16.06.06, 19:49
W Górnośląskim Muzeum w Ratingen-Hoesel (Oberschlesischen Landesmuseum in
Ratingen-Hösel) zostanie zaprezentowane na wystawie dnia 18.06.2006 o godz
11.00 „Górny Śląsk dzisiaj” - Swoje obserwacje przedstawi dr. Jerzy Gorzelik z
Uniwersytetu Śląskiego - US z Katowic, dnia 18.06.2006 o godz. 11.00
Wprowadzenie do wystawy - Thomas Vossbeck europareportage, Berlin. Prezentację
Klangcollage Katowice-Katenberg - „Klangbrücke - Dźwiękowy pomost -
soundcheck Katowice przedstawi: Richard Ortmann, Essen. Do nabycia
będzie trój-języczy katalog tej wystawy!
Inicjatywa „europareportage“, która reprezentuja fotograficy Anke
Illing i Thomas Vossbeck, prezentuje we wspólpracy z Domem Wspólpracy
Polsko-Niemieckiej w Gliwicach obszerna wystawe fotografii architektury
przemyslowej i mieszkalnej, krajobrazów zmieniajacego sie okregu przemyslowego
oraz portrety mieszkanców Górnego Slaska.
Pracom, które powstaly w ramach Roku Polsko-Niemieckiego 2005/2006 towarzyszyc
beda teksty bazujace na wywiadach z bohaterami portretów.
Osiem portretów mieszkanców Górnego Slaska w róznym wieku, róznej plci,
wywodzacych sie z róznych grup spolecznych wprowadzi nas w sfere prywatna i
zawodowa zycia bohaterów. Szczególny nacisk fotograficy polozyli na zdjecia
zwiazane z zyciem zawodowym, przy czym uwzgledniono zarówno zawody tradycyjne,
typowe dla Górnoslaskiego Okregu Przemyslowego, jak i profesje reprezentujace
nowe kierunki. Fotograficy towarzyszyli przykladowo sztygarowi Marianowi
Tiszbierkowi podczas zjazdu na nocna zmiane w Kopalni Bielszowice poznajac
przy tym i utrwalajac fotograficznie droge do jego stanowiska pracy na
poziomie 850 m.
Konfrontacja z wlasna kultura i historia jest dla wielu Górnoslazaków
najwazniejszym tematem ich zycia. W osobie Krzysztofa Karwata,
wspólzalozyciela i szefa redakcji kulturalnej czasopisma „Slask” fotografikom
udalo sie pozyskac kolejnego bohatera, który zajmuje sie miedzy innymi ta
wlasnie tematyka.
Interesujacym swiadkiem zmiennej historii tego regionu jest urodzony w roku
1933 Heinz Syrek, który równiez umozliwil autorom fotograficzny wglad w swoje
zycie.
Zdominowany przez górnictwo okreg przemyslowy oraz wybudowane w róznych
epokach zaklady pracy i osiedla robotnicze prezentuja sie odmiennie w
zaleznosci od pory roku. Dymiace kominy i wieze wyciagowe wznosza sie ku
niebu, po szynach tocza sie pociagi przewozace wegiel a szosy zapelniaja sie
samochodami ciezarowymi.
Lecz Górnoslaski Okreg Przemyslowy jest zywy, wiecznie zielony dzieki
otaczajacym go lasom. W jaki sposób po przelomie roku 1989 i przystapieniu
Polski do Unii Europejskiej zmienia sie ten tak silnie zdominowany przez
przemysl region? Jak wyglada zycie jego mieszkanców w czasie zmian, w
zmieniajacych sie warunkach, w okresie przemian strukturalnych dotyczacych
zarówno polityki jak i gospodarki? Prace nad projektem rozpoczely sie
przed prawie dwoma laty od pierwszego rekonesansu i prac przygotowawczych, a
zakonczyly sie po paru kilkutygodniowych pobytach na Górnym Slasku jesienia
2005 r. Pierwszym miejscem prezentacji wystawy bylo od 25.11.2005 r. Galeria
Szyb Wilson w Katowicach. Po prezentacji w innych polskich miastach wystawa
powedrowala teraz do Muzeum Górnoslaskiego w Ratingen-Hösel, a nastepnie do
Berlina.
Inicjatywa „europareportage“ angazuje sie na rzecz wzajemnego zblizenia, przy
czym glówny punkt jej zainteresowania stanowi Europa Wschodnia. Waznym jest,
by swe spojrzenie skierowac na Wschód w tak samo oczywisty sposób, jak
spoglada sie na Zachód. Inicjatywa zamierza ponadto byc swego rodzaju
platforma, która umozliwialaby na drodze dziennikarskiej lepsze poznanie
kultur obszaru europejskiego, pokonanie stereotypów i wzajemne zrozumienie.
Dalsze informacje dostepne na stronach: www.europareportage.com i www.haus.pl
Begegnungen im Oberschlesischen Industriegebiet -Ein Projekt der Initiative
europareportage, Berlin in Kooperation mit: dem Haus der
Deutsch-Polnischen Zusammenarbeit Gleiwitz/Gliwice, und
dem Oberschlesischen Landesmuseum in Ratingen-Hösel, der Staatskanzlei des
Landes Nordrhein-Westfalen und dem Labor Pixel Grain Berlin im Rahmen des
Deutsch-Polnischen Jahres 2005/2006. Nach mehreren Ausstellungsstationen in
Polen wird die Ausstellung ab dem 18. Juni 2006, um 11.00 Uhr im
Oberschlesischen Landesmuseum in Ratingen gezeigt.
„Oberschlesien heute“ - Beobachtungen von Dr. Jerzy Gorzelik, Schlesische
Universität Kattowitz US. Die Initiative Europareportage, zu der die
Berliner Fotografen Anke Illing und Thomas Voßbeck (am 18.6.06 - mit
Einführung) zählen, zeigt in einer umfangreichen Fotoausstellung Industrie-,
Wohn- und Landschaftsarchitektur des sich verändernden Industriereviers sowie
Porträts oberschlesischer Einwohner. Die Arbeiten, die im Rahmen des
Deutsch-Polnischen Jahres 2005 / 2006 zu sehen sind, werden begleitet von
schriftlichen Aufzeichnungen, die im Interview mit den Protagonisten
entstanden. Präsentation der Klangcollage Katowice-Katenberg -
„Klangbrücke – soundcheck Katowice von Richard Ortmann, Essen
In den acht Porträts von Oberschlesiern gewähren die Protagonisten
unterschiedlichen Alters, Geschlechts und sozialer Herkunft Einblick in ihre
Privatsphäre und in ihre berufliche Stellung. Besonderen Wert legten
die Fotografen dabei auf Berufsbilder, welche in erster Linie einen
historischen Hintergrund haben und für das Industriegebiet typisch sind,
andererseits aber auch neue Richtungen aufweisen. So begleiteten sie zum
Beispiel den Steiger Marian Tiszbierek während seiner Nachtschicht in die
Zeche Bielszowice und konnten so den langen und schweren Arbeitsweg bis in 850
m Tiefe kennen lernen und fotografisch festhalten.
Die Beschäftigung mit der eigenen Kultur und Geschichte ist zentrales Thema
vieler Bewohner Oberschlesiens. Mit dem Publizisten Krzysztof Karwat,
Mitbegründer und Chef der Kulturredaktion der Zeitschrift Śląsk, konnten die
Fotografen einen weiteren Protagonisten hinzugewinnen, der sich unter anderem
auch mit dieser Thematik auseinandersetzt.
Ein interessanter Zeitzeuge der wechselvollen Geschichte dieser Region ist der
1933 geborene Oberschlesier Heinz Syrek, der den Fotografen ebenfalls Einblick
in sein Leben gab.
Das Industriegebiet, geprägt durch Bergbau, Industrie und Arbeitersiedlungen
aus den verschiedensten Epochen, zeigt sich zu jeder Jahreszeit von einer
anderen Seite. Rauchende Schornsteine und Aufzugstürme ragen in den Himmel,
Kohlenzüge schieben sich über die Gleise und eine immer größer werdende Zahl
von LKW durch die Straßen. Das Oberschlesische Industriegebiet ist aber auch
lebendig, immer wieder grün, unterbrochen von zahlreichen Wäldern. Doch wie
verändert sich eine solch stark industriell geprägte Region nach Mauerfall und
EU-Beitritt? Wie leben die Menschen in der sich verändernden Zeit unter
veränderten Bedingungen in den sich wandelnden Strukturen von Politik und
Wirtschaft?
Das Projekt wurde vor fast zwei Jahren mit ersten Recherchen und
Vorbereitungen begonnen und mit großer Unterstützung des Dolmetschers und
Übersetzers Dawid Smolorz nach einigen mehrwöchigen Arbeitsaufenthalten im
Herbst 2005 abgeschlossen.
Zur Ausstellung erscheint ein dreisprachiger Katalog.
Europareportage mit Arbeitsschwerpunkt Osteuropa hat sich zur Aufgabe
gestellt, mehr für die gegenseitige Annäherung zu tun, den Blick genauso, wie
man ihn selbstverständlich nach Westen richtet, auch nach Osten zu richten.
Hierzu möchte diese Initiative ein Podium bieten, um auf unterschiedlichem
journalistischen Wege verschiedenste Kulturen des europäischen Raumes besser
kennen zu lernen, Vorurteile abzubauen, einander näher zu bringen und zu
verstehen. Weitere Informationen unter www.europareportage.com und www.haus.pl
Obserwuj wątek
    • szwager_z_laband Re: nowinki 2 16.06.06, 20:04
      Pogorszył się stan zdrowia byłego komendanta obozu w Łambinowicach. Obrońca
      Czesława Gęborskiego wnosi o zakończenie procesu.


      W kwietniu sąd zapoznał się z opiniami biegłych kardiologa i neurologa na temat
      stanu zdrowia Czesława Gęborskiego. Nie zdążył jednak wydać decyzji co do
      miejsca i sposobu prowadzenia dalszego procesu, bo na początku maja Gęborski
      ponownie trafił do szpitala MSWiA w Katowicach z powodu niewydolności krążenia,
      w tym zaburzenia krążenia mózgowego.

      Jego obrońca, adwokat Zbigniew Konowalczuk, napisał do sądu pismo, w którym
      dowodzi, że dalsze prowadzenie procesu jest nierealne i niemożliwe. Podparł się
      opiniami biegłych, którzy twierdzą, że choroby oskarżonego mają charakter
      przewlekły i postępujący, jego ogólny stan ulega pogorszeniu, a on sam wymaga
      pomocy ze strony osób drugich. Dalszy proces jest - zdaniem obrońcy -
      niemożliwy. 9 czerwca sąd zwrócił się do oskarżonego, by ten w terminie 14 dni
      postanowił, czy wyraża zgodę na prowadzenie rozprawy sądowej pod jego
      nieobecność. Niezależnie od tego, w związku z nowym zaświadczeniem lekarskim
      (dotyczącym ostatniej hospitalizacji) sąd zwrócił się ponownie do biegłych z
      zakresu neurologii i kardiologii o wydanie opinii, czy możliwe jest dalsze
      prowadzenie procesu z udziałem Czesława Gęborskiego.

      Przypomnijmy: Czesław Gęborski był w 1945 roku komendantem obozu pracy w
      Łambinowicach. Ludzie umierali w nim głównie z głodu i z powodu epidemii tyfusu.
      Kilkudziesięciu więźniów zostało jednak najprawdopodobniej zamordowanych podczas
      pożaru. Strażnicy zmuszali osadzonych do gaszenia ognia, po czym zaczęli do nich
      strzelać. Zginęło ponad 40 osób. Czesławowi Gęborskiemu postawiono zarzut
      zabójstwa ponad 30 osób w czasie pożaru.

      • rico-chorzow Szwager;)), 16.06.06, 20:07
        a jak to nasz muzułmański miszcz przeczyta?,bydies tys zdrajca,dej posor:))
    • szwager_z_laband Re: nowinki 2 23.06.06, 09:08
      Proces byłego komendanta obozu w Łambinowicach zostanie umorzony


      Agnieszka Jukowska 19-06-2006 , ostatnia aktualizacja 19-06-2006 21:20

      Oskarżony o zbrodnie przeciwko ludzkości 82-letni Czesław Gęborski, były
      komendant obozu dla przesiedlanych po wojnie Ślązaków, nie doczekał wyroku.
      Zmarł w ub. tygodniu w Katowicach
      Został komendantem obozu w Łambinowicach, gdy miał 20 lat i był sierżantem MO.
      Według prokuratury w obozie osadzono mieszkańców całych wiosek powiatu
      niemodlińskiego po to, by w ich domach mogli osiedlić się repatrianci ze
      Wschodu. Ślązakom odbierano dobytek, żywiono suchym chlebem i zgniłymi
      ziemniakami. Wycieńczonych i schorowanych wykorzystywano zamiast zwierząt
      pociągowych do prac w polu. Marli z głodu, wycieńczenia i z powodu epidemii tyfusu.

      Kilkudziesięciu więźniów zostało jednak zamordowanych podczas pożaru baraków,
      który zdaniem oskarżenia zorganizował Gęborski, by ukryć dokonywane przez
      strażników rabunki. Działając ze szczególnym okrucieństwem, miał kolbą i
      siekierą zapędzać więźniów do gaszenia pożaru, a następnie rozkazał do nich
      strzelać. O tym, że akcja zlikwidowania więźniów przy okazji pożaru była
      zaplanowana, miały świadczyć wykopane przez więźniów na rozkaz Gęborskiego
      głębokie doły.

      Dwa razy prowadzono śledztwo w sprawie zbrodni (w latach 40. i 50.) i dwa razy
      je umarzano. Wznowiła je w 1990 r. Komisja Badania Zbrodni przeciw Narodowi
      Polskiemu w Opolu. Dziewięć lat później przedstawiono byłemu komendantowi zarzut
      zabójstwa ponad 30 osób w czasie pożaru.

      Przesłuchano wszystkich żyjących świadków zbrodni, niektórych w miejscu ich
      zamieszkania, bo zdrowie nie pozwalało im przyjechać do Opola. Mają bowiem od 70
      do 90 lat. Zebrano także zeznania od świadków, którzy obecnie mieszkają w
      Niemczech. Wielu potwierdziło oskarżenia.

      Były komendant podkreślał, że zależy mu na tym, by sprawa została wyjaśniona,
      gdyż czuje się niewinny i chce zostać oczyszczony z zarzutów. Pytanie, czy
      doczeka wyroku, stawiane było już od kilku lat. Daty kolejnych rozpraw sądowych
      zależały głównie od stanu jego zdrowia.

      Chorował na serce, latem zeszłego roku miał wylew krwi do mózgu. Już wcześniej
      lekarze orzekli, że rozprawa z jego udziałem nie może trwać dłużej niż dwie
      godziny. Do sądu (z Katowic, gdzie mieszka) mógł przyjeżdżać tylko w
      towarzystwie opiekuna. Przywoził go lub odbierał z pociągu obrońca, bo komendant
      nie miał rodziny.

      Do końca procesu pozostało jeszcze do przesłuchania tylko kilku świadków i wizja
      lokalna na terenie obozu w Łambinowicach. Jednak w kwietniu Gęborski trafił do
      szpitala MSWiA w Katowicach z powodu niewydolności krążenia. Adwokat Zbigniew
      Konowalczuk napisał do sądu, że dalsze prowadzenie procesu jest niemożliwe.
      Podparł się opiniami biegłych, którzy twierdzili, że choroby oskarżonego mają
      charakter przewlekły i postępujący.

      9 czerwca sąd zwrócił się do oskarżonego z pytaniem, czy zgadza się na
      prowadzenie rozprawy sądowej pod jego nieobecność. Jednak pięć dni później
      Gęborski zmarł w szpitalu. Kiedy nadejdzie do sądu potwierdzenie zgonu,
      wieloletnie postępowanie zostanie umorzone.

      Kim był

      Czesław Gęborski

      Urodził się w lipcu 1924 r., ale ochrzczono go w 1925 r. i tę datę wpisano do
      dowodu osobistego. W chwili wybuchu wojny miał 15 lat. Jego brata zabili Niemcy,
      ojciec całą wojnę przesiedział w obozie hitlerowskim. Pod koniec wojny walczył w
      partyzantce Armii Ludowej. Gdy wojska radzieckie odbijały Polskę, pomagał
      wyzwalać Śląsk. Gdy koło Niemodlina organizowano obóz dla przesiedleńców, został
      jego komendantem.

      Mimo dochodzeń, śledztw i aresztowań w sprawie jego działalności w obozie piął
      się po szczeblach aparatu bezpieczeństwa. Został dwukrotnie odznaczony srebrnym
      medalem "Zasłużony na polu chwały" i Odznaką Grunwaldzką. Gdy w czerwcu 1957 r.
      rozpoczęło się śledztwo, był już kapitanem, oficerem pionu bezpieczeństwa
      Komendy Wojewódzkiej MO w Katowicach. Ostatecznie odszedł z milicji na emeryturę
      w 1975 r.
    • szwager_z_laband Re: nowinki 2 23.06.06, 09:25
      Zomowiec z Wujka dowodzi śląską policją


      Anna Malinowska 20-06-2006 , ostatnia aktualizacja 20-06-2006 23:30

      Zastępca komendanta wojewódzkiego policji brał udział w pacyfikacji kopalni
      Wujek. Na stronie internetowej katowickiej KWP, gdzie zamieszczono życiorys
      nadkomisarza Andrzeja Kukuły, nie ma o tym ani słowa. O przeszłości komendanta
      poinformowali nas oburzeni policjanci.
      Nadkomisarz Kukuła stanowisko objął kilka miesięcy temu. Wcześniej był
      referentem w jednym z katowickich komisariatów, zajmował się ściganiem
      przestępstw gospodarczych. W życiorysie zamieszczonym na stronie internetowej
      katowickiej komendy wojewódzkiej o jego służbie w ZOMO nie ma ani słowa, ale
      dowiedzieli się o tym policjanci i nie kryją oburzenia.

      - Jeśli ktoś był zomowcem, to powinien być sprawdzony. Co robił? Czy bił ludzi?
      - pytają funkcjonariusze. - Pan Kukuła awansował, choć wiadomo, że w czasie
      masakry górników był w kopalni Wujek. Tego, co tam robił, nikt nigdy nie
      sprawdził - mówi nasz rozmówca.

      Przeszłość swojego nowego zastępcy znał jeszcze przed jego powołaniem komendant
      wojewódzki Kazimierz Szwajcowski. Teczka z aktami personalnymi Kukuły jeszcze
      przed nominacją była też analizowana w komendzie głównej.

      Szwajcowski nie chciał z nami wczoraj rozmawiać, ale dowiedzieliśmy się, że to
      on wnioskował do MSWiA o stanowisko dla Kukuły. Policjanci sprawę kwitują
      krótko: - Gdyby Szwajcowskiemu ta karta przeszkadzała, toby tego nie zrobił.

      Sam Kukuła nie wypiera się swojej przeszłości w ZOMO. Twierdzi, że nie robił nic
      złego. - Nie można do końca powiedzieć, że byłem zomowcem. Byłem członkiem
      Batalionów Centralnego Podporządkowania. Milicjantem chciałem być od zawsze,
      takim od łapania morderców i złodziei. Jako młody chłopak po technikum uznałem,
      że aby zostać funkcjonariuszem, najszybciej jak to możliwe, trzeba iść do
      Batalionów - tłumaczy.

      Sprawdziliśmy. Bataliony Centralnego Podporządkowania wchodziły w skład ZOMO.
      Służyli w nich poborowi, którzy chcieli w milicji odbyć służbę wojskową. Nie
      zajmowali się łapaniem złodziei i morderców, ale np. rozpędzaniem demonstracji w
      czasie stanu wojennego. Co na to komendant Kukuła?

      - Był 1980 rok, miałem tylko 20 lat - wzdycha. Zapewnia, że akcja w Wujku 16
      grudnia 1981 roku była jedyną pacyfikacją, w jakiej uczestniczył. Na co dzień po
      prostu patrolował ulice. - Z samej kopalni niewiele pamiętam. Stałem za murem.
      Owszem, słyszałem wystrzały, ale nie wiedziałem, co się dzieje. Po fakcie
      dowiedziałem się o zabójstwach - ucina, gdy pytamy go o to, co wtedy robił.

      Zapewnia, że po tamtym wydarzeniu czuł kaca moralnego i wstyd. Z pracy w milicji
      jednak nie zrezygnował, bo chciał łapać przestępców. - Nikt nigdy nie miał do
      mnie pretensji. Nawet rodzina nie rozmawiała ze mną o tym, co się stało na
      Wujku. Mój ojciec sam pracował w jednej z kopalń - dodaje zastępca komendanta.

      Informacją na temat komendanta poruszony jest Stanisław Płatek, jeden z górników
      rannych podczas pacyfikacji Wujka, a dziś oskarżyciel posiłkowy w procesie
      byłych funkcjonariuszy plutonu specjalnego ZOMO. - Źle się stało, że na początku
      lat 90. nie było dokładnej lustracji, zwłaszcza policjantów. Każdy członek SB i
      ZOMO powinien być sprawdzony, czym się dokładnie zajmował. Wiadomo, że ludzie
      byli różni, ale trzeba to było raz na zawsze wyjaśnić - mówi.

      Komendant Kukuła: - Nie byłem weryfikowany, ale jak trzeba, to można mnie
      sprawdzić. Żałuję tamtego okresu, ale umożliwił mi on pracę w policji. Mam za
      sobą ponad 20 lat nienagannej służby.
      miasta.gazeta.pl/katowice/1,35019,3430404.html
    • szwager_z_laband Re: nowinki 2 02.07.06, 11:10
      Subskrypcja z serwisu www.msz.gov.pl
      BERLIN
      1. Niemcy nie zareagują na rezolucję PE z 15 czerwca br.
      Wg informacji niemieckiego MSZ przekazanej Ambasadzie RP, Berlin nie będzie
      oficjalnie reagować na rezolucję PE z 15 czerwca br. ws „Nasilenia przemocy
      powodowanej rasizmem i homofobią w Europie”. Zdaniem MSZ RFN:
      * Parlamentarzyści do PE reprezentują - zgodnie z duchem i literą Traktatu
      Nicejskiego - narody Europy i nie kierują się narodową linią polityki kraju, z
      którego pochodzą, ani żadnymi wskazówkami i zaleceniami władz krajowych. Więc w
      pełni uprawnione jest swobodne formułowanie przez nich swoich poglądów.
      Niemieccy parlamentarzyści są jednak w ścisłym informacyjnym kontakcie z
      niemieckim MSZ.
      * Ponadto MSZ uważa, że krytyka pod adresem Niemiec, zawarta w rezolucji, jest
      generalnie słuszna, zastrzeżenie budzi niekiedy - zdaniem rozmówcy - sposób jej
      sformułowania oraz stawianie niejako na jednym poziomie negatywnych zjawisk we
      wszystkich wymienionych krajach, które to zjawiska są przecież odmienne w swojej
      ostrości, zakresie i tle. W związku z powyższym niemieckie MSZ, a również inne
      stosowne władze niemieckie, nie zareagowały na rezolucję i nie przewidują
      podjęcia żadnych kroków. Również w przyszłości wyklucza się oficjalne zajmowanie
      stanowiska wobec działań PE i jego parlamentarzystów.
    • szwager_z_laband bez komyntarza 02.07.06, 11:19
      Mazowsze zyska, Śląsk straci na zmianach w podziale środków UE
      Nie będzie rewolucji w sposobie podziału unijnych dotacji dla regionów - pisze
      "Rzeczpospolita". Polski rząd chce dzielić pomoc Brukseli na dotychczasowych
      zasadach.

      Ministerstwo Rozwoju Regionalnego chciało, by 16 polskich regionów samodzielnie
      zdecydowało, jak podzielić pieniądze. Gra idzie o niemal 16 miliardów euro,
      które województwa mają otrzymać z Brukseli w latach 2007 - 2013. Samorządy nie
      potrafiły się jednak porozumieć. "Rzeczpospolita" pisze, że przedstawiciele
      resortu rozwoju regionalnego podkreślają, iż dyskusja miała charakter
      polityczny, a nie merytoryczny.
      Województwa miały do wyboru trzy warianty podziału pieniędzy. Według
      "Rzeczpospolitej", stosowany ma być jednak ten - wypróbowany w przeszłości - w
      którym 80 procent pieniędzy miało być dzielonych między wszystkie województwa. W
      podziale pozostałych uczestniczyłyby tylko te, w których poziom PKB na
      mieszkańca jest niższy od 80 procent średniej krajowej, a bezrobocie przewyższa
      o połowę średnią dla Polski. Dziennik dodaje, że na tej decyzji zyskuje
      województwo mazowieckie - największe i najbogatsze w kraju.

      Anna Mackiewicz pisze w komentarzu "Rzeczpospolitej", że w sprawie wyboru
      sposobu podziału pieniędzy skończyło się jak zawsze - na słusznych postulatach.
      "Zwyczajnie samorządowcy nie potrafili się dogadać. Każdy ciągną w swoją
      stronę". Publicystka "Rzeczpospolitej" zwraca uwagę, że żal jest, iż nasze
      samorządy mocne są tylko w słowach i nie potrafią w działaniu pokazać swojej
      siły. Siły, która jest podstawą demokracji.
      www.bankier.pl/wiadomosc/Mazowsze-zyska-Slask-straci-na-zmianach-w-podziale-srodkow-UE-1452466.html
      KTO DYSKRYMINUJE OPOLSZCZYZNĘ ?

      Mazowieckie - najwięcej, Opolszczyzna - najmniej. Rząd podjął decyzję o podziale
      16 miliardów euro dotacji z Unii Europejskiej na lata 2007-13. Opolscy urzędnicy
      dowiedzieli się o tym w czwartek (29.06) z prasy, choć jeszcze w środę (28.060
      pytali o to w ministerstwie. Nasz region otrzymał niecałe 433 miliony euro. Na
      jednego mieszkańca przypadnie 411 euro. Do premiera ma trafić list z protestem w
      tej sprawie.
      "Jesteśmy lekceważeni, żeby nie używać mocniejszego słowa" - mówi wicemarszałek
      województwa Józef Kotyś. W wystosowanym do rządu piśmie napisze wprost - o
      dyskryminacji. "Potrafimy dobrze wykorzystać unijne pieniądze, co potwierdzają
      dane. W przeciwieństwie na przykład do województw ściany wschodniej, które
      otrzymają więcej pieniędzy, a gdzie już teraz jest zagrożenie, że nie skonsumują
      przyznanej unijnej pomocy" - tłumaczy wicemarszałek. Rząd miał do wyboru trzy
      warianty przyznawania dotacji. Wybrał pierwszy. "Gdyby tylko zdecydował się na
      dwa pozostałe, otrzymalibyśmy wyższe dofinansowanie - o kilkadziesiąt milionów
      euro" - tłumaczy Karina Bedrunka, dyrektor Departamentu Koordynacji Programów
      Operacyjnych z Urzędu Marszałkowskiego. Wicemarszałek Kotyś przypuszcza, że
      wariant mógł zostać wybrany ze względu na województwo mazowieckie, które otrzyma
      milion 700 tysięcy euro
      www.radio.opole.pl/wiadomosci,12196.html
      • rico-chorzow Poloki zaś dzielom. 02.07.06, 11:28
        • szwager_z_laband Re: Poloki zaś dzielom. 02.07.06, 11:31
          bajtle znajom taki brzidki wierszyk:

          pado dyszczyk pado
          podo se tak rowno
          roz sleci na trowa
          roz sleci na .....

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka