Dodaj do ulubionych

W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w świ...

20.10.06, 22:46
i tak ma pozostac, a tego ;;Durnia , co probuje Polske w oczach swiata
skompromitowac) wypier....w kosmos,
Boze widzisz i nie grzmisz , przeciesz to katolicy???
Obserwuj wątek
    • Gość: californian Nie tylko w biologii IP: *.dsl.irvnca.pacbell.net 21.10.06, 00:39
      Wszystko ewoluuje, nie tylko biochemiczne i anatomiczne cechy żywych organizmów,
      w tym człowieka, ale też jego psychika i kultura. Ewoluują normy moralne, język,
      religia i wszystkie inne składniki kultury. Gdyby abp Życiński głosił swoje
      poglądy 100 lat temu to byłby wyklęty przez KK, gdyby to robił 600 lat temu,
      spłonąłby na stosie. Tak więc katolicyzm ewoluuje wraz ze społeczeństwem,
      podobnie jak inne religie. Katolicyzm ewoluuje szybciej niż islam, ale wolniej
      niż judaizm i inne odłamy chrześcijaństwa. Dlatego tam gdzie dominuje katolicyzm
      jest na ogól większy bałagan niż tam gdzie dominuje np protestantyzm, ale
      mniejszy niż tam gdzie panuje islam.
    • Gość: geolog aktor i poeta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.10.06, 14:55
      Nie podpierajcie sie Papieżem, bo JP II wypowiedział sie ku czci Teorii
      Ewolucji jako aktor i poeta - bo chciał przypodobać sie ludziom.
      • Gość: katolik Re: aktor i poeta IP: *.chello.pl 21.10.06, 15:46
        Tymi słowami przekreślasz wszelkie osiągnięcia papieża. Wszystko co robił możesz
        uzasadnić chęcią 'przypodobania się ludziom'.
        Jest to zwyczajna podłość, i nie wiem jakim człowiekiem trzeba być żeby tak się
        wypowiadać.
        • Gość: geolog Re: aktor i poeta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.10.06, 16:18
          Sz katoliku jak ja, może czytasz podręczniki naszych dzieci, Podręczniki do
          religii to juz nie Słowo Boga, jak za mojej małości, ale pochwały ko czci
          Teorii Ewolucji, mity, poematay i symbole, zdjęcia z turystyki wysokogórskiej i
          wiersze Branstetera. Zapytałem katechetkę, kto to ten Bransteter, a to taki
          nawrócony na katolicyzm. Cieszymy sie z każdego nawrócenia, ale nie od razu do
          ksiązek z religii.
          • Gość: geolog krępak nocny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.10.06, 17:43

            Trzeba zdementować podręcznikowy przykład melanizmu przemysłowego u krępaka
            brzozowego /s. 100 biologii cz.III Liceum/ Zmiana ubarwienia /jasne - szare -
            jasne/ w wyniku zanieczyszczenia środowiska nie jest dowodem ewolucji, ponieważ
            to tylko /być może/ dynamiczne zmiany ilościowe, więcej jasnych lub szarych.
            To nadużycie, ponieważ ćma krępaka brzozowego jest owadem nocnym, i nie czeka
            na korze brzozowej, aby dać się sfotografować lub zjeść przez drapieżcę. W
            dzień chowa się pod liśćmi w koronach drzew. Ćmy zwyczajnie przyklejono do
            pnia lub szpilkowano /dla dobra Ewolucji/, aby tam fotografować jako dowód
            naukowy. I takie 19 wieczne mity przepisywane sa przez Autorki
            podręcznika /Gutowska i Jastrzębska/ bez krytycznego spojrzenia. A JP II
            niepotrzebnie zaangażował sie po stronie oszustów.
            • Gość: katolik Re: krępak nocny IP: *.chello.pl 21.10.06, 18:18
              Ja też widzę że w podręcznikach dla dzieci piszą często głupoty i nie rozumiem
              po co umieszczają tam wiersze kogoś takiego jak Bransteter. Ale Jan Paweł II był
              bardzo oczytanym człowiekiem i nie opierał się w swoich wypowiedziach na
              podręcznikach dla dzieci. Nie wypowiadał się też nigdy po to żeby komuś się
              przypodobać.
              Opowiedział się po stronie ewolucji właśnie dlatego że zgromadzonych dowodów nie
              można już ignorować. My nie wiemy przecież w jaki sposób Bóg ingeruje w nasz
              świat, i dawno temu wyobrażaliśmy sobie jakieś lepienie człowieka z gliny i
              tchnięcie w niego życia. Teraz widzimy że Bóg działa w znacznie mądrzejszy i
              przemyślany sposób, przewidując najwyraźniej na miliony lat na przód
              przeobrażenia jakim podlegają organizmy. Według mnie świadczy to tylko jeszcze
              bardziej o Jego wszechmocy.

              A jak sama ewolucja działa można przeczytać tu:
              pl.wikipedia.org/wiki/Ewolucja_biologiczna
              • Gość: geolog Re: krępak nocny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.10.06, 18:26
                nie musisz mnie /Waszym zwyczajem/ odsyłac do wikipedii, bo ja pięc lat, dzień
                po dniu, czytanka po czytance przchodziłem pranie mózgu w dziedzinie
                Ewolucji.Odnośnie tych niezbitych dowodow Ewolucji, to jestem niewierzący. I w
                pracy nauczyłem sie sceptycyzmu i jestem zmuszony sprawdzac wszelkie expertyzy,
                bo w nich dużo fikcji -za zaduże pieniądze.
                • Gość: katolik Re: krępak nocny IP: *.chello.pl 21.10.06, 18:52
                  Czyli jest to jakiś spisek? Ktoś opanował uniwersytety na całym świecie i
                  przekupił 90% naukowców żeby wpajali studentom tę teorię? I udało mu się też w
                  którymś momencie przekupić papieża?
                  • Gość: geolog Re: krępak nocny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.10.06, 19:03
                    ale wróćmy do naszej świetej wiary katolickiej. czy my zgredzi jesteśmy w
                    porządku, jeśli zgadzamy sie, aby nasze dzieci od przedszkola ogladały filmy
                    rysunkowe, jak głupia włochata małpa momentalnie ewoluuje do Homo ludens ? Czy
                    nie odbieramy im na zawsze poczucia dziecięctwa bożego. D A L E J. Pochwały ku
                    czci Teorii Ewolucji w podreczniku religii maja swoje konsekwencje. Sprawdzam
                    to co najwazniejsze dla młodych ktorzy mają sie ku sobie. Jeśli chodzi o VI
                    przykazanie, to wg podręcznika do religii /Imprimatur Kurii Krakowskiej/to
                    niewiernośc małżeńsdka. To i rozpustnicy wiedzą, ze zdrada żony to grzech. To
                    po co corki wysyła na religię, jesli tam wyrażnie nie zaznaczono, że ma stanąc
                    na ślubnym kobiercu jako prawdziwa Panna. Gdy teolodzy ulegli telewizyjnej
                    sugesti ewolucyjnej, to prowadzi do nikąd.W kazdym razie nasz ksiądz przed
                    matura wyjasnił nam dlaczego pozycie przedslubne jest grzechem
                    • Gość: katolik Re: krępak nocny IP: *.chello.pl 21.10.06, 19:24
                      > ale wróćmy do naszej świetej wiary katolickiej. czy my zgredzi jesteśmy w
                      > porządku, jeśli zgadzamy sie, aby nasze dzieci od przedszkola ogladały filmy
                      > rysunkowe, jak głupia włochata małpa momentalnie ewoluuje do Homo ludens ? Czy
                      > nie odbieramy im na zawsze poczucia dziecięctwa bożego.

                      Dlaczego? Przecież żadne dziecko nie ma wątpliwości że różni się od zwierzęcia,
                      że ma duszę i świadomość. To że dowie się że inne zwierzęta są w pewnym sensie
                      jego braćmi powinno wręcz pomóc mu spojrzeć na to z odpowiedniej perspektywy: że
                      powinien się nimi opiekować jako mądrzejszy, że on jest odpowiedzialny za ich
                      los. A jednocześnie - że one nie są przedmiotami, tylko czującymi istotami.

                      > (...)
                      > To po co corki wysyła na religię, jesli tam wyrażnie nie zaznaczono, że ma
                      > stanąc na ślubnym kobiercu jako prawdziwa Panna

                      Ale gdzie tu jest jakiś związek? Czy z Teorii Ewolucji wynika że dziewczęta
                      powinny się puszczać?
                      Rozwiązłość wynika raczej z dostępności takich wynalazków jak pigułka
                      antykoncepcyjna i z promowania w telewizji takiego stylu życia. Nie powiem żebym
                      to popierał, ale to jest według mnie kompletnie osobny temat.
                      • Gość: geolog batalia o duszę człowieka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.10.06, 19:45
                        skoro to nie ma zwiazku, to dlaczego ateistyczni Ewolucjoniści są tak agresywni
                        wobec iskierek kreacjonizmu?
                        • Gość: katolik Re: batalia o duszę człowieka IP: *.chello.pl 21.10.06, 20:01
                          Nie wiem którzy ateistyczni ewolucjoniści są tak agresywni, ale ja też nie mam
                          szacunku dla iskierek kreacjonizmu.

                          Bo te iskierki utrwalają stereotyp katolika jako ciemnego chłopa, który musi
                          zatykać sobie uszy przed rozwojem nauki, bo boi się że straci wiarę. I właśnie
                          przez taki stereotyp coraz więcej ludzi odchodzi od kościoła - bo nie chcą być z
                          takimi ludźmi utożsamiani. A przecież kościół nie jest zacofany i nie zamyka się
                          na naukę, bo wie że nie może ona przecież być sprzeczna z Prawdą.
                          • Gość: geolog Re: batalia o duszę człowieka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.10.06, 20:14
                            Ale mam nadzieję, że nie będziecie nas kreacjonistów prześladować i zamykać w
                            więzieniach.
                            • Gość: geolog Prawo Haeckla IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.10.06, 06:25
                              Wymyślone dla skandalu prawo Hackla,że w rozwoju płodowym przechodzimy drogę
                              ewolucji własnego gatunku usprawiedliwiało rozpustę i jej skutki, masowe
                              dziciobójstwo, Z drugiej strony Teoria Ewolucji nie ma żadnego zastosowania, bo
                              nasze mamy nie chodziły z nami do weterynarza, gdy mieliśmy sie urodzić.
                              • Gość: geolog Ewa była pierwsza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.10.06, 07:22
                                Teoria Ewolucji to mitologia , a że wymyślana przez naukowców, to ma status
                                prawd naukowych. Wymyślono np taką hipotezę, że pierwsza była Ewa, 200 tys lat
                                temu, a potem po 20 tys lat dołączył do niej Adam. Powstaje więc skadalizujący
                                domysł, z kim Ewa miała dzieci przez 20 tys lat, gdy nie miała ludzkiego
                                towarzysza .A więc Teoria Ewalucji ma na celu zakwestionowanie Pisma Swiętego,
                                obalenie świętości rodziny i złamanie biblijnej skali czasu.
                                • Gość: katolik Re: Ewa była pierwsza IP: *.chello.pl 22.10.06, 09:29
                                  Nie wiem w jaki możliwy sposób prawo Hackla miałoby uzasadniać rozpustę. Nikt
                                  normalny nie uzasadnia chyba aborcji faktem że płód ma 'skrzela'? Płód jest
                                  człowiekiem niezależnie od tego jak się rozwija.

                                  A jeśli chodzi o genetyczną "Ewę" i genetycznego "Adama" to są to pojęcia
                                  kompletnie niepowiązane z Pismem. Ktoś po prostu prześledził zmiany w DNA
                                  mitochondrialnym i obliczył że jeśli wszyscy pochodzimy od wspólnej matki to
                                  żyłaby ona 200 tyś. lat temu. I wprowadził pojęcie gentycznej "Ewy" - ale
                                  przecież nikt taki nigdy nie istniał! To jest tylko hipotetyczna osoba.

                                  Przecież Adam i Ewa byli pierwszymi ludźmi, ale nie JEDYNYMI STWORZONYMI! Ich
                                  dzieci nie żeniły się ze sobą, tylko z innymi ludźmi. Gdy Kain zabił Abla, to
                                  już wtedy bał się innych 'złych ludzi' którzy mieliby go za tę zbrodnię ukarać.
                                  A więc już wtedy żyło na Ziemi wielu ludzi, którzy nie byli w żaden sposób
                                  spokrewnieni z Adamem i Ewą.
                                  • Gość: geolog Oko węża IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.10.06, 10:03
                                    przez wiele lat w żarliwej młodzieńczości byłem bojownikiem o życie dzieći
                                    narodzonych na świat a nieurodzonych i wiem,że argumentem aborcjonistów było,
                                    że połód to nie człowiek - to pokłosie Teorii Ewolucji i odrzuconego na
                                    szczęcie ewolucyjnego wymysłu Haeckla. Nauka odrzuciła, ale np TVP nadawała
                                    absurdalny film OKO WĘŻA, gdzie na poczatku bohater recytował kwestię
                                    rekapitulacji. Przez TV i filmy ewolucja dotarła DO sEMINARIÓW I POD STRZECHĘ.
                                    Czyżbyś trzymał katoliku z wrogami naszej wiary, bo chyba czytasz z jaka
                                    nienawiścią wypowiadają się Czciciele Teorii Ewolucji o KK i samym Bogu Ojcu.
                                    • Gość: katolik Re: Oko węża IP: *.chello.pl 22.10.06, 10:37
                                      O ile pamiętam fim "Oczy węża" jest zwyczajnym thrillerem i trudno mi
                                      podejrzewać że kwestie w nim wypowiadane należy traktować poważnie.
                                      Co nie zmienia faktu że teoria ewolucji rzeczywiście trafiła pod strzechy, ale w
                                      strasznie uproszczonej postaci. Teraz ludzie którzy słyszeli o niej z trzeciej
                                      ręki opowiadają o tym jak to mrówkojad wykształcił długi język ŻEBY łapać mrówki
                                      (nic tam nie było celowe), jak to wszystkie organizmy powinny ewoluować (nie
                                      powinny, jeśli są dobrze dostosowane), jak to brakuje ogniw pośrednich (jest ich
                                      mnóstwo, i między każdymi dwoma ogniwami można powiedzieć że brakuje kolejnego),
                                      jak to nieredukowalna złożoność niektórych organów wyklucza ich powstanie metodą
                                      prób i błędów (nie wyklucza, jeśli ich fragmenty służą do czego innego), jak to
                                      DNA nie mogło powstać spontanicznie (i nie powstało, spontanicznie powstały
                                      tylko znacznie prostsze cząsteczki). W sumie z tego wyłania się obraz teorii
                                      która w oczywisty sposób jest bez sensu. Jej obalenie jest proste i nie wymaga
                                      żadnej pracy - ale nie jest ona teorią ewolucji, tylko jakimś telewizyjnym tworem.

                                      > Czyżbyś trzymał katoliku z wrogami naszej wiary, bo chyba czytasz z jaka
                                      > nienawiścią wypowiadają się Czciciele Teorii Ewolucji o KK i samym Bogu Ojcu.

                                      Przecież tu nie chodzi o 'trzymanie z kimkolwiek'! Oczywiście żaden ateista nie
                                      jest kreacjonistą, a zaprzeczanie faktom daje właśnie ateistom do ręki broń:
                                      "Patrzcie - katolicy to nieuki". I to jest obecnie największe zagrożenie dla
                                      Kościoła. A to samo mogłoby przecież kościół wzmocnić: Pokazując że doceniamy i
                                      zachwycamy się geniuszem Boga, który potrafił ustalając kilka prostych praw
                                      powołać do życia miliony gatunków. To właśnie chciał osiągnąć Jan Paweł II, ale
                                      spora część wiernych odwróciła się od niego.
                                      • Gość: geolog nie lękaj sie ... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.10.06, 12:22
                                        Mów zawsze prawdę i nie lekaj sie w obliczu wroga !


                                        w każdym razie jako samotny rycerz wierzę w Boga Ojca Wszechmogącego, co ma moc
                                        stworzyc wszechświat, ziemię , zycia i człowieka na Jego podobieństwo w 6 dni -
                                        jak mnie uczył mój ksiądz do I komunii Sw.
                                        • Gość: katolik Re: nie lękaj sie ... IP: *.chello.pl 22.10.06, 12:36
                                          > w każdym razie jako samotny rycerz wierzę w Boga Ojca Wszechmogącego, co ma moc
                                          > stworzyc wszechświat, ziemię , zycia i człowieka na Jego podobieństwo w 6 dni -
                                          > jak mnie uczył mój ksiądz do I komunii Sw.

                                          A mocy stworzenia kilku praw które powołają do istnienia milion gatunków już nie
                                          ma? To jest właśnie Wszechmoc!
                                        • Gość: Sceptyk Dziwi mnie twój "geologu" wybiórczy sceptycyzm IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.10.06, 15:02
                                          nie wierzysz w ewolucję (mimo wszystko sprawdzalną) a wierzysz w bajki o
                                          wszechmocnym kreacjoniście, na którego jedynym dowodem istnienia są bajdy
                                          zapisane w jakiejś książce, która sama w sobie jest dowolnie zrobionym wyborem
                                          mżonek głoszonych przez natchnionych nie wiadomo czym tzw. ewnagelistów.

                                          Tyle ile bezeceństw popełniono w imię wielkiego kreacjonisty, łamiących dane
                                          podobno przez niego zasady, to samo w sobie jest największym dowodem na jego
                                          nieistnienie i co więcej brak wszechmocności, bo chociażby jaki normalny rodzic
                                          pozwoliłby zamordować swojego syna i to w tak okrutny sposób jak podobno
                                          zamordowano Jezusa z Nazaretu podającego się za jego syna. I proszę mi nie
                                          wciskać kitu o wyższej konieczności i zbawianiu świata, odkupywaniu grzechów
                                          (szczególnie współczesnych, za czasów Jezusa niepopełnionych, bo to przeczy
                                          zdrowemu rozsądkowi i naturalnemu porządkowi rzeczy - to tak jakby
                                          pra^16dziadek był sądzony i stracony za np. mord (pra)^16wnuka i z tego powodu
                                          (osądzenia i stracenia (pra)^16dziadka) tenże wnuk był zwolniony od
                                          jakiejkolwiek odpowiedzialności za swój czyn.

                                          A to, że ludzie wierzą w czyjeś istnienie nie jest dowodem na istnienie tego
                                          kogoś czy czegoś. Jedni wierzą, że Księżyc jest zrobiony z sera, inni, że
                                          zarobią na kolejnej "bezpiecznej" kasie oszczędności a jeszcze inni
                                          bezkrytycznie we wpisy w Wikipedii im. Henryka Batuty (od którego to pochodzi
                                          nazwa ul. Batuty w Warszawie ;)))) ale to nie dowodzi, że w/w wiara ma coś
                                          wspólnego z rzeczywistością.
                                          Tak samo jak kolejne pokolenia kapelanów, księży, ajatollachów, rabinów i
                                          innych wmawiają kolejnym pokoleniom ich wybrańskość, wyższość ich wierzeń nad
                                          innymi a w ogóle to, że (Bóg,Allah, Jahwe czy inny Światowid) jest z nimi gdy
                                          idą mordować innyć ludzi, ku chwale jakichś popaprańców. Co najdziwniejsze ten
                                          wszechmocny ma doskonale w d... te męczarnie swoich podobno dzieci (dzieci
                                          bożych) w wykonaniu innych dzieci bożych. Jako uzasadnienie jego niedziałania
                                          zapobiegawczego (co za sztuka dla wszechmocnego zatrzymać pocisk, czy odłamki w
                                          locie, zobojętnić trujący gaz czy nawet zniwelować skutki wybuchu jądrowego ?)
                                          podaje się przewrotne twierdzenie o wolnej woli, za której realizację będziemy
                                          gdzieś tam sądzeni ...
                                          Co więcej dziwnym jest, że mimo tylu gorliwych wierzących na całym świecie,
                                          wyznających zasady poszczególnych wiar jest tyle zła na świecie w dużej części
                                          w ich wykonaniu (licząc według proporcji) ... oczywiście to wszystko z
                                          poduszczenia diabła, który będąc tylko upadłym aniołem teoretycznie powinien
                                          być mniej skuteczny od wszechmocnego, który nawet może stwożyć tak cięzki
                                          kamień, że nie będzie mógł go podnieść ;))))
                                          • Gość: geolog Re: Dziwi mnie twój "geologu" wybiórczy sceptycyz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.10.06, 15:25
                                            Szanowny Sceptyku piszesz o problemach egzystencjalnych, lękach i
                                            wątlipościach, ktore kazdy przeżywa na pewnym etapie. Niedawno dużo
                                            zarabiałem. nie było dla mnie zadnych przeszkód i znany byłem w zawodzie, a
                                            więc kariera była otwarta. Teraz choroba i niedostatek > Nie winię za to
                                            Stwórcę, a w pierwszej kolejnosci samego siebie. Bo chciałem sam sobie
                                            wywalczyc lepsze pole działania. A teraz widzę że nie zaufałem Panu, który
                                            przygotował dla mnie optymalne miejsce. Sam tez jestem raczej wojownikiem , a
                                            za mało mam ufnosci w Panu.
                                          • Gość: hygropsja Re: Dziwi mnie twój "geologu" wybiórczy sceptycyz IP: *.chello.pl 28.10.06, 22:28
                                            Gość portalu: Sceptyk napisał(a):

                                            > [...] Jedni wierzą, że Księżyc jest zrobiony z sera [...]

                                            Przecież to oczywiste, ze Księżyc z sera jest. Dziwię sie, że ktoś może to kwestionować.

                                            > ... oczywiście to wszystko z
                                            > poduszczenia diabła, który będąc tylko upadłym aniołem teoretycznie powinien
                                            > być mniej skuteczny od wszechmocnego, który nawet może stwożyć tak cięzki
                                            > kamień, że nie będzie mógł go podnieść ;))))

                                            Najlepszy dowód, ze xiężyc z kamienia bydź nie może.
            • Gość: Ewolucjonista Re: krępak nocny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.06, 23:13
              Gość portalu: geolog napisał(a):
              > To nadużycie, ponieważ ćma krępaka brzozowego jest owadem nocnym, i nie czeka
              > na korze brzozowej, aby dać się sfotografować lub zjeść przez drapieżcę. W
              > dzień chowa się pod liśćmi w koronach drzew. Ćmy zwyczajnie przyklejono do
              > pnia lub szpilkowano /dla dobra Ewolucji/, aby tam fotografować jako dowód
              > naukowy. I takie 19 wieczne mity przepisywane sa przez Autorki
              > podręcznika /Gutowska i Jastrzębska/ bez krytycznego spojrzenia. A JP II
              > niepotrzebnie zaangażował sie po stronie oszustów.
              Nadużyciem jest zaangażowanie po stronie oszutsta, Jonathana Wellsa, kapłana
              sekty Moona, który w swej książce "Icons of Evolution" zaatakował m.in. melanizm
              przemysłowy...
              1) Ćmy latają w nocy, ale ubarwienie maskujące chroni je przed wypatrzeniem
              przez dzienne drapieżniki (ptaki), kiedy odpoczywają na korze za dnia. To ptaki
              (kierujące się wzrokiem) są czynnikiem selekcyjnym.
              2) Tylko część ciem chowa się pod liśćmi. Większość spędza dzień na pniu,
              gałęziach, w rozwidleniach konarów itp. (gdyby ich naturalnym tłem były liście,
              byłyby zielone... :-))
              3) Ćmy przyklejano do podłoża po to, żeby zrobić im zdjęcie w celach poglądowych
              (jasna i ciemna na tle jasnych porostów w niezanieczyszczonym regionie oraz
              jasna i ciemna na tle kory pokrytej przemysłową sadzą), żeby ukazać różnice
              widoczności. Trudno a) znaleźć dwie ćmy różnie ubarwione (zwykle w danym rejonie
              są jedne lub drugie) i to siedzące tuż koło siebie w kadrze, b) sfotografować po
              dwa owady (makrofotografia!) w przyrodzie, tak, żeby się nie poruszyły lub nie
              uciekły, zwłaszcza przy czułościach filmów dostępnych kilkadziesiąt lat temu. Te
              "pozowane" zdjęcia nie są dowodami badawczymi, tylko ilustracją. Dowodami są
              statystyki ilościowe odmiany jasnej i melanistycznej w różnych latach i
              regionach, pokazujące wyraźną zależność od barwy kory drzew (i skażenia
              przemysłowego);
              4) to nie są badania XIX-wieczne, tylko XX-wieczne - głównie Majerusa, ale
              powtórzone i potwierdzone przez innych badaczy i na innych gatunkach, np.
              amerykańskich...

    • Gość: geolog wilkołaki czy małpoludy ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.10.06, 14:19
      <Usunięcie ewolucjonizmu ze szkół byłoby ciosem wymierzonym w naszą kulturę
      intelektualną, porównywalnym tylko z tym jaki otrzymała ona w wyniku
      przymusowego forsowania tzw. łysenkizmu w latach 1948-55. Tak pisze
      profesor. Jakim to strasznym ciosem byłoby korekta poidręcznikow i wyrzucenie
      rysunku gołego małpoluda, narysowanego przez Pana Kalinowskiego. A kim jest ten
      Kalinowski co rysuje takie małpoludy,a parę lat temu w ZOO była wystawa obrazów
      naszych przodków i tu -??? były skandalizujące obrazy wilkołakow - gołych z
      oczami swiecacymi do ksiezyca.Jak to będzie strata, gdy takie rysunki kazdy
      będzie mógł sobie ogładać w domu, a podręczniki będa cieńsze i tansze. To w
      końcu małpoludy czy wilkołaki były naszymi przodkami.

      • winoman Re: wilkołaki czy małpoludy ? 22.10.06, 14:41
        > podręczniki będa cieńsze i tansze.

        A pomyśl o tym jakie możnaby poczynić oszczędności pozostawiając w podręcznikach
        jedynie informację o kosmologii Ptolemeusza, fizyce Arystotelesa i historii z
        Księgi Rodzaju, dodając jeszcze streszczenie "Krzyżaków" i "Ogniem i mieczem",
        żeby i wychowanie patriotyczne miało się na czym opierać.
        • Gość: geolog Re: wilkołaki czy małpoludy ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.10.06, 14:50
          dalczego popadasz w paranoję, z podręczników wyrzucic ideologie . Nie widzę
          potrzeby placenie i marnowania papieru na rysunki gołych małpoludów wg
          wyobraźni artystycznej malarzy i rysowników. Mam prawo do takich poglądów. A z
          Ks Rodzaju wynika, że na poczatku córki ludzkiebyły piękne. Wiec cos tu sie nie
          zgadza !
          • Gość: Janek Re: wilkołaki czy małpoludy ? IP: *.chello.pl 22.10.06, 15:08
            Rzeczywiście coś tu się nie zgadza. Najwyraźniej jedna ze stron zwyczajnie zmyśla...

            Dasz obu stronom możliwość obiektywnego przedstawienia swoich racji?
          • Gość: Sceptyk Oczywizda, na początku córy ludzkie były piękne .. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.10.06, 15:14
            wg wyobraźni artystycznej tych co zmalowali Ks. Rodzaju ;)))

            A ja nie widzę po trzeby płacenia i marnowania papieru na zapisywanie jakichś
            wydumanych bajek niepewnego autorstwa sprzed 2000 lat.

            Mam prawo do takich poglądów :)

            A 6 tomów Harry Pottera wynika, że Voldemort istnieje i jest brzydki ... to też
            jest zapisane i wydane w milionach egzemplarzy ... tylu wydawców i czytelników
            nie może się mylić Voldemort istniejeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee............
            • Gość: geolog Re: Oczywizda, na początku córy ludzkie były pięk IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.10.06, 15:28
              i b. dobrze. jedni niech czytaja Ks Rodzaju, a inni H Pottera i nie róbmy z
              tego dramatu. Dajmy ludziom więcej wolnosci i możliwośc wyboru. A uwierzmy,że
              ludzie wybiorą słusznie.
    • Gość: Porter Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś IP: *.orion.pl 23.10.06, 13:32
      To powiedz mi, jak to jest, że nagle z jednego gatunku powstaje drugi i to
      skokowo, a nie krok po kroku.
      • Gość: Biolog Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś IP: *.chello.pl 23.10.06, 13:50
        Oto odpowiedź na twoje pytanie. Etapy są następujące:

        1. Populacja jakiegoś gatunku rozprzestrzenia się na duży obszar.
        2. W którymś momencie obszar zajęty przez tę populację przestaje być spójny.
        Powstają np. dwie populacje: A i B, rozdzielone pustynią, górami czy np. rzeką
        która zmieniła koryto. Populacje A i B nie mieszają się już ze sobą.
        3. Przez kolejne pokolenia następuje zwyczajny dryf genetyczny. A i B zaczynają
        się od siebie różnić: np. A są nieco większe, B są nieco mniejsze - ale wciąż
        stanowią jeden gatunek.
        4. Jakaś katastrofa powoduje śmierć części populacji A, pozostają osobniki
        posiadające jakieś przydatne w tych warunkach cechy, np. wyjątkowo dobrze
        owłosione. Populacja A odradza się, ale posiada już cechy niespotykane w B. Znów
        następuje dryf genetyczny, ale A już coraz mniej przypomina B. Z czasem powstaje
        nowy gatunek.

        Darwin wywnioskował to oglądając zięby. Ale wygodniej przyjrzeć się żółwiom.
        Istnieje ponad 200 gatunków żółwi - jedne są większe, inne mniejsze, jedne
        lądowe inne wodne. To nie są różne rasy (jak u psów), tylko zupełnie różne
        gatunki. Nie mogą się ze sobą krzyżować. Możemy jednak zauważyć jeszcze
        podobieństwo, bo wszystkie pochodzą z jednej populacji żółwi.
        • Gość: Porter Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś IP: *.orion.pl 23.10.06, 14:12
          No dobrze, dryf genetyczny tłumaczy zmiany u zięb na wyspach Galapagos, ale nie
          skokowe powstawanie nowych gatunków. Do tego próbuje się zaprząc mutacje, ale
          one, jak mi się zdaje, się do tego nie nadają.
          Do tego - gdyby to dryf genetyczny był odpowiedzialny za ewolucję, to
          mielibyśmy mnóstwo powoli zmieniających się wykopalisk (antylopka, antylopka z
          dłuższą szyjką, antylopka z jeszcze dłuższą szyjką, prawie żyrafka z szyjką
          krótszą niż obecnie, a na koniec porządna długoszyja żyrafa). A tak nie jest.
          Do tego gatunki sie nie zmieniają. Jest sobie gatunek i nie zmienia się, aż
          wyginie. A tu nagle pojawia sie nowy. Nie wiadomo skąd i w jaki sposób.



          • Gość: Biolog Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś IP: *.chello.pl 23.10.06, 14:58
            > No dobrze, dryf genetyczny tłumaczy zmiany u zięb na wyspach Galapagos, ale
            > nie skokowe powstawanie nowych gatunków. Do tego próbuje się zaprząc mutacje,
            > ale one, jak mi się zdaje, się do tego nie nadają.

            Co to znaczy 'skokowe'? Nic się nie dzieje skokowo.

            > Do tego - gdyby to dryf genetyczny był odpowiedzialny za ewolucję, to
            > mielibyśmy mnóstwo powoli zmieniających się wykopalisk (antylopka, antylopka z
            > dłuższą szyjką, antylopka z jeszcze dłuższą szyjką, prawie żyrafka z szyjką
            > krótszą niż obecnie, a na koniec porządna długoszyja żyrafa)

            I są takie wykopaliska. Ale nie w przypadku żyrafy, która żyje na terenach
            niespecjalnie sprzyjających powstawaniu skamielin. My przecież nie
            przeszukaliśmy każdego metru ziemi i nie wydobyliśmy wszystkich istniejących
            skamielin. Jednak dla najważniejszych przejść mamy całe listy zebranych 'ogniw':

            pl.wikipedia.org/wiki/Brakujące_ogniwo_ewolucji
            > Do tego gatunki sie nie zmieniają. Jest sobie gatunek i nie zmienia się, aż
            > wyginie.

            Oczywiście że się zmieniają. Skąd pomysł że tak nie jest? Nie zmieniają się w
            skali tysiąca czy dziesięciu tysięcy lat. W skali miliona lat rzadko da się w
            ogóle rozpoznać że to ten sam gatunek.
            • Gość: Porter Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś IP: *.orion.pl 23.10.06, 15:33
              Przepraszam, ale - wydaje mi się, że się mylisz. Nie ma IMHO żadnych wykopalisk
              potwierdzających powolne zmiany zachodzące w obrębie jednego gatunku, które
              prowadziłyby następnie do powstania nowych gatunków. Jest wręcz przeciwnie, co
              piszę po raz kolejny: taki Homo sapiens pojawił się w gotowej formie,
              absolutnie inny, niż wszystkie hominidy z których usiłuje się go wywodzić. To
              własnie była gwałtowna skokowa zmiana. A po dokonaniu tej zmiany, rozwój
              ewolucyjny Homo sapiens się zatrzymał i gatunek nie zmienia się od prawie stu
              tysięcy lat. To stanowi zaprzeczenie drobnych, powolnych zmian i potwierdzenie
              gwałtownej zmiany skokowej.
              Archeopteryx i podobne wykopaliska pokazują formę mającą cechy różnych gromad.
              Było takich w historii więcej, jak choćby czaszka człowieka z Piltdown, ale
              stanowiły zwykle fałszerstwo zwolenników teorii ewolucji, sfrustrowanych
              brakiem dowodów. Zwracam uwagę, że nie mamy jakichkolwiek dowodów na to, że z
              Archeoteryxa akurat rozwinął się jakikolwiek ptak, bo obecnie neodarwiniści
              starają się wywieść ptaki od raptorów, które z Archeopteryx litograhica nie
              miały jako żywo nic wspólnego. Jak ja chodziłem do szkoły, za koronny dowód
              uznawano świetnie znaną ewolucję koniowatych. Teraz już o tym jest troszkę
              ciszej, bo co prawda istnieje chyba pieć gatunków od Eohippusa do Pliohippusa,
              ale w żadnym razie nie można stwierdzić, w jaki sposób z jednego gatunku
              powstawał następny. Nie mieliśmy żadnych przesłanek, że oto Eohippus urośnie,
              zmieni mu się ilość palców, uzębienie, i co tam jeszcze. A tu nagle, SKOKOWO,
              pierdut i mamy całkiem inny gatunek koniowatych. I nie mamy pojęcia o
              mechaniźmie, który tą nagłą SKOKOWĄ zmianę spowodował.

              To co piszesz, że nie każdy metr ziemi jeszcze przekopano, to prawda. Tylko, że
              to nie powód, żeby TE traktować inaczej, niż wszystkie inne teorie naukowe. To
              znaczy, dopóki się ich nie udowodni, nie można traktować, jako prawdę (a i
              wtedy bezpieczniej starać się weryfikować i podważać dowody). TE jest po prostu
              teorią, w której prawdziwa są bez wątpienia zmienność gatunków w czasie. Ale
              już mechanizm jest co najmniej dyskusyjny, żeby nie powiedzieć wydumany.
              • Gość: Biolog Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś IP: *.chello.pl 23.10.06, 15:56
                Ale czym według ciebie są "zmiany zachodzące w obrębie gatunku"? Przecież
                właśnie to co ci pokazuję to była jedna populacja: wykopaliska sprzed dwóch
                milionów lat nazywają się 'homo habilis', wykopaliska sprzed miliona lat 'homo
                erectus' a sprzed stu tysięcy lat - 'homo sapiens'. Czy to nie jest właśnie
                powolna zmiana?
                Mówisz że każdy jest zupełnie inny niż wszystkie. Oczywiście że jest inny - w
                tej skali czasu nie ma mowy o zachowaniu 'przynależności gatunkowej'. Nie
                skrzyżujesz się ze swoim przodkiem sprzed miliona lat.
                W miarę odkrywania kolejnych wykopalisk przejście od austalopiteka do homo
                sapiens widzimy jako coraz bardziej ciągłe. I to jest właśnie największe
                potwierdzenie na teorię ewolucji: Przewidziała że te formy pośrednie znajdziemy.

                Możesz się przyczepić że nie da się udowodnić że z danego gatunku powstał
                następny. To jest prawda - nie da się. Ale jeśli ktoś wysnuwa teorię: "gatunek X
                zmienił się w Y", to odpowiedź brzmi "skoro tak twierdzisz, to pokaż jakąś formę
                pośrednią". I te formy pośrednie są znajdowane, pokazując że gatunki
                rzeczywiście się przekształcają.

                Oczywiście było po drodze kilka fałszerstw, motywy naukowców mogły być bardzo
                różne. I w związku z tym bardzo dokładnie sprawdzono te dowody które teraz się
                prezentuje.

                Teoria ewolucji oczywiście powinna być traktowana jak inne teorie naukowe. To
                znaczy że należy szukać doświadczeń które ją weryfikują. Tak się robi.
                Nie znaczy że należy szukać 'dowodów'. Czy teorię grawitacji ktoś _udowodnił_?
                Nie - ale każdy może codziennie znaleźć tysiące doświadczeń _potwierdzających_
                ją. To samo dotyczy optyki, medycyny, termodynamiki i wszystkiego na czym opiera
                się nasza cywilizacja. Nie istnieją żadne dowody (jak miałyby wyglądać?).
                Istnieją wyłącznie potwierdzenia.
                • Gość: Porter Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś IP: *.orion.pl 23.10.06, 16:25
                  Jeżeli zmiana pomiędzy Homo habilis a Homo erectus oraz Homo erectus i Homo
                  sapiens jest dla Ciebie zmianą powolną i nie można jasno rozgraniczyć
                  wykopaliska - ten tu szkielet to H. habilis, ten - H. erectus, a ten to H.
                  sapiens, to pewnie coś się zmieniło ostatnio w biologii. Nie wykluczam tego, bo
                  od dwudziestu z góra lat nie mam z biologią uniwersytecką wiele wspólnego. Te
                  trzy gatunki to całkowicie różne istoty. Nie mam wiedzy na temat dwóch
                  pierwszych, ale ten trzeci pojawił się w formie identycznej z obecną, od H.
                  erectus różnił się na przykład o 30% większym i inaczej zbudowanym mózgiem, ma
                  też oczywiście inną czaszkę i parę cech, po których można każdego H. sapiens od
                  pitekantropa odróżnić. I,jak najbardziej, wczesny homo sapiens powinien
                  krzyżować się z obecnym człowiekiem.
                  Owszem podaje się formy pośrednie zapominając dodać - pomiędzy czym jest ona
                  formą pośrednią. Bo TE mówi o powstawaniu gatunków. Czyli o tym, że jeden z
                  gatunków ewoluuje w drugi. I na to nie ma IMHO żadnych dowodów. Bo nie ma
                  historii rozwoju żadnego gatunku, który by to pokazywał. Byłem kiedys w LA, w
                  La Brea i tam mają kości smilodonów, które przez setki tysięcy - miliony? lat
                  topiły sie w smole. I nie widać wśród nich żadnego trendu rozwojowego.
                  • asteroida2 Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś 23.10.06, 16:39
                    > Jeżeli zmiana pomiędzy Homo habilis a Homo erectus oraz Homo erectus i Homo
                    > sapiens jest dla Ciebie zmianą powolną i nie można jasno rozgraniczyć
                    > wykopaliska - ten tu szkielet to H. habilis, ten - H. erectus, a ten to H.
                    > sapiens, to pewnie coś się zmieniło ostatnio w biologii.

                    Powolną, bo te wykopaliska dzielą setki tysięcy lat. A wykopaliska można łatwo
                    rozgraniczyć - bo znalezionych grup jest niewiele.

                    > Nie mam wiedzy na temat dwóch
                    > pierwszych, ale ten trzeci pojawił się w formie identycznej z obecną, od H.
                    > erectus różnił się na przykład o 30% większym i inaczej zbudowanym mózgiem, ma
                    > też oczywiście inną czaszkę i parę cech, po których można każdego H. sapiens
                    > od pitekantropa odróżnić

                    Oczywiście że tak. Bo pochodzą z różnych okresów. I teoria ewolucji mówi że
                    jeśli jeden powstał z drugiego, to istniała po drodze populacja pośrednia. Ale
                    jeśli znajdziemy i nazwiemy ją jakoś, to znów będziesz mógł stwierdzić że to
                    zupełnie nowy gatunek i nie mamy żadnych dowodów że to było stadium pośrednie.

                    > I,jak najbardziej, wczesny homo sapiens powinien
                    > krzyżować się z obecnym człowiekiem.

                    Z badań genetycznych wynikło że wczesny homo sapiens krzyżował się też z
                    neandertalczykiem. Ale to było 100 tyś lat temu i bardzo możliwe że dzisiejszy
                    człowiek też mógłby się skrzyżować. Ze swoim przodkiem sprzed miliona lat - już
                    raczej nie.

                    > Czyli o tym, że jeden z gatunków ewoluuje w drugi. I na to nie ma IMHO
                    > żadnych dowodów.

                    Ale jak taki dowód według ciebie mógłby wyglądać? Rozumiem że formy pośrednie
                    ciebie nie przekonują - twoje prawo. Tylko że jeśli mówimy o procesie który trwa
                    miliony lat, to w jaki inny możliwy sposób mielibyśmy stwierdzić czy zachodzi?

                    > Byłem kiedys w LA, w
                    > La Brea i tam mają kości smilodonów, które przez setki tysięcy - miliony? lat
                    > topiły sie w smole. I nie widać wśród nich żadnego trendu rozwojowego.

                    Krokodyle żyją sobie od 200 milionów lat i też nie widać w nich większych zmian.
                    I to jest jak najbardziej zgodne z Teorią Ewolucji: ich środowisko i warunki
                    życia się nie zmieniły, ich sposób polowania działa tak samo dobrze wobec
                    mniejszych dinozaurów jak i wobec antylop. Nie mają po prostu presji żeby w
                    jakąś stronę się zmieniać.
                    • Gość: Porter Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś IP: *.orion.pl 23.10.06, 17:15
                      To, że najpierw żył sobie H. habilis, potem, po bardzo długim czasie pojawił
                      się pitekantrop, a potem po kolejnym długim okresie czasu - H. sapiens, nie
                      oznacza, że zmiany były powolne. One były nagłe, skokowe, bo przecież H.
                      erectus od początku różnił się całkowicie od H. habilis, a H. sapiens od H.
                      erectus.

                      Jak piszesz, "teoria ewolucji mówi że jeśli jeden powstał z drugiego, to
                      istniała po drodze populacja pośrednia." No i tych form pośrednich, pomiędzy
                      H. habilis, a pitekatropem i pomiędzy pitekantropem a H. sapiens brak. Dalej
                      dodajesz, że: "Ale jeśli znajdziemy i nazwiemy ją jakoś, to znów będziesz mógł
                      stwierdzić że to zupełnie nowy gatunek i nie mamy żadnych dowodów że to było
                      stadium pośrednie". Myślę, że niesłusznie zakładasz moją złą wolę, nawet nie
                      piszę Ci: "to znajdźcie, wtedy pogadamy". Ja nie znam mechanizmu, który
                      pozwoliłby w sposób naturalny przemienić H. habilis w H. erectus, a tego w Homo
                      sapiens, więc oczywiste jest, że powinniśmy znaleźć jakiekolwiek
                      prawiepitekantropy, albo homo prawiesapiensy, które mogły powstać dzięki np.
                      mutacjom, czy innym znanym mechanizmom z odpowiednio - H. habilis i
                      pitekantropów. Ale ich nie znajdujemy. I to właśnie uważam za słaby punkt
                      teorii ewolucji. Homo sapiens jest natępcą mającego ok. 1l mózgu erectusa, a
                      sam ma od początku ok. 1,5 litra mózgu. Nie ma szczątków erectusów, które
                      miałby 1,2; 1,3; 1,4 l mózgu. Ich czaszka miała pojemność 1 do maks 1,1 litra i
                      szlus. A H. sapiens zaczął od półtora litra, które mu służą do dzisiaj.
                      Przepraszam za trywialny przykład, ale nie bardzo pamiętam dokładne różnice w
                      budowie samego mózgu (choć pamiętam, że były), a one jeszcze bardziej
                      pokazywałyby skokowość zmiany.
                      Co do krzyżowania się z neandertalczykiem, to nie wiedziałem nawet, że on miał
                      46 chromosomów, więc nie wiem nic na temat ewentualnego krzyżowania z H.
                      sapiens.
                      • Gość: Biolog Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś IP: *.chello.pl 23.10.06, 17:28
                        > No i tych form pośrednich, pomiędzy H. habilis, a pitekatropem i pomiędzy
                        > pitekantropem a H. sapiens brak.

                        Jeśli w tym tkwi problem to służę:

                        en.wikipedia.org/wiki/Image:Hominins_2002.png
                        Zaznaczone są tu dotychczas znalezione formy pośrednie.
                        W artykule do którego dałem link jest pokazane też jakie formy pośrednie były
                        znane wcześniej. Jak widać wciąż nie jest to pełen obraz, ale przynajmniej
                        argument z 'brakiem form pośrednich' zostaje obalony.
                        • madcio Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś 23.10.06, 18:06
                          > argument z 'brakiem form pośrednich' zostaje obalony.
                          Nie zostaje. :))) Metoda kreacjonistów jest tu prosta. Opsizę:

                          Mamy dwa gatunki, A i B. Kreacjonista żąda formy pośredniej. Nięch bedzie, że ją
                          znaleźliśmy, nazwijmy ją C.


                          Co na to kreacjonista?
                          Oj, panowie, teraz macie gorzej, bo brakuje DWÓCH form pośrednich: między A i C
                          oraz C i B!

                          Powtarzać ad mortum defecatum. Odtrąbić zwycięstwo kreacjonizmu. :D
                          • Gość: Porter Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś IP: *.orion.pl 23.10.06, 20:25
                            Tytułujesz mnie kreacjonistą? A na jakiej podstawie? Twoje rozumowanie jest
                            dziecinne. Nie chodzi o to, żeby mnożyc formy posrednie, chodzi o to, żeby
                            dobrać mechanizm odpowiadajacy zmiany do jej poziomu. Jeżeli zmiana jest tak
                            gigantyczna, jak pomiedzy pitekantropem a Homo sapiens, to można by oczekiwać,
                            że istnieje mechanizm zdolny ta zmianę wywołać. Ja takiego mechanizmu nie znam.
                            Jesli go znasz - podaj go. Albo wskaż jakiegoś hominida, który będzie na tyle
                            mało różnił sie od swojego poprzednika, że będziesz w stanie pokazać mechanizm
                            zmiany.
                            A podpieranie sie argumentem "tam gdzies sa jakieś stadia pośrednie, ale
                            jeszcze ich znaleźliśmy, ale one bankowo sa, bo tak chce nasza sliczna teoria,
                            zresztą po co szukać tych stadiów pośrednich, skoro to i tak nie zadowoli
                            kreacjonistów" jest po prostu smieszne. TE jest teoria naukową i trzeba ja
                            udowodnic. Na razie o tym nie ma mowy.
                            I na koniec - kreacjonista niekoniecznie neguje istnienie ewolucji, bo przecież
                            Pan Bóg mógł wykreowac ewolucję. Natomiast ludziom, których religia jest TE
                            można jedynie współczuć.

                            "Platon wymyslił platoniczną miłość
                            Widać talentów miał za małą ilość,
                            A Darwin - małpę, twierdząc, że to zwierze
                            Jest naszym przodkiem. Widząc ciebie wierzę!"
                            • winoman Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś 23.10.06, 21:06
                              > A podpieranie sie argumentem "tam gdzies sa jakieś stadia pośrednie, ale
                              > jeszcze ich znaleźliśmy, ale one bankowo sa, bo tak chce nasza sliczna teoria,
                              > zresztą po co szukać tych stadiów pośrednich, skoro to i tak nie zadowoli
                              > kreacjonistów" jest po prostu smieszne. TE jest teoria naukową i trzeba ja
                              > udowodnic. Na razie o tym nie ma mowy.

                              Dowodzić można co najwyżej twierdzenia matematyczne. W naukach przyrodniczych
                              można jedynie stwierdzić po pierwsze czy teoria dobrze opisuje to, co
                              obserwujemy, a po drugie, czy przewidywania teorii dotyczące rzeczy, których
                              jeszcze nigdy nie zaobserwowaliśmy będą się zgadzały z wynikami przyszłych
                              obserwacji. Jak dotąd wszystkie nowo odkrywane skamieniałości nieznanych
                              przedtem form życia doskonale się wpisują w przewidywania TE. W tym sensie
                              rzeczywiście można uznać, że TE jest nieustannie potwierdzana.

                              Jeszcze o "dowodzeniu" teorii. Nawet w fizyce, będącej ze zrozumiałych względów
                              dużo bardziej ścisłą dziedziną nauki (choćby z uwagi na ilościowy charakter jej
                              praw, możliwość wymyślania i powtarzania eksperymentów i rosnącą dokładność
                              pomiarów) nikt rozsądny nie będzie mówił o dowodzeniu teorii fizycznej. Przez
                              ponad 200 lat mechanika Newtona doskonale opisywała świat, do tego stopnia, że
                              wielu fizyków stwierdziło, że wraz ze sformułowaną wówczas teorią
                              elektromagnetyzmu mają już w rękach teorię wszystkiego. Okazało się jednak, że
                              z jednej strony te dwie teprie nie dają się ze sobą spójnie pogodzić, a z
                              drugiej, że wyniki pewnych eksperymentów przeczą przewidywaniom dynamiki
                              Newtona. Doprowadziło to do stworzenia teorii względności, którą weryfikuje się
                              (a nie "dowodzi") przez coraz dokładniejsze pomiary. Najciekawsze jest to, że
                              teoria Newtona wciąż jest stosowana i doskonale sprawdza się w niemal wszystkich
                              sytuacjach spotykanych na Ziemi, choć wiadomo, że z obiektywnego punktu widzenia
                              została "obalona".

                              Oczywiście nie można wykluczyć, że ktoś kiedyś wymyśli inną niż TE teorię, która
                              lepiej będzie zgadzała się ze wszystkimi obserwacjami. Nie można też wykluczyć,
                              że odkryjemy coś, czego na gruncie TE nie da się wyjaśnić. A brak kopalnych
                              szczątków "bezpośredniego" przodka homo sapiens można doskonale wyjaśnić, jeśli
                              zauważymy, że tym większa jest szansa przetrwania do naszych czasów szczątków
                              jednego przedstawiciela jakiegoś gatunku, im liczniejsza była populacja. Nie
                              można wykluczyć, że Homo sapiens powstawał w jakimś izolowanym, stosunkowo
                              niedużym środowisku, w którym z przyczyn obiektywnych ilość osobników każdego z
                              żyjących tam gatunków musiała być niewielka, stąd brak znanych szczątków
                              kopalnych, tym bardziej, że nie wiemy, gdzie ich szukać.

                              Pozdrawiam!
                              • Gość: Porter Darwinizm - jak działa współczesna nauki IP: *.orion.pl 24.10.06, 10:43
                                Widzisz, tym, co doskonale potrafi nasza nauka, to wynajdowanie przesłanek
                                potwierdzających obowiązujące, nawet fałszywe teorie. W innym watku opisałem
                                dokonania profesora M., który nawiasem mówiąc był promotorem mojego doktoratu.
                                Ten miły starszy pan oszalał (czego nikt nie zauważył, bo wśród profesorów
                                ekscentryków nie brakuje) i przez 20 lat wysysał z palca tematy, zmyślał
                                wyniki, publikował w pismach dla weterynarzy prace z dziedziny fizjologii
                                (licząc słusznie na niekompetencje recenzentów). I wiesz co było
                                najsmieszniejsze? Profesor nie działał sam. Miał współpracowników,
                                podopiecznych, młodych naukowców, którzy prowadzili badania wspólnie z nim.
                                Dziesiątki biologów brało w tym udział - naciągając wyniki, żeby pasowały do
                                profesorowych koncepcji, nie przyjmując do wiadomosci przesłanek z nimi
                                sprzecznych. Oni nawet nie byli w wiekszości świadomymi uczestnikami oszustwa.
                                Sądzili, że jeśli nie chce wyjśc tyle ile powinno wyjść, to jest to raczej ich
                                wina i lekko naginali wyniki. A jak wszyscy lekko naginaja wyniki, tak by
                                pasowały do koncepcji, to koncepcja zaczyna wygladać na uzasadnioną ipso facto.
                                (a to dlatego, że sama jest źródłem tych uzasadnień).
                                W latach 80. zeszłego wieku, jako nieudany biolog postanowiłem zmienic klimat i
                                w Cghicago spotkałem kolegę, nieudanego fizyka. Kolega pracował w IPPT w
                                czasach, kiedy jego dyrektorem był gen. dyw. prof. dr hab. Sylwester Kaliski -
                                równocześnie komendant główny WAT. Absolutny geniusz i człowiek o ogromnej
                                wiedzy - zupełnie jak prof. M. Też zmyślał wyniki, a przyłapany - trafił swoim
                                Peugeotem 405 w drzewo przy szybkości 170 km/h. Identycznie jak prof. M. miał
                                ogromna rzeszę wychowanków, którzy eksperymentalnie potwierdzali zmyslone
                                koncepcje Kaliskiego.
                                I Darwinizm, to własnie taki system profesorów M. i K. Bo trzeba Ci wiedziec,
                                że zwłaszcza Kaliski, w wielu kwestiach miał rację, nie był tylko w stanie
                                potwierdzic tego empirycznie. Oczywiscie, w niektórych kwestiach racji nie
                                miał. M. z kolei miał genialna intuicję i mimo choroby psychicznej również
                                znakomicie pokazywał powiązania pomiędzy rozmaitymi zjawiskami, a że niektóre z
                                nich całkowicie zmyslał - to juz szczegół. I dziesiątki, a nawet setki
                                współpracowników potwierdzały ich wymysły. Bo dzisiejsza nauka opiera się na
                                patronacie i autorytecie. Nikt nie stara sie podważac obowiązujących teorii. A
                                w przypadku tak długo obowiązujących teorii - za dużo ludzi zainteresowanych
                                jest żywotnie utrzymaniem i rozwijaniem darwinizmu, żeby mozna było liczyć, że
                                ktoś wreszcie zechce zwrócić uwagę na jego niedostatki. Ponad sto lat
                                poswięcono nie na badanie ewolucji, tylko obudowanie Teorii Ewolucji w taka
                                ilość zderzaków, żeby była nie do ruszenia.
                            • madcio Oj. 24.10.06, 20:38
                              Uderz w stół, a nożyce się odezwą.

                              > Tytułujesz mnie kreacjonistą?
                              Ja tu nie pisałem do ciebie, panie Spostrzegawczy. Ale tak, jak coś chodzi jak
                              kaczka i kwacze jak kaczka... to musi być to kaczka.

                              >Nie chodzi o to, żeby mnożyc formy posrednie
                              Dokładnie o to chodzi. Ciagle się dopytujecie, ciągle wam brakuje ogniw
                              pośrednich. A walcie się. :) Takie jest moje zdanie, a wiesz czemu? Jeśli
                              obecnie istniejąca ilość wykopalisk nie zadowoli, to żadna ilość nie zadowoli.
                              Zawsze bedzie za mało, więc - jak mówiłem - walcie się.

                              > Jeżeli zmiana jest tak gigantyczna, jak pomiedzy pitekantropem a Homo
                              > sapiens, to można by oczekiwać,że istnieje mechanizm zdolny ta zmianę
                              > wywołać. Ja takiego mechanizmu nie znam. Jesli go znasz - podaj go.
                              Ja go znam. Nazywa się ewolucja.

                              > TE jest teoria naukową i trzeba ja udowodnic.
                              I została udowodniona po tysiąckroć. Takie jest przynajmniej zdanie tych, którzy
                              znają się na rzeczy, czyli naukowców.

                              Ale ty i tobie podobni tego nie uznacie, gdyż motywacją jest religia, a nie
                              obserwacja rzeczywistości.

                              > Na razie o tym nie ma mowy.
                              Co by cię przekonało do teorii ewolucji? Bo ja NIC nie widzę takiego.
                              • Gość: Porter Re: Oj. IP: *.orion.pl 24.10.06, 21:20
                                Ale przecież od ciebie nikt żadnych stadiów posrednich nie wymaga. Czy sie
                                mylę?

                                Mówisz że powoduje mną motywacja religijna. Bardzo ciekawe, akąd ten wniosek,
                                ale zostawmy to. Przytoczmy twój wywód:
                                Najpierw ja:
                                > > Jeżeli zmiana jest tak gigantyczna, jak pomiedzy pitekantropem a Homo
                                > > sapiens, to można by oczekiwać,że istnieje mechanizm zdolny ta zmianę
                                > > wywołać. Ja takiego mechanizmu nie znam. Jesli go znasz - podaj go.
                                A teraz ty:
                                > Ja go znam. Nazywa się ewolucja.

                                I zastąp "ewolucja" "wola Bożą" a otrzymasz dokładnie tak samo naukową
                                wypowiedź.

                                > Co by cię przekonało do teorii ewolucji? Bo ja NIC nie widzę takiego.
                                Alez pisałem o tym po kilkakroć:
                                potwierdzone wykopaliskami stadia przejściowe wraz z potwierdzonym mechanizmem
                                zdolnym wywołac tą zmianę.
                                • madcio Re: Oj. 24.10.06, 22:28
                                  > Ale przecież od ciebie nikt żadnych stadiów posrednich nie wymaga. Czy sie
                                  > mylę?
                                  Od innych wymagałeś, ślicznie przy tym podwierdzając moją sarkastyczną wypowiedź
                                  sprzed kilku postów.

                                  > Mówisz że powoduje mną motywacja religijna. Bardzo ciekawe, akąd ten wniosek,
                                  Najczęstsza motywacja kreacjonistów.

                                  > > Ja go znam. Nazywa się ewolucja.
                                  > I zastąp "ewolucja" "wola Bożą" a otrzymasz dokładnie tak samo naukową
                                  > wypowiedź.
                                  Nie jestem biologiem, ale laikiem, mam nadzieje że choć trochę wyedukowanym.
                                  Wierzę im, gdy coś mówią, gdyż mam wokół siebie i przed sobą fizyczny dowód na
                                  poprawność metody badania rzeczywistości, jaka się nauka posługuje. Tylko tyle i
                                  aż tyle.

                                  Jeśli zaś ktoś przekłada swoje osobiste złudzenia nad rzeczywistość, to już jego
                                  problem. :)))

                                  > potwierdzone wykopaliskami stadia przejściowe wraz z potwierdzonym mechanizmem
                                  > zdolnym wywołac tą zmianę.
                                  Masz i to (wykopaliska) i to (mechanizm), a ciagle ci sie coś nie podoba.
                                  • Gość: Porter Re: Oj. IP: *.orion.pl 24.10.06, 23:03
                                    > > potwierdzone wykopaliskami stadia przejściowe wraz z potwierdzonym mechan
                                    > izmem
                                    > > zdolnym wywołac tą zmianę.
                                    > Masz i to (wykopaliska) i to (mechanizm), a ciagle ci sie coś nie podoba.


                                    No to rozwiń - pokaż stadia i określ mechanizm (tylko nie pisz, że ten
                                    mechanizm to ewolucja, bo równie dobrze mógłbys napisac, że to ingerencja
                                    Marsjan).
                                    Ponadto - na jakiej podstawie nazywasz mnie kreacjonistą? Ja jestem pewien (no,
                                    niemal pewien), że zmienność gatunków występował, natomiast wątpię, żeby
                                    ewolucja działa tak, jak chciałby darwinizm. Chciałbym traktowac TE jak każda
                                    inna teorię naukową, czyli próbowac podważyć. No to podważam, jak umiem. Jeżeli
                                    umiesz sobie z moimi obiekcjami poradzic, to fajnie, pokaz to, a jak nie masz
                                    innych argumentów, niż to, ze to źle, że cos mi sie nie podoba, albo
                                    propozycja, żebym sie walił, nie mówiąc juz o tym, że mechanizmem
                                    odpowiadającym za ewolucje mianujesz ewolucje, to naprawdę szkoda czasu na taka
                                    dyskusję.
                                    I sorry, ale to toba powoduje motywacja religijna. Dla mnie, stworzenie przez
                                    Boga ewolucji to dla Niego mięta. Wcale potwierdzenie teorii ewolucji nie
                                    stanowiłoby ciosu dla mojego pojmowania Boga.
                                    • madcio Re: Oj. 25.10.06, 19:10
                                      > No to rozwiń - pokaż stadia
                                      Nie jestem znawcą, ale to jest całkiem wystarczające jak na poziom laika...
                                      en.wikipedia.org/wiki/Human_evolution
                                      > i określ mechanizm (tylko nie pisz, że ten
                                      > mechanizm to ewolucja, bo równie dobrze mógłbys napisac, że to ingerencja
                                      > Marsjan).
                                      Mam wrażenie ze to ty czegoś nie kumasz....

                                      >nie mówiąc juz o tym, że mechanizmem
                                      > odpowiadającym za ewolucje mianujesz ewolucje
                                      ...nie o to się pytałeś, mój drogi. Pytałeś się, jaki mechanizm odpowiada za
                                      "gigantyczną zmianę między pitekantropem a człowiekiem". To i dostałeś
                                      odpowiedź. Nie mój problem, że nie wiesz sam, o co się pytasz.

                                      > Ponadto - na jakiej podstawie nazywasz mnie kreacjonistą?
                                      Bo uważasz (takie mam wrażenie) ze Bóg stworzył wszystkie gatunki zwierząt i
                                      człowieka mniej więcej w takim kształcie, w którym wystepują do dziś?

                                      > I sorry, ale to toba powoduje motywacja religijna.
                                      Hehe. Troszkę się pomyliłeś. Myślałem, że moja sygnaturka jest wystarczająco
                                      dobitna, jeśli chodzi o mój poglad na tę sprawę.
                        • Gość: Porter Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś IP: *.orion.pl 23.10.06, 20:27
                          I na tym rysunku z Wikipedii masz stadium posrednie pomiędzy Homo erecus, a H.
                          sapiens?
                          • Gość: Biolog Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś IP: *.chello.pl 23.10.06, 22:38
                            Nie mam. Zauważyłeś że jest to dokładnie ten bezsensowny argument z którego
                            szydzi 'madcio', a którego bezsens jest tam w Wikipedii udowodniony?
                            Powiedziałeś że brakuje stadiów pośrednich. Podałem ci przykład 5 kolejnych
                            stadiów pośrednich.
                            I na to odpowiadasz: "Tam brakuje stadiów pośrednich". To jest poważna dyskusja?
                            • Gość: Porter Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś IP: *.orion.pl 24.10.06, 10:47
                              No, więc ja nie potrafię dostrzec na tym rysunku jakiegokolwiek stadium
                              pośredniego pomiędzy H. erectus a H. sapiens (mam nadzieję, że nie chodzi ci o
                              neandertalczyka, bo byłby to przykład srogiego nieuctwa). Przeciwnie, na tym
                              rysunku widać skowy rozwój pojemności puszki mózgowej pomiedzy tymi dwoma
                              gaytunkami. I ja się chetnie zgadzam, że to matka ewolucja spowodowała ten
                              skok. Chciałbym tylko dowiedziec sie w jaki sposób? Bo bez tego, to nawet nie
                              jest teoria.
                              • Gość: Biolog Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś IP: *.chello.pl 24.10.06, 11:09
                                Teoria mówi że powiększanie puszki mózgowej następowało stopniowo. I faktycznie,
                                wynika z niej że istniał jakiś człowiek który na rysunku znalazłby się między H.
                                erectus a H. sapiens. Być może go znajdziemy, być może nie. Przecież proces
                                powstawania skamieniałości nie gwarantuje nam że wszystko co kiedyś żyło gdzieś
                                się zachowało.
                                Ale zrozum: nawet jeśli byśmy go znaleźli, znajdziesz inny agrument. Np. długość
                                ogona. Ci mają długi, ci krótszy, a ci już w ogóle nie mają. Przeskok! Albo
                                owłosienie: ci mają je na całym ciele, ci mają odkryte pupy, a ci już odkryte
                                całe ciało. Znów przeskok! Nigdy przejście nie będzie całkiem ciągłe.
                                Niezależnie od tego ile znajdziemy form pośrednich, nigdy nie zostaniesz
                                przekonany.
                                Dziesięć form pośrednich ciebie nie przekonało, więc czemu 100 miałoby?

                                Masz teraz współczesną teorię ewolucji (nie mylić z darwinizmem!), która
                                tłumaczy mutacje na poziomie molekularnym. Uwzględnia ekspresję genów,
                                duplikowanie ich i obszary niekodujące. Daje przewidywania ilościowe i zgadza
                                się ze 100% dotychcasz znalezionych wykopalisk. Możesz jej używać albo nie.
                                Jeśli masz jakąś inną teorię, z chociażby porównywalną siłą przewidywania, to ją
                                ogłoś! Przecież tak rozwija się nauka. Mechanika Newtonowska tłumaczyła
                                znakomicie całą fizykę, ale została rozwinięta przez Einsteina. Dlatego że
                                teoria względności dawała lepsze przewidywania.
                                Jak długo nie mamy lepszej teorii - pozostajemy przy teorii ewolucji. Ona cały
                                czas się rozwija: niedawno pokazano że bakterie potrafią wymieniać się między
                                sobą genami, czego do lat '80 nikt nie traktował poważnie. Podstawy pozostają
                                jednak te same, bo znakomicie zgadzają się z obserwacjami.
                                • Gość: Porter Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś IP: *.orion.pl 24.10.06, 13:17
                                  Kochany kolego: teoria naukowa to jest cos takiego, co można sfalsyfikować. I
                                  każda teoria może liczyć na to, że jej przeciwnicy będą chcieli ją podważyć.
                                  Jest kilka wyjatków - świetych krów współczesnej nauki i do nich należy teoria
                                  ewolucji. Nie badamy ewolucji, tylko staramy się potwierdzic teorię ewolucji a
                                  tematy badań są a priori selekcjonowane, na te, które TE moga potwierdzić - i
                                  te sie rozwija i na te, które nie mają szans jej potwierdzic i tych sie nie
                                  rusza. Ja napisał to ten tam geniusz - "biologia nabiera sensu dopiero w
                                  świetle teorii ewolucji" - wiec po co rozwijac coś, co jest bez sensu?

                                  Każda zmiana może byc uznana za skokową (no, bo jak cos sie zmienia, to zmiana
                                  sam w sobie stanowi skok). Ale rzecz w tym, że tą zmiane cos powoduje. Musi
                                  istniec mechanizm zdolny do wywoływania jej. A mutacje nie sa w stanie
                                  spowodować takiego skoku, jak ten pomiędzy H. erectus a H. sapiens, czy
                                  pomiedzy Eohippusem, a jego następcą. Tak masywna mutacja musiałaby byc
                                  letalna.
                                  Jako były biolog moge powiedzieć, że TE lekceważy istniejący ewidentnie
                                  mechanizm zapewniający zachowanie spójności genetycznej gatunku. Ten mechanizm
                                  wydaje sie istnieć (bo obserwacje pokazują, że gatunki sie nie zmieniają, co
                                  najwyżej wymierają), ale jakos nie słyszałem, żeby ktos go badał (rzecz jasna
                                  nie świadczy to, że nie bada, ja jestem byłym biologiem i nigdy nie zajmowałem
                                  się genetyką, tylko fizjologią).
                                  Kiedys czytałem o tzw. bezwładności genetycznej, ale to było lat temu mnóstwo,
                                  pan Bóg chodzil jeszcze bez brody. Ta bezwładność genetyczna powodowała, że
                                  genom gatunku pozostawał spójny. A to z kolei stanowiłoby wytłumaczenie braku
                                  stadiów przejściowych (i tego, że gatunki nie "rozłaziłyby się" genetycznie).
                                  tylko, że to jeszcze bardziej utrudnia uzasadnienie teorii ewolucji.
                                  Chciałbym, żebyś mnie dobrze zrozumial - ja nie atakuję teorii ewolucji, jako
                                  takiej. Brak mi danych, ani żeby ją akceptować, ani żeby odrzucać. Krytykuję
                                  jedynie podejście do niej, taktowanie jej, jak świętej krowy i taką organizację
                                  badań naukowych, która powoduje taśmowa produkcję argumentów "za" TE, przy
                                  jednoczesnym ignorowaniem argumentów "przeciw".
                                  • Gość: Biolog Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś IP: *.jelonki.robbo.pl 24.10.06, 15:19
                                    > Jest kilka wyjatków - świetych krów współczesnej nauki i do nich należy teoria
                                    > ewolucji. Nie badamy ewolucji, tylko staramy się potwierdzic teorię ewolucji a
                                    > tematy badań są a priori selekcjonowane, na te, które TE moga potwierdzić - i
                                    > te sie rozwija i na te, które nie mają szans jej potwierdzic i tych sie nie
                                    > rusza.

                                    Skąd pomysł że się nie rusza? Przecież właśnie pozioma wymiana genów pomiędzy
                                    bakteriami była złamaniem najbardziej podstawowych założeń teorii ewolucji (że
                                    genotyp zmienia się jedynie przez mutacje i selekcje). I właśnie te mechanizmy o
                                    których mówisz sprawiały że przez długi czas naukowcy pukali się w czoło gdy o
                                    tym słyszeli. Ale zostało to potwierdzone przez kilka ośrodków i trzeba było
                                    przełknąć. W Twojej wizji nauki, wyniki te nigdy nie ujrzałyby światła dziennego.

                                    > Musi istniec mechanizm zdolny do wywoływania jej. A mutacje nie sa w stanie
                                    > spowodować takiego skoku, jak ten pomiędzy H. erectus a H. sapiens, czy
                                    > pomiedzy Eohippusem, a jego następcą. Tak masywna mutacja musiałaby byc
                                    > letalna.

                                    Oczywiście nie w jednym pokoleniu. Ale w ciągu miliona lat bez żadnego problemu.
                                    Jeśli twoja intuicja podpowiada ci że to niemożliwe, poproś znajomego
                                    informatyka o zaprezentowanie działania jakiegoś programu genetycznego.
                                    Kilkadziesiąt tysięcy pokoleń jest w stanie naprawdę dużo zmienić.

                                    > Jako były biolog moge powiedzieć, że TE lekceważy istniejący ewidentnie
                                    > mechanizm zapewniający zachowanie spójności genetycznej gatunku. Ten mechanizm
                                    > wydaje sie istnieć (bo obserwacje pokazują, że gatunki sie nie zmieniają, co
                                    > najwyżej wymierają), ale jakos nie słyszałem, żeby ktos go badał (rzecz jasna
                                    > nie świadczy to, że nie bada, ja jestem byłym biologiem i nigdy nie zajmowałem
                                    > się genetyką, tylko fizjologią).

                                    Ten mechanizm istnieje i został dokładnie zbadany. Nie wiem jak ci tu mogę
                                    pomóc, po prostu musisz na ten temat coś przeczytać. Ten mechanizm powoduje że
                                    nigdy populacja żyjąca na jednym obszarze nie 'rozdowi się' na dwa gatunki. Do
                                    takiego rozdzielenia na drzewie filogenetycznym niezbędna jest fizyczna izolacja
                                    dwóch populacji.

                                    Oczywiście zakładając złą wolę naukowców można zupełnie odrzucić wszystkie
                                    osiągnięcia całej nauki. Jeśli masz ku temu powody - krytykuj.
                                    Ale przecież nikt nie produkuje 'taśmowo' prac naukowych żeby potwierdzić TE. To
                                    tak jakby produkować prace potwierdzające mechanikę kwantową. Nikt się tym już
                                    dawno nie zajmuje. Naukowcy pracują nad badaniem ludzkiego proteomu, nad
                                    analizowaniem szlaków białkowych w komórkach itp. I teoria ewolucji jest dla
                                    nich niezbędna, bo pozwala oceniać jak bardzo wyniki prowadzone na nicieniach,
                                    myszach czy małpach będą podobne do tych prowadzonych na ludziach. W tym sensie
                                    TE przyczyniła się już do powstania setek leków i uratowania życia milionom
                                    ludzi. Nie jest 'świętą krową', tylko po prostu starą teorią z dużym dorobkiem.
                                    Kiedyś być może zastąpi ją jakaś lepsza teoria. Tylko jak na razie nie ma takiej
                                    potrzeby, bo nie ma doświadczeń niezgodnych z TE.

                                    Jeśli ktoś wytyka teorii luki których ona nie ma, naukowcy po prostu wzruszają
                                    ramionami i uważają takiego krytyka za idiotę. Gdy krytyk uznaje wtedy że
                                    'bronią swojej wiary', to trudno traktować go poważnie.
                                    • Gość: Porter Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś IP: *.orion.pl 24.10.06, 17:06
                                      > Skąd pomysł że się nie rusza?
                                      Ze znajomości życia i sposobu w jaki działa nauka, panie kolego.
                                      W latach pięćdziesiatych nie ruszano tematów, które podważyłyby łysenkizm, a az
                                      do osiemdziesiątych nonesensów marksizmu (a największymi wrogami naszych
                                      marksistów byli neomarksisci z Frankfurtu na Menem), tak i teraz nie wyobrażam
                                      sobie, żeby w pracowni jakiegos starego profa, który zęby zjadł na
                                      potwierdzaniu teorii ewoloucji wykluł sie temat, mogacy podważyć teorie
                                      ewolucji. A juz zupełnie nie wyobrażam sobie, że mógł sie zakończyć on
                                      publikacją, bo to byłoby groźne dla placówki.

                                      > > Musi istniec mechanizm zdolny do wywoływania jej. A mutacje nie sa w stan
                                      > ie
                                      > > spowodować takiego skoku, jak ten pomiędzy H. erectus a H. sapiens, czy
                                      > > pomiedzy Eohippusem, a jego następcą. Tak masywna mutacja musiałaby byc
                                      > > letalna.
                                      >
                                      > Oczywiście nie w jednym pokoleniu. Ale w ciągu miliona lat bez żadnego
                                      problemu

                                      Tylko jak sobie wyobrażasz ciąg mutacji, ukierunkowany na powstanie H. sapiens
                                      z H. erectus? Konkretnie w zderzeniu z rachunkiem prawdopodobieństwa? Mnie się
                                      zdaje, że to zupełnie wykluczone, a w dodatku, pamietaj, ze musi zachodzic u
                                      znacznej ilości osobników jednocześnie, co dodatkowo to prawdopodobieństwo
                                      zmniejsza. Dla mnie, tak na czuja, TE byłaby prawdopodobna, gdyby istniał jakis
                                      czynnik, które takie skokowe zmiany powoduje "od strzału". Ale tak krok po
                                      kroku, to każda kolejna mutacja zwieksza szansę, że zamiast bladawca uda nam
                                      sie latawiec, jak to kiedys pisał, wysmiewając takie własnie wyobrażenie
                                      ewolucji nieboszczyk Lem.

                                      Własnie poprosiłem kolege, który pisze programy (a własciwie nadzoruje ich
                                      piszanie), żeby powiedział, jakie jest prawdopodobieństwo, gdyby w programie,
                                      którego celem jest autoreplikacja nawarstwiały sie drobne przypadkowe zmiany,
                                      powyżej pewnego poziomu majace wpływ na podstawowe cechy programu i on mi
                                      odpowiedział (dr informatyk, autor wielu aplikacji i audytor aplikacji
                                      bankowych), że takie zjawisko nazywa sie erozją aplikacji i na pewno nie może
                                      prowadzic do niczego sensownego, bo zanim do go czegoś sensownego by doszło, to
                                      szlag by trafił program i trzeba by odtwarzac go ze stanu sprzed zmian. Do tego
                                      troche sie ze mnie pośmiał i powiedział, że ile by instancji programu naraz nie
                                      działało, to i tak zmian niekorzystnych byłoby miliard razy więcej, wiec nie ma
                                      co liczyc, że w czasie, który upłynął od poczatku swiata, jakikolwiek złożony
                                      program byłby w stanie wyewoluowac w cos sensownego.
                                      • Gość: Biolog Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś IP: *.chello.pl 24.10.06, 18:48
                                        > Tylko jak sobie wyobrażasz ciąg mutacji, ukierunkowany na powstanie H. sapiens
                                        > z H. erectus? Konkretnie w zderzeniu z rachunkiem prawdopodobieństwa? Mnie się
                                        > zdaje, że to zupełnie wykluczone, a w dodatku, pamietaj, ze musi zachodzic u
                                        > znacznej ilości osobników jednocześnie, co dodatkowo to prawdopodobieństwo
                                        > zmniejsza. Dla mnie, tak na czuja, TE byłaby prawdopodobna, gdyby istniał
                                        > jakis czynnik, które takie skokowe zmiany powoduje "od strzału".

                                        Chwileczkę. Po tym pytaniu mam wrażenie że nie wiesz w ogóle na czym polega
                                        ewolucja. Przecież ciąg mutacji jest oczywisty: powolne powiększanie mózgu. Za
                                        każdym razem zmiana jest niezauważalna, coś jest modyfikowane w strukturze
                                        ekspresji genów. Osobnik z nieco większym mózgiem wolniej się rozwija, ale za to
                                        potem jest w stanie nauczyć się więcej. W odpowiednich warunkach tacy osobnicy
                                        lepiej dbają o własne potomstwo i mają więcej dzieci. W efekcie średnia objętość
                                        mózgu w populacji rośnie. Z czasem naturalne mieszanie sprawia że znaczna
                                        większość osobników dziedziczy te geny. I kolejne mutacje znów go mogą
                                        powiększać. Pamiętajmy że mówimy o sytuacji gdy znaczna większość spłodzonych
                                        dzieci nie dożywa wieku rozrodczego. Jak długo trwa presja selekcyjna, mózg może
                                        cały czas rosnąć. Ale nigdy nic nie zachodzi 'u dużej ilości osobników
                                        jednocześnie'. Powiększanie mózgu może z różnych powodów pociągać za sobą inne
                                        zmiany - ale skąd miałaby wynikać letalność takich zmian?

                                        > (...) on mi odpowiedział (dr informatyk, autor wielu aplikacji i audytor
                                        > aplikacji bankowych), że takie zjawisko nazywa sie erozją aplikacji i na
                                        > pewno nie może prowadzic do niczego sensownego

                                        Czy ty na pewno zapytałeś go o programy genetyczne? To co on odpowiedział jest
                                        oczywistą prawdą. A wynika z faktu że aplikacje są pisane w ten sposób że NIE SĄ
                                        zdolne do ewolucji. Jedynym wyjątkiem są niektóre wirusy komputerowe, ale to
                                        osobna sprawa.
                                        Używane języki programowania nie są zaprojektowane do tworzenia ewoluujacych
                                        programów. Nikt tego nie potrzebuje, utrudniałoby to pracę na nich i szukanie w
                                        nich błędów. Program który byłby zdolny do ewolucji musiałby mieć zdublowane
                                        wszystkie krytyczne funkcje (tak jak nasz genom - większość genów występuje w
                                        kilku kopiach), musiałby posiadać spory zapas kodu 'nicnierobiącego' (tak jak
                                        nasz genom) i musiałby posiadać dużo mechanizmów poprawiających go i
                                        zastępujących uszkodzone fragmenty wciąż działającymi (tak jak nasze komórki).
                                        Poza tym używanie go do czegokolwiek byłoby kłopotliwe, bo zmieniałoby się
                                        działanie jego funkcji. Programowanie genetyczne polega na czymś zupełnie innym.

                                        Do tego żeby uzyskać ewolucję, oprócz tego co wypisałem wyżej potrzebne jest
                                        jeszcze wprowadzenie presji selekcyjnej. Czyli kopiowanie tego co mamy w wielu
                                        zmodyfikowanych egzemplarzach i pozostawianie tylko tych które według naszego
                                        kryterium są najlepsze. I rozpoczęcie kolejnego kroku tylko z nimi. To nie ma
                                        nic wspólnego z przypadkową erozją aplikacji, gdzie zmiany są niekontrolowane i
                                        mogą prowadzić w dowolną stronę.
                                        • Gość: Porter Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś IP: *.orion.pl 24.10.06, 21:11
                                          > > Tylko jak sobie wyobrażasz ciąg mutacji, ukierunkowany na powstanie H. sa
                                          > piens
                                          > > z H. erectus? Konkretnie w zderzeniu z rachunkiem prawdopodobieństwa? Mni
                                          > e się
                                          > > zdaje, że to zupełnie wykluczone, a w dodatku, pamietaj, ze musi zachodzi
                                          > c u
                                          > > znacznej ilości osobników jednocześnie, co dodatkowo to prawdopodobieństw
                                          > o
                                          > > zmniejsza. Dla mnie, tak na czuja, TE byłaby prawdopodobna, gdyby istniał
                                          >
                                          > > jakis czynnik, które takie skokowe zmiany powoduje "od strzału".
                                          >
                                          > Chwileczkę. Po tym pytaniu mam wrażenie że nie wiesz w ogóle na czym polega
                                          > ewolucja. Przecież ciąg mutacji jest oczywisty: powolne powiększanie mózgu.

                                          Stop. Sprzeczne z obserwacją. Wykopaliska pokazuja skokowy wzrost pojemności
                                          mózgu - z litra pitekantropa do półtora litra H. sapiens. Ja tam naiwnie
                                          myslałem, że Tobie chodzi o powolne zmiany w genomie, które nagle obiawiły sie
                                          skokowa zmiana fenotypową i z tym próbowałem dyskutować, ale z twierdzeniem, że
                                          zmiana pomiedzy pitekantropem, a człowiekiem rozumnym była zmianą powolną i
                                          temu pitekantropowi mózg rósł powoli, acz stale, ale niestety nie ma żadnych
                                          dowodów, sa natomiast dowody na cos przeciwnego - był sobie H. erectus z małym
                                          mózgiem, a potem pierdut - i H. sapiens z dużym mózgiem. Jedynymi przesłankami,
                                          że pitekantropowi rósł mózg jest niezłomne przekonanie, że teotria ewolucji go
                                          do tego zmusza. Widac pitekantrop, w odróżnieniu ode mnie rozumiał na czym
                                          polega ewolucja i ten mózg mu rósł, szkoda tylko, że swiadomość ewolucji nie
                                          skłoniła go, żeby te swoje coraz wieksze czaszki kładł gdzies w miejscu, w
                                          którym dałyby się znaleźć. Bo tak jak jest, to wychodzi, że to jednak wymysł.
                                          Nawet na rysuneczku z Wikipedii, do którego mnie odesłałeś, widać skokową
                                          różnicę pojemności czaszki.

                                          Co do programu, to rzeczywiście nie wspomniałem, że to program genetyczny, bo
                                          po pierwsze nie wiem, co to wnosi, a po drugie on zapytałby mnie o różnice, a
                                          ja miałbym problem, jak mu to wyjaśnić. Jak napiszesz w zbornej formie, co
                                          cechuje program genetyczny, to chętnie go zapytam jeszcze raz i zacytuję,
                                          nawet, jeśli przyzna Ci rację. Nawiasem mówiąc jeden z najlepszych podreczników
                                          uniwersyteckich fizjologii roślin z moich czasów traktował roślinę, jako
                                          robota, którego zadaniem jest opanowanie w nieskończonym horyzoncie czasowym
                                          maksymalnej części srodowiska, a który sterowany jest kodem, podlegajacym
                                          systematycznemu samodoskonaleniu.
                                          A presja selekcyjna wprowadza dodatkowy bałagan. Bo gdybyż to było tak, że
                                          rośnie pitekantropowi mózg, rosnie, rosnie, on od tego robi sie coraz
                                          mądrzejszy, wiec przeżywa coraz więcej tych madrzejszych i wreszcie jakiś mądry
                                          antropolog zakrzyknie w głos - toż on miał juz tak duży łeb, że to homo
                                          sapiens, a nie pitekantrop. Jeżeli tak nie było, to wyłącznie dlatego, że
                                          pitekantrop nie do końca rozumiał TE. Ale przecież nie wyobrażam sobie jak
                                          powstał taki nietoperz. Na ten przykład jestem absolutnie pewien, że zanim
                                          zaczął latać, to jego pas barkowy i przednia kończyna były zbudowane tak, że
                                          wprawdzie jeszcze nie latał, ale juz niespecjalnie mógł biegać. Czyli takie
                                          niezgrabne myszy byłyby w pierwszej kolejności wyłapywane przez ówczesnych
                                          drapieżników. I co - i jajco. Jakoś te nietoperze powstały. A przecież
                                          wykształcenie zdolności latania przez powolne przekształcanie kończyn musiało
                                          upośledzic zdolność biegania zanim jeszcze protonietoperz mógł nie tylko
                                          latac, ale nawet skakac. Czyli presja selekcyjna musiała go wyciąć w pierwszej
                                          kolejności. A nie wycięła. Ja wiem, że prof. Giertych ostatnio sie na
                                          nietoperza powoływał, ale ponieważ nie robił tego w kontekście presji
                                          selekcyjnej (przynajmniej ja nic po tym nie wiem) to prosze nie polemizowac ze
                                          mna jak z prof. Giertychem. Nawiasem mówiąc przeczytałem własnie, że
                                          półanalfabeta Sądząc z klasy wywodu) Skiba jest przekonany o słuszności teorii
                                          ewolucji, ale to nie znaczy, że każdy jej zwolennik jest dla mnie półanalfabetą.
                                          • Gość: Biolog Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś IP: *.chello.pl 25.10.06, 09:14
                                            Tym razem dam więcej linków, bo podniosłeś tyle kwestii że ich tłumaczenie w
                                            poście zajęłoby za dużo miejsca.

                                            > > Przecież ciąg mutacji jest oczywisty: powolne powiększanie mózgu.
                                            >
                                            > Stop. Sprzeczne z obserwacją. Wykopaliska pokazuja skokowy wzrost pojemności
                                            > mózgu - z litra pitekantropa do półtora litra H. sapiens.

                                            Mylisz się. Wykopaliska nic takiego nie pokazują. Masz kilka czaszek sprzed
                                            miliona lat, o objętości w okolicach 1000 cm3 i kilka czaszek sprzed stu tysięcy
                                            lat, o objętości 1400cm. To niczego nie przesądza. Wykopaliska zgadzają się
                                            zarówno z teorią ewolucji, jak i z teorią 'przeskoku'. Różnica jest tylko taka
                                            że mechanizm powolnej ewolucji znamy, a przeskok jest twoją własną teorią która
                                            dopiero wymagałaby wyjaśnienia.

                                            > Nawet na rysuneczku z Wikipedii, do którego mnie odesłałeś, widać skokową
                                            > różnicę pojemności czaszki.

                                            Popatrz jak twoja argumetnacja wygląda z punktu widzenia TE. Kiedy TE
                                            powstawała, nie były znane żadne formy przejściowe. Był znany człowiek i było
                                            kilka czaszek troglodytów:
                                            pl.wikipedia.org/wiki/Grafika:Hominins_1850.png
                                            Krytycy teorii ewolucji zażądali dowodów, naukowcy poszukali i znaleźli
                                            pozostałości jakichś form przejściowych, nazywając je pitekantropami. To było
                                            bardzo silne potwierdzenie TE. Ale oczywiście przecież pitekantropy skądś
                                            powstały, i jakoś miałby się przekształcić w homo sapiens. Więc naukowcy szukali
                                            dalej, znajdowali coraz to nowe podgatunki człowieka i datowali je. Obecną
                                            postać znasz. Istnienie form przejściowych zostało przewidziane, formy te
                                            zostały znalezione - czyli teoria zadziałała.
                                            Wyobraź sobie teraz że jakieś lepsze metody lepiej oszacują rozmiary czaszek i
                                            umożliwią zmniejszenie 'prostokątów' na rysunku w Wikipedii. Wtedy powstaną luki
                                            między H. habilis a H. erectus, między H. africanus a H. habilis itp. Wtedy
                                            powiesz że tu też nastąpiły 'przeskoki'? To że ty widzisz przeskok pomiędzy H.
                                            erectus a H. sapiens wynika wyłącznie z dokładności metod badawczych. W
                                            rzeczywistości tam wszędzie są 'przeskoki', bo ogladamy kilka wyciętych pokoleń
                                            z ciągnących się przez 4 miliony lat przemian.

                                            > Co do programu, to rzeczywiście nie wspomniałem, że to program genetyczny, bo
                                            > po pierwsze nie wiem, co to wnosi, a po drugie on zapytałby mnie o różnice, a
                                            > ja miałbym problem, jak mu to wyjaśnić. Jak napiszesz w zbornej formie, co
                                            > cechuje program genetyczny, to chętnie go zapytam jeszcze raz i zacytuję,
                                            > nawet, jeśli przyzna Ci rację.

                                            pl.wikipedia.org/wiki/Algorytm_genetyczny
                                            > Nawiasem mówiąc jeden z najlepszych podreczników
                                            > uniwersyteckich fizjologii roślin z moich czasów traktował roślinę, jako
                                            > robota, którego zadaniem jest opanowanie w nieskończonym horyzoncie czasowym
                                            > maksymalnej części srodowiska, a który sterowany jest kodem, podlegajacym
                                            > systematycznemu samodoskonaleniu

                                            I to jest dobry model. Tylko trzeba pamiętać że ten kod zawiera wszystkie
                                            elementy o których pisałem w poprzednim poście. W przeciwieństwie do programów
                                            na nasze komputery.

                                            > A presja selekcyjna wprowadza dodatkowy bałagan. Bo gdybyż to było tak, że
                                            > rośnie pitekantropowi mózg, rosnie, rosnie, on od tego robi sie coraz
                                            > mądrzejszy, wiec przeżywa coraz więcej tych madrzejszych i wreszcie jakiś
                                            > mądryantropolog zakrzyknie w głos - toż on miał juz tak duży łeb, że to homo
                                            > sapiens, a nie pitekantrop.

                                            Dokładnie tak to działa.

                                            > Na ten przykład jestem absolutnie pewien, że zanim
                                            > zaczął latać, to jego pas barkowy i przednia kończyna były zbudowane tak, że
                                            > wprawdzie jeszcze nie latał, ale juz niespecjalnie mógł biegać. Czyli takie
                                            > niezgrabne myszy byłyby w pierwszej kolejności wyłapywane przez ówczesnych
                                            > drapieżników.

                                            Jeśli interesują cię przodkowie nietoperzy, to raczej nie były to myszy tylko
                                            coś takiego:
                                            pl.wikipedia.org/wiki/Polatuchy
                                            Ich powolna ewolucja w celu coraz lepszego latania nie sprawia w żadnym momencie
                                            że stają się łatwym celem dla drapieżników.
                                            • Gość: Porter Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś IP: *.orion.pl 26.10.06, 10:28
                                              Starałem się przedstawić wątpliwości, jakie budzi we mnie TE, dziękuję za
                                              argumenty przemawiąjące za nią. Pozdrawiam.
                                              • Gość: Biolog Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś IP: *.chello.pl 26.10.06, 11:03
                                                Ja również pozdrawiam. Dyskusja była bardzo elegancka i dała mi impuls żeby
                                                samemu trochę się poduczyć.
                            • Gość: Porter Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś IP: *.orion.pl 24.10.06, 11:02
                              A madcio niestety nie może szydzić, bo nie rozumie tematu dyskusji. Ja może
                              spróbuję jeszcze raz: potwierdzeniem TE byłoby zestawienie następujących po
                              sobie stadiów posrednich wraz z przedstawieniem mechanizmu zdolnego wywołać
                              takie zmiany, jak te pomiedzy stadiami. A na razie tego brak.
      • winoman Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś 23.10.06, 13:50
        Gość portalu: Porter napisał(a):

        > To powiedz mi, jak to jest, że nagle z jednego gatunku powstaje drugi i to
        > skokowo, a nie krok po kroku.

        A pokaż mi poważnego zwolennika teorii ewolucji który tak sądzi. To typowa
        metoda jej wrogów, najpierw przekłamać ją do postaci absurdalnej, a potem
        przewrócić pchnięciem palca. Zmiany ewolucyjne są powolne, trwają setki
        tysięcy, miliony lat.
        • Gość: Porter Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś IP: *.orion.pl 23.10.06, 14:22
          To poproszę o przykład jakiegokolwiek stadium przejściowego pomiędzy dwoma
          gatunkami, które udowadniałoby te drobne wolniutkie zmiany. No wiesz -
          ewolucyjne przejście od gatunku do gatunku.
          Na przykładzie rozwoju hominidów można zauważyć, że jest wręcz przeciwnie:
          nagle pojawiają się całkiem gotowe, zupełnie odmienne od innych formy, nie
          zmieniają się (to widać na przykładzie Homo sapiens, który w formie gotowej
          powstał jakieś 100 tysięcy lat temu, nie wiadomo skąd, bo na świecie nie było
          żadnego - znanego obecnej nauce - hominida zbliżonego i w niezmiennej formie
          trwa do dziś). Wcześnie tak samo powstał neandertalczyk - też nie wiadomo skąd
          się wziął, nie zmieniał sie i wyginął.
          • scept89 gatunek pierscieniowy 24.10.06, 19:25
            Gość portalu: Porter napisał(a):
            > To poproszę o przykład jakiegokolwiek stadium przejściowego pomiędzy dwoma
            > gatunkami, które udowadniałoby te drobne wolniutkie zmiany. No wiesz -
            > ewolucyjne przejście od gatunku do gatunku.

            pl.wikipedia.org/wiki/Gatunek_pier%C5%9Bcieniowy
            en.wikipedia.org/wiki/Ring_species
            oraz np:
            pl.wikipedia.org/wiki/Ewolucja_biologiczna#Wybrane_przypadki_wsp.C3.B3.C5.82cze.C5.9Bnie_obserwowanej_specjacji

        • madcio Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś 23.10.06, 17:42
          > A pokaż mi poważnego zwolennika teorii ewolucji który tak sądzi. To typowa
          > metoda jej wrogów, najpierw przekłamać ją do postaci absurdalnej, a potem
          > przewrócić pchnięciem palca.

          Tzw. metoda "straw man". :)

          A wrażenie nagłosci w wykopaliskach wynika wyłacznie z tego, ze ktoś nie wie, co
          to są wykopaliska, jak one powstają i jaka jest szansa na to, ze jakieś żywe
          stworzenie dochowa się naszych czasów w stanie, w którym da się cokolwiek poznać.

          Wyobraż sobie długą taśmę filmową. Potnij ją na poszczególne klatki. Będzie iech
          miliony. Z tego losowo wybierz sto. Otryzmasz wszystko, tylko nie stopniową
          zmianę. No, chyab ze ogromnym fuksem wylosowałeś dwie klatki będace tylko o
          kilka klatek od siebie oddalonych :)
          • Gość: Porter Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś IP: *.orion.pl 23.10.06, 20:39
            Dobra, dobra. Jakieś 100000 lat temu pojawił sie ni stąd, ni z owąd Homo
            sapiens. Całkowicie odmienny od form majacych być jego przodkami. Jak to nie
            była zmiana skokowa, to co nią by było?
            • madcio Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś 24.10.06, 22:13
              > Dobra, dobra. Jakieś 100000 lat temu pojawił sie ni stąd, ni z owąd Homo
              > sapiens. Całkowicie odmienny od form majacych być jego przodkami. Jak to nie
              > była zmiana skokowa, to co nią by było?
              Ani nie ni ztąd ni zowąd, ani całkowicie odmienny... cóż, jak nie kumasz
              analogii z taśmą filmową to już nie mój problem.
              • Gość: Porter Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś IP: *.orion.pl 24.10.06, 23:09
                Oczywiscie, że ni stąd, ni zowąd i całkowicie odmienny. Miał o połowe większy
                mózg niz pietekantrop. Teoria ewolucji to nie przestepca, żeby wszelkie
                watpliwości tłumaczyć na jej korzyść. W tym przypadku brak posrednich stadiów,
                a różnica jest gigantyczna.
                Oczywiście jesli nie uznasz, że skoro TE twierdzi, że takie pitekantropy z
                wielkim mózgiem były, to stanowi to dowód rozstrzygajacy.
                Co do pocietej tasmy, to może zauważyłes, że im wiecej klatek, tym wiekszy
                problem mamy, zeby wpisać je w TE.
                • madcio Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś 25.10.06, 19:47
                  > Oczywiscie, że ni stąd, ni zowąd i całkowicie odmienny. Miał o połowe większy
                  > mózg niz pietekantrop.
                  Po pierwsze, australopitek. Pitekantropów nigdzie znaleźć nie mogłem, czyżby
                  nazwa wyszła z użycia?

                  Po drugie, nie o połowę. :) prawie trzy razy większy (jeśli liczyć po pojemności
                  puszki mózgowej).

                  Po trzecie, człowiek i australopitek to nie gatunki, lecz rodzaje.

                  Wrażenie skoku wzięło się stąd, że nie widzisz klatek miedzy człowiekiem a
                  australopitekiem. Klatka dokładnie pomiędzy tymi dwoma rodzajami miałaby
                  zapenwie pojemność mózgu będącą między tymi gatunkami, ani wiekszą od człowieka,
                  ani mniejszą od australopiteków, choć niekoniecznie będącą ich średnią (byłaby
                  taka tylko w wypadku, gdyby rozwój mózgu byłby równomierny).

                  Przy okazji, mamy takie klatki pomiędzy człowiekiem a australopitekiem. Liczby
                  obrazujące pojemność czaszki poszczególnych gatunków znajdź sobie sam.
                  en.wikipedia.org/wiki/Human_evolution (ten duży obrazek prawie na
                  początku artykułu zatytułowany "Hominin species distributed through time" z
                  klikalnymi nazwami gatunków)

                  Jedno z naukowych przewidywań teorii ewolucji: mieliśmy klatki odległe od siebie
                  i przewidywaliśmy, np. że powinniśmy znależć szkielet zwierzaka o takiej a
                  takiej czaszce, zębach, kończynach itp (czyli środkową klatkę pomiędzy dwoma). I
                  się to potwierdzało.
                  www.talkorigins.org/faqs/faq-transitional/part1a.html#pred
                  > Co do pocietej tasmy, to może zauważyłes, że im wiecej klatek, tym wiekszy
                  > problem mamy, zeby wpisać je w TE.
                  Nie zauważyłem problemu, żeby wpisać klatki. Problem jest w czym innym - za mało
                  klatek znaleziono. Dlatego powstaje złudzenie przeskoków.
                  • Gość: Biolog Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś IP: *.chello.pl 25.10.06, 23:19
                    > Po pierwsze, australopitek. Pitekantropów nigdzie znaleźć nie mogłem, czyżby
                    > nazwa wyszła z użycia?

                    Chyba niezbyt się przyłożyłeś do szukania. Pitekantrop to to samo co H. erectus:
                    pl.wikipedia.org/wiki/Pitekantrop
                    I reszta też się zgadza: pitekantrop to nazwa gatunku należącego do tej samej
                    rodziny co H. sapiens, a ten drugi ma mózg o połowę większy.
                  • Gość: Porter Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś IP: *.orion.pl 26.10.06, 10:17
                    Madciu, pitekantrop to H. erectus, nie australopitek. Naprawdę, już wystarczy.
                    Czy nie mógłbyś swojej religijności ujawniać w inny sposób?
                    • madcio Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś 26.10.06, 20:32
                      > Madciu, pitekantrop to H. erectus, nie australopitek. Naprawdę, już wystarczy.
                      > Czy nie mógłbyś swojej religijności ujawniać w inny sposób?
                      Nie jestem religijny, a za pomyłkę przepraszam. Nadal twierdzę jednak, ze
                      skokowe zmiany widzisz tylko ty i tobie podobni.
                      • Gość: Porter Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.10.06, 20:44
                        > Nie jestem religijny, a za pomyłkę przepraszam.

                        Oczywiście, że jestes religijny: wierzysz całym jestestwem, że Boga nie ma i to
                        własnie jest twoja religia. Najlepszym dowodem jest to, że mimo kompletnej
                        ignorancji zabierasz głos w obronie teorii ewolucji, bo wydaje ci się, że
                        dowodzi ona nieistnienia Boga. Bronisz TE z pasja wynikającą ze swojej wiary.
                        No, bo przecież nie wiedzy.

                        > Nadal twierdzę jednak, ze
                        > skokowe zmiany widzisz tylko ty i tobie podobni

                        Masz na myśli absolwentów wydziału biologii UW?

                        • madcio Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś 27.10.06, 20:50
                          > > Nie jestem religijny, a za pomyłkę przepraszam.
                          > Oczywiście, że jestes religijny: wierzysz całym jestestwem, że Boga nie ma
                          Myślałem, że sygnaturka wystarczająco wyraźnie wyjaśnia sprawę, ale widzę, że
                          nie. Pominę fakt, ze "wiara w niewiarę" to najczystszej wody oksymoron.

                          Ogólnie rada: odpuść sobie bigoterię, bo nie znoszę, jak koś wie lepiej ode mnie
                          samego, kim jestem i co myślę. Równie dobrze mogę powiedzieć, że ci zwyczajnie w
                          łbie się nie może mieścić, ze ktoś może po prostu NIE wierzyć. Nie potrafisz
                          pojąć, że ktoś może się obyć bez Boga, ot tak sobie. Sądzisz po sobie.

                          To ci pomogę. Co myślisz o Zeusie? Bardzo mocno nie wierzysz w Thora?
                          Zapamiętale i wytrwale Ozyrysa? Całym jestestwem Marsa? Mam wrażenie, że
                          wyznajesz naraz cholernie dużo religii polegających na niewierze w tych
                          wszystkich bogów, jakie wymyśliła ludzkość, oczywiście z jednym, jedynym wyjątkiem.

                          > bo wydaje ci się, że dowodzi ona nieistnienia Boga.
                          Nie. Już gdzieś pisałem, że mój ateizm nie ma wiele wspólnego z TE. Nigdzie też
                          nigdy nie napsiałem, że TE dowodzi nieistnienia Boga. My teraz dyskutujemy na
                          temat teorii ewolucji, a nie twoich fobii na tle ateizmu.

                          > > Nadal twierdzę jednak, ze skokowe zmiany widzisz tylko ty i tobie podobni
                          > Masz na myśli absolwentów wydziału biologii UW?
                          Nie, mam na myśli kreacjonistów.
                          • Gość: Porter Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.06, 23:17
                            1. Bigoterię? a na czym polega moja bigoteria? To czysta ruptura z twojej
                            strony zarzucac moi bigoterię.
                            2. Dziękuje za radę, generalnie na pewno ktoś może byc na twoje rady łasy, więc
                            skąd mogłeś wiedzieć, że akurat nie ja?
                            3. Ateizm to taka sama religia, jak każda inna. Wierzysz w brak Boga. Ktoś, kto
                            obywa sie bez wiary w Boga lub wiary w brak Boga jest agnostykiem, nie ateistą.
                            BTW, madciu, nie uwierzysz, ale mówisz prozą.
                            4. Ponawiam pytanie - skąd czerpiesz przekonanie o słuszności teorii ewolucji?
                            Obaj wiemy, że nie z wiedzy. Przecież nie jesteś w stanie w żadnym stopniu
                            zweryfikować argumentów za, ani przeciw. Uważam, że wiara w TE wynika u ciebie
                            ze światopogladu, czyli z wiary, że niesłuszność TE świadczy o istnieniu
                            jakiejś siły sprawczej, czyli Boga, a istnienie Boga odrzucasz. I to jedyny
                            powód dla którego dyskutujesz na ten, całkiem egzotyczny dla ciebie temat. Ja
                            nie dyskutuję na temat wyładowań atmosferycznych, broniąc ich naturalnego
                            pochodzenia po to, żeby już na 100% zaprzeczyć istnieniu Zeusa.
                            5. I pewnie dlatego, podniesienie jakiejkolwiek watpliwości, co do słusznosci
                            Teorii Ewolucji powoduje twój atak. Dlatego tytułujesz mnie "kreacjonistą",
                            mimo, że w żadnym wypadku nie neguję ewolucji. Moje watpliwości budzi Teoria
                            Ewolucji, bo uważam, że jest to na razie spekulacja, że nie jest dostatecznie
                            poparta dowodami, zakłada - w moim przekonaniu - wysoce niepradopodobny
                            mechanizm odpowiadajacy za zmienność, odwołuje się do rzeczy, które powinny byc
                            wzbronione na mocy brzytwy Ockhama i jeszcze parę kwestii - jak organizacja
                            nauki - które podnosiłem. W życiu nie przyszłoby mi negować ewolucji życia na
                            Ziemi, jako takiego. W dyskusji biorę udział, bo byłem kiedys biologiem i TE od
                            zawsze budziła moje wątpliwości (zwłaszcza, że na studiach traktowano ją
                            doktrynersko, niemal, jak filozofie marksistowską). No i uznałem, że ciekawe
                            będzie dowiedzieć sie czegoś nowego w tej kwestii. I paru rzeczy się
                            dowiedziałem.
                            • Gość: Ewolucjonista Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.06, 23:33
                              > Moje watpliwości budzi Teoria
                              > Ewolucji, bo uważam, że jest to na razie spekulacja, że nie jest dostatecznie
                              > poparta dowodami, zakłada - w moim przekonaniu - wysoce niepradopodobny
                              > mechanizm odpowiadajacy za zmienność, odwołuje się do rzeczy, które powinny byc
                              > wzbronione na mocy brzytwy Ockhama

                              Jakieś konkrety? "Spekulacja" to Twój prywatny punkt widzenia - większość
                              biologów ma inne zdanie...
                              O jaki nieprawdopodobny mechanizm generowania zmienności chodzi?
                              Czego powinien zabronić TE Ockham?
                              • Gość: Porter Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.10.06, 00:04
                                Oczywiście, że to mój prywatny punkt widzenia. TE może miec cos wspólnego z
                                rzeczywistością, ale na razie uważam, że nie jest udokomentowana, a znaczna
                                część argumentów jej zwolenników brzmi: "te stadia przejściowe bankowo tam są,
                                bo tego wymaga TE". Do tego - powtarzam - wysoce nieprawdopodobny mechanizm
                                zmian, do tego, dobrze akurat przeze mnie znany sposób działania nauki,
                                powodujący, że jak autorytet sie pod czyms podpisze, to taki dowód przez
                                machanie rękami generuje mnóstwo prac popierajacych stanowisko autorytetu. W
                                sumie tyle, ale żaden z nas nie przekona drugiego, tym bardziej, że ocena
                                przesłanek jest tu kwestią czysto subiektywną. Na przykład - jak myślisz, jaki
                                procent publikacji w szeroko pojętej biologii stanowia fałszerstwa? Ja z
                                doświadczenia wiem, że w sprzyjających warunkach - 50% bez problemu. A nie
                                potrafię ocenić warunków do fałszowania prac akurat w tej dziedzinie, chociaż
                                na podstawoie pewnych przesłanek prawdopodobieństwo oceniam - znowu
                                subiektywnie - jako wysokie, bo mamy do czynienia z teorią poparta (m. in)
                                dowodem przez machanie rękami. Przesledź fałszywe teorie naukowe, rozwijane i
                                udokumentowane przez dziesiątki lat, popierane mnóstwem prac setek i tysiecy
                                uczonych. Pamiętaj, że zimną fuzje po duecie Fleischmann&Pons powtórzyło - z
                                pozytywnym skutkiem kilkadzisiąt zespołów (w tym polski). Ja biorę to pod uwagę
                                i dlatego watpliwości związane z TE mi rosną. Ty bierzesz pod uwage inne
                                przesłanki, moje lekceważąc, czy negując i wątpliwości Ci zanikają. Nie
                                ukrywam, że bardzo zainteresowały mnie informacje o ewolucji hominidae, które
                                zamieściłeś. One rozwiały niektóre moje watpliwości, co do niektórych rzeczy,
                                które zakłada TE, ale naprawde musze na ten temat poczytac więcej.
                                To co uważam za istotne, to karygodny sposób traktowania TE przez środowisko
                                naukowe - jak religie, nie jak teorię naukową, która TRZEBA próbować podważyć.
                                Dziękuje za udział w dyskusji. Pozdrowienia.
                                • Gość: Ewolucjonista Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.10.06, 12:31
                                  Gość portalu: Porter napisał(a):

                                  > Oczywiście, że to mój prywatny punkt widzenia. TE może miec cos wspólnego z
                                  > rzeczywistością, ale na razie uważam, że nie jest udokomentowana, a znaczna
                                  > część argumentów jej zwolenników brzmi: "te stadia przejściowe bankowo tam są,
                                  > bo tego wymaga TE". Do tego - powtarzam - wysoce nieprawdopodobny mechanizm
                                  > zmian,
                                  Powtarzam pytanie: o jaki nieprawodpodobny mechanizm zmian chodzi? Dlaczego
                                  uważasz go za nieprawodopodobny i nieudokumentowany?
                                  Jako paleontolog zapewniam, że stadia przejściowe (między tymi grupami, które
                                  przewiduje teoria ewolucji - np. między małpami a ludźmi, a nie między żabami a
                                  ludźmi czy motylami a ludźmi) są znane, a że nie ma ich tyle, ile domagają się
                                  kreacjoniści wynika z oczywistego faktu, że większość organizmów po śmierci
                                  ulega rozkładowi, a nie fosylizacji, a większość skamieniałości jest niedostępna
                                  (zdążyła ulec erozji, albo tkwi w głębi skał, choćby przykryta glebą czy
                                  młodszymi warstwami). Dysponujemy tylko punktowymi "oknami" w przeszłość
                                  (odkrywki geologiczne), gdzie zachowało się fuksem trochę szczątków ekosystemów
                                  z różnych przypadkowych wycinków czasu geologicznego, regionów i środowisk, a
                                  nie kompletnym archiwum dla każdego czasu i miejsca, skąd na zawołanie można by
                                  wyjąć fiszkę dowolnego osobnika. A jaki jest zapis kopalny ewolucji pudla czy
                                  jamnika od wilka - niby blisko naszych czasów, ludzie nawet czasem celowo
                                  grzebali psy obok zmarłych właścicieli, i co? Gdzie komplet form pośrednich? A
                                  może jamniki i pudle powstały z wilków w jakimś nadprzyrodzonym skoku? :-)

                                  > Nie ukrywam, że bardzo zainteresowały mnie informacje o ewolucji hominidae, które
                                  > zamieściłeś. One rozwiały niektóre moje watpliwości, co do niektórych rzeczy,
                                  > które zakłada TE, ale naprawde musze na ten temat poczytac więcej.
                                  Popieram. Z analogicznego powodu proszę o podanie konkretnych uzasadnień Twoich
                                  wątpliwości wykraczających poza ogólniki, że Ci się to wszystki widzi
                                  nieprawdopodobne, doktrynerskie, a naukowcy to oszuści. Na tym poziomie trudno
                                  dochodzić do jakichś merytorycznych wniosków...
                                  Jeśli chcesz poczytać więcej, polecam "Zarys mechanizmów ewolucji" (Krzanowska i
                                  in. PWN). O paleontologii i geologii - np. "Dzieje życia na Ziemi" Dzika.
                                  W necie: palaeos.com i palaeos.org, angielską wikipedię - obszerne bloki o
                                  ewolucji, kreacjonizmie, ID, albo wyspecjalizowana wiki.cotch.net,
                                  www.talkorigins.org (zacznij od FAQ).

                                  > To co uważam za istotne, to karygodny sposób traktowania TE przez środowisko
                                  > naukowe - jak religie, nie jak teorię naukową, która TRZEBA próbować podważyć.
                                  > Dziękuje za udział w dyskusji. Pozdrowienia.
                                  A tak się ciekawie zapowiadało...
                                  No nic, jak doczytasz i dalej będziesz miał wątpliwości, możesz je
                                  przedyskutować na forum gazety (na pewno znajdzie się jakiś biolog przeglądający
                                  forum), a jeśli chodzi np. o skamieniałości czy "brakujące ogniwa", możesz
                                  zapytać na forum paleontologia.pl
                                  Pozdrowienia
                                  • Gość: Porter Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.10.06, 16:13
                                    Osobiście nie bardzo potrafię pogodzić poziom zmian (wynikajacy stąd, że presja
                                    selekcyjna wymusza zmiany od razu zwiększające szanse na przeżycie) z
                                    mechanizmem je powodującym - mutacjami.

                                    > > Dziękuje za udział w dyskusji. Pozdrowienia.
                                    > A tak się ciekawie zapowiadało...

                                    Czwarty kwartał, panie kolego. Pracować trzeba. Ja sprzedaję systemy
                                    informatyczne a do tego za dwa tygodnie mam wykład na ważnej konferencji na
                                    temat dla mnie na razie egzotyczny.
                                    BTW, czy nie zauważyłeś, że Darwin powinien powtarzać zza grobu po kardynale
                                    Richelieu: "Panie Boże chroń mnie od przyjaciół, z wrogami sam sobie poradzę"?
                                    Ponadto - ja jestem byłym biologiem i to fizjologiem. Prawdziwy partner do
                                    dyskusji dla Ciebie to jakiś uczony - kreacjonista. Znam takiego doskonałego
                                    biofizyka z Uniwersytetu Łódzkiego, ale on nie da się namówić na dyskusje na
                                    tym forum.
                                    • Gość: Ewolucjonista Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.10.06, 22:03
                                      > Osobiście nie bardzo potrafię pogodzić poziom zmian (wynikajacy stąd, że
                                      > presja selekcyjna wymusza zmiany od razu zwiększające szanse na przeżycie) z
                                      > mechanizmem je powodującym - mutacjami.
                                      Zaraz zaraz.
                                      a) jak to "presja selekcyjna wymusza zmiany od razu zwiększające szanse na
                                      przeżycie"? Nie ma żadnych wymuszonych zmian (typu kierunkowe mutacje). Jeśli
                                      nie ma mutacji "uskrzydlających wiewiórki", trudno. Cała populacja jest w tej
                                      samej sytuacji i drapieżniki eliminują osobniki losowo. Jeśli pojawi się mutant
                                      skaczący/latający dalej, to sytuacja się zmienia. Wtedy jego potomstwo będzie
                                      miało większe szanse przeżycia i pojawi się kierunkowy dobór upowszechniający
                                      daną mutację (aż do jej utrwalenia).
                                      b) "nie bardzo potrafię pogodzić poziom zmian z mechanizmem je powodującym -
                                      mutacjami". czy chodzi o to, że mutacje nie mogą spowodować zmian wystarczająco
                                      dużych (o to chodzi z tym poziomem zmian)? Jeśli taki jest sens pytania, to też
                                      się nie zgodzę. Wszystkie dziedziczne cechy organizmu wynikają z genów. Zatem
                                      wszystkie ich zmiany wynikają ze zmian genów (czyli mutacji). A skala efektu
                                      fenotypowego ("poziom zmian") zupełnie nie zależy od skali mutacji. "Duże"
                                      mutacje chromosomowe mogą być na oko niezauważalne (wiele gatunków ma rasy
                                      chromosomowe różniące się kariotypem, a fenotypowo trudne do rozróżnienia), a z
                                      kolei drobne mutacje punktowe mogą mieć dramatyczne efekty fenotypowe (wystarczy
                                      jedna podmiana w kodonie startowym, żeby wyłączyć gen). Zwłaszcza mutacje genów
                                      Hox dają duże skutki dla całego planu budowy. Więc nie podzielam tej obiekcji.
                                      Chyba że chodzi o coś innego niż zrozumiałem z tego postu.
                                      • Gość: Porter Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.06, 01:08
                                        Moja ostatnia wypowiedź na ten temat:
                                        1. Mój błąd. Presja selkcyjna nie wymusza zmiany, tylko weryfikuje zmiany.
                                        Oczywiscie fenotypowe.
                                        2. Im wieksza mutacja, tym mniejsza szansa, że własciciel ja przeżyje. O to mi
                                        w skrócie chodzi.
                                        Do widzenia.
                                        • Gość: Ewolucjonista Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.06, 08:40
                                          > 1. Mój błąd. Presja selkcyjna nie wymusza zmiany, tylko weryfikuje zmiany.
                                          > Oczywiscie fenotypowe.

                                          Zgadza się.

                                          > 2. Im wieksza mutacja, tym mniejsza szansa, że własciciel ja przeżyje. O to mi
                                          > w skrócie chodzi.

                                          Przypominam - wielkość mutacji i wielkość efektu fenotypowego to dwie różne
                                          sprawy. Jeden zmieniony nukleotyd w DNA może być śmiertelny, a podwojenie całego
                                          garnituru chromosomowego (poliploidyzacja) - niekoniecznie. Nie ma prostego
                                          związku - mała mutacja - mały skutek, duża mutacja - duży skutek. Wszystko
                                          zależy, których genów dotyczy i gdzie zajdzie oraz od kontekstu - czasem mutacja
                                          ujawnia się fenotypowo tylko w określonych warunkach środowiskowych (np.
                                          wystarczy nie jeść określonych pokarmów, żeby nie doświadczać skutków niektórych
                                          chorób genetycznych), albo w towarzystwie określonych alleli innych genów. Jeśli
                                          chodzi o duże zmiany fenotypowe - istotnie, skutki dla przeżywalności są
                                          związane z ich skalą. Dlatego większość zmian ewolucyjnych zachodzi stopniowo, a
                                          nie skokami. Ale jeśli ktoś nagle zacznie widzieć 2 razy dokładniej, a nie o 1%,
                                          to go nie zabije. Podobnie skrócenie nóg u jamnika zapewne odbyło się skokowo, a
                                          nie stopniowo, a jednak przeżył. Po prostu różnie bywa. Oczywiście mutanty
                                          ewidentnie gorzej dostosowane są szybko eliminowane przez dobór naturalny, więc
                                          nie stanowi to wielkiego problemu.
                                  • europitek Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś 28.10.06, 16:34
                                    W związku z tym co napisałeś o trudnościach (fuksy) w znalezieniu form przejściowych, to Porter powinien też brać pod uwagę, że istotne znaczenie ma interwał czasu między przyjętym początkiem a końcem danego procesu ewolucyjnego. Jeśli rozpiętość czasowa będzie duża, to można oczekiwać, że na formy przejściowe natrafimy. Można jednak postawić pytanie, czy w przypadku analizowania przejścia od gatunku rodzicielskiego do potomnego takie formy w ogóle muszą istnieć, niezależnie od tego, jaki by nie był charakter różnic między nimi. Moim zdaniem mogą istnieć sytuacje, w których takich form pośrednich w ogóle nie będzie, a mimo tego będziemy mogli powiedzieć, który gatunek pochodzi od którego.
                            • madcio Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś 28.10.06, 21:49
                              > 1. Bigoterię? a na czym polega moja bigoteria? To czysta ruptura z twojej
                              > strony zarzucac moi bigoterię.
                              Twoje sądy na temat ateistów wskazują na religijną bigoterię. Niżej to jeszcze
                              bardziej potwierdzasz, jak miło.

                              > 3. Ateizm to taka sama religia, jak każda inna.
                              Tak myślałem, że nie mieści się w głowie, że może być ktoś niewierzący. Nie sądź
                              po sobie, już ci to mówiłem. I sprawdź słownikową definicję słowa "religia".

                              > Wierzysz w brak Boga.
                              Wiara w niewiarę, powiadasz, bigocie... Cóż, twój kościół ma sporą praktykę w
                              oksymoronach, od Loyoli poczynając. Czarne jest białe, jeśli tak mówi kosciół...

                              > Ktoś, kto obywa sie bez wiary w Boga lub wiary w brak Boga jest agnostykiem,
                              > nie ateistą.
                              Sprawdź sobie definicje słów "agnostyk" i "ateista" bo tu już kompletnie się
                              mylisz. Agnostyk mówi, ze NIE wiadomo, czy boga nie ma, czy on jest. Ateista
                              sądzi, że Boga nie ma.

                              Ogólnie: już na ten temat się rozpisałem, ale oczywiscie to zignorowałeś. PYTAM
                              SIĘ JESZCZE RAZ... jak widzisz Zeusa? Raczej miki nie odpowiesz, gdyż dobrze
                              wiesz, jak się by to skończyło. Powiem ci tylko jedno: tak widzę twojego Boga,
                              jak ty czy prawie każdy na Ziemi Zeusa. Miłej zabawy.

                              > 4. Ponawiam pytanie - skąd czerpiesz przekonanie o słuszności teorii ewolucji?
                              Pisałem o tym w kilku miejscach. Nie chce mi się powtarzać, więc odsyłam np. tu:
                              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=50914059&a=51147572
                              > Dlatego tytułujesz mnie "kreacjonistą",
                              Jak coś chodzi jak kaczka, kwacze jak kaczka i wygląda jak kaczka... to
                              zakładam, że jest to kaczka. Nawet jak się tego wypiera, tak jak biedny Giertych
                              czy ty.

                              > mimo, że w żadnym wypadku nie neguję ewolucji.
                              z dyskusji wynika coś zupełnie przeciwnego.
                              • Gość: Porter Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.10.06, 22:34
                                Ale ja ciebie nie uważam za ateistę, tylko za nieuka, który jest na dodatek na
                                tyle bezczelny, że osmiela się z góry traktować bliźnich tylko dlatego, że
                                zgłaszaja niezrozumiałe dla niego zastrzeżenia do niezrozumiałej przez niego
                                teorii.

                                Agnostyk właśnie obywa sie bez Boga. Nie zajmuje się tym problemem, bo nie
                                wierzy w mozliwośc poznania Boga, ani stwierdzenia nieistnienia Boga. A ateista
                                WIERZY w brak Boga. No bo powiedz - czy ty wiesz, że Boga nie ma, czy wierzysz,
                                że Boga nie ma?

                                Wracając do Zeusa. Napisze jeszcze raz. Ja się Zeusem nie zajmuje, a w żadnym
                                wypadku, nie uczestniczę w dyskusjach na temat naturalnego pochodzenia
                                wyładowań atmosferycznych, miedzy innymi, że po pierwsze nie interesuję sie
                                fizyką, ani meteorologią, a poza tym nie potrzebuje potwierdzenia nieistnienia
                                Zeusa. Ty potrzebujesz wsparcia swego światopogladu i tak jak wierzysz w
                                nieistnienie Boga, tak wierzysz w TE, czemu dajesz wyraz walcząc jako lew w jej
                                obronie, ku konfuzji obecnych na tym forum biologów - ewolucjonistów. Tobie się
                                wydaje, że zwalczasz Kosciół Katolicki, czy Giertycha, a tak naprawde
                                oczywiście szkodzisz ewolucjonistom, narażając ich na zarzuty, że ewolucjonizm
                                to religia ignorantów.

                                > > mimo, że w żadnym wypadku nie neguję ewolucji.
                                > z dyskusji wynika coś zupełnie przeciwnego.

                                Widzisz to własnie miałem na myśli, pisząc, ze nie potrafisz zrozumieć
                                zastrzeżeń, które mam do niezrozumiałej dla ciebie teorii naukowej.




                                • Gość: Ewolucjonista Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.10.06, 23:04
                                  Gość portalu: Porter napisał(a):

                                  > Wracając do Zeusa. Napisze jeszcze raz. Ja się Zeusem nie zajmuje, a w żadnym
                                  > wypadku, nie uczestniczę w dyskusjach na temat naturalnego pochodzenia
                                  > wyładowań atmosferycznych, miedzy innymi, że po pierwsze nie interesuję sie
                                  > fizyką, ani meteorologią, a poza tym nie potrzebuje potwierdzenia nieistnienia
                                  > Zeusa.
                                  Wydaje mi się, że pytanie o Zeusa odwoływało się do ciekawego spostrzeżenia
                                  empirycznego badaczy psychologii religii:
                                  Wierzący zwykle wobec INNYCH religii (a nawet innych wyznań własnej religii!) są
                                  typowymi radykalnymi sceptykami, porównywalnymi z ateistami. Dla protestantów
                                  cuda katolickie, objawienia Maryjne itp. są równie szemrane jak dla Dawkinsa,
                                  dla katolików odwiedziny anioła Moroni i objawienie Księgi Mormona są naiwną
                                  bajką albo hochsztaplerstwem, dla prawosławnych misja prorocka Ellen G. White (i
                                  cała doktryna adwentystów dla adwentystów) to oszołomstwo, itp. Ale doktryna
                                  E.G. White dla adwentystów, objawienia Smitha dla mormonów, dowody na rzecz
                                  kultu maryjnego dla katolików, itp. są absolutnie naturalne, wiarygodne i
                                  odstają niesłychanie od naiwnych i oczywiście fałszywych wierzeń innych
                                  wyznań/religii (to samo dotyczy postrzegania obrzędów - moje kryją głęboki sens,
                                  symbolikę i łączą mnie z Absolutem, a oni robią jakieś cyrki i w najlepszym
                                  razie egzotyczny folklor).
                                  Dlatego tak trudno jest się dogadać, bo odrzucenie empirycznej, scjentystycznej
                                  testowalności - zawieszenie krytycyzmu wobec własnej wiary - sprawia, że w tym
                                  miejscu powstaje "ślepa plamka" i racjonalny dyskurs jest niemożliwy, bo w grę
                                  wkraczają emocje, potrzeba egzystencjalnego komfortu, przywiązanie do tradycji,
                                  obawa przed wyłączeniem ze wspólnoty itp. "szczepionki memetyczne" przeciw
                                  podważeniu własnej wiary...

                                  > Widzisz to własnie miałem na myśli, pisząc, ze nie potrafisz zrozumieć
                                  > zastrzeżeń, które mam do niezrozumiałej dla ciebie teorii naukowej.
                                  A ja zamiast się spierać o religię/filozofię, czekam na uszczegółowienia tych
                                  zastrzeżeń...:-)
                                • europitek Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś 28.10.06, 23:54
                                  Gość portalu: Porter napisał(a):
                                  > A ateista WIERZY w brak Boga. No bo powiedz - czy ty wiesz, że Boga nie ma,
                                  > czy wierzysz, że Boga nie ma?

                                  To nie jest takie proste, jak Ci się wydaje. Ateista nie musi wcale <wierzyć> w nieistnienie bogów - może to <wiedzieć>. Wiedzę tą - i wynikającą z niej pewność - można nabyć na drodze długotrwałego wchłaniania różnorodnej informacji o sposobach funkcjonowania znanego nam świata. Jeśli poznajesz tysiące zależności "rządzących" rzeczywistością i potrafisz wyjaśnić ją sobie (w całej różnorodności jej przejawów) bez potrzeby użycia bogów, to ich nieistnienie dla Ciebie nie jest kwestią <wiary>. A jeśli potrafisz sobie wytłumaczyć konieczność ich powoływania do istnienia, to ich nierzeczywistość nie może być kwestią <wiary>. Dla mnie bogowie istnieją, lecz nie w taki sposób, w jaki wyobrażają to sobie ich wyznawcy, choć uważają się za nieomylnych w tej sprawie (własnych bogów). Dla mnie bogowie są tak samo rzeczywiści, jak tabliczka mnożenia.
                                  • Gość: Porter Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.06, 00:14
                                    Jest taki post madsia, z którego wynika, że jak on, madsio siedzi przed kompem,
                                    to jest to dowód na prawdziwość teorii ewolucji. Przy takiej klasie
                                    wnioskowania, istotnie, można uznać, że madsio wie, że Boga nie ma.

                                    Ja tam sądze, że ten wątek - o ewolucji - nie nadaje się w ogóle do tego, żeby
                                    wpleść do niego elementy teologiczne. Przeciwnie. Wszystkim, którzy chcieliby
                                    prowadzic dowody na istnienie, lub nieistienie Boga na podstawie TE należałoby
                                    zabronić zabierania głosu, bo niepotrzebnie drażnią bliźnich. Podobnie geniuszy
                                    uważających, że TE jest na pewno prawdziwa, bo przeciwnego zdania jest
                                    Giertych. Albo, że jest fałszywa, bo mocno popierali ja marksiści.

                                    Swoją drogą, jeżęli TE jest prawdziwa, źle to wróży Homo sapiens. Kilkadziesiąt
                                    tysięcy lat temu największych matołów zjadał tygrys szablozebny zanim zdążyli
                                    swoje geny przekazać potomstwu. A teraz - szkoda gadać.
                                    • Gość: Ewolucjonista Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.06, 00:34
                                      > Swoją drogą, jeżęli TE jest prawdziwa, źle to wróży Homo sapiens. Kilkadziesiąt
                                      > tysięcy lat temu największych matołów zjadał tygrys szablozebny zanim zdążyli
                                      > swoje geny przekazać potomstwu. A teraz - szkoda gadać.
                                      Już widać spadek wielkości mózgu w porównaniu z późnym plejstocenem. A o
                                      poziomie umysłowym mas lepiej nie mówić - choć pewne opinie i na tym forum się
                                      wymykają...
                                      Postulat obrony każdego życia od chwili poczęcia (nierealny, bo prawo nie
                                      powstrzyma samoistnych poronień, dotykających większości zarodków przed
                                      urodzeniem) dodatkowo wymusza pogarszanie jakości genetycznej populacji...
                                      I to mimo najwznioślejszych intencji wnioskodawców...
                                      • Gość: Porter Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.06, 00:46
                                        Akurat zakaz aborcji da szanse wrzucic do puli geny tym, którzy bez tego zakazu
                                        maja pecha, a to chyba się nie dziedziczy (chociaz jest znakomita powieść s-f
                                        Larry Nivena "Ringworld" w którym okazuje się, że wręcz przeciwnie, to własnie
                                        szczęście dziedziczy sie w pierwszej kolejności, a całą reszte - niejako przy
                                        okazji.) Ale może też mieć wpływ, bo moze urodzic sie sporo dzieciaków z
                                        poważnymi wadami. Z tym, że oni raczej nie będą się rozmnażali... Natomiast
                                        medycyna lecząca najsłabszych, którzy normalnie umieraliby we wczesnym
                                        dzieciństwie - ma wpływ na osłabienie rasy bez watpienia.
                                        • europitek Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś 29.10.06, 02:16
                                          A ja nie byłbym takim czarnowidzem, co do przyszłości. Obniżenie się jakości genetycznej populacji jest pojęciem względnym (w pewnych granicach), odnoszącym się do dzisiejszych, a raczej minionych warunków, gdyż teraźniejszych nie potrafimy jeszcze wszechstronnie ocenić. Co było dobre kiedyś nie musi być dobre w przyszłości, a schodząc z obłoków teoretyzowania na Ziemię, to kłopoty związane z przeżywaniem słabszych mają swoją dobrą stronę - wymuszają rozwój wiedzy w dziedzinach zapewniających im przeżycie i utrzymanie dobrej kondycji fizycznej. Jest więc to element napędzający rozwój cywilizacyjny, a więc ma też niewątpliwie pozytywne aspekty.
                                          A tak w ogóle, to czy z punktu widzenia istoty samego procesu ewolucyjnego ma jakieś znaczenie konkretny charakter odpowiedzi na określoną presję, czy też skuteczność tej odpowiedzi. Czy istnieje jakościowa różnica między naturalną odpowiedzią (genetyczną), a jej medycznym (kulturowym) odpowiednikiem. Przecież skutek jest taki sam.
                                        • Gość: Ewolucjonista Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.06, 08:31
                                          Gość portalu: Porter napisał(a):

                                          > Akurat zakaz aborcji da szanse wrzucic do puli geny tym, którzy bez tego zakazu
                                          > maja pecha
                                          Konkretnie bezwględny zakaz aborcji wrzuca do puli geny:
                                          a) gwałcicieli (a zwykle idzie to w parze z ogólną socjopatią) (zakaz usuwania
                                          ciąży po zgwałceniu)
                                          b) chorób dziedzicznych (zakaz przerywania ciąży ze względów medycznych)
                                          c) osób, które mają problemy z funkcjonowaniem w społeczeństwie (i zapewne w
                                          prawidłowym odchowaniu dzieci w zdrowej rodzinie i w dobrych warunkach) - zakaz
                                          usuwania aborcji ze względów społecznych. Zwykle skutki wyrastania w
                                          patologicznych rodzinach są dziedziczone przynajmniej społecznie, jeśli nie
                                          genetycznie (a często mają jakieś podłoże genetyczne, związane np. z podatnością
                                          na uzależnienia, cechami osobowości, mniejszym lub wiekszym niedorozwojem
                                          umysłowym).
                                          W połączeniu z polityką wobec antykoncepcji i edukacji seksualnej skutki takich
                                          rozwiązań dla jakości puli genowej nietrudno przewidzieć... :-(
                                    • madcio Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś 29.10.06, 13:25
                                      > Jest taki post madsia, z którego wynika, że jak on, madsio siedzi przed kompem,
                                      > to jest to dowód na prawdziwość teorii ewolucji.
                                      Gdyż obydwie rzeczy powstały dzięki TEJ SAMEJ METODOLOGII NAUKOWEJ. Jak tego nie
                                      rozumiesz, to dyskutowanie z tobą jest stratą czasu.
                                • madcio Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś 29.10.06, 13:23
                                  [ciach wyzwiska obustronne - juz się nieprzyjemnie robi]

                                  > No bo powiedz - czy ty wiesz, że Boga nie ma, czy wierzysz,
                                  > że Boga nie ma?
                                  Czy ty wiesz, że Zeusa nie ma, czy wierzysz, że Zeusa nie ma?

                                  Odpowiedz, potem przejdziemy dalej.
            • Gość: Ewolucjonista Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.06, 23:28
              Gość portalu: Porter napisał(a):

              > Dobra, dobra. Jakieś 100000 lat temu pojawił sie ni stąd, ni z owąd Homo
              > sapiens. Całkowicie odmienny od form majacych być jego przodkami. Jak to nie
              > była zmiana skokowa, to co nią by było?

              Jak to "całkowicie odmienny"?! Pod jakim względem? Homo sapiens różni się mniej
              - pod względem jakiejkolwiek cechy anatomicznej - od kopalnych form go
              poprzedzających (szeroko pojęty H. erectus, w tym H. antecessor, H.
              heidelbergensis, "archaiczny H. sapiens") niż np. jamnik czy chart od siebie i
              od wilka. Zakres zmienności pojemności mózgoczaszki - przywoływany zdaje się w
              którymś z postów - u H. erectus wynosi ok. 800-1200 cm3, a u H. sapiens - ok.
              1000-2000 cm3 (średnio ok. 1350). Dwóch ludzi na ulicy może się różnić wzrostem,
              wielkością mózgu, kolorem skóry itp. bardziej niż najbliższe sobie
              morfologicznie okazy H. sapiens i form starszych, typu "presapiens", jak
              nazywano je w dawnej literaturze. Czytając posty Portera, miałem wrażenie, jakby
              w ogóle pomijał zmienność wewnątrzpopulacyjną (kluczową dla ewolucji) - jakby
              wyobrażał sobie, że wszyscy H. erectus byli klonami osobnika zilustrowanego w
              Wikipedii, i wszyscy H. sapiens byli identyczni, a między nimi był "skok". Nic
              podobnego. Zakresy zmienności dowolnych cech to "chmury punktów", które często
              wręcz na siebie zachodzą u pokrewnych gatunków (zmienia się średnia).
              Jeśli pudel mógł powstać z wilka (a w to, rozumiem, wierzysz), to czemu
              kwestionujesz znacznie mniejsze i powolniejsze przemiany między hominidami w
              ostatnich paruset tysiącach lat (porównaj np. czaszki "Homo rhodesiensis", Homo
              sapiens idaltu i Homo sapiens sapiens, uwzględniając zmienność
              wewnątrzpopulacyjną - np. między aborygenem a Chinką). Gdzie tam są te
              niesłychane "skoki" między H. sapiens a poprzednikami - i na czym
              biologicznie/osteologicznie polegają?
              • Gość: Porter Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś IP: *.orion.pl 26.10.06, 10:15
                Homo sapiens ma w porównaniu z pitekantropem mózg o połowę większy, czaszkę z
                inaczej ukształtowana żuchwą, bez wałów nadoczodołowych, wysklepioną ku górze.
                Tu nie pomoże nazywanie niektórych pitekantropów, z płaską czaszką, małym
                mózgiem, żychwą, jak kopara, za to bez bródki archaicznym Homo sapiens.
                • Gość: Ewolucjonista Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.10.06, 21:41
                  Gość portalu: Porter napisał(a):

                  > Homo sapiens ma w porównaniu z pitekantropem mózg o połowę większy,

                  ŚREDNIE różnią się o ok. 1/3. Ale - powtórzę - osobniki żadnego gatunku nie są
                  robione z jednej sztancy. Wczesne afrykańskie H. erectus miały mózg rzędu
                  750-850 cm3, a późne azjatyckie H. erectus - ok. 1100-1250 cm3 (też "skok" o
                  połowę).
                  Dzisiaj normalni (a nawet wybitni) H. sapiens mają mózgi od 1000 do 2000 cm3.
                  Nie ma więc żadnej przepaści, tylko zachodzące na siebie zakresy zmienności
                  (wielu ludzi dziś ma mózgi wielkości takiej jak jawajskie czy chińskie
                  "pitekantropy"/"sinantropy").

                  > czaszkę z inaczej ukształtowana żuchwą,

                  Do dzisiaj kształt żuchwy (wydatność bródki) jest silnie zmienny między
                  populacjami H. sapiens. Są ludzie "cofniętym podbródkiem" także wokół nas. Cecha
                  ta jest częstsza np. wśród aborygenów.

                  > bez wałów nadoczodołowych,

                  Zakres zmienności znów jest spory. Późny H. erectus / archaiczny H. sapiens, a
                  nawet niektórzy Aborygeni mieli umiarkowanie wydatne wały nadoczodołowe.
                  Jest to cecha zmienna "płynnie" (jeśli się spojrzy na cały materiał, a nie po
                  jednej czaszce na cały gatunek).
                  Wały nadoczodołowe to cecha zmienna w ontogenezie. Wystarczy sobie zobaczyć
                  nawet czaszkę młodego szympansa (nie mówiąc o dzieciach autstralopiteków czy
                  neandertalczyków), żeby zobaczyć, że też mają wypukłe czoło, bez wyraźnych
                  wałów. A więc u H. sapiens nie pojawiła się żadna radykalnie nowa cecha, a
                  jedynie (wskutek osłabienia mięśni szczęk) utrzymuje się pierwotny kształt
                  młodocianej małpiej mózgoczaszki.

                  > wysklepioną ku górze.
                  Jw. to cecha zmienna osobniczo, i bez skokowej przepaści.

                  > Tu nie pomoże nazywanie niektórych pitekantropów, z płaską czaszką, małym
                  > mózgiem, żychwą, jak kopara, za to bez bródki archaicznym Homo sapiens.

                  Aha. Czyli np. Kabwe to pitekantrop, tyle że z pojemnością mózgu w zakresie
                  zmienności człowieka współczesnego. OK. A H. sapiens idaltu, ze słabo zaznaczoną
                  bródką i w miarę wydatnymi wałami nadoczodołowymi i umiarkowanie stromym czołem
                  - to typowy H. sapiens. Między Kabwe a idaltu jest przepaść, a między np.
                  chłopcem z Turkana a Kabwe nie ma? I między idaltu, a dzisiejszym Skandynawem
                  też nie ma?


                  • Gość: Ewolucjonista Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.10.06, 21:56
                    Jeszcze - dla ciekawych - strona z poręcznie zestawionymi różnymi okazami
                    kopalnych H. sapiens (w tym "archaicznych"):
                    www.msu.edu/~heslipst/contents/ANP440/sapiens.htm
                    neandertalczykiem: www.msu.edu/~heslipst/contents/ANP440/neanderthalensis.htm
                    człowiekiem heidelberskim (między erectus a sapiens i neandertalczykiem):
                    www.msu.edu/~heslipst/contents/ANP440/heidelbergensis.htm
                    H. erectus: www.msu.edu/~heslipst/contents/ANP440/erectus.htm
                    H. ergaster (wczesny afrykański erectus):
                    www.msu.edu/~heslipst/contents/ANP440/ergaster.htm
                    Każdy może sobie sam zobaczyć, czy okazy jednego gatunku są jednakowe, i czy
                    między np. zaawansowanymi H. erectus a H. heidelbergensis i wczesnym H. sapiens
                    są jakieś nieprzekraczalne "skoki" większe niż między skrajnymi osobnikami
                    zaliczanymi do jednego gatunku...
                    • europitek Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś 28.10.06, 13:43
                      Warto jednak zwrócić uwagę, że ta "poręczna" strona zawiera również sporo "ciekawostek" odnośnie podanych okresów występowania poszczególnych hominidów w zestawieniu z datowaniami poszczególnych znalezisk. Największą "ciekawostką" są datowania chińskich znalezisk H. sapiens, które są znacznie starsze od podanych na tejże stronie 120000 lat, jako orientacyjnego czasu pojawienia się H. sapiens. Takich "ciekawostek" jest tam więcej.
                      • Gość: Ewolucjonista Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.10.06, 14:46
                        > Warto jednak zwrócić uwagę, że ta "poręczna" strona zawiera również sporo "ciek
                        > awostek" odnośnie podanych okresów występowania poszczególnych hominidów w zest
                        > awieniu z datowaniami poszczególnych znalezisk.

                        Bo czym innym jest typowy Homo sapiens (anatomicznie współczesny, H. sapiens
                        sapiens), a czym innym archaiczny Homo sapiens. Zasięgi są zwykle podawane dla
                        typowych form poszczególnych gatunków, ale w przyrodzie - z powodu ewolucji - są
                        one rozmyte. Takie formy "z pogranicza" umieszczono razem z klasycznymi
                        przedstawicielami.
                        • europitek Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś 28.10.06, 14:54
                          Gość portalu: Ewolucjonista napisał(a):
                          > Takie formy "z pogranicza" umieszczono razem z klasycznymi przedstawicielami.

                          I (na uniwersytackiej stronie) zapomniano zrobić stosowną adnotację. Dla mnie to niechlujstwo autorów strony.
                          • Gość: Ewolucjonista Re: W biologii wszystko nabiera sensu dopiero w ś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.10.06, 16:09
                            europitek napisał:

                            > I (na uniwersytackiej stronie) zapomniano zrobić stosowną adnotację. Dla mnie t
                            > o niechlujstwo autorów strony.

                            To są przecież tylko materiały ilustracyjne (uzupełniające) online do kursu
                            paleoantropologii, a nie wykład taksonomii hominidów i związanych z tym
                            problemów. Przypuszczam, że dyskusję problemów związanych z klasyfikacją ciągłej
                            zmienności do poszczególnych szufladek studenci tego kursu znają w głównego wykładu.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka