Dodaj do ulubionych

niekochanym...

IP: *.icis.pcz.czest.pl 10.01.03, 17:54
"niekochanym milosc po co, po co, po co?! do niczego
nie przydaje sie. lepiej jest samemu marznac ciepla
noca, niz o kogos nieustannie drzec..."
a ja dalej swoje, ludzie naokolo tokuja jak oszaleli,
mimo, ze padaja rekordy mrozu. romansuja, gwarza,
flirtuja, pija, chlaja, marza, swintusza, pieprza
(doslownie i w przenosni), umieraja z milosci - tej
pierwszej i tej ostatniej, znajduja kogos po kilkunastu
latach samotnosci, ciesza sie, placza, Z Y J A... a
ja... a we mnie zima, mroz i zawierucha...

Obserwuj wątek
    • ja_nek Re: niekochanym... 10.01.03, 23:01
      Może powinnaś dać się porwać, a nie koncentrować się na tym co dzieje się w
      Tobie?

      Pozdrawiam
      janek
      • Gość: s Re: niekochanym... IP: *.icis.pcz.czest.pl 11.01.03, 13:50
        ja_nek napisał:

        > Może powinnaś dać się porwać, a nie koncentrować się na
        tym co dzieje się w
        > Tobie?

        porwac... czemu? to co na okolo bynajmniej nie jest ani
        piekne, ani zabawne, ani romantyczne... trzeba byc
        turpista by sie tym zachwycac, to co piekne dawno zostalo
        sprzedane... odnajduje spokoj jedynie w przyrodzie,
        jazzie i paru chwilach, gdy rysuje i zapominam o
        swiecie... moze jeszcze, gdy siedze przy kompie i
        pracuje, wtedy tez zapominam, ale bynajmniej nie
        odnajduje spokoju.
        na pewno jest to jakas forma egocentryzmu takie ciagle
        rozgrzebywanie wlasnego ja, ale ciagle zastanawiam sie co
        jest nie tak i co trzeba zmienic... i nie wiem... na
        dodatek nie moge sie odczepic od przeszlosci, spalic
        mostow, bo jak zyc do przodu kiedy z przodu nic nie
        widac, kiedy sie nie ma ani fundamentow, ani korzeni...
        i nie odbierajcie moich wypowiedzi jako uzalania sie nad
        soba, nie chodzi mi o litosc, chodzi o fakt, ze dla ludzi
        mam przylepiony szeroki usmiech, ostry dowcip,
        zywiolowosc i cala mase innych dziwnych cech, ktore nie
        odzwierciedlaja tego co sie dzieje wewnatrz. czasem
        potrzebuje wyrzucic z siebie to co gleboko ukrywane. nie
        wiem, jako forme terapii, byc moze...
        chyba ludzie, ktorzy tu sie pojawiaja tez maja czasem
        takie potrzeby, wyrzucic z siebie to co gleboko skrywane,
        czego nie wiedza o tobie czasem ludzie najblizsi...
        patrzcie jaki zapanowal powszechny nurt ekshibicjonizmu,
        dawniej takie rzeczy wpisywalo sie co najwyzej do
        dziennika, ktory koniec koncow sie palilo... teraz
        przelewa sie ten gnebiacy slowowtok bogu ducha winnym,
        obcym internautom...
        • Gość: B. Re: niekochanym... IP: *.acn.waw.pl 11.01.03, 15:24
          Ja rozumiem.. miewam tak samo...

          Już nawet pisałem o tym innymi słowy.. i tez prawie nikt mnie nie zrozumiał..
          Jedyne lekarstwo to mniej czasu na myślenie.. więcej muzyki.. więcej ludzi.. i
          sen ze zmęczenia żeby na wieczorne myśli sil brakowało..
          Nadmiar myślenia tez jest zgubny..
          Jedni powinni zacząć myśleć, inni nie przestawać.. zaś jeszcze inni właśnie
          ograniczać myślenie..

          Jest li w istocie szlachetniejsza rzeczą.....
          • j#m Re: niekochanym... 11.01.03, 22:45
            Bogaci, piękni, młodzi... i nieszczęśliwi....
            • Gość: B. Re: niekochanym... IP: *.acn.waw.pl 12.01.03, 10:09
              Bogactwo nie jest moim celem zyciowym..
          • Gość: chantal do s i B IP: uroczysko:* / 10.140.114.* 12.01.03, 11:19

            > Już nawet pisałem o tym innymi słowy.. i tez prawie nikt mnie nie zrozumiał..
            > Jedyne lekarstwo to mniej czasu na myślenie.. więcej muzyki.. więcej ludzi..
            i
            > sen ze zmęczenia żeby na wieczorne myśli sil brakowało..
            > Nadmiar myślenia tez jest zgubny..
            i jeszcze tylko dużo dużo pracy
            popieram i stosuję
            chanta
            --------------
            co mnie nie zabije wzmocni mnie
            • Gość: B. Re: do s i B IP: *.acn.waw.pl 12.01.03, 18:05
              lepiej duzo przyjemnosci.. duzo ludzi.. duzo doznan..
              Ja leniem patentowanym jestem.. wole tcze dyskusje od mozolnej pracy:)
        • messja Re: niekochanym... 11.01.03, 21:32
          > porwac... czemu? to co na okolo bynajmniej nie jest ani
          > piekne, ani zabawne, ani romantyczne... trzeba byc
          > turpista by sie tym zachwycac, to co piekne dawno zostalo
          > sprzedane...

          moze nie jest tak zle. moze nie zawsze, moze nieczesto, moze nielatwo, ale i na
          zewnatrz mozna znalezc piekno i romantyzm. kwestia uporu i szczescia chyba:)


          czasem
          > potrzebuje wyrzucic z siebie to co gleboko ukrywane. nie
          > wiem, jako forme terapii, byc moze...
          > chyba ludzie, ktorzy tu sie pojawiaja tez maja czasem
          > takie potrzeby, wyrzucic z siebie to co gleboko skrywane,
          > czego nie wiedza o tobie czasem ludzie najblizsi...
          > patrzcie jaki zapanowal powszechny nurt ekshibicjonizmu,
          > dawniej takie rzeczy wpisywalo sie co najwyzej do
          > dziennika, ktory koniec koncow sie palilo... teraz
          > przelewa sie ten gnebiacy slowowtok bogu ducha winnym,
          > obcym internautom...

          masz racje. nie wazne, czy to ekshibicjiinzm, czy potrzeba otwracia,
          szczerosci, refleksji. z jakiegos powodu lubimy czasem powiedziec obcym ludziom
          (np. na forum) to czego wstydzimy sie powiedziec nawet najblizszemy
          przyjacielowi. znam to uczucie. dlaczego tak jest? moze dlatego, ze ze strony
          obcej osoby latwiej nam zaakceptowac krytyke, albo jeszcze gorzej: obojetnosc?
          nie wiem, ale wiem, ze jesli takie "wygadanie" komus troche pomaga, to warto
          napisac to co naprawde lezy na sercu.
          a inni niech sobie gadaja co chca:)
          messja
    • Gość: niewazne kto Re: niekochanym... IP: *.chello.pl / *.chello.pl 10.01.03, 23:49
      to tak jak we mnie......
      • j#m Re: niekochanym... 11.01.03, 01:21
        Porwać - łatwiej powiedzieć trudniej zrobić...
        • ja_nek Re: niekochanym... 11.01.03, 23:02
          To piękno trzeba dopiero samemu znaleźć, dojrzeć je w tej szarości co nas
          otacza.
          Turpistą? Niekoniecznie. Z szarością, jej wpisaniem w to co nas otacza, trzeba
          się pogodzić, cieszyć tym, co jeszcze dobre...
          Sprzedane? Nie wszyscy.
          Zbyt głęboka wiwisekcja własnego "ja" do niczego nie prowadzi...

          > ale ciagle zastanawiam sie co jest nie tak i co trzeba zmienic... i nie
          wiem...
          Dlaczego coś trzeba w Tobie zmieniać?
          Może zbyt surowo siebie oceniasz?
          Nikt tu się nie użala, trzeba czasem wylać z siebie to, co uwiera...

          > chodzi o fakt, ze dla ludzi mam przylepiony szeroki usmiech, ostry
          dowcip,zywiolowosc i cala mase innych dziwnych cech, ktore nieodzwierciedlaja
          tego co sie dzieje wewnatrz.
          jakie to częste....

          Pozdrowienia
          Janek
    • Gość: gb Re: niekochanym... IP: *.toya.net.pl / *.toya.net.pl 12.01.03, 10:33
      Chyba żle podchodzisz do życia. To nie Ciebie mają kochać, to Ty masz kochac
      innych i z tego czerpać siłę. Ludzie są tego warci i wierz mi, dostaniesz
      więcej niż ofiarowałeś(aś) chociaż nie o to w tym wszystkim chodzi. Spróbuj :-)
      • Gość: s Re: niekochanym... IP: *.icis.pcz.czest.pl 13.01.03, 14:57

        widze, ze sie rozwinela mala debata: wieczni optymisci,
        kontra wieczni pesymisci...

        j#m:
        co do bogaci, piekni i mlodzi, to nalezaloby odrzucic dwa
        pierwsze... co do mlodosci, rzecz wzgledna, kazdy tyle ma
        na ile sie czuje, albo na ile sie zachowuje, spotykalam
        juz 40 letnie osoby z psychika 15-latka

        B.:
        szekspir doskonale odzwierciedla moje postrzeganie
        swiata, zobaczcie, ze w sumie o zyciu juz wszytsko
        zostalo napisane, a my ciagle nie potrafimy z tego
        wyciagnac wnioskow...
        "zycie jest tylko przechodnim polcieniem..."

        ja_nek:
        w sumie tylko ci pozazdroscic, ciesze sie, ze sa ludzie
        ktorzy sie czuja dobrze na tym padolku, bo dla nich sie
        chyba ta ziemia kreci...
        ciezko jest niestety ludzi zarazac niepoprawnym
        optymizmem, bo umiejetnosci bycia szczesliwym i
        pogodzonym ze soba tez trzeba sie nauczyc, poki co ja sie
        musze znalezc... wczoraj uslyszalam piekne slowa Ewy
        Blaszczyk, pod ktorymi moge sie podpisac obiema rekami:
        "wiem, ze jeszcze w zyciu czeka mnie duzo zlego, i wiem,
        ze czeka mnie duzo dobrego, dlatego nie planuje, to
        bezcelowe, i nie nalezy prosic o cos dla siebie, raczej
        prosic o cos dla innych"... nic dodac nic ujac...


        gb:

        > Chyba żle podchodzisz do życia. To nie Ciebie mają
        kochać, to Ty masz kochac
        > innych i z tego czerpać siłę. Ludzie są tego warci i
        wierz mi, dostaniesz
        > więcej niż ofiarowałeś(aś) chociaż nie o to w tym
        wszystkim chodzi. Spróbuj :-)

        kto powiedzial, ze ja ludzi nie kocham, to, ze widze ich
        wady nie oznacza, ze ich nienawidze, to uczucie jest mi
        obce. widze ten ich owczy ped, powierzchownosc, czasem
        przewrazliwienie itd, patrzcie wyzej... i co z tego...
        przeciez dojrzala milosc charakteryzuje sie tym, ze
        kocha sie dalej mimo, ze sie juz zna wszystkie wady... i
        trudno nie kochac ludzi, gdy sie tak uwaznie ich
        obserwuje i tak swietnie rozumie, ale to sprawia, ze
        samego siebie tez sie zaczyna obserwowac, zwlaszcza w
        momentach najwiekszych przegranych...

        pewnie ogladaliscie Dekalog Kieslowskiego, czy mozna
        bylo, ktorakolwiek z tych postaci znienawidzic, czy
        powiedziec, ze jest zla. owszem wielu z nich zachowalo
        sie obrzydliwie i to samo widze wsrod ludzi, o tym
        wlasnie pisze... ale ja jestem jedna z nich, tez
        popelniam bledy,(czyt. potrafie sie zachowac obrzydliwie)
        stad ta wewnetrzna separacja, po to by sie rozliczyc, by
        sobie przeprowadzic mala operacje na otwartej duszy, pod
        kroplowka dobrych zasad, bez znieczulen...

        zauwazylam, ze forum cierpi na jedno wyrazne spaczenie,
        wszelkie posty sa postrzegane przez pryzmat milosci:
        kochany niekochany, zlamane serca, nieudane zwiazki.
        Owszem milosc to jeden z wazniejszych czynnikow
        napedzajacych ludzkie zycie. Tymczasem moze wartoby
        zwrocic uwage, ze romantyzm polega nie tylko na kreceniu
        sie wokol tematow mesko damskich, ale na wrazliwosci
        swiata, na wyczulenie na ludzkie sprawy. Tylko, ze
        zazwyczaj taki wlasnie romantyzm konczy sie tragicznie
        dla romantyka...
        • j#m Re: niekochanym... 13.01.03, 16:36
          Nikt, kto zna mnie "na żywo" nie będzie twierdził, że jestem optymistką...
          Wszystko jest względne, piękno, szczęście, bogactwo... Ale zawsze może znaleźć
          się ktoś kto ma mniej od nas. Zazwyczaj tak się składa, że potrafimy docenić co
          mamy wtedy, gdy tracimy coś, co - jak nam się wydawało - będzie zawsze i
          niezmienne.

          Romantyzm to rzeczywiście podejście do życia, który nie ma nic wspólnego z
          przesłodzonym sentymentalizmem. "Prawdziwi" romantycy mieli jedną wadę - byli
          przekonani o swojej wyjątkowości, byli przekonani, że tylko oni potrafią tak
          czuć, przeżywać... i to bywa zgubne...

          Myślę, że pogodzenie ze światem i ze sobą, akceptacja rzeczywistości to kwestia
          wewnętrznej dojrzałości. Świat, ludzie są jacy są a wszelkie zmiany należy
          zaczynać od siebie. Do ludzi mam raczej podejście "oświeceniowe" - na ogół są
          dobrzy i pragną dobra, tylko, że nie zawsze im to wychodzi. "Dekalog" jest na
          to świetnym przykładem, ale myślę, że nie tylko w filmie czy w literaturze
          można znaleźć potwierdzenie tej tezy.

          Oglądałam wczorajszy reportaż o Ewie Błaszczyk i jej chorej córeczce. Takie
          programy dają dopiero właściwą perspektywę oglądu rzeczywistości.
          Skąd w niej tyle optymizmu, wiary w ludzi, nadziei?... nie wiem.... cały czas
          sie uczę....
          • Gość: B. Re: niekochanym... IP: *.acn.waw.pl 13.01.03, 18:13
            Ja wiem ze wszystko już zostało powiedziane, zapisane.. ale ile przez wieki
            zapomnieliśmy.. ile pogmatwaliśmy.. a ile źle zrozumianego pałęta się po
            świecie w wypaczonej formie..
            Nic tylko sito w rękę i przesiewać.. ziarno z plew..

            Miło spotkać ludzi co widza więcej. czują więcej.. myślą więcej choć powinni
            dla własnego szczęścia mniej...






            • j#m Re: niekochanym... 14.01.03, 01:54
              Wszystko już zostało powiedziane, napisane, pokazane...
              Ale teraz każdy sam musi odnaleźć tego sens - to się nazywa życie...

              Gość portalu: B. napisał(a):

              > Ja wiem ze wszystko już zostało powiedziane, zapisane.. ale ile przez wieki
              > zapomnieliśmy.. ile pogmatwaliśmy.. a ile źle zrozumianego pałęta się po
              > świecie w wypaczonej formie..
              > Nic tylko sito w rękę i przesiewać.. ziarno z plew..
              >
              > Miło spotkać ludzi co widza więcej. czują więcej.. myślą więcej choć powinni
              > dla własnego szczęścia mniej...
              >
              >
              >
              >
              >
              >
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka