Gość: Naiwny Ja się wypaliłem IP: *.biaman.pl 20.09.03, 08:19 Doktorat zrobiłem 3 lata temu, wcześniej byłem asystentem. Doktorat zrbiłem dość późno, po 8 latach, bo bardzo zaangażowałem się w pracę na uczelni (konferencje, redkacja wydawnictw o zasięgu światowym, projekty unijne, 2 staże na uczelniach w Europie), a również wziąłem bardzo ambitny temat doktoratu (bez źródeł pisanych na ten temat po polsku). Prawda jest taka, że na większości uczelni to, co robisz i jak, ma znaczenie tylko w momencie sprawozdawczości - jeśli dostarczasz jednostce punktów. W międzyczasie, a więc wtedy, gdy się pracuje - nikogo nie obchodzi co i jak robisz. Stąd najlepiej mają się miernoty, które pracują na uczelniach dla ZUS- u. Ja się wypaliłem. Daję sobie spokój z nauką. 3 lata po obronie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Andrzej Mozna zrobić karierę, ale jest to polska kariera IP: *.acn.waw.pl 20.09.03, 08:20 Z obserwacji faktów wynika, że zdanie o feudalnej strukturze nauki polskiej oddaje rzeczywistość! Warto dodać, że i poziom kultury i emocjonalny polskich naukowców, dość często jest także z tej formacji. A jeśli oba poziomy są niskie (co każdy doświadcza) to i oczywiste jest że wygrywa pośledniość. Szczególnie w naukach społecznych jest to dobrze widoczne. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: grr Re: Mozna zrobić karierę, ale jest to polska kari IP: 141.2.200.* 20.09.03, 16:14 w scislych niestety tez to widac... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: grr Re: Mozna zrobić karierę, ale jest to polska kari IP: 141.2.200.* 20.09.03, 16:14 w scislych niestety tez to widac... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: grr Re: Mozna zrobić karierę, ale jest to polska kari IP: 141.2.200.* 20.09.03, 16:14 w scislych niestety tez to widac... Odpowiedz Link Zgłoś
annalisa1 Strasznie marudzicie 20.09.03, 10:33 Okropnie marudzicie. Na 107 wypowiedzi 2 pozytywne, reszta samo narzekanie. Czy ja mam jakieś wyjątkowe szczęście? Po 5 latach w USA, gdzie zrobiłam d-rat, zdecydowałam się wrócić do Polski. Miałam propozycję dobrych post-doków, ale ciągnęło do domu. Znalazłam etat bez protekcji i przekupstw. Nostryfikacja d- ratu przebiegła bez problemu. Na początku było trudno, ale po kilku miesiącach dostałam stypendium FNP, które pomogło mi zorganizować sobie pracę, poszukać spokojnie grantów i innych możliwości finansowania badań. Teraz (po 6 latach od powrotu) jest tak: "wyciągam" dwie średnie krajowe (pensja, badania, trochę dodatkowych godzin [niewiele], okazjonalne tłumaczenia tego, co i tak mnie interesuje, czasem artykuły do gazet); mam idealne warunki wychowywania dzieci (czas pracy ruchomy, nikt na mnie krzywo nie patrzył, kiedy brałam urlopy: wychowawczy i macierzyński); ROBIĘ TO, CO LUBIĘ; pracuję z ludźmi, którzy potrafią mówić o czymś innym niż tylko o kasie; najnowszą literaturę mam z Internetu; współpracuję z 3 ośrodkami zagranicznymi; mam przyzwoity sprzęt komputerowy; wyjeżdżam na międzynarodowe konferencje. Pewnie, ze fajnie byłoby zarabiać więcej mniejszym nakładem pracy, ale kto wam, drodzy adepci nauki, powiedział, że naukowcy mają zarabiać krocie? Za to, że się robi to, co się lubi (a nie napycha kabzę jakiemuś biznesmenowi, i tak harując dla niego 12 godzin na dobę) też trzeba zapłacić. Czy robić karierę tu, czy tam? Moim zdaniem naukowcy stoją przed takim samym wyborem jak większość innych. Jest tam coś o paziu w pałacu i królu na własnym podwórku, ale dla mnie ważne jest to, że: moje dzieci mówią po polsku, mam blisko moją rodzinę, przyjaciół z dzieciństwa, pory roku, golonkę z kapustą, naszą przaśną polską kulturę i politykę (którą rozumiem bardziej niż inną - np. hydroponiczną kulturę amerykańską - i której częścią się czuję). Ja tam lubię mieć swoje miejsce na ziemi, nie tułać się z uniwerku do uniwerku i mieć poczucie, że może tu - z moim doświadczeniem - mogę się na coś przydać. Tego ostatniego i Wam serdecznie życzę. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Józef Wieczorek CUI BONO? -SPOJRZENIE NA FINANSOWANIE NAUKI IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 20.09.03, 12:59 CUI BONO? - SPOJRZENIE NA FINANSOWANIE NAUKI Tekst wydrukowany w dwumiesięczniku OBYWATEL nr 4 (12) 2003-09-09 Nauka w Polsce jest niedofinansowana. O tym piszą "wszyscy" i wiedzą "wszyscy". Nie wszyscy jednak wiedzą, jak marnotrawione są pieniądze podatnika księgowane po stronie wydatków na naukę, bo nie wszyscy chcą o tym pisać i nie wszyscy chcą opublikować to, co zostanie na ten temat napisane. Media nie przedstawiają prawdziwego obrazu rzeczywistości w nauce. Nie przedstawiają prawdziwego obrazu grupy trzymającej władzę w nauce. A jest to władza niemała, bo autonomiczna i objęta dożywotnim immunitetem. Politycy muszą się liczyć z tym, że opozycja będzie im patrzeć na palce i krytykować. Immunitet polityków jest na czas określony. Jeśli przegrają wybory, immunitet się kończy. W nauce jest inaczej. Raz zdobytego immunitetu nikt uczonym nie odbiera. Nikt nie może uczonych krytykować, bo w nauce polskiej nie ma opozycji. O tym, co się dzieje w nauce polskiej decyduje formalnie środowisko naukowe, ale komisja do spraw tytułu naukowego umocowana jest politycznie, przy premierze. Tytuły profesora "belwederskiego" nadaje prezydent i tylko on może taki tytuł odebrać. Środowisko naukowe nie ma zaufania do samego siebie, skoro nie ceni sobie np. tytułów uczelnianych. Dopiero namaszczenie przez polityka podnosi autorytet naukowców i nadaje im dożywotni immunitet. Taki jest kuriozalny system nauki polskiej i nie ma woli, aby go zmienić. Dla petryfikacji tego stanu rzeczy powołuje się różne centralne komisje, które badają, czy dany podmiot jest lepiej czy gorzej dostosowany do tego kuriozalnego systemu. Jeśli gorzej, to znika. Gorsze wypiera lepsze. Tak działa system nauki polskiej, a nauka przecież winna prowadzić ku lepszemu, a nie ku gorszemu. Trąd w pałacu nauki Znaczna część badań naukowych finansowana jest z budżetu, czyli z kieszeni podatnika. Firmy są na ogół zbyt słabe finansowo, aby opłacać potrzebne im badania. Po co zresztą mają je finansować same, skoro Komitet Badań Naukowych może im dać pieniądze podatnika. Jeśli są dobrze "umocowane", to pieniądze dostaną i - co ciekawe - nie muszą się z nich przed podatnikiem rozliczyć. Jakoś się rozliczają z biurokratami z KBN, ale z czego, tego tak naprawdę nikt nie wie. Coś na podkładkę muszą mieć. Ale co? Tego KBN na ogół nie ujawnia. Część tych firm jest zresztą zakładana przez naukowców. Jako pracownicy instytucji naukowej otrzymują więc pensję i pieniądze na prowadzenie badań, a następnie na dokładkę zarabiają jako członkowie firmy wspieranej często z kieszeni podatnika za pośrednictwem KBN. Niektórzy pracują w kilku instytutach na raz, szczególnie jeśli mają dobre znajomości. Zatrudniają, na przykład jako asystentów, tanią siłę roboczą, która ma pracować dla nich, a jeśli ktoś chce pracować dla nauki, to może stracić pracę. W instytutach z nauką w nazwie produkuje się często bezwartościową sieczkę, co pozwala na rozlicznie się ze statutowych obowiązków wobec KBN. Mało kto z nich chciałby pracować według standardów międzynarodowych. Nie wszędzie tak jest, ale wystarczająco często, żeby o tym pisać. Podam przykład. Od lat prowadzona jest ponoć informatyzacja placówek naukowych, ale gdy pracowałem w instytucie PAN, dostępu do komputera najpierw nie miałem w ogóle. W końcu sekretarka załatwiła mi życzliwie jeden archaiczny i niesprawny komputer, który jej przeszkadzał na biurku. Sprawny komputer służył do "badań" nad układanymi na komputerze pasjansami - wyników tych "wysiłków naukowych" do dziś nie ujawniono. Na to pieniądze były. Dostępu do dobrego "pasjansowego" komputera i laserowej drukarki bronili finansowani z kieszeni podatnika pretorianie. Kiedy złożyłem podanie o grant, wstawiając jako jedną z pozycji zakup komputera, uznano to za postępek nieuzasadniony, podobnie jak wyjazd na międzynarodowy kongres, na którym miałem zaakceptowany referat. Na wyjazdy turystyczne, największe w Polsce (a może i nie tylko w Polsce) biuro podróży działające w KBN, pieniędzy nie szczędzi. Trąd, który panuje w pałacu nauki jest bardzo trudny do uleczenia... Projekty "badawcze" Jednym z kluczowych sposobów rozdziału pieniędzy podatnika na naukę są konkursy na realizację projektów badawczych, tzw. grantów. O rozdziale pieniędzy decydują uczeni. Problem w tym, że decydują w sposób partykularny. Członkowie komisji grantowych najpierw dzielili pieniądze głównie między siebie, uważając zapewne, że skoro zasiadają w jury, więc są najlepsi, zatem im się należy. Co zostało do podziału, dawali swoim rodzinom, kolegom itp. Kryteria genetyczno-towarzyskie, zresztą powszechne w życiu naukowym, decydowały o podziale. Ten proceder nieco ograniczono, ale nie do końca. Kryteria merytoryczne nie są najważniejsze w kwestii podziału pieniędzy podatnika na tzw. badania naukowe. Odrzucone rzekomo z przyczyn merytorycznych projekty po pewnych zmianach są realizowane w jednostkach kierowanych przez członków komisji, oczywiście jako merytorycznie uzasadnione. Faktycznie są to plagiaty koncepcyjne, ale to jest standardem w nauce polskiej. Plagiatorzy mają immunitet. Ich nikt nie ściga. Ściga się tych, którzy by im plagiatorstwo zarzucili. Od początku trwania systemu grantowego, w ciągu 12 już lat jego trwania, zrealizowano ok. 28 tys. projektów. Co one przyniosły oprócz zubożenia kieszeni podatnika? Otóż nie bardzo wiadomo. Na stronie internetowej NIK-u możemy znaleźć taki oto cytat: "Ktokolwiek grosz publiczny do swego rozporządzenia odbiera, wydatek onegoż usprawiedliwić winien". KBN odebrał grosz publiczny do swego rozporządzenia, ale usprawiedliwić tego odebrania bynajmniej nie chce. W sprawie grantów prowadzę od kilku już lat swoiste śledztwo obywatelskie, ale jak na razie bez skutku. Na co wydano pieniądze podatnika, do tej pory nie zdołałem się dowiedzieć. Są co prawda tzw. bazy danych KBN (obecnie na stronie http://www.opi.org.pl) ale są to raczej bazy "niedanych". Bardzo rzadko te "dane" zawierają jakiekolwiek informacje o wynikach realizacji projektów badawczych. Dane ilustrują, że tylko ok. 10% projektów zakończyło się jakimikolwiek publikacjami. Autorzy witryny Polski Cyrk Naukowy (http://www.naukowcy.republika.pl) przykładowo podali dane dla Akademii Medycznych (od roku 1994): Liczba zakończonych projektów: 1423 Przyznana kwota razem: 66 422 351 PLN Liczba projektów zakończonych publikacjami: 137 Fundusze rozliczone: 20 370 714 PLN Tak mniej więcej wyglądają "dane" - podobnie jest w przypadku innych instytucji. Co zrobiono w ramach pozostałych projektów? Nie wiadomo. Nawet ministrowie nauki tego nie wiedzą! Początkowo tłumaczyli mi, że nie prowadzą wykazu rezultatów grantów. Ciekawe, prawda? Księgują, że się coś wydało, ale nie księgują, na co się wydało. Co na to główny księgowy kraju? Ano też nic. Tymczasem na projekty badawcze przeznaczono kilkaset milionów bez usprawiedliwienia przed zainteresowanym podatnikiem. W telewizji, w gazetach i gdzie się tylko da słychać płacz naukowców, że nie mają z czego żyć, za co pracować, z czego finansować badań. Jednak rzetelnych relacji dotyczących tego, na co wydano pieniądze podatnika - nie znajdziemy w tychże gazetach czy programach telewizyjnych. Również od obecnego Ministra Nauki i Informatyzacji Michała Kleibera i jego zastępcy Marka Bartosika nie otrzymałem informacji o wynikach badań zrealizowanych już projektów badawczych, finansowanych z kieszeni podatnika za pośrednictwem KBN. Mimo obowiązywania ustawy o dostępie do informacji obywatel nie ma szans na otrzymanie szczegółowych danych. Utajnianie informacji na temat wyników badań budzi uzasadnione podejrzenie, że takich wyników nie ma, a pieniądze podatnika księgowane po stronie wydatków na naukę, zostały po prostu lekką r Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ANka Mala uwaga IP: *.ifn-magdeburg.de 22.09.03, 10:38 Naukowcy w Polsce korzystaja tez b.czesto z grantow zachodnich. I to jest madre wyjscie - jesli mozliwe do osiagniecia. Mozna sie wtedy uniezaleznic od KBN- u czy PAN-u. Z tego co wiem pieniadze ´z tematu´sa generalnie smieszne i nie starczaja na papier itd.. A co dopiero na sprzet. Jakos wielu zapomina o tym, ze nie tylko jest to mozliwe ale w wielu instytutach i przez konkretne grupy badawcze realizowane. Zdaje sie, ze w tym wzgledzie gazeta nie ma najswiezszych danych... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: inny matematyk Re: Strasznie marudzicie IP: *.mimuw.edu.pl 20.09.03, 13:40 Masz trochę racji - istotnie są w Polsce porządne środowiska naukowe i naukowcy, którzy spokojnie wiążą koniec z końcem zajmując się tym, co ich interesuje (sam mniej więcej się do takich zaliczam, choć może inaczej bym śpiewał, gdybym miał dzieci na utrzymaniu). Ale tym pewnie znacznie mniej chce się pisać na forum niż osobom, które gorzej trafiły (dodajmy do tego nasze narodowe malkontenctwo - ja to wiem, ja to znam, mam to w rodzinie, sam taki jestem ;). Wydaje mi się, że na ogół sytuacja jest nieco lepsza na większych uniwersytetach niż w grajdołach, lepsza w naukach ścisłych niż humanistycznych (bo trochę bardziej przejrzyste kryteria oceny, a w minionym ustroju mniejsze uwikłanie w politykę), lepsza tam, gdzie można obejść się bez drogiej aparatury czy kupowania drogiej najnowszej literatury (czyli matematycy są do przodu, a biochemicy do tyłu) - ale to wszystko raczej oczywiste. Myślę, że zwłaszcza doktoranci mają coraz gorzej - jest ich zbyt wielu (w stosunku do chłonności rynku pracy), nie ma już w zasadzie możliwości robienia doktoratu na asystenturze (wszystkich wysyłają na studia doktoranckie, a często dopiero po zrobieniu doktoratu ma się szansę na stanowisko asystenta), a przede wszystkim - zwłaszcza dla osób, które muszą studiować poza rodzinną miejscowością (a już szczególnie w Warszawie) - jest to piekielnie trudne finansowo. Wytrwać przez pięć lat studiów magisterskich już jest niełatwo, a perspektywa odkładania życia na "po doktoracie", jeśli ma się go zrobić w wieku 28-29 lat, to nie jest nic miłego. Najlepsi i najbardziej zawzięci pewnie wytrwają, ale to nie jest dobra sytuacja. Co do trzeciego etapu podwyżek, to między bajki bym go na razie włożył. Moim zdaniem rozgłaszanie tych dyrdymał przez rząd służy zantagonizowaniu społeczeństwa (patrzcie, jak tym naukowcom dobrze); jednocześnie podwyżki te notorycznie się odkłada i są one w praktyce sporo mniejsze niż to, co można w gazetach przeczytać (trochę jak z min. Łapińskiego oszczędnościami na lekach). Wystarczy zauważyć, że nie było roku, by rząd nie obiecywał zwiększenia wydatków na naukę i oświatę, a jednocześnie od dawna nie było roku, by nakłady te realnie nie zmalały. Kto może wyjechać za granicę, spokojnie dorobi na życie np. na amerykańskiej uczelni (wiele osób ma w końcu dosyć jeżdżenia w te i we wte i zostaje za Atlantykiem) - ale po pierwsze to nie jest rozwiązanie dla całej polskiej nauki, a po drugie - to wyjście nie jest dostępne dla naszych doktorantów. Jeśli wyjadą studiować do USA, to będą amerykańskimi doktorantami, nie polskimi i będą bardziej skłonni zostać amerykańskimi naukowcami, nie polskimi - dla nauki to nie strata, dla Polski często tak. Znam trochę dzieciatych małżeństw, w których oboje małżonkowie są na etapie pisania doktoratów i ich sytuacja finansowa napawa mnie zgrozą. Taki stopień pauperyzacji nie może pozostać bez wpływu na rozwój naukowy. Teraz sam będę miał pod opieką doktoranta i mam nadzieję, że zajmie się on pracą naukową (bo ma do tego spore zdolności). Ale może się skończyć tym, że zajęty zarabianiem na życie nie rozwinie swojego talentu - było już zbyt wiele takich przypadków. Żeby nie kończyć bezproduktywną krytyką - co można by zrobić, żeby poprawić sytuację nie nakładając na podatnika dodatkowych kosztów? Może warto byłoby przyjmować na studia doktoranckie trzy razy mniej osób (to i tak będzie parokrotnie więcej niż kilka lat temu, a poza tym - szczerze mówiąc - wzrost liczby doktorantów wydaje się ściśle związany ze spadkiem ich przeciętnego "poziomu"), ale za to dawać trochę więcej i trochę wyższych stypendiów najlepszym spośród nich, skoro w większości przypadków to z nich będą się rekrutować nasze przyszłe kadry naukowe. Oczywiście wymagałoby to odejścia od oficjalnej hipokryzji, bo teraz uniwersytet, który zdecydowałby się na taki krok samodzielnie, naraziłby się na niską ocenę ze strony komisji akredytacyjnej i ministerstwa (przecież współczynnik skolaryzacji musi nam wzrastać). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Andrzej Strasznie marudzicie IP: *.acn.pl / *.acn.pl 21.09.03, 09:20 Generalnie chodzi o to, że środowisko jest swojskie, ale bardzo ubogie. A te pretensje często wywodzą sie z własnych doświadczeń. Mówi się wychował sie na kamieniu, A co to oznacza większość z nas wie. Nie tylko dzieci chlopskie... To oznacza - obojętność i pozostawienie samemu sobie, ale i ciemnotę. I taka Polska jest z małymi wyjątkami. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maciek Re: Strasznie marudzicie IP: *.p.lodz.pl / *.p.lodz.pl 21.09.03, 18:26 Ja także, z własnego podwórka, chciałbym stwierdzić, że nie wszędzie jest tak źle. Osobiście robię doktorat w zespole, który publikuje dużo i często w czasopismach na światowym poziomie (wyłącznie lista filadejfijska), jak chociażby Journal of Applied Physics. Jeśli idzie o pieniądze, to bardzo dużo kasy dostaliśmy z UE w ramach programu ramowego PR5 (no i liczymy na jeszcze więcej z PR6 ;) ). Pozwoliło to zatrudnić trzech doktorantów (w tym przez pół roku i mnie) Wszystko to tak naprawdę zawdzięcamy profesorowi (będącemu nb. assoc. prof. na jednej z uczelni w Univ. of New Mexico), który potrafił zbudować zespół i stworzyć atmosferę zdecydowanie sprzyjającą wydajnej pracy. Wierzę, że takich zespołów jest więcej i w nich właśnie tkwi nadzieja polskiej nauki. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Andrzej Strasznie marudzicie IP: *.acn.pl / *.acn.pl 21.09.03, 21:10 No jeżeli jest nadzieja w młodych zespołach, które są otwarte na światowy dorobek, to jestem podniesiony na duchu. Jednak chciałem zauważyć, że dla mnie najważniejsze jest co sam widzę i słyszę, a jakiś tydzień temu byłem na swoim wydziale i pytałem studentów czy zwyczaje kadry naukowej, czyli lanie z góry, się zmieniły, i dostałem odpowiedź, że wszystko jest po staremu... A potem poszedłem do ZUS-u, i niemoty tam pracujące zupełnie mnie zdołowały. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Obywatel Swiata Polak na naukowych Saksach! IP: *.proxy.aol.com 20.09.03, 15:18 Absolutni nie. W latach 50, 60, 70 i 80 nauka byla upolityczniona. Szef katedry lub instytutu byl zwykle komunistycznym pacholkiem, a nie naukowcem. Ci ludzie zniszczyli nauke Polska. Zreszta wielu z nich dalej jest na stolkach. Habilitacje z konca lat 1970 i z lat 1980-ych, kiedy Polska byla zacofana ekonomicznie, byly przywozone z zagranicy, poprzez tych ktorzy dzieki powiazaniom z KCPZPR uzyskiwali paszporty. (Tak! Staz naukowy w USA i RFN byl mozliwy po rekomendacji PZPR-u!). Tak wiec czloknowie PZPR jezdzili na "sataze" do USA i NRF, pracowali jako post-doc's zarabiajac ok $12,000 rocznie, byli wiec tzw. wyzszymi technikami z Europy Wschodniej, i kradli co popardnie. Glownie wyniki badan i koncepty naukowe, na ktore ich szef otrzymal federalny grant. Potem przywozili wyniki do PRL-u i habilitacja byla gotowa. Jestem w posiadaniu listy polskich naukowcow (przynalezacych do PZPR), ktorzy w latach 1978 do 1989 przebywali w USA na stypendiach naukowych i kradli wyniki badan. Kilku z nich jest teraz rektorami wyzszych uczelni w Polsce. Kilku z nich mialo nawet procesy o kradziez wynikow. Teraz Polakom nie oplaca sie wyjezdzac do USA bo stypendia sa niewielkie, i maja ostra konkurencje od wyksztalconych Chinczykow (zatrudnianych tutaj za $12,000 rocznie, i Hindusow). Malo ktory Polak zrobil prawdziwa kariere naukowa na zachodzie. Tylko paru Polakow bylo zdolnych uzyskac stale pozycje uniwersyteckie na szczeblu Associate Professor lub Professor. Ta grupa z reguly nie utrzymuje kontaktow z reszta Polakow w USA lub kraju. Pozostali pracuja jako research associates lub instructors i maja czesty kontakt z Krajem i wypisuja takie bzdury jakie mozna przeczytac w Danuty Zagrodzkiej publikacji. PS. Czy interesuje kogos lista, ktorej jeste Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jw Re: Polak na naukowych Saksach! IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 20.09.03, 16:07 Gość portalu: Obywatel Swiata napisał(a): > Absolutni nie. W latach 50, 60, 70 i 80 nauka byla upolityczniona. Szef katedry > lub instytutu byl zwykle > komunistycznym pacholkiem, a nie naukowcem. Ci ludzie zniszczyli nauke Polska. > Zreszta wielu z nich dalej > jest na stolkach. Habilitacje z konca lat 1970 i z lat 1980- ych, kiedy Polska b > yla zacofana ekonomicznie, byly > przywozone z zagranicy, poprzez tych ktorzy dzieki powiazaniom z KCPZPR uzyskiw > ali paszporty. (Tak! Staz > naukowy w USA i RFN byl mozliwy po rekomendacji PZPR-u!). Tak wiec czloknowie P > ZPR jezdzili na "sataze" do > USA i NRF, pracowali jako post-doc's zarabiajac ok $12,000 rocznie, byli wiec > tzw. wyzszymi technikami z > Europy Wschodniej, i kradli co popardnie. Glownie wyniki badan i koncepty nauko > we, na ktore ich szef otrzymal > federalny grant. Potem przywozili wyniki do PRL-u i habilitacja byla gotowa. Je > stem w posiadaniu listy > polskich naukowcow (przynalezacych do PZPR), ktorzy w latach 1978 do 1989 prze > bywali w USA na stypendiach > naukowych i kradli wyniki badan. Kilku z nich jest teraz rektorami wyzszych ucz > elni w Polsce. Kilku z nich > mialo nawet procesy o kradziez wynikow. Teraz Polakom nie oplaca sie wyjezdzac > do USA bo stypendia sa > niewielkie, i maja ostra konkurencje od wyksztalconych Chinczykow (zatrudnianyc > h tutaj za $12,000 rocznie, i > Hindusow). Malo ktory Polak zrobil prawdziwa kariere naukowa na zachodzie. Tylk > o paru Polakow bylo zdolnych > uzyskac stale pozycje uniwersyteckie na szczeblu Associate Professor lub Profes > sor. Ta grupa z reguly nie > utrzymuje kontaktow z reszta Polakow w USA lub kraju. Pozostali pracuja jako r > esearch associates lub > instructors i maja czesty kontakt z Krajem i wypisuja takie bzdury jakie mozna > przeczytac w Danuty > Zagrodzkiej publikacji. PS. Czy interesuje kogos lista, ktorej jeste -------- Owszem . Mnie interesuje. kontakt: jwieczorek@ans.pl Z góry dziękuje Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Obywatel swiata Re: Polak na naukowych Saksach! IP: *.proxy.aol.com 20.09.03, 17:32 Musze sie najpierw dowiedziec jakie masz plany co do tej listy? Mam na liscie "naukowcow" z Poznania, Katowic, Warszawy, Wroclawia, Lublina i Gdanska Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Michal Re: Polak na naukowych Saksach! IP: *.indy.rr.com 20.09.03, 16:23 Gość portalu: Obywatel Swiata napisał(a): > Malo ktory Polak zrobil prawdziwa kariere naukowa na zachodzie. Tylk > o paru Polakow bylo zdolnych > uzyskac stale pozycje uniwersyteckie na szczeblu Associate Professor lub Profes > sor. Ciekawa opinia. U mnie na wydziale liczacym okolo 30 osob pracuje 4 Polakow na stanowiskach Associate Professor i Professor. Czyzby to wlasnie bylo tych paru? :-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Obywatel Swiata Re: Polak na naukowych Saksach! IP: *.proxy.aol.com 20.09.03, 17:25 Gos´c´ portalu: Michal napisa?(a): > Gos´c´ portalu: Obywatel Swiata napisa?(a): > > > Malo ktory Polak zrobil prawdziwa kariere naukowa na > zachodzie. Tylk > > o paru Polakow bylo zdolnych > > uzyskac stale pozycje uniwersyteckie na szczeblu Associate > Professor lub Profes > > sor. > > Ciekawa opinia. U mnie na wydziale liczacym okolo 30 osob > pracuje 4 Polakow na stanowiskach Associate Professor i > Professor. Czyzby to wlasnie bylo tych paru? :-) Chyba pracujesz w Studium Jezykow Slowianskich. Jesli masz liste podaj. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Michal Re: Polak na naukowych Saksach! IP: *.indy.rr.com 20.09.03, 19:33 > Chyba pracujesz w Studium Jezykow Slowianskich. Jesli masz liste podaj. Nie. Na matematyce. I ogolnie rzecz biorac, polscy matematycy nie maja trudnosci w awansach na amerykanskich uczelniach. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kadi Re: Polak na naukowych Saksach! IP: *.proxy.aol.com 21.09.03, 03:52 Zgadzam sie z toba. Na moim uniwersytecie (medycznym)jest 5 polakow na stanowsku full professor (2) i associate (3). Praktycznie na kazdym uniwersytecie z jakim mialem kontakt jest kilku-kilkunastu polakow z gronie faculty i mowie tu tylko o absowentach polskich uczelni a nie polskim pochodzeniu. A po za tym ja nie slyszalem o pensji 12 tysiecy dla postdoca, przynajmniej od 10 lat. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: BangBang Re: Polak na naukowych Saksach ? IP: 129.81.192.* 20.09.03, 17:02 "Obywatelu"... znam przynajmniej dwa, lub trzy tuziny Polakow, ktorzy pracuja w USA na poziomie "associate", czy "full professor". Skad wiece czerpiesz swoja wiedze? P.S. Te 12 tys. US$, o ktorych piszesz to obecnie moze byc wysokosc stypendium dla studenta na poziomie "master", lub (bardzo kiepskiego...) stypendium doktoranckiego. W chwili obecnej nawet zaden Chinczyk (z Chin Ludowych...) dyponujacy doktoratem nie bedzie pracowal za takie pieniadze!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Obywatel Swiata Re: Polak na naukowych Saksach ? IP: *.proxy.aol.com 20.09.03, 17:23 Gos´c´ portalu: BangBang napisa?(a): > "Obywatelu"... znam przynajmniej dwa, lub trzy tuziny Polakow, > ktorzy pracuja w USA na poziomie "associate", czy "full > professor". Skad wiece czerpiesz swoja wiedze? > > P.S. Te 12 tys. US$, o ktorych piszesz to obecnie moze byc > wysokosc stypendium dla studenta na poziomie "master", > lub (bardzo kiepskiego...) stypendium doktoranckiego. > W chwili obecnej nawet zaden Chinczyk (z Chin Ludowych...) > dyponujacy doktoratem nie bedzie pracowal za takie pieniadze!!! Podaj wiec liste Polakow (wyksztalconych w PRL-u), ktorzy maja tenure i pracuja na pozycjach Associate Professor/Professor. Te $12,000 to byly zarobki dla polskich post-docow w latach 1970-80. Chinczycy dalej zatrudniaja sie za $12-17 k rocznie. Mam ich paru Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: inny matematyk Re: Polak na naukowych Saksach ? IP: *.mimuw.edu.pl 20.09.03, 17:55 Gość portalu: Obywatel Swiata napisał(a): > Gos´c´ portalu: BangBang napisa?(a): > > > "Obywatelu"... znam przynajmniej dwa, lub trzy tuziny Polakow, > > ktorzy pracuja w USA na poziomie "associate", czy "full > > professor". Skad wiece czerpiesz swoja wiedze? > > > > P.S. Te 12 tys. US$, o ktorych piszesz to obecnie moze byc > > wysokosc stypendium dla studenta na poziomie "master", > > lub (bardzo kiepskiego...) stypendium doktoranckiego. > > W chwili obecnej nawet zaden Chinczyk (z Chin Ludowych...) > > dyponujacy doktoratem nie bedzie pracowal za takie pieniadze!!! > > Podaj wiec liste Polakow (wyksztalconych w PRL-u), ktorzy maja tenure i pracuja > na pozycjach Associate > Professor/Professor. Te $12,000 to byly zarobki dla polskich post-docow w latac > h 1970-80. Chinczycy dalej > zatrudniaja sie za $12-17 k rocznie. Mam ich paru Obywatelu, nie p... bez sensu! Samych matematyków urodzonych w Polsce i mających posady profesorskie (nie żadne Assistant Professor i na niezłych uczelniach)znalazłoby się na pęczki, sam znam paru. A żeby odpowiedzieć na Twoje konkretne pytanie, nie trzeba nawet obracać się w środowiskach naukowych - wpisz do przeszukiwarki Google (www.google.com) np. "+Poland +Professor +CA" (to ostatnie, żeby zawęzić poszukiwania do rozsądnych rozmiarów) i na pierwszych kilku stronach już znajdziesz parę spełniających Twoje wymagania osób. A trzeba zauważyć, że ten sposób wyszukiwania jest nad wyraz prymitywny, wiec i mało efektywny (większość wyników nie jest interesująca). Jeśli się trochę przyłożyć i sprytniej poszukać, to zapewne w kilka godzin można by znaleźć setki przykładów. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jacek Re: Polak na naukowych Saksach ? IP: *.netinfo3.net.ubc.ca 20.09.03, 21:07 Sprawdz sobie chociazby wydzial informatyki na uniwersytecie w Ottawie - masz tam dwoch profesorow z Polski (wyjechali z Polski ze stopniami doktora) - a to tylko jedna uczelnia i jeden wydzial. Ja znam chociazby ze sluchania rozmow mojego ojca (matematyka) moglbym wymienic kilkunastu matematykow polskich na uczelniach amerykanskich, ktorzy pracuja na stanowiskach profesora (znow tylko jedna dyscyplina). Nie znaczy to, ze kazdemu Polakowi udaje sie taka posade z latwoscia uzyskac, ale nie przesadzajmy tez, twierdzac ze nikomu sie udalo. Pozdrawiam (z Vancouver, gdzie tez slyszlem o kilku polskich profesorach na rozmaitych wydzialach) Jacek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pawelek Re: Polak na naukowych Saksach ? IP: *.nrockv01.md.comcast.net 21.09.03, 02:52 Wydaje mi sie, ze Obywatel Swiata nie ma najmniejszego pojecia o zasadach placenia postdokom. Ostatnio poczatkowa pensja w NIH to min. 35000$. Sprawy te sa regulowane przez NIH i HHS. Wszyscy moi znajomi Chinczycy wlasnie tyle dostali zaraz po doktoracie. Czy Polacy sa na amerykanskich uczelniach? Tak, sa. Oczywiscie, nie jest ich tylu, ilu bym chcial, ale jednak wciaz ich przybywa. Ja przez kilka lat pracowalem w czysto polskim laboratorium immunologicznym (szef + pieciu postdokow). Polski, a nie mandarynski byl przez pewien czas jezykiem dominujacym na calym pietrze naszego instytutu (ok. 15 osob). W sasiednich budynkach tez byli polscy profesorowie. Jestem przekonany, ze kilku z moich owczesnych kolegow ma przed soba calkiem dobra przyszlosc w nauce i medycynie. Ja rowniez radze sobie calkiem niezle, bo wlasnie robie fellowship z bardzo atrakcyjnej dziedziny medycyny w Bethesda, MD. Gdzie sie robi kariere? Mysle, ze w mim przypadku odpowiedz jest dosc prosta. Pozdrowienia! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: XY piszesz bzdury Obywatelu! IP: *.nrockv01.md.comcast.net 20.09.03, 17:56 Po pierwsze sprawdz jaka jest aktualna stawka wynagrodzen dla post-dokow (znajdziesz to na stonie www.nih.gov). 12 tys nawet Ph.D. student nie zarabia. Robie drugi post-dok i mam gorny zakres placy ustalony przez NIH czyli 48 tys rocznie. Czy to jest malo? Wysoko wyksztalceni Chinczycy? Jesli pracujesz naukowo w Stanach to wiesz jaka jest opinia o Chinczykach ("fast and dirty"). Chcialbym znac te liste, ktora masz w posiadaniu. Moze Obywatelu Swiata jestes panem Tyminskim? Krasc projekty badan? O czym Ty mowisz? Znam wielu Polakow, ktorzy maja tenure i utrzymuja kontakt z Polska. Zreszta czy ktos utrzymuje czy nie kontaktu z Ojczyzna to moze nie jest jedynie sprawa sukcesu. Kolejny zdesperowany Polak na obczyznie! Uzyskanie pozycji tenure wymaga duzo pracy. Polacy, podobnie jak inni obcokrajowcy maja rowne szanse uzyskaniu etatu na amerykanskiej uczelni. Wszysto zalezy od tego co naukowo osiagneli. Odpowiedz Link Zgłoś
cabrielagasey Re: Polak na naukowych Saksach! 21.09.03, 01:55 A ja mam cztery doktoraty, nawet z Harfardu. Niedouczeni jestescie, zawsze bedziecie narzekali. A ja mam dopiero 30 lat Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jan K. Re: Polak na naukowych Saksach! IP: *.asm.bellsouth.net 21.09.03, 12:35 Czy Szanowny Obywatel ma tą listę w teczce otrzymanej of Tymińskiego? Jan K. Odpowiedz Link Zgłoś
michal25arizona Re: Polak na naukowych Saksach! 21.09.03, 18:46 Gość portalu: Obywatel Swiata napisał(a): > Absolutni nie. W latach 50, 60, 70 i 80 nauka byla upolityczniona. Szef katedry > lub instytutu byl zwykle > komunistycznym pacholkiem, a nie naukowcem. Ci ludzie zniszczyli nauke Polska. > Zreszta wielu z nich dalej > jest na stolkach. Habilitacje z konca lat 1970 i z lat 1980- ych, kiedy Polska b > yla zacofana ekonomicznie, byly > przywozone z zagranicy, poprzez tych ktorzy dzieki powiazaniom z KCPZPR uzyskiw > ali paszporty. (Tak! Staz > naukowy w USA i RFN byl mozliwy po rekomendacji PZPR-u!). Tak wiec czloknowie P > ZPR jezdzili na "sataze" do > USA i NRF, pracowali jako post-doc's zarabiajac ok $12,000 rocznie, byli wiec > tzw. wyzszymi technikami z > Europy Wschodniej, i kradli co popardnie. Glownie wyniki badan i koncepty nauko > we, na ktore ich szef otrzymal > federalny grant. Potem przywozili wyniki do PRL-u i habilitacja byla gotowa. Je > stem w posiadaniu listy > polskich naukowcow (przynalezacych do PZPR), ktorzy w latach 1978 do 1989 prze > bywali w USA na stypendiach > naukowych i kradli wyniki badan. Kilku z nich jest teraz rektorami wyzszych ucz > elni w Polsce. Kilku z nich > mialo nawet procesy o kradziez wynikow. Teraz Polakom nie oplaca sie wyjezdzac > do USA bo stypendia sa > niewielkie, i maja ostra konkurencje od wyksztalconych Chinczykow (zatrudnianyc > h tutaj za $12,000 rocznie, i > Hindusow). Malo ktory Polak zrobil prawdziwa kariere naukowa na zachodzie. Tylk > o paru Polakow bylo zdolnych > uzyskac stale pozycje uniwersyteckie na szczeblu Associate Professor lub Profes > sor. Ta grupa z reguly nie > utrzymuje kontaktow z reszta Polakow w USA lub kraju. Pozostali pracuja jako r > esearch associates lub > instructors i maja czesty kontakt z Krajem i wypisuja takie bzdury jakie mozna > przeczytac w Danuty > Zagrodzkiej publikacji. PS. Czy interesuje kogos lista, ktorej jeste 12K$ rocznie ??? Nie wiem kto by sie podjal czegos takiego. Ja jako doktorant na University of Arizona (wydzial chemii) mialem ponad 19K$. Tak samo mieli ci hindusi i chinczycy. teraz, po przeniesieniu jestem na GeorgiaTech i mam tysiac wiecej rocznie. Tak samo ci hindusi i chinczycy. Poza tym ... To co piszesz o polskich naukowcach (ze nie maja szans na stanowisko profesora w USA) to jakas bzdura. Na wydziale chemii UA byl jeden polski profesor (pelna posada profesora), na inzynieryjnym bylo dwoch, na otyce bylo chyba dwoch. takze ja nie wiem skad ty masz takie informacje. A z ta lista "kradnacych profesorow" tez moglbys spuscic z tonu. Mozesz przez to skrzywdzic niewinne osoby, a publikujac czy pokazujac te liste ludziom nic nie zyskasz. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: CZystaGra Oszustwa w nauce IP: *.mrb.temple.edu 20.09.03, 15:26 Zapomieli tylko dodac ze ta presja w Ameryce powoduje narastajaca ilosc oszustw. Odpowiedz Link Zgłoś
alex.4 Re: Oszustwa w nauce 20.09.03, 15:28 a w Polsce ma byc moze lepiej? Poziom doktoratów i habilitacji jest często żałosny. A przepisywanie prac jest na porządku dziennym... Pozdr Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zyx NIE dla patentow na idee!!! IP: *.dip.t-dialin.net 20.09.03, 15:33 Kochani, prosze odstawcie na chwile te dyskusje na boku i wpiszcie sie na liste pod protestem przeciwko patentom na idee i software w EU. Zrobcie to teraz i zaraz, bo inaczej obudzicie sie - byc moze juz we wtorek, po debacie w Strassburgu - z "reka w nocniku". Apleluje do wszystkich jeszcze myslacych - robcie cos, dzialajcie i nie myslcie, ze to ktos za was zrobi. Glupota jest w natarciu! Nie tylko w Polsce, ale takze w Waszej przyszlej EUROPIE! Petycja do Parlamentu Europejskiego: petition.eurolinux.org/ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Andre Re: NIE dla patentow na idee!!! IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 20.09.03, 16:12 Czytam, czytam i jakoś nic nie rozumię. Pytanie tylko brzmi: Dlaczego??? Reszta jest Milczeniem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: BangBang Re: Do "Andre" IP: 129.81.192.* 20.09.03, 17:07 "Andre", czy "Andrzeju" (byc moze piszacy pod jeszcze kilkoma innymi pseudonimami...)! Jezeli tak czytasz i czytasz, i nic nie rozumiesz to przestan czytac, prosze! A jeszcze lepiej - pisac... Reszta jest milczeniem! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jan K. Re: NIE dla patentow na idee!!! IP: *.asm.bellsouth.net 20.09.03, 23:37 Wyklęty powstań ludu Ziemi! Najpierw software za darmo dla mas. Potem chleb, potem samochody, potem marijuana, a potem po dwie dziewczyny dla każdego! Niech żyje socjalizm!!! Jan K. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: elektryk Re: NIE dla patentow na idee!!! IP: *.senet.pl 21.09.03, 18:01 Gość portalu: Jan K. napisał(a): > Najpierw software za darmo dla mas. Potem chleb, potem samochody, potem > marijuana, a potem po dwie dziewczyny dla każdego! Kolejny ignorant który nie rozumie różnicy między patentem a prawem autorskim. Taki banalny przykład wyobraź sobie że ktoś by posiadał patent na twierdzenie Pitagorasa. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: krotko i wezlowato Re: Czy w Polsce można zrobić karierę w nauce? IP: *.nowa-wies.sdi.tpnet.pl 20.09.03, 16:40 Tak naprawde to nie wiem o czym jest ten artykul. Pare banalow i nic wiecej. A jest o czym pisac! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Obywatel Swiata Re: Czy w Polsce moz˙na zrobic´ kariere˛ w nauce? IP: *.proxy.aol.com 20.09.03, 17:16 Nie mozna! W latach 50, 60, 70 i 80 nauka byla upolityczniona. Szef katedry lub instytutu byl zwykle komunistycznym pacholkiem, a nie naukowcem. Ci ludzie zniszczyli nauke Polska. Zreszta wielu z nich dalej jest na stolkach. Habilitacje z konca lat 1970 i z lat 1980-ych, kiedy Polska byla zacofana ekonomicznie, byly przywozone z zagranicy, poprzez tych ktorzy dzieki powiazaniom z KCPZPR uzyskiwali paszporty. (Tak! Staz naukowy w USA i RFN byl mozliwy po rekomendacji PZPR-u!). Tak wiec czloknowie PZPR jezdzili na "sataze" do USA i NRF, pracowali jako post-doc's zarabiajac ok $12,000 rocznie, byli wiec tzw. wyzszymi technikami z Europy Wschodniej, i kradli co popadnie. Glownie wyniki badan i koncepty naukowe, na ktore ich szef otrzymal federalny grant. Potem przywozili wyniki do PRL-u i habilitacja byla gotowa. Jestem w posiadaniu listy polskich naukowcow (przynalezacych do PZPR), ktorzy w latach 1978 do 1989 przebywali w USA na stypendiach naukowych i kradli wyniki badan. Kilku z nich jest teraz rektorami wyzszych uczelni w Polsce. W Polsce powojennej nigdy nie bylo nauki. Nikt tam zerszta jej nie potrzebuje. Nawet Prezydent nie ma magisterium. PS. Poprzednia moja wypowiedz usunieto. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ay Re: Czy w Polsce moz˙na zrobic´ kariere˛ w nauce? IP: *.caregroup.org 20.09.03, 18:50 Zupelnie z innej beczki.. Patrzac na historie nauki polskiej ostatni kilkudziesieciu lat (pisze o naukach biomedycznych)... Nie nalezy tak jej krytykowac... Tak naprawde nauka w Polsce popsula sie po stranie wojennym... Do konca lat siedemdziesiatych wiele prac z polski publikowane bylo w Science, Nature, Lancet, NEJM i reprezentowaly napraede swiatowy poziom..... Mialem okazje pracowac pod Profesorem ktory mial dwie Natury, PNAS itp..... Pytanie brzmi co sie stalo ze wiekszosci z tych ludzi juz nie udaje sie popchnac prac tak wysoko..... Czemu nie wychowali sobie potomkow ktorzy byliby zdolnie to zrobic... Wiem ze w czsci na pewno odpowiedzialne sa za to pieniadze i pozostanie wiernym swym zasada... Nie chcesz wejsc w uklady to ich nie masz na pewno.. Czasem sytuacja jest bardzo karykaturalna, czasem nie az tak.... Jest nadal w Polsce kikanascie grup ktore robia nauke na swiatowym poziomie, pytanie brzmi jak wiele z nich wytrzyma.... MYsle ze Nowe osrodki ktore powstaja w Polsce - "pociotki" MAx-Planck czy Unesco w Polsce - sa swietnym rozwiazaniem... Nalezy tylko miec nadzieje, ze stary system nie umoczy "swych laps" w tych nowych osrodkach.... Zaleta ich jest rozwniez finansowanie m.in. z EU (troche bardziej skomplikowane systemowo niz USA).. Otwieraja one droge mlodym i starym ale zdolnym... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Paweł Re: Czy w Polsce można zrobić karierę w nauce? IP: *.ibc.de.easynet.net 20.09.03, 18:46 Sam jestem doktorantem. Obecnie w Niemczech. Przez prawie rok studiow doktoranckich na warszawskiej uczelni (stypendium 760 PLN) przy dodatkowej pracy w lecznicy (za 900 PLN) dało się wyżyć, przy jednym-dwu dniach wolnych w miesiącu (!!!). Ile tak można? Jak można się podzielić, by być efektywnym w obu miejscach jednocześnie? Mówiąc szczerze, już po pół roku miałem dość, fizycznie. Do tego klarowne perspektywy szybko zaczęły mętnieć; po zagłębieniu się w świat polskich naukowców, gdzie jeden profesor przed drugim tylko pokazuje, kto tu rządzi, gdzie doktorant jest niczym, wykorzystywany na każdym kroku przez uczelnię, gdzie niemożliwa jest jakakolwiek współpraca między ośrodkami (samo nazwisko promotora powoduje, że druga strona odkłada np. słuchawkę) - miałem serdecznie dosyć. Zmęczenie fizyczne i psychiczne, ciągły stres, brak postępów w badaniach spowodowany brakiem dostępu do danych, blokowanie inicjatyw (nawet na własnym podwórku) - tego było już za wiele. Przypadkiem "załapałem się" na pracę w Niemczech. Mam w miarę przyzwoite zarobki (w dawnych wschodnich landach zarabia się nie aż takie kokosy), pracowników technicznych, dostęp do wszelkich danych, jakie potrzebuję. Jest mi dobrze. Kłopoty w pracy są i będą, to jest oczywiste, tyle że dobry szef i możliwość poświęcenia całego czasu na naukę pozwalają je przezwyciężyć. Brakuje jedynie zajęć ze studentami - coś za coś. Ale podsumowując - naukę w Polsce można robić, gdy się jest bogatym, "siedzi" w modnej dziedzinie (granty) i ma dobre "plecy". Wiedza nie wystarcza (sam byłem najlepszy na roku). Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: m, Re: BIEDA , ZE AZ PISZCZY.... IP: *.proxy.aol.com 20.09.03, 19:40 ...zapewniam was...ze powyzej $100tys rocznie...zaczyna sie myslec inaczej... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wals Re: Czy w Polsce można zrobić karierę w nauce? IP: *.sosnowiec.sdi.tpnet.pl 20.09.03, 21:15 Tak oczywiście , pod warunkiem że jest to nauka jazdy i jest się egzaminatorem . Można kasować po 500 zł za każdy ,,zdany'' egzamin. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: a. Re: Czy w Polsce można zrobić karierę w nauce? IP: *.dsl.emhril.ameritech.net 20.09.03, 23:27 nie iwem na ile mozna zrobic jakiekolwiek badania jesli nie ma na to pieniedzy!! od kilku lat jestem w USA i pracuje w laboratorium uniwersyteckim, neurobiologia. im dluzej tam jestem tym bardziej zdaje sobie sprawe ile peiniedzy kosztuja badania- od dobrego sprzetu, odczynnikow az po prenumerate wiadacych czasopism naukowych. nie mowie ze to jest najwazniejsze, ale bez tego naprawde trudno jest prowadzic badania, przynajmniej w biologii. doswiadczylam tego w polsce. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ANka Do a - naukowca ?! IP: *.ifn-magdeburg.de 21.09.03, 00:03 Prenumeruja instytuty i biblioteki. Samodzielnie raczej nikt sie za to nie bierze. W Polsce w wielu instytutach nie jest z tym tak zle. Co do odczynnikow - najgorzej w molekularnej. Tam oszczedza sie nawet na rekawiczkach... Co to sa ´wiodace´pisma? Chyba specjalistyczne. Granty umozliwiaja badania na calkiem niezlym poziomie. Problemem jest kontakt mlodych naukowcow z innymi naukowcami (raczej nie tylko z Polski), rozeznanie w tym co sie (b. aktualnie) dzieje w danym temacie, w nowych metodach i podejsciach. Problem stanowi tez fakt, ze z niewiadomych przyczyn w biologii ostatnio promuje sie prawie wylacznie bad. molekularne, co jest smieszne bo to tylko jedna z dziedzin. Neurofizjologia np. nauka dzis b. preznie rozwijajaca sie jest zakopana gdzies w naukach medycznych i ochronie zdrowia. A chodzi tu wlasnie o badania podstawowe, bez ktorych nie ma mowy o postepie zarowno w biol. jak i medycynie... Zalosne, ze w Polsce tak mala wage sie do nich przywiazuje. A przeciez chodzi o to co najwazniejsze czyli zmysly i mozg.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jerzy D. Leszek Kaczmarek IP: *.asm.bellsouth.net 20.09.03, 23:29 "Niestety w Polsce już od szkoły równa się do najgorszych - twierdzi prof. Leszek Kaczmarek, który sam został profesorem przed czterdziestką, a dziś (46 l.) jest przewodniczącym Wydziału Nauk Biologicznych PAN, w "Nenckim" zaś prowadzi aż 20 doktorantów." W Polsce nie da się zrobic kariery właśnie z powodu takich ludzi, jak Kaczmarek. Jest to partyjna szuja od czasów chyba szkoły średniej. Jako student, współpracował z UB i dzięki znajomościom w kręgach ubeckich został profesorem a potem członkiem PAN. Popiera tylko ludzi, którzy nie moga mu zagrozić i doskonale korzysta z układów i feudalizmu. W nauce tak jak w polityce panuja młodzi ubecy. Dopóki nie skieruje się ich do kopania rowów, nic się nie zmieni. Jerzy D. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ANka Pomowienia IP: *.ifn-magdeburg.de 20.09.03, 23:48 To b. nieladna rzecz. Podobnie nieladna jak kupowanie doktoratow, choc dla osob, ktore to robia radosc tylko chwilowa. W pracy liczy sie to co sie umie i to co zrobilo... i mozna zrobic. Leszek Kaczmarek b. duzo publikuje. Jest wydajnym naukowcem, szanowanym na zachodzie. To ze ma zdecydowanie za duzo doktorantow akurat teraz to fakt - nienajlepszy (ja nie popieram). Choc kazdy doktorant wie, ze jesli chodzi o sukcesy (w Polsce) to liczy sie tak naprawde nie temat pracy a osoba promotora.. Fakt jest pewno tez taki, ze osobie przyjmowanej na studia doktoranckie latwiej sie dostac na te studia, gdy promotorem ma byc wlasnie p. Kaczmarek.. Nie wyklucza to jednak umiejetnosci i talentow promowanych osob. Lepiej sie powstrzymac od tego typu komentarzy. Jezeli w czyms przeszkadzaja ´uklady´ to siegaja one wyzej i dalej i dot. wielu osob- ale raczej tych na stolkach dyrektorskich w instytutach.. To taka drobna uwaga. Posadzenia o UB lepiej zachowac dla przerosnietych gryzoni. Niepozdrawiam... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pies Re: Pomowienia IP: *.ma.charter.com 21.09.03, 03:20 Gość portalu: ANka napisał(a): > To b. nieladna rzecz. Podobnie nieladna jak kupowanie doktoratow, choc dla osob > , > ktore to robia radosc tylko chwilowa. W pracy liczy sie to co sie umie i to co > zrobilo... i mozna zrobic. > Leszek Kaczmarek b. duzo publikuje. Jest wydajnym naukowcem, szanowanym na > zachodzie. To ze ma zdecydowanie za duzo doktorantow akurat teraz to fakt - > nienajlepszy (ja nie popieram). Choc kazdy doktorant wie, ze jesli chodzi o > sukcesy (w Polsce) to liczy sie tak naprawde nie temat pracy a osoba promotora. > . > Fakt jest pewno tez taki, ze osobie przyjmowanej na studia doktoranckie latwiej > sie dostac na te studia, gdy promotorem ma byc wlasnie p. Kaczmarek.. > Nie wyklucza to jednak umiejetnosci i talentow promowanych osob. > Lepiej sie powstrzymac od tego typu komentarzy. Jezeli w czyms przeszkadzaja > ´uklady´ to siegaja one wyzej i dalej i dot. wielu osob- ale raczej tych na > stolkach dyrektorskich w instytutach.. To taka drobna uwaga. > Posadzenia o UB lepiej zachowac dla przerosnietych gryzoni. > Niepozdrawiam... a ty ANka jak tytul masz, ze tak paszczysz? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jan K. Re: Pomowienia IP: *.asm.bellsouth.net 21.09.03, 04:02 Pewno tytuł ubeczkolożki i broni kolegę po fachu. Jeśli się chce poprawić złą sytuację (wszyscy się zgadzają, że sytuacja w nauce polskiej jest zła), to należy dokładnie zdiagnozować problem. Jak z polityką, zacząłbym od lustracji i skierowania na roboty przymusowe tych, którzy skorzystali z układów z czasów panowania czerwonych i ubectwa na szkodę normalnych ludzi. Profesor Leszek Kaczmarek, znany dawniej jako "student Kaczmarek" (tak się przedstawiał) jest przykładem na patologię systemu. To cóż, że dwudziestu doktorantów ma u niego otwarte przewody doktorskie za pieniądze podatników. Jak mówił Pietrzak, przewody można zatkać a Kaczmarka skierować do łopaty. Popieram także propozycję zgłoszoną przez innego dyskutanta, że likwidacja habilitacji, docentury i mianowania przez Prezydenta (Radę Państwa?) na stanowisko profesora jest konieczna. Profesor to stanowisko a nie tytuł naukowy i z racji starszeństwa i układów nic nie powinno się nikomu należeć. Polska Akademia Nauk powinna być rozwiązana jako instytucja zapewniająca pracę i zaszczyty dla grupki wybranych przez gremium, stworzone za komuny. Instytuty PAN powinny przejść pod zarząd Ministerstwa Nauki albo ludzi z ulicy. Byłoby to zdrowsze, niż nepotyzm i feudalizm Akademii. Jan K. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pies Re: Pomowienia IP: *.ma.charter.com 21.09.03, 04:50 Gość portalu: Jan K. napisał(a): > Pewno tytuł ubeczkolożki i broni kolegę po fachu. > > Jeśli się chce poprawić złą sytuację (wszyscy się zgadzają, że sytuacja w nauce > > polskiej jest zła), to należy dokładnie zdiagnozować problem. Jak z polityką, > zacząłbym od lustracji i skierowania na roboty przymusowe tych, którzy > skorzystali z układów z czasów panowania czerwonych i ubectwa na szkodę > normalnych ludzi. Profesor Leszek Kaczmarek, znany dawniej jako "student > Kaczmarek" (tak się przedstawiał) jest przykładem na patologię systemu. To > cóż, że dwudziestu doktorantów ma u niego otwarte przewody doktorskie za > pieniądze podatników. Jak mówił Pietrzak, przewody można zatkać a Kaczmarka > skierować do łopaty. > > Popieram także propozycję zgłoszoną przez innego dyskutanta, że likwidacja > habilitacji, docentury i mianowania przez Prezydenta (Radę Państwa?) na > stanowisko profesora jest konieczna. Profesor to stanowisko a nie tytuł > naukowy i z racji starszeństwa i układów nic nie powinno się nikomu należeć. > > Polska Akademia Nauk powinna być rozwiązana jako instytucja zapewniająca pracę > i zaszczyty dla grupki wybranych przez gremium, stworzone za komuny. Instytuty > > PAN powinny przejść pod zarząd Ministerstwa Nauki albo ludzi z ulicy. Byłoby > to zdrowsze, niż nepotyzm i feudalizm Akademii. > > Jan K. popieram Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ANka Szanowni Panowie IP: *.ifn-magdeburg.de 22.09.03, 10:12 gamonie. Niepotrzebne tytuly zeby sie wypowiadac. Jestem w Niemczech a robie doktorat o czym pisalam. Co do reszty to poniewaz znam dosc dobrze Instytut Nenckiego twierdze ze Panowie pana Kaczmarka nie znacie.. Mozecie rownie ladnie oczerniac pania Kowalska, ktora niestety juz nie zyje. Powodzonka... POza tym KBN tez nie robi wszystkiego dobrego. Np nie popiera wielu badan podst. w dziedzinie b. ukladu nerwowego. O czym pisalam . NIe warto malpowac rozwiazan. Warto nauczyc sie budowac wlasne i nie sprzeniewierzac tego dobrego co juz mamy.. A zarzuty do mnie - smieszne.. Zycze dalszych wysilkow na polu naganiaczy gazetowych. Ja nie mam chwilowo czasu.. Pozdrowienia dla autorki art. (pamietam jej poprzedni o instytucie i mialam przyjemnosc ja poznac..) Od ukladow chwilowo jestem na szczescie daleko. Jestem wodniczka- jak najbardziej typowa. To jest lubie robic to co lubie i tylko wtedy robie to dobrze, gdy mi ktos nie siedzi na glowie... To wszystko... Kolega nie jest kolega, bo zajmuje sie molekularna a ja mam troszke inna dzialke...A zdiagnozowac nauke moga tylko Ci co w niej siedza lub maja ´zielone´ pojecie o tym o co w niej chodzi... Polecam przeanalizowanie problemu koniecznosci rozwijania i inwestowania badan podstawowych .... Dodam, ze Wacpan nie zauwazyl ze P. Kaczmarek jest raczej mlody... I nic tu sie nie nalezy- warto poczytac jego publikacje.. tYlko ze trzeba miec pojecie... W USA sa np miedzy innymi takie kwiatki, ze na stanowisko postdoca zatrudnia sie dwie osoby jednoczesnie pod ten sam temat (one oczywiscie o tym nie wiedza). Niwe wiem czy to jest w porzadku bo jedna z nich mimo staran jest zawsze na straconym. Nie zawsze szybciej znaczy lepiej. I dodam tylko, ze nauka to tez nie zawsze wyscig szczurow.. Obelg nie komentuje bo sa smieszne i nie mam czasu...Z polityka nie mam nic wspolnego (zwlaszcza gazetowa :))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Michal Re: Pomowienia IP: *.indy.rr.com 21.09.03, 05:24 > Polska Akademia Nauk powinna być rozwiązana jako instytucja zapewniająca pracę > i zaszczyty dla grupki wybranych przez gremium, stworzone za komuny. Instytuty > PAN powinny przejść pod zarząd Ministerstwa Nauki albo ludzi z ulicy. Byłoby > to zdrowsze, niż nepotyzm i feudalizm Akademii. Nie pisz o czyms, czego nie znasz. Proponujesz niszczenie nauki polskiej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jan K. Re: Pomowienia IP: *.asm.bellsouth.net 21.09.03, 12:31 Zadziwi to pewno Pana, Panie Michale, ale znam się na PAN z autopsji od czasu jej powstania... Jan K. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ANka Watpie IP: *.ifn-magdeburg.de 22.09.03, 10:21 Nie znam czasow studenckich p. Kaczmarka. Trzeba miec dobre arg. by kogos oczerniac. Znam natomiast jego aktualne prace i stosunek do ludzi.. I to sa moje dane na ktorych sie opieram. Uwazam, ze istotniejsze. Co do reszty - po co robic kariere w Polsce? Wazne aby madrzy ludzie do Polski chcieli wrocic i w niej pracowac. I nie o komunizm nawet chodzi i jego dogorywajace struktury, ale o poplecznictwo w Polsce - i o poklask dla niego w spoleczenstwie. Co do reszty to jak bedzie kasa na budowe drog to pewnie bedzie i dla molekularnej. Przy obecnym stanie rzeczy jesli chodzi o kwestie wyscigu to w Polsce ambitny naukowiec nie ma szans dogonic ludzi nie borykajacych sie z tak banalnymi nawet problemami jak papier czy rekawiczki.. Ale i tak jestem zdania, ze najwazniejsza jest gospodarka, ktora to napedza. I madry system sklaniajacy madrych ludzi do powrotu do kraju- np do pracy. Ot proste... Burzenie tych dziedzin nauki, ktore moga sie u nas rozwijac bez kosztownych odczynnikow jest idiotyzmem. Tak sie akurat sklada, ze np rosyjscy fizycy maja dobra renome na swiecie i ich sie po prostu sciaga z kraju np do USA, ktore rzezi w tych dziedzinach. Albo sie ma potencjal w szkolach albo kase na zatrudnianie madrych ludzi i sciaganie ich do siebie. Latwo zgadnac, ktora droga nam pasuje aktualnie... A Pan panie JK to zdaje sie bardziej znal sie na winach jak pamietam z tego forum? I wczesniej nie bylo wersje obrazajacej mnie? Osobowosc forumowa sie Panu odmienila? Wyrazy ubolewania... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wiktor Re: Watpie IP: *.amwaw.edu.pl 22.09.03, 15:07 Tak się składa, ze ja bylem promotorem doktoratu prof. Kaczmarka. Jako zawodowy wojskowy nie mogłem byc "UBkiem", gdyz tkwilem w innym miejscu systemu. Owczesny mgr Kaczmarek trafil do mnie z moim artykułem "Nauka dla wyniku" (ktory zawieral program dla polskiej nauki, w tym ideę Stypendium FNP) w ręku i poprosił o ukierunkowanie. Jedna z prac, ktore wtedy zrobil została opublikowana z Polski w Journal of Heredity. Radzę każdemu, żeby spróbowal tylko napisać (nawet nie zrobić) tyle, co prof. kaczmarek, a wtedy zobaczy, ile czasu mu zostanie na bycie ubekiem. W odróżnieniu od wielu przeciwnikow prof. Kaczmarek mial i ma talent, wybitny umysł i podobnie jak nizej podpisany musial do wszystkiego dochodzic o wlasnych siłach i mocno pod gorę. W Nenckim prof. Kaczmarek po poworocie ze Stanów zaczynał od lodówki wstawionej kątem do gabinetu prof. Zielińskiego. Ja sam zaczynalem od stojaka na myszy w digestorium w Klinice. Nikt z nas nikogo nie szkalowal tylko zabieral sie do pracy, zeby stworzyć od zera warsztat pracy i robić doświadczenia. Latwo jest pojechac do Stanów i korzystac z dorobku zorganizowanego kraju nize tworzyc od zera w Polsce, ale to ostatnie ma też swoje uzasadnienie. Prof. Wieslaw Wiktor jedrzejczak (znany agent o pseudonimie wiktor) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jan K. Re: Watpie IP: *.asm.bellsouth.net 22.09.03, 23:17 Miernoty popierają miernoty i tak niemota polskiej nauki ciagnie do przodu. Co więcej, lizypupsko tryumfuje i nie dziwię się, że Jędrzejczak liże teraz Kaczmarka bo ten mu pomoże. Dopóki nie zamknie się PAN i instytutów PAN, rządy tępaków z tytułami, robiącymi nikomu niepotrzebne prace "teoretyczne" będą trwały nadal. Trzeba wreszcie odciąć tą pepowinę łączącą wspólczesną naukę polska z promowaniem posłusznych miernot w latach stalinowskim. Niejaka ANka z Uniwersytetu w Magdeburgu (w Reichu), wypisująca teraz o nauce, cały czas na innych grupach grzmi o wspaniałościach marksizmu-leninizmu i o ohydnej Ameryce teraz popisuje znajomością biologii molekularnej i neurofizjologii. "Wyklęty powstań ludu Ziemi" a w Nenckim, instytucie który w Ameryce nie przeżyłby 15 minut, niech nadal rządzą czerwoni i ich twory. Swoją drogą, znam Kaczmarka dość dobrze i znam masę osób, które wiedzą doskonale, dlaczego zrobił karierę. Jan K. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ANka Na innych grupach? IP: *.ifn-magdeburg.de 25.09.03, 15:34 Marksizmu? Panie Janie- dobrze sie Pan dzis czuje? Czy to zemsta za wina? Niepotrzebnie- tez je lubie :)) Marksizmu nie lubie rownie mocno jak Pan. Nie lubie tez jednak braku obiektywizmu.. A czytac prace jeszcze umiem.. Niczym sie tez nie popisuje.. Bo nie mam zapewne tylu dziedzin w ktorych moglabym dorownac Panu (w popisywaniu oczywiscie) Popisuje czasem tu i owdzie ale nie sie.. To taka drobna roznica.. Z usciskami ANka- aneczka.... Dobre zarty z tym leninizmem.. ale daremne wysilki... Albo kiepska pamiec, ktora pozwala mi miec rownie nieciekawe obawy co do Panskich mozliwosci pamieciowych w innych dziedzinach... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ANka Do P. Jana K... IP: *.ifn-magdeburg.de 25.09.03, 15:43 Jeszcze drogi Panie mala uwaga.. Ja nie podejmuje sie zadnych licytacji wyzszosci jednej nauki nad druga w przeciwienstwie do Pana.. Pan za to sili sie na pomowienia rowniez w moim przypadku co daje do myslenia.. o wartosci panskich wypowiedzi.. Co do reszty to wkrotce (w ten piatek bedzie w Nenckim czlonek europejskiej komisji naukowej - a moj szef) Ciekawe co z tego wyniknie.. Zakladam, ze bedzie jednak wiedzial wiecej niz Pan na temat stanu nauki polskiej chocby ze wzgledu na obiektywne i niekoniecznie stronnicze podejscie (czego obawiam sie w Pana przypadku) I zupelnie nieagresywnie apeluje do panskiego obiektywizmu i oceny faktow a nie domnieman.. - zwlaszcza na temat osob... Ba jezeli wypowiadanie sie moje ZAWSZE I NIEZMIENNIE po stronie prawicy na lamach tej gazety nie wystarcza to znaczy, ze wyciaga Pan bledne wnioski a reasumujac nie jest Pan (obawiam sie) najlepszym naukowcem - jesli za takiego Pan sie uwaza.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Tired W Polsce można mieć dowolnie dużo doktorantów IP: *.chello.pl 23.09.03, 00:34 Wytłumaczenie jest tutaj: Gość portalu: ANka napisał(a): > ... kazdy doktorant wie, ze jesli chodzi o > sukcesy (w Polsce) to liczy sie tak naprawde nie temat pracy a osoba promotora. Prof. Kaczmarek jest wysoko usadowiony w PAN-ie. I to wystarczy. Prawdopodobnie faktyczną opiekę merytoryczną nad doktorantami sprawują podwładni prof. Kaczmarka, a nie on sam. Prace doktorskie mogą być w tej sytuacji na poziomie magisterskich gdzie indziej, ale nie będą miały problemów z dobrymi recenzjami kolegów profesorów. W tym przypadku świadczy się wzajemnie usługi - ja zrecenzuję dobrze pracę twojemu podopiecznemu, a ty mojemu. Przecież to promotor decyduje o tym kto będzie recenzentem! Ponadto nikt nie będzie się narażał tak ważnej personie, bo jak podpadnie, to prof. Kaczmarek w przyszłości tak dobierze tajnego recenzenta wniosku o grant, że nic nie dostanie. Zresztą te tajne recenzje wcale nie są tajne, o czym wszyscy doskonale wiedzą. Kwestia tylko, czy wniosek trafia do kogoś zaprzyjaźnionego, czy przeciwnie. Bardzo dobrze zrobili ci którzy wyjechali. To środowisko jest zdemoralizowane. Nic się nie zmieniło od czasów komuny. Chyba że na gorsze - jest jeszcze więcej "świętych krów", fałszu i kumoterstwa. I nie jest prawdą, że wystarczy dać tylko więcej pieniędzy żeby było lepiej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Leszek Kaczmarek Re: W Polsce można mieć dowolnie dużo doktorantów IP: *.nencki.gov.pl 24.09.03, 19:36 Bezpodstawne pomowienia pod moim adresem, o to jak osiagnalem swoj dorobek naukowy jakos znioslem, ale proby obnizania wartosci wykonanych pod moim kierunkiem doktoratow juz nie dam rady. Jest to bowiem nader nieuczciwa ocena tego, co swoja wielka praca i talentem osiagneli moi wspolpracownicy. Zapraszam na nasza strone neurogene.nencki.gov.pl i zainteresowanie sie dorobkiem naukowym, wyrazonym publikacjami w zagranicznych recenzowanych czasopismach naukowych, tych mlodych ludzi ktorzy ze mna pracowali. Sa to (w nawiasie rok uzyskania stopnia doktorksiego): Michał Biały (1995); Evgeni Nikolaev (1995); Katarzyna Łukasiuk (1996); Michał Hetman (1997); Michał Dąbrowski (1998); Arkadiusz Szklarczyk (1998); Dorota Konopka (1998); Izabela Figiel-Ożóg (1998); Robert Filipkowski (1998); Dorota Nowicka (1999); Jacek Jaworski (2001). Nie mam co prawda 20 doktorantow obecnie, ale sporo, bo kilkunastu; nie mam tez owych podwladnych, ktorzy w moim imieniu sprawuja nad nimi opieke - sam sie tym zajmuje z wielka satysfakcja. Odnosze zreszta wrazenie, ze w przeciwienstwie do wiekszosci wypowiadajacych sie tej dyskusji, cos pozytecznego w nauce w Polsce i przez to dla Polski, a zwlaszcza dla tych mlodych uczonych, ktorzy chca cos tu zrobic i wierza, ze jest to mozliwe, zrobilem. Pozdrawiam Leszek Kaczmarek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Tired Re: W Polsce można mieć dowolnie dużo doktorantów IP: *.chello.pl 25.09.03, 00:16 Nie chciałem nikogo obrazić. Jeśli kogoś oceniłem niesprawiedliwie, to przepraszam. Mnie po prostu zaszokowała podana w "Gazecie" liczba aktualnych doktorantów jednego profesora. Publikacje w dobrych czasopismach świadczą o tym, że negatywne zjawiska o których pisałem nie dotyczą prof. L. Kaczmarka i jego współpracowników, ale nie udawajmy że ich nie ma. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Adter Re: Czy w Polsce można zrobić karierę w nauce? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.03, 00:48 Czy w Polsce można zrobić karierę w nauce? Tak, można, ALE... Właśnie skończyłem studia medyczne i obowiązkowy staż. Znając swoje zamiłowania i obecny rynek pracy już kilka lat temu zdecydowałem się studiować informatykę. To była chyba najlepsza decyzja w życiu. Większość znajomych dziwiła się jak to można w ogóle połączyć - zresztą ja sam nie miałem na to dobrego pomysłu. Dopiero kilka miesięcy temu znalazłem coś takiego jak bioinformatyka (def.: "Matematyczne, statystyczne i komputerowe metody, prowadzące do rozwiązywania problemów biologicznych poprzez użycie sekwencji DNA i aminokwasów oraz powiązanych z nimi informacji.") I co się okazało - ciekawa praca naukowa w Polsce jest możliwa (przynajmniej narazie w to wierzę). W ciągu ostatnich dwóch miesięcy nawiązałem współpracę z dwoma ośrodkami naukowymi w kraju (jest spora szansa na pracę!), a w styczniu (być może) polecę na kilkumiesięczny staż do USA. Może mi się uda, w przeciwieństwie do niemałej części moich kolegów i koleżenek, którzy mają problemy ze znalezieniem jakielkolwiek pracy, nie mówiąc już o tym, aby była ona ciekawa i pasjonująca. Wniosek dla młodych ludzi planujących związać przyszłość z nauką może być tylko taki - nie ma jednej drogi na osiągnięcie swojego celu. Jeżeli ktoś w Polsce chce zrobić "karierę" tak jak jego poprzednicy, z pewnością się srodze zawiedzie, w końcu dopadną go problemy finansowe, "personalne" czy inne, wymienione przez moich przedmówców. Każdy musi znaleść W Ł A S N Ą ścieżkę (najczęściej jeszcze nieprzetartą, takie są najlepsze), którą będzie kroczył, żadnych uniwersalnych rozwązań nie ma... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pies Re: Czy w Polsce można zrobić karierę w nauce? IP: *.ma.charter.com 21.09.03, 05:00 Gość portalu: Adter napisał(a): > Czy w Polsce można zrobić karierę w nauce? > Tak, można, ALE... > > Właśnie skończyłem studia medyczne i obowiązkowy staż. Znając > swoje zamiłowania i obecny rynek pracy już kilka lat temu > zdecydowałem się studiować informatykę. > > To była chyba najlepsza decyzja w życiu. Większość znajomych > dziwiła się jak to można w ogóle połączyć - zresztą ja sam nie > miałem na to dobrego pomysłu. Dopiero kilka miesięcy temu > znalazłem coś takiego jak bioinformatyka (def.: "Matematyczne, > statystyczne i komputerowe metody, prowadzące do rozwiązywania > problemów biologicznych poprzez użycie sekwencji DNA i > aminokwasów oraz powiązanych z nimi informacji.") > > I co się okazało - ciekawa praca naukowa w Polsce jest możliwa > (przynajmniej narazie w to wierzę). W ciągu ostatnich dwóch > miesięcy nawiązałem współpracę z dwoma ośrodkami naukowymi w > kraju (jest spora szansa na pracę!), a w styczniu (być może) > polecę na kilkumiesięczny staż do USA. Może mi się uda, w > przeciwieństwie do niemałej części moich kolegów i koleżenek, > którzy mają problemy ze znalezieniem jakielkolwiek pracy, nie > mówiąc już o tym, aby była ona ciekawa i pasjonująca. > > Wniosek dla młodych ludzi planujących związać przyszłość z nauką > może być tylko taki - nie ma jednej drogi na osiągnięcie swojego > celu. Jeżeli ktoś w Polsce chce zrobić "karierę" tak jak jego > poprzednicy, z pewnością się srodze zawiedzie, w końcu dopadną > go problemy finansowe, "personalne" czy inne, wymienione przez > moich przedmówców. Każdy musi znaleść W Ł A S N Ą ścieżkę > (najczęściej jeszcze nieprzetartą, takie są najlepsze), którą > będzie kroczył, żadnych uniwersalnych rozwązań nie ma... Ty jestes ten wyjatkowy i przedsiebiorczy, pewnie umrzesz jako miliarder. Ale nie o to chodzi; Mlodego czlowieka nauki powinien prowadzic promotor, profesor. I taki czlek po wyplynieciu na swe wlasne wody powinien plywac a nie szukac kola ratukowego ... "jak ja musze sie przekwalifikowac..." . Zadaniem szkol nie jest ksztalcenie "spadochroniarzy", ale ludzi, ktorzy gladko wejda w srodowisko Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ANka W kwestii szkol IP: *.ifn-magdeburg.de 22.09.03, 10:26 We Francji np twierdzi sie, ze szkola tylko ´tworzy polaczenia´. Korzystanie z nic h to nauka pracy samodzielnej. Oczywiscie i to bez zadnych dwoch zdan promotor ma ogromne znaczenie. Ale jako przyklad a nie aniol stroz.. I nie ma co sie ludzic. Na zachodzie kontakty maja OGROMNE znaczenie..Ale kontakty to raczej cos zlego niz dobrego. To nasze komunistyczne podejscie karze nam tak je widziec a nie inaczej. Wlasnie tych szerokich kontaktow mlodym ludziom u nas brak. Oczywiscie bez wiedzy merytorycznej to kontakty szkodza a nie pomagaja. Ale banalow nie chce mi sie pisac... Czesc ujadaczu... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pawelek Re: Czy w Polsce można zrobić karierę w nauce? IP: *.nrockv01.md.comcast.net 21.09.03, 05:35 Drogi Kolego! Nie marnuj czasu na nauke polska. Zostan na stazu naukowym w Stanach na dluzej. Jako lekarz mozesz od razu byc postdokiem. Zrob kilka publikacji, zalatw zielona karte i jednoczesnie zdawaj USMLE (latwiejsze niz przypuszczasz).Nie marnuj swojej energii na walke z wiatrakami. Chetnie sluze szczegolami... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: az Re: Czy w Polsce można zrobić karierę w nauce? IP: *.lodz.mm.pl 21.09.03, 01:26 Pracuję w panowskiej placówce od prawie dziesięciu lat. Pracowałem również na uczelni i „środowisko naukowe” znam chyba nieźle. Mój obraz „nauki polskiej’ jest jednak odmienny niż przedstawiony w artykule „Czy w Polsce można zrobić karierę w nauce?”. Zgadza się że wzrosła ostatnio gwałtownie liczba osób starających się zdobywać dalsze stopnie naukowe. Są nimi zainteresowani zarówno doktoranci, bo najniższe stypendium naukowe przez cztery lata i tak jest lepsze od zasiłku dla bezrobotnych przez parę miesięcy. Trzeba pamiętać, ze wśród absolwentów najszybciej przybywa bezrobotnych. Profesorowie doktorantami też są bardzo zadowoleni bo: 1) są to „darmowe ręce do roboty” – stypendia nie obciążają budżetu badań. 2) „badania same się toczą”, a w tym czasie można obskoczyć kilka etatów na prywatnych uczelniach 3) doktorant pomoże w przygotowaniu slajdów do wykładów, napisze artykuł, a przy odrobinie szczęścia zdobędzie i jakiś grant 4) Każdy wypromowany doktor znacznie poprawi życiorys naukowy 5) Za każdego doktoranta dochodzą godziny dydaktyczne, można w ten sposób jeszcze uzbierać nadgodziny, a stawka profesorska (w porównaniu z asystencką – a to asystenci w większości opiekują się doktorantami) nie jest przecież niska. Dwudziestu doktorantów jednocześnie u jednego profesora, to prawie jak 100 magistrantów, którymi trzeba się zajmować, podyskutować, no i oczywiście przeczytać te wszystkie prace, jakie napiszą. Jest to trudne i ciężkie, by to rzetelnie wykonać ale i profity nie są małe. Jest to szara rzeczywistość ale jak widać z artykułu, jest jeszcze rzeczywistość wirtualna. „Prof. Grabski twierdzi nawet, że te instytucje naukowe, do których młodzi się nie pchają, można spokojnie zamknąć, bo znaczy, że są niedobre.” Nóż się otwiera. Na wstępie napisałem, że pracuję w placówce panowskiej, muszę dodać, że jeszcze pracuję, bo podobnie jak wszyscy moi koledzy i koleżanki dostałem wymówienie z powodu likwidacji instytucji. Likwidacja oficjalnie (o nieoficjalnych nie chcę pisać) następuje z powodów ekonomicznych, bo w ostatnich latach do „firmy” zostało przyjętych kilku świetnych młodych ludzi – jakieś dwa – trzy etaty. I co? Nastąpiło „przegrzanie”, nastąpił zator finansowy, firma nagle spadła o dwie kategorie i trzeba ją zlikwidować. Oddzielnym wątkiem który został tylko napomknięty to sprawa konkursów. „Konkursy rozpisywane są pod konkretne osoby. Skutkiem tego często zamiast osób wybitnych zatrudnia się przeciętne". Ja chciałbym tylko zasugerować sprawdzenie jaki odsetek tych konkursów wygrywają dzieci profesorskie, a jaki dzieci „niczyje”. Ja wiem, że dzieci polskich profesorów są szczególnie wybitne (M. Skłodowska-Curie i I. Joliot-Curie) ale znam takie przypadki by dostać dyplom z wyróżnieniem na piątym roku medycyny poprawia się trójki z egzaminów z pierwszego roku. Ale takie możliwości mają tylko naprawdę wybitni studenci. Na koniec wszystkim profesorom wymienionym w artykule chcę zaproponować pozamykanie wszystkich placówek naukowych „na prowincji”, a zostawić oczywiście te stołeczne i po jednej w Poznaniu i w Krakowie ale tak tylko dla pozorów. az Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Carmen Sandiego Sztompka, Zylicz i inne oszolomy IP: *.proxy.aol.com 21.09.03, 04:06 Przeczytalam wszystkie wypowiedzi w dyskusji i widze ze dyskutanci dziela sie na dwie grupy. Jedna, ktora zna nauke amerykanska i wogole zachodnia z drugiej i trzeciej reki i powtarza te same stererotypy i mowiac wprost bzdury i druga ktora poznala to na wlasnej skorze. Wypowiadalam sie na sieci kilka razy na ten temat i nie chce mi sie po raz kolejny tego prostowac. Jak ktos chce zyc w ciemnocie to jego sprawa. Ale wypowiem sie na jeden temat. Mit mlodosci w nauce. Nie znam ani jednego opracowania naukowego ktore by taki mit uzasadnialo, oczywiscie mowie o badaniu, ktore wytrzyma test naukowej obiektywnosci i metodologii, w szczegolnosci kryterium doboru probki do badan. Mit ten, bardzo powszechny jest bardzo wygodny przede wszystkim dla administracji naukowej, panstwowej i zasiedzialej kadry tzw. profesorow. Dzialanie tego mitu sprowadza sie do dialogu: - Einstein oglosil swoje najlepsze prace jak mial 26 lat, a wy Kowalski macie 26 lat i gdzie sa wasze prace? Teraz Kowalski mysli „No moze rzeczywiscie ma racje, zostalo mi do skonczenia 26 lat jeszcze trzy miesiace musze sie wziac do roboty.” Gorzej jak Kowalski ma 27 lat, wtedy uslyszy: - Einstein oglosil swoje najlepsze prace jak mial 26 lat, a wy Kowalski macie 27 lat i co? Starzy jestescie i czy wy myslicie ze panstwo bedzie wykladac te 800 zlotych na wasze stypendium zebyscie tu NIC nie robili, taki Einstein mogl a wy sie k.... op.... . Chyba rozumiecie ze panstwo i tak wam robi laske ze jeszcze was trzyma. I lepiej nie podskakujcie bo nie jestescie takim Einsteinem. I tylko czasem nie domagajcie sie jakiej rownosci w dostepie do grantow. Moessbauer mial 22 lata jak dostal nagrode Nobla, wiec wy chcecie grant, chyba rozumiecie ze nie macie z czym startowac..... I tak dalej w tym stylu. Celem tego jest oczywiscie wytworzenie u Kowalskiego poczucia nieadekwatnosci swoich efektow do laski panstwa ktore go obdarzylo jakze hojnym stypendium. Zaczyna wiec rozumowac ze zadna praca na nic sie nie zda. Bo po pierwsze i tak nagrody Nobla nie dostanie a jak bedzie podskakiwal to nie dostanie nawet na chleb. Wiec przyjmuje jedyna w takiej sytuacji rozsadna taktyke – wlazenia do d... . I tak sie kreci polska nauka i takie ma efekty. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Michu Re: Czy w Polsce można zrobić karierę w nauce? IP: *.resnet.colorado.edu 21.09.03, 05:27 Co myslicie - Unia Europejska, do ktorej wchodzimy zmieni (w koncu) polska nauke na taka jaka bysmy chcieli???????????? Odpowiedz Link Zgłoś
kot.behemot Re: Czy w Polsce można zrobić karierę w nauce? 22.09.03, 21:02 Gość portalu: Michu napisał(a): > Co myslicie - Unia Europejska, do ktorej wchodzimy zmieni (w > koncu) polska nauke na taka jaka bysmy chcieli???????????? galaxy.uci.agh.edu.pl/~bip_agh/archiwum_bip/archiwum_bip_pdf/pdf_116/04_116.pdf Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bambo Re: Czy w Polsce można zrobić karierę w nauce? IP: *.canea.com.pl 21.09.03, 07:49 można samo zrobiłem doktorat po czym z uczelni odeszłem do zachodniej firmy.Warto było zagryzać wargi, teraz wiem za co pracuję Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: A. Re: Czy w Polsce można zrobić karierę w nauce? IP: *.phys.tohoku.ac.jp 21.09.03, 07:55 To jeszcze zależy co nazywamy robieniem kariery w nauce: czy wytężone dzialania skierowane jedynie na zajmowanie coraz to wyższych stanowisk na swoim zamkniętym podwórku, czy też uzyskiwanie wyników, które można opublikować w najlepszych naukowych czasopismach o zasięgu światowym, być zapraszanym na konferencje jako "invited speaker" (bo ten gość zapewne coś będzie mial mądrego do powiedzenia) lub otrzymywać propozycje napisania artykulów przeglądowych ze swojej dziedziny. Odnoszę bowiem wrażenie, że definicja kariery nie jest jeszcze u nas jenoznacznie określona. Ilość doktorantów rośnie - to prawda. Ale często jest to chwilowe schronienie przed trudną sytuacją na rynku pracy. Ponadto w wielu ośrodkach są to osoby w dużej mierze zza naszej wschodniej granicy (broń Boże nie mam nic przeciwko nim), dla których 1200 PLN jest bardzo atrakcyjnym stypendium. To zresztą jest cecha nauki, która nie zna granic administracyjnych tego świata. Oni po pewnym czasie wrócą do siebie lub ruszą dalej w zachodnim kierunku i przestaniemy odniosić korzyści z ich wyksztacenia. Z punktu widzenia statystyki mamy też coraz więcej studentów i osob z wyższym wyksztalceniem. Niestety, w wielu przypadkach są to osoby kończące liczne "szkoly wyższe", które pojawily się jak grzyby po deszczu w ostatnim dziesięcioleciu, a których poziom nie jest wyższy od niejedniego ogólniaka. Nasuwa się zatem pytanie czy naprawdę możemy mówić o wyksztalceniu wyższym w takich przypadkach? Do zrobienia kariery w nauce, czyli uzyskiwania wyników na poziomie światowym (bo to jest wg mnie definicja kariery) potrzebne są niemale pieniądze, przynajmniej w naukach ścislych i biologiczno-medycznych. Minęly bowiem czasy, w których do dokonania fundamentalnych odkryć potrzebna byla jabloń i jablko na niej wiszące. Obserwowanie zjawisk zachodzących na poziomie atomów, czy komórek wymaga drogiej aparatury. I kilka ośrodków w Polsce ją posiada. Ale pozostaje jeszcze motywacja w postaci zarobków do żmudnej i intensywnej pracy, bez zastanawiania się pomiędzy jednym a drugim eksperymentem, czy wysatrczy nam "do pierwszego". Szewc bowiem nie podzeluje nam butów za darmo, tylko dlatego, że uzyskaliśmy bardzo dobre rezultaty. Wielokrotne slyszy się, że w takiej czy innej instytucji, mającej wplyw na ksztaltowanie polityki (czytaj: przydzialu pieniedzy) pojawiają się grupy lobbingowe promujące ich galęzie dzialalności. Od czasu tzw. transformacji ustrojowej wspólną cechą rządów zarówno tych z lewicy jak i prawicy są duże grupy profesorów piastujących stanowiska ministrów, doradców etc. Wydawaloby się zatem, że z nakladami na rozwoj nauki w Polsce powinno być wspaniale. Jednak 0.37% (z tendencją malejącą) PKB (takiego sobie zreszta) nie stawia nas w światowej czolówce. Jaki zatem wniosek można wyciągnąć na temat owych profesorów, którzy niewątpliwie zrobili karierę (w nauce?), a jak wypdadają z politycznego obiegu, to wracają na uniwersyteckie podwórko? Na zakończenie zadanie dla lubiących zajmować się statystyką. Przeliczmy osiągniecia dokonane w nauce w Polsce na poniesione na nią naklady i porównajmy ten wynik z innymi krajami. Jestem przekonany, że wtedy nie będziemy się mieli czego wstydzić. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jw Re: Czy w Polsce można zrobić karierę w nauce? IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 21.09.03, 09:20 Ciekawa wypowiedź. Nalezy jednak pamietać, ze w Polsce nakłady 0,37 to naklady na tzw, nauke Polską a nie na naukę sensu stricto.Zwiększanie tych nakladow to jedynie marnotrawstwo. Wystraczy porownać rezultaty badacza finansowanego w nakladzie O zł polskich (www.geo-jwieczorek.ans.pl) i rezultaty bardzo wielu 'badaczy' finansowanych w nakladach 10 -100 - 200 i wiecej tysięcy zlotych - strony: www.opi.org.pl/ www.naukowcy.republika.pl Na taką 'nauke" mozna przenaczyć nie 0,37 ale 3,7 czy 37 czy nawet 370 % PKB a nie zauwazy sie zmiany na lepsze. W Polsce potrzebne są kompleksowe zmiany w systemie nauki i edukacji wraz z pokaźnym finansowaniem nauki sensu stricto i edukacji , ale 'profesorowie' z prezydentem pracuja nad tym aby to nigdy nie nastąpiło ('prezydencki' projekt ustawy o szkolnictwie wyższym), bo utraciliby wladze i pieniądze , z ktorych rozliczać sie przed podatnikiem nie musza. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: dv Re: Czy w Polsce można zrobić karierę w nauce? IP: *.zgora.dialog.net.pl 21.09.03, 15:01 Personel akademicki wyższego szczebla specjalizuje się w unikaniu problemów, a nie w ich rozwiązywaniu. Profesorowie lgną do polityki, bo to daje wymierne, wyraźne korzyści materialne. Można wchodzić do rad nadzorczych, być posłem, dostać się na inne bardzo dobrze płatne stanowiska. Można też nadal uprawiać fikcję w rodzaju uniwersytetów latających. Bez żadnej odpowiedzialności za jakość pracy dydaktycznej i naukowej! Jakiż sens miałaby zmiana tego stanu rzeczy? Nie podcina się gałęzi, z której się zrywa takie smakowite owoce. Choć ostre problemy różnego rodzaju widoczne są gołym okiem, przeciętny profesor zaaprobuje każdą fikcję, a przynajmniej się jej nie sprzeciwi. Nawet, jeśli po cichu myśli, że to gwałt na zdrowym rozsądku, że to nieuczciwe, że to afirmowanie nieprawdy, głośno ani się zająknie na ten temat. Bąknie coś ogólnikowego i tyle. Sam przecież jest często promotorem prac mgr i dr, w których bada się zawartość cukru w cukrze, więc po co się wychylać? Żeby się narazić w środowisku? Pod hasłem "bierz i daj brać innym" pobiera się pensje z pieniędzy podatnika bez żadnej weryfikacji czy to ma sens czy nie. Po przebrnięciu przez habilitację można już do końca życia nic nie robić naukowo, odwalać dydaktykę byle jak i zbijać kasę, jak się tylko da. Można obskoczyć kilka uczelni, skasować pieniądze, nie biorąc żadnej absolutnie odpowiedzialności. W jakiej innej dziedzinie można tak zarabiać, nie ponosząc żadnych konsekwencji? Dolce vita. Po co więc zmieniać cokolwiek w systemie, który można tak pięknie doić? W polskiej sytuacji za pozytywną uważa się postawę profesora, który niczego nie krytykuje. Pozwala kolegom po fachu na wszelkie możliwe przekręty. Nawet jak kogoś złapią na plagiacie, to uczelnia kombinuje jak może, żeby mu dać spokój i nie tarmosić. Niech se zarabia. Kiedy profesor odchodzi na emeryturę, to za zasługę poczytuje się mu opinię, że "nikomu się nie naraził, nikomu nie zaszkodził". A był szefem grupy. Był w istocie anty-liderem, udawał, że nie widzi, nie słyszy i dzięki temu go chwalą. A że jednocześnie nie promował najlepszych? Że nie dbał o rozwój swoich doktorantów? Że nie rozumiał, co oni pisali w swoich doktoratach? Nie pełnił więc funkcji promotora, ale w papierach jest zapisane, że był promotorem. To wszystko nic. Ważne, że niczego nie kwestionował. A ponieważ siedział cichutko jak myszka, to mu uczelniani koledzy pozwolą dorobić do emerytury, przyznając a to jakąś nagrodę, a to dając jakieś zajęcia. Taki typ oczywiście promuje ludzi, którzy są jakby klonami jego własnej osoby. Przedstawiłem tylko jeden typ patologii, a to tylko jeden z wielu. Polskie środowisko akademickie jest wyprane z wszelkich rozterek na temat prawdy, etyki, uczciwości. Liczy się tylko kasa. Kasa własna, oczywiście. Nikogo nie dziwią plagiaty. Plagiaty w pracach magisterskich to codzienność. Więcej, to oczywistość. Mam magistrantów i widzę, jak wielu z nich jest na wskroś zepsutych etycznie. Przepisywanie z książek i prac innych osób uważają za oczywisty i normalny sposób pisania swojej pracy mgr. Gorzej, mają pretensje, że im nie pozwalam na przepisywanie! W środowisku akademickim nikt właściwie z plagiatami nie walczy. Władze uczelniane i wydziałowe częściej udają, że problemu nie ma. Same przepisy takiej atmosfery nie uzdrowią. Mogą sprzyjać pozytywnym rozwiązaniom, ale nie rozwiążą trudnych problemów. Siła by mówić na ten temat... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: lech Re: Czy w Polsce można zrobić karierę w nauce? IP: *.ne.client2.attbi.com 21.09.03, 14:30 "Moim zdaniem - pisze w odpowiedzi na mój mail Marcin Hoffmann, chemik z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu - młody człowiek może zrobić w Polsce karierę w nauce tak samo, jak w każdym innym miejscu świata." Jesli ten mlody dzielny ma kogos, kto bedzie utrzymywac jego samego i jego rodzine to moze probowac. Pan Hoffmann plecie bzdury. Zastanawiam sie dlaczego? Nauka w Polsce w niczym nie odbiega swym poziomem od innych dziedzin w tym kraju. Jest zdominowana przez uklady i ukladziki. Wyniki badan sa zadne. Spotkalem sie z przypadkiem, gdzie w jednym temacie bralo udzial 20 uczestnikow, w tym 3 profesorow bioracych co miesiac pieniadze przeznaczone na badania, a po 2 latach nawet tych badan nie rozpoczeto! Nikt jakos tego nie zauwazyl. Pisanie glupot w prasie majacych poprawic samopoczucie ludzi za nauke odpowiedzialnych nieczego tu nie zmieni. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gosia Re: Czy w Polsce można zrobić karierę w nauce? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 21.09.03, 15:35 Na Akademii Medycznej we wrocławiu stupendium doktoranckie wynosi 600zl-to jest odpowiedz na tytułowe pytanie Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: greybeard Smutno się czyta te teksty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.03, 17:13 Smutno się czyta te teksty, gdyż za wyjątkiem kilku rozsądnych i zrównoważonych wypowiedzi sama żółć, frustracja, niezdolność do działania i spiskowa teoria wszystkiego. A na dodatek całkowity brak wiedzy o własnym środowisku! Czyżby do nauki pchali sie dzisiaj tylko nieudacznicy? To zupełnie nie koresponduje z moimi obserwacjami, bo z opinii ludzi z którymi czasem mam kontakt wyłania się obraz zupełnie odmienny. Ale może stykam się z jakąs nietypową mniejszością, albo znacznie młodszą niż dyskutanci generacją. Jeżeli tak jest jak pisza uczestnicy tej dyskusji to nasuwa sie jedno pytanie i jeden wniosek, które zreszta przewijały się w potrzebnym artykule p. Zagrodzkiej. Pytanie: po jaka cholerę zajmujecie się nauką? Wiadomo przecież od niepamiętnych czasów, że frustratom i tak nic się nie uda. A wniosek: jeżeli jest tak jak piszecie to napewno trzeba zamknąc te instytucje w których pracujecie, bo ani starzy profesorowie ich nie zmienią, ani wy ich nie uratujecie. A więc po co to wszystko? Odpowiedz Link Zgłoś
kot.behemot Re: Smutno się czyta te teksty 22.09.03, 20:39 Dlaczego ci sfrustrowani nieudacznicy radzą sobie dobrze w USA? Ci sami, którzy w Polsce nie zasługiwali nawet na pensję w okolicy średniej krajowej... Odpowiedz Link Zgłoś
dyplomata Troche dziwne sa te porownania 22.09.03, 22:03 Zastanawiajace sa te porownania nauki w Polsce vs. USA. Wspaniala nauka w USA w stosunku do dna w Polsce. Tylko za chwile sie okazuje ze pod pojeciem nauki w USA rozumie sie Princeton, Yale, Stanford, MIT i podobne. To jest faktycznie nauka fantastyczna, nieporownywalna z niczym innym na swiecie pod wzgledem mozgow i zasobow. Ale chyba nalezaloby dodac ze ta czolowka ma tez niewiele wspolnego z TYSIACAMI uniwersytetow w USA zaczynajac od stanowych a konczac na morzu University of the Boondocks. Poniewaz poziom rozwoju ekonomicznego i spolecznego w Polsce jest taki jaki jest to moze byloby rozsadniej porownywanie sie do poziomu SREDNIAKOW a nie tej ultraczolowki? No wiec jak to by wypadlo, gdyby sie wzielo jakis tam Uniwersity of Northwestern Southeast i porownalo z uczelniami w Polsce? Ultraczolowka amerykanska jest czyms wyjatkowym, tak jak porownanie wyscigow samochodowych Formuly 1 i jazdy samochodem przez zwyklego smiertelnika jest efektowne ale malo logiczne. Natomiast to ze nauke w Polsce trzeba przewietrzyc nie ulega zadnej watpliwosci. I jednym z elementow tego przewietrzenia sa dluzsze pobyty zagranica, dokotoraty, postdoci. Obawy ze najlepsi wyjada to przyklad myslenia kolektywnego. Z biegiem czasu gdy wszystko sie rozwinie i mozliwosci w Polsce sie poprawia ludzie zaczna tez wracac. Tak juz dzieje sie obecnie w wielu krajach Azji. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kot Behemot Re: Troche dziwne sa te porownania IP: *.client.attbi.com 23.09.03, 00:20 > No wiec jak to by wypadlo, gdyby sie wzielo jakis tam Uniwersity of > Northwestern Southeast i porownalo z uczelniami w Polsce? Pod jakim względem? Przygotowania teoretycznego, poziomu wykładów? W Polsce, powiedziałbym, wyższy. Dlatego młodzi Polacy łatwo dają sobie w USA radę - zarówno na MIT, jak i uniwersytetach stanowych. Dostępu do sprzętu? Na moim uniwersytecie stanowym dużo lepszy, niż na mojej polskiej, nienajgorszej, uczelni. Ale kariera naukowa to nie tylko przygotowanie teoretyczne i sprzęt. Trzeba za coś żyć i nie przejmować się, czy starczy do pierwszego. A to naszym rządzącym wisi. "Młodzi zdolni", żeby normalnie żyć i móc się zajmować tym, co lubią, wyjeżdżają więc za granicę. W dodatku chodzi o satysfakcję - wysokość zarobku jest przecież odzwierciedleniem wartościowania pracy. Jeśli moja praca (dodam dla uściślenia, że nie jestem jakimś nieudacznym wyrobnikiem naukowym - publikuję w czasopismach klasy co najmniej przyzwoitej, jak J. Am. Chem. Soc., J. Org. Chem., J. Med. Chem., a większość kariery naukowej jeszcze przede mną) jest warta w Polsce połowy średniej krajowej, to Polska powinna sobie co nieco przemyśleć. Odpowiedz Link Zgłoś
dyplomata Chlodna prawda 23.09.03, 09:55 Gość portalu: Kot Behemot napisał(a): > > No wiec jak to by wypadlo, gdyby sie wzielo jakis tam Uniwersity of > > Northwestern Southeast i porownalo z uczelniami w Polsce? > Pod jakim względem? Przygotowania teoretycznego, poziomu wykładów? W Polsce, > powiedziałbym, wyższy. Dlatego młodzi Polacy łatwo dają sobie w USA radę - > zarówno na MIT, jak i uniwersytetach stanowych. > Dostępu do sprzętu? Na moim uniwersytecie stanowym dużo lepszy, niż na mojej > polskiej, nienajgorszej, uczelni. No wiec przecietnie wychodzi nie tak zle bo twoj state university jest pewnie jednym z tych lepszych a nie przecietnym? I wlasnie o to chodzilo w zadanym pytaniu: Porownywanie do Ivy League jest bez sensu. Nawet nie w odniesieniu do Polski: cala zachodnia Europa (no, z bardzo malymi wyjatkami) tez nie ma sie co porownywac. Wiec gadanie typu Politechnika X w porownaniu do MIT to null jest bzdura bo MIT w porownaniu od przecietnej w USA to tez infinity a twoj state do jakichs tam Caltechow tez wyglada bladawo, nie? > Ale kariera naukowa to nie tylko przygotowanie teoretyczne i sprzęt. Trzeba >za coś żyć i nie przejmować się, czy starczy do pierwszego. A to naszym >rządzącym wisi. "Młodzi zdolni", żeby normalnie żyć i móc się zajmować tym, >co lubią, wyjeżdżają więc za granicę. W dodatku chodzi o satysfakcję - >wysokość zarobku jest przecież odzwierciedleniem wartościowania pracy. Jeśli >moja praca (dodam dla uściślenia, że nie jestem jakimś nieudacznym >wyrobnikiem naukowym - publikuję w czasopismach klasy co najmniej >przyzwoitej, jak J. Am. Chem. Soc., J. Org. Chem., J. Med. Chem., a większość >kariery naukowej jeszcze przede mną) jest warta w Polsce połowy średniej >krajowej, to Polska powinna sobie co nieco przemyśleć. No wiec dochodzimy do porownania plac. I tu jednak trzeba chyba sobie zdawac sprawe z tego ze nauka jest swoistym luksusem i w kraju biednym poszalec w niej nie mozna. Mowi sie oczywiscie duzo ze nauka jest niezbedna dzwignia postepu. Ale to ma miejsce dopiero po osiagnieciu pewnego poziomu rozwoju calej ekonomii gdy ilosc kasy i stopien organizacji powoduja niesamowite sprzezenie nauki i reszty zycia. Wtedy te twoje publikacje maja jakis sens bo z ogromnego zalewu publikacji wyjdzie kilka dzwigni postepu. Innymi slowy nauka to obecnie mrowisko w ktorym hordy naukowych mrow zasuwaja nieprzytomnie i niektore z nich zostana krolowymi. Ale stworzenie takiego mrowiska wymaga ogolnego wysokiego poziomu ekonomii. Bez tego poziomu na nauke wydawac za duzo nie mozna a nawet byloby to szkodliwe bo gdybys byl w Polsce to twoje publikacje w tych journalach bylyby uzywane w innych mrowiskach i nic ogolnie z nich by nie wynaikalo oprocz twojego prywatnego splendorku. Jezeli wiec w Polsce sa ludzie co maja ochote na takie wyrafinowane roboty jak nauka, to jak najbardziej nalezy popierac ich wyjazdy zagranice a nie wzywac by podatnicy wiecej na nich lozyli. Czyli polscy podatnicy moga sie cieszyc ze maja ciebie z glowy i na szczescie nie dalo sie ich naciagnac na to by cie sponsorowac. Chlodna prawda jest taka ze na obecnym poziomie rozwoju w Polsce twoja nauka ma wartosc rynkowa bliska zeru. Duza wartosc rynkowa maja byznesmeni i pracodawcy, tacy to nawet do Polski z Ameryki naplywaja. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jarek Re: Chlodna prawda IP: *.iimcb.gov.pl 23.09.03, 16:51 Drogi Dyplomato, Czy moglbys jakos uzasadnic swoje twierdzenie, ze finansowanie badan naukowych w Polsce jest marnotrawstwem pieniedzy publicznych, ze wzgledu na zbyt niski poziom rozwoju gospodarczego? To gdzie dokladnie jest ta granica rozwoju gospodarczego po przekroczeniu, ktorej naklady na nauke zaczynaja sie oplacac? Czy tacy Hiszpanie wyrzucaja pieniadze czy maja juz jakies korzysci ? A Finowie ? Specjalnie wymieniam te dwie nacje bo one same uwazaja, ze skorzystaly ekonomicznie na inwestycjach w badania naukowe i rozwoj technologii. Poglad taki jak Twoj, ze finansowanie badan naukowych to luksus na, ktory nas nie stac glosil od dawna i bardzo skutecznie pan profesor Leszek Balcerowicz. Jednoczesnie nigdy o ile pamietam nie skrytykowal dotowania z pieniedzy publicznych gornictwa weglowego. No i tak jakos sie sklada, ze wchodzimy do Unii Europejskiej jako "Megaproducent" wegla kamiennego a nie jestesmy specjalnym mocni w dziedzinie badan naukowych i rozwoju nowych technologii. Oczywiscie, ze samo wydawanie pieniedzy na nauke i badania nie zapewni nam sukcesu gospodarczego. Ale wiesz nie bardzo rozumiem jakie to "byznesy" beda w Polsce robic te" Byznesmeny" co sa tak potrzebne i jaka praca beda oferowac Ci przylatujacy z Ameryki Pracodawcy. W produkcji koszulek bawelnianych i zabawek pluszowych z Chinczykami nie wygramy. Wydobycie wegila juz omawialismy. Z eksportu ziemniakow chyba nie da sie wyzyc. Cukier z burakow jest dwa razy drozszy niz z trzciny cukrowej. Wieprzowine gotowi jestemy rozdawac za darmo. No a o rozwoju wlasnych nowych technologii zdaniem Dyplomaty powinnismy zapomniec. Czarno widze. Pozdrowienia. Odpowiedz Link Zgłoś
dyplomata Fajne mrzonki 23.09.03, 20:37 Gość portalu: Jarek napisał(a): > Drogi Dyplomato, Czy moglbys jakos uzasadnic swoje twierdzenie, ze >finansowanie badan naukowych w Polsce jest marnotrawstwem pieniedzy >publicznych, ze wzgledu na zbyt niski poziom rozwoju gospodarczego? To gdzie >dokladnie jest ta granica rozwoju gospodarczego po przekroczeniu, ktorej >naklady na nauke zaczynaja sie oplacac? Czy tacy Hiszpanie wyrzucaja >pieniadze czy maja juz jakies korzysci ? A Finowie ? Specjalnie wymieniam te >dwie nacje bo one same uwazaja, ze skorzystaly ekonomicznie na inwestycjach w >badania naukowe i rozwoj technologii. Tylko od jakiego poziomu rozwoju kraje te zaczely powaznie inwestowac w nauke? Od takiego gdy zalatwiono rozne podstawowe sprawy takie jak na przyklad drogi. Mozesz latwo sprawdzic ze gdy kraje te mialy porownywalny poziom PKB jaki jest obecnie w Polsce (lata 50/60) wydawaly na nauke tyle samo albo mniej. A ci co mieli ochote bawic sie wtedy w nauke wyjezdzali zagranice. >Poglad taki jak Twoj, ze finansowanie badan naukowych to luksus > na, ktory nas nie stac glosil od dawna i bardzo skutecznie pan profesor >Leszek Balcerowicz. Jednoczesnie nigdy o ile pamietam nie skrytykowal >dotowania z pieniedzy publicznych gornictwa weglowego. W tym Balcerowicz mial na pewno racje a gornictwo to jest taki problem strukturalny ze nigdzie na swiecie nie rozwiazano go w mniej niz 20 lat. >No i tak jakos sie sklada, ze wchodzimy do Unii Europejskiej >jako "Megaproducent" wegla kamiennego a nie jestesmy > specjalnym mocni w dziedzinie badan naukowych i rozwoju nowych technologii. Takie przeciwstawianie wegiel-nauka jest efektowna demagogia. Porownaj Polske z innymi bylymi demoludami i wyjdzie ze przecietnie jest podobnie. >Oczywiscie, ze samo wydawanie pieniedzy na nauke i badania nie zapewni nam > sukcesu gospodarczego. Ale wiesz nie bardzo rozumiem jakie to "byznesy" >beda w Polsce robic te" Byznesmeny" co sa tak potrzebne i jaka praca beda >oferowac Ci przylatujacy z Ameryki Pracodawcy. W produkcji koszulek >bawelnianych i zabawek pluszowych z Chinczykami nie wygramy. Wydobycie >wegila juz omawialismy. Z eksportu ziemniakow chyba nie da sie wyzyc. >Cukier z burakow jest dwa razy drozszy niz z trzciny cukrowej. Wieprzowine >gotowi jestemy rozdawac za darmo. No a o rozwoju wlasnych nowych >technologii zdaniem Dyplomaty powinnismy zapomniec. Czarno widze. Rozwoj wlasnych technologii to brzmi ladnie. Tylko skad wziac na to kapital i jak to zrobic w kraju z ulomna infrastruktura? Do Polski naplywa kapital wiec jednak rozne rzeczy sie dzieja. Male firmy probuja sie przebijac z wyzsza technologia. Z biegiem czasu wszystko bedzie sie rozwijac. Ale tu nie ma co robic fajnych mrzonek o swiatowej czolowce: realistycznie w Unii sa takie kraje do porownania jak Grecja i Portugalia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jarek Re: Fajne mrzonki IP: *.iimcb.gov.pl 24.09.03, 10:55 Drogi Dyplomato, Zarzucasz mi demagogie ale sam ja uprawiasz. Ja przeciwstawiam inwestycjom w badania i rozwoj technologii dotowanie gornictwa i innych przestarzalych przemyslow, ktorych nikt w Europie nie chce juz rozwijac. Wiem, ze stoja za tym trudne politycznie decyzje. Ty zas piszesz, ze zanim zaczniemy wydawac na badania powinnismy wybudowac dobre drogi. Jasne. Slyszalem to juz wiele razy. Chcecie inwestowac w badania naukowe to pokazcie komu nalezy zabrac. Nastepnie precyzuje sie, ze do wyboru jest matka karmiaca, szpital, emeryci i szkoly podstawowe. Wynika to wlasnie z gloszonego przez Ciebie pogladu, ze badania naukowe to luksus i ze sa to wydatki na tzw sfere socjalna. Trudno nam bedzie sie zgodzic bo ja twierdze, ze takie wydatki to inwestycja. Twoim zdaniem problem sam sie rozwiaze. Kapital naplynie z zagranicy a male firmy juz wprowadzaja nowe technologie. Potem jak sie juz jako narod dorobimy to zaczniemy inwestowac w badania naukowe. To tez jest argument uzywany w dyskusji o finansowaniu nauki od dawna. Jest on moim zdaniem falszywy. Tak jak czekajac w nieskonczonosc z inwestowaniem w drogi doprowadzono do zapasci tak samo bedzie w wypadku szkolnictwa wyzszego i instytucji badawczych. Tymczasem uniwersytety i intytuty badawcze sa podobnie jak autostrady czescia infrastruktury. Tej wlasnie INFRASTRUKTURY, ktora przyciaga kapital. Twierdzisz, ze rozwoj wlasnych technologii to mrzonki. Ty zas twardo stapasz po ziemi. No to twardo stapajac po ziemi powinienes zauwazyc, ze na swiecie trwa zazarty wyscig o to kto komu bedzie sprzedawal technologie. Twoje poglady umieszczaja Polakow z gory po stronie kupujacych. Skad Polacy beda brali na te zakupy kase? Tego nie rozstrzygasz. Ja to widze inaczej. Rozwoj wlasnego sektora nowych technologii jest koniecznoscia. Nikt go za nas nie rozwinie. Nikt nie przyjedzie do Polski i z czystej sympatii nie da nam najnowszych technologii. I nie jest tak, ze istnieje jeden wzorzec rozwoju gospodarczego, ktory spowoduje, ze nie podejmujac zadnych trudnych decyzji i nie inwestujac wlasnych srodkow Polska sie wzbogaci i dolaczy do grupy krajow, ktore wytwazraja wlasne technologie. Decyzje o tym w co inwestowac sa podejmowane przez politykow codziennie. Jak dotad elity polityczne mysla dokladnie tak jak Ty i podejmuja decyzje promujace gornictwo i niszczace infrastrukture, ktora moze posluzyc innym nowoczesniejszym przemyslom. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pawelek Re: Fajne mrzonki IP: *.mhg.edu 24.09.03, 17:01 Wlasnie problem polega na braku wolnego rynku i braku checi podejmowania radykalnych reform. Kolejne rzady utrzymuja fikcje socjalizmu zarowno w przemysle ciezkim, wydobywczym, rolnictwie,jaki i nauce i sluzbie zdrowia. Wiara w prawa wolnej ekonomii w naszym obecnym systemie politycznym jest wlasnie wyrazem naiwnosci, calkowitego oderwania od realiow i umyslowego skostnienia. Antyinteligenckosc i antyelitarnosc jest zas wspolna cecha roznych dominujacych w Polsce pradow narodowo-komuszo-maryjno-samoobronowych, ktorych plebejskie korzenie siegaja pegieerow albo zebran ZSMP w wieczorowej szkole aktywu, gdzie omawialo sie kolejne etapy rozwoju. Jest to, obok oczekiwan socjalnych, najtrwalsze dziedzictwo socjalizmu. Bedzie wiec w Polsce rowno i prostacko...Sila robocza zas zdobedzie doskonale platne zajecia przy wyplataniu koszykow albo wydobyciu wegla. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: inny matematyk Re: Chlodna prawda IP: *.mimuw.edu.pl 23.09.03, 17:16 To prawda, że społeczeństwa (podobnie jak pojedynczy ludzie) źle robią, żyjąc ponad stan i na ogół źle na tym wychodzą. Jest też prawdą, że osobie ubogiej nie z własnej winy nie przynosi wstydu stare ubranie czy wytarte buty - podobnie polskie społeczeństwo w sposób raczej nie zawiniony (pół wieku kurateli sąsiednich reżimów) zubożało i musi się ograniczać w wielu sprawach. Jest tylko kwestia proporcji - jeśli ktoś nie zmienia ubrania przez zbyt długi czas i nie używa mydła, to cała etyka nie zmieni faktu, że zacznie śmierdzieć nie do zniesienia. Nawet z małego budżetu warto więc parę groszy na mydło i zmianę odzieży wysupłać - a taką właśnie rolę w obcowaniu społeczeństw odgrywają nauka, edukacja czy kultura. W przeciwnym razie nie powinno nas dziwić, jeśli będą na nas kręcić nosem. Warto przypomnieć, nieco demagogiczny oczywiście, argument - roczny budżet nauki w Polsce to ta sama skala wielkości, co - powiedzmy - zadłużenie Ursusa (nie śledzę tego na bieżąco, może ostatnio zakłady w Ursusie "oddłużono"). Zważywszy ten fakt, nasza nauka (a przynajmniej kilka jej gałęzi) radzi sobie zdumiewająco dobrze w skali światowej, choćby z racji tego, że w ogóle jeszcze funkcjonuje w obiegu międzynarodowym. Utrzymywanie obecnego stanu rzeczy grozi doprowadzeniem uniwersytetów do poziomu naszego szkolnictwa podstawowego i średniego (w którym całkiem sporo jest nauczycieli, którzy uczą tylko dlatego, że już do żadnej innej pracy się nie nadają). Odnoszę wrażenie, że studenci przychodzą na studia znacznie gorzej wykształceni i mniej przyuczeni do samodzielnego myślenia niż 10 lat temu. Sądziłem przez jakiś czas, że to kwestia relacji rynkowych (tzn. że ci najlepsi idą na studia, które zagwarantują im lepiej płatne posady, a nie na matematykę), ale z rozmów z osobami z innych wydziałów i z trwałości tego trendu wnioskuję, że po prostu tak schodzi nam na psy szkolnictwo. Jeśli tej tendencji nie odwrócimy, a mowa tu o prawdziwej reformie edukacji w całym kraju, to możemy sobie dać spokój z walką o naukę - sprawa będzie przegrana na znacznie niższym szczeblu i to na długo. A przecież i przed dziesięcioma laty temu różowo w tych sprawach nie było. Na półanalfabetyzm większości obywateli mogą sobie pozwolić Stany Zjednoczone, kraj bogaty, który stać na utrzymanie czołowych placówek badawczych obok mrowia pseudouniwersytetów i na import naukowców z tych dziedzin, w których amerykański system kształcenia już nie wyrabia - ale nie Polska, z której w dodatku część lepiej wykształconych ludzi wyjeżdża na Zachód, by budować tamtejszy dobrobyt. Odpowiedz Link Zgłoś
dyplomata Jest przecietnie 23.09.03, 20:47 Gość portalu: inny matematyk napisał(a): > nie do zniesienia. Nawet z małego budżetu warto więc parę groszy na mydło i > zmianę odzieży wysupłać - a taką właśnie rolę w obcowaniu społeczeństw > odgrywają nauka, edukacja czy kultura. W przeciwnym razie nie powinno nas > dziwić, jeśli będą na nas kręcić nosem. No niby tak... ale faktem jest ze na to realne mydlo ludziom brakuje albo i nie maja nawykow wiec to twoje abstrakcyjne mydlo to jak kwiatek do brudu. > Warto przypomnieć, nieco demagogiczny oczywiście, argument - roczny budżet > nauki w Polsce to ta sama skala wielkości, co - powiedzmy - zadłużenie Ursusa > (nie śledzę tego na bieżąco, może ostatnio zakłady w Ursusie "oddłużono"). > Zważywszy ten fakt, nasza nauka (a przynajmniej kilka jej gałęzi) radzi >sobie zdumiewająco dobrze w skali światowej, choćby z racji tego, że w ogóle >jeszcze funkcjonuje w obiegu międzynarodowym. Utrzymywanie obecnego stanu >rzeczy grozi > doprowadzeniem uniwersytetów do poziomu naszego szkolnictwa podstawowego i > średniego (w którym całkiem sporo jest nauczycieli, którzy uczą tylko >dlatego, że już do żadnej innej pracy się nie nadają). > Odnoszę wrażenie, że studenci przychodzą na studia znacznie gorzej >wykształceni i mniej przyuczeni do samodzielnego myślenia niż 10 lat temu. >Sądziłem przez jakiś czas, że to kwestia relacji rynkowych (tzn. że ci >najlepsi idą na studia, > które zagwarantują im lepiej płatne posady, a nie na matematykę), ale z >rozmów > z osobami z innych wydziałów i z trwałości tego trendu wnioskuję, że po >prostu > tak schodzi nam na psy szkolnictwo. Jeśli tej tendencji nie odwrócimy, a mowa > tu o prawdziwej reformie edukacji w całym kraju, to możemy sobie dać spokój >z walką o naukę - sprawa będzie przegrana na znacznie niższym szczeblu i to >na > długo. A przecież i przed dziesięcioma laty temu różowo w tych sprawach nie > było. Na półanalfabetyzm większości obywateli mogą sobie pozwolić Stany > Zjednoczone, kraj bogaty, który stać na utrzymanie czołowych placówek > badawczych obok mrowia pseudouniwersytetów i na import naukowców z tych > dziedzin, w których amerykański system kształcenia już nie wyrabia - ale nie > Polska, z której w dodatku część lepiej wykształconych ludzi wyjeżdża na > Zachód, by budować tamtejszy dobrobyt. Tu widac pewnie twoje skrzywienie zawodowe hehe. Po pierwsze matematyka miala sie za komuny super bo przyklad szedl z zsrr a tam matematyka to byla hoho, nie? Po drugie ludzie nie maja motywacji do doglebnego studiowania trudnych rzeczy bo cisna realia zycia. Nastepnie, w porownaniu do tego co bylo kiedys szkolnictow obecnie jest masowe a jakosc elitarna sie nie liczy bo nie ma nia popytu. Jest tak we wszystkich krajach. Slusznie zauwazasz ze w Polsce nie ma elity tak jak w USA ale nie jest tez ona potrzebna. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: inny matematyk Mydło i ZSRR IP: *.mimuw.edu.pl 02.10.03, 08:18 Nie mam wątpliwości co do tego, że fakt, iż ludzi "nie stać" na mydło to w zdecydowanej większości przypadku kwestia stanu ducha, a nie stanu portfela. I istotnie uważam, że to, iż wielu ludzi w Polsce nie czuje potrzeby mycia się od czasu do czasu, pozostaje w ścisłym związku z nakładami na naukę, oświatę i kulturę. My się, Dyplomato, różnimy głównie co do tego, czy można (albo i: czy warto) ten stan rzeczy zmieniać. Co do matematyki, to prawdziwy rozkwit przeżywała w Polsce akurat wtedy, gdy nie po drodze nam było z bolszewikami, a koniec tego rozkwitu wyznacza druga wojna światowa i wymordowanie (w szczęśliwszych przypadkach emigracja) połowy elit matematycznych. Nie odnoszę wrażenia, by polska matematyka za PRL była pod jakimś parasolem radzieckim, choć istotnie byliśmy zasilani w tamtejszą świetną literaturę matematyczną (zawszeć jakaś rekompensata za przycięcie kontaktów ze światem). Pomogły wielkie tradycje przedwojenne i to, że do pracy w matematyce trzeba głównie mózgu, a nie drogich odczynników i aparatury. A że wiele osób jechało się uczyć do Moskwy (ze świetnymi zresztą rezultatami)? Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pawelek Re: Chlodna prawda IP: *.mhg.edu 23.09.03, 17:22 Byznesmeni beda robic bazarowe byznesy albo przekrety a'la "producent" Rywin. Podatnik zas powininien sie cieszyc, ze naukowcy, czyli ten balast rozwoju naszego kraju jak najszybciej wyniosa sie za granice i nie beda przeszkadzac w rozwoju gornictwa, rolnictwa malorolnego i innych naszych narodowych galezi produkcji. Ciekawe polaczenie kolchozowego myslenia socjalistycznego z kapitalizmem ludowym prezentujesz drogi "Dyplumato"! Posunalbym sie dalej i proponowalbym przymusowe przesiedlenia inteligentow na Syberie, zeby zdrowa tkanka narodu wreszcie mogla poczuc sie swobodnie... Odpowiedz Link Zgłoś
dyplomata Demagogia a la prinston 23.09.03, 20:55 Gość portalu: Pawelek napisał(a): > Byznesmeni beda robic bazarowe byznesy albo przekrety a'la "producent" >Rywin. Podatnik zas powininien sie cieszyc, ze naukowcy, czyli ten balast >rozwoju naszego kraju jak najszybciej wyniosa sie za granice i nie beda >przeszkadzac w rozwoju gornictwa, rolnictwa malorolnego i innych naszych >narodowych galezi produkcji. Ciekawe polaczenie kolchozowego myslenia >socjalistycznego z kapitalizmem ludowym prezentujesz drogi "Dyplumato"! >Posunalbym sie dalej i proponowalbym przymusowe przesiedlenia inteligentow na >Syberie, zeby zdrowa tkanka narodu wreszcie mogla poczuc sie swobodnie... Hehe, jasne zebys wolal zeby polscy podatnicy zrobili zrzutke na jakies polskie prinston adwansed study dla ciebie gdzie moglbys w eleganckich warunkach zajmowac sie smietankami filozofii kwantowych. Ale niestety ci sami podatnicy maja problemy z basic existence wiec smietanki kwantowe ich nie interesuja. O wiele powazniejszy jest problem co zrobic z tymi nieszczesnymi gornikami, oczywiscie ty bys chcial zeby zabrac im kase i niech zdechna a przeznaczyc na twoje prinston. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kot Behemot Re: Demagogia a la prinston IP: *.client.attbi.com 23.09.03, 21:01 Jeżeli amerykański robotnik ma na dom, dwa samochody i zwiedzanie świata po przejściu na emeryturę, to dzięki "prinstonom" a nie związkom zawodowym. Oczywiście, znacznie przyjemniej robotnikom, jeśli to oni są klasą przewodnią, ale wtedy starcza tylko na M-2 i autobus. :-) Odpowiedz Link Zgłoś
dyplomata Co i jak 23.09.03, 21:23 Gość portalu: Kot Behemot napisał(a): > Jeżeli amerykański robotnik ma na dom, dwa samochody i zwiedzanie świata po > przejściu na emeryturę, to dzięki "prinstonom" a nie związkom zawodowym. Tak ale amerykanski robotnik kiedys tyral nieprzytomnie i klepal biede zanim sie wypracowalo ekstra dochodu na rozwoj nauki i technologii na masowa skale. > Oczywiście, znacznie przyjemniej robotnikom, jeśli to oni są klasą > przewodnią, ale wtedy starcza tylko na M-2 i autobus. :-) Na dodatek Polska ledwo co sie wygrzebala z trudnej historii wiec na razie tylko kapitalistom powodzi sie dobrze tak jak to bylo kiedys w USA:) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pawelek Re: Co i jak IP: *.nrockv01.md.comcast.net 24.09.03, 00:15 Ja tez tyram nieprzytomnie. Nic w tym zlego. Prawie kazdy tak zyje w Stanach. Jestesmy krajem biednym i powinnismy tyrac, a nie wyciagac raczke po ZUS... Moze tak w Polsce ktos potyralby nieprzytomnie? Myslisz, ze nie znalezliby sie ludzie, ktorzy chcieliby tyrac w dziedzinie high-tech albo biologii molekularnej? No, ale to sa pasozyty, ktore zajmuja sie fanaberiami i innymi prinstonami. W sowchozowo-solidarnosciowo-ludowo-maryjnej mentalnosci na takie fanaberie miejsca nie ma. Tylko los gornika i emeryta nam lezy na sercu... Odpowiedz Link Zgłoś
dyplomata Tyranie 24.09.03, 14:17 Gość portalu: Pawelek napisał(a): > Ja tez tyram nieprzytomnie. Nic w tym zlego. Prawie kazdy tak zyje w Stanach. > Jestesmy krajem biednym i powinnismy tyrac, a nie wyciagac raczke po ZUS... > Moze tak w Polsce ktos potyralby nieprzytomnie? Myslisz, ze nie znalezliby >sie ludzie, ktorzy chcieliby tyrac w dziedzinie high-tech albo biologii > molekularnej? No, ale to sa pasozyty, ktore zajmuja sie fanaberiami i innymi > prinstonami. W sowchozowo-solidarnosciowo-ludowo-maryjnej mentalnosci na >takie fanaberie miejsca nie ma. Tylko los gornika i emeryta nam lezy na >sercu... Haha mowiac o tyraniu ma sie na mysli tyrke w EKONOMII RYNKOWEJ. Czyli sie tyra nad robieniem produktu ktory ma zbyt. Sporo ludzi w Polsce tyra w ten sposob. Gornicy i emeryci oczywiscie nie tyraja w tym sensie. Pewnie ze znalazloby sie pelno takich coby chcieli potyrac za dobra kase w molekulach, topologii algebraicznej, kwantowych wszechswiatach. Tylko akurat na taka robote nie ma zbytu na polskim rynku a funduszy publicznych jest za malo by takie ekstra fundowac. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jarek Re: Co i jak IP: *.iimcb.gov.pl 24.09.03, 13:19 Drogi Dyplomato, Wybacz, ze spytam ale kiedy to bylo? Kiedy to Ameryka nie rozwijala wlasnych technologii a robotnicy wypracowywali dopiero ten dochod na przyszly dynamiczny rozwoj? Bo wiesz, bracia Wright i Edison i Bell. Oni zyli i pracowali w Stanach juz dawno temu. Wiec teraz nie wiem o jaki okres historii Stanow Ci chodzi. O Indian ? Odpowiedz Link Zgłoś
dyplomata Jak to drzewiej bywalo 24.09.03, 14:31 Gość portalu: jarek napisał(a): > Drogi Dyplomato, Wybacz, ze spytam ale kiedy to bylo? Kiedy to Ameryka nie >ro zwijala wlasnych technologii a robotnicy wypracowywali dopiero ten dochod >na przyszly dynamiczny rozwoj? Bo wiesz, bracia Wright i Edison i Bell. > Oni zyli i pracowali w Stanach juz dawno temu. Wiec teraz nie wiem o jaki >okres historii Stanow Ci chodzi. O Indian ? No kolego trzeba nieco historii poczytac i zinterpretowac. Przeciez wszyscy co tu sie domagaja dobrej kasy na ich badania naukowe maja na mysli fundusze PUBLICZNE, czyli po prostu zeby im podatnicy zrobili zrzutke na ich rozrywki intelektualne. Oczywiscie w USA funduszy publicznych na nauke idzie OBECNIE duzo. Ale drzewiej bylo inaczej. I zeby ci to uswiadomic zapytamy: Czy braciuchy Wright, Bell i Edison byli na publiczncych etatach, mieli gdzies tenjurowki? Robili swoje ciekawostki za pieniadze podatnikow? Nie, oni sami inwestowali, generowali kapital i byli pracodawcami. A dlaczego tak robili zamiast byc na stalej posadzie? Bo nie bylo na to kasy. A dopiero pozniej jak ekonomia sie rozwinela to zaczely sie powazne naklady z funuszy publicznych. Dokladniej mozesz to liczyc jako poczatek od WWII, a pozniej potezny impuls po sputniku. I glownym motywem decydentow byly sprawy mocarstwowo-wojenno-strategiczne a nie czysta nauka. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jarek Re: Jak to drzewiej bywalo IP: *.iimcb.gov.pl 24.09.03, 17:07 Drogi Dyplomato, Nie odsylaj mnie do ksiazek. Przeczytaj jeszcze raz swoj wlasny tekst. Twoim zdaniem najpierw sie kraj dorabia a potem dopiero rozwija wlasne technologie. W wypadku Ameryki tak chyba nie bylo i na to chcialem Ci zwrocic uwage. Stany wytwarzaly wlasne oryginalne technologie juz od dosc dawna. Zmienil sie sposob finansowania postepu technologicznego. Kiedys jak slusznie zauwazyles dominowal kapital prywatny. Teraz wydaje sie na to rowniez sporo pieniedzy publicznych. Z punktu widzenia efektow dla gospodarki to nie jest tak wazne kto inwestuje w badania. Problem sprowadza sie do tego czy w ogole probuje sie rywalizowac na tym polu z innymi czy tez nie. Twoj poglad jak rozumiem jest taki, ze lepiej w ogole nie probowac. Dlatego takim wielkopanskim gestem wysylasz na emigracje mlodych polskich naukowcow twierdzac, ze ich aspiracje, wiedza i chec rywalizacji nie sa krajowi potrzebne. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
dyplomata Pieniadze podatnikow 24.09.03, 19:30 Gość portalu: jarek napisał(a): > Drogi Dyplomato, Nie odsylaj mnie do ksiazek. Przeczytaj jeszcze raz swoj >wlasny tekst. Twoim zdaniem najpierw sie kraj dorabia a potem dopiero >rozwija wlasne technologie. W wypadku Ameryki tak chyba nie bylo i na to >chcialem Ci zwrocic > uwage. Stany wytwarzaly wlasne oryginalne technologie juz od dosc dawna. > Zmienil sie sposob finansowania postepu technologicznego. Kiedys jak >slusznie zauwazyles dominowal kapital prywatny. Teraz wydaje sie na to >rowniez sporo pieniedzy publicznych. Z punktu widzenia efektow dla gospodarki >to nie jest tak wazne kto inwestuje w badania. No wiec jak mowisz KIEDYS dominowal kapital prywatny. Kiedy to bylo? Gdy kapitalu bylo nie za duzo. TO SAMO jest teraz w Polsce. USA wytwarzaly technologie ale nie za pieniadze PODATNIKOW. A na tym forum ludzie zadaja cieplych posadek na koszt podatnikow w Polsce. To nie ten etap. Wlasnie nalezy brac przyklad nie z obecnych USA tylko z tych dawnych bo taki jest poziom finansowy w Polsce. A czy nie jest wazne kto inwestuje w badania? Moze i nie, ale jezeli jest bardzo malo kasy to lepiej nie przepuszczac jej przez panstwowoe podatki. Przeciez wszyscy zadaja obnizania podatkow, zmniejszenia roli panstwa a tu nagle naukowcom ma sie robic wrecz przeciwnie? To nie ten etap. >Problem sprowadza sie do tego czy w ogole probuje sie rywalizowac na tym polu >z innymi czy tez nie. Twoj poglad jak rozumiem jest taki, ze lepiej w ogole >nie probowac. Dlatego takim wielkopanskim gestem wysylasz na emigracje >mlodych polskich naukowcow twierdzac, ze ich aspiracje, wiedza i chec rywalizacji nie sa krajowi potrzebne. Pozdrawiam Niestety to co piszesz to skrajna demagogia sluzaca klajstrowaniu chlodnej prawdy. Mlodzi naukowcy z aspiracjami i wiedza? Niech wezma wlasnie przyklad z Bella, Edisona i braci Wright. Niech nie wyciagaja lap do podatnikow z zadaniem dobrych tenjurkow bo podatnicy sami klepia biede. Niech udowodnia ze da sie zrboic rozne rzeczy bez pieniedzy podatnikow. Przyklad USA i innych krajow rozwinietych jest doskonaly: jak PKB osiagnie 15 000 euro/glowe to podatnicy beda mieli gest zeby rzucic na nauke. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jarek Re: Pieniadze podatnikow IP: *.iimcb.gov.pl 24.09.03, 20:00 Drogi Dyplomato. Nie wiem na ile przedstawiasz wlasne poglady a na ile pelnisz role moderatora znakomicie napedzajacego te dyskusje. W kazdym razie pieniedzy podatnikow bronisz jak lew. Co do oskarzen o demagogie to nie jest Ci ona obca. Naprawde sadzisz, ze istotnym problemem finansow publicznych w Polsce jest wydawanie lub nie wydawanie 0,37 % PKB na badania naukowe. Hmmm... Ja sadze, ze nawet likwidacja tej pozycji w budzecie nie pozwoli na obnizenie podatkow. Pozdrawiam serdecznie. Odpowiedz Link Zgłoś
dyplomata Pieniadze podatnikow 25.09.03, 09:08 Gość portalu: jarek napisał(a): > Drogi Dyplomato. Nie wiem na ile przedstawiasz wlasne poglady a na ile >pelnisz role moderatora znakomicie napedzajacego te dyskusje. W kazdym razie >pieniedzy podatnikow bronisz jak lew. Co do oskarzen o demagogie to nie >jest Ci ona obca. Naprawde sadzisz, ze istotnym problemem finansow >publicznych w Polsce jest wydawanie lub nie wydawanie 0,37 % PKB na badania >naukowe. Hmmm... Ja sadze, ze nawet likwidacja tej pozycji w budzecie nie >pozwoli na obnizenie podatkow. Pozdrawiam serdecznie. Masz oczywiscie racje ale nie o to tu chodzi. Tutaj ludzie domagaja sie zwiekszenia nakladow do poziomu krajow wysoko rozwinietych. I zdaje sie ze nie chodzi im nawet o to by naklady byly na poziomie 2-3% PKB tylko zeby w liczbach byly takie same bo oni by chcieli zeby place i wyposazenie byly takie same. I to nie na poziomie jakiegos tam University of the Boondocks a Ivy League. To sa mrzonki. Nie robmy wiec demagogii o 0.37% PKB tylko popatrzmy jaki jest poziom rozwoju i stan finansow publicznych. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jarek Re: Pieniadze podatnikow IP: *.iimcb.gov.pl 25.09.03, 11:07 Drogi Dyplomato, Zgoda. Dyskutujmy bez demagogii. Mysle, ze zle odczytujesz sens wypowiedzi Polakow robiacych badania naukowe za granica. Problem z tym nieszczesnym 0,37 % PKB polega na tym iz jest on efektem ciaglego corocznego obnizania wydatkow na badania. Interesy tego sektora gospodarki (R&D) i ludzi z nim zwiazanych przegrywaly i nadal przegrywaja. Trwa to juz ponad 10 lat i odzwierciedla fatalna atmosfere polityczna dla nauki i rozwoju technologii. Zwyciezyl w Polsce poglad, ktory Ty reprezentowales w tej dyskusji, ze badania to zbedny luksus. Jednoczesnie nikt nie zdecydowal sie pozamykac uniwersytetow. Stad ta frustracja i rozczarowanie. Ludzie sie ksztalca. Wmawia im sie, ze Polska dolacza wlasnie do krajow rozwinietych. Nie chodzi o mrzonki. Nikt nie zacznie z dnia na dzien konkurowac ze Stanami i Japonia. Chodzi o brak perspektyw i o traktowanie badan naukowych jako piatego kola u wozy. Pomiedzy 0,37 % a 3% jest duzo miejsca ale nam grozi ruch w przeciwnym kierunku. Kolejna magiczna liczba to bedzie prawdopodobnie 0,34 %. Miedzy innymi dlatego nauka w Polsce ulega degeneracji bo jest ona troche jak firma panstwowa postawiona w stan likwidacji. Jeszcze placa pensje, jeszcze placa ZUS ale swojej kariery zawodowej lepiej z ta firma juz nie wiazac. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Carmen Sandiego Re: Pieniadze podatnikow IP: *.proxy.aol.com 25.09.03, 07:49 Drogi dyplomato. Z tym finansowaniem nauki przez business to trzeba tez miec otwarta glowe. Kiedys przy lunchu George Olah (a wiec nie byle kto) opowiadal taka anegdote. Jak przyjechal do Stanow to zaczal pracowac w firmie (nazwe umyslnie pomine ale bardzo znana), i byl ciekaw jak ona powstala. Zalozylo ja dwoch kumpli. Bylo to biedne i male laboratorium chemiczne. Pewenego dnia przyszedl do nich gosciu i zapytal sie czy nie przeanalizowaliby jego probek ropy naftowej. Ale powiedzial ze niestety nie ma czym zaplacic, ale moze zostawic iles akcji swojej firmy. Akcje te wtedy mialy wartosc papieru na ktorym je wydrukowano. Facet nazywal sie Rockefeler.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kot Behemot Re: Pieniadze podatnikow. Rola państwa. IP: *.client.attbi.com 25.09.03, 22:18 A poza tym z finansowaniem nauki przez biznes to jest tak: zastosowania odkryć naukowych i wynalazków znakomicie mogą byc finansowane przez biznes. Bierzemy dokonane już odkrycie, dokładamy X milionów dolarów i za 5-10 lat rzecz zaczyna przynosić zysk. NIKT jednak, kto musi się rozliczać z akcjonariuszami, nie zainwestuje w badania podstawowe, mogące doprowadzić do odkrycia. Kiedyś tymi "inwestycjami wysokiego wyzyka" zajmowali się pasjonaci. Wystarczył sznurek, kawałek drutu, magnes, odczynniki ze sklepu. Pasjonata jednak nigdy nie będzie stać na cyklotron, superkomputer, reaktor jądrowy. Większość postępu technologicznego, dzięku któremu USA są obecnie najbogatszym krajem świata, to skomercjonalizowane przez biznes efekty finansowanej przez państwo pracy nad takimi projektami, jak (w kolejności odwrotnie chronologicznej): - system przesyłu danych, potrafiący działać mimo zniszczenia jego części w wyniku ataku jądrowego (sfinansowany przez DARPA lub jej poprzedniczkę, dzięki czemu mamy teraz internet) - program kosmiczny (inżynieria materiałowa i komputery) - program budowy bomby atomowej (energetyka i komputery) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Tired Re: Pieniadze podatnikow. Rola państwa. IP: *.chello.pl 25.09.03, 23:22 Gość portalu: Kot Behemot napisał(a): > Większość postępu > > technologicznego, dzięku któremu USA są obecnie najbogatszym krajem świata, to > skomercjonalizowane przez biznes efekty finansowanej przez państwo pracy nad > takimi projektami, jak ... Jest to rzecz w miarę znana tym, którzy swojej wiedzy o świecie nie opierają tylko na gazetach w rodzaju "Wyborczej", albo programach telewizyjnych, i choć trochę myślą. Niestety, nasi liberałowie na czele z prof. Balcerowiczem, nie należą do tej grupy. Tam obowiązuje podejście: prywatyzować i sprzedawać co się da (choćby za złotówkę i ze stratą, nawet firmom państwowym - byle nie z Polski), minimalizować rolę państwa, nierentowne (nawet chwilowo) przedsiębiorstwa likwidować, teren zaorać. Jesteśmy za biedni żeby rozwijać jakąkolwiek naukę (patrz posty dyplomaty - tutaj), nie ma pieniędzy żeby utrzymywać tylu hobbystów (czyli prawdziwy naukowiec w Polsce powinien się zajmować swoją dziedziną ze wstrętem). Krótko mówiąc: im wcześniej wrócimy na drzewa, tym dla nas i dla budżetu państwa lepiej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Carmen S. Re: Pieniadze podatnikow. Rola państwa. IP: *.proxy.aol.com 26.09.03, 04:34 Masz racje Kocie, w takich dyskusjach rzadko sie zauwaza ze w skali panstwa finansowanie nauki to grosze, ktore nigdy budzetu ani nie uratuja ani nie zalamia. Pocieszam sie tym, ze z doswiadczenia wiem, ze bardzo dobra nauke mozna uprawiac za bardzo male pieniadze, naprawde sa takie dziedziny. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Tired Re: Demagogia a la prinston IP: *.chello.pl 23.09.03, 23:17 dyplomata napisał: > > Hehe, jasne zebys wolal zeby polscy podatnicy zrobili zrzutke na jakies > polskie prinston adwansed study dla ciebie gdzie moglbys w eleganckich > warunkach zajmowac sie smietankami filozofii kwantowych. Ale niestety ci sami > podatnicy maja problemy z basic existence wiec smietanki kwantowe ich nie > interesuja. O wiele powazniejszy jest problem co zrobic z tymi nieszczesnymi > gornikami, oczywiscie ty bys chcial zeby zabrac im kase i niech zdechna a > przeznaczyc na twoje prinston. > Ci górnicy, jeśli będą się upierać, do końca życia będą żyli z socjalu, tylko pod nazwą dotacji, czy umorzenia ZUS-u. Ale tutaj nie chodzi o nich. Jeśli podejście rządu będzie albo lewicowe - czyli utrzymać to co jest, dbać przede wszystkim o ludzi pracy najemnej, albo skrajnie liberalne a la Balcerowicz - sprywatyzować ile się da, zamknąć wszystko co nierentowne, zlikwidować państwo, ziemię zaorać, to nie tylko tych górników, ale i ich dzieci czeka nędza. Ktoś dał wczoraj świetnego linka do artykułu prof. Tadeusiewicza pokazującego jak łatwo jest popaść w absurd i to naszym liberałom i ich unijnym doradcom. Princeton w Polsce długo nie będzie nie tylko z racji pieniędzy i zacofania, ale także z powodu demoralizacji środowiska, które samo się nie zmieni. Pisałem o tym wczoraj: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=8070491&a=8117317 nie chcę się powtarzać. Ale to nie znaczy, że nie będzie pojedyńczych wyników, których ludzie z Princeton będą zazdrościć. Mimo nędzy jesteśmy cześcią cywilizacji i ponosimy za nią jakąś odpowiedzialność. "Gazeta Wyborcza" publikuje w każdy wtorek w części "Gospodarka" przykłady polskich firm z branży nowych technologii które odniosły już teraz sukces i są znane w świecie. Ich by nie było, gdybyśmy posłuchali dyplomaty/Balcerowicza/niektórych zachodnich doradców. Im najbardziej odpowiada obraz Polski jak z niemieckiej telewizji - baba na furmance wioząca mleko do punktu skupu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kot Behemot Re: Chlodna prawda IP: *.client.attbi.com 23.09.03, 19:34 dyplomata napisał: > gadanie typu Politechnika X w porownaniu do MIT to null > jest bzdura bo MIT w porownaniu od przecietnej w USA to tez infinity a twoj > state do jakichs tam Caltechow tez wyglada bladawo, nie? Nie jest bzdurą. Twoja argumentacja sprowadza się do tego, że jest kolosalna różnica między MIT a przeciętną w USA i że jest kolosalna różnica między MIT a Politechniką X. W domyśle - Politechnika X a przeciętna w USA to mniej więcej to samo. A to nieprawda. Przeciętna w USA pozwala naukowcom na normalne życie i pracę bez dorabiania na boku, a więc na skoncentrowanie się na nauce. A pracować można i na tej "przeciętnej" - trzeba tylko rozejrzeć się za uniwersytetem, który ma akurat interesujący Cię wydział silny. Uczelnie typu MIT czy Caltech nie są dobre dlatego, że w jakiejś konkretnej dziedzinie reprezentują poziom nieosiągalny dla innych. Są dobre, bo jak idziesz na MIT to masz gwarancję, że KAŻDY wydział jest co najmniej przyzwoity. Mniejsze uczelnie mają rasowe tylko NIEKTÓRE wydziały. Mój uniwersytet, na przykład, ma centrum biotechnologii i laboratorium badań kosmicznych na poziomie. College of Business, Nutrition Science albo Family Life służą zaś głównie jako miejsce do szukania męża. Odpowiedz Link Zgłoś
dyplomata Porownania 23.09.03, 21:18 Gość portalu: Kot Behemot napisał(a): > > gadanie typu Politechnika X w porownaniu do MIT to null > > jest bzdura bo MIT w porownaniu od przecietnej w USA to tez infinity a two > state do jakichs tam Caltechow tez wyglada bladawo, nie? > Nie jest bzdurą. Twoja argumentacja sprowadza się do tego, że jest kolosalna > różnica między MIT a przeciętną w USA i że jest kolosalna różnica między MIT >a Politechniką X. W domyśle - Politechnika X a przeciętna w USA to mniej >więcej to samo. A to nieprawda. Przeciętna w USA pozwala naukowcom na >normalne życie i pracę bez dorabiania na boku, a więc na skoncentrowanie się >na nauce. Oczywiscie, jak przystalo na najbogatszy kraj swiata. Problem jest w tym ze Polska jest krajem biednym i w ogole place sa niskie. Czy mozna je magicznie podwyzszyc do 'przyzwoitego' poziomu? Niby dlaczego naukowcom mialoby sie tworzyc ekstra warunki? Tym bardziej ze studia sa w duzej czesci bezplatne bo taki jest model europejski? Na obecnym poziomie rozwoju w Polsce potrzebni sa biznesmeni i pracodawcy. Tych jest o wiele za malo. Ale jak juz sa to sposrod nich sa ci ktorym sie dobrze powodzi. I tak wlasnie musi byc. Dopoki ekonomia nie rozwinie sie do poziomu ze beda generowane jakies nadwyzki na ekstra rzeczy, nauka musi niestety byc na marginesie bo nauka to jest ta rzecz ekstra. W krajach zamoznych jest nadwyzka kasy wiec mozna sobie robic rozne fajerwerki i wystrzeliwac za setki milionow sondy na Marsa zeby zobaczyc czy byla tam woda czy nie. W krajach biednych takie wywalanie forsy na nauke byloby juz po prostu nieetyczne. > A pracować można i na tej "przeciętnej" - trzeba tylko rozejrzeć się za > uniwersytetem, który ma akurat interesujący Cię wydział silny. Uczelnie typu > MIT czy Caltech nie są dobre dlatego, że w jakiejś konkretnej dziedzinie > reprezentują poziom nieosiągalny dla innych. Są dobre, bo jak idziesz na MIT >to masz gwarancję, że KAŻDY wydział jest co najmniej przyzwoity. Mniejsze >uczelnie mają rasowe tylko NIEKTÓRE wydziały. Mój uniwersytet, na przykład, >ma centrum biotechnologii i laboratorium badań kosmicznych na poziomie. >College of Business, Nutrition Science albo Family Life służą zaś głównie >jako miejsce do szukania męża. Masz racje. Podane przyklady sluzyly tylko ilustracji tej nieznosnej maniery 'w Polsce dziadownia i tyle, a u nas w Stanford to...'. Tak samo do ilustracji przecietnego poziomu zycia w USA uzywa sie porownan z okolic Richmond Va., Cambridge Mass., i Palm Beach, Fla, brakuje tylko Beverly Hills. Ludzie maja jakas lobotomie i nie maja pojecia ze sa miejsca takie jak Gorne Mississippi oraz ze uniwersytetow w USA jest kilka tysiecy a nie tylko ta setka z co najmniej jednym dobrym wydzialem, nie? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kot Behemot Re: Porownania IP: *.client.attbi.com 24.09.03, 02:16 dyplomata napisał: > Oczywiscie, jak przystalo na najbogatszy kraj swiata. Problem jest w tym ze > Polska jest krajem biednym i w ogole place sa niskie. Czy mozna je magicznie > podwyzszyc do 'przyzwoitego' poziomu? Można przynajmniej przywrócić normalną relację: że dobry doktor inżynier zarabia trzy razy tyle, co dobry operator koparki. Mnie tam bieda szczególnie nie doskwierała: dorabiałem kursami komputerowymi i inwestowaniem na giełdzie. Szlag mnie jednak trafił na powszechną opinię, że naukowcowi można zaproponować obelżywe wynagrodzenie rzędu połowy średniej krajowej i jeszcze oczekiwać, że się będzie cieszył, że ma w ogóle pracę. I dlatego wyjechałem. Może wrócę, jak będzie szansa na otrzymanie odpowiedzi na ogłoszenie takie, jak poniższe: Chemik, magisterium z chemii i technologii leków, doktorat z chemii fizycznej, postdoc i samodzielna praca w USA, podejmie pracę w przemyśle farmaceutycznym bądź na uczelni. Oryginalny dorobek (publikacje, patent). Oczekiwane wynagrodzenie: 5000 złotych/miesięcznie (kandydat jest patriotą i zgodzi sie pracować za ułamek analogicznego wynagrodzenia w USA, ale nie jest debilem i nie pozwoli sie traktować jak pokorny suplikant, w pas się kłaniający panu Rektorowi lub Dyrektorowi). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Carmen Sandiego Re: Porownania IP: *.proxy.aol.com 24.09.03, 03:08 Czy my sie czasem nie znamy ? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kot Behemot Re: Porownania IP: *.client.attbi.com 24.09.03, 03:35 Gość portalu: Carmen Sandiego napisał(a): > Czy my sie czasem nie znamy ? Kto wie, swiat jest maly, a dla naukowcow jeszcze mniejszy. :-) Lodz? Odpowiedz Link Zgłoś
dyplomata Wymagania kota 24.09.03, 07:29 Gość portalu: Kot Behemot napisał(a): > Można przynajmniej przywrócić normalną relację: że dobry doktor inżynier > zarabia trzy razy tyle, co dobry operator koparki. Mnie tam bieda > szczególnie nie doskwierała: dorabiałem kursami komputerowymi i > inwestowaniem na giełdzie. Szlag mnie jednak trafił na powszechną opinię, że > naukowcowi można zaproponować > obelżywe wynagrodzenie rzędu połowy średniej krajowej i jeszcze oczekiwać,że > się będzie cieszył, że ma w ogóle pracę. I dlatego wyjechałem. No tutaj jest cos dziwnego. Po pierwsze cene pracy mimo wszystko co nieco jednak dyktuje rynek. Ty zadasz by rzad wszystkim podwyzszyl ot tak sobie. Tymczasem polityka pracodawcy jest i musi byc zasze taka ze pracownikom chce zaplacic jak najmniej w stosunku do sytuacji na rynku. A jezeli ludziom nie odpowiada gdzies placa to przenosza sie do innego miejsca. Ty zrobiles wiec racjonalnie i wyjechales a na twoje miejsce znalezli sie inni wiec wszystko jest OK. > Może wrócę, jak będzie szansa na otrzymanie odpowiedzi na ogłoszenie takie, >jak poniższe: > Chemik, magisterium z chemii i technologii leków, doktorat z chemii >fizycznej, postdoc i samodzielna praca w USA, podejmie pracę w przemyśle >farmaceutycznym bądź na uczelni. Oryginalny dorobek (publikacje, patent). >Oczekiwane wynagrodzenie: 5000 złotych/miesięcznie (kandydat jest patriotą i >zgodzi sie pracować za ułamek analogicznego wynagrodzenia w USA, ale nie jest >debilem i nie pozwoli sie traktować jak pokorny suplikant, w pas się >kłaniający panu Rektorowi lub Dyrektorowi). Sprawa jest w tym przypadku bardzo prosta: Dajesz ogloszenie do gazety i czekasz na odpowiedz. Jezeli na rynku (a szczegolnie w PRZEMYSLE farmaceutycznym) bedzie zapotrzebowanie na twoja sile robocze w zamian za cene jaka oferujesz (albo i wiecej np. 10 czy 20 000 PLN)to beda zainteresowani zeby cie wziac. Ale jesli na rynku sa ludzie z mniej wiecej podobnymi kwalifikacjami gotowi sprzedac sie za 2000 zl to oczywiscie nie masz szans. Twoje kwalifikacje sa tyle warte co zapotrzebowanie na rynku. Jezeli rynek takich kwalifikacji nie potrzebuje to ich wartosc jest zero. A jezeli potrzebuje to cene dyktuje konkurencja na rynku. Zreszta sam musisz o tym wiedziec skoro w Polsce robiles kase na gieldzie i kursach czyli tam gdzie byl popyt. Nawiasem mowiac 5000 zl to nie jest taka duza suma w sektorze farmaceutycznym bo tyle ludzie biora ale za przedstawicielstwo firm, marketing i sprzedaz. A ty pewnie masz na mysli blue sky long term research, na to na polskim rynku nie ma zpotrzebowania wiec po prostu twoja wartosc rynkowa na tym rynku jest pewnie bliska zeru. W USA jest dokladnie tak samo, w North Dakota pewnie na twoja prace nie ma popytu ale jest gdzie indziej, nie? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pawelek Re: Porownania IP: *.nrockv01.md.comcast.net 24.09.03, 05:44 Korea i Chiny tez byly na obecnym poziomie, ale jakos nie chca na nim pozostawac. Wypowiedzi w tym stylu wyglaszal juz kiedys na tym forum osobniko o pseudo "obserwator". Mnie obecne poziomy chyba nie interesuja, bo za bardzo pachna prymitywem. Wracam do czytania NEJM... Odpowiedz Link Zgłoś
dyplomata Azja nie dla nas 24.09.03, 07:39 Gość portalu: Pawelek napisał(a): > Korea i Chiny tez byly na obecnym poziomie, ale jakos nie chca na nim > pozostawac. Korea byla bardzo biedna i sie rozwinela a Chiny sie teraz rozwijaja. Tylko jest to rozwoj na MODLE AZJATYCKA. A polega on na tym ze dyktatura zagania ludzi do roboty a wydatki panstwa nie podlegaja demokratycznej kontroli. Rozwoj w Korei nastapil za czasow wojskowych dyktatur a o Chinach obecnie jakos zapomina sie ze nadal jest to panstwo komunistyczne. Na dodatek duza czesc rozwoju w Chinach podporzadkowana jest mocarstwowym ambicjom rzadzacych totalitarystow. Nie mowi sie wiec wiele jak to ludzie pracuja w zakladach skoszarowanych albo o programach budowy bomb wodorowych i rakiet dalekiego zasiegu, niedlugo wystartuja chinscy kosmonauci i swiat bedzie podziwial chinski rozwoj. W Polsce to juz przerobiono za czasow Wielkiego Brata. Podobny wspanialy rozwoj jest tez w Indiach i Pakistanie, bomby atomowe umieja robic jak nalezy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pawelek Afryka nie Azja IP: *.mhg.edu 24.09.03, 14:39 Najwyrazniej dyplomatyczne umysly obmyslaja nam w zaciszach ministerstw przyszlosc afrykanska i zgola niemocarstwowa...Zabawne te porownania, godne Talleyrand'a! Odpowiedz Link Zgłoś
dyplomata Tesknoty? 24.09.03, 19:32 Gość portalu: Pawelek napisał(a): > Najwyrazniej dyplomatyczne umysly obmyslaja nam w zaciszach ministerstw > przyszlosc afrykanska i zgola niemocarstwowa...Zabawne te porownania, godne > Talleyrand'a! Masz jak widac ochote na to by do Polski wrocil totalitaryzm i komuna byle na nauke dano kasy. Tesknoty za starym systemem? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pawelek Re: Troche dziwne sa te porownania IP: *.mhg.edu 23.09.03, 16:41 Porownajmy wiec Instytut Nenckiego do Institute of Molecular Medicine and Genetics w Augusta, GA, na glebokim poludniu, czyli tzw. "zadupiu" www.mcg.edu/Institutes/IMMAG/index.html. Smiem twierdzic, ze w Polsce nie ma nawet jednej placowki naukowej zdolnej konkurowac z tym prowincjonalnym miejscem. W tym wlasnie tkwi problem, bo z NIH i Ivy League to chyba porownywac nawet nie ma sensu. Odpowiedz Link Zgłoś
dyplomata Re: Troche dziwne sa te porownania 24.09.03, 19:42 Gość portalu: Pawelek napisał(a): > Porownajmy wiec Instytut Nenckiego do Institute of Molecular Medicine and > Genetics w Augusta, GA, na glebokim poludniu, czyli tzw. "zadupiu" >Smiem twierdzic, ze w Polsce > nie ma nawet jednej placowki naukowej zdolnej konkurowac z tym >prowincjonalnym miejscem. W tym wlasnie tkwi problem, bo z NIH i Ivy League >to chyba porownywac nawet nie ma sensu. Georgia to zadupie??? Ty byles chlopie kiedys na zadupiu w USofA? A to ze NIH i Ivy nie ma co porownywac to jest wlasnie sedno sprawy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pawelek Re: Troche dziwne sa te porownania IP: *.mhg.edu 25.09.03, 16:21 No, (niestety) bywalem w roznych miejscach, w tym pare lat na poludniu, wiec mam dosc duza skale porownawcza, zjezdzilem Poludniowa Karoline, Georgie, Alabame, Luizjane etc. W umysle przecietnego mieszkanca wielkiego miasta wszystko, co znajduje sie ponizej Mason-Dixon line to zadupie, wiec najwyrazniej nie za bardzo znasz tutejsze realia i uprzedzenia. Niedawno moj znajomy profesor z Chicago glosno zasmiewal sie z mojego pomyslu pracy na University of Alabama, w Birmingham, chociaz mnie nie wydawalo sie to najgorszym miejscem (calkiem wysoko stoi w rankingu US News). Wydaje mi sie rowniez, ze nie nalezy mylic Atlanty z cala Georgia. Pozdrowienia z Waszyngtonu! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: greybeard Re: Smutno się czyta te teksty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.09.03, 15:19 Drogi Kocie Behemocie! Jeżeli ktoś wyjechał do USA i daje sobie radę w tamtejszym super konkurencyjnym systemie - to napewno nie jest sfrustrowanym nieudacznikiem - bo potrafił podjąc trudną decyzje i sprostał wielkiemu wyzwaniu!Poczytaj teksty tej dyskusji i sam zobaczysz o kogo mi chodziło. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kot Behemot Re: Smutno się czyta te teksty IP: *.client.attbi.com 23.09.03, 18:05 Gość portalu: greybeard napisał(a): > Drogi Kocie Behemocie! Jeżeli ktoś wyjechał do USA i daje sobie radę w > tamtejszym super konkurencyjnym systemie - to napewno nie jest sfrustrowanym > nieudacznikiem - bo potrafił podjąc trudną decyzje i sprostał wielkiemu > wyzwaniu!Poczytaj teksty tej dyskusji i sam zobaczysz o kogo mi chodziło. Widzisz, przecież to ci sami ludzie. Owszem, znam osoby, które nie mogły się zdecydować na pracę w USA, ale nie dlatego, że nie mogły sobie dać rady, tylko z powodów rodzinnych. Nie są to więc nieudacznicy. Sfrustrowani jednak są/jesteśmy. Oni, bo za pracę dostają obelżywą jałmużnę rzędu połowy pensji operatora koparki. Ja - bo to już czas, kiedy trzeba by sie zająć starzejącymi się rodzicami, a na odległość trudno. I jeszcze krótka odpowiedź Dyplomacie: owszem, nie musimy inwestować w naukę. Możemy produkować proste wyroby konkurując z Azją (choć to trudne, bo Chiny mają nadmiar siły roboczej i praca robotnika kosztuje tam jakieś 20 dolarów na miesiąc). Zgadzam się z Tobą, że alternatywa jest trudna, że nie ma w Polsce mechanizmu rynkowego, pozwalającego na wykorzystanie odkryć i wynalazków. Jest tu jednak analogia między sytuacją społeczeństwa a jednostki. Z punktu widzenia krótkookresowego interesu jednostki lepiej iść po podstawówce do pracy i zacząć zarabiać pieniądze. Jednostka jednak nieco bardziej świadoma nie będzie patrzeć na aktualny bilans w portfelu i pójdzie do liceum a potem na studia. Dlaczego społeczeństwo musi być głupsze? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bol.chro LUDZIE czemu bijecie piane? Czemu mieszacie w noc IP: *.nsm.pl / 195.117.2.* 21.09.03, 17:30 niku pod tytulem polska nauka, a wlasciwie "polska nauka". Kazdy, podkreslam kazdy, kto zetknal sie z "polska nauka" wie, ze to srodowisko oszustow, nieudacznikow, zlodziei ktorzy wybrali sobie ten sposob na wygodne zycie. Dla sprawiedliwosci dodam, ze 1 % uczciwych tez sie tu znajduje, tyle samo co w srodowisku politykow. Prawdziwa nauka istnieje tam gdzie sa jasne kryteria oceny, przemysl ktory finansuje nauke. W Polsce nie ma ani przemyslu, ani moralnosci. Polska nauka to cos specyficznego, czego nie znajdzie sie nigdzie idziej na swiecie. Tylko polska megalomania kaze twierdzic, ze jest inaczej. Na nic nie poradza osobnicy typu M Zylicz. Jesli jest uczciwy to niech powie czy jego kariera opiera sie na geniuszu, czy na ukladach rasowo-towarzyskich. Pomysly prof z PAN (siedliska nierobow), ze niby najpierw 4 lata doktorat pozniej post dok w USA jako podstawa dalszej kariery tlumaczy sie wprost: najpierw uczymy przez 4 lata podstaw, a nastepnie wysylamy przyszlego "uczonego" na pachte (kradziez) do osrodka w USA. Prof z PAN nazywa to wymiana krwi. A ja kradzieza pomyslow i idei bo znam wielu takich "profesorow" ktorych kariera zaczynala sie od wyjazdu do USA. Przenosilo sie cudze pomysly i prace do Polski i sprzedawalo jako wlasne. Jesli ktos jest prawdziwym naukowcem to wie, ze pomyslow jest znacznie wiecej niz niz mozliwosci ich realizacji. Jak sie jest WIELKIM PROFESOREM z PAN to po co wysylac dobrych ludzi do USA? Zeby najlepsi tam wsiakli? Czy po prostu dlatego, ze samemu jest sie impotentem naukowym i brakuje wlasnych pomyslow. Gdyby spoleczenstwo wiedzialo jak wydaje sie na ich podatki w ramach "nauki polskiej" to wyplenilo by te bande skorumpowanych oszustow. Ale niestety taka NAUKA jacy politycy i polityka. Wszyscy prawie uczciwi wyjechali bo dla nich nie bylo tu miejsca. Polska nauke tworza docenci marcowi i ich pocioty. Ludzie, ktorzy wypisujecie na tym forum swoje zale i lamenty. Zastanowcie sie. W tym kraju nic nie moze byc normalne. Czy moze byc normalna nauka??????? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: DNM Re: LUDZIE czemu bijecie piane? Czemu mieszacie w IP: 209.234.157.* 21.09.03, 23:34 Dzi� polska to taki kraj, gdzie garstka łajdaków trzyma władzę, i za pysk 40 mln przyzwoitych ludzi. Dla porzšdku wyja�niam, że nie chodzi mi o Buzka czy Millera, tylko o to co siedzi w różnych departamentach, starostwach, kuratoriach itp. Ale się to zaczyna kończyć. Już nie tylko dęte mowy o walce z korupcjš ale z imienia i nazwiska poznajemy draństwo z lewej i prawej strony � i od czasu do czasu kogo� w kajdankach wyprowadzajš. Nauka w Polsce jest czę�ciš tego kraju. Do�ć nieliczna sitwa trzyma wszystko za pysk z bezwzględno�ciš �redniowiecznego feudała. Ruszyć kamyk, pocišgnie lawinę. Problemem polskiej nauki sš starcy piastujšcy stanowiska (dziekan jednego z wydziałów elektroniki! ostatnio hucznie obchodził 70te urodziny), "rody naukowe" (szlachetna nazwa dla do�ć obrzydliwej odmiany korupcji) czy absolutna niekompatybilno�ć z naukš i edukacjš europejskš. Wszystko to mogłaby wyłowić, napiętnować i czę�ciowo skierować do prokuratury np. szybka kontrola NIK ? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: abc dlaczego mialabym robic kariere wlasnie w Polsce IP: *.client.comcast.net 21.09.03, 18:53 Przeczytalam wiekszosc postow. Uwazam, ze pytanie jest zle postawione. Co jakis czas zaczyna sie dyskusje o tym czy mozna w Polsce zrobic kariere w nauce? Autorzy powinni uscislic pojecie "kariera" i "nauka". Jesli kariera to tytuly i satysfakcja z pracy naukowej to wbrew powszechnej opinii uwazam, ze mozna ja zrobic w Polsce a cale dyskusje o ukladach, profesorskich dzieciach itp. smieszne. Takie sytuacje zdarzaja sie wszedzie, konkursy pod "wybrana" osobe rozpisywane sa na calym swiecie, nauka jest mniej hierarchiczna w Stanach ale za to bardziej hierarchiczna w Niemczech. We Francji praktycznie niemozliwe jest otrzymanie stalej, profesorskiej posady. W Anglii doktorat mozna zrobic w bardzo krotkim czasie i byc doktorem w wieku lat 24-25, w Niemczech raczej kolo 30-32 roku zycia. W niektorych krajach do rozpoczecia samodzielnej pracy naukowej niezbedna jest habilitacja, w innych nie ma takiej potrzeby itd. Mialam szczescie ukonczyc studia magisterskie i doktoranckie pod kierunkiem doskonalych fachowcow, ktorych czesto (co z przykroscia przyznaje) doceniam dopiero teraz. Nie jestem dzieckiem profesorow, nikt z mojej rodziny nigdy nie zajmowal sie nauka. I nigdy nie spotkalam sie z jakimkolwiek przejawem razaco niesprawiedliwego traktowania. Uprzedze tez zarzut podlizywania sie komu popadnie - uchodze raczej za osobe uparta i o trudnym charakterze, nigdy nie musialam wybierac niewygodnych kompromisow. Decyzje gdzie kontynouwac badania naukowe to decyzje indywidualne. I generalizowanie nie ma sensu. Moglabym pracowac w Polsce, zorganizowac sobie srodowisko pracy na swiatowym poziomie, dostac grant z funduszy unijnych, albo NIH (finansuje badania w Europie rowniez), HHMI, roznego typu fundacje itd. Ale dlaczego mialabym to robic wlasnie w Polsce? Tylko dlatego, ze urodzilam sie w Polsce i mowie po polsku? Z wdziecznosci za wyksztalcenie (i jednoczesnie bardzo nieprzyjemny bagaz kompleksow wyniesiony glownie ze szkol podstawowej i sredniej). Nie czuje sie az tak zobowiazana. Z moimi umiejetnosciami moge pracowac wszedzie. Jesli wszedzie to moze zadam pytanie raz jeszcze: dlaczego mialabym wybrac Polske? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ANka Re: dlaczego mialabym robic kariere wlasnie w Pol IP: *.ifn-magdeburg.de 22.09.03, 10:33 A gdzie ma Pani rodzine i przyjaciol? Czy ewentualna nieobecnosc przyjaciol i rodziny przeszkadzalaby Pani w pracy? To sa te pytania. . Poza tym nie ma innych powodow...TAk mysle... Chyba, ze ma Pani wlasna definicje patriotyzmu. Sa np tacy naukowcy, profesorowie, ktorzy opusciwszy wlasny kraj na zawsze przyjeli sobie za cel pomoc polskim naukowcom na obczyznie... To jest takie spoznione macierzynstwo... I moim zdaniem prawdziwy patriotyzm a nie jakis sztuczny.. Poza tym ciekawa jestem tych prawdziwych postow (choc naganiacze gazetowi tez czasem sa smieszni :) Pozdrowienia. Odpowiedz Link Zgłoś