Dodaj do ulubionych

PRAWO O SZKOLNICTWIE WYŻSZYM - stanowisko

    • khmara Wspólna Przestrzeń Szkolnictwa Wyższego 05.11.04, 22:08
      Jak zmienić prawo w krajach europejskich, by w 2010 r. mogła powstać wspólna
      Przestrzeń Szkolnictwa Wyższego, a studenci w ramach studiów bez przeszkód
      wędrowali między różnymi uczelniami - zastanawiają się rektorzy i ministrowie
      edukacji z kilkunastu krajów na konferencji w Warszawie.

      Podpisana pięć lat temu przez 29 europejskich ministrów edukacji deklaracja
      bolońska zakłada utworzenie wspólnej przestrzeni. - Chodzi o wypracowanie
      rozwiązań, które z jednej strony uczyniłyby porównywalnym system szkolnictwa
      wyższego w Europie, a z drugiej - pozwoliły na zachowanie autonomii uczelni i
      nie likwidowały różnorodności systemu szkolnego w poszczególnych krajach - mówił
      prof. Jerzy Woźnicki, prezes Fundacji Rektorów Polskich i dyrektor Instytutu
      Społeczeństwa Wiedzy.

      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2378976.html
      Warto też, żeby rektorzy i ministrowie zastanowili się nad
      taką zmianą prawa w Polsce, aby pracownicy naukowi bez przeszkód mogli być
      zatrudniani na różnych uczelniach w Polsce, stosownie do kwalifikacji. Żeby
      profesor Harvardu bez habilitacji mógł być także profesorem w Polsce. By
      doktor w Polsce miał realną, a nie tylko teoretyczną możliwość samodzielnego
      prowadzenia badań naukowych. Żeby zatrudnienie na polskich uczelniach
      następowało w drodze autentycznego konkursu, na który zgłoszą się dziesiątki
      aplikantów, a nie tylko ten jeden oficjalnie nominowany przez dyrektora
      instytutu. Żeby polscy naukowcy mieli na uczelniach te same prawa, co
      cudzoziemcy. Wtedy dopiero będzie można mówić o wspólnej przestrzeni
      szkolnictwa wyższego.
      • khmara Re: Wspólna Przestrzeń Szkolnictwa Wyższego 07.11.04, 23:07
        To samo, tylko troszeczkę inaczej:
        wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2380355.html
        Edukacja w Europie. Zdolni Polacy będą studiować za granicą
        prym 07-11-2004, ostatnia aktualizacja 07-11-2004 20:14

        Co zrobić, by w 2010 r. polscy studenci mogli bez przeszkód uczyć się na kilku
        europejskich uczelniach naraz?
        Dyskutowali o tym w Warszawie rektorzy uniwersytetów i ministrowie edukacji z
        całej Europy. Na zakończonej w sobotę międzynarodowej konferencji zaproponowali
        utworzenie ośrodka koordynującego dostosowanie prawa krajów europejskich do
        wymogów tzw. deklaracji bolońskiej. Ten podpisany pięć lat temu przez 29
        europejskich ministrów dokument ma ułatwić wymianę studentów, wspólne badania itp.
        - We wszystkich krajach trwają dyskusje, jak dostosowywać prawo. Polska jest w
        czołówce zmian - w marcu 2005 r. powinniśmy mieć już nową ustawę o szkolnictwie
        wyższym uwzględniającą wymogi deklaracji bolońskiej. Inne kraje dopiero
        zaczynają prace nad ustawą - mówił prof. Jerzy Woźnicki, prezes Fundacji
        Rektorów Polskich i dyrektor Instytutu Społeczeństwa Wiedzy, organizator
        konferencji.
        Uczestnicy konferencji podkreślili, że trzeba zachować równowagę między
        harmonizacją prawa a zachowaniem autonomii uczelni i różnorodności systemu
        edukacyjnego poszczególnych krajów.


        Komentarz:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=522&w=17429600
        No normalnie szkoda słów na taką rewolucję. A później już się nie da? Nie może
        być 2020? Przecież my nawet do 2020 roku nie nadążymy w takim tempie. To znaczy
        reszta świata (sorry, UE) nie zdąży się do takiej czołówki dostosować.
        • Gość: ekostar Re: Wspólna Przestrzeń Szkolnictwa Wyższego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.11.04, 10:05
          O unijnych rozwiązaniach trudnych przezyć naukowcow do kraju:
          serwisy.gazeta.pl/nauka/1,34148,2381790.html
    • Gość: Prymus PRAWO O SZKOLNICTWIE WYŻSZYM - stanowisko IP: *.mel.iprimus.net.au 08.11.04, 03:46
      No coz...
      Ukonczylem Melbourne University - wedlug rankingu londynskiego Timesa 22 na
      swiecie a 5 w regionie (MA z ekonomii) i Monash University - 33 na swiecie, 7 w
      regionie (PhD z nauk politycznych), ale jak chcialem pracowac w Polsce, to nie
      otrzymalem odpowiedzi na 99% wyslanych aplikacji (a wyslalem ich dobrze ponad
      50), prodziekan (do spraw nauki) wydzialu nauk politycznych UMCS uznal ma
      rozprawe doktorska za "nic nie warta", bo nie zna on oczywiscie angielskiego, a
      dziekan tegoz wydzialu oczywiscie poparl prodziekana, zas moj szef na pewnej
      prywatnej uczelni w Rzeszowie (podobno najlepszej w regionie, wyzej ocenianej w
      rankingach "Polityki" niz tamtejszy uniwersytet), gdzie znalazlem tymczasowa
      prace na krotkoterminowy kontrakt, tak dlugo szulal bledu w moich
      opracowaniach,az wreszcie znalazl jeden: w liscie rekomendacyjnym, napisanym na
      jgo prosbe dla pewnej absolwentki owej uczelni, wybierajacej sie do Australii,
      znalazl on straszliwy blad: poniewaz, jak to sie robi zwyczajowo, skopiowalem z
      malymi zmianami standardowy list rekomendacyjny, to w pierwszej wersji,
      przedstawionej memu szefowi, zapomnialem zmienic "he" na "she", co wywolalo
      niesamowite zadowolenie ze strony tego "uczonego". Tak wiec mimo iz jestem
      absolwentem uczelni znacznie, ale to znacznie lepszych niz polskie, ze znacznym
      dorobkiem naukowym (ksiazki, rozdzialy w ksiazkach, artykuly w renomowanych
      czaspismach naukowych w Europie, USA i Australii oczywiscie, plus prawie 10 lat
      praktyki na australijskich uniwersytetach) to praktycznie nie mam szansy na
      prace w Polsce, nawet jako adiunkt. Pytanie: kto na tym traci? Troche trace ja,
      bo w Australii nie moge sie zajmowac tym , co mnie naprawde intersuje
      (transformacja w dawnych krajach RWPG), bo tu udaja, ze poza USA i b. imperium
      brytyjskim nie ma innych panstw na swiecie, ale naprawde traca polscy studenci,
      odcieci od mozliwosci pobierania najnowszej wiedzy na poziomie swiatowym,
      wiedzy prezentowanej im tez najnowszymi, najbardziej efektywnymi metodami (z
      wykorzystaniem komputerow, Internetu itp.).
      Ciekaw jestem, co na to powiedza nasze polskie wladze? Czy dalej beda udawac,
      ze polska habilitacja i profesura belwerderska jest wiecej warta niz doktorat
      (PhD) uczelni w pierwszej swiatowej piecdziesiatce (przypominam, iz zadna, ale
      to zadna polska uczelnia nie weszla do pierwszych 200 na swiecie).
      Pozdr. z Melbourne, Australia ;)
    • Gość: Prymus PRAWO O SZKOLNICTWIE WYŻSZYM - stanowisko IP: *.mel.iprimus.net.au 08.11.04, 03:53
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=17385886
      • Gość: ekostar SZYBCIEJ ZATRUDNIĄ AUSTRALIJCZYKA, PRYMUSIE IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.11.04, 11:12
        O unijnych rozwiązaniach trudnych przezyć naukowcow do kraju:
        serwisy.gazeta.pl/nauka/1,34148,2381790.html
        Szczególnie zachwyca omówienie sytuacji dr Litwinienki, który w Polsce
        ma „swobodę badawczą” zamiast pieniędzy, natomiast w Kanadzie ma pieniądze
        ale „musiałby zmienic kierunek zainteresowań”.
        Panie Doktorze, coś wyglada na to, że po prostu nie lubi Pan dotrzymywać kroku
        współczesnym natomiast lubi Pan podróżować i kupować aparaturę za pieniądze,
        które może lepiej wykorzystaliby inni?

        A jeśli chodzi o powrotu do kraju to zachęcam lekturę:

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=13505095&a=16062944&wv.x=2

        Dobór przykładów oficjalnych wywiadów dziennikarzy GW jest specyficznie
        propagandowy.

        I JESZCZE JEDNA PEREŁKA ORGANIZACYJNA:
        serwisy.gazeta.pl/nauka/1,34148,2381795.html
        „…- będzie stopniowo przybywało badaczy z zagranicy. Zatroszczy się o nich
        otwarte w poniedziałek Centrum Informacji dla Naukowców działające przy
        Krajowym Punkcie Kontaktowym Programów Badawczych UE. - Będziemy pomagali w
        załatwianiu formalności związanych z przyjazdem i pobytem. A jest ich niemało -
        wizy, pozwolenia na pracę, podatki, ubezpieczenia. Są też sprawy życiowe, w
        których możemy doradzić, choćby wynajęcie mieszkania czy znalezienie szkoły dla
        dziecka - deklaruje Anna Wiśniewska z KPK. Polskie centrum funkcjonuje w ramach
        europejskiej sieci ERA-MORE, która ma objąć 35 państw, na razie jednak punkty
        informacyjne dls naukowców działają tylko w kilkunastu krajach. Do nich, po
        przyjeździe na stypendium, powinni się zgłaszać także polscy badacze. Więcej
        informacji na stronie: www.eracareers-poland.gov.pl.
    • Gość: itakdalej Jeszcze więcej autonomii dla UG ? IP: *.chello.pl 16.11.04, 08:10
      Mimo, że skandal na UG pokazuje, że uczelnie mogą robić co chcą, nawet łamiąc
      konstytucję, a MENIS grzecznie płaci i wszystko akceptuje, red. Zagrodzka
      uważa, że powinny one mieć jeszcze więcej wolności. Nie czyta artykułów
      pisanych przez swoich młodszych kolegów?

      Jak widać można i tak odczytać "List 50" z Wrocławia:

      serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,2392749.html
      • dinos88 bombowy pomysł!! 17.11.04, 17:50
        Znalazłem na "Onecie" post Pani "ekostar"

        <<Brak konkurencji kadry profesorskiej

        Polecam akcje obywatelskie:

        1. sprawdzanie w internecie dorobku naukowego profesorów
        2. porównywanie ich dorobku z dorobkiem znanych osob z danej dziedziny
        3. pisanie raportów i wysyłanie do władz uczelnianych oraz do ministerstwa oraz
        prasy
        3. Podpisywać się nalezy anonimowo, albo liczna grupą



        ~ekostar, 2004-11-16 21:44 >>

        To jest naprawde przedni pomysł! Gdyby taka akcja sie udała (a jesli bedzie
        masowa to pewnie sie uda!), to byłoby sporo lżej, bo niektórzy uczeni zaszliby
        na ziemię. Brawo Pani Ewo!

        • pesymist07 Re: bombowy pomysł!! 21.11.04, 15:17
          Na "onecie" www.forumakad.pl/archiwum/2004/11/17-listy_do_redakcji.htm

          (Forum Akademickie) pisze Andrzej Urbanek, emeryt Politechniki Warszawskiej


          " Odpowiedzialność osobista - żadna. Kto rozlicza, kto wydaje negatywne opinie
          władzom akademickim, jakie ponoszą konsekwencje ci, co niewiedzą i nieróbstwem
          doprowadzają do katastrofy w jakości nauczania i zmierzchu dobrze rozwiniętych
          gałęzi nauki? Ilu nauczycieli wyrzucono z uczelni państwowych za lekceważenie
          dydaktyki? Ilu za notoryczne pijaństwo? Ilu za... itd. Cisza! Czy są jakieś
          statystyki?


          Wydaje mi się, ze to tu jest pies pogrzebany. Żadne zmiany systemowe nie
          zmienia istotuy patologii, tak długo, dopóki nie wskaże sie palcem (moze
          niekoniecznie ukarze, ale POKAŻE) decydentów, którzy podejmujac księzycowe
          decyzje doprowadzili do tego co mamy i dalej brnąc by chcieli ta sama drogą.
          pomyslowośc ludzka nie zna granic i wszystkie zakazy potrafimy obejść. Dla tych
          nieostrożnie obchodzacych powinno być jednak jasne, że moga za to zapłacić. Ja
          rozumiem zawiłość i mętne sformułowania wszelakich kodeksów etycznych w nauce.
          Rzecz w tym, ze działaja obne (jesli w ogóle dzialaja - ja przykładfów nie
          znam) w jedna stronę; zapewnienia winnym bezkarności. Ktos ich tam moze i
          potepi, ale nie ukarze. No chyba, ze sa na samym dole, albo komus podpadli.
          Wieczorek proponował kiedyś powołanie wzorem niektórych środowisk zachodnich
          instytucji "rozjemcy akademickiego". To chyba jednak za malo; potrzebne sa
          działające całkowicie jawnie środowiskowe sądy dyscyplinarne, ale z
          odpowiedzialnościa (i to poważną!) ich członków za ewidentnie niesprawiedliwe
          wyroki. Umocowanie rzeczników dyscyplinarnych przy rektorze, to chory pomysł.
          Jeszcze gorszym jest powoływanie członków komisji dyscyplinarnych sposród osób
          podległych temuż rektorowi.

          Podsumowując: ogromna autonomia przeszkadza szkołom wyższym w uzdrowieniu. Ten
          lekarz sam się nie wyleczy, potrzebna jest pomoc z zewnątrz, pomoc chirurga z
          długoletnią praktyką. Tylko kto ma być tym chirurgiem, skoro państwo nie chce,
          choć płaci? "

          • ekostar Re: bombowy pomysł!! 22.11.04, 09:03
            Polecam:

            Rafał A. Ziemkiewicz

            Polactwo

            Jesteśmy wolnym i autonomicznym krajem. Czy potrafimy z tego korzystać?
            W Polsce normą jest nieprzyjmowanie prawdy do wiadomości. Oczywiście tej
            niewygodnej prawdy. Lepsza ułuda, choć potem zguba?
            Jeśli my nie zadbamy o Polskę, a raczej jeśli będziemy dbać o nią tak jak dotąd,
            wyręczy nas kto inny. Pytanie tylko, kto: Bruksela czy Rosja? I na to wszystko
            pozwala naród, który od wieków na prawo i lewo mówi o wolności!

            Ciekawe imienne opinie czytelników:

            http://pasaz.onet.pl/PASAZ,469,5160409affffffc000749b073df604a4,produkt.html?url=http%3A%2F%2Fwww.merlin.com.pl%2Fsklep%2Fsklep%2Fstrona.glowna%3Fstr%3Dtow378303%26skad%3DLGokB79sF5&url_back=PASAZ%2Cwynik_wyszukiwania.html%3F%26search%3Ds%26zak%3D0%26g%3D0%26x%3D17%26y%3D4%26simple%3Dpolactwo%26idshop%3D469

            Polecam dla pesymist07 przede wszystkim zmianę ksywy, to może zaowocować czynami
            obywatelskimi.

            Pesymizm to dekadencja - nie lubimy jej od stulecia.

            • pesymist07 Re: bombowy pomysł!! 22.11.04, 09:42
              Pani Ewo, podziwiam Panią i szanuję za odwagę i pomysłowość. A co do "ksywy" to
              tylko pierwsza część jest pesymistyczna. Siódemka jest bardzo optymistyczną
              liczbą. A tak poważnie, to mój pesymizm opiera sie trochę na doswiadczeniu i
              choć nie do końca jestem pesymista to ma Pani sporo racji. Prosze jednak
              zauważyć czyj głos jest słyszalny. Ja jakoś nie bardzo wierze w naprawianie
              czegokolwiek bez pokazania, kto sprawe zawalił. Nie mówie juz o karaniu, bo to
              byłaby rewolucja, ale o pokazaniu tylko. A może trzeba przejść przez
              tę "dekadencję"? Czort wie czy nasi wielcy bracia nie zarazili nas
              własnie "Dostojewszczyzną". Pozdrawiam serdecznie. Już wiecej 07 niż pesymist.
    • Gość: czytelnik Rektorzy uważają, że habilitacja jest potrzebna IP: *.autocom.pl 21.11.04, 19:37
      www.naukawpolsce.pap.pl/cgi-bin/index.pl?id_depeszy=PAP20041119W06176&polecenie=info&k=41

      Rektorzy uważają, że habilitacja jest potrzebna

      Nie należy likwidować habilitacji, bo to może sprawić, że poziom kadry naukowej
      na wyższych uczelniach obniży się - uważają rektorzy. Ich zdaniem, w nowym
      prawie o szkolnictwie wyższym powinien zostać zachowany tradycyjny model
      kariery akademickiej
      • Gość: itakdalej Jest super (według rektorów) IP: *.chello.pl 21.11.04, 20:37
        "Nie należy likwidować habilitacji, bo to może sprawić, że poziom kadry
        naukowej na wyższych uczelniach obniży się - uważają rektorzy.
        ...
        Rektorzy uważają, że na razie powinien zostać zachowany tradycyjny model
        kariery naukowej. Najpierw stopień doktora, a potem doktora habilitowanego.
        ...
        "Na razie tak powinno zostać, bo doktoraty w Polsce mamy różne. Są naprawdę
        wybitne i takie, o których wstyd mówić" - zwraca uwagę Koźmiński. "

        Czyli wybitni polscy profesorowie wychowują takich doktorów o których
        rozprawach doktorskich sami wstydzą się mówić. To nie są niestety zbyt
        wybitnymi promotorami. A ponadto kto te wstydliwe prace recenzuje? Przecież ci
        sami wybitni, reprezentujący najwyższy poziom - zapewniony dzięki habilitacji -
        profesorowie i ich habilitowani koledzy.

        "Jego zdaniem, byłoby niedobrze, gdyby osoby ze słabymi doktoratami mogły
        zajmować samodzielne stanowiska profesorskie. "

        A jak się ma słabą habilitację i żadnego dorobku naukowego mierzonego według
        miar światowych to już jest dobrze? To może usunąć przyczynę zła - słabe
        doktoraty? Ci którzy opowiadają się za zmianami nie chcą awansów słabych
        doktorów, tylko dobrych naukowców. Czy ma habilitację, czy nie, nie miałoby
        znaczenia, tak jak w świecie cywilizowanym. Tylko wtedy zaczęliby nas odwiedzać
        nasi rodacy z Zachodu, którzy byli zbyt zajęci/nie mieli układów w kraju żeby
        zadbać o habilitację a mają pozycję liczącą się w świecie.

        "W tej chwili stanowisko profesora na wyższej uczelni (czyli osoby, która może
        promować doktorantów) może piastować osoba z habilitacją. Rektorzy chcą, by w
        nowym prawie znajdował się zapis umożliwiający uczelniom zatrudnianie doktorów
        na stanowiskach profesorskich, ale tylko w szczególnych przypadkach. Na takie
        stanowisko szansę miałaby tylko osoba o wybitnych osiągnięciach. "

        Art. 81 dopuszcza to od dawna (tam jest mowa o tym, że można zatrudnić na
        stanowisku profesora nadzwyczajnego osobę "posiadającą wybitne twórcze
        osiągnięcia w pracy zawodowej poza uczelnią" - pisanie artykułów na tematy nie
        związane z dydaktyką chyba jest czymś takim). Jak ja to rozumiem novum
        polegałoby na dopuszczeniu prowadzenia doktoratów przez takich profesorów. Ale
        żeby zostać takim profesorem, trzeba będzie mieć wyjątkowe układy na uczelni. A
        jak je się ma, to nie jest problemem przepchnięcie habilitacji. Czyli będzie to
        martwy zapis.

        "I to na razie wystarczy. Na głębsze zmiany przyjdzie czas za kilka,
        kilkanaście lat, kiedy szkolnictwo wyższe w Polsce się ustabilizuje. Na razie
        zmiany mogłyby się odbić na jakości" - podkreśla Koźmiński. "

        Czyli według rektorów, jakość naszego szkolnictwa wyższego, której
        odzwierciedleniem jest obecność w czwartej setce światowych rankingów dwóch
        uniwersytetów i poziom etyki symbolizowany przez rektora Ceynowę i jego
        dzielnych kolegów - profesorów z UG - jest tak wysoka, że należy ją
        stabilizować przez kilkanaście lat.

        Ze stabilizacją czegoś takiego niech ich wszystkich ....
        • Gość: itakdalej Re: Jest super (według rektorów) IP: *.chello.pl 21.11.04, 21:10
          Gość portalu: itakdalej napisał(a):

          > Tylko wtedy zaczęliby nas odwiedzać
          > nasi rodacy z Zachodu, którzy byli zbyt zajęci/nie mieli układów w kraju żeby
          > zadbać o habilitację a mają pozycję liczącą się w świecie.

          Chodzi też o otwarcie się na młodych ludzi z doktoratami z najlepszych uczelni
          na świecie, którzy nie są jeszcze, bo nie mogą być, "gwiazdami", ale za to mają
          wiedzę na najwyższym poziomie, wystarczającą tam by zostać profesorami i
          wychowywać następnych doktorów. Nam bardzo potrzeba świeżego powietrza i
          poważnych kontaktów z czołowymi uczelniami na świecie.
          Teraz ci ludzie są traktowani przez system jak obce ciało (pisał o tym Prymus i
          Pani Ewa Kostarczyk). Są niechciani, jako państwo nie mamy żadnej korzyści z
          ruchu ludzi, co jest podstawą sukcesów nauki amerykańskiej i w ogóle
          anglosaskiej.
          • Gość: itakdalej Sieć i integracja ale z uniwersytetami WNP IP: *.chello.pl 21.11.04, 21:37
            Rektorzy wolą zatrudniać jako wykładowców na kolejnym etacie habilitowane
            Słowaczki z zupełnie nieznanych uniwersytetów i miasteczek, na których
            wykładach studenci siedzą jak na tureckim kazaniu (bo angielskim ani polskim te
            panie nie władają), niż chętnych do pracy w kraju młodych Polaków z doktoratami
            z czołowych uczelni USA, Wlk. Brytanii lub Australii.

            Właśnie postanowili, że mamy się jeszcze bardziej integrować z WNP:

            "Uchwałę o powołaniu Sieci Wschodnio-Europejskiej rektorzy podpisali podczas
            ostatniego dnia obrad Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich (KRASP).
            ...
            Rektorzy uważają, że sieć powinna objąć szkoły wyższe z 8 krajów (Polski,
            Rosji, Białorusi i Ukrainy, które już zdecydowały się na uczestnictwo w tym
            porozumieniu), a także uczelnie ze Słowacji, Litwy, Łotwy i Estonii, które
            dopiero zostaną zaproszone do współpracy.
            ...
            szkoły będą organizowały wymiany dla studentów, staże dla kadry, wspólnie
            prowadziły badania naukowe. "

            dziennik.pap.com.pl/index.html?dzial=NAU&poddzial=POS&id_depeszy=15469724
      • Gość: ABC Re: Rektorzy uważają, że habilitacja jest potrzeb IP: *.uni.opole.pl 23.11.04, 11:51
        Polecam także:
        www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=opinie&name=34
    • Gość: itakdalej Higher Ed. in Germany: reform in incremental steps IP: *.chello.pl 22.11.04, 09:58
      Germany is not alone in having to critically evaluate its system of higher
      education. In countries ranging from the Czech Republic to Spain, from Austria
      to the UK, higher education reform is on the political agenda. The special
      characteristics and exact timing may differ, but not the overall aims and
      impetus.

      www.upf.edu/bolonya/butlletins/2004/octubre/germany.pdf
    • Gość: czytelnik Ustawa skończy z protekcją na uczelniach? IP: *.autocom.pl 23.11.04, 10:33
      serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34513,2406097.html

      Ustawa skończy z protekcją na uczelniach?

      Roman Daszczyński, Krzysztof Wójcik, Gdańsk 22-11-2004 , ostatnia aktualizacja
      23-11-2004 00:12

      'Państwowe uczelnie nie będą już przyjmowały na studia 'ze względów
      społecznych'. Po naszych tekstach o protekcji na Uniwersytecie Gdańskim
      Kancelaria Prezydenta wprowadziła zmianę do projektu ustawy o szkolnictwie
      wyższym: tylko punkty zdecydują o indeksie'
    • Gość: czytelnik SCI IP: *.autocom.pl 23.11.04, 18:08
      www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=opinie&name=34
      'Ponadto w naukach eksperymentalnych liczba odnośników literaturowych i co za
      tym idzie cytowań jest znacznie większa niż w innych dziedzinach wiedzy.
      Dlatego np. prace z immunologii są średnio 30 razy częściej cytowane niż prace
      z geologii. Kiepski immunolog może więc być częściej cytowany niż wybitny
      geolog'
      • bardzo_pesymistyczny cenzura? 24.11.04, 14:07
        Chyba zginął z forum bardzo ciekawy post podpisany j.w.. W poście tym jakis
        BArdzo MĄdry Człowiek podpisywał sie j.w. (tak jak Wieczorek) i wylewał pomyje
        na Wieczorka & Co. Pojawiło sie toto wczoraj lub przedwczoraj i zniknęło?
        Dlaczego? To była tak piekna ilustracja poziomu dyskusji po drugiej stronie
        forum!!
    • Gość: czytelnik Drugi etat profesorów IP: *.autocom.pl 26.11.04, 08:51
      www.gazetaprawna.pl/dzialy/2.html?numer=1340&dok=1340.2.3.2.26.3.0.1.htm
      Drugi etat profesorów
      'Wczoraj, na posiedzeniu sejmowej Podkomisji Edukacji, Nauki i Młodzieży
      poruszono jedną z najbardziej kontrowersyjnych kwestii dotyczących zatrudnienia
      nauczycieli akademickich'

    • Gość: czytelnik Spór posłów z naukowcami IP: *.autocom.pl 01.12.04, 12:04
      www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_041125/kraj/kraj_a_8.html


      Spór posłów z naukowcami
      Habilitację zlikwidować czy zostawić?

      Habilitacja wydłuża ścieżkę kariery naukowej i powinna zostać zlikwidowana -
      uważają autorzy poselskiego projektu ustawy o szkolnictwie wyższym. Część
      naukowców i eksperci prezydenta bronią habilitacji.
    • Gość: czytelnik Habilitację zlikwidować IP: *.autocom.pl 01.12.04, 12:06

      www.rzeczpospolita.pl/dodatki/listy_041201/listy_a_5.html

      'Habilitacje, jak również nadawane przez prezydenta RP profesorskie
      tytuły 'belwederskie', to przestarzałe i absolutnie zbędne procedury,
      niestosowane ani w innych krajach europejskich, ani w USA. '
    • Gość: jw nowy portal -Niezależne Forum Akademickie IP: *.autocom.pl 02.12.04, 12:54
      Artykuły, komentarze, dyskusje na temat ustawy i okolic na testowanym obecnie
      portalu
      varia.p4u.pl/test/index.php
      Z góry dziekujemy za uwagi na temat nowego portalu !
    • Gość: czytelnik Mianowania tylko dla profesorów IP: *.autocom.pl 03.12.04, 21:02
      www.gazetaprawna.pl/dzialy/2.html?numer=1345&dok=1345.2.3.2.26.2.0.1.htm

      Sejm. Z prac podkomisji
      Mianowania tylko dla profesorów
      • khmara Poseł Marcinkiewicz mógłby spocząć na laurach... 03.12.04, 23:47
        Poseł Marcinkiewicz mógłby spocząć na laurach i zaprzestać utrwalania komuny na
        polskich uczelniach. Najgorzej, jak ktoś się bierze za reformowanie czegoś,
        czego nie rozumie.
    • Gość: czytelnik PRAWO O SZKOLNICTWIE WYŻSZYM w komisji IP: *.autocom.pl 06.12.04, 17:09
      www.forumakad.pl/wiadomosci45.htm
      Wiadomości
      Prawo o szkolnictwie wyższym
      Profesor doktor niehabilitowany
      'Dobiegają końca prace w sejmowej podkomisji ds. ustawy o szkolnictwie wyższym.
      Po przyjęciu projektu trafi on pod obrady Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży,
      gdzie posłowie przyjmą wersję, która zostanie skierowana pod obrady Sejmu. .
      Powinno się to odbyć najpóźniej w lutym przyszłego roku, tak abyśmy dotrzymali
      przyjętego harmonogramu i mogli uzyskać podpis prezydenta jeszcze przed
      wakacjami . mówi poseł Ryszard Hayn, przewodniczący podkomisji'
      • khmara Re: PRAWO O SZKOLNICTWIE WYŻSZYM w komisji 06.12.04, 20:04
        www.forumakad.pl/wiadomosci45.htm

        CK broni się przed likwidacją.
        "Prof. Osman Achmatowicz, sekretarz Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów,
        przedstawił pięć warunków, jakie różnią nasz system od anglosaskiego, gdzie
        habilitacja nie istnieje. Tam konkurs na stanowisko profesora jest otwarty ."

        U nas też, przynajmniej tak stanowi obowiązująca ustawa.

        "startuje w nim kilkunastu bądź kilkudziesięciu kandydatów,"

        U nas startują ci, co mają wygrać, nikt inny nawet nie wie o konkursie.

        "do konkursu przystępuje się w innej niż macierzysta uczelni,"

        Prawda, ale nie jest to regułą.

        "istnieje ograniczona liczba stanowisk profesorskich,"

        W czym tu problem?

        "zatrudnienie następuje na czas określony,"

        Też nie widzę problemu i nie do końca prawda. Problem raczej w tym, że u nas na
        czas określony nie będą się zatrudniać profesorowie, bo profesor już nie musi
        pracować, ale będzie mógł zwolnić każdego nie-profesora w dowolnym momencie.

        "komisja jest zainteresowana zatrudnieniem jak najlepszego kandydata, bo to on
        później pozyskuje pieniądze na badania naukowe."

        Jak wyżej. Profesor nie musi nawet przychodzić do pracy. Wystarczy, że jest.

        "U nas system wygląda zupełnie inaczej, a większość tych warunków nie funkcjonuje,"

        I nie będzie funkcjonować, bo tak chce ustawodawca. U nas zatrudnienie na
        uczelniach wygląda jak wybory demokratyczne w państwie totalitarnym - kandydat
        władzy zawsze wygrywa.

        "Habilitacja jako jedyny proces selekcji jest konieczna . konkludował prof.
        Achmatowicz."

        Najlepszym komentarzem są słowa wypowiedziane przez J. Hausnera w TOK FM:
        "W SLD chodzi o to, żeby się załapać, a nie, żeby rozmawiać i żeby coś zmienić.
        To spółdzielnia partyjnych wyjadaczy." (cyt. za papierowym 'Wprost' nr 49, 5.12.04)
        Selekcja jest konieczna, żeby konkurencja zbytnio nie przeszkadzała spółdzielni
        naukowych wyjadaczy.
        • khmara Habilitacja jako narzędzie selekcji 06.12.04, 20:24
          Habilitacje w obecnej formie są nie tylko procedurą
          przestarzałą, są przede wszystkim spuścizną komunistycznego systemu
          organizacji nauki w Polsce, którego głównym celem było
          niedopuszczenie do stanowisk profesorskich elementów niepewnych
          politycznie. Habilitacja dawno już przestała być narzędziem selekcji
          naukowej, o ile kiedykolwiek nim była, gdyż przy odpowiednich
          koneksjach przez habilitacyjne sito można przepchnąć największą
          miernotę praktycznie bez dorobku naukowego. Jest ona natomiast
          narzędziem selekcji innego rodzaju, jako przepustka do sprawowania
          najróżniejszych urzędów pochodzących z wyboru w systemie nauki. Nic
          więc dziwnego, że to właśnie przedstawiciele tych urzędów (Rada
          Główna, PAN, Centralna Komisja, Konferencja Rektorów Akademickich
          Szkół Polski) są jej najzagorzalszymi obrońcami. W obecnym systemie
          i przy obecnych wymaganiach związanych z uprawnieniami do
          prowadzenia kierunków studiów, habilitacja jest również przepustką
          do pieniędzy, jakie habilitowany uczony może zarobić pracując
          jednocześnie na pięciu uczelnianych etatach w kilku różnych
          miejscowościach. Dlatego "habilitacyjne sito" działa już dużo
          wcześniej, zanim gotowa rozprawa dotrze do Centralnej komisji.
          Uzyskanie stopnia doktora habilitowanego może skutecznie zablokować
          przełożony kandydata, utrudniając prowadzenie badań lub nie
          przydzielając na nie żadnych funduszy. Szefów, którzy nie są
          zainteresowani hodowaniem sobie konkurencji w instytucie nie
          brakuje, o czym świadczy przypadek dr Ewy Kostarczyk z poznańskiej
          Akademii Medycznej. Lepiej promować miernych, ale wiernych.
          Utrzymanie habilitacji w jej obecnym kształcie - wbrew opinii CK, dla której
          istnienie habilitacji stanowi rację bytu - rozwojowi nauki
          absolutnie nie służy.

          Utrzymanie habilitacji oznacza, że zamiast praw rynku w nauce, jak w systemie
          anglosaskim, będziemy nadal mieć komunistyczny system racjonowania patentów na
          mądrość.
          • khmara Re: Habilitacja jako narzędzie selekcji 06.12.04, 23:03
            www.naukawpolsce.pap.pl/cgi-bin/index.pl?id_depeszy=PAP20041206W04070&k=13
            Utrzymanie habilitacji to kompromitacja!
            Utrzymanie habilitacji to kompromitacja RGSW i KRASP. Prace nad nową ustawą
            trwają od początku lat 90. Od tej pory mówi się o likwidacji habilitacji.
            Habilitacji nie można znieść, bo szacowne grona nie mają pomysłu, co zamiast
            habilitacji, jaki model awansu naukowego przyjąć.
            RGSW, KRASP i PKA nadają się jedynie do administrowania niewydolnym i przeżartym
            patologią systemem, na uzdrowienie go nie ma szans.
    • ekostar Utrzymanie habilitacji to policzek dla środowiska 07.12.04, 12:19
      Decyzja o utrzymaniu habilitacji to policzek dla całego środowiska akademickiego.

      www.naukawpolsce.pap.pl/cgi-bin/index.pl?id_depeszy=PAP20041207W02297&k=13
      Decyzja ta to utrwalenie złego doboru kadry naukowej i wadliwego naboru na
      studia. To akceptacja nepotyzmu, kumoterstwa i lenistwa. Przyczyna jest prosta:
      dorobił sobie bez wysiłku parę lat do emerytury.

      To skandal.

      Przeważająca liczba osób zatrudnionych na uczelniach i sukcesywnie pokonująca
      kolejne stopnie, pasujące ich na elitę intelektualną, to osoby, które świadomie
      wybrały tę lekką i niewymagającą pracę z powodu nienormowanego czasu pracy.
      Nienormowany czas pracy na uczelni, a szczególnie fakt, że często odpada
      codzienne wstawanie o 6 rano, to prawdziwa atrakcja dla tych, którzy nie są
      nastawieni na pokaźne zarobki. To również niezła gratka dla tych, których
      rodziny posiadają pieniądze z różnych mało prestiżowych źródeł, a praca na
      uczelni wyrównuje tę jakże ludzką potrzebę.

      Praca nauczyciela akademickiego dla absolwenta uczelni jest stosunkowo prosta:
      absolutnie nie wymaga sprawdzania własnych praktycznych umiejętności zawodowych.
      Przekazywanie książkowej wiedzy, którą niedawny student przyswajał, nie jest
      przecież prawdziwym zawodowym wyzwaniem. Wysokie bezrobocie sprawia, że
      zatrudnienie na uczelni jest pewnym wyjściem, a raczej namiastką pracy zawodowej
      w sytuacji, kiedy o prawdziwym etatowym zawodowym zatrudnieniu nie można nawet
      marzyć.

      Po przepracowaniu takich "zastępczych" kilku lat na polskiej uczelni, niedawnego
      absolwenta ogarnia błogie rozleniwienie. Czuje nieuprawnioną wyższość nad swoimi
      kolegami, którzy ciężko codziennie harują od wczesnych godzin rannych.

      Brak presji sprawdzania się zawodowego staje się najatrakcyjniejszą zaletą
      uczelnianej posadki, wystarczy pozostawać w dobrych układach z przełożonymi. Kto
      pozostaje w dobrych układach z przełożonymi? Ten, któremu zależy utrzymaniu
      błogiego, leniwego status quo na uczelni, ten, który posiada wyraźną wizję, że
      poprawność polityczna zawiedzie go na profesorki stołek, na którym będzie
      dobierał sobie współpracowników według wypróbowanej skutecznej metody.

      Kto z reguły zostaje zatrudniony na etacie akademickim i nie ma trudności z jego
      utrzymaniem? Właśnie osoby, które najlepiej pasują decydentom. Można sobie je
      łatwo podporządkować i nie będą podskakiwać. Najbliższy dobór to po znajomości,
      odpowiednie uplasowanie rodziny, ewentualnie zatrudnienie kogoś, kto nagle
      przeskakuje kilka poziomów klasowych albo kogoś, kto coś przeskrobał.

      Największa liczba robiących tzw. kariery uniwersyteckie to ciche, nie wybijające
      się szaraki, nieznane innym naukowcom z danej dziedziny, które bez żadnego
      większego wysiłku intelektualnego, bez większych przeszkód, szybko pokonują
      kolejne stopnie. Taki szarak zmienia się w niebezpiecznego tygrysa, jeśli tylko
      pojawi się w jego otoczeniu ktoś, kto te stopnie może pokonać szybciej i
      efektowniej, a najgorzej, że wymusza zwiększone tempo pracy.

      Tygrys na to nie pozwoli! On musi pierwszy osiągnąć szczyt. Gorzej, że tygrys
      wcale nie zamierza być lepszy. Po co? Przecież zdecydowanie wygodniej jest
      usunąć przeciwnika! A potem już tylko spokojnie wytrwać do emerytury. Tak, jak
      decydenci z RGSW, KRASP i PKA. Pomogą im w tym wierni uczniowie, którzy
      przyozdobieni w piórka dr hab, prof uczelni, stoją już na straży uświęconych
      tradycji.

      dr n. przyr. Ewa Kostarczyk

      Psycholog kliniczny i neurofizjolog (10 lat doświadczeń zawodowych we Francji,
      Anglii, USA), nieetatowy wykładowca UAM, adoptowany członek IASP, przybliżony
      citation index: 99 od 1991 napisane trzy rożne habilitacje (żadna z nich nie
      dotarła do CKK, każda z nich była zatrzymywana na poziomie Rady naukowej
      instytutu). Autorka była proszona o ich wycofanie; bez żadnych szans na
      zatrudnienie w Polsce.

      • alberich Brawo Pani Ewo!!! 07.12.04, 15:18
        Świetny artykuł. I znakomicie umieszczony!!
        • khmara Fabryki tytułów 08.12.04, 10:12
          Argument, że habilitacja i tytuł profesorski są dodatkową weryfikacją pracownika
          naukowego, jest więc po prostu nieprawdziwy.
          www.rzeczpospolita.pl/dodatki/listy_041208/listy_a_9.html
          Jacek Wierzchowski
    • Gość: czytelnik zespół prezydencki -PRAWO O SZKOLNICTWIE WYŻSZYM IP: *.autocom.pl 08.12.04, 17:56
      www.frp.org.pl/sprawz.htm
      Sklad zespołu prezydenckiego do opracowania ustawy 'Prawo o szkolnictwie
      wyższym:

      Przewodniczący - Jerzy Woźnicki

      W skladzie Zespolu znalezli sie trzej przedstawiciele Ministerstwa Edukacji
      Narodowej i Sportu: wiceminister odpowiedzialny za szkolnictwo wyzsze,
      najpierw prof. Tomasz Goban-Klas a nastepnie prof. Tadeusz Szulc,
      Przewodniczacy Rady Glównej Szkolnictwa Wyzszego prof. Jerzy Blazejowski
      oraz Przewodniczacy Panstwowej Komisji Akredytacyjnej prof. Andrzej
      Jamiolkowski. Z grona rektorów - czlonków KRASP - w Zespole znalezli sie:
      wiceprzewodniczacy Konferencji, Rektor Uniwersytetu Warszawskiego, prof.
      Piotr Weglenski oraz reprezentujacy Komisje ds. Legislacyjnych KRASP
      profesorowie Jan Kopcewicz i Jan Wojtyla. W trosce o reprezentatywnosc
      Zespolu w jego sklad zostali powolani ponadto:

      . Prezes Stowarzyszenia Rektorów i Zalozycieli Uczelni Niepanstwowych -
      Rektor Miroslaw Zdanowski,

      . Przewodniczacy Konferencji Rektorów Uczelni Zawodowych - Rektor Andrzej
      Balanda,

      . Przewodniczacy Parlamentu Studentów RP - Przemyslaw Kowalski,

      a takze przedstawiciele dwóch zainteresowanych ministerstw:

      . Ministerstwa Obrony Narodowej - plk. prof. Piotr Sienkiewicz,

      . Ministerstwa Zdrowia - prof. Leszek Paradowski.

      • khmara Re: zespół prezydencki -PRAWO O SZKOLNICTWIE WYŻS 08.12.04, 20:35
        Gość portalu: czytelnik napisał(a):

        > www.frp.org.pl/sprawz.htm
        > Sklad zespołu prezydenckiego do opracowania ustawy 'Prawo o szkolnictwie
        > wyższym:
        >
        > Przewodniczący - Jerzy Woźnicki
        >
        > W skladzie Zespolu znalezli sie trzej przedstawiciele Ministerstwa Edukacji
        > Narodowej i Sportu: wiceminister odpowiedzialny za szkolnictwo wyzsze,
        > najpierw prof. Tomasz Goban-Klas a nastepnie prof. Tadeusz Szulc,
        > Przewodniczacy Rady Glównej Szkolnictwa Wyzszego prof. Jerzy Blazejowski
        > oraz Przewodniczacy Panstwowej Komisji Akredytacyjnej prof. Andrzej
        > Jamiolkowski. Z grona rektorów - czlonków KRASP - w Zespole znalezli sie:
        > wiceprzewodniczacy Konferencji, Rektor Uniwersytetu Warszawskiego, prof.
        > Piotr Weglenski oraz reprezentujacy Komisje ds. Legislacyjnych KRASP
        > profesorowie Jan Kopcewicz i Jan Wojtyla. W trosce o reprezentatywnosc
        > Zespolu w jego sklad zostali powolani ponadto:
        >
        > . Prezes Stowarzyszenia Rektorów i Zalozycieli Uczelni Niepanstwowych -
        > Rektor Miroslaw Zdanowski,
        >
        > . Przewodniczacy Konferencji Rektorów Uczelni Zawodowych - Rektor Andrzej
        > Balanda,
        >
        > . Przewodniczacy Parlamentu Studentów RP - Przemyslaw Kowalski,
        >
        > a takze przedstawiciele dwóch zainteresowanych ministerstw:
        >
        > . Ministerstwa Obrony Narodowej - plk. prof. Piotr Sienkiewicz,
        >
        > . Ministerstwa Zdrowia - prof. Leszek Paradowski.
        >

        orka.sejm.gov.pl/Biuletyn.nsf
        20 lipca 2004 r. Komisja Edukacji, Nauki i Młodzieży, obradująca pod
        przewodnictwem posła Ryszarda Hayna /SLD/, przeprowadziła dyskusję ogólną nad:
        - przedstawionym przez prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej projektem ustawy -
        Prawo o szkolnictwie wyższym /druk nr 2720/ oraz poselskim projektem ustawy -
        Prawo o szkolnictwie wyższym /druk nr 2931/ i powołała podkomisję do
        rozpatrzenia obu projektów.

        W imieniu różnych instytucji, na posiedzeniu głos zabierali następujący autorzy
        projektu prezydenckiego:
        Ekspert, członek zespołu legislacyjnego Kancelarii Prezydenta prof. Jerzy Woźnicki
        Sekretarz stanu w Ministerstwie Edukacji Narodowej i Sportu Tadeusz Szulc
        Przewodniczący Rady Głównej Szkolnictwa Wyższego Jerzy Błażejowski

        Z autorów projektu poselskiego obecny był:
        Członek prezydium Krajowej Sekcji Nauki NSZZ "Solidarność" Jerzy Olędzki

        Wyżej wymienieni członkowie zespołu prezydenckiego uczestniczą jako eksperci w
        pracach podkomisji sejmowej. Kto nie wierzy, może poszukać w drukach sejmowych.

        Warto przypomnieć, że ekspert Błażejowski uważa, że w Anglii istnieje habilitacja..
        • khmara Jak wodzić posłów za nos, czyli... 08.12.04, 20:48
          grupa trzymająca władzę w nauce. Warto zapamiętać te nazwiska.
    • Gość: czytelnik Strategia zmian legislacyjnych IP: *.autocom.pl 08.12.04, 21:32
      www.frp.org.pl/referat1.doc
      Konferencja nt. „Edukacja i Nauka w Narodowym Planie Rozwoju 2007-2013”
      w Politechnice Wrocławskiej w dniu 18 października 2004 r.

      „LEGISLACYJNE UWARUNKOWANIA ROZWOJU
      SZKOLNICTWA WYŻSZEGO”

      Prof. Jerzy Woźnicki

      3Strategia zmian legislacyjnych w szkolnictwie wyższym i nauce
      §główne problemy:
      -jak harmonizować (ale nie konsolidować) prawo w tych dwóch działach,
      -w jakim kierunku i kiedy zmienić Konstytucję RP
      §sposób rozwiązywania problemu:
      -doprowadzić do wejścia w życie Ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym oraz nowych
      rozporządzeń ministra
      -wchodzi w życie Ustawa o finansowaniu nauki
      -w przygotowaniu: ustawy o PAN i JBR-ach
      -rozważyć sprawę zmiany przed 2010 r. ustawy o stopniach i tytułach (problem dr
      hab.)
      -zmienić przed 2010 Art. 70 Konstytucji RP w sprawie odpłatności za studia i w
      ślad za tym znowelizować ustawę „Prawo o szkolnictwie wyższym”.

      4Podsumowanie. Ocena stanu szkolnictwa wyższego w Polsce. Próba bilansu i
      oceny szans na przyszłość.
      Nie było źle. Musi być znacznie lepiej.
      • khmara Plan pracy grupy trzymającej władzę 08.12.04, 22:20
        Profesor, b. rektor, szef zespołu prezydenckiego ds. ustawy o szkolnictwie
        wyższym twierdzi, że NIE BYŁO ŹLE i MUSI być lepiej. Jeżeli chodzi o naukę i
        szkolnictwo wyższe, to gołym okiem widać, że dobrze nie jest, a wręcz coraz
        gorzej. Chyba chodzi tu o to, że komuś nie było źle, ale musi być lepiej. Komu?
        Odpowiedź zawarta w pytaniu - temu, kto opracował plan pracy Sejmu i ministra na
        najbliższe 10 lat oraz zaplanował precyzyjnie termin zmiany konstytucji. Chodzi
        tu o grupę trzymającą władzę czy przygotowywany zamach stanu? Czy wyniki
        najbliższych wyborów parlamentarnych i prezydenckich też już zostały zaplanowane?
    • Gość: czytelnik Nomadyzm niemobilnych IP: *.autocom.pl 09.12.04, 20:04
      www.forumakad.pl/archiwum/2004/12/17-za-nomadyzm_niemobilnych.htm

      Życie akademickie
      Nomadyzm niemobilnych
      Stanowisko profesora powinno być po prostu obsadzone przez najzdolniejszego
      kandydata ze stopniem doktora, gdyby zaś taka osoba przestała być produktywna
      naukowo, powinna to stanowisko stracić, by uczynić miejsce młodszym i
      zdolniejszym.
      Józef Wieczorek, Cezary Wójcik
    • Gość: kontest Nauka -edukacja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.12.04, 23:26
      Niezależne opinie o kondycji nauki i edukacji, o uwarunkowanych systemowo
      patologiach , o możliwościach zmiany obecnego, osobliwego systemu nauki i
      edukacji w Polsce. Czekamy na Państwa opinie.

      www.nauka-edukacja.p4u.pl/forum.php?cmd=show&id=5&category=1&PHPSESSID=d9e4509588ba35f9062fa62ed132c7c1
    • Gość: jw róznice systemowe IP: *.autocom.pl 10.12.04, 21:28
      Prof. dr hab. Osman Achmatowicz

      - sekretarz Centralnej Komisji do Spraw Stopni i Tytułów

      Szanowny Panie Profesorze,

      W Forum Akademickim ( www.forumakad.pl/wiadomosci45.htm ) z
      zainteresowaniem zapoznałem się z Pana uzasadnioną opinią na temat różnic
      naszego oraz anglosaskiego systemu nauki i jednocześnie ze zdumieniem
      przeczytałem Pańską konkluzję, że jedynym u nas procesem selekcji ma zostać
      habilitacja. Dlaczego ?

      Dlaczego, mimo wejścia do Unii i werbalnej kampanii na rzecz dostosowania
      naszego systemu do standardów unijnych, nasz system ma tak się różnić od
      najbardziej wydajnego systemu funkcjonującego już w niektórych państwach Unii ?
      Dlaczego nasz system ma nadal być bardziej kompatybilny z systemem krajów
      postkomunistycznych, a nie z systemem krajów w nauce przodujących ? Czy nie
      jest to działanie na szkodę naszego kraju, z którego coraz więcej bardzo
      zdolnej młodzieży wyjeżdża nie znajdując dla siebie miejsca i nie mając zamiaru
      wracać bo nie ma do czego - system nie jest zmieniany, system jest
      petryfikowany na wiele kolejnych lat.

      Dlaczego nowe ustawy nie mogą wprowadzać warunków selekcji, które zdały egzamin
      w systemie anglosaskim ?

      Przecież jeśli u nas w odróżnieniu od systemu anglosaskiego

      konkursy na stanowiska profesora nie są otwarte,

      startuje w nich jeden, z góry upatrzony kandydat przewidziany na zwycięzcę

      naukowiec przystępuje do konkursu w macierzystej uczelni, w której spędza na
      ogół całe naukowe życie - od studenta do profesora

      istnieje niemal nieograniczona liczba stanowisk profesorskich (nierzadko
      tworzonych specjalnie dla określonej osoby) a zatrudnienie w praktyce następuje
      dożywotnio

      komisja powołana na okoliczność fikcyjnego konkursu nie jest zainteresowana
      zatrudnieniem jak najlepszego kandydata, bo najlepszym jest tylko ten, który
      pojedynczo w rozpisanym na niego konkursze - startuje

      to to jest obraz patologii naszego systemu, który należałoby gruntowanie jak
      najszybciej zmienić aby Polska miała szanse na wyjście z obecnej zapaści
      naukowej.

      Głoszenie walki z patologią, tak ostatnio modne, i jednoczesne tworzenie
      przyjaznych, systemowych warunków dla jej występowania jest kosmiczną wręcz
      hipokryzja decydenckiej grupy tworzącej korzystne dla siebie prawo.

      Dlaczego jedyną selekcją pracowników naukowych ma być habilitacja, która jak
      widać gołym okiem nie spełnia swojego selekcyjnego zadania, a nie cały zespół
      czynników występujących w systemie anglosaskim? O co tu chodzi ? Jak można
      sądzić - chodzi o dalsze, ręczne sterowanie środowiskiem naukowym, tak aby
      zgodnie z dotyczasową tradycją kryteria genetyczno-towarzyskie przeważały nad
      kryteriami merytorycznymi.

      Do cech systemu anglosaskiego należy też jednoetatowość -a nie ulubiona przez
      polskich profesorów wieloetatowość, przy jednoczesnej bezetatowości doktorów na
      swoja zgubę przewyższających nierzadko profesorów intelektem. W systemie
      anglosaskim obowiązuje jawność dorobku naukowego i jawność jego oceny oraz
      możliwość krytyki naukowej. Przed taką jawnością grupa trzymająca władzę w
      nauce wręcz heroicznie się broni. Możliwość krytyki naukowej praktycznie u nas
      nie istnieje. Panie profesorze ! tam się kończy nauka gdzie kończy się
      możliwość rzeczywistej krytyki naukowej, a w nauce polskiej krytyka naukowa
      grozi dożywotnią śmiercią zawodową dla tego kto by ją otwarcie zaczął stosować.
      Zatem uprawnione jest pytanie - czy rzeczywiście nauka polska spełnia kryteria
      nauki sensu stricto, która ze swej natury jest ponadto globalna a nie krajowa ?

      Skoro profesorowie , którzy przeszli przez konieczne - jak sie argumentuje -
      sito CK, nie potrafią organizować rzeczywistych konkursów dla wyłonienia
      najlepszego merytorycznie kandydata na stanowisko, nie potrafią rozpoznawać
      plagiatów u studentów czy naukowców, a nawet sami je popełniaja, nie potrafią
      prowadzić na dobrym poziomie wykładów, prac dyplomowych - to chyba jasne jest,
      że nie spełniają podstawowych kryteriów samodzielnego pracownika nauki i na
      takich stanowiskach nie powinni być zatrudniani. Warto tu podkreślić, że
      doktorzy, którzy żadnych szans na zatrudnienie w naszym systemie nie mają , nie
      mieli takich problemów czy to z wykładami, czy z plagiatami, czy z formowaniem
      nowej kadry naukowej. Niestety kontrast - między tymi, którzy przez nasze sito
      selekcji przeszli i tymi, którzy żadnych szans przejść nie mają - jest taki, że
      tylko utrwalanie obecnego systemu opartego na perfeksyjnie funkcjonującej
      pajęczynie akademickiej może ocalić obecne grupy trzymające władze w nauce.

      Ma Pan rację, że kryteria na stanowiska profesorów w systemie anglosaskim są o
      wiele surowsze od naszych, stąd poziom niehabilitowanych profesorów w systemie
      anglosaskim jest zupełnie nieporównywalny z tym, który na ogół reprezentują
      profesorowie doktorzy habilitowani nauki polskiej. Gdyby u nas takie kryteria
      zastosować to wiekszość profesorów by musiała odejść zwalniając miejsca dla
      tłamszonych przez nich doktorów. Ale która uczelnia by spełniła wówczas
      kryteria tytularne ( nie merytoryczne) wprowadzone przez PKA dla ochrony
      interesów kasty profesorskiej ?

      Panie Profesorze! Polsce potrzebna jest radykalna zmiana całego systemu nauki i
      edukacji w kierunku najbardziej wydajnego systemu anglosaskiego a nie tworzenie
      ustaw obliczonych na zaspokojenie interesów jednej grupy tworzącej korzystne
      dla siebie prawo.

      Józef Wieczorek, www. geo-jwieczorek.ans.pl, e-mail: jozef.wieczorek@interia.pl



    • Gość: czytelnik Brak mobilności kadr akademickich IP: *.autocom.pl 11.12.04, 09:55
      www.nauka-edukacja.p4u.pl/articles.php?id=27
      Brak mobilności kadr akademickich

      Jednym z argumentów podnoszonych przez przeciwników wprowadzenia w Polsce
      systemu organizacji nauki podobnego do systemu amerykańskiego jest brak
      mobilności kadr akademickich. Decydenci argumentują, że pracownicy naukowi
      trzymają się swojego miejsca zamieszkania a warunki ekonomiczne nie pozwalają
      na częste zmiany miejsca pracy. Kiedy ogłasza się
      konkursy na uczelniach, to zgłasza się zwykle tylko jedna osoba, gdyż praca
      naukowa nie jest u nas atrakcyjna. Decydenci przyznają, że system amerykański
      oparty na mobilności kadr jest bardziej wydajny, lecz uważają że dopóki nie
      dojdzie do zmiany mentalności naukowców polskich to musi być tak jak jest bo
      inaczej będzie jeszcze gorzej. Ich argumentacja prowadzi do tego, żeby pomimo
      wejścia do UE w nauce polskiej nic się tak naprawdę nie zmieniło i wszystko
      pozostało „po staremu”. Każdy postulat zmian jest traktowany jak nawoływanie do
      rewolucji, której nauka podobno nie znosi.
      Czy te argumenty są zasadne ? Czy nie jest to czasem hipokryzja tych, którzy
      obawiają się jakichkolwiek realnych zmian bo są zbyt przywiązani do obecnego
      systemu ? Czy brak mobilności kadr jest przyczyną takiego a nie innego systemu
      organizacji nauki, czy też jest odwrotnie?
      JW & CW
      • Gość: czytelnik kariera od studenta do rektora na tej samej uczeln IP: *.autocom.pl 11.12.04, 09:58
        www.nauka-edukacja.p4u.pl/articles.php?id=27
        Wzorzec kariery - od studenta do rektora na tej samej uczelni

        Przebijające się gdzieniedgdzie krytyczne opinie o braku mobilności kadr
        akademickich na ogół kontrastują z wypowiedziami rektorów chwalących się zwykle
        w okresie wyborów, że od studenta do rektora byli na jednej uczelni. To ma być
        argument świadczący za tym, że znają najlepiej uczelnię, jej problemy, i
        najlepiej nadają się do tego aby nią kierować. To ciekawe, że w tym przypadku
        brak mobilności nie jest wadą, lecz zaletą kariery akademickiej. W systemie
        amerykańskim jest to rzecz niespotykana. Taka kariera nie jest możliwa. Kto nie
        jest mobilny - odpada. Nie ma szans na zatrudnienie. Zmiana miejsca pracy jest
        wymuszona systemowo. Nie można spędzić całego życia na jednej uczelni, podobnie
        jak nie można całego życia przepracować w jednej firmie. Przeciętny Amerykanin
        conajmniej czterokrotnie zmienia miejsce pracy i naukowcy nie są tu bynajmniej
        wyjątkiem. W przypadku naukowca osiągającego sukcesy, zmiana miejsca pracy
        prowadzi do coraz wyższych zarobków, większego laboratorium oraz lepszej
        uczelni i kończy się dopiero gdy uda się mu zdobyć pozycję na Harwardzie lub
        Uniwersytecie Stanforda, podczas gdy w przypadku naukowca przeciętnego lub
        wręcz miernego obserwuje się albo brak zmiany miejsca pracy albo przenoszenie
        się do gorszych szkół wyższych (collegów), gdzie nad uprawianiem nauki przeważa
        nauczanie. O obsadzie etatu na każdej uczelni – czy to małej, czy to dużej -
        decydują autentyczne, otwarte konkursy na które wpływa kilkadziesiąt lub nawet
        kilkaset podań. Niezależna komisja wybiera kandydata o największym dorobku i
        największych perspektywach rozwoju a nie tego kto najwięcej czasu spędził na
        jednej uczelni i najlepiej tkał ‘akademicką pajęczynę’ aby w końcu zyskać
        miano ‘najlepszego z najlepszych’. Wprowadzenia podobnego systemu nasi swojscy
        uczeni boją się bardziej niż ognia.

        JW &CW
      • Gość: czytelnik Chów wsobny IP: *.autocom.pl 11.12.04, 09:59
        www.nauka-edukacja.p4u.pl/articles.php?id=27

        Chów wsobny

        W Polsce najbardziej popularny jest chów wsobny, czyli chowanie swoich - na
        swoich uczelniach. O rozwoju ośrodka decydują obyczaje plemienne. Każdy ośrodek
        naukowy opanowany jest przez członków jednego plemienia i tylko członkowie tego
        plemienia mogą na nim zrobić karierę. Takie reguły obowiązują w starych
        ośrodkach gdzie więzi plemienne są najtrwalsze. Ktoś spoza wspólnoty plemiennej
        zawsze jest obcy, bez szans na karierę szczególnie wtedy jeśli nie przestrzega
        etyki plemiennej. Wyjątki tylko potwierdzają regułę.

        Do tych reguł starają się dostosować także uczelnie młode, dopiero co zakładane
        w tym uczelnie prywatne. Te są zmuszone do korzystania z kadry starszych
        uczelni. Ich rektorzy argumentują, że nie może być inaczej bo w ciągu 10-15 lat
        istnienia uczelnie te nie zdołały wykształcić swojej kadry, tzn. chów wsobny
        nie został jeszcze ukończony, ale jest na dobrej drodze. Polityka tych uczelni
        nawiązuje do polityki wiekowych uczelni. O innych sposobach rekrutacji kadr
        wcale się nie myśli. Wypożyczanie okresowe kadr – tak, rekrutacja nie-swoich na
        drodze autentycznych konkursów – nie.
        Jak upłynie trochę lat i te uczelnie będą się opierać na swojej kadrze, a
        kariery od studenta do rektora na tej samej uczelni będą także dla nich
        wzorcowe. Taki system jest u nas utrwalany i po uchwaleniu nowej ustawy o
        szkolnictwie wyższym będzie panował na wieki Wprowadzane przez ustawę zmiany
        mają charakter jedynie kosmetyczny, gdyż to co najważniejsze pozostanie jak
        jest. Niektórzy twierdzą, że reform nie można przeprowadzić od zaraz, że na to
        potrzeba czasu, trzeba nowego pokolenia. Tymczasem od obalenia komunizmu
        upłynęło 15 lat, a obecne na uczelniach nowe pokolenie przejmuje obyczaje
        swoich poprzedników - chów wsobny nadal obowiązuje. Ludzie zdolni i
        przedsiębiorczy realizują się z dala od tych skansenów PRLu.

        JW&CW
        • Gość: czytelnik Pseudokonkursy tylko dla swoich IP: *.autocom.pl 11.12.04, 10:00
          www.nauka-edukacja.p4u.pl/articles.php?id=27

          Pseudokonkursy tylko dla swoich

          Rektorzy i inni zwolennicy obecnego systemu , twierdzą że system amerykański
          nie jest dla nas - bo na konkursy u nas zgłasza się tylko jedna osoba a w USA
          nawet setki. Jest to jednak kosmiczna wręcz hipokryzją!!!! To rektorzy
          (dziekani) za to odpowiadają organizując pseudokonkursy dla obsadzenia etatu
          przez osobę wcześniej wybraną na zwycięzcę według kryteriów dostosowanych nie
          do potrzeb etatu tylko do potrzeb i osiągnięć tej konkretnej osoby, często wg
          kryteriów genetycznych ( w takiej genetyce jesteśmy silni !). Na wszelki
          wypadek ogłoszenia o takich konkursach wywieszane są zwykle tylko obok
          dziekanatu.
          Czemu ogłoszenia na etaty standardowo nie są zamieszczane w ogólnopolskich
          czasopismach (takie ogłoszenia to jedynie wyjątki !) lub w internecie na jakimś
          ogólnopolskim portalu np. Rady Głównej Szkolnictwa Wyższego tak aby istniała
          ogólnie dostępna tablica ogłoszeń - tego obrońcy obecnego systemu nie tłumaczą.
          Tak jakby się bali aby na etaty nie zgłaszało się więcej niż jedna upatrzona
          osoba, i żeby nadal był argument przeciwko wprowadzeniu u nas systemu
          anglosaskiego.
          Trzeba przy tym zaznaczyć, że nawet gdyby ktoś przypadkowo poinformowany ale
          niepowołany odważył się zgłosić na taki pseudokonkurs to i tak nie ma żadnych
          szans. Jeśli ma wiele więcej lepszych publikacji i większe osiągnięcia
          edukacyjne to i tak gorzej spełnia wymagania stawiane kandydatom bo te w sposób
          wręcz idealny spełnia tylko wybrany wcześniej zwycięzca. Niepowołany do
          wygrania śmiałek, może być co najwyżej najlepszy abstrakcyjnie, ale konkretnie
          najlepszy jest ten kto wygrał już przed ogłoszeniem konkursu.
          Taki sposób rekrutacji kadr akademickich zapewnia i utrwala niemobilność
          systemową.

          Rzadko spotykane próby mobilności są wręcz karane. Zmiana ośrodka jest
          podejrzana. Znaczy, że ktoś był słaby albo konfliktowy więc należy się go
          wystrzegać. Im więcej ma znanych publikacji, im bardziej znane osiągnięcia
          edukacyjne tym gorzej dla takiego nieudacznika. Udacznikami są ci, którzy
          ośrodków nie zmieniają, co świadczy o ich wartości i lojalności tak wysoko
          cenionej przez decydentów.
          Pogląd o tym, że jak ktoś jest dobry to wszędzie znajdzie pracę a inni się będą
          o niego bili nie ma pokrycia w faktach. Tak się dzieje poza Polską. W Polsce
          jest inaczej. O dobrych nikt się nie bije, dobrych się bije. Wyjątki tylko
          potwierdzają regułę.
          JW&CW
        • Gość: czytelnik Wieloetatowe chałturzenie IP: *.autocom.pl 11.12.04, 10:01
          www.nauka-edukacja.p4u.pl/articles.php?id=27

          Wieloetatowe chałturzenie

          Profesorowie są zakorzenieni w jednej uczelni, na której robili karierę i co
          daje im prestiż oraz przysługujące wynagrodzenie bez potrzeby weryfikacji ich
          pracy (czy niepracy) ale jednocześnie jeżdżą od miasta do miasta, od uczelni do
          uczelni dla zapełnienia kieszeni. Fakt, że nie wszyscy muszą tak jeździć.
          Profesorowie zręcznościowi, którzy mają dobre układy z częstej peregrynacji
          mogą być zwolnieni dostarczając punktów dla ocen PKA.
          Nasz system akademicki jest bardzo precyzyjny i nie wymaga pracy, lecz jedynie
          dostarczania punktów dla uczelni. Jeśli ktoś dostarcza wielu punktów pracować
          nie musi, albo bardzo niewiele. Układ jest prosty – uczelnia ma punkty,
          profesor ma pieniądze i obie strony są zadowolone. Jeśli się ma taki układ na
          kilku uczelniach, które u nas rosną jak grzyby po deszczu, to i kieszeń można
          nabić bez większego wysiłku. Wielu "sklonowanych profesorów" znaleźć można
          tylko na liście płac.
          Jak wyglądają te wysoko punktowane usługi profesorów zręcznościowych można na
          ogół poczytać na niezależnych forach internetowych. Serwują zwykle bubel
          edukacyjny bo nie mają ani czasu na pracę naukową, ani na czytanie literatury
          światowej, ani na czytanie prac bardzo licznych magistrantów. Nie są w stanie
          wykrywać plagiatów, o ile w ogóle są taką działalnością zainteresowani.
          Przekazują studentom kult bylejakości i uczą chałturzenia.
          Wieloetatowość profesorów kontrastuje z bezetatowością coraz liczniejszych
          doktorów.
          Ale za doktora choćby najlepszego uczelnie mają mało punktów, za profesora
          choćby najgorszego - wiele. Stąd uczelnie wolą profesorów. Jak nie zatrudnią
          aktywnych doktorów to bubel profesorski nie będzie tak widoczny. Nie będzie
          kontrastu, który by zakłócał tą systemową fikcję edukacyjną. System działa
          bardzo sprawnie stąd doktorom pozostaje jedynie nomadyzm zagraniczny. U nas nie
          mają szans, chyba że mają układ z profesorem i odwalają za nich robotę, za
          marne ochłapy z pańskiego stołu.
          Jedynym wyjściem z sytuacji byłaby likwidacja tytułu profesorskiego z
          prezydenckiego namaszczenia, który daje jego posiadaczom tak silną kartę
          przetargową dla uczelni. Nie może być tak, by bezproduktywny profesor był wyżej
          ceniony przez uczelnię od genialnego nawet doktora. Stanowisko profesora
          powinno być po prostu obsadzone przez najzdolniejszego kandydata ze stopniem
          doktora, gdyby zaś taka osoba przestała być produktywna naukowo powinna to
          stanowsiko stracić by uczynić miejsce młodszym i zdolniejszym.

          • Gość: czytelnik Nomadyzm etycznie wymuszony IP: *.autocom.pl 11.12.04, 10:02
            www.nauka-edukacja.p4u.pl/articles.php?id=27

            Nomadyzm etycznie wymuszony

            Wieloetatowość profesorów stwarza jednakże konkurencję dla uczelni państwowych
            ze strony uczelni prywatnych. Stąd uczelnie państwowe wprowadzają jej
            ograniczanie. Określają. że wykładanie na uczelniach w tym samym mieście jest
            etycznie naganne, gdy natomiast wykładanie w różnych miastach – nie. Stąd
            mobilność wymuszona zostaje etycznie. Żeby być etycznym trzeba się
            przemieszczać do miast nieraz odległych. Tym sposobem interesy zasadniczo
            niemobilnych zostają zabezpieczone, a i etyczność mobilnych ekonomicznie
            zostaje ocalona. Nie ma mowy jednak o ocaleniu poziomu badań i edukacji.

            Inną formą jest mobilność wymuszona skutkami plagiaryzmu, dość powszechnego i
            wśród profesorów. Profesor przyłapany w jednej uczelni na plagiatach nie zawsze
            może w niej pozostać. Jeśli plagiatował wiele razy zdarza się, że ponosi
            konsekwencje takich czynów. Konsekwencje są u nas jednak osobliwe. Prosi się go
            o opuszczenie swojej uczelni, ale może się przenieść na inną uczelnię. Ktoś kto
            był nieuczciwym w jednej uczelni, w innej może dawać przykład innym.
            W USA plagiatowanie wyklucza ze środowiska akademickiego, w Polsce jedynie
            wymusza mobilność. Nikt nie odbiera autorom plagiatów tytułów profesorskich lub
            habilitacji. Gdyby wzrosła u nas wykrywalność plagiatów, to i wzrosła by
            mobilność kadr akademickich. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło !
            Niestety tylko nieuczciwym. Uczciwi za karę muszą się trzymać swoich uczelni.
            JW&CW

            • Gość: czytelnik Co zmienić w systemie ? IP: *.autocom.pl 11.12.04, 10:03
              www.nauka-edukacja.p4u.pl/articles.php?id=27

              Co zmienić w systemie ?

              Nie ma chyba wątpliwości dla każdego rzeczywiście zatroskanego o stan nauki i
              edukacji w Polsce, że ten patologiczny system należy zmienić. Chówwsobny
              powoduje, że uczelnie - nawet te najlepsze - zapadają na nieuleczalne,
              permanentne schorzenia. Nepotyzm, klikowość, korupcja, brak krytyki naukowej,
              negatywna selekcja kadr, rządy samych swoich - to tylko kilka przykładów tych
              schorzeń. Trzeba podjąć radykalne kroki. Konieczne jest wprowadzenie programu
              ochrony różnorodności akademickiej.

              Trzeba by wprowadzić ustawowo zakaz zatrudniania w uczelniach swoich
              wychowanków w ciągu co najmniej 5 lat po ukończeniu doktoratu, podobnie jak
              rzecz ma się w Niemczech. Tym samym ktoś, kto ukończył studia na jednej uczelni
              zakończone doktoratem obronionym przed komisją ogólnopolską a najlepiej
              międzynarodową, byłby zmuszony do mobilności – do pracy w innych ośrodkach
              naukowych- i nie wcześniej niż po 5 latach gdyby zechciał mógłby się ew. starać
              o miejsce na swojej macierzystej uczelni w ramach otwartego, a z reguły
              międzynarodowego konkursu. Oczywiście zarobki takiej osoby muszą umożliwiać
              przeprowadzkę do innego miasta i rozwiązanie problemu mieszkania.
              Wprowadzenie otwartych rzeczywistych konkursów - zamiast obecnych fikcyjnych,
              rozpisywanych w ramach chowu wsobnego – wymusiłoby mobilność kadry naukowej,
              która bez doświadczeń z innych ośrodków nie miałaby szans powrotu na swoja
              macierzystą uczelnię.
              Obsadzanie etatów w szkołach prywatnych winno się odbywać na podobnych
              zasadach. Likwidacja wieloetatowości zmusiłaby uczelnie do zatrudniania
              kompetentnych jednoetatowców, do obsadzania stanowisk według kwalifikacji a nie
              według ‘tytułów’ u nas od poziomu merytorycznego i etycznego niezależnych.
              Wieloetatowość w takiej postaci jak występuje w Polsce nie istnieje w USA, gdyż
              trudno sobie wyobrazić by ktoś mógł godzić obowiązki pracy w jednej uczelni z
              pracą w drugiej, konkurencyjnej placówce. Jednakże niezbędnym warunkiem
              usunięcia wieloetatowości oraz robienia rozmaitych chałtur przez naukowców jest
              po pierwsze wynagrodzenie umożliwiające życie na przyzwoitym poziomie z jednego
              etatu, a po drugie powiązanie wysokości tego wynagrodzenia z osiągnięciami
              naukowymi i dydaktycznymi.
              Taki system winien działać na rzecz likwidacji uczelni obliczonych na kasowanie
              kasy przez profesorskich nomadów i na kasowanie dyplomów przez niedouczonych
              studentów pozbawionych rzeczywistego kontaktu ze środowiskiem naukowym.

              Józef Wieczorek, Kraków
              Cezary Wójcik, Dallas

      • khmara Re: Brak mobilności kadr akademickich 11.12.04, 21:56
        Świetny artykuł. Gratulacje.
    • khmara Re: PRAWO O SZKOLNICTWIE WYŻSZYM - stanowisko 13.12.04, 18:56
      www.naukawpolsce.pap.pl/cgi-bin/index.pl?id_depeszy=PAP20041213W03852&k=13
      Skąd się bierze patologia w nauce?
      1) Patologia się opłaca.

      2) Cały system "produkcji" naukowca jest zły. [...]

      3) Zależność naukowca od jego kierowników przypomina niewolnictwo. [...]

      4) Wymagania i możliwości nie idą w parze. [...]

      5) Nie rozróżnia się tych, którzy naukę traktują jako sposób na zarabianie
      pieniędzy i tych, którzy traktują ją jako źródło satysfakcji. [...]

      6) Kierownikami często zostają ludzie pazerni, tj. dochodzący do sukcesów
      kosztem innych. [...]

      7) W polskiej nauce brak udziału przemysłu. [...]

      J.Grabowski

      13 grudnia 2004

      • ekostar O TYM JAK MĄDRALA CHCE UCHODZIĆ ZA MĘDRCA 14.12.04, 10:14
        http://www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=wywiad&name=56

        Jak odróżnić mędrca od mądrali
        Intelektualiści są zbyt upolitycznieni i charakteryzują się brakiem szacunku dla
        poglądów innych niż własne
        Rozmowa Iwony Konarska z Prof. Andrzej K. Koźmiński, rektor Wyższej Szkoły
        Przedsiębiorczości i Zarządzania

        Ciekawsze fragmenty:

        „...A jak, już poza nimi, winny się układać relacje[ek. intelektualistów} z
        politykami? Jakie wzorce obowiązują w innych krajach?
        – Jest kilka modeli. Pierwszy, amerykański, polega na tym, że rząd, partie
        polityczne kupują na rynku usług intelektualnych różnego rodzaju ekspertyzy,
        doradztwo. To dosyć dobra metoda. Drugi model, europejski, charakteryzuje się
        tym, że intelektualiści próbują różnymi metodami, m.in. przez wypowiedzi i
        debaty, wywierać nacisk na rządzących. W tej sytuacji władze muszą się
        ustosunkować do przedstawionych postulatów. Sądzę, że my powinniśmy próbować
        skorzystać i z jednego, i z drugiego modelu. Rząd powinien kupować różnego
        rodzaju produkty intelektualne, ale możliwy jest także ten drugi sposób dyskusji
        intelektualisty z politykiem, pod jednym tylko warunkiem, że rządzący mają
        odpowiednie warunki intelektualne i wrażliwość. W innej sytuacji oznacza to
        rzucanie grochem o ścianę.
        ---------------------------------------------------------------------
        Tak więc jako społeczeństwo przeżywamy kryzys etyczny, kryzys wartości. Być
        może, cała ta fala skandali podziała uzdrawiająco. Ludzie zaczną zwracać uwagę
        na to, co jest etyczne, a co nie. Lecz jeszcze trochę czasu upłynie, zanim to
        nastąpi. Środowiska intelektualne też nie mają silnej legitymacji, żeby
        wypowiadać się w tych sprawach, ponieważ dopuściły się różnych przewinień.
        Profesor na czterech etatach nie powinien pouczać o lojalności wobec jednego
        pracodawcy. Tak, na razie jesteśmy w złej sytuacji.
        ---------------------------------------------------------------------------------------
        O trudnościach polskiego szkolnictwa wyższego wspomina także opublikowany
        niedawno raport Banku Światowego. Alarmuje, że spada poziom szkół prywatnych.
        – Bank Światowy stawia sprawy fałszywie. Dlaczego? Ponieważ te badania są
        prowadzone przez ludzi niemających zielonego pojęcia o tym, czym jest Polska,
        jaka jest jej specyfika. Przede wszystkim uproszczony i fałszywie postawiony
        jest problem, że niska jakość kształcenia ogranicza się do szkół niepaństwowych.
        Zaznaczam, że użycie słowa prywatne też jest niewłaściwe. A po drugie, istnieje
        tyle samo uczelni państwowych, ile niepaństwowych, które nie uzyskały
        akredytacji. Problem polega na tym, że w Polsce jakość kształcenia w ogóle nie
        jest zadowalająca. Co więcej, działa wiele znanych, renomowanych uczelni
        państwowych, na których są fatalne kierunki. Zdarzają się też uczelnie skromne,
        gdzie jest bardzo dobry poziom kształcenia.
        -------------------------------------------------------------------------------------------------
        W raporcie znalazła się jeszcze jedna teza – że gdy do szkół wyższych dotrze
        niż, upadną te najlepsze niepaństwowe, bo będą drogie. Marne, ale z
        kilkusetzłotowym czesnym, ocaleją.
        – Ta teza jest bliższa rzeczywistości, jednak też jest mylna. Zakłada, że
        nabywca to idiota i że rynek nie weryfikuje jakości dyplomów. Tymczasem taka
        sytuacja była możliwa kilkanaście lat temu. Dziś ludzie już wiedzą, że dyplom
        dyplomowi nierówny. W Ameryce działa ok. 3 tys. uniwersytetów, z tego ogromna
        liczba jest na bardzo złym poziomie, a dyplomy są nic niewarte. My bardzo szybko
        weszliśmy w nowoczesny układ szkolnictwa wyższego, regulowany przez rynek. Są
        dobre i złe szkoły – zarówno państwowe, jak i niepaństwowe.
        ------------------------------------------------------------------------------
        Inny, już nie raport, ale ranking umieszcza polskie najlepsze uczelnie w
        trzeciej setce. Tak marne mamy badania naukowe.
        – Nasza uczelnia ma uprawnienia habilitacyjne i zagraniczne akredytacje, tak
        więc prowadzimy badania naukowe. Ale odpowiadając na pytanie – to znowu jest
        wybrany, tylko jeden, jakiś chiński (z całym szacunkiem dla Chińczyków) ranking.
        Robienie jednego rankingu dla kilkuset uczelni, na których są różne kierunki,
        mija się z celem. Prawidłowo robione rankingi to te przeprowadzane jedynie w
        wąskich kierunkach, np. tylko ekonomia lub zarządzanie. Każdy osobno. W takich
        rankingach, w niektórych dziedzinach nauki, znajdujemy się bardzo wysoko. W tej
        sytuacji żaden Chińczyk mi nie powie, że jesteśmy dzikusami. Sprawa ta była
        tematem publikacji prasowych, lecz ja się dziwię dziennikarzom, że podejmują
        podobne tematy. Ale media szukają sensacji. Pewnie najlepszą byłoby wykrycie na
        uczelniach ludożerstwa.
        --------------------------------------------------------------------------
        Na razie nie było tak drastycznych odkryć. Za to wiadomo, że jest tam pełno
        plagiatów.
        – Fala plagiatów stanowi problem, jednak kiedy pracowałem na jednym z
        najlepszych amerykańskich uniwersytetów, w drugiej połowie lat 90., okazało się,
        że 70% prac studentów jest plagiatami. W tej sytuacji Amerykanie zrobili to
        samo, co my teraz, czyli stworzyli odpowiedni antyplagiatowy program
        komputerowy. Natomiast, jak sądzę, jesteśmy zbyt pobłażliwi. My w zeszłym roku
        poddaliśmy prace podobnemu testowi antyplagiatowemu i wynik był w granicach 60%,
        ale w następnym roku – już tylko 20%. Gorszą sprawą, bardziej kompromitującą, są
        plagiaty wśród kadry naukowej, włącznie z profesorami. To żenująca historia, nie
        znam takich przypadków w innych państwach. Mam nadzieję, że stanowią odosobnione
        przypadki. Można to tłumaczyć upadkiem etosu akademickiego, który powinien być
        zabezpieczeniem przed oszustwami, a nie jest. Te wyizolowane przypadki da się
        wytępić, ale musi być ostre działanie, dlatego że to są sytuacje uderzające w
        podstawę naszej profesji.
        -----------------------------------------------------------------
        Uporządkowanie działalności uczelni ma zapewnić nowa ustawa o szkolnictwie
        wyższym, jednak jej projekt wzbudza wiele emocji.
        – Jeżeli odłożymy na bok polemiczny ferwor, to ta ustawa jest rozumnym
        kompromisem pomiędzy interesami a aspiracjami różnych środowisk. Po pierwsze,
        istnieje kompromis między uczelniami państwowymi a niepaństwowymi. Niepaństwowe
        wreszcie dostają dostęp do środków budżetowych i to może spowodować, że te
        najlepsze uczelnie prywatne nie padną, co prorokuje Bank Światowy. My w tym roku
        otrzymaliśmy z MENiS 7 mln zł – 4 mln na inwestycje, 3 mln na stypendia. Poza
        tym ta ustawa pozwala dofinansować studia dzienne uczelni niepaństwowych. Drugą
        sprawą jest rozsądny kompromis między władzami uczelni a resortem edukacji.
        Przedstawiciele silnych uczelni państwowych zżymają się na nadmiar kontroli
        ministerstwa. Ale przecież mamy dziesiątki najróżniejszych państwowych szkół
        wyższych, m.in. zawodowe, których jakość, mówiąc delikatnie, jest nie najwyższa.
        I dlatego taka kontrola jest niezbędna, aby odciąć najgorszych, bez rozróżnienia
        na państwowe i niepaństwowe. Przecież dzisiaj odbiera się uczelniom prawo do
        rekrutacji, a one przyjmują, jak chcą. I dlatego władza ministerstwa musi być
        wzmocniona. Te słabe szkoły wymagają silniejszej ręki. Natomiast nie wierzę,
        żeby takie uczelnie jak UJ, UW czy SGH dały sobie zbyt dużo narzucić.
        -----------------------------------------------------------------------
        Jeszcze jedna opinia raportu Banku Światowego. Jest to entuzjazm dla autonomii
        naszych uczelni, jak podkreślają autorzy, niespotykanej w innych krajach.
        – Autonomia wyższych uczelni jest w Polsce pewną wartością, która została
        wypracowana u schyłku komunizmu. Była wyrazem walki środowisk akademickich z
        dominacją państwa i polityki obowiązującej w poprzednim systemie. Przy takich
        doświadczeniach historycznych nie można przypuszczać, że my tej autonomii się
        zrzekniemy. Trzeba odpowiednio ustalić finansowanie szkolnictwa wyższego. Trudno
        sobie wyobrazić szkolnictwo wyższ
    • ekostar Re: PRAWO O SZKOLNICTWIE WYŻSZYM - stanowisko 14.12.04, 11:23

      dzis.dziennik.krakow.pl/?2004/12.14/Nauka/01/01.html
      „... we Francji ...są też złe instytuty naukowe, pozorujące pracę,
      nieprzynoszące pożytku. Co z takimi zrobić? - Ocenić, a w razie negatywnej oceny
      zlikwidować - odpowiada prof. Słonimski. I tak się czyni. Jeśli jest
      podejrzenie, że określony instytut nie zasługuje na istnienie, tworzy się
      specjalną międzynarodową komisję - oczywiście złożoną z fachowców określonej
      dziedziny - która przygląda się jego pracy. Jeśli ocena jest negatywna, instytut
      się likwiduje, a jego pracownicy (wszak mają stałe państwowe etaty) przechodzą
      do innych placówek naukowych. I to jest bardzo dobra metoda, podkreśla prof.
      Słonimski, choć nie ukrywa, że w czasie jednej takiej oceny "nieznany sprawca"
      przebił mu w samochodzie opony.”
      • ekostar Re: PRAWO O SZKOLNICTWIE WYŻSZYM - stanowisko 14.12.04, 11:49
        dzis.dziennik.krakow.pl/?2004/12.14/Nauka/03/03.html
        ANDRZEJ BIAŁAS Prezes PAU mądrzejszy od zaproszonego prelegenta: „...Profesor
        [Słonimski] stwierdził autorytatywnie, że we Francji "nie ma tytułu profesora",
        a jedynie stanowisko. Tymczasem dokładniejsze wyjaśnienia wskazują, że sytuacja
        we Francji i w Polsce jest faktycznie bardzo podobna, a różnice są właściwie
        semantyczne. Otóż aby uzyskać stanowisko profesora we Francji, kandydat musi
        wystartować w ogólnonarodowym konkursie. Konkurs jest rozstrzygany przez
        państwową komisję i jest bardzo trudny: zazwyczaj jest wielu kandydatów na jedno
        miejsce. Profesor może następnie wybrać swoje miejsce pracy gdziekolwiek we
        Francji. To naprawdę przypomina nasz system z Centralną Komisją. Tyle że u nas
        chyba trochę łatwiej zostać profesorem, bo uzyskanie tytułu nie jest związane z
        konkursem. Radziłbym więc chwilę namysłu tym, którzy chcą zlikwidować w Polsce
        tytuł profesora w nadziei przyspieszenia awansu naukowego młodych.”

        ŻENUJĄCA WYPOWIEDŹ, ŻENUJĄCE PORÓWNANIE.

        Widać Prezes Białas chce pouczać zbyt autorytarnie wypowiadającego się Prof.
        Słonimskiego.
        Pan Prezes Białas nie dostąpił nigdy dreszczu emocji startowania w ogólnopolskim
        konkursie i chyba sobie też nie przypomina ilu osobom być może pomógł w tym aby
        nigdy nie zaistnieli na poziomie CK.
        Nie sadzę, aby Prezes Białas był w tym popularnym procederze środowiska błędnie
        nazywanego naukowym, nadmiernie odosobniony.

        NA CAŁYM ŚWIECIE TYTUŁ PROFESORA MÓWI O FUNKCJI, A NIE O PRESTIŻU NAUKOWYM.

        Jeśli student załatwia sprawy związane z egzaminem, czy inne typowo uczelniane,
        zwraca się do przełożonego „Profesorze”, jeśli zaś prowadzą dysputę typowo
        naukową, a student chce podnieść autorytet przełożonego, którego postrzega jako
        osobę posiadającą wkład w rozwój nauki, zwraca się do niego „Doktorze”.

        JAK DŁUGO BĘDZIE JESZCZE ISTNIEC TO UPOKARZAJACE CIEMNOGRODZIE?

        • khmara Re: Różnice semantyczne 14.12.04, 19:14
          ekostar napisała:

          > dzis.dziennik.krakow.pl/?2004/12.14/Nauka/03/03.html
          > ANDRZEJ BIAŁAS Prezes PAU mądrzejszy od zaproszonego prelegenta: „...Prof
          > esor
          > [Słonimski] stwierdził autorytatywnie, że we Francji "nie ma tytułu profesora",
          > a jedynie stanowisko. Tymczasem dokładniejsze wyjaśnienia wskazują, że sytuacja
          > we Francji i w Polsce jest faktycznie bardzo podobna, a różnice są właściwie
          > semantyczne. Otóż aby uzyskać stanowisko profesora we Francji, kandydat musi
          > wystartować w ogólnonarodowym konkursie. Konkurs jest rozstrzygany przez
          > państwową komisję i jest bardzo trudny: zazwyczaj jest wielu kandydatów na jedn
          > o
          > miejsce. Profesor może następnie wybrać swoje miejsce pracy gdziekolwiek we
          > Francji. To naprawdę przypomina nasz system z Centralną Komisją. Tyle że u nas
          > chyba trochę łatwiej zostać profesorem, bo uzyskanie tytułu nie jest związane z
          > konkursem. Radziłbym więc chwilę namysłu tym, którzy chcą zlikwidować w Polsce
          > tytuł profesora w nadziei przyspieszenia awansu naukowego młodych.”
          >
          > ŻENUJĄCA WYPOWIEDŹ, ŻENUJĄCE PORÓWNANIE.

          Faktycznie, system jest podobny: u nich jest konkurs i u nas jest konkurs na
          stanowisko profesora. Tylko te drobne różnice semantyczne:

          - u nich jest konkurs i może startować każdy, kto chce,
          - u nas jest konkurs, ale startuje tylko jeden kandydat, uprzednio namaszczony
          przez szefa i zatwierdzony przez radę wydziału,

          - u nich zwycięzcę wybiera komisja państwowa,
          - u nas zwycięzca zostaje wybrany przez macierzystą jednostkę przed
          rozstrzygnięciem konkursu; nie ma kandydata na zwycięzcę, nie ma potrzeby
          organizowania konkursu - ekonomicznie jak w komuniźmie,

          - u nich komisja państwowa wybiera najlepszego z wielu,
          - u nas komisja państwowa ma potwierdzić, że kandydat wybrany przez jednostkę
          macierzystą jest dość dobry, by wygrać jednoosobowy konkurs,

          Różnice są faktycznie semantyczne, Panie Profesorze - jak między konkursem a
          plebiscytem. Oni wybierają najlepszego z możliwych, u nas sprawdza się, czy
          kandydat jest dostatecznie dobry. Dlatego oni mają naukę, a my pozory -
          dostateczny na szynach, jak się kiedyś mówiło w szkole.

          Prof. Białas mówi też: "Tyle ze u nas chyba troche latwiej zostac profesorem, bo
          uzyskanie tytulu nie jest zwiazane z konkursem. Radzilbym wiec chwile namyslu
          tym, ktorzy chca zlikwidowac w Polsce tytul profesora w nadziei przyspieszenia
          awansu naukowego mlodych." Cóż, we Francji jedynie doktor może wygrać konkurs na
          stanowisko profesora, jeżeli ma dorobek naukowy, u nas to nie jest możliwe. We
          Francji do awansu liczą się szare komórki i praca, u nas tytuły i układy. U nich
          jest trudniej, bo trzeba się napracować, u nas jest łatwiej, bo wystarczy się
          podlizać, czasem dobrze się urodzić, albo trafić do właściwego łóżka. Dlatego
          oni mają naukę, a my pozory.

          • ekostar POWRÓT KULTU JEDNOSTKI? 15.12.04, 08:18
            www.naukawpolsce.pap.pl/cgi-bin/index.pl?id_depeszy=PAP20040716W05216&k=16

            Prof. Andrzej Legocki w rozmowie z Serwisem Nauka w Polsce

            O kondycji Polskiej Akademii Nauk, znaczeniu poszczególnych dziedzin wiedzy oraz
            nowym pokoleniu polskich uczonych
            -----------------------------------

            treść artykułu mozna interpretowac zaiste wieloznacznie!
            • Gość: itakdalej JAKI POWRÓT ? IP: *.chello.pl 15.12.04, 11:17
              Kult jednostki i metody feudalno-stalinowskie nigdy się w polskiej nauce nie
              skończyły.
              Bzdury mówi ten profesor:
              "Nauka, jak i sama Akademia, jest strukturą zhierarchizowaną. W nauce winny
              panować rządy rozumu. Oznacza to, że liderzy naukowi wybierani są drogą
              selekcji, "

              W dobie Internetu, globalizacji i łatwego dostępu do publikacji i baz danych
              bardzo łatwo jest ocenić co kto sobą reprezentuje. Nowi liderzy intelektualni
              pojawiają się bardzo szybko w różnych miejscach. Nauka i badania mają zasięg
              światowy, tam nie ma żadnej hierarchii. Co najwyżej są dwie hierarchie -
              intelektualna (na świecie) i administracyjna (w Polsce i innych byłych
              demoludach).

              "działalność każdego zespołu poddawana jest nieustannej ocenie - według
              jasnych, czytelnych kryteriów. "

              Kryteriami tymi są w Polsce układy i wpływy szefów. Faktycznie jest to jasne i
              czytelne dla wszystkich.

              Khmara, chyba pomyliłeś linki, dałeś do serii zdjęć Pana Profesora (warto
              zobaczyć jak jego podwładni mu się podlizują - portal Nauka Polska jest
              współredagowany przez PAN). To najlepiej pokazuje jakie stosunki panują w PAN
              i w polskiej nauce.
              Link do wywiadu:
              www.naukapolska.pap.pl/cgi-bin/index.pl?id_depeszy=PAP20040716W03010&k=16
              • khmara Prof. Legocki jest biologiem? Genetykiem? 15.12.04, 19:32
                Gość portalu: itakdalej napisał(a):

                > Kult jednostki i metody feudalno-stalinowskie nigdy się w polskiej nauce nie
                > skończyły.
                > Bzdury mówi ten profesor:
                > "Nauka, jak i sama Akademia, jest strukturą zhierarchizowaną. W nauce winny
                > panować rządy rozumu. Oznacza to, że liderzy naukowi wybierani są drogą
                > selekcji, "
                > Link do wywiadu:
                > <a
                href="www.naukapolska.pap.pl/cgi-bin/index.pl?id_depeszy=PAP20040716W03010&k=16"
                target="_blank">www.naukapolska.pap.pl/cgi-bin/index.pl?id_depeszy=PAP20040716W03010&k=16</a>

                Zdjęcia są przepiękne ;) (link w poście ekostar): Oto widzimy JEDNOSTKĘ, wybraną
                drogą selekcji (naturalnej). Jednostkę widzimy w różnych ujęciach i z różnych
                perspektyw (badawczych). Dla równowagi serwis powinien zamieścić wywiad z Ewą
                Kostarczyk, której dorobek pod względem liczby cytowań jest porównywalny z
                dorobkiem JEDNOSTKI, a która w procesie selekcji odpadła.

                Profesor wygaduje bzdury, bo jako profesor może sobie naturalnie na to pozwolić.
                Selekcja naukowa w Polsce z rządami rozumu nie ma nic wspólnego, z doborem
                naturalnym więcej - cwańszy pnie się do góry, bardziej etyczny odpada. Łączenie
                darwinizmu z oświeceniowymi rządami rozumu to logiczna sprzeczność. Ten pan nie
                jest chyba ani biologiem, ani humanistą.

                A selekcja (naukowa) kandydatów na członków (PAN) wygląda tak: kandydata na
                członka mianuje dziekan (bo tak działa demokracja akademicka), a zatwierdza rada
                wydziału. Czasami z radości, że ten sq... nie zechciał zostać członkiem KBN (bo
                wiadomo, że pieniądze to najwyżej sam sobie przyzna), lub uchowaj Boże
                dziekanem. A czasami ze strachu, że kolega podejrzy skreślenie na kartce i
                doniesie, gdzie trzeba. Niektóre głosowania wymagają odwagi.

                Liderzy naukowi, panie profesorze, to ci, których nazwiska poznaje się z
                publikacji. A w wyniku selekcji, można sobie wybrać, kogo się chce - w
                zależności od tego, jak ustawimy kryteria.

                Kolejna hipokryzja obozu twardogłowych w polskiej nauce to slogan "Dbamy o
                młodych". "Dbamy o młodych" w praktyce oznacza, że dajemy jakieś pieniądze na
                prowadzenie badań potrzebnych do doktoratów, bo każdy doktorat koledzy
                profesorowie doliczą sobie do własnego dorobku naukowego. A tym, co usiłują
                zrobić habilitację lub zdobyć tytuł rzuca się kłody pod nogi.

                Profesor twierdzi, że nauka jest strukturą zhierarchizowaną. NAUKA nie jest
                zhierarchizowana, zhierarchizowane mogą być co najwyżej struktury organizacyjne.
                • ekostar Re: FOTY - inne 15.12.04, 21:41
                  Polecam również Zdjęcie uczestników grudniowego seminarium PAU w Krakowie

                  Światowej sławy uczony chwali Uniwersytet Jagielloński za jego inicjatywę

                  dzis.dziennik.krakow.pl/?2004/12.14/Nauka/01/01.html
                  • khmara Re: FOTY - inne 15.12.04, 23:27
                    ekostar napisała:

                    > Światowej sławy uczony chwali Uniwersytet Jagielloński za jego inicjatywę
                    >
                    > dzis.dziennik.krakow.pl/?2004/12.14/Nauka/01/01.html

                    "- To jest zenujace, co wasz rzad daje na badania podstawowe, powinniscie
                    zbuntowac sie i zamanifestowac - mowil do swoich polskich kolegow prof. Piotr
                    Slonimski"

                    Światowej sławy uczony nie jest prawdopodobnie świadom faktu, że wygłosił te
                    słowa na uniwersytecie, którego rektor faktycznie groził demonstracją w togach
                    rektorskich pod gmachem Sejmu - jeżeli ten Sejm nie uchwali w przewidzianym
                    przez rektora terminie ustawy o szkolnictwie wyższym, która zbliży nas raczej do
                    Białorusi i Turkmenii niż do Francji. Natomiast gdy rząd planował jeszcze
                    bardziej obciąć wydatki na naukę, panowie rektorzy zamiast się buntować,
                    "łagodzili" nastroje wśród naukowców.
                    • ekostar Akcja na rzecz ujawniania dorobku naukowego CKK 16.12.04, 12:58

                      www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=opinie&name=37

                      RE: Chałturnicy z tytułem profesora

                      Adam Stawowy jest autorem pytania, które przejdzie mam nadzieję do historii
                      współcześnie przeprowadzanych reform. Aż dziw, że do tej pory nikt takiego
                      pytania nie sformułował:

                      "Która z polskich habilitacji stanowiła (stanowi) kamień milowy w rozwoju nauki?

                      Pytanie oczekuje prostej odpowiedzi.

                      Odpowiedź stanowiłaby jedyny, niepodważalny argument w debacie dotyczącej
                      sensu utrzymywania w Polsce niekompatybilnego ze systemami nauki światowej lecz
                      drogiego systemu przewodów habilitacyjnych. Argumentem ekonomicznym, który
                      przytacza się niechętnie to fakt, że wynagrodzenie recenzenta (a do przewodu
                      habilitacyjnego koniecznych jest 3 recenzentów) wynosi około 2 000 PLN. Jest ono
                      płacone z budżetu instytucji naukowej habilitanta, bądź coraz częściej z jego
                      własnej kieszeni. Co ciekawsze, istnieją instytuty, które otwierają przewody
                      habilitacyjne głównie swoim dawnym pracownikom, którzy od lat pracują w
                      zagranicznych ośrodkach naukowych. Prosta ekonomia: wykazanie się
                      przeprowadzonymi przewodami habilitacyjnymi, spory zysk a ryzyko konkurencji niskie.
                      Istnieje powszechna zgodność środowiska akademickiego co do tego, że przewody
                      habilitacyjne są nie tylko narzędziem eliminacji urojonych konkurentów, lecz
                      przede wszystkim mechanizmem ekonomicznym oraz normatywnym w anachronicznym
                      systemie który funkcjonuje bez żadnych istotnych zmian od lat 50 - ciu.

                      Adam Stawowy w swoim artykule wyraża również niepokój związany z trudnościami
                      rozwiązania problemu polskiej nauki:
                      "...Ja tylko opisuję zjawiska, naprawdę nie wiem, jak tę sytuację zmienić.
                      Wiem tylko, że radykalnie nie da się wszystkiego zburzyć i zacząć budować od nowa.
                      Zresztą prof. Proń też nie daje żadnej recepty. Być może, problem jest z tych z
                      gatunku kwadratury koła. Być może..."

                      Sytuacji, z pewnością nie zmienią nowe przepisy, a szczególnie ustawy uchwalane
                      przez dotychczasowych, niezweryfikowanych w świetle międzynarodowych standardów
                      naukowych, beneficjentów systemu,
                      zatrudnionych na wielu etatach, piastujących istotne funkcje upoważniajace ich
                      do decydowania kto kwalifikuje się na stanowisko samodzielnego pracownika
                      naukowego.

                      Polskie naukowe gremia decydenckie charakteryzuje ogromna niejednorodność.
                      W jednej dziedzinie naukowej w skali całego kraju można przytoczyć średnio około
                      0-5 osób wybitnych, których dorobek naukowy poddaje się bezpośrednim porównaniom
                      ze specjalistami z czołowych ośrodków zagranicznych. W samych gremiach
                      decydenckich takie wybitne jednostki giną w tłumie pozorujących karierę naukową
                      aparatczyków, których dorobku naukowego trudno byłoby szukać w naukowych
                      wyszukiwarkach. Jedną z tych najlepszych stanowi wyszukiwarka amerykańskiego
                      słynnego Uniwersytetu Princenton:
                      www.princeton.edu/~biolib/instruct/SCI.html dostępna dla każdego studenta
                      i pracownika uczelni. W rzeczywistym świecie naukowym od wieków obowiązuje
                      reguła wzajemnej transparentności. To student wybiera profesora oceniając jego
                      dorobek i sławę. W ten sam sposób doktorant wybiera promotora. W epoce Internetu
                      na wybór zasługują ci, którzy istnieją w globalnych bazach danych naukowych, sa
                      określeni indeksem cytowań oraz konkretnymi publikacjami w czasopismach
                      naukowych których numeryczna ranga naukowa też jest znana

                      Pojawia się więc światełko w tunelu. Aktualnie podjęta ogólnokrajowa akcja
                      www.nauka-edukacja.p4u.pl/index.php na rzecz ujawniania dorobku naukowego
                      (publikacje, indeks cytowań) członków Centralnej Komisji do spraw Stopni i
                      Tytułów - instytucji uważanej za najwazniejsze sito do selekcji naukowców w
                      Polsce być może właśnie sprawi, by nie był to tylko "medialny zgiełk" jak pisze
                      autor, lecz długo oczekiwane rozwiązanie.

                      Z pozdrowieniami dla autora i Redakcji Przeglądu,

                      Ewa Kostarczyk
    • khmara PKA - Papierowa Kontrola (j)Akości 19.12.04, 18:12
      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,2454324.html
      Państwowa Komisja Akredytacyjna każe studentom biologii US nadrabiać braki w
      wykładach
      Kontrola na Wydziale Nauk Przyrodniczych US wykazała, że studenci na kierunku
      biologia mieli za mało wykładów.
      - Wychodzi średnio po 300 godzin zaległych - przyznaje dziekan WNP prof. Ryszard
      Borówka.
      Decyzja PKA jest jednoznaczna: studenci muszą nadrobić zaległości.
      Braki w godzinach dydaktycznych wynikły z oszczędzania przez uczelnię. - Był
      czas, że mieliśmy poważne kłopoty finansowe, więc zmniejszyliśmy siatkę godzin -
      nie kryje dziekan.
      Tylko w jednym władze uczelni mogły pójść studentom na rękę - zapewniły, że
      wystarczy samo uczestnictwo w dodatkowych zajęciach. Zaliczenia nie będzie.
      prof. Andrzej Jamiołkowski
      przewodniczący Państwowej Komisji Akredytacyjnej
      Grupa naszych wizytatorów zwróciła uwagę władzom wydziału, że na biologii nie
      zachowuje się wymaganej siatki godzin. Przypominam, że jest to 3600 godzin na
      studiach magisterskich, a tylu na biologii w Szczecinie nie było.

      XXX

      Sprawa jest prosta: liczba godzin się nie zgadza, to trzeba nadrobić. Wykład
      jest tańszy niż ćwiczenia, bo cały rok pakuje się do jednej sali z jednym
      wykładowcą, zamiast tworzyć kilka grup ćwiczeniowych. Do nadrabiania wykłady są
      idealne, bo nie trzeba nic robić, wystarczy zobowiązać studentów do uczęszczania
      z już istniejącymi grupami - zero kosztów. A kto sprawdza obecność na wykładach?
      Prowadzący i tak wszystkie indeksy podpisze. A studenci mogą uczęszcz.. na
      wykłady z przedmiotów, z których już i tak mają zaliczenia i zdane egzaminy,
      przecież nikt im nie każe jeszcze raz zdawać egzaminu. A na papierze wszystko
      się zgadza. I O TO CHODZI.
      • khmara Papierowa Kontrola (bylej)Akości 19.12.04, 18:14
        Może tak powinno być?
        • itd-gw Re: Papierowa Kontrola (bylej)Akości 19.12.04, 22:45
          A moze by tak w koncu umiescic w raportach PKA nastepujace informacje:

          1. Czy program realizowany w czasie zajec pokrywa sie z tym oficjalnym.
          2. Jaka ilosc przewidzianych zajec sie nie odbywa lub jest prowadzona przez
          kogos innego

          itd
          • alberich Re: Papierowa Kontrola (bylej)Akości - pytanie 20.12.04, 17:57
            Mam pytanie. Na stronie PKA podawane sa wystawione oceny. Nie ma tam jednak ani
            jasno sprecyzowanych kryteriów oceny, ani uzasadnienia przyznanych ocen, które
            mozna by wykorzystywać jako przyklady. Kto wie gdzie dostepne sa nastepujące
            informacje:

            1. Jasne, dobrze okreslone jryteria oceny. Wiadomo, ze np. nie wszystkich
            profesorów i samodzielnych zaliczyc mozna do minimów kadrowych. Czy sa, a jesli
            tak to jakie sposoby, aby odróżnic tych "zaliczalnych" od reszty?

            2. Czy istnieja jakies formularze oceny? Np z punktacja za poszczególne
            parametry oceny.

            Gdzie można zobaczyc jak oceniano dotychczas ocenione kierunki? Kogo zaliczono
            do minimów kadrowych, kogo nie, jak liczono tzw. "aktywność naukową" i inne
            parametry. chodzi mi tu o konkretne WYSTAWIONE juz oceny. To chyba jest jawne?

            Bardzo prosze o odpowiedź. A może ktos zna nawet wyrywkowe przykłady? To tez
            jakas informacja.
            • alberich Forsa 20.12.04, 19:42
              Pisze tu, bo nie udało mi sie wejść ponoiwnie do rozpoczetego watku "kto i
              wyjasni". Otóż usłyszałem przed chwila, ze nie istnieje zadne rozporzadzenie,
              które ustala, ze TYLKO senat uczelni ma prawo decydowac o tym ile procent
              kosztów uzysku mozna sobie policzyc. Rzecz w tym, ze mój rozmówca nie wiedział
              jak sie ten procent ustala. Kto wie?
            • gaia80 Re: Papierowa Kontrola (bylej)Akości - pytanie 20.12.04, 19:46
              To jest tajne jak tajna jest cała nauka polska
            • khmara Re: Papierowa Kontrola (bylej)Akości - pytanie 20.12.04, 23:45
              alberich napisał:
              > Na stronie PKA podawane sa wystawione oceny.

              I to jest wszystko, co PKA ujawnia.

              > Nie ma tam jednak
              > jasno sprecyzowanych kryteriów oceny,

              PKA jest przede wszystkim od pilnowania, czy przestrzegane są rozporządzenia
              ministra, szczególnie te dotyczące standardów kształcenia i minimów kadrowych.
              Rozporządzenia można znaleźć:
              > www.menis.gov.pl
              > akty prawne
              > ustawy i rozporządzenia dotyczące szkolnictwa wyższego
              Warto zaznaczyć, że rozporządzenia nie są jednoosobowym wymysłem ministra,
              zazwyczaj minister radzi się ekspertów, których sam powołuje, a obowiązkowo musi
              przesłać projekt do konsultacji Radzie Głównej. Stąd wymagania różnią się w
              zależności od kierunku. Na marginesie warto zauważyć, że autorzy ustawy
              prezydenckiej mają wielką nadzieję, niemal pewność, że zostaną takimi
              ekspertami, ponieważ projekt zawiera niespotykanie dużo odwołań do
              nieistniejących rozporządzeń ministra.
              Poza tym PKA może jeszcze sprawdzać, czy wszyscy zaliczani do minimum kadrowego
              posiadają aktualne lekarskie badania okresowe. To wszystko. Cała reszta kontroli
              jakości zależy od sumienności kontrolerów, bo przecież gospodarze czymś muszą im
              czas uprzyjemnić, ale przede wszystkim od wzajemnych uprzejmości i złośliwości.

              > nie wszystkich
              > profesorów i samodzielnych zaliczyc mozna do minimów kadrowych. Czy sa, a
              > jesli tak to jakie sposoby, aby odróżnic tych "zaliczalnych" od reszty?

              Jak wszyscy pracują na kilka etatów? To wie tylko zainteresowany i uczelnia,
              która go zatrudnia.

              Reasumując, PKA zajmuje się liczeniem zatrudnionych i liczeniem godzin
              dydaktycznych. To jest cała kontrola jakości nauczania i tym może zająć się byle
              urzędnik, nie ma potrzeby, żeby stado profesorów jeździło po Polsce. Całą resztą
              tej jakości może zająć się Sanepid (bezpieczeństwo i higiena pracy itp.).
    • Gość: itakdalej Rektor jednej z najlepszych uczelni przeciwko hab. IP: *.chello.pl 20.12.04, 23:50
      W grudniowym numerze "Forum Akademickiego" wywiad z dr. Krzysztofem Pawłowskim,
      rektorem Wyższej Szkoły Biznesu - National-Louis University w Nowym Sączu

      www.forumakad.pl/archiwum/2004/12/16-za-w_strone_spoleczenstwa_wiedzy.htm
      "W Stanach Zjednoczonych nie ma tytułu profesora federalnego czy stanowego i
      nie ma habilitacji, a cały postęp świata w najważniejszych dziedzinach
      naukowych w gruncie rzeczy dokonuje się w USA. Ograniczenie tytułów wyłącznie
      do doktora nie musi spowodować obniżenia jakości. (...) Polskim nieszczęściem
      jest duża liczba pracowników naukowych, a mała liczba innowacji z tym
      związanych. Efekty pracy uczonych w Polsce są zupełnie nieproporcjonalne i do
      liczby ludzi, i bardzo często do uzyskanych stopni naukowych. Obecny system
      wcale nie kreuje wysokiej jakości. Proponuję rozwiązanie dużo prostsze, które
      zmobilizuje młodych, uzdolnionych pracowników naukowych do kontynuowania
      kariery w Polsce. W tej chwili, nie tylko z Polski, trwa drenaż naukowców do
      największych uniwersytetów i korporacji w USA. Otwarcie szybkich możliwości
      zostania profesorem jest ważniejsze niż ryzyko związane z tym, że przez stopień
      doktorski może się prześliznąć ktoś niedouczony i w bardzo złej uczelni uzyskać
      stanowisko profesora. "

      Ale żeby nie wpaść w euforię, dla równowagi mowa-trawa przedstawiciela obozu
      poststalinowskiego - prof. Jerzego Błażejowskiego:
      www.forumakad.pl/archiwum/2004/12/04-notatki_przewodniczacego_rgszw.htm
      "Jakkolwiek możliwe jest stworzenie ścieżki awansu na stanowiska profesorskie w
      pionie dydaktycznym (szczególnie w przypadku kształcenia w ramach I stopnia)
      bez habilitacji, to nie powinno obejmować pionu naukowo-dydaktycznego czy
      naukowego. Odstąpienie od habilitacji mogłoby nastąpić dopiero po wypracowaniu
      kryteriów awansu i zatrudniania osób ze stopniem doktora w ostatnim pionie i
      dogłębnym przeanalizowaniu następstw takiej zmiany. "

      "Dogłębne przeanalizowanie" następstw w "ostatnim pionie" zajmie zapewne ze
      dwie dekady, po których już nasze uniwersytety nie zmieszczą się w Top 1000
      światowego rankingu. Brnijmy dalej w habilitacyjną lipę, która
      promuje "miernych ale wiernych".

      P.S. Dziwna sprawa, na stronie tytułowej "Forum Akademickiego":
      www.forumakad.pl/archiwum/2004/12/index.html
      wypowiedź prof. Błażejowskiego opatrzono obiecującym tytułem "Notatki
      przewodniczącego RGSzW; Habilitacja niepotrzebna", natomiast na stronie
      artykułu "nie" zniknęło.
      Widocznie już tylko grupa trzymająca władzę w nauce polskiej uważa, że mamy być
      wciąż kompatybilni z WNP. Nawet redaktorzy FA mają inne automatyczne
      skojarzenia.


      • khmara Re: Rewelacje profesora Błażejowskiego 21.12.04, 00:20
        Gość portalu: itakdalej napisał(a):

        > Ale żeby nie wpaść w euforię, dla równowagi mowa-trawa przedstawiciela obozu
        > poststalinowskiego - prof. Jerzego Błażejowskiego:
        > <a
        href="www.forumakad.pl/archiwum/2004/12/04-notatki_przewodniczacego_rgszw.htm"
        target="_blank">www.forumakad.pl/archiwum/2004/12/04-notatki_przewodniczacego_rgszw.htm</a>

        Profesor Błażejowski pisze też:
        "Podjęta została uchwała w sprawie trybu i zasad powoływania Komisji
        Dyscyplinarnej przy Radzie Głównej na lata 2006-08 - najwyższej instytucji
        działającej na rzecz eliminowania nieprawidłowości w państwowym szkolnictwie
        wyższym."

        Profesor Błażejowski, przewodniczący Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego,
        jest też pracownikiem Uniwersytetu Gdańskiego i członkiem zarządu Fundacji
        Rozwoju Uniwersytetu Gdańskiego. Co profesor Błażejowski zrobił do tej pory, by
        wyeliminować nieprawidłowości na macierzystej uczelni? Dlaczego Rada Główna jako
        jedna z nielicznych najważniejszych instytucji naukowych nie zabrała głosu w
        sprawie skandalu związanego z przyjęciami na prawo na UG? Dlaczego w tej sprawie
        Rada Główna nie wszczęła żadnego postępowania dyscyplinarnego? Co Rada Główna
        zrobiła w sprawie plagiatu popełnionego przez dziekana Wydziału Prawa i
        Administracji UG, prof. dr hab. Michała Płachtę? Rektor Ceynowa zwierzył się
        prasie, że zasięgał rady członka Rady Głównej, który powiedział mu, że
        ewentualne postępowanie dyscyplinarne, wszczęte przez uczelnię, byłoby
        nieefektywne, ponieważ prof. Płachta dobrowolnie przestał być pracownikiem UG.
        Czy to prof. Błażejowski był tym doradcą?


        > "Jakkolwiek możliwe jest stworzenie ścieżki awansu na stanowiska profesorskie > w
        > pionie dydaktycznym (szczególnie w przypadku kształcenia w ramach I stopnia)
        > bez habilitacji, to nie powinno obejmować pionu naukowo-dydaktycznego czy
        > naukowego. Odstąpienie od habilitacji mogłoby nastąpić dopiero po wypracowaniu
        > kryteriów awansu i zatrudniania osób ze stopniem doktora w ostatnim pionie i
        > dogłębnym przeanalizowaniu następstw takiej zmiany. "

        To jest faktycznie mowa-trawa, a nawet gorzej. Czy prof. Błażejowski wyobraża
        sobie, że w tym samym instytucie, który prowadzi równolegle nabór na studia
        licencjackie i magisterskie, zostanie stworzony jakiś pion dydaktyczny, w którym
        będą profesorowie bez habilitacji i jednocześnie pion naukowy, w którym będą
        pracownicy niesamodzielni z doktoratem? Profesorów bez habilitacji już mamy w
        wyższych uczelniach zawodowych, których działanie reguluje odrębna ustawa. Tyle
        tylko, że obecna ustawa prezydencka ma dotyczyć wszystkich wyższych uczelni w
        Polsce, więc wyższych szkół zawodowych, kształcących na poziomie licencjackim
        też. Ponadto, na mocy nowej ustawy wszystkie studia mają być dwustopniowe, więc
        wszystkie uczelnie będą prowadzić studia pierwszego stopnia. Szanowny łaskawca
        pozwoli każdemu być profesorem, pod warunkiem, że nie będzie chciał pracować
        naukowo. To już jest REWELACJA.
        • Gość: itakdalej Dają jeszcze rok Ceynowie i innym kolegom IP: *.chello.pl 21.12.04, 00:35
          khmara napisał:

          > Profesor Błażejowski pisze też:
          > "Podjęta została uchwała w sprawie trybu i zasad powoływania Komisji
          > Dyscyplinarnej przy Radzie Głównej na lata 2006-08 - najwyższej instytucji
          > działającej na rzecz eliminowania nieprawidłowości w państwowym szkolnictwie
          > wyższym."

          Czyli w Nowym 2005 Roku, RGSzW jeszcze nie będzie traciła czasu i energii
          na "eliminowanie nieprawidłowości w państwowym szkolnictwie wyższym."

          Bardzo to ładne i ludzkie...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka