EWOLUCJONIZM, A KREACJONIZM

IP: *.ztpnet.pl 26.12.05, 22:01
"Na początku było słowo, a słowo było u Boga i Bogiem było słowo..."
"Na początku był Chaos, a z Chaosu narodził się Uranos i Gaja..."
Tak na początku był Chaos, kompletne poplątanie kwantowe. Przestrzeń i czas
próbowały się wykreować ale nie mogły, powstawały potężne fluktuacje
interwałów czasoprzestrzennych, ale szybko się anihilowały bo czas i
przestrzeń nie mógł dojść synchronizacji. Potworna zupa promieniowania i
kropek kwantowych kreowała się i znikała w nieistniejącej przestrzeni.
I nagle z tego chaosu wyłoniło się COS. W wielu religiach różnie to COS
nazwano: Allach, Jachwe, i.t.p. To COS to w/g nauki Absolut Kwantowy, czyli
najwyższa forma kwantowa zdolna się sama stworzyć; forma kuli wielkości grejp
fruta wykreowanej z pierwotnego chaosu. We wnętrzu tej bryły miała miejsce
wielka unifikacja wszystkich odziaływań. Targana olbrzymią temperaturą i
ciśnieniem doszła do punktu krytycznego i eksplodowała. Również w tym momencie
nastąpiła synchronizacja czasoprzestrzeni i przestrzeń zaczęła się kreować
szybciej niż światło dając bazę inflacji Wszechświata.....
Dzieci gwiazd, to MY. Wszystkie pierwiastki zdolne stworzyć życie pochodzą z
pyłu gwiezdnego, który spadł na Ziemię gdy ta już ostygła. Darwin odwalił
kawał dobrej roboty tworząc teorię ewolucji. A po przodkach naszych zostały
szczątki i ...kość ogonowa.
    • yoric Forum nauka tylko dla zarejestrowanych 27.12.05, 00:06
      Bardzo proszę! Kiedy wreszcie się doczekam????
      • Gość: gość Re: Forum nauka tylko dla zarejestrowanych IP: *.tpnet.pl / *.tpnet.pl 29.12.05, 15:53
        yoric napisał:

        > Bardzo proszę! Kiedy wreszcie się doczekam????
        Mnie bardziej interesuje kiedy dostaniesz takiego kopa żeby ci się przypomniały(albo żebyś zapomniał)czasy współpracy świętego adama z jaruzelskim i komunistycznym lemem i niemenem.
        • aga_ata Re: Forum nauka tylko dla zarejestrowanych 25.02.06, 15:22
          ciekawe...
    • dokowski nauka, A religia 27.12.05, 15:38

      • Gość: Hal 9000 Re: nauka, A religia IP: *.ztpnet.pl 28.12.05, 22:15
        Nie rozumiem co masz na myśli, czy mógłbyś się sprecyzować?
        • dokowski Ewolucjonizm to nauka, kreacjonizm to religia 29.12.05, 08:46

          • t0g Re: Rozwinę to, co słusznie mówi Doku 29.12.05, 10:58
            TE spełnia wszystkie warunki wymagane do tego, by można było ją uznać za teorie
            naukową. Kreacjonizm i ID, jego "łagodniejsza wersja", nie spełniją tych
            warunków i wręcz nie spełniają ich Z PREMEDYTACJĄ. Dlatego, z punktu widzenia
            nauki, kreacjonizmu ani ID nie można nazwać teoriami.

            Teoria naukowa jest struktura złożoną z powiązanych ze sobą idei i scalającą te
            idee w jedną logiczną całość. Teoria musi byc oparta na bogatym zbiorze faktów
            uzyskanych drogą obserwacji i musi być zdolna do wytłumaczenia tych faktów na
            gruncie fundamentalnych praw przyrody. Teoria musi być przy tym weryfikowalna -
            to znaczy, że jeśli stwierdzone zostaną fakty z nią sprzeczne, to albo powinna
            zostac w całosci odrzucona, albo powinna dać sie "przekonstruowac" w taki
            sposób, by te nowe fakty dały wytłumaczyć, nadal na gruncie fundamentalnych praw
            przyrody.

            TE niewątpliwie te warunki spełnia. Natomiast kreacjonizm i ID od początku
            zakłada interwencję czynnika NADPRZYRODZONEGO, a więc -jak sama nazwa wskazuje -
            nie dającego sie wytłumaczyć na gruncie fundamentalnych praw przyrody. To
            również "kładzie na łopatki" weryfikowalniość, bo każdą niezgodnośc z tymi
            prawami mozna natychmiast "zwalić" na interwncję sił nadprzyrodzonych. Czyli
            kreacjonizm i ID nie spełniaja aż dwóch podstawowych warunków, które są wymagane
            od teorii naukowej, i dlatego za teorię w żaden sposób być uznane nie mogą.

            Ponadto, kreacjonizm nie jest jednolitą strukturą. Istnieje multum różnych
            religii i prawdopodobnie kreacjonizm w wydaniu każdej z tych religii jest nieco
            odmienny - albo nawet zasadniczo odmienny. Zatem, kreacjonizm jest
            nierozerwalnie "sprzężony" z religią i dlatego musi być uznany po prostu za
            element, za "składnik" wierzeń religijnych, a nie za żadną tam "teorię".

            Na koniec dodam, że TE, w szeregu ponawianych deklaracji najwyższych władz KK,
            została uznana za teorię nie bedącą w sperzecznosci z nauką KK - wiec ja, który
            sie osobiście uważam z katolika, nie mam żadnych dylematów moralnych związanych
            z poglądem na TE.
            • yoric Re: Rozwinę to, co słusznie mówi Doku 29.12.05, 14:19
              A co tam...

              [za www.onion.com] W USA naukowcy z ECFR (Centrum Fizyki Ewangeliskiej) szykują
              się do wprowadzenia do szkół alternatywy dla teorii grawitacji: Inteligentnego
              Spadania. Fizyka ewangelicka to dział fizyki zajmujący się dosłowną
              interpretacją biblii. Wg ECFR teoria grawirtacji nie wyjaśnia wielu zjawisk
              wyjaśniaych przez IS: wniebowstąpienie Jezusa, upadek Szatana do nieba, latanie
              aniołów, itd.
              pzdrv
              • Gość: lemride [...] IP: *.tpnet.pl / *.tpnet.pl 29.12.05, 15:17
                Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
            • Gość: kapitalizm Re: Rozwinę to, co słusznie mówi Doku IP: *.oc.oc.cox.net 08.02.06, 23:45
              Na koniec dodam, że TE, w szeregu ponawianych deklaracji najwyższych władz KK,
              została uznana za teorię nie bedącą w sperzecznosci z nauką KK - wiec ja, który
              sie osobiście uważam z katolika, nie mam żadnych dylematów moralnych związanych
              z poglądem na TE.


              ...oprocz malego dylematu wiary,

              a wlasciwie wiary w cuda, bo bez tej wiary nie mozesz byc wierzacym,

              z kolei posiadajac ta wiare nie mozesz byc naukowcem.
              • rs_gazeta_forum Re: Rozwinę to, co słusznie mówi Doku 10.02.06, 00:53
                > a wlasciwie wiary w cuda, bo bez tej wiary nie mozesz byc wierzacym,
                > z kolei posiadajac ta wiare nie mozesz byc naukowcem.

                Wydawało mi się dotąd, że cały szereg ludzi deklarował wiarę w Boga, co nie
                przeszkadzało potomnym zaliczyć ich nie tylko do grona naukowców, ale wręcz
                uczonych (niech mi t0g wybaczy).
                Oszukiwali?
                • kapitalizm Re: Rozwinę to, co słusznie mówi Doku 11.02.06, 00:00
                  rs_gazeta_forum napisał:




                  > Wydawało mi się dotąd, że cały szereg ludzi deklarował wiarę w Boga, co nie
                  > przeszkadzało potomnym zaliczyć ich nie tylko do grona naukowców, ale wręcz
                  > uczonych (niech mi t0g wybaczy).
                  > Oszukiwali?

                  - tak,

                  wprostproporcjonalnie do zakresu w jakim wierzyli w cuda,

                  jezeli deklarowali ta wiare z czystego konwenansu socjalnego, to byli wolni do
                  duzych osiagniec w nauce,

                  jesli naprawde wierzyli w cuda (jak dzis Muzulmanie) to dlugo nam bedzie szukac
                  Einsteina na Bliskim Wschodzie,

                  nawiasem Einstein bylby o wiele wiekszym uczonym gdyby zupelnie nie wierzyl w
                  zadne cuda.
                  • europitek Re: Rozwinę to, co słusznie mówi Doku 11.02.06, 00:26
                    Naukowość i religijność nie muszą się kłócić "przebywając" jednocześnie w jednej osobie. Ich konflikt nie jest nieuchronny, przynajmniej dla większości naukowców. Człowiek ma mechanizmy obronne odseparowujące od siebie te "światy" (nauki i religii), jak również wiele innych "sprzeczności" natury ludzkiej od siebie nawzajem.
                    • kapitalizm Re: Rozwinę to, co słusznie mówi Doku 11.02.06, 04:45
                      europitek napisał:

                      > Naukowość i religijność nie muszą się kłócić "przebywając" jednocześnie w
                      jedne
                      > j osobie. Ich konflikt nie jest nieuchronny, przynajmniej dla większości
                      naukow
                      > ców. Człowiek ma mechanizmy obronne odseparowujące od siebie te "światy"
                      (nauki
                      > i religii), jak również wiele innych "sprzeczności" natury ludzkiej od
                      siebie
                      > nawzajem.


                      - tak, tylko jaki jest sens swiadomie skazac swoj umysl na taka walke i
                      sprzecznosc,

                      to tak jakby wciaz swiadomie podtruwac nasz organizm (np. cyjankiem) i
                      pocieszac sie, ze nasze cialo wkoncu ma mechanizm zwalczania roznych trucizn,
                      to sobie na pewno poradzi,

                      nawiasem, jakie sprzecznosci natury ludzkiej masz na mysli - ja nie zauwazam
                      takich.
                    • madcio Re: Rozwinę to, co słusznie mówi Doku 11.02.06, 14:03
                      Te mechanizmy mają swoją nazwę. Dwójmyślenie, samooszukiwanie, chciejstwo,
                      hipokryzja... dużo tego jest.
                      • Gość: kapitalizm Re: Rozwinę to, co słusznie mówi Doku IP: *.oc.oc.cox.net 11.02.06, 18:50
                        madcio napisał:

                        > Te mechanizmy mają swoją nazwę. Dwójmyślenie, samooszukiwanie, chciejstwo,
                        > hipokryzja... dużo tego jest.


                        ....zgadzam sie.

                        A zgadzam sie bardzo rzadko.
                        • europitek Re: Rozwinę to, co słusznie mówi Doku 12.02.06, 01:34
                          Miałem na myśli mechanizm ogólny, który należy opisywać na trochę innym poziomie uogólnienia. A dokładniej, chodziło mi o funkcjonowanie w naszych mózgach maszyn wirtualnych, które pozwalaja na "bezkolizyjne" współwystępowanie w jednej głowie sprzecznych lub rozłącznych systemów pojęć do opisu tej samej rzeczywistości. Większość ludzi używa ich na codzień automatycznie, nie zdając sobie z tego sprawy przełącza się między nimi w sposób nieświadomy. Wierzący naukowiec wchodząc do swojego instytutu robi "pstryk" i już jest wzorowym jajogłowym (w swej dziedzinie), który ma za nic podpowiedzi "świętych", lecz gdy zwróci swoją uwagę na inne sprawy, po błyskawicznym przełączeniu się, będzie dewotem o zerowej przyswajalności racjonalnych argumentów.
                          I o to mi chodziło w tym miejscu i czasie.
                          • Gość: kapitalizm Re: Rozwinę to, co słusznie mówi Doku IP: *.oc.oc.cox.net 12.02.06, 17:23
                            europitek napisał:

                            chodziło mi o funkcjonowanie w naszych mózgach mas
                            > zyn wirtualnych, które pozwalaja na "bezkolizyjne" współwystępowanie w jednej
                            g
                            > łowie sprzecznych lub rozłącznych systemów pojęć do opisu tej samej
                            rzeczywisto
                            > ści.

                            - naukowo to sie nazywa schizofrenia,

                            ale wiekszosc naukowcow nie jest schizofrenikami, tylko zyja w stalym
                            oszukiwaniu samych siebie - cena tego jest zanizona jakosc ich prac i problemy
                            osobiste,

                            dalej nie odpowiedziales jakie to sa sprzecznosci w naturze czlowieka,
                            powtarzam w NATURZE?

                            i sa sprzeczne w stosuku do czego? - twojego obrazu swiata?
                            • europitek Re: Rozwinę to, co słusznie mówi Doku 15.02.06, 16:59
                              Różne są nauki i różnie nazywają te same zjawiska. Ja nie pisałem o konkretnym
                              stanie chorobowym, lecz o mechanizmie wystepującym powszechnie u _zdrowych_
                              ludzi.
                              A do sprzeczności w "naturze" człowieka jeszcze wrócimy, ale w tym momencie nie
                              mam na to czasu - niestety.
                              • madcio Re: Rozwinę to, co słusznie mówi Doku 15.02.06, 19:05
                                A czy ja piszę, ze hipokryzja czy obłuda występuje u chorych ludzi?
                              • Gość: kapitalizm Re: Rozwinę to, co słusznie mówi Doku IP: *.oc.oc.cox.net 16.02.06, 06:52
                                europitek napisał:

                                > Różne są nauki i różnie nazywają te same zjawiska. Ja nie pisałem o
                                konkretnym
                                > stanie chorobowym, lecz o mechanizmie wystepującym powszechnie u _zdrowych_
                                > ludzi.


                                - rozdwojenie jazni u zdrowych ludzi ?



                                > A do sprzeczności w "naturze" człowieka jeszcze wrócimy, ale w tym momencie
                                nie
                                >
                                > mam na to czasu - niestety.

                                OK. poczekam.



                  • rs_gazeta_forum Re: Rozwinę to, co słusznie mówi Doku 11.02.06, 22:06
                    rs:
                    >> Oszukiwali?

                    kapitalizm:
                    > - tak, ...
                    > jesli naprawde wierzyli w cuda (jak dzis Muzulmanie) to dlugo nam bedzie
                    > szukac Einsteina na Bliskim Wschodzie,

                    Może wiesz, kto napisał: "Jestem przekonany, że Biblia jest Słowem Bożym,
                    napisanym przez tych których On inspirował. Studiuję ją codziennie" oraz: "Żadna
                    inna nauka nie jest tak potwierdzona, jak nauka Biblii." ?

                    kapitalizm:
                    > nawiasem Einstein bylby o wiele wiekszym uczonym gdyby zupelnie nie wierzyl w
                    > zadne cuda.

                    Wiesz to po sobie, jak można by sądzić po tej pewności?
                    • Gość: kapitalizm Re: Rozwinę to, co słusznie mówi Doku IP: *.oc.oc.cox.net 12.02.06, 17:56
                      rs_gazeta_forum napisał:



                      Może wiesz, kto napisał: "Jestem przekonany, że Biblia jest Słowem Bożym,
                      napisanym przez tych których On inspirował. Studiuję ją codziennie" oraz: "Żadna
                      inna nauka nie jest tak potwierdzona, jak nauka Biblii." ?

                      - nie, nie wiem, ale musial to byc czlowiek wierzacy w cuda,

                      kapitalizm:
                      > nawiasem Einstein bylby o wiele wiekszym uczonym gdyby zupelnie nie wierzyl w
                      > zadne cuda.

                      Wiesz to po sobie, jak można by sądzić po tej pewności?

                      - wystarczy pomyslec,

                      moge byc rowniez pewny, ze jakby sprinterowi kazac biec z dodatkowymi
                      obciaznikami wokol pasa, to jakikolwiek wynik by uzyskal, bylby on gorszy niz
                      bez tego obciazenia, czyz nie?


                      • rs_gazeta_forum Re: Rozwinę to, co słusznie mówi Doku 12.02.06, 23:12
                        Plus dla Ciebie, bo mało kto potrafi powiedzieć krótkie "nie wiem". Minus dla
                        Ciebie, bo mógłbyś częściej się nad tymi słowami zastanowić.

                        Cytaty te znajdziesz na pl.wikipedia.org/wiki/Isaac_Newton
                        Ty możesz go za uczonego nie uznać rzecz jasna, a w szczególności nie popierać
                        Angoli, często określających go mianem największego uczonego, jaki miał okazję
                        żyć i tworzyć.
                        Przy okazji, jest tam wspomniane, że w odkryciach dzisiaj uznawanych za tak
                        wielkie pomogła mu wiara w coś, co dzisiaj mamy za gusła.

                        Co do Einsteina - skąd możesz wiedzieć, że bez tej wiary/niewiary doszedłby do
                        takich wyników, jak doszedł? Może ona go wewnętrznie motywowała do badań?
                        Traktujesz ludzi jak maszyny - a ludzie maszynami nie są.
                        A co do obciążników - przykład nie jest specjalnie dobry, bo sprinter takie
                        obciążniki zakłada - na treningu, by, zdjąwszy je, przez chwilę poczuć się jak ptak.
                        • yoric Re: Rozwinę to, co słusznie mówi Doku 13.02.06, 05:07
                          Nie zapominajmy, że teoria grawitacji Newtona została obalona przez teorię
                          Inteligentnego Spadania.
                          • rs_gazeta_forum Re: Rozwinę to, co słusznie mówi Doku 13.02.06, 16:30
                            Gwoli wyjaśnienia: ja tu w opozycji do naszego kapitalizmu występuję jako
                            advocatus diaboli, bo na co dzień to się dziwię niezmiernie, jak Newton mógł, itd.
                            Ale nie poważyłbym się (obecnie, kiedyś, gdy umysł ludzki nie wydawał mi się tak
                            'pokręcony', może tak) powiedzieć, że
                            - nie można być naukowcem i jednocześnie osobą wierzącą (patrz wyjaśnienie
                            europitka),
                            - religia z definicji przeszkadza uczonemu w tworzeniu nauki (bo to taka
                            'hipoteza', której w zasadzie nie sposób potwierdzić).

                            P.S.
                            Ciekaw jestem, jaka byłaby reakcja samego Newtona na to, że jabłko mu
                            "inteligentnie" spadło na głowę ;) /wiemy, wiemy, że nie spadło!/.
                        • kapitalizm Re: Rozwinę to, co słusznie mówi Doku 13.02.06, 20:47
                          rs_gazeta_forum napisał:



                          > Ty możesz go za uczonego nie uznać rzecz jasna, a w szczególności nie popierać
                          > Angoli, często określających go mianem największego uczonego, jaki miał okazję
                          > żyć i tworzyć.
                          > Przy okazji, jest tam wspomniane, że w odkryciach dzisiaj uznawanych za tak
                          > wielkie pomogła mu wiara w coś, co dzisiaj mamy za gusła.

                          - dlaczego?

                          ja mam duzy szacunek do wielu uczonych, w tym Newtona - co nie przeszkadza mi
                          zalowac, ze wierzyli w cuda, czym hamowali swoj rozwoj,

                          > Co do Einsteina - skąd możesz wiedzieć, że bez tej wiary/niewiary doszedłby do
                          > takich wyników, jak doszedł? Może ona go wewnętrznie motywowała do badań?

                          - lepiej gdyby dlugie spacery go motywowaly niz trucizna umyslowa,

                          nie ma znaczenia czym podtruwasz swoj umysl, wodka czy falszywa ideologia
                          (religia) - skutek jest taki sam - zmniejszona wydajnosc umyslu,

                          i nie ma znaczenia, ze wielu alkoholikow 'wierzy', ze po wypiciu sa sprawniejsi
                          umyslowo - fakty sa faktami,


                          > Traktujesz ludzi jak maszyny - a ludzie maszynami nie są.


                          - odwrotnie, to ja twierdze, ze nie da sie bezkarnie oszukiwac swego ciala, w
                          tym swego rozumu - gdyz nie jestesmy maszynami,


                          > A co do obciążników - przykład nie jest specjalnie dobry, bo sprinter takie
                          > obciążniki zakłada - na treningu, by, zdjąwszy je, przez chwilę poczuć się
                          jak
                          > ptak.


                          - wiary nie da sie zdjac na chwile, tak jak i nie da sie przestac pic na
                          chwile - skutki picia czy wierzenia sa w nas, czy chcemy tego czy nie.


                          • rs_gazeta_forum Re: Rozwinę to, co słusznie mówi Doku 13.02.06, 22:31
                            Ja nie twierdzę, że nie masz racji, gdy mówisz
                            > nie ma znaczenia czym podtruwasz swoj umysl, wodka czy falszywa ideologia
                            > (religia) - skutek jest taki sam - zmniejszona wydajnosc umyslu
                            tyle, że uważam takie stwierdzenie za zbyt dogmatyczne.

                            Tego typu stwierdzenia są w rzeczywistości nieudowadnialne: dostęp do
                            równoległych rzeczywistości, jakiego wymagał by tu eksperyment, to domena s-f, a
                            nie nauki.

                            Przy tym zgadzam się z hipotezą, jaką opisał europitek - nasz biedny umysł,
                            złożony w całość w pewnym sensie przypadkowo, stanął nagle przed objawieniem,
                            jakim była zdolność do rozważania związków przyczynowych, a jednocześnie, jak
                            rozumiem, musiał wykorzystywać do tego wewnętrzne mechanizmy służące pierwotnie
                            do celów nieabstrakcyjnych - musiał, w tym sensie, że je miał. Kształtowanie
                            umiejętności interpretacji rzeczywistości odbywało się metodą prób i błędów,
                            stąd nietrudno sobie wyobrazić wiele "ścieżek" interpretacji, do których nasz
                            umysł przypasowywał nowe dostrzeżenia fizyczne, a potem, gdy te się pojawiły,
                            dostrzeżenia myślowe. Przełączanie się między takimi ścieżkami też łatwo sobie
                            wyobrazić, jako przydatne w zmieniającej się często szybko rzeczywistości.
                            Stąd jest już krótka droga do mechanizmu wzmiankowanego przez europitka.
                            A że nam się opieranie naszego wspaniałego naszego "ja" na takim niedoskonałym
                            (?) mechanizmie nie podoba, co widać choćby po Twoim (ale także tych, których
                            tak krytykujesz) nastawieniu do niego, to zupełnie inna sprawa.
                            Postulował bym raczej bliższe przyjrzenie się temu mechanizmowi - wtedy może
                            znajdziesz sposób, jak spowodować, by nieracjonalność, jaka wynika z takiego
                            działania umysłu, dała się ograniczyć.
                            • Gość: kapitalizm Re: Rozwinę to, co słusznie mówi Doku IP: *.oc.oc.cox.net 13.02.06, 23:19
                              rs_gazeta_forum napisał:




                              Ja nie twierdzę, że nie masz racji, gdy mówisz
                              > nie ma znaczenia czym podtruwasz swoj umysl, wodka czy falszywa ideologia
                              > (religia) - skutek jest taki sam - zmniejszona wydajnosc umyslu
                              tyle, że uważam takie stwierdzenie za zbyt dogmatyczne.

                              - co tu jest dogmatyczne?

                              ze alkohol wplywa na zmniejszona wydolnosc umyslu?

                              > Postulował bym raczej bliższe przyjrzenie się temu mechanizmowi - wtedy może
                              znajdziesz sposób, jak spowodować, by nieracjonalność, jaka wynika z takiego
                              działania umysłu, dała się ograniczyć.




                              o jakiej nieracjonalnosci umyslu mowisz?

                              umysl jest tylko narzedziem, o tym czy korzystamy z tego narzedzia racjonalnie
                              czy nie, decyduje nasze myslenie i nasze dobrowolnie podejmowane decyzje,

                              np. mlotek nie ma ani racjonalnej, ani nieracjonalnej budowy i nie jest
                              narzedziem dobrym ani zlym - tylko sposob uzycia tego narzedzia mozemy ocenic w
                              ten sposob,

                              inny blad jaki robisz to:


                              > Przy tym zgadzam się z hipotezą, jaką opisał europitek - nasz biedny umysł,
                              złożony w całość w pewnym sensie przypadkowo,

                              - paradoks czy przypadkowosc nie wystepuja we Wszechswiecie - kazdy
                              skutek ma swoja przyczyne,

                              te potocznie uzywane okreslenia (przypadek, paradoks) sa nastepstwem naszego,
                              ograniczonego na danym etapie rozwoju, rozumienia danego zjawiska, czesto
                              wyniklego z braku posiadania dokladniejszych przyrzadow pomiarowo-badawczych, a
                              takze czesto dla niektorych, wygodnym uzasadnieniem wlasnej wiary w boga/ow
                              (czyli cuda, zaswiaty, paradoksy i niewytlumaczalne 'przypadki'),

                              poza tym czlowiek zawsze byl zdolny do rozwazania zwiazkow przyczynowych, na
                              tym polega cale ludzkie zycie - sprobuj bez tej umiejetnosci cokolwiek zasadzic
                              w ziemi, a potem zrobic plony, albo sprobuj sporzadzic najprostszy luk do
                              polowania,

                              a potem piszesz, ze oszukiwanie czy intoksykacja tego delikatnego mechanizmu,
                              jakim jest nasz rozum, jest malym problemem??



              • absurdello A co to są cuda ? 10.02.06, 03:40
                Zjawiska niewyjaśnialne na bazie naszej aktualnej wiedzy !

                Kiedyś unoszenie się w powietrzu metalowego przedmiotu byłoby uznane za cud,
                podobnie jak radio, telewizja czy loty kosmiczne.
                • kapitalizm Re: A co to są cuda ? 11.02.06, 00:21
                  absurdello napisał:

                  > Zjawiska niewyjaśnialne na bazie naszej aktualnej wiedzy !
                  >
                  > Kiedyś unoszenie się w powietrzu metalowego przedmiotu byłoby uznane za cud,
                  > podobnie jak radio, telewizja czy loty kosmiczne.


                  - nie,

                  cuda to sa zjawiska NIEPOZNAWALNA, niemozliwe do poznania, a nie jeszcze nie
                  poznane,

                  istota cudu jest jego niepoznawalnosc, brak tozsamosci i przyczynowosci,

                  wiele obiektow we Wszechswiecie jest jeszcze nie poznane, ale w momencie
                  poznania ich bedziemy znali ich tozsamosc i przyczynowosc.



                  • rs_gazeta_forum Re: A co to są cuda ? 11.02.06, 22:19
                    kapitalizm napisał:
                    > cuda to sa zjawiska NIEPOZNAWALNA, niemozliwe do poznania, a nie jeszcze nie
                    > poznane,

                    Z tego co napisałeś, trzeba się DOMYŚLAĆ, że cudami nazywasz zjawiska, jakie
                    nigdy nie będą mogły być wyjaśnione na bazie jakiejkolwiek wiedzy naukowej.
                    Rozumiem, że w razie napotkania absolutnie dla nas niewytłumaczalnego zjawiska
                    bierzesz na siebie rolę arbitra, który powie "to nie cud, bo za nnn lat będziemy
                    umieli to wyjaśnić".
                    • Gość: kapitalizm Re: A co to są cuda ? IP: *.oc.oc.cox.net 12.02.06, 18:02
                      rs_gazeta_forum napisał:

                      > kapitalizm napisał:
                      > > cuda to sa zjawiska NIEPOZNAWALNA, niemozliwe do poznania, a nie jeszcze
                      > nie
                      > > poznane,
                      >
                      > Z tego co napisałeś, trzeba się DOMYŚLAĆ, że cudami nazywasz zjawiska, jakie
                      > nigdy nie będą mogły być wyjaśnione na bazie jakiejkolwiek wiedzy naukowej.
                      > Rozumiem, że w razie napotkania absolutnie dla nas niewytłumaczalnego zjawiska
                      > bierzesz na siebie rolę arbitra, który powie "to nie cud, bo za nnn lat
                      będziem
                      > y
                      > umieli to wyjaśnić

                      - tak, gdyz WSZYSTKO, co istnieje ma swoja tozsamosc oraz przyczyne....a wiec
                      jest POZNAWALNE, predzej czy pozniej,

                      zrozumiale jest, ze mowimy o tym co istnieje - cos co nie istnieje (np. cuda,
                      Bog, pozaswiaty itp) jest oczywiscie niepoznawalne
                      • rs_gazeta_forum Re: A co to są cuda ? 12.02.06, 23:22
                        > zrozumiale jest, ze mowimy o tym co istnieje

                        Mówimy o cudach i ich rozpoznawalności ;)
                        Stwierdziłeś właśnie powyżej, że jeśli nagle zmaterializuje się przed Tobą
                        świetlista postać i zacznie napominać Cię za głoszenie pochopnych sądów,
                        będziesz w stanie jasno stwierdzić, czy masz do czynienia ze zjawiskiem
                        nadprzyrodzonym, czy z żartem jakiegoś Twojego czytelnika, który właśnie odkrył,
                        jak można przemieszczać ciała materialne wykorzystując inne wymiary.
                        • Gość: kapitalizm Re: A co to są cuda ? IP: *.oc.oc.cox.net 13.02.06, 06:03
                          rs_gazeta_forum napisał:

                          > > zrozumiale jest, ze mowimy o tym co istnieje
                          >
                          > Mówimy o cudach i ich rozpoznawalności ;)
                          > Stwierdziłeś właśnie powyżej, że jeśli nagle zmaterializuje się przed Tobą
                          > świetlista postać i zacznie napominać Cię za głoszenie pochopnych sądów,
                          > będziesz w stanie jasno stwierdzić, czy masz do czynienia ze zjawiskiem
                          > nadprzyrodzonym, czy z żartem jakiegoś Twojego czytelnika, który właśnie
                          odkrył
                          > ,
                          > jak można przemieszczać ciała materialne wykorzystując inne wymiary.

                          - jeszcze raz,

                          jesli cos istnieje to automatycznie jest rozpoznawalne i ma swoja tozsamosc
                          (jest takie a nie inne) oraz ma swoja przyczyne,

                          z tego wynika logiczny wniosek, ze cos co jest z definicji bez przyczyny i
                          nierozpoznawalne, bez tozsamosci (jak cud, Bog, zaswiaty itp) - nie moze
                          istniec,

                          dotyczy to oczywiscie wszelkich cudow, czyli potocznej nazwy na wszelkie
                          zjawiska tzw "nadprzyrodzone"

                          dotyczy to rowniez wszelkich zaswiatow, czyli nazwy na "inne wymiary".




                          • rs_gazeta_forum Re: A co to są cuda ? 13.02.06, 10:10
                            Innymi słowy, w każdym wypadku podobnym do opisanego, stwierdzisz, że to nie
                            cud, tylko zjawisko wymykające się, póki co, naszej wiedzy?
                            • Gość: kapitalizm Re: A co to są cuda ? IP: *.oc.oc.cox.net 13.02.06, 17:50
                              rs_gazeta_forum napisał:

                              > Innymi słowy, w każdym wypadku podobnym do opisanego, stwierdzisz, że to nie
                              > cud, tylko zjawisko wymykające się, póki co, naszej wiedzy?


                              ...niezupelnie,

                              zadna rzecz ani zjawisko nie moze podwazyc Prawa Tozsamosci, co oznacza, ze nie
                              moze byc czyms innym niz jest w tym samym czasie i okolicznosciach,

                              a wiec dla kogos kto nigdy nie widzial lustra, jego wlasne odbicie bedzie mu
                              sie wydawalo, ze on sie nagle rozdwoil,

                              tak samo z innymi trickami i 'cudami', zadna rzecz czy zjawisko nie moze
                              zaprzeczyc swojej wlasciwosci, jest tym czym jest - z nasiona jablka nie
                              wyrosnie telewizor a odbicie w lustrze nie jest twoim klonem.
                              • rs_gazeta_forum Re: A co to są cuda ? 13.02.06, 20:19
                                Przyznam, że nic z tego nie rozumiem. A ponieważ dopuszczam własną
                                ograniczoność, nie nazwę tej odpowiedzi bełkotem.
                                Co ma jakieś prawo tożsamości do tego, czy jesteś w stanie stwierdzić cud, czy nie?
                                • Gość: kapitalizm Re: A co to są cuda ? IP: *.oc.oc.cox.net 14.02.06, 05:11
                                  rs_gazeta_forum napisał:

                                  > Przyznam, że nic z tego nie rozumiem. A ponieważ dopuszczam własną
                                  > ograniczoność, nie nazwę tej odpowiedzi bełkotem.
                                  > Co ma jakieś prawo tożsamości do tego, czy jesteś w stanie stwierdzić cud,
                                  czy
                                  > nie?



                                  - nie, nie jestes ograniczony,

                                  moze tylko odrzucasz mozliwosc nie istnienia Boga?

                                  cud, z samej nazwy oznacza zjawisko ktore przeczy prawom fizyki, a wiec cos co
                                  nie ma okreslonej wlasciwosci (tozsamosci) - np osoba ktora moze byc
                                  czlowiekiem ale nie musi (aniol) czy postac ktora moze byc wszystkim albo
                                  niczym (Bog) - ta nieokreslonosc jest atrybutem cudu,

                                  poniewaz wszystko co istnieje ma swoja okreslona wlasciwosc (taka, a nie inna) -
                                  dlatego moja konkluzja jest, ze cokolwiek nie ma tozsamosci (cuda, Bog
                                  itp)..... NIE ISTNIEJE.
              • Gość: pak Re: Rozwinę to, co słusznie mówi Doku IP: *.asta-net.com.pl 11.02.06, 10:55
                " wlasciwie wiary w cuda, bo bez tej wiary nie mozesz byc wierzacym,
                >
                > z kolei posiadajac ta wiare nie mozesz byc naukowcem."

                Ciekawie to brzmi w twoich ustach. Az dziw bierze, ze wiara nie przeszkadzala w
                zyciu setkom chrzescijanskich naukowcow, ktorzy polozyli podwaliny pod
                wspolczesna nauke: Newton, Boyle, Faraday, Kelvin, Planck, itd.
                • Gość: kapitalizm Re: Rozwinę to, co słusznie mówi Doku IP: *.oc.oc.cox.net 11.02.06, 18:58
                  Gość portalu: pak napisał(a):



                  Ciekawie to brzmi w twoich ustach. Az dziw bierze, ze wiara nie przeszkadzala w
                  zyciu setkom chrzescijanskich naukowcow, ktorzy polozyli podwaliny pod
                  wspolczesna nauke: Newton, Boyle, Faraday, Kelvin, Planck, itd.


                  - a teraz sobie wyobraz o ile wiekszymi naukowcami by byli gdyby nie podtruwali
                  swego rozumu kadzidlem 'cudu'

                  a poza tym skad wiesz, ze ta dwoistosc myslenia nie przeszkadzala im w zyciu,
                  nie niszczyla ich zycia osobistego? - o ile wiemy wielu z nich zylo w
                  cierpieniu i wewnetrznym skloceniu.
                  • yoric Re: Rozwinę to, co słusznie mówi Doku 11.02.06, 19:19
                    PS: Newton w ogóle miał bogatą wyobraźnię. Wierzył m.in. w boga, w alchemię...
                    • Gość: pak Re: Rozwinę to, co słusznie mówi Doku IP: *.asta-net.com.pl 11.02.06, 19:58
                      PS: Newton w ogóle miał bogatą wyobraźnię. Wierzył m.in. w boga, w alchemię...

                      Mozesz strescic w kilku zdaniach twoje zaslugi dla ludzkosci...? Mamy
                      jakies "prawo yoric'a"?
                      • yoric Re: Rozwinę to, co słusznie mówi Doku 11.02.06, 20:34
                        Nie zaśmiecam Forum Nauka.
                • Gość: kapitalizm Re: Rozwinę to, co słusznie mówi Doku IP: *.oc.oc.cox.net 12.02.06, 18:07
                  Gość portalu: pak napisał(a):

                  > " wlasciwie wiary w cuda, bo bez tej wiary nie mozesz byc wierzacym,
                  > >
                  > > z kolei posiadajac ta wiare nie mozesz byc naukowcem."
                  >
                  > Ciekawie to brzmi w twoich ustach. Az dziw bierze, ze wiara nie przeszkadzala
                  w
                  >
                  > zyciu setkom chrzescijanskich naukowcow, ktorzy polozyli podwaliny pod
                  > wspolczesna nauke: Newton, Boyle, Faraday, Kelvin, Planck, itd.


                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=33991208&a=36608036
            • Gość: pak Re: Rozwinę to, co słusznie mówi Doku IP: *.asta-net.com.pl 09.02.06, 22:25
              "Teoria naukowa jest struktura złożoną z powiązanych ze sobą idei i scalającą te
              idee w jedną logiczną całość. Teoria musi byc oparta na bogatym zbiorze faktów
              uzyskanych drogą obserwacji i musi być zdolna do wytłumaczenia tych faktów na
              gruncie fundamentalnych praw przyrody. Teoria musi być przy tym weryfikowalna -
              to znaczy, że jeśli stwierdzone zostaną fakty z nią sprzeczne, to albo powinna
              zostac w całosci odrzucona, albo powinna dać sie "przekonstruowac" w taki
              sposób, by te nowe fakty dały wytłumaczyć, nadal na gruncie fundamentalnych praw
              przyrody.

              TE niewątpliwie te warunki spełnia"

              ... to chyba zart?
              Moglbys prosze przytoczyc jakis przyklad zaobserwowania zmiany jednego gatunku
              w drugi?
              Jakiez to znane prawa fizyczne kaza materii organizowac sie raczej niz
              dezorganizowac?
              • absurdello Re: Rozwinę to, co słusznie mówi Doku 10.02.06, 03:36
                > to chyba zart ?

                > Moglbys prosze przytoczyc jakis przyklad zaobserwowania zmiany jednego
                > gatunku w drugi ?

                Tu ktoś ładnie się rozpisał, proponuję przeczytać:

                pl.wikipedia.org/wiki/Ewolucja_biologiczna


                > Jakiez to znane prawa fizyczne kaza materii organizowac sie raczej niz
                > dezorganizowac ?

                ale której materii ?
                • Gość: pak Re: Rozwinę to, co słusznie mówi Doku IP: 62.148.79.* 10.02.06, 10:50
                  Teoria o tym czym jest teoria ewolucji zmienia sie tak czesto, ze nie sposob za
                  tym nadazyc.
                  Teraz okazuje sie, iz TE odnosi sie do wszystkiego co obserwujemy.
                  Rozumiem, iz dowodem na slusznosc TE jest fakt, ze:
                  -mamy wiele organizmow (wyewoluowaly?)
                  -te, ktore mamy zyja (zatem sie przystosowaly?)

                  Skoro wyewoluowaly, a musialy bo sa, jeden musial powstac z drugiego.
                  Mozesz podac link do jakiegos doswiadczenia, w wyniku ktorego zaobserwowano
                  taki proces?
                  • yoric Re: Rozwinę to, co słusznie mówi Doku 10.02.06, 12:49
                    A skoro Bóg jest wszechwiedzący, to dlaczego nigdy nie wygrał 6-ki w Totka?
                    • Gość: pak Re: Rozwinę to, co słusznie mówi Doku IP: 62.148.79.* 10.02.06, 14:36
                      ID jest bee bo Bog nie wygral 6 w totka?
                      Tego teraz ucza?

                      TE jest cool bo taki mowi pani od biologii?
                      • yoric Re: Rozwinę to, co słusznie mówi Doku 10.02.06, 18:14
                        Nie wykręcaj się, tylko odpowiedz
                        • Gość: pak Re: Rozwinę to, co słusznie mówi Doku IP: *.asta-net.com.pl 10.02.06, 19:17
                          Bog nie wygral, bo nie zagral.

                          "Teoria o tym czym jest teoria ewolucji zmienia sie tak czesto, ze nie sposob
                          za
                          tym nadazyc.
                          Teraz okazuje sie, iz TE odnosi sie do wszystkiego co obserwujemy.
                          Rozumiem, iz dowodem na slusznosc TE jest fakt, ze:
                          -mamy wiele organizmow (wyewoluowaly?)
                          -te, ktore mamy zyja (zatem sie przystosowaly?)

                          Skoro wyewoluowaly, a musialy bo sa, jeden musial powstac z drugiego.
                          Mozesz podac link do jakiegos doswiadczenia, w wyniku ktorego zaobserwowano
                          taki proces?
                          "

                          mozesz odpowiedziec?
                          • Gość: Kreacjonista Masz rację Pak! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.02.06, 19:50
                            Teoria ewolucji to bzdury. Każdy wie, że Ziemia (która jest płaska i pusta w
                            środku) ma nieco ponad 6000 lat (cywilizacja chińska rozwijała się przed
                            stworzeniem pierwszych ludzi - Adama i Ewy, a nawet przed stworzeniem Ziemii),
                            a człowiek 100 milionów i że ludzie istnieli już wtedy, gdy istniały dinozaury.
                            Niech ci ewolucjoniści, jak piszesz, dadzą namiary na jakiś eksperyment,
                            nagranie video, w którym widać jak ryba zamienia się w żabę i wychodzi na ląd!
                          • yoric Re: Rozwinę to, co słusznie mówi Doku 10.02.06, 22:58
                            > Bog nie wygral, bo nie zagral.

                            A dlaczego nie zagrał?

                            PS: Zacząłem nawet pisać listy do boga, np.:
                            Szanowny Boże, zeszłego roku modliłem się, żeby mi wyrosła wielka nie dynia. I
                            co? Nie wyrosła. A teraz chcesz pieniądze na nowy dach w kościele? Możesz się
                            pocałować!
                            • Gość: pak Re: Rozwinę to, co słusznie mówi Doku IP: *.asta-net.com.pl 11.02.06, 01:02
                              Bog nie chce pieniedzy na nowy dach. Po co mu nowy dach?
                              Zeby wyrosla dynia, nalezy wsadzic do ziemi pestke dyni. Nie nalezy wsadzac do
                              ziemi pestki jablka i czekac az na drodze losowych zmian wyrosnie dynia.
                              Chcesz miec dynie - zasadz dynie.
                              • Gość: Kreacjonista Mylisz się Paku! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.02.06, 16:06
                                Gość portalu: pak napisał(a):
                                > Zeby wyrosla dynia, nalezy wsadzic do ziemi pestke dyni. Nie nalezy wsadzac do
                                > ziemi pestki jablka i czekac az na drodze losowych zmian wyrosnie dynia.
                                > Chcesz miec dynie - zasadz dynie.
                                Jeśli Bóg będzie chciał, to stworzy z pestki jabłka dorodną dynię. Nie ulegaj
                                propagandzie ewolucjonistów.
              • madcio Re: Rozwinę to, co słusznie mówi Doku 11.02.06, 14:09
                > ... to chyba zart?
                Dla twojego zaślepionego religią umysłu zapewnie. O ewolucji nie bedę cię
                przekowywać - ty już wsyztskow iesz. Przyczepię się za to do czego innego...

                > Jakiez to znane prawa fizyczne kaza materii organizowac sie raczej niz
                > dezorganizowac?
                Jak rozumiem, powstawanie płaktu śniegu (temat na czasie, w końcu zima jest) to
                deorganizacja materii? Powstawanie planety z dysku protoplanetarnego to
                dezorganizacja? Krystalizacja soli na sznurku zanurzonym w roztworze to
                dezorganizacja?
                • Gość: pak Re: Rozwinę to, co słusznie mówi Doku IP: *.asta-net.com.pl 11.02.06, 14:37
                  madcio napisał:

                  > > ... to chyba zart?
                  > Dla twojego zaślepionego religią umysłu zapewnie. O ewolucji nie bedę cię
                  > przekowywać - ty już wsyztskow iesz. Przyczepię się za to do czego innego...
                  >
                  > > Jakiez to znane prawa fizyczne kaza materii organizowac sie raczej niz
                  > > dezorganizowac?
                  > Jak rozumiem, powstawanie płaktu śniegu (temat na czasie, w końcu zima jest)
                  to
                  > deorganizacja materii? Powstawanie planety z dysku protoplanetarnego to
                  > dezorganizacja? Krystalizacja soli na sznurku zanurzonym w roztworze to
                  > dezorganizacja?
                  >

                  Zdradzasz, poobnie jak wiekszosc zacieklych obroncow TE, podstawowe braki w
                  edukacji.
                  Jezeli powstanie platka sniegu albo krysztalu soli jest dowodem na lepsze
                  organizowanie sie materii, w sensie przyrostu informacji (a o tym mowimy w TE),
                  to albo prawa fizyki przestaja obowiazywac, albo ty ich nie rozumiesz. Poniewaz
                  o to pierwsze mozemy byc spokojni, pozostaje to drugie.
                  Poczytaj troche o teorii informacji.

                  Jak mawial Boorstin "The greatest obstacle to discovery is not ignorance
                  • Gość: Kreacjonista Słusznie! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.02.06, 16:20
                    Pak, my kreacjoniści musimy się trzymać razem. Na wszystkich liczących się
                    uniwersytetach TE od dawna jest uważana za bzdurę i nauczana w ramach
                    ciekawostki.
                    Jak można wierzyć w teorię, która powstała w XIX w.? Dodam jeszcze, że sam
                    Hitler był ewolucjonistą. Mówił o lepszych (bardziej zaawansowanych w ewolucji)
                    i gorszych rasach człowieka.
                  • Gość: kapitalizm Re: Rozwinę to, co słusznie mówi Doku IP: *.oc.oc.cox.net 11.02.06, 23:09
                    madcio napisał:




                    >Zdradzasz, poobnie jak wiekszosc zacieklych obroncow TE, podstawowe braki w
                    edukacji.
                    Jezeli powstanie platka sniegu albo krysztalu soli jest dowodem na lepsze
                    organizowanie sie materii, w sensie przyrostu informacji (a o tym mowimy w TE),
                    to albo prawa fizyki przestaja obowiazywac, albo ty ich nie rozumiesz. Poniewaz
                    o to pierwsze mozemy byc spokojni, pozostaje to drugie.
                    Poczytaj troche o teorii informacji.

                    - naiwne, a wiec nielogiczne myslenie,

                    nie mozesz wartosciowac pewnych procesow naturalnych jako dobre/niedobre,
                    lepsze/gorsze,

                    dla kogo lepsze?

                    wg jakich standardow? przez kogo ustalonych?

                    uzycie okreslenia dobre/zle zaklada istnienie 'okreslacza', czyli nas ludzi
                    oceniajacych,

                    w przyrodzie nic sie nie dzieje i nie powstaje z jakims, z gory okreslonym,
                    celem (np. organizowanie/dezorganizowanie sie materii, czy zyjacego ustroju, w
                    celu przetrwania czy rozwoju) - wszystko co widzisz i podziwiasz w naturze jest
                    efektem nieplanowanego i NIEPRZYPADKOWEGO* dzialania materii wchodzacej w sklad
                    danego obiektu/zjawiska,

                    dopiero potem, gdy juz istnieje jakis dany organizm (np. czlowiek) potrafiacy
                    klasyfikowac zjawiska jako dobre/zle pojawia sie mozliwosc oceny tego efektu
                    koncowego, czy to "harmonijnego" rozwoj jakiegos gatunku w TE, czy "piekna" i
                    symetrii platka sniegu,

                    w podsumowaniu, wszystko co istnieje, co mozna poznac i ewentualnie
                    klasyfikowac, jest takie jakie jest, czyli jest jakie sa atrybuty materii
                    wchodzacej w sklad danego obiektu - bo inne byc nie moze (nawet gdyby "chcialo"
                    lub mialo jakiegos "cudownego" tworce),

                    a odpowiedzialne za to jest niepodwazalne Prawo Tozsamosci oraz Przyczyny i
                    Skutku,



                    >Jak mawial Boorstin "The greatest obstacle to discovery is not ignorance
                    • Gość: pak Re: Rozwinę to, co słusznie mówi Doku IP: *.asta-net.com.pl 11.02.06, 23:37
                      Dziwi mnie, ze w tak krotkiej wypowiedzi zawierasz pewna teze, a jako jej dowod
                      podajesz cos, co zupelnie jej zaprzecza. Malo tego, wydajesz sie tego nie
                      zauwazac.

                      Zalozmy, ze istotnie nic w przyrodzie nie dzieje sie zgodnie z jakims z gory
                      zalozonym celem. Na jakims etapie procesu powstawania pojawil sie czlowiek.
                      Troche wczesniej byl jego protoplasta, a jeszcze przed nim proste formy zycia.
                      Zanim one sie pojawily, musiala istniec materia, z ktorej zostaly zbudowane.
                      Skad jednak wziela sie materia? Z energii? A skad wziela sie energia?

                      Rozumujac w ten sposob dochodzimy do wniosku, ze w pewnym momencie cos powstalo
                      z niczego. Dlaczego jednak z niczego mialoby powstac cos co powstalo a nie cos
                      innego? Czyzby pierwotna nicosc miala jakis charakter, ktory kazal jej stworzyc
                      akurat to co obserwujemy teraz, a nie cos innego? Gdyby jednak tak bylo,
                      oznaczaloby to, ze nicosc miala jakas nature, ktora musialaby istniec razem z
                      ta nicoscia. A nicosc nie ma natury, bo nicosci nie ma :)

                      Poniewaz, jak sam zauwazyles, dziala niepodwazalne prawo Przyczyny i Skutku,
                      powstanie czegos z niczego musialo miec swoja przyczyne.
                      Jezeli zgodzimy sie co do powyzszego, bardzo latwo w logiczny sposob dowiezc,
                      iz owa Przyczyna musi miec osobowosc, ze taka osobowosc musi byc unikalna oraz,
                      ze ma wszystkie atrybuty, ktore Chrzescijanstwo przypisuje Bogu.
                      • madcio Wszystko musi mieć przyczynę, ta? 12.02.06, 00:29
                        > Poniewaz, jak sam zauwazyles, dziala niepodwazalne prawo Przyczyny i Skutku,
                        > powstanie czegos z niczego musialo miec swoja przyczyne.
                        > Jezeli zgodzimy sie co do powyzszego, bardzo latwo w logiczny sposob dowiezc,
                        > iz owa Przyczyna musi miec osobowosc, ze taka osobowosc musi byc unikalna
                        > oraz, ze ma wszystkie atrybuty, ktore Chrzescijanstwo przypisuje Bogu.

                        Poniewaz, jak sam zauwazyles, dziala niepodwazalne prawo Przyczyny i Skutku,
                        powstanie czegos z niczego musialo miec swoja przyczyne. Jezeli zgodzimy sie co
                        do powyzszego, bardzo latwo w logiczny sposob dowieść, iz ten tak zwany "Bóg"
                        musiał mieć swoją przyczynę.
                        • Gość: pak Re: Wszystko musi mieć przyczynę, ta? IP: *.asta-net.com.pl 12.02.06, 09:58
                          > Poniewaz, jak sam zauwazyles, dziala niepodwazalne prawo Przyczyny i Skutku,
                          > powstanie czegos z niczego musialo miec swoja przyczyne. Jezeli zgodzimy sie
                          co
                          > do powyzszego, bardzo latwo w logiczny sposob dowieść, iz ten tak zwany "Bóg"
                          > musiał mieć swoją przyczynę.
                          >

                          Albo nie potrafisz, albo nie chcesz zrozumiec.
                          Cofajac sie natrafiamy jedynie na mozliwosc, iz cos powstalo z niczego.
                          Samo cos nie moglo powstac z niczego. Zatem musi istniec jakas przyczyna, ktora
                          nie podlega tej regule.
                          Ta przyczyna nazywana jest Bogiem.
                          • Gość: Kreacjonista Paku nie trać czasu... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.06, 16:46
                            ...na dysputy z tymi ignorantami. To są źli ludzie.
                          • madcio Re: Wszystko musi mieć przyczynę, ta? 12.02.06, 20:06
                            > Cofajac sie natrafiamy jedynie na mozliwosc, iz cos powstalo z niczego.
                            > Samo cos nie moglo powstac z niczego. Zatem musi istniec jakas przyczyna,
                            > ktora nie podlega tej regule.

                            Jeszcze raz - mamy dwie możliwości:
                            - Pierwsza możliwość: nic nie może istnieć bez przyczyny. Ja, ty, Ziemia,
                            wszechświat. Ta możliwość jest wykorzystana w celu wykazania, że musi istnieć
                            przyczyna wszechświata, czyli Bóg. Niestety, ta możlwiość WYMUSZA pytanie o
                            przyczynę Boga. W końcu WSZYSTKO ma swoją przyczynę, nieprawdaż?

                            - Druga możliwość: może istnieć byt, który nie ma przyczyny. Takim istnieniem
                            jest oczywiście Bóg, tylko że niestety cięzko wyjaśniać tym na przykład
                            wszechświat, gdyż zawsze można się spytać "a skąd wiesz, że wszechświat nie
                            powstał bez przyczyny, bez potrzeby Boga?"

                            Standardowym rozwiązaniem tego problemu przez wierzących, jak widać z postu
                            paka, jest zwykłe szalbierstwo intelektualne:
                            - Kiedy chodzi o wszechświat i wszystko w nim, to obowiązuje zasada "wszystko
                            musi mieć przyczynę".
                            - Kiedy zaś chodzi o Boga, stosuje się zasadę "może istnieć byt, który nie ma
                            przyczyny".

                            Oczywiście, te dwie zasady naraz nie mogą być prawdziwe - mamy sprzeczność. I
                            przy okazji wybiórczosć - z góry (a priori) traktujemy Bóg jako byt specjalny,
                            nie podlegajacy zasadom, podczas gdy przecież wierzący zatrudniał te właśnie
                            zasady, by udowodnić istnienie Boga.

                            To u mnie nie przejdzie. Musisz wybrać którąś z możliwości: "wszystko musi mieć
                            przyczynę" albo "nie wszystko musi mieć przyczynę".

                            Możliwość "wszystko musi mieć przyczynę z wyjątkiem Boga, bo tak" odrzucam jako
                            wspomniane wyżej szalbierstwo intelektualne.
                            • Gość: pak Re: Wszystko musi mieć przyczynę, ta? IP: 62.148.79.* 13.02.06, 10:16
                              Poczytaj tu www.leaderu.com/truth/3truth11.html
                              Co o tym myslisz?
                              • madcio Re: Wszystko musi mieć przyczynę, ta? 14.02.06, 22:34
                                > Poczytaj tu www.leaderu.com/truth/3truth11.html
                                > Co o tym myslisz?

                                Uff, dosć długi ten tekst.

                                Wywody filozoficzne w pierwszej części artykułu dowodzą jedynie tego, że
                                mieszanie z sobą filozofii i matematyki daje dosć... (nie)interesujące skutki.

                                Najzabawniejsze jest to, że ta cała filozoficzna gadaninia może równie dobrze
                                służyć do wykazania niemożliwości istnienia Boga - bytu w końcu nieskończonego,
                                wszechpotężnego, istniejącego OD ZAWSZE (a autor zwalczał tak namiętnie
                                koncepcję istniejącego od zawsze wszechświata) i tak dalej. Boga pełnego realnie
                                istniejących nieskończoności. Ktoś zaprzeczy??

                                Część naukowa tekstu jest lekko nieaktualna, ale mniejsza z tym. Wtrynianie
                                nauki do religi nigdy nie służyło dobrze ani jednemu, ani drugiemu.

                                "Given the truth of premisses (1) and (2), it logically follows that (3) the
                                universe has a cause of its existence. In fact, I think that it can be plausibly
                                argued that the cause of the universe must be a personal Creator."
                                Taki piękny, długi wywód i wracamy na sam poczatek - co z przyczyną istnienia
                                Kreatora?

                                Pak, dałeś zły artykuł, który zajmuje się WYŁĄCZNIE wszechświatem i
                                udowadnianiem, że musiał mieć on przyczynę, będąc przy tym skończony w czasie.

                                Najważniejsze zdanie z tego całego artykułu:

                                "Given the intuitively obvious principle that whatever begins to exist has a
                                cause of its existence(...) On the basis of our argument, this cause would have
                                to be uncaused, eternal, changeless, timeless, and immaterial."
                                Zastrzeżenie "begins to exist" sugeruje, że coś, co odwiecznie istnieje, może
                                nie mieć przyczyny. Niespodzianka, panowie: przez cały artykuł autor udowadnia
                                pracowicie, że nie może istnieć coś, co istnieje od zawsze. Oczywiście, to
                                odnosi WYŁĄCZNIE do wszechświata. Boga jakoś autor nie tyka. Oj, oj.

                                Ten artykuł w ogóle nie wyjaśnił, dlaczego mamy stosować inne standardy dla
                                Wszechświata, a inne dla Kreatora. Autor traktuje cechy Kreatora nie poddając
                                ich w żadną wątpliwość, choć te wątpliwości są identycznej natury jak przy
                                wszechświecie.

                                Obstaję przy moim zdaniu, że to jest intelektualne szalbierstwo polegające na
                                stosowaniu podwójnych standardów, zwłaszcza w odniesieniu do bytu, którego
                                istnienie ma się DOPIERO udowodnić.
                                • kapitalizm Re: Wszystko musi mieć przyczynę, ta? 21.02.06, 23:43

                                  madcio napisał:


                                  Ten artykuł w ogóle nie wyjaśnił, dlaczego mamy stosować inne standardy dla
                                  Wszechświata, a inne dla Kreatora

                                  - moze moja uwaga pomoze wam w tych przemysleniach,

                                  otoz, skoro wszystko co istnieje jest czescia Wszechswiata, i to wszystko ma
                                  swoja tozsamosc (jest tym czym jest w tych samych warunkach i w tym samym
                                  czasie) - to mowienie o Kreatorze jako czyms istniejacym zaklada, ze jest on
                                  czescia Wszechswiata i rowniez ma swoja tozsamosc,

                                  w takim przypadku ten Bog nie ma niczego w sobie niepoznawalnego, mistycznego,
                                  mozna i trzeba stosowac nasze standardy istniejacego Wszechswiata,

                                  ale jesli niektorzy upieraja sie, ze Bog jest niepoznawalny i nie ma zadnej
                                  okreslonej tozsamosci (np. jest 10-cio metrowy i 1000 kg) - to taki twor nie
                                  nalezy do Wszechswiata, jest rzeczywiscie niepoznawalny i nie mozna stosowac do
                                  niego naszych standardow - jest on poprostu tworem wyobrazni,


                                  a prawda jest taka, ze Wszechswiat (jako calosc) nie mogl powstac, malo tego,
                                  takie pojecie nie ma zastosowania do calosci Wszechswiata, gdyz to wlasnie
                                  Wszechswiat jest odniesieniem wszelkich standardow, to Wszechswiat pozwala nam
                                  ustanawwiac te standardy,

                                  aby mowic o powstaniu (i wieku) Wszechswiata, najpierw musielibysmy udowodnic
                                  istnienie czegos spoza tego Wszechswiata - tak jak nie mozemy mowic o wieku np.
                                  Ziemi bez relacji do obiektow spoza Ziemi (czas jest pojeciem relacji ruchu),

                                  mysle, ze okreslenie Existence Exists calkowicie rozwiewa ten nieistniejacy
                                  problem 'co bylo pierwsze'.
                            • Gość: bagins Re: Wszystko musi mieć przyczynę? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.06, 22:50
                              tak sobie siedzę i myślę, czy wszystko musi mieć swój początek ? ktoś już
                              stwierdził, że materia w określonych warunkach aby się poruszać nie musi być
                              wprawiana w ruch. Np. doświadczenie z cząsteczkami gazu, których właściwością
                              jest samoistne poruszanie się (szczegółow nie pamiętam - naukowcy wiedzą
                              lepiej). Przyznam, że łatwiej jest uwierzyć w samorozpędzający się mechnizm
                              działającyc w oparciu o przez nikogo nie stworzone prawa matematyczno fizyczne
                              niż w samoistny, doskonały byt nie mający początku. Jeśli nawet nie było nikogo
                              kto mógłby nazwać określone prawo lub je stworzyć, zawsze dwa i dwa było
                              cztery, zawsze coś większego pochłaniało coś mniejszego i tyle. Przyznaję, że
                              trudno mi dziś 21.02.2006 r. uznać, że jestem dziełem przypadku, ale jakie
                              znaczenie będą miały moje obecne dylematy za 300 miliardów lat (faktycznie to
                              już za lat sto albo i wcześniej) - wobec nieskończoności. Wypada jednak
                              przyznać, że jestem pomyłką bezlitosnego kosmosu. Zauważmy jeszcze jeden
                              element - świat nie powstał nagle - zatem porównanie powstania życia do
                              powstania telefonu komórkowego w wyniku przejścia tornado nie jest zasadne.
                              Przyznam, iż gdyby naukowcy stwierdzili, iż życie powstało spontanicznie z
                              różnorodnością i bogactwem przedziwnych form na ziemi 10000 lat temu miałbym
                              pewne wątpliwości co do uznania takiego faktu za przypadek. Tymczasem ziemia
                              liczy sobie blisko 4,5 mld lat. To dużo czasu na formułowanie się różnych
                              struktur w sytuacji gdy np jedną z własciwości związków węgla jest ich zdolność
                              do wiązania się. Proszę tych kilka zdań potraktować jako, wolne myśli,
                              człowieka poszukującego. Na prawde dużo bym dał, aby odkryć prawdę, że Bóg
                              jest moim stwórcą wszechrzeczy (w tym mnie), jednak nie mogę swego strumienia
                              świadomości skierować ślepo w kierunku religijnym, jeśli sceptycyzm i
                              racjonalizm podsówa mi tego rodzaju kwiatki. to byłoby zwykłe
                              tchórzostwo.
                              • kapitalizm Re: Wszystko musi mieć przyczynę? 22.02.06, 00:08
                                Gość portalu: bagins napisał(a):



                                ktoś już
                                stwierdził, że materia w określonych warunkach aby się poruszać nie musi być
                                wprawiana w ruch. Np. doświadczenie z cząsteczkami gazu, których właściwością
                                jest samoistne poruszanie się

                                - troche tu sobie zaprzeczasz, jesli cos sie dzieje w okreslonych warunkach, to
                                te warunki sa przyczyna danego zjawiska,

                                w tym sensie moglibysmy powiedziec, ze burza tez powstaje 'samorzutnie' - nic,
                                ani nikt jej nie wprawia w ruch i nie rzuca gromami na ziemie,

                                o bycie Boga i 'powstaniu' Wszechswiata tu:


                                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=33991208&a=37259899
                              • madcio Re: Wszystko musi mieć przyczynę? 26.02.06, 16:15
                                > Np. doświadczenie z cząsteczkami gazu, których właściwością
                                > jest samoistne poruszanie się (szczegółow nie pamiętam - naukowcy wiedzą
                                > lepiej).
                                He? Pierwsze słyszę. Jeśli masz na myśli ruchy Browna, to z całą pewnością nie
                                mają nic wspólnego z samoistnym poruszaniem się. Zresztą, dowolna rzecz, która
                                wykazywałaby samoistny ruch, byłaby perpetuum mobile.
                      • Gość: Kreacjonista Brawo!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.06, 16:41
                        Gość portalu: pak napisał(a):

                        > Dziwi mnie, ze w tak krotkiej wypowiedzi zawierasz pewna teze, a jako jej
                        dowod
                        >
                        > podajesz cos, co zupelnie jej zaprzecza. Malo tego, wydajesz sie tego nie
                        > zauwazac.
                        To u nich typowe.
                        > Zalozmy, ze istotnie nic w przyrodzie nie dzieje sie zgodnie z jakims z gory
                        > zalozonym celem. Na jakims etapie procesu powstawania pojawil sie czlowiek.
                        > Troche wczesniej byl jego protoplasta, a jeszcze przed nim proste formy
                        zycia.
                        > Zanim one sie pojawily, musiala istniec materia, z ktorej zostaly zbudowane.
                        > Skad jednak wziela sie materia? Z energii? A skad wziela sie energia?
                        Stworzył ją Bóg.
                        > Rozumujac w ten sposob dochodzimy do wniosku, ze w pewnym momencie cos
                        powstalo
                        >
                        > z niczego.
                        I dochodzimy do absurdu.
                        Dlaczego jednak z niczego mialoby powstac cos co powstalo a nie cos
                        > innego?
                        Mądre pytanie.
                        Czyzby pierwotna nicosc miala jakis charakter, ktory kazal jej stworzyc
                        >
                        > akurat to co obserwujemy teraz, a nie cos innego?
                        Właśnie!
                        >Gdyby jednak tak bylo,
                        > oznaczaloby to, ze nicosc miala jakas nature, ktora musialaby istniec razem z
                        > ta nicoscia. A nicosc nie ma natury, bo nicosci nie ma :)
                        Ano nie ma.
                        > Poniewaz, jak sam zauwazyles, dziala niepodwazalne prawo Przyczyny i Skutku,
                        > powstanie czegos z niczego musialo miec swoja przyczyne.
                        > Jezeli zgodzimy sie co do powyzszego, bardzo latwo w logiczny sposob dowiezc,
                        > iz owa Przyczyna musi miec osobowosc, ze taka osobowosc musi byc unikalna
                        oraz,
                        >
                        > ze ma wszystkie atrybuty, ktore Chrzescijanstwo przypisuje Bogu.
                        Co należało udowodnić.
                        • Gość: kapitalizm Re: Brawo!!! IP: *.oc.oc.cox.net 12.02.06, 17:11
                          Skad jednak wziela sie materia? Z energii? A skad wziela sie energia?
                          Stworzył ją Bóg.


                          - a kto/co stworzylo Boga?




                          > Rozumujac w ten sposob dochodzimy do wniosku, ze w pewnym momencie cos
                          powstalo
                          >
                          > z niczego.
                          I dochodzimy do absurdu.
                          Dlaczego jednak z niczego mialoby powstac cos co powstalo a nie cos innego?

                          - np. CO?

                          poza tym do absurdu dochodzisz bo robisz kilka prostych bledow logicznych,

                          1. nie ma czegos takiego jak 'nic' (nawet proznia nie jest 'niczym') - jesliby
                          bylo (istnialo to 'nic'), to to juz nie jest 'niczym',

                          szerzej:

                          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=33991208&a=36676061

                      • Gość: kapitalizm Re: Rozwinę to, co słusznie mówi Doku IP: *.oc.oc.cox.net 12.02.06, 16:58
                        ....moglby sie dlugo na ten temat rozpisac, ale podrzuce ci tylko kilka uwag do
                        przemyslenia:

                        1. materia jest niezniszczalna - zmienia tylko forme, energia rowniez jest
                        stanem materii,

                        2. poniewaz materia nigdy nie znika - musi istniec od zawsze,

                        3. cos zawsze powstaje z czegos innego - kazda materia powstala z innej materii,

                        4. jesli ta twoja 'nicos' ma jakas nature, charakter - to przestaje
                        byc 'nicoscia', ma jakas forme materialna,

                        5. jak slusznie zauwazyles 'osobowosc' (swiadomosc) musi miec jakas forme
                        materialna - swiadomosc aby byc swiadomoscia musi byc swiadoma CZEGOS, co
                        oznacza, ze to 'cos' juz musialo istniec...

                        ...czyli patrz pkt 1. i 2. - MATERIA ISTNIALA/ISTNIEJE/BEDZIE ISTNIEC.

                        • Gość: Agata przy zalozeniu IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.02.06, 23:26
                          ze zawsze mozna mowic o czasie.
                          Tyle, ze nie mozna tego zalozenia przyjac.
                  • madcio Co to przyrost informacji? 12.02.06, 00:33
                    > Jezeli powstanie platka sniegu albo krysztalu soli jest dowodem na lepsze
                    > organizowanie sie materii, w sensie przyrostu informacji
                    Świetnie. Było od razu mówić, w jakim sensie rozumiesz to słowo.

                    Tak wiec zapraszam: co to znaczy według ciebie "przyrost informacji"?

                    > (a o tym mowimy w TE),
                    TE nie mówi nic o przyroście informacji. TE mówi, że wszyscy pochodzimy od
                    wspólnego przodka. Nic więcej, nic mniej. Reszta to tylko komentarz.

                    > Poczytaj troche o teorii informacji.
                    Masz chyba na myśli kreacjonistyczno-ID-iotyczny wkład w tę teorię. :)

                    Przynajmniej odpuściłeś sobie termodynamikę, gdyż ktoś cię dawno temu uwalił tym
                    nieszczęsnym płatkiem śniegu. :))) Dobre i to.

                    > Jak mawial Boorstin "The greatest obstacle to discovery is not ignorance
    • t0g Re: Ja się na tym nie znam, ale moja żona, która 13.02.06, 10:36
      zajmuje sie biologią molekularną, mowimi, że teoria ewolucji ma się obecnie
      lepiej, niż kiedykolwiek. Podobno, w świetle ostatnich odkryć, Łysenko okazuje
      się być nieco mniejszym hochsztaplerem, niż kiedyś to sądzono.

      A Pak niech sobie gada na zdrowie.
      • rs_gazeta_forum Re: Ja się na tym nie znam, ale moja żona, która 13.02.06, 20:22
        No tak, połaskotałeś i uciekłeś.
        Gdybyś mógł poprosić żonę o naświetlenie w kilku zdaniach przyczyn tej zmiany
        nastawienia do Łysenki...
        • t0g Re: Ja się na tym nie znam, ale moja żona, która 14.02.06, 00:55
          Zona na sama wzmianke o Forum dostaje ataku szalu. Nic sie nie da, niestety,
          zrobic.

          Chodzi o to, ze z tym kompletnym brakiem dziedziczenia cech nabytych ponoc nie
          jest tak prosto. Tak to zrozumialem. Ale ja sie na tym nie znam i trzeba by
          jakiegos eksperta spytac. Moglem zrozumiec zle.
          • yoric Re: Ja się na tym nie znam, ale moja żona, która 14.02.06, 23:10
            > Zona na sama wzmianke o Forum dostaje ataku szalu. Nic sie nie da, niestety,
            > zrobic.

            Da się. Wygonić oszołomów i ideologów religijnych. Oczywiście Administracja
            chowa głowę w piasek...
          • stefan4 Re: Ja się na tym nie znam, ale moja żona, która 22.02.06, 08:29
            t0g:
            > Chodzi o to, ze z tym kompletnym brakiem dziedziczenia cech nabytych ponoc nie
            > jest tak prosto.

            Ale dziedziczenie cech nabytych to nie jest łysenkizm tylko lamarkizm.
            Łysenkizm to jest wytwarzanie i dziedziczenie cech takich, jakie organizmowi są
            potrzebne
            • Gość: Agata Re: Ja się na tym nie znam, ale moja żona, która IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.02.06, 14:41
              A nie ma to nic wspolnego z Lynn Margulis, czasem? Coś ala możemy za zycia wejsć w symbioze z jakims malym zwierzaczkiem, z ktorym nasze dzieci tez pozostana zwiazane na wieki, zyskujac dodatkowe cechy?

              nie jestem biologiem, tylko cos kiedys slyszalam..

              przy okazji:
              www.theonion.com/content/node/39512
              :))))))))
              to taki kabaretowy przyczynek do dyskusji o kreacjonizmie, pozdrawiam

              • stefan4 Re: Ja się na tym nie znam, ale moja żona, która 26.02.06, 17:50
                Agata:
                > A nie ma to nic wspolnego z Lynn Margulis, czasem?

                Ja nie widzę związku. Lynn Margulis przedstawia hipotezę NAUKOWĄ i stosuje
                naukowe argumenty na jej rzecz. Między nią a jej oponentami nie ma sporu na
                temat, co to jest argument naukowy.

                Jej teoria (o powstawaniu gatunków przez symbiozę) na pewno sprawdziła się w
                odniesieniu do pierwszych komórek eukariotycznych
                • Gość: Agata Re: Ja się na tym nie znam, ale moja żona, która IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.02.06, 20:34
                  Ja podalam tylko mechanizm dziedziczenia cech, ktore uzyskalo sie za osobniczego zycia. Oczywiste, ze Lysenko nie znal prac Lynn Margulis. Ale ja z kolei nie znam prac Lysenki. I nie mam pojecia, czy istnieje jakas analogia, jednak calkiem duzo osob zajmowalo sie lysenkowymi pomyslami, i dopoki nie poznam szczegolow, ciezko zalozyc, ze to byl tylko belkot. Moze sa jakies lysenkowe doswiadczenia swiadczace wlasnie o takim mechanizmie dziedziczenia???
                  • stefan4 Re: Ja się na tym nie znam, ale moja żona, która 26.02.06, 22:01
                    Agata:
                    > Ja podalam tylko mechanizm dziedziczenia cech, ktore uzyskalo sie za
                    > osobniczego zycia.

                    To jest lamarkizm. Teoria całkiem naukowa, tylko że, jak się teraz sądzi,
                    błędna. Łysenkizm to juz taka karykatura lamarkizmu, że całkiem nienaukowa, za
                    to bardzo polityczna. Łysenko bez Stalina nie mógłby zaistnieć, nawet w Rosji.

                    Agata:
                    > Ale ja z kolei nie znam prac Lysenki.

                    Prac Euklidesa w oryginale też pewnie nie czytałaś, ale masz jakieś tam pojęcie
                    o geometrii euklidesowej, nie? Jeśli wystarczą Ci omówienia, to wpisz do
                    Google'a ,,Trofim Lysenko'' i dostaniesz spora paczkę lektury na temat. Myślę,
                    że po przejrzeniu 3-4 pozycji odechce Ci się dalszych studiów na temat łysenkizmu.

                    Agata:
                    > Moze sa jakies lysenkowe doswiadczenia swiadczace wlasnie o takim mechanizmie
                    > dziedziczenia???

                    Jeszcze raz: dziedziczenie cech nabytych to lamarkizm. Łysenkizm to nabywanie
                    (i następnie dziedziczenie) cech pożądanych oraz współpraca kolektywów roślin i
                    zwierząt. Łysenko wynalazł m.in. sianie pszenicy po kilkanaście nasionek w
                    jedną dziurkę, bo wtedy powstawał silny kolektyw kiełków pszenicy wspierających
                    się nawzajem przeciw syberyjskim mrozom.

                    Oczywiście, że istniały doświadczenia potwierdzające takie mechanizmy. Każdy
                    kołchoz, który stosował rewolucyjne metody Łysenki otrzymywał od państwa więcej
                    niż inne kołchozy. Wobec tego do Moskwy spływały zachwycone sprawozdania, z
                    których wynikało, że gdziekolwiek zastosowano te metody, tam pszenica dawała
                    wielkie plony, nawet w obszarach podbiegunowych, na wiecznej zmarzlinie. Tak
                    wielkiego materiału dowodowego jak łysenkizm nie doczekała się żadna inna teoria
                    biologiczna.

                    A potem Chruszczow wyrzucił do kosza cały ten materiał i kazał Łysence postarać
                    się o nowy. Ponieważ jednak nie postawił bidakowi do pomocy aparatu partyjnego
                    i bezpieczniackiego, wielkiemu naukowcowi nie udało się juz niczego dowieść aż
                    do roku 1976, kiedy to umarł.

                    - Stefan

                    www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
                    • Gość: Agata Re: Ja się na tym nie znam, ale moja żona, która IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.02.06, 22:22
                      hahahaha
                      w sumie tyle to i ja slyszalam
                      az ciezko uwierzyc, ze to ta sama rosja naukowa pawlowa, co?
                      ale.. jak biolodzy molekularni cos mowia, to moze warto posluchac? tym bardziej, ze to juz druga sytuacja, kiedy slysze, ze cos w tym bylo, i ciekawa jestem co?
Pełna wersja