Dodaj do ulubionych

historia pewnej prowokacji

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.10.07, 10:28
jeszcze nie wiem - debilizm autora czy dno polskiej nauki?
www.tomaszwitkowski.pl/
Obserwuj wątek
    • Gość: leonard3 Re: historia pewnej prowokacji IP: 83.238.147.* 23.10.07, 10:57
      Alez problem jest oczywisty. W calym swiecie w nauce nie obowiazuja
      juz kryteria merytoryczne. Jezeli spelnisz kryteria poprawnosci
      ateistyczno-pedalsko-liberalnej to mozesz zamiescic kazda wyssana
      z palca bzdure w Mediach Naukowych i Popularno Naukowych.
      Jezeli chcesz zamiescic rzetelne i uczciwe badanie na przyklad
      "O skutecznosci spowiedzi w prychoterapii" to dzwonki alarmowe
      zabrzmia w calej atolskiej wydawniczej mafii od nowego Jorku po
      Moskwe. Teisci , strzezcie sie ateistycznego kitu pseudonauki
      ateistycznej.
      • Gość: AI Re: historia pewnej prowokacji IP: *.chello.pl 23.10.07, 11:12
        Mam wrażenie że widziałem jakąś opublikowaną pracę dotyczącą skutecznosci
        spowiedzi w prychoterapii. Temat był bardzo interesujący i dzwonki alarmowe
        nigdzie się nie odzywały. :)

        Autorzy wyciągneli wnioski że spowiedź (poza swoją główną funkcją) rzeczywiście
        od dawna służyła jako forma psychoterapii. Z tym że doprowadziło ich to do
        dyskusji "Lepiej wybrać się do księdza, do psychologa, czy do obu?"
    • Gość: AI Re: historia pewnej prowokacji IP: *.chello.pl 23.10.07, 11:06
      Czemu polskiej? Sheldrake to chyba dosyć znany brytyjski pseudonaukowiec.
      Wspomniany artykuł był, jak się zdaje, po prostu przedstawieniem jego koncepcji
      w modnym ostatnio duchu stosowanym do każdej bredni: "niektórzy krytykują, ale
      Einsteina też krytykowali".

      A to że pismo "Charaktery" woli stawiać na chwytliwość tekstu niż na jego
      sensowność, nie jest niczym specjalnie zbrodniczym. Oni przecież starają się
      utrzymać na rynku. :)
    • facet123 Re: historia pewnej prowokacji 23.10.07, 11:35
      Nie siedzę w środowisku psychologów, ale sam autor prowokacji opisuje czasopismo
      "Charaktery" jako 'popularno-naukowe' do czego zresztą przyznaje się też
      redakcja. To słowo "popularno-" jest właśnie sygnałem dla każdego naukowca i
      znawcy jakiejś dziedziny aby podchodzić z dużą rezerwą do wszelkich
      prezentowanych tam rewelacji.
      Czasopismo "popularno-naukowe" to wszak klasa (a może i dwie) niżej niż pismo
      specjalistyczne zawierające wyłącznie artykuły naukowe z konferencji. Wystarczy
      spojrzeć na tzw. "programy popularno-naukowe" w telewizji. Czysta rozrywka,
      zdawkowo i trywialnie potraktowane naukowe meritum. Gdy oglądam coś takiego to w
      zasadzie muszę tłumaczyć sobie na normalny naukowy język to co ci pajace chcą
      przekazać. Przeciętny widz nie jest w stanie zrozumieć o co tak naprawdę w
      prezentowanych zjawiskach i eksperymentach chodzi.

      Domyślam się, że w podobnym kierunku zmierzają czasopisma popularno
      naukowe. Jest to oczywiście smutne, ale nie aż tak znowu groźne, bo wiadomym
      jest, że gdy jakiś produkt kieruje się do szerokiej rzeszy odbiorców i ktoś
      próbuje na nim zarobić, to naukowa wiarygodność nie będzie jego najważniejszym
      celem.

      Dlatego proponuję czerpać informacje specjalistyczne ze specjalistycznych
      artykułów, konferencji i prac naukowych, a nie pism "popularno-". Organizator
      renomowanej konferencji naukowej wydając tzw proceedings nie będzie starał się
      zarobić na nich dorzucając pseudo-naukowe fantazje bo to wręcz obniżyło by rangę
      tej konferencji w środowisku akademickim.

      PS. Leonard jak zwykle swoje, aluzja do terapeutycznej wartości spowiedzi
      szczerze mnie ubawiła. Nie, nie odpowiadaj mi, bo nie zamierzam brnąć w jałową
      pseudo-dyskusję.
      • Gość: leonard3 Re: historia pewnej prowokacji IP: 83.238.147.* 23.10.07, 15:21
        No wiadomo atolek zyje w swiecie stereotypow. Nigdy u spowiedzi nie
        byl, a truje. Prawda jest 2000 lat praktyki dobroczynnego dzialania
        spowiedzi to najlepsze wiadectwo jej olbrzymiej skutecznosci.
        Za to cacy jest za 200 dolarow na godzine pierdziec na kozetce u
        psychoterapeuty, zwolennika udowodnionego anty-naukowego
        hohsztaplera Freuda.
      • petrucchio Re: historia pewnej prowokacji 23.10.07, 15:28
        facet123 napisał:

        > Wystarczy spojrzeć na tzw. "programy popularno-naukowe" w
        > telewizji. Czysta rozrywka, zdawkowo i trywialnie potraktowane
        > naukowe meritum. Gdy oglądam coś takiego to w zasadzie muszę
        > tłumaczyć sobie na normalny naukowy język to co ci pajace chcą
        > przekazać. Przeciętny widz nie jest w stanie zrozumieć o co tak
        > naprawdę w prezentowanych zjawiskach i eksperymentach chodzi.

        Co gorsza, często bez ostrzeżenia mieszają naukę z pseudonauką, zapraszając do
        programu np. ekscentrycznych outsiderów lub stuprocentowych szalbierzy i mamy
        wstawki w rodzaju: "Czy jednak na pewno piramidy były grobowcami faraonów, jak
        twierdzi prof. Hawass? Znany badacz zagadek starożytności, Graham Hancock, nie
        zgadza się z tą opinią"
        • europitek Re: historia pewnej prowokacji 23.10.07, 17:05
          W pismach naukowych też znajdziesz różne wątpliwe treści, błędy, a nawet bzdury wypisywane przez ludzi z profesorskimi tytułami. Widocznie przy tej masie informacji i jej autorów jest to nieuniknione.
          • petrucchio Eksperyment Alana Sokala 23.10.07, 17:31
            europitek napisał:

            > W pismach naukowych też znajdziesz różne wątpliwe treści, błędy,
            > a nawet bzdury wypisywane przez ludzi z profesorskimi tytułami.
            > Widocznie przy tej masie informacji i jej autorów jest to
            > nieuniknione.

            Jednym z piękniejszych przykładów zdemaskowania postmodernistycznej nowomowy w
            naukach humanistycznych była prowokacyjna parodia tego bełkotu autorstwa
            profesora fizyki z NYU, Alana Sokala, pt. "Transgressing the Boundaries: Towards
            a Transformative Hermeneutics of Quantum Gravity", opublikowana w dobrej wierze
            przez poważny periodyk kulturoznawczy ("Social Text"):

            physics.nyu.edu/faculty/sokal/transgress_v2_noafterword.pdf

            Bite 25 stron kompletnych bzdur z premedytacją oczyszczonych z sensu, choć
            skutecznie pozorujących sensowność, plus 13 stron bibliografii.

            Więcej:

            physics.nyu.edu/faculty/sokal/index.html

            Oczywiście w dyscyplinach takich jak fizyka trudniej opublikować jawne bzdury,
            ale zdarza się, zdarza się... I redaktor naukowy uczonego pisma czasem przyśnie.
            • europitek Re: Eksperyment Alana Sokala 23.10.07, 19:59
              Cytat:
              > Bite 25 stron kompletnych bzdur z premedytacją oczyszczonych z
              > sensu, choć skutecznie pozorujących sensowność, plus 13 stron
              > bibliografii.

              Strach czytać!

              Poza tym warto zwrócić uwagę, że takie prowokacje są odpowiednio preparowane przez ludzi znających temat i potrafiących korzystać z chwytów socjotechnicznych. Człowiek nie mający przygotowania w tej kwestii jest łatwy do złapania "w sieć" - podobnie jak wyborcy słuchający "kiełbasy wyborczej".
              • petrucchio Re: Eksperyment Alana Sokala 23.10.07, 20:38
                europitek napisał:

                > Strach czytać!

                Ale satyra przednia. Sokal kpi sobie w żywe oczy ze wszystkich modnych -izmów,
                od dekonstrukcjonizmu przez feminizm i neomarksizm do relatywizmu, a oni wzięli
                to poważnie! W rezultacie naczelny pisma wyleciał z pracy, pismo wpisało Sokala
                na swoją czarną listę i nie chciało wydrukować nawet jego wyjaśnień, a w
                "postępowych" nurtach nauk społecznych, zwłaszcza w USA, podyskutowano trochę
                nad morałem z tej prowokacji, po czym wszystko potoczyło się po staremu.
                Prowokacja, której dotyczy ten wątek, to właściwie próba reinscenizacji afery
                Sokala (zresztą autor powołuje się na nią w wyjaśnieniu), tyle że na mniej
                ambitną skalę, bo artykuł jest króciutki, popularny i nie aż tak śmieszny jak
                oryginał, a poza tym ostrze skierowane jest w inną stronę. Nie próbuje sprzedać
                modnego bełkotu udającego głębię myśli tylko raczej dezinformację
                • europitek Re: Eksperyment Alana Sokala 23.10.07, 21:00
                  Gdybym ja był takim redaktorem, a na psychologii znam się jak świnia na pomarańczach, to moją czujność obudziłaby kwestia tych sikorek spijających śmietankę. O ile pamiętam, to zaobserwowano to nie w Anglii, lecz w Szkocji i znacznie póżniej niż daty podane przez autora (chyba początek lat 60.). Poza tym znam przykłady analogicznych zdarzeń (nowe zachowania), które nie chciały się "same" rozpowszechnić na znacznie mniejsze odległości niż "cała Europa" w znacznie dłuższym czasie niż "2 lata".
                  • petrucchio Re: Eksperyment Alana Sokala 23.10.07, 21:15
                    europitek napisał:

                    > Gdybym ja był takim redaktorem, a na psychologii znam się jak
                    > świnia na pomarańczach, to moją czujność obudziłaby kwestia tych
                    > sikorek spijających śmietankę.

                    A szczury, które w laboratoriach całego świata nauczyły się szybciej znajdować
                    drogę w labiryncie dzięki rezonansowi morficznemu doświadczeń innych szczurów?
                    Na dobrą sprawę po co studiować cokolwiek
                  • Gość: sikorka Re: Eksperyment Alana Sokala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.10.07, 21:22
                    europitek napisał:

                    > Gdybym ja był takim redaktorem, a na psychologii znam się jak
                    świnia na pomarań
                    > czach, to moją czujność obudziłaby kwestia tych sikorek
                    spijających śmietankę.
                    > O ile pamiętam, to zaobserwowano to nie w Anglii, lecz w Szkocji i
                    znacznie póż
                    > niej niż daty podane przez autora (chyba początek lat 60.).

                    Moment, please! Czepiasz się teraz nie tyle danych podstawowych, tj.
                    procedury prezentacji danych, tylko ewentualnego ich umiejscowienia
                    w czasie, subiektywnie spostrzeganego przez autora. Dla mnie też
                    Szkocja jest cześcią Angli a jak sięgam pamiecia wstecz, też zdarza
                    mi się użycie subiektywnego odniesienia zaistniałych zdarzeń w
                    stosunku do ich realnego występowania w porzadku chronologicznym.
                    Fakt ten, na szczęście, nie przeczy zaistniałym zdarzeniom w Anglii?
                    Szkocji?, świadczacym na korzyśc sikorkom: lubią śmietanę, choćby i
                    na pochybel kapslom.
                    • europitek Re: Eksperyment Alana Sokala 23.10.07, 22:28
                      Cytat:
                      > na pochybel kapslom.
                      Też nie lubię kapsli - są mało inteligentne.

                      Rzecz _nie_tylko_ w samym umiejscowieniu w czasie i przestrzeni, choć gość powołujący się dany fakt obserwacyjny powinien wiedzieć dokładnie co, gdzie i kiedy, jeśli powołuje się z podaniem szczegółów (w tekście są konkretne daty).
            • Gość: pyton Stworz sobie wlasny artykul naukowy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.10.07, 15:15
              korzystajac z darmowego generatora tekstow naukowych:
              pdos.csail.mit.edu/scigen/
              Polecam! ;))
              • petrucchio Dobre! /nt 24.10.07, 20:01
                • europitek Re: Dobre! /nt 25.10.07, 15:05
                  To mi przypomniało "generator partyjno-państwowych przemówień" (w formie tabelki z ogólniastymi zwrotami, które można było prawie dowolnie łączyć) opublikowany w 1981 r. przez "Życie Warszawy".
    • marcinlet Re: historia pewnej prowokacji 23.10.07, 16:04
      Dobra, facet zrobił prowokację, redakcja się nabrała. Ale czy to
      powód, żeby podniecać się tym w tak długim artykule? Proponuję
      jeszcze film nakręcić...
      Nie oznacza to, że zagadnienie nie jest ważne, tylko, że lepiej
      pisać o nim normalnie, nie bawiąc się w jakieś podstępy. Bo jaką
      autor ma gwarancję, że sam się nie da kiedyś na coś nabrać?
      • Gość: char Re: historia pewnej prowokacji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.10.07, 20:15
        A pomyślałeś choć przez chwilę o zwykłych ludziach, którzy raz na
        miesiąc nabierają się na mądre sugestie para-naukowców, w tym
        konkretnym przypadku z "Charakterów", i na codzienne sugestie dot.
        posiadania jedynie słusznych opinii, na podstawie opini tzw.
        ekspertów z np. GW czy "Naszego dziennika"? Gdybyś miał o
        tym "normalnie" przeczytać, przelecisz tekst jednym okiem,
        wybiorczo, ziewniesz i przejdziesz do kroniki sportowej.

        Metoda eksperymentu naturalnego, zastosowana w tym konkretnym
        przypadku też mi się nie podoba, ale... pytanie tylko, czy choć w
        tak małym środowisku, jakim jest grono naszych szacownych
        psychologów, cokolwiek to zmieni. Bo, niestety, ludzie im wierzą,
        pomijając sprawę pana A. Samsona.
    • Gość: mason Re: historia pewnej prowokacji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.07, 11:44
      Gość portalu: char napisał(a):

      > jeszcze nie wiem - debilizm autora czy dno polskiej nauki?
      > www.tomaszwitkowski.pl/

      Z całej tej(zresztą dość niemrawej) n/t dyskusji, jest tylko jeden
      wątek wart uwagi:
      www.tomaszwitkowski.pl/page13.php?topic=17
      Zaraz sprawdzę w googlach, kto to taki pan Andrzej Szmajke, mądrze
      pisze, w odróżnieniu od autora "prowokacji"!
      • petrucchio Re: historia pewnej prowokacji 25.10.07, 12:23
        Gość portalu: mason napisał(a):

        > Zaraz sprawdzę w googlach, kto to taki pan Andrzej Szmajke, mądrze
        > pisze, w odróżnieniu od autora "prowokacji"!

        Zgadzam się. Specjalnie przytoczyłem aferę Sokala jako przykład prowokacji
        inteligentnej, autentycznie dowcipnej i przede wszystkim uzasadnionej, tzn.
        wymierzonej w realne i szkodliwe zjawisko nagminnego psucia języka nauki przez
        hochsztaplerów, którzy zastąpili pracę myślową pseudonaukowym żargonem. To
        posłużyło interesowi całego środowiska naukowego i sprowokowało burzliwą dyskusję.

        Natomiast cel p. Witkowskiego nie jest jasny, a szum, jaki sam robi wokół
        własnej prowokacji, jest niewspółmierny do rangi sprawy i faktycznie odrobinkę
        przywołuje na myśl wiadome konferencje prasowe. OK, zwrócił uwagę na niedostatki
        "kontroli jakości" w czasopiśmie popularnonaukowym. Ale każdy, kto zna się na
        rzeczy, i bez tego wie, że takie pismo z pewnością łatwo "wkręcić", więc i
        zaszczyt niewielki. Zamiast tego Tomasz Witkowski mógłby im zaproponować
        rzetelne artykuły o psychologii własnego autorstwa (jeśli ma talent do
        popularyzacji).

        A na deser
    • Gość: char Re: historia pewnej prowokacji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.10.07, 19:29
      cytat z forum:

      Tomasz Witkowski10/30/2007 6:07:56 PM
      >(..)Bo rzetelność nie wyklucza innych wartości. Można wierzyć w
      >wartości, o których Pan pisze i rzetelnie wykonywać swoją pracę.
      Malo tego, te wartości powinny przyświecać takiemu wykonywaniu
      pracy! Redakcja każdego czasopisma naukowego czy popularnonaukowego
      powinna dołożyć wszelkich starań, aby mnie, Panu i innym czytelnikom
      nie stała się krzywda z powodu treści, które zamieszcza. Tak się
      realizuje dobro bliźniego - codziennie rzetelnie przykładając się do
      swojej pracy.
      >Nie można
      >spostrzegać tego zdarzenia jako "nabrania się redakcji na
      >podpuchę". Redakcja stworzyła tę "podpuchę" wraz ze mną. Solidarnie
      >i co najmniej tak nieuczciwie, jak ja, posługując się plagiatem. I
      >podłożyła ją czytelnikom...
      >Myślę, że stwierdzeniem, że "95% redakcji dałoby się nabrać" chyba
      >obraża Pan wielu ludzi. Podobnie zresztą, jak większość tych,
      >którzy używają tego argumentu. Proszę spróbować podobnej prowokacji
      >w "Świecie Nauki", ba, niech Pan spróbuje chociażby w dziale
      >Nauka "Gazety Wyborczej" lub "Rzeczpospolitej". Z pięć razy Pana
      >prześwietlą! I nie ma tam tak wielu profesorów i doktorów jak
      >w "Charakterach". Są rzetelni dziennikarze naukowi.

      Może ktoś wie: ile razy i w jaki sposób "prześwietlane" są
      informacje, napływające do działu "nauka" w GW?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka