Gość: alka
IP: *.ptr.net.pl
13.03.03, 23:35
Pozwoliłam sobie przytoczyć artykuł z Wyborczej, coprawda nie w całości, ale
wybrałam te (moim zdaniem) najważniejsze fragmenty! już nie wiem co mam o tym
wszystkim mysleć, tyle samo propagatorów co przeciwników!
sama stosuje od jakiegoś czasu i moi Szanowni Państwo źle się dzieje!!!
napoczątku ok, ale minął ponad tydz. i moje samopoczucie.... do bani :(
kłopoty z koncentracją, ogólne osłabienie, podwyższony puls.....czyżby za
dużo białka?????
może ktoś miał podobne objawy? nie wiem nie wiem i jeszcze raz nie wiem......
oszaleć można!!!
jednak czytając ten artykuł, można się pokusić!!!
"Czyżby dr Atkins miał rację?"
W dietach propagowanych jako zdrowe przynajmniej 60 proc. (a w niektórych
nawet do 75 proc.) kalorii pochodzi z węglowodanów, a więc chleba, warzyw,
owoców, ryżu, mąki...
Tylko 15-18 proc. z białek - mięsa, ryb, nabiału i... roślin strączkowych.
Reszta - nie więcej niż 30 proc. - z tłuszczu, przy czym dietetycy
przestrzegają, by spożywać go głównie w postaci nienasyconych tłuszczów
roślinnych, jak oleje i margaryny, a nie zwierzęcych, jak smalec czy masło.
Lekarze powtarzają: podstawą zdrowej, zbilansowanej diety są węglowodany.
Jedzenie tłuszczu sprawia, że tyjemy, a nasycone tłuszcze zwierzęce zatykają
naczynia krwionośne, prowadząc m.in. do zawałów serca i udarów mózgu - głoszą
wytyczne żywieniowe w większości rozwiniętych krajów.
Tymczasem w diecie Atkinsa z tłuszczu mogą pochodzić nawet dwie trzecie
kalorii (!), podczas gdy z węglowodanów najwyżej 15 proc. - Tak tłusta dieta
nie może być zdrowa, a już na pewno nie można na niej schudnąć - dowodzili
naukowcy. By rozprawić się z Atkinsowymi herezjami, postanowiono sprawdzić
skuteczność w praktyce Kiedy jednak zaczęły napływać pierwsze wyniki, wszyscy
osłupieli. Osoby stosujące dietę Atkinsa chudły niemal dwa razy szybciej niż
grupy kontrolne na diecie niskotłuszczowej. I to bez konsekwencji dla serca
czy naczyń. Mimo pochłaniania masy tłuszczu poziom cholesterolu i
trójglicerydów wcale nie rósł w dramatyczny sposób, a pod koniec
eksperymentów często był lepszy niż na oficjalnie propagowanych dietach.
Podobnie było z częstym u osób z nadwagą podwyższonym ciśnieniem krwi i z
zapaleniem naczyń. Dieta Atkinsa na ogół łagodziła je i to niekiedy bardziej
niż u osób przestrzegających innych reżimów żywieniowych.
"Na diecie bez węglowodanów, za to obfitej w białko i tłuszcze, ludzie
chudną szybko, a przy tym wcale nie rośnie u nich ryzyko miażdżycy".
A oto konkrety: ci, którzy jedli tłusto, schudli przeciętnie dwa razy więcej
(niemal 9 kg) niż osoby stroniące od tłuszczu (4,5 kg). "Tłustej" grupie co
prawda przybyło cholesterolu, ale dotyczyło to głównie jego dobrej, nie złej
frakcji (dobry HDL wzrósł o 12 pkt., zły - LDL - o 7 pkt.; dla porównania w
grupie "węglowodanowej" LDL nieznacznie spadł, a poziom HDL nie zmienił się).
Część specjalistów mimo danych wskazujących na skuteczność diety Atkinsa
pozostaje sceptykami. Głównie dlatego, że zabrania jedzenia pokarmów, które,
jak wiemy, obniżają ryzyko chorób serca.
To przerażające, że ludzie porzucają tak istotne grupy produktów jak owoce,
warzywa i zboża i zamiast tego jedzą posiłki bogate w białko i tłuszcz.
Jak możliwe, że u osób które ponad jedną czwartą dziennej dawki kalorii
czerpią z nasyconych zwierzęcych tłuszczów nie padają jak muchy na zawał
serca czy udar mózgu? Znawcy teorii Atkinsa mają i na to odpowiedź. Otóż
nasycony tłuszcz odkłada się w naczyniach i blokuje przepływ krwi wyłącznie
wtedy, gdy razem z nim zjadamy duże ilości węglowodanów. Gdy ich nie ma -
jest spalany bez przykrych konsekwencji w postaci np. miażdżycy. A jak
wyjaśnić poprawę w "rozkładzie" cholesterolu? To jasne - wyjaśniają
zwolennicy. - Po prostu na diecie Atkinsa więcej się chudnie, a utrata masy
ciała przywraca "zdrowe" proporcje cholesterolu.
A dlaczego bardziej się chudnie? - zapytają znowu niedowiarki. Przecież
dostarcza ona organizmowi więcej kalorii, niż przeciętny człowiek zjada co
dzień, nie próbując stracić na wadze? To dlatego, że nasza dieta syci -
odpowiadają zwolennicy. I rzeczywiście - białka i tłuszcze na dłużej
pozwalają cieszyć się uczuciem sytości. Dlaczego? Bo, jak dowiedziono,
posiłek złożony z węglowodanów powoduje w organizmie wyrzut insuliny, ta zaś
z kolei raptownie obniża we krwi poziom cukru, dając mózgowi sygnał: "Czas na
na małe co nieco". Produkty spalania białek w organizmie dodatkowo hamują
uczucie głodu, oczywiście pod warunkiem że jest ich stosunkowo dużo, w
przeciwnym wypadku (czyli na standardowej diecie) taki efekt nie występuje.
Dieta Atkinsa
W początkowej (pierwsze dwa tygodnie) fazie diety Atkinsa 53 proc. kalorii
pochodzi z różnego rodzaju tłuszczów, 36 proc. z białka, a tylko 8 proc. z
węglowodanów.
W późniejszych etapach dieta jest mniej restrykcyjna (24 proc. białka, 40
proc. tłuszczu, 31 proc. węglowodanów) i nie wyklucza warzyw czy owoców.
Podaje jednak, że najbezpieczniejszymi do jedzenia są owoce jagodowe jako
bardzo bogate w antyrakowe przeciwutleniacze i chroniące naczynia flawonoidy,
a stosunkowo ubogie w cukry. Poza jagodami (w tym maliny, żurawiny czy
poziomki) do "bezpiecznych" owoców zaliczane są m.in.: jabłka, wiśnie,
grejpfruty, pomarańcze, mandarynki, brzoskwinie czy gruszki. Tak długo jak
nie przekracza się niewielkich ilości (zwykle dziennie nie więcej niż dwie-
trzy porcje po maks. pół sporego owocu).
a podobno nadmiar białka prowadzi do łagodnej kwasicy, która dodatkowo
zmniejsza uczucie głodu.?????
hmmm... mniejsze uczucie głodu - na plus ale mając świadomość że to kwaśnica,
przy której są i takie dolegliwości jak: ogólne osłabienie, bóle głowy.
kłopoty z koncentracją...... a nasz góru Jogerr pisał że białek liczyć i co
teraz????
ratunku!!!!!!!
alka