Dodaj do ulubionych

Caubecki zatrudnia 700 darmoajadów za nasze podatk

IP: *.chello.pl 02.09.09, 10:28
miasta.gazeta.pl/bydgoszcz/1,35590,6991087,Brak_Bydgoszczy_to_
byl_blad__nie_spisek.html.

Spróbujcie zatelefonować i zadać jakieś pytanie,nikt nic nie wie i
odsyłają do rzeczniczki B.Krzemińskiej.
Pytanie za co im pacimy i kim oni są,debilami ,czy rodzinką i
kolesiami kolesi marszałka i jego rzeczniczki??
Obserwuj wątek
    • Gość: pikus Re: Caubecki zatrudnia 700 darmoajadów za nasze p IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 22.09.09, 14:37
      Żeby dostac tam prace trzeba mic plecy, kogos znac na przyklad pewnego posla ze świedziebni.
      • Gość: pietrek von Kiedy zostanie zlikwidowany Urząd Mar. w Toruniu?? IP: *.chello.pl 06.10.09, 19:34
        Czy ktoś podliczył ile kosztuje nas podatników ta instytucja?
        Czy nie jest prawdą,że więcej z niej strat niż zysków dla
        województwa??
        Może CBA z M.Kamińskim zajmie się tą sprawą lub nowe kierownictwo
        PO??Przeciez to chyba skandal utrzymywac tyle darmozjadów którzy w
        rzeczywistości są Urzędem Miejskim-BIS miasta Torunia ,dbającym
        jedynie o jego interesy.
    • Gość: arim Re: Caubecki zatrudnia 700 darmoajadów za nasze p IP: *.centertel.pl 16.10.09, 11:53
      Tylko jeżdżą po imprezach i robią sobie kampanię tak jak to było
      niedawno u nas w Swiedziebni.Aż obrzydzenie mnie brało jak na nich
      patrzyłem jak ich duma rozpiera z tej ich marnej władzy.
    • Gość: tortor5 Re: Caubecki zatrudnia 700 darmoajadów za nasze p IP: *.23.28.78.cable.dyn.petrus.com.pl 08.11.09, 00:00
      Człowieczkom z bydgoskiej metropolii dziękujemy. Toruń pozdrawia
      Brodnicę.
      PS.Mam domek koło Zbiczna więc jestem prawie z Brodnicy ;)
      • Gość: rośnie w siłę Re: Caubecki zatrudnia 700 darmoajadów za nasze p IP: *.chello.pl 09.12.09, 21:38
        Ponoć juz zwiekszył do 900 ,bo kolesie się pożenili lub pozmieniali
        żony na nowsze egzemplarze.W ten sposób razem pracują
        ex-żony,żony,matki i kochanki.
        • Gość: tortor6 Re: Caubecki zatrudnia 700 darmoajadów za nasze p IP: *.chello.pl 12.02.10, 12:59
          Ponoc już jest 800 darmozjadów w folwarku Całbeckiego ,skandall!!
          Toruń pozdrawia Brodnicę.
          • Gość: kuj-pom. Re:Przepieprzane pieniądze,wstyd! IP: *.chello.pl 15.03.10, 08:13
            gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,7661264,DGP__Biurokracja_zjada_dotacje.html
            • Gość: brawo całbek Re:Kumplostwo kwitnie!!! IP: *.chello.pl 27.05.10, 21:44
              www.express.bydgoski.pl/look/article_druk.tpl?IdLanguage=17&IdPublication=2&NrIssue=1231&NrSection=1&NrArticle=6678
              3&IdTag=18
              • Gość: misjonarze Piotra Re:Kumplostwo kwitnie!!! IP: *.chello.pl 29.05.10, 23:27
                Misjonarze pana marszałka

                Małgorzata Oberlan, Piątek, 25 Maja 2007

                Nazywają ich „desantem z toruńskiego magistratu”. Z Piotrem
                Całbeckim znają się jak łyse konie. Razem pracowali, razem walczyli
                o unijne pieniądze, razem grali w piłkę. Teraz chcą realizować
                misję.

                Marszałek z PO to szansa kariery także dla młodych zdolnych. Łukasz
                Walkusz (z lewej) został asystentem Piotra Całbeckiego. Młodzieżówkę
                PiS zamienił na PO kilka miesięcy przed wyborami samorządowymi.
                - Jeśli mamy misję do wykonania, to realizujemy ją z ludźmi, na
                których można polegać, prawda? - pyta retorycznie Maciej Krużewski,
                dziś dyrektor Departamentu Planowania Strategicznego i Gospodarczego
                w Urzędzie Marszałkowskim, a do niedawna główny specjalista Wydziału
                Rozwoju i Integracji Europejskiej Urzędu Miasta Torunia. Tego
                samego, którym kierował Piotr Całbecki, nim został marszałkiem
                województwa. Tego, w którym pracował też Michał Korolko, dziś szef
                marszałkowskiego departamentu polityki regionalnej.
                - Jesteśmy kolegami, ale to nie musi mieć chyba pejoratywnego
                wydźwięku - dodaje Maciej Krużewski. - Przeżyliśmy razem kilka
                ważnych momentów. Kiedy termin gonił na przykład i nikt nie
                powiedział: „15.30, kończę pracę, do widzenia”. Spotykaliśmy się też
                na gruncie towarzyskim. Świat nie może być przecież odhumanizowany...

                Genialne wyjście w przyszłość

                Z toruńskiego magistratu pod skrzydła marszałka przeszli jeszcze,
                m.in., Tomasz Moraczewski (podlega mu transport i komunikacja),
                Paweł Adamczyk (został dyrektorem departamentu finansów), Jerzy
                Janczarski (kieruje departamentem kultury), Marek Smoczyk (szef
                marszałkowskiej administracji). Personalne ruchy, o czym prezydent
                Michał Zaleski głośno nie mówi, osłabiły toruński Urząd Miasta.
                Walki o ludzi toczą się do dziś, na każdym szczeblu.

                - Chciałbym wziąć do siebie byłą sekretarkę, a najlepiej dwie -
                planuje jeden z nowych marszałkowskich urzędników.

                Maciej Krużewski karierę w toruńskim magistracie zaczynał od Biura
                Współpracy, nieco dziwnego tworu powstałego w 1999 roku. Jego cele
                złośliwy uzna za mętne, życzliwy - za przebłysk genialnego „wyjścia
                w przyszłość”. Zaczynające w pięcioosobowym składzie pracę biuro
                miało, m.in., przygotować Toruń do członkostwa w Unii Europejskiej.
                Ekipą kierował Michał Korolko, który z czasem, obok Całbeckiego,
                wyrósł na speca od europejskich programów i funduszy.

                Co konkretnie dało biuro Toruniowi, to osobna historia. Pracującym
                tu ludziom dało zaś szlify, kontakty i tak istotny element CV jak
                doświadczenie w dziedzinie współpracy z UE. Element wciąż trudny do
                zweryfikowania w kraju świeżo po akcesji.

                Pionierami na dziewiczym terenie była też ekipa Europejskiego
                Centrum Współpracy Młodzieży w Toruniu, powstałego na początku lat
                90. Tu swoją przygodę z UE zaczynali Grzegorz Borek, założyciel
                placówki i Piotr Całbecki, pracujący jako „trener”. Przyszły
                marszałek odpowiadał, m.in., za szkolenia i był podwładnym Borka.
                Centrum skutecznie aplikowało do najrozmaitszych programów,
                zdobywając dotacje. Wtedy nikt w Toruniu tego jeszcze nie potrafił.
                Dziś roczny budżet placówki przekracza milion złotych. Centrum
                realizuje dziesiątki projektów: od wymiany młodzieży przez jej
                odchudzanie, po inkubatory przedsiębiorczości i pomoc bezrobotnym.

                Druh z Łubianki

                Duet Całbecki - Borek tak bardzo rzuca się w oczy, że stał się
                obiektem plotek. Obecnie Borek nadal kieruje ECWM, ale czasowo
                wypełnia misję na rzecz regionu i marszałka. Od listopada 2006 roku
                towarzyszy Całbeckiemu na co dzień. Wizyta w Brukseli, spotkanie w
                porcie lotniczym w Bydgoszczy, z rektorami wyższych uczelni regionu,
                wreszcie negocjacje z komisją europejską - Borek zawsze niczym cień
                marszałka.

                Reklama
                - Kto to jest? - pytają niewtajemniczeni, dowiadując się, że to ani
                urzędnik, ani polityk.

                - Ciąży mi to wszystko - zaczyna wyjaśnienia Grzegorz Borek, kolega
                Całbeckiego jeszcze z czasów dzieciństwa.

                Wychowali się na jednym podwórku. Razem chodzili do Szkoły
                Podstawowej w Łubiance, razem grali w piłkę. Potem ich drogi nieco
                się rozeszły. Borek skończył Technikum Budowlane, a Całbecki liceum
                i biologię na UMK. W piłkę jednak systematycznie grywali.

                - Zawsze też lubiliśmy ze sobą rozmawiać. Spotykaliśmy się i
                robiliśmy sobie „burzę mózgów” na wybrane tematy - wspomina Borek. -
                Wspólnie zdobywaliśmy doświadczenia w zakresie współpracy
                międzynarodowej. Zawsze byliśmy dla siebie wsparciem. Pan marszałek
                ma w sobie wrażliwość, którą nie każdy człowiek posiada. Docenia ją
                też u innych.

                Formalnie kolega z dzieciństwa został powołany przez Zarząd
                Województwa do pełnienia funkcji „pełnomocnika marszałka do spraw
                organizacyjnych.” - Pracuję na umowę-zlecenie. Moja rola skończy się
                pod koniec maja. Nie czuję się dobrze w administracji - twierdzi
                Grzegorz Borek. Inne powody to ECWM, które założycielowi pewnie żal
                zostawiać i, jak zaznaczają nieżyczliwi, brak „mgr” przy nazwisku.
                Bez tego o fotel urzędowy mimo wszystko ciężko.

                - Jakie skończył Pan studia? - pytamy więc wprost.

                - Przy okazji takich pytań stosuję formułę: „moją specjalnością jest
                budownictwo”. Albo pani przyjmie taką formułę albo nie.

                Po kwadransie Borek sam dzwoni do redakcji. - Jestem absolwentem
                diecezjalnego Studium Życia Rodzinnego w Toruniu - dopowiada.

                Zdaje sobie sprawę tego, że jego nieregularna, ale powtarzająca się
                współpraca z Całbeckim, budzi kontrowersje.

                - Tak było chociażby podczas wizyty Jana Pawła II w Toruniu.
                Organizację tego przedsięwzięcia z ramienia magistratu Piotr
                Całbecki powierzył mnie. Nie wszystkim się to podobało, ale myślę,
                że dobrze się spisałem - podsumowuje.

                Europejski aż do bólu

                Jeśli komuś z ludzi marszałka europejskość kiedykolwiek
                przeszkodziła, to Michałowi Korolce. Obecny szef departamentu
                polityki regionalnej, krążący po urzędzie z rozwianym długim włosem,
                ma w swej karierze epizod brukselski. Przez 13 miesięcy kierował
                biurem Zachodniopomorskiego w Brukseli. Najwyraźniejszy ślad po jego
                pracy do dziś widać na stronie internetowej Ligi Polskich Rodzin,
                choć historia to sprzed dwóch lat. Chodzi o „Apel o stosowanie
                języka polskiego”, który Sylwester Chruszcz, europoseł LPR,
                wystosował do wszystkich Polaków, działających w instytucjach
                europejskich. Uczynił to na skutek „niejednokrotnego spotykania się
                ze zjawiskiem obcojęzycznej komunikacji”. Czarę goryczy europosła
                przelał list z biura od Michała Korolki. Jak przytacza oburzony
                poseł, „został on napisany w języku angielskim”.

                Z Brukseli Korolko trafił do Torunia, gdzie został dyrektorem
                powstającego Centrum Sztuki Współczesnej. Po wygranych przez PO
                wyborach, były współpracownik Całbeckiego był pierwszym, nazywanym
                dyrektorem departamentu, który tak naprawdę jeszcze nie istniał.

                Coraz więcej przyjaciół

                Przyjaciół Całbeckiemu od listopada zeszłego roku gwałtownie
                przybyło. „Trzeba pogadać z Piotrem” „Piotr powinien o tym
                wiedzieć” - zaczęli nagle powtarzać pracownicy podległych
                marszałkowi instytucji. Wielu przypomniało się, że grali z nim w
                piłkę albo pili herbatę.

                • Gość: kiedy to pęknie? Re:Kumplostwo kwitnie!!!Jest ich coraz więcej! IP: *.dynamic.chello.pl 09.02.11, 09:51
                  wyborcza.biz/biznes/1,100896,9076044,Rosnie_armia_urzednikow__Mamy_ich_juz_prawie_pol_miliona.html
                  • Gość: król Piotr I Re:Kumplostwo kwitnie!!!Jest ich coraz więcej! IP: *.dynamic.chello.pl 05.01.12, 14:37
                    Marszałek Całbecki i jego dwór - po 5 latach

                    Tagi: Magazyn, Województwo, Piotr Całbecki, Na gorąco

                    Małgorzata Oberlan, Czwartek, 5 Stycznia 2012; aktualizowano: 05.01.2012 13:42

                    Pod koniec 2006 roku Piotr Całbecki został marszałkiem województwa i razem z „desantem z toruńskiego magistratu” przejął Urząd Marszałkowski. Od tego czasu urząd spuchł personalnie, a desant - awansował albo utrzymał pozycje.

                    image

                    Beata Krzemińska, rzeczniczka marszałka, Piotr Całbecki i wicemarszałek Michał Korolko - niezmiennie razem przy placu Teatralnym 2 w Toruniu od pełnych pięciu lat. Fot. Jacek Smarz

                    - Jesteśmy kolegami, ale nie musi to mieć chyba jakiegoś pejoratywnego wydźwięku - mówił w maju 2007 roku Maciej Krużewski, jeden z desantowców. Jego też kolega Piotr pociągnął z magistratu, a konkretnego z Wydziału Rozwoju i Integracji Europejskiej (WRiIE), do Urzędu Marszałkowskiego. Uczynił dyrektorem Departamentu Planowania Strategicznego i Gospodarczego. Jednostka ta, po reorganizacji, zniknęła. Nie zniknął jednak fotel dla Krużewskiego - nadal jest dyrektorem, tyle że Departamentu Współpracy Międzynarodowej.

                    Druh omnibus

                    Grzegorz Borek to jedna z najdziwniejszych postaci z otoczenia marszałka. Wychował się z nim na jednym podwórku. Chodzili do jednej szkoły w podtoruńskiej Łubiance, grywali w piłkę i dyskutowali. Gdy w latach 90. Borek założył Europejskie Centrum Współpracy Młodzieży, Całbeckiego uczynił w nim „trenerem”. Był jego pracodawcą. Potem role się odwróciły.

                    Gdy Całbecki został marszałkiem, druh z Łubianki stał się jego cieniem. Panowie występowali w duecie w kraju i za granicą. Borek został pełnomocnikiem Zarządu Województwa ds. organizacyjnych, na umowę-zlecenie. Zdaniem złośliwych, nie nadawał się na dyrektora z powodu braku „mgr” przed nazwiskiem.
                    Reklama

                    Reklama

                    - Czy coś się zmieniło przez te pięć lat, jeśli chodzi o Pana wykształcenie? - pytamy.

                    - Nie - odpowiada dziś Borek. - Jestem absolwentem Technikum Budowlanego oraz diecezjalnego Studium Życia Rodzinnego w Toruniu.

                    Druh wyrósł na prawdziwego omnibusa. Obecnie jest pełnomocnikiem Zarządu Województwa do: spraw międzynarodowych, spraw społecznych i organizacyjnych oraz do spraw poszukiwań i wydobycia gazu łupkowego. Skąd ma szeroką wiedzę na ten ostatni temat (bo przecież pełnomocnik taką posiadać powinien) nikt nie wie. Nadal nie jest etatowym pracownikiem. - Cały czas pracuję na umowę-zlecenie - przyznaje.

                    Awans na wicemarszałka

                    Michał Korolko, młodszy od Całbeckiego o sześć lat filolog angielski, współpracował z nim w WRiIE w Urzędzie Miasta Torunia.

                    Już jako marszałek Całbecki uczynił Korolkę dyrektorem Departamentu Polityki Regionalnej. Jest nim do dziś, ale od grudnia 2009 roku zasiada też w Zarządzie Województwa. Zorientowani dobrze pamiętają, jak forsowano ten awans. Oznaczał on prawie zerwanie koalicji PO z PiS-em (miejsce dotąd należało do prawicy), sprzeciw wielu radnych, nerwówkę i pojawienie się w trybie pilnym na sesji sejmiku województwa Tomasza Lenza, szefa regionalnych struktur PO.

                    Członkami zarządu są jeszcze dwaj inni desantowcy z magistratu: Paweł Adamczyk - niezmiennie skarbnik województwa - oraz Marek Smoczyk, najpierw szef marszałkowskiej administracji, teraz sekretarz województwa.

                    Wszyscy za ciężką pracę odbierają ciężkie pieniądze. Jak wynika z oświadczeń majątkowych, w zeszłym roku Korolko zarobił 152,3 tys. zł, Adamczyk - 145,3 tys., a Smoczyk - 125,9. Wynagrodzenie Piotra Całbeckiego jest wyższe, ale nie diametralnie. W ubiegłym roku. zainkasował 161 tys. zł.

                    Z pociągu na lotnisko

                    Ciekawie ułożyły się losy innego desantowca - Tomasza Moraczewskiego. Prezydenta Michała Zaleskiego opuścił, bo kolega marszałek zaproponował mu czuwanie nad regionalnym transportem i komunikacją. W tym - nad koleją, w której Moraczewski był (jest jeszcze?) szczerze zakochany.

                    Nowe stanowisko potraktował jak życiowe wyzwanie. Dość szybko jego nazwisko pojawiło się zresztą na ustach wielu fachowców w kraju. Powód? Udana rewolucja na regionalnych torach, czyli złamanie monopolu Przewozów Regionalnych PKP przez wprowadzenie na regionalne trasy PCC Arrivy.

                    Jak na to zareagował monopolista? Uczynił Moraczewskiego najpierw dyrektorem handlowym, a potem prezesem PKP PR w kraju! Funkcję tę pełnił od 4 czerwca 2009 do 27 maja 2010 roku. Zrezygnował tuż po aferze z pociągami InterRegio, które nie wyjechały na tory. Jak twierdził jednak, jego decyzja nie miała z tym związku.

                    Natychmiast zajął inny fotel: prezesa Portu Lotniczego Bydgoszcz. Rada nadzorcza powołała go jednogłośnie, a zakończyła współpracę z Krzysztofem Wojtkowiakiem. Stało się w momencie, gdy Zarząd Województwa zdecydował się odkupić akcje portu od Austriaków i wrócić do układu, w którym jest on większościowym udziałowcem.

                    Przez półtora roku udało się Moraczewskiemu zmniejszyć zadłużenie lotniska. Choć zdaniem Wojtkowiaka - przez kreatywną księgowość. Nie udało się natomiast jeszcze naprawdę rozwinąć skrzydeł.

                    Lojalność nagrodzona

                    Gdy w wieku 30 lat Łukasz Walkusz został dyrektorem całej marszałkowskiej administracji, niewtajemniczeni pytali: Jak to? Za co? Wtajemniczeni wiedzieli, że w dużej mierze za bezgraniczną lojalność.

                    Na kilka miesięcy przed samorządowymi wyborami w 2006 roku dotychczasowy przewodniczący studenckiego NZS na UMK przeprowadził polityczną woltę. Młodzieniec zamienił szeregi młodzieżówki PiS na PO. Od tego czasu chłopak z Kartuz przylgnął do Całbeckiego. Gdy ten został marszałkiem, uczynił go swoim asystentem.

                    Potem Walkusz już tylko piął się w górę. Zmieniał funkcje i systematycznie dostawał solidne podwyżki. Rok 2007 przepracował w gabinecie marszałka za 44 tys. 175 zł łącznie. Rok 2008 - jako sekretarz marszałka za 53 tys. 650 zł. Rok 2009 - jako po. dyrektora gabinetu, za 64 tys. 266 zł. Rok 2010 - jako pełnomocnik marszałka ds. promocyjnych, za 73 tys. 531. Ile zarobił jako szef całej administracji w ubiegłym roku, przekonamy się, gdy w kwietniu złoży oświadczenie majątkowe.

                    Lojalność wobec pryncypała i Platformy Obywatelskiej popłaca też Beacie Krzemińskiej - ustom marszałka. Zaczynała od funkcji rzeczniczki, by zostać po. dyrektora Departamentu Komunikacji Społecznej i Promocji. Komórkę tę zlikwidowano, Krzemińska nadal jednak kieruje całym zespołem prasowym. W ostatnich wyborach parlamentarnych dostała wysokie, piąte miejsce na liście PO. Wyżej była tylko jedna kobieta - posłanka Domicela Kopaczewska. Jej się powiodło, Krzemińskiej nie, ale z pewnością nie jest to jej ostatnie słowo.

                    Urząd spuchł

                    Przez pięć pełnych lat rządów Piotra Całbeckiego gmach Urzędu Marszałkowskiego przy pl. Teatralnym 2 w Toruniu przeszedł wiele remontów. W 2012 roku jednak ruszy jego wielka rozbudowa. W ramach inwestycji do istniejącego budynku zostaną dobudowane dwa trzypiętrowe skrzydła. Będą miały 5,1 tys. mkw. powierzchni użytkowej.

                    Powiększył się też majątek województwa, choćby o ośrodek w podtoruńskim Przysieku. Ten sam, w którym ostatnio marszałek kusił na festynie gęsiną, z której stara się zrobić produkt eksportowy Kujawsko-Pomorskiego.

                    Liczba pracowników Urzędu Marszałkowskiego podwoiła się. Gdy Całbecki przejmował urząd od Waldemara Achramowicza (SLD) było ich 360. Dziś - ponad 775 osób. Około 340 realizuje zadania samorządu województwa, a pozostałe obsługują fundusze europejskie. Codziennie do pracy w urzędzie dojeżdżają też bydgoszczanie. Ci szeregowi, i ci wysokiej rangi, jak np. wicemarszałek Edward Hartwich czy - jeszcze do niedawna - Maciej Grześkowiak, były dyrektor Departamentu Promocji i Turystyki.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka