Dodaj do ulubionych

Alternatywy wobec tradycyjnej szkoły

02.11.06, 14:10
Chciałabym na forum fachowców od edukacji zapytać o formalne możliwości
kształcenia dzieci poza systemem tradycyjnej szkoły. Odrzucam jednak opcję
drogich szkół prywatnych.
Przychodzą mi do głowy następujace pytania:
1. Czy są jakieś przeszkody w prowadzeniu kształcenia domowego? Niedawno w TV
pokazywano kilka polskich rodzin, które same, badź przy współudziale
korepetytorów, uczą swoje dzieci. Dzieci zdają w szkole czy w kuratorium
jedynie egzaminy semestralne. Czy decyzja o takim nauczaniu jest prawem
każdej rodziny?
2. Czy można dogadać się w kilka rodzin i uczyć po kilkoro dzieci w systemie
zbliżonym do home schoolingu? Czy wtedy już trzeba mieć jakieś specjalne
uprawnienia pedagogiczne - bo, o ile wiem, w zwykłej edukacji domowej nie
trzeba - liczą się jedynie efekty i zdane egzaminy kontrolne.
Jeśli wiecie coś o podobnych możliwościach edukowania, podzielcie się swoją
wiedzą, głównie prawną! Pozdrawiam!
Obserwuj wątek
    • unsatisfied6 chętnie sam dowiedziałbym się o takich możliwościa 03.11.06, 22:57
      yesamin napisała:

      > Chciałabym na forum fachowców od edukacji zapytać o formalne możliwości
      > kształcenia dzieci poza systemem tradycyjnej szkoły. Odrzucam jednak opcję
      > drogich szkół prywatnych.
      > Przychodzą mi do głowy następujace pytania:
      > 1. Czy są jakieś przeszkody w prowadzeniu kształcenia domowego? Niedawno w TV
      > pokazywano kilka polskich rodzin, które same, badź przy współudziale
      > korepetytorów, uczą swoje dzieci. Dzieci zdają w szkole czy w kuratorium
      > jedynie egzaminy semestralne. Czy decyzja o takim nauczaniu jest prawem
      > każdej rodziny?
      > 2. Czy można dogadać się w kilka rodzin i uczyć po kilkoro dzieci w systemie
      > zbliżonym do home schoolingu? Czy wtedy już trzeba mieć jakieś specjalne
      > uprawnienia pedagogiczne - bo, o ile wiem, w zwykłej edukacji domowej nie
      > trzeba - liczą się jedynie efekty i zdane egzaminy kontrolne.
      > Jeśli wiecie coś o podobnych możliwościach edukowania, podzielcie się swoją
      > wiedzą, głównie prawną! Pozdrawiam!

      chętnie sam dowiedziałbym się o takich możliwościach .
    • playadelsol Re: Alternatywy wobec tradycyjnej szkoły 04.11.06, 00:02
      tak aedukacja przynosi jednak pewne straty, powiedzmy, socjalizacyjne, choc patrzac na ostanite wydarzenia w gdańsku, to moze jednak ma same plusy
      • yesamin Re: Alternatywy wobec tradycyjnej szkoły 04.11.06, 11:53
        Myślałam o tym ale doszłam do wniosku, że i socjalizować dziecko można
        alternatywnie. Nie chciałabym, żeby zsocjalizowało mi się do "normy", jaką
        widzimy. Wbrew pozorom, taka socjalizacja jest psu na budę. To przecież
        nie "rządzące" w państwowych szkołach dzieci patologii nadają kiedyś ton,
        kończą dobre studia i odnoszą prawdziwy sukces. Wolę socjalizować dziecko do
        postaw i aspiracji właściwych w cywilizowanym świecie.
        Naprawdę można znaleźć lepsze sposoby socjalizacji. Mam na myśli regularne
        uczestnictwo dziecka w zajęciach dla jego grupy wiekowej w domu kultury /sport,
        plastyka, teatr itp./ i w kościele, co daje możliwość nauczenia się pracy w
        zespole i zadzierzgiwania przyjaźni.
        Nikt przecież nie powiedział, że dobra socjalizacja ma być jedynie w szkole, od
        ósmej do piętnastej. Na pewno przyjaźnie z kółek zainteresowań są zdrowsze i
        wartościowsze niż koszmarne stosunki w klasach szkół państwowych.
        • daktylek Re: Alternatywy wobec tradycyjnej szkoły 04.11.06, 11:58
          Oczywiście, że dziecko mozna socjalizować na różne sposoby, po prostu nie wolno
          o tym zapominać, że to jest bardzo istotne dla dziecka.
          Edukacja domowa, tak jak pewnie każda forma edukacji, ma swoje wady i zalety.
          Ale decyzja należy do Ciebie. Być może załatwianie tego w urzędzie czy w szkole
          może być droga przez mękę, ale przy dostatecznej determinacji z pewnością się
          uda. Powodzenia:)
        • playadelsol Re: Alternatywy wobec tradycyjnej szkoły 06.11.06, 19:58
          no wiem, to tez jest wyjscie, z drugiej strony nie bedzie takich więzi jak w przypadku szkolnych przyjaźni, pewnie sama to pamietasz
          nawet jesli później niewiele z tego zostaje to zawsze są wspomnienia
          no ale faktycznie mozna dziecko socjalizowac również w sposób o którym napisałaś
    • daktylek Re: Alternatywy wobec tradycyjnej szkoły 04.11.06, 08:16
      Choć w Polsce edukacja domowa jest mało znana i mało upowszechniona, jednak
      prawo pozwala na uczenie dziecka w domu, za zgodą dyrektora szkoły, w której
      obwodzie zamieszkuje dziecko.
      Tu znajdziesz informacje:
      www.edukacjadomowa.piasta.pl/
      • unsatisfied6 Polska i Rumunia mają najgorsze statystyki 04.11.06, 09:40
        daktylek napisał:

        > Choć w Polsce edukacja domowa jest mało znana i mało upowszechniona, jednak
        > prawo pozwala na uczenie dziecka w domu, za zgodą dyrektora szkoły, w której
        > obwodzie zamieszkuje dziecko.
        > Tu znajdziesz informacje:
        > www.edukacjadomowa.piasta.pl/

        o ile mi wiadomo z informacji uzyskanych na stronach web , w Polsce i w Rumunii
        jest najmniejsza liczba uczniów uczących się w domu .

        wg załozyciela stowarzyszenia edukacji domowej , Marka Budajczaka ,
        "Państwowy monopolista oświatowy pomimo wstępnej zgody na edukację domową, w
        serii kolejnych nowelizacji ustawy i rozporządzeń, ustanawia coraz większe
        restrykcje dla edukacyjno-domowych „rebeliantów" ".
        www.edukacja.domowa.pl/
        restrykcje dla edukacji domowej narzucane przez państwo nie są dla mnie
        niespodzianką - tworzenie barier dla rozwoju edukacji domowej , która
        okazuje się w praktyce skuteczniejsza od edukacji w szkole , jest typowym dla
        naszego szkolnictwa kierunkiem kształcenia obywateli .
        • yesamin Re: Polska i Rumunia mają najgorsze statystyki 04.11.06, 12:14
          Zauważ, że w praktyce i tak edukacja jest w znacznej mierze domowa - dzieci
          biorą korki, bo szkoła mało czego jest w stanie nauczyć. I to taką właśnie
          edukacją domową stoją szkolne olimpiady.
          Dziękuję za linki, chętnie je przejrzę.
          Zainteresowanym losem naszych dzieci polecam książkę Mary Phipher "Ocalić
          Ofelię". Autorka - ceniona psycholog, pisze o patologiach w szkołach na
          poziomie odpowiadającym naszemu gimnazjum i pokazuje na przykładach rodzin, jak
          można ratować dzieci, zwłaszcza dziewczynki, przed traumami psychicznymi i
          demoralizacją związaną ze szkołą. Prostym i dobrym rozwiazaniem, polecanym
          przez autorkę i stosowanym w USA, jest home schooling. Dziecko uczy się w domu,
          zdaje egzaminy i np. pracuje w hospicjum lub w schronisku, uczestniczy w
          kółkach zainteresowań - własnie celem socjalizacji. Takie połączenie daje
          bardzo dobre efekty. Jedynym porównywalnym wyjściem są drogie prywatne szkoły.
          Mary Phipher - przeczytajcie! :)
          PS. Niedawno też publikowano badania poziomu szczęscia Polaków pod red. prof.
          Janusza Czapińskiego - w zestawieniu uderzająca była niesamowita feustracja i
          depresja dorastających dziewczynek. To był najgorzsy wskaźnik. One są
          najbardziej nieszczęśliwą zcęścią naszego społeczeństwa. Co pokazują twarde
          wyniki statystyczne, i nie tylko one, niestety...
          • lineborder Re: Polska i Rumunia mają najgorsze statystyki 04.11.06, 20:04
            >...bo szkoła mało czego jest w stanie nauczyć
            > ...Takie połączenie daje bardzo dobre efekty. Jedynym porównywalnym wyjściem są drogie prywatne szkoły

            Sprawiasz wrażenie osoby inteligentnej, ale czy naprawdę nie widzisz przyczyn takiego rozziewu efektów nauczania i wychowania. Nie bez kozery prywatne szkoły są jak sama piszesz "drogie".
            • unsatisfied6 bardzo wysokie koszty oświaty w Polsce 26.11.06, 00:20
              lineborder napisał:
              > Nie bez kozery prywatne szkoły
              > są jak sama piszesz "drogie".


              chciałbym się odnieść do argumentu linebordera w kontekście dyskusji o domowej
              edukacji dla wskazania pewnych sprzeczności naszego rozumowania o alokacji
              środków w edukacji . otóż lineborder twierdzi , jak jego przedmówca , że szkoły
              prywatne stanowiące alternatywę szkół publicznych są drogie . edukacja domowa
              to w gruncie rzeczy forma edukacji prywatnej zdecydowanie tańsza od wszelkich
              innych form edukacji . gdyby chodziło tylko o czynnik ekonomiczny w oświacie ,
              to home schooling w Polsce powinien i ze względu na powszechne niezadowolenie
              rodziców ze szkół i ze względu na ich środki finansowe stawać się popularną
              formą oświaty . nauczanie domowe nie jest , a nawet można śmiało postawić
              tezę , że praktycznie w Polsce nie istnieje , nie z powodu braku środków
              finansowych na oświatę . absurdem ponadto byłoby zarzucanie nieefektywności
              nauczania domowego w świetle statystyk w innych krajach gdzie stosuje się
              homeschooling i te zdecydowanie są na korzyść takiej formy oświaty .

              moim zdaniem , na co wskazuje liczba osób korzystających z najtańszej chyba
              formy kształcenia domowego ( 20 rodzin na 40 000 000 populację ) , nie czynniki
              ekonomiczne decydują wyłącznie o efektywności nauczania . jeżeli średnio na
              województwo przypada jedna rodzina korzystająca z tej formy kształcenia ,
              znaczy że praktycznie w Polsce taka nie istnieje i nie wynika to z braku
              poszukiwania alternatywnych i tańszych form kształcenia przez
              obywateli/rodziców , ale z powodu zamierzonego lub niezamierzonego
              realizowanego celu przez państwo wobec kształcenia dzieci i młodzieży .

              edukacja publiczna wbrew temu , co argument linebordera może sugerować nie
              jest tania . polska publiczna edukacja jest jedną z najdroższych w świecie .
              o ile mi wiadomo , ze środków płatniczych przeznacza się na jednego ucznia
              do 10 tys zł / rocznie na edukację publiczną . jednowartościowy argument
              będący faktycznie rezultatem wielowartościowej funkcji jest bardzo nieścisłym
              w poprawnych i profesjonalnych analizach ekonomicznych , ale i ten
              wskazuje , że można by za te środki płatnicze uczyć zdecydowanie skuteczniej .
              bardziej precyzyjnie określające koszty edukacji to parametry takie jak czas i
              efektywność wykorzystania środków , w tym główne znacznie ma potencjał ludzki .

              polską szkołą publiczną charakteryzują wysokie koszty w postaci angażowania
              wysoko wyspecjalizowanego potencjału ludzkiego . ewidentnym jest najdroższe w
              świecie wykształcenie przedszkolne wykorzystujące w polskiej edukacji
              kwalifikacji zdobytych na wyższych uczelniach . niezaprzeczalnym jest długa i
              żmudna "obróka surowca" - czas potrzebny do zdobycia kwalifikacji w
              polskim "przemyśle edukacji" wydłuża się , podczas gdy w innych krajach ulega
              skróceniu .

              nieskuteczne wykorzystanie środków i możliwości również stanowi o
              wysokich kosztach edukacji w Polsce . nauczyciele ciągle angażonwani
              w zdobywanie coraz wyższych kwalifikacji lub obciążeni obowiązkami
              nie mającymi bezpośredniego wpływu na kształcenie , mniej czasu mogą poświęcić
              na zdobywaniu kwalifikacji przez uczniów i organizowanie pracy szkoły
              dla uzyskania optymalnych wyników uczniów . optymalizacja wyników
              oświaty jest mocno zredukowana poprzez eliminowanie czynników kreatywnych
              w postaci wpływu rodzica , nauczyciela i środowiska na kształt szkoły .

              silny zaangażownie władz oświaty w skutecznym zwalczaniu tanich i skutecznych
              form form kształcenia w postaci edukacji domowej są wybitnym dowodem na
              nie ekonomiczny ale polityczny charakter realizaji celów oświaty .
              strona internetowa opisująca tego typu praktyki której link zamieściłem
              w poniżyszm poście
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=33&w=51397971&a=52846070
              jest miarodajnym opisem zjawisk zwalczania skutecznych form kształcenia
              w Polsce wyjaśniającym fakt , że zaledwie 20 rodzin na 40 000 000 obywateli
              w Polsce korzysta z tego rodzaju form kształcenia .
              • lineborder translator z polskiego na polski 26.11.06, 10:20
                Moja uwaga odnosiła się się do szkół prywatnych, a nie homeschoolingu - tak więc zmanipulowałeś moją wypowiedź.

                > to home schooling w Polsce powinien i ze względu na powszechne niezadowolenie
                > rodziców ze szkół i ze względu na ich środki finansowe stawać się popularną
                > formą oświaty .
                Ale jakoś się nie staje. Może to niezadowolenie nie jest aż tak duże jak suponujesz. Może po prostu nie każdy potrafi i ma czas na edukację swojego dziecka w domu, a na szkoły prywatne go nie stać. Edukacja domowa pozostanie zjawiskiem niszowym - zwłaszcza, że na dofinansowanie ze strony państwa póki co nie ma co liczyć.

                > edukacja publiczna wbrew temu , co argument linebordera może sugerować nie
                > jest tania
                To już jest kłamstwo. Gdzie nauczyłeś się takiego wnioskowania?

                > ...polska publiczna edukacja jest jedną z najdroższych w świecie...
                to jest jak na razie tylko twoje zdanie

                > jednowartościowy argument
                > będący faktycznie rezultatem wielowartościowej funkcji jest bardzo nieścisłym
                > w poprawnych i profesjonalnych analizach ekonomicznych , ale i ten
                > wskazuje , że można by za te środki płatnicze uczyć zdecydowanie skuteczniej .
                > bardziej precyzyjnie określające koszty edukacji to parametry takie jak czas i
                > efektywność wykorzystania środków , w tym główne znacznie ma potencjał ludzki
                masz tendencję do posługiwania się jakąś nowomową ekonomiczną, napisz po polsku o co ci chodzi

                > nauczyciele ciągle angażonwani
                > w zdobywanie coraz wyższych kwalifikacji lub obciążeni obowiązkami
                > nie mającymi bezpośredniego wpływu na kształcenie , mniej czasu mogą poświęcić
                > na zdobywaniu kwalifikacji przez uczniów i organizowanie pracy szkoły
                > dla uzyskania optymalnych wyników uczniów
                w 100% się zgadzam - chociaż celem tego trendu awansowego jest maksymalne opóźnienie koniecznej już podwyżki płac nauczycielskich.

                > silny zaangażownie władz oświaty w skutecznym zwalczaniu tanich i skutecznych
                > form form kształcenia w postaci edukacji domowej są wybitnym dowodem na
                > nie ekonomiczny ale polityczny charakter realizaji celów oświaty
                jednostkowymi przypadkami nie da się udowodnić politycznego charakteru działań wobec edukacji domowej. Musisz znaleźć w systemie prawnym przesłanki wskazujące na dyskryminację tej formy edukacji.
                Generalnie nie jest przeciwnikiem homeschoolingu, jednak powinny istnieć mechanizmy kontrolne chroniące dzieci przed szaleństwem nawiedzonych rodziców.
                • unsatisfied6 manipulowanie 26.11.06, 20:18
                  lineborder napisał:

                  > Moja uwaga odnosiła się się do szkół prywatnych, a nie homeschoolingu - tak
                  wię
                  > c zmanipulowałeś moją wypowiedź.
                  >

                  postaram się uzasadnić , że ty manipulujesz moimi wypowiedziami .
                  zacznę od powyższego zdania - homeschooling jest formą edukacji prwyatnej i
                  jako że twoja dotyczyła takowej , odniesłem się między innymi do
                  nauczania w domu poza murami szkoły .
                  • lineborder Re: manipulowanie 26.11.06, 22:05
                    > homeschooling jest formą edukacji prwyatnej i
                    > jako że twoja dotyczyła takowej
                    gdybyś raczył przeczytać dokładniej post yesamin, ona porównała homeschooling do nauczania prywatnego i o takim właśnie mówiłem. A że ty sobie klasyfikujesz inaczej twoja sprawa. Nie wyrywaj tylko mojej wypowiedzi z kontekstu dyskusji.
                • unsatisfied6 jesteś wrogiem domowego nauczania 26.11.06, 20:40
                  lineborder napisał:


                  >
                  > > to home schooling w Polsce powinien i ze względu na powszechne niezadowol
                  > enie
                  > > rodziców ze szkół i ze względu na ich środki finansowe stawać się popular
                  > ną
                  > > formą oświaty .
                  > Ale jakoś się nie staje. Może to niezadowolenie nie jest aż tak duże jak
                  suponu
                  > jesz. Może po prostu nie każdy potrafi i ma czas na edukację swojego dziecka
                  w
                  > domu, a na szkoły prywatne go nie stać. Edukacja domowa pozostanie zjawiskiem
                  n
                  > iszowym - zwłaszcza, że na dofinansowanie ze strony państwa póki co nie ma co
                  l
                  > iczyć.

                  liczba uczniów uczących się w domu poza szkoła nie stanowi nawet promila całej
                  populacji uczniów w Polsce ( to 20 na 40 000 000 populację ) - przytoczony
                  przeze mnie przykład dzieci pana Budajczaka , w którym administracja szkolna
                  zdecydowała ukarać te dzieci za inicjatywę rodziców ( nie są , jak twierdzisz
                  "nawiedzeni" , ale rzekłbym że wyjątkowo odważni ) żądając by "wróciły
                  do szkoły" o dwie klasy niżej to wybitny przestroga dla innych rodziców ,
                  którzy chcieliby pójść w ślady pana Budajczaka - decyzja szkoły nie poparta
                  była żadnymi racjonalnymi przesłankami a wybitnie wskazuje na stosowanie
                  silnego sygnału celem zastraszenia w kierunku tych rodziców , którzy chcieliby
                  pójść w ślady pana Budajczaka .

                  > Generalnie nie jest przeciwnikiem homeschoolingu, jednak powinny istnieć
                  mechan
                  > izmy kontrolne chroniące dzieci przed szaleństwem nawiedzonych rodziców.

                  twoje wypowiedzi nie świadczą o tym , że jesteś za homeschoolingiem -
                  twoje argumenty tworzone celem "dobra wszystkich dzieci" realizują się tym
                  w praktyce naszej oświaty , że tylko "nawiedzony rodzic" pójdzie śladami
                  pana Budajczaka narażając swoje dzieci wyraźną wrogość władz oświatowych
                  wobec tak kształconych młodych obywateli .
                  • lineborder Re: jesteś wrogiem domowego nauczania 26.11.06, 22:21
                    > ... nie są , jak twierdzisz "nawiedzeni" , ale rzekłbym że wyjątkowo odważni..
                    trzeba wyjątkowo dużej złej woli żeby tak manipulować wypowiedziami. W odróżnieniu od ciebie nie cytuję całych postów tylko cytuję fragmenty wypowiedzi i do nich się ustosunkowuję. Wyrwałeś moją wypowiedź ogólną (umieszczoną specjalnie na końcu) i przypisałeś ją casusowi Budajczaków co do których w ogóle się nie wypowiadam bo twoje "fakty" na ten temat nie są dla mnie wiarygodne.

                    > twoje argumenty tworzone celem "dobra wszystkich dzieci"
                    coś ci się pomieszało, gdzie pisałem o dobru wszystkich dzieci w kontekście homeschoolingu?

                    > ...że tylko "nawiedzony rodzic" pójdzie śladami pana Budajczaka...
                    znowu przekłamanie. Nie nazywałem naśladowców p.Budajczaka ani zwolenników homeschoolingu nawiedzonymi. Chodzi mi przykładowo o takich, którzy uznają, że np.biologia (czy inna wiedza) to dzieło szatana i nie będzie tego nauczał lub zastąpi to swoimi urojeniami.
                    • unsatisfied6 wiesz dlaczego ja wiem , że ty kłamiesz ? 26.11.06, 22:45
                      lineborder napisał:

                      > > ... nie są , jak twierdzisz "nawiedzeni" , ale rzekłbym że wyjątkowo odwa
                      > żni..
                      > trzeba wyjątkowo dużej złej woli żeby tak manipulować wypowiedziami. W
                      odróżnie
                      > niu od ciebie nie cytuję całych postów tylko cytuję fragmenty wypowiedzi i do
                      n
                      > ich się ustosunkowuję. Wyrwałeś moją wypowiedź ogólną (umieszczoną specjalnie
                      n
                      > a końcu) i przypisałeś ją casusowi Budajczaków co do których w ogóle się nie
                      wy
                      > powiadam bo twoje "fakty" na ten temat nie są dla mnie wiarygodne.
                      >


                      bo fakty , które nazywasz "faktami" i twój stosunek do nich świadczy o
                      tym , że kłamiesz .

                      każdy obywatel Polski wie , że podany fakt jest realny , bo każdy
                      w zyciu doświadczył "spraweidliwości szkolnej" z mniejszymi może
                      konsekwencjami , bo mało kto miał tyle odwagi co pan Budajczyk , by
                      "skorzystać z prawa" nauki dziecka w domu poza murami szkoły .
                      • lineborder Re: wiesz dlaczego ja wiem , że ty kłamiesz ? 27.11.06, 00:23
                        > bo fakty , które nazywasz "faktami" i twój stosunek do nich świadczy o
                        > tym , że kłamiesz.. itd
                        no no, dowód przeprowadziłeś na poziomie "uniwersyteckim"
                        • unsatisfied6 treść pełnego dowodu brzmi 27.11.06, 09:27
                          lineborder napisał:

                          > > bo fakty , które nazywasz "faktami" i twój stosunek do nich świadczy o
                          > > tym , że kłamiesz.. itd
                          > no no, dowód przeprowadziłeś na poziomie "uniwersyteckim"

                          "bo fakty , które nazywasz "faktami" i twój stosunek do nich świadczy o
                          tym , że kłamiesz .

                          każdy obywatel Polski wie , że podany fakt jest realny , bo każdy
                          w zyciu doświadczył "sprawiedliwości szkolnej" z mniejszymi może
                          konsekwencjami , bo mało kto miał tyle odwagi co pan Budajczyk , by
                          "skorzystać z prawa" nauki dziecka w domu poza murami szkoły ."

                          argument nie jest długi byś nie mógł cytować go w całości .
                • unsatisfied6 kto kłamie i czego nie rozumiesz ? 26.11.06, 21:02
                  lineborder napisał:

                  >
                  > > edukacja publiczna wbrew temu , co argument linebordera może sugerować ni
                  > e
                  > > jest tania
                  > To już jest kłamstwo. Gdzie nauczyłeś się takiego wnioskowania?
                  >
                  > > ...polska publiczna edukacja jest jedną z najdroższych w świecie...
                  > to jest jak na razie tylko twoje zdanie
                  >
                  > > jednowartościowy argument
                  > > będący faktycznie rezultatem wielowartościowej funkcji jest bardzo nieści
                  > słym
                  > > w poprawnych i profesjonalnych analizach ekonomicznych , ale i ten
                  > > wskazuje , że można by za te środki płatnicze uczyć zdecydowanie skuteczn
                  > iej .
                  > > bardziej precyzyjnie określające koszty edukacji to parametry takie jak c
                  > zas i
                  > > efektywność wykorzystania środków , w tym główne znacznie ma potencjał lu
                  > dzki
                  > masz tendencję do posługiwania się jakąś nowomową ekonomiczną, napisz po
                  polsku
                  > o co ci chodzi
                  >
                  na chłopski rozum - czy tanio znaczy traktorem orać ogórek przy domu a
                  pługiem zaciągniętym w woły 100 ha pole ?

                  czy tanio kształci się dzieciaków w przedszkolu zatrudniając najwyższe
                  w świecie w przedszkolach kwalifikacje zdobyte na wyższych uczelniach ?

                  czy tanio znaczy eliminować inicjatywę rodziców w tańszym od publicznego
                  nauczaniu domowym niezwykle srogo karząc dzieci państwa Budajczaków , by
                  zastraszyć pewnie innych , ze nie warto wchodzić w drogę władzom oświatowym ?

                  czy ja kłamię czy ty kłamiesz ? ja twierdzę że to najdroższy w świecie
                  system , bo kapitałem nie jest pieniądz który w rękach zdolnych manipulatorów
                  świadczy nie o tanim systemie oświaty ale o taniej "sile roboczej"
                  tego systemu . kapitałem w gospodarce jest potenjał ludzki , a nie pieniądz .
                  nasz system edukacyjne czerpie z bardzo drogiego kapitału ludzkiego który
                  w naszym systemie ocenia się na mierne grosze i stąd to złudzenie
                  "taniego systemu nauczania" który kosztuje dużo energii i czasu na
                  wykształcenie - ten czas i kompetencje w ekonomii eksplotawania czynnika
                  ludzkiego są kompletnie nie uwzględniane - oceniane środkami
                  płatniczymi często na poziomie kompletnego braku kwalifikacji .
                  • lineborder Re: kto kłamie i czego nie rozumiesz ? 26.11.06, 22:39
                    Ty znowu swoje. Cytujesz cały mój post - a właściwie odpowiadasz sam sobie.

                    1. napisałem, że różnica w jakości między edukacją państwową a prywatną (bez homeschoolingu - dla twojej informacji)wynikać może z różnicy nakładów finansowych. Gdzie tu widzisz sugestię o tym, że edukacja publiczna jest tania?

                    2. > czy ja kłamię czy ty kłamiesz ? ja twierdzę że to najdroższy w świecie
                    > system , bo kapitałem nie jest pieniądz który w rękach zdolnych manipulatorów
                    > świadczy nie o tanim systemie oświaty ale o taniej "sile roboczej"
                    > tego systemu . kapitałem w gospodarce jest potenjał ludzki , a nie pieniądz .
                    > nasz system edukacyjne czerpie z bardzo drogiego kapitału ludzkiego który
                    > w naszym systemie ocenia się na mierne grosze i stąd to złudzenie
                    > "taniego systemu nauczania" który kosztuje dużo energii i czasu na
                    > wykształcenie - ten czas i kompetencje w ekonomii eksplotawania czynnika
                    > ludzkiego są kompletnie nie uwzględniane - oceniane środkami
                    > płatniczymi często na poziomie kompletnego braku kwalifikacji .
                    Wybacz, mimo studiów ekonomicznych nie rozumiem. Pewnie dlatego, że kończyłem je w Polsce.
                    • unsatisfied6 kończyłeś i nie rozumiesz czy tylko udajesz 26.11.06, 22:51
                      lineborder napisał:

                      > Ty znowu swoje. Cytujesz cały mój post - a właściwie odpowiadasz sam sobie.
                      >
                      > 1. napisałem, że różnica w jakości między edukacją państwową a prywatną (bez
                      ho
                      > meschoolingu - dla twojej informacji)wynikać może z różnicy nakładów
                      finansowyc
                      > h. Gdzie tu widzisz sugestię o tym, że edukacja publiczna jest tania?
                      >
                      > 2. > czy ja kłamię czy ty kłamiesz ? ja twierdzę że to najdroższy w świecie
                      > > system , bo kapitałem nie jest pieniądz który w rękach zdolnych manipulat
                      > orów
                      > > świadczy nie o tanim systemie oświaty ale o taniej "sile roboczej"
                      > > tego systemu . kapitałem w gospodarce jest potenjał ludzki , a nie pienią
                      > dz .
                      > > nasz system edukacyjne czerpie z bardzo drogiego kapitału ludzkiego który
                      > > w naszym systemie ocenia się na mierne grosze i stąd to złudzenie
                      > > "taniego systemu nauczania" który kosztuje dużo energii i czasu na
                      > > wykształcenie - ten czas i kompetencje w ekonomii eksplotawania czynnika
                      > > ludzkiego są kompletnie nie uwzględniane - oceniane środkami
                      > > płatniczymi często na poziomie kompletnego braku kwalifikacji .
                      > Wybacz, mimo studiów ekonomicznych nie rozumiem. Pewnie dlatego, że kończyłem
                      j
                      > e w Polsce.
                      kończyłeś i nie rozumiesz czy tylko udajesz , że nie rozumiesz ?


                      w podręcznikach do ekonomii ( nie chce mi się teraz szperać w stertach
                      moich książek ) jest napisane , że kapitał to nie pieniądz i że
                      fundamentem kapitału gospodarki państwa jest potencjał ludzki .
                      • lineborder Re: kończyłeś i nie rozumiesz czy tylko udajesz 27.11.06, 00:29
                        > w podręcznikach do ekonomii ( nie chce mi się teraz szperać w stertach
                        > moich książek ) jest napisane , że kapitał to nie pieniądz i że
                        > fundamentem kapitału gospodarki państwa jest potencjał ludzki .
                        więc przestań je czytać i zacznij myśleć. Przestań je wreszacie cytować - pisz własnymi słowami.
                        Naucz się wreszcie postować.
                        • unsatisfied6 powiedz mi , jaki w tym brak myślenia 27.11.06, 09:22
                          lineborder napisał:

                          > > w podręcznikach do ekonomii ( nie chce mi się teraz szperać w stertach
                          > > moich książek ) jest napisane , że kapitał to nie pieniądz i że
                          > > fundamentem kapitału gospodarki państwa jest potencjał ludzki .
                          > więc przestań je czytać i zacznij myśleć. Przestań je wreszacie cytować -
                          pisz
                          > własnymi słowami.
                          > Naucz się wreszcie postować.

                          nie zagłębiam się we wzory , książki gdzieś leżą zakurzone , nie cytuję z nich ,
                          więc o co chodzi ?

                          jaki dostrzegasz w moim rozumowaniu brak myślenia ? że kapitał nie traktuję
                          jako środki płatnicze - to ja mogę ci zarzucić brak myślenia skoro ty
                          mylisz podstawowe pojęcia w ekonomii i zapewne to ty jako ekonomista
                          ślęczysz nad wyższym poziomem abstrakcji w ekonomii od mojego .
                          • lineborder Re: powiedz mi , jaki w tym brak myślenia 27.11.06, 15:22
                            Przeczytaj posty w tym wątku. Jesteś jedyną osobą, która do prostego w sumie problemu dorabia jakąś ideologię, sięga do teorii kapitału. Po co? Żeby ukryć miałkość argumentów w potoku słów i teorii.
                            Twierdzisz, że homeschooling jest tańszy od edukacji państwowej, bardziej efektywny? A czy ktoś temu przeczy? Nie. Więc po co ten słowotok? Natomiast nie mogę się zgodzić z niektórymi uogólnieniami, które tworzysz w oparciu o jednostkowe fakty. I tyle. Wątpię też w twoją wiedzę praktyczną - sam pisałeś, że nie zagrzałeś długo miejsca w oświacie, a opieranie się na opowieściach innych jest ryzykowne.
                            • unsatisfied6 potwierdzasz moje tezy 27.11.06, 15:29
                              lineborder napisał:

                              > Przeczytaj posty w tym wątku. Jesteś jedyną osobą, która do prostego w sumie
                              pr
                              > oblemu dorabia jakąś ideologię, sięga do teorii kapitału. Po co? Żeby ukryć
                              mia
                              > łkość argumentów w potoku słów i teorii.
                              > Twierdzisz, że homeschooling jest tańszy od edukacji państwowej, bardziej
                              efekt
                              > ywny? A czy ktoś temu przeczy? Nie. Więc po co ten słowotok? Natomiast nie
                              mogę
                              > się zgodzić z niektórymi uogólnieniami, które tworzysz w oparciu o
                              jednostkow
                              > e fakty. I tyle. Wątpię też w twoją wiedzę praktyczną - sam pisałeś, że nie
                              zag
                              > rzałeś długo miejsca w oświacie, a opieranie się na opowieściach innych jest
                              ry
                              > zykowne.

                              to , że nie "zagrzałem długo miejsca w oświacie" jak i fakt , że
                              nie mam uprawnienia do nauczania w szkole w Polsce podczas gdy
                              mogę nauczać w innych krajach , potwierdza jednynie tezy które
                              tutaj prezentuję a nie "brak styczności z praktyką" .

                              z pozoru absurdalny fakt , że jako matematyk , który uzyskał
                              wykształcenie na prestiżowym uniwerku anglojęzycznym nie mam
                              prawa do nauczania matematyki w języku angielskim w szkole publicznej
                              świadczy na korzyść moich argumentów i stanowi logiczną spójność
                              z pozostałymi uwagami .
                              • lineborder ogólniki 27.11.06, 15:51
                                > potwierdza jednynie tezy które
                                > tutaj prezentuję a nie "brak styczności z praktyką" .
                                ja polemizuję przeważnie z twoimi tezami dotyczącymi praktyki oświatowej w Polsce, a tę znasz ze słyszenia, co czyni twoje opinie w tej materii mocno niewiarygodnymi

                                > nie mam
                                > prawa do nauczania matematyki w języku angielskim w szkole publicznej
                                > świadczy na korzyść moich argumentów i stanowi logiczną spójność
                                > z pozostałymi uwagami .
                                Każdy kraj ma jakieś kryteria naboru do zawodu, albo się do nich dostosowujesz, albo szukasz pracy gdzie indziej.Ty zdaje się chcesz żeby system kształcenia nauczycieli dostosować do ciebie.I jeszcze takie teksty:
                                cyt:" nie jestem "przemądrzałym teoretykiem" a jednym z oszukiwanych i jednym z nielicznych szukających prawdy praktyków , których odsunięto od teorii i wiedzy"
                                To megalomania?
                    • unsatisfied6 więc najwyższy czas żebyś poznał podstawy 26.11.06, 23:04
                      lineborder napisał:

                      > 2. > czy ja kłamię czy ty kłamiesz ? ja twierdzę że to najdroższy w świecie
                      > > system , bo kapitałem nie jest pieniądz który w rękach zdolnych manipulat
                      > orów
                      > > świadczy nie o tanim systemie oświaty ale o taniej "sile roboczej"
                      > > tego systemu . kapitałem w gospodarce jest potenjał ludzki , a nie pienią
                      > dz .
                      > > nasz system edukacyjne czerpie z bardzo drogiego kapitału ludzkiego który
                      > > w naszym systemie ocenia się na mierne grosze i stąd to złudzenie
                      > > "taniego systemu nauczania" który kosztuje dużo energii i czasu na
                      > > wykształcenie - ten czas i kompetencje w ekonomii eksplotawania czynnika
                      > > ludzkiego są kompletnie nie uwzględniane - oceniane środkami
                      > > płatniczymi często na poziomie kompletnego braku kwalifikacji .
                      > Wybacz, mimo studiów ekonomicznych nie rozumiem. Pewnie dlatego, że kończyłem
                      j
                      > e w Polsce.

                      en.wikipedia.org/wiki/Human_capital
                      sam się zapoznaj z podstawami .nie chce mi się ciebie douczac na tym forum :)
                      • lineborder Re: więc najwyższy czas żebyś poznał podstawy 27.11.06, 00:42
                        No to teraz już wiem czym nas tak katujesz i skąd taka zawiłość w twoich wypowiedziach. Poziom abstrakcji jaki proponujesz mnie nie interesuje. Szukaj ofiar gdzie indziej. Mam dość przemądrzałych teoretyków.
                        • unsatisfied6 i znowu manipulacja 27.11.06, 09:16
                          lineborder napisał:

                          > No to teraz już wiem czym nas tak katujesz i skąd taka zawiłość w twoich
                          wypowi
                          > edziach. Poziom abstrakcji jaki proponujesz mnie nie interesuje. Szukaj ofiar
                          g
                          > dzie indziej. Mam dość przemądrzałych teoretyków.

                          jak dobrze ci wiadomo , nie jestem ekonomistą a treści w linku do wikipedia
                          nie zawierają żadnych wzorów i abstrakcji , a jedynie pewną przedmowę do
                          ekonomii dotyczącą używanych termiologii odnośnie czynnika ludzkiego przez
                          ekonomistów kapiatalizmu materialistycznego , która potencjał ludzki traktuje
                          jako siłę roboczą a w naszych warunkach jest używane nawet "tania siła robocza".
                          we współczesnej ekonomii od 1950 roku używa się w ekonomii wolnego rynku w
                          państwach obywatelskich terminologii "human capital" a nie "labour" i ten
                          zdecydowanie nie jest tani co również wynika z treści strony wikipedia .

                          reprezentacja liczbowa jest abstrakcją - abstrakcją jest kapitał obilczany
                          środkami platniczymi . obiekt , który liczba reprezentuje jest rzeczywistością.
                          ty teoretyku ekonomii materializmu kapitalistycznego ( XIX wiek w kapitaliźmie
                          eksloatacji czynnika ludzkiego potencjału) traktując kapitał w jego wartościach
                          liczbowych z praktycznego punktu widzenia szacujesz koszty "siły roboczej" na
                          marginalnie niskie co w rezultacie prowadzi do niskich standardów gospodarki
                          w Polsce i niskich standardów życia .

                          nie stosuję teorii w przeciwieństwie do ciebie - stosuję inną hierarchię
                          wartości , która dla ciebie jest "abstrakcją" i "katowaniem" . nie jestem
                          "przemądrzałym teoretykiem" a jednym z oszukiwanych i jednym z nielicznych
                          szukających prawdy praktyków , których odsunięto od teorii i wiedzy które
                          niewątpliwue mając skutek na naszą praktykę .
          • amoureuse Re: Polska i Rumunia mają najgorsze statystyki 07.11.06, 20:02
            Do kanonu lektur polecam też "Socjologię edukacji" R. Meighana :)
          • jazzkam mam wątpliwość 07.11.06, 22:07
            piszę to jako maturzysta i "wygrywacz olimpiad", nie wiem w sumie czemu ta
            kwestia została poruszona, no ale może się dowiem. w każdym razie:

            - chodziłem zawsze do szkół publicznych
            - podstawówkę miałem dobrą, trzeba poszukać a znajdą się dobre publiczne szkoły,
            chociaż podstawówki i przedszkola niepubliczne to jeszcze jak dla mnie ok. radą
            jest jakaś klasa selekcjonowana, ja miałem w 4-6 akurat pływacką z pewną
            selekcją osób po ocenach z 3 klasy, klasa była bardzo fajna i trzymała poziom,
            sport też był ważny i budował coś fajnego
            - gimnazjum to już ewidentnie wg mnie pora, żeby dziecko trafiło na szerokie
            wody; po prostu musi się sprawdzić. ja swojemu gimnazjum pozornie nic nie
            zawdzięczam: były liczne patologie (coś w stylu zakładania kosza na głowę
            nauczycielowi, podobnego formatu rzeczy, zapewniam), musiałem być w klasie z
            ludźmi z których połowa nie dostała się do żadnej szkoły/skończyła w zawodówkach
            lub profilach. na to jest rada - gimnazjum publiczne selekcjonowane, wiele z
            moich znajomych takie skończyło i byli zadowoleni. ale mojemu gimnazjum
            zawdzięczam trochę: otworzyło mi oczy na polską średnią, społeczeństwo, nie
            jestem zmanierowanym chłopczykiem z wyższych sfer, a ewentualne straty w wiedzy
            czy możliwościach rozwojowych nadrobiłem w liceum. ukończyć dobrze gimnazjum i
            dostać się do liceum takiego jakie się chce, jeśli dziecko jest prawidłowo
            wychowywane i zdolne - nie ma problemu, szkoła nie popsuje wiele
            - liceum to już oczywista sprawa, ale pewnie nie mówimy o kształceniu domowym w
            liceum. w każdym razie gdyby przez całe gimnazjum młodzieniec mial nauczanie
            domowe i nagle poszedł do liceum, mogłoby być trudno w dostosowywaniu się.

            różne angielskie, kółka teatralne prywaciarskie etc. często ograniczają pole
            widzenia młodego człowieka do osób na pewnym poziomie, a zwykle zamożnych, etc.
            zależy kogo chcemy uzyskać - uważam że jestem bardziej wrażliwy na otaczający
            świat. czekam na polemikę.
            • yesamin Re: mam wątpliwość 08.11.06, 10:51
              Ja też jestem "wygrywaczką olimpiad" i nie chodziłam do prywatnych szkół, nie
              brałam korków - i nadal twierdzę, że wiedzę zdobywałam w domu, nie w szkole.
              Miałam swoje zainteresoowania - i z przyjemnością w tym siedziałam ile mogłam.
              Na lekcjach nauczyciele pracowali głównie z dziećmi mającymi kłopoty z
              przedmiotem - i bardzo dobrze, to ważne - a ja odlatywałam myślami w inne
              regiony. Szkoła tylko co i raz wystawiała mnie do olimpiad. Twierdzę, że
              reprezentowałam wtedy siebie, nie szkołę.
              Szkoła (przed liceum) nie raz rzucała mi kłody pod nogi, odbierając możność
              rozwijania telentów i wmawiając, że czas i wysiłki należy przeznaczyć na
              równanie do średniej z nie interesujacych mnie przedmiotów. Że lepiej się
              uśrednić we wszystkim, nie dążąc do wybitności. Gdyby nie te naciski i czas
              znmarnowany na standardyzację, mogłabym być znacznie dalej w swojej dziedzinie
              (choć to stare sprawy i nie rzutują na aktualności).
              Praktycznie myślenie było takie: Ponieważ X wykazuje się w pewnej dziedzinie,
              to znaczy, że ma potencjał, więc nie powinna mieć niskich ocen z innych
              przedmiotów. Czyli za takie same mierne odpowiedzi z tychże niczym nie
              wyróżniająca się B. otrzyma zaliczenie, a X musi jeszcze raz wkuwać i
              odpowiadać. W efekcie B. może spokojnie oddać się swej ulubionej czynności
              podkręcania włosów, a X nie może oddać się swej ulubionej czynności naukowej...
              Jest więc karana za wyróżnianie się w nauce in plus.
              Dodam jeszcze, że to, na co musiałam harować w bólach, na nic mi się w życiu
              nie przydało, nic z tego nie pamiętam, bo nigdy mnie te dziedziny nie
              obchodziły - wyrzuciłam to z siebie natychmiast po przyswojeniu jak organizm
              wyrzuca nietolerowaną potrawę. Szkoda tylko zmarnowanego czasu!
              Gdybym mogła się uczyć indywidualnie, sama bym decydowała, w co chcę inwestować
              czas i pracę. I oczywiście robiłabym minimum z tego, co mnie nie kręci - tyle
              aby zdać test - i prułabym do przodu w tym, co jest moją pasją.
              Nie obawiam się, że nie przyjęto by mnie wtedy do dobrego liceum, ponieważ
              chodziłam do dobrego liceum i tam właśnie kryterium przyjęcia było wykazanie
              się w czymś a nie ogólna średniość. Jeśli ktoś fascynował się jakąś dziedziną,
              miał przyzwolenie na minimalizm w innych. Nie na całkowite olanie - ale nie
              dręczono go uśrednianiem. I ludzie z tego liceum mają fajne ścieżki zawodowe.
              Nie da się tego powiedzieć o ludziach z moich szkół przed tym liceum. To liceum
              było dobre dlatego, że po prostu nie przeszkadzało. Dawało żyć.
              To samo w kwestiach towarzyskich. Zanim trafiłam do renomowanego liceum,
              chodziłam do szkół publicznych, z przydziału. Pani od nauczania początkowego
              biła nas i wyzywała - złapałam wtedy nerwicę, z którą długo walczyłam. Potem
              dorastanie, kiedy zaczęli dominować i przez pół dnia rządzić miejscem, w którym
              byłam, ludzie, z którymi dobrowolnie nigdy w życiu bym nie przestawała.
              Dorastanie to jedyna okazja towarzyskiego "błyśnięcia" debili. Ich fizyczna
              siła, krzykliwość i wczesne wtajemniczenie w sprawy narkotykowo- alkoholowo-
              seksualno-gangsterskie mylnie utożsamiana jest z dorosłością, a więc jakąś
              przewagą, byciem do przodu w porównaniu ze spokojnymi myszkami.
              Tacy ludzie mają swój karnawał od 13 roku życia do 20-stki - potem jakoś szybko
              przekwitają, kapcanieją, zapuszczają się etc. Lubią gnębić, napawać się własną
              mocą-przemocą, a szczególnie nie znoszą osób, po których widać, że tak naprawdę
              to one są fajniejsze i że czeka na nie świat doznań, emocji, sukcesów, do
              których nigdy nie podskoczą szkolni "wodzowie".
              Kto jest inteligentny i umie obserwować świat, ten patrzy i wie, że tacy ludzie
              są. Rozumie, jak mniej więcej funkcjonują. Że w domach nic nie znaczą, więc
              muszą "rządzić" słabszymi w szkole czy na osiedlu. Że to skomplikowany splot
              uwarunkowań tworzy przemocowego debila.
              No i dobrze, warto nie być ślepym i wiedzieć, jak wygląda pewna część świata -
              ale to nie znaczy, że koniecznie trzeba badać rzecz "organoleptycznie",
              umieszczać się w tej właśnie chorej części i na własnej skórze doświadczać
              czyjegoś debilizmu.
              Inteligentny człowiek nie musi sam czegoś wypraktykować aby wiedzieć, że to
              jest. Poznaje świat także poprzez obserwację i wnioskowanie. I do tego bym się
              ograniczyła, darowując sobie wieloletnie slalomy pomiędzy brudnymi, plującymi
              gnojkami pakującymi dziewczynom łapy pod stanik. Mogłabym bez tego przeżyć i na
              nic mi taka nauka i ten rodzaj doświadczenia, ponieważ po opuszczeniu szkoły
              publicznej nigdy już nikt nie strzelał flegmą w miejscach, w których
              przebywałam, ludzie byli umyci i nie molestowali przechodzących kobiet. Na nic
              mi więc sprawność w uchylaniu się przed obiektami latającymi!
              Świat nie wygląda bowiem tak, jak szkoła publiczna kategorii C. Nie trzeba
              wcale przejść takiej "szkoły", żeby umieć żyć. Bo życie to też wizyta w La
              Scali w towarzystwie rektora wyzszej uczelni. Czy w tym życiu dałby sobie radę
              kolo-goryl w dresie, mający kłopoty z wysławianiem się?.. Czy nie okazałby się
              wtedy żałośnie bezradny wobec życia i niezsocjalizowany?...
              Twierdzę konsekwentnie, że ani nauka, ani socjalizacja, nie muszą być związane
              z "równaniem w dół". Uczmy się - do wybitności, pasji, odkrywania. Socjalizujmy
              się - do przyjaźni, ogłady towarzyskiej i relacji pełnych szacunku do siebie i
              drugiego człowieka.
              W sensownym życiu warto gonić rzeczy wartościowe i piękne - i je mieć przed
              oczami, a nie ciągle uciekać przed straszącym nas po nocach g.. - i stale
              rozmyślać jak go uniknąć. Szkoda życia na takie doświadczenia. To moje zdanie.
              • randybvain Re: mam wątpliwość 08.11.06, 19:35
                Wlasnie to oznacza socjalizacja: zrownanie dzieciakow do poziomu
                socjalistycznego.
              • jazzkam Re: mam wątpliwość 08.11.06, 22:59
                w sumie mnie przekonałaś. przy 3-letnim liceum wcale nie byłoby takim złym
                pomysłem, gdybym jednak chodził do prywaciarza gimnazjum. niestety nie zgodzę
                się, że gimnazjalne nauczanie w domu jest ok, to jest już zbyt zaawansowany wiek
                jak dla mnie.
              • dorota.konowrocka Re: mam wątpliwość 04.12.06, 19:11
                To, co napisałaś, jest doskonałe, prawdziwe, trafiające w sedno. Nie Ty jedna
                tak myślisz.

                Dorota
          • daktylek Re: Polska i Rumunia mają najgorsze statystyki 07.11.06, 22:46
            Czasem też mam takie wrażenie, że dziewczęta są bardziej sfrustrowane w wieku
            gimnazjalnym niż chłopcy. Wydaje mi się, że jest to kwestia z pogranicza
            psychologii i fizjologii. W dzisiajszych czasach dziewczęta dojrzewają
            fizycznie znacznie wcześniej niż kiedyś. Tym samym zmiany hormonalne, które
            niewątpliwie wpływają na nastroje, rozpoczynają się u nich właściwie w wieku
            dziecięcym, a rozwój psychiczny nie nadąża za rozwojem fizycznym.
      • yesamin Re: Alternatywy wobec tradycyjnej szkoły 04.11.06, 12:00
        Czyli ostateczny głos nie należy do rodziny, tylko do dyrektora placówki
        rejonowej?..
        Trochę to dziwne, bo co taki dyrektor wie o potrzebach mojej rodziny? Natomiast
        zapewne dużo wie o malejących klasach i o tym, że aby utrzymać ilość stanowisk,
        musi zabiegać o jak największą liczbę uczniów.
        Dobrowolna rezygnacja z uczenia ucznia zdolnego i niepatologicznego,
        potencjalnego wygrywacza olimpiad, to dla dyrektora samobój - i nie wiem, czy
        chętnie się na to zgodzi...
        A jeśli się nie zgodzi - czy można mimo to prowadzić home schooling a egzaminy
        komisyjne zdawać w kuratorium?.. Czy jesteśmy bezbronni wobec osądu Dyrektora?
        • daktylek Re: Alternatywy wobec tradycyjnej szkoły 07.11.06, 22:39
          Ostateczna decyzja należy do tego, kto nakłada na rodziców dopilnowania
          realizacji przez jego dziecko obowiązku szkolnego do 16 lat lub ukończenia
          przez nie gimnazjum, czyli do władzy publicznej reprezentowanej w tym przypadku
          przez dyrektora szkoły. Ten sam dyrektor szkoły ma obowiązek powiadomienia
          wyższej władzy o tym, że dziecko z jego rejonu nie realizuje obowiązku
          szkolnego. Za to grozi rodzicowi kara administracyjna do 5000 złotych.

          P.S. A obowiązek nauki do 18 lat został nałożony przez konstytucję:)
          P.S.1 U nas i tak nie jest najgorzej, bo we Francji np. grozi rodzicowi kara do
          zadaje się pół roku więzienia, jeśli dziecko nie uczęszcza do szkoły.
    • grasshopper Edukacja w Polsce 07.11.06, 19:04

    • titta Re: Alternatywy wobec tradycyjnej szkoły 07.11.06, 23:39
      Moze jestes swietna matka, z darem pedagogicznym itp. i dasz rade wychowac
      otwartego czlowieka, a nie chowanego pod kloszem olimpijczyka i zwyciesce
      konkorsow, ktory po pierwszym zetknieciu z rzeczywistoscia, zamknie sie sam w
      pokoju, z ksiazkami i komputerem. Bo to jest chyba glowne niebespieczenstwo.
      Rozne kolka teatralne, grupy przy kosciele itp. nie naucza go radzic sobie ze
      stresem, ludzmi mniej- i niezyczliwymi. Moga stworzyc calkiem falszywy obraz
      swiata. A pozniej w tym swiecie bedzie musial zyc. Chyba lepszym rozwiazaniem
      jest poszukac dobrej szkoly.
      (Choc moge nie miec rcji: wszak jestem wychowankiem selektywnej, prywatnej
      szkoly i grupy przykoscielnej;)
      • maga_cortazar Re: Alternatywy wobec tradycyjnej szkoły 01.02.07, 20:36
        myślę, że alternatywą dla tradycyjnej szkoły jest szkoła NIEKOEDUKACYJNA -->
        www.educafe.org/
    • alex-alexander Re: Alternatywy wobec tradycyjnej szkoły 08.11.06, 08:43
      yesamin napisała:

      > Chciałabym na forum fachowców od edukacji zapytać o formalne możliwości
      > kształcenia dzieci poza systemem tradycyjnej szkoły.
      ------------------------------------------------------------------------------
      Dobra idea. Chociaz ksiadz nie mogl by podmacywac uczniow.Z prywatnego
      mieszkania mozna by bylo go pogonic.
    • grasshopper Edukacja w Polsce 08.11.06, 10:11
      wybierz świadomie swoją przyszłość
    • dikobraz Re: Alternatywy wobec tradycyjnej szkoły 08.11.06, 11:46
      Proponuję książkę:
      EDUKACJA DOMOWA: Budajczak Marek
      Wydawca: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne

      oraz linki:
      www.naukajestodkrywaniem.de/
      www.edukacjadomowa.piasta.pl/
      Pozdrawiam
    • alienxxx Re: Alternatywy wobec tradycyjnej szkoły 08.11.06, 19:14
      Przyznam szczerze, ze nie do konca rozumiem co powoduje Toba, ze chcesz uczyc
      dziecko w taki wlasnie sposob. Sa pewne sytuacje, ktore zmuszaja rodzicow do
      zastosowania home schoolingu, ale na pewno nie jest to obawa przed innymi
      dziecmi. Czy chcesz aby Twoje dziecko dorastalo pod kloszem i nie stykalo sie z
      zadnym zlem tego swiata? Rozumiem, ze socjalizacja odbywac bedzie sie w tym
      przypadku pod czujmym okiem ksiedza, rodzicow, osob prowadzacych wszelkiego
      rodzaju kolka zainteresowan. Dziecko zostanie na zajecia dostarczone (celowo
      uzywam takiego zwrotu) przez rodzicow, przez rodzicow odebrane i przewiezione do
      domu, gdzie zajmie sie zglebianiem Biblii, nauka gry na fortepianie i jeszcze
      kilkoma innymi rzeczami, ktore zamarza sie rodzicom.
      Odpowiedz mi na jedno pytanie - dlaczego chcesz zamknac dziecko w domowym wiezieniu?
      Nie pisze tego zlosliwie. Po prostu czytalem ten watek i moim oczom ukazal sie
      obraz osoby skrzywdzonej, ktora za wszelka cene chce chronic swoje dziecko, ale
      sama nie wie przed czym. moze sie myle, wszak nie jestem psychologiem.
      Zawsze chodzilem do panstwowych szkol, panstwowa podstawowka - pierwszy
      osiedlowy kolchoz w naszym miescie - ok 450 dzieci w pierwszych klasach, potem
      LO - ok 270 dzieci w pierwszych klasach, nastepnie policealne studium - tu juz
      zdecydowanie mniej osob - ok 60, nastepnie studia. W kazdej z tych szkol
      dochodzilo do mniejszych lub wiekszych uchybien. Wszedzie byly jakies patologie
      - takie jest zycie. Z szkol, do ktorych uczeszczalem najbardziej pamietam jednak
      niepowtarzalna atmosfere, przyjaznie, znajomosci, wspolne troski i radosci,
      solidarnosc przeciwko systemowi, zalazki buntu, wspolne imprezy, rowniez te z
      alkoholem. Tak naprawde to wszystko nauczylo mnie najwiecej, to kim w tej chwili
      jestem zawdzieczam wlasnie tym zjawiskom. Wiadomo, ze wazna jest tu rodzina,
      przyjaznie pozaszkolne, zainteresowania indywidualne, ale bez szkol i ludzi,
      ktorzy sie z nimi wiaza bylbym innym czlowiekiem.
      Przemysl to.
      Nie chce nikomu narzucac swojego zdania - zrobisz przeciez co zechcesz - to
      Twoje zycie i Twoje dziecko. Tylko pomysl o tym, ze gdy juz troche podrosnie
      wystawi Ci rachunek za to co dla niego zrobilas.

      Tak czy inaczej zycze powodzeni i tylko przemyslanych decyzji
      • yesamin Re: Alternatywy wobec tradycyjnej szkoły 08.11.06, 21:55
        Dziękuję Prezydentowi Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, że zechciał
        odpowiedzieć na mój post i udzielić pouczenia.
        Wprawdzie nigdy bym się nie domyśliła, że chodził do tylu popspolitych placówek
        oświatowych, ale jego dumny przykład może być argumentem, by posyłać dzieci do
        jak jak najbardziej obskurnych szkół - skoro efekty są tak znakomite!
        Któż by się oparł koronnemu argumentowi twojej wypowiedzi, że "jesteś jaki/a
        jesteś" - a to właśnie zawdzięczasz szkołom!?
        Domyślam się, że postać twa wybitna świeci na 200 km, skoro przykład tego,
        jaki/a TY jesteś, ma przekonywać ludzi do podążania Twoimi ścieżkami edukacji...
        Gratuluję ci samouwielbienia i mniemam, że jest ono uzasadnione, Prezydencie
        Prezesie Premierze!
        Nie mnie biednaj aspirować do pouczeń tak wybitnej osoby, samozwańczego
        przykładu dla ludzkości, gwiazdy przewodniej o blasku tak silnym, że nikt nie
        powinien wątpić, że wszystkie drogi, które do tej światłości prowadziły, były
        jedynie słuszne! Więc chylę czoła - ze skromnym ADIEU..!
        • alienxxx Re: Alternatywy wobec tradycyjnej szkoły 09.11.06, 00:07

          Szkoda czsu na komentarz, mimo wszystko...
          Po przeczytaniu Twoich wypocin (przepraszam ale ten stek bzdur, ktory
          przeczytalem moge okreslic tylko w ten sposob) uwazam, ze nie powinni Ci
          pozwolic uczyc dziecka w domu skoro obca jest Ci sztuka czytania ze
          zrozumieniem. Moze jezyk polski nie jest twoim jezykiem ojczystym i po prostu
          nie rozumiesz mojej poprzedniej wypowiedzi?
          Jesli natomiast zrozumialas, a nie masz zadnych sensownych argumentow
          merytorycznych, nie zabieraj glosu w ogole.
      • unsatisfied6 przyznam się szczerze 25.11.06, 09:42
        alienxxx napisał:

        > Przyznam szczerze, ze nie do konca rozumiem co powoduje Toba, ze chcesz uczyc
        > dziecko w taki wlasnie sposob. Sa pewne sytuacje, ktore zmuszaja rodzicow do
        > zastosowania home schoolingu, ale na pewno nie jest to obawa przed innymi
        > dziecmi. Czy chcesz aby Twoje dziecko dorastalo pod kloszem i nie stykalo sie
        z
        > zadnym zlem tego swiata? Rozumiem, ze socjalizacja odbywac bedzie sie w tym
        > przypadku pod czujmym okiem ksiedza, rodzicow, osob prowadzacych wszelkiego
        > rodzaju kolka zainteresowan. Dziecko zostanie na zajecia dostarczone (celowo
        > uzywam takiego zwrotu) przez rodzicow, przez rodzicow odebrane i przewiezione
        d
        > o
        > domu, gdzie zajmie sie zglebianiem Biblii, nauka gry na fortepianie i jeszcze
        > kilkoma innymi rzeczami, ktore zamarza sie rodzicom.
        > Odpowiedz mi na jedno pytanie - dlaczego chcesz zamknac dziecko w domowym
        wiezi
        > eniu?
        > Nie pisze tego zlosliwie. Po prostu czytalem ten watek i moim oczom ukazal sie
        > obraz osoby skrzywdzonej, ktora za wszelka cene chce chronic swoje dziecko,
        ale
        > sama nie wie przed czym. moze sie myle, wszak nie jestem psychologiem.
        > Zawsze chodzilem do panstwowych szkol, panstwowa podstawowka - pierwszy
        > osiedlowy kolchoz w naszym miescie - ok 450 dzieci w pierwszych klasach, potem
        > LO - ok 270 dzieci w pierwszych klasach, nastepnie policealne studium - tu juz
        > zdecydowanie mniej osob - ok 60, nastepnie studia. W kazdej z tych szkol
        > dochodzilo do mniejszych lub wiekszych uchybien. Wszedzie byly jakies
        patologie
        > - takie jest zycie. Z szkol, do ktorych uczeszczalem najbardziej pamietam
        jedna
        > k
        > niepowtarzalna atmosfere, przyjaznie, znajomosci, wspolne troski i radosci,
        > solidarnosc przeciwko systemowi, zalazki buntu, wspolne imprezy, rowniez te z
        > alkoholem. Tak naprawde to wszystko nauczylo mnie najwiecej, to kim w tej
        chwil
        > i
        > jestem zawdzieczam wlasnie tym zjawiskom. Wiadomo, ze wazna jest tu rodzina,
        > przyjaznie pozaszkolne, zainteresowania indywidualne, ale bez szkol i ludzi,
        > ktorzy sie z nimi wiaza bylbym innym czlowiekiem.
        > Przemysl to.
        > Nie chce nikomu narzucac swojego zdania - zrobisz przeciez co zechcesz - to
        > Twoje zycie i Twoje dziecko. Tylko pomysl o tym, ze gdy juz troche podrosnie
        > wystawi Ci rachunek za to co dla niego zrobilas.
        >
        > Tak czy inaczej zycze powodzeni i tylko przemyslanych decyzji

        przyznam się szczerze , że nie rozumiem , jakie są intencje twojego
        postu i wielkiej troski o dobro mojego dziecka ( o dobro dzieci innych
        rodziców w tym oczywiście autorki wątka ) .

        warunki edukacji jak i jej skuteczność w szkole są coraz gorsze , podczas gdy
        home scholling w innych krajach jak i w Polsce okazuje się być skuteczną formą
        edukacji . jest niezaprzeczalnym , że rodzic kierowany dobrem swojego dziecka
        szuka różnych wariantów edukacji - wskaż te zagrożenia, o których piszesz
        w doświadczeniach innych dzieci uczonych w domach , bo wydają mi się one
        wydumane przez osoby które mając jakby tylko na myśli "dobro innych , nie
        swoich dzieci" nie potrafią tworzyć dobrych warunków dla ich kształcenia .
        z drugiej strony informacje , króre znalazłem na stronach internetowych o
        domowej edukacji zaprzeczają twoim obawom które siejesz w umysłach rodziców
        pragnących dobrego wykształcenia dla swoich dzieci .
    • unsatisfied6 kto te dzieci krzywdzi ? 25.11.06, 10:11
      "- My nie możemy pozwolić na skrzywdzenie tych dzieci.
      Takie słowa usłyszał kilka dni temu w kuratorium w Lesznie Marek Budajczak,
      który postanowił nie wysyłać dzieci do szkoły, tylko sam zająć się ich nauką.
      - Widocznie to, co robię, ma według praworządnych urzędników państwowych
      charakter sekciarski, jest czymś co trzeba rugować - mówi dziś Budajczak."

      biale.webpark.pl/art/pionierzy.htm
      praktyki władz szkolnych stosowane wobec tych dzieci to skandal i brak
      poszanowania praw obywatleskich . kto te dzieci krzywdzi i dlaczego ?

      "W tym czasie w państwowej edukacji następowały zmiany związane z wprowadzaniem
      reformy szkolnej. W związku z tym w kwietniu 1999 roku dyrektor szkoły w
      Poniecu zawiadomił Budajczaków o konieczności przeprowadzenia w czerwcu
      egzaminu dla Emilii. Miał to być sprawdzian na koniec sześcioklasowej szkoły
      podstawowej przed gimnazjum. Marek Budajczak odwoływał się od tej decyzji
      twierdząc, że o egzaminie poinformowano go za późno. Poza tym w pierwszym roku
      działania reformy, uczniowie szóstych klas przechodzili do gimnazjum bez
      żadnych egzaminów. Tak zresztą dzieje się po dziś dzień. Państwowy egzamin do
      gimnazjów ma być przeprowadzony dopiero w przyszłym roku.
      Odwołanie Budajczaka ze względu na przekroczenie terminu nic nie dało, a Emilia
      nie zgłosiła się na egzamin. W efekcie dyrektor Lipowicz cofnął swoją decyzję
      sprzed kilku lat, w której zezwalał na "spełnianie obowiązku szkolnego poza
      szkołą". W wyniku tej decyzji Emilia miałaby wrócić do klasy piątej, a Paweł do
      czwartej."

      wybitnie widać jak młodzież szkół traktuje się jak inwentarz , "własność
      państwową" , której zagospodarowaniem koniecznie musi zająć się tylko i
      wyłącznie szkoła odbierając rodzicom prawo i możliwości do kształcenia ich
      dzieci . rolę rodzica w edukacji ogranicza się jedynie do jego pomocy w
      odrabianiu zadań domowych i realizowaniu programu określonego przez szkołę co w
      praktyce spełniania obowiązku szkolnego zostawia rodzicowi bardzo małe
      możliwości na kierunek wykształcenia ich pociech .
      • randybvain Re: kto te dzieci krzywdzi ? 27.11.06, 14:26
        wybitnie widać jak młodzież szkół traktuje się jak inwentarz , "własność
        > państwową" , której zagospodarowaniem koniecznie musi zająć się tylko i
        > wyłącznie szkoła odbierając rodzicom prawo i możliwości do kształcenia ich
        > dzieci . rolę rodzica w edukacji ogranicza się jedynie do jego pomocy w
        > odrabianiu zadań domowych i realizowaniu programu określonego przez szkołę co
        w
        >
        > praktyce spełniania obowiązku szkolnego zostawia rodzicowi bardzo małe
        > możliwości na kierunek wykształcenia ich pociech .

        Komuna żyje...
    • marta.uparta Re: Alternatywy wobec tradycyjnej szkoły 26.11.06, 19:26
      Przez dwa lata uczyłam w szkole prywatnej - były to klasy gimnazjalne i
      licealne, i jestem pewna ze do takiej szkoły nigdy nie posłałabym swojego
      dziecka. Klasy były malutkie - ok. osiem osób w grupie. Zawsze w klasie połowa
      dzieci to byli uczniowie, których rodzie posyłali do szkoły prywatnej,
      ponieważ w publicznych szkołach najnormalniej nie daliby sobie rady. Wynikało
      to z rozmaitych dysfunkcji, ociezałości umysłowej, nadpobudliwości, a czasem po
      prostu braku własciwego wychowania. Dzieci, które były uzdolnione rodzice w
      popłochu zabierali po góra roku nauki, przenosząc je do innej, z reguły równiez
      prywatnej szkoły. Powód był bardzo prosty - te normalnie funkcjonujące dzieci
      nie miały szans na zawiązanie w klasie jakis bliższych przyjaźni, czy nawet
      znajomości, bo po prostu nie miały wyboru.
      Teraz pracuję w ogólniaku, w której klasy są ok. 20osobowe. Jest to normalna,
      publiczna szkoła. Moje dziecko równiez chodzi do osiedlowej podstawówki, gdzie
      klasa jest 22osobowa. Uwazam, że jest to optymalna wielkość (między 15 a 20
      osób), która pozwala na zawiązywanie odpowiednich relacji w grupie
      rówieśniczej. Dziecko nie jest skazane na kilkuosobową grupę ciagle tych samych
      osób.
      Oczywiście sa kółka zainteresowań i inne zajęcia pozalekcyjne, ale są to
      zajecia po 2-3 godziny w tygodniu - to za mało, żeby mówić o blizszych
      znajomościach.
      To jest oczywiście moje zdanie, Ty masz prawo do izolowania swojego dziecka od
      całego "złego " świata.
    • dorota.konowrocka Re: Alternatywy wobec tradycyjnej szkoły 04.12.06, 19:09
      Jeśli rozważasz uczenie swoich dzieci w domu i chciałabyś poznać ludzi, którzy
      uczą swoje dzieci w domu w Polsce (bardzo sympatyczni i na pewno wiele mogą Ci
      opowiedzieć), napisz do mnie: dorota.konowrocka@gazeta.pl

      Pozdrawiam
      Dorota
    • dorota.konowrocka Re: Alternatywy wobec tradycyjnej szkoły 04.12.06, 20:06
      Swoją drogą, zupełnie nie rozumiem osób, które sprzeciwiają sie edukacji
      domowej... Po pierwsze, to niczyja sprawa, jak zamierzam pokierować wychowaniem
      swoich dzieci. Nie wiem, jak to się stało, że ludzie zapomnieli, że to rodzice
      są odpowiedzialni za wychowanie, kształcenie, kształtowanie swoich dzieci.
      Istnieje jakieś domyślne założenie, że gdyby zostawić rodziców samym sobie, na
      pewno skrzywdzą, zaniedbają, wykrzywią umysłowo i emocjonalnie swoje dzieci. To
      jakiś absurd. Istnieje również jakieś milczące przyzwolenie na kształtowanie
      dzieci przez wszystkich, tylko nie rodziców. Mojemu dziecko może wkładać do
      głowy co chce, kompletnie poza moja kontrolą, dowolny nauczyciel, ksiądz,
      psycholog, pani od zajęć dodatkowych, redaktor gazety młodziezowej, prezenter
      MTV, piosenkarz, kolega - i tylko rodzic jest jakis podejrzany. No na litość, a
      potem wszyscy się dziwią, że młodzież wychowana na kulturze masowej jest
      niekulturalna, nie umie sie zachować, nie umie się ubrać, nie umie pomóc
      drugiemu człowiekowi, zawalczyć o swoje, zrealizować swoich pasji i pomysłów -
      ale przeciwwaga tworzona przez rodziców oceniana jest co najmniej jako
      podejrzana, krzywdzenie dziecka, chowanie pod kloszem.

      Po drugie, nigdy po skończeniu szkoły nie spotkałam się już z takim stresem,
      rywalizacją, zakłamaniem, obłudą, chamstwem, wulgarnością i przemocą jak w
      szkole. Przeczytajcie jeszcze raz to, co napisała yesamin, ten post który
      zaczyna się od "Ja też jestem wygrywaczką olimpiad" czy cos takiego. Yesamin
      trafiła w sedno i nic tu już nie potrafię dodać. Ja, dziś, teraz, mając 29 lat,
      na wszelkie możliwe sposoby izoluję się od chamstwa, zła, przemocy, brudu,
      wulgarności, przeciętniactwa, obłudy, przymusu i tak dalej, i tak dalej. Ludzie,
      których spotykam - w pracy, w sklepach, w stosunkach towarzyskich, w związku z
      moimi zainteresowania - są w większości mili i dobrze wychowani. Nie spotykam
      się z chamami, złodziejami, prostytutkami, idiotami, zawistnikami, alkoholikami
      i tak dalej, i tak dalej. Dlaczego moje dziecko miałoby się z nimi spotykać, w
      wersji dziecięco-młodzieżowej?

      Po trzecie, nie, mój świat nie jest jakimś wyidealizowanym rajem spod klosza.
      Pracuję w redakcji pisma informatycznego, jestem średnio zamożna, taka średnia
      klasa średnia, jeżdżę 10-letnim samochodem, mieszkam na wsi. Mój świat po prostu
      jest normalny i zamieszkamy przez normalnych ludzi. Szkoła NIE JEST
      ODZWIERCIEDLENIEM RZECZYWISTEGO śWIATA. Caps Lock zamierzony, chciałam to
      podkreślić. Żyjemy w demokracji - szkoła jest dyktaturą. Brzmi idiotycznie
      poważnie, ale nie umiem tego lepiej oddać. Ja mam wybór - mogę zrezygnować z
      pracy, mogę wyjść z przyjęcia towarzyskiego, oddalić się z niemiłego baru.
      Dzieci nie mają, szkoła jest obowiązkowa, nie mogą jej po prostu opuścić. Szkoła
      jako organizacja jest zbliżona do wojska lub więzienia - jest hierarchia, jest
      przymus, nie można odejść, wiadomo, kto rządzi, a kto słucha rozkazów, jest
      pełna kontrola. Nigdy potem nie jesteśmy w życiu tak ustawicznie oceniani i bez
      końca hierarchizowani, kategoryzowani, kto lepszy, kto gorszy, antagonizowani.
      Nigdzie potem nie popiera się donosów na kolegów, nie popiera sie w takim
      stopniu przeciętności, nie wymaga sie takiego posłuszeństwa. Podsumowując:
      szkoła nie przygotowuje do życia w normalnym świecie - rodzina przygotowuje do
      życia w normalnym świecie. Szkoła uczy relacji rówieśnik-rówieśnik i
      przełożony-podwładny w stosunkach między średnio znanymi sobie ludźmi. To bardzo
      mało. Normalne życie to w większości układy partnerskie oraz zależności
      przejściowe lub obejmujące jakiś fragment życia, między ludzmi w różnym wieku, o
      różnym stopniu pokrewieństwa, w różnym stopniu zaprzyjaźnionych lub sobie
      znanych lub też zupełnie nieznajomych. To bzdura, że ten, kto nie przeszedł tego
      syfu w szkole, nie da sobie rady w zwyczajnym swiecie. Na szczęście ten świat ma
      mnóstwo nisz - można uprawiać wolny zawód, można zostać przedsiębiorcą, można
      mieszkać na wsi, można związać sie z jakąś grupą ideową, religijną czy
      "pasjonacką", można do pewnego stopnia wybrać swoje środowisko - nie trzeba
      mieszkać w bloku na pogrążonym w bezrobociu osiedlu i codziennie wśród
      przekleństw, brudu i chamstwa wyrąbywać sobie drogi wśród ludzi.

      Po czwarte wreszcie, poczytajcie fora! Moje dziecko jest niesprawiedliwie
      oceniane, moje dziecko jest poniżane, moje dziecko nie może zostać w szkole po
      godzinach lekcji i ma czekać na mnie pod szkołą, nie mamy na nic czasu, bo
      odrabiamy bezsensowne prace domowe / uczymy się grać na flecie / wyklejamy
      dinozaury z włóczki, moje dziecko jest przemęczone, czy moje dziecko ma ADHD, bo
      tak mówi pani, tornistry ciężkie, nauczyciele łączą klasy, nie odpowiadają na
      nasze postulaty itd. itd. Czy naprawdę jest za czym tęsknić? Czy to nie jest
      myślenie typu "mnie bili i żyję"? Jasne, ja też skończyłam normalne publiczne
      szkoły, ale podzielam poglądy yesamin: to był stracony czas. Żałuję nawet tego,
      ze poszłam na studia, cholerne prestiżowe SGH, które jest szkółką, przedłużeniem
      wszystkich szkółek, w których byłam, i której dyplom z przyjemnoscią, jak już
      zbiorę się na wystarczającą odwagę :) wywalę do kosza. I nie poślę moich synów
      do szkoły. Wolę się użerać raz o pozwolenie i dwa razy w roku denerwować się
      egzaminami, niż tłumaczyć moim dzieciom, że mimo tego, ze to wszystko glupie i
      durne, mimo tego, ze ksiązki źle napisane, błędne i brzydkie, mimo tego, że
      nauczyciele nieuprzejmi i niesprawiedliwi, mimo tego, ze cały ten system
      produkcji bezmyślności, przeciętniactwa i karności jest do kitu, to nic nie
      jestem w stanie dla niego zrobić. Bo jestem.

      Dzieci ludzi, którzy zdecydowali sie uczyć je w domu, których znam, robią dziś
      to, co ja musiałam sobie dopiero wywalczyć jako osoba dorosła. Realizują swoje
      pasje. Czytają dla przyjemności. Uczą się dla przyjemności. Jeżdżą po świecie.
      Odwiedzają znajomych. UCZą SIę (to Caps Lockiem). Nie wkuwają na pamięć, nie
      starają się domyśleć, czego chce nauczyciel, nie rozgryzają sposobów
      formułowania testów. Nie siedzą do 21 nad zadaniami pracy domowej. Uczą się
      , jak funkcjonuje świat. Mają czas na to, by spędzić parę
      dni u znajomego weterynarza i potrzymać narzędzia przy operacji kastracji kota.
      Mają czas na łażenie kilka dni za geodetami na budowie domu i przyglądaniu się
      ich pracy. Mają czas na pisanie do siebie listów. Mają czas na odwiedzanie
      znajomych i jeżdzenie wraz z nimi na rajdy konne. Nie tylko raz w weekend. nie
      tylko w wakacje. nie tylko w wyznaczonym czasie. Wtedy, gdy chcą. Gdy sa gotowe
      na nowe doświadczenie. Nie znam innych równie mądrych, samodzielnych, wesołych
      dzieci. Do półrocznych egzaminów przygotowują się kilka dni i zdają je bez
      problemów. Bez wszechobecnych w polskiej szkole, każdej szkole stresu i strachu
      wszystko jest proste.

      Pomyślcie o tym.

      Dorota
      • unsatisfied6 ja ciągle o tym myślę :)) 05.12.06, 14:46
        dorota.konowrocka napisała:

        > Pomyślcie o tym.
        >
        > Dorota

        ja ciągle o tym myślę - nie jest to prosta decyzja dla mnie i podziwiam twoją
        odwagę .

        chciałbym coś napisać , lub dodać - ale ty jesteś dla mnie ekspertem ,
        którego wolę czytać i nabierać wiedzy i odwagi . dziękuję ci z całego
        serac za twój długi i niezwykle ważny dla mnie post .

        o ile mogę o coś prosić , to ... pisz więcej na forum - dajesz ludziom
        nadzieję :))
      • lineborder Re: Alternatywy wobec tradycyjnej szkoły 05.12.06, 20:45
        > Swoją drogą, zupełnie nie rozumiem osób, które sprzeciwiają sie edukacji
        > domowej... Po pierwsze, to niczyja sprawa, jak zamierzam pokierować wychowaniem
        > swoich dzieci. Nie wiem, jak to się stało, że ludzie zapomnieli, że to rodzice
        > są odpowiedzialni za wychowanie, kształcenie, kształtowanie swoich dzieci.
        > Istnieje jakieś domyślne założenie, że gdyby zostawić rodziców samym sobie, na
        > pewno skrzywdzą, zaniedbają, wykrzywią umysłowo i emocjonalnie swoje dzieci. To
        > jakiś absurd
        Ja też nie mogę pojąć, co im do tego. W końcu to są nasze, rodziców dzieci. I jeszcze państwo KAŻE się obowiązkowo uczyć.I wpieprza się z jakimiś zasiłkami, urlopami macierzyńskimi dla rodziców. Bez łaski, obejdzie się, żeby mi potem wymawiali, że dali mi jakieś pieniądze. Sam będę wszystko robił.
    • blessyou1 Re: Alternatywy wobec tradycyjnej szkoły 05.12.06, 15:44
      doroto z ogromną przyjemnoscią przeczytałam twoj post i czułam się dziwnie
      widząc swoje własne myśli sformułowane tak wspaniale przez kogos innego. Co
      prawda jestem przeciwniczką nauczania domowego ale twoja diagnoza
      rzeczywistości szkolnej jest bardzo trafna. To fakt że my dorośli jesteśmy
      okrutni wobec dzieci bo skazujemy je na funkcjonowanie w tak trudnych warunkach
      w jakich sami nie chcemy żyć. W żadnej firmie, w jakiejkolwiek społeczności nie
      miałby szans człowiek który stosuje przemoc wobec innych, obraża, przeszkadza,
      nie umie współpracować. Tacy ludzie wylatują z pracy i nikt jakoś nie namawia
      pozostałych aby ich tolerować kosztem własnego zdrowia. Tymczasem dzieci
      codziennie w szkole są świadkami skandalicznych zachowań swoich rówieśników i
      obserwują brak jakichkolwiek konsekwencji. Nazywa się to przygotowaniem do
      dorosłego życia a tak naprawdę nie ma nic wspólnego z zasadami obowiązującymi w
      praworządnym państwie. Dzieci są słabsze i powinny być chronione bardziej niż
      dorośli - ale funduje im się dżunglę jako środowisko do rozwoju.
      Do tego miejsaca zgadzam się z tobą ale muszę zakwestionowac stwierdzenia
      typu "nie jest niczyją sprawa jak wychowuję swoje dzieci" Dziwi cię skąd bierze
      się założenie że rodzice są w stanie skrzywdzić swoje dzieci - otóż myślę że ze
      smutnej rzeczywistości i statystyk.
      Moja babcia skończyła tylko 3 klasy szkoły powszechnej ponieważ jej ojciec
      uznał że bardziej potrzebna jest w gospodarstwie. To było prawie 100 lat temu
      ale jestem przekonana że tacy rodzice istnieją również Anno Domini 2006. Są
      tacy którym wystarczy umiejętność przeczytania etykiet na flaszce - statystyki
      mówią że niemało. Zresztą nawet wśród ludzi wykształconych wiedza nie zawsze
      idzie w parze ze zdrowym rozsądkiem. Dałabyś wszystkim władzę absolutną nad ich
      dziećmi? Wyobrażasz sobie ten horror- pokolenie ludzi których rodzice
      kształcili wg własnego widzimisię? Jeśliby dać prawo rodzicom do wyłącznego
      decydowania o edukacji dzieci to te prawa dostaliby wszyscy bez wyjątku- takich
      obyczajów nie ma w żadnym cywilizowanym kraju.
      Nauczanie domowe jest rzadkim zjawiskiem i niech tak pozostanie - ten system
      nie przystaje do współczesnej rzeczywistości. Rozwiązaniem problemów o kórych
      piszesz zawsze jest mała dobra szkołą niepubliczna, ale wyłącznie taka gdzie
      obowiązuje - muszę użyć nieładnego słowa, aż się wstydzę:) - selekcja. Wiele
      malutkich fajnych szkoł społecznych powstało w lokalnych środowiskach z
      inicjatywy rodziców i pod ich kontrolą. Przebywanie dziecka na okrągło w
      towarzystwie rodziców nie uważam za dobre dla obu stron ale szanuję twoje prawo
      do innego zdania.
      No i jeszcze jedno: jak długo można uczyć dziecko samodzielnie? nie znam
      obowiązującego prawa, ale myślę że prędzej czy później(gimnazjum lub liceum)
      musi znaleźć się w jakiejś szkole i będzie to prawdziwy szok.
      Pozdrawiam
      • dorota.konowrocka Re: Alternatywy wobec tradycyjnej szkoły 07.12.06, 13:58
        Odpowiem od końca: W Polsce zgodnie z prawem możesz uczyć swoje dziecko tak
        długo, jak chcesz, aż do końca okresu, w którym obowiązuje je obowiązek szkolny.
        Nie musi się stykać w ogóle z powszechną edukacją. Znam ludzi, których dzieci są
        teraz na poziomie liceum i nie chodzą do szkoły, zdają tylko raz na pół roku
        egzaminy. Zdecydowanie nie wyglądają na takie, które sobie nie radzą, w dowolnej
        sytuacji.

        Co do tego, że ludzie natychmiast zaniedbaja swoje dzieci, co strasznie sie na
        nich odbije... Powszechna edukcja obowiązuje w Polsce co najmniej od okresu po
        II wojnie światowej, wcześniej dzieci bywały np. uczone przez guwernantki. A
        zatem wszyscy ludzie liczący mniej niż 65 lat przeszli przez system powszechnej
        edukacji, dobrze myslę? Czy to spowodowało, ze nie mamy złodziei, morderców,
        gwałcicieli, oszustów, alkoholików, narkomanów, ludzi kompletnie
        nieprzystosowanych, nic nie umiejących, nie chcących pracować? Nasze więzienia
        są puste, policja nie ma co robić, sądy się nudzą, kuratorzy sądowi, opieka
        społeczna, oni wszyscy nie mają co robić? Każdy z ich podopiecznych przeszedł
        przez system powszechnej edukacji. A zatem ten system niczego nam nie
        gwarantuje. Nie gwarantuje, że wszyscy, którzy wyjdą spod jego skrzydeł, będą
        szczęśliwi, przystosowani, samorealizujący się, chętni do działania, społeczni.

        Moze wiec system jest dobry, tylko wszystko psuje ta rodzina, z której dziecko
        się wywodzi? Pomyślmy zatem w ten sposób: Po jednej stronie spektrum mamy
        rodzinę bez szkoły - w środku znajduje się rodzina plus wpływ szkoły - na drugim
        krańcu jest sama szkoła i szkoła zastępująca rodzinę, czyli: dom dziecka.
        Wychowanie instytucjonalne. Wszystkie możliwe badania i doświadczenia pokazują,
        ze wychowanie bez rodziny jest katastrofą, dramatycznie prognozuje na przyszłość
        takiego dziecka, jest gorsze niż wychowanie w dowolnie złej rodzinie. Utrata
        tożsamości, brak jakichkolwiek korzeni, brak przynależności, brak bliskich
        związków nawet tych toksycznych, brak podstawowych ludzkich emocji i wychowanie
        rówieśnicze jest dla dziecka katastrofą.

        Jeszcze jeden punkt chciałabym poddać pod rozwagę: przepuszczamy ludzi przez
        system szkolny, wszystkie te potęgi i Janki Muzykanty, po czym zastanawiamy się,
        dlaczego do licha nikt nie chce zamiatać ulic? Dlaczego nie można znaleźć ludzi
        do łopaty? I dlaczego nikt ich nie szanuje? Ano dlatego, że przez całą szkołę
        dzieci dowiadują się głównie tego, ze jakąś wartość ma tylko ten, kto potrafi
        rozwiązywać te wszystkie testy. Inteligencja jest bogiem. Wszyscy mają ten sam
        punkt startu i mogą dojść do tego samego miejsca, jeśli nie dochodzą, to tylko
        ich wina, bo widac głupi i leniwi. Uczą się nie szanować miejsca, z którego
        wyszli, rodziny z której pochodzą, bo ich rodzice nie poradziliby sobie z testem
        z poziomu czwartej klasy. Tylko czy znajomość "utworów polodowcowych" jest aby
        na pewno warta więcej niż umiejętność uprawiania ogrodu, opiekowania się
        chorującym bydłem i postawienia płotu, który przetrwa pokolenia? Czy aby na
        pewno? (być może dla Twojej babki edukacja miała jeszcze inny wymiar, mozliwość
        wyrwania sie do miasta, uniezależnienia sie od rodziny, nie wiem tego). Czy
        więzi rodzinne, mocne oparcie w rodzinie, dzielenie wspólnych umiejętności,
        wspólnego świata, wspólnej tożsamości, ma wartość? Jestem przekonana, ze ogromną.

        Jest zupełnie inny powód, dla którego edukacja domowa pozostanie bardzo długo,
        na pewno przez kolejne pokolenie, a pewnie znacznie dłużej, propozycją bardzo
        niszową. Rodziców po prostu fizycznie nie ma w domu. Są w pracy, w biurze, w
        sklepie, w fabryce. Dziećmi nie ma się kto zająć, więc oddaje się je, często z
        ulgą, do szkoły. Ci, którzy mają pieniądze, wierzą w szkoły prywatne (które moim
        zdaniem nie różnią się szczególnie znacząco od publicznych, nie są ani mniej
        głupie, ani mniej szkodliwe dla dzieci od państwowych). Ci, którzy nie mają
        pieniędzy, czują się kompletnie niekompetentni i niezdolni do uczenia własnych
        dzieci (często jest to zupełnie fałszywe i nieprawdziwe przekonanie wynikające z
        braku pewności siebie i niskiej samooceny wypracowanej właśnie przez szkolny
        system). Na alternatywne metody decydują sie ci, którzy sami w pewnym momencie
        porzucili system, przestali się ścigać, przestali walczyć o status i uznanie,
        byc może porzucili pracę etatową, przestawili priorytety, zdecydowali sie
        zaryzykować, zdecydowali się wyjść spod skrzydeł państwa i zrobić cos na własny
        rachunek, na wlasne ryzyko.

        Dorota

        • blessyou1 Re: Alternatywy wobec tradycyjnej szkoły 07.12.06, 16:24
          Dobry Boże, toż to sam Jan Jakub Rousseau przemówił twymi ustami! Po prawie
          trzystu latach...Ale on podobno głosząc te swoje teorie nie stosował ich w
          praktyce wobec własnych dzieci;)
          A tak na serio: u podłoża takiej decyzji (tzn uczenia dzieci poza systemem)
          moga leżeć dobre lub złe intencje. Ty przedstawiłaś dobre tzn pozwolić dziecku
          samemu decydować o tym czego potrzebuje. Ale jeżeli ktoś robi to tylko po to
          aby mieć całkowita kontrolę nad tym czego dziecko się dowiaduje a czego nie to
          jest to intencja nieszlachetna. Zbyt wielu znamy oszołomów, fanatyków
          religijnych i politycznych abyśmynie mogli sobie wyobrazić dziecka które uczone
          jest według jedynego słusznego światopoglądu rodzica. Efektem tego mógłby byc
          np młody człowiek który nie słyszał o teorii Kopernika:pewniejest to zgodne z
          ideą "szlachetnego dzikusa" ale cieszę się że rodzice aż takiej władzy nie mają.
          Zyjemy wszyscy na tym niedoskonałym świecie, można spróbowac odwrócić się do
          niego plecami, udawać że go nie ma i stworzyć własny . Ty chyba chcesz to
          zrobić. Ja wolę aby jak najwięcej ludzi chciało naprawiać ten istniejący świat
          (to też zabrzmiało patetycznie:)) pozdrawiam
          • unsatisfied6 dla większości to nie ma żadnego znaczenia 07.12.06, 23:30
            blessyou1 napisała:

            > Dobry Boże, toż to sam Jan Jakub Rousseau przemówił twymi ustami! Po prawie
            > trzystu latach...Ale on podobno głosząc te swoje teorie nie stosował ich w
            > praktyce wobec własnych dzieci;)
            > A tak na serio: u podłoża takiej decyzji (tzn uczenia dzieci poza systemem)
            > moga leżeć dobre lub złe intencje. Ty przedstawiłaś dobre tzn pozwolić
            dziecku
            > samemu decydować o tym czego potrzebuje. Ale jeżeli ktoś robi to tylko po to
            > aby mieć całkowita kontrolę nad tym czego dziecko się dowiaduje a czego nie
            to
            > jest to intencja nieszlachetna. Zbyt wielu znamy oszołomów, fanatyków
            > religijnych i politycznych abyśmynie mogli sobie wyobrazić dziecka które
            uczone
            >
            > jest według jedynego słusznego światopoglądu rodzica. Efektem tego mógłby byc
            > np młody człowiek który nie słyszał o teorii Kopernika:pewniejest to zgodne z
            > ideą "szlachetnego dzikusa" ale cieszę się że rodzice aż takiej władzy nie
            mają
            > .
            > Zyjemy wszyscy na tym niedoskonałym świecie, można spróbowac odwrócić się do
            > niego plecami, udawać że go nie ma i stworzyć własny . Ty chyba chcesz to
            > zrobić. Ja wolę aby jak najwięcej ludzi chciało naprawiać ten istniejący
            świat
            > (to też zabrzmiało patetycznie:)) pozdrawiam

            dla ponad połowy absolwentów wyższych uczelni , podejrzewam , że to nie ma
            żadnego znaczenia , czy czy ziemia krąży wokół słońca czy nie . dla większości
            ten fakt jest nie do udowodnienia i nie znają metod za pomocą których dochodzi
            się do takiego wniosku . dla nich ziemia krąży wokół słońca nie dlatego , że
            jest to faktem ale dla tego , że wszyscy tak uważają - równie dobrze się
            by się czuli w kulturze przedkopernikańskiej jak i w nowożytnej i wielu z nich
            nie różni się niczym od średniowiecznych pogromców czarownic czy naukowców
            jak Kopernik czy Galileusz , których najchętniej spaliliby na stosie za
            ich inne poglądy , chociażby w sprawie innego spojrzenia na edukację .

            domowe nauczanie nie jest żadnym zagrożeniem dla państwa w takim kontekście ,
            jakim ty to przedstawiasz twierdząc , że dzieci zostałyby wykształcone
            wg jednego światopoglądu jakiegoś oszołoma czy fanatyka religijnego - przede
            wszystkim takiego jednego światopoglądu nie ma wśród populacji rodziców .
            zdecydowanie większym niebezpieczeństwem wykształcenia dzieci wg jednego
            światopoglądu jest scentralizowany system edukacji .

            ja dostrzegam np zagrożenie z wprowadzenia do spisu lektru "pamięć i tożsamość"-
            wątpię , by Papież ją napisał chorując na Parkinsona dwa miesiące przed
            śmiercią . ponadto dostrzegam w tej lekturze duże różnice prezetnowanego
            światopoglądu z tym co poprzednio publikował - mogę się mylić , ale to nie ma
            większego znacznia . znacznie ma fakt , jaki ta lektura może wywrzeć na
            świadomości uczniów całej Polski i cofnąć ich myślenie i hierchię wartości do
            czasów przedkopernikańskich , do filozofii tomizmu XIII wieku . tak silny
            autorytet jakim jest Papież może wstrzymać ziemię i poruszyć słońce w ich
            umysłach i spalić na stosie wszystkie inne światopoglądy i filozofie pietnąjąc
            je "grzechami" za wszelkie zło współeczesności na czele z prekursorem
            współczesnego nurtu myślnia Kartezjusza (XVII w ) sugerując jakoby był
            praprzyczyną wszelkiego zła na ziemi .

            doświadczamy gwałtownego rozrastania się sekty neokatechumenatu . nie
            są oni tak dużym zagrożeniem dla własnych dzieci , gdyby kształcili je
            sobie sami w domu wg własnego uznania , jak mogą stanowić olbrzymie zagrożenie
            dla wszystkich dzieci w polskich szkołach , gdy ich członkowie znajdą się na
            stanowiskach dyrektorów szkół , wizytatorów albo stanowisk ministerialnych .

            www.antyk.org.pl/wiara/neokatechumenat/rozdroze.htm
            • blessyou1 Re: dla większości to nie ma żadnego znaczenia 08.12.06, 11:13
              Ja nie napisałam że domowe nauczanie jest zagrożeniem dla państwa czy
              społeczeństwa bo wcale tak nie myślę. Ono mogłoby być szkodliwe gdyby stało się
              powszechne i gdyby obdywało się poza jakąkolwiek kontrolą. W obecnym sysyemie
              jakoś nie słyszałam aby za uczenie własnych dzieci brali się jacyś menele-
              robia to wyłącznie ludzie świadomi odpowiedzialności jaka na nich spoczywa.
              Na temat lektury się nie wypowiadam bo nie czytałam ani tego dzieła Papieża ani
              żadnego innego.
              Natomiast wracam do postu doroty która twierdzi, że nie widzi różnicy między
              szkołami publicznymi a prywatnymi. Otóż moja córka chodziła do i do państwowej
              i do społecznej (podkreślam bo to nie to samo co prywatna). Różnice są takie,
              że nie da się ich opisać w tym poście - musiałabym napisać książkę ;)
              Różnice zauważam we wszystkim - podejście do ucznia, stosunki nauczyciele-
              rodzice, sposób uczenia i egzekwowania wiedzy, atmosfera w szkole, sposoby
              rozwiązywania konfliktów, stosunki między uczniami i jeszcze wiele wiele
              innych. Zdaję sobie sprawę że moja córka ma szczęście chodzić do wyjątkowej
              szkoły, bo i w szkolnictwie publicznym i w niepublicznym są szkoły lepsze i
              gorsze. Ale uczniowie społecznych najczęście lubią swoje szkoły, są zadowoleni
              i bynajmniej nie zestresowani.
              • unsatisfied6 a to szkoda :(( 08.12.06, 12:19
                blessyou1 napisała:


                > Na temat lektury się nie wypowiadam bo nie czytałam ani tego dzieła Papieża
                ani
                >
                > żadnego innego.

                ty nie czytałaś , bo nie musisz - twoje dzieci będą musiały to przeczytać .
                szkoda , że nie zapoznasz się z tym , przez co będą musiały one przejść -
                stres , o którym piszesz , to mało powiedziane . dla całej populacji
                i przyszłości naszego narodu to będzie wstrząs i milowy krok do tyłu , a nie
                stres ucznia . takie olbrzymie cofnięcie w narodzie można zrobić bezstresowo
                pod znieczeleniem intelektualnym eksploatując wysoki i niemalże niepodważalny
                autorytet Papieża .
            • dorota.konowrocka Re: dla większości to nie ma żadnego znaczenia 08.12.06, 14:05
              Jeśli chodzi o wspomnianego JJR, to nie czytałam "Emila" niestety, natomiast nie
              trzeba się cofać tak bardzo daleko. Ja osobiście jestem pod wrażeniem prac Johna
              Holta (How Children Fail, How Children Learn, Freedom and Beyond, Teach Your
              Own, Instead of Education), napisanych w latach 70-tych. oczywiście również
              Charlotte Mason. W gruncie rzeczy również pedagogika Montessori opiera sie na
              samodzielnych działaniach dziecka, choć bliżej mi do Holta, który był raczej
              przeciwnikiem specjalnego, dostosowanego do dziecka środowiska. Doskonałe są
              również prace Rebeki Wild, (Rebecca Wild, Raising Curious, Creative, Confident
              Kids, chyba jakoś tak brzmi tytuł jej ksiązki, ktorą czytałam), która opisuje
              prowadzoną przez siebie alternatywną szkołę okreslaną jako Pesta (chyba od
              Pestalozziego), której stosunkowo blisko do homeschoolingu czy też unschoolingu.
              Tak naprawde mamy też własny autorytet w tym zakresie, mimo tego, ze Janusz
              Korczak pisał raczej o wychowaniu, a nie o uczeniu. Także niekoniecznie
              nieszczęsnego JJR trzeba przywoływać, który faktycznie z własnymi dziećmi
              nieładnie ponoć postąpił.

              Nic nie wiem o neokatechumenacie, także trudno mi coś powiedzieć, natomiast
              myslę, ze unsatisfied6 trafił w sedno, jeśli chodzi o porównanie zagrożeń
              zwiazanych z wychowaniem jednego oszołoma przez drugiego oszołoma a tysięcy
              oszołomów przez jednego oszołoma. Unifikacja jest dla mnie o wiele większym
              zagrożeniem niż współistnienie radykałów. Tylko że tego nie trzeba podnosić na
              aż tak wysoki poziom. Mnie się może po prostu nie podobać, estetycznie,
              organizacyjnie i w tysiącu innych aspektów to, co szkoła robi. I nie chce mi się
              z tym walczyć, szkoda mi mojego czasu, nie czuje takiej potrzeby, przede
              wszystkim nie czuję potrzeby narzucania innym własnych pomysłów. Nie czuję w
              sobie tej siły przebicia, żeby przekonywać 30 rodziców, a właściwie całą szkołę
              i kuratorium i nie wiem, kogo jeszcze, że np. podręczniki do nauczania
              zintegrowanego są brzydkie, źle napisane i generalnie do niczego sie nie nadają
              (nie wiem, czy wszystkie, przeglądałam sześć zestawów). To przykład, ale chyba
              rozumiesz, a co chodzi? Ja nie widze możliwości zreformowania szkoły do tego
              stopnia, by zaczęła mi odpowiadać, bo sama idea obowiązkowego szkolnictwa jest
              poroniona, a ja po prostu nie mam dwóch pokoleń czasu na wprowadzanie zmian, bo
              1/ zajmuję sie zawodowo czym innym, 2/ moje dzieci mogą nie dożyć zmian, a mnie
              interesują głównie moje dzieci, 3/ nie wierzę, że można to zrobić.

              A z wyobcowywaniem się ze świata: wyobraź to sobie w ten sposób - żyjesz w
              mieście i chcesz oddychać czystym powietrzem: Scenariusz 1/ apelujesz, gdzie to
              możliwe, lobbujesz na rzecz darmowych tramwajów dla każdego, ograniczeń w ruchu
              pojazdów napędzanych silnikami spalinowymi, wprowadzenia norm emisji spalin,
              niezwykle kosztownych parkingów, drugiej linii metra, finansowych przez miasto
              rowerów, budowy ścieżek rowerowych, wszystko to trwa lata, zjada ci nerwy, a
              sukces jest połowiczny, choć pewnie coś uda ci się wywalczyć, Scenariusz 2/
              wyprowadzasz się na wieś. Ja zdecydowanie i bez dwóch zdań wyprowadzam sie na
              wieś. (Notabene, wyprowadziłam się :))

              Dorota
          • dorota.konowrocka Re: Alternatywy wobec tradycyjnej szkoły 08.12.06, 14:40
            Jeśli jeszcze chodzi o odpowiedz na pytanie, czy chcę mieć kontrolę nad tym,
            czego dowiaduje się moje dziecko i czy jest to szlachetna intencja: Uwaga, TAK.
            Tak, chcę mieć kontrolę nad tym, czego dowiaduje się moje dziecko i w jakim
            świecie żyje moje dziecko. Tak, uważam, że mój światopogląd jest słuszny,
            wartościowy i właśnie taki chcę przekazać mojemu dziecku. Nie, nie uważam, ze
            Pani Nauczycielka, Pan Kurator, Pan Minister, przypadkowe dzieci i przypadkowi
            dorośli są bardziej własciwym towarzystwem dla moich dzieci niż ja, moja
            rodzina, sąsiedzi oraz bliscy i dalecy znajomi. Co więcej, wydaje mi się, że
            jesli ktoś nie jest przekonany, ze postępuje słusznie i żyje według właściwych
            wartości, to coś jest z nim nie tak... Nie ufa sobie? Nie ceni sposobu, w jaki
            żyje? Nie jest przekonany, ze wybiera najlepsze możliwe drogi? Czy ja chcę
            przekazać dzieciom moje wartości, prawdy i przekonania? Ależ oczywiście, ze tak.
            Na tym wlaśnie polega wychowanie.

            Kiedy hodujemy roślinkę, to na poczatku trzymamy ją w małej doniczce na ciepłym
            parapecie, później wynosimy do inspektu, później sadzimy w zacisznym miejscu,
            wreszcie przesadzamy w docelowe miejsce, gdy jest już silna i wytrzymała.

            Dokładnie tak samo jest z dziećmi. Nie karmimy dzieci od urodzenia bigosem,
            stopniowo wprowadzamy im kolejne, dobre dla nich pokarmy. Nie oczekujemy od
            dwulatka noszenia ciężarów. Tak samo jest z opieką nad umysłem dziecka. Nie
            wymagamy od niego dokonywania wyborów i świadomej oceny, bo sobie z tym nie
            poradzi. Dzieci są elastyczne. Jeśli będzie czytał złe, źle napisane i fatalnie
            zilustrowane ksiązki, to przyzwyczai się do takich standardów. Jesli będzie
            traktowany nieuprzejmie, to przyzwyczai się do tego, ze ludzie tak sie traktują.
            Nie oczekujmy od dziecka, które nie odróżnia bajki od reklamy, że nie da się
            zmanipulować przez hipermarket. Nie ma szans. Jasne, trzeba przyzwyczajać do
            życia w świecie towarów, wolnego rynku. Ale na początek wystarczy mały,
            osiedlowy sklepik, raz w tygodniu. Później nieco większy. Stopniowanie wyzwań i
            wymagań. To dotyczy wszystkiego.

            Ktoś, kto przyzwyczai się w dzieciństwie, że ludzie są ważni i godni szacunku,
            że pracę trzeba wykonać do końca, że pasje są ważniejsze niż status, że
            samodzielne działanie ma wartość, że posłuszeństwo ma wartość jedynie w ściśle
            określonych przypadkach, że wyrozumiałość i współpraca są ważniejsze niż
            sprawiedliwość i rywalizacja (mówię o swoich wartościach, które wlaśnie
            przychodzą mi do głowy) i tak dalej, i tak dalej, gdy zetknie się już ze światem
            bez żadnych buforów, będzie na tyle silny, będzie miał na tyle silne korzenie i
            tożsamość, by lepiej bronić swojego sposobu życia, będzie mniej podatny na
            manipulacje. Po drugiej stronie spektrum mamy dzieci, dla których grupa
            rowieśnicza jest bogiem, które boją się i nie tolerują jakiejkolwiek odmienności
            , które są idealnymi konsumentami i widzami. NIe wierzę w to, że
            wczesne zetknięcie z trudnościami i różnorodnością poglądów wychowuje silnych
            ludzi. Niepewnych, podatnych na wpływ, słabych, elastycznych, bardzo wyczulonych
            na to, czego oczekuje od nich ich grupa społeczna - tak. Uważam, ze z punktu
            widzenia kształcenia charakteru i zdolności do kierowania własnym życiem to
            katastrofa.

            Doniczka, inspekt, zaciszne miejsce, i wreszcie wiatr i niepogoda. Nie odwrotnie.

            Dorota
            • blessyou1 Re: Alternatywy wobec tradycyjnej szkoły 08.12.06, 15:45
              Oczywiscie trudno sie z tobą nie zgodzić bo masz absolutna rację co do
              intencji, różnimy się tylko w ocenie metody. Każde zdanie w tym poście jest
              słuszne, ale - pozwolisz że obrócę sprawę w żart - czy jak chcę żeby mąż był
              wierny to najlepiej nie wypuszczać go z domu? Całkowity brak pokus - gwarancją
              stałości;)
              Zgadzam śię z tobą bo i ja nie spotkałam nikogo kto mógłby powiedzieć że jego
              dziecko w szkole nauczyło się samych dobrych rzeczy - na ogół uczą się więcej
              złego niż dobrego, często nie tylko od rówieśników ale też od nauczycieli. Ja
              też wychowywałam córkę zgodnie z własnym światopoglądem i uważam że jest
              lepszym i mądrzejszym człowiekiem niż 90procent jej rówieśników. Poświęcałam
              dużo czasu i zawsze byłam przy niej aby tłumaczyć coś co się wydarzyło, co
              obejrzała w tv, co przeczytała (sama czytywałam wiele lat te same książki aby
              móc z nią o nich porozmawiać).Nie ulega tak łatwo złym wpływom ktoś komu
              poświęcono dużo czasu a rodzice dają dobry przykład.
              Ale jak miałoby to wyglądać w odniesieniu do starszego dziecka? Pisałaś o
              edukacji domowej aż do końca liceum - czy można tak długo cenzurować swiat
              młodemu człowiekowi? Czym innym jest staranne wybieranie środowiska a czym
              innym izolacja. Mnie akurat nie trzeba przekonywać do tego co piszesz bo zawsze
              byłam przeciwniczką tzw "rzucania na głęboką wodę" i tych wszystkich mądrości w
              stylu "niech się przekona jak wygląda życie" Ja tylko nie trzymałabym tej
              roślinki tak długo na parapecie - szklarnia lepsza bo tam jest towarzystwo
              innych roślinek:)
              • dorota.konowrocka Re: Alternatywy wobec tradycyjnej szkoły 10.12.06, 07:14
                Ależ ja się z Tobą zgadzam! Izolowanie nastolatka czy nawet kilkulatka to zły
                pomysł, oczywiście. Ale myślę, że nieporozumienie między nami bierze się z
                przymiotnika "domowa" w "edukacja domowa". "edukacja domowa" czy "nauczanie
                domowe" (właściwie powinno być "uczenie się...") to nie znaczy "siedzenie z
                rodzicami w domu". To jest bliższe "nie uczęszczaniu do powszechnej,
                obowiązkowej szkoły". Jak wygląda "edukacja domowa" w praktyce? Nie ma jednej
                odpowiedzi! Nawet w Polsce, gdzie tych rodzin uczących dzieci w domu jest tyle,
                co kot napłakał, nie ma jednego modelu. W kazdym przypadku jest inaczej. Jest
                taki chłopak, który głównie podróżuje z matką po świecie. Odwiedzili już mnóstwo
                krajów "za psi grosz", czasem dorabiając po drodze na plantacji winogron czy
                przy innej pracy dorywczej. To jest ich sposób na życie i tak wygląda ich "nauka
                w domu" przez wiele miesięcy w roku. Inni mieszkają z dziećmi w malutkiej wsi,
                hodują konie, prowadzą taki bardzo spokojny tryb życia, ale jednocześnie ich syn
                należy do harcerstwa, a córka, która jest starsza, często odwiedza różnych
                znajomych w całej Polsce, m.in. inne dzieci uczone poza szkołą. Dla mnie właśnie
                harcerstwo jest świetną alternatywą "społeczną" w stosunku do szkoły i mam
                nadzieję, że moi synowie zechcą zostać harcerzami :) Sama byłam harcerką, mój
                mąż przez wiele lat prowadził drużyne zuchową, i jestem przekonana, że to
                swietna forma spędzania czasu, nawiązywania przyjaźni, zdobywania praktycznych
                doświadczeń, robienia czegoś wspólnie z innymi. Ja mam naprawdę rewelacyjne
                wspomnienia, odwiedziłam mnóstwo miejsc w Polsce w ramach rajdów, spróbowałam
                swoich sił na różnych polach, miałam fajną paczke znajomych. Mój mąż należał
                bardzo długo do Klubu Inteligencji Katolickiej, jeździł na organizowane przez
                KIK obozy młodzieżowe i też świetnie wspomina. Teraz jesteśmy mało katoliccy,
                więc pewnie KIK jakoś odpadnie, choć kto wie, ale bardzo popieram tego rodzaju
                organizacje, w ktorych ludzie mogą się nieobowiązkowo stowarzyszać, zeby robić
                coś razem, czy to ideowe, czy pasjonackie, czy po prostu towarzyskie. Także nie,
                izolacja nie, bo naprawdę nie chodzi o "siedzenie w domu", tylko wybranie ze
                świata tego, co najlepsze, najfajniejsze.

                Co do wierności, też półżartem :) : no, nie zamykać, ale wiesz, też nie
                wywoływać wilka z lasu... jak tańczy czwarty raz z jakąś ponętną młodą damą, to
                uprzejmie, lecz stanowczo, odwrócić uwagę :)

                Dorota
                • unsatisfied6 albo 10.12.06, 08:20
                  dorota.konowrocka napisała:

                  > Co do wierności, też półżartem :) : no, nie zamykać, ale wiesz, też nie
                  > wywoływać wilka z lasu... jak tańczy czwarty raz z jakąś ponętną młodą damą,
                  to
                  > uprzejmie, lecz stanowczo, odwrócić uwagę :)
                  >
                  > Dorota

                  trzymać z daleka od samoobrony :))
      • renkolaki Re: Alternatywy wobec tradycyjnej szkoły 13.01.07, 19:19
        Selekcja nie jest konieczna jesli szkoła jest demokratyczna i przyjazna
        (relacje ze szkól tego typu np w książce Davida Gribble "Edukacja w wolności
        Oficyna wydawnicza "Impuls")jest sporo takich szkół na świecie które
        udowadniają że nie selekcja, dyscyplina, mundur, manipulacja... jest lekarstwem
        na przemoc i inne problemy. W społeczności szkolnej opartej na szacunku,
        odpowiedzialności, serdeczmości i wolności można sobie poradzić z większością
        bolączek, (nawet jeśli spora część uczniów ląduje tam z powodu rozmaitych
        problemów w poprzednich szkołach). Niestety takie podejście do edukacji budzi
        reakcje obrony oblężonej( raczej porzuconej)twierdzy- wolność i prawo wyboru i
        prawo do odpowiedzialności za siebie i swoje otoczenie jest przyjmowane z
        nieufnością lub wrogością podobnie jak edukacja domowa która nie stanowi
        żadnego zagrożenia dla wszechwładnego SYSTEMU a również budzi nieproporcjonalną
        do skali zjawiska reakcję ludzi. W każdym razie z tego co widzę myślenie o
        szkole w Polsce pozostaje na etapie absolutyzmu często nieoświeconego i ma sie
        nijak do wolności i demokracji które pozostają zarezerwowane dla dorosłych a i
        to nie do końca. Dotyczy totakże placówek prywatnych które też istotnie nie
        wyskakują przed szereg.
        • xxx131 Re: Alternatywy wobec tradycyjnej szkoły 13.01.07, 22:05

          No cóż... Jak będzie demokracja w szkole na zasadzie "każdy ma jeden głos" to uczniowie zwolnią wszystkich nauczycieli. Taka szkoła nie będzie już szkołą.
          • blessyou1 Re: Alternatywy wobec tradycyjnej szkoły 13.01.07, 23:21
            Demokracja polega na wybieraniu do władz swoich przedstawicieli. W demokracji
            szkolnej nie rządzą uczniowie mimo że jest ich najwięcej. Rządzą demokratycznie
            wybrane władze szkolne w których są przedstawiciele stanu uczniowskiego,
            nauczycielskiego i rodzicielskiego.
    • blessyou1 Re: Alternatywy wobec tradycyjnej szkoły 10.12.06, 09:57
      Rzeczywiście nie nie znam nikogo kto podjąłby taką decyzję więc na hasło
      edukacja domowa przychodzą mi do głowy głównie pułapki związane związane z tym
      jak rodzice wykorzystają tak scisły kontakt z dzieckiem.Teraz rozumiem cię
      lepiej. Generalnie uznaję prawo każdego człowieka do własnego sposobu na życie
      pod warunkiem że nie robi nikomu krzywdy. Nie było moją intencją przekonywanie
      kogokolwiek ale przedstawienie poglądów. Doskonale rozumiem twoje i dzięki za
      miłą dyskusję (również u6)
      Ja też byłam harcerką:)
      • unsatisfied6 ja też :)) 10.12.06, 12:42
        blessyou1 napisała:

        > Rzeczywiście nie nie znam nikogo kto podjąłby taką decyzję więc na hasło
        > edukacja domowa przychodzą mi do głowy głównie pułapki związane związane z
        tym
        > jak rodzice wykorzystają tak scisły kontakt z dzieckiem.Teraz rozumiem cię
        > lepiej. Generalnie uznaję prawo każdego człowieka do własnego sposobu na
        życie
        >
        > pod warunkiem że nie robi nikomu krzywdy. Nie było moją intencją
        przekonywanie
        > kogokolwiek ale przedstawienie poglądów. Doskonale rozumiem twoje i dzięki za
        > miłą dyskusję (również u6)
        > Ja też byłam harcerką:)

        ja też byłem harcerzem :)
      • dorota.konowrocka Re: Alternatywy wobec tradycyjnej szkoły 10.12.06, 21:47
        Ja również dziękuję za miłą dyskusję. Cieszę się, że rozmawiając z Tobą mogłam
        wyjasnić niektóre rzeczy, i może kiedy inni je przeczytają, zorientują się, że
        "edukacja domowa" to niekoniecznie "izolacja domowa". Bardzo miło było z Tobą
        porozmawiać, i jest mi nawet trochę wstyd, że to chyba ja byłam tą stroną
        dyskusji, która sie bardziej zacietrzewiała :)
        Czuj, czuj :)
    • leni6 Re: Alternatywy wobec tradycyjnej szkoły 10.12.06, 11:11
      Zaznaczam że nie przeczytalam calego watku, a jedynie wybiorcze odpowiedzi.
      Moim zdaniem nauczanie domowe, jeżeli nie wynika z powodów zdrowotnych lub dużej
      odległości od skzoły, to krzywda dla dziecka. Zarówno ze wzgledu na jego
      edukacje jak i izolacje od rówieśników.

      Rodzic nie bedzie mial takiej wiedzy jak wszyscy nauczyciele razem wzięci. O ile
      na poziomie szkoly podstawowej pewnie moze miec wystraczajaco, to im dalej tym
      trudniej. Może sie przygotować do nauczania materiału, ale na pytania
      wykraczające poza niego, zadane przez dziecko nie odpowie. W liceum to juz w
      ogóle sobie tego nie wyobrażam, dziecko a sie uczyć wszystkiego samo ? To
      własnie wtedy nie bedzie miało czasu na rozwijanie zainteresowań.

      Drugim problmem jest izolacja dziecka od rówieśników bo ona następuje. Na
      podwórku nie powstaną takie więzi jak w szkole. Tzn. moga powstać np z jedna
      osoba, ale nie z grupą. Takie dziecko napenwo będzie czuło sie "inne". Równiez
      nie uczy sie samodzileności, odpowiedzialności, zachowania w grupie.

      Moim zdnaiem da się wybrać dla dziecka dobre szkoły (zwłaszcza gdy jest zdolne i
      sie dostanie do nich). Ja uważam że w takich byłam, w każdej odnalazłam
      nauczyciela który pomagał w pogłębianiu mojej wiedzy z danego przedmotu w swoim
      czasie wolnym. Przy tym zdobyłam gruntowna wiedze ogolna (zwlaszcza w
      gimnazjum, bo z liceum juz niektóre przedmioty odpuszczałam na rzecz innych)
      • unsatisfied6 olej Lorenza 10.12.06, 12:59
        leni6 napisała:

        > Zaznaczam że nie przeczytalam calego watku, a jedynie wybiorcze odpowiedzi.
        > Moim zdaniem nauczanie domowe, jeżeli nie wynika z powodów zdrowotnych lub
        duże
        > j
        > odległości od skzoły, to krzywda dla dziecka. Zarówno ze wzgledu na jego
        > edukacje jak i izolacje od rówieśników.
        >
        > Rodzic nie bedzie mial takiej wiedzy jak wszyscy nauczyciele razem wzięci.

        oglądałem film oparty na faktach "olej Lorenza" .

        informatyk z wykształcenia , ojciec , miał chore dziecko . nie było żadnego
        leku i mógł tylko jak każdy by w jego przypadku zrobił przypatrywać się
        jak jego dziecko powoli umiera na jego oczach .

        ojciec nie miał żadnej wiedzy farmaceutycznej - miał tylko swój rozum , wolę
        walki i miłość do dziecka . rzucił wszystko i zaczął poszukiwać leku na
        chorobę swojego syna , której do tej pory nie posiadał świat uzbrojony w
        miliony ekspertów w dziedzinie farmacji . dzięki poświęceniu tego ojca
        jego syn odzyskał zdrowie - odzyskali zdrowie inni , którzy cierpieli na
        tę samą chorobę .

        co jest silniejsze - miłość i rozum czy zinstytacjonalizowana wiedza ?
        człowiek zawsze będzie poszukiwał a jego wiedza to tylko przedsionek
        nowego odkrycia , którego dokona ten co się nie lęka , rozumie i miłuje .

        edukacja domowa w historii człowieka nie jest odkryciem ale może stać się
        odkryciem dla wielu z nas , którzy boją się odejścia od tradycyjnych form
        nauczania - boją się braku własnych sił licząc na to , że ktoś ich wyręczy
        w dobrej edukacji ich dzieci .

        ja sam nie mam na tyle odwagi by podjąć się takiego kroku i podziwiam ludzi ,
        którzy się nie boją i z głębi serca i rozumu wiedzą , że co robią jest dobrym
        dla ich dzieci .
      • dorota.konowrocka Re: Alternatywy wobec tradycyjnej szkoły 10.12.06, 21:44
        Nie trzeba sobie wybrażać uczenia się samodzielnego przez dzieci na poziomie
        liceum - są przykłady, to nie jest s-f. Uczenie sie materiału zajmuje im jakieś
        dwie-trzy godziny dziennie. Żadnych prac domowych. Co oznacza, że mniej więcej
        czas od 12 w południe do wieczora jest ich. Brzmi dobrze?

        Dziecko będzie czuło się inne? Cudownie, właśnie o to chodzi. Wszyscy jesteśmy
        inni. Im szybciej nauczy sie to znosić, tym lepiej dla niego i wszystkich wokół
        niego. Unifikacja w grupie rówieśniczej budzi moją niechęć.

        Czy szkoła uczy samodzielności? Czyżby? Uczy konformizmu, głównie.

        Leni6, skoro byłaś w gimnazjum, to ile masz lat? Jesteś rodzicem? Pracujesz,
        żyjesz normalnym dorosłym życiem i otrząsnęłaś się już ze szkolnych doświadczeń
        czy jeszcze nie? Bo wydaje mi się, że skoro wspominasz o gimnazjum, to jeszcze
        nie miałaś okazji posmakować normalnego życia poza murami szkoły. Nie
        przekonałaś się, ze świat funkcjonuje trochę inaczej poza murami szkoły. Dla
        mnie wejście na trzecim roku studiów na rynek pracy i wyprowadzenie się z domu
        było czymś w rodzaju oświecenia. O rany, ludzie traktują mnie normalnie, cenią
        moją pracę, rozmawiają ze mną jak równy z równym, traktują poważnie swoje
        obietnice, nie pałują mnie ustawicznie za bzdury. Zaczęłam patrzeć inaczej na
        lekceważących studentów wykładowców, których teoretyczna wiedza miała się nijak
        do świata, w którym pracowałam. Kolejne objawienie przyszło, gdy urodzili sie
        moi synowie i gdy zaczęłam zwracać uwagę na to, co moi znajomi mówią o szkołach
        swoich dzieci i jak zmienia się ich życie z chwilą, gdy ich pierwsze dziecko
        idzie do pierwszej klasy. Tak_nie_musi_być - to odkryłam w pewnym momencie. Ten
        szkolny materiał to nie jest żadna wielka filozofia, to w sumie proste rzeczy,
        które stają się trudne ze względu na strach, który serwują codziennie
        nauczyciele swoim uczniom, i całą masę durnej pracy domowej. Co robi szkoła,
        głównie? Wypuszcza ludzi, którzy są przekonani, ze nauczyciele to bogowie o
        jakiejś niezmierzonej wiedzy, i że człowiek niczego nie jest w stanie nauczyć
        się samodzielnie, bo to takie strasznie trudne. I że ta wiedza jest taka
        niezwykle cenna w normalnym świecie, ze dzięki niej otwierają się drzwi, ze to
        ważne, by posiąść tą mądrość.

        Och, cóż mogę dodać. Nie kupuję tego :)

        Pytanie nie brzmi "dlaczego nie chodzić do szkoły?" Pytanie brzmi "Po kiego do
        niej chodzić, skoro można nie?" Po co? Po kontakty z ludzmi? Jest tyle innych
        sposobów nawiązywania przyjaźni. Żeby się zunifikować, nie być innym? Naprawdę
        warto wbić się w uniform? Tylko dlatego, że nie można sobie wyobrazić innego
        życia?

        Dorota
        • leni6 Re: Alternatywy wobec tradycyjnej szkoły 10.12.06, 23:35
          Jestem studentką.

          > Po co? Po kontakty z ludzmi? Jest tyle innych
          > sposobów nawiązywania przyjaźni.

          Nie wiem ilu mialas przyjaciol wieloletnich niepoznanych w szkole (do czasu jej
          ukonczenia), moze ja mialam pecha, ale byla tylko jedna taka osoba (wyprowadzila
          sie i sie skonczylo). Wydaje mi sie ze w duzym miescie wiekszosc znajomosci jest
          ze szkoly. Gdyby nauczanie domowe bylo popularne to by nie bylo problemu, bo
          inni tez by szukali przyjaciol poza nia, ale nie jest. Ty chcesz byc inna i
          chcesz zeby Twoje dziecko bylo inne. Ale dzieci inaczej do tego podchodza. Wiesz
          jakim problemem moze byc dla dziecka posiadanie rudych wlosow ? Co powiesz
          dziecku jak zapyta czy moze isc do szkoly z kolega ? (ile dzieci nie moze sie
          doczekac az pojdzie do szkoly - zwlaszcza tych majacych starsze rodzenstwo)

          Wiem ze uczen w wieku licealnym moze sie sam nauczyc, ale nie wszystkiego w taki
          sposob o jakim Ty piszesz. Ja sie sama nauczylam geografii by dobrze zdac mature
          na poziomie rozszerzonym (w szkole to byla farsa). Ale tez wiem ze gdyby nie
          szkola i genialny nauczyciel to byl nie umiala nawet 1/10 tego z fizyki co
          umiem. I że rodzice mimo ze jeden to typowy scislowiec a drugi humanista by mnie
          tego tak dobrze nie nauczyli. W kazdej z moich szkol mialam przyjamniej jedna
          taka "perelke" dla zajec z ktorym warto bylo do tej szkoly pojsc. (i co ciekawe
          byly to rozne przedmioty)

          Twoim zdaniem materialu szkolnego mozna sie nauczyc w 2-3 godizny dziennie.
          Jesli chodzi o zawartosc podrecznikow to zapewne masz racje, ale co jak
          pojawiaja sie pytania na wyzszym poziomie ? Zawsze bylam bardzo dociekliwa.
          Jezeli cos bylo nie dosc jasne lub chcialam wiecej wiedziec to drazylam. Na
          pewnym etapie oznacza to siedzenie w czytelnii lub nawet w Bibliotece Narodowej.
          Nie zawsze, ale czesto tych wielu godzin potrafi zaoszczedzic nauczyciel, ktory
          przez 5 lat studiowal ten przedmiot i wiele na ten temat wie lub wie gdzie
          szukac odpowiedzi (zwykle ma tez porzadny zbior ksiazek)

          W szkole tez są zajęcia, czesto przez rodzicow uwazane za niepotrzebne jak np.
          plastyka i muzyka, bedziesz umiala ocenic czy Twoje dziecko ma talent w tym
          kierunku ? (szczegolnie sluch muzyczny jest tu trudny do wychwycenia) Czujesz
          sie kompetenta zeby oceniac swoje dziecko z tych przedmiotow ?

          > głównie? Wypuszcza ludzi, którzy są przekonani, ze nauczyciele to bogowie o
          > jakiejś niezmierzonej wiedzy, i że człowiek niczego nie jest w stanie nauczyć
          > się samodzielnie, bo to takie strasznie trudne. I że ta wiedza jest taka
          > niezwykle cenna w normalnym świecie, ze dzięki niej otwierają się drzwi, ze to
          > ważne, by posiąść tą mądrość.

          A to zdecydownaie najdziwniejsza czesc twojej wypowiedzi. Z iloma uczniami
          konczacymi szkole rozmawialas ? 95% powie Ci ze szkola to strata czasu,
          nauczycieli wyzwie od *** (nie bede nic przytaczac), doda ze sami wszystko
          wiedza lepiej i ze nic z tych rzeczy ktorych ucza w szkole im sie w zyciu nie
          przyda. I jeszcze ze i tak beda zarabiac wiecej niz nauczyciele.
          Material szkolny nie jest trudny, ale w szkole nie ucza ludzie po pedagogice,
          tylko po konkretnych przedmiotowych kieurnkach studiow i ich wiedza jest
          znacznie wieksza niz to czego nauczaja, to juz od ucznia zalezy czy to
          wykorzysta. Jezeli uwazasz, ze celem Twojego dziecka bedzie zdanie matury to
          mozesz je uczyc sama. Jak cos wiecej to jak juz sie upierasz przy nauczaniu
          domowym, to zrob wszystko zeby odkryc WLASNE zainteresowania Twojego dziecka (a
          nie te ktore chcialabys zeby mialo) i zalatw mu profesjonalna pomoc z tych
          dziedzin.
          • dorota.konowrocka Re: Alternatywy wobec tradycyjnej szkoły 11.12.06, 12:25
            Ależ ja się z Tobą absolutnie zgadzam, jeśli chodzi o odkrywanie wlasnych
            zainteresowań! Właśnie dokładnie o to chodzi, żeby dzieci (czy w ogóle każdy)
            miał szansę odkryć własne zainteresowania i nie musiał poszerzać swojej "wiedzy
            ogólnej", tylko mógł pójść za tym, co go interesuje. Przede wszystkim, by miał
            na to czas i warunki. Ja nie mam pojęcia, co zainteresuje moje dzieci, jest mi w
            gruncie rzeczy wszystko jedno, oby tylko było to dobre (w takim
            metafizyczno-moralnym sensie) i jasne, wierzę w to, że zauważę, że coś je kręci
            i będę mogła służyć im jakąś pomocą, czy sama, czy też ułatwiając im kontakty z
            ludźmi, ktorzy będą mogli im pomóc. Nie posyłanie dziecka do publicznej szkoły
            nie oznacza, że nie może sie ono skonsultować z nauczycielami (zresztą sporo
            dzieci uczących sie w domu co jakiś czas spotyka sie z nauczycielem od tego czy
            tamtego,żeby wyjaśnić jakieś niejasności).

            Natomiast ja chyba nie do końca wierzę w "profesjonalną pomoc". Wokół mnie jest
            mnóstwo ludzi, którzy nauczyli się różnych rzeczy sami, bo po prostu
            niesłychanie ich to interesowało. Mója znajoma jest prawdopodobnie najlepszą w
            Polsce treserką psów, od lat wygrywa ogólnopolskie zawody obedience, szkoli
            innych, w zasadzie wszystkiego nauczyła sie sama, wiedząc już w wieku kilku lat,
            że właśnie tym zamierza się zająć. Miała motywację. Ja w ciągu kilku miesięcy
            nauczyłam sie skakać konno przez przeszkody, nie korzystając ani przez moment z
            pomocy instruktora, choć większosć tradycyjnych jeźdźców kręciła głową, że to
            niemożliwe, niewłaściwe i niebezpieczne. Ale mnie się udało: miałam motywację,
            święty spokój, dużo czasu na eksperymentowanie, konia, z którym dobrze sie
            rozumiałam. Wiele lat temu dostałam pracę, do której nie miałam absolutnie
            żadnych kwalifikacji i żadnej wiedzy, a jednak w ciągu dwóch miesięcy okazało
            się, że radzę sobie dobrze, coraz lepiej i wszyscy są bardzo zadowoleni, ze dali
            mi szansę. Miałam motywację, potrzebowałam pieniędzy, byłam wystarczająco
            inteligentna i pracowita. Mój ojciec pracując w różnych firmach angazował się we
            wszystkie możliwe sprawy sądowe, w których owe firmy brały udział, i wygrywał
            je, planując dla adwokatów, co też mają napisać w pismach procesowych, i wszyscy
            bardzo cenili jego rady i strategie. Nie miał wykształcenia prawniczego, po
            prostu bardzo go to interesowało, taki konik. Stolarz, który robi meble do
            naszego domu, którymi wszyscy się zachwycają (dzięki czemu nie nadąża z robotą,
            tyle ma zleceń) nauczył sie wszystkiego od kolegi, podpatrując jego pracę, nie
            kończył żadnych szkół. Takie przykłady mogę mnożyć. Jasne, może ja tak własnie
            trafiłam, ale mam wrażenie, ze nie, że wokół mnóstwo jest ludzi, którzy są
            dobrzy w tym, co robią dlatego, że zainteresowanie popchnęło ich do tego, by SIĘ
            uczyć. O, Adam Wajrak jeszcze na szybko przyszedł mi do głowy :)

            Nie uczęszczanie do obowiązkowej szkoły publicznej nie oznacza z drugiej strony
            nie uczęszczania do żadnej szkoły. Jest mnóstwo szkół, kursów, warsztatów na
            których mozna nauczyć się czegoś ciekawego. Super. Ja tez jeżdżę z moim koniem
            na kilkudniowe kursy (tzw. kliniki), szukając porady mądrzejszych ode mnie.
            Chodzi tylko o to, by w każdym momencie móc powiedzieć "jestem tu, bo chcę. jak
            przestanie mi się to podobać, przestanę czerpać z tego naukę, to po prostu wyjdę
            / nie przyjdę w przyszłym tygodniu". Nie da sie wyjść z podstawówki, gimnazjum
            czy liceum, do którego się uczęszcza. Musisz tam być.

            Myślę, że jeszcze jedna rzecz jest ważna. Nauczanie domowe nie ma samych zalet.
            Gdyby tak było, wszyscy rwaliby sie do uczenia swoich dzieci samodzielnie.
            Jasne, ryzykuję, że moi synowie pewnego dnia powiedzą "Mamo, przez Ciebie
            zmarnowaliśmy najlepsze lata życia". Jasne, mam obawy, jak to będzie, kiedy oni
            będą starsi, jak ułoży się ich życie towarzyskie. Ryzykuję, bo "społeczny dowód
            słuszności" nie przemawia za mną. Ale mam pozytywne przykłady, które podtrzymują
            mnie na duchu. Znam człowieka, Amerykanina, który przez 18 lat był uczony w
            domu, w bardzo katolickiej rodzinie. Dziś studiuje prawo, ma dwadzieścia parę
            lat, jest wesoły, zadowolony z obecnego życia, zadowolony z życia, którym żył
            przez te 18 lat w wyniku takiej a nie innej decyzji swoich rodziców, i do tego
            jest jednym z najbardziej niezwykłych ludzi, jakich znam. Nie znam chyba nikogo
            innego, kto byłby równie otwarty na świat i ludzi, równie ciekawy świata, kto
            równie szybko wchłaniałby kolejne obszary wiedzy i równie entuzjastycznie
            podchodził do każdej nowej życiowej przygody. Mój mąż wraz z kolegą poznał go na
            wędkarskiej wyprawie do Mongolii, w hostelu w Ułan Bator. Jeremiasz zapytał po
            prostu, czy nie mogłby się przyłączyć do ich trzytygodniowej wyprawy w głąb
            Mongolii, bo zapowiada się tak ciekawie, a on świetnie gotuje i jak go zabiorą,
            to będzie im gotował. Oczywiście zabrali go. Utrzymują ożywione kontakty do
            dziś. Znam też dzieciaki, które znając już szkołę i wiedząc, jak funkcjonuje,
            entuzjastycznie zareagowały na decyzję rodziców, że juz nie beda do owej szkoły
            chodzić. Są zadowolone z tego, ze tam nie chodzą, ułożyły sobie życie obok.

            Myślę, że kazdy podejmując taką czy inną decyzję, broniąc takiego, a nie innego
            rozwiązania, kieruje sie swoimi doświadczeniami. Ja nie wspominam szkoły
            pozytywnie i nie chciałabym tam wrócić, choc byłam piątkową uczennicą. Wszystkie
            przyjaźnie i bliskie znajomości, które dziś utrzymuję i pielęgnują, nawiązałam
            poza szkołą. 30-40 najbliższych mi osób to członkowie bliższej i dalszej
            rodziny, znajomi z pracy, ludzie szkolący konie tą samą metodą, co ja,
            przyjaciółki, które poznałam w kręgach towarzyskich "około-wyższo-uczelnianych"
            i inni ludzie, którzy wspóldzielą moje zainteresowania. nie utrzymuję żadnych
            kontaktów z ludzmi ze szkół, do których chodziłam. Wiem jednak z drugiej strony,
            ze mój 10 lat starszy ode mnie brat większość swoich utrzymywanych do dziś
            przyjaźni nawiązał właśnie w liceum. Także nie ma jednej drogi. Akurat w moim
            życiu szkoły i nauczyciele nie odegrali pozytywnej roli, wszystko, co najlepsze,
            wydarzyło się zdecydowanie poza nimi.

            Jeszcze odnośnie "Z iloma uczniami
            > konczacymi szkole rozmawialas ? 95% powie Ci ze szkola to strata czasu,
            > nauczycieli wyzwie od *** (nie bede nic przytaczac), doda ze sami wszystko
            > wiedza lepiej i ze nic z tych rzeczy ktorych ucza w szkole im sie w zyciu nie
            > przyda. I jeszcze ze i tak beda zarabiac wiecej niz nauczyciele. "

            OK, pewnie masz rację, ja chyba miałam na myśli rodziców... mam wrażenie, że
            zarówno z wypowiedzi znanych mi rodziców, jak i z mediów wynika, ze wszystkim
            strasznie zalezy na tym, zeby dziecko chodziło do dobrej (dobrze uczącej)
            szkoły, a nawet przedszkola, dostało sie na oblegane kierunki studiów itd. W
            księgarnia pełno książek edukacyjnych, naucz swojego pięciolatka czytać itd.


            Skoro tak źle oceniają szkołę, to chyba jeszcze argument za tym, żeby jej nie
            bronić? Nie można niczego robić dobrze, jesli jest się do tego tak fatalnie
            nastawionym... Myślisz,ze nie można zostać kasjerką w sklepie nie znająć
            pierwiastków? Albo kierować autobusem bez znajomości "Naszej szkapy"? Ja myślę,
            że można. Po co dręczyć ludzi...

            Dorota
          • dorota.konowrocka Re: Alternatywy wobec tradycyjnej szkoły 11.12.06, 13:33
            Po napisaniu poprzedniej odpowiedzi pomyślałam, ze tak naprawdę nie odniosłam
            się do tego, co napisałaś.

            > Nie wiem ilu mialas przyjaciol wieloletnich niepoznanych w szkole
            Bardzo niedużo, spotykałam sie glównie z ludzmi ze szkoły, wśród nich miałam
            dwie przyjaciólki, poza tym spotykałam sie z ludzmi z drużyny harcerskiej.

            Wydaje mi sie ze w duzym miescie wiekszosc znajomosci jes
            > t
            > ze szkoly. Gdyby nauczanie domowe bylo popularne to by nie bylo problemu, bo
            > inni tez by szukali przyjaciol poza nia, ale nie jest.

            Myślę, że masz rację. To będzie trudniejsze niz znalezienie znajomych w szkole.
            Ale nie niemozliwe, zwłaszcza, ze mieszkam na wsi i niedaleko mnie są jeszcze
            dwie rodziny, które albo juz uczą swoje dzieci w domu, albo będą niedługo uczyć.
            Natomiast tak, myslę, że moi synowie będą mieli mniej znajomych niz dzieci w
            szkole. Choć tak naprawdę nie wiem, dowiem się za kilka lat, oni są na razie w
            wieku przedszkolnym.

            Ty chcesz byc inna i
            > chcesz zeby Twoje dziecko bylo inne. Ale dzieci inaczej do tego podchodza. Wies
            > z
            > jakim problemem moze byc dla dziecka posiadanie rudych wlosow ? Co powiesz
            > dziecku jak zapyta czy moze isc do szkoly z kolega ? (ile dzieci nie moze sie
            > doczekac az pojdzie do szkoly - zwlaszcza tych majacych starsze rodzenstwo)
            >

            Powiem, ze nie może, i wyjaśnie dlaczego, możliwie przystępnie, zależnie od jego
            wieku. Dzieci uczą się prześladowania innych w szkole. Dla trzylatka rude włosy
            innego dziecka nie są żadnym problemem. Dla przedszkolaka zaczynają być. W
            szkole problemem staje się niemarkowe ubranie, biedniejsi rodzice, jąkanie sie,
            czerwienienie, za grube nogi, okulary, nietypowe zainteresowania, zbyt wysokie
            oceny - generalnie wszystko, co wyróżnia. W świecie dorosłych po jakimś czasie
            to znów przestaje być ważne. Właśnie dlatego m.in. nie chcę, by moi synowie
            chodzili do szkoły. Bo to jakieś szurnięte, niezdrowe środowisko życia :)

            > Wiem ze uczen w wieku licealnym moze sie sam nauczyc, ale nie wszystkiego w tak
            > i
            > sposob o jakim Ty piszesz. Ja sie sama nauczylam geografii by dobrze zdac matur
            > e
            > na poziomie rozszerzonym (w szkole to byla farsa). Ale tez wiem ze gdyby nie
            > szkola i genialny nauczyciel to byl nie umiala nawet 1/10 tego z fizyki co
            > umiem. I że rodzice mimo ze jeden to typowy scislowiec a drugi humanista by mni
            > e
            > tego tak dobrze nie nauczyli. W kazdej z moich szkol mialam przyjamniej jedna
            > taka "perelke" dla zajec z ktorym warto bylo do tej szkoly pojsc. (i co ciekawe
            > byly to rozne przedmioty)

            Ja już pisałam, nauczanie domowe to nie same plusy. Nie będą mieli szansy
            spotkać takich ludzi w szkole. Będą musieli znaleźć ich sobie sami. To nie
            będzie łatwe, ale nie niemożliwe, zresztą pisze o tym niżej. Z drugiej jednak
            strony, ja chodziłam do szkoły i nie spotkałam rownież :) Ludzi, którzy mnie
            zainspirowali spotkałam zupełnie gdzie indziej - w pracy i w rodzinie.
            >
            > Twoim zdaniem materialu szkolnego mozna sie nauczyc w 2-3 godizny dziennie.
            > Jesli chodzi o zawartosc podrecznikow to zapewne masz racje, ale co jak
            > pojawiaja sie pytania na wyzszym poziomie ? Zawsze bylam bardzo dociekliwa.
            > Jezeli cos bylo nie dosc jasne lub chcialam wiecej wiedziec to drazylam. Na
            > pewnym etapie oznacza to siedzenie w czytelnii lub nawet w Bibliotece Narodowej
            > .
            > Nie zawsze, ale czesto tych wielu godzin potrafi zaoszczedzic nauczyciel, ktory
            > przez 5 lat studiowal ten przedmiot i wiele na ten temat wie lub wie gdzie
            > szukac odpowiedzi (zwykle ma tez porzadny zbior ksiazek)

            Jeśli pojawią się pytania na wyższym poziomie, poszukają sobie ludzi, którzy im
            na nie odpowiedzą. i sądzę, że najczęściej znajdą ich wcale nie wśród
            nauczycieli. Jeśli szukam odpowiedzi na nurtujące mnie pytanie, z dziedziny
            szkolenia koni, fotografii, IT - znajduję ją zazwyczaj na grupach dyskusyjnych.
            Żyjemy w bardzo przyjemnych czasach, w których bardzo łatwo jest znaleźć ludzi,
            którzy wiedzą na dany temat dużo lub bardzo dużo. Znajduję strony ludzi, którzy
            interesują sie danym tematem. Piszę do nich i zazwyczaj dostaję odpowiedzi,
            nawiązuje sie jakis dialog. Dzwonię do znajomych i pytam, czy nie znają kogoś,
            kto mógłby mi wyjaśnić zasady działania rynku ksiązki w Polsce (to akurat
            interesowało mnie ostatnio). Zazwyczaj wystarczą dwa, trzy telefony i mam
            wlaściwą osobę na linii. Od ośmiu lat jestem dziennikarzem i wiem, że ludzie
            CHCĄ dzielić się wiedzą. Jesli ktoś rzeczywiście czymś się interesuje,
            pasjonuje, to z chęcią poświęci swój czas, by opowiedzieć o tym innym, z tego
            samego powodu, dla którego ja piszę w tym wątku już dziesiątego chyba maila :),
            przekonując, ze edukacja domowa jest fajna i dobra.

            Nauczyciele nie są zazwyczaj autorytetami. Nauczyciele zajmują się uczeniem. Nie
            mają czasu na praktykowanie, ćwiczenie swojej wiedzy. Szkolny fizyk nie zajmuje
            się opracowywaniem wraz z ludźmi z zakładu przemysłowego nowej metody
            schładzania cieczy na potrzeby czegoś tam. Jego wiedza jest martwa, nieużywana.
            Polonista nie pisze recenzji nowej polskiej prozy, nie pisze sam, nie doradza
            przy adaptacji sztuki teatralnej sprzed stu lat, nie bierze udziału w dyskusji
            na temat tego, czy powinniśmy zgodzić się na odmienianie po polsku terminu
            outsourcer. Dlatego nie jest autorytetem językowym i gdy chcę poprawić swój styl
            pisania artykułów, szukam po prostu dobrze napisanych tekstów i zastanawiam się,
            czym różnią sie od moich. A przede wszystkim, dużo piszę. Tak wygląda uczenie
            się. Nie dowiesz sie tego z ksiażek znalezionych w bibliotece. Ludzie z uczelni
            informatycznych, zarówno wykładowcy, jak studenci, nie mają bladego pojęcia o
            pisaniu dobrego oprogramowania. Nie mają pojęcia, bo nie zajmują sie tym. Jasne,
            ksiązki są genialne, pozwalają uporządkować praktykę, uporządkować własne
            refleksje i doświadczenia. Ale nie wystarczy opanowac podręcznik do fizyki, by
            być w stanie wyłapać zwarcie w obwodzie elektrycznym, zdjąć izolację, poskręcać,
            gdzie trzeba, wymienić bezpieczniki i uruchomić całość ponownie. Każdy z nas
            przerabiał w szkole rozdziały o elektryczności, opory, napięcia, natężenia itd.
            A ilu poradzi sobie z domową instalacją elektryczną? Wyprowadzeniem ze skrzynki
            dodatkowego obwodu? Taka nauka nie ma sensu. Żadnego. ZADNEGO. Stracony czas.

            >
            > W szkole tez są zajęcia, czesto przez rodzicow uwazane za niepotrzebne jak np.
            > plastyka i muzyka, bedziesz umiala ocenic czy Twoje dziecko ma talent w tym
            > kierunku ? (szczegolnie sluch muzyczny jest tu trudny do wychwycenia) Czujesz
            > sie kompetenta zeby oceniac swoje dziecko z tych przedmiotow ?

            Tak. Nikt nie zna moich dzieci lepiej niż ja, jak więc ktoś miałby je lepiej ode
            mnie ocenić? Właśnie o tym mówiłam gdzieś wczesniej - wychodzimy ze szkoły z
            przekonaniem, że trzeba nam eksperta. Tego, który ma kompetencje. Nie kupuję
            tego. Albo podrygujesz w rytm muzyki, albo nie. Albo wyrysowujesz jedno
            opakowanie kredek po drugim, albo nie. Albo ten ptaszek wychodzi ci zgrabnie,
            albo nie. Jeśli tak, super, rysuj dalej, zobaczymy, co z teog się rozwinie,
            cierpliwie będę dokupowac ci kredki, farby, węgiel, pastele, cokolwiek uznasz za
            potrzebne. Jak juz zdobędziesz nieco wprawy i pewności siebie, poszukaj jakiegoś
            mistrza, który ci podpowie, jeśli tego potrzebujesz. Nie poprowadzi - doradzi,
            jeśli pójdziesz do niego po radę. Ilu utalentowanych ludzi opuszcza uczelnie
            artystyczne? A ilu zostaje wybitnymi artystami? Może szkoła coś w nich niszczy?
            Ilu ludzi zaczyna naukę jazdy konnej w szkółce? A ilu kontynuuje tą pasję przez
            lata? Może nie tędy droga? Moze nie chodzi o to, by przepuścić kogoś przez młyn
            "tego, czego trzeba się nauczyć w danej dziedzinie"? Może profesjonalna pomoc
            bardziej szkodzi niż pomaga? Odbiera inicjatywę i pewnośc siebie? Zabija
            ciekawoś
            • leni6 Re: Alternatywy wobec tradycyjnej szkoły 12.12.06, 00:59
              Ja w ciągu kilku miesięcy
              > nauczyłam sie skakać konno przez przeszkody, nie korzystając ani przez moment z
              > pomocy instruktora, choć większosć tradycyjnych jeźdźców kręciła głową, że to
              > niemożliwe, niewłaściwe i niebezpieczne.

              Miales duzo szczescia lub co bardziej prawdopodobne konia, ktory wolal sam
              decydowac kiedy skacze niz sluchac doklandie Ciebie i zrobic sobie krzywde.
              (takie konie sa bardzo dobre dla poczatkujacych) Jezdze konno juz jakis czas i
              wiem, ze taka samodzielna nauka moze sie zle skonczyc dla dobrze wytrenowanego
              konia (dla jezdza tez ale to na jego wlasne zyczenie, czego o koniu powiedizec
              nie mozna)

              Wielu rzeczy mozna sie nauczyc samemu ale to nie jest najszybsza metoda. Poza
              tym i tak korzystasz z wiedzy innych. Interesuje Cie geografia to najpierw
              kupujesz atlas a nie zastanawiasz sie co moze byc za oceanem, jak to robili
              kilka wieków temu.

              Co do wiedzy ogólnej to się nie zgadzamy. Dla mnie kazda nowa informacja o
              otaczajacym mnie swiecie (w granicach rozsadku, a to co jest w szkole nawet sie
              do nich nie zbliza) jest cenna. Uwazam ze kazdy czlowiek powinien miec pewna
              wiedze o sobie, swoich przodkach, innych organizmach go otaczajacych, naszej
              planecie, zjawiskach na niej zachodzacych, aktualnej sytuacji politycznej itd.
              To wszystko przygotowuje nas do doroslego, swiadomwego zycia.

              Oczywiscie ze kiedys nie znano pierwiastkow a handel istnial, ale czy nie
              zastanawialby Cie znak pierwiastka na kalkulatorze z ktorego regularnie korzystasz ?

              > dziś. Znam też dzieciaki, które znając już szkołę i wiedząc, jak funkcjonuje,
              > entuzjastycznie zareagowały na decyzję rodziców, że juz nie beda do owej szkoły
              > chodzić. Są zadowolone z tego, ze tam nie chodzą, ułożyły sobie życie obok.

              Bardzo dobra mysl, moze dziecko samo powinno zdecydowac ? (po przynajmniej pol
              roku w szkole)

              > Nauczyciele nie są zazwyczaj autorytetami.

              > Polonista nie pisze recenzji nowej polskiej prozy, nie pisze sam, nie doradza
              > przy adaptacji sztuki teatralnej sprzed stu lat, nie bierze udziału w dyskusji
              > na temat tego, czy powinniśmy zgodzić się na odmienianie po polsku terminu
              > outsourcer.

              Heh, moja polonistka w liceum pisała recenzje, korygowala i tlumaczyla teksty
              prasowe/ksiazki i byla zawsze na biezaco ze zmianami w języku polskim, starając
              sie również je przewidywać, tak by nam to wystarczyło jeszcze na jakis czas o
              szkole. Niekiedy nawet pytala nas po lekcjach o znaczenie i rozpowszechnienie
              slow z "młodziezowego jezyka" bo uwazała, że jako polonista powinna wszelkie
              nowosci sledzic. Potrafila powiedziec do ktorego wydania jakiego slownika
              slowo/odmiana zostala dolaczona, wiec juz mozemy tego uzywac (oczywiscie nie na
              wyrywki, ale czasem takie rzeczy podawala by pokazac jak mlode jest slowo/zwrot)

              > informatycznych, zarówno wykładowcy, jak studenci, nie mają bladego pojęcia o
              > pisaniu dobrego oprogramowania. Nie mają pojęcia, bo nie zajmują sie tym.

              To juz zalezy gdzie. To prawda ze na uczelniach jest wielu teoretykow starej
              dany, ktorzy czesto sa archaiczna pozostaloscia po poprzednim systemie. Ale jest
              rowniez troche i coraz wiecej praktykow, ktorzy lacza prace i kariere naukowa
              (mam takowych wykladowcow, na kierunku pokrewnym infromatyce) Zwlaszcza na
              uczelniach technicznych (konkretnie mowie tu o WAT, gdzie sie nie ucze, ale
              dobrze orientuje) wykladowcy prowadza wlasne badania, konstruuja nowe
              urzadzenia. Każda praca doktorska wiąże się z mniejszym lub większym postępem.
              Ale nie wystarczy opanowac podręcznik do fizyki, by
              > być w stanie wyłapać zwarcie w obwodzie elektrycznym, zdjąć izolację, poskręcać
              > ,
              > gdzie trzeba, wymienić bezpieczniki i uruchomić całość ponownie. Każdy z nas
              > przerabiał w szkole rozdziały o elektryczności, opory, napięcia, natężenia itd.
              > A ilu poradzi sobie z domową instalacją elektryczną? Wyprowadzeniem ze skrzynki
              > dodatkowego obwodu? Taka nauka nie ma sensu. Żadnego. ZADNEGO. Stracony czas.

              Mozesz miec racje ze troche praktyki by nie zaszkodzilo, ale to juz apel do
              ministra edukacji. Obowiazkowa nauka fizyki sprawadza sie wlasciwie to
              umiejetnosci przeksztalcenia wzoru i podstawienia do niego danych (ew zamiana
              jednostek rowniez), patrz matura podstawowa. Niewiele wiec straconego czasu, a
              to ze po drodze mozna dowiedziec sie jak to sie dzieje ze zarowka swieci, i
              czemu czlowiek nie moze latac, napewno nikomu nie zaszkodzi.


              > jeśli pójdziesz do niego po radę. Ilu utalentowanych ludzi opuszcza uczelnie
              > artystyczne? A ilu zostaje wybitnymi artystami? Może szkoła coś w nich niszczy?
              > Ilu ludzi zaczyna naukę jazdy konnej w szkółce? A ilu kontynuuje tą pasję przez
              > lata? Może nie tędy droga? Moze nie chodzi o to, by przepuścić kogoś przez młyn
              > "tego, czego trzeba się nauczyć w danej dziedzinie"? Może profesjonalna pomoc
              > bardziej szkodzi niż pomaga? Odbiera inicjatywę i pewnośc siebie? Zabija
              > ciekawoś

              Nie szkola niszczy tylko ludzie stwierdzaja ze to nie to. Do szkoli jezdzieckiej
              mozna isc dlatego ze: kon jest mily, kon jest ladny, kolezanka chodzi i z wielu
              innych powodow. Czy cos nam odpowiada decydujemy dopiero jak tego sprobujemy.

              Gdzies jeszcze chyba napisalas ze nie rozumiesz tego pedu rodzicow by poslac
              dziecko do najlepszych szkol. A to jest wlasnie najwazniejsze. W szkole
              podstawowej w sumie mozna dziecko uczyc w domu (zwlaszcza jak nie mieszkasz w
              miescie), bo to niewielka roznica, choc pewnie kolka teatralnego itp dziecku nie
              zapewnisz. Ale im dalej tym gorzej. Wiek ginazjany to moim zdnaiem ten etap
              gdzie dziecko jest jeszcze za mlode na samodizlena nauke, a z drugiej strony
              rodzic na ty metapie juz nie moze byc wszechstronny. Nie przedstawisz mu kazdej
              dziedziny wiedzy w sposob interesujacy, bo niemozliwe zeby wszystko bylo Twoja
              pasja. Od nauczyceili, pasjonatów mozna sie najwiecej nauczyc i najlatwiej jest
              sie nauczyc i wlasnie tacy nauczyciele sprawiaja ze szkola jest dobra lub nie.
              (Patrz moja polonista opisana wyzej, ktora poza znajomoscia jezyka potrafila z
              pamieci recytowac niezliczone wiersze i bardzo ciezko bylo znalezc ksiazka z
              kanonu literatury pieknej ktorej by nie czytala) Nie ma szkoly ktora ma samych
              dobrych nauczycieli, ale bywaja takie w ktorych jest ich sporo.
              • leni6 Re: Alternatywy wobec tradycyjnej szkoły 12.12.06, 07:51
                I nie napisalam w koncu najwazniejszego. uczy sie nie tylko od nauczycieli,ale
                tez od kolegów. Zarowno rowiesnikow jak i tych kilka lat starszych, ktorym ktos
                kiedy pomogl a teraz to oni prowadza kolka, warsztaty, wyjazdy dla mlodszych
                kolegow. To bardzo pozytywne zjawisko i bardzo pouczajace. Powtorze sie ze
                samodizlene zdobywanie wiedzy i upor przy takim stanowisku jest po prostu strata
                czasu i mozliwosci.
                • unsatisfied6 ja bym to wszystko widział w szerszym kotekście 12.12.06, 09:55
                  leni6 napisała:

                  > I nie napisalam w koncu najwazniejszego. uczy sie nie tylko od nauczycieli,ale
                  > tez od kolegów. Zarowno rowiesnikow jak i tych kilka lat starszych, ktorym
                  ktos
                  > kiedy pomogl a teraz to oni prowadza kolka, warsztaty, wyjazdy dla mlodszych
                  > kolegow. To bardzo pozytywne zjawisko i bardzo pouczajace. Powtorze sie ze
                  > samodizlene zdobywanie wiedzy i upor przy takim stanowisku jest po prostu
                  strat
                  > a
                  > czasu i mozliwosci.

                  stwarzanie ułatwień dla alternatywnych metod nauczania tworzy nowe wyzwania dla
                  oświaty i jest motorem postępu . bez uporu jednostek nie ma postępu .
                  więszkość z nas przystosowuje się i nie walczy o lepsze standardy dla naszej
                  wspólnoty - niektórzy biorą co mogą jak Aneta K stając po drugiej stronie
                  barykady osłabiając wspólnotę , inni miczą zastraszeni, a jeszcze inni
                  podsycają te lęki przed wolnym wyborem człowieka i przejawom pluralizmu .
    • unsatisfied6 może jakieś konkrety 13.12.06, 14:46
      czy ktoś mógłby podać przykładowe testy którzy zdają uczniowie nauczani
      w domu ? czy jest jakiś standard ?
      • dorota.konowrocka Re: może jakieś konkrety 14.12.06, 12:15
        Na 90% jestem pewna, ze nie ma standardu, formę i treść ustalają nauczyciele od
        danych przedmiotów ze szkoły, pod której "parasolem" jest dziecko. Ale jeśli Cię
        to interesuje, możesz zadać pytanie tu:
        airbot.net/forum/index.php?action=vtopic&forum=6
        Tam bywają rodzice uczący dzieci w domu, myslę, że ktoś udzieli Ci odpowiedzi.

        Dorota
        • belferka33 Re: może jakieś konkrety 14.12.06, 12:43
          Jest podstawa programowa, rozporządzenia o ocenianiu, są standardy dla testów po
          SP i gimnazjum - tego powinni się trzymać nauczyciele, którzy sprawdzają
          umiejętności dziecka uczącego się poza szkołą.
          Podziwiam i popieram rodziców, którzy są w stanie zapewnić dziecku edukację poza
          szkołą. IMHO powinno być wiele takich form dostępnych tak, aby każdy mógł wybrać
          tę formę kształcenia, która mu odpowiada.
          • dorota.konowrocka Re: może jakieś konkrety 14.12.06, 22:09
            "IMHO powinno być wiele takich form dostępnych tak, aby każdy mógł wybra
            > ć
            > tę formę kształcenia, która mu odpowiada"

            DOKłADNIE! :)

            D.
    • szkola.be Uprościć ortografię! 16.01.07, 20:31
      Uprościć ortografię!
      • lineborder Nie ruszać ortografii! 17.01.07, 08:43
        tekst w starej ortografi: ó->ó, u->u, ch->ch ,rz->rz, ż->ż, -ii->-ii)
        Ortografia to NAWYK, często nielogiczny, który ludzie wykształceni narzucają bezmyślnym, ociężałym umysłowo, następnym pokoleniom.
        • szkola.be Re: Nie ruszać ortografii! 18.01.07, 09:50
          > Ortografia to NAWYK, często nielogiczny,
          Nareszcie coś sensownego napisałaś.

          > który ludzie wykształceni
          > narzucają bezmyślnym, ociężałym umysłowo, następnym pokoleniom.
          Na szczęsie pokolenia są różne,
          jednym nażucają, inne sobie na dzadzą nażucić.

          Tylko dlaczego potępiłaś wyższe wykształcenie?
    • mamado3 Re: Alternatywy wobec tradycyjnej szkoły 29.03.07, 23:30
      prosze poczytac jak ja to robie:
      naukapozaszkola.blog.onet.pl/

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka