khmara Oskarżony w Katowicach pracuje w Częstochowie 01.02.05, 13:25 miasta.gazeta.pl/czestochowa/1,35271,2521264.html Wśród 16 oskarżonych o korupcję w katowickiej Akademii Wychowania Fizycznego jest częstochowianin Wiesław P. Nie przeszkadza mu to kierować Zakładem Kultury Fizycznej Akademii Jana Długosza W listopadzie 2003 r. Prokuratura Okręgowa w Katowicach postawiła ówczesnemu rektorowi AWF-u (od 1999 r.) prof. Wiesławowi P. pięć zarzutów wyłudzenia pieniędzy od kandydatów na studentów (w sumie 500 tys. zł) oraz wyrządzenia szkody majątkowej uczelni na ponad milion złotych. Ponadto zakazano mu prowadzenia zajęć dydaktycznych na AWF-ie i pełnienia funkcji rektora. ... zarzuty nie przeszkadzają mieszkającemu w Częstochowie naukowcowi kierować Instytutem Wychowania Fizycznego Akademii im. Jana Długosza i prowadzić zajęcia dydaktyczne. ... w ubiegłym roku Akademia zwóciła się do resortu szkolnictwa o opinię w sprawie zatrudnienia prof. P. Ministerstwo uznało, że zakaz pracy dotyczy wyłącznie katowickiej AWF. Uzupełnienie informacji z GW: Wśród 16 oskarżonych o przekręty finansowe pracowników AWF jest trzech kolejnych rektorów, prodziekan i dziekan. Więcej o tej sprawie pisał "Przegląd" Nr 4 z 30 stycznia 2005. Odpowiedz Link Zgłoś
itakdalej.itakdalej EAPI Jupiter - owoc współpracy Polska-WNP 03.02.05, 22:45 Europejska Akademia Psychologii Integracyjnej Jupiter kształci astrologów, jasnowidzów, uzdrawiaczy... – Kompletne pomieszanie – ocenia dr Eleonora Bielawska-Batorowicz z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Łódzkiego, przeglądając program Akademii Jupiter. – Pojęcia naukowe zmieszane z quasi-naukowymi, psychologia z parapsychologią. Część przedmiotów pokrywa się z akademickim programem nauczania psychologii, innych brakuje, a są za to psychologia aranżacji wnętrz, kosmobiologia czy bliżej mi nieznana dynamika wirtualna. Naucza się tu także tarota, numerologii, feng shui, zagadnień odmiennych stanów świadomości, masażu polinezyjskiego, chromoterapii oraz świecowania i konchowania metodą Indian Hopi. Podobnie wygląda sprawa kadry. Na jej czele stoi Ramaz Zacharian, pracownik naukowy Moskiewskiego Instytutu Lotnictwa, w którego zainteresowaniach naukowych mieści się także psychologia integracyjna „rozumiana jako synchronizacja klasycznych metod psychologii i psychoterapii z wiedzą metafizyczną”. Dalej następuje lista rosyjskich naukowców o wiarygodnie brzmiących rekomendacjach, przemieszana ze specjalistami tajemniczych dziedzin (np. wykrywanie mało widocznych obiektów). ... Miesiąc nauki w Akademii Jupiter kosztuje ok. 200 zł. Zajęcia odbywają się dwa razy w miesiącu. Małym drukiem na ulotce napisano, że Akademia nie podlega Ministerstwu Edukacji Narodowej, co oznacza, że nie może mieć statusu uczelni wyższej, a jej dyplomy nie są w Polsce honorowane (tego już nie napisano). Większym drukiem podano informację, że wszyscy słuchacze cyklu czteroletniego otrzymują inicjację Reiki, do stopnia mistrzowskiego włącznie. Słuchacze, po napisaniu pracy dyplomowej tłumaczonej następnie na rosyjski, uzyskują dyplomy uczelni zza wschodniej granicy, np. Instytutu Ekonomii i Kultury w Moskwie lub Międzyregionalnej Akademii Zarządzania Personelem w Kijowie. ... – Jedno w tym było ciekawe – przyznaje Tymochowicz. – Grupa Rosjan bardzo kompetentnie opowiadała o technikach manipulacji i wywierania wpływu. Po paru wódkach nie kryli, że znają je z niegdysiejszej pracy w wywiadzie. JOANNA PODGÓRSKA "Lewitujący uniwersytet", Polityka NUMER 04/2005 (2488): polityka.onet.pl/artykul.asp?DB=162&ITEM=1213016&MP=1 Odpowiedz Link Zgłoś
chilly zaradność czy patologia 20.06.05, 12:12 Zarobki prezydenta Krakowa są skromnym dodatkiem do pieniędzy zarabianych "w nauce": miasta.gazeta.pl/krakow/1,44425,2765111.html miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,2771802.html W 2004 roku Pan Prezydent, orząc jako uczony, zarobił ponad 400 tys. zł. Połowę w prywatnej szkole wyższej, a połowę w UJ + Komisja Akredytacyjna. W szkole prywaatnej pracuje w weekendy. W UJ w poniedziałki do południa. Poza tym Prezydent - Profesor naprawdę lubi sobie poczytać i popisać wieczorami. Za 200 tys. zł rocznie wielu by polubiło. Czy można go więc za to obwiniać? Po prostu zaradny i mający poczucie własnej wartości (wielu jego studentów nie schyliłoby się po takie pieniądze - obwieszcza). Chory system, chory kraj. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Lista Wildsteina - reakcja środowiska 04.02.05, 20:30 wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,61085,2530857.html Autorytety będą bronić skrzywdzonych z listy Wildsteina Rektor Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu powołał specjalny zespół autorytetów, który będzie bronił naukowców pokrzywdzonych przez listę Wildsteina. To reakcja prof. Jana Kopcewicza na publikację zasobów archiwalnych IPN - w rejestrze mogą być także nazwiska pracowników toruńskiego uniwersytetu nie współpracujących z PRL-owską bezpieką. - Boję się, że w wytworzonej w kraju atmosferze trzeba będzie bronić niewinnych przed ostracyzmem - mówi rektor UMK. - Zespół doradców ma mnie w tym wesprzeć. Co będzie jeśli okaże się, że jednak ktoś był agentem SB? Do tej pory na UMK wykryto dwie takie osoby. Jeden jest prawnikiem, drugi uczy w katedrze psychologii. - W przypadku ujawnienia i udowodnienia któremuś z pracowników współpracy z PRL-owskimi służbami, zespół może sugerować rozwiązania, pomoże mi określić stanowisko wobec tych ludzi - mówi prof. Kopcewicz. - Naganne postawy trzeba odpowiednio ocenić. *** Typowa reakcja środowiska: przede wszystkim bronić "niewinnych". A jeżeli jednak okażą się winni? Nooo, to eweentualnie mooże trzeeba ukarać. Postawa zaiste godna naukowców - bronić swego ile wlezie. A dlaczego nie zacząć od obiektywnego ustalenia winy? To środowisko potrzebuje lustracji tak samo, a może nawet bardziej niż inne. Co uświadamia nam lista Wildsteina? www.nauka-edukacja.p4u.pl/comment.php?what=news&id=44 Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Zaścianek 05.02.05, 16:19 forumakad.pl/archiwum/2005/01/17-za-zascianek.htm "Za górami, za lasami, w pewnym zaścianku, z którego nie wszyscy jeszcze wyjechali w szeroki świat, zostało kilku naukowców, urzędników i polityków, by realizować politykę naukową, opartą na prostych zasadach." Nowy leksykon nauki polskiej - tylko dla wtajemniczonych. Gorąco polecam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: itakdalej Profesor z UW inicjatorem wydania "Mein Kampf" IP: *.chello.pl 15.02.05, 00:04 We wrocławskich księgarniach można kupić "Mein Kampf" Adolfa Hitlera wydane przez lokalnego wydawcę. Na początku lat 90., kiedy po raz pierwszy wydrukowano w Polsce dzieło Hitlera, książka wywołała powszechne oburzenie Na pomysł kolejnego wydania "Mein Kampf" wpadł profesor Bogdan Michalski, specjalista od prawa prasowego i autorskiego z Uniwersytetu Warszawskiego, znany z pomysłu sprzed lat na ograniczenie dziennikarzom prawa wykonywania zawodu, a redaktorom naczelnym i wydawcom swobodnego zarządzania redakcją. ... Michalski o "Mein Kampf" mówi: - Trzeba badać pewne zjawiska u źródeł. Nie można mówić o czym i badać coś, czego się nie zna. O "Mein Kampf" wypowiadało się wystarczająco dużo ludzi, którzy nigdy nie mieli tej książki w ręku. Co prawda jest ona częścią chorej ludzkiej twórczości, ale nie można jej wymazać z historii. Tak rozumując, Talmud też należałoby wziąć na indeks. A ja jestem przeciwnikiem brania czegokolwiek na indeks. Niech czytelnik sam ją oceni. wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2552524.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: itakdalej Czy nie łamie się w ten sposób Art. 256, 257 KK ? IP: *.chello.pl 15.02.05, 00:39 USTAWA z dnia 6 czerwca 1997 r. Kodeks karny. (Dz.U. Nr 88, poz. 553, z późn. zm.) Art. 256. Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. Art. 257. Kto publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości lub z takich powodów narusza nietykalność cielesną innej osoby, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. ---------------------------------------------------------------- Publikacja chyba jest propagowaniem czyichś idei. Słowa zniewagi pozostają nimi, nawet gdy są wydrukowane w imię badania zjawisk "u źródeł". To jest tekst oryginalny, kompletny, a nie cytaty. A skąd prof. Michalski ma pewność, że ta książka trafi do zrównoważonego naukowca mającego dystans do źródła, a nie do krótko ostrzyżonych napakowanych młodzieńców z kijami bejsbolowymi? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: itakdalej Bawaria chce powstrzymać wydanie "Mein Kampf" IP: *.chello.pl 22.02.05, 23:34 Władze Bawarii zapowiedziały wczoraj, że będą poszukiwać prawnych możliwości wstrzymania wydawania w Polsce książki "Mein Kampf" Adolfa Hitlera. Bawaria ma prawa do "Mein Kampf", podobnie jak do reszty spuścizny po Hitlerze. W Niemczech "Mein Kampf" jest zakazane w sprzedaży, ale dostępne dla badaczy w bibliotekach. serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34180,2566443.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: itakdalej Profesor z USz przepisał pracę studenta UJ IP: *.chello.pl 18.02.05, 00:46 W wydanej w kwietniu zeszłego roku książce prof. Edwarda Rymara, znanego historyka z Uniwersytetu Szczecińskiego, pt. "Wielka podróż wielkiego księcia", poświęconej księciu pomorskiemu Bogusławowi X, znalazło się kilka stron, w których profesor bez przypisów umieścił żywcem przepisane fragmenty pracy studenta piątego roku historii na UJ Wiktora Szymborskiego. ... Najdziwniejsze, że dwa lata temu profesor skrytykował pracę, którą później wykorzystał bez wiedzy autora. W 2003 Szymborski wygłosił na Uniwersytecie Zielonogórskim referat poświęcony małżeństwu księcia z Anną Jagiellonką. Miały go wydrukować "Gdańskie Studia Mediewistyczne" [prestiżowy periodyk historyczny - red.]. - Redaktor tego pisma zwrócił się do prof. Rymara z prośbą o opinię na temat referatu - opowiada promotor Szymborskiego, dr hab. Krzysztof Stopka z UJ. - Recenzja była bardzo krytyczna, profesor zarzucił pracy brak wiarygodności. Wydawnictwo tekstu nie puściło. Pod koniec ubiegłego roku Wiktor Szymborski kupił w Krakowie książkę Rymara o Bogusławie X. - Zobaczyłem w niej swoje słowa! - mówi student. - Byłem, delikatnie mówiąc, zdziwiony. Nie spodziewałem się czegoś podobnego po profesorze z takim dorobkiem naukowym. Wykorzystał bez pytania półtora roku mojej pracy! W dwustustronicowej książce Rymara znalazły się obszerne fragmenty (w sumie cztery strony), które niewątpliwie są autorskim tłumaczeniem Szymborskiego z łaciny "Tragikomedii" Jana Kitshera z 1593 r. wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2555708.html Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Kłótnia filozofów z Uniwersytetu Rzeszowskiego 20.02.05, 21:48 miasta.gazeta.pl/rzeszow/1,34962,2562335.html Dwóch wykładowców awanturowało się na korytarzu Uniwersytetu Rzeszowskiego. WERSJA PRPFESORA Prof. Andrzej Zachariasz, dyrektor Instytutu Filozofii na Uniwersytecie Rzeszowskim, doskonale zapamiętał wydarzenia z 15 lutego. - Szedłem akurat korytarzem do swojego gabinetu. Z przeciwka kroczył doktor Marek Ruba - wspomina. - Widzę, jak doktor idzie. Idzie i pluje. Bez przerwy pluje. I mówi do mnie: "Cześć, czerwony pająku" - relacjonuje prof. Zachariasz. Między wykładowcami doszło do ostrej wymiany zdań. - Doktor Ruba zagroził, że poda mnie do sądu, bo ja mam niby rozpowiadać, że pisałem za niego pracę doktorską. Oczywiście ani tego nie zrobiłem, ani tak nie mówię. Dlatego powiedziałem mu wprost: "Łobuzie, daj mi spokój" - relacjonuje profesor. Jak twierdzi, podczas sprzeczki korytarz był pusty, nikt nie przechodził. Dopiero pod jej koniec pojawił się jeden z nauczycieli akademickich. I wtedy dr Ruba miał zagrozić, że zrobi sobie obdukcję lekarską. - Byłem zdumiony, bo dzieliła nas odległość jakichś dziesięciu metrów. Ani ja jego, ani on mnie nie uderzył. Zresztą bałbym się bliżej podejść, jestem dwadzieścia lat starszy od doktora. - opowiada prof. Zachariasz. W notatce, którą przygotował po zajściu napisał: "po awanturze wycofałem się do zajmowanego przeze mnie pokoju i w obawie przed ewentualnym wtargnięciem napastnika zamknąłem drzwi na klucz". - W następnych dniach doszły mnie słuchy, że doktor Ruba rozpowiada, że ząb mu się rusza. Potem, ktoś wspomniał, że ma szczękę naruszoną, pęknięte żebra. Słyszałem nawet o wstrząsie mózgu - opowiada prof. Zachariasz. Profesor nie zostawił tego incydentu. Złożył do rektora skargę na młodszego kolegę wraz z notatką. Jak zaznacza prof. Zachariasz, Ruba jest członkiem zakładowej "Solidarności", a w przeszłości był studentem Zachariasza. Od kilku lat pracuje w instytucie kierowanym przez niego. - Owego dnia, kiedy doszło do kłótni, doktor dostał wystawioną przeze mnie ocenę swojej pracy, niestety dla niego negatywną. Być może stąd się wzięła jego frustracja - domyśla się prof. Zachariasz. Instytut filozofii na Uniwersytecie Rzeszowskim nie jest monolitem. Nawet według jego szefa, prof. Zachariasza, część ludzi związana z "Solidarnością", a nawet Radiem Maryja nie może znaleźć wspólnego języka z pozostałymi. To na tyle głęboka rysa, że prof. Zachariasz marzy o tym, by rektor instytut podzielił. WERSJA DOKTORA Dr Marek Ruba nie chce z nami rozmawiać. Tłumaczy się, że... boli go ząb i jest pod wpływem silnych środków przeciwbólowych. Jest też jeszcze jeden argument: rozmów o sprawie - dla dobra uniwersytetu - zabronił mu jego dziekan. Zaprzecza, gdy pytamy, czy to zła ocena jego pracy była przyczyną konfliktu. Na pytanie, czy ma obdukcję, odpowiada, że ma wypis ze szpitala. CO NA TO REKTOR? O całym zajściu wie też już rektor. Nie chce jednak niczego komentować, bo nie zdołał wyrobić sobie zdania na ten temat. - Obaj panowie: prof. Zachariasz i dziekan Bobko, który reprezentował dr Rubę, opowiedzieli mi dwie diametralnie różne wersje tego, co się wydarzyło. Poprosiłem, by przedstawili je na piśmie - mówi Włodzimierz Bonusiak, rektor Uniwersytetu Rzeszowskiego, i dodaje: - W poniedziałek będę musiał wrócić do tej sprawy. DLACZEGO WKLEJAM TU TEN ARTYKUŁ? Bo czegoś tu nie rozumiem. Profesor przedstawia swoją rację sam. Doktor nie ma do tego prawa - jego wersję wydarzeń przedstawia dziekan. Doktor ma zakaz rozmawiania z prasą, profesor może opowiadać dziennikarzom, co mu się żywnie podoba. Profesor nie lubi członków Solidarności i marzy, by rektor go od nich uwolnił. Doktor jest członkiem Solidarności i otrzymał od profesora ocenę negatywną, która może skutkować zwolnieniem z pracy. Czy to jest ocena merytoryczna, czy światopoglądowa? Dorobek obu panów w internecie gości w stopniu znikomym. Wydaje się, że profesor ma dorobek ciut większy. Profesor jest od doktora dwadzieścia lat starszy. To wszystko, co w tej sprawie wiadomo. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: itakdalej Ciekawe miejsce ten Uniwersytet Rzeszowski IP: *.chello.pl 20.02.05, 23:58 Studenci słuchają wykładów w języku którego nie rozumieją: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=13505095&a=16712932 , po dyskusji profesora z adiunktem ten ostatni ląduje w szpitalu... Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Ciekawe miejsce ten Uniwersytet Rzeszowski 21.02.05, 00:09 Gość portalu: itakdalej napisał(a): > po dyskusji profesora z adiunktem ten ostatni ląduje w szpitalu... Przecież to są jak najbardziej normalne klimaty dyskusji akademickich w Polsce ;-( Wyższa klasa innych uczelni polega tylko na tym, że poszkodowani trafiają do psychiatryka nie na chirurgię. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: KG Re: Ciekawe miejsce ten Uniwersytet Rzeszowski IP: *.latrobe.edu.au / *.latrobe.edu.au 17.03.05, 05:59 Tragiczny poziom UMCSu i WSIiZ w Rzeszowie Autor: Gość: KG IP: *.latrobe.edu.au / *.latrobe.edu.au Data: 17.03.2005 05:46 -------------------------------------------------------------------------------- Co zrobic z takimi przypadkami: 1) Obecny dziekan Wydzialu Politologii na UMCS w Lublinie, wrecz szczyci sie tym, ze nie zna angielskiego, i nie zna tez tresci ksiazki, ktorej jest (przynajmniej w teorii) glownym wspolautorem. 2) Strasznie niski poziom "uczonych" z Alma Mater Resoviensis, Siedleckiej "Sorbony" i licznych pseudowyzszych szkolek, otwartych na tzw. prowincji jeszcze za tzw. komuny. 3) A o pomste do nieba wola zas na ogol skandalicznie wrecz niski poziom licznych prywatnych "fabryczek" dyplomow licencjackich i nawet magisterskich, otwartych w Polsce po r. 1990, np. taki WSIiZ w Rzeszowie, gdzie 99% kadry dydaktycznej (bo naukowej tam brak) pochodzi z marginalnie tylko lepszych panstwowych uczelni z Rzeszowa, i gdzie licencjat, a nawet magistra, dostaje sie za oplacenie czesnego i uczeszczanie na nieco ponad 50% zajec... Odpowiedz Link Zgłoś
itakdalej.itakdalej Na UG chcą kolejnej kadencji Rektora Ceynowy 13.03.05, 22:09 W Krakowie po wyborach nowego rektora UJ krajobraz jak po bitwie, nawet Rektor- elekt powiedział: "Nie odczuwam spodziewanej radości w sercu" serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,2596671.html Ale nie wszędzie tak jest. Są szanse, że w Gdańsku w wyborach zwycięży osoba znana tam i lubiana, a mianowicie profesor Andrzej Ceynowa (skompromitowany aferą z przyjmowaniem "z odwołań" dzieci VIP-ów na Wydziale Prawa). Tym bardziej, że jest jedynym kandydatem na rektora Uniwersytetu Gdańskiego. Kandydaturę Andrzeja Ceynowy zgłosili elektorzy z wydziałów Filologiczno- Historycznego, Chemii, Nauk Społecznych i Biologii. Jeszcze przed kilkoma tygodniami mówiło się o przynajmniej trzech kontrkandydatach: Andrzeju Szmycie (b. dziekan prawa), Andrzeju Stępniaku (ekonomia) oraz Mirosławie Szrederze (dziekan zarządzania). W końcu żaden z nich nie wystartuje: miasta.gazeta.pl/trojmiasto/1,35612,2599453.html Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Prokuratura postawi zarzuty b. dziekanowi prawa 17.03.05, 20:50 Koniec śledztwa w sprawie profesora Michała P. Toruńska prokuratura zakończyła śledztwo w sprawie podejrzenia popełnienia plagiatu przez prof. Michała P., byłego dziekana Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego. Zostaną mu postawione cztery zarzuty xxx Co na to rektor Ceynowa? Odpowiedz Link Zgłoś
itakdalej.itakdalej Link 17.03.05, 22:58 miasta.gazeta.pl/trojmiasto/1,35612,2607299.html Odpowiedz Link Zgłoś
itakdalej.itakdalej Jak rektor wyciągał pieniądze z ŚAM 17.03.05, 23:41 Wydział Farmaceutyczny Śląskiej Akademii Medycznej przez lata rezygnował z organizowania kursów zielarskich. Zamiast niego całkiem nieźle zarabiała na nich sosnowiecka fundacja Fides. Kierował nią rektor ŚAM prof. Tadeusz Wilczok Szkolenia z zielarstwa najpierw organizował Wydział Farmaceutyczny Śląskiej Akademii Medycznej, potem przejęła je jednak Fundacja Rozwoju Nauk Farmaceutycznych "Fides". Fundacja istnieje od dziewięciu lat. Mieści się przy ul. Kasztanowej 3 w Sosnowcu. W tym samym budynku znajduje się Wydział Farmaceutyczny ŚAM. Wśród założycieli fundacji Fides znaleźli się w większości pracownicy wydziału, w tym profesorowie Tadeusz Wilczok, obecny rektor ŚAM, Barbara Błońska- Fajfrowska, przez dwie kadencje dziekan farmacji, a także Florian Ryszka, kiedyś kierownik Katedry Farmacji Stosowanej. Z opłat za kursy uzbierało się 185 tys. zł w 1998 roku, trzy lata później aż 437 tys. zł. Większość z tych pieniędzy przeznaczono dla wykładowców (zielarstwa uczyli pracownicy ŚAM). Reszta - od kilkudziesięciu do niemal 200 tys. zł rocznie - zasilała konto fundacji. miasta.gazeta.pl/katowice/1,35019,2607656.html Odpowiedz Link Zgłoś
ekostar Praca badawcza w polskim stylu 20.03.05, 14:08 Fikcyjną działalność naukowa jak tez działalność byłej KBN obrazuje niniejsza korespondencja: Prof. dr hab. Witold Karczewski Zespól do spraw Etyki w Nauce Komitet Badan Naukowych ul. Wspólna 1/3 00-529 WARSZAWA 10 lipca 2001 dotyczy: Zakladu Patofizjologii Narzadów Ruchu AM Poznaniu kierowanej przez prof. dr hab. K. Grottela oraz dr J. Hubera Szanowny Panie Profesorze, Jestem pracownikiem Zakladu Patofizjologii Narzadów Ruchu AM w Poznaniu od 1 wrzesnia 2000. W ciagu minionych 10 miesiecy zdazylam sie zapoznac z szeregiem niepokojacych spraw, które sa po prostu nie do przyjecia przez pracownika nauki. Dotycza one: 1. Zwierzetarni 2. Organizacji pracy doswiadczalnej 3. Przestrzegania odpowiednich warunków fizjologicznych w których wykonywane sa doswiadczenia 4. Organizacji pracy w Zakladzie 5. Wykorzystania drogiej aparatury Ad. 1 Zwierzetarnia Uzytkownicy zwierzetarni mieszczacej sie na terenie Szpitala Klinicznego nr. 4 nie wykazuja zainteresowania do poczynienia zmian koniecznych i niezbednych by zwierzeta moglyby byc istotnie wykorzystywane do badan naukowych. W maju br. otrzymalam pozwolenie Lokalnej Komisji Etycznej na prowadzenie badan nad zmianami wrazliwosci czuciowej na bodzce mechaniczne u szczurów po uszkodzeniu nerwu kulszowego. Wykonalam podstawowa serie doswiadczen, lecz ich kontynuacja jest co najmniej problematyczna z powodu absolutnie nieodpowiednich warunków w jakich zwierzeta sa przetrzymywane, a to: 1. brak wystarczajacej liczby klatek (zalacznik 1a) 2. rzadkie sprzatanie (zalacznik 1a,b) 3. wentylacja ciagla zbyt glosnym wentylatorem (zalacznik 1c) 4. brak miejsca do trzymania klatek (zalacznik 2 – zdjecia calego pomieszczenia wedlug ruchu wskazówek zegara) 5. brak wystarczajacej ilosci poidelek (zalacznik 1a) 6. brak klimatyzacji 7. brak odwróconego cyklu dobowego Wyniki badan prowadzonych w takich warunkach nie nadaja sie do zadnych porównan z innymi badaniami prowadzonymi we wlasciwych warunkach, a poznawczo sa bez wartosci poniewaz, nie sa to dla zwierzat warunki fizjologiczne. Przeciwnie, sa to warunki stresujace i nie nadaja sie w zaden sposób do prowadzenia badan neurofizjologicznych w aferentnych ukladach czuciowych. Pracuje w doswiadczalnictwie od 1977 r., od Instytutu Biologii Doswiadczalnej PAN w Wa-wie po wiele pracowni w Anglii i USA. Nie wszystkie z nich maja warunki luksusowe, lecz sprawy podstawowe takie jak: stala temperatura, oswietlenie oraz cykl dobowy maja zapewnione. Jak wiadomo, bez tych podstaw nie moze byc zadnych wiarygodnych wyników badan naukowych w zakresie neurofizjologii lecz pozostaje tworzenie fikcji naukowej, meczenie zwierzat oraz wyrabianie planów naukowych jedynie dla celów administracyjnych. Wiadomo mi, ze w ubieglych latach Lokalna Komisja Etyczna d/s doswiadczen na zwierzetach z jej ówczesna przewodniczaca prof. Goncerzewicz miala wiele zastrzezen do omawianej zwierzetarni. Po V Ogólnokrajowym Kolokwium "Wybrane zagdnienia dotyczace sterowania ruchem", zorganizowanym przez prof. Grottela w maju 2000 w Poznaniu, sprawa przycichla, poniewaz zaproszony do wygloszenia referatu dr hab. Stefan Kasicki (Instytut Biologiii Doswiadczalnej PAN) wydal orzeczenie pozytywne na temat warunków zwierzetarni. Moje uwagi oraz próby lepszego zorganizowania tutejszej zwierzetarni pomijane sa milczeniem badz komentarzami dotyczacymi moich nadmiernych wymagan. Dlatego prosze o zainteresowanie sie ta sprawa. Ad. 2. Organizacja pracy doswiadczalnej Zalacznik 3 stanowi ksiega ewidencji zwierzat doswiadczalnych od marca 1995 roku. Kazde zwierze doswiadczalne jest zewidencjonowane numerycznie oraz pod katem celu doswiadczenia, jego daty oraz czasu trwania (kazda strona A). Na stronach B zamieszczone sa dodatkowe uwagi oraz wyszczególniony udzial osób uczestniczacych w doswiadczeniu. Profesjonalny czytelnik tej ksiegi zorientuje sie szybko, ze wiekszosc doswiadczen elektrofizjologicznych wyszczególnionych jako odbywajacych sie przecietnie pomiedzy godzina 9.00 a 14.00 jest naiwna fikcja, poniewaz kazdy neurofizjolog dobrze wie, jak dlugotrwale sa prawidlowo wykonane tego rodzaju doswiadczenia, jak wazne i cenne jest zebranie maksymalnej ilosci danych z kazdego przygotownego preparatu oraz utrzymywaniu go jak najdluzej przy zyciu. Wnikliwy, czytelnik tej ksiegi zorientuje sie równiez, ze material zawarty w Ksiedze w zaden sposób nie odpowiada imponujacej ilosci materialu doswiadczalnego przedstawionego w rozprawie habilitacyjnej dr J. Hubera pt. "Reorganizacja polaczen aferentnych do komórek ruchowych rdzenia kregowego segmentów ledzwiowych w nastepstwie przeszczepów sciegien, miesni i przeciec nerwów." Z kolei interpretacja tego materialu oraz wnioski zgodne z kanonami neurofizjologii lat 60 traktujacej wlókna nerwowe jako proste przewodniki pobudzen elektrycznych, stanowia kolejny dowód na brak profesjonalizmu, ale wykraczaja poza rozwijane tutaj problemy. Ad. 3. Przestrzeganie odpowiednich warunków fizjologicznych w których wykonywane sa doswiadczenia Pracujac od wrzesnia 2000 roku w Zakladzie Patofizjologii Narzadów Ruchu, bylam swiadkiem wszystkich odbywajacych sie tam doswiadczen (jest to potwierdzone moim podpisem w Ksiedze Ewidencji (Zalacznik 3). Nie moglam - nie byc swiadkiem,, chocby z tej prostej przyczyny, ze przydzielono mi biurko wlasnie w samej Pracowni Neurofizjologii Zakladu Patofizjologii Narzadów Ruchu (Zalacznik 4). Otóz, musze stwierdzic, ze w ani jednym z przeprowadzonych w tym okresie doswiadczen nie zachowywano odpowiednich warunków fizjologicznych. Szereg aparatów niezbednych dla zapewnienia odpowiednich warunków fizjologicznych jest w tej pracowni po prostu atrapami, których sie nie wykorzystuje. A to: 1. nieodpowiednia dla wazenia szczurów waga (zalacznik 5) 2. nieodpowiedni dla szczurów wentylator (zalacznik 6) 3. nieopowiednia dla szczurów koncówka wentylatora (zalacznik 7) 4. lutownica (zalacznik byla wykorzystywana regularnie do koagulacji krwotoków z naczyn przy laminektomii (u szczura)!!!. W tejze pracowni brak jest równiez innych niezbednych urzadzen do prowadzenia tego typu doswiadczen jak np. miernik wydechowego CO2, czy oporzadzenie do przeprowadzenia perfuzji (zalacznik 9 przedstawia zdjecie calej Pracowni wedlug wskazówek zegara). Ad. 4. Organizacja pracy w Zakladzie Uwagi krytyczne sa niedopuszczalne. Kompletny brak dyskusji naukowych. W ciagu opisywanego okresu (od 1. 09. 2000), nie odbylo sie ani jedno zebranie czy to naukowe, czy organizacyjne Zakladu Patofizjologii Narzadów Ruchu. Ad. 5. Wykorzystanie drogiej aparatury Obok opisanych powyzej atrap, w posiadaniu tego Zakladu znajduje sie spora ilosc swietnej jakosci, markowej drogiej aparatury, jak np.: - 1 stymulator (Grass S8 - 2 jednostki izolujace bodzce (Grass Stimulus Isolation Unit) - 1 stymulator/injektor (World Precision Instruments Duo 773 -Electrometer) - 1 Narishige - drive - aparaty stereotaktyczne dla kota i szczura - 2 oscyloskopy 2 kanalowe Jak wynika z Ksiegi Ewidencji Doswiadczen, ta droga aparutura zakupiona w wiekszosci przez granty KBN przyznawane prof. Grottelowi jest po prostu niewykorzystana (zasluzony kurz na zalaczniku 10), a na terenie Akademii Medycznej im. K. Marcinkowskiego w Poznaniu nie ma osób kompetentnych ani do oceny badan neurofizjologicznych ani wlasciwego uzytkowania tej specjalistycznej aparatury. Na moje zastrzezenia nie znajduje tutaj odpowiedzi, poza naduzywanym stwierdzeniem, iz w Polsce B nie moge oczekiwac warunków panujacych w uczelniach amerykanskich ani nawet warunków panujacych w naukowych instytucjach warszawskich. Sadze, ze Zespól do spraw Etyki w Nauce zgodzi sie ze stwierdzeniem, ze nie ma lokalnych zasad dla badan naukowych i Nauka jest albo jej nie ma. Prosze o pomoc w poruszanych tutaj kwestiach. Z powazaniem, dr n. przyr. Ewa Kostarczyk . Do wiadomosci: 1. Rektora AM 2. Odpowiedz Link Zgłoś
ekostar Re: Praca badawcza w polskim stylu, c.d. 20.03.05, 14:11 Odpowiedż z dnia 21.09.2001 Szanowna Pani Doktor, Przesłana przez Panią pismo, było rozpatrywane na ostatnim posiedzeniu naszego zepołu w dzniu 11 września br. Zespół nie dopatrzył się w przesłanych materiałach faktu naruszeń etyki w nauce. Pani zarzuty zawarte w punkcie 4. (Organizacja pracy w Zakładzie dotyczą raczej stylu zarzadzania reprezentowanego prze Pani przełozonych, a nie naruszeń etyki. Zmiana tego stylu jest możliwa przy zaangazowaniu wszystkich pracowników i wyrazonej przez nich potrzebie dyskusji naukowych i organizacji zebrań naukowych, czy organizacyjnych, a nie odgórnie narzuconym przez przełozobych "grafiku" i tematyce spotkań. Zespół sugeruje więc zwiekszenie własnej aktywności wszystkich pracowników w tym zakresie. Co do pozostałych pieciu punktów zawartych w pani pismie, to, ich rozważnie nie lezy w kompetencjach naszego Zespołu. W zwiazku z powyzszym postanowiono przekazać pismo wraz z załącznikami do zaopiniowania Krajowej Komisji Etycznej ds. Doswiadczeń na Zwierzetach - zgodnie z jej kompetencjami okreslonymi prawem. Z wyrazami szacunku, Przewodniczący Zespołu ds Etyki w Nauce prof. dr hab. med Witold Karczewski ......................................................................................... Dalszy rozwój wypadków: W październiku 2001 Zaklad Patofizjologii Narzadów Ruchu AM Poznaniu rozwiazał ze mna umowę o pracę. Dr hab J. Hubera jest nadal kierownikiem ZPNR i aktualnie otrzymuje tytuł profesora uczelni AM Sprawa również nie miała żadnego wpływu na pełnienie funkcji dr hab. Stefana Kasickiego w Krajowej Komisji Etycznej ds. Doświadczeń na Zwierzętach Dokonałam obliczeń wyników pełnej serii doświadczeń pilotażowych i napisałam wstępną publikację. Publikacja była oparta na zbyt małym materiale zwierzęcym, doświadczenia były wykonywane w nieprawidłowych warunkach co przełozyło się na NIEZGODNOŚĆ wyników moich badań z wynikami dotychczas publikowanymi. Zdecydowałam się jednak wysłać tę wstępną pracę do międzynarodowego czasopisma Pain z trzech powodów. Chciałam: 1. zaanonsować rozpoczęte badania w tym kierunku w polskim ośrodku naukowym 2 liczyłam na ewentualne uwagi krytyczne od międzynarodowych ekspertów, które zazwyczaj są dużą pomocą w ulepszeniu doświadczeń czy nadaniu doświadczeniom ciekawszego wymiaru na przyszłość 3. posiadać dowód na niemożność wykonywania pracy doświadczalnej w nieprawidłowych warunkach 4. posiadac dowód na wykonana pracę w ZPNR przed sadem pracy - ponieważ było dla mnie oczywiste, że robią wszystko, żeby się, mnie pozbyć zarówno z zakładu jak i uczelni Praca została wysłana w dniu 3.09.2001, a z końcem grudnia 2001 (kiedy już byłam pozbawiona pracy), otrzymałam oczywiście negatywną recenzję tej publikacji potwierdzającą moje zastrzeżenia. 4. Do 2004 roku wszelkie naciski KBN oraz Ministra Kleibera na AM w Poznaniu były nieskuteczne, a AM ciesząca się parasolem ochronnym swoich autonomicznych decyzji 5. Sądy i prokuratura sprawę umarza, powództwo oddala nie wglębiając sie w szczegóły. Nie ma (!) żadnych dowodów. Powódka ma zły charakter - swoim to złym usposobieniem doprowadziła do zwolnienia jej z pracy! To argument najbardziej chodliwy w tej sprawie, choć sprawa dotyczy wielu przekrętów w zakresie prowadzonych badań naukowych oraz nadawania stopni naukowych na AM w Poznaniu. I dlatego sprawa napotyka na taki opór. Odpowiedz Link Zgłoś
itakdalej.itakdalej Fundacja prof.zarabia na wynajmowaniu budynku ŚAM 29.03.05, 12:33 Fundacja Revita powstała w 1991 roku. Miała zajmować się finansowaniem badań nad preparatami z gruczołu grasicy. Liczono, że pomogą one i chorym po przeszczepach, i dzieciom z mózgowym porażeniem dziecięcym, a nawet osobom cierpiącym z powodu otępienia starczego. Wśród jej założycieli było wielu profesorów Śląskiej Akademii Medycznej, w większości z Wydziału Farmaceutycznego, wśród nich: nieżyjący już Jeremi Czaplicki, a także Barbara Błońska-Fajfrowska (dziś posłanka SLD-UP) i Florian Ryszka. Fundacja mieści się w budynku należącym do miasta - dawnym hotelu robotniczym przy ul. Kasztanowej 3 w Sosnowcu. Latem 1997 roku Rada Miejska zgodziła się na oddanie go Revicie w bezpłatne użytkowanie na 20 lat. Umowę w tej sprawie władze Sosnowca i przedstawiciele fundacji podpisali 15 września tegoż roku. Jednak już 2,5 miesiąca wcześniej - 1 lipca - Revita wynajęła budynek (wcześniej przez siebie użytkowany) Wydziałowi Farmaceutycznemu Śląskiej Akademii Medycznej. W ciągu ośmiu lat z tytułu najmu 1500 m kw. przy Kasztanowej uczelnia wypłaciła Fundacji Revita prawie 2,7 mln zł. Nieco ponad milion to opłaty za media, środki czystości, wynagrodzenia portierów i koszty remontów. Reszta to czysty zysk Revity, przeznaczany m.in. na wygrodzenia dla jej władz i pracowników, w tym profesorów ŚAM. miasta.gazeta.pl/katowice/1,35019,2625101.html Odpowiedz Link Zgłoś
itakdalej.itakdalej Jazda po pijanemu prof. Grzegorza K. (Polit. Lub) 29.03.05, 22:28 51-letni naukowiec Politechniki Lubelskiej został zatrzymany przez policję w połowie grudnia ubiegłego roku przy ul. Narutowicza w Lublinie. O dziwnie zachowującym się kierowcy fiata tempry powiadomiła funkcjonariuszy przejeżdżająca tamtędy kobieta. Według relacji policjantów profesor był wobec nich agresywny. Zapowiedział, że "pójdzie do generała", który "zrobi z nimi porządek". Chciał odejść, ale miał problemy z utrzymaniem równowagi. Nie pozwolił przebadać się alkomatem, więc został zawieziony do szpitala, gdzie pobrano mu krew. Okazało się, że miał w niej 1,6 promila alkoholu. Grozi mu do dwóch lat pozbawienia wolności. Mimo że od incydentu minęło kilka miesięcy, profesor wciąż nie stanął przed komisją dyscyplinarną swojej uczelni. miasta.gazeta.pl/lublin/1,35640,2624369.html Odpowiedz Link Zgłoś
itakdalej.itakdalej Magnificencja brutal 30.03.05, 09:42 Profesor Antoni Jarosz, gwiazda Radia Maryja, rektor Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Jarosławiu, jest najbardziej znanym w Ministerstwie Edukacji polskim uczonym. Dokumentację dotyczącą jego – łagodnie mówiąc – kontrowersyjnej działalności zgromadzono w czterech grubych segregatorach. Na falach stacji ojca Rydzyka opowiada o swoim dziele, prowadzonym w imię Maryi i patrona uczelni księdza Bronisława Markiewicza, który wkrótce zostanie beatyfikowany. Występuje jako odnowiciel katolickiego szkolnictwa i obrońca wiary. Jarosz otrzymał tytuł rektora z rąk ministra w 1998 r. Prawicowi urzędnicy nie zwrócili uwagi, że jego magnificencja uzyskał stopień doktora habilitowanego nauk ekonomicznych w Wyższej Szkole Nauk Społecznych przy Komitecie Centralnym PZPR na podstawie rozprawy pod tytułem „Integracja w gospodarce mlekiem na przykładzie strefy surowcowej Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej w Lubaczowie”. ... Odkąd założył gronostaje, jednych już sponiewierał, innych poniewiera, a resztę zastraszył. Niewielu pracowników uczelni, a nawet byłych pracowników ma odwagę wystąpić przeciw niemu pod nazwiskiem – przyznaje Mazurkiewicz, który pracował w PWSZ. Rektor bije, kopie i obraża pracowników. – Moje doktorantki myślą pizdą – zwykł odzywać się publicznie. Publicznie znieważał ministra edukacji, burmistrza nazwał dzieciorobem i przypomniał, kto go poparł w wyścigu o władzę. Spokorniały burmistrz odwdzięczył się, załatwiając dla szkoły kamienicę przekazaną bez przetargu za 5 proc. wartości. Kierowniczkę biblioteki rektor pobił i wyrzucił z pracy, kiedy ta odmówiła wstąpienia z nim w związek małżeński: Jarosz ma ambicję zostania senatorem (a następnie ministrem edukacji) i z powodów obyczajowych potrzebna mu małżonka. Kobieta bała się zgłosić na policję, bo w szkole pracowało kilka osób z jej bliskiej rodziny. – Ci, którzy mieli dokąd pójść – odeszli. Wyjechali z miasta, zmienili numery telefonów i chcą zapomnieć o przykrym epizodzie. Ich miejsce zajęli wychowankowie Jarosza oraz profesorowie walizkowi, czyli pracujący w kilkunastu uczelniach – dodaje jeden z byłych pracowników szkoły. polityka.onet.pl/162,1221969,1,0,2497-2005-13,artykul.html Odpowiedz Link Zgłoś
itakdalej.itakdalej Fundacje prof. Błońskiej,posłanki zarabiają na ŚAM 19.04.05, 23:50 Zadłużona po uszy Śląska Akademia Medyczna płaci prawie pół miliona na rok za najem budynku pod Wydział Farmaceutyczny. Pieniądze zgarnia fundacja Revita kierowana przez posłankę prof. Barbarę Błońską-Fajfrowską. Na akademii zarabiała też druga kierowana przez nią fundacja - Fides. Historia sięga 1991 r. Wtedy powstała fundacja Revita. Miała finansować badania nad preparatami z gruczołu grasicy. Liczono, że pomogą one chorym po przeszczepach i dzieciom z porażeniem mózgowym. Założyli ją profesorowie Śląskiej Akademii Medycznej, w większości z Wydziału Farmaceutycznego. Prezydentem Revity została prof. Barbara Błońska-Fajfrowska z Unii Pracy, dziś szefowa sejmowej komisji zdrowia. Po kilku latach cel, dla którego powstała fundacja, zszedł na daleki plan. - Udowodniono działanie grasicy, ale badania zarzucono - przyznaje prof. Błońska. Fundacja skupiła się na zarabianiu. Założyła aptekę i poradnię. Najwięcej zyskała jednak na wynajmie budynku, który dostała od władz Sosnowca. Chodzi o dawny hotel robotniczy przy Kasztanowej. Latem 1997 r. sosnowieccy radni oddali go Revicie na 20 lat w bezpłatne użytkowanie. Umowę podpisano 15 września, ale już 1 lipca pewna swego Revita wynajęła budynek Śląskiej Akademii Medycznej. Uczelnia natychmiast ulokowała tam swój wydział farmaceutyczny. Jego dziekanem była wówczas... prof. Błońska-Fajfrowska! - Pilnie szukaliśmy wtedy nowego lokum - tłumaczy dziś posłanka. W ciągu ośmiu lat fundacja zarobiła na wynajmie prawie 2,7 mln zł. Opłaty za media i utrzymanie budynku w czystości kosztowały nieco ponad milion. Reszta to czysty zysk fundacji przeznaczany np. na wygrodzenia dla pracowników. Gdyby miasto oddało budynek bezpośrednio akademii, ta nie musiałaby słono płacić za najem. - Teoretycznie było to możliwe, ale akademia nigdy się do nas o to nie zwracała - tłumaczy Michał Czarski, wówczas prezydent Sosnowca, a dziś marszałek województwa śląskiego. Dlaczego akademia nie zwróciła się o budynek? Prof. Błońska-Fajfrowska twierdzi, że nie pamięta. serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34317,2661969.html Odpowiedz Link Zgłoś
itakdalej.itakdalej Plagiat na SGGW (prof. przepisał 1/2 pracy mgr) 29.04.05, 10:18 Studentka (nie chce podać nazwiska) w 2000 r. obroniła pracę o rozmnażaniu psów. Temat wybrał dla niej promotor prof. Kazimierz Ściesiński z Wydziału Nauk o Zwierzętach. Trzy lata później wydał książkę "Hodowla psów" - 20 jej stron to owa praca magisterska przepisana z zachowaniem układu graficznego, tabelami i rysunkami. Nazwisko studentki jest co prawda wymienione w bibliografii, ale w tekście nie ma wyraźnego zaznaczenia cytowania. W 2004 r. książka dostała nagrodę ministra edukacji za cenne uzupełnienie nauki - 21 tys. zł. --- Mamy coraz więcej sygnałów od byłych studentów, że promotorzy zamieszczają w swoich książkach fragmenty ich prac. Chcemy zbadać, jak duże jest to zjawisko i spowodować, by uczelnie wypracowały standardy korzystania z magisterek - wyjaśnia Marcin Chałupka, szef biura prawnego Parlamentu Studentów RP. miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,2681511.html prof. Andrzej Kaźmierski, biolog z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu: - Niedopuszczalne jest, by promotor włączał pracę magisterską studenta do swojej książki. Widziałem pracę magistrantki z SGGW i książkę "Hodowla psów" i uważam, że profesor powinien wymienić ją jako współautorkę rozdziału. prof. Jan Błeszyński, specjalista od prawa autorskiego z Uniwersytetu Warszawskiego: - Prawa autorskie do pracy magisterskiej należą do studenta. Zadaniem promotora jest kontrolowanie i wskazywanie usterek podczas jej pisania, jednak nie daje mu to podstaw, by twierdzić, że jest on jej współautorem. Pracę można oczywiście cytować, czyli przytoczyć krótki fragment z podaniem źródła. Gdy czytelnik nie ma świadomości, gdzie zaczyna się, a gdzie kończy cytat, mamy do czynienia z przywłaszczeniem praw autorskich. miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,2681512.html Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: LIST OTWARTY W SPRAWIE PATOLOGII W NAUCE !!! 04.05.05, 00:42 wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2687279.html Ustawiony konkurs za 25 mln zł. Kadra klinik ustawiła w całej Polsce konkursy NFZ na badania profilaktyczne i rozdzieliła między siebie wszystkie kontrakty Jeżeli ktoś jeszcze uważa, że to co naukowcy robią na swoim uczelnianym podwórku nie dotyka społeczeństwa w wymiarze ogólnokrajowym, to gratuluję dobrego samopoczucia. Ustawy, która zabezpiecza interesy Grupy Trzymającej Władzę w nauce też. W końcu ustawione konkursy to normalka na uczelniach. A że się nadarzyła kolejna okazja do przewalenia pieniędzy podatnika... Odpowiedz Link Zgłoś
itakdalej.itakdalej Ach te uczelniane przyzwyczajenia... 20.05.05, 23:53 Partyjne doły napisały anonim do Donalda Tuska, w którym zarzucają Zycie Gilowskiej nepotyzm, "marginalizowanie" opozycji i otaczanie się ludźmi mającymi kłopoty z prawem W związku z narastającym poważnym kryzysem w lubelskiej PO za sprawą skandalicznej polityki prowadzonej przez Zytę Gilowską i układ towarzysko- rodzinny, który stworzyła wokół siebie, prosimy Pana o interwencję. Zaczynamy być postrzegani jak aferzyści z SLD czy Samoobrony. Opisujemy prawdę, ale bojąc się szykan ze strony Pani poseł, nie podpisujemy się" - czytamy w liście do Tuska, który trafił także do lubelskich mediów. Krytycy Gilowskiej zarzucają jej forsowanie syna na pierwsze miejsce lubelskiej listy PO w wyborach do Sejmu i zlecanie mu odpłatnych ekspertyz prawnych. - Pani poseł większość decyzji podejmuje w sposób jednoosobowy, często przez telefon. Chce wszystko kontrolować. Ludzie niewygodni, którzy mogą stanowić dla niej konkurencję, są wycinani i odchodzą z partii - mówi "Gazecie" jeden z autorów listu otwartego. Członkowie lubelskiej PO mają też za złe Gilowskiej otaczanie się ludźmi mającymi problemy z prawem. Chodzi im o sekretarza lubelskiej PO, burmistrza Kraśnika Piotra Czubińskiego, którego prokuratura oskarżyła o nieprawidłowości przy prywatyzacji mienia komunalnego. serwisy.gazeta.pl/kraj/1,65646,2719571.html Odpowiedz Link Zgłoś
itakdalej.itakdalej Ludzie, trzymajcie mnie! 25.05.05, 10:57 Rektor jarosławskiej uczelni będzie ubiegał się o fotel senatora. Czy przeniesienie letniej sesji egzaminacyjnej na wrzesień, najgorętszy okres kampanii wyborczej, ma zapewnić rektorowi głosy studentów? - Na dziś wiem, że rektor Antoni Jarosz wystartuje w wyborach do senatu RP - oświadcza Janusz Cholewa, rzecznik rektora. Zapytaliśmy, jakie ugrupowanie będzie go popierać. Cholewa nie wie, twierdzi, że rektor jeszcze się waha. Sam Antoni Jarosz nie rozmawia z dziennikarzami. "Z rektora senator": miasta.gazeta.pl/rzeszow/1,34962,2728392.html Pan Profesor dr hab. Antoni Jarosz jest gwiazdą tego wątku. Oto nie które wcześniejsze posty mu poświęcone. REKTORSKA DOLA: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=12951752&a=14013706&t=1117010765826 Edukacyjny biznes forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=12951752&v=2&s=2 Sprawa rektora jarosławskiej PWSZ zawieszona forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=12951752&a=19233585 Magnificencja brutal forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=12951752&a=22183983 Odpowiedz Link Zgłoś
itakdalej.itakdalej Re: Ludzie, trzymajcie mnie! 25.05.05, 10:59 Z biznesem coś mi nie wyszło; oto dobry link: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=12951752&a=19127161 Odpowiedz Link Zgłoś
itakdalej.itakdalej Dwa dni i dwa profesorskie plagiaty (UG i UMCS) 25.05.05, 23:01 24.05: Profesor Michał P., były dziekan Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego stanie przed sądem za opublikowanie fragmentów prac magisterskich swoich studentek pod własnym nazwiskiem. miasta.gazeta.pl/trojmiasto/1,35612,2728578.html 25.05: Senat Akademicki Uniwersytetu Marii Curie- Skłodowskiej w Lublinie wykluczył w środę ze składu komisji dyscyplinarnej profesora wydziału prawa tego uniwersytetu, który jest podejrzewany o plagiat. "Sprawę podejrzenia o plagiat rektor skierował do komisji dyscyplinarnej. Nie ujawnił nazwiska profesora" * powiedziała PAP rzecznik UMCS Elżbieta Mulawa- Pachoł. Władze uczelni nie ujawniają też, jakiej pracy miałby dotyczyć plagiat. Jeśli zarzuty się potwierdzą, profesorowi grozi wydalenie z uczelni i trzyletni zakaz wykonywania zawodu. Odpowiedz Link Zgłoś
itakdalej.itakdalej Lublin: dr. hab. Bol.F. skazany za branie łapówek 02.06.05, 00:55 Na karę dwóch lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na pięć lat oraz grzywnę w wysokości 6 tys. zł. skazał w środę Sąd Rejonowy w Lublinie naukowca, dr. hab. Bolesława F., za domaganie się od studentów łapówek w zamian za zaliczenia. Bolesław F., adiunkt w lubelskiej Akademii Medycznej, wykładał także w miejscowej Wyższej Szkole Społeczno-Przyrodniczej (WSS-P). W lutym ub. roku zażądał od studentów fizykoterapii WSS-P prezentów w zamian za pozytywne oceny z biochemii na koniec semestru. Od 10-osobowej grupy studentów zaocznych chciał drukarkę komputerową o wartości przeszło 2 tys. zł, natomiast od 8-osobowej grupy ze studiów dziennych - dyktafon za 1,6 tys. zł. Studenci zawiadomili o tym policję. wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2741231.html Odpowiedz Link Zgłoś
itakdalej.itakdalej (Opole) Czy Pan Profesor Dolata wróci do aresztu? 02.06.05, 09:14 Pan Profesor Stanisław Dolata, były przewodniczący Rady Miasta oskarżony w aferze ratuszowej, ponownie wyszedł w piątek z aresztu. Jego żona wpłaciła 150 tysięcy złotych kaucji. miasta.gazeta.pl/opole/1,35114,2734240.html Prokuratura złożyła we wtorek zażalenie na decyzję Sądu Okręgowego, który zezwolił na wyjście z aresztu za poręczeniem majątkowym Leszkowi Poganowi i Stanisławowi Dolacie. Prokuratura uważa, że oskarżeni powinni pozostać w areszcie, bo powody, dla których go zastosowano, nie zmieniły się. - Przede wszystkim boimy się matactwa - mówi rzecznik. - Oskarżonym grozi wysoka kara i na wolności mogliby kontaktować się ze sobą lub nakłaniać innych do ustalenia wspólnej wersji wydarzeń. Poza tym uważamy, że oskarżeni powinni złożyć wyjaśnienia przed sądem zanim wyjdą na wolność - mówi rzecznik. miasta.gazeta.pl/opole/1,35114,2740026.html Odpowiedz Link Zgłoś
itakdalej.itakdalej Podczas rekrut. Rektor PAM 2x łamie uchwałę Senatu 04.06.05, 00:33 Rektor Pomorskiej Akademii Medycznej dwa razy złamał własną uchwałę, żeby na studia wieczorowe przyjąć więcej studentów. Wśród nich był syn jednego z dyrektorów szczecińskiego NFZ oraz córka ordynatora szpitala miejskiego Według uczelnianych przepisów oboje nie powinni się na te studia dostać. Senat uczelni zapisał w uchwale, że na wieczorowe studia lekarskie przyjmie w roku akademickim 2004/2005 maksymalnie 40 osób i tylko z liczbą zdobytych punktów nie mniejszą, niż 59 (na 120 możliwych). Uchwałę podpisał rektor Wenancjusz Domagała. Potem sam zdecydował, że przyjmie 59 osób, z których tylko połowa spełnia wymagania co do punktacji. Syn Mirosława Blachowskiego, wicedyrektora szczecińskiego NFZ, nie zdobył wymaganej w uchwale liczby punktów, bo tylko 47. Był o dziesięć miejsc za daleko, żeby się załapać zgodnie z regulaminem. Listę przyjętych zamyka córka ordynatora szpitala miejskiego Jerzego Łokociejewskiego z liczbą punktów 35. wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2747471.html Odpowiedz Link Zgłoś
itakdalej.itakdalej Wyrok w sprawie prof. Jana S. 06.06.05, 10:05 Karę 3 lat i 8 miesięcy więzienia wymierzył bielski sąd okręgowy Janowi S., profesorowi jednej ze śląskich uczelni wyższych, za pobicie żony, w wyniku czego kobieta upadła i zmarła. Prokuratura oskarżała mężczyznę o zabójstwo. Wyrok jest nieprawomocny. dziennik.pap.com.pl/index.html?dzial=PRZ&poddzial=POL&id_depeszy=16534966 Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Ach, te uczelniane przyzwyczajenia... - z Olsztyna 06.06.05, 16:44 Na jednym końcu korytarza - pokoje pracowników, na drugim - sekretariat. Godzina 15. Czas urzędowania się skończył i można by iść do domu. Ale w sekretariacie siedzi prezes i obserwuje, kto wyjdzie pierwszy. - Jak w starym dowcipie o Stalinie. Kto najpierw przestanie klaskać - czapa. Mija 16. Nadal nikt się nie rusza. Co tu robić? Ano, wychodzimy całą grupą. Cichutko, na paluszkach. Dobrze nas wyszkolił, co? - ironizuje jeden z pracowników spółdzielni. Prezes to szef olsztyńskiej spółdzielni mieszkaniowej Pojezierze Zenon P. Niski, wąsaty facet w eleganckim garniturze. Specjalista od nawożenia buraków, urlopowany pracownik naukowy olsztyńskiego uniwersytetu, radny miasta. W mieście ma opinię gościa, któremu nikt nie podskoczy. serwisy.gazeta.pl/df/1,34471,2746507.html Odpowiedz Link Zgłoś