Dodaj do ulubionych

Co to jest miłość?

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.05, 09:27
(1) Choćbym mówił językami ludzkimi i anielskimi, a miłości bym nie miał,
byłbym miedzią dźwięczącą lub cymbałem brzmiącym.
(2) I choćbym miał dar prorokowania, i znał wszystkie tajemnice, i posiadał
całą wiedzę, i choćbym miał pełnię wiary, tak żebym góry przenosił, a miłości
bym nie miał, byłbym niczym.
(3) I choćbym rozdał całe mienie swoje, i choćbym ciało swoje wydał na
spalenie, a miłości bym nie miał, nic mi to nie pomoże.
(4) Miłość jest cierpliwa, miłość jest dobrotliwa, nie zazdrości, miłość nie
jest chełpliwa, nie nadyma się,
(5) nie postępuje nieprzystojnie, nie szuka swego, nie unosi się, nie myśli
nic złego,
(6) nie raduje się z niesprawiedliwości, ale się raduje z prawdy;
(7) wszystko zakrywa, wszystkiemu wierzy, wszystkiego się spodziewa, wszystko
znosi.
(8) Miłość nigdy nie ustaje; bo jeśli są proroctwa, przeminą; jeśli języki,
ustaną, jeśli wiedza, wniwecz się obróci.
(9) Bo cząstkowa jest nasza wiedza i cząstkowe nasze prorokowanie;
(10) lecz gdy nastanie doskonałość, to, co cząstkowe, przeminie.
(11) Gdy byłem dziecięciem, mówiłem jak dziecię, myślałem jak dziecię,
rozumowałem jak dziecię; lecz gdy na męża wyrosłem, zaniechałem tego, co
dziecięce.
(12) Teraz bowiem widzimy jakby przez zwierciadło i niby w zagadce, ale
wówczas twarzą w twarz. Teraz poznanie moje jest cząstkowe, ale wówczas
poznam tak, jak jestem poznany.
(13) Teraz więc pozostaje wiara, nadzieja, miłość, te trzy; lecz z nich
największa jest miłość.

(1 list do Koryntian 13:1-13, Biblia Warszawska)
Obserwuj wątek
    • Gość: chrześcijanka do niektórych forumowiczów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.05, 09:34
      mam wrażenie, że niektóre osoby wypowiadające się tu na forum nie zaznały w
      życiu miłości. Mylą miłość z bardziej fizjologicznymi potrzebami naszego
      organizmu. Dobrą monetę biorą za podstęp i manipulację. Często plując jadem,
      dobre słowo biorą za obrzucanie błotem. Wcześniej cytuję biblijną definicję
      miłości. Nie chodzi tu o stosunki mężczyzna-kobieta (choć też ich dotyczy).
      Proszę się wczytać i rozejrzeć wokół. Kto oferuje wam takie wartości? Kto
      postrzega was dobrymi? Kto kocha was bezinteresownie? Zacznijmy rozpoznawać
      prawdziwe źródła miłości.
      • Gość: kapitalizm Re: do niektórych forumowiczów IP: *.oc.oc.cox.net 27.01.05, 18:41
        bezinteresowna milosc?

        bardzo smutna wypowiedz,

        jak mozna kochac bezinteresownie?, ot tak, byle kogo?, byle jak?

        'bezinteresownie'- oczywiscie rozumiane nie w sensie materialnym, bo inaczej
        mowilabys o prostytucji,

        bardzo to smutne i ponizajace kochac kogos bezinteresownie, nie odnoszac
        zadnej, nawet duchowej korzysci z uczucia do drugiego czlowieka,

        to tak jakby powiedziec - "kocham cie, ale jestes mi zupelnie obojetna, nawet
        niespecjanlnie cie lubie czy mi sie podobasz, nie dajesz mi zadnej radosci ani
        uniesiena" .....brrrr... straszne...

        dla mnie milosc jest najwyzsza forma egoizmu, milosc do kogos jest zupelnie
        ekskluzywnym uczuciem, niemozliwym do dzielenia sie z nikim innym tylko z osoba
        kochana, nie ma nic bardziej egoistycznego na swiecie niz prawdziwa milosc,

        milosc bez wylacznosci nie jest miloscia, jest poprostu lubieniem, niczym
        wiecej.

        • Gość: chrześcijanka Re: do niektórych forumowiczów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.05, 12:22
          czy tak właśnie kochasz swoje dzieci, sowich rodziców?
          • Gość: kapitalizm Re: do niektórych forumowiczów IP: *.oc.oc.cox.net 02.02.05, 04:04
            bezinteresowna milosc?

            bardzo smutna wypowiedz,

            jak mozna kochac bezinteresownie?, ot tak, byle kogo?, byle jak?

            'bezinteresownie'- oczywiscie rozumiane nie w sensie materialnym, bo inaczej
            mowilabys o prostytucji,

            bardzo to smutne i ponizajace kochac kogos bezinteresownie, nie odnoszac
            zadnej, nawet duchowej korzysci z uczucia do drugiego czlowieka,

            to tak jakby powiedziec - "kocham cie, ale jestes mi zupelnie obojetna, nawet
            niespecjanlnie cie lubie czy mi sie podobasz, nie dajesz mi zadnej radosci ani
            uniesiena" .....brrrr... straszne...

            dla mnie milosc jest najwyzsza forma egoizmu, milosc do kogos jest zupelnie
            ekskluzywnym uczuciem, niemozliwym do dzielenia sie z nikim innym tylko z osoba
            kochana, nie ma nic bardziej egoistycznego na swiecie niz prawdziwa milosc,

            milosc bez wylacznosci nie jest miloscia, jest poprostu lubieniem, niczym
            wiecej.
            -----------------------------
            • Gość: chrześcijanka Re: do niektórych forumowiczów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.02.05, 14:18
              może problem jest w tym, że ludzie dzielą miłość na różńe rodzaje, często mylą
              też miłość z innymi rzeczami.
    • Gość: LUCYFER Milosc to dar od mojego brata, ktorego i tak nie IP: *.detroit-19rh16rt-20rh15rt.mi.dial-access.att.net 18.01.05, 03:10
      potraficie zrozumiec. Zrozumienie milosci byloby jej koncem tak jak ujrzenie
      waszego Pana bedzie koncem wiary. Wtedy bedziecie po prostu wiedziec.
      • Gość: gosc Re: Milosc to dar od mojego brata, ktorego i tak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.05, 08:11
        Zgodzę się,że miłośc ma swoją tajemnicę,ale młodzi ludzie nie powinni się nią
        zajmowac,bo jej znaczenie nie należy do istoty życia na Ziemi.Miłośc
        potencjalnie potencjalnie jest dostępna dla każdego,nawet dla tych,którzy jej
        nigdy nie zaznają.I internet rozbudował monotonne molestowanie
        psychopatów,nieszczęśników "pokrzywdzonych" i obdarowanych wyjątkowym darem
        miłości.I każdy prędzej czy później będzie musiał odnalezc swoją drogę na tym
        torze przeszkód.Życie może każdego zadziwic.
    • wolf42 [...] 18.01.05, 04:57
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • Gość: chrześcijanka Re: Co to jest miłość? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.05, 09:57
        Kapuję, że bardzo, ale to bardzo potrzebujesz Jezusa w swoim życiu.
    • Gość: Reaktant Re: Co to jest miłość? IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 18.01.05, 08:49
      Wszystkie te punkty są dyskusyjne,bo mają mieć znaczenie uniwersalne,a są różne
      rodzaje miłości.Chciałby,żebyście powiedzieli mi o waszych przeżyciach i
      interpretacji punktu(11)
      > (11) Gdy byłem dziecięciem, mówiłem jak dziecię, myślałem jak dziecię,
      > rozumowałem jak dziecię; lecz gdy na męża wyrosłem, zaniechałem tego, co
      > dziecięce.
      Co to jest w tym sensie zaniechanie-czy zdrowy człowiek moze czegoś
      zaniechać,czego pożąda,albo co ma dla niego znaczenie?Czy nieuchronny tok życia
      NIEPOSTRZEŻENIE zmienia nasze upodobania,czy zalega w nas wszystko co
      przeżyliśmy w dzieciństwie i świadczy o pszyszłym życiu czy jego braku?
      • Gość: chrześcijanka punkt 11 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.05, 10:05
        Paweł mówi tu o swojej wierze. Na początku jego wiara jest porównana do
        dziecka, które mówi infantylnie, spożywa rozdrobniony pokarm, potrzebuje stałej
        opieki. Kiedy wzrósł w wierze, zaczął się samodzielnie poruszać, sam zaczął
        nauczać, jego objawienie było większe. W tym miejscu porównuje się do dorosłego
        mężczyzny. Te porównania występują w inncy miejscach w Biblii, np:

        (1) I ja, bracia, nie mogłem mówić do was jako do duchowych, lecz jako do
        cielesnych, jako do niemowląt w Chrystusie. (2) Poiłem was mlekiem, nie stałym
        pokarmem, bo jeszcze go przyjąć nie mogliście, a i teraz jeszcze nie możecie,
        I list do Koryntian roz. 3
    • Gość: saad Re: Co to jest miłość? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.01.05, 09:43
      Taaaaaaak. Miłość to uczucie głupie zaczyna się na ustach a konczy na dupie.
      • Gość: chrześcijanka To nie miłość... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.05, 10:06
        to seks, jak często mylony z miłością.
    • Gość: szuruburu Re: Co to jest miłość? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.05, 10:11
      To tysiące reakcji chemicznych zachodzących w organizmie...
      • Gość: chrześcijanka Bóg jest twórcą chemii IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.05, 11:15
        • Gość: ziu Re: Bóg jest twórcą chemii IP: 80.51.42.* 18.01.05, 11:18
          nie zgodze sie , chemia jest nauką co ma Bóg do nauki?
          • Gość: chrześcijanka Re: Bóg jest twórcą chemii IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.05, 11:40
            a to, że jeżeli Bóg stworzył wszystko (w co wierzę), to i stworzył naukę, nie
            tylko chemię.

            A co, myślisz, że człowiek jest taki zdolny, że sam to wszystko stworzył? Może
            też świat i gnetykę np? A może właśnie dzięki nauce, człowiek odkrywa wielkość
            Boga, co?
            • Gość: ziu Re: Bóg jest twórcą chemii IP: 80.51.42.* 18.01.05, 12:02
              świat powstał w wyniku Wielkiego Wybuchu, człowiek też,a co za tym idzie nauka
              nie przecze ze to Bog stworzył materię bo skąd sie wzięła, a skąd sie wziął Bog??
              • Gość: chrześcijanka Boga spytaj. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.05, 12:07
                świat i wszechświat działa na zasadzie pewnych praw fizycznych i chemicznych.
                Czy ty widziałeś, żeby z wielkiego bum było wielkie coś. Co najwyżej dziura.
                Może czarna?
                • Gość: sad Re: Boga spytaj. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.01.05, 12:21
                  Nie odpowiedziałaś na pytanie kto stworzył Boga?
                  • Gość: chrzescijanka odpowiedź i pytanie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.05, 13:07
                    Biblia mówi, że Bóg istniał od zawsze. Z tego wynika logiczny fakt, że nie mógł
                    być stworzony. Pewne rzeczy są dla ludzi niewyobrażalne, ale teraz ty mi
                    odpowiedz:

                    gdzie jest koniec liczb?
                    • Gość: saad Re: odpowiedź i pytanie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.01.05, 14:01
                      Biblia mówi, że Bóg istniał od zawsze. Z tego wynika logiczny fakt, że nie mógł
                      być stworzony.

                      To nie jest logiczny fakt. Bo skoro nie mógł być stworzony to nie istniał.
                      • Gość: chrześcijanka Re: odpowiedź i pytanie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.05, 14:07
                        a może sa rzeczy, których nie potrafić pojąć?

                        Zanim wynaleziono mikroskop tylko niewielu wierzyło, że są rzeczy, których nie
                        widać gołym okiem. Może musisz zacząć burzyć warownie w twojej głowie i
                        otworzyć się na różne możliwości.
                • Gość: ziu Re: Boga spytaj. IP: 80.51.42.* 18.01.05, 12:22
                  *widziałaś
                  po wielkim wybuchu materia zaczęła się rozszezac i powstały gwiazdy,a potem
                  planety i tak powstala Ziemia,
                  czarne dziury zostaw w spokoju, bo niedługo zaczną takie powstawać w Szwajcarii
                  • Gość: chrześcijanka Re: Boga spytaj. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.05, 13:09
                    w czym twoja prawda jest lepsza od mojej?

                    Ja znam osobę która wstała z wózka przez wiarę w Boga, a czy twój wielki wybuch
                    kogoś uzdrowił?
        • Gość: szuruburu Re: Bóg jest twórcą chemii IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.05, 13:34
          I takimi śmiesznostkami się karm Droga Chrześcijanko...

          To już raczej Chemia stworzyła boga...

          [zakładając oczywiście hipotezę że takowy istnieje...]
          • Gość: chrześcijanka Re: Bóg jest twórcą chemii IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.05, 13:44
            dlaczego uważasz, że jestem śmieszna?
            Głęboko wierzę w Boga i Jego słowo.

            Śmieszne byłoby, gdym wyznając Boga wierzyła w teorię ewolucji. Gdybym mieniąc
            się chrześcijanką, przyzwalała na pozamałżeński seks. Smiechu warte byłoby,
            gdybym cytując Pismo chodziła na groby i paliła świeczki, a dzieci przebierała
            w straszydła w Halloween. Śmieszne by było, gdybym tu głosiła imię Jezusa a w
            niedzielę latała potulnie do pobliskiego kościoła i przyjmowała księdza po
            kolędzie.

            Ale widzisz, ja staję za swoją wiarą. Nie jestem doskonała i nie mówię, że nie
            upadam. Ale publicznie przyznaję się do Boga i staram się postępować zgodnie z
            jego wolą. A, że ktoś uzna to za śmieszne. Wcale to mnie nie zniechęca.
            Jezusowi pluli w twarz i się z niego nabijali, mówiąc zrób sztuczkę.

            Możesz się ze mnie śmiać do woli.
            • Gość: saad Re: Bóg jest twórcą chemii IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.01.05, 13:57
              Kochana cieszy mnie twoja wiara i oby więcej takich. Dobrze też że głosisz słowo
              Boże. Miej jednak na uwadze to że są też ludzie o innych poglądach a których
              działanie a nie mowa są bliższe Bogu jeśli istnieje. A jeśli chodzi o koniec
              liczb to skończą się wraz z zamianą słońca w białego karła liczby to tylko
              wymysł ludzi aby im się lepiej żyło.
              • Gość: chrześcijanka Re: Bóg jest twórcą chemii IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.05, 14:04
                dlaczego mamy tyle pychy, by twierdzić, że wszystko kręci się wokół nas. Jak my
                przeminiemy to liczby też.

                Bóg zna serca ludzi. On widzi w ukryciu. Dlatego nie ma znaczenia co mówimy,
                jeżeli nie jest to zgodne z prawdą.
            • Gość: szuruburu Re: Bóg jest twórcą chemii IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.05, 14:08
              Wierz sobie i głoś co Ci się tylko podoba - nic mi do Twojej wiary tak jak
              Tobie nic do mojej niewiary w Boga.
              Mam tylko wrażenie, że już dawno przekroczyłaś granicę między wiarą a
              fanatyzmem religijnym. Poza tym głosić nikt Ci niczego nie zabrania - ale -
              jeżeli będę miał chęć posłuchania słowa bożego to udam się w tym celu do
              odpowiedniego miejsca: kościoła! Forum zostało stworzone na potrzeby dyskusji o
              nauce, a przecież Bóg jest nie możliwy do pojęcia poprzez naukę, więc
              zamieszczanie jakichkolwiek postów dotyczących kwestii religijnych na "forum
              nauka" jest głębokim nieporozumieniem!

              Mój pierwszy post jaki napisałem w tej dyskusji był zgodny z tematyką forum,
              Twoje nie...

              • Gość: chrześcijanka Re: Bóg jest twórcą chemii IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.05, 14:50
                Biblia mówi: Głoście w porę i nie w porę. Widocznie to było nie w porę. Ale
                ziarno raz zasiane może zakiełkować po latach. Więc nie żałuję.
                • Gość: szuruburu Re: Bóg jest twórcą chemii IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.05, 15:01
                  Czy ty masz jakąś nową wersję Dekalogu w którym jest dopisane :

                  "11. Nawracaj każdego przy każdej okazji - nie liczy się jakość tylko ilość"...
                  Skup się na swojej rodzinie i ich indoktrynuj jeżeli się dadzą, a obcych ludzi
                  zostaw w spokoju!!!

                  Czy uważasz że osoba czytająca czy też pisząca na forum nauka (!!!) nie ma
                  własnego mózgu, nie posiada własnego światopoglądu [ukształtowanego na bazie
                  doświadczeń życiowych] i bez twoich mądrości (!?!) religijnych nie poradzi
                  sobie w życiu i będzie błądzić w ciemnościach...?

                  Dalej nie odpowiedziałaś dlaczego piszesz o religii na FORUM NAUKA...

                  Czyżbyśmy mieli do czynienia z chrześcijańskim trollątkiem ?
                  • Gość: chrześcijanka Re: Bóg jest twórcą chemii IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.05, 15:04
                    Jakby nie było to jest mój wątek. A ty jesteś niegrzeczny. Ja mówię o miłości w
                    konteksie Boga, ale ciekawa byłam innych opinii, szczególnie naukowych. Temat
                    jest co to jest miłość. Nikt cię nie zmusza do wypowiadania się tu, lub do
                    czytania. Czy jak obrzucisz mnie błotem to się lepiej poczujesz?
                    • Gość: szuruburu Re: Bóg jest twórcą chemii IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.05, 15:14
                      Doskonale wiesz że nie założyłaś tego wątku po to żeby dowiedzieć się co myśli
                      o miłości nauka! Jesteś wyrachowana i prowokujesz wciąż dyskusje nie zgodne z
                      tematyką grupy- to się właśnie zowie trollingiem...
                      Gdyby naprawdę interesował Cię ten temat to w poście rozpoczynającym wątek
                      zacytowałabyś fragment pracy naukowca a nie Biblię!

                      Uważasz, że jestem niegrzeczny - dlaczego? Po prostu nazywam rzeczy po imieniu -
                      "głoszenie słowa bożego" jest, w takiej ilości i formie, indoktrynacją co
                      naiwniejszych, a zakładanie wątków religijnych na forum nauka to nic innego jak
                      trolling...
                      • Gość: chrześcijanka Re: Bóg jest twórcą chemii IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.05, 15:16
                        prawa nie złamałam
                        • Gość: szuruburu Re: Bóg jest twórcą chemii IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.05, 16:28
                          Oczywiście - ty tylko łamiesz notorycznie netykietę trollując!!!

                          Dalej nie wyjaśniłaś mi co ma ta dyskusja do kwestii nauki...
                  • Gość: XXX Re: Bóg jest twórcą chemii IP: 67.131.131.* 18.01.05, 16:15
                    Czlowieku, wyluzuj. Ona nie jest pierwsza i ostatnia osoba ktora pisze na forum
                    nauka to raz. Dwa to najczesciej ateisci poruszaja na tym forum temat Boga, bo
                    najwidoczniej tak jest im wygodniej i pewnie wychodza z zalozenia ze my
                    wierzacy powinnismy naukowo udowodnic Jego istnienie... Poza tym ona nie
                    nawraca, to nie jest jej rola. Przedstawia swoje poglady, ukazuje czym sie
                    kieruje. Uwazasz, ze jezeli juz zalozyla watek to celem tego watku jest
                    nawrocenie ludzi? Zrobila to dlatego, ze juz w pewnej dyskusji popelniono
                    pewien blad i ona koruguje go zakladajac nowy watek, zeby bardziej przejzyscie
                    bylo. Coz w tym zlego? Ona niczego ci nie narzuca. W odroznieniu do ciebie,
                    szanuje twoje poglady, nie osadza cie, bo to do niej nie nalezy. Odpiera
                    zarzuty, to naturalne. Poprawcie mnie jesli sie myle...
                    • Gość: szuruburu Re: Bóg jest twórcą chemii IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.05, 16:33
                      Ale ona należy do tych nielicznych którzy bez przerwy zakładają wątki
                      niezwiązane z tematyką grupy!!

                      Mało to forów religijnych??? Osobiście szanuję Waszą wiarę ale domagam się tego
                      samego od Was, a objawem szacunku byłoby gdybym czytając forum nauka nie musiał
                      się cały czas przewracać na postach o religii, bo to po prostu nie jest
                      odpowiednie na nie miejsce.

                      • Gość: XXX Re: Bóg jest twórcą chemii IP: 67.131.131.* 18.01.05, 16:54
                        Szuruburu, wybacz przyjacielu, ale chyba jestes nowy na tym forum, ze tak sie
                        zloscisz. Poczytaj wiecej watkow i zwroc uwage kto je zaczal. Chrzescijanka
                        przy tym to male piwo :)
                        • Gość: szuruburu Re: Bóg jest twórcą chemii IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.05, 16:58
                          XXX przyjacielu, czytuję to forum już od dawna i złoszczę się na założycieli
                          wątków religijnych (bez względu na ich stosunek do religi - ateizm/fanatyzm
                          religijny/umiarkowana wiara) również od dawna...

                          Nie pisałem wcześniej bo jestem bardzo cierpliwy, ale ile można?!

                          • Gość: XXX Re: Bóg jest twórcą chemii IP: 67.131.131.* 18.01.05, 18:13
                            No to witaj w klubie :) U mnie jest ta roznica ze lubie przedstawic swoje
                            poglady, a ze o Bogu bedzie prowadzona dyskusja w dziale kraj, nauka czy
                            zagranica to nie ma dla mnie wiekszego znaczenia. O technice tez moge rozmawiac
                            w dziale Europa, wolny czas, edukacja, czy gdziekolwiek indziej, byle
                            dyskutanci mieli cos sensownego do powiedzenia a nie robili sobie wyglupy,
                            wyzywali, sciemniali... Tak ja juz wspomnialem, przypuszczam ze ateisci moga
                            poruszac temat Boga na forum nauka, bo chca naukowego dowodu na Jego istnienie.
                            To jest bez sensu, ale ja im tam nie bronie, niech sobie probuja :) Poza tym
                            zdania sa tez podzielone w jednej sprawie, mianowicie, ateisci z tego co
                            dotychczas czytalem uwazaja ze absolutnie nie da sie pogodzic nauki z wiara,
                            natomiast osoby wierzace sa odwrotnego zdania. Jak czytasz watki to napewno
                            poznales jaki tutaj momentami galimatias jest :)
                            • Gość: szuruburu Re: Bóg jest twórcą chemii IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.05, 18:26
                              Galimatias znam jak najbardziej :D
                              Wg mnie najlepszym rozwiązaniem byłoby gdyby się wszyscy chcący rozmawiać o
                              religii przenieśli na fora religijne a tu żeby zostały osoby zainteresowane
                              rozmowami o nauce w jej formie zupełnie niezwiązanej z religią.
                              Bo prawda jest taka że wątki w stylu "Wierzenia Einsteina" czy "Dlaczego sławni
                              fizycy..." są tylko pretekstem do wywodów filozoficzno-religijnych i nazwiska
                              Einsteina i Newtona możnaby swobodnie zastąpić Byronem czy Dickensem - na jedno
                              wychodzi.
                              • Gość: XXX Re: Bóg jest twórcą chemii IP: 67.131.131.* 18.01.05, 22:45
                                Sluchaj stary, tak jak ci juz powiedzialem, mnie jest wszystko jedno:) Powiedz
                                Kaganowi zeby zakladal takie watki na forach religijnych. On sam powiedzial ze
                                jemu jest wygodnie dyskutowac o tym na forum nauka. Ja sie tutaj z nim nie bede
                                sprzeczal gdzie, bo mnie jest wszystko jedno, byle by powaznie podchodzil do
                                tematu, a nie sobie jaja robil. Chrzescijanka tak jak juz wczesniej wspomnialem
                                wyjasnia pewne rzeczy wlasnie poprzez zalozenie nowego watku (tak bynajmniej ja
                                mysle) gdzie bylo to poruszane w innych dyskusjach. Takze wiesz jak jest. Nic
                                tu nie wywalczysz raczej, "wolna amerykanka":)
            • Gość: XXX Re: Bóg jest twórcą chemii IP: 67.131.131.* 18.01.05, 14:13
              Przepraszam, a co ci przeszkadza zapalenie symbolicznej swieczki na grobie?
              albo przyjecie blogoslawienstwa w domu? Nie rozumiem co takiego smiesznego w
              tym jest. Moglabys mi to wyjasnic, bo nie bardzo rozumiem...
              • Gość: chrześcijanka Re: Bóg jest twórcą chemii IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.05, 14:49
                Cześć,
                Dawno nie rozmawialiśmy.
                Tu nie chodziło o podkreślenie, czy sam fakt jest dobry, czy zły - tylko o to,
                że jest to sprzeczne z nauką mojego kościoła. I gdybym robiła jedno a mówiła
                drugie, byłabym śmieszna.
                W takich kościołach jak ten, do którego chodzę nie obchodzi się święta
                zmarłych, uważając to za hołdowanie śmierci. Ale to temat rzeka i tu nie na
                temat.
                Co do księdza. To nic złego zaprosić księdza do domu (toć to nie diabeł),
                poczęstować herbatką i ciastkiem, porozmawiać o Bogu. Nawet błogosławieństwo
                jest w porządku. Ale znam paru takich, co nie wierzą w Boga, przyjmują księdza,
                bo nie wypada inaczej, a potem psioczą na pazerny kler.

                Chodziło mi o sprzeczności a nie o potępienie zachowań innych. Odniosłam to
                tylko do siebie.
                • Gość: saad Re: Bóg jest twórcą chemii IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.01.05, 14:55
                  Świadkom jehowy zawsze mówię dziękuję nie skorzystam.
                  • Gość: chrześcijanka Ja nie jestem świadkiem, IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.05, 14:58
                    więc nie tylko im odmawiasz.
                • Gość: XXX Re: Bóg jest twórcą chemii IP: 67.131.131.* 18.01.05, 15:59
                  Uspokoilas mnie, zle zrozumialem twoje slowa. Ale w jednej rzeczy sie z toba
                  nie zgodze... mianowicie swieto zmarlych nie jest "choldowaniem smierci".
                  Swieto zmarlych jest dniem pamieci. Jest wspomnieniem tych ktorych kochalismy,
                  nadal sa w naszych sercach, ale ktorzy niestety od nas odeszli z tego swiata.
                  Idac na grob bliskiej mi osoby modle sie i w myslach mowie jak bardzo tesknie i
                  pocieszam sie tym ze pewnego dnia... spotkamy sie tak czy owak... Dla mnie
                  smierc jest tylko "przejsciem" z jednego zycia do drugiego, wiecznego,
                  doskonalego... A gdy ktos bliski od nas "odejdzie" na tamten swiat to my w tym
                  zyciu mimo wszystko tesknimy za nim i tylko pewne mysli nas pocieszaja...
                  A ksiedza owszem, zawsze zaprosic mozemy :) A owa koleda jest swojego rodzaju
                  tradycja, ze ksiadz chodzi od domu do domu i blogoslawi domownikow i dom ktory
                  odwiedzil... Mnie samemu nie podoba sie obluda ludzi, ktorzy robia cos bo tak
                  wypada. To jest bez sensu. Powinnismy kierowac sie sumieniem. Robiac to
                  wyzwalamy swoje prawdziwe czlowieczenstwo...
                  • Gość: chrześcijanka Re: Bóg jest twórcą chemii IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.05, 13:09
                    pamiętasz moment, kiedy Jezus powołał jednego z uczniów, a on powiedział, żeby
                    mu tylko pozwolił pochować ojca i do nich dołączy?
                    A Jezus na to powiedział: zostaw zmarłego ze zmarłymi.

                    Długo nie rozumiałam tego fragmentu, wydawał mi się okrutny, no bo jak można
                    nie pochować osoby ci najbliższej.

                    Wiesz co leży u podstaw Święta zmarłych lub tzw. Halloween? Czy ze złego drzewa
                    może być dobry owoc?

                    Pamięć jest ok, kult nie.

                    Ale każdy z nas robi to, co mu sumienie dyktuje.
                    • Gość: XXX Re: Bóg jest twórcą chemii IP: 67.131.131.* 20.01.05, 15:51
                      Pamietam ten fragment i sam tez nie wiem jak powinienem go rozumiec. Wiadomo,
                      Bog jest Bogiem zywych nie umarlych, ale przeciez w tym ciele ktore potem stalo
                      sie martwe byl czlowiek ktorego kochalismy. Jak wiec powinnismy postepowac? Jak
                      powinienem w ogole to rozumiec? Przeciez sam Pan Jezus tez byl pochowany. Jego
                      cialo nie zostalo pozostawione samemu sobie... Mozesz powiedziec jak zaczelas
                      to rozumiec?
                      A jezeli chodzi o swieto zmarlych to jest ono dla mnie tym co przedstawilem ci
                      wyzej, symbolem, pamiecia...
                      • Gość: chrześcijanka do XXX IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.05, 11:13
                        A zastanawiałeś się dlaczego nigdy nie znaleziono ciała Jezusa. Wiesz jaką
                        szopkę ludzie mogli by urządzić i jarmark relikwiami. Ciało to proch, pył. Nie
                        ma w nim po śmierci osoby którą kochaliśmy. Ze względów higienicznych
                        powinniśmy to ciało usunąć. A pamięć i miłość zostają w sercu.
                        • Gość: XXX Re: do XXX IP: 67.131.131.* 24.01.05, 15:43
                          Sprawa Jezusa byla przeciez zupelnie inna. To jest Bog ktory byl w ludzkiej
                          postaci. Nas tez z czasem czeka zmartychwstanie cial, ale na to trzeba jeszcze
                          poczekac...
                          Zgodze sie z toba odnosnie martwego ciala w ktorym w sumie nie ma juz osoby
                          ktora kochalismy, ale musimy wziasc pod uwage, ze jestesmy istotami cielesnymi,
                          materialnymi, wiec inaczej do tego podchodzimy teraz, potem to juz bedzie tylko
                          szczescie....
                          • Gość: chrześcijanka Re: do XXX IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.01.05, 10:30
                            ale Biblia mówi, że to co cielesne musi umrzeć (przed faktyczną śmiercią).
                            Jezus po zmartwychwstaniu był inny. Biblia też wspomina, że my dostaniemy inne
                            ciała. Mimo to, będziemy wiedzieli kto jest kto.
                            A to co z prochu powstało w proch się obruci. I chyba nie powinniśmy się tym aż
                            tak przejmować.

                            Dziś czytałam taki fragment w Biblii. Ciekawa jestem co o tym sądzisz:.

                            (9) Wytwórcy bałwanów są w ogóle niczym, a ich ulubione wytwory są bez
                            wartości, ich czciciele są ślepi, a oczywista ich niewiedza naraża ich na
                            hańbę. (10) Któż wytwarza bóstwo i odlewa bałwana, który na nic się nie zda?
                            (11) Oto wszyscy jego towarzysze narażają się na wstyd, a rzemieślnicy - wszak
                            to tylko ludzie; niech się zbiorą wszyscy i staną, a przelękną się i wszyscy
                            się zawstydzą. (12) Kowal wytwarza je pracując przy żarze węgla, nadaje mu
                            kształt uderzeniami młota i robi go za pomocą swojego ramienia; gdy jest
                            głodny, traci siłę, gdy nie pije wody, omdlewa. (13) Snycerz rozciąga sznur,
                            kreśli zarysy czerwonym ołówkiem, wycina go dłutem, wymierza go cyrklem i
                            wykonuje go na podobieństwo człowieka, jako piękną postać ludzką, która ma być
                            ustawiona w domu, (14) narąbie sobie cedrów lub bierze cyprys albo dąb i czeka,
                            aż wyrośnie najsilniejsze pośród drzew leśnych, sadzi jodłę, która rośnie
                            dzięki deszczom. (15) Te służą człowiekowi na opał, bierze je, aby się ogrzać,
                            roznieca także ogień, aby napiec chleba. Nadto robi sobie boga i oddaje mu
                            pokłon, czyni z niego bałwana i pada przed nim na kolana. (16) Połowę jego
                            spala w ogniu, przy drugiej jego połowie spożywa mięso, piecze pieczeń i je do
                            syta, nadto ogrzewa się przy tym i mówi: Ej, rozgrzałem się, poczułem ciepło!
                            (17) A z reszty czyni sobie boga, swojego bałwana, przed którym klęka i któremu
                            oddaje pokłon, i do którego się modli, mówiąc: Ratuj mnie, gdyż jesteś moim
                            bogiem! (18) Nie mają poznania ani rozumu, bo zaślepione są ich oczy, tak że
                            nie widzą, a serca zatwardziałe, tak że nie rozumieją. (19) A nikt tego nie
                            rozważa i nikt nie ma tyle poznania i rozumu, aby rzec: Jedną jego połowę
                            spaliłem w ogniu i na jego węglach napiekłem chleba, upiekłem też mięso i
                            najadłem się, a z reszty zrobię ohydę i będę klękał przed drewnianym klocem?
                            (20) Kto się zadaje z popiołem, tego zwodzi omamione serce, tak że nie uratuje
                            swojej duszy ani też nie powie: Czy to nie złuda, czego się trzymam?

                            to z 44 roz. Izajasza

                            ciekawa jestem co o tym sądzisz, bez żadnej uszczypliwości, czy przekonywania
                            się nawzajem o swoich racjach

                            • Gość: XXX Re: do XXX IP: 67.131.131.* 25.01.05, 14:34
                              Oczywiscie mowa tu jest o figurce jakiegos wyimigowanego boga, ktory zupelnie
                              nic nie ma wspolnego z naszym Bogiem. Czlowiek szuka jakies ucieczki, zdaje sie
                              ze Bog prawdziwy "nie spelnia" jego oczekiwan i "tworzy" sobie bozka ktory
                              wyglada tak jak on by tego chcial, wyobraza sobie tego boga takim jakim ten
                              czlowiek chcial zeby ten bog byl i w ten sposob powstaje falszywy nic nie warty
                              bog, bo czlowiekowi trudno jest dostosowac sie do woli Bozej i spelniac ja,
                              zeby po smierci doznac wiecznej szczesliwosci... To jest bardzo niebezpieczna
                              pulapka, gdyz czlowiek odwracajac sie od Prawdziwego Boga i "tworzac" sobie
                              takiego jakiego on by chcial zeby on byl doprowadza do swojej zguby i jest to
                              zguba na wlasne zyczenie, bo czlowiek taki ma swiadomosc istnienia Jedynego
                              Boga a mimo wszystko odwraca sie od Niego... Do tego wlasnie mysle nawiazuje
                              Izajasz, ze czlowiek rzezbi sobie boga ktory nie istnieje, bo jest wytworem
                              jego wyobrazni i w swej "slepocie" jest przekonany ze owy bog mu pomoze...
                              Czlowiek z prochu powstal i w proch sie obruci. Nie powinnismy sie martwic jak
                              bedziemy wygladac po zmartwychwstaniu. Powinnismy za to bezgranicznie ufac
                              Bogu. On sobie juz wszystko doskonale zaplanowal...
                              Mowiac jednak o "odwiedzaniu" grobow najblizszych mam wciaz na mysli symbol,
                              swojego rodzaju oddanie pamieci, pamieci ktora towarzyszy nam kazdego dnia, ale
                              ktora nasila sie gdy przychodzi sie na miejsce pochowku tejze osoby bliskiej.
                              Nigdy nawet nie przyszloby mi do glowy tak jak ty to wczesniej
                              okreslilas "holdowanie smierci", co ci potem wyjasnilem...
                              To by bylo chyba tyle, chetnie przeczytam twoje uwagi... Poza tym wciaz nie
                              nawiazalas do tego jak zrozumialas slowa Jezusa "zostaw zmarłego ze zmarłymi."
                              Pozdrawiam
                              • Gość: chrześcijanka Re: do XXX IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.01.05, 14:47
                                czasami wypowiedzi Jezusa wydają się drastyczne (np. kto nie ma w nienawiści
                                matki swojej...), ale ja myślę, że trzeba rozpatrywać je w kontekście całej
                                Biblii. Myślę, że Jezus bardziej mówił do wszystkich ludzi niż do tego
                                konkretnego (do mnie i ciebie na jego przykładzie).

                                Fragment ten ja traktuję tak: ludzie ci byli bardziej zajęci swoimi sprawami
                                (grzebanie zmarłych) i nie mieli czasu, żeby pójść za Jezusem, za Bogiem. Byli
                                już nie żywi, choć fizycznie żyli. Ale ich duch (to co jest od Boga) obumarł.

                                Zmarłych oczywiście trzeba grzebać, bo inaczej rozkładaliby się i byłoby mało
                                higienicznie, ale ograniczyłabym to do usunięcia zwłok. Pamiętasz jak
                                traktowali zmarłych Żydzi? Jak się ktoś ich dotknął, to potem musiał się
                                oczyszczać. Zastanawiałeś się dlaczego?

                                Jeżeli wierzysz w Boga (tego z Biblii) to wierzysz i w demony. Wiesz, że
                                potrzebują one żywego ciała. Wiesz też, że większość z nas jest dla nich
                                mieszkaniem. Nawet z Marii Magdaleny Jezus wypędził aż 8 po swoim
                                zmartwychwstaniu, choć ona długo już słuchała nauk Jezusa i była osobą
                                nawróconą. Ludzie, którzy umierają często mają w sobie wiele zła i ono musi
                                sobie znaleźć mieszkanie. Nie chcę straszyć,to nie o to chodzi. Dlaczego ludzie
                                pracujący w hospicjach po jakimś czasie mają obawy, że sami umrą?

                                Poprostu należy do tematu ostrożnie podejść. Pogrzeb też coś na temat święta
                                zmarłych i temu podobnych, wywodzą się one z kultu śmierci. Czy Jezus obchodził
                                takie święto, albo wspominał coś o zmarłych?

                                Wracając do Izajasza, mam kolejne pytanie. Czy nigdy nie klękałeś przed
                                podobizną (obrazem, rzeźbą) Marii lub Jezusa? Nie mówiłeś modlitwy do obrazu?
                                • Gość: XXX Re: do XXX IP: 67.131.131.* 25.01.05, 22:09
                                  Wiesz, czym innym byl dawny kult smierci, a czym innym jest podejscie Kosciola
                                  do tej sprawy... ale od poczatku. Nawiazujac do slow Jezusa, czy w ogole do
                                  sytuacji w Biblii ktore na pierwszy rzut oka moga nam sie wydawac drastyczne,
                                  powinnismy ropatrywac w kontekscie calej Biblii tak jak to wspomnialas. Mysle,
                                  ze zatrzymywanie sie na fragmentach ktore moga nas wprowadzic w zaklopotanie i
                                  probowanie zinterpretowania ich "na sucho" moze nas wprowadzic w "slepa
                                  uliczke" i doprowadzic do wielkiego nieporozumienia.
                                  Co do tego fragmentu, to to co piszesz ma sens. Dodalbym jeszcze, ze Jezus byl
                                  na ziemi Bogiem wcielonym. Nauczal, ze On jest zyciem, wiec moznaby rozumowac,
                                  ze mogl dac do zrozumienia zeby nie troszczyc sie tak o zmarlych, bo przeciez
                                  oni zyc beda. Pogrzeb jest swojego rodzaju pozegnaniem z bliska osoba ktora od
                                  nas "odeszla" na tamten swiat. Byc moze rzeczywiscie ludzie byli za bardzo
                                  zajeci roznymi sprawami i zapominali o Bogu, o kims kto zawsze powinien byc
                                  najwazniejszy w ich zyciu...
                                  Z tym dotykaniem zmarlych i potem koniecznosci oczyszczania sie cos slyszalem,
                                  ale nie zastanawialem sie czemu to mialo sluzyc...
                                  Poszczegolne swieta wyszly z czasem i wszystkie oczywiscie z jakis konkretnych
                                  powodow. Jezus takiego swieta nie obchodzil, mijaloby sie to przeciez z sensem,
                                  jak Bog zycia moglby obchodzic dzien umarlych. Dla Niego nikt nie umarl,
                                  wszyscy nadal zyja. Dla nas fizycznie ludzie umieraja, ale duchowo wciaz zyja.
                                  Zyjemy w swiecie materialnym a wszystko co materialne predzej czy pozniej ma
                                  swoj koniec. Materialnie tez podchodzimy do roznych rzeczy, dopiero stan ten
                                  zmieni sie jak juz bedziemy duchowo na tamtym swiecie. Jestem przekonany ze
                                  ludzie wierzacy obchodzac takie czy inne swieta nie chca sie narazic Panu Bogu
                                  naszemu. Tworza poprostu swojego rodzaju symbolike, by tym umocnic pamiec...
                                  I teraz koncowka... owszem klekalem przed wizerunkami Jezusa czy Marii, ale
                                  zawsze je mialem jako wyobrazenia tych osob i nic poza tymi wyobrazeniami one
                                  dla mnie nie znaczyly. Nigdy by mi nawet nie przyszlo do glowy zeby sie modlic
                                  do wizerunku, bo nie widze w tym zadnego sensu, ale symbol, wyobrazenie nie sa
                                  dla mnie niczym zlym. W koncu Bog dal nam roznego talenty i czlowiek
                                  wykorzystuje je w roznoraki sposob i mysle, ze szczegolnie jest szczesliwy gdy
                                  tworzy piekne rzeczy na chwale Boza, bo w koncu Jemu wszystko zawdzieczamy...
                                  • Gość: chrześcijanka Re: do XXX IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.05, 10:11
                                    jak czytam to co piszesz to dochodzę do wniosku, że jesteś jakby gdzieś
                                    pomiędzy. Bo nie do końca w kk i nie jeszcze w kościele protestanckim. (Ja nie
                                    mówię, gdzie ty fizycznie przynależysz).
                                    Kościół zbudował wiele doktryn na wyrwanych wersetach, ty widzę masz mądrość
                                    rozpatrywania ich na tle całości.
                                    Nie ma też w tobie kultu symboli, choć nie do końca jesteś od tego wolny.

                                    Myślę, że jesteś na dobrej drodze bracie. Jak tak wytrwale będziesz szukać
                                    Boga, to da ci się znaleźć (mnie też, bo też szukam, choć z innej strony).
                                    Pozdrawiam.

                                    P.S. A co sądzisz o tym fragmencie:
                                    "(51) I oto zasłona świątyni rozdarła się na dwoje, od góry do dołu,..." ew.
                                    Mateusza 27 roz., stało się to gdy Jezus umarł.
                                    • Gość: XXX Re: do XXX IP: 67.131.131.* 27.01.05, 15:05
                                      Pisze to co mi rozum i sumienie podpowiadaja. Mam wydaje mi sie dobrze
                                      poukladane przekonania. Pewne rzeczy sa dla mnie logiczne, z innymi jestem
                                      przekonany ze tak powinno byc zeby bylo zgodne z wola Boza... Dociekam prawdy i
                                      chce sie jej trzymac i czuje, ze Bog mnie wspomaga i zacheca do jej szukania.
                                      Ja wiem, ze gdy pragnie sie zblizyc do Boga, On roztacza nad taka osoba swa
                                      opieke. Sam tego doswiadczam i jest to niesamowite. Moznaby powiedziec, ze tak
                                      niewiele potrzeba zeby Bog cie wzial "pod swoj plaszcz", jest tak bardzo dla
                                      wszystkich otwarty... I wlasnie doswiadczenia kazdego dnia, sprawiaja ze moja
                                      wiara sie poglebia. Wiele czynnikow na to wplywa, miedzy innymi milosc,
                                      szczescie, pogoda ducha, spokoj... Jak sobie teraz tak mysle, to dochodze do
                                      wniosku ze nie potrafilbym zyc "w mroku" niewiary. Zycie staloby sie puste, nic
                                      nie warte, zadnych perspektyw :)
                                      Fragment ktory przytoczylas jest symbolem i dotyczy zapewne przelomu przejscia
                                      z kultu Mojzeszowego do przybytku mesjanskiego (nastapilo rozdarcie zaslony
                                      oddzielajacej miejsce Swiete od Najswietszego). Opieram sie na Tysiaclatce i
                                      przypisie o "rozdraciu zaslony" i mysle, ze ow "symbol" ma gleboki sens. My
                                      chrzescijanie zyjemy wedlug nauk Chrystusa, a nie wedlug "praw Mojzeszowych".
                                      Od czasow Jezusa, zyjemy w erze Mesjanskiej.
                                      Swoimi slowami opisalbym to tak, ze od momentu gdy sie zaslona rozdarla,
                                      nastapil przelom, a wydarzenie to dalo ludziom do zrozumienia ze Jezus byl
                                      prawdziwie Panem (rozdarcie zaslony przybytku, pekajace skaly, trzesienie
                                      ziemi), nawet poganom, czego swiadectwem sa slowa setnika "Prawdziwie, Ten byl
                                      Synem Bozy"...
                                      • Gość: chrześcijanka Re: do XXX IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.05, 12:18
                                        dobrze rozumujesz. Ten fakt zazwyczaj nie jest przytaczany lub wyjaśniany. Nie
                                        koncentrują się na nim. A myślę, że ma fundamentalne znaczenie.

                                        Przed śmiercią Jezusa Bóg przebywał w świątyni. Tylko nieliczni mieli tam wstęp
                                        i musieli poddawać się specjalnym obrządkowm inaczej groziła im śmierć. Duch
                                        Boży spoczywał na królu, proroku i kapłanie (no i oczywiście kogo jeszcze Bóg
                                        wybrał). W momencie śmierci Jezusa zasłona rozdarła się od góry do dołu. Wstęp
                                        do świątyni stanął otworem dla każdego. Bóg opuścił swoją świątynię. NT mówi,
                                        że to my jesteśmy świątymią Boga, każdy w kim mieszka Duch Św.

                                        Teraz powiem coś, co może cię zszokuje, ale nie chcę cię urazić, tylko wskazać
                                        na pewne logiczne fakty.
                                        W świetle tego co powiedziałam wyżej, obrządki wokół ołtarza, tabernalulum,
                                        niemożności przejścia bez klęknięcia nie mają sensu. Bo Bóg jest w człowieku,
                                        który w Niego wierzy, a nie w złotej rzeźbie. Mówisz, żę powinniśmy stosować
                                        prawa NT a nie mojżeszowe, ale kościół k przypomina mi w wielu przypadkach
                                        takie właśńie obrządki.
                                        Nie chcę cię urazić, chcę zrozumieć jak ty na to patrzysz i czy naprawdę nie
                                        widzisz tego w sposób jaki ja to widzę?
                                        • Gość: XXX Re: do XXX IP: 67.131.131.* 31.01.05, 18:30
                                          Ja to widze w ten sposob. Przy oltarzu sie kleka z szacunku dla miejsca gdzie
                                          odprawiana jest Eucharystia. Nie wszyscy to robia, ale nie znaczy to odrazu ze
                                          nie maja szacunku. Bog mieszka w kazdym z nas. My jako spoleczenstwo Boga
                                          jestesmy Jego Kosciolem. Kosciol jako budynek jest miejscem spotkan, a ze
                                          pieknie udekorowany w rozne malowidla i figury to dla Chwaly Bozej. Jemu to nie
                                          jest potrzebne, ale czlowiek w ten sposob odreagowuje piekno jakim nas Pan Bog
                                          zachwyca kazdego dnia. W wielu tego typu rzeczach, czynnosciach widze doniosla
                                          symbolike. Sa to mimo wszystko uklony wobec Majestatowi Pana Ktory jest w
                                          Niebie i tak ja to widze, i tak tez sie zachowuje, i dostosowuje to tego...
                                          Samo wielbienie Pana jest niesamowite. Bo o to my stworzenia Pana oddajemu Mu
                                          czesc i poklon, jako Jedynemu Prawdziwemu, Ktory jest Poczatkiem wszystkiego,
                                          Ktory umilowal nas i chce bysmy Go umilowali, jak On nas umilowal...
                                          • Gość: chrześcijanka Re: do XXX IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.02.05, 11:09
                                            no dobrze, ale jak to odniesiesz do II przykazania? Tzn. do tego z Biblii bo w
                                            katechizmie go nie ma. Właśnie, a sam fakt zmieniemia Słowa Bożego i nauczania
                                            inaczej dla (niestety muszę to powiedzieć) osiągnięcia korzyści materialnych
                                            nie bulwersuje cię?
                                            Powiem ci szczerze, takie rzeczy wymiotły mnie z kk, gdy byłam jeszcze
                                            dzieckiem. Pochodzę z rodziny ateistycznej, na religię poszłam za innymi
                                            dziećmi, nigdy tak do końca nie rozumiejąc o co tu chodzi. Na pytania nie
                                            dostawałam odpowiedzi, a jak już zobaczyłam sprzeczność pomiędzy Biblią a nauką
                                            to mnie wymiotło. Szukałam Boga, ale go nie znalazłam (nie bardzo wtedy
                                            chciałam) aż doszłam do wniosku, że go poprostu nie ma. Humanizm i szacunek do
                                            nuauki i ludzkiego rozumu wziął górę. Przez wiele lat byłam zagorzałą ateistką.
                                            Tolerancyjną dla ludzi (bo każdy ma prawo do swojej wiary dopóki nie
                                            przeszkadza ona innym) i nie uznająca instytucji żadnego kościoła (bo to banda
                                            złodziei i wyzyskiwaczy biednych). Dlatego potrafię zrozumieć Kagana, choć
                                            nigdy nie byłam tak ordynarna w stosunku do innych ludzi.
                                            Dlatego chcę wiedzieć, po co ludzie robią coś, pod czym nie są się w stanie do
                                            końca podpisać.
                                            Mam znajomych, którzy w swoim pojęciu są osobami wierzącymi, ale przestrzegają
                                            tylko np. połowy dekalogu, bo reszta ich nie dotyczy i "czasy się zmieniły".
                                            A ty?
                                            • Gość: XXX Re: do XXX IP: 67.131.131.* 01.02.05, 15:42
                                              Droga Chrzescijanko, a zagladalas chociaz do Katechizmu zeby upewnic sie ze
                                              drugiego przykazania tam nie ma? Nie mowie o katechzmie dla dzieci ktore maja
                                              przystapic do Pierwszej Komunii Swietej, tylko do Katechizmu Kosciola
                                              Katolickiego. Tam wszystkie przykazania sa wyszczegolnione tak jak w Biblii i
                                              opisane, zeby lepiej je zrozumiec. Oczywiscie opisy te tobie jako Protestantce
                                              moga sie nie podobac, ale problem polega na tym, ze czy to w moim czy twoim,
                                              czy jakiegokolwiek innego chrzescijanina przypadku sa rzeczy ktore bardziej lub
                                              mniej przekonuja... Widzisz, ciebie "wymiotlo" z KK, ale czytalem "zwierzenia"
                                              ludzi ktorych "wymiotlo" z KP. Jezeli bedziesz miala ochote poczytac, to dam ci
                                              namiar na jedno z nich i przy okazji opowiedzialabys mi co o tym myslisz... Ja
                                              jestem Katolikiem z nazwy, ale ja na wieksza sprawe nie szukam roznic miedzy
                                              odlamami w Chrzescijanstwie, ja szukam tego co nas wszystkich laczy, a laczy
                                              nas napewno jedno, Jezus Chrystus Pan. Pobozny, Bogobojny Katolik to nawet jak
                                              bedzie mial dziesiatki obrazow i figurek swietych w swoim domu, to on wie, ze
                                              najwazniejszy dla niego jest Bog ktory jest w Niebie, a te wszystkie obrazki i
                                              figurki sa swojego rodzaju "demonstrajca" jego wiary. Wchodzac do domu gdzie
                                              nad drzwiami wisi krzyzyk i/lub obrazek z wizerunkiem Jezusa i Matki Boskiej
                                              wiesz, ze wchodzisz do domu osoby wierzacej. Oczywiscie, ludzie moga nawieszac
                                              sobie pelno obrazkow ale ich wiara ma sie nijak do tej "demonstracji". Ja
                                              probuje ci mimo wszystko przedstawic przypadek, ze w 100% wierzy sie, modli sie
                                              i czci sie Jedynego Boga a "kolorowe dodatki" sa tylko jakims okazem wiary, a
                                              przedstawiaja one osoby do ktorych ma sie pelny szacunek...
                                              Pewna dziewczyna ktora skonczyla teologie, powiedziala mi, ze nas chrzescijan
                                              dotycza tylko przykazania milosci oraz blogoslawienstwa i ze jest to "wyzszy
                                              stopien wtajemniczenia". Prawde mowiac nie wiedzialem jak co mam o tym myslec.
                                              Jakby to wziasc na logiczne myslenie, to opierajac sie i przestrzegajac
                                              milosci, nie bedziemy krasc, nie bedziemy zabijac, nie bedziemy cudzolozyc,
                                              bedziemy z calych sil kochac Pana Boga naszego.... Bedac skromnymi, cichymi,
                                              ubogimi w duchu, bedziemy poswiecac sie dla Pana Boga naszego i pracowac na
                                              nasze szczescie wieczne. Pan Jezus wypelnil Pisma i uczynil wszystko nowe, a
                                              odchodzac do Ojca swego, nakazal nam "abysmy wzajemnie sie milowali, tak jak On
                                              nas umilowal". Czyz jezeli bedziemy wypelniac Jego wole, reszta nie ma wtedy
                                              wiekszego znaczenia, bo juz istniec nie bedzie, bo bedzie panowac milosc, pokoj
                                              i dobro?
                                              • Gość: chrześcijanka Re: do XXX IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.02.05, 15:51
                                                czytałam katechizm (nie cały, ale m.in. fragment dot. 10 przykazań) i na moje
                                                oko jest to zwykły przekręt. Drugiego przykazania z Biblii dot. symboli nie ma,
                                                kawałek jego podciągnięty jest pod I przykazanie, a X rozjechane na dwa i to
                                                nawet nie w kolejności.

                                                A Jezus, którego nauki znasz mówił, że dopóki świat nie przeminie, nie
                                                przeminie nawet jota (czyt. nawet jedna litera) z zakonu (czytaj prawo).

                                                Czy ty naprawdę nie widzisz sprzeczności?
                                                Ja nie mówię teraz o symbolach, bo to śliski temat, ale chodzi mi o fałszowanie
                                                Słowa Bożego. Nic a nic cię to nie rusza?
                                                • Gość: chrześcijanka Re: do XXX IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.05, 09:40
                                                  mam wrażenie, że to werset dla ciebie: Iz. 65,4
                                                  • Gość: XXX Re: do XXX IP: 67.131.131.* 02.02.05, 14:44
                                                    Az tak nisko mnie cenisz? Jaki to moze miec zwiazek ze mna, albo w ogole ludzmi
                                                    ktorzy wierza w Boga, ale wielbia Go troche inaczej jak ty? ale wciaz wielbia
                                                    tego samego Boga, bo bardzo dobrze wiedza, ze innego boga nie ma.... Jak czytam
                                                    ten fragment i twoje slowa "mam wrazenie, ze to werset dla ciebie" czuje sie
                                                    rozczarowany. Mam wrazenie, ze probujesz w ten sposob dac mi do zrozumienia, ze
                                                    nie mowie to tym samym Bogu. Oczywiscie moglas mi podac ten fragment do
                                                    przemyslenia, ale chyba to niewiele zmienia... Wypowiadajac sie o Bogu, o mojej
                                                    wierze, kieruje sie sumieniem i kiedy o Nim pisze czuje calkowity wewnetrzny
                                                    spokoj. Gdy pisze o Bogu, to jakos nawet slowa mi sie lepiej ukladaja i
                                                    plynniej one ze mnie wyplywaja. Dlatego wybacz mi, naprawde nie rozumiem co
                                                    chcialas mi uzmyslowic przez ten fragment... Moglabys mi to wytlumaczyc?
                                                  • Gość: chrześcijanka Re: do XXX IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.05, 15:46
                                                    nie miałam zamiaru cię urazić.
                                                    czytałam ten fragment i przyszedłeś mi na myśl.
                                                    miałam wrażenie, że powinnam ci o tym powiedzieć.
                                                  • Gość: XXX Re: do XXX IP: 67.131.131.* 07.02.05, 14:09
                                                    To jaki mialas zamiar? Dlaczego akurat jak przyszedlem ci na mysl skoro wiesz w
                                                    kogo wierze i jakie jest moje stanowisko w stosunku do tej wiary... Wytlumacz
                                                    mi prosze...
                                                  • Gość: chrześcijanka Re: do XXX IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.02.05, 14:13
                                                    nie potrafię tego wytłumaczyć. Czytałam Biblię i przy tym fragmencie pomyślałam
                                                    o tobie. Tłumacz to sobie jak chcesz. Ja nie wiem. Może to Bóg, może moje
                                                    skojarzenie. NIe wiem. Jak cię to nie rusza to się nie przejmuj. Może kiedyś to
                                                    powróci. Różnie to bywa.
                                                  • jarek06 Re: do XXX 07.02.05, 16:14
                                                    A moze to co pisze nie daje ci spokoju i stad przy lekturze Biblii takie
                                                    skojarzenia? Jak w ogole patrzysz na moje stanowisko?
                                                  • chrzescijanka Re: do XXX 14.02.05, 13:05
                                                    przenieśmy się na gg, lub maile, to ci powiem
                                                • Gość: XXX Re: do XXX IP: 67.131.131.* 02.02.05, 15:35
                                                  Chyba rozumiem problem... w KKK dziesiate przykazanie jest ukazane jako "dalszy
                                                  ciąg i uzupełnienie przykazania dziewiątego, które odnosi się do pożądliwości
                                                  ciała. Zabrania ono pożądania dóbr drugiego człowieka, które jest źródłem
                                                  kradzieży, grabieży i oszustwa, zakazanych przez siódme przykazanie." KKK,
                                                  Dzial drugi, artykul dziesiaty. Wy zapewne widzicie jako pierwsze "Nie bedziesz
                                                  mial cudzych bogow obok mnie" Wj, 20,3, a potem jako drugie "4 Nie będziesz
                                                  czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani
                                                  tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią! 5 Nie
                                                  będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył..." Wj, 20,4-6. W
                                                  Katechizmie wszystkie przykazania sa zachowane, co do joty, naprawde, poczytaj
                                                  sobie. KKK, www.katechizm.opoka.org.pl/, Dzial drugi, Dziesiec Przykazan
                                                  (2052-2557). Nic nie zostalo opuszczone. Jest troche czytania, bo jest duzo
                                                  wyjasniane. Jezeli cos nie bedzie dawalo ci spokoju, podziel sie tym ze mna.
                                                  Dalej zastanawie mnie owe posadzanie o "falszowanie Slowa Bozego". Czyz wy
                                                  Protestanci tez nie poslugujecie sie fragmentami", no bo przeciez jak chcesz
                                                  cos przekazac z Biblii to nie zacytujesz calej jej tresci, tylko fragment
                                                  nauczajacy o pewnej rzeczy. Nie chce nawet czytac, ze Kosciol podpiera sie
                                                  fragmentami z Biblii Jemu pasujacymi i przez to falszujacemu Slowo Boze.
                                                  Wszyscy podpieramy sie fragmentami z Biblii, chcac sie na Niej oprzec...
                                                  Falszuja ci ktorzy uwazaja ze Jezus byl "zawieszony" na pionowej belce, a nie
                                                  na krzyzu, co uwazaja ze Jezus to Archaniol Michal i inne niestworzone
                                                  rzeczy... Dla Kosciola Katolickiego swietoscia jest opieranie sie na Biblii i
                                                  na Tradycji ktory wy Protestanci nie uznajecie... Bo zapewne musicie miec
                                                  czarno na bialym na pismie... wiec uznajecie tylko Pismo Swiete... Z
                                                  niecierpliwoscia czekam na komentarze. Pozdrawiam...
                                                  • Gość: chrześcijanka Re: do XXX IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.02.05, 10:29
                                                    Falszuja ci ktorzy uwazaja ze Jezus byl "zawieszony" na pionowej belce, a nie
                                                    > na krzyzu,

                                                    Ostatnio oglądałam bardzo dobry film na Discovery, gdzie grupa naukowców
                                                    odkryła, że rzeczywiście Rzymianie krzyżowali skazańców (poza Biblią były na to
                                                    nieliczne dowody) ale robili to na drzewach. To co dźwigał Jezus było
                                                    prawdopodobnie tylko pionową belką. To wyjaśnia fragmnet:
                                                    "Jego to zabili, zawiesiwszy na drzewie. " DZ.10,39
                                                    "bo napisane jest: Przeklęty każdy, którego powieszono na drzewie - (14) aby
                                                    błogosławieństwo Abrahama stało się w Chrystusie Jezusie udziałem pogan"
                                                    Gal.3roz

                                                    Ale są to nadal kłutnie o szczegóły. Wiesz kiedyś trafiłam na taki fragment o
                                                    pomście za zamordowanie Saula. Sprawdzałam to w trzech różnych tłumaczeniach
                                                    (tysiąclatka, brytyjka, gdańska) i w jednej było, że ich ścięto, w drugiej, że
                                                    powieszono, w trzeciej że nabito na pal. Ale w zależności czym jest Biblia, ma
                                                    to lub nie ma znaczenia.

                                                    Dla mnie Biblia jest historią relacji Bóg- człowiek. Poradnikiem jak żyć. Na
                                                    pewnych rzeczach warto się skupiać na innych nie. Nie wiem czy to rozumiesz.
                                                  • Gość: chrześcijanka Re: do XXX IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.02.05, 10:38
                                                    mam propozycję, przejdźmy na maile lub gg
                                                    mój adres: chrzescijanka@gazeta.pl

                                                    chciałabym wiedzieć tylko czy ty jesteś księdzem?
                                                  • Gość: XXX Re: do XXX IP: 67.131.131.* 07.02.05, 14:18
                                                    I tu jest problem. Biblia nie jest Ksiega ktora moze byc tlumaczona wedlug
                                                    swojego widzimisie, bo i szczegoly maja tutaj znaczenie, wystarczy historia z
                                                    krzyzem. Jedni uwazaja ze na drzewie, inni na pionowej belce, inni ze niosl
                                                    pozioma belke ktora potem byla przybita do pionowej, jeszcze inni ze niosl caly
                                                    krzyz, niby szczegol, bo przeciez Jezus w koncu zginal za nasze grzechy, ale
                                                    jak widac ma ogromne znaczenie, bo jest to symbol Jego meki, a my na pamiatke
                                                    tamtego wydarzenia wspominamy to i serca nam sie kraja jak sobie pomyslimy ile
                                                    On musial sie nacierpiec z naszego powodu... Ten Krzyz nam zawsze o tym
                                                    przypomina...
                                                  • Gość: chrześcijanka Re: do XXX IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.02.05, 15:04
                                                    nie, ten krzyż ma przedewszystkim przypominać nam o miłości Boga i o
                                                    zwycięstwie Jezusa.

                                                    A tak naprawdę z głębi serca powiedz mi jak wielkie ma znaczenie dla zbawienia
                                                    i histori relacji Bóg człowiek wygląd krzyża? Co zmieni w zbawieniu lub relacji
                                                    z Bogiem fakt, że ukrzyżowali go na rosnącym już drzewie? To bardzo zresztą
                                                    logiczne dla mnie, bo po co strugać za każdym razem takie wielkie bale, drzew
                                                    ci pod dostatkiem i parę razy można krzyżować na tym samym. W Bibli pełno jest
                                                    kar "zawiśnięcia na drzewie", może to nie chodziło o znane nam wieszanie.
                                                    Krzyżowano przestępców.
                                                  • jarek06 Re: do XXX 07.02.05, 16:11
                                                    Oczywscie, zgadzam sie, ale jedno drugiemu nie przeczy, tylko ma powiazanie.
                                                    Sam wyglad krzyza nic nie zmieni, natomiast ofiara Jezusa zmienila wszystko.
                                                    Wielkie znaczenie ma rowniez to w jaki sposob Jezus poniol ofiare. Gdyby Go
                                                    tylko osadzono i zaraz zgladzono, nie odbiloby sie to tak wielkim echem jak to
                                                    sie stalo. A On cierpial, cierpial nieludzkie meki za nasze grzechy, bo taki
                                                    byl ciezar tych grzechow, ale On wszystkie podzwignal na krzyzu, wzial je na
                                                    swoje barki. Teraz kazdy z nas powinien "wziasc swoj krzyz" i niesc go, i
                                                    dziekowac Bogu ze jest taki milosierny...

                                                    Jarek, znany jako XXX
    • Gość: Kagan Re: Co to jest miłość? IP: *.latrobe.edu.au / *.latrobe.edu.au 19.01.05, 04:41
      Jaka milosc? Platoniczna czy zmyslowa?
      To, co rozumiemy na ogol przez milosc to:
      1) SEX (jako czasownik)
      2) Wysublimowany i uogolniony instynkt macierzynski
      • Gość: Reaktant Re: Co to jest miłość? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.05, 06:35
        Byc może istnieje jedna miłosc Boga do ludzi pod różnymi postaciami i to co
        odzczuwamy to jej cień.Warto też zauważyc,że dotyk ciała,więź emocjonalna
        podziw i zaniechanie często nie ma nic wspólnego z seksem a bardzo wiele z
        człowieczeństwem.Czas to zagrożenie miłości w świecie w którym zasadą jest
        przyrost entropii,czyli rozpad wszelkich budowli materialnych.Człowiek jest
        tylko wyjątkiem od tej reguły.Ateistyczne gadanie na temat Boga to zero treści
        i zero inteligencji-wypowiadają się na temat niepoznanego podręcznika.
        • Gość: Kagan Re: Co to jest miłość? IP: *.lib.unimelb.edu.au 21.01.05, 05:51
          Pokaz mi tego boga albo chocby slady po nim!
          • Gość: chrześcijanka Re: Co to jest miłość? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.05, 11:15
            oj kagan doigrasz się kiedyś
            poczytaj Biblię, wielu było takich co sobie jaja z Boga robili, wszyscy marnie
            skończyli.
            Bóg jest łaskawy, ale nie da się z siebie naigrywać.
      • Gość: chrześcijanka tylko tyle? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.05, 13:11
        mało!
        znasz miłość?
        doświadczyłeś jej?
        dajesz ją komuś?
        • Gość: czlowiek A moze tak? IP: *.aster.pl 24.01.05, 17:28
          „ Możemy odrzucić wszystko: religię, ideologię, nabytą mądrość. Niezbędne jest
          tylko jedno: miłość i współczucie. To jest właśnie moja prawdziwa religia, moja
          prosta wiara. Z jej punktu widzenia nie potrzebujemy świątyń, kościołów,
          meczetów, synagog ani wyrafinowanych filozofii, doktryn i dogmatów. Świątynią
          jest nasze własne serce i nasz własny umysł. Doktryną – współczucie. Wszystko
          czego nam trzeba – to miłość do innych i szacunek dla ich praw i godności,
          niezależnie od tego kim , lub czym są. Dopóki praktykujemy tę miłość i szacunek
          w codziennym życiu, dopóki mieszka w nas współczucie wobec innych a powodowani
          poczuciem odpowiedzialności, postępujemy powściągliwie, to – wykształceni czy
          prości, wierzący w Buddę, Boga lub coś innego albo zgoła nic – bez wątpienia
          będziemy szczęśliwi.” - Dalajlama.
          • biedronka24 Bardzo piekne, ale 24.01.05, 19:53
            musi istniec wiele drog prowadzacych do milosci. Bo nikt z nas nie wie do konca,
            czego np drugi czlowiek od nas oczekuje. Rozne religie odkrywaja tez rozne
            drogi, rozne subtelnosci i rozne znaczenia, do ktorych czlowiek - jednostka, sam
            byc moze nigdy by nie doszedl....
            • Gość: chrześcijanka toksyczne związki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.01.05, 10:40
              a może to co nazywamy miłością to toksyny, którymi próbujemy zatkać ziejący
              pustką otwór w nas samych.

              Bez miłości byłbym niczym, mówi Biblia.
              Może tak jest. I może dlatego tak usilnie szukamy miłości, a często zadowalamy
              się byle czym, pozorem, bo czujemy się nic nie warci?
          • Gość: chrześcijanka Re: A moze tak? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.01.05, 10:37
            trochę mi to pachnie chaosem, anarchią i hipisami.

            Problem w tym, że człowiek nie za bardzo spieszny jest do wypełniania sam z
            siebie tych pięknych haseł. Gdy w paradę wejdzie nam własna wygoda, egoizm,
            zawiść czy emocje - całą tę ideologię możemy sobie w kieszeń wsadzić. Dlatego
            potrzebujemy Boga. On nas podtrzymuje w momentach próby. Podźwiga nas po
            upadkach. Chroni przed załamaniem i utratą wiary.

            Kiedy jest nam dobrze, nie potrzebujemy Boga, bo uważamy, że świetnie sobie
            dajemy radę bez Niego. Ale jak zaczyna się wszystko walić...
          • Gość: kapitalizm Re: A moze tak? IP: *.oc.oc.cox.net 02.02.05, 18:05
            i chyba dlatego nie zgadzam sie z dalajlama,

            jak mozna kierowac sie tylko miloscia i wspolczuciem, a gdzie rozum?

            ja uznaje wartosci rozumu jako nadrzedne, praktykowanie rozsadnej milosci jak
            wspolczucia, nie do wszystkich ludzi ale tylko do tych co na nia zasluguja -
            rozumowo,

            nie wyobrazam sobie milosci czy wspolczucia do mordercy, jest to nie tylko
            nierozsadne ale i bardzo cyniczne,

            > czego nam trzeba – to miłość do innych i szacunek dla ich praw i godności
            > ,
            > niezależnie od tego kim , lub czym są.

            tym sie wlasnie roznimy od zwierzat, ze potrafimy myslec i analizowac a nie
            tylko odczuwac,

            tylko pies kocha swego pana bezmyslnie!
            • Gość: chrześcijanka Re: A moze tak? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.02.05, 10:35
              > ja uznaje wartosci rozumu jako nadrzedne, praktykowanie rozsadnej milosci jak
              > wspolczucia, nie do wszystkich ludzi ale tylko do tych co na nia zasluguja -

              a kto rozsądzi, kto na to zasługuje a kto nie?

              > nie wyobrazam sobie milosci czy wspolczucia do mordercy, jest to nie tylko
              > nierozsadne ale i bardzo cyniczne,

              powiedz to kobietom i mężczyznom, którzy dokonali aborcji. Powiedz to rodzinom
              morderców. Oni też mają dzieci. A jakby nagle się okazało, że osoba ci bliska
              (tatuś, mamusia, wujek) najmilsza, najlepsza pod słońcem, czysta jak kryształ
              ma czarną plamę na sumieniu, zbrodnię. Przestaniesz ją kochać? Tak
              automatycznie? Kim jesteś by rozsądzać kto jest wart miłości?




              • Gość: kapitalizm Re: A moze tak? IP: *.oc.oc.cox.net 14.02.05, 18:45
                > ja uznaje wartosci rozumu jako nadrzedne, praktykowanie rozsadnej milosci jak
                > wspolczucia, nie do wszystkich ludzi ale tylko do tych co na nia zasluguja -

                a kto rozsądzi, kto na to zasługuje a kto nie?

                moj rozum rozsadzic musi wszystkie kwestie,
                inaczej po co mi rozum?

                > nie wyobrazam sobie milosci czy wspolczucia do mordercy, jest to nie tylko
                > nierozsadne ale i bardzo cyniczne,

                powiedz to kobietom i mężczyznom, którzy dokonali aborcji. Powiedz to rodzinom
                morderców. Oni też mają dzieci. A jakby nagle się okazało, że osoba ci bliska
                (tatuś, mamusia, wujek) najmilsza, najlepsza pod słońcem, czysta jak kryształ
                ma czarną plamę na sumieniu, zbrodnię. Przestaniesz ją kochać? Tak
                automatycznie? Kim jesteś by rozsądzać kto jest wart miłości?

                jeszcze raz, moj rozum,

                jezeli ta osoba co ja opisalas popelnila zbrodnie to z definicji nie jest
                czysta jak krysztal, logiczne?

                ale jesli ta osoba popelnila zbrodnie i jest moja miloscia lub bliska osoba
                (choc najwyrazniej niezbyt bliska skoro nawet nie znam jej najwiekszego
                sekretu...), to mialbym wielki zal do niej, ktory z czasem napewno zniszczylby
                moja milosc,

                nie jestem przeciez psem aby kochac slepo, bezkrytycznie, no nie?
                • Gość: kapitalizm Re: A moze tak? IP: *.oc.oc.cox.net 14.02.05, 19:03
                  powiedz to kobietom i mężczyznom, którzy dokonali aborcji. Powiedz to rodzinom
                  morderców. Oni też mają dzieci.

                  dla wyjasnienia, aborcji nie mozna nazywac morderstwem,

                  morderstwo zaklada zabicie z premedytacja istniejacej osoby a nie potencjalnej,

                  osoba w rozumieniu prawa posiada imie i nazwisko,


                  nie wiem jaki ja mam obowiazek powiedziec cokolwiek rodzinom mordercy?
                  • Gość: czlowiek Re: A moze tak? IP: *.aster.pl 15.02.05, 11:57

                    • Re: A moze tak? IP: *.oc.oc.cox.net
                    Gość: kapitalizm 02.02.2005 18:05 + odpowiedz

                    Nie pisuje juz na forum ale chcialam Ci odpisac.
                    Ten watek byl co to jest milosc?? I autorce chodzilo o bardzo ogolne pojecie,
                    co pod tym slowem rozumiemy.
                    Slowa Dalajamy daja chyba najlepsza odpowiedz. Milosc tak najbardziej ogolnie
                    to dla mnie wlasnie WSPOLCZUCIE dla kazdego.


                    i chyba dlatego nie zgadzam sie z dalajlama,
                    --ja sie zgadzam

                    jak mozna kierowac sie tylko miloscia i wspolczuciem, a gdzie rozum?
                    ---a kto powiedzial, ze nie nalezy kierowac sie rozumem???
                    kierujemy sie rozumem, miloscia, wspolczuciem, egoizmem itd.



                    ja uznaje wartosci rozumu jako nadrzedne, praktykowanie rozsadnej milosci jak
                    wspolczucia, nie do wszystkich ludzi ale tylko do tych co na nia zasluguja -
                    rozumowo,
                    --to znaczy, ze chory umyslowo ma byc unicestwiony i jest godny Twojej pogardy??
                    a male dziecko???
                    rozum sprowadza Cie na manowce, troche okras go sercem!
                    Ja tez z bogactw najbardziej cenie u ludzi rozum, wiedze i talent!!
                    oraz zdolnosc do czynienia dobra!
                    nie wyobrazam sobie milosci czy wspolczucia do mordercy, jest to nie tylko
                    nierozsadne ale i bardzo cyniczne,
                    --
                    • Gość: kapitalizm Re: A moze tak? IP: *.oc.oc.cox.net 21.02.05, 07:20
                      chyba nie zrozumiales co napisalem albo nie wyraznie sie wyrazam,


                      pisalem:

                      >ja uznaje wartosci rozumu jako nadrzedne, praktykowanie rozsadnej milosci jak
                      > wspolczucia, nie do wszystkich ludzi ale tylko do tych co na nia zasluguja -
                      > rozumowo,

                      a ty odpowiadasz:

                      > --to znaczy, ze chory umyslowo ma byc unicestwiony i jest godny Twojej
                      pogardy?
                      > ?
                      > a male dziecko???
                      > rozum sprowadza Cie na manowce, troche okras go sercem!

                      co to ma do mojej wypowiedzi?

                      zaslugiwanie na milosc niekoniecznie jest z wiazane z chorobami osob kochanych,

                      zaslugiwanie o jakim pisalem to spelnianie wymagan jakie stawia osoba aktywnie
                      poszukujaca milosci,

                      a wiec nie mozesz kochac kogos kto nie jest twoim idealem,

                      ulomnosc psychiczna czy dziecinstwo nie jest tu zadna przeszkoda, kochac mozna
                      dziecko jak i psychicznie chorego,

                      i odwrotnie - dziecko czy psych. chory moze kochac,


                      rozum nie sprowadza na manowce, tylko brak jego uzywania lub kierowanie sie
                      uczuciami gdy trzeba myslec,

                      dlaczego mialbys wspolczuc komus kto swiadomie wybral jakis cel - w tym
                      przypadku morderstwo,

                      ja wspolczucie rezerwuje tylko dla poszkodowanych, czyli ofiary i jej rodziny
                      (oni nie mieli wyboru),

                      wydaje mi, ze dalajama zupelnie ignoruje rozum na rzecz odczuc,

                      i dlategi sie nie zgadzam z nim, ale moge sie mylic,

                      co do psa to oczywiscie nie podejrzewasz go o rozumowa analize, no nie?

                      a wiec zwykly instykt, slepa wiernosc i nic wiecej,

                      pzdr.
    • Gość: Kasyx Re: Co to jest miłość? IP: 213.25.168.* 25.01.05, 10:44
      A może by tak własnymi słowami?
    • Gość: Kasyx Re: Co to jest miłość? IP: 213.25.168.* 25.01.05, 10:46
      Miłość to iluzja. Jest to wymysł średniowiecznych trubadurów, ewentualnie
      przeniesienie na partnera instynktownego związku między dzieckiem a rodzicami.
      • Gość: Kasyx Re: Co to jest miłość? IP: 213.25.168.* 25.01.05, 10:53
        Miłość to iluzja. Jest to wymysł średniowiecznych trubadurów
        Chodzi mi tu o tzw. miłość romantyczną, idealną.
        • Gość: chrześcijanka Ach ten romantyzm IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.01.05, 10:59
          Romantyzmowi zawdzięczamy:
          - szybką śmierć wielu zdolnych młodych ludzi w tzw. zrywach narodowych.
          - niejedno samobójstwo na tle miłosnym czy też spowodowane wyrzutami sumienia
          ze względu na niedorośnięcie do ideału.
          - problemy w związkach i rozpad wielu z nich (no bo ona nie jest tą księżniczką
          a on nie na białym koniu siedzi)
          - wiele psychodelicznych utworów literackich skłaniających do powyższego.

          czy miłość opisana na początku ma coś wspólnego z romantyzmem. hmm, niech się
          zastanowię. NIE!

          Aleśmy się dali omamić.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka