robić:
      doktorat, habilitacje, profesure itp). Myśle, że to ta reszta 2 %

      3. W zwiazku z powyższym trzeba zmienić nazwy stopni i tytułów naukowycch,
      accordingly

      Propozycja zmiany na np.:
      Ad 1. dr pub. Iks Ygrekiński, dr hab pub. Iks Ygrekiński, prof. pub. dr hab
      pub. Iks Ygrekiński itd.

      Ad 2. Normalnie jak teraz.
      Przynajmniej wiedzielibyśmy z kim mamy do czynienia. Wiedzieli by także
      przedsiębiorcy kogo zatrudniać i jak rozróżniać ziarno od plew.

      Kto się przyłącza do mojej propozycji?

      Pozdrawiam
      • tak-uwazam nie jest tak zle w tej hamerykanskiej nauce :))) 20.02.04, 22:02
        Czytam i wnioskuje, ze Piotr Drabik zaczyna postrzegac swiat poprzez czarne
        okulary.
        Troche wiecej optymizmu, bo wcale tak ni e jest zle z ta "hamerykanska" nauka i
        baza naukowa.
      • Gość: BPP Re: Są dwie drogi do kariery naukowej IP: *.dhcp.uno.edu 20.02.04, 22:48
        Ja proponuje isc jeszcze dalej i zamiast chemikow na wydziale chemii zatrudnic
        redakcje GW, publikacje beda hulac jedna za druga, oceniac je bedzie redakcja
        Faktu zatrudniona w miejscu chemikow na innym wydziale chemii. Trudno mi czasem
        uciec od wrazenia ze to juz sie stalo.
      • Gość: agaj tylko jedna droga IP: 128.163.110.* 20.02.04, 23:40
        Opis tych dwoch drog kariery naukowej moze wprowadzic w blad osoby naiwne.
        Publikowanie jest absolutnie NIEZBEDNE w ocenie naukowaca i w awansie
        naukowym. Oczywiscie musi to byc publikowanie prac na przyzwoitym poziomie.
        Kleska dla kazdego naukowca jest przerwa w publikowaniu (powiedzmy 1-3 lata bez
        publikacji, ale poswiecone na "studiowanie dziel naukowych" jak proponuje BT).
        Jedyny dowod na to, ze cos sie robilo to publikacje (lub patenty w przemysle,
        czy naukach inzynieryjskich).

        Oczywiscie recenzent grantu czy czlonek komisji oceniajacej danego naukowca zna
        wartosc czasopism i prezentowanych w nich badan. Mimo wszystko - lepiej miec
        prace w czasopismie o IF 1.0 niz nie wcale nie miec publikacji.

        Jeszcze raz - publikowanie jest jedyna droga sukcesu i awansu w nauce i na
        publikacjach opiera sie system grantow i finansowanie nauki. Nikt nigdy nie
        dostanie grantu, jezeli nie publikuje. Bez grantow mozne pisac wiersze, ale
        nie robic prace naukowe.
      • glonalga Re: Są dwie drogi do kariery naukowej 21.02.04, 14:04
        Gość portalu: B.T., Zabrze napisał(a):

        > 1. Poprzez publikacje byle czego. Bardzo łatwa, najczęściej stosowana, wg.
        > mojej oceny 98 % zdobytych po 1990 roku stopni i tytułów.
        >
        > 2. Poprzez zrobienia dzieła naukowego i jego opublikoanie. Brak chętnych na
        > tego rodzaju kariery naukowe, za dużo pracy, nie ma ilości publikacji aby
        > dostać finansowanie, kpiny kolegów i środowiska (ale głupek nic nie robi
        tylko
        > studiuje dzieła naukowe i prowadzi badania zamiast publikować i robić:
        > doktorat, habilitacje, profesure itp). Myśle, że to ta reszta 2 %
        >
        > 3. W zwiazku z powyższym trzeba zmienić nazwy stopni i tytułów naukowycch,
        > accordingly
        >
        > Propozycja zmiany na np.:
        > Ad 1. dr pub. Iks Ygrekiński, dr hab pub. Iks Ygrekiński, prof. pub. dr hab
        > pub. Iks Ygrekiński itd.
        >
        > Ad 2. Normalnie jak teraz.
        > Przynajmniej wiedzielibyśmy z kim mamy do czynienia. Wiedzieli by także
        > przedsiębiorcy kogo zatrudniać i jak rozróżniać ziarno od plew.
        >
        > Kto się przyłącza do mojej propozycji?
        >

        Przyłączam się. Ja po początkowych próbach Ad2. też spadam do Ad 1. bo punkty
        trzeba mieć KBN-owskie (więc robię shortcomm-y, za to dużo ;-o) ale przyjemnie
        byłoby wrócić do normalności.
    • Gość: prof_HC Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: 212.160.138.* 21.02.04, 08:51
      Wolne żarty. Od kiedy to w prywatnych uczelniach w Polsce uprawia się naukę i
      rozwija infrastrukturę? Są to po prostu Wyższe Szkoły Wydawania Dyplomów za
      Pieniądze dla tych, którzy mieli za mało wiedzy (lub IQ), żeby dostać się na
      renomowane uczelnie państwowe. Cały prwyatny biznes edukacyjny obejmuje zresztą
      tylko ekonomię i nauki pokrewne, gdzie koszt kształcenia jest niski. Nie
      słyszałem jakoś o światowych sukcesach naukowych absolwentów tych uczelni.
    • Gość: Jasio Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.proxy.aol.com 21.02.04, 09:15
      Przejrzalem sporo postow i jakos nie udalo mi sie na podstawie zamieszczonych
      wypowiedzi sprecyzowac pojecia:
      KARIERA NAUKOWA
      Co wlasciwie nalezy rozumiec jako KARIERE NAUKOWA????
      1. Otrzymanie Szanowanego Tytulu Profesora?
      2. Stanowisko dyrektorskie w waznym osrodku naukowym?
      3. Piecdziesieciostronnicowa lista publikacji?
      4. Otrzymanie nagrody panstwowej "za osiagniecia naukowe"?
      5. Wlasna swiadomosc wniesienia duzego wkladu do nauki?
      6. Znalezienie przyjemnosci w odkrywaniu rzeczy nowych??
      7. Znalezienie chojnego nabywcy wynikow prac??
      8. .......................................???????????????????????

      Pozdrawiam
      • Gość: B.T., Zabrze Może zaczniemy precyzować co to "Kariera naukowa" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.04, 09:50
        Może zaczniemy precyzować. Podaję moją definicje.

        Karierę naukową zrobi ten, kto w sposób racjonalny i doświadczalny pracuje nad:

        1. Znalezieniem praw(a) (prawidłowości, zjawiska, stanu) w przyrodzie i
        otaczajacym nas środowisku

        2. Poznaniem i udokumentowaniem tych (tego) praw(a)

        3. Znalezieniem możliwości wykorzystania tych (tego) praw(a) dla zaspokojenia
        potrzeb i ciekawości człowieka oraz do eliminacji jego zagrożeń (ludzi -
        ludzkości)

        4. Kontrolą nad sposobem wykorzystywania (tego) tych praw(a)w zaspokojeniu
        potrzeb i ciekawości człowieka (ludzkości).


        Z poważaniem
        dr Bogdan Thomalla, Tomchem, Zabrze
        • lukasz97 Re: Może zaczniemy precyzować co to "Kariera nauk 21.02.04, 15:18
          Gość portalu: B.T., Zabrze napisał(a):

          > Może zaczniemy precyzować. Podaję moją definicje.
          >
          > Karierę naukową zrobi ten, kto w sposób racjonalny i doświadczalny pracuje nad:
          >
          > 1. Znalezieniem praw(a) (prawidłowości, zjawiska, stanu) w przyrodzie i
          > otaczajacym nas środowisku
          >
          > 2. Poznaniem i udokumentowaniem tych (tego) praw(a)

          i tu sie nauka konczy... to co ponizej to niestety tylko
          (czy 'az') rzemioslo...

          inni juz panu napisali - od tak nielubianych przez pana 'badan podstawowych'
          do $$$ droga, szczegolnie w naukach biologicznych (ktore sa zapleczem dla
          calego przemyslu farmauceutycznego) jest baaardzo daleka... z nauka (z pkt
          1 & 2) nie majaca wiele wspolnego - to zazwyczaj nudna/zmudna/niczego nie
          wnoszaca (poza $$$ z patentu na taki czy inny lek) rutyna...

          no ale coz... czego sie spodziewac po kims kto takowa rutyne dla pieniedzy
          sam uprawia a usiluje to jako 'nauke' przedstawiac...

          na szczescie nie z samych $$$ zycie sie sklada

          lukasz

          > 3. Znalezieniem możliwości wykorzystania tych (tego) praw(a) dla zaspokojenia
          > potrzeb i ciekawości człowieka oraz do eliminacji jego zagrożeń (ludzi -
          > ludzkości)
          >
          > 4. Kontrolą nad sposobem wykorzystywania (tego) tych praw(a)w zaspokojeniu
          > potrzeb i ciekawości człowieka (ludzkości).
          >
          >
          > Z poważaniem
          > dr Bogdan Thomalla, Tomchem, Zabrze
          • Gość: B.T., Zabrze To dlaczego żądasz $$$$ z moich podatków? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.04, 21:32
            Napisałeś: "na szczescie nie z samych $$$ zycie sie sklada".
            No widzisz, to nie wyciągaj rąk po cudze $$$.

            A ja wyciągam ręcę po $$$ do mojego własnego portwela, a tam są $$$ zarobione
            przeze mnie na sprzedaży wyników własnych prac badawczych.

            Myślę, że nie zrozumiesz dalej tego co mówię (piszę) jeżeli nie sprawdziłeś
            swych wyników badań w praktyce.
            A jak nie mam sam możliwości wykonania dzieła to współpracuje z innymi, tylko
            innych do współpracy mało bo potrzbują co miesiąc nowych publikacji i na
            badania czasu nie mają. Zreszta mają za dużo pieniędzy i żadnej współpracy nie
            potrzebują. Bo kariera ważniejsza niż stworzenia prawdziwego dzieła.

            Pozdrawiam
            Bogdan Thomalla, Tomchem, Zabrze
            • lukasz97 Re: To dlaczego żądasz $$$$ z moich podatków? 22.02.04, 07:50
              Gość portalu: B.T., Zabrze napisał(a):

              > Napisałeś: "na szczescie nie z samych $$$ zycie sie sklada".
              > No widzisz, to nie wyciągaj rąk po cudze $$$.

              za to calkiem sporo roznych firemek wyciaga rece po dane co to w bazie co to ja
              prowadze za podatnikowe $$$ prowadze. ale zadna zaplacic za to nie chce (no,
              cyba zeby to na ich wylaczny uzytek prowadzic. no ale tego, to ja z kolei nie
              chce :oP

              a czy cudze $$$ ? podatki tez place. i nie mam niczego przeciw wydawaniu czesci
              z nich na tzw 'badania podstawowe'.

              obawiam sie, ze przy panskim podejsciu calkiem spora czesc dzialalnosci naukowej
              (ie spora czesc 'klasycznej' biologii czy ekologii) nie mialaby prawa bytu, bo
              $$$ nie przynosza. albo gorzej. tracic je trzeba na wymyslona przez
              'darmozjadow' ochrone srodowska
              • Gość: B.T., Zabrze Nie matrw się, zrobia za Ciebie inni bardziej dośw IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.04, 15:08
                ... doświadczeni.
                • lukasz97 Re: Nie matrw się, zrobia za Ciebie inni bardziej 22.02.04, 18:03
                  Gość portalu: B.T., Zabrze napisał(a):

                  > ... doświadczeni.

                  ...wykorzystujac wyniki 'badan podstawowych' fundowanych z
                  kieszeni podatnika. przy okazji zaplaca z zysku podatek,
                  ktory czesciowo zostanie wykorzystany na nastepna runde
                  badan podstawowych... i tak to sie kreci w normalnym swiecie.

                  lukasz

                  ps. niczym sie nie martwie ;o) gdybym chcial tluc $$$ to bym
                  do jakiej firmy poszedl. aczkolwiek nie glosilbym tam wszem
                  i wobec ze jedynie sluszna (ie w sluzmie $$$) nauke uprawiam
                  • Gość: B.T., Zabtzr A co potrafisz, że jakaś firma Cię zechce zatrudni IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.02.04, 22:02
                    ... zatrudnić. Bajeczkę, że niby to zdolniejsi pracują na uczelniach czy
                    w "nauce" a ci mniej zdoli w przedsiębiorstwach produkcyjnych czy instytucjach,
                    możesz pomiędzy inne bajeczki włożyć.

                    Zapewniam Cię, że jest dokładnie odwrotnie. I drugie zapewnienie, wiem bo znam
                    obydwa te obszary.

                    Pozdrawiam

                    dr Bogdan Thomalla, Tomchem, Zabrze
                    • lukasz97 Re: A co potrafisz, że jakaś firma Cię zechce zat 24.02.04, 18:20
                      Gość portalu: B.T., Zabtzr napisał(a):

                      > ... zatrudnić. Bajeczkę, że niby to zdolniejsi pracują na uczelniach czy

                      wystarczajaco duzo ;o) a przynajmniej tyle, ile inni ludzie co z grupy i
                      na uczelnie i do przemyslu poszli. decyzja czy tu czy tam wicej miala
                      wspolnego z osobistymi preferencjami niz z wiekszymi czy mniejszymi
                      zdolnosciami.

                      > w "nauce" a ci mniej zdoli w przedsiębiorstwach produkcyjnych czy instytucjach,
                      >
                      > możesz pomiędzy inne bajeczki włożyć.

                      bajeczki, ktore sam pan tworzysz... mozna tylko wspolczuc, ze pan z
                      taka a nie inna smetna polska rzeczywistoscia ma doczynienia i na
                      takiej podstawie usiluje uogolniac...

                      > Zapewniam Cię, że jest dokładnie odwrotnie. I drugie zapewnienie, wiem bo znam
                      > obydwa te obszary.

                      w pl-u to moze i owszem. poza pl to juz raczej nie.
                      lukasz

                      > Pozdrawiam
                      >
                      > dr Bogdan Thomalla, Tomchem, Zabrze
        • Gość: piotr drabik Re: Może zaczniemy precyzować co to "Kariera nauk IP: *.bri.nrc.ca 23.02.04, 19:08
          Gość portalu: B.T., Zabrze napisał(a):
          > Karierę naukową zrobi ten, kto w sposób racjonalny i doświadczalny pracuje nad:

          nie wiem, czy mozna Pana traktowac powaznie, ale sprobuje. wiec powiada Pan, ze
          kariere naukowa (w domysle: nauke) robi wylacznie ktos, kto pracuje
          'doswiadczalnie'? hmmm, moze szanowny Pan 'B.T., Zabrze' sie troche zagolopowal
          juz w pierwszym zdaniu? twierdzi Pan, ze w dziedzinie matematyki, wielkiej
          czesci astrofizyki, astrochemii, fizyki kwantowej, chemii kwantowej, biologii
          teoretycznej nie mozna robic kariery naukowej? pewnie dlatego, ze te dyscypliny
          nie sa nauka, prawda?

          > 1. Znalezieniem praw(a) (prawidłowości, zjawiska, stanu) w przyrodzie i
          > otaczajacym nas środowisku

          umiarkowana zgoda (pomijajac niescisle uzycie terminow 'przyroda' i 'srodowisko'
          - jak na razie maja czesc wspolna)

          > 2. Poznaniem i udokumentowaniem tych (tego) praw(a)

          rowniez zgoda, przy czym znowu umiarkowana. gdyz nie postawil Pan jasnej
          dyferencjacji miedzy 'poznaniem prawa' z tego punktu, a jego znalezieniem (z
          punktu poprzedniego).

          poza tym warunki 1 i 2 nie wyczerpuja wszystkich mozliwosci (nie kazdy zajmowac
          sie musi nowym prawem przyrody, aby moc robic nauke, a tym samym i kariere naukowa).

          > 3. Znalezieniem możliwości wykorzystania tych (tego) praw(a) dla zaspokojenia
          > potrzeb i ciekawości człowieka oraz do eliminacji jego zagrożeń (ludzi -
          > ludzkości)
          >
          > 4. Kontrolą nad sposobem wykorzystywania (tego) tych praw(a)w zaspokojeniu
          > potrzeb i ciekawości człowieka (ludzkości).

          tu juz zmienil Pan temat. punkty 3 i 4 nie maja wiele wspolnego z nauka.

          piotr drabik
      • Gość: czytelnik Stepowiejąca ojczyzna Kopernika IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 21.02.04, 09:50
        www.radio.com.pl/nauka/temattygodnia/default.asp?id=111&md=0

        Stepowiejąca ojczyzna Kopernika

        Jeżeli nie dokonamy reformy systemu nauki i szkolnictwa wyższego oraz nie
        zwiększymy nakładów finansowych, to stepowiejąca naukowo ojczyzna Kopernika,
        Skłodowskiej-Curie i Hirszfelda zamieni się nieodwracalnie w pustynię.

        TEKST: CEZARY WÓJCIK
        • Gość: g Re: Stepowiejąca ojczyzna Kopernika IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.04, 14:12
          > zwiększymy nakładów finansowych, to stepowiejąca naukowo ojczyzna Kopernika,
          > Skłodowskiej-Curie i Hirszfelda zamieni się nieodwracalnie w pustynię.
          chodzi o Prusy, Francję i ...(uwaga! grozi naruszeniem poprawności politycznej)
          ;-)
      • Gość: agaj Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.client.insightBB.com 21.02.04, 16:43
        Tak Jasio, to wlasnie jest kariera naukowa. Mam watpliowsci co do punktu 7, ale
        dodalbym bardzo wazne punkty:

        8. Uznanie przez (miedzynarodowe) srodowisko naukowe,
        9. Wysokie zarobki i dostatnie zycie

        Kariera naukowa nie rozni sie w tych kryteriach (szczegolnie istotny punkt o
        zarobkach) od kariery np. bankowca.
    • Gość: P. Pragacz Re: PAN zamknac i czesc - oto przyklad GLUPOTY! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.04, 10:20
      Jest to powtorzona odpowiedz na list:


      PAN zamknac i czesc
      Przeczytaj komentowany artykuł »
      Autor: dyplomata
      Data: 19.02.2004 21:03


      ================================================

      Poniewaz moj poprzedni list, pisany pozno w nocy zawieral troche
      misprintow, pozwalam sobie go powtorzyc po korekcie.
      Przy okazji apel do GW: literki w okienku w ktore wpisuje
      sie list sa tak male (przynajmniej na ekranie mojego laptopa
      Toshiba satellite, linux) ze trudno jest zlokalizowac misprinty.
      Powiekszcie te litery, a bedzie mniej usterek! Z gory dziekuje.

      =================================================
      Szanowny Dyplomato,

      Jest to malostkowy, krotkowzroczny i idiotyczny (przepraszam za tak ostre
      wyrazenie) punkt widzenia. Np Instytuty Astronomii, Fizyki i Matematyki PAN
      uprawiaja nauke na najwyzszym swiatowym poziomie. Obecnie ich rola polega na
      tym ze obok (coraz mniejszej stalej kadry, ktora musi byc scisla czolowka
      swiatowa), oferuja one liczne kilkuletnie kontrakty dla tych pracownikow
      uczelni, ktorzy chca poswiecic sie badaniom, bedac wolnymi od obowiazkow
      dydaktycznych).

      Rowniez, w coraz wiekszym stopniu instytuty te sa odwiedzane (na okresy
      dochodzace do kilku lat) przez "visiting professors" z zagranicy
      reprezentujacych najwyzszy poziom naukowy.

      Tego typu instytucje posiadaja takie kraje o wieloletniej tradycji naukowej
      jak Francja : CNRS, i Niemcy: siec Instytutow Maxa Plancka.
      Rowniez w Francji pewien debilny minister probowal przed kilku laty
      zniszczyc CNRS - skonczyl bardzo zle. Ja przepracowalem 4 lata
      w Instytucie Maxa-Plancka w Bonn (wsrod absolutnej swiatowej czolowki
      matematycznej), i obecnie staram sie wszczepic pozytywy stylu dzialania tej
      instytucji w Instytucie Matematyki PAN, gdzie pracuje.

      Nie bede sie dalej rozwodzil: to co Pan proponuje to

      "mongolizacja"

      polskiej nauki (przy calej mojej sympatii do tego dalekiego
      egzotycznego kraju). Uwazam ze 40-milionowy narod, majacy w swojej tradycji
      Kopernika, Sklodowska-Curie, Banacha, Polska Szkole Matematyczna i Wolszczana,
      ma prawo i OBOWIAZEK pielegnowania sieci placowek naukowych zajmujacych
      sie badaniami typu "pure research" szczegolnie w dziedzinie nauk
      podstawowych.

      Latwo jest cos zniszczyc, trudniej to potem odbudowac. Instytuty PAN
      nalezy stopniowo modyfikowac by coraz lepiej sluzyly calej spolecznosci
      naukowej (takze tej z roznych uczelni: uniwersytetow, politechnik itd),
      ale nie niszczyc - szanowny Panie!

      A jezeli teraz Pan mi zarzuci ze nauki podstawowe sa "diabla warte",
      to odpowiem Panu, ze doswiadczenie pokazuje, ze tylko tam gdzie sa silne
      nauki podstawowe (pozornie oderwane od rzeczywistosci), moga sie owocnie
      rozwijac nauki stosowane (jest to prawidlowosc na pozor dziwna,
      a jednak prawdziwa, potwierdzona empirycznie).

      Dlatego niech Pan (i Panu podobni) nie ruszaja z krucjata przeciw instytutom
      PAN, bo wyrzadzi to niepowetowana krzywde Polskiej Nauce, bez ktorej nie moze
      istniec zdrowe spoleczenstwo miedzy Odra a Bugiem.

      Z powazaniem,

      Piotr Pragacz,
      Profesor IMPAN

      www.impan.gov.pl/~pragacz
      • Gość: B.T., Zabrze Racja! Nie likwidować tylko przestać finasować z IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.04, 10:31
        ...budżetu państwa. Rolę prac teoretycznych mogą przejąć (też pracowników)
        liczne uniwersytety w Polsce.
        • Gość: Cywil Na jalowym biegu IP: *.gn.ae.wroc.pl 21.02.04, 10:47
          Zaczynam sie zastanawiać czy cala ta dyskusja ma sens, skoro trzeba tlumaczyc
          co niektorym rzeczy tak oczywiste, ze bez badan podstawowych w ogole nie ma
          nauki (i ze one na siebie nie zarobia). A tak poza wszystkim to moze lepiej
          zabrac sie za jakas prace niz od kilku dni przelewac z "pustego w prozne".
          • Gość: B.T., Zabrze Wyniki badań podstawowych też możnna sprzedać IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.04, 12:37
            Wyniki badań podstawowych też można sprzedać, albo pracując w zespołach z np.
            technologami można sprzedać pracę zespołową. Badania podstawowe, jak powiadzsz,
            czyli badania "potrzebne" jak ja mówię, określajne są pod potrzeby technologii,
            metod, sposobów itd., czyli łatwiej sprzedawalnych pozycji.
            Jak chcesz wykonywać te swoje badania podstawowe to zaproponuj współpracę
            jakimś światowym przedsiębiorstwom i nie bedziesz miał problemu z ich
            finansowaniem.
          • Gość: P. Pragacz Re: Na jalowym biegu - ma Pan zupelna racje! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.04, 14:07
            Szanowny Cywilu,

            Dziekuje za ta reakcje na moj list. Wielu z nas, zajmujacych sie badaniami
            podstawowymi jest juz totalnie wyczerpanych tym ze co jaki czas trzeba
            roznym ludziom tlumaczyc jakie sa one wazne. To jest chyba kwestia tradycji.
            Np we Francji, czy w Niemczech ludzie wiedza to przeszlo 200 lat.
            W centrum Paryza znajduja sie ulice z nazwiskami naukowcow (i to wcale nie
            z tej najwyzszej polki typu noblisci). U nas tez mamy takie ulice ale
            znacznie mniej. Nasza nauka, mimo ze w przeszlosci miala Kopernika
            Sklodowska-Curie, oryginalnego matematyka i filozofa Hoene-Wronskiego
            (w W-wie jest jego ulica!), tak naprawde jako twor zoorganizowany
            wystartowala po 1. wojnie swiatowej. Badzmy wiec optymistami, ze
            i u nas za jakis czas swiadomosc waznosci nauk podstawowych bedzie
            taka jak dzis jest we Francji czy Niemczech.

            Ma Pan zupelna racje - zamiast wypisywac takie listy powinienem
            siedziec i dowodzic twierdzenia (tym sie w matematyce zajmujemy).
            Ale jak widze postulat : PAN zamknac i czesc , to mnie krew zalewa
            i zaczynam pisac takie listy.

            Pozdrawiam,
            P. Pragacz
            • Gość: g Paryż w Polsce? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.04, 14:20
              > znacznie mniej. Nasza nauka, mimo ze w przeszlosci miala Kopernika
              > Sklodowska-Curie, oryginalnego matematyka i filozofa Hoene-Wronskiego
              Ludzie, pani M.S-C naprawdę nie była częścią nauki w Polsce tylko Polką
              pracującą we Francji i to po prostu nie fair przypisywać Polsce jakąkolwiek
              zasługę za jej osiągnięcia. Kopernik też działał raczej w Prusach niż w
              Koronie.A poza naukami nie wymagającymi laboratoriów, jak właśnie matematyka,
              czy no... filozofia, nie ma, nie było i dalibóg nie będzie w Polsce nic
              niezależnego na poziomie światowym. Znajdźcie mi przykład kogoś kto w Polsce
              (ale tylko w Polsce) zrobił cos rozpoznawalnego poza Polską. Łatwiej już
              znaleźć przykłąd z Sowietów.
              • Gość: cde Re: Paryż w Polsce? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.04, 14:57
                Proponuje by sie Pan (albo Pani) zrelaksowal(a)
                przy pieknej francuskiej muzyce Fr'ed'eric Chopin.

                Pozdrawiam
                cde
                • Gość: g...hi Re: Paryż w Polsce? i Poronin też IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.04, 17:34
                  > Proponuje by sie Pan (albo Pani) zrelaksowal(a)
                  > przy pieknej francuskiej muzyce Fr'ed'eric Chopin.
                  >
                  > Pozdrawiam
                  > cde
                  A nie lepiej poczytac coś z dzieł wielkiego POLSKIEGO filozofa W.I. L.?
                  też pozdrawiam...
            • Gość: B.T., Zabrze Maria Skłodowska, dobry przykład!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.04, 19:30
              Widocznie nie znasz działalności naszej Rodaczki. Podpowiem, albo przypomnę
              więc. Otóż to jest bardzo dobry przykład jak z badań czysto aplikacyjnych
              przechodziła do uogólnień teoretycznych. I właśnie o to chodzi w badaniach
              naukowych.

              Jak to było. Przełom XIX i XX wieku to poszukiwanie nowego oświetlenia szybko
              powstajacych salonów bogacacej sie burżuazji. Potrzebne też było oświetlenie do
              oszałamiająco rozwijajacej się fotografii. Roentgen w 1895 roku odkrywa swe
              promienie X, znana już jest żarówka elektryczna Edisona ale nie ma w
              powszechnym użyciu prądu elektrycznego, jakiś cwaniak (jak się później okazało)
              wynalazł promienie N (w pewnym sensie podobny do naszych cwaniaków co to mamią
              nas badaniami podstawowymi) itd.
              Wszyscy szukali jakiegoś żródła prmieniowania do celów oświetleniowych.
              Becquerel odkrył, że ruda z Czech owinięta w papier fotograficzny naświetla go.
              Skoro tak, to trzeba wyłowić z tej rudy tę substancję, która wysyła promienie.
              Nikt nie chciał podjąć się tej bardzo ciężkiej pracy. Podjęła się Pani Maria.
              jak to ciężka praca to tylko znają chemicy nieorganicy. Ale przypomnę.
              1. Wziąć porcję rudy (powiedzmy) 1 kg i stopić ją z ługiem sodowym w tyglach w
              temperaturze kilkaset stopni aby ruda stała sie rozpuszczalna w wodzie
              destylowanej (sama ja produkowała)
              2. Rozpuścić w wodzie destylowanej
              3. Wytrącić krzemionkę
              4. Pozostałość rozpuścić w stężonym kwasie azotowym na gorąco
              5. Zobojetnić ługiem sodowym
              6. Kwasem solnym wytrącić tzw. I grupę pierwiastków (chlorek srebra, chlorek
              rtęci i chlorek ołowiu
              7. Następine wytrącic tzw. II grupę..... itd itd
              8. Wytrącić...resztę zagęścić itd., itd.

              Nie będę dalej zanudzał. Oceniam, że:
              1. Użyła kilka ton sody kaustycznej, ok. jednej tony stężonego kwasu azotowego,
              ileś tam stężonego kwasu solnego
              2. Całą masę różnych odczynników do wytrącania kolejnych grup kationów (metali)
              3. Pracowała stosując naczynia laboratoryjne, tę tonę rudy musiała więc
              podzielić na ok. 1000 porcji i każdą porcję obrabiać jak podałem w skrócie wyżej
              4. Oceniam, że musiała wyprodukować za pomocą destylarki laboratoryjnej kilka
              ton wody destylowanej i te kilka to odparować w tyglach laboratoryjnych do
              kolejnego zatężania roztworów soli
              5. Jak widziałem na zdjęciach, czynnikiem grzewczym były szczapy drewna i węgiel
              6. Zimą te prace robiła w drewnianej szopie pracując w oparach chemikaliów jak
              wyżej
              7. Jak się zrobiło cieplej to gotowała to wszystko na dworze
              8.
              9. itd

              Na czym polegał geniusz, myślę, że;
              1. Cierpliwość w ciężkiej pracy
              2. Dobre zaplanowanie prac
              3. Pełna wiedza w zakresie chemii nieorganicznej na owe czasy
              4. Genialna pamięć przy powtarzaniu czynności i ogarnięciu tych całej masy
              próbek, próbeczek, w takim a innym stadium " zatężania" swego celu
              5. Wyciąganie wniosków ze swego doświadczenia i upraszczanie czynności
              laboratoryjnych
              6. Wielka odpornośc na robienie skrutów i oddawaniu sie lenistwu
              7. I jeszcze wiele innych, których mój umysł nie jest wstanie pojąć.

              Po wyizolowaniu radu i polonu badania nad ich właściwściami promieniotwórczymi.
              Kontakt z przodującymi uczonymi dla wyjaśnienia przyczyn świecenia tych
              pierwiastków itd. itd. Genialne podejście do całkiem nowych, nieznanych
              zagadnień.

              I zobacz, prawdopodobnie Ty nazywasz te końcówke badań badaniami podstawowymi!!!
              Nikt nie był wstanie (jak się przecież okazało) wykonać jakichś tam badań
              podstawowych przed Panią Marią nad radem skoro go nie było.

              Dla mnie praca tej genialnej Kobiety jest wzorem jak należy podchodzić do pracy
              badawczej, jak ją wykonywać i jak wyciągać prawidłowe wnioski.
              I popatrz, kto ma wykonywać badania podstawowe? Ten co w życiu niczego
              sprawdzonego nie dokonał? Badania podstawowe mają wykonywać ci co już czegoś
              sprawdzonego dokonali. Oni wiedzą "co w trawie piszczy". jakie są problemy do
              rozwiązania itp.
              Przestańcie więc mi pi....yć o przewadze badań podstawowych nad stosowanymi.
              Nie ma żadnej przewagi i nie ma badan podastawowych, sa tylko potrzebne i
              niepotrzebne, źle wykonane i dobrze wykonane.
              Stara dyskusja, nigdy nie sama "Theoria", nigdy nie samo "praxi", ale
              zawsze "Theoria cum praxi". I tak nasywamy cykl Seminariów Tomchemu, za miesiąc
              bedzie już XI.

              A jak jesteś teoretykiem, matematykiem to dołącz do zespołów badawczych i
              zróbcie coś sprawdzonego razem a potem bierzcie się za teoretyczne wyjaśnianie,
              jak to zrobiła nasz Pani Maria.
              I nie szastajcie Jej nazwiskiem do podpierania swych chorych ambicji wyciągania
              pieniędzy od podatników.

              Jeżli chcecie robić te swoje badania podstawowe to róbcie ale to tylko za swoje
              pieniądze, tak jak ja to robie w Tomchemie.

              Pozdrawiam
              dr Bogdan Thomalla, Tomchem, Zabrze




              1.
        • Gość: abc Re: Racja! Nie likwidować tylko przestać finasowa IP: *.chello.pl 21.02.04, 11:57
          Gość portalu: B.T., Zabrze napisał(a):

          > ...budżetu państwa. Rolę prac teoretycznych mogą przejąć (też pracowników)
          > liczne uniwersytety w Polsce.

          Utrzymanie PAN-u niewiele kosztuje. Płace tam są dużo niższe niż na uczelniach,
          pieniądze z grantów wchodzą do wynagrodzenia podstawowego, a nie dodatkowego,
          ponadto nie trzeba zimą ogrzewać tylu dużych sal, itp. itd. A produkcja naukowa
          na głowę zatrudnionego bije na głowę tę z uczelni, mimo że nie ma tam darmowych
          pomocników - studentów. Oszczędzilibyśmy kilka procent ogólnych wydatków na
          naukę i edukację, a nasze wskaźniki osiągnięć naukowych spadłyby o połowę.
          W PAN-ie - z różnych względów (np. dlatego że jest większa dyscyplina pracy,
          ludzie więcej czasu spędzają ze sobą, profesorowie nie są zajęci gierkami na
          poziomie wydziału czy uczelni) - jest większa koncentracja na nauce niż na
          uczelniach. Szkoda, a nawet niemądrze, by było to utracić.
          I piszę to jako człowiek z uczelni, a nie z PAN-u.

          • Gość: Józef Wieczorek DEBATA NAD USTAWĄ O SZKOLNICTWIE WYŻSZYM IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 21.02.04, 12:03
            DEBATA NAD USTAWĄ O SZKOLNICTWIE WYŻSZYM
            www.naukowcy.republika.pl/strglowna.html
            • dinos88 Do Dyplomaty 21.02.04, 12:14
              Jak już pisałem w innym miejscu podzielam w dużej mierze poglądy Dyplomaty.
              Pisałem wiele tekstów o podobnej treści do różnych pism, być może jeden z tych
              tekstów ukaże się wkrótce w piśmie poświęconym m.in. sprawom szkolnictwa
              wyższego. Niżej fragment tekstu, który wysłałem do jednej z gazet przed
              tygodniem. Nie dotyczy on nauki, lecz szkolnictwa wyższego. Nie podzielam
              poglądów Dyplomaty, że należy wszystko puścić na żywioł, ale zgadam się z Nim w
              poglądach, iż bez urynkowienia szkolnictwa szlag to wszystko trafi. Nie zgadzam
              się z tezą, że urynkowienie to przeprowadzać powinni wyłącznie
              obecnie „dowodzący” naszą nauką. Mam też bardzo mieszane odczucia jeśli chodzi
              o habilitacje. Z jednej strony dobrze byłoby (choć to jest dokładnie pod prąd
              proponowanej przez Dyplomatę „amerykanizacji” szkolnictwa) utrzymać
              hierarchiczną strukturę uczelni, gdzie wiadomo, kto jest kim (np. że profesor
              jest wybitnym fachowcem w swojej dziedzinie i facetem o stosownych walorach
              etycznych), z drugiej obawiam się, że jest to równie realne jak żądanie, aby
              zawsze była piękna pogoda, a ludzie kochali się wzajemnie. Tak czy siak wydaje
              mi się, że powinno się upublicznić informacje o tym, kto za co habilitacje
              dostał. Być może okaże się, że wszyscy, którzy ją mają posiadają wymagany
              ustawą znaczący dorobek naukowy i zamknie się usta tym, którzy chcą ją znosić.
              Może się tez okazać, ze przemycono do tego grona ludzi nieodpowiednich i można
              będzie albo pozbawić ich tego stopnia (co między wierszami proponuje wielu
              dyskutantów, w tym chyba i Dyplomata) albo, jeśli okaże się to
              niemożliwe, „wyrównać” wszystko przez zniesienie habilitacji. Poniższy tekst
              dotyczy prezydenckiego projektu ustawy, w którym wyróżnia się chyba z sześć
              stopni uniwersyteckości uczelni.

              „... Podział uczelni na mniej czy bardziej dobre bardziej sprawie zaszkodzi niż
              pomoże. Nie tylko nie rozwiąże to istniejących problemów, ale wygeneruje nowe,
              bo każda hierarchia wytworzy kiedyś ludzi wyspecjalizowanych w pokonywaniu jej
              szczebli w sposób nieprzewidziany przez autorów hierarchii. Lepiej podzielić
              uczelnie na dwie klasy; bardzo dobre uczelnie (może nawet lepiej byłoby mówić o
              dobrych instytutach, bo trudno jest osiągnąć wyrównany dobry poziom całej dużej
              uczelni) publiczne odpowiednio finansowane głownie bezpośrednio przez państwo i
              resztę, znacznie gorzej finansowaną częściowo (pośrednio) przez państwo, a w
              większej części przez pobierających nauki studentów. Sytuacja finansowa
              szkolnictwa jest trudna, a będzie jeszcze trudniejsza, bo elitarne z natury
              studiowanie stało się w krótkim czasie masową rozrywką coraz liczniejszych
              rzesz młodzieży, która w zdobyciu dyplomu (nie wiedzy, a dyplomu właśnie!)
              upatruje zwiększenie swych szans na rynku pracy i zamazywaczem bezrobocia
              wykorzystywanym przez kolejne ekipy dla podniesienia statystyk „scholaryzacji”
              (nb. jest to zwykłe oszustwo, bo dyplomy dramatycznie tracą wartość).
              PROPOZYCJA Dobrego wyjścia z tej sytuacji nie ma, ale można ratować się jakimś
              systemem stypendialnym. Na przykład; każdy podejmujący studia otrzymuje bon
              edukacyjny o określonej, zmiennej w czasie (na ile nas aktualnie stać)
              wartości. Za bon ten może „wykupić” uczestnictwo w jakich chce i gdzie chce
              zajęciach. Może więc np. (jeśli są miejsca) uczestniczyć w wykładach z teorii
              prawa na UJ i ekonomiki produkcji w AE. Uczelnie też nie są bierne i mogą
              uzależnić uczestniczenie w określonych zajęciach od zdania testu kompetencji.
              Może też (na kierunkach nie wymagających zajęć laboratoryjnych) nie
              uczestniczyć w żadnych zajęciach, a bon, po upływie terminu jego ważności
              odsprzedać państwu. Tym co student musi, jest zdanie przed specjalną,
              niezwiązaną z żadną konkretną uczelnią komisją egzaminu. Jego dokładny zakres
              jest podawany w specjalnych publikacjach i student zna go przed podjęciem
              studiów. Na wszystkie zajęcia bonu nie starcza (ale są kredyty studenckie);
              jeśli student jest dobry, to po pierwszym takim egzaminie (nie powinno ich być
              więcej niż jeden na rok) otrzymuje stypendium, jeśli nie płaci sam. Nie ma
              studiów „zaocznych”, wszystkich obowiązuje ten sam zakres materiału, a sposób i
              tempo uzyskania wiedzy reguluje student. Nauczyciel akademicki przestaje być
              przeszkodą w uzyskaniu dyplomu, a jego czas i umiejętności stają się kupowanym
              przez studenta towarem. Wydaje się, że rozwiązałoby to problem masowości
              kształcenia. Do ukształtowania naprawdę dobrego, kreatywnego fachowca potrzebne
              jest jednak podejście typu „uczeń-mistrz”. Na skale masową zrobić się tego nie
              da i kształceniem na tym poziomie winny się zająć te „lepsze”, ostro przez PKA
              kontrolowane, uczelnie (nb. pogratulować optymizmu tym, którzy sądzą, że PKA
              jest w stanie kontrolować 300 obecnych uczelni). Uczelnie te powinny
              funkcjonować na zasadach rynkowych, ale konkurowałyby głownie o pieniądze
              PAŃSTWOWE. Powinny one otrzymać dużą autonomię, co doprowadziłoby pewnie do
              wytworzenia z czasem tzw. „szkół”, zespołów dobrze rozumiejących się ludzi
              wytyczających nową drogę w jakiejś dziedzinie wiedzy.

              Ogromna większość decydentów nie chce zauważyć, że lata dziewięćdziesiąte
              przyniosły w Polsce wymuszone przez masowość kształcenia JAKOŚCIOWE zmiany
              systemu edukacji. Czy tego chcemy, czy nie Europa zdążać będzie do „modelu
              amerykańskiego”, z małą ilością dobrych uczelni i resztą na poziomie
              ichnich „college’gów”. Różnica polegać może m.in. na tym, ze te dobre
              zlokalizowane będą poza Polską. W moim odczuciu w tym właśnie kierunku
              zmierzamy. Wejście do UE otworzy bramy uczelni europejskich zarówno przed
              naszymi studentami jak i pracownikami. Odejdą ci najbardziej mobilni, najlepsi,
              którym łatwo będzie dostosować się do odmiennych od naszych warunków pracy i
              studiowania. A wypłoszą ich dodatkowo feudalne stosunki w uczelniach (młodych
              pracowników) oraz wciskające się na uczelnie chamstwo i nieuctwo (studentów, bo
              nawet kilku takich „studiujących inaczej” potrafi uniemożliwić normalne
              studiowanie całej grupie). Będące nasza narodową specjalnością liczenie na to,
              że „jakoś to będzie” może, jak już parę razy bywało, okazać się tu zawodne.”
              • dyplomata Glos rozsadku 23.02.04, 10:14
                dinos88 napisał:

                > Nie podzielam poglądów Dyplomaty, że należy wszystko puścić na żywioł, ale
                >zgadam się z Nim w poglądach, iż bez urynkowienia szkolnictwa szlag to
                >wszystko trafi.

                No wlasnie. Pytanie jak mozna urynkowic bez puszczenia na zywiol. Jak sie
                okazuje regulowanie zywiolu rodzi tylko biurokracje i wypaczenia.

                Tymczasem sam zywiol jak sie okazuje radzi sobie calkiem dobrze. Kazdy chyba
                wie ze w USA mozna dostac tytul PhD poczta za US$ 99.95 oraz naharowac sie
                na PhD Harvard. Nie ma zadnego problemu z biurokratycznym kontrolowaniem
                PhD bo kazdy pisze po tytule skad go dostal. Zywiol znalazl genialnie
                proste rozwiazanie, nie?

                >Nie zgadzam się z tezą, że urynkowienie to przeprowadzać powinni wyłącznie
                > obecnie „dowodzący” naszą nauką.

                To jest duzy problem, ten problem mozna rozwiazac robiac reforme kasy. Jak
                kase sie zreformuje to wszyscy sie dostosuja.

                >Mam też bardzo mieszane odczucia jeśli chodzi o habilitacje. Z jednej strony
                >dobrze byłoby (choć to jest dokładnie pod prąd
                > proponowanej przez Dyplomatę „amerykanizacji” szkolnictwa) utrzymać
                > hierarchiczną strukturę uczelni, gdzie wiadomo, kto jest kim (np. że profesor
                > jest wybitnym fachowcem w swojej dziedzinie i facetem o stosownych walorach
                > etycznych), z drugiej obawiam się, że jest to równie realne jak żądanie, aby
                > zawsze była piękna pogoda, a ludzie kochali się wzajemnie.

                Alez chwileczke: w modelu "zamerykanizowanym" nie ma struktury hierarchicznej???
                Nie wiadomo kto kim jest??? Alez ewidentnie wiadomo. W modelu tym placowki
                musza walczyc o najlepszych ludzi bo inaczej ucierpi ich reputacja. Wartosc
                ludzi ocenia wiec rynek a nie struktury biurokratyczne.

                I NIE OSZUKUJMY SIE:

                W systemie biurokratycznym takim jak w Polsce istnieja w istocie dwa "obiegi"
                oceny. Obieg oficjalny z jego urzedowa tytulomania i DRUGI OBIEG gdy przy
                wodeczce mowi sie "Ixinski to zero ale ma mocne dojscia wiec belwederke se
                zalatwil".

                Zamiast wiec tkwic w systemie oszustwa trzeba przejsc do systemu gdzie bedzie
                JEDEN obieg. Jak ktos slaby dostanie stanowisko na uczelni X to ludzie zaczna
                omijac to uczelnie.

                > Tak czy siak wydaje
                > mi się, że powinno się upublicznić informacje o tym, kto za co habilitacje
                > dostał. Być może okaże się, że wszyscy, którzy ją mają posiadają wymagany
                > ustawą znaczący dorobek naukowy i zamknie się usta tym, którzy chcą ją
                > znosić. Może się tez okazać, ze przemycono do tego grona ludzi
                > nieodpowiednich i można
                > będzie albo pozbawić ich tego stopnia (co między wierszami proponuje wielu
                > dyskutantów, w tym chyba i Dyplomata) albo, jeśli okaże się to
                > niemożliwe, „wyrównać” wszystko przez zniesienie habilitacji.

                To jest znowu metoda biurokratyczna. Nauka to nie produkcja margaryny
                wiec nie ma w istocie prostych kryteriow oceny. Oceny dokonuje "rynek" naukowy.
                W istocie na rynku naukowym wszyscy z danej dziedziny wiedza kto co
                reprezentuje. Chodzi wiec o to by ta wiedza byla kryterium oceny.

                > Lepiej podzielić
                > uczelnie na dwie klasy; bardzo dobre uczelnie (może nawet lepiej byłoby mówić
                >o dobrych instytutach, bo trudno jest osiągnąć wyrównany dobry poziom całej
                >dużej uczelni) publiczne odpowiednio finansowane głownie bezpośrednio przez
                > państwo i resztę, znacznie gorzej finansowaną częściowo (pośrednio) przez
                >państwo, a w większej części przez pobierających nauki studentów.

                To ze elitaryzm jest niezbedny nie ulega watpliwosci. W Polsce byloby miejsca
                na dwie uczelnie elitarne (cos ale Oxford-Cambridge). Z tym ze uczelnie
                elitarne musialyby miec tez wyzsze oplaty a o granty walczyliby wszyscy.


                > systemem stypendialnym. Na przykład; każdy podejmujący studia otrzymuje bon
                > edukacyjny o określonej, zmiennej w czasie (na ile nas aktualnie stać)
                > wartości. Za bon ten może „wykupić” uczestnictwo w jakich chce i gd
                > zie chce zajęciach.

                Jaki bylby dokladnie model finansowania to kwestia dyskusji. Jest oczywiste
                jednak ze skonczyc trzeba z mitem bezplatnosci kotry jest w obecnych warunkach
                SKRAJNA demagogia z czasow Stalina. A to dlatego ze umozliwia bezplatne studia
                mlodziezy najlepiej sytuowanej, chodzacej do najlepszych szkol. Biedota i
                ludzie z prowincji musza placic za poslednia edukacje albo placa za podobna
                pod plaszczykiem studiow wieczorowych.

                >Czy tego chcemy, czy nie Europa zdążać będzie do „modelu
                > amerykańskiego”, z małą ilością dobrych uczelni i resztą na poziomie
                > ichnich „college’gów”. Różnica polegać może m.in. na tym, ze
                > te dobre zlokalizowane będą poza Polską.

                Niekoniecznie - jesli zreformuje sie system.

                >W moim odczuciu w tym właśnie kierunku
                > zmierzamy. Wejście do UE otworzy bramy uczelni europejskich zarówno przed
                > naszymi studentami jak i pracownikami. Odejdą ci najbardziej mobilni,
                >najlepsi,którym łatwo będzie dostosować się do odmiennych od naszych warunków
                >pracy i studiowania.

                Unia tworzy przeciez otwarty europejski rynek. Aby na nim egzystowac trzeba
                byc konkurencyjnym.

                Mozna powiedziec wrecz ze w wielu krajach europejskich sa podobne lub
                gorsze stosunki niz w Polsce.

                LIST WOJCIKA NIE BYL PIERWSZYM. Byly podobne listy z Italii, Hiszpanii,
                Portugalii, Niemiec.

                Dlatego wlasnie w Polsce bylaby szansa wzmocnienia konkurencyjnosci
                poprzez radykalna reforme.

                >A wypłoszą ich dodatkowo feudalne stosunki w uczelniach (młodych
                > pracowników) oraz wciskające się na uczelnie chamstwo i nieuctwo (studentów,
                >bo nawet kilku takich „studiujących inaczej” potrafi uniemożliwić normalne
                > studiowanie całej grupie). Będące nasza narodową specjalnością liczenie na
                >to, że „jakoś to będzie” może, jak już parę razy bywało, okazać się tu
                > zawodne.”

                Studenci to klienci. Ale jezeli klienci nie placa to co to za klienci, nie?
                Klienci powinni placic, i to tym wiecej im wyzsza jakosc im sie oferuje.
                • dinos88 Re: Glos rozsadku 23.02.04, 14:51
                  dyplomata napisał:

                  Pytanie jak mozna urynkowic bez puszczenia na zywiol. Jak sie
                  > okazuje regulowanie zywiolu rodzi tylko biurokracje i wypaczenia.

                  Można to robić stopniowo. Nie jestem tez pewien, czy trzeba urynkowić WSZYSTKO.
                  Na pewno trzeba to zrobic ze szkolnictwem, to co jest jest zbyt kosztowna i
                  nieefektywne.


                  > Tymczasem sam zywiol jak sie okazuje radzi sobie calkiem dobrze. Kazdy chyba
                  > wie ze w USA mozna dostac tytul PhD poczta za US$ 99.95 oraz naharowac sie
                  > na PhD Harvard. Nie ma zadnego problemu z biurokratycznym kontrolowaniem
                  > PhD bo kazdy pisze po tytule skad go dostal. Zywiol znalazl genialnie
                  > proste rozwiazanie, nie?

                  No własnie nie. W USA są całe agencje sprawdzające wartość dyplomu, bo niektóre
                  uczelnie sa zupełnie nieznane.
                  >
                  > >Nie zgadzam się z tezą, że urynkowienie to przeprowadzać powinni wyłącznie
                  > > obecnie „dowodzący” naszą nauką.
                  >
                  > To jest duzy problem, ten problem mozna rozwiazac robiac reforme kasy. Jak
                  > kase sie zreformuje to wszyscy sie dostosuja.

                  To chyba przesadny optymizm. Raczej niektórzy zewra szeregi i sprywatyzuja po
                  swojemu. Przeciez u nas juz sie wiele instytucji prywatyzowało. Dlaczego tu
                  miałoby byc inaczej?
                  >
                  > >Mam też bardzo mieszane odczucia jeśli chodzi o habilitacje. Z jednej stron
                  > y
                  > >dobrze byłoby (choć to jest dokładnie pod prąd
                  > > proponowanej przez Dyplomatę „amerykanizacji” szkolnictwa) utr
                  > zymać
                  > > hierarchiczną strukturę uczelni, gdzie wiadomo, kto jest kim (np. że profe
                  > sor
                  > > jest wybitnym fachowcem w swojej dziedzinie i facetem o stosownych walorac
                  > h
                  > > etycznych), z drugiej obawiam się, że jest to równie realne jak żądanie, a
                  > by
                  > > zawsze była piękna pogoda, a ludzie kochali się wzajemnie.
                  >
                  > Alez chwileczke: w modelu "zamerykanizowanym" nie ma struktury
                  hierarchicznej??
                  > ?
                  > Nie wiadomo kto kim jest??? Alez ewidentnie wiadomo. W modelu tym placowki
                  > musza walczyc o najlepszych ludzi bo inaczej ucierpi ich reputacja. Wartosc
                  > ludzi ocenia wiec rynek a nie struktury biurokratyczne.
                  >
                  To prawda, jesli jednak ustawisz normami prawnymi rynek tak, że najbardziej
                  bedzie sie opłacało zatrudniać facetów z dyplomem w cienmo niebieskie
                  kwiatuszki, to oni własnie, zgodnie z wymogami rynu opanują uczelnie. To jest
                  raczej problem kryteriów oceny niz rynku. Zreszta na dzis, te "rynkowe"
                  kryteria mogłyby spowodować zapaść w tzw. naukach podstawowych, bo rynek chce
                  efektów "na wczoraj".

                  > To jest znowu metoda biurokratyczna. Nauka to nie produkcja margaryny
                  > wiec nie ma w istocie prostych kryteriow oceny. Oceny dokonuje "rynek"
                  naukowy.
                  > W istocie na rynku naukowym wszyscy z danej dziedziny wiedza kto co
                  > reprezentuje. Chodzi wiec o to by ta wiedza byla kryterium oceny.

                  Czy oznacza to, że mamy nie naruszac spokoju tych, którzy zdobyli stopnie, a
                  niekirdy i tytuły w niepojety dla przecietnego pracownika uczelni sposób?
                  Przeciez takich zaden rynek nie usunie. A skoro o forsie mówimy, to warto może
                  zauważyć, że zarabiaja oni tyle samo, a często więcej niż ci normalnie
                  osiągający stopnie. Wszystko jedno jakie beda kryteria; idzie o to, aby je
                  stosować tak samo w każdym przypadku. A przynajmniej o tym uczciwie powiedzieć.
                  Mozna przecie powiedzieć, że od jutra obowiązuje kryterium posiadania ww. typu
                  dyplomu i nikomu niwe wolno sie pytac skąd sie taki dyplom ma. I bedzie OK.
                  Byle stosowac to kryterium do kazdego. Z habilitacja to jest głównie ten
                  problem, ze nie bardzo wiadomo za co sie ja otrzymuje, bo jedni musza solidnie
                  zapieprzać, a inni otrzymuja nie wiadomo jak. I zapytac nie wolno jak,
                  >
                  > To ze elitaryzm jest niezbedny nie ulega watpliwosci. W Polsce byloby miejsca
                  > na dwie uczelnie elitarne (cos ale Oxford-Cambridge). Z tym ze uczelnie
                  > elitarne musialyby miec tez wyzsze oplaty a o granty walczyliby wszyscy.
                  >
                  Tu sie chyba zgadzamy, ale gdzieś trzeba jasno okreslic co przez to rozumiemy.
                  I ten elitaryzm powinno na razie wspierac państwo. W perspektywie na rynkowych
                  zasadach, dzis moze nie calkiem rynkowo, ale całkiem jawnie.
                  > Niekoniecznie - jesli zreformuje sie system.

                  Tu sie zgadzamy
                  > Unia tworzy przeciez otwarty europejski rynek. Aby na nim egzystowac trzeba
                  > byc konkurencyjnym.

                  Tu też.

                  Nie byłbym takim zwolennikiem likwidowania PAN. Znam kilka instytutów, w tym
                  trzy dobrze i byłbym bardzo ostrozny w ferowaniu takich poglądów (wyroków).
                  Gdyby rzeczywiście reformowano szkolnictwo w kierunku urynkowienia go, to
                  instytuty PAN (przynajmniej takie, jak te, które znam) mogłyby stanowić cos
                  stałego w okresie tej reformy. Byc może trzeba w PAN sporo zmienic, ale obawiam
                  sie, że na dzis żądanie likwidacji PAn to wylewanie dziecka z kąpielą, a może
                  nawet przed ta kąpielą. Nie wszystko co łatwo zniszczyc można równie łatwo
                  odbudować. Nie wiem jak mogłoby to wyglądac w perspektywie np. 20 lat, ale dzis
                  jest na to chyba zły moment.
                  • dyplomata Re: Glos rozsadku 23.02.04, 22:12
                    dinos88 napisał:

                    > Pytanie jak mozna urynkowic bez puszczenia na zywiol. Jak sie
                    > > okazuje regulowanie zywiolu rodzi tylko biurokracje i wypaczenia.
                    > Można to robić stopniowo. Nie jestem tez pewien, czy trzeba urynkowić
                    >WSZYSTKO.
                    > Na pewno trzeba to zrobic ze szkolnictwem, to co jest jest zbyt kosztowna i
                    > nieefektywne.

                    Trzeba by oczywiscie wyjasnic dokladnie co ma oznaczac urynkowienie.
                    W ogolnym zarysie ma to byc czesciowa odplatnosc za studia i przejscie
                    na finansowanie przez granty a nie etaty.

                    > No własnie nie. W USA są całe agencje sprawdzające wartość dyplomu, bo
                    >niektóre uczelnie sa zupełnie nieznane.

                    Wiekszosc uczelni jest nieznana. Model USA jest najbardziej elitarnym
                    na swiecie. Tyle ze ludzie mysla USA=Ivy League+przyleglosci i nie widza
                    reszty.

                    > To chyba przesadny optymizm. Raczej niektórzy zewra szeregi i sprywatyzuja po
                    > swojemu. Przeciez u nas juz sie wiele instytucji prywatyzowało. Dlaczego tu
                    > miałoby byc inaczej?

                    Zgadza sie. Ale innego wyjscia nie ma. Zreszta znowu powiedzmy ze nie chodzi
                    o prywatyzacje w sensie scislym, uczelnie publiczne moga byc, chodzi o
                    system w ktorym ludzie i placowki konkuruja a nie urzeduja.

                    > To prawda, jesli jednak ustawisz normami prawnymi rynek tak, że najbardziej
                    > bedzie sie opłacało zatrudniać facetów z dyplomem w cienmo niebieskie
                    > kwiatuszki, to oni własnie, zgodnie z wymogami rynu opanują uczelnie. To jest
                    > raczej problem kryteriów oceny niz rynku. Zreszta na dzis, te "rynkowe"
                    > kryteria mogłyby spowodować zapaść w tzw. naukach podstawowych, bo rynek chce
                    > efektów "na wczoraj".

                    To jest temat do rzeczywistej dyskusji. Na swiecie model urynkowiony
                    funkcjonuje.

                    > Czy oznacza to, że mamy nie naruszac spokoju tych, którzy zdobyli stopnie, a
                    > niekirdy i tytuły w niepojety dla przecietnego pracownika uczelni sposób?
                    > Przeciez takich zaden rynek nie usunie. A skoro o forsie mówimy, to warto
                    >może
                    > zauważyć, że zarabiaja oni tyle samo, a często więcej niż ci normalnie
                    > osiągający stopnie. Wszystko jedno jakie beda kryteria; idzie o to, aby je
                    > stosować tak samo w każdym przypadku. A przynajmniej o tym uczciwie
                    >powiedzieć.

                    No tu sie roznimy w rewolucyjnych zapedach hehe. Robienie weryfikacji to okazja
                    do rozroby dla fanatykow w stylu J. Wieczorka. W systemie urynkowionym rzecz
                    jasna na czolo wyplyneli by ludzie mlodzi bo oni zdobyliby granty. Stara
                    gwardie odsuneloby sie na bok
                    by doczekala emerytury.

                    > dyplomu i nikomu niwe wolno sie pytac skąd sie taki dyplom ma. I bedzie OK.
                    > Byle stosowac to kryterium do kazdego. Z habilitacja to jest głównie ten
                    > problem, ze nie bardzo wiadomo za co sie ja otrzymuje, bo jedni musza
                    >solidnie
                    > zapieprzać, a inni otrzymuja nie wiadomo jak. I zapytac nie wolno jak,

                    Marzenie ze to sie da jakos naprawic jest niestety zludne. Struktury
                    biurokratyczne nie generuja rezultatow.
                    > Tu sie chyba zgadzamy, ale gdzieś trzeba jasno okreslic co przez to
                    >rozumiemy. I ten elitaryzm powinno na razie wspierac państwo. W perspektywie
                    >na rynkowych zasadach, dzis moze nie calkiem rynkowo, ale całkiem jawnie.

                    Alez nikt nie mowi o likwidacji roli panstwa. Tu chodzi o zmiane przeplywu
                    kasy, z placenia za etaty na placenie za wyniki oceniane tak jak sie to robi
                    na swiecie.

                    > Nie byłbym takim zwolennikiem likwidowania PAN. Znam kilka instytutów, w tym
                    > trzy dobrze i byłbym bardzo ostrozny w ferowaniu takich poglądów (wyroków).
                    > Gdyby rzeczywiście reformowano szkolnictwo w kierunku urynkowienia go, to
                    > instytuty PAN (przynajmniej takie, jak te, które znam) mogłyby stanowić cos
                    > stałego w okresie tej reformy. Byc może trzeba w PAN sporo zmienic, ale
                    >obawiam sie, że na dzis żądanie likwidacji PAn to wylewanie dziecka z kąpielą,
                    >a może
                    > nawet przed ta kąpielą. Nie wszystko co łatwo zniszczyc można równie łatwo
                    > odbudować. Nie wiem jak mogłoby to wyglądac w perspektywie np. 20 lat, ale
                    >dzis jest na to chyba zły moment.

                    Nie ma zadnego wytlumaczenia dlaczego zespoly i ludzie z instytutow PAN nie
                    mogliby dzialac w ramach uczelni. Chýba tylko ze arcyPANowie nauki nie
                    lubia babrac sie w dydaktyce.
            • Gość: hab Re: Jedż na Ukrainę IP: 62.233.192.* 22.02.04, 21:28
              tam habilitacja kosztowała 2000 dolarów i pytali się czy sam przyjedziesz czy
              mamy przywieźć tutaj zatwierdzali i już po kłopocie
          • Gość: g Re: Racja! Nie likwidować tylko przestać finasowa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.04, 14:27
            zgadzam się z abc. W mojej działce trudno byłoby wręcz znaleźć uczelnię, która
            mogłaby konkurować poziomem badań z instytutami PAN (np. IBB, IChB). Zwłaszcza,
            że mają one sporą, jak na Polskę, zdolność "wyciągania" funduszy z Unii E. więc
            przynajmniej odzyskują część składki.
      • Gość: P. Pragacz Re: PAN zamknac i czesc ... wersja poprawiona IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.04, 14:27
        Jest to powtorzona i skorygowana
        odpowiedz na list:


        "PAN zamknac i czesc"
        Przeczytaj komentowany artykuł »
        Autor: dyplomata
        Data: 19.02.2004 21:03


        ================================================

        Poniewaz moj poprzedni list, pisany pozno w nocy zawieral troche
        misprintow, pozwalam sobie go powtorzyc po korekcie.
        Przy okazji apel do GW: literki w okienku w ktore wpisuje
        sie list sa tak male (przynajmniej na ekranie mojego laptopa
        Toshiba satellite, linux) ze trudno jest zlokalizowac misprinty.
        Powiekszcie te litery, a bedzie mniej usterek! Z gory dziekuje.

        Errata: Z poprzedniej wersji wycofane zostalo zdanie o mongolizacji,
        ktore uznalem za niestosowne (napisalem je pozno w nocy z rozpedu).

        =================================================
        Szanowny Dyplomato,

        Jest to malostkowy, krotkowzroczny i idiotyczny (przepraszam za tak ostre
        wyrazenie) punkt widzenia. Np Instytuty Astronomii, Fizyki i Matematyki PAN
        uprawiaja nauke na najwyzszym swiatowym poziomie. Obecnie ich rola polega na
        tym ze obok (coraz mniejszej stalej kadry, ktora musi byc scisla czolowka
        swiatowa), oferuja one liczne kilkuletnie kontrakty dla tych pracownikow
        uczelni, ktorzy chca poswiecic sie badaniom, bedac wolnymi od obowiazkow
        dydaktycznych.

        Rowniez, w coraz wiekszym stopniu instytuty te sa odwiedzane (na okresy
        dochodzace do kilku lat) przez "visiting professors" z zagranicy
        reprezentujacych najwyzszy poziom naukowy.

        Tego typu instytucje posiadaja takie kraje o wieloletniej tradycji naukowej
        jak Francja : CNRS, i Niemcy : siec Instytutow Maxa-Plancka.
        Rowniez w Francji pewien debilny minister probowal przed kilku laty
        zniszczyc CNRS - skonczyl bardzo zle. Ja przepracowalem 4 lata
        w Instytucie Maxa-Plancka w Bonn (wsrod absolutnej swiatowej czolowki
        matematycznej), i obecnie staram sie wszczepic pozytywy stylu dzialania tej
        instytucji w Instytucie Matematyki PAN, gdzie pracuje.

        Uwazam, ze 40-milionowy narod, majacy w swojej tradycji
        Kopernika, Sklodowska-Curie, Banacha, Polska Szkole Matematyczna
        i Wolszczana, ma prawo i OBOWIAZEK pielegnowania sieci placowek
        naukowych zajmujacych sie badaniami typu "pure research" szczegolnie
        w dziedzinie nauk podstawowych.

        Latwo jest cos zniszczyc, trudniej to potem odbudowac. Instytuty PAN
        nalezy stopniowo modyfikowac by coraz lepiej sluzyly calej spolecznosci
        naukowej (takze tej z roznych uczelni: uniwersytetow, politechnik itd),
        ale nie niszczyc - szanowny Panie!

        A jezeli teraz Pan mi zarzuci ze nauki podstawowe sa "diabla warte",
        to odpowiem Panu, ze doswiadczenie pokazuje, ze tylko tam gdzie sa silne
        nauki podstawowe (pozornie oderwane od rzeczywistosci), moga sie owocnie
        rozwijac nauki stosowane (jest to prawidlowosc na pozor dziwna,
        a jednak prawdziwa, potwierdzona empirycznie).

        Dlatego niech Pan (i Panu podobni) nie ruszaja z krucjata przeciw instytutom
        PAN, bo wyrzadzi to niepowetowana krzywde Polskiej Nauce, bez ktorej nie moze
        istniec zdrowe spoleczenstwo miedzy Odra a Bugiem.

        Z powazaniem,

        Piotr Pragacz,
        Profesor IMPAN

        www.impan.gov.pl/~pragacz
      • Gość: Jasio Re: PAN zamknac i czesc - oto przyklad GLUPOTY! IP: *.proxy.aol.com 21.02.04, 14:57
        Szanowny Panie Professorze
        Pozwole sobie skomentowac pana wypowiedz nastepujaco:
        Problem polga na tym, ze "teortycy" dla uzasadnienia swojej dzialalnosci (i
        zdobycia piniedzy na ta dzialalnosc) probuja zbyt czesto i zbyt powaznie
        udawac, ze zajmuja sie naukami stosowanymi i ich prace moga byc natychmiast
        praktycznie wykorystane. Bo ..... tego oczekuja od nich POLITYCY (nie zawsze z
        pelnym srednim wyksztalceniem). Bardziej naukowo nazywa sie to efektami
        ekonomicznymi nakladow na nauke. Slawne jednostki badawcze schodza "na psy" i
        zaczyna sie z nich robic przechowalnie niezatrudnialnych (z powodu bezrobocia i
        zmanierowania) doktorow (czasami hab.), doktorantow i innych tytulowanych. Tacy
        (niedoplacani ) naukowcy, zamiast skupic sie na problemach naukowych,
        zastanawiaja sie w pracy jak i za co naprawic zdezelowany samochod i zaplacic
        rate za mieszkanie (prosze przeczytac sobie niektore posty na tym forum). Sens
        podtrzymywania takiej dzialalnosci jest podobny do wyplacania zasilkow dla
        bezrobotnych. Samochwalenie osiagniec nauki polskiej nie ma wiekrzego sensu.
        Czy w naszej sytuacji nie jest rozsadniejszym zamkniecie takiej dzialalnosci,
        gdyz zmanierowany naukowiec, jak zreszta kazdy inny pracownik jest niewiele
        warty. Mozna ja zawsze otworzyc znowu w przyszlosci, kiedy zapanuja wlasciwe
        warunki.
        Pozdrawiam

        P.S Co do Mongolii, to nie zdziwmy sie, ze pewnego dnia ten kraj przescignie
        Polske.
        • Gość: P. Pragacz Re: PAN zamknac i czesc - oto przyklad GLUPOTY! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.04, 15:29
          Szanowny Panie,

          Pana uwagi zawieraja duzo prawdy, obok ktorej osoby ktorym zalezy
          na wysokim poziomie instytutow PAN nie moga przejsc obojetnie.
          Ja absolutnie nie twierdze ze we wszystkich instytutach praca
          zoorganozowana jest w sposob optymalny. Tak naprawde ja znam
          tylko instytuty zwiazane z naukami scislymi (nie moge sie absolutnie
          wypowiadac o innych placowkach PAN). Moj instytut matematyki, znajduje
          sie obecnie w okresie transformacji. Chodzi o to by zmniejszyc stala
          kadre i zwiekszyc liczbe kilkuletnich kontraktow, na ktore moga byc
          zatrudniani (w drodze konkursu) naukowcy z uniwersytetow, politechnik itd
          po to by moc popracowac nad matematyka bez obciazen dydaktycznych.
          Ta stala kadre maja stanowic wybitni matematycy ktorzy sa liderami
          roznych dzialow matematyki i prowadza srodowiskowe seminaria, bedace
          "lokomotywami" dla polskiej (i nie tylko) spolecznosci matematycznej.
          Taka transformacja nie moze byc przeprowadzona z dnia na dzien,
          bo zwiazane sa z tym problemy ludzkie. Np jezeli ktos jest kilka
          lat przed emerytura i nigdy nie uczyl na uczelni, to zadna uczelnia
          nie bedzie chciala go/ja przyjac (co z taka osoba zrobic?). Taka
          transformacja w moim instytucie musi zajac kilka lat, ale po jej zakonczeniu
          wierze ze ten instytut stanie sie tak nowoczesna placowka badawcza jak
          Instytut Maxa-Plancka, czy IHES pod Paryzem.

          A co do problemow zyciowych jakie maja naukowcy - no to wiemy jak
          jest. Ale i tu nawet bardzo krytyczny obserwator chyba musi przyznac
          ze dokonuje sie staly postep (pewnie znow moje porownanie nie bedzie
          bardzo stosowne, ale jak slysze o problemach moich kolegow w Rumunii
          czy Bulgarii - pensja 200$ na miesiac), to przy calym swoim krytycyzmie
          musze przyznac, ze polska nauka wykonala kawal drogi w kierunku
          standardow Unii Europejskiej. Wielu z nas ma nadzieje ze w jakis
          czas po wstapieniu do UE sytuacja materialna w nauce polskiej
          ulegnie dalszej istotnej poprawie.

          Pozdrawiam,
          P.P.

          • Gość: Cywil Re: PAN zamknac i czesc - oto przyklad GLUPOTY! IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 21.02.04, 19:52
            Przyznam szczerze, ze nie rozumiem zajadlosci z jak niektorzy "reformatorzy"
            usiłuja "likwidować" jednostki zajmujace sie badaniami podstawowymi. Jezeli
            ktos prowadzi badania wdrozeniowe to jezeli jest dobry i ma cos do zaoferowania
            to wyniki jego pracy zostana sfinansowane i kupione na "pniu" przez przemysl
            (niekoniecznie polski). Jest tylko jedno ale "jezeli" te wdrozenia maja jakos
            wartosc.
            Pytanie czy w Polsce mozna zrobic kariere naukowa brzmi lekko dwuznacznie. Bo
            troche to tak wyglada, ze dla niektorych kariera oznacza po prostu wyjazd (a co
            sie na tym wyjezdzie robi to juz wszystko jedno).
            Pewnie w polskiej nauce nie jest tak jak byc powinno ale rozne szamanskie
            pomysly na uzdrowienie by np. pozamykac instytuty badan podstawowych czy
            zlikwidowac habilitacje to po prostu szamanstwo czyli wiara w cuda.
            Ps. Tak poza wszystkim warto czasami nie uogolniac swoich negatywnych
            doswiadczen np. z habilitacja na ogolna sytuacje.
            • Gość: B.T., Zabrze A, dla kogo robisz te badania podstawowe i za ... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.04, 22:03
              .. czyją forsę?
              • Gość: Cywil Re: Jak dokonac waznego wdrozenia bez badan podsta IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 21.02.04, 22:25
                Zapytaj o to Pitagorasa, Sokratesa, Platona, Archimedesa, Arystotelesa i setki
                innych, ktorych tez pytano po co ?. Gdyby nie ludzie, ktorzy prowadza badania
                podstawowe zadnych praktycznych wynalazkow by nie bylo. Zastanow sie ile razy
                probujac opracowac jakies zagadnie utylitarne korzystasz z metod, które sa
                efektem badan podstawowych.
                Nb. dorobek "wdrozeniowy" polskich uczonych jest wiecej niz mizerny. Moze
                przyczyna tkwi w tym, ze im badania podstawowe sa nie potrzebne.
                • Gość: B.T., Zabrze Sami sobie robią wszystkie badania potrzebne, też IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.04, 00:18
                  .. też podstawowe. I wiedzą jakie badania wykonywać, a Ty nie wiesz i nie
                  będziesz wiedział jeżeli nie będziesz przynajmniej współpracował. To co czytasz
                  w literaturze to dawno przebrzmiałe rzeczy. W przedsiębiorstwach tam trzymają
                  tajemnice. Ty bierzesz wiedze jak już jest docna wykorzystana i śmiech na sali
                  jak uważasz, że coś nowego zrobisz.
                  Śmiech też mówić o badaniach podstawowych Platona i innych. Poczytaj sobie moje
                  wejście o Marii Skłodowskiej to się dowiesz jak dochodzi sie do uogólnień,
                  czyli do nauki. Wszyscy, których wymieniłeś tak własnie dochodzili, poprzez
                  doświadczenie, stosowanie wyników doświadczenia, obserwacji funkcjonowania,
                  itd. itd.
                  Szkoda, że nie masz praktyki i pokory nad trudnościami w dziele dokonania
                  czegoś wielkiego.
                  Pozdrawiam

                  Bogdan Thomalla. Tomchem, Zabrze
                • Gość: B.T., Zabrze 70 tysięcy naukowcw w Polsce od 1990 roku ... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.04, 00:31
                  .. prowadzą badania takie jakie chcą, głównie własnie tzw. podstawowe i co z
                  tego wynika, nic ciekawego nie spotkałem, a wprost przeciwnie głupoty,
                  wymyślone wyniki, brak znajomości rzeczy (specjalności) naciągane wyniki,
                  przestałem czegokolwiek szukać. Tu chodzi o PAN-y, politechniki, uniwersytety.
                  Błędy w stosowanych metodach badań, wymyślanie wyników. Coś okropnego. I Ty
                  śmiesz porównywać tu w Polsce kogoś do Platona, Kopernika, Skłodowskiej,
                  człowieku nie czytasz publikacji i nie wiesz co sie dzieje! Przeperaszam może
                  bym obraził kilku profesorów np. Pieniążka (ale to dawniej), Witolda
                  Modzelewskiego, zresztą też doktorów i magistrów. Zresztą zobacz:
                  free.p4u.pl/f/102/n_viewtopic.php?forum=f905&id=21&lps=
                  Z poważaniem
                  dr Bogdan Thomalla, Tomchem, Zabrze
          • Gość: Jasio Re: PAN zamknac i czesc - oto przyklad GLUPOTY! IP: *.proxy.aol.com 22.02.04, 17:04
            Opisana zostala tutaj idea reformowania nauki, ktora moim skromnym zdaniem nie
            ma sensu. A dlaczego nie ma, o tym ponizej:

            Gość portalu: P. Pragacz napisał(a):

            > Szanowny Panie,
            > Moj instytut matematyki, znajduje
            > sie obecnie w okresie transformacji. Chodzi o to by zmniejszyc stala
            > kadre i zwiekszyc liczbe kilkuletnich kontraktow,
            Jak na razie to sie moge zgodzic z ogolnie postawiona idea.

            > na ktore moga byc
            > zatrudniani (w drodze konkursu) naukowcy z uniwersytetow, politechnik itd
            > po to by moc popracowac nad matematyka bez obciazen dydaktycznych.
            Jaki szanujacy sie mlody naukowiec zdrowo myslacy o KARIERZE zgodzi sie na
            pozostawienie swojego zagrzanego miejsca w pokoju, biurka i ukladzikow, w ktore
            zaczal powoli wchodzic i zamieni to na kilkuletnia "emigracje" kilka ulic albo
            miast dalej. Trzeba bedzie na nowo zdobywac pozycje,wchodzic w nowe uklady,
            szukac nowego biurka i miejsca na swoje ksiazki. Jak sie jest z innego miasta
            to szukanie zakwaterowania i przeprowadzka. A co z rodzina?? Co powie zona...
            dzieci...Raczej na takie kontrakty przyja ludzie, ktorym szef na uczelni
            powiedzial: "sluchaj, nie sprawdzasz sie jako naukowiec. Musisz sobie znalesc
            inna prace".

            > Ta stala kadre maja stanowic wybitni matematycy ktorzy sa liderami
            > roznych dzialow matematyki i prowadza srodowiskowe seminaria, bedace
            > "lokomotywami" dla polskiej (i nie tylko) spolecznosci matematycznej.
            Daj starym wyjadaczom stale etaty, z ktorych nie mozna ich juz usunac, a
            natychmiast przechodza oni (a w kazdym razie duza ich czesc) na "wczesniejsze
            emerytury". To wlasnie oni powinni byc na DOBRZE PLATNYCH kontraktach.

            > Taka transformacja nie moze byc przeprowadzona z dnia na dzien,
            > bo zwiazane sa z tym problemy ludzkie. Np jezeli ktos jest kilka
            > lat przed emerytura i nigdy nie uczyl na uczelni, to zadna uczelnia
            > nie bedzie chciala go/ja przyjac (co z taka osoba zrobic?).
            Jak miejsce pracy zaczniemy traktowac jako przechowalnie nieudaczniakow
            bo....... , to zapomnijmy o powaznej pracy. Poza tym zapomniales jaka role
            odgrywaja w Polsce uklady i ukladziki. To trzeba przede wszystkim zlikwidowac.
            Pokaz mi jednak silnego ktory sie na to porwie. Zniszcza go w kilka dni. I
            zniszcza go przede wszystkim ci nieudaczniacy siedzacy na naukowym zasilku dla
            bezrobotnych, o ktorym wspomnialem wczesniej w innym poscie.

            > Taka
            > transformacja w moim instytucie musi zajac kilka lat, ale po jej zakonczeniu
            > wierze ze ten instytut stanie sie tak nowoczesna placowka badawcza jak
            > Instytut Maxa-Plancka, czy IHES pod Paryzem.
            Dream on.


            > A co do problemow zyciowych jakie maja naukowcy - no to wiemy jak
            > jest.
            A poniewaz jest jak jest, samo zycie dokonalo juz optymalizacji dostosowywujac
            system do warunkow. Nie spodziewaj sie wiec cudow.

            > Ale i tu nawet bardzo krytyczny obserwator chyba musi przyznac
            > ze dokonuje sie staly postep (pewnie znow moje porownanie nie bedzie
            > bardzo stosowne, ale jak slysze o problemach moich kolegow w Rumunii
            > czy Bulgarii - pensja 200$ na miesiac), to przy calym swoim krytycyzmie
            > musze przyznac, ze polska nauka wykonala kawal drogi w kierunku
            > standardow Unii Europejskiej.
            To nie NAUKA WYKAZUJE STALY POSTEP, ale EKONOMIA. Nauka i tu i tam udaje ze
            postepuje do przodu, a rzady udaja ze ja finansuja. I tak na wzajemnym
            oszukiwaniu sie plynie slodko czas.......
            Poza tym...poziomu nauki nie nalezy chyba jednak mierzyc w Euro.

            Wielu z nas ma nadzieje ze w jakis
            > czas po wstapieniu do UE sytuacja materialna w nauce polskiej
            > ulegnie dalszej istotnej poprawie.

            Nalezy chyba spojrzec szerzej. Polaczenie z Unia zmieni powoli ogolna sytuacje
            nauki. Z jednej strony poprawi sie jej finansowanie, ale z drugiej, pojawia sie
            nowe WYMAGANIA w stosunku do naukowcow. Panie Profesorze, nie nalezy rozgladac
            sie tylko za nowa kasa i nowymi jej zrodlami, ale nalezy roniez pomyslec, co my
            damy w zamian.
            >
            > Pozdrawiam,
            > P.P.

            Ja rowniez
            Jasio Obiezyswiat
            • Gość: P.P. Re: PAN zamknac i czesc - oto przyklad GLUPOTY! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.04, 23:27
              Szanowny Panie,

              Odpowiadam na watpliwosci i zarzuty:

              1.> Jaki szanujacy sie mlody naukowiec zdrowo myslacy o KARIERZE zgodzi sie na
              > pozostawienie swojego zagrzanego miejsca w pokoju, biurka i ukladzikow, w
              >ktore zaczal powoli wchodzic i zamieni to na kilkuletnia "emigracje" kilka ulic
              >albo miast dalej. Trzeba bedzie na nowo zdobywac pozycje,wchodzic w nowe >
              >uklady,szukac nowego biurka i miejsca na swoje ksiazki. Jak sie jest z innego
              >miasta to szukanie zakwaterowania i przeprowadzka. A co z rodzina?? Co powie
              >zona... dzieci...Raczej na takie kontrakty przyja ludzie, ktorym szef na
              >uczelni powiedzial: "sluchaj, nie sprawdzasz sie jako naukowiec. Musisz sobie
              >znalesc inna prace".

              To nie jest takie straszne jak Pan to przedstawia. Zazwyczaj wszyscy
              zachowuja swoje "macierzyste miejsca pracy" i zjawiaja sie w instytucie
              na Seminarium macierzysrego zakladu raz w tygodniu. A poza tym pracuja
              tam gdzie jest im wygodniej pracowac. Nikt nie musi przeprowadzac sie!
              W moim zakladzie pracuja w matematycy z Krakowa, Wroclawia i Szczecina.
              Wymagany jest ich udzial w ww seminarium zakladowym i praca badawcza
              z ktorej musza sie rozliczyc pod koniec takiego kontraktu. Sa to osoby
              wybrane sposrod duzej liczby kandydatow, prezentujace swietny poziom
              i wiedzace czego chca. Atmosfera jest bardzo dobra i uzywanie slowa
              "uklady" jest niestosowne.

              2. > To nie NAUKA WYKAZUJE STALY POSTEP, ale EKONOMIA. Nauka i tu i tam udaje ze
              > postepuje do przodu, a rzady udaja ze ja finansuja. I tak na wzajemnym
              > oszukiwaniu sie plynie slodko czas.......
              > Poza tym...poziomu nauki nie nalezy chyba jednak mierzyc w Euro.

              Prosze Pana, Pan wypacza sens moich slow. Mowiac ze polska nauka wykonala
              kawal drogi w strone standardow Unii Europejskiej, oczywiscie mialem na mysli
              zarobki ludzi nauki w Polsce. Oczywiscie ze to dzieki coraz lepszej ekonomii
              panstwa te zarobki wzrosly.

              3. > Nalezy chyba spojrzec szerzej. Polaczenie z Unia zmieni powoli ogolna
              >sytuacje nauki. Z jednej strony poprawi sie jej finansowanie, ale z drugiej,
              >pojawia >sie nowe WYMAGANIA w stosunku do naukowcow. Panie Profesorze, nie
              >nalezy rozgladac sie tylko za nowa kasa i nowymi jej zrodlami, ale nalezy
              >roniez pomyslec, co my damy w zamian.

              Bardzo sie ciesze ze ktos w tym kraju myslac o wstapieniu Polski do UE,
              nie zastanawia sie tylko nad tym co my z tego bedziemy mieli, ale rowniez
              zastanawia sie co my tam wniesiemy. Chce Pana zapewnic, ze nie jest
              Pan osamotniony w tych myslach. Polskie srodowisko matematyczne od wielu
              lat przygotowuje sie do wspolpracy z kolegami z UE. Co wiecej ta wspolpraca
              juz sie rozpoczela. Niech Pan pojedzie na dowolny uniwersytet w Europie
              zachodniej i zapyta co oni sadza o wkladzie obecnej polskiej matematyki
              do tej wspolpracy. Jestem spokojny o ich odpowiedz. To jest bardzo duzy
              temat wykraczajacy poza ta dyskusje.

              Z Pana listow bije duzo pesymizmu. Moim skromnym zdaniem, przynajmniej
              w tych srodowiskach ktore znam, jest lepiej niz Pan mysli - naprawde!

              Pozdrawiam,

              P.P.
              • Gość: Jasio Re: PAN zamknac i czesc - oto przyklad GLUPOTY! IP: *.proxy.aol.com 24.02.04, 15:58
                > W moim zakladzie pracuja w matematycy z Krakowa, Wroclawia i Szczecina.
                > Wymagany jest ich udzial w ww seminarium zakladowym i praca badawcza
                > z ktorej musza sie rozliczyc pod koniec takiego kontraktu.

                Z tego co rozumiem, to kontrakt jest wieloletni. Dopiero po np. pieciu latach
                nastepuje rozliczenie delikwenta z roboty. A co sie stanie, jak dopiero teraz
                szef (albo komisja, zeby nie bylo odpowiedzialnego) okryja, ze delikwent nic
                przez te piec lat nie zrobil??? Nie jCzy proponowany system ni jest
                potencjalna przechowalnia bezrobotnych i "nieudaczniakow"???????
      • dyplomata PAN czyli w obronie super-grajdola 22.02.04, 23:06
        Gość portalu: P. Pragacz napisał(a):

        > Szanowny Dyplomato,
        > Jest to malostkowy, krotkowzroczny i idiotyczny (przepraszam za tak ostre
        > wyrazenie) punkt widzenia. Np Instytuty Astronomii, Fizyki i Matematyki PAN
        > uprawiaja nauke na najwyzszym swiatowym poziomie. Obecnie ich rola polega na

        Szanowny Panie P.T. Profesorrze.
        Nikt nie przeczy ze te czy inne placowki PAN nie uprawiaja nauki na poziomie.
        Chodzi tu o to dlaczego maja istniec takie placowki POZA struktura nauki
        uniwersyteckiej? Jakie to przynosi korzysci poza zainteresowanym ktorzy moga
        sobie uprawiac wiedze na koszt podatnika bez kontaktu z edukacja?

        Jezeli PAN ma reprezentowac nauke elitarna to jest to model wypaczony. A to
        dlatego ze odrywa nauke od zywego kontaktu ze studentami i swiatem
        uniwersyteckim.

        > tym ze obok (coraz mniejszej stalej kadry, ktora musi byc scisla czolowka
        > swiatowa), oferuja one liczne kilkuletnie kontrakty dla tych pracownikow
        > uczelni, ktorzy chca poswiecic sie badaniom, bedac wolnymi od obowiazkow
        > dydaktycznych).

        To jest najzupelniej falszywe postawienie sprawy. Najbardziej efektywne i
        produktywne sa systemy uniwersyteckich grup badawczych. Lider porzadnej frupy
        badawczej moze uzyskac grant dzieki ktoremu nie bedzie prowadzil dydaktyki
        przez jakis czas. Ale bedzie bardziej produktywny ze swoja grupa. Model
        PANowski jest bezposrednia pochodna modelu habilitacyjnego, ludzie pracuja
        sami przez lata zeby sie wyhabilitowac.

        > Rowniez, w coraz wiekszym stopniu instytuty te sa odwiedzane (na okresy
        > dochodzace do kilku lat) przez "visiting professors" z zagranicy
        > reprezentujacych najwyzszy poziom naukowy.

        Ci profesorowie pracuja na uniwersytetach, nie?

        > Tego typu instytucje posiadaja takie kraje o wieloletniej tradycji naukowej
        > jak Francja : CNRS, i Niemcy: siec Instytutow Maxa Plancka.
        > Rowniez w Francji pewien debilny minister probowal przed kilku laty
        > zniszczyc CNRS - skonczyl bardzo zle. Ja przepracowalem 4 lata
        > w Instytucie Maxa-Plancka w Bonn (wsrod absolutnej swiatowej czolowki
        > matematycznej), i obecnie staram sie wszczepic pozytywy stylu dzialania tej
        > instytucji w Instytucie Matematyki PAN, gdzie pracuje.

        Taak, do tych modeli jeszcze mozna dodac model radziecki i mamy wszystko w
        komplecie. Zarowno CNRS jak i Max Planck budza takie same watpliwosci.
        Ale problme glowny jest w tym ze Polska jest krajem zbyt biednym zeby
        realizowac mocarstwowe ambicje w tej formie.

        > Nie bede sie dalej rozwodzil: to co Pan proponuje to
        > "mongolizacja"
        > polskiej nauki (przy calej mojej sympatii do tego dalekiego
        > egzotycznego kraju). Uwazam ze 40-milionowy narod, majacy w swojej tradycji
        > Kopernika, Sklodowska-Curie, Banacha, Polska Szkole Matematyczna i Wolszczana,
        > ma prawo i OBOWIAZEK pielegnowania sieci placowek naukowych zajmujacych
        > sie badaniami typu "pure research" szczegolnie w dziedzinie nauk
        > podstawowych.
        > Latwo jest cos zniszczyc, trudniej to potem odbudowac. Instytuty PAN
        > nalezy stopniowo modyfikowac by coraz lepiej sluzyly calej spolecznosci
        > naukowej (takze tej z roznych uczelni: uniwersytetow, politechnik itd),
        > ale nie niszczyc - szanowny Panie!
        > A jezeli teraz Pan mi zarzuci ze nauki podstawowe sa "diabla warte",
        > to odpowiem Panu, ze doswiadczenie pokazuje, ze tylko tam gdzie sa silne
        > nauki podstawowe (pozornie oderwane od rzeczywistosci), moga sie owocnie
        > rozwijac nauki stosowane (jest to prawidlowosc na pozor dziwna,
        > a jednak prawdziwa, potwierdzona empirycznie).
        > Dlatego niech Pan (i Panu podobni) nie ruszaja z krucjata przeciw instytutom
        > PAN, bo wyrzadzi to niepowetowana krzywde Polskiej Nauce, bez ktorej nie moze
        > istniec zdrowe spoleczenstwo miedzy Odra a Bugiem.

        To jest absurdalna demagogia. Nie widac jakichkolwiek racjonalnych argumentow
        dlaczego nauki podstawowe w Polsce nie moglyby sie rozwijac w oparciu
        o uniwersytety (oczywiscie w innej strukturze niz obecna). Tu oczywiscie
        arcykaplani ze swiatyni wiedzy PAN krzykna: Jak to, to my mamy uczyc studentow?
        My jestesmy PURE! I to jest wlasnie rdzen absurdu: nauka nie moze istniec bez
        przekazywania wiedzy a szczegolnie bez stalego angazowania mlodych mozgow.

        Po co pisac takie nowomowy:

        >Instytuty PAN
        > nalezy stopniowo modyfikowac by coraz lepiej sluzyly calej spolecznosci
        > naukowej (takze tej z roznych uczelni: uniwersytetow, politechnik itd),
        > ale nie niszczyc - szanowny Panie!

        Dlaczego te instytuty nalezy tylko "modyfikowac"? Dlaczego nie mozna ich
        wlaczyc w struktury uniwerstytetow?

        Wlaczenie PAN w struktury uniwersyteckie pozwoliloby zaoszczedzic podatnikom
        pieniedzy na utrzymanie struktury biurokratycznej. Pozwoliloby na finansowanie
        ludzi i grup badawczych o najwyzszym poziomie w ramach struktur uniwersyteckich.

        Racje bytu moglyby miec placowki o charakterze technologicznym wspolpracujace
        z przemyslem czyli zdolne do finansowania sie np. w polowie ze zrodel
        przemyslowych. Nie widac dlaczego swiatowej slawy matematycy nie mogliby
        akurat w Polsce pracowac na uniwerstytetach.
        • Gość: P.P. Re: PAN czyli w obronie super-grajdola IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.04, 23:51
        • Gość: P.Pragacz Re: PAN czyli w obronie super-grajdola - komentarz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.02.04, 00:21
          Szanowny Dyplomato,

          Nasze poglady na sprawe sa tak diametralnie rozne, ze wlasciwie
          wyklucza to jakakolwiek dyskusje.

          1. O ile rozumiem, to Pan optuje za modelem amerykanskim opartym
          prawie calkowicie na uniwersytetach (choc to Amerykanie stworzyli
          pierwszy czysto badawczy Institute of Advanced Studies w Princeton).
          To wlasnie instytut byl wzorem dla Instytutu Maxa-Plancka w Bonn,
          i IHES pod Paryzem. Moim skromnym zdaniem, badac krajem europejskim
          powinnismy wzorowac sie na Francji i Niemczech, a nie na USA.

          2. Dziwi mnie ze ubolewajac nad sumami jakie z pieniedzy podatnika,
          wyciaga PAN, nie zauwaza Pan ze w tym kraju jest cala armia bezproduktywnych
          urzedasow zyjacych o wiele lepiej za pieniadze podatnikow niz np
          pracownicy Instytutu Matermatycznego PAN, tacy jak ja.

          3. Po raz pierwszy slysze, ze za pieniadze z grantu mozna uciec od
          zajec na uniwersytecie. Moi koledzy na UW, majacy granty musza
          odbywac obowiazujace ich zajecia. Wielu z nich korzysta z mozliwosci
          jakie stwarza IM PAN aby przyjsc popracowac nad swoimi problemami
          matematycznymi, bedac wolnymi od zajec dydaktycznych. Jest trudno
          pogodzic tworcza prace w matematyce z nawalem zajec dydaktycznych.
          To nie jest tak ze przez godzine prowadzi sie zajecia, potem przez
          godzine sie mysli nad swoim problemem, potem znow przez godzine
          ma sie konsultacje ze studentami. Wtedy nic nie wyjdzie!

          4. W swoim liscie mowiac o moich rzeczowych argumentach, uzyl
          Pan slowa "demagogia". Jest to niedopuszczalne w merytorycznej dyskusji.
          Nie bede jej kontynuowal, moge miec tylko nadzieje, Panie
          Dyplomato, ze nie bedzie mial Pan okazji swoich "idei" odnosnie
          rozpedzenia PAN-u, wprowadzic w zycie.

          Poniewaz zaczyna sie nowy tydzien pracy, nie bede bral dalszego
          udzialu w dyskusjach na tym forum.

          Pozdrawiam,

          P.P.
          • dyplomata Komentarz do komentarza 23.02.04, 09:24
            Gość portalu: P.Pragacz napisał(a):

            > Szanowny Dyplomato,
            Szanowny P.T. Profesorze,
            > Nasze poglady na sprawe sa tak diametralnie rozne, ze wlasciwie
            > wyklucza to jakakolwiek dyskusje.

            Wbrew pozorom nie, bo przynajmniej udalo sie dyskusje przeniesc na
            wyzszy poziom niz idiotyczne znoszenie habilitacji.

            > 1. O ile rozumiem, to Pan optuje za modelem amerykanskim opartym
            > prawie calkowicie na uniwersytetach (choc to Amerykanie stworzyli
            > pierwszy czysto badawczy Institute of Advanced Studies w Princeton).
            > To wlasnie instytut byl wzorem dla Instytutu Maxa-Plancka w Bonn,
            > i IHES pod Paryzem. Moim skromnym zdaniem, badac krajem europejskim
            > powinnismy wzorowac sie na Francji i Niemczech, a nie na USA.

            A dlaczego nie na Wielkiej Brytanii i szeregu innych krajow europejskich?
            Modele francuski i niemiecki sa tez urzedniczo-biurokratyczne, niewydolne
            i mocno krytykowane. Francja i Nimecy w ogole wymagaja tak jak Polska
            kolosalnych reform finansow publicznych.

            > 2. Dziwi mnie ze ubolewajac nad sumami jakie z pieniedzy podatnika,
            > wyciaga PAN, nie zauwaza Pan ze w tym kraju jest cala armia bezproduktywnych
            > urzedasow zyjacych o wiele lepiej za pieniadze podatnikow niz np
            > pracownicy Instytutu Matermatycznego PAN, tacy jak ja.

            Przeciwstawianie armii urzedasow IMPAN to demagogia. Oczywiscie ze IM PAN
            jest lepszy od armii urzedasow gdyby taki byl wybor. Wybor polega natomiast
            na restrukturyzacji w calosci aparatu finansowanego przez podatnikow.

            > 3. Po raz pierwszy slysze, ze za pieniadze z grantu mozna uciec od
            > zajec na uniwersytecie. Moi koledzy na UW, majacy granty musza
            > odbywac obowiazujace ich zajecia. Wielu z nich korzysta z mozliwosci
            > jakie stwarza IM PAN aby przyjsc popracowac nad swoimi problemami
            > matematycznymi, bedac wolnymi od zajec dydaktycznych. Jest trudno
            > pogodzic tworcza prace w matematyce z nawalem zajec dydaktycznych.
            > To nie jest tak ze przez godzine prowadzi sie zajecia, potem przez
            > godzine sie mysli nad swoim problemem, potem znow przez godzine
            > ma sie konsultacje ze studentami. Wtedy nic nie wyjdzie!

            Zgoda, w obecnym systemie tak jest. Ale w systemie zreformowanym
            rzecz jasna granty beda prawdziwymi grantami. System grantow
            jest systemem o wiele bardziej elastycznym i efektywnym od systemu
            etatowego.

            > 4. W swoim liscie mowiac o moich rzeczowych argumentach, uzyl
            > Pan slowa "demagogia". Jest to niedopuszczalne w merytorycznej dyskusji.
            > Nie bede jej kontynuowal, moge miec tylko nadzieje, Panie
            > Dyplomato, ze nie bedzie mial Pan okazji swoich "idei" odnosnie
            > rozpedzenia PAN-u, wprowadzic w zycie.

            Slowa byly uzyte w okreslonym kontekscie, podobno likiwdacja PAN-u to...

            > Poniewaz zaczyna sie nowy tydzien pracy, nie bede bral dalszego
            > udzialu w dyskusjach na tym forum.

            Miejmy nadzieje ze w dyskusji na temat calosciowej reformyu nie bedzie
            swietych krow.

            PAN jest to swietne miejsce, prawdziwa fucha ktora chwala sobie pracownicy,
            raj na ziemi podziwiany przez naukowcow z USA i innych czolowych krajow.
            Tyle ze biednego polskiego podatnika nie stac na utrzymywanie takich rajow.
            • Gość: gość Re: Komentarz do komentarza IP: *.mimuw.edu.pl / *.mimuw.edu.pl 23.02.04, 13:49
              Biednego polskiego podatnika nie stać na to, żeby bezmyślnie kasować te
              nieliczne placówki naukowe, które jeszcze utrzymują światowy poziom, w imię
              oszczędnościowej demagogii.

              Piszący te słowa w IM PAN nie pracuje, odrabia w sporych ilościach dydaktykę na
              UW, ale do głowy by mu nie przyszło zamykać instytuty PANowskie z tak niskich
              pobudek jak zawiść. Niektóre być może zasługują na zamknięcie z przyczyn
              merytorycznych, ale rozpoznanie tego wymagałoby jakichś kompetencji, a więc nie
              pasowałoby do niniejszej listy dyskusyjnej.

              Uważam zresztą, że cała dyskusja jest pozbawiona większego sensu - poziom
              edukacji w Polsce na niższym szczeblu (i jej tzw. reforma)praktycznie
              gwarantują zarżnięcie nauki w perspektywie kilkunastu lat, a przynajmniej
              kolejną wielką lukę pokoleniową na miarę tych powodowanych emigracją; za chwilę
              będę na studiach musiał uczyć tego, czego sam się uczyłem w liceum. Można by
              się zastanowić, co można próbować robić, by za 20 lat znów na studia
              przychodzili ludzie z przyzwoitym wykształceniem ogólnym, bo teraz być może
              jeszcze dałoby się coś w tym kierunku uczynić.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka