Dodaj do ulubionych

LIST OTWARTY W SPRAWIE PATOLOGII W NAUCE !!!

    • khmara Oskarżony w Katowicach pracuje w Częstochowie 01.02.05, 13:25
      miasta.gazeta.pl/czestochowa/1,35271,2521264.html
      Wśród 16 oskarżonych o korupcję w katowickiej Akademii Wychowania Fizycznego
      jest częstochowianin Wiesław P. Nie przeszkadza mu to kierować Zakładem Kultury
      Fizycznej Akademii Jana Długosza
      W listopadzie 2003 r. Prokuratura Okręgowa w Katowicach postawiła ówczesnemu
      rektorowi AWF-u (od 1999 r.) prof. Wiesławowi P. pięć zarzutów wyłudzenia
      pieniędzy od kandydatów na studentów (w sumie 500 tys. zł) oraz wyrządzenia
      szkody majątkowej uczelni na ponad milion złotych. Ponadto zakazano mu
      prowadzenia zajęć dydaktycznych na AWF-ie i pełnienia funkcji rektora.
      ... zarzuty nie przeszkadzają mieszkającemu w Częstochowie naukowcowi kierować
      Instytutem Wychowania Fizycznego Akademii im. Jana Długosza i prowadzić zajęcia
      dydaktyczne.
      ... w ubiegłym roku Akademia zwóciła się do resortu szkolnictwa o opinię w
      sprawie zatrudnienia prof. P. Ministerstwo uznało, że zakaz pracy dotyczy
      wyłącznie katowickiej AWF.

      Uzupełnienie informacji z GW: Wśród 16 oskarżonych o przekręty finansowe
      pracowników AWF jest trzech kolejnych rektorów, prodziekan i dziekan.
      Więcej o tej sprawie pisał "Przegląd" Nr 4 z 30 stycznia 2005.
    • itakdalej.itakdalej EAPI Jupiter - owoc współpracy Polska-WNP 03.02.05, 22:45
      Europejska Akademia Psychologii Integracyjnej Jupiter kształci astrologów,
      jasnowidzów, uzdrawiaczy...
      – Kompletne pomieszanie – ocenia dr Eleonora Bielawska-Batorowicz z Instytutu
      Psychologii Uniwersytetu Łódzkiego, przeglądając program Akademii Jupiter. –
      Pojęcia naukowe zmieszane z quasi-naukowymi, psychologia z parapsychologią.
      Część przedmiotów pokrywa się z akademickim programem nauczania psychologii,
      innych brakuje, a są za to psychologia aranżacji wnętrz, kosmobiologia czy
      bliżej mi nieznana dynamika wirtualna.
      Naucza się tu także tarota, numerologii, feng shui, zagadnień odmiennych stanów
      świadomości, masażu polinezyjskiego, chromoterapii oraz świecowania i
      konchowania metodą Indian Hopi.
      Podobnie wygląda sprawa kadry. Na jej czele stoi Ramaz Zacharian, pracownik
      naukowy Moskiewskiego Instytutu Lotnictwa, w którego zainteresowaniach
      naukowych mieści się także psychologia integracyjna „rozumiana jako
      synchronizacja klasycznych metod psychologii i psychoterapii z wiedzą
      metafizyczną”. Dalej następuje lista rosyjskich naukowców o wiarygodnie
      brzmiących rekomendacjach, przemieszana ze specjalistami tajemniczych dziedzin
      (np. wykrywanie mało widocznych obiektów).
      ...
      Miesiąc nauki w Akademii Jupiter kosztuje ok. 200 zł. Zajęcia odbywają się dwa
      razy w miesiącu. Małym drukiem na ulotce napisano, że Akademia nie podlega
      Ministerstwu Edukacji Narodowej, co oznacza, że nie może mieć statusu uczelni
      wyższej, a jej dyplomy nie są w Polsce honorowane (tego już nie napisano).
      Większym drukiem podano informację, że wszyscy słuchacze cyklu czteroletniego
      otrzymują inicjację Reiki, do stopnia mistrzowskiego włącznie. Słuchacze, po
      napisaniu pracy dyplomowej tłumaczonej następnie na rosyjski, uzyskują dyplomy
      uczelni zza wschodniej granicy, np. Instytutu Ekonomii i Kultury w Moskwie lub
      Międzyregionalnej Akademii Zarządzania Personelem w Kijowie.
      ...
      – Jedno w tym było ciekawe – przyznaje Tymochowicz. – Grupa Rosjan bardzo
      kompetentnie opowiadała o technikach manipulacji i wywierania wpływu. Po paru
      wódkach nie kryli, że znają je z niegdysiejszej pracy w wywiadzie.

      JOANNA PODGÓRSKA "Lewitujący uniwersytet", Polityka NUMER 04/2005 (2488):
      polityka.onet.pl/artykul.asp?DB=162&ITEM=1213016&MP=1
      • chilly zaradność czy patologia 20.06.05, 12:12
        Zarobki prezydenta Krakowa są skromnym dodatkiem do pieniędzy zarabianych "w
        nauce":
        miasta.gazeta.pl/krakow/1,44425,2765111.html
        miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,2771802.html
        W 2004 roku Pan Prezydent, orząc jako uczony, zarobił ponad 400 tys. zł. Połowę
        w prywatnej szkole wyższej, a połowę w UJ + Komisja Akredytacyjna. W szkole
        prywaatnej pracuje w weekendy. W UJ w poniedziałki do południa. Poza tym
        Prezydent - Profesor naprawdę lubi sobie poczytać i popisać wieczorami. Za 200
        tys. zł rocznie wielu by polubiło. Czy można go więc za to obwiniać? Po prostu
        zaradny i mający poczucie własnej wartości (wielu jego studentów nie schyliłoby
        się po takie pieniądze - obwieszcza). Chory system, chory kraj.
    • khmara Lista Wildsteina - reakcja środowiska 04.02.05, 20:30
      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,61085,2530857.html
      Autorytety będą bronić skrzywdzonych z listy Wildsteina

      Rektor Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu powołał specjalny zespół
      autorytetów, który będzie bronił naukowców pokrzywdzonych przez listę Wildsteina.

      To reakcja prof. Jana Kopcewicza na publikację zasobów archiwalnych IPN - w
      rejestrze mogą być także nazwiska pracowników toruńskiego uniwersytetu nie
      współpracujących z PRL-owską bezpieką. - Boję się, że w wytworzonej w kraju
      atmosferze trzeba będzie bronić niewinnych przed ostracyzmem - mówi rektor UMK.
      - Zespół doradców ma mnie w tym wesprzeć.

      Co będzie jeśli okaże się, że jednak ktoś był agentem SB? Do tej pory na UMK
      wykryto dwie takie osoby. Jeden jest prawnikiem, drugi uczy w katedrze
      psychologii. - W przypadku ujawnienia i udowodnienia któremuś z pracowników
      współpracy z PRL-owskimi służbami, zespół może sugerować rozwiązania, pomoże mi
      określić stanowisko wobec tych ludzi - mówi prof. Kopcewicz. - Naganne postawy
      trzeba odpowiednio ocenić.

      ***

      Typowa reakcja środowiska: przede wszystkim bronić "niewinnych". A jeżeli jednak
      okażą się winni? Nooo, to eweentualnie mooże trzeeba ukarać. Postawa zaiste
      godna naukowców - bronić swego ile wlezie. A dlaczego nie zacząć od obiektywnego
      ustalenia winy? To środowisko potrzebuje lustracji tak samo, a może nawet
      bardziej niż inne.

      Co uświadamia nam lista Wildsteina?
      www.nauka-edukacja.p4u.pl/comment.php?what=news&id=44
    • khmara Zaścianek 05.02.05, 16:19
      forumakad.pl/archiwum/2005/01/17-za-zascianek.htm
      "Za górami, za lasami, w pewnym zaścianku, z którego nie wszyscy jeszcze
      wyjechali w szeroki świat, zostało kilku naukowców, urzędników i polityków, by
      realizować politykę naukową, opartą na prostych zasadach."

      Nowy leksykon nauki polskiej - tylko dla wtajemniczonych.
      Gorąco polecam.
    • Gość: itakdalej Profesor z UW inicjatorem wydania "Mein Kampf" IP: *.chello.pl 15.02.05, 00:04
      We wrocławskich księgarniach można kupić "Mein Kampf" Adolfa Hitlera wydane
      przez lokalnego wydawcę. Na początku lat 90., kiedy po raz pierwszy wydrukowano
      w Polsce dzieło Hitlera, książka wywołała powszechne oburzenie

      Na pomysł kolejnego wydania "Mein Kampf" wpadł profesor Bogdan Michalski,
      specjalista od prawa prasowego i autorskiego z Uniwersytetu Warszawskiego,
      znany z pomysłu sprzed lat na ograniczenie dziennikarzom prawa wykonywania
      zawodu, a redaktorom naczelnym i wydawcom swobodnego zarządzania redakcją.
      ...
      Michalski o "Mein Kampf" mówi: - Trzeba badać pewne zjawiska u źródeł. Nie
      można mówić o czym i badać coś, czego się nie zna. O "Mein Kampf" wypowiadało
      się wystarczająco dużo ludzi, którzy nigdy nie mieli tej książki w ręku. Co
      prawda jest ona częścią chorej ludzkiej twórczości, ale nie można jej wymazać z
      historii. Tak rozumując, Talmud też należałoby wziąć na indeks. A ja jestem
      przeciwnikiem brania czegokolwiek na indeks. Niech czytelnik sam ją oceni.
      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2552524.html
      • Gość: itakdalej Czy nie łamie się w ten sposób Art. 256, 257 KK ? IP: *.chello.pl 15.02.05, 00:39
        USTAWA
        z dnia 6 czerwca 1997 r.
        Kodeks karny.
        (Dz.U. Nr 88, poz. 553, z późn. zm.)

        Art. 256.
        Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub
        nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych,
        wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze
        ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

        Art. 257.
        Kto publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej
        przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej
        bezwyznaniowości lub z takich powodów narusza nietykalność cielesną innej
        osoby, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
        ----------------------------------------------------------------
        Publikacja chyba jest propagowaniem czyichś idei. Słowa zniewagi pozostają
        nimi, nawet gdy są wydrukowane w imię badania zjawisk "u źródeł". To jest tekst
        oryginalny, kompletny, a nie cytaty.
        A skąd prof. Michalski ma pewność, że ta książka trafi do zrównoważonego
        naukowca mającego dystans do źródła, a nie do krótko ostrzyżonych napakowanych
        młodzieńców z kijami bejsbolowymi?

        • Gość: itakdalej Bawaria chce powstrzymać wydanie "Mein Kampf" IP: *.chello.pl 22.02.05, 23:34
          Władze Bawarii zapowiedziały wczoraj, że będą poszukiwać prawnych możliwości
          wstrzymania wydawania w Polsce książki "Mein Kampf" Adolfa Hitlera. Bawaria ma
          prawa do "Mein Kampf", podobnie jak do reszty spuścizny po Hitlerze. W
          Niemczech "Mein Kampf" jest zakazane w sprzedaży, ale dostępne dla badaczy w
          bibliotekach.

          serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34180,2566443.html
    • Gość: itakdalej Profesor z USz przepisał pracę studenta UJ IP: *.chello.pl 18.02.05, 00:46
      W wydanej w kwietniu zeszłego roku książce prof. Edwarda Rymara, znanego
      historyka z Uniwersytetu Szczecińskiego, pt. "Wielka podróż wielkiego
      księcia", poświęconej księciu pomorskiemu Bogusławowi X, znalazło się kilka
      stron, w których profesor bez przypisów umieścił żywcem przepisane fragmenty
      pracy studenta piątego roku historii na UJ Wiktora Szymborskiego.
      ...
      Najdziwniejsze, że dwa lata temu profesor skrytykował pracę, którą później
      wykorzystał bez wiedzy autora. W 2003 Szymborski wygłosił na Uniwersytecie
      Zielonogórskim referat poświęcony małżeństwu księcia z Anną Jagiellonką. Miały
      go wydrukować "Gdańskie Studia Mediewistyczne" [prestiżowy periodyk
      historyczny - red.].

      - Redaktor tego pisma zwrócił się do prof. Rymara z prośbą o opinię na temat
      referatu - opowiada promotor Szymborskiego, dr hab. Krzysztof Stopka z UJ. -
      Recenzja była bardzo krytyczna, profesor zarzucił pracy brak wiarygodności.
      Wydawnictwo tekstu nie puściło.

      Pod koniec ubiegłego roku Wiktor Szymborski kupił w Krakowie książkę Rymara o
      Bogusławie X.

      - Zobaczyłem w niej swoje słowa! - mówi student. - Byłem, delikatnie mówiąc,
      zdziwiony. Nie spodziewałem się czegoś podobnego po profesorze z takim
      dorobkiem naukowym. Wykorzystał bez pytania półtora roku mojej pracy!

      W dwustustronicowej książce Rymara znalazły się obszerne fragmenty (w sumie
      cztery strony), które niewątpliwie są autorskim tłumaczeniem Szymborskiego z
      łaciny "Tragikomedii" Jana Kitshera z 1593 r.
      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2555708.html
    • khmara Kłótnia filozofów z Uniwersytetu Rzeszowskiego 20.02.05, 21:48
      miasta.gazeta.pl/rzeszow/1,34962,2562335.html
      Dwóch wykładowców awanturowało się na korytarzu Uniwersytetu Rzeszowskiego.

      WERSJA PRPFESORA
      Prof. Andrzej Zachariasz, dyrektor Instytutu Filozofii na Uniwersytecie
      Rzeszowskim, doskonale zapamiętał wydarzenia z 15 lutego. - Szedłem akurat
      korytarzem do swojego gabinetu. Z przeciwka kroczył doktor Marek Ruba -
      wspomina. - Widzę, jak doktor idzie. Idzie i pluje. Bez przerwy pluje. I mówi do
      mnie: "Cześć, czerwony pająku" - relacjonuje prof. Zachariasz.

      Między wykładowcami doszło do ostrej wymiany zdań. - Doktor Ruba zagroził, że
      poda mnie do sądu, bo ja mam niby rozpowiadać, że pisałem za niego pracę
      doktorską. Oczywiście ani tego nie zrobiłem, ani tak nie mówię. Dlatego
      powiedziałem mu wprost: "Łobuzie, daj mi spokój" - relacjonuje profesor. Jak
      twierdzi, podczas sprzeczki korytarz był pusty, nikt nie przechodził. Dopiero
      pod jej koniec pojawił się jeden z nauczycieli akademickich. I wtedy dr Ruba
      miał zagrozić, że zrobi sobie obdukcję lekarską. - Byłem zdumiony, bo dzieliła
      nas odległość jakichś dziesięciu metrów. Ani ja jego, ani on mnie nie uderzył.
      Zresztą bałbym się bliżej podejść, jestem dwadzieścia lat starszy od doktora. -
      opowiada prof. Zachariasz. W notatce, którą przygotował po zajściu napisał: "po
      awanturze wycofałem się do zajmowanego przeze mnie pokoju i w obawie przed
      ewentualnym wtargnięciem napastnika zamknąłem drzwi na klucz".

      - W następnych dniach doszły mnie słuchy, że doktor Ruba rozpowiada, że ząb mu
      się rusza. Potem, ktoś wspomniał, że ma szczękę naruszoną, pęknięte żebra.
      Słyszałem nawet o wstrząsie mózgu - opowiada prof. Zachariasz.

      Profesor nie zostawił tego incydentu. Złożył do rektora skargę na młodszego
      kolegę wraz z notatką.

      Jak zaznacza prof. Zachariasz, Ruba jest członkiem zakładowej "Solidarności", a
      w przeszłości był studentem Zachariasza. Od kilku lat pracuje w instytucie
      kierowanym przez niego. - Owego dnia, kiedy doszło do kłótni, doktor dostał
      wystawioną przeze mnie ocenę swojej pracy, niestety dla niego negatywną. Być
      może stąd się wzięła jego frustracja - domyśla się prof. Zachariasz.

      Instytut filozofii na Uniwersytecie Rzeszowskim nie jest monolitem. Nawet według
      jego szefa, prof. Zachariasza, część ludzi związana z "Solidarnością", a nawet
      Radiem Maryja nie może znaleźć wspólnego języka z pozostałymi. To na tyle
      głęboka rysa, że prof. Zachariasz marzy o tym, by rektor instytut podzielił.

      WERSJA DOKTORA
      Dr Marek Ruba nie chce z nami rozmawiać. Tłumaczy się, że... boli go ząb i jest
      pod wpływem silnych środków przeciwbólowych. Jest też jeszcze jeden argument:
      rozmów o sprawie - dla dobra uniwersytetu - zabronił mu jego dziekan. Zaprzecza,
      gdy pytamy, czy to zła ocena jego pracy była przyczyną konfliktu. Na pytanie,
      czy ma obdukcję, odpowiada, że ma wypis ze szpitala.

      CO NA TO REKTOR?
      O całym zajściu wie też już rektor. Nie chce jednak niczego komentować, bo nie
      zdołał wyrobić sobie zdania na ten temat. - Obaj panowie: prof. Zachariasz i
      dziekan Bobko, który reprezentował dr Rubę, opowiedzieli mi dwie diametralnie
      różne wersje tego, co się wydarzyło. Poprosiłem, by przedstawili je na piśmie -
      mówi Włodzimierz Bonusiak, rektor Uniwersytetu Rzeszowskiego, i dodaje: - W
      poniedziałek będę musiał wrócić do tej sprawy.

      DLACZEGO WKLEJAM TU TEN ARTYKUŁ?
      Bo czegoś tu nie rozumiem. Profesor przedstawia swoją rację sam. Doktor nie ma
      do tego prawa - jego wersję wydarzeń przedstawia dziekan. Doktor ma zakaz
      rozmawiania z prasą, profesor może opowiadać dziennikarzom, co mu się żywnie
      podoba. Profesor nie lubi członków Solidarności i marzy, by rektor go od nich
      uwolnił. Doktor jest członkiem Solidarności i otrzymał od profesora ocenę
      negatywną, która może skutkować zwolnieniem z pracy. Czy to jest ocena
      merytoryczna, czy światopoglądowa? Dorobek obu panów w internecie gości w
      stopniu znikomym. Wydaje się, że profesor ma dorobek ciut większy. Profesor jest
      od doktora dwadzieścia lat starszy. To wszystko, co w tej sprawie wiadomo.
      • Gość: itakdalej Ciekawe miejsce ten Uniwersytet Rzeszowski IP: *.chello.pl 20.02.05, 23:58
        Studenci słuchają wykładów w języku którego nie rozumieją:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=13505095&a=16712932 ,
        po dyskusji profesora z adiunktem ten ostatni ląduje w szpitalu...
        • khmara Re: Ciekawe miejsce ten Uniwersytet Rzeszowski 21.02.05, 00:09
          Gość portalu: itakdalej napisał(a):

          > po dyskusji profesora z adiunktem ten ostatni ląduje w szpitalu...

          Przecież to są jak najbardziej normalne klimaty dyskusji akademickich w Polsce ;-(
          Wyższa klasa innych uczelni polega tylko na tym, że poszkodowani trafiają do
          psychiatryka nie na chirurgię.
          • Gość: KG Re: Ciekawe miejsce ten Uniwersytet Rzeszowski IP: *.latrobe.edu.au / *.latrobe.edu.au 17.03.05, 05:59
            Tragiczny poziom UMCSu i WSIiZ w Rzeszowie
            Autor: Gość: KG IP: *.latrobe.edu.au / *.latrobe.edu.au
            Data: 17.03.2005 05:46
            --------------------------------------------------------------------------------
            Co zrobic z takimi przypadkami:
            1) Obecny dziekan Wydzialu Politologii na UMCS w Lublinie, wrecz szczyci sie
            tym, ze nie zna angielskiego, i nie zna tez tresci ksiazki, ktorej jest
            (przynajmniej w teorii) glownym wspolautorem.
            2) Strasznie niski poziom "uczonych" z Alma Mater Resoviensis,
            Siedleckiej "Sorbony" i licznych pseudowyzszych szkolek, otwartych
            na tzw. prowincji jeszcze za tzw. komuny.
            3) A o pomste do nieba wola zas na ogol skandalicznie wrecz niski
            poziom licznych prywatnych "fabryczek" dyplomow licencjackich
            i nawet magisterskich, otwartych w Polsce po r. 1990, np. taki
            WSIiZ w Rzeszowie, gdzie 99% kadry dydaktycznej (bo naukowej
            tam brak) pochodzi z marginalnie tylko lepszych panstwowych
            uczelni z Rzeszowa, i gdzie licencjat, a nawet magistra,
            dostaje sie za oplacenie czesnego i uczeszczanie na nieco
            ponad 50% zajec...


    • itakdalej.itakdalej Na UG chcą kolejnej kadencji Rektora Ceynowy 13.03.05, 22:09
      W Krakowie po wyborach nowego rektora UJ krajobraz jak po bitwie, nawet Rektor-
      elekt powiedział: "Nie odczuwam spodziewanej radości w sercu"
      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,2596671.html
      Ale nie wszędzie tak jest. Są szanse, że w Gdańsku w wyborach zwycięży osoba
      znana tam i lubiana, a mianowicie profesor Andrzej Ceynowa (skompromitowany
      aferą z przyjmowaniem "z odwołań" dzieci VIP-ów na Wydziale Prawa). Tym
      bardziej, że jest jedynym kandydatem na rektora Uniwersytetu Gdańskiego.
      Kandydaturę Andrzeja Ceynowy zgłosili elektorzy z wydziałów Filologiczno-
      Historycznego, Chemii, Nauk Społecznych i Biologii. Jeszcze przed kilkoma
      tygodniami mówiło się o przynajmniej trzech kontrkandydatach: Andrzeju Szmycie
      (b. dziekan prawa), Andrzeju Stępniaku (ekonomia) oraz Mirosławie Szrederze
      (dziekan zarządzania). W końcu żaden z nich nie wystartuje:

      miasta.gazeta.pl/trojmiasto/1,35612,2599453.html
    • khmara Prokuratura postawi zarzuty b. dziekanowi prawa 17.03.05, 20:50
      Koniec śledztwa w sprawie profesora Michała P.

      Toruńska prokuratura zakończyła śledztwo w sprawie podejrzenia popełnienia
      plagiatu przez prof. Michała P., byłego dziekana Wydziału Prawa i Administracji
      Uniwersytetu Gdańskiego. Zostaną mu postawione cztery zarzuty

      xxx
      Co na to rektor Ceynowa?
      • itakdalej.itakdalej Link 17.03.05, 22:58
        miasta.gazeta.pl/trojmiasto/1,35612,2607299.html
    • itakdalej.itakdalej Jak rektor wyciągał pieniądze z ŚAM 17.03.05, 23:41
      Wydział Farmaceutyczny Śląskiej Akademii Medycznej przez lata rezygnował z
      organizowania kursów zielarskich. Zamiast niego całkiem nieźle zarabiała na
      nich sosnowiecka fundacja Fides. Kierował nią rektor ŚAM prof. Tadeusz Wilczok

      Szkolenia z zielarstwa najpierw organizował Wydział Farmaceutyczny Śląskiej
      Akademii Medycznej, potem przejęła je jednak Fundacja Rozwoju Nauk
      Farmaceutycznych "Fides".
      Fundacja istnieje od dziewięciu lat. Mieści się przy ul. Kasztanowej 3 w
      Sosnowcu. W tym samym budynku znajduje się Wydział Farmaceutyczny ŚAM.
      Wśród założycieli fundacji Fides znaleźli się w większości pracownicy wydziału,
      w tym profesorowie Tadeusz Wilczok, obecny rektor ŚAM, Barbara Błońska-
      Fajfrowska, przez dwie kadencje dziekan farmacji, a także Florian Ryszka,
      kiedyś kierownik Katedry Farmacji Stosowanej.
      Z opłat za kursy uzbierało się 185 tys. zł w 1998 roku, trzy lata później aż
      437 tys. zł. Większość z tych pieniędzy przeznaczono dla wykładowców
      (zielarstwa uczyli pracownicy ŚAM). Reszta - od kilkudziesięciu do niemal 200
      tys. zł rocznie - zasilała konto fundacji.

      miasta.gazeta.pl/katowice/1,35019,2607656.html
    • ekostar Praca badawcza w polskim stylu 20.03.05, 14:08
      Fikcyjną działalność naukowa jak tez działalność byłej KBN obrazuje niniejsza
      korespondencja:

      Prof. dr hab. Witold Karczewski
      Zespól do spraw Etyki w Nauce
      Komitet Badan Naukowych
      ul. Wspólna 1/3
      00-529 WARSZAWA

      10 lipca 2001

      dotyczy: Zakladu Patofizjologii Narzadów Ruchu AM Poznaniu
      kierowanej przez prof. dr hab. K. Grottela oraz dr J. Hubera

      Szanowny Panie Profesorze,

      Jestem pracownikiem Zakladu Patofizjologii Narzadów Ruchu AM w Poznaniu od 1
      wrzesnia 2000. W ciagu minionych 10 miesiecy zdazylam sie zapoznac z szeregiem
      niepokojacych spraw, które sa po prostu nie do przyjecia przez pracownika nauki.
      Dotycza one:
      1. Zwierzetarni
      2. Organizacji pracy doswiadczalnej
      3. Przestrzegania odpowiednich warunków fizjologicznych w których wykonywane sa
      doswiadczenia
      4. Organizacji pracy w Zakladzie
      5. Wykorzystania drogiej aparatury

      Ad. 1 Zwierzetarnia

      Uzytkownicy zwierzetarni mieszczacej sie na terenie Szpitala Klinicznego nr. 4
      nie wykazuja zainteresowania do poczynienia zmian koniecznych i niezbednych by
      zwierzeta moglyby byc istotnie wykorzystywane do badan naukowych.

      W maju br. otrzymalam pozwolenie Lokalnej Komisji Etycznej na prowadzenie badan
      nad zmianami wrazliwosci czuciowej na bodzce mechaniczne u szczurów po
      uszkodzeniu nerwu kulszowego. Wykonalam podstawowa serie doswiadczen, lecz ich
      kontynuacja jest co najmniej problematyczna z powodu absolutnie nieodpowiednich
      warunków w jakich zwierzeta sa przetrzymywane, a to:
      1. brak wystarczajacej liczby klatek (zalacznik 1a)
      2. rzadkie sprzatanie (zalacznik 1a,b)
      3. wentylacja ciagla zbyt glosnym wentylatorem (zalacznik 1c)
      4. brak miejsca do trzymania klatek (zalacznik 2 – zdjecia calego
      pomieszczenia wedlug ruchu wskazówek zegara)
      5. brak wystarczajacej ilosci poidelek (zalacznik 1a)
      6. brak klimatyzacji
      7. brak odwróconego cyklu dobowego

      Wyniki badan prowadzonych w takich warunkach nie nadaja sie do zadnych porównan
      z innymi badaniami prowadzonymi we wlasciwych warunkach, a poznawczo sa bez
      wartosci poniewaz, nie sa to dla zwierzat warunki fizjologiczne. Przeciwnie, sa
      to warunki stresujace i nie nadaja sie w zaden sposób do prowadzenia badan
      neurofizjologicznych w aferentnych ukladach czuciowych.
      Pracuje w doswiadczalnictwie od 1977 r., od Instytutu Biologii Doswiadczalnej
      PAN w Wa-wie po wiele pracowni w Anglii i USA. Nie wszystkie z nich maja warunki
      luksusowe, lecz sprawy podstawowe takie jak: stala temperatura, oswietlenie oraz
      cykl dobowy maja zapewnione. Jak wiadomo, bez tych podstaw nie moze byc zadnych
      wiarygodnych wyników badan naukowych w zakresie neurofizjologii lecz pozostaje
      tworzenie fikcji naukowej, meczenie zwierzat oraz wyrabianie planów naukowych
      jedynie dla celów administracyjnych.
      Wiadomo mi, ze w ubieglych latach Lokalna Komisja Etyczna d/s doswiadczen na
      zwierzetach z jej ówczesna przewodniczaca prof. Goncerzewicz miala wiele
      zastrzezen do omawianej zwierzetarni. Po V Ogólnokrajowym Kolokwium
      "Wybrane zagdnienia dotyczace sterowania ruchem", zorganizowanym przez
      prof. Grottela w maju 2000 w Poznaniu, sprawa przycichla, poniewaz zaproszony do
      wygloszenia referatu dr hab. Stefan Kasicki (Instytut Biologiii Doswiadczalnej
      PAN) wydal orzeczenie pozytywne na temat warunków zwierzetarni.
      Moje uwagi oraz próby lepszego zorganizowania tutejszej zwierzetarni pomijane sa
      milczeniem badz komentarzami dotyczacymi moich nadmiernych wymagan. Dlatego
      prosze o zainteresowanie sie ta sprawa.

      Ad. 2. Organizacja pracy doswiadczalnej

      Zalacznik 3 stanowi ksiega ewidencji zwierzat doswiadczalnych od marca 1995 roku.
      Kazde zwierze doswiadczalne jest zewidencjonowane numerycznie oraz pod katem
      celu doswiadczenia, jego daty oraz czasu trwania (kazda strona A). Na stronach B
      zamieszczone sa dodatkowe uwagi oraz wyszczególniony udzial osób uczestniczacych
      w doswiadczeniu.
      Profesjonalny czytelnik tej ksiegi zorientuje sie szybko, ze wiekszosc
      doswiadczen elektrofizjologicznych wyszczególnionych jako odbywajacych sie
      przecietnie pomiedzy godzina 9.00 a 14.00 jest naiwna fikcja, poniewaz kazdy
      neurofizjolog dobrze wie, jak dlugotrwale sa prawidlowo wykonane tego rodzaju
      doswiadczenia, jak wazne i cenne jest zebranie maksymalnej ilosci danych z
      kazdego przygotownego preparatu oraz utrzymywaniu go jak najdluzej przy zyciu.
      Wnikliwy, czytelnik tej ksiegi zorientuje sie równiez, ze material zawarty w
      Ksiedze w zaden sposób nie odpowiada imponujacej ilosci materialu
      doswiadczalnego przedstawionego w rozprawie habilitacyjnej dr J. Hubera pt.
      "Reorganizacja polaczen aferentnych do komórek ruchowych rdzenia kregowego
      segmentów ledzwiowych w nastepstwie przeszczepów sciegien, miesni i przeciec
      nerwów." Z kolei interpretacja tego materialu oraz wnioski zgodne z
      kanonami neurofizjologii lat 60 traktujacej wlókna nerwowe jako proste
      przewodniki pobudzen elektrycznych, stanowia kolejny dowód na brak
      profesjonalizmu, ale wykraczaja poza rozwijane tutaj problemy.

      Ad. 3. Przestrzeganie odpowiednich warunków fizjologicznych w których wykonywane
      sa doswiadczenia
      Pracujac od wrzesnia 2000 roku w Zakladzie Patofizjologii Narzadów Ruchu, bylam
      swiadkiem wszystkich odbywajacych sie tam doswiadczen (jest to potwierdzone moim
      podpisem w Ksiedze Ewidencji (Zalacznik 3). Nie moglam - nie byc swiadkiem,,
      chocby z tej prostej przyczyny, ze przydzielono mi biurko wlasnie w samej
      Pracowni Neurofizjologii Zakladu Patofizjologii Narzadów Ruchu (Zalacznik 4).
      Otóz, musze stwierdzic, ze w ani jednym z przeprowadzonych w tym okresie
      doswiadczen nie zachowywano odpowiednich warunków fizjologicznych. Szereg
      aparatów niezbednych dla zapewnienia odpowiednich warunków fizjologicznych jest
      w tej pracowni po prostu atrapami, których sie nie wykorzystuje. A to:
      1. nieodpowiednia dla wazenia szczurów waga (zalacznik 5)
      2. nieodpowiedni dla szczurów wentylator (zalacznik 6)
      3. nieopowiednia dla szczurów koncówka wentylatora (zalacznik 7)
      4. lutownica (zalacznik byla wykorzystywana regularnie do koagulacji krwotoków z
      naczyn przy laminektomii (u szczura)!!!.
      W tejze pracowni brak jest równiez innych niezbednych urzadzen do prowadzenia
      tego typu doswiadczen jak np. miernik wydechowego CO2, czy oporzadzenie do
      przeprowadzenia perfuzji (zalacznik 9 przedstawia zdjecie calej Pracowni wedlug
      wskazówek zegara).

      Ad. 4. Organizacja pracy w Zakladzie
      Uwagi krytyczne sa niedopuszczalne. Kompletny brak dyskusji naukowych. W ciagu
      opisywanego okresu (od 1. 09. 2000), nie odbylo sie ani jedno zebranie czy to
      naukowe, czy organizacyjne Zakladu Patofizjologii Narzadów Ruchu.

      Ad. 5. Wykorzystanie drogiej aparatury

      Obok opisanych powyzej atrap, w posiadaniu tego Zakladu znajduje sie spora ilosc
      swietnej jakosci, markowej drogiej aparatury, jak np.:
      - 1 stymulator (Grass S8
      - 2 jednostki izolujace bodzce (Grass Stimulus Isolation Unit)
      - 1 stymulator/injektor (World Precision Instruments Duo 773 -Electrometer)
      - 1 Narishige - drive
      - aparaty stereotaktyczne dla kota i szczura
      - 2 oscyloskopy 2 kanalowe

      Jak wynika z Ksiegi Ewidencji Doswiadczen, ta droga aparutura zakupiona w
      wiekszosci przez granty KBN przyznawane prof. Grottelowi jest po prostu
      niewykorzystana (zasluzony kurz na zalaczniku 10), a na terenie Akademii
      Medycznej im. K. Marcinkowskiego w Poznaniu nie ma osób kompetentnych ani do
      oceny badan neurofizjologicznych ani wlasciwego uzytkowania tej specjalistycznej
      aparatury.

      Na moje zastrzezenia nie znajduje tutaj odpowiedzi, poza naduzywanym
      stwierdzeniem, iz w Polsce B nie moge oczekiwac warunków panujacych w uczelniach
      amerykanskich ani nawet warunków panujacych w naukowych instytucjach
      warszawskich. Sadze, ze Zespól do spraw Etyki w Nauce zgodzi sie ze
      stwierdzeniem, ze nie ma lokalnych zasad dla badan naukowych i Nauka jest albo
      jej nie ma.

      Prosze o pomoc w poruszanych tutaj kwestiach.
      Z powazaniem,


      dr n. przyr. Ewa Kostarczyk .
      Do wiadomosci: 1. Rektora AM
      2.
      • ekostar Re: Praca badawcza w polskim stylu, c.d. 20.03.05, 14:11
        Odpowiedż z dnia 21.09.2001

        Szanowna Pani Doktor,

        Przesłana przez Panią pismo, było rozpatrywane na ostatnim posiedzeniu naszego
        zepołu w dzniu 11 września br.

        Zespół nie dopatrzył się w przesłanych materiałach faktu naruszeń etyki w nauce.

        Pani zarzuty zawarte w punkcie 4. (Organizacja pracy w Zakładzie dotyczą raczej
        stylu zarzadzania reprezentowanego prze Pani przełozonych, a nie naruszeń etyki.
        Zmiana tego stylu jest możliwa przy zaangazowaniu wszystkich pracowników i
        wyrazonej przez nich potrzebie dyskusji naukowych i organizacji zebrań
        naukowych, czy organizacyjnych, a nie odgórnie narzuconym przez przełozobych
        "grafiku" i tematyce spotkań. Zespół sugeruje więc zwiekszenie własnej
        aktywności wszystkich pracowników w tym zakresie.

        Co do pozostałych pieciu punktów zawartych w pani pismie, to, ich rozważnie nie
        lezy w kompetencjach naszego Zespołu.

        W zwiazku z powyzszym postanowiono przekazać pismo wraz z załącznikami do
        zaopiniowania Krajowej Komisji Etycznej ds. Doswiadczeń na Zwierzetach - zgodnie
        z jej kompetencjami okreslonymi prawem.

        Z wyrazami szacunku,

        Przewodniczący Zespołu ds Etyki w Nauce
        prof. dr hab. med Witold Karczewski
        .........................................................................................
        Dalszy rozwój wypadków:

        W październiku 2001 Zaklad Patofizjologii Narzadów Ruchu AM Poznaniu rozwiazał
        ze mna umowę o pracę.

        Dr hab J. Hubera jest nadal kierownikiem ZPNR i aktualnie otrzymuje tytuł
        profesora uczelni AM

        Sprawa również nie miała żadnego wpływu na pełnienie funkcji dr hab. Stefana
        Kasickiego w Krajowej Komisji Etycznej ds. Doświadczeń na Zwierzętach

        Dokonałam obliczeń wyników pełnej serii doświadczeń pilotażowych i napisałam
        wstępną publikację.
        Publikacja była oparta na zbyt małym materiale zwierzęcym, doświadczenia były
        wykonywane w nieprawidłowych warunkach co przełozyło się na NIEZGODNOŚĆ wyników
        moich badań z wynikami dotychczas publikowanymi.

        Zdecydowałam się jednak wysłać tę wstępną pracę do międzynarodowego czasopisma
        Pain z trzech powodów.

        Chciałam:

        1. zaanonsować rozpoczęte badania w tym kierunku w polskim ośrodku naukowym

        2 liczyłam na ewentualne uwagi krytyczne od międzynarodowych ekspertów, które
        zazwyczaj są dużą pomocą w ulepszeniu doświadczeń czy nadaniu doświadczeniom
        ciekawszego wymiaru na przyszłość

        3. posiadać dowód na niemożność wykonywania pracy doświadczalnej w
        nieprawidłowych warunkach

        4. posiadac dowód na wykonana pracę w ZPNR przed sadem pracy - ponieważ było dla
        mnie oczywiste, że robią wszystko, żeby się, mnie pozbyć zarówno z zakładu jak i
        uczelni

        Praca została wysłana w dniu 3.09.2001, a z końcem grudnia 2001 (kiedy już byłam
        pozbawiona pracy), otrzymałam oczywiście negatywną recenzję tej publikacji
        potwierdzającą moje zastrzeżenia.

        4. Do 2004 roku wszelkie naciski KBN oraz Ministra Kleibera na AM w Poznaniu
        były nieskuteczne, a AM ciesząca się parasolem ochronnym swoich autonomicznych
        decyzji

        5. Sądy i prokuratura sprawę umarza, powództwo oddala nie wglębiając sie w
        szczegóły. Nie ma (!) żadnych dowodów. Powódka ma zły charakter - swoim to złym
        usposobieniem doprowadziła do zwolnienia jej z pracy! To argument najbardziej
        chodliwy w tej sprawie, choć sprawa dotyczy wielu przekrętów w zakresie
        prowadzonych badań naukowych oraz nadawania stopni naukowych na AM w Poznaniu.
        I dlatego sprawa napotyka na taki opór.
    • itakdalej.itakdalej Fundacja prof.zarabia na wynajmowaniu budynku ŚAM 29.03.05, 12:33
      Fundacja Revita powstała w 1991 roku. Miała zajmować się finansowaniem badań
      nad preparatami z gruczołu grasicy. Liczono, że pomogą one i chorym po
      przeszczepach, i dzieciom z mózgowym porażeniem dziecięcym, a nawet osobom
      cierpiącym z powodu otępienia starczego. Wśród jej założycieli było wielu
      profesorów Śląskiej Akademii Medycznej, w większości z Wydziału
      Farmaceutycznego, wśród nich: nieżyjący już Jeremi Czaplicki, a także Barbara
      Błońska-Fajfrowska (dziś posłanka SLD-UP) i Florian Ryszka.

      Fundacja mieści się w budynku należącym do miasta - dawnym hotelu robotniczym
      przy ul. Kasztanowej 3 w Sosnowcu. Latem 1997 roku Rada Miejska zgodziła się na
      oddanie go Revicie w bezpłatne użytkowanie na 20 lat. Umowę w tej sprawie
      władze Sosnowca i przedstawiciele fundacji podpisali 15 września tegoż roku.

      Jednak już 2,5 miesiąca wcześniej - 1 lipca - Revita wynajęła budynek
      (wcześniej przez siebie użytkowany) Wydziałowi Farmaceutycznemu Śląskiej
      Akademii Medycznej.

      W ciągu ośmiu lat z tytułu najmu 1500 m kw. przy Kasztanowej uczelnia wypłaciła
      Fundacji Revita prawie 2,7 mln zł. Nieco ponad milion to opłaty za media,
      środki czystości, wynagrodzenia portierów i koszty remontów. Reszta to czysty
      zysk Revity, przeznaczany m.in. na wygrodzenia dla jej władz i pracowników, w
      tym profesorów ŚAM.
      miasta.gazeta.pl/katowice/1,35019,2625101.html
    • itakdalej.itakdalej Jazda po pijanemu prof. Grzegorza K. (Polit. Lub) 29.03.05, 22:28
      51-letni naukowiec Politechniki Lubelskiej został zatrzymany przez policję w
      połowie grudnia ubiegłego roku przy ul. Narutowicza w Lublinie. O dziwnie
      zachowującym się kierowcy fiata tempry powiadomiła funkcjonariuszy
      przejeżdżająca tamtędy kobieta. Według relacji policjantów profesor był wobec
      nich agresywny. Zapowiedział, że "pójdzie do generała", który "zrobi z nimi
      porządek". Chciał odejść, ale miał problemy z utrzymaniem równowagi. Nie
      pozwolił przebadać się alkomatem, więc został zawieziony do szpitala, gdzie
      pobrano mu krew. Okazało się, że miał w niej 1,6 promila alkoholu. Grozi mu do
      dwóch lat pozbawienia wolności.

      Mimo że od incydentu minęło kilka miesięcy, profesor wciąż nie stanął przed
      komisją dyscyplinarną swojej uczelni.
      miasta.gazeta.pl/lublin/1,35640,2624369.html
    • itakdalej.itakdalej Magnificencja brutal 30.03.05, 09:42
      Profesor Antoni Jarosz, gwiazda Radia Maryja, rektor Państwowej Wyższej Szkoły
      Zawodowej w Jarosławiu, jest najbardziej znanym w Ministerstwie Edukacji
      polskim uczonym. Dokumentację dotyczącą jego – łagodnie mówiąc –
      kontrowersyjnej działalności zgromadzono w czterech grubych segregatorach.

      Na falach stacji ojca Rydzyka opowiada o swoim dziele, prowadzonym w imię Maryi
      i patrona uczelni księdza Bronisława Markiewicza, który wkrótce zostanie
      beatyfikowany. Występuje jako odnowiciel katolickiego szkolnictwa i obrońca
      wiary.

      Jarosz otrzymał tytuł rektora z rąk ministra w 1998 r. Prawicowi urzędnicy nie
      zwrócili uwagi, że jego magnificencja uzyskał stopień doktora habilitowanego
      nauk ekonomicznych w Wyższej Szkole Nauk Społecznych przy Komitecie Centralnym
      PZPR na podstawie rozprawy pod tytułem „Integracja w gospodarce mlekiem na
      przykładzie strefy surowcowej Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej w Lubaczowie”.
      ...
      Odkąd założył gronostaje, jednych już sponiewierał, innych poniewiera, a resztę
      zastraszył. Niewielu pracowników uczelni, a nawet byłych pracowników ma odwagę
      wystąpić przeciw niemu pod nazwiskiem – przyznaje Mazurkiewicz, który pracował
      w PWSZ. Rektor bije, kopie i obraża pracowników. – Moje doktorantki myślą
      pizdą – zwykł odzywać się publicznie. Publicznie znieważał ministra edukacji,
      burmistrza nazwał dzieciorobem i przypomniał, kto go poparł w wyścigu o władzę.
      Spokorniały burmistrz odwdzięczył się, załatwiając dla szkoły kamienicę
      przekazaną bez przetargu za 5 proc. wartości.

      Kierowniczkę biblioteki rektor pobił i wyrzucił z pracy, kiedy ta odmówiła
      wstąpienia z nim w związek małżeński: Jarosz ma ambicję zostania senatorem (a
      następnie ministrem edukacji) i z powodów obyczajowych potrzebna mu małżonka.
      Kobieta bała się zgłosić na policję, bo w szkole pracowało kilka osób z jej
      bliskiej rodziny. – Ci, którzy mieli dokąd pójść – odeszli. Wyjechali z miasta,
      zmienili numery telefonów i chcą zapomnieć o przykrym epizodzie. Ich miejsce
      zajęli wychowankowie Jarosza oraz profesorowie walizkowi, czyli pracujący w
      kilkunastu uczelniach – dodaje jeden z byłych pracowników szkoły.

      polityka.onet.pl/162,1221969,1,0,2497-2005-13,artykul.html
    • itakdalej.itakdalej Fundacje prof. Błońskiej,posłanki zarabiają na ŚAM 19.04.05, 23:50
      Zadłużona po uszy Śląska Akademia Medyczna płaci prawie pół miliona na rok za
      najem budynku pod Wydział Farmaceutyczny. Pieniądze zgarnia fundacja Revita
      kierowana przez posłankę prof. Barbarę Błońską-Fajfrowską. Na akademii
      zarabiała też druga kierowana przez nią fundacja - Fides.
      Historia sięga 1991 r. Wtedy powstała fundacja Revita. Miała finansować badania
      nad preparatami z gruczołu grasicy. Liczono, że pomogą one chorym po
      przeszczepach i dzieciom z porażeniem mózgowym. Założyli ją profesorowie
      Śląskiej Akademii Medycznej, w większości z Wydziału Farmaceutycznego.
      Prezydentem Revity została prof. Barbara Błońska-Fajfrowska z Unii Pracy, dziś
      szefowa sejmowej komisji zdrowia.
      Po kilku latach cel, dla którego powstała fundacja, zszedł na daleki plan. -
      Udowodniono działanie grasicy, ale badania zarzucono - przyznaje prof. Błońska.
      Fundacja skupiła się na zarabianiu. Założyła aptekę i poradnię. Najwięcej
      zyskała jednak na wynajmie budynku, który dostała od władz Sosnowca.

      Chodzi o dawny hotel robotniczy przy Kasztanowej. Latem 1997 r. sosnowieccy
      radni oddali go Revicie na 20 lat w bezpłatne użytkowanie. Umowę podpisano 15
      września, ale już 1 lipca pewna swego Revita wynajęła budynek Śląskiej Akademii
      Medycznej. Uczelnia natychmiast ulokowała tam swój wydział farmaceutyczny. Jego
      dziekanem była wówczas... prof. Błońska-Fajfrowska! - Pilnie szukaliśmy wtedy
      nowego lokum - tłumaczy dziś posłanka.

      W ciągu ośmiu lat fundacja zarobiła na wynajmie prawie 2,7 mln zł. Opłaty za
      media i utrzymanie budynku w czystości kosztowały nieco ponad milion. Reszta to
      czysty zysk fundacji przeznaczany np. na wygrodzenia dla pracowników.

      Gdyby miasto oddało budynek bezpośrednio akademii, ta nie musiałaby słono
      płacić za najem. - Teoretycznie było to możliwe, ale akademia nigdy się do nas
      o to nie zwracała - tłumaczy Michał Czarski, wówczas prezydent Sosnowca, a dziś
      marszałek województwa śląskiego.

      Dlaczego akademia nie zwróciła się o budynek? Prof. Błońska-Fajfrowska
      twierdzi, że nie pamięta.

      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34317,2661969.html
    • itakdalej.itakdalej Plagiat na SGGW (prof. przepisał 1/2 pracy mgr) 29.04.05, 10:18
      Studentka (nie chce podać nazwiska) w 2000 r. obroniła pracę o rozmnażaniu
      psów. Temat wybrał dla niej promotor prof. Kazimierz Ściesiński z Wydziału Nauk
      o Zwierzętach. Trzy lata później wydał książkę "Hodowla psów" - 20 jej stron to
      owa praca magisterska przepisana z zachowaniem układu graficznego, tabelami i
      rysunkami. Nazwisko studentki jest co prawda wymienione w bibliografii, ale w
      tekście nie ma wyraźnego zaznaczenia cytowania. W 2004 r. książka dostała
      nagrodę ministra edukacji za cenne uzupełnienie nauki - 21 tys. zł.
      ---
      Mamy coraz więcej sygnałów od byłych studentów, że promotorzy zamieszczają w
      swoich książkach fragmenty ich prac. Chcemy zbadać, jak duże jest to zjawisko i
      spowodować, by uczelnie wypracowały standardy korzystania z magisterek -
      wyjaśnia Marcin Chałupka, szef biura prawnego Parlamentu Studentów RP.

      miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,2681511.html
      prof. Andrzej Kaźmierski, biolog z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu:

      - Niedopuszczalne jest, by promotor włączał pracę magisterską studenta do
      swojej książki. Widziałem pracę magistrantki z SGGW i książkę "Hodowla psów" i
      uważam, że profesor powinien wymienić ją jako współautorkę rozdziału.

      prof. Jan Błeszyński, specjalista od prawa autorskiego z Uniwersytetu
      Warszawskiego:

      - Prawa autorskie do pracy magisterskiej należą do studenta. Zadaniem promotora
      jest kontrolowanie i wskazywanie usterek podczas jej pisania, jednak nie daje
      mu to podstaw, by twierdzić, że jest on jej współautorem. Pracę można
      oczywiście cytować, czyli przytoczyć krótki fragment z podaniem źródła. Gdy
      czytelnik nie ma świadomości, gdzie zaczyna się, a gdzie kończy cytat, mamy do
      czynienia z przywłaszczeniem praw autorskich.

      miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,2681512.html
    • khmara Re: LIST OTWARTY W SPRAWIE PATOLOGII W NAUCE !!! 04.05.05, 00:42
      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2687279.html
      Ustawiony konkurs za 25 mln zł. Kadra klinik ustawiła w całej Polsce konkursy
      NFZ na badania profilaktyczne i rozdzieliła między siebie wszystkie kontrakty

      Jeżeli ktoś jeszcze uważa, że to co naukowcy robią na swoim uczelnianym podwórku
      nie dotyka społeczeństwa w wymiarze ogólnokrajowym, to gratuluję dobrego
      samopoczucia. Ustawy, która zabezpiecza interesy Grupy Trzymającej Władzę w
      nauce też. W końcu ustawione konkursy to normalka na uczelniach. A że się
      nadarzyła kolejna okazja do przewalenia pieniędzy podatnika...
    • itakdalej.itakdalej Ach te uczelniane przyzwyczajenia... 20.05.05, 23:53
      Partyjne doły napisały anonim do Donalda Tuska, w którym zarzucają Zycie
      Gilowskiej nepotyzm, "marginalizowanie" opozycji i otaczanie się ludźmi
      mającymi kłopoty z prawem

      W związku z narastającym poważnym kryzysem w lubelskiej PO za sprawą
      skandalicznej polityki prowadzonej przez Zytę Gilowską i układ towarzysko-
      rodzinny, który stworzyła wokół siebie, prosimy Pana o interwencję. Zaczynamy
      być postrzegani jak aferzyści z SLD czy Samoobrony. Opisujemy prawdę, ale bojąc
      się szykan ze strony Pani poseł, nie podpisujemy się" - czytamy w liście do
      Tuska, który trafił także do lubelskich mediów.

      Krytycy Gilowskiej zarzucają jej forsowanie syna na pierwsze miejsce lubelskiej
      listy PO w wyborach do Sejmu i zlecanie mu odpłatnych ekspertyz prawnych.

      - Pani poseł większość decyzji podejmuje w sposób jednoosobowy, często przez
      telefon. Chce wszystko kontrolować. Ludzie niewygodni, którzy mogą stanowić dla
      niej konkurencję, są wycinani i odchodzą z partii - mówi "Gazecie" jeden z
      autorów listu otwartego.

      Członkowie lubelskiej PO mają też za złe Gilowskiej otaczanie się ludźmi
      mającymi problemy z prawem. Chodzi im o sekretarza lubelskiej PO, burmistrza
      Kraśnika Piotra Czubińskiego, którego prokuratura oskarżyła o nieprawidłowości
      przy prywatyzacji mienia komunalnego.

      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,65646,2719571.html
    • itakdalej.itakdalej Ludzie, trzymajcie mnie! 25.05.05, 10:57
      Rektor jarosławskiej uczelni będzie ubiegał się o fotel senatora. Czy
      przeniesienie letniej sesji egzaminacyjnej na wrzesień, najgorętszy okres
      kampanii wyborczej, ma zapewnić rektorowi głosy studentów?

      - Na dziś wiem, że rektor Antoni Jarosz wystartuje w wyborach do senatu RP -
      oświadcza Janusz Cholewa, rzecznik rektora. Zapytaliśmy, jakie ugrupowanie
      będzie go popierać. Cholewa nie wie, twierdzi, że rektor jeszcze się waha. Sam
      Antoni Jarosz nie rozmawia z dziennikarzami.

      "Z rektora senator": miasta.gazeta.pl/rzeszow/1,34962,2728392.html

      Pan Profesor dr hab. Antoni Jarosz jest gwiazdą tego wątku.
      Oto nie które wcześniejsze posty mu poświęcone.
      REKTORSKA DOLA:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=12951752&a=14013706&t=1117010765826
      Edukacyjny biznes
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=12951752&v=2&s=2
      Sprawa rektora jarosławskiej PWSZ zawieszona
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=12951752&a=19233585
      Magnificencja brutal
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=12951752&a=22183983

      • itakdalej.itakdalej Re: Ludzie, trzymajcie mnie! 25.05.05, 10:59
        Z biznesem coś mi nie wyszło; oto dobry link:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=12951752&a=19127161
    • itakdalej.itakdalej Dwa dni i dwa profesorskie plagiaty (UG i UMCS) 25.05.05, 23:01
      24.05:
      Profesor Michał P., były dziekan Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu
      Gdańskiego stanie przed sądem za opublikowanie fragmentów prac magisterskich
      swoich studentek pod własnym nazwiskiem.

      miasta.gazeta.pl/trojmiasto/1,35612,2728578.html
      25.05:

      Senat Akademicki Uniwersytetu Marii Curie- Skłodowskiej w Lublinie wykluczył w
      środę ze składu komisji dyscyplinarnej profesora wydziału prawa tego
      uniwersytetu, który jest podejrzewany o plagiat.

      "Sprawę podejrzenia o plagiat rektor skierował do komisji dyscyplinarnej. Nie
      ujawnił nazwiska profesora" * powiedziała PAP rzecznik UMCS Elżbieta Mulawa-
      Pachoł.

      Władze uczelni nie ujawniają też, jakiej pracy miałby dotyczyć plagiat. Jeśli
      zarzuty się potwierdzą, profesorowi grozi wydalenie z uczelni i trzyletni zakaz
      wykonywania zawodu.


    • itakdalej.itakdalej Lublin: dr. hab. Bol.F. skazany za branie łapówek 02.06.05, 00:55
      Na karę dwóch lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na pięć lat oraz grzywnę w
      wysokości 6 tys. zł. skazał w środę Sąd Rejonowy w Lublinie naukowca, dr. hab.
      Bolesława F., za domaganie się od studentów łapówek w zamian za zaliczenia.

      Bolesław F., adiunkt w lubelskiej Akademii Medycznej, wykładał także w
      miejscowej Wyższej Szkole Społeczno-Przyrodniczej (WSS-P). W lutym ub. roku
      zażądał od studentów fizykoterapii WSS-P prezentów w zamian za pozytywne oceny
      z biochemii na koniec semestru. Od 10-osobowej grupy studentów zaocznych chciał
      drukarkę komputerową o wartości przeszło 2 tys. zł, natomiast od 8-osobowej
      grupy ze studiów dziennych - dyktafon za 1,6 tys. zł. Studenci zawiadomili o
      tym policję.
      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2741231.html
    • itakdalej.itakdalej (Opole) Czy Pan Profesor Dolata wróci do aresztu? 02.06.05, 09:14
      Pan Profesor Stanisław Dolata, były przewodniczący Rady Miasta oskarżony w
      aferze ratuszowej, ponownie wyszedł w piątek z aresztu. Jego żona wpłaciła 150
      tysięcy złotych kaucji.
      miasta.gazeta.pl/opole/1,35114,2734240.html
      Prokuratura złożyła we wtorek zażalenie na decyzję Sądu Okręgowego, który
      zezwolił na wyjście z aresztu za poręczeniem majątkowym Leszkowi Poganowi i
      Stanisławowi Dolacie.
      Prokuratura uważa, że oskarżeni powinni pozostać w areszcie, bo powody, dla
      których go zastosowano, nie zmieniły się. - Przede wszystkim boimy się
      matactwa - mówi rzecznik. - Oskarżonym grozi wysoka kara i na wolności mogliby
      kontaktować się ze sobą lub nakłaniać innych do ustalenia wspólnej wersji
      wydarzeń. Poza tym uważamy, że oskarżeni powinni złożyć wyjaśnienia przed sądem
      zanim wyjdą na wolność - mówi rzecznik.
      miasta.gazeta.pl/opole/1,35114,2740026.html

    • itakdalej.itakdalej Podczas rekrut. Rektor PAM 2x łamie uchwałę Senatu 04.06.05, 00:33
      Rektor Pomorskiej Akademii Medycznej dwa razy złamał własną uchwałę, żeby na
      studia wieczorowe przyjąć więcej studentów. Wśród nich był syn jednego z
      dyrektorów szczecińskiego NFZ oraz córka ordynatora szpitala miejskiego

      Według uczelnianych przepisów oboje nie powinni się na te studia dostać. Senat
      uczelni zapisał w uchwale, że na wieczorowe studia lekarskie przyjmie w roku
      akademickim 2004/2005 maksymalnie 40 osób i tylko z liczbą zdobytych punktów
      nie mniejszą, niż 59 (na 120 możliwych). Uchwałę podpisał rektor Wenancjusz
      Domagała. Potem sam zdecydował, że przyjmie 59 osób, z których tylko połowa
      spełnia wymagania co do punktacji.

      Syn Mirosława Blachowskiego, wicedyrektora szczecińskiego NFZ, nie zdobył
      wymaganej w uchwale liczby punktów, bo tylko 47. Był o dziesięć miejsc za
      daleko, żeby się załapać zgodnie z regulaminem.

      Listę przyjętych zamyka córka ordynatora szpitala miejskiego Jerzego
      Łokociejewskiego z liczbą punktów 35.

      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2747471.html
    • itakdalej.itakdalej Wyrok w sprawie prof. Jana S. 06.06.05, 10:05
      Karę 3 lat i 8 miesięcy więzienia wymierzył bielski sąd okręgowy Janowi S.,
      profesorowi jednej ze śląskich uczelni wyższych, za pobicie żony, w wyniku
      czego kobieta upadła i zmarła. Prokuratura oskarżała mężczyznę o zabójstwo.
      Wyrok jest nieprawomocny.
      dziennik.pap.com.pl/index.html?dzial=PRZ&poddzial=POL&id_depeszy=16534966
    • khmara Ach, te uczelniane przyzwyczajenia... - z Olsztyna 06.06.05, 16:44
      Na jednym końcu korytarza - pokoje pracowników, na drugim - sekretariat. Godzina
      15. Czas urzędowania się skończył i można by iść do domu. Ale w sekretariacie
      siedzi prezes i obserwuje, kto wyjdzie pierwszy.

      - Jak w starym dowcipie o Stalinie. Kto najpierw przestanie klaskać - czapa.
      Mija 16. Nadal nikt się nie rusza. Co tu robić? Ano, wychodzimy całą grupą.
      Cichutko, na paluszkach. Dobrze nas wyszkolił, co? - ironizuje jeden z
      pracowników spółdzielni.

      Prezes to szef olsztyńskiej spółdzielni mieszkaniowej Pojezierze Zenon P. Niski,
      wąsaty facet w eleganckim garniturze. Specjalista od nawożenia buraków,
      urlopowany pracownik naukowy olsztyńskiego uniwersytetu, radny miasta.

      W mieście ma opinię gościa, któremu nikt nie podskoczy.
      serwisy.gazeta.pl/df/1,34471,2746507.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka