kopenhaska od jutra

IP: *.nl.uu.net / 194.98.232.* 04.10.02, 17:06
czesc wam!

juz raz stosowalam kopenhaska, ale nie dotrwalam do konca, bo zlapalo mnie
dosc ostre przeziebienie. ale dotrzymalam chyba do 10 dnia i udalo mi sie
zgubic ok 3 kg i to na dobre, bo ich nie nadrobilam do tej pory, wiec dieta
jest ok. Sama dieta jest jak najbardziej do wytrzymaia, bo z reguly ja
osobiscie jadlam mniej, a sama dieta byla dla mnie niemal "obzarstwem", wiec
nie widze trudnosci.
dzisiaj czuje sie gotowa rozpoczac od jutra kopenhaska. nie czekam do
poniedzialku, bo nie ma na co czekac. kazdy dzien jest dobry! sobota-bedzie
moim pierwszym dniem. czy sa chetni, ktorzy zaczna razem ze mna?

juz czuje zadowolenie wchodzac w moje ulubione, lecz na dzien dzisiejszy
nieco obcisle, spodnie.
czekam na wsparcie!
yoshimi
    • Gość: Piccolo Re: kopenhaska od jutra IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 09.10.02, 14:06
      Gość portalu: yoshimi napisał(a):

      > czesc wam!
      >
      > juz raz stosowalam kopenhaska, ale nie dotrwalam do konca, bo zlapalo mnie
      > dosc ostre przeziebienie. ale dotrzymalam chyba do 10 dnia i udalo mi sie
      > zgubic ok 3 kg i to na dobre, bo ich nie nadrobilam do tej pory, wiec dieta
      > jest ok. Sama dieta jest jak najbardziej do wytrzymaia, bo z reguly ja
      > osobiscie jadlam mniej, a sama dieta byla dla mnie niemal "obzarstwem", wiec
      > nie widze trudnosci.
      > dzisiaj czuje sie gotowa rozpoczac od jutra kopenhaska. nie czekam do
      > poniedzialku, bo nie ma na co czekac. kazdy dzien jest dobry! sobota-bedzie
      > moim pierwszym dniem. czy sa chetni, ktorzy zaczna razem ze mna?
      >
      > juz czuje zadowolenie wchodzac w moje ulubione, lecz na dzien dzisiejszy
      > nieco obcisle, spodnie.
      > czekam na wsparcie!
      > yoshimi

      Cześć Yoshimi, cześć Wam!

      Jak postępy? Trwasz? Mam nadzieję, że tak. Powiedz, kiedy było pierwsze
      podejście do kopenhaskiej?

      Może jeszcze ktoś się ujawni, kto jest w trakcie stosowania diety?

      Ja zaczęłam wczoraj, czyli dziś dzień II. Wspiera mnie mąż, który
      jest "towarzysko" na diecie. Mamy zamiar wytrwać, motywacja na razie silna,
      głód nie dokucza mi za bardzo, samopoczucie jest OK. Brakuje mi słodyczy, ale
      wytrzymam. Skoro ponad 2 lata temu udało mi się rzucić palenie, to dwa
      tygodnie kopenhaskiej to pestka!!!!

      Martwi mnie tylko to, co wyczytałam na stronie
      pa54.zgora.sdi.tpnet.pl/jw/dieta/faqdieta.htm#1
      o efekcie jo-jo,że jednak jest... I że w ogóle to kiepska dieta... w
      przeciwieństwie do np. Montignaca. Dietetyk ze mnie żaden, ale na tym forum
      kopenhaska jest popularna, więc mam nadzieję, że nie zwątpię w sens tego, co
      robię. Jest to moja pierwsza dieta. Chciałabym zobaczyć długotrwałe efekty, a
      nie zwątpić w sens odchudzania się... Z tego, co przeczytałam na tym forum nie
      jest tak źle, kopenhaską można przetrzymać, a efekty pozostają pod warunkiem,
      iż człowiek trochę się pilnuje "po". Co sądzicie lub radzicie na ten temat?

      Pozdrawiam wszystkich - ujawnijcie się i opowiedzcie, jak sobie dajecie
      radę!!!
      Mile widziane wrażenia "po" dietowiczek z wątku "kopenhaska" z 23.09!!!!

      Życzę Wam i sobie wytrwałości!
      Pa, do usłyszenia

      Piccolo

      • Gość: yoshimi Re: kopenhaska od jutra IP: *.nl.uu.net / 194.98.232.* 09.10.02, 16:21
        hej!

        no, weszlam na ten link i zrobilam sobie maly break w pracy. Wiesz, zawsze sie
        znajda glosy za i przeciw na kazdy temat.
        jesli chodzi o diete, to nalezy wybrac odpowiednia dla siebie, dla swojego
        organizmu.
        mysle, ze efekt jo-jo w tym przypadku pojawia sie z przymuszania sie do tej
        diety. mam tutaj na mysli, to ze dziewczyny przejadaja sie przed kopenhaska,
        folguja sobie jedzeniem bardziej niz zwykle i oczekuja pozniej cudow. a jak
        organizm jest przyzwyczajany dostawac wiecej pokarmu, alkohol i slodkosci, to
        potem sie tego domaga. w takim wypadku nawet jesli sie przetrwa kopenhaska, to
        organizm nie przetrwa szoku i wiele osob rzuca sie spowrotem na jedzenie
        wierzac, ze przebyta wlasnie kopenhaska nie pozwoli im utyc na nowo, a to
        nieprawda. stad skargi na efekt jo-jo. jesli kopenhaska wydaje sie byc
        glodowka, to nalezy wybrac inna, bardziej dopasowana diete.

        Ja zdecydowalam sie na kopenhaska, bo nie zmienia ona wiele w moim jadlospisie.
        powiem nawet, ze jem nieco mniej w ciagu dnia, choc jem obfite sniadania i pije
        kawe z mlekiem. Do pierwszej kopenhaskiej podchodzilam jakis m-c temu.
        dotrwalam do 10 dnia, ale zlapalam bardzo mocne przeziebienie, bralam leki z
        cukrem i nawet jesli zachowywalam w miare jadlospis, to nie moglam sie go
        dokladnie trzymac.
        Dlatego postanowilam powtorzyc. Za pierwszym podejsciem moim celem nie bylo
        schudniecie samo w sobie i oczekiwanie na cud. Chcialam pozbyc sie max 5 kilo
        ktore pojawily sie tu i tam. mysle, ze wziely sie z moich wilczych napadow
        glodu, ktore lapia mnie zawsze przed miesiaczka i wlasnie i z tym zjawiskiem
        chcialam sie uporac.

        dla mnie kopenhaska niewiele zmienia w sposobie zywienia na dzien dzisiejszy.
        przyznam sie, ze jeszcze kilka lat temu zajadalam sie slodyczami, paluszkami,
        chrupkami, neglizujac pelnowartosciowe posilki. z roku na rok ubylo mi kilka
        kilogramow, bo zmienilam sposob zywienia. Od 8 lat jestem wegetarianka. mieso
        mi nie smakuje, wiec wykluczylam je ze slowego jadlospisu. na poczatku jadlam
        byle jak zajadajac sie paluszkami i stad te kilogramy, ale od kilu lat
        nauczulam sie jesc poprawnie.

        Do kopenhaskiej podeszlam z ciekawosci, bo nigdy specjalnie sie nie
        odchudzalam. nie jest mi specjalnie trudno, choc troche zle znosze 3i 4 dzien.
        Drza mi rece i boli mnie glowa. ale potem przechodzi.
        przy tym podejsciu stracilam juz 2 kilogramy i w zasadzie nie oczuje wiekszej
        utraty. to mi odpowiada. jestem mocnej budowy tzn.mocno rozbudowane miesnie
        szczegolnie ud. mam 165 cm i na dzisiaj waga wskazuje 51. jest ok. dobrze sie
        czuje. nie czuje sie odwodniona, pije bardzo duzo wody i herbatki zielonej.
        Moim zdaniem jesli nie zmieni sie trybu zywienia, to kopenhaska nic nie pomoze.
        po diecie trzeba powiedziec stop slodyczom, a jesli je jesc to od czasu do
        czasu i rano, by ulegly spaleniu, a nie zajadac sie nimi po poludniu zamiast
        obiadu lub kolacji co wiele z nas robi.

        powodzenia!

        yoshimi
    • Gość: Piccolo Re: kopenhaska od jutra IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 10.10.02, 15:11
      Witam - dziś znad brokułów! ;-)

      Dzięki wielkie za informacje oraz przywrócenie sprawie właściwych proporcji.

      Mam nadzieję, że dzięki odpowiedniemu podejściu w trakcie i po efekty będą. Na
      razie staram się nie szaleć i "żyć z dietą bezproblemowo" - nadal nie jest to
      dla mnie żadna niesamowita katorga, nie mam na razie kryzysu ani żadnych
      przykrych dolegliwości, odczuwam czasem lekki głód (głównie wieczorem i rano),
      ale póki co, jest dobrze, oby tak dalej. Naprawdę jestem mile zaskoczona, że
      mi ta dieta nie daje w kość, no... chyba, że za kolejne 3 dni będę śnić o
      czekoladzie ;-) Przed rozpoczęciem diety nie szalałam z jedzeniem "na zapas",
      jadłam jak zwykle, no... może tylko z pewną nostalgią pochłonęłam w
      poniedziałek paczuszkę ulubionych draży kokosowych (he he kokos, który lubię w
      słodyczach mam teraz dostępny w wersji węchowej jako żel pod prysznic -
      całkiem niezły substyt, hi hi).

      Inna sprawa, że nie widzę też za bardzo efektów diety, ale chyba to za
      wcześnie prawda? Dopiero dziś dzień III. Obiecałam się zważyć dopiero po
      skończeniu diety - również z tego względu, żeby ją skończyć, nawet jeśli
      efekty nie będą spektakularne - znając mój charakter mogłabym np. zniechęcić
      się w którymś tam dniu i byłoby po sprawie, a tak to nie zawracam sobie głowy
      oglądaniem się w lustrze, przymierzaniem ciuchów i ważeniem się co 5 minut.
      Oczywiście liczę, że JAKIŚ efekt będzie, choć znowuż coś tam wyczytałam o
      pigułkach antykoncepcyjnych - że mogą uniemożliwić schudnięcie na
      kopenhaskiej..., a biorę, więc zobaczymy. Jeśli nie uda mi się zrzucić kg w
      czasie diety, będzie to znak, że trzeba szukać innego sposobu...
      i nie mam na myśli liposukcji ;-))))

      Na szczęście na razie mam full pracy, więc też nie mam czasu myśleć obsesyjnie
      o jedzeniu - zresztą nie jest to moje hobby nr 1. Pewnie sposobowi odżywiania,
      jaki stosowałam do tej pory można wiele zarzucić, ale kilka zbędnych
      kilogramów, które mi zaczynają przeszkadzać zdecydowania zawdzięczam pracy
      przy kompie (od 4 i pół roku) i siedzącemu trybowi życia. Pracuję też od
      blisko 2 lat w domu jako wolny strzelec, więc mam nienormowany czas pracy i
      czasem jak siądę do komputera o 9 rano, to pracuję do 23.00 z małymi przerwami
      (właśnie wczoraj tak pracowałam ;-(((( - ciężko w taki harmonogram wpasować
      inne zajęcia typu regularny sport....

      Mam nadzieję, że ta kopenhaska będzie dobrym punktem wyjściowym do "zabrania
      się" za siebie. Zdecydowałam się na nią nie ze względu na "optymalne"
      parametry dla współczesnych kobiet - nie chcę bynajmniej osiągnąć wagi sprzed
      8 lat zaraz po operacji wyrostka robaczkowego = 42 kg przy 158 cm, choć pewnie
      byłoby to zbliżone do obecnie lansowanego ideału. Chciałabym po prostu zejść w
      dół o kilka kilogramów, tak, żeby czuć się lepiej.

      Jak przeczytałam, ile masz wzrostu i ile ważysz, to na chwilę wpadłam w
      kompleksy i panikę - słuchaj, Ty chyba WCALE nie potrzebujesz się już
      odchudzać, kurczę!!! Zapewniam Cię, że w takim układzie ja miałabym dużo
      więcej kg do stracenia, ale zamierzam kierować się tym, jak się czuję.
      Zresztą, to sprawa indywidualna, ale... prawdę mówiąc w głębi duszy "biernie"
      zazdroszczę Ci wagi wyjściowej i wzrostu! ("biernie zazdroszczę" - na pewno
      wyglądasz super; nie zazdroszczę "czynnie", bo na takie poświęcenie mnie nie
      stać, żeby osiągnąć taką różnicę między wzrostem a wagą!!!)

      Dziękuję Ci za cenne rady - a czy możesz mi polecić jakieś dobre źródło nt.
      tego, jak się odżywiać w sposób racjonalny i właściwy. Nie chciałabym się
      opierać na babskich pisemkach ani tylko na tym forum, tudzież kupować "w
      ciemno" książek w stylu cudowny poradnik. To co napisałaś o słodyczach od
      czasu do czasu i tylko rano - podoba mi się ten kompromis ;-))) Chyba sama na
      to bym nie wpadła. Przyznam się szczerze, że wykazuję średnią pomysłowość, a
      nawet pewien opór przeciw wchłanianiu wiedzy encyklopedyczno-naukowej na ten
      temat, nie mam zacięcia "biologicznego", więc cichcem liczę na to, że ktoś ma
      jakieś dobre źródło, które ważne info podaje w sposób mniej naukowy... Ale
      oczywiście, jeśli są to mrzonki, to będę się zmagać z "lekturami
      obowiązkowymi", jak pan bóg przykazał.

      No dobrze, na dziś chyba koniec tych wynurzeń, pozdrawiam serdecznie!

      Piccolo



      • Gość: yoshimi Re: kopenhaska od jutra IP: *.nl.uu.net / 194.98.232.* 10.10.02, 18:14
        czesc Piccolo!

        Ciesze sie, ze sie trzymasz i oby tak dalej. Mysle, ze skoro dieta nie sprawia
        ci wiekszych trudnosci, to wydaje mi sie ze to dieta dla ciebie. Chodzi o to,
        zeby dla organizmu to nie byl szok, bo brutalna zmiane malo ktory organizm
        potrafi zniesc na dluzsza droge i predzej czy pozniej sie buntuje.
        jak bedziesz miala male kryzysy glodu, to nie zaluj sobie jednego jajka wiecej
        lub duzej porcji szpinaku, ale nie podjadaj owocow. Ja osobiscie bardzo lubie
        owoce i w tej diecie mi ich brakuje, no ale coz mozna zrobic. to w koncu tylko
        13 dni i jest ich kilka w ciagu calego trawania diety.

        co do wagi, to uwazam, ze trzeba sie dobrze czuc. ja mam sporo miesni i wiem,
        ze nigdy nie zeszlabym ponizej 50kg np. fizycznie niemozliwe. Obecnie mam 51 i
        bardzo dobrze sie z tym czuje i nie mam zamiaru wiecej chudnac. Mysle, ze po
        zakonczeniu ewentualnie przybiore 1kg, bo waga u mnie sie troche zmienia razem
        z cyklem, ale nie sa to drastyczne zmiany. Jeszcze 2 lata temu wazylam 58 kg i
        czulam sie z tym bardzo zle. Ale jak patrze z dystansu, to nie bralo sie to z
        powietrza. Zamiast porzadnego obiadu wolalam paczke chrupek, paluszki, na
        kolacje delicje, a w sobote piwko. byly dni kiedy nic nie jadlam i dni, kiedy
        zjadalam tabliczke czekolady. nie czuje sie tutaj wyjatkiem.

        Od dwoch lat mieszkam we Francji i stad ta zmiana trybu zywienia. jem tak ja
        wiekszosc Francuzow i uwazam ze ich jadlospis jest bardzo racjonalny.
        Oczywiscie nie wszyscy jedza to samo, ale sa pewne niepisane regoly.
        -sniadanie na slodko, kawalek placka, jakies ciastko, albo croissant. moj maz
        np sniadania jada bardzo obfite, sok pomaranczowy, jogurt, kromka slodkiego
        chleba z konfiturami i banan. sporo tego, ale w ciagu dnia sie to wszystko
        spali.
        ja rano zjem jakies ciasteczko, ale tez nie co dziennie i popijam kawka, czasem
        z mlekiem.
        moim zdaniem jak sie zje cos slodkiego rano, to przynajmniej nie leci slinka na
        to w ciagu dnia i nie ma napadow glodu i rzucania sie na slodycze w ciagu
        weekendu.
        w pozostalych posilkach obowiazuje zasada: sztuka miesa, rybka, jajko lub cos
        tam i zielona salata, szpinak lub ogolnie cos zielonego.
        albo tez salata lub jakas surowka jako przystawka, no i potem sztuka miesa z
        jakimis dodatkami. no i nawet jesli do sztuki miesa sa podane frytki, to
        wczesniej zjedzone warzywka spowoduja, ze zje sie mieso i tylko kilka frytek,
        bo na wiecej nie ma miejsca...
        posilek konczy sie serami, ale na sery to w ciagu tygodnia nie bardzo starcza
        czasu. ale te serki, to i tak tylko na smaczek, nikt nie wcina polowy sera
        plesniowego.
        Sa ludzie, ktorzy jeszcze po tym jedza deser, by skonczyc posilek czyms
        slodkim, ale ja nie trzymam sie tej zasady. robie ten wyjatek na rodzinne
        spotkania.

        na wieczor, to jakies warzywka na cieplo, albo salata zielona z pokrojonym
        zoltym, serem i z pomidorem.
        W ciagu dnia duzo wody. ja jestem zmarzluchem, wiec pije sporo herbatki
        zielonej, ale tutaj herbata nie jest az tak bardzo popularna.

        Uwazam, ze ten sposob zywienia jest racjonalny bo:
        -slodkosci spozyte rano maja czas byc spalone w ciagu dnia
        -na pierwszy rzut na obiad jest salata lub zielenina i czlowiek mniej je dania
        glownego, a nie czuje glodu, bo zoladek dostal potrzebna mu racje jedzenia
        -serki po obiedzie wzmagaja spalanie tluszczu w organizmie
        -kolacje nie obciazaja zoladka na noc
        -jemy wszystko, niczego sobie nie odmawiamy.


        Ocywiscie spodziwam sie, ze ktos mi powie, ze jego znajomy, to tez jest we
        Francji i je zupelnie inaczej, itd. Ja pisze o sobie i o osobach z ktorymi
        stykam sie na codzien i podaje to wszystko z wlasnych obserwacji. Do tego
        potwierdzeniem jest fakt, ze zupelnie nieoczekiwanie i nieplanowo w ciagu 2 lat
        stracilam 4 kg same z siebie, nigdy nie przechodzac zadnej diety, a zmieniajac
        jedynie sposob zywienia. A po kopenhaskiej jestem na 51 kg(czyli dodatkowo 3 kg
        mniej, ale to juz planowane) i uwazam, ze tak powinno zostac. czuje sie
        swietnie i chyba o to w tym wszystkim chodzi.

        Zarowno tutaj jak i wszedzie indziej sa rozne extrema, ktore zajadaja sie
        frytkami, deserami i takie tam, ale nigdzie takich ludzi nie brakuje.

        napisz mi co o tym wszystkim sadzisz.
        pa!
        yoshimi
    • Gość: Piccolo Re: kopenhaska od jutra IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 13.10.02, 12:56
      Witaj!

      Przepraszam za długa ciszę, ale miałam sporo na głowie (głównie praca) -
      pewnie dzięki temu jakoś dotrwałam do dnia szóstego, hi hi!

      Bardzo podoba mi się, co napisałaś o swoim odżywianiu się i chętnie się tym
      będę kierować po zakończeniu kopenhaskiej. Uważam, że jest to jak najbardziej
      zdroworozsądkowe podejście.

      Ogólnie rzecz biorąc, w porównaniu z innymi krajami, sposób żywienia w Polsce
      sprzyja magazynowaniu tłuszczu i jest niezdrowy. Myślę jednak, że to się
      zmienia na lepsze. Oczywiście, wszędzie są sytuacje ekstremalne - kiedy byłam
      w Stanach parę lat temu, też obserwowałam jak i co ludzie jedzą, i muszę
      powiedzieć, że chipsy, batoniki i napoje gazowane były w niektórych
      przypadkach podstawą diety. Wtedy byłam wegetarianką i niestety, na "głebokim
      południu" USA, w małym miasteczku, trudno mi było znaleźć coś "niemięsnego"
      izdrową żywność, choć wcześniej, znałam pewną Amerykankę propagującą zdrowy
      styl życia i odżywiania, która zapewniała mnie, że w USA jest mnóstwo
      wegetarian, niemal trend społeczny i na pewno nie umrę z głodu... Na szczęście
      potem zmieniłam środowisko i udało mi się wytrwać i nie przytyć.

      Wracając do kopenhaskiej, jak czujesz się po tygodniu? Ja miałam wczoraj słaby
      dzień z powodu braku kawy - wersja diety, którą mam, w piątym dniu nie
      przewiduje na śniadanie kawki lecz marchewkę, niestety. Wczoraj było mi zimno
      i słabowicie, może częściowo przez pogodę, bo było zimno i wietrznie, oraz
      przez zmęczenie z całego tygodnia. Dziś jest trochę lepiej, ale niestety nad
      ranem obudziłam się ze strasznym bólem gardła i musiałam wziąć tabletkę od
      bólu gardła (Angidin) - nie wiem, czy mnie to nie dyskwalifikuje. Mam też 36,8
      stopni, boli mnie głowa (ćmienie w głowie) - myślę, że jest to raczej skutek
      przeziębienia niż diety. Gardło mam zaczerwienione i trochę boli. Jeśli
      płukanie wodą z solą nie pomoże, to chyba jutro udam się do lekarza. Nie wiem,
      czy można przyjmować jakieś leki w czasie kopenhaskiej, czy muszę po prostu
      przerwać dietę. Wolałabym nie, czuję się chudsza i... zważyłam się - 2 kg
      mniej przy bardzo rygorystycznym stosowaniu się do jadłospisu. Chciałam
      zrzucić 4-5 kg, więc to połowa, ale nie wiem, jak to będzie z tym
      przeziębieniem dalej... Mój mąż schudł 3 kg. Strasznie byłoby mi szkoda teraz
      przerywać dietę - w końcu połowa już prawie za mną, a i połowa zamierzonych kg
      też! Co o tym sądzisz? Chyba zwrócę się też z tym pytaniem do Joggera.

      Zakupiłam też wczoraj wyciąg z miłorzębu oraz otręby owsiane - wyciąg spożyłam
      dziś, bo jest mi trochę chłodno, a otręby mogą okazać się potrzebne jutro,
      kiedy to obiad = nic.

      Bardzo chciałabym móc kontynuować dietę, jednak martwię się tą tabletką na
      gardło... Chętnie przyjęłabym coś, żeby się bardziej nie "rozłożyć", ale nie
      wiem, czy eferalgan może być. Jogger pisał coś kiedyś o aspirynie, tylko jakoś
      chyba mój żołądek aspiryny nie tolerował (bóle i skurcze), więc nie wiem, czy
      mogę ją przyjąć. Niby jest jakaś wersja dla "żoładkowców", ale nie wiem, z
      kolei czy ma taki sam efekt... Takie oto dylematy mną targają w ten zimny i
      paskudny dzionek (za oknem deszcz ze śniegiem!!!!).

      Acha, zaobserwowałam jeszcze dziwne rzeczy, o których chyba nikt nie pisał na
      forum we wcześniejszych postach - otóż mam coraz potężniejszy wstręt do
      czerwonej herbaty. Na początku piłam ją na zmianę z zieloną i wodą, a teraz po
      prostu mnie mdli od samego zapachu, kiedy robi ją sobie mój mąż. Wczoraj
      usiłowałam ją wypić, ale po dwóch łykach prawie zwymiotowałam.... Wodę też
      powoli w siebie wmuszam. Nie wiem, skąd się to bierze. Zresztą, wczoraj byłam
      fizycznie głodna po marchewce (chyba za mała ilość), ale np. do kolacji
      (befsztyk) musiałam się zmusić - jakoś mi po prostu nie smakuje, podobnie z
      sałatą, którą normalnie wchłaniam w każdej ilości. Ciekawe, jak będzie dziś,
      bo mam dzień z kurczakiem ;-) Wczoraj chyba w ogóle był jakiś kryzys, bo męża
      bolała głowa...,a ja musiałam się przespać w dzień. Mam nadzieję, że nie
      idziemy w jakimś niewłaściwym kierunku. No i jest jeszcze jeden wsytdliwy
      problem niestety, wcześniej nie miałam raczej takich problemów, a teraz od
      paru dni mam zaparcia. Liczę, że te otręby jutro coś pomogą...

      A pozytywna rzecz jest taka, że mąż - żołądkowiec może pić czarną kawę i nie
      ma po niej nadkwasoty, co zdarzyłoby się w "normalnych" warunkach (ale po
      jogurcie niestety tak :-(

      Mam jeszcze 2 pytania: czy w jutrzejszym dniu (dzień 7)herbata bez cukru to
      może być zwykła herbata (ani zielona ani czerwona), ale np. z cytryną? Albo
      czy można zastąpić ją kawą? Oraz czy można zamienić obiad = nic z lunchem,
      czyli ten kawałek mięsa plus owoc zjęść wieczorem? Czy burzy to program
      spalania tłuszczu?

      OK, Yoshimi, napisz proszę, co sądzisz o tych moich problemach oraz jak się
      trzymasz?!
      Do usłyszenia,

      P.




      • Gość: yoshimi Re: kopenhaska od jutra IP: *.nl.uu.net / 194.98.232.* 14.10.02, 16:11
        Gość portalu: Piccolo napisał(a):

        ) Witaj!

        no hejka!!!widze ze jakos sie trzymasz. szkoda ze sie to chorobsko
        prz^yplatalo, no ale na to nie mamy wiekszego wplywu. Sprobuj sie jakos
        wykurowac. Unikaj jedynie gestych slodkich syropow i pastylek na gardlo z
        zawartowsia cukru, bo trzeba sie troche podkurowac, no ale szkoda zawalac
        diete. w kazdym razie mozesz dostrac lekarstwa bez zawartosci cukru a ze
        slodzikiem. mysle, ze to dobre rozwiazanie

        )
        ) Przepraszam za długa ciszę, ale miałam sporo na głowie (głównie praca) -
        ) pewnie dzięki temu jakoś dotrwałam do dnia szóstego, hi hi!

        ciezko ci idzie?
        )
        ) Bardzo podoba mi się, co napisałaś o swoim odżywianiu się i chętnie się tym
        ) będę kierować po zakończeniu kopenhaskiej. Uważam, że jest to jak najbardziej
        ) zdroworozsądkowe podejście.
        )
        ) Ogólnie rzecz biorąc, w porównaniu z innymi krajami, sposób żywienia w Polsce
        ) sprzyja magazynowaniu tłuszczu i jest niezdrowy. Myślę jednak, że to się
        ) zmienia na lepsze. Oczywiście, wszędzie są sytuacje ekstremalne - kiedy byłam
        ) w Stanach parę lat temu, też obserwowałam jak i co ludzie jedzą, i muszę
        ) powiedzieć, że chipsy, batoniki i napoje gazowane były w niektórych
        ) przypadkach podstawą diety. Wtedy byłam wegetarianką i niestety, na "głebokim
        ) południu" USA, w małym miasteczku, trudno mi było znaleźć coś "niemięsnego"
        ) izdrową żywność, choć wcześniej, znałam pewną Amerykankę propagującą zdrowy
        ) styl życia i odżywiania, która zapewniała mnie, że w USA jest mnóstwo
        ) wegetarian, niemal trend społeczny i na pewno nie umrę z głodu... Na
        szczęście
        ) potem zmieniłam środowisko i udało mi się wytrwać i nie przytyć.
        )
        ) Wracając do kopenhaskiej, jak czujesz się po tygodniu?

        no, dzisiaj mam 10 dzien i jest spoko. w sobote mialam maly kryzys, bo bylam w
        gorach i jak sie wybiegalam po lesie za grzybami, to az pozniej zglodnialam,
        ale jakos przetrzymalam. jest spoko, chociaz pobolewa mnie glowa i to prawie
        bez przerwy. biore wyciag z milorzebu. mam otreby, ale mam teraz taki speed w
        pracy, ze wybiegam z domu jak szalona i wracam dopiero ok. 21. no, ale na
        szczescie nie trawa to caly miesiac. Jeszcze tylko 3 dni, wiec mam nadzieje, ze
        wytrwam.

        Ja miałam wczoraj słaby
        ) dzień z powodu braku kawy - wersja diety, którą mam, w piątym dniu nie
        ) przewiduje na śniadanie kawki lecz marchewkę, niestety. Wczoraj było mi zimno
        ) i słabowicie, może częściowo przez pogodę, bo było zimno i wietrznie, oraz
        ) przez zmęczenie z całego tygodnia. Dziś jest trochę lepiej, ale niestety nad
        ) ranem obudziłam się ze strasznym bólem gardła i musiałam wziąć tabletkę od
        ) bólu gardła (Angidin) - nie wiem, czy mnie to nie dyskwalifikuje. Mam też
        36,8
        ) stopni, boli mnie głowa (ćmienie w głowie) - myślę, że jest to raczej skutek
        ) przeziębienia niż diety. Gardło mam zaczerwienione i trochę boli. Jeśli
        ) płukanie wodą z solą nie pomoże, to chyba jutro udam się do lekarza. Nie
        wiem,
        ) czy można przyjmować jakieś leki w czasie kopenhaskiej, czy muszę po prostu
        ) przerwać dietę. Wolałabym nie, czuję się chudsza i... zważyłam się - 2 kg
        ) mniej przy bardzo rygorystycznym stosowaniu się do jadłospisu. Chciałam
        ) zrzucić 4-5 kg, więc to połowa, ale nie wiem, jak to będzie z tym
        ) przeziębieniem dalej... Mój mąż schudł 3 kg. Strasznie byłoby mi szkoda teraz
        ) przerywać dietę - w końcu połowa już prawie za mną, a i połowa zamierzonych
        kg
        ) też! Co o tym sądzisz? Chyba zwrócę się też z tym pytaniem do Joggera.
        )
        ) Zakupiłam też wczoraj wyciąg z miłorzębu oraz otręby owsiane - wyciąg
        spożyłam
        ) dziś, bo jest mi trochę chłodno, a otręby mogą okazać się potrzebne jutro,
        ) kiedy to obiad = nic.
        )
        ) Bardzo chciałabym móc kontynuować dietę, jednak martwię się tą tabletką na
        ) gardło... Chętnie przyjęłabym coś, żeby się bardziej nie "rozłożyć", ale nie
        ) wiem, czy eferalgan może być. Jogger pisał coś kiedyś o aspirynie, tylko
        jakoś
        ) chyba mój żołądek aspiryny nie tolerował (bóle i skurcze), więc nie wiem, czy
        ) mogę ją przyjąć. Niby jest jakaś wersja dla "żoładkowców", ale nie wiem, z
        ) kolei czy ma taki sam efekt... Takie oto dylematy mną targają w ten zimny i
        ) paskudny dzionek (za oknem deszcz ze śniegiem!!!!).
        )
        ) Acha, zaobserwowałam jeszcze dziwne rzeczy, o których chyba nikt nie pisał na
        ) forum we wcześniejszych postach - otóż mam coraz potężniejszy wstręt do
        ) czerwonej herbaty. Na początku piłam ją na zmianę z zieloną i wodą, a teraz
        po
        ) prostu mnie mdli od samego zapachu, kiedy robi ją sobie mój mąż. Wczoraj
        ) usiłowałam ją wypić, ale po dwóch łykach prawie zwymiotowałam.... Wodę też
        ) powoli w siebie wmuszam. Nie wiem, skąd się to bierze. Zresztą, wczoraj byłam
        ) fizycznie głodna po marchewce (chyba za mała ilość), ale np. do kolacji
        ) (befsztyk) musiałam się zmusić - jakoś mi po prostu nie smakuje, podobnie z
        ) sałatą, którą normalnie wchłaniam w każdej ilości. Ciekawe, jak będzie dziś,
        ) bo mam dzień z kurczakiem ;-) Wczoraj chyba w ogóle był jakiś kryzys, bo męża
        ) bolała głowa...,a ja musiałam się przespać w dzień. Mam nadzieję, że nie
        ) idziemy w jakimś niewłaściwym kierunku. No i jest jeszcze jeden wsytdliwy
        ) problem niestety, wcześniej nie miałam raczej takich problemów, a teraz od
        ) paru dni mam zaparcia. Liczę, że te otręby jutro coś pomogą...
        )
        ) A pozytywna rzecz jest taka, że mąż - żołądkowiec może pić czarną kawę i nie
        ) ma po niej nadkwasoty, co zdarzyłoby się w "normalnych" warunkach (ale po
        ) jogurcie niestety tak :-(
        )
        ) Mam jeszcze 2 pytania: czy w jutrzejszym dniu (dzień 7)herbata bez cukru to
        ) może być zwykła herbata (ani zielona ani czerwona), ale np. z cytryną? Albo
        ) czy można zastąpić ją kawą? Oraz czy można zamienić obiad = nic z lunchem,
        ) czyli ten kawałek mięsa plus owoc zjęść wieczorem? Czy burzy to program
        ) spalania tłuszczu?
        )
        ) OK, Yoshimi, napisz proszę, co sądzisz o tych moich problemach oraz jak się
        ) trzymasz?!
        ) Do usłyszenia,
        )
        ) P.
        )

        wiesz z tymi zaparciami to nie wiem, bo ja nie mialam takiego problemu. Te
        zaparcia, to moze z tego, ze nie jestes za bardzo przyzwyczajona do warzywek.
        Musisz pamietac, zeby np salate troche pokropic olejem z oliwek i mieso tez
        lepiej przygotowywac na oleju z oliwek jesli je smazysz. Ja osobiscie nie jesm
        miesa, a befsztyki zastepuje chuda rybka gotowana na parze lub wodzie, a potem
        ja doprawiam i polewam odrobinka oliwy. salate tez. Warzywa maja to do siebie,
        ze potrzebuja troche tluszczu, zeby zostaly strawione i przyswojone. a jak nie
        ma tluszczu, to nie maja sie jak slizgac w przewodach:-)))

        ja trzymam sie diety, ale nie az tak rygorytycznie. tak jak jogger kilka razy
        powtarzal, diete trzeba dostosowac do swojego organizmu. Bardzo czesto
        zamieniam lunch z kolacja i nie ma to wiekszego znaczenie, dieta i jej sklad sa
        zachowane.
        w 5 dniu wcale nie zjadlam marchewki na sniadanie, bo warzywka z rana zupelnie
        mi nie podchodza. wypilam jak zwykle kawe. nie dodaje tez cukru do kawy, bo
        slodzona nie przechodzi przez gardlo! wole zjesc lyzeczke miodu w pracy, wtedy
        gdy mam spadek energii.
        czerwonej herbaty nie pije, ale caly czas wode i zielona herbatke, bo jest
        chlodnawo, wiec potrzeba mi cieplych napoi.

        jesli czerwona herbatka ci nie podchodzi, to pij to na co masz ochote. normalna
        herbatka z cytrynka, ale bez cukru nie zrobi roznicy diecie, a przy twoim
        przeziebieniu bedzie jak znalazl!!! albo zaparz sobie mietke. z reszta
        wszystkie ziolowe herbatki sa mile widziane. wzmacniaja, ozyszczaja i ladnie
        pachna, zalezy co pijesz. nie jest to batonik, a zwykla herbata, wiec kalorii
        nie ma co liczyc!!

        trzymam za ciebie kciuki! na to przeziebienie, to mozesz tez wypic sok z cytryny
        ( spora ilosc) zalany goraca woda jak herbata i dodac lyzeczke miodu zeby
        latwiej przeszlo i to na noc i zobaczysz jak sie wygrzejesz!!! poczekaj az
        troche ostygnie, no i pij jak herbatke. a
        • Gość: piccolo Re: kopenhaska od jutra IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 15.10.02, 11:25
          Hej hej!

          Witam pokryzysowo! Dziękuję, jak zwykle, za wszystkie dobre rady.

          Trzymam się twardo nadal, nawet przybyło mi trochę energii (bardziej
          psychicznej niż fizycznej), chyba sobota, niedziela oraz wczorajszy dzień do
          popołudnia były krytyczne, pewnie przez osłabienie i przeziębienie. Musiałam
          jednak wziąć coś p. gorączkowego oraz pastylki na gardło, ale z gardłem dziś
          już zero problemu. Generalnie jest lepiej i patrzę optymistycznie w
          przyszłość ;-)))

          Cieszę się, że prawie już kończysz ze 100% sukcesem!? Mam nadzieję, że za
          niecały tydzień też będę mogła to powiedzieć.
          W tym tygodniu odważę się wprowadzić następujące modyfikacje: 1) zamiast
          wołowiny - filet z kurczaka albo chuda ryba- wół staje mi już kością w gardle
          i nie smakuje 2) pozwolę sobie na herbatkę z cytryną bez cukru - taką piję
          zwykle i baaaardzo mi jej brakuje; zieloną herbatkę piję w wersji bez
          dodatków, ale nie powiem, żebym była jej fanką, mam jeszcze wersję cytrynową
          pod ręką, ale nie wiedziałam czy jest dozwolona; co do ziołowych, to Jogger
          chyba ogólnie odradzał, zwłaszcza te przeczyszczające..., ale np. pozwolił
          komuś pić herbatkę z bratka; miętę piję zwykle na problemy z żołądkiem 3)do
          sałaty - winegret (dotąd, ściśle i wyłącznie oliwa z cytryną, mało soli i mało
          pieprzu, ale już mi się trochę znudziło...); 4) zero marchweki na śniadanie,
          wolę kawę. Tyle szaleństw na ten tydzień
          ;-)))) Chyba wszystko w granicach normy?

          Ha, zazdroszczę Ci tej energii i biegania po lesie, bo ja mam kłopoty z
          wejściem na II piętro - zaraz się męczę. Mój mąż niestety wczoraj rano miał
          zawroty głowy - waga pokazuje mu spadek 4-5 kg. No i też przeziębiony. Wczoraj
          zjadł trochę szynki, sałaty i oliwy po południu, a ja dzielnie wytrwałam o
          łyżce otrębów (otrąb?)zamiast obiadu - nie było tak źle. Właśnie pusty
          żołądek odczuwam dopiero teraz, po kawie na śniadanie. W ogóle zauważyłam, że
          łatwiej mi jest jednak w tygodniu, w weekend było trochę gorzej, ale nie wiem,
          czy to nie ze względu na przeziębienie. I że początek diety akurat nie był
          taki trudny, wystarczyło trochę silnej woli, gorzej było w okolicach środka,
          bo organizm trochę osłabiony, spać się chce i nawet mnie mdliło, ale nie z
          głodu. Wczoraj miałam niezbyt dobry smak w buzi i marzyła mi się guma do
          żucia, żeby to jakoś zniwelować. A wieczorem weszłam do sklepu i po raz
          pierwszy miałam kilka pokus - świeże pieczywo tak pięknie pachniało... Ale co
          tam! Jeszcze je kiedyś zjem, prawda?!

          Niedobrze, że masz bole głowy... Może Jogger coś poradzi?

          Trzymaj się ciepło, moc pozdrowień!
          • Gość: yoshimi Re: kopenhaska od jutra IP: *.nl.uu.net / 194.98.232.* 15.10.02, 11:46
            no i kolejny dzien za mna, bo dzisiaj 11 dzien i pozostaly mi tylko dwa!!! sama
            dieta nie jest az tak bardzo uciazliwa, ale mysl, ze trzeba wszystkiego
            przestrzegac i trzymac forme i nie mozna przegryzc jablka w ciagu dnia. to mi
            chyba najbardziej przeszkadza. no i brak sniadan, bo od czasu do czasu mam
            ochote na szklanke dobrego soczku pomaranczowego...hmmm
            podczas tej kopenhaskiej stracialam 3kg, czasem waga pokazuje mniej, ale potem
            wzrasta, ale 3 kg to pewne. czuje sie dobrze i forma mi dopisuje, nie narzekam.
            talia stala sie bardziej widoczna i zeszlo mi troche tluszczyku kolo kolan, bo
            mialam troche. ciesze sie, ze i zdrowko mi dopisuje. No, ale ten bol glowy
            mnie dobija. Jogger radzil kiedys wlasnie ginco bilbobe i biore, ale nie zawsze
            mi to pomaga. poza tym teraz mam duzo pracy, co z cala pewnoscia przyczynia sie
            do mojego bolu glowy. bo czasem zupelnie nie mam chocby 5 min. przerwy.
            co do twoich zmian w jadlospisie tj. rybka zamias wolowiny i kawka zamiast
            marchewki na sniadanie, to nie sadze, zeby to mialo wiekszy wplyw.w koncu jak
            sie bedziesz zmuszala do jedzenia czegos czego nie mozesz przelknac, to do
            konca nie dotrwasz. ja jako wegetarianka tez zmienilam miesko na rybke i
            uwazam, ze to i tak kopenhaska. nie bede sie zmuszala do jedzenia miesa tylko
            dlatego, ze tak jest w jadlospisie.
            no rzeczywiscie do picia nie wszystkie ziola sie nadaja, a z cala pewnoscia nie
            przeczyszczajace, ale mysle, ze mietke od czasu do czasu mozesz pic. ja pije
            mietke i cherbatke zielona, a czasem wode z cytryna, no i wode w ciagu dnia i
            jest ok.

            ten kryzys ktory mialas to normalne, tez nie najlepiej sie czulam 4-6 dnia,
            troche drgawek i bol glowy. ale po kryzysie zawsze nadchodzi poprawa formy.
            potem kryzys sie powtorzyl 9 dnia i lepiej to znioslam.
            aha, nie wiem jak tty, ale mnie przy pierwszym podejsciu do kopenhaskij mocno
            zaczely wypadac mi wlosy. dlatego teraz bore wyciag ze skrzypu polnego. jesli
            ma to jakis wplyw na diete, to trudno. bez tego wlosiska strasznie mi leca.


            trzymaj tak dalej. jestem pewna ze wytrwasz. mezowi zrob maly masaz
            wieczorkiem, niech sie zrelaksuje!!! to od razu bedzie lepiej na drugi dzien!

            • Gość: piccolo Re: kopenhaska od jutra IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 17.10.02, 00:04
              Dobry wieczór!

              Dziś tylko 2 słowa - jak tam? Finiszujesz?

              Ha, ja już niedługo. Prawdę powiedziawszy to mocno się już przyzwyczaiłam do
              tej diety, a dzisiejsza rybka zamiast wołowiny była super. Szkoda, że nie
              można częściej jeść owoców.

              Jogger mi polecił Adkinsa jako kontynuację, ale kompletnie nic o tym nie
              wiem...

              Na szczęście kryzysu dnia 9. u siebie nie obserwuję, włosy też na swoim
              miejscu - generalnie jest OK, oprócz potwornego kataru... ;-((( Wczoraj byłam
              na aerobicu i mocno się wyhasałam, ale za to jaki przypływ energii!! No i
              odkąd mam Twoje pozwolenie ;-) na picie herbaty z cytryną, życie stało się
              prostsze. A jak bóle głowy - ustały?

              Daj znać jak leci, jak rezultat końcowy i jak tam życie PO kopenhaskiej!
              Pozdrawiam późną wieczorową porą
Pełna wersja