Dodaj do ulubionych

Doktorat za granicą?

25.06.05, 04:01
Decyzja o moim wyjeździe na studia doktoranckie do USA była jedną z
najważniejszych i najlepszych w życiu. Ciągle uderza mnie spora doza
przypadkowości jaka jej towarzyszyła. Zupełnie nie było tego w moich planach.
Trochę myślałem, że jakoś zostanę na uczelni, ale co i jak, jak się sprawy
dalej potoczą, zupełnie nie było wiadomo. I wtedy pojawiła się osoba (na
ktόrą mogłem nie trafić), dzięki ktόrej dowiedziałem się że można. Oczywiście
trzeba było zostać przyjętym na te studia, ale w sumie nie było to coś
nadzwyczajnie trudnego.

W owym czasie w zasadzie nie było dla mnie nawet jasne, czy mόj wyjazd był
“służbowy” czy prywatny. Raczej prywatny, bo nie z ramienia uczelni, ale w
konsulacie USA niewątpliwie byłem traktowany raczej służbowo. Ta uwaga stąd,
że może pokutuje w narodzie świadomość, że na taki wyjazd potrzeba sponsora
np. macierzystej uczelni albo profesora czy ośrodka naukowego za granicą,
ktόry doceni dorobek. A tu nie, nie trzeba. I wyjazd jest całkowicie
prywatny. W USA sprawy finansowe i wizowe proste i przyjemne.

Dlaczego o tym piszę? Bo wydaje mi się, że ta opcja może być atrakcyjna dla
ewentualnych przyszłych polskich naukowcόw za granicą, a nie jest. Może są ku
temu dobre powody jak np. że wyjeżdża się na dłuższy okres czasu. Ale może po
prostu studenci starszych lat studiόw nie zdają sobie z tego sprawy. Może
jedyna naukowa opcja jaką widzą to załapanie się na uczelni. Jeżeli nie
podoba im się tematyka, metody pracy, dostępna instrumentacja, płace itp. może
wolą wykorzystać swe zdolności w byznesie ze szwagrem. Wiem że zaczęły
powstawać jakieś komόrki zatrudnienia na uczelniach w Polsce, ale żeby było
jasno powiedziane że jest możliwość wyjazdu za granicę w celu zrobienia
doktoratu i że wymagane jest a, b oraz c to chyba nie. Takich informacji
mogliby udzielać profesorowie, ale przecież to nie jest w ich interesie.

Tu na tym forum większość jest chyba postdoc’όw. Wyjazd na postdoca wygląda
zupełnie inaczej: lepiej wiadomo gdzie warto (albo po prostu gdzie się
jeździ), dziedzina jest bardziej ugruntowana. W przypadku wyjazdu na studia
doktoranckie jest więcej możliwości wyboru, zarówno dziedziny jak i miejsca.
Można traktować to jako zaletę. W innym miejscu na tym forum ktoś się
wyraził, że Chińczycy pojadą wszędzie, przyjmą każdą ofertę, żeby tylko wyrwać
się z Chin. Widzę to trochę inaczej. Chińczycy są stosunkowo dobrze
zorientowani. Przynajmniej jeśli chodzi o USA, ranking uczelni, gdzie łatwiej
się dostać. Starają się na kilka, powiększając w ten sposόb swoje szanse I
jadą jak im się kalkuluje. To prawda że najczęściej im się kalkuluje, ale
generalnie jednak są dobrze zorientowani. Mam wrażenie że polscy studenci nie
są. Czy się mylę?
Obserwuj wątek
    • mssm81 Re: Doktorat za granicą? 25.06.05, 04:31
      Po pierwsze gratuluje! Mysle, ze Stany dysponuja najlepszym zapleczem w dziedzinie tzw. researchu, to
      nie podlega dyskusji. Mozna oczywiscie sie pokusic na uniwersytecki patriotyzm w kraju, ale niestety,
      miejsc na uczelniach nie ma i warunkow tez, zwlaszcza dla mlodych pracownikow naukowych.
      Co do wyjazdu na studia doktoranckie za granice, dobrze jest szukac samemu, a jeszcze lepiej
      zasiegnac informacji od promotora, jesli takimi dysponuje. Przeciez "ci" ludzie nie raz maja okazje
      uczestniczyc w konferencjach i na pewno sa lepiej zorientowani.
      Co do studiow doktoranckich za granica- szukac warto. Metodyka nie musi byc skomplikowana.
      Wystarczy chociazby przegladac strony internetowe uniwesytetow i skontaktowac sie z profesorem.
      Samo dostanie sie na studia doktoranckie nie musi byc trudne.
      Mam tylko kilka watpliwosci- co potem? Ilu naukowcow moze wchlonac system uniwersytecki na
      swiecie. Coraz wiecej ludzi chce zostawac na uczelniach. I tu moze pojawic sie problem ze
      znalezieniem "post-doca", co jest na pewno o wiele trudnieksze, niestety...
      Jednak sama idea kontunuowania studiow za granica, jest swietna opcja dla mlodych ambitnych i
      pelnych entuzjazmu absolwentow polskich uczelni. Zwlaszcza, ze wiele osrodkow naukowych chetnie
      przyjmuje nowych doktorantow.
      Warto sie tez przedtem zorientowac, z kim sie bedzie pracowalo i o ile to mozliwe skontaktowac
      najpierw przyszlych "wspolpracownikow", jesli mogliby sluzyc pomoca, informacja.
      Napisz cos wiecej, gdzie jestes i co robisz. Jakos nigdy nie myslalam o wyjezdzie do Stanow (bo za
      daleko?), zawsze myslalam o Europie. No a tak sie zlozylo, ze jestem w..Japonii i niebawem zaczne
      studia doktoranckie.
      Pozdrawiam
      • true_blue Re: Doktorat za granicą? 25.06.05, 09:59
        Nie moge napisac o tym jak "wiekszosc" na tym forum zrobila, ale ja moja
        przygode z zagranica zaczelam wlasnie od doktoratu. Moim zdaniem to swietna
        opcja. Jestem bardzo zadowolona z mojego wyboru, mimo tego, ze nie moge
        bezposrednio porownac zyskow i strat z robieniem doktoratu w Polsce. Niemniej
        jednak dla mnie chyba byl to najlepszy wybor i mam nadzieje, ze teraz ten wybor
        procentuje.
        Co do szukania miejsc to jest ich pelno. PELNO. Na moim uniwersytecie co roku
        jest otwieranych kilka programow miedzywydzialowych gdzie dostaje sie na miejsca
        poprzez interview, a nie poprzez "znanie" profesora. Poza tym oczywiscie mozna
        bezposrednio napisac do profesora, ktory kieruje interesujacym nas tematem.
        A co po doktoracie? Tez jest pare opcji. Po pierwsze zawsze mozna robic
        postdoca, a po drugie mozna zaczepic sie w firmach biotech. Jest ich bardzo
        duzo, maja duze potrzeby ludzkie. Co kto lubi. Mysle, ze w nauce jest jeszcze
        duzo miejsca.
        Polecam wszystkim.
        Pozdr.
        • koekast Re: Doktorat za granicą? 25.06.05, 16:14
          To jest prawda, ze ludzie konczacy studia w Polsce dzialaja na zasadzie
          "lepszy wrobel w garsci niz golab na dachu" i czesto zostaja nie rozgladajac
          sie nawet za mozliwosciami doktoratu za granica.

          W PL po studiach jest juz najwyzszy czas na rodzine, stabilizacje, dom.
          Wszystko to bdb. Tyle, ze przez to mozna przeoczyc rozne mozliwosci
          rozwoju. Pislaem juz na tym forum, ze probowalem przekonac doktoranow
          z mojego zakladu w PL, zeby jechali za granice. I nie dalo sie - wiekszosc
          wydawala sie zadowolonych z 1tys zl stypendium (???).
          Pewnie niedlugo bede sie wybieral na jakies lapanie doktorantow z PL do
          labu w ktorym pracuje. Ciekawe co z tego wyjdzie....

          No i TB ma racje - miejsc jest pelno. To nie jest problem "swiatowego
          systemu uniwersyteckiego ktory ma ograniczona pojemnosc". Bystrych ludzi
          zawsze za malo. W sumie nie znam raczej nikogo, kto bylby niezadowolony z
          wyjazdu naukowego za granice. Sam zaluje, ze zaczalem dopiero od postdoka.

          pozdrowienia,
          Kk
          • lukasz97 Re: Doktorat za granicą? 25.06.05, 18:19
            koekast napisał:

            > To jest prawda, ze ludzie konczacy studia w Polsce dzialaja na zasadzie
            > "lepszy wrobel w garsci niz golab na dachu" i czesto zostaja nie rozgladajac
            > sie nawet za mozliwosciami doktoratu za granica.

            nie wiem jak teraz, ale dawno, dawno temu, jak sie na studia
            doktoranckie wybieralem i ktos sie o tym dowiadywal praktycznie zawsze
            padalo sakramentalne pytanie 'kto za to placi' ? pewnie byla to
            pozostalosc 40 lat prania mozgow pt 'u nas oswiata za darmo, nie tak
            jak u tych paskudnych kapitalistow' ale moze to dalej w tzw 'zbiorowej
            swiadomosci' funkcjonuje ?

            > W PL po studiach jest juz najwyzszy czas na rodzine, stabilizacje, dom.
            > Wszystko to bdb. Tyle, ze przez to mozna przeoczyc rozne mozliwosci
            > rozwoju. Pislaem juz na tym forum, ze probowalem przekonac doktoranow
            > z mojego zakladu w PL, zeby jechali za granice. I nie dalo sie - wiekszosc
            > wydawala sie zadowolonych z 1tys zl stypendium (???).
            > Pewnie niedlugo bede sie wybieral na jakies lapanie doktorantow z PL do
            > labu w ktorym pracuje. Ciekawe co z tego wyjdzie....

            bardzo chetnie bym doktorantow/postdocow z PLu u nas widzial... i nawet
            na etapie szukania 3-4 postdocow/postdocopodobnych jestesmy tylko
            tak akurat mam, ze w PLu praktycznie nikt sie tym co u nas robia nie
            trudni wiec nawet nie ma kogo przekonywac :o(

            > No i TB ma racje - miejsc jest pelno. To nie jest problem "swiatowego

            'miejsc jest pelno' jezeli chodzi o studia doktoranckie i postdoczenie.
            z miejscami 'na stale' nie jest juz tak rozowo... ale jak kto nieglupi
            to prace znajdzie...

            l

            > systemu uniwersyteckiego ktory ma ograniczona pojemnosc". Bystrych ludzi
            > zawsze za malo. W sumie nie znam raczej nikogo, kto bylby niezadowolony z
            > wyjazdu naukowego za granice. Sam zaluje, ze zaczalem dopiero od postdoka.
            >
            > pozdrowienia,
            > Kk
            • staua Re: Doktorat za granicą? 26.06.05, 04:27
              Akawill - ja tez wyjechalam na doktorat troche przypadkowo, jakos wtedy bylam w takim momencie
              zycia, ze zmiana srodowiska wydala sie dobra opcja, bylam zupelnie wolna od jakichkolwiek
              zobowiazan, po studenckim Tempusie w Walii, gdzie spodobalo mi sie zycie studenckie, bo przez cale
              studia mieszkalam z rodzicami i gdybym robila doktorat w Polsce, to pewnie do tej pory bym sie nie
              wyprowadzila z domu (T_B, popatrz, to juz siedem lat... kto by pomyslal), choc moglam zostac w
              Polsce, ale teraz jak mysle, co bym robila, to ciarki mi po plecach przechodza. Prawde mowiac, oprocz
              dobrych ocen i ogolnych zainteresowan molekularno-biochemicznych nie mialam sprecyzowanego
              planu dzialania, chcialam robic doktorat, doswiadczenia i tyle. Przyjeli mnie do programu
              doktoranckiego, byly jeszcze dwie propozycje (nie programy, grupy w Niemczech, dokonalam wyboru,
              glownie ze wzgledu na place oraz miejsce, ktorego zupelnie nie zaluje). Ale przez caly doktorat nie
              myslalam zupelnie o postdocu w Stanach, az jakis rok przed koncem do mojego labu przyszedl postdoc
              po jednym postdocu wlasnie w USA, ktory wrocil do Europy z powodow rodzinnych, a byl bardzo dobry,
              swietne publikacje, perspektywy, szef sie w nim zakochal no i on mnie przekonal, ze to najlepszy krok
              w tym momencie.
              Strasznie to powierzchowne, te moje decyzje...
              • bromboosia Re: Doktorat za granicą? 27.06.05, 12:05
                hmmm czy studenci polscy nie sa zorientowani.... z mojego rocznika (30 osob) po
                biotechnologii w POlsce zostalo moze raptem 5 osob. Reszta jest w USA,
                NIemczech, Francji, Holandii, Szwecji... i niezle sobie radzimy :-)Wiec nie
                jest chyba z nami az tak zle, a bedzie coraz lepiej. POzdrawiam jeszcze ze
                Szwecji, a za chwile juz z NOrwegii
                • ex-rak Re: Doktorat za granicą? 27.06.05, 14:10
                  Z mojego roku tylko jedna osoba przerwala doktorat w Polsce i ruszyla za ocean
                  robic od nowa.
                  • true_blue Re: Doktorat za granicą? 27.06.05, 16:01
                    Nigdy nie rozmawialismy o wieku :-), ale zdaje sie, ze nico wczesniej robiles
                    studia, ex-raku :-) U mnie z roku sporo osob wyjechalo na doktoraty, a rok
                    wczesniej tylko 2-3 osoby, a jeszcze wczesniej chyba nikt (staua - pamietam
                    dobrze?...). Teraz wyjezdza juz wiecej osob, bo po prostu jest latwiej wyjechac
                    i latwiej znalezc miejsce. Tak mi sie wydaje.
                    Pozdr.
                    • staua Re: Doktorat za granicą? 27.06.05, 16:19
                      No, z roku przed nami wyjechaly na doktorat (bo na postdoc to juz wiecej) ze dwie osoby, ktore
                      kojarze. Na naszym sie posypalo :-))
                    • ex-rak Re: Doktorat za granicą? 27.06.05, 16:35
                      true_blue napisała:

                      > Nigdy nie rozmawialismy o wieku :-), ale zdaje sie, ze nico wczesniej robiles
                      > studia, ex-raku :-)

                      Mnie sie zdaje, ze mozesz miec racje z tymi wczesniejszymi moimi studiami.
                      Nie moge sobie przypomniec, jak sie ten gosc nazywal. Zrobil potem niezla
                      kariere.

                      Aaa, juz sobie przypomnialem. Nicolaus Copernicus mu bylo.
                    • lukasz97 Re: Doktorat za granicą? 27.06.05, 17:51
                      true_blue napisała:

                      > Nigdy nie rozmawialismy o wieku :-), ale zdaje sie, ze nico wczesniej robiles
                      > studia, ex-raku :-) U mnie z roku sporo osob wyjechalo na doktoraty, a rok
                      > wczesniej tylko 2-3 osoby, a jeszcze wczesniej chyba nikt (staua - pamietam
                      > dobrze?...). Teraz wyjezdza juz wiecej osob, bo po prostu jest latwiej
                      > wyjechac i latwiej znalezc miejsce. Tak mi sie wydaje.
                      > Pozdr.

                      i pewnie slusznie - ode mnie z roku, z tego co sie orientuje, na
                      parenascie osob na specjalizacji ktora przeksztalcial sie we
                      wspomniana wczesniej biotechnologie na doktorat pojechaly 2 osoby
                      ie tylko 10% a nie 75% jak obecnie. tyle ze to bylo ponad 10 lat
                      temu. winilbym za to raczej lepsze zorientowanie sie studentow w
                      temacie (niezaleznie od kierunku) tudziez specyfike niektorych
                      kierunkow, po ktorych rozsadnej pracy w PLu ze swieca szukaj...

                      l
              • czajek76 Re: Doktorat za granicą? 27.06.05, 18:42
                A mnie sie zawsze wydawalo ze Ty masz wszystko poukladane i wycyrklowane ze
                swoja kariera naukowa :)
                Kto by pomyslal :)
                • staua Re: Doktorat za granicą? 27.06.05, 22:52
                  Ja?
                  Skad. Teraz troszke bardziej moze.
                  Mysle, ze Ty masz duzo bardziej poukladane cele :-) Ale moze generalnie sprawiamy takie wrazenie na
                  zewnatrz?
                  Ja po prostu o tyle mialam poukladane, ze wiedzialam, ze CHCE sie zajmowac nauka (co najmniej od
                  siodmej klasy), ale co i jak - zupelnie nie...
            • sendivigius Re: Doktorat za granicą? 04.07.05, 05:17
              > z miejscami 'na stale' nie jest juz tak rozowo... ale jak kto nieglupi
              > to prace znajdzie...

              Tych glupich niestety dosc sporo. Np. chemie konczy w USA ok 2300 doktorow,
              pozycji na stale (tenure track) jest rocznie ok 300, w przemysle jeszcze
              gorzej, arytmetyke wykonaj sam. Ach, wydawalo sie ze to ci najmadrzejsi pisza
              doktoraty a tu tyle wsrod nich glupich....
              • lukasz97 Re: Doktorat za granicą? 05.07.05, 04:40
                sendivigius napisał:

                > > z miejscami 'na stale' nie jest juz tak rozowo... ale jak kto nieglupi
                > > to prace znajdzie...
                >
                > Tych glupich niestety dosc sporo. Np. chemie konczy w USA ok 2300 doktorow,
                > pozycji na stale (tenure track) jest rocznie ok 300, w przemysle jeszcze
                > gorzej, arytmetyke wykonaj sam. Ach, wydawalo sie ze to ci najmadrzejsi

                nie jest zle... a przynajmniej lepiej niz szansa dostania sie na co bardziej
                wziete studia w pl-u ;o)

                l


                > pisza doktoraty a tu tyle wsrod nich glupich....
                • sendivigius Re: Doktorat za granicą? 05.07.05, 06:06
                  A ja powiem szczerze ze mnie coraz bardziej ten system studiow doktoranckich
                  kojarzy sie z tym postem:

                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=44&w=26034760
                  • kot.behemot Re: Doktorat za granicą? 05.07.05, 07:35
                    Studia rzecz potrzebna, ale potem, jak to zwykle bywa, bardziej się liczy, kogo
                    znasz...
                  • lukasz97 Re: Doktorat za granicą? 05.07.05, 07:40
                    sendivigius napisał:

                    > A ja powiem szczerze ze mnie coraz bardziej ten system studiow doktoranckich
                    > kojarzy sie z tym postem:
                    >
                    > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=44&w=26034760

                    a to dlaczego, ze tak gupio spytam ?

                    l
                    • trelemorele5 Re: Doktorat za granicą? 07.07.05, 10:32
                      Mysle wlasnie o robieniu doktoratu za granica.
                      Czy mozecie napisac jak to wyglada o strony formalnej. Jakies egzaminy?
                      Znalezienie promotora, ustalenie tematu, znalezienie sponsora:) ...???
                      pzdr
                      • lukasz97 Re: Doktorat za granicą? 07.07.05, 17:54
                        trelemorele5 napisała:

                        > Mysle wlasnie o robieniu doktoratu za granica.
                        > Czy mozecie napisac jak to wyglada o strony formalnej. Jakies egzaminy?
                        > Znalezienie promotora, ustalenie tematu, znalezienie sponsora:) ...???
                        > pzdr

                        tutaj ktos ostatnio rozsadnie napisal:

                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=436&w=25979563&a=26075257

                        dodac tylko wypada, ze finansami nie nalezy sie na poczatek
                        przejmowac - jak kogos na studia doktoranckie przyjma to uczelnia
                        jakies zrodlo dochodu zapewni (ie takie czy inne stypendium, czesto
                        zwiazane z uczeniem studentow)

                        l
                        • akawill Re: Doktorat za granicą? 08.07.05, 03:05
                          Z mojego doświadczenia to podobnie jak w poście powyżej. Z tym że nie kładłbym
                          zbytniego nacisku na szukanie dziedziny. Doktorat to często początek kariery
                          naukowej a nie kontynuacja, wiec jest to świetny moment aby wybrać nową działkę,
                          która interesuje, albo która da pracę. Uniwersytety w USA nie oczekują że ktoś
                          będzie w czasie doktoratu kontynuował wcześniejsze badania.

                          Ale ...warto również patrzeć w przyszłość tzn. czy doktorat zrobiony na danym
                          uniwersytecie, w konkretnej grupie jest dobrym punktem wyjściowym do osiągniecia
                          dalszych celów. Warto np. sprawdzić gdzie lądują absolwenci. W dobie Internetu
                          wiele informacji jest łatwo dostępnych. Ba, można nawiązać kontakt z
                          doktorantami i pytać o tą i różne inne błahe sprawy. Np. czy w ich grupie robi
                          sie doktorat w 7 lat czy w 3 i czy się pracuje 40 czy 80 godzin na tydzień.

                          W chemii za moich czasów (1990) wyglądało to tak, że zostało się przyjętym na
                          program doktorancki przez Wydział Chemii, nie przez danego profesora. W ciągu
                          pierwszego semestru wybierało sie grupę badawczą. Był obowiązek rozmowy z 3
                          profesorami, aby dokonac lepszego wyboru grupy. Ponieważ dany profesor
                          przyjmował 2-4 osoby lepiej było się wcześnie decydować. Wydaje mi się, że w
                          momencie otrzymania potwierdzenia o przyjęciu na program, jeszcze przed
                          akceptacją, można zacząć "namierzać" profesora. W sytuacji, w której zostało
                          się przyjętym na 2-3 programy w innych ośrodkach (bo warto spróbować na więcej
                          niż 1, wszak TOEFL i GRE zdaje sie tylko raz) wynik takiego "namierzania"
                          powinien być decydującym czynnikiem w wyborze programu.
              • akawill Re: Doktorat za granicą? 08.07.05, 02:34
                Dziwne te Twoje dane. Jakim więc cudem bezrobocie chemików w USA jest wyraźnie
                niższe (włączając PhD) niż średnia krajowa? No i skąd bierzesz dane o pozycjach
                w przemyśle? Podobno tylko jakieś 10% jest ogłaszane.
                • sendivigius Re: Doktorat za granicą? 08.07.05, 17:56
                  A skad masz dane o bezrobociu, jesli z C and E news, to przeczytaj co jest
                  napisane drobnym drukiem o sposobie zbierania tych danych.

                  A oto moja statystyka na probce 6 osob co przyjechalo na doktorat w tym samym
                  roku ze mna (choc w rozne miejsca) i ktore znam osobiscie ( a nie typu jedna
                  pani drugiej pani powiedziala w maglu):

                  - 2 osoby wrocily do POlski po ponad roku bezowocnego szukania stalej pracy.
                  - 1 pracuje jako kontraktor (i sobie chwali)
                  - 1 pracuje jako real estate agent (nie najlepiej)
                  - 1 wieczny post-dok (ma dosyc)
                  - 1 znalazla prace na skutek takiej serii zbiegow okolicznosci ze mozna mowic
                  ze wygrala na loterii.

                  Jak zwykle arytmetyke wykonaj sam.
                  • lukasz97 Re: Doktorat za granicą? 08.07.05, 19:36
                    sendivigius napisał:

                    > A skad masz dane o bezrobociu, jesli z C and E news, to przeczytaj co jest
                    > napisane drobnym drukiem o sposobie zbierania tych danych.
                    >
                    > A oto moja statystyka na probce 6 osob co przyjechalo na doktorat w tym samym
                    > roku ze mna (choc w rozne miejsca) i ktore znam osobiscie ( a nie typu jedna
                    > pani drugiej pani powiedziala w maglu):
                    >
                    > - 2 osoby wrocily do POlski po ponad roku bezowocnego szukania stalej pracy.
                    > - 1 pracuje jako kontraktor (i sobie chwali)
                    > - 1 pracuje jako real estate agent (nie najlepiej)
                    > - 1 wieczny post-dok (ma dosyc)
                    > - 1 znalazla prace na skutek takiej serii zbiegow okolicznosci ze mozna mowic
                    > ze wygrala na loterii.
                    >
                    > Jak zwykle arytmetyke wykonaj sam.

                    tez moge statystyki przerozne - np

                    2 inne osoby z mojego rocznika ktore tu przyjechaly z PL na doktoraty
                    skonczyly z profesurami - jedna dzes w N Dakota, druga Chapel Hill.
                    w labie od doktoratu wiekszosc postdocow skonczyla na profesurach
                    (tak z glowy - UV Charlotte, UI Ames, Northwestern, Vanderbilt,
                    USC (2 sztuki))

                    albo

                    z rocznika z doktoratu nie mam pelnej informacji, ale co najmniej
                    2 osoby (z ok tuzina) profesurza (UT Austin, SU San Francisco),
                    czesc poszla do pharma

                    albo

                    w labie obecnym - czesc skonczyla w pharma (Serono czy GSK np)
                    czesc profesurzy UT Austin, UCLA (4 sztuki - to akurat mi sie
                    nie bardzo podoba - nie lubie chowu wsobnego :o[

                    doktoranci i z poprzedniego i obecnego labu na brak miejsc
                    na postdoczenie (w przyzwoitych miejscach - Scripps, CalTech,
                    Stanford) raczej nie narzekaja

                    obawiam sie, ze 'lokalne' statystyki bardzo silnie zaleza od
                    miejsca siedzenia ;o)

                    l
                  • kot.behemot Różnie to bywa... 08.07.05, 20:06
                    Pracę, na tym poziomie, rzadko znajduje się z ogłoszenia. Zwykle z polecenia. A
                    tu wchodzi w grę sporo czynników. Jakie znajomości ma Szef. Czy czuje się za
                    studentów odpowiedzialny. Czy nie zapędza się (i przy okazji ludzi z zespołu) w
                    badaniach w dziedzinę, w której znajomości nie ma. Są szefowie, którzy pojadą na
                    konferencję specjalnie po to, żeby pogadać o postdocu dla kończącego doktorat
                    studenta. Są szefowie, którzy umywają ręce i radź sobie sam (i konkuruj z tymi,
                    którzy ze znajomości korzystają!). A po postdocu jest jeszcze trudniej.
                    • akawill Re: Różnie to bywa... 11.07.05, 03:30
                      No własnie. Dodałbym jedynie, że te "znajomości" są natury bardziej
                      profesjonalnej niż towarzyskiej, czyli nie tak jak się po polsku zwykło
                      rozumieć. Co zresztą Ty kocie na pewno wiesz.

                      A jeżeli dziedzina nie ta, znajomosci brak, niestety trzeba się bardziej
                      gimnastykować.
                    • smia nie wierze... 11.07.05, 16:22
                      Są szefowie, którzy pojadą n
                      > a
                      > konferencję specjalnie po to, żeby pogadać o postdocu dla kończącego doktorat
                      > studenta.


                      nie w biologii molekularnej
                      nie
                      to jest po prostu zbyt piekne
                      • kot.behemot Re: nie wierze... 11.07.05, 19:47
                        smia napisała:

                        > to jest po prostu zbyt piekne

                        Niemniej prawdziwe. Inna metoda działa w drugą stronę: szuka ktoś postdoca, więc
                        rozsyła emaile do znanych sobie szefów zespołów o pokrewnych zainteresowaniach z
                        pytaniem, czy aby jakiś zainteresowany student nie kończy akurat doktoratu.

    • tamara_t Doktorat na wyspach? 30.06.06, 17:36
      Witajcie!
      Nie chcialam dublowac watkow i faktycznie okazalo sie, ze temat juz sie pojawil.
      Chcialabym skubnac go jednak z innej strony. Zaden ze mnie naukowiec, choc nic w
      zyciu pewnego :) Jestem swiezo upieczonym mgr socjologii i lada moment wyjezdzam
      na wyspy [a to akurat z roznych powodow].
      Chcialabym pracowac w pewnym sensie w zawodzie, ale aby byc qualified employee
      musze miec 'ichnie' certyfikaty [albo comparable, a niestety nie mam]. Jak
      zapewne wiecie procedura uznawania zagranicznych dyplomow jest dosc
      skomplikowana i niezwykle czasochlonna, a chcialabym kontynuowac nauke w UK.
      Niestety dopoki nie mam dyplomu uznanego przez NARIC, zapytujac o post-graduate
      courses jestem odsylana z okienka do okienka. Nie wiedza co z tym zrobic i jedni
      odsylaja do drugich, a ci do pierwszych. Pomyslalam, ze moze zamiast szukac
      mozliwosci zrobienia post-graduate course, zrobie doktorat w tej dziedzinie,
      ktora mnie interesuje. Moze to zly pomysl, choc na chwile obecna wydaje mi sie
      najlepszy z mozliwych, biorac tez pod uwage fakt, ze rozwiazywalby w duzym
      stopniu kwestie finansow.
      Czy jest tu moze ktos, kto ma doswiadczenie z uczelniami na wyspach, kto robil
      tam doktorat, albo ma jakies informacje z pierwszej reki...? Bede wdzieczna za
      jakiekolwiek informacje. Jesli moj nieco haotyczny post jest zbyt ubogi w dane,
      by jakkolwiek mi podpowiedziec co dalej - chetnie dopowiem.
    • dunia77 Re: Doktorat za granicą? 03.07.06, 11:31
      Kiedy n lat temu myslalam o doktoracie w UK to oferowane stypendium bylo tak
      smiesznie niskie, ze dosc szybko zwatpilam ;-(

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka