akawill
25.06.05, 04:01
Decyzja o moim wyjeździe na studia doktoranckie do USA była jedną z
najważniejszych i najlepszych w życiu. Ciągle uderza mnie spora doza
przypadkowości jaka jej towarzyszyła. Zupełnie nie było tego w moich planach.
Trochę myślałem, że jakoś zostanę na uczelni, ale co i jak, jak się sprawy
dalej potoczą, zupełnie nie było wiadomo. I wtedy pojawiła się osoba (na
ktόrą mogłem nie trafić), dzięki ktόrej dowiedziałem się że można. Oczywiście
trzeba było zostać przyjętym na te studia, ale w sumie nie było to coś
nadzwyczajnie trudnego.
W owym czasie w zasadzie nie było dla mnie nawet jasne, czy mόj wyjazd był
“służbowy” czy prywatny. Raczej prywatny, bo nie z ramienia uczelni, ale w
konsulacie USA niewątpliwie byłem traktowany raczej służbowo. Ta uwaga stąd,
że może pokutuje w narodzie świadomość, że na taki wyjazd potrzeba sponsora
np. macierzystej uczelni albo profesora czy ośrodka naukowego za granicą,
ktόry doceni dorobek. A tu nie, nie trzeba. I wyjazd jest całkowicie
prywatny. W USA sprawy finansowe i wizowe proste i przyjemne.
Dlaczego o tym piszę? Bo wydaje mi się, że ta opcja może być atrakcyjna dla
ewentualnych przyszłych polskich naukowcόw za granicą, a nie jest. Może są ku
temu dobre powody jak np. że wyjeżdża się na dłuższy okres czasu. Ale może po
prostu studenci starszych lat studiόw nie zdają sobie z tego sprawy. Może
jedyna naukowa opcja jaką widzą to załapanie się na uczelni. Jeżeli nie
podoba im się tematyka, metody pracy, dostępna instrumentacja, płace itp. może
wolą wykorzystać swe zdolności w byznesie ze szwagrem. Wiem że zaczęły
powstawać jakieś komόrki zatrudnienia na uczelniach w Polsce, ale żeby było
jasno powiedziane że jest możliwość wyjazdu za granicę w celu zrobienia
doktoratu i że wymagane jest a, b oraz c to chyba nie. Takich informacji
mogliby udzielać profesorowie, ale przecież to nie jest w ich interesie.
Tu na tym forum większość jest chyba postdoc’όw. Wyjazd na postdoca wygląda
zupełnie inaczej: lepiej wiadomo gdzie warto (albo po prostu gdzie się
jeździ), dziedzina jest bardziej ugruntowana. W przypadku wyjazdu na studia
doktoranckie jest więcej możliwości wyboru, zarówno dziedziny jak i miejsca.
Można traktować to jako zaletę. W innym miejscu na tym forum ktoś się
wyraził, że Chińczycy pojadą wszędzie, przyjmą każdą ofertę, żeby tylko wyrwać
się z Chin. Widzę to trochę inaczej. Chińczycy są stosunkowo dobrze
zorientowani. Przynajmniej jeśli chodzi o USA, ranking uczelni, gdzie łatwiej
się dostać. Starają się na kilka, powiększając w ten sposόb swoje szanse I
jadą jak im się kalkuluje. To prawda że najczęściej im się kalkuluje, ale
generalnie jednak są dobrze zorientowani. Mam wrażenie że polscy studenci nie
są. Czy się mylę?