Dodaj do ulubionych

Postępujące zdebilenie edukacji w Polsce

27.06.06, 15:30
Zacznę od tego, że przeżyłem w ty roku komunię pierwszą mojej córki, UFFF,
syn skończył gimnazjum , UFFF. Edukacja jest tematem, który wywołuje u mnie
wysypkę, a gdybym dorwał Ministra Handke to "wyjechałbym mu z dyńki" zanim
powiedziłby dzień dobry. Dlaczego, otóż za gimnazja! Po jasną cholere to było
robić? Stworzono szkoły dla wąskiej grupy wiekowej młodzieży. Tak naprawdę są
to szkoły dla nieprzystosowanych społecznie - taki wiek 13 - 16 lat,
kompletne osły! Kiedy kończyło sie podstawówkę, kiedyś, no to człowiek sobie
myslał, jestem młodzież, ale widząc kolegów z klasy III czy IV szybko
zmieniał zdanie, wyhamowywał. Dziś tego nie ma . Dzieciaki myślą już w I
klasie gimnazjum, że są młodzież - prawie dorośli, a koledzy z klasy III
gimnazjum zachowują się dokładnie tak samo jak oni, skąd zatem brać przykład.
A rodzice maja jeszcze mniej czasu niz kiedyś na wychownie. Nauczyciele nie
mogą nic, nawet wyprosić jednego z drugim za drzwi nie można, choćby miał
spaprać całą lekcję. Dyskoteka w gimnazjum, prosze bardzo od 17 stej do 24.
paranoja, katering, ochrona, Polonez. Aaaa, Polonez to inna sprawa. Poloneza
tańczy się teraz na zakończenie przedszkola, podstawówki, gimnazjum, a na
studniówce to go można sobie w dupe wsadzić bo ten taniec już zupełnie nic
nie znaczy! Ciekawe jest również to, że ciągle jest za mało czasu na naukę,
ale na zielone szkoły jest czas - byłem jako opiekun na takiej szkole. Nauki
zero, piwo po kątach, kasa na chipsy etc. Po co? Ksiązek coraz więcej
tornistrach, lektur coraz mniej do czytania. Kończąc podstawówkę w 1983 r. z
matmy miałem przerobione funkcje łącznie z przebiegiem, syn kończy gimnazjum
i nie ma o tym zielonego pojęcia. Komunia - przygotowania od września,
spotkania dzieci, nauki dla rodziców, egzaminy - pierwsze pytanie nawidzonego
księdza: czy państwo byli na wszystkich spotkaniach? Dobrze, że miał
sukienkę... Jestem ktolikiem, praktykującym. Czy ja jestem jakiś nienormalny?
Dlaczego dajemy robić z naszych dzieci i nas samych idiotów? Dlaczego nagle
kształcone są tylko umijętności rozwiązywania testów? Dlaczego kiedy jestem
na zachodzie nie mam z kim pogadać, a Stanach poziom niewiedzy uniemożliwia
całkowicie rozmowę na tematy nie zwiazane z branżą? Wiecie gdzie najlepiej mi
się gadało za granicą? Na Słowacji, w Czechach i na ... Kubie, z czarnym
barmanem. Byłem w szoku!
Zapieniłem się.
Czy ktoś ma podobne odczucia?
Obserwuj wątek
    • l-a Re: Postępujące zdebilenie edukacji w Polsce 27.06.06, 16:02
      Niestety, ale masz rację poziom nauki obniżył się do prymitywnego poziomu. Mój
      syn, który skończył jedno z najlepszych gimnazjów w Warszwie nie zna
      najprostszych rzeczy, które kiedyś były podstawą w podstawówce (akurat funkcje
      zna, bo chodził do klasy z rozszerzoną matematyką). Ale teraz przecież wszystko
      można znależć w internecie to po co się tego uczyć? Jedyną rzeczą, ktorej
      nauczył się naprawdę dobrze w tym renomowanym gimnazjum to języki obce(angielski
      i niemiecki). Ale ten zasraszający poziom nauki widać dopiero w dobrym LO, gdzie
      trafiły piątkowe i szóstkowe dzieciaki z rejonowych gimnazjów i okazało, że ich
      braki w podstawowej wiedzy są tak ogromne, że I semestr LO trzeba było poświecić
      na uzupełnianie podstaw (z matematyką i fizyką to po prostu jest tragedia).
      Niedługo, jeżeli nie zostanie wprowadzona obowiązkowa matura z matematyki to
      będziemy analfabetami w przedmiotach ścisłych.
      W szkole podstawowej (rejonówka) mojej córki to już komletna żenada. Bez przerwy
      jakieś wyjścia, wycieczki i inne wolne lekcje z różnych powodów. Córka ma 5 i 6
      z większości przedmiotów nie ucząc się prawie wcale. Z każdym rokiem jest coraz
      gorzej. Języki obce w przeciętnej szkole to komletne dno, umieją je tylko ci
      uczniowie , którzy mają prywatne lekcje lub chodzą na dodatkowe kursy.
      Jest jeszcze inny bardzo niedobry skutek wydzielenia gimnazjum z podstawówki, to
      skrócenie nauki w LO. Teraz trwa tylko 3 lata( a właściwie pełne 2, biorąc pod
      uwagę stracony I semestr w I klasie i zakończenie nauki w kwietniu w III
      klasie), a właśnie LO to były nasze najlepsze szkoły najczęśćiej o wysokim
      poziomie nauki.
      Teraz jak widzę, że do LO (oczywiście tych najsłabszych, które powstały w
      ostatnich latach)idą gimnazjaliści z punktacją ok. 40 punktów (na 200
      możliwoych)to myślę, że za moich czasów mieliby oni kłopoty z nauką w zawodówce.
      Jest tragicznie i nic się nie robi, żeby powstrzymać to nurkowanie w dół.
      • ewa9717 Re: Postępujące zdebilenie edukacji w Polsce 27.06.06, 17:33
        Niestety, macie rację. Nie tylko osiagnęliśmy dno, my je ambitnie przebijamy. A
        gwoździem do trumny jest tępy biurokratyczny nadzór nad oswiatą, kuratoria i
        inne poronione instytucje, które swoje istnienie starają się uzasadnić
        Himalajami kretyńskich papierów.
        • marta.uparta Re: Postępujące zdebilenie edukacji w Polsce 27.06.06, 22:30
          Inna sprawa to problemy wychowawcze. Kiedyś do pierwszej klasy liceum
          przychodziły dzieci wystraszone tym, że sa w nowej szkole, że nowi nauczyciele
          itd. Kazdy chciał się pokazac od najlepszej strony, kazdy był aktywny,
          grzeczny. Mniej więcej po pierwszym semestrze ci bardziej fikający zaczynali
          pokazywac różki.
          Teraz każdemu się wydaje że to dalszy ciąg licealnego luzu i pierwsze miesiące
          musze ustawiać dzieciaki do pionu, zanim zaczną uczciwie pracować.
    • fan_gazety No, zapieniłeś się :-) Ale ja to rozumiem. Chyba 28.06.06, 17:57
      Myślę sobie, że ciągłe porównywanie szkoły - zwłaszcza średniej - z tym, co to
      "panie, w daaawnych czasach..." było, chyba nie większego sensu. A nie ma z
      dwóch powodów. Wówczas LO było dla nielicznych, dziś jest to etap masowy, bo
      taka była decyzja polityczna, by więcej ludzi miało skonczone studia. A zatem
      musiały spaść wymagania. Nie ma siły. Jest jeszcze jedno. Wtedy (przed 1991 i
      parę lat później) szkoła była rzeczywiście czymś ważnym dla wielu. Np. dla mnie
      :-) Była, bo wybór innych zajęć był kolosalnie niższy.

      Rzeczywiście jest coś niesamowitego w tym, jak porównam to, co robiliśmy w moim
      LO (fakt - czołówka, ale bez jakichś wariactw), ile trzeba było czytać lektur,
      ile zadań z matmy robić, ile biegać do teatru, ile ganiać na sportowe zawody
      międzyszkolne, itd., itp. A teraz moi kochani, sympatyczni uczniowie ciągle
      mówią: "przecież nie można uczyć się wszystkiego".... Jak to więc, kurna ;-) ,
      jest? Kiedyś się dało, a teraz już nie? No, dziwna sprawa. Chyba faktyczbnie
      związana głównie z tym, że obecnie w LO są średnio znacznie słabsi uczniowie.

      Co do gimnazjów ... Nie wiem, wtedy argumenty popierające ten pomysł brzmiały
      dobrze. W końcu taki właśnie system jest bardzo częsty w Europie no i jakoś się
      chyba sprawdza, skoro jest akceptowany i utrzymywany. To, że nie działa on u nas
      dobrze, nie znaczy, że sam pomysł jest zły. Złe może być też wykonanie.
      Niebezpieczne bardzo jest myślenie takie, że to "nie my (nauczyciele), to oni
      (uczniowie)" są winni. To chore myślenie i szkodliwe. Dla uczniów, a więc dla
      naszych dzieci.

      Dość dawano temu już o tym pisałem i rozwinęła się duża dyskusja. Może przy
      okazji ją tu przypomnę:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=33&w=12278041&v=2&s=0
      Dzieci są jakie są. To zadaniem dorosłych jest podołać wymogom edukacyjnym i
      wychowawczym w stosunku do takich właśnie. Z pozycji nauczyciela to widzę to
      tak, że trzeba by zdecydowanie zmienić prawne podejście do zawodu nauczyciela.
      Musi się tu znaleźć więcej "rynku". Nauczyciele muszą być motywowani, także
      przez konkurencję, do poprawiania swojego warsztatu (ale naprawdę!! a nie na
      niby-kursach, warsztatach itp.). Dyrektorzy muszą mieć więcej do powiedzenia w
      sprawach finansowych.

      Co do programów edukacyjnych, to sądzę, że tu czas rzeczywiście na rewolucję.
      czas w końcu zauważyć istnienie internetu jako podstawy działania społeczeństw i
      obiegu wiedzy, a nie jako ciekawostki. Internet naprawdę zmienił świat :-)
      Przecież to oczywistość. Po co więc ciągle jest nacisk w programach na naukę
      wyliczania czegoś tam gdzieś tam. Tak nie może być. Wg mnie internet jest tak
      ważny, że szkoła winna rozwijać się "wokół" internetowych technologii, a nie
      odwrotnie. Uczniowie w rozmowach podkreślają anachronizm szkoły (średniej
      zwłaszcza).

      Inną jeszcze sprawą jest rozdział przedmiotów w LO, ale i nie tylko. U nas w
      Polsce zdecydowanie dominują przedmioty humanistyczne. Tymczasem to nie
      przedmioty humanistyczne nadają tempo rozwoju państw. Kluczem są tu przecież
      technologie. A więc zdecydowanie za mało u nas jest godzin dla przedmiotów
      ścisłych (być może innych, nie tak tradycyjnie formułowanych jak dziś - nie
      wiem), od których rozwój technologii zależy. Obecne władze, tak bardzo
      "humanizmem" (tym zwłaszcza religijnym) przesiąknięte zdają się tego nie
      widzieć, a więc raczej będzie stan zapóźnienia technologicznego konserwować
      (chcą np. jeszcze bardziej okroić biologię, która zaczyna przecież teraz
      wyrastać na jedną z lokomotyw rozwoju cywilizacyjnego!!), a w zamian zwiększyć
      ilość lekcji historii.

      No i może tyle.

      Wiem jedno na pewno. To, że wiele rzeczy się nauczycielom nie podoba, nie może
      usprawiedliwiać ich lenistwa, braku motywacji, chęci, zapału do porządnego,
      twórczego uczenia swoich uczniów. Po prostu nie może! I dlatego czas pomyśleć o
      zniesieniu Karty, albo radykalnym jej zreformowaniu, tak by mechanizmy
      konkurencyjne zadziałały na serio.

      Aaa, i o relacjach kościół - państwo. Im mniej punktów stycznych w sensie
      prawnym i organizacyjnym, tym lepiej. Teraz jest tak, że religii w LO jest o 50%
      (!!) więcej niż w podstawowych programach fizyki, chemii, biologii, geografii...

      Jest co robić ... :-)

      • danuta49 I nauczyciel i dyrektor nie odpowiadają za wyniki 28.06.06, 18:25
        swojej pracy.Ani z tych wyników nie wynika praca lepsza ani płaca wyższa.
        Dlatego to co piszesz:
        >Dyrektorzy muszą mieć więcej do powiedzenia w sprawach finansowych.< jest
        głupotą i cząstkowym widzeniem problemu.Większość dyrektorów wykorzysta tego
        typu mozliwości do umocnienia swojej władzy (kupienia iluś osób!) albo
        załatwienia prywatnych spraw!
        • fan_gazety Re: I nauczyciel i dyrektor nie odpowiadają za wy 28.06.06, 18:37
          danuta49 napisała:

          > swojej pracy.Ani z tych wyników nie wynika praca lepsza ani płaca wyższa.
          > Dlatego to co piszesz:
          > >Dyrektorzy muszą mieć więcej do powiedzenia w sprawach finansowych.< j
          > est
          > głupotą i cząstkowym widzeniem problemu.Większość dyrektorów wykorzysta tego
          > typu mozliwości do umocnienia swojej władzy (kupienia iluś osób!) albo
          > załatwienia prywatnych spraw!

          ** Pisałem już o tym sporo razy. Dyrektorzy też powinni działać "na rynku". W
          ostrej konkurencji. Nepotyzm przy wolnym rynku nie będzie popłacał, bo się
          wypadnie ze stanowiska. Ale do tego - powtarzam :-) - konieczne jest istnienie
          autentycznych mechanizmów rynkowych. Gdzie można wiele zyskać (prestiż, uznanie,
          zarobki) ale i równie wiele stracić. Tym czasem zawód nauczycielski to ostoja
          etatyzmu w naszym państwie. Mianowany jest praktycznie nieusuwalny.
          • no-surprises Wyniki, wyniki 28.06.06, 18:56
            - czym są? Procent dostających się na studia, liczba punktów ze
            sprawdzianu/egzaminu?
            A przecież droga jest prosta - dobry wynik, dobre gimnazjum , więc dobry wynik
            (bo dobre dzieci), dobre liceum (dobry wynik egzaminu maturalnego, bo dostali
            się tu najlepsi), wysoki procent przyjęć na studiach.
            A nauczyciele? Długo by gadać :( Zresztą poobserwuję sobie wkrótce jako rodzic
            świeżo przyjętego licealisty. Sprawdzę chodzące słuchy.

            Kto doceni wyuczenie niewyuczalnego, kto oprócz rodziców podziękuje za
            wyprowadzenie na ludzi łobuziaka? Liczą się laureaci konkursów i punkty.


            A ja widziałam ogrom pracy polonisty w marnym, sądząc po poziomie prac
            maturalnych, zespole szkł /liceum. I wiem, że zdanie przez nich matury to jest
            wynik, nawet jeśli mieli lekko powyżej 21 punktów.
            • taw1970 Re: Wyniki, wyniki 29.06.06, 01:45
              Zgadzam się co do opinii nt. wyników.
              Naprawdę dobra szkoła to szkoła o niskim wskaźniku korepetycji z jednoczesnym
              wysokim przyrostem wiedzy i umiejętności u uczniów w porównaniu z ich wiedzą i
              umiejętnościami na starcie. Radząca sobie z problemami wychowawczymi. Nie
              chowająca głowy w piasek w przypadku patologii. Takie szkoły pewnie są, tylko
              czy to na pewno są te renomowane?
            • danuta49 A jak to zrobić inaczej???Tłumaczenie leni! 29.06.06, 06:21
              Tylko nie odpowiadaj zestawem cech anioła, jakim powinien byc dyrektor;-)
              Wyniki oznaczają porównanie tego co na wejściu(poziom uczniów - np.wyniki
              egzaminu kończacego poprzednią szkołe) z tym co na wyjściu - osiągnięcia
              uczniów kończących szkołę!
              Natomiast to co piszesz jest typowym tłumaczeniem niekompetentnych leni - inni
              maja lepsze warunki, więc ja jestem rozgrzeszona, a wszelkie porównania
              niesprawiedliwe.
              • no-surprises Re: A jak to zrobić inaczej???Tłumaczenie leni! 29.06.06, 10:48
                Nie uważam się za lenia, to nieważne zresztą.
                Sądzę po prostu, iż nauczyciel w dobrej szkole może sobie odpuścić (co nie
                znaczy, że tak robi)i może to być niezauważone - wyniki nadal będą dobre.
                Nauczyciele w szkole słabszych uczniów nie będą mieć dobrych wyników, jeśli się
                nie przyłożą (i uczniowie będą chcieć się czegoś nauczyć).

                > Wyniki oznaczają porównanie tego co na wejściu(poziom uczniów - np.wyniki
                > egzaminu kończacego poprzednią szkołe) z tym co na wyjściu - osiągnięcia
                > uczniów kończących szkołę!

                Wiem. Ale z ręką na sercu - ile szkół przeprowadza taką diagnozę nie tylko po
                to, by włażyuć w odpowiednie miejsce segregatora?
                • danuta49 Takie dane powinny obliczać i upubliczniać OKE! 29.06.06, 14:23
                  >Wiem. Ale z ręką na sercu - ile szkół przeprowadza taką diagnozę nie tylko po
                  to, by włażyuć w odpowiednie miejsce segregatora?<
                  Po to głownie są m.in.egzaminy zewnętrzne by można było miec takie porównywalne
                  dane o szkołach.U nas akurat tego typu dane sa utrzymywane przez OKE i CKE w
                  tajemnicy co wogóle podwarza sens i samych egzaminów i istnienia tych
                  instytucji.
                  Jeśli ocena wyników ma motywować dyrektora(m.in.do doceniania dobrych
                  nauczycieli i, wręcz przeciwnie, gorszych), to jej przeprowadzenie (lub nie )
                  nie może być kwestią jego widzi mi się!!!
                  • no-surprises Re: Takie dane powinny obliczać i upubliczniać OK 29.06.06, 21:39
                    > Po to głownie są m.in.egzaminy zewnętrzne by można było miec takie porównywalne
                    > dane o szkołach.
                    A tu się nie zgodzę. Wszak nie chodzi o szkoły, chodzi o uczniów - co Ci da
                    suchy wynik punktowy bez standardu, bez rozbicia zadania "złożonego" na
                    poszczególne umiejętności?
                    Jak można porównać np. sprawność ortograficzną czy językową gimnazjalisty i
                    maturzysty skoro praca tego pierwszego oceniana jest bardzo surowo w stosunku do
                    pracy tego drugiego. Jak zabadsz przyrost?
                    Wiarygodne może być badanie wewnętrzne - zewnętrzne z natury swej pokazuje
                    wyniki całęj populacji i służy raczej tym "nad nami", a przynajmniej mam taką
                    nadzieję.
                    • danuta49 Lepsze wrogiem dobrego;-) 29.06.06, 22:09
                      Chodzi o to żeby mieć sumaryczne porównanie wyników populacji uczniów danej
                      szkoły na wyjściu i wejściu.Srednia(!) punktacja uczniów przychodzących do
                      danej szkoły jest bardzo dobrym miernikiem ich (srednich!) zdolności i
                      aspiracji! Potem mozna porównać np.rankingi wyników na wyjściu i wejściu oraz
                      zobaczyć, która szkoła awansowała, a która spadła.Już dyrektor, a nawet
                      przecietny to potrafi(jak chce;-)!), jest w stanie ustalić kto pracował na
                      poprawę wyników, a kto wręcz przeciwnie i nagrodzić badź ukarać.Chodzi o to,
                      żeby wiedział, że to jego interes!
                      Oczywiście można postawić, tak jak Ty, nierealistyczne wymagania takim
                      porównaniom.Skutek - zostaje to co jest - samowola i widzimisię dyrektorów i
                      urzędników z kuratoriów oraz samorzadu.Lepsze(ktorego nie ma, a którego się
                      domagasz!)blokuje jakiekolwiek kroki które by cokolwiek poprawiły.I tak
                      dzielnie pracujesz na stołki tabunów oswiatowych urzędasów, którzy przecież
                      muszą "nadzorować" bo inaczej szkoły nauczyciele pójdą pić w pokoju
                      nauczycielskim zamiast uczyć!
                      • no-surprises Re: Lepsze wrogiem dobrego;-) 30.06.06, 11:24
                        > Oczywiście można postawić, tak jak Ty, nierealistyczne wymagania takim
                        > porównaniom.

                        Cóż to za nierealistyczne wymagania stawiam?

                        Lepsze(ktorego nie ma, a którego się
                        > domagasz!)blokuje jakiekolwiek kroki które by cokolwiek poprawiły.I tak
                        > dzielnie pracujesz na stołki tabunów oswiatowych urzędasów, którzy przecież
                        > muszą "nadzorować" bo inaczej szkoły nauczyciele pójdą pić w pokoju
                        > nauczycielskim zamiast uczyć!

                        Wydawało się, że rozmawiamy merytorycznie :(
                        • danuta49 Nadmierne wymagania nieistniejącej precyzji! 30.06.06, 12:59
                          > Cóż to za nierealistyczne wymagania stawiam?<
                          Własnie takie!!!
                          >Wszak nie chodzi o szkoły, chodzi o uczniów - co Ci da
                          suchy wynik punktowy bez standardu, bez rozbicia zadania "złożonego" na
                          poszczególne umiejętności? Jak można porównać np. sprawność ortograficzną czy
                          językową gimnazjalisty i maturzysty skoro praca tego pierwszego oceniana jest
                          bardzo surowo w stosunku do pracy tego drugiego. Jak zabadsz przyrost? <
                          Wystarczy porównać miejsce szkół na liście rankingowej na wejściu i na
                          wyjściu zeby wiedzieć czy szkoła rozwinęła uczniów przecietnie,
                          ponadprzecietnie czy poziżej przecietnej.I to zarówno dla szkół uczacych
                          uczniów wybitnie zdolnych i zmotywowanych jak i uczniów o dokładnie przeciwnych
                          cechach.
                          "Kto chce - szuka sposobów, kto nie chce - szuka powodów'
                          Rozmawiamy jak najbardziej merytorycznie!
                          • no-surprises Re: Nadmierne wymagania nieistniejącej precyzji! 30.06.06, 19:41
                            "Kto chce - szuka sposobów, kto nie chce - szuka powodów'

                            Cóż, podejrzewam, że nie różnimy się tak bardzo, jak się wydaje. Pisanie nie
                            jest najlepsza drogą do wymiany poglądów w materii, w której byle detal ma
                            znaczenie. Twarza w twarz można o detalach porozmawiać.

                            Róbmy swoje najlepiej, jak potrafimy- po zasłużonej przerwie. Pozdrawiam.
    • randybvain Popatrz na to w inny sposob. 28.06.06, 18:50
      To co nazywamy edukacja w panstwowym systemie oswiaty jest to rodzaj haraczu,
      jaki musimy jako obywatele placic, by decydenci mogli stwierdzic, ze
      spoleczenstwo jest wyksztalcone. Normalna edukacja jest jak ZUS - po jej
      ukonczeniu ma sie mniej wiecej tyle w glowie potrzebnych rzeczy, ile wynosi
      przecietna emerytura bez trzecich i drugich filarow.

      Prawdziwa edukacja to ta, ktora dzieje sie glownie poza szkola: korepetycje,
      prywatne lekcje muzyki, kursy jezykowe i zawodowe. Za nia jednak trzeba placic
      i stad jest ograniczona tylko do czesci spoleczenstwa. Pozostali musza wierzyc
      ministrom oswiaty, ze "co autor mial na mysli" i znajomosc katechizmu da im
      dobra prace w przyszlosci i jest to wiedza, ktorej "Amerykanie nawet nie znaja".

      Podejrzewam zreszta, ze obnizenie sie poziomu edukacji w Polsce wiaze sie tez z
      wywolaniem takiego stanu, ze spoleczenstwo uwierzy we wszystko, co polityk mu
      powie (niewazne jakiej opcji, wazne, aby zdolnosc myslenia i analizowania
      faktow byla ograniczona).
      • fan_gazety Trafnie wg mnie - w dużej mierze. 28.06.06, 18:55
        Wyraziście napisałeś to, co wynika też z tego anachronizmu, o którym wspomniałem.

        Bliska mi osoba mówi właśnie, ze rozwija się głównie poza szkołą, która w ten
        sposób staje się przeszkodą. Bo w szkole nie ma tych rzeczy, które tą osobę
        pasjonują - muzyki, motoryzacji, informatyki "realna", a nie teoretycznej :-).
    • gorzatax Re: Postępujące zdebilenie edukacji w Polsce 29.06.06, 12:07
      veque napisał:

      > Edukacja jest tematem, który wywołuje u mnie
      > wysypkę, a gdybym dorwał Ministra Handke to "wyjechałbym mu z dyńki" zanim
      > powiedziłby dzień dobry. Dlaczego, otóż za gimnazja! Po jasną cholere to było
      > robić? Stworzono szkoły dla wąskiej grupy wiekowej młodzieży. Tak naprawdę są
      > to szkoły dla nieprzystosowanych społecznie - taki wiek 13 - 16 lat,
      > kompletne osły! ...
      > ... Czy ktoś ma podobne odczucia?

      Przed wprowadzeniem systemu 6+3+3 odzywały się głosy środowiska
      nauczycielskiego, że nie jest to najlepszy pomysł. Doświadczeni nauczyciele -
      zresztą akurat tutaj niekonieczne było Bóg wie jakie doświadczenie, wystarczyło
      parę lat pracy w podstawówce - widzieli, że największa "głupawka" dopada
      dzieciaki na przełomie 6 i 7 klasy. I w tym właśnie wieku postanowiono
      zafundować im rewolucję.
      W jednym z postów tego wątku fan_gazety pisze, że systemy podobny do naszych
      sprawdzają się w Europie zachodniej, więc dlaczego nie miałyby u nas - ano
      właśnie dlatego, że tam ta zmiana następuje wcześniej, nie w tym
      najtrudniejszym wychowawczo wieku.
      Głosy rozsądku nie dochodziły niestety do mózgu reformy - pani Ireny
      Dzierzgowskiej, i skutek mamy jak widać.
      Gdy porównuję dojrzałość i odpowiedzialność absolwentów starej ośmioklasowej
      podstawówki (np. rocznik 2000, który dość dobrze pamiętam) z dojrzałością
      obecnych absolwentów gimnazjów (o rok starszych) zauważam różnicę na niekorzyść
      tych drugich. W dodatku z roku na rok pod tym względem młodzież wydaje się
      gorsza.
      Tak więc veque mam odczucia podobne do Twoich. I w żaden sposób nie poprawia mi
      samopoczucia fakt, że ktoś też myśli tak jak ja.



    • kemer2 Re: Postępujące zdebilenie edukacji w Polsce 07.07.06, 14:04
      Ja mam podobne odczucia! Głupota, szczególnie na Zachodzie, rośnie w siłę. A u
      nas...
      W szkołach ponadgimnazjalnych nadal nie uczy się filozofii, religioznawstwa,
      historii Kościoła, teologii..., ale za to nawiedzone, dokształcone na
      pospiesznych kursach katechetki uczą tzw. religii. Jestem wierzący, ale te
      zajęcia powinny być prowadzone w szkółkach niedzielnych na teranie kościoła.
      Szkoła w Polsce jest całkowicie dysfukcyjna - nie przekazuje wiedzy, nie wdraża
      umijętności, nie wychowuje. Dodatkowo zabija naturalną ciekawość świata, nie
      rozbudza żadnych potrzeb intelektualnych i demoralizuje. To wszystko okraszone
      dobrym samopoczuciem nauczycieli, którzy, schlebiając władzy, nie wiedzą nawet
      o tym, że uprawiają antypedagogikę.
      Permisywizm preferowany przez belferstwo w konsekwencji unieszcześliwi
      młodzież, ale przecież chodzi właśnie o to, by przygotować głupich ludzi do
      uległości w epoce neoniewolnictwa. Co sobie dzisiaj pokrzyczą, popiją i
      potańczą to ich, a jutro batem przywoła się ich do posłuszeństwa.
      Minister Giertych nie zdaje sobie sprawy z tego, jak radykalnych zmian wymaga
      oświata - na pewno nie pomoże wprowadzenie do szkół nowych politruków od
      wychowania patriotycznego. Zasadnicze pytanie brzmi: Czy pąństwo postępuje
      patriotycznie i moralnie w relacjach ze swoimi obywatelami?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka