khmara Wspólna Przestrzeń Szkolnictwa Wyższego 05.11.04, 22:08 Jak zmienić prawo w krajach europejskich, by w 2010 r. mogła powstać wspólna Przestrzeń Szkolnictwa Wyższego, a studenci w ramach studiów bez przeszkód wędrowali między różnymi uczelniami - zastanawiają się rektorzy i ministrowie edukacji z kilkunastu krajów na konferencji w Warszawie. Podpisana pięć lat temu przez 29 europejskich ministrów edukacji deklaracja bolońska zakłada utworzenie wspólnej przestrzeni. - Chodzi o wypracowanie rozwiązań, które z jednej strony uczyniłyby porównywalnym system szkolnictwa wyższego w Europie, a z drugiej - pozwoliły na zachowanie autonomii uczelni i nie likwidowały różnorodności systemu szkolnego w poszczególnych krajach - mówił prof. Jerzy Woźnicki, prezes Fundacji Rektorów Polskich i dyrektor Instytutu Społeczeństwa Wiedzy. wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2378976.html Warto też, żeby rektorzy i ministrowie zastanowili się nad taką zmianą prawa w Polsce, aby pracownicy naukowi bez przeszkód mogli być zatrudniani na różnych uczelniach w Polsce, stosownie do kwalifikacji. Żeby profesor Harvardu bez habilitacji mógł być także profesorem w Polsce. By doktor w Polsce miał realną, a nie tylko teoretyczną możliwość samodzielnego prowadzenia badań naukowych. Żeby zatrudnienie na polskich uczelniach następowało w drodze autentycznego konkursu, na który zgłoszą się dziesiątki aplikantów, a nie tylko ten jeden oficjalnie nominowany przez dyrektora instytutu. Żeby polscy naukowcy mieli na uczelniach te same prawa, co cudzoziemcy. Wtedy dopiero będzie można mówić o wspólnej przestrzeni szkolnictwa wyższego. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Wspólna Przestrzeń Szkolnictwa Wyższego 07.11.04, 23:07 To samo, tylko troszeczkę inaczej: wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2380355.html Edukacja w Europie. Zdolni Polacy będą studiować za granicą prym 07-11-2004, ostatnia aktualizacja 07-11-2004 20:14 Co zrobić, by w 2010 r. polscy studenci mogli bez przeszkód uczyć się na kilku europejskich uczelniach naraz? Dyskutowali o tym w Warszawie rektorzy uniwersytetów i ministrowie edukacji z całej Europy. Na zakończonej w sobotę międzynarodowej konferencji zaproponowali utworzenie ośrodka koordynującego dostosowanie prawa krajów europejskich do wymogów tzw. deklaracji bolońskiej. Ten podpisany pięć lat temu przez 29 europejskich ministrów dokument ma ułatwić wymianę studentów, wspólne badania itp. - We wszystkich krajach trwają dyskusje, jak dostosowywać prawo. Polska jest w czołówce zmian - w marcu 2005 r. powinniśmy mieć już nową ustawę o szkolnictwie wyższym uwzględniającą wymogi deklaracji bolońskiej. Inne kraje dopiero zaczynają prace nad ustawą - mówił prof. Jerzy Woźnicki, prezes Fundacji Rektorów Polskich i dyrektor Instytutu Społeczeństwa Wiedzy, organizator konferencji. Uczestnicy konferencji podkreślili, że trzeba zachować równowagę między harmonizacją prawa a zachowaniem autonomii uczelni i różnorodności systemu edukacyjnego poszczególnych krajów. Komentarz: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=522&w=17429600 No normalnie szkoda słów na taką rewolucję. A później już się nie da? Nie może być 2020? Przecież my nawet do 2020 roku nie nadążymy w takim tempie. To znaczy reszta świata (sorry, UE) nie zdąży się do takiej czołówki dostosować. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ekostar Re: Wspólna Przestrzeń Szkolnictwa Wyższego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.11.04, 10:05 O unijnych rozwiązaniach trudnych przezyć naukowcow do kraju: serwisy.gazeta.pl/nauka/1,34148,2381790.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Prymus PRAWO O SZKOLNICTWIE WYŻSZYM - stanowisko IP: *.mel.iprimus.net.au 08.11.04, 03:46 No coz... Ukonczylem Melbourne University - wedlug rankingu londynskiego Timesa 22 na swiecie a 5 w regionie (MA z ekonomii) i Monash University - 33 na swiecie, 7 w regionie (PhD z nauk politycznych), ale jak chcialem pracowac w Polsce, to nie otrzymalem odpowiedzi na 99% wyslanych aplikacji (a wyslalem ich dobrze ponad 50), prodziekan (do spraw nauki) wydzialu nauk politycznych UMCS uznal ma rozprawe doktorska za "nic nie warta", bo nie zna on oczywiscie angielskiego, a dziekan tegoz wydzialu oczywiscie poparl prodziekana, zas moj szef na pewnej prywatnej uczelni w Rzeszowie (podobno najlepszej w regionie, wyzej ocenianej w rankingach "Polityki" niz tamtejszy uniwersytet), gdzie znalazlem tymczasowa prace na krotkoterminowy kontrakt, tak dlugo szulal bledu w moich opracowaniach,az wreszcie znalazl jeden: w liscie rekomendacyjnym, napisanym na jgo prosbe dla pewnej absolwentki owej uczelni, wybierajacej sie do Australii, znalazl on straszliwy blad: poniewaz, jak to sie robi zwyczajowo, skopiowalem z malymi zmianami standardowy list rekomendacyjny, to w pierwszej wersji, przedstawionej memu szefowi, zapomnialem zmienic "he" na "she", co wywolalo niesamowite zadowolenie ze strony tego "uczonego". Tak wiec mimo iz jestem absolwentem uczelni znacznie, ale to znacznie lepszych niz polskie, ze znacznym dorobkiem naukowym (ksiazki, rozdzialy w ksiazkach, artykuly w renomowanych czaspismach naukowych w Europie, USA i Australii oczywiscie, plus prawie 10 lat praktyki na australijskich uniwersytetach) to praktycznie nie mam szansy na prace w Polsce, nawet jako adiunkt. Pytanie: kto na tym traci? Troche trace ja, bo w Australii nie moge sie zajmowac tym , co mnie naprawde intersuje (transformacja w dawnych krajach RWPG), bo tu udaja, ze poza USA i b. imperium brytyjskim nie ma innych panstw na swiecie, ale naprawde traca polscy studenci, odcieci od mozliwosci pobierania najnowszej wiedzy na poziomie swiatowym, wiedzy prezentowanej im tez najnowszymi, najbardziej efektywnymi metodami (z wykorzystaniem komputerow, Internetu itp.). Ciekaw jestem, co na to powiedza nasze polskie wladze? Czy dalej beda udawac, ze polska habilitacja i profesura belwerderska jest wiecej warta niz doktorat (PhD) uczelni w pierwszej swiatowej piecdziesiatce (przypominam, iz zadna, ale to zadna polska uczelnia nie weszla do pierwszych 200 na swiecie). Pozdr. z Melbourne, Australia ;) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Prymus PRAWO O SZKOLNICTWIE WYŻSZYM - stanowisko IP: *.mel.iprimus.net.au 08.11.04, 03:53 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=17385886 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ekostar SZYBCIEJ ZATRUDNIĄ AUSTRALIJCZYKA, PRYMUSIE IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.11.04, 11:12 O unijnych rozwiązaniach trudnych przezyć naukowcow do kraju: serwisy.gazeta.pl/nauka/1,34148,2381790.html Szczególnie zachwyca omówienie sytuacji dr Litwinienki, który w Polsce ma „swobodę badawczą” zamiast pieniędzy, natomiast w Kanadzie ma pieniądze ale „musiałby zmienic kierunek zainteresowań”. Panie Doktorze, coś wyglada na to, że po prostu nie lubi Pan dotrzymywać kroku współczesnym natomiast lubi Pan podróżować i kupować aparaturę za pieniądze, które może lepiej wykorzystaliby inni? A jeśli chodzi o powrotu do kraju to zachęcam lekturę: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=13505095&a=16062944&wv.x=2 Dobór przykładów oficjalnych wywiadów dziennikarzy GW jest specyficznie propagandowy. I JESZCZE JEDNA PEREŁKA ORGANIZACYJNA: serwisy.gazeta.pl/nauka/1,34148,2381795.html „…- będzie stopniowo przybywało badaczy z zagranicy. Zatroszczy się o nich otwarte w poniedziałek Centrum Informacji dla Naukowców działające przy Krajowym Punkcie Kontaktowym Programów Badawczych UE. - Będziemy pomagali w załatwianiu formalności związanych z przyjazdem i pobytem. A jest ich niemało - wizy, pozwolenia na pracę, podatki, ubezpieczenia. Są też sprawy życiowe, w których możemy doradzić, choćby wynajęcie mieszkania czy znalezienie szkoły dla dziecka - deklaruje Anna Wiśniewska z KPK. Polskie centrum funkcjonuje w ramach europejskiej sieci ERA-MORE, która ma objąć 35 państw, na razie jednak punkty informacyjne dls naukowców działają tylko w kilkunastu krajach. Do nich, po przyjeździe na stypendium, powinni się zgłaszać także polscy badacze. Więcej informacji na stronie: www.eracareers-poland.gov.pl. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: itakdalej Jeszcze więcej autonomii dla UG ? IP: *.chello.pl 16.11.04, 08:10 Mimo, że skandal na UG pokazuje, że uczelnie mogą robić co chcą, nawet łamiąc konstytucję, a MENIS grzecznie płaci i wszystko akceptuje, red. Zagrodzka uważa, że powinny one mieć jeszcze więcej wolności. Nie czyta artykułów pisanych przez swoich młodszych kolegów? Jak widać można i tak odczytać "List 50" z Wrocławia: serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,2392749.html Odpowiedz Link Zgłoś
dinos88 bombowy pomysł!! 17.11.04, 17:50 Znalazłem na "Onecie" post Pani "ekostar" <<Brak konkurencji kadry profesorskiej Polecam akcje obywatelskie: 1. sprawdzanie w internecie dorobku naukowego profesorów 2. porównywanie ich dorobku z dorobkiem znanych osob z danej dziedziny 3. pisanie raportów i wysyłanie do władz uczelnianych oraz do ministerstwa oraz prasy 3. Podpisywać się nalezy anonimowo, albo liczna grupą ~ekostar, 2004-11-16 21:44 >> To jest naprawde przedni pomysł! Gdyby taka akcja sie udała (a jesli bedzie masowa to pewnie sie uda!), to byłoby sporo lżej, bo niektórzy uczeni zaszliby na ziemię. Brawo Pani Ewo! Odpowiedz Link Zgłoś
pesymist07 Re: bombowy pomysł!! 21.11.04, 15:17 Na "onecie" www.forumakad.pl/archiwum/2004/11/17-listy_do_redakcji.htm (Forum Akademickie) pisze Andrzej Urbanek, emeryt Politechniki Warszawskiej " Odpowiedzialność osobista - żadna. Kto rozlicza, kto wydaje negatywne opinie władzom akademickim, jakie ponoszą konsekwencje ci, co niewiedzą i nieróbstwem doprowadzają do katastrofy w jakości nauczania i zmierzchu dobrze rozwiniętych gałęzi nauki? Ilu nauczycieli wyrzucono z uczelni państwowych za lekceważenie dydaktyki? Ilu za notoryczne pijaństwo? Ilu za... itd. Cisza! Czy są jakieś statystyki? Wydaje mi się, ze to tu jest pies pogrzebany. Żadne zmiany systemowe nie zmienia istotuy patologii, tak długo, dopóki nie wskaże sie palcem (moze niekoniecznie ukarze, ale POKAŻE) decydentów, którzy podejmujac księzycowe decyzje doprowadzili do tego co mamy i dalej brnąc by chcieli ta sama drogą. pomyslowośc ludzka nie zna granic i wszystkie zakazy potrafimy obejść. Dla tych nieostrożnie obchodzacych powinno być jednak jasne, że moga za to zapłacić. Ja rozumiem zawiłość i mętne sformułowania wszelakich kodeksów etycznych w nauce. Rzecz w tym, ze działaja obne (jesli w ogóle dzialaja - ja przykładfów nie znam) w jedna stronę; zapewnienia winnym bezkarności. Ktos ich tam moze i potepi, ale nie ukarze. No chyba, ze sa na samym dole, albo komus podpadli. Wieczorek proponował kiedyś powołanie wzorem niektórych środowisk zachodnich instytucji "rozjemcy akademickiego". To chyba jednak za malo; potrzebne sa działające całkowicie jawnie środowiskowe sądy dyscyplinarne, ale z odpowiedzialnościa (i to poważną!) ich członków za ewidentnie niesprawiedliwe wyroki. Umocowanie rzeczników dyscyplinarnych przy rektorze, to chory pomysł. Jeszcze gorszym jest powoływanie członków komisji dyscyplinarnych sposród osób podległych temuż rektorowi. Podsumowując: ogromna autonomia przeszkadza szkołom wyższym w uzdrowieniu. Ten lekarz sam się nie wyleczy, potrzebna jest pomoc z zewnątrz, pomoc chirurga z długoletnią praktyką. Tylko kto ma być tym chirurgiem, skoro państwo nie chce, choć płaci? " Odpowiedz Link Zgłoś
ekostar Re: bombowy pomysł!! 22.11.04, 09:03 Polecam: Rafał A. Ziemkiewicz Polactwo Jesteśmy wolnym i autonomicznym krajem. Czy potrafimy z tego korzystać? W Polsce normą jest nieprzyjmowanie prawdy do wiadomości. Oczywiście tej niewygodnej prawdy. Lepsza ułuda, choć potem zguba? Jeśli my nie zadbamy o Polskę, a raczej jeśli będziemy dbać o nią tak jak dotąd, wyręczy nas kto inny. Pytanie tylko, kto: Bruksela czy Rosja? I na to wszystko pozwala naród, który od wieków na prawo i lewo mówi o wolności! Ciekawe imienne opinie czytelników: http://pasaz.onet.pl/PASAZ,469,5160409affffffc000749b073df604a4,produkt.html?url=http%3A%2F%2Fwww.merlin.com.pl%2Fsklep%2Fsklep%2Fstrona.glowna%3Fstr%3Dtow378303%26skad%3DLGokB79sF5&url_back=PASAZ%2Cwynik_wyszukiwania.html%3F%26search%3Ds%26zak%3D0%26g%3D0%26x%3D17%26y%3D4%26simple%3Dpolactwo%26idshop%3D469 Polecam dla pesymist07 przede wszystkim zmianę ksywy, to może zaowocować czynami obywatelskimi. Pesymizm to dekadencja - nie lubimy jej od stulecia. Odpowiedz Link Zgłoś
pesymist07 Re: bombowy pomysł!! 22.11.04, 09:42 Pani Ewo, podziwiam Panią i szanuję za odwagę i pomysłowość. A co do "ksywy" to tylko pierwsza część jest pesymistyczna. Siódemka jest bardzo optymistyczną liczbą. A tak poważnie, to mój pesymizm opiera sie trochę na doswiadczeniu i choć nie do końca jestem pesymista to ma Pani sporo racji. Prosze jednak zauważyć czyj głos jest słyszalny. Ja jakoś nie bardzo wierze w naprawianie czegokolwiek bez pokazania, kto sprawe zawalił. Nie mówie juz o karaniu, bo to byłaby rewolucja, ale o pokazaniu tylko. A może trzeba przejść przez tę "dekadencję"? Czort wie czy nasi wielcy bracia nie zarazili nas własnie "Dostojewszczyzną". Pozdrawiam serdecznie. Już wiecej 07 niż pesymist. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: czytelnik Rektorzy uważają, że habilitacja jest potrzebna IP: *.autocom.pl 21.11.04, 19:37 www.naukawpolsce.pap.pl/cgi-bin/index.pl?id_depeszy=PAP20041119W06176&polecenie=info&k=41 Rektorzy uważają, że habilitacja jest potrzebna Nie należy likwidować habilitacji, bo to może sprawić, że poziom kadry naukowej na wyższych uczelniach obniży się - uważają rektorzy. Ich zdaniem, w nowym prawie o szkolnictwie wyższym powinien zostać zachowany tradycyjny model kariery akademickiej Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: itakdalej Jest super (według rektorów) IP: *.chello.pl 21.11.04, 20:37 "Nie należy likwidować habilitacji, bo to może sprawić, że poziom kadry naukowej na wyższych uczelniach obniży się - uważają rektorzy. ... Rektorzy uważają, że na razie powinien zostać zachowany tradycyjny model kariery naukowej. Najpierw stopień doktora, a potem doktora habilitowanego. ... "Na razie tak powinno zostać, bo doktoraty w Polsce mamy różne. Są naprawdę wybitne i takie, o których wstyd mówić" - zwraca uwagę Koźmiński. " Czyli wybitni polscy profesorowie wychowują takich doktorów o których rozprawach doktorskich sami wstydzą się mówić. To nie są niestety zbyt wybitnymi promotorami. A ponadto kto te wstydliwe prace recenzuje? Przecież ci sami wybitni, reprezentujący najwyższy poziom - zapewniony dzięki habilitacji - profesorowie i ich habilitowani koledzy. "Jego zdaniem, byłoby niedobrze, gdyby osoby ze słabymi doktoratami mogły zajmować samodzielne stanowiska profesorskie. " A jak się ma słabą habilitację i żadnego dorobku naukowego mierzonego według miar światowych to już jest dobrze? To może usunąć przyczynę zła - słabe doktoraty? Ci którzy opowiadają się za zmianami nie chcą awansów słabych doktorów, tylko dobrych naukowców. Czy ma habilitację, czy nie, nie miałoby znaczenia, tak jak w świecie cywilizowanym. Tylko wtedy zaczęliby nas odwiedzać nasi rodacy z Zachodu, którzy byli zbyt zajęci/nie mieli układów w kraju żeby zadbać o habilitację a mają pozycję liczącą się w świecie. "W tej chwili stanowisko profesora na wyższej uczelni (czyli osoby, która może promować doktorantów) może piastować osoba z habilitacją. Rektorzy chcą, by w nowym prawie znajdował się zapis umożliwiający uczelniom zatrudnianie doktorów na stanowiskach profesorskich, ale tylko w szczególnych przypadkach. Na takie stanowisko szansę miałaby tylko osoba o wybitnych osiągnięciach. " Art. 81 dopuszcza to od dawna (tam jest mowa o tym, że można zatrudnić na stanowisku profesora nadzwyczajnego osobę "posiadającą wybitne twórcze osiągnięcia w pracy zawodowej poza uczelnią" - pisanie artykułów na tematy nie związane z dydaktyką chyba jest czymś takim). Jak ja to rozumiem novum polegałoby na dopuszczeniu prowadzenia doktoratów przez takich profesorów. Ale żeby zostać takim profesorem, trzeba będzie mieć wyjątkowe układy na uczelni. A jak je się ma, to nie jest problemem przepchnięcie habilitacji. Czyli będzie to martwy zapis. "I to na razie wystarczy. Na głębsze zmiany przyjdzie czas za kilka, kilkanaście lat, kiedy szkolnictwo wyższe w Polsce się ustabilizuje. Na razie zmiany mogłyby się odbić na jakości" - podkreśla Koźmiński. " Czyli według rektorów, jakość naszego szkolnictwa wyższego, której odzwierciedleniem jest obecność w czwartej setce światowych rankingów dwóch uniwersytetów i poziom etyki symbolizowany przez rektora Ceynowę i jego dzielnych kolegów - profesorów z UG - jest tak wysoka, że należy ją stabilizować przez kilkanaście lat. Ze stabilizacją czegoś takiego niech ich wszystkich .... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: itakdalej Re: Jest super (według rektorów) IP: *.chello.pl 21.11.04, 21:10 Gość portalu: itakdalej napisał(a): > Tylko wtedy zaczęliby nas odwiedzać > nasi rodacy z Zachodu, którzy byli zbyt zajęci/nie mieli układów w kraju żeby > zadbać o habilitację a mają pozycję liczącą się w świecie. Chodzi też o otwarcie się na młodych ludzi z doktoratami z najlepszych uczelni na świecie, którzy nie są jeszcze, bo nie mogą być, "gwiazdami", ale za to mają wiedzę na najwyższym poziomie, wystarczającą tam by zostać profesorami i wychowywać następnych doktorów. Nam bardzo potrzeba świeżego powietrza i poważnych kontaktów z czołowymi uczelniami na świecie. Teraz ci ludzie są traktowani przez system jak obce ciało (pisał o tym Prymus i Pani Ewa Kostarczyk). Są niechciani, jako państwo nie mamy żadnej korzyści z ruchu ludzi, co jest podstawą sukcesów nauki amerykańskiej i w ogóle anglosaskiej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: itakdalej Sieć i integracja ale z uniwersytetami WNP IP: *.chello.pl 21.11.04, 21:37 Rektorzy wolą zatrudniać jako wykładowców na kolejnym etacie habilitowane Słowaczki z zupełnie nieznanych uniwersytetów i miasteczek, na których wykładach studenci siedzą jak na tureckim kazaniu (bo angielskim ani polskim te panie nie władają), niż chętnych do pracy w kraju młodych Polaków z doktoratami z czołowych uczelni USA, Wlk. Brytanii lub Australii. Właśnie postanowili, że mamy się jeszcze bardziej integrować z WNP: "Uchwałę o powołaniu Sieci Wschodnio-Europejskiej rektorzy podpisali podczas ostatniego dnia obrad Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich (KRASP). ... Rektorzy uważają, że sieć powinna objąć szkoły wyższe z 8 krajów (Polski, Rosji, Białorusi i Ukrainy, które już zdecydowały się na uczestnictwo w tym porozumieniu), a także uczelnie ze Słowacji, Litwy, Łotwy i Estonii, które dopiero zostaną zaproszone do współpracy. ... szkoły będą organizowały wymiany dla studentów, staże dla kadry, wspólnie prowadziły badania naukowe. " dziennik.pap.com.pl/index.html?dzial=NAU&poddzial=POS&id_depeszy=15469724 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ABC Re: Rektorzy uważają, że habilitacja jest potrzeb IP: *.uni.opole.pl 23.11.04, 11:51 Polecam także: www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=opinie&name=34 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: itakdalej Higher Ed. in Germany: reform in incremental steps IP: *.chello.pl 22.11.04, 09:58 Germany is not alone in having to critically evaluate its system of higher education. In countries ranging from the Czech Republic to Spain, from Austria to the UK, higher education reform is on the political agenda. The special characteristics and exact timing may differ, but not the overall aims and impetus. www.upf.edu/bolonya/butlletins/2004/octubre/germany.pdf Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: czytelnik Ustawa skończy z protekcją na uczelniach? IP: *.autocom.pl 23.11.04, 10:33 serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34513,2406097.html Ustawa skończy z protekcją na uczelniach? Roman Daszczyński, Krzysztof Wójcik, Gdańsk 22-11-2004 , ostatnia aktualizacja 23-11-2004 00:12 'Państwowe uczelnie nie będą już przyjmowały na studia 'ze względów społecznych'. Po naszych tekstach o protekcji na Uniwersytecie Gdańskim Kancelaria Prezydenta wprowadziła zmianę do projektu ustawy o szkolnictwie wyższym: tylko punkty zdecydują o indeksie' Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: czytelnik SCI IP: *.autocom.pl 23.11.04, 18:08 www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=opinie&name=34 'Ponadto w naukach eksperymentalnych liczba odnośników literaturowych i co za tym idzie cytowań jest znacznie większa niż w innych dziedzinach wiedzy. Dlatego np. prace z immunologii są średnio 30 razy częściej cytowane niż prace z geologii. Kiepski immunolog może więc być częściej cytowany niż wybitny geolog' Odpowiedz Link Zgłoś
bardzo_pesymistyczny cenzura? 24.11.04, 14:07 Chyba zginął z forum bardzo ciekawy post podpisany j.w.. W poście tym jakis BArdzo MĄdry Człowiek podpisywał sie j.w. (tak jak Wieczorek) i wylewał pomyje na Wieczorka & Co. Pojawiło sie toto wczoraj lub przedwczoraj i zniknęło? Dlaczego? To była tak piekna ilustracja poziomu dyskusji po drugiej stronie forum!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: czytelnik Drugi etat profesorów IP: *.autocom.pl 26.11.04, 08:51 www.gazetaprawna.pl/dzialy/2.html?numer=1340&dok=1340.2.3.2.26.3.0.1.htm Drugi etat profesorów 'Wczoraj, na posiedzeniu sejmowej Podkomisji Edukacji, Nauki i Młodzieży poruszono jedną z najbardziej kontrowersyjnych kwestii dotyczących zatrudnienia nauczycieli akademickich' Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: czytelnik Spór posłów z naukowcami IP: *.autocom.pl 01.12.04, 12:04 www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_041125/kraj/kraj_a_8.html Spór posłów z naukowcami Habilitację zlikwidować czy zostawić? Habilitacja wydłuża ścieżkę kariery naukowej i powinna zostać zlikwidowana - uważają autorzy poselskiego projektu ustawy o szkolnictwie wyższym. Część naukowców i eksperci prezydenta bronią habilitacji. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: czytelnik Habilitację zlikwidować IP: *.autocom.pl 01.12.04, 12:06 www.rzeczpospolita.pl/dodatki/listy_041201/listy_a_5.html 'Habilitacje, jak również nadawane przez prezydenta RP profesorskie tytuły 'belwederskie', to przestarzałe i absolutnie zbędne procedury, niestosowane ani w innych krajach europejskich, ani w USA. ' Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jw nowy portal -Niezależne Forum Akademickie IP: *.autocom.pl 02.12.04, 12:54 Artykuły, komentarze, dyskusje na temat ustawy i okolic na testowanym obecnie portalu varia.p4u.pl/test/index.php Z góry dziekujemy za uwagi na temat nowego portalu ! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: czytelnik Mianowania tylko dla profesorów IP: *.autocom.pl 03.12.04, 21:02 www.gazetaprawna.pl/dzialy/2.html?numer=1345&dok=1345.2.3.2.26.2.0.1.htm Sejm. Z prac podkomisji Mianowania tylko dla profesorów Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Poseł Marcinkiewicz mógłby spocząć na laurach... 03.12.04, 23:47 Poseł Marcinkiewicz mógłby spocząć na laurach i zaprzestać utrwalania komuny na polskich uczelniach. Najgorzej, jak ktoś się bierze za reformowanie czegoś, czego nie rozumie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: czytelnik PRAWO O SZKOLNICTWIE WYŻSZYM w komisji IP: *.autocom.pl 06.12.04, 17:09 www.forumakad.pl/wiadomosci45.htm Wiadomości Prawo o szkolnictwie wyższym Profesor doktor niehabilitowany 'Dobiegają końca prace w sejmowej podkomisji ds. ustawy o szkolnictwie wyższym. Po przyjęciu projektu trafi on pod obrady Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży, gdzie posłowie przyjmą wersję, która zostanie skierowana pod obrady Sejmu. . Powinno się to odbyć najpóźniej w lutym przyszłego roku, tak abyśmy dotrzymali przyjętego harmonogramu i mogli uzyskać podpis prezydenta jeszcze przed wakacjami . mówi poseł Ryszard Hayn, przewodniczący podkomisji' Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: PRAWO O SZKOLNICTWIE WYŻSZYM w komisji 06.12.04, 20:04 www.forumakad.pl/wiadomosci45.htm CK broni się przed likwidacją. "Prof. Osman Achmatowicz, sekretarz Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów, przedstawił pięć warunków, jakie różnią nasz system od anglosaskiego, gdzie habilitacja nie istnieje. Tam konkurs na stanowisko profesora jest otwarty ." U nas też, przynajmniej tak stanowi obowiązująca ustawa. "startuje w nim kilkunastu bądź kilkudziesięciu kandydatów," U nas startują ci, co mają wygrać, nikt inny nawet nie wie o konkursie. "do konkursu przystępuje się w innej niż macierzysta uczelni," Prawda, ale nie jest to regułą. "istnieje ograniczona liczba stanowisk profesorskich," W czym tu problem? "zatrudnienie następuje na czas określony," Też nie widzę problemu i nie do końca prawda. Problem raczej w tym, że u nas na czas określony nie będą się zatrudniać profesorowie, bo profesor już nie musi pracować, ale będzie mógł zwolnić każdego nie-profesora w dowolnym momencie. "komisja jest zainteresowana zatrudnieniem jak najlepszego kandydata, bo to on później pozyskuje pieniądze na badania naukowe." Jak wyżej. Profesor nie musi nawet przychodzić do pracy. Wystarczy, że jest. "U nas system wygląda zupełnie inaczej, a większość tych warunków nie funkcjonuje," I nie będzie funkcjonować, bo tak chce ustawodawca. U nas zatrudnienie na uczelniach wygląda jak wybory demokratyczne w państwie totalitarnym - kandydat władzy zawsze wygrywa. "Habilitacja jako jedyny proces selekcji jest konieczna . konkludował prof. Achmatowicz." Najlepszym komentarzem są słowa wypowiedziane przez J. Hausnera w TOK FM: "W SLD chodzi o to, żeby się załapać, a nie, żeby rozmawiać i żeby coś zmienić. To spółdzielnia partyjnych wyjadaczy." (cyt. za papierowym 'Wprost' nr 49, 5.12.04) Selekcja jest konieczna, żeby konkurencja zbytnio nie przeszkadzała spółdzielni naukowych wyjadaczy. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Habilitacja jako narzędzie selekcji 06.12.04, 20:24 Habilitacje w obecnej formie są nie tylko procedurą przestarzałą, są przede wszystkim spuścizną komunistycznego systemu organizacji nauki w Polsce, którego głównym celem było niedopuszczenie do stanowisk profesorskich elementów niepewnych politycznie. Habilitacja dawno już przestała być narzędziem selekcji naukowej, o ile kiedykolwiek nim była, gdyż przy odpowiednich koneksjach przez habilitacyjne sito można przepchnąć największą miernotę praktycznie bez dorobku naukowego. Jest ona natomiast narzędziem selekcji innego rodzaju, jako przepustka do sprawowania najróżniejszych urzędów pochodzących z wyboru w systemie nauki. Nic więc dziwnego, że to właśnie przedstawiciele tych urzędów (Rada Główna, PAN, Centralna Komisja, Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polski) są jej najzagorzalszymi obrońcami. W obecnym systemie i przy obecnych wymaganiach związanych z uprawnieniami do prowadzenia kierunków studiów, habilitacja jest również przepustką do pieniędzy, jakie habilitowany uczony może zarobić pracując jednocześnie na pięciu uczelnianych etatach w kilku różnych miejscowościach. Dlatego "habilitacyjne sito" działa już dużo wcześniej, zanim gotowa rozprawa dotrze do Centralnej komisji. Uzyskanie stopnia doktora habilitowanego może skutecznie zablokować przełożony kandydata, utrudniając prowadzenie badań lub nie przydzielając na nie żadnych funduszy. Szefów, którzy nie są zainteresowani hodowaniem sobie konkurencji w instytucie nie brakuje, o czym świadczy przypadek dr Ewy Kostarczyk z poznańskiej Akademii Medycznej. Lepiej promować miernych, ale wiernych. Utrzymanie habilitacji w jej obecnym kształcie - wbrew opinii CK, dla której istnienie habilitacji stanowi rację bytu - rozwojowi nauki absolutnie nie służy. Utrzymanie habilitacji oznacza, że zamiast praw rynku w nauce, jak w systemie anglosaskim, będziemy nadal mieć komunistyczny system racjonowania patentów na mądrość. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Habilitacja jako narzędzie selekcji 06.12.04, 23:03 www.naukawpolsce.pap.pl/cgi-bin/index.pl?id_depeszy=PAP20041206W04070&k=13 Utrzymanie habilitacji to kompromitacja! Utrzymanie habilitacji to kompromitacja RGSW i KRASP. Prace nad nową ustawą trwają od początku lat 90. Od tej pory mówi się o likwidacji habilitacji. Habilitacji nie można znieść, bo szacowne grona nie mają pomysłu, co zamiast habilitacji, jaki model awansu naukowego przyjąć. RGSW, KRASP i PKA nadają się jedynie do administrowania niewydolnym i przeżartym patologią systemem, na uzdrowienie go nie ma szans. Odpowiedz Link Zgłoś
ekostar Utrzymanie habilitacji to policzek dla środowiska 07.12.04, 12:19 Decyzja o utrzymaniu habilitacji to policzek dla całego środowiska akademickiego. www.naukawpolsce.pap.pl/cgi-bin/index.pl?id_depeszy=PAP20041207W02297&k=13 Decyzja ta to utrwalenie złego doboru kadry naukowej i wadliwego naboru na studia. To akceptacja nepotyzmu, kumoterstwa i lenistwa. Przyczyna jest prosta: dorobił sobie bez wysiłku parę lat do emerytury. To skandal. Przeważająca liczba osób zatrudnionych na uczelniach i sukcesywnie pokonująca kolejne stopnie, pasujące ich na elitę intelektualną, to osoby, które świadomie wybrały tę lekką i niewymagającą pracę z powodu nienormowanego czasu pracy. Nienormowany czas pracy na uczelni, a szczególnie fakt, że często odpada codzienne wstawanie o 6 rano, to prawdziwa atrakcja dla tych, którzy nie są nastawieni na pokaźne zarobki. To również niezła gratka dla tych, których rodziny posiadają pieniądze z różnych mało prestiżowych źródeł, a praca na uczelni wyrównuje tę jakże ludzką potrzebę. Praca nauczyciela akademickiego dla absolwenta uczelni jest stosunkowo prosta: absolutnie nie wymaga sprawdzania własnych praktycznych umiejętności zawodowych. Przekazywanie książkowej wiedzy, którą niedawny student przyswajał, nie jest przecież prawdziwym zawodowym wyzwaniem. Wysokie bezrobocie sprawia, że zatrudnienie na uczelni jest pewnym wyjściem, a raczej namiastką pracy zawodowej w sytuacji, kiedy o prawdziwym etatowym zawodowym zatrudnieniu nie można nawet marzyć. Po przepracowaniu takich "zastępczych" kilku lat na polskiej uczelni, niedawnego absolwenta ogarnia błogie rozleniwienie. Czuje nieuprawnioną wyższość nad swoimi kolegami, którzy ciężko codziennie harują od wczesnych godzin rannych. Brak presji sprawdzania się zawodowego staje się najatrakcyjniejszą zaletą uczelnianej posadki, wystarczy pozostawać w dobrych układach z przełożonymi. Kto pozostaje w dobrych układach z przełożonymi? Ten, któremu zależy utrzymaniu błogiego, leniwego status quo na uczelni, ten, który posiada wyraźną wizję, że poprawność polityczna zawiedzie go na profesorki stołek, na którym będzie dobierał sobie współpracowników według wypróbowanej skutecznej metody. Kto z reguły zostaje zatrudniony na etacie akademickim i nie ma trudności z jego utrzymaniem? Właśnie osoby, które najlepiej pasują decydentom. Można sobie je łatwo podporządkować i nie będą podskakiwać. Najbliższy dobór to po znajomości, odpowiednie uplasowanie rodziny, ewentualnie zatrudnienie kogoś, kto nagle przeskakuje kilka poziomów klasowych albo kogoś, kto coś przeskrobał. Największa liczba robiących tzw. kariery uniwersyteckie to ciche, nie wybijające się szaraki, nieznane innym naukowcom z danej dziedziny, które bez żadnego większego wysiłku intelektualnego, bez większych przeszkód, szybko pokonują kolejne stopnie. Taki szarak zmienia się w niebezpiecznego tygrysa, jeśli tylko pojawi się w jego otoczeniu ktoś, kto te stopnie może pokonać szybciej i efektowniej, a najgorzej, że wymusza zwiększone tempo pracy. Tygrys na to nie pozwoli! On musi pierwszy osiągnąć szczyt. Gorzej, że tygrys wcale nie zamierza być lepszy. Po co? Przecież zdecydowanie wygodniej jest usunąć przeciwnika! A potem już tylko spokojnie wytrwać do emerytury. Tak, jak decydenci z RGSW, KRASP i PKA. Pomogą im w tym wierni uczniowie, którzy przyozdobieni w piórka dr hab, prof uczelni, stoją już na straży uświęconych tradycji. dr n. przyr. Ewa Kostarczyk Psycholog kliniczny i neurofizjolog (10 lat doświadczeń zawodowych we Francji, Anglii, USA), nieetatowy wykładowca UAM, adoptowany członek IASP, przybliżony citation index: 99 od 1991 napisane trzy rożne habilitacje (żadna z nich nie dotarła do CKK, każda z nich była zatrzymywana na poziomie Rady naukowej instytutu). Autorka była proszona o ich wycofanie; bez żadnych szans na zatrudnienie w Polsce. Odpowiedz Link Zgłoś
alberich Brawo Pani Ewo!!! 07.12.04, 15:18 Świetny artykuł. I znakomicie umieszczony!! Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Fabryki tytułów 08.12.04, 10:12 Argument, że habilitacja i tytuł profesorski są dodatkową weryfikacją pracownika naukowego, jest więc po prostu nieprawdziwy. www.rzeczpospolita.pl/dodatki/listy_041208/listy_a_9.html Jacek Wierzchowski Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: czytelnik zespół prezydencki -PRAWO O SZKOLNICTWIE WYŻSZYM IP: *.autocom.pl 08.12.04, 17:56 www.frp.org.pl/sprawz.htm Sklad zespołu prezydenckiego do opracowania ustawy 'Prawo o szkolnictwie wyższym: Przewodniczący - Jerzy Woźnicki W skladzie Zespolu znalezli sie trzej przedstawiciele Ministerstwa Edukacji Narodowej i Sportu: wiceminister odpowiedzialny za szkolnictwo wyzsze, najpierw prof. Tomasz Goban-Klas a nastepnie prof. Tadeusz Szulc, Przewodniczacy Rady Glównej Szkolnictwa Wyzszego prof. Jerzy Blazejowski oraz Przewodniczacy Panstwowej Komisji Akredytacyjnej prof. Andrzej Jamiolkowski. Z grona rektorów - czlonków KRASP - w Zespole znalezli sie: wiceprzewodniczacy Konferencji, Rektor Uniwersytetu Warszawskiego, prof. Piotr Weglenski oraz reprezentujacy Komisje ds. Legislacyjnych KRASP profesorowie Jan Kopcewicz i Jan Wojtyla. W trosce o reprezentatywnosc Zespolu w jego sklad zostali powolani ponadto: . Prezes Stowarzyszenia Rektorów i Zalozycieli Uczelni Niepanstwowych - Rektor Miroslaw Zdanowski, . Przewodniczacy Konferencji Rektorów Uczelni Zawodowych - Rektor Andrzej Balanda, . Przewodniczacy Parlamentu Studentów RP - Przemyslaw Kowalski, a takze przedstawiciele dwóch zainteresowanych ministerstw: . Ministerstwa Obrony Narodowej - plk. prof. Piotr Sienkiewicz, . Ministerstwa Zdrowia - prof. Leszek Paradowski. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: zespół prezydencki -PRAWO O SZKOLNICTWIE WYŻS 08.12.04, 20:35 Gość portalu: czytelnik napisał(a): > www.frp.org.pl/sprawz.htm > Sklad zespołu prezydenckiego do opracowania ustawy 'Prawo o szkolnictwie > wyższym: > > Przewodniczący - Jerzy Woźnicki > > W skladzie Zespolu znalezli sie trzej przedstawiciele Ministerstwa Edukacji > Narodowej i Sportu: wiceminister odpowiedzialny za szkolnictwo wyzsze, > najpierw prof. Tomasz Goban-Klas a nastepnie prof. Tadeusz Szulc, > Przewodniczacy Rady Glównej Szkolnictwa Wyzszego prof. Jerzy Blazejowski > oraz Przewodniczacy Panstwowej Komisji Akredytacyjnej prof. Andrzej > Jamiolkowski. Z grona rektorów - czlonków KRASP - w Zespole znalezli sie: > wiceprzewodniczacy Konferencji, Rektor Uniwersytetu Warszawskiego, prof. > Piotr Weglenski oraz reprezentujacy Komisje ds. Legislacyjnych KRASP > profesorowie Jan Kopcewicz i Jan Wojtyla. W trosce o reprezentatywnosc > Zespolu w jego sklad zostali powolani ponadto: > > . Prezes Stowarzyszenia Rektorów i Zalozycieli Uczelni Niepanstwowych - > Rektor Miroslaw Zdanowski, > > . Przewodniczacy Konferencji Rektorów Uczelni Zawodowych - Rektor Andrzej > Balanda, > > . Przewodniczacy Parlamentu Studentów RP - Przemyslaw Kowalski, > > a takze przedstawiciele dwóch zainteresowanych ministerstw: > > . Ministerstwa Obrony Narodowej - plk. prof. Piotr Sienkiewicz, > > . Ministerstwa Zdrowia - prof. Leszek Paradowski. > orka.sejm.gov.pl/Biuletyn.nsf 20 lipca 2004 r. Komisja Edukacji, Nauki i Młodzieży, obradująca pod przewodnictwem posła Ryszarda Hayna /SLD/, przeprowadziła dyskusję ogólną nad: - przedstawionym przez prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej projektem ustawy - Prawo o szkolnictwie wyższym /druk nr 2720/ oraz poselskim projektem ustawy - Prawo o szkolnictwie wyższym /druk nr 2931/ i powołała podkomisję do rozpatrzenia obu projektów. W imieniu różnych instytucji, na posiedzeniu głos zabierali następujący autorzy projektu prezydenckiego: Ekspert, członek zespołu legislacyjnego Kancelarii Prezydenta prof. Jerzy Woźnicki Sekretarz stanu w Ministerstwie Edukacji Narodowej i Sportu Tadeusz Szulc Przewodniczący Rady Głównej Szkolnictwa Wyższego Jerzy Błażejowski Z autorów projektu poselskiego obecny był: Członek prezydium Krajowej Sekcji Nauki NSZZ "Solidarność" Jerzy Olędzki Wyżej wymienieni członkowie zespołu prezydenckiego uczestniczą jako eksperci w pracach podkomisji sejmowej. Kto nie wierzy, może poszukać w drukach sejmowych. Warto przypomnieć, że ekspert Błażejowski uważa, że w Anglii istnieje habilitacja.. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Jak wodzić posłów za nos, czyli... 08.12.04, 20:48 grupa trzymająca władzę w nauce. Warto zapamiętać te nazwiska. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: czytelnik Strategia zmian legislacyjnych IP: *.autocom.pl 08.12.04, 21:32 www.frp.org.pl/referat1.doc Konferencja nt. „Edukacja i Nauka w Narodowym Planie Rozwoju 2007-2013” w Politechnice Wrocławskiej w dniu 18 października 2004 r. „LEGISLACYJNE UWARUNKOWANIA ROZWOJU SZKOLNICTWA WYŻSZEGO” Prof. Jerzy Woźnicki 3Strategia zmian legislacyjnych w szkolnictwie wyższym i nauce §główne problemy: -jak harmonizować (ale nie konsolidować) prawo w tych dwóch działach, -w jakim kierunku i kiedy zmienić Konstytucję RP §sposób rozwiązywania problemu: -doprowadzić do wejścia w życie Ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym oraz nowych rozporządzeń ministra -wchodzi w życie Ustawa o finansowaniu nauki -w przygotowaniu: ustawy o PAN i JBR-ach -rozważyć sprawę zmiany przed 2010 r. ustawy o stopniach i tytułach (problem dr hab.) -zmienić przed 2010 Art. 70 Konstytucji RP w sprawie odpłatności za studia i w ślad za tym znowelizować ustawę „Prawo o szkolnictwie wyższym”. 4Podsumowanie. Ocena stanu szkolnictwa wyższego w Polsce. Próba bilansu i oceny szans na przyszłość. Nie było źle. Musi być znacznie lepiej. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Plan pracy grupy trzymającej władzę 08.12.04, 22:20 Profesor, b. rektor, szef zespołu prezydenckiego ds. ustawy o szkolnictwie wyższym twierdzi, że NIE BYŁO ŹLE i MUSI być lepiej. Jeżeli chodzi o naukę i szkolnictwo wyższe, to gołym okiem widać, że dobrze nie jest, a wręcz coraz gorzej. Chyba chodzi tu o to, że komuś nie było źle, ale musi być lepiej. Komu? Odpowiedź zawarta w pytaniu - temu, kto opracował plan pracy Sejmu i ministra na najbliższe 10 lat oraz zaplanował precyzyjnie termin zmiany konstytucji. Chodzi tu o grupę trzymającą władzę czy przygotowywany zamach stanu? Czy wyniki najbliższych wyborów parlamentarnych i prezydenckich też już zostały zaplanowane? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: czytelnik Nomadyzm niemobilnych IP: *.autocom.pl 09.12.04, 20:04 www.forumakad.pl/archiwum/2004/12/17-za-nomadyzm_niemobilnych.htm Życie akademickie Nomadyzm niemobilnych Stanowisko profesora powinno być po prostu obsadzone przez najzdolniejszego kandydata ze stopniem doktora, gdyby zaś taka osoba przestała być produktywna naukowo, powinna to stanowisko stracić, by uczynić miejsce młodszym i zdolniejszym. Józef Wieczorek, Cezary Wójcik Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kontest Nauka -edukacja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.12.04, 23:26 Niezależne opinie o kondycji nauki i edukacji, o uwarunkowanych systemowo patologiach , o możliwościach zmiany obecnego, osobliwego systemu nauki i edukacji w Polsce. Czekamy na Państwa opinie. www.nauka-edukacja.p4u.pl/forum.php?cmd=show&id=5&category=1&PHPSESSID=d9e4509588ba35f9062fa62ed132c7c1 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jw róznice systemowe IP: *.autocom.pl 10.12.04, 21:28 Prof. dr hab. Osman Achmatowicz - sekretarz Centralnej Komisji do Spraw Stopni i Tytułów Szanowny Panie Profesorze, W Forum Akademickim ( www.forumakad.pl/wiadomosci45.htm ) z zainteresowaniem zapoznałem się z Pana uzasadnioną opinią na temat różnic naszego oraz anglosaskiego systemu nauki i jednocześnie ze zdumieniem przeczytałem Pańską konkluzję, że jedynym u nas procesem selekcji ma zostać habilitacja. Dlaczego ? Dlaczego, mimo wejścia do Unii i werbalnej kampanii na rzecz dostosowania naszego systemu do standardów unijnych, nasz system ma tak się różnić od najbardziej wydajnego systemu funkcjonującego już w niektórych państwach Unii ? Dlaczego nasz system ma nadal być bardziej kompatybilny z systemem krajów postkomunistycznych, a nie z systemem krajów w nauce przodujących ? Czy nie jest to działanie na szkodę naszego kraju, z którego coraz więcej bardzo zdolnej młodzieży wyjeżdża nie znajdując dla siebie miejsca i nie mając zamiaru wracać bo nie ma do czego - system nie jest zmieniany, system jest petryfikowany na wiele kolejnych lat. Dlaczego nowe ustawy nie mogą wprowadzać warunków selekcji, które zdały egzamin w systemie anglosaskim ? Przecież jeśli u nas w odróżnieniu od systemu anglosaskiego konkursy na stanowiska profesora nie są otwarte, startuje w nich jeden, z góry upatrzony kandydat przewidziany na zwycięzcę naukowiec przystępuje do konkursu w macierzystej uczelni, w której spędza na ogół całe naukowe życie - od studenta do profesora istnieje niemal nieograniczona liczba stanowisk profesorskich (nierzadko tworzonych specjalnie dla określonej osoby) a zatrudnienie w praktyce następuje dożywotnio komisja powołana na okoliczność fikcyjnego konkursu nie jest zainteresowana zatrudnieniem jak najlepszego kandydata, bo najlepszym jest tylko ten, który pojedynczo w rozpisanym na niego konkursze - startuje to to jest obraz patologii naszego systemu, który należałoby gruntowanie jak najszybciej zmienić aby Polska miała szanse na wyjście z obecnej zapaści naukowej. Głoszenie walki z patologią, tak ostatnio modne, i jednoczesne tworzenie przyjaznych, systemowych warunków dla jej występowania jest kosmiczną wręcz hipokryzja decydenckiej grupy tworzącej korzystne dla siebie prawo. Dlaczego jedyną selekcją pracowników naukowych ma być habilitacja, która jak widać gołym okiem nie spełnia swojego selekcyjnego zadania, a nie cały zespół czynników występujących w systemie anglosaskim? O co tu chodzi ? Jak można sądzić - chodzi o dalsze, ręczne sterowanie środowiskiem naukowym, tak aby zgodnie z dotyczasową tradycją kryteria genetyczno-towarzyskie przeważały nad kryteriami merytorycznymi. Do cech systemu anglosaskiego należy też jednoetatowość -a nie ulubiona przez polskich profesorów wieloetatowość, przy jednoczesnej bezetatowości doktorów na swoja zgubę przewyższających nierzadko profesorów intelektem. W systemie anglosaskim obowiązuje jawność dorobku naukowego i jawność jego oceny oraz możliwość krytyki naukowej. Przed taką jawnością grupa trzymająca władzę w nauce wręcz heroicznie się broni. Możliwość krytyki naukowej praktycznie u nas nie istnieje. Panie profesorze ! tam się kończy nauka gdzie kończy się możliwość rzeczywistej krytyki naukowej, a w nauce polskiej krytyka naukowa grozi dożywotnią śmiercią zawodową dla tego kto by ją otwarcie zaczął stosować. Zatem uprawnione jest pytanie - czy rzeczywiście nauka polska spełnia kryteria nauki sensu stricto, która ze swej natury jest ponadto globalna a nie krajowa ? Skoro profesorowie , którzy przeszli przez konieczne - jak sie argumentuje - sito CK, nie potrafią organizować rzeczywistych konkursów dla wyłonienia najlepszego merytorycznie kandydata na stanowisko, nie potrafią rozpoznawać plagiatów u studentów czy naukowców, a nawet sami je popełniaja, nie potrafią prowadzić na dobrym poziomie wykładów, prac dyplomowych - to chyba jasne jest, że nie spełniają podstawowych kryteriów samodzielnego pracownika nauki i na takich stanowiskach nie powinni być zatrudniani. Warto tu podkreślić, że doktorzy, którzy żadnych szans na zatrudnienie w naszym systemie nie mają , nie mieli takich problemów czy to z wykładami, czy z plagiatami, czy z formowaniem nowej kadry naukowej. Niestety kontrast - między tymi, którzy przez nasze sito selekcji przeszli i tymi, którzy żadnych szans przejść nie mają - jest taki, że tylko utrwalanie obecnego systemu opartego na perfeksyjnie funkcjonującej pajęczynie akademickiej może ocalić obecne grupy trzymające władze w nauce. Ma Pan rację, że kryteria na stanowiska profesorów w systemie anglosaskim są o wiele surowsze od naszych, stąd poziom niehabilitowanych profesorów w systemie anglosaskim jest zupełnie nieporównywalny z tym, który na ogół reprezentują profesorowie doktorzy habilitowani nauki polskiej. Gdyby u nas takie kryteria zastosować to wiekszość profesorów by musiała odejść zwalniając miejsca dla tłamszonych przez nich doktorów. Ale która uczelnia by spełniła wówczas kryteria tytularne ( nie merytoryczne) wprowadzone przez PKA dla ochrony interesów kasty profesorskiej ? Panie Profesorze! Polsce potrzebna jest radykalna zmiana całego systemu nauki i edukacji w kierunku najbardziej wydajnego systemu anglosaskiego a nie tworzenie ustaw obliczonych na zaspokojenie interesów jednej grupy tworzącej korzystne dla siebie prawo. Józef Wieczorek, www. geo-jwieczorek.ans.pl, e-mail: jozef.wieczorek@interia.pl Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: czytelnik Brak mobilności kadr akademickich IP: *.autocom.pl 11.12.04, 09:55 www.nauka-edukacja.p4u.pl/articles.php?id=27 Brak mobilności kadr akademickich Jednym z argumentów podnoszonych przez przeciwników wprowadzenia w Polsce systemu organizacji nauki podobnego do systemu amerykańskiego jest brak mobilności kadr akademickich. Decydenci argumentują, że pracownicy naukowi trzymają się swojego miejsca zamieszkania a warunki ekonomiczne nie pozwalają na częste zmiany miejsca pracy. Kiedy ogłasza się konkursy na uczelniach, to zgłasza się zwykle tylko jedna osoba, gdyż praca naukowa nie jest u nas atrakcyjna. Decydenci przyznają, że system amerykański oparty na mobilności kadr jest bardziej wydajny, lecz uważają że dopóki nie dojdzie do zmiany mentalności naukowców polskich to musi być tak jak jest bo inaczej będzie jeszcze gorzej. Ich argumentacja prowadzi do tego, żeby pomimo wejścia do UE w nauce polskiej nic się tak naprawdę nie zmieniło i wszystko pozostało „po staremu”. Każdy postulat zmian jest traktowany jak nawoływanie do rewolucji, której nauka podobno nie znosi. Czy te argumenty są zasadne ? Czy nie jest to czasem hipokryzja tych, którzy obawiają się jakichkolwiek realnych zmian bo są zbyt przywiązani do obecnego systemu ? Czy brak mobilności kadr jest przyczyną takiego a nie innego systemu organizacji nauki, czy też jest odwrotnie? JW & CW Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: czytelnik kariera od studenta do rektora na tej samej uczeln IP: *.autocom.pl 11.12.04, 09:58 www.nauka-edukacja.p4u.pl/articles.php?id=27 Wzorzec kariery - od studenta do rektora na tej samej uczelni Przebijające się gdzieniedgdzie krytyczne opinie o braku mobilności kadr akademickich na ogół kontrastują z wypowiedziami rektorów chwalących się zwykle w okresie wyborów, że od studenta do rektora byli na jednej uczelni. To ma być argument świadczący za tym, że znają najlepiej uczelnię, jej problemy, i najlepiej nadają się do tego aby nią kierować. To ciekawe, że w tym przypadku brak mobilności nie jest wadą, lecz zaletą kariery akademickiej. W systemie amerykańskim jest to rzecz niespotykana. Taka kariera nie jest możliwa. Kto nie jest mobilny - odpada. Nie ma szans na zatrudnienie. Zmiana miejsca pracy jest wymuszona systemowo. Nie można spędzić całego życia na jednej uczelni, podobnie jak nie można całego życia przepracować w jednej firmie. Przeciętny Amerykanin conajmniej czterokrotnie zmienia miejsce pracy i naukowcy nie są tu bynajmniej wyjątkiem. W przypadku naukowca osiągającego sukcesy, zmiana miejsca pracy prowadzi do coraz wyższych zarobków, większego laboratorium oraz lepszej uczelni i kończy się dopiero gdy uda się mu zdobyć pozycję na Harwardzie lub Uniwersytecie Stanforda, podczas gdy w przypadku naukowca przeciętnego lub wręcz miernego obserwuje się albo brak zmiany miejsca pracy albo przenoszenie się do gorszych szkół wyższych (collegów), gdzie nad uprawianiem nauki przeważa nauczanie. O obsadzie etatu na każdej uczelni – czy to małej, czy to dużej - decydują autentyczne, otwarte konkursy na które wpływa kilkadziesiąt lub nawet kilkaset podań. Niezależna komisja wybiera kandydata o największym dorobku i największych perspektywach rozwoju a nie tego kto najwięcej czasu spędził na jednej uczelni i najlepiej tkał ‘akademicką pajęczynę’ aby w końcu zyskać miano ‘najlepszego z najlepszych’. Wprowadzenia podobnego systemu nasi swojscy uczeni boją się bardziej niż ognia. JW &CW Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: czytelnik Chów wsobny IP: *.autocom.pl 11.12.04, 09:59 www.nauka-edukacja.p4u.pl/articles.php?id=27 Chów wsobny W Polsce najbardziej popularny jest chów wsobny, czyli chowanie swoich - na swoich uczelniach. O rozwoju ośrodka decydują obyczaje plemienne. Każdy ośrodek naukowy opanowany jest przez członków jednego plemienia i tylko członkowie tego plemienia mogą na nim zrobić karierę. Takie reguły obowiązują w starych ośrodkach gdzie więzi plemienne są najtrwalsze. Ktoś spoza wspólnoty plemiennej zawsze jest obcy, bez szans na karierę szczególnie wtedy jeśli nie przestrzega etyki plemiennej. Wyjątki tylko potwierdzają regułę. Do tych reguł starają się dostosować także uczelnie młode, dopiero co zakładane w tym uczelnie prywatne. Te są zmuszone do korzystania z kadry starszych uczelni. Ich rektorzy argumentują, że nie może być inaczej bo w ciągu 10-15 lat istnienia uczelnie te nie zdołały wykształcić swojej kadry, tzn. chów wsobny nie został jeszcze ukończony, ale jest na dobrej drodze. Polityka tych uczelni nawiązuje do polityki wiekowych uczelni. O innych sposobach rekrutacji kadr wcale się nie myśli. Wypożyczanie okresowe kadr – tak, rekrutacja nie-swoich na drodze autentycznych konkursów – nie. Jak upłynie trochę lat i te uczelnie będą się opierać na swojej kadrze, a kariery od studenta do rektora na tej samej uczelni będą także dla nich wzorcowe. Taki system jest u nas utrwalany i po uchwaleniu nowej ustawy o szkolnictwie wyższym będzie panował na wieki Wprowadzane przez ustawę zmiany mają charakter jedynie kosmetyczny, gdyż to co najważniejsze pozostanie jak jest. Niektórzy twierdzą, że reform nie można przeprowadzić od zaraz, że na to potrzeba czasu, trzeba nowego pokolenia. Tymczasem od obalenia komunizmu upłynęło 15 lat, a obecne na uczelniach nowe pokolenie przejmuje obyczaje swoich poprzedników - chów wsobny nadal obowiązuje. Ludzie zdolni i przedsiębiorczy realizują się z dala od tych skansenów PRLu. JW&CW Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: czytelnik Pseudokonkursy tylko dla swoich IP: *.autocom.pl 11.12.04, 10:00 www.nauka-edukacja.p4u.pl/articles.php?id=27 Pseudokonkursy tylko dla swoich Rektorzy i inni zwolennicy obecnego systemu , twierdzą że system amerykański nie jest dla nas - bo na konkursy u nas zgłasza się tylko jedna osoba a w USA nawet setki. Jest to jednak kosmiczna wręcz hipokryzją!!!! To rektorzy (dziekani) za to odpowiadają organizując pseudokonkursy dla obsadzenia etatu przez osobę wcześniej wybraną na zwycięzcę według kryteriów dostosowanych nie do potrzeb etatu tylko do potrzeb i osiągnięć tej konkretnej osoby, często wg kryteriów genetycznych ( w takiej genetyce jesteśmy silni !). Na wszelki wypadek ogłoszenia o takich konkursach wywieszane są zwykle tylko obok dziekanatu. Czemu ogłoszenia na etaty standardowo nie są zamieszczane w ogólnopolskich czasopismach (takie ogłoszenia to jedynie wyjątki !) lub w internecie na jakimś ogólnopolskim portalu np. Rady Głównej Szkolnictwa Wyższego tak aby istniała ogólnie dostępna tablica ogłoszeń - tego obrońcy obecnego systemu nie tłumaczą. Tak jakby się bali aby na etaty nie zgłaszało się więcej niż jedna upatrzona osoba, i żeby nadal był argument przeciwko wprowadzeniu u nas systemu anglosaskiego. Trzeba przy tym zaznaczyć, że nawet gdyby ktoś przypadkowo poinformowany ale niepowołany odważył się zgłosić na taki pseudokonkurs to i tak nie ma żadnych szans. Jeśli ma wiele więcej lepszych publikacji i większe osiągnięcia edukacyjne to i tak gorzej spełnia wymagania stawiane kandydatom bo te w sposób wręcz idealny spełnia tylko wybrany wcześniej zwycięzca. Niepowołany do wygrania śmiałek, może być co najwyżej najlepszy abstrakcyjnie, ale konkretnie najlepszy jest ten kto wygrał już przed ogłoszeniem konkursu. Taki sposób rekrutacji kadr akademickich zapewnia i utrwala niemobilność systemową. Rzadko spotykane próby mobilności są wręcz karane. Zmiana ośrodka jest podejrzana. Znaczy, że ktoś był słaby albo konfliktowy więc należy się go wystrzegać. Im więcej ma znanych publikacji, im bardziej znane osiągnięcia edukacyjne tym gorzej dla takiego nieudacznika. Udacznikami są ci, którzy ośrodków nie zmieniają, co świadczy o ich wartości i lojalności tak wysoko cenionej przez decydentów. Pogląd o tym, że jak ktoś jest dobry to wszędzie znajdzie pracę a inni się będą o niego bili nie ma pokrycia w faktach. Tak się dzieje poza Polską. W Polsce jest inaczej. O dobrych nikt się nie bije, dobrych się bije. Wyjątki tylko potwierdzają regułę. JW&CW Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: czytelnik Wieloetatowe chałturzenie IP: *.autocom.pl 11.12.04, 10:01 www.nauka-edukacja.p4u.pl/articles.php?id=27 Wieloetatowe chałturzenie Profesorowie są zakorzenieni w jednej uczelni, na której robili karierę i co daje im prestiż oraz przysługujące wynagrodzenie bez potrzeby weryfikacji ich pracy (czy niepracy) ale jednocześnie jeżdżą od miasta do miasta, od uczelni do uczelni dla zapełnienia kieszeni. Fakt, że nie wszyscy muszą tak jeździć. Profesorowie zręcznościowi, którzy mają dobre układy z częstej peregrynacji mogą być zwolnieni dostarczając punktów dla ocen PKA. Nasz system akademicki jest bardzo precyzyjny i nie wymaga pracy, lecz jedynie dostarczania punktów dla uczelni. Jeśli ktoś dostarcza wielu punktów pracować nie musi, albo bardzo niewiele. Układ jest prosty – uczelnia ma punkty, profesor ma pieniądze i obie strony są zadowolone. Jeśli się ma taki układ na kilku uczelniach, które u nas rosną jak grzyby po deszczu, to i kieszeń można nabić bez większego wysiłku. Wielu "sklonowanych profesorów" znaleźć można tylko na liście płac. Jak wyglądają te wysoko punktowane usługi profesorów zręcznościowych można na ogół poczytać na niezależnych forach internetowych. Serwują zwykle bubel edukacyjny bo nie mają ani czasu na pracę naukową, ani na czytanie literatury światowej, ani na czytanie prac bardzo licznych magistrantów. Nie są w stanie wykrywać plagiatów, o ile w ogóle są taką działalnością zainteresowani. Przekazują studentom kult bylejakości i uczą chałturzenia. Wieloetatowość profesorów kontrastuje z bezetatowością coraz liczniejszych doktorów. Ale za doktora choćby najlepszego uczelnie mają mało punktów, za profesora choćby najgorszego - wiele. Stąd uczelnie wolą profesorów. Jak nie zatrudnią aktywnych doktorów to bubel profesorski nie będzie tak widoczny. Nie będzie kontrastu, który by zakłócał tą systemową fikcję edukacyjną. System działa bardzo sprawnie stąd doktorom pozostaje jedynie nomadyzm zagraniczny. U nas nie mają szans, chyba że mają układ z profesorem i odwalają za nich robotę, za marne ochłapy z pańskiego stołu. Jedynym wyjściem z sytuacji byłaby likwidacja tytułu profesorskiego z prezydenckiego namaszczenia, który daje jego posiadaczom tak silną kartę przetargową dla uczelni. Nie może być tak, by bezproduktywny profesor był wyżej ceniony przez uczelnię od genialnego nawet doktora. Stanowisko profesora powinno być po prostu obsadzone przez najzdolniejszego kandydata ze stopniem doktora, gdyby zaś taka osoba przestała być produktywna naukowo powinna to stanowsiko stracić by uczynić miejsce młodszym i zdolniejszym. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: czytelnik Nomadyzm etycznie wymuszony IP: *.autocom.pl 11.12.04, 10:02 www.nauka-edukacja.p4u.pl/articles.php?id=27 Nomadyzm etycznie wymuszony Wieloetatowość profesorów stwarza jednakże konkurencję dla uczelni państwowych ze strony uczelni prywatnych. Stąd uczelnie państwowe wprowadzają jej ograniczanie. Określają. że wykładanie na uczelniach w tym samym mieście jest etycznie naganne, gdy natomiast wykładanie w różnych miastach – nie. Stąd mobilność wymuszona zostaje etycznie. Żeby być etycznym trzeba się przemieszczać do miast nieraz odległych. Tym sposobem interesy zasadniczo niemobilnych zostają zabezpieczone, a i etyczność mobilnych ekonomicznie zostaje ocalona. Nie ma mowy jednak o ocaleniu poziomu badań i edukacji. Inną formą jest mobilność wymuszona skutkami plagiaryzmu, dość powszechnego i wśród profesorów. Profesor przyłapany w jednej uczelni na plagiatach nie zawsze może w niej pozostać. Jeśli plagiatował wiele razy zdarza się, że ponosi konsekwencje takich czynów. Konsekwencje są u nas jednak osobliwe. Prosi się go o opuszczenie swojej uczelni, ale może się przenieść na inną uczelnię. Ktoś kto był nieuczciwym w jednej uczelni, w innej może dawać przykład innym. W USA plagiatowanie wyklucza ze środowiska akademickiego, w Polsce jedynie wymusza mobilność. Nikt nie odbiera autorom plagiatów tytułów profesorskich lub habilitacji. Gdyby wzrosła u nas wykrywalność plagiatów, to i wzrosła by mobilność kadr akademickich. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło ! Niestety tylko nieuczciwym. Uczciwi za karę muszą się trzymać swoich uczelni. JW&CW Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: czytelnik Co zmienić w systemie ? IP: *.autocom.pl 11.12.04, 10:03 www.nauka-edukacja.p4u.pl/articles.php?id=27 Co zmienić w systemie ? Nie ma chyba wątpliwości dla każdego rzeczywiście zatroskanego o stan nauki i edukacji w Polsce, że ten patologiczny system należy zmienić. Chówwsobny powoduje, że uczelnie - nawet te najlepsze - zapadają na nieuleczalne, permanentne schorzenia. Nepotyzm, klikowość, korupcja, brak krytyki naukowej, negatywna selekcja kadr, rządy samych swoich - to tylko kilka przykładów tych schorzeń. Trzeba podjąć radykalne kroki. Konieczne jest wprowadzenie programu ochrony różnorodności akademickiej. Trzeba by wprowadzić ustawowo zakaz zatrudniania w uczelniach swoich wychowanków w ciągu co najmniej 5 lat po ukończeniu doktoratu, podobnie jak rzecz ma się w Niemczech. Tym samym ktoś, kto ukończył studia na jednej uczelni zakończone doktoratem obronionym przed komisją ogólnopolską a najlepiej międzynarodową, byłby zmuszony do mobilności – do pracy w innych ośrodkach naukowych- i nie wcześniej niż po 5 latach gdyby zechciał mógłby się ew. starać o miejsce na swojej macierzystej uczelni w ramach otwartego, a z reguły międzynarodowego konkursu. Oczywiście zarobki takiej osoby muszą umożliwiać przeprowadzkę do innego miasta i rozwiązanie problemu mieszkania. Wprowadzenie otwartych rzeczywistych konkursów - zamiast obecnych fikcyjnych, rozpisywanych w ramach chowu wsobnego – wymusiłoby mobilność kadry naukowej, która bez doświadczeń z innych ośrodków nie miałaby szans powrotu na swoja macierzystą uczelnię. Obsadzanie etatów w szkołach prywatnych winno się odbywać na podobnych zasadach. Likwidacja wieloetatowości zmusiłaby uczelnie do zatrudniania kompetentnych jednoetatowców, do obsadzania stanowisk według kwalifikacji a nie według ‘tytułów’ u nas od poziomu merytorycznego i etycznego niezależnych. Wieloetatowość w takiej postaci jak występuje w Polsce nie istnieje w USA, gdyż trudno sobie wyobrazić by ktoś mógł godzić obowiązki pracy w jednej uczelni z pracą w drugiej, konkurencyjnej placówce. Jednakże niezbędnym warunkiem usunięcia wieloetatowości oraz robienia rozmaitych chałtur przez naukowców jest po pierwsze wynagrodzenie umożliwiające życie na przyzwoitym poziomie z jednego etatu, a po drugie powiązanie wysokości tego wynagrodzenia z osiągnięciami naukowymi i dydaktycznymi. Taki system winien działać na rzecz likwidacji uczelni obliczonych na kasowanie kasy przez profesorskich nomadów i na kasowanie dyplomów przez niedouczonych studentów pozbawionych rzeczywistego kontaktu ze środowiskiem naukowym. Józef Wieczorek, Kraków Cezary Wójcik, Dallas Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Brak mobilności kadr akademickich 11.12.04, 21:56 Świetny artykuł. Gratulacje. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: PRAWO O SZKOLNICTWIE WYŻSZYM - stanowisko 13.12.04, 18:56 www.naukawpolsce.pap.pl/cgi-bin/index.pl?id_depeszy=PAP20041213W03852&k=13 Skąd się bierze patologia w nauce? 1) Patologia się opłaca. 2) Cały system "produkcji" naukowca jest zły. [...] 3) Zależność naukowca od jego kierowników przypomina niewolnictwo. [...] 4) Wymagania i możliwości nie idą w parze. [...] 5) Nie rozróżnia się tych, którzy naukę traktują jako sposób na zarabianie pieniędzy i tych, którzy traktują ją jako źródło satysfakcji. [...] 6) Kierownikami często zostają ludzie pazerni, tj. dochodzący do sukcesów kosztem innych. [...] 7) W polskiej nauce brak udziału przemysłu. [...] J.Grabowski 13 grudnia 2004 Odpowiedz Link Zgłoś
ekostar O TYM JAK MĄDRALA CHCE UCHODZIĆ ZA MĘDRCA 14.12.04, 10:14 http://www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=wywiad&name=56 Jak odróżnić mędrca od mądrali Intelektualiści są zbyt upolitycznieni i charakteryzują się brakiem szacunku dla poglądów innych niż własne Rozmowa Iwony Konarska z Prof. Andrzej K. Koźmiński, rektor Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości i Zarządzania Ciekawsze fragmenty: „...A jak, już poza nimi, winny się układać relacje[ek. intelektualistów} z politykami? Jakie wzorce obowiązują w innych krajach? – Jest kilka modeli. Pierwszy, amerykański, polega na tym, że rząd, partie polityczne kupują na rynku usług intelektualnych różnego rodzaju ekspertyzy, doradztwo. To dosyć dobra metoda. Drugi model, europejski, charakteryzuje się tym, że intelektualiści próbują różnymi metodami, m.in. przez wypowiedzi i debaty, wywierać nacisk na rządzących. W tej sytuacji władze muszą się ustosunkować do przedstawionych postulatów. Sądzę, że my powinniśmy próbować skorzystać i z jednego, i z drugiego modelu. Rząd powinien kupować różnego rodzaju produkty intelektualne, ale możliwy jest także ten drugi sposób dyskusji intelektualisty z politykiem, pod jednym tylko warunkiem, że rządzący mają odpowiednie warunki intelektualne i wrażliwość. W innej sytuacji oznacza to rzucanie grochem o ścianę. --------------------------------------------------------------------- Tak więc jako społeczeństwo przeżywamy kryzys etyczny, kryzys wartości. Być może, cała ta fala skandali podziała uzdrawiająco. Ludzie zaczną zwracać uwagę na to, co jest etyczne, a co nie. Lecz jeszcze trochę czasu upłynie, zanim to nastąpi. Środowiska intelektualne też nie mają silnej legitymacji, żeby wypowiadać się w tych sprawach, ponieważ dopuściły się różnych przewinień. Profesor na czterech etatach nie powinien pouczać o lojalności wobec jednego pracodawcy. Tak, na razie jesteśmy w złej sytuacji. --------------------------------------------------------------------------------------- O trudnościach polskiego szkolnictwa wyższego wspomina także opublikowany niedawno raport Banku Światowego. Alarmuje, że spada poziom szkół prywatnych. – Bank Światowy stawia sprawy fałszywie. Dlaczego? Ponieważ te badania są prowadzone przez ludzi niemających zielonego pojęcia o tym, czym jest Polska, jaka jest jej specyfika. Przede wszystkim uproszczony i fałszywie postawiony jest problem, że niska jakość kształcenia ogranicza się do szkół niepaństwowych. Zaznaczam, że użycie słowa prywatne też jest niewłaściwe. A po drugie, istnieje tyle samo uczelni państwowych, ile niepaństwowych, które nie uzyskały akredytacji. Problem polega na tym, że w Polsce jakość kształcenia w ogóle nie jest zadowalająca. Co więcej, działa wiele znanych, renomowanych uczelni państwowych, na których są fatalne kierunki. Zdarzają się też uczelnie skromne, gdzie jest bardzo dobry poziom kształcenia. ------------------------------------------------------------------------------------------------- W raporcie znalazła się jeszcze jedna teza – że gdy do szkół wyższych dotrze niż, upadną te najlepsze niepaństwowe, bo będą drogie. Marne, ale z kilkusetzłotowym czesnym, ocaleją. – Ta teza jest bliższa rzeczywistości, jednak też jest mylna. Zakłada, że nabywca to idiota i że rynek nie weryfikuje jakości dyplomów. Tymczasem taka sytuacja była możliwa kilkanaście lat temu. Dziś ludzie już wiedzą, że dyplom dyplomowi nierówny. W Ameryce działa ok. 3 tys. uniwersytetów, z tego ogromna liczba jest na bardzo złym poziomie, a dyplomy są nic niewarte. My bardzo szybko weszliśmy w nowoczesny układ szkolnictwa wyższego, regulowany przez rynek. Są dobre i złe szkoły – zarówno państwowe, jak i niepaństwowe. ------------------------------------------------------------------------------ Inny, już nie raport, ale ranking umieszcza polskie najlepsze uczelnie w trzeciej setce. Tak marne mamy badania naukowe. – Nasza uczelnia ma uprawnienia habilitacyjne i zagraniczne akredytacje, tak więc prowadzimy badania naukowe. Ale odpowiadając na pytanie – to znowu jest wybrany, tylko jeden, jakiś chiński (z całym szacunkiem dla Chińczyków) ranking. Robienie jednego rankingu dla kilkuset uczelni, na których są różne kierunki, mija się z celem. Prawidłowo robione rankingi to te przeprowadzane jedynie w wąskich kierunkach, np. tylko ekonomia lub zarządzanie. Każdy osobno. W takich rankingach, w niektórych dziedzinach nauki, znajdujemy się bardzo wysoko. W tej sytuacji żaden Chińczyk mi nie powie, że jesteśmy dzikusami. Sprawa ta była tematem publikacji prasowych, lecz ja się dziwię dziennikarzom, że podejmują podobne tematy. Ale media szukają sensacji. Pewnie najlepszą byłoby wykrycie na uczelniach ludożerstwa. -------------------------------------------------------------------------- Na razie nie było tak drastycznych odkryć. Za to wiadomo, że jest tam pełno plagiatów. – Fala plagiatów stanowi problem, jednak kiedy pracowałem na jednym z najlepszych amerykańskich uniwersytetów, w drugiej połowie lat 90., okazało się, że 70% prac studentów jest plagiatami. W tej sytuacji Amerykanie zrobili to samo, co my teraz, czyli stworzyli odpowiedni antyplagiatowy program komputerowy. Natomiast, jak sądzę, jesteśmy zbyt pobłażliwi. My w zeszłym roku poddaliśmy prace podobnemu testowi antyplagiatowemu i wynik był w granicach 60%, ale w następnym roku – już tylko 20%. Gorszą sprawą, bardziej kompromitującą, są plagiaty wśród kadry naukowej, włącznie z profesorami. To żenująca historia, nie znam takich przypadków w innych państwach. Mam nadzieję, że stanowią odosobnione przypadki. Można to tłumaczyć upadkiem etosu akademickiego, który powinien być zabezpieczeniem przed oszustwami, a nie jest. Te wyizolowane przypadki da się wytępić, ale musi być ostre działanie, dlatego że to są sytuacje uderzające w podstawę naszej profesji. ----------------------------------------------------------------- Uporządkowanie działalności uczelni ma zapewnić nowa ustawa o szkolnictwie wyższym, jednak jej projekt wzbudza wiele emocji. – Jeżeli odłożymy na bok polemiczny ferwor, to ta ustawa jest rozumnym kompromisem pomiędzy interesami a aspiracjami różnych środowisk. Po pierwsze, istnieje kompromis między uczelniami państwowymi a niepaństwowymi. Niepaństwowe wreszcie dostają dostęp do środków budżetowych i to może spowodować, że te najlepsze uczelnie prywatne nie padną, co prorokuje Bank Światowy. My w tym roku otrzymaliśmy z MENiS 7 mln zł – 4 mln na inwestycje, 3 mln na stypendia. Poza tym ta ustawa pozwala dofinansować studia dzienne uczelni niepaństwowych. Drugą sprawą jest rozsądny kompromis między władzami uczelni a resortem edukacji. Przedstawiciele silnych uczelni państwowych zżymają się na nadmiar kontroli ministerstwa. Ale przecież mamy dziesiątki najróżniejszych państwowych szkół wyższych, m.in. zawodowe, których jakość, mówiąc delikatnie, jest nie najwyższa. I dlatego taka kontrola jest niezbędna, aby odciąć najgorszych, bez rozróżnienia na państwowe i niepaństwowe. Przecież dzisiaj odbiera się uczelniom prawo do rekrutacji, a one przyjmują, jak chcą. I dlatego władza ministerstwa musi być wzmocniona. Te słabe szkoły wymagają silniejszej ręki. Natomiast nie wierzę, żeby takie uczelnie jak UJ, UW czy SGH dały sobie zbyt dużo narzucić. ----------------------------------------------------------------------- Jeszcze jedna opinia raportu Banku Światowego. Jest to entuzjazm dla autonomii naszych uczelni, jak podkreślają autorzy, niespotykanej w innych krajach. – Autonomia wyższych uczelni jest w Polsce pewną wartością, która została wypracowana u schyłku komunizmu. Była wyrazem walki środowisk akademickich z dominacją państwa i polityki obowiązującej w poprzednim systemie. Przy takich doświadczeniach historycznych nie można przypuszczać, że my tej autonomii się zrzekniemy. Trzeba odpowiednio ustalić finansowanie szkolnictwa wyższego. Trudno sobie wyobrazić szkolnictwo wyższ Odpowiedz Link Zgłoś
ekostar Re: PRAWO O SZKOLNICTWIE WYŻSZYM - stanowisko 14.12.04, 11:23 dzis.dziennik.krakow.pl/?2004/12.14/Nauka/01/01.html „... we Francji ...są też złe instytuty naukowe, pozorujące pracę, nieprzynoszące pożytku. Co z takimi zrobić? - Ocenić, a w razie negatywnej oceny zlikwidować - odpowiada prof. Słonimski. I tak się czyni. Jeśli jest podejrzenie, że określony instytut nie zasługuje na istnienie, tworzy się specjalną międzynarodową komisję - oczywiście złożoną z fachowców określonej dziedziny - która przygląda się jego pracy. Jeśli ocena jest negatywna, instytut się likwiduje, a jego pracownicy (wszak mają stałe państwowe etaty) przechodzą do innych placówek naukowych. I to jest bardzo dobra metoda, podkreśla prof. Słonimski, choć nie ukrywa, że w czasie jednej takiej oceny "nieznany sprawca" przebił mu w samochodzie opony.” Odpowiedz Link Zgłoś
ekostar Re: PRAWO O SZKOLNICTWIE WYŻSZYM - stanowisko 14.12.04, 11:49 dzis.dziennik.krakow.pl/?2004/12.14/Nauka/03/03.html ANDRZEJ BIAŁAS Prezes PAU mądrzejszy od zaproszonego prelegenta: „...Profesor [Słonimski] stwierdził autorytatywnie, że we Francji "nie ma tytułu profesora", a jedynie stanowisko. Tymczasem dokładniejsze wyjaśnienia wskazują, że sytuacja we Francji i w Polsce jest faktycznie bardzo podobna, a różnice są właściwie semantyczne. Otóż aby uzyskać stanowisko profesora we Francji, kandydat musi wystartować w ogólnonarodowym konkursie. Konkurs jest rozstrzygany przez państwową komisję i jest bardzo trudny: zazwyczaj jest wielu kandydatów na jedno miejsce. Profesor może następnie wybrać swoje miejsce pracy gdziekolwiek we Francji. To naprawdę przypomina nasz system z Centralną Komisją. Tyle że u nas chyba trochę łatwiej zostać profesorem, bo uzyskanie tytułu nie jest związane z konkursem. Radziłbym więc chwilę namysłu tym, którzy chcą zlikwidować w Polsce tytuł profesora w nadziei przyspieszenia awansu naukowego młodych.” ŻENUJĄCA WYPOWIEDŹ, ŻENUJĄCE PORÓWNANIE. Widać Prezes Białas chce pouczać zbyt autorytarnie wypowiadającego się Prof. Słonimskiego. Pan Prezes Białas nie dostąpił nigdy dreszczu emocji startowania w ogólnopolskim konkursie i chyba sobie też nie przypomina ilu osobom być może pomógł w tym aby nigdy nie zaistnieli na poziomie CK. Nie sadzę, aby Prezes Białas był w tym popularnym procederze środowiska błędnie nazywanego naukowym, nadmiernie odosobniony. NA CAŁYM ŚWIECIE TYTUŁ PROFESORA MÓWI O FUNKCJI, A NIE O PRESTIŻU NAUKOWYM. Jeśli student załatwia sprawy związane z egzaminem, czy inne typowo uczelniane, zwraca się do przełożonego „Profesorze”, jeśli zaś prowadzą dysputę typowo naukową, a student chce podnieść autorytet przełożonego, którego postrzega jako osobę posiadającą wkład w rozwój nauki, zwraca się do niego „Doktorze”. JAK DŁUGO BĘDZIE JESZCZE ISTNIEC TO UPOKARZAJACE CIEMNOGRODZIE? Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Różnice semantyczne 14.12.04, 19:14 ekostar napisała: > dzis.dziennik.krakow.pl/?2004/12.14/Nauka/03/03.html > ANDRZEJ BIAŁAS Prezes PAU mądrzejszy od zaproszonego prelegenta: „...Prof > esor > [Słonimski] stwierdził autorytatywnie, że we Francji "nie ma tytułu profesora", > a jedynie stanowisko. Tymczasem dokładniejsze wyjaśnienia wskazują, że sytuacja > we Francji i w Polsce jest faktycznie bardzo podobna, a różnice są właściwie > semantyczne. Otóż aby uzyskać stanowisko profesora we Francji, kandydat musi > wystartować w ogólnonarodowym konkursie. Konkurs jest rozstrzygany przez > państwową komisję i jest bardzo trudny: zazwyczaj jest wielu kandydatów na jedn > o > miejsce. Profesor może następnie wybrać swoje miejsce pracy gdziekolwiek we > Francji. To naprawdę przypomina nasz system z Centralną Komisją. Tyle że u nas > chyba trochę łatwiej zostać profesorem, bo uzyskanie tytułu nie jest związane z > konkursem. Radziłbym więc chwilę namysłu tym, którzy chcą zlikwidować w Polsce > tytuł profesora w nadziei przyspieszenia awansu naukowego młodych.” > > ŻENUJĄCA WYPOWIEDŹ, ŻENUJĄCE PORÓWNANIE. Faktycznie, system jest podobny: u nich jest konkurs i u nas jest konkurs na stanowisko profesora. Tylko te drobne różnice semantyczne: - u nich jest konkurs i może startować każdy, kto chce, - u nas jest konkurs, ale startuje tylko jeden kandydat, uprzednio namaszczony przez szefa i zatwierdzony przez radę wydziału, - u nich zwycięzcę wybiera komisja państwowa, - u nas zwycięzca zostaje wybrany przez macierzystą jednostkę przed rozstrzygnięciem konkursu; nie ma kandydata na zwycięzcę, nie ma potrzeby organizowania konkursu - ekonomicznie jak w komuniźmie, - u nich komisja państwowa wybiera najlepszego z wielu, - u nas komisja państwowa ma potwierdzić, że kandydat wybrany przez jednostkę macierzystą jest dość dobry, by wygrać jednoosobowy konkurs, Różnice są faktycznie semantyczne, Panie Profesorze - jak między konkursem a plebiscytem. Oni wybierają najlepszego z możliwych, u nas sprawdza się, czy kandydat jest dostatecznie dobry. Dlatego oni mają naukę, a my pozory - dostateczny na szynach, jak się kiedyś mówiło w szkole. Prof. Białas mówi też: "Tyle ze u nas chyba troche latwiej zostac profesorem, bo uzyskanie tytulu nie jest zwiazane z konkursem. Radzilbym wiec chwile namyslu tym, ktorzy chca zlikwidowac w Polsce tytul profesora w nadziei przyspieszenia awansu naukowego mlodych." Cóż, we Francji jedynie doktor może wygrać konkurs na stanowisko profesora, jeżeli ma dorobek naukowy, u nas to nie jest możliwe. We Francji do awansu liczą się szare komórki i praca, u nas tytuły i układy. U nich jest trudniej, bo trzeba się napracować, u nas jest łatwiej, bo wystarczy się podlizać, czasem dobrze się urodzić, albo trafić do właściwego łóżka. Dlatego oni mają naukę, a my pozory. Odpowiedz Link Zgłoś
ekostar POWRÓT KULTU JEDNOSTKI? 15.12.04, 08:18 www.naukawpolsce.pap.pl/cgi-bin/index.pl?id_depeszy=PAP20040716W05216&k=16 Prof. Andrzej Legocki w rozmowie z Serwisem Nauka w Polsce O kondycji Polskiej Akademii Nauk, znaczeniu poszczególnych dziedzin wiedzy oraz nowym pokoleniu polskich uczonych ----------------------------------- treść artykułu mozna interpretowac zaiste wieloznacznie! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: itakdalej JAKI POWRÓT ? IP: *.chello.pl 15.12.04, 11:17 Kult jednostki i metody feudalno-stalinowskie nigdy się w polskiej nauce nie skończyły. Bzdury mówi ten profesor: "Nauka, jak i sama Akademia, jest strukturą zhierarchizowaną. W nauce winny panować rządy rozumu. Oznacza to, że liderzy naukowi wybierani są drogą selekcji, " W dobie Internetu, globalizacji i łatwego dostępu do publikacji i baz danych bardzo łatwo jest ocenić co kto sobą reprezentuje. Nowi liderzy intelektualni pojawiają się bardzo szybko w różnych miejscach. Nauka i badania mają zasięg światowy, tam nie ma żadnej hierarchii. Co najwyżej są dwie hierarchie - intelektualna (na świecie) i administracyjna (w Polsce i innych byłych demoludach). "działalność każdego zespołu poddawana jest nieustannej ocenie - według jasnych, czytelnych kryteriów. " Kryteriami tymi są w Polsce układy i wpływy szefów. Faktycznie jest to jasne i czytelne dla wszystkich. Khmara, chyba pomyliłeś linki, dałeś do serii zdjęć Pana Profesora (warto zobaczyć jak jego podwładni mu się podlizują - portal Nauka Polska jest współredagowany przez PAN). To najlepiej pokazuje jakie stosunki panują w PAN i w polskiej nauce. Link do wywiadu: www.naukapolska.pap.pl/cgi-bin/index.pl?id_depeszy=PAP20040716W03010&k=16 Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Prof. Legocki jest biologiem? Genetykiem? 15.12.04, 19:32 Gość portalu: itakdalej napisał(a): > Kult jednostki i metody feudalno-stalinowskie nigdy się w polskiej nauce nie > skończyły. > Bzdury mówi ten profesor: > "Nauka, jak i sama Akademia, jest strukturą zhierarchizowaną. W nauce winny > panować rządy rozumu. Oznacza to, że liderzy naukowi wybierani są drogą > selekcji, " > Link do wywiadu: > <a href="www.naukapolska.pap.pl/cgi-bin/index.pl?id_depeszy=PAP20040716W03010&k=16" target="_blank">www.naukapolska.pap.pl/cgi-bin/index.pl?id_depeszy=PAP20040716W03010&k=16</a> Zdjęcia są przepiękne ;) (link w poście ekostar): Oto widzimy JEDNOSTKĘ, wybraną drogą selekcji (naturalnej). Jednostkę widzimy w różnych ujęciach i z różnych perspektyw (badawczych). Dla równowagi serwis powinien zamieścić wywiad z Ewą Kostarczyk, której dorobek pod względem liczby cytowań jest porównywalny z dorobkiem JEDNOSTKI, a która w procesie selekcji odpadła. Profesor wygaduje bzdury, bo jako profesor może sobie naturalnie na to pozwolić. Selekcja naukowa w Polsce z rządami rozumu nie ma nic wspólnego, z doborem naturalnym więcej - cwańszy pnie się do góry, bardziej etyczny odpada. Łączenie darwinizmu z oświeceniowymi rządami rozumu to logiczna sprzeczność. Ten pan nie jest chyba ani biologiem, ani humanistą. A selekcja (naukowa) kandydatów na członków (PAN) wygląda tak: kandydata na członka mianuje dziekan (bo tak działa demokracja akademicka), a zatwierdza rada wydziału. Czasami z radości, że ten sq... nie zechciał zostać członkiem KBN (bo wiadomo, że pieniądze to najwyżej sam sobie przyzna), lub uchowaj Boże dziekanem. A czasami ze strachu, że kolega podejrzy skreślenie na kartce i doniesie, gdzie trzeba. Niektóre głosowania wymagają odwagi. Liderzy naukowi, panie profesorze, to ci, których nazwiska poznaje się z publikacji. A w wyniku selekcji, można sobie wybrać, kogo się chce - w zależności od tego, jak ustawimy kryteria. Kolejna hipokryzja obozu twardogłowych w polskiej nauce to slogan "Dbamy o młodych". "Dbamy o młodych" w praktyce oznacza, że dajemy jakieś pieniądze na prowadzenie badań potrzebnych do doktoratów, bo każdy doktorat koledzy profesorowie doliczą sobie do własnego dorobku naukowego. A tym, co usiłują zrobić habilitację lub zdobyć tytuł rzuca się kłody pod nogi. Profesor twierdzi, że nauka jest strukturą zhierarchizowaną. NAUKA nie jest zhierarchizowana, zhierarchizowane mogą być co najwyżej struktury organizacyjne. Odpowiedz Link Zgłoś
ekostar Re: FOTY - inne 15.12.04, 21:41 Polecam również Zdjęcie uczestników grudniowego seminarium PAU w Krakowie Światowej sławy uczony chwali Uniwersytet Jagielloński za jego inicjatywę dzis.dziennik.krakow.pl/?2004/12.14/Nauka/01/01.html Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: FOTY - inne 15.12.04, 23:27 ekostar napisała: > Światowej sławy uczony chwali Uniwersytet Jagielloński za jego inicjatywę > > dzis.dziennik.krakow.pl/?2004/12.14/Nauka/01/01.html "- To jest zenujace, co wasz rzad daje na badania podstawowe, powinniscie zbuntowac sie i zamanifestowac - mowil do swoich polskich kolegow prof. Piotr Slonimski" Światowej sławy uczony nie jest prawdopodobnie świadom faktu, że wygłosił te słowa na uniwersytecie, którego rektor faktycznie groził demonstracją w togach rektorskich pod gmachem Sejmu - jeżeli ten Sejm nie uchwali w przewidzianym przez rektora terminie ustawy o szkolnictwie wyższym, która zbliży nas raczej do Białorusi i Turkmenii niż do Francji. Natomiast gdy rząd planował jeszcze bardziej obciąć wydatki na naukę, panowie rektorzy zamiast się buntować, "łagodzili" nastroje wśród naukowców. Odpowiedz Link Zgłoś
ekostar Akcja na rzecz ujawniania dorobku naukowego CKK 16.12.04, 12:58 www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=opinie&name=37 RE: Chałturnicy z tytułem profesora Adam Stawowy jest autorem pytania, które przejdzie mam nadzieję do historii współcześnie przeprowadzanych reform. Aż dziw, że do tej pory nikt takiego pytania nie sformułował: "Która z polskich habilitacji stanowiła (stanowi) kamień milowy w rozwoju nauki? Pytanie oczekuje prostej odpowiedzi. Odpowiedź stanowiłaby jedyny, niepodważalny argument w debacie dotyczącej sensu utrzymywania w Polsce niekompatybilnego ze systemami nauki światowej lecz drogiego systemu przewodów habilitacyjnych. Argumentem ekonomicznym, który przytacza się niechętnie to fakt, że wynagrodzenie recenzenta (a do przewodu habilitacyjnego koniecznych jest 3 recenzentów) wynosi około 2 000 PLN. Jest ono płacone z budżetu instytucji naukowej habilitanta, bądź coraz częściej z jego własnej kieszeni. Co ciekawsze, istnieją instytuty, które otwierają przewody habilitacyjne głównie swoim dawnym pracownikom, którzy od lat pracują w zagranicznych ośrodkach naukowych. Prosta ekonomia: wykazanie się przeprowadzonymi przewodami habilitacyjnymi, spory zysk a ryzyko konkurencji niskie. Istnieje powszechna zgodność środowiska akademickiego co do tego, że przewody habilitacyjne są nie tylko narzędziem eliminacji urojonych konkurentów, lecz przede wszystkim mechanizmem ekonomicznym oraz normatywnym w anachronicznym systemie który funkcjonuje bez żadnych istotnych zmian od lat 50 - ciu. Adam Stawowy w swoim artykule wyraża również niepokój związany z trudnościami rozwiązania problemu polskiej nauki: "...Ja tylko opisuję zjawiska, naprawdę nie wiem, jak tę sytuację zmienić. Wiem tylko, że radykalnie nie da się wszystkiego zburzyć i zacząć budować od nowa. Zresztą prof. Proń też nie daje żadnej recepty. Być może, problem jest z tych z gatunku kwadratury koła. Być może..." Sytuacji, z pewnością nie zmienią nowe przepisy, a szczególnie ustawy uchwalane przez dotychczasowych, niezweryfikowanych w świetle międzynarodowych standardów naukowych, beneficjentów systemu, zatrudnionych na wielu etatach, piastujących istotne funkcje upoważniajace ich do decydowania kto kwalifikuje się na stanowisko samodzielnego pracownika naukowego. Polskie naukowe gremia decydenckie charakteryzuje ogromna niejednorodność. W jednej dziedzinie naukowej w skali całego kraju można przytoczyć średnio około 0-5 osób wybitnych, których dorobek naukowy poddaje się bezpośrednim porównaniom ze specjalistami z czołowych ośrodków zagranicznych. W samych gremiach decydenckich takie wybitne jednostki giną w tłumie pozorujących karierę naukową aparatczyków, których dorobku naukowego trudno byłoby szukać w naukowych wyszukiwarkach. Jedną z tych najlepszych stanowi wyszukiwarka amerykańskiego słynnego Uniwersytetu Princenton: www.princeton.edu/~biolib/instruct/SCI.html dostępna dla każdego studenta i pracownika uczelni. W rzeczywistym świecie naukowym od wieków obowiązuje reguła wzajemnej transparentności. To student wybiera profesora oceniając jego dorobek i sławę. W ten sam sposób doktorant wybiera promotora. W epoce Internetu na wybór zasługują ci, którzy istnieją w globalnych bazach danych naukowych, sa określeni indeksem cytowań oraz konkretnymi publikacjami w czasopismach naukowych których numeryczna ranga naukowa też jest znana Pojawia się więc światełko w tunelu. Aktualnie podjęta ogólnokrajowa akcja www.nauka-edukacja.p4u.pl/index.php na rzecz ujawniania dorobku naukowego (publikacje, indeks cytowań) członków Centralnej Komisji do spraw Stopni i Tytułów - instytucji uważanej za najwazniejsze sito do selekcji naukowców w Polsce być może właśnie sprawi, by nie był to tylko "medialny zgiełk" jak pisze autor, lecz długo oczekiwane rozwiązanie. Z pozdrowieniami dla autora i Redakcji Przeglądu, Ewa Kostarczyk Odpowiedz Link Zgłoś
khmara PKA - Papierowa Kontrola (j)Akości 19.12.04, 18:12 serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,2454324.html Państwowa Komisja Akredytacyjna każe studentom biologii US nadrabiać braki w wykładach Kontrola na Wydziale Nauk Przyrodniczych US wykazała, że studenci na kierunku biologia mieli za mało wykładów. - Wychodzi średnio po 300 godzin zaległych - przyznaje dziekan WNP prof. Ryszard Borówka. Decyzja PKA jest jednoznaczna: studenci muszą nadrobić zaległości. Braki w godzinach dydaktycznych wynikły z oszczędzania przez uczelnię. - Był czas, że mieliśmy poważne kłopoty finansowe, więc zmniejszyliśmy siatkę godzin - nie kryje dziekan. Tylko w jednym władze uczelni mogły pójść studentom na rękę - zapewniły, że wystarczy samo uczestnictwo w dodatkowych zajęciach. Zaliczenia nie będzie. prof. Andrzej Jamiołkowski przewodniczący Państwowej Komisji Akredytacyjnej Grupa naszych wizytatorów zwróciła uwagę władzom wydziału, że na biologii nie zachowuje się wymaganej siatki godzin. Przypominam, że jest to 3600 godzin na studiach magisterskich, a tylu na biologii w Szczecinie nie było. XXX Sprawa jest prosta: liczba godzin się nie zgadza, to trzeba nadrobić. Wykład jest tańszy niż ćwiczenia, bo cały rok pakuje się do jednej sali z jednym wykładowcą, zamiast tworzyć kilka grup ćwiczeniowych. Do nadrabiania wykłady są idealne, bo nie trzeba nic robić, wystarczy zobowiązać studentów do uczęszczania z już istniejącymi grupami - zero kosztów. A kto sprawdza obecność na wykładach? Prowadzący i tak wszystkie indeksy podpisze. A studenci mogą uczęszcz.. na wykłady z przedmiotów, z których już i tak mają zaliczenia i zdane egzaminy, przecież nikt im nie każe jeszcze raz zdawać egzaminu. A na papierze wszystko się zgadza. I O TO CHODZI. Odpowiedz Link Zgłoś
itd-gw Re: Papierowa Kontrola (bylej)Akości 19.12.04, 22:45 A moze by tak w koncu umiescic w raportach PKA nastepujace informacje: 1. Czy program realizowany w czasie zajec pokrywa sie z tym oficjalnym. 2. Jaka ilosc przewidzianych zajec sie nie odbywa lub jest prowadzona przez kogos innego itd Odpowiedz Link Zgłoś
alberich Re: Papierowa Kontrola (bylej)Akości - pytanie 20.12.04, 17:57 Mam pytanie. Na stronie PKA podawane sa wystawione oceny. Nie ma tam jednak ani jasno sprecyzowanych kryteriów oceny, ani uzasadnienia przyznanych ocen, które mozna by wykorzystywać jako przyklady. Kto wie gdzie dostepne sa nastepujące informacje: 1. Jasne, dobrze okreslone jryteria oceny. Wiadomo, ze np. nie wszystkich profesorów i samodzielnych zaliczyc mozna do minimów kadrowych. Czy sa, a jesli tak to jakie sposoby, aby odróżnic tych "zaliczalnych" od reszty? 2. Czy istnieja jakies formularze oceny? Np z punktacja za poszczególne parametry oceny. Gdzie można zobaczyc jak oceniano dotychczas ocenione kierunki? Kogo zaliczono do minimów kadrowych, kogo nie, jak liczono tzw. "aktywność naukową" i inne parametry. chodzi mi tu o konkretne WYSTAWIONE juz oceny. To chyba jest jawne? Bardzo prosze o odpowiedź. A może ktos zna nawet wyrywkowe przykłady? To tez jakas informacja. Odpowiedz Link Zgłoś
alberich Forsa 20.12.04, 19:42 Pisze tu, bo nie udało mi sie wejść ponoiwnie do rozpoczetego watku "kto i wyjasni". Otóż usłyszałem przed chwila, ze nie istnieje zadne rozporzadzenie, które ustala, ze TYLKO senat uczelni ma prawo decydowac o tym ile procent kosztów uzysku mozna sobie policzyc. Rzecz w tym, ze mój rozmówca nie wiedział jak sie ten procent ustala. Kto wie? Odpowiedz Link Zgłoś
gaia80 Re: Papierowa Kontrola (bylej)Akości - pytanie 20.12.04, 19:46 To jest tajne jak tajna jest cała nauka polska Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Papierowa Kontrola (bylej)Akości - pytanie 20.12.04, 23:45 alberich napisał: > Na stronie PKA podawane sa wystawione oceny. I to jest wszystko, co PKA ujawnia. > Nie ma tam jednak > jasno sprecyzowanych kryteriów oceny, PKA jest przede wszystkim od pilnowania, czy przestrzegane są rozporządzenia ministra, szczególnie te dotyczące standardów kształcenia i minimów kadrowych. Rozporządzenia można znaleźć: > www.menis.gov.pl > akty prawne > ustawy i rozporządzenia dotyczące szkolnictwa wyższego Warto zaznaczyć, że rozporządzenia nie są jednoosobowym wymysłem ministra, zazwyczaj minister radzi się ekspertów, których sam powołuje, a obowiązkowo musi przesłać projekt do konsultacji Radzie Głównej. Stąd wymagania różnią się w zależności od kierunku. Na marginesie warto zauważyć, że autorzy ustawy prezydenckiej mają wielką nadzieję, niemal pewność, że zostaną takimi ekspertami, ponieważ projekt zawiera niespotykanie dużo odwołań do nieistniejących rozporządzeń ministra. Poza tym PKA może jeszcze sprawdzać, czy wszyscy zaliczani do minimum kadrowego posiadają aktualne lekarskie badania okresowe. To wszystko. Cała reszta kontroli jakości zależy od sumienności kontrolerów, bo przecież gospodarze czymś muszą im czas uprzyjemnić, ale przede wszystkim od wzajemnych uprzejmości i złośliwości. > nie wszystkich > profesorów i samodzielnych zaliczyc mozna do minimów kadrowych. Czy sa, a > jesli tak to jakie sposoby, aby odróżnic tych "zaliczalnych" od reszty? Jak wszyscy pracują na kilka etatów? To wie tylko zainteresowany i uczelnia, która go zatrudnia. Reasumując, PKA zajmuje się liczeniem zatrudnionych i liczeniem godzin dydaktycznych. To jest cała kontrola jakości nauczania i tym może zająć się byle urzędnik, nie ma potrzeby, żeby stado profesorów jeździło po Polsce. Całą resztą tej jakości może zająć się Sanepid (bezpieczeństwo i higiena pracy itp.). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: itakdalej Rektor jednej z najlepszych uczelni przeciwko hab. IP: *.chello.pl 20.12.04, 23:50 W grudniowym numerze "Forum Akademickiego" wywiad z dr. Krzysztofem Pawłowskim, rektorem Wyższej Szkoły Biznesu - National-Louis University w Nowym Sączu www.forumakad.pl/archiwum/2004/12/16-za-w_strone_spoleczenstwa_wiedzy.htm "W Stanach Zjednoczonych nie ma tytułu profesora federalnego czy stanowego i nie ma habilitacji, a cały postęp świata w najważniejszych dziedzinach naukowych w gruncie rzeczy dokonuje się w USA. Ograniczenie tytułów wyłącznie do doktora nie musi spowodować obniżenia jakości. (...) Polskim nieszczęściem jest duża liczba pracowników naukowych, a mała liczba innowacji z tym związanych. Efekty pracy uczonych w Polsce są zupełnie nieproporcjonalne i do liczby ludzi, i bardzo często do uzyskanych stopni naukowych. Obecny system wcale nie kreuje wysokiej jakości. Proponuję rozwiązanie dużo prostsze, które zmobilizuje młodych, uzdolnionych pracowników naukowych do kontynuowania kariery w Polsce. W tej chwili, nie tylko z Polski, trwa drenaż naukowców do największych uniwersytetów i korporacji w USA. Otwarcie szybkich możliwości zostania profesorem jest ważniejsze niż ryzyko związane z tym, że przez stopień doktorski może się prześliznąć ktoś niedouczony i w bardzo złej uczelni uzyskać stanowisko profesora. " Ale żeby nie wpaść w euforię, dla równowagi mowa-trawa przedstawiciela obozu poststalinowskiego - prof. Jerzego Błażejowskiego: www.forumakad.pl/archiwum/2004/12/04-notatki_przewodniczacego_rgszw.htm "Jakkolwiek możliwe jest stworzenie ścieżki awansu na stanowiska profesorskie w pionie dydaktycznym (szczególnie w przypadku kształcenia w ramach I stopnia) bez habilitacji, to nie powinno obejmować pionu naukowo-dydaktycznego czy naukowego. Odstąpienie od habilitacji mogłoby nastąpić dopiero po wypracowaniu kryteriów awansu i zatrudniania osób ze stopniem doktora w ostatnim pionie i dogłębnym przeanalizowaniu następstw takiej zmiany. " "Dogłębne przeanalizowanie" następstw w "ostatnim pionie" zajmie zapewne ze dwie dekady, po których już nasze uniwersytety nie zmieszczą się w Top 1000 światowego rankingu. Brnijmy dalej w habilitacyjną lipę, która promuje "miernych ale wiernych". P.S. Dziwna sprawa, na stronie tytułowej "Forum Akademickiego": www.forumakad.pl/archiwum/2004/12/index.html wypowiedź prof. Błażejowskiego opatrzono obiecującym tytułem "Notatki przewodniczącego RGSzW; Habilitacja niepotrzebna", natomiast na stronie artykułu "nie" zniknęło. Widocznie już tylko grupa trzymająca władzę w nauce polskiej uważa, że mamy być wciąż kompatybilni z WNP. Nawet redaktorzy FA mają inne automatyczne skojarzenia. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Rewelacje profesora Błażejowskiego 21.12.04, 00:20 Gość portalu: itakdalej napisał(a): > Ale żeby nie wpaść w euforię, dla równowagi mowa-trawa przedstawiciela obozu > poststalinowskiego - prof. Jerzego Błażejowskiego: > <a href="www.forumakad.pl/archiwum/2004/12/04-notatki_przewodniczacego_rgszw.htm" target="_blank">www.forumakad.pl/archiwum/2004/12/04-notatki_przewodniczacego_rgszw.htm</a> Profesor Błażejowski pisze też: "Podjęta została uchwała w sprawie trybu i zasad powoływania Komisji Dyscyplinarnej przy Radzie Głównej na lata 2006-08 - najwyższej instytucji działającej na rzecz eliminowania nieprawidłowości w państwowym szkolnictwie wyższym." Profesor Błażejowski, przewodniczący Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego, jest też pracownikiem Uniwersytetu Gdańskiego i członkiem zarządu Fundacji Rozwoju Uniwersytetu Gdańskiego. Co profesor Błażejowski zrobił do tej pory, by wyeliminować nieprawidłowości na macierzystej uczelni? Dlaczego Rada Główna jako jedna z nielicznych najważniejszych instytucji naukowych nie zabrała głosu w sprawie skandalu związanego z przyjęciami na prawo na UG? Dlaczego w tej sprawie Rada Główna nie wszczęła żadnego postępowania dyscyplinarnego? Co Rada Główna zrobiła w sprawie plagiatu popełnionego przez dziekana Wydziału Prawa i Administracji UG, prof. dr hab. Michała Płachtę? Rektor Ceynowa zwierzył się prasie, że zasięgał rady członka Rady Głównej, który powiedział mu, że ewentualne postępowanie dyscyplinarne, wszczęte przez uczelnię, byłoby nieefektywne, ponieważ prof. Płachta dobrowolnie przestał być pracownikiem UG. Czy to prof. Błażejowski był tym doradcą? > "Jakkolwiek możliwe jest stworzenie ścieżki awansu na stanowiska profesorskie > w > pionie dydaktycznym (szczególnie w przypadku kształcenia w ramach I stopnia) > bez habilitacji, to nie powinno obejmować pionu naukowo-dydaktycznego czy > naukowego. Odstąpienie od habilitacji mogłoby nastąpić dopiero po wypracowaniu > kryteriów awansu i zatrudniania osób ze stopniem doktora w ostatnim pionie i > dogłębnym przeanalizowaniu następstw takiej zmiany. " To jest faktycznie mowa-trawa, a nawet gorzej. Czy prof. Błażejowski wyobraża sobie, że w tym samym instytucie, który prowadzi równolegle nabór na studia licencjackie i magisterskie, zostanie stworzony jakiś pion dydaktyczny, w którym będą profesorowie bez habilitacji i jednocześnie pion naukowy, w którym będą pracownicy niesamodzielni z doktoratem? Profesorów bez habilitacji już mamy w wyższych uczelniach zawodowych, których działanie reguluje odrębna ustawa. Tyle tylko, że obecna ustawa prezydencka ma dotyczyć wszystkich wyższych uczelni w Polsce, więc wyższych szkół zawodowych, kształcących na poziomie licencjackim też. Ponadto, na mocy nowej ustawy wszystkie studia mają być dwustopniowe, więc wszystkie uczelnie będą prowadzić studia pierwszego stopnia. Szanowny łaskawca pozwoli każdemu być profesorem, pod warunkiem, że nie będzie chciał pracować naukowo. To już jest REWELACJA. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: itakdalej Dają jeszcze rok Ceynowie i innym kolegom IP: *.chello.pl 21.12.04, 00:35 khmara napisał: > Profesor Błażejowski pisze też: > "Podjęta została uchwała w sprawie trybu i zasad powoływania Komisji > Dyscyplinarnej przy Radzie Głównej na lata 2006-08 - najwyższej instytucji > działającej na rzecz eliminowania nieprawidłowości w państwowym szkolnictwie > wyższym." Czyli w Nowym 2005 Roku, RGSzW jeszcze nie będzie traciła czasu i energii na "eliminowanie nieprawidłowości w państwowym szkolnictwie wyższym." Bardzo to ładne i ludzkie... Odpowiedz Link Zgłoś