Gość: gość
IP: 62.233.175.*
30.11.04, 08:33
Własciwie to wachałem sie czy podzielić sie z forumowiczanmi niniejszym
wątkiem. Wydaje sie on trochę wyswiechtany i wzbudzi zapewne ironiczny
uśmiech politowania na twarzach niektórych czytających. Ale jednak spróbuję.
Zastanawiam sie czasem nad zyciem swoim i w ogóle. Oczywiście w kontekście
tzw. wyższych uczuć. Tak jak wielu innym mnie także brakuje tej prawdziwej M.
Kiedyś ją spotkałem - nawet odwzajemnioną. I to było uczucie tak wspaniałe,
że wspominam te czasy do dzisiejszego dnia.Niestety było i sie skończyło juz
kilka ładnych lat temu z przyczyn ode mnie niezaleznych. Od tamtej pory
usilnie staram sie znaleść nową ale cos nie wychodzi. Za kazdym razem kiedy
spotykam dziewczynę, która mnie powaznie interesuje - to niestety jest to
nieodwzajemnione. I vice versa. Suma sumarum zastanawia mnie czy naszym losem
kieruje zasada, ze prawdziwą M. mozna spotkać w zyciu tylko raz. Potem sa juz
tylko daremne poszukiwania, rozczarowania, odtrącenia i ciągłe żebranie o
czyjąś uwagę. Ogarnia mnie pesymizm. Może lepiej wyjechac do Tybetu i zostać
jakimś cholernym mnichem ?
Czasem sobie tłumaczę, że przecież można dalej zyć nawet bez miłości i tylko
ją sobie wspominać - tą prawdziwą z dawnych lat, zając sie sobą, pracą,
karierą, sportem, zainteresowaniami itd.. Ale potem łapie sie na tym, że
jednak nie da sie się z tym lekko zyć.
Pozdrawiam wszystkie samotne i zagubione serca na niniejszym forum i
wszystkim zyczę powodzenia w życiu.
Gość