Gość: meduza IP: *.dnet.pl 06.12.06, 21:43 Tak,ja właśnie tak żyję.Nie potrafe kochać bo nigdy nie byłam kochana. Nikt mnie tego nie nauczył a teraz na naukę jest juz zapóźno.Boje się jej.To trudne ale da sie wytrzumać. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: lulu Re: czy można żyć bez miłości? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.12.06, 21:53 na naukę nigdy nie jest za póżno , kochasz świt gdy z mgły się wynurza? śmiech , gwar , ludzi? to też jest miłość Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jeden Re: czy można żyć bez miłości? IP: *.hsd1.ct.comcast.net 06.12.06, 21:56 Ponoc kazdy zwiazek ma podloze emocjonalne(jakies uczucie). Wiec jestem pewien, ze mozna zyc bez milosci(tej takiej wielkiej), ale nie samotnie. Rozchorojesz sie i szybko zestazejesz. Odpowiedz Link Zgłoś
kobietabezserca Re: czy można żyć bez miłości? 06.12.06, 22:06 Nie mozna zyc bez milosci! jejku meduzo! co Ty opowiadasz milosc do kazdego dnia, do powietrza, milosc do slonca i ddzu i do srebrzystego swierku ktory pachnie zywica, milosc do czlowieka nie dyktowana fizycznym pozadaniem, zwyczajne kochanie za bliskosc codzienna czy to w pracy czy w domu na ulicy czy w pociagu. czesto mijamy ludzi, ktorych obdarzamy usmiechem , za radosc ktora z nich emanuje, za smutek ktory patrzy z ich oczu . to jest tez milosc. wiem! Ty mowisz o milosci kobiety do mezczyzny, sadze ze bez takiej da sie istniec, jednoczesnie sadze, ze Twoje rozczarowania nie pozwalaja uwierzyc, ze kiedys pokochasz z wzajemnoscia i szczerze. czlowiek stworzony jest do kochania! - choc czasem trudno dac wiare prawdziwej milosci! Odpowiedz Link Zgłoś
facettt mozna ... :) 06.12.06, 22:06 Meduzko, blagam Cie... oczywiscie, ze mozna... chociaz nikomu tego nie zycze... trudno zyc bez partnera (kobiety/mezczyzny) natomiast bez milosci, to zyje polowa ludzi na tym Swiecie, tylko do tego sie nie przyznaja :))) Odpowiedz Link Zgłoś
justiz Nie można... ;-) 06.12.06, 22:08 "Oczekujesz, że miłość udowodni, że istniejesz, a to Ty powinnaś udowodnić, że istnieje miłość" - kiedyś już przytoczyłam tutaj ten cytat, bo to ważne i piękne słowa. Z reguły ludzie twierdzą, że miłość przychodzi nagle, niespodziewanie i... czasem tak bywa, ale kiedy już zdarza nic nie robią, aby o nią "zadbać". Nie robią też nic wcześniej, aby o nią powalczyć... Meduza, czy miłości trzeba uczyć? A może jest tak, że ty jej nie potrzebujesz i się przed nią wzbraniasz? A może po prostu dokonujesz niewłaściwych wyborów i czujesz się zraniona? Wierz mi nie chcę Cię dotknąć, ale na codzień spotykam się tak często z przejawami sympatii, że nie rozumiem do końca takich pytań. Mężczyźni to wspaniały materiał do manipulacji, wystarczy kilka "gładkich" słów wypowiedzianych w odpowiednim momencie, kilka gestów, a potem już tylko pracować nad tym, aby niczego nie "zmarnować"... ;-))))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jeden Re: Nie można... ;-) IP: *.hsd1.ct.comcast.net 06.12.06, 22:19 Justiz napisalas: Mężczyźni to wspaniały materiał do manipulacji, wystarczy kilka "gładkich" słów wypowiedzianych w odpowiednim momencie, kilka gestów, a potem już tylko pracować nad tym, aby niczego nie "zmarnować"... ;-))))) Musze ci powiedziec, ze jestes cyniczna. Takim podejsciem do zwiazku nie osiagniesz zadnej milosci. Jak piszesz z pewnoscia sie moze wydawac postronnym, bo wlasciwie napoczatku niewiadomo co jest wazniejsce lub co jest co. Czy to milosc, czy zwykle porzadanie, ktore zaslepia. Ale puzniej z takim manipulowaniem faceta nie doprowadzisz do niczego trwalego. Znienawidzi ciebie. Odpowiedz Link Zgłoś
justiz Re: Nie można... ;-) 06.12.06, 22:47 Nie uwierzysz, ale jeszcze żaden mnie nie znienawidził, żaden mnie nie porzucił i żaden źle mnie nie wspomina. A podryw, to nic innego jak odpowiednia gra, zwrócenie na siebie uwagi, czyli w pewnym sensie manipulacja! ;-))) Jak ja to lubię!!! Ja jestem świadomą kobietą i nieprzeciętnie bawią mnie takie gierki, tym bardziej, że wiele w tych sprawach zależy od kobiety! 'Jeden jedyny' poddaj się tej cudownej, ponętnej i czasem rozpustnej manipulacji, a twoje życie nabierze barw! ;-DDDD Odpowiedz Link Zgłoś
kobietabezserca Re: justiz 06.12.06, 22:50 nie igra sie z miloscia, chyba troche mylisz milosc z kokieteria:) choc przyznam , ze kobiecie jest ona wielokrotnie przydatna!:) Odpowiedz Link Zgłoś
justiz Re:jeden 06.12.06, 23:03 Tego się nie sprawdza, to jest przypisane, zależne od serwera z jakiego się korzysta. Jeśli masz Neo, to jest IP dslneo, jeśli korzystasz z internetu UPC,to masz chello itp. A prawdziwa miłość nie trafia nagle i od razu, tylko jest efektem czasem wielu działań i zapobiegliwości. Naiwnością jest twierdzić, że jak raz coś się dobrego zdarzyło, to będzie trwać wiecznie bez względu na wszystko! Kobietko, przecież ty doskonale wiesz, co ja mam na myśli! ;-))))) Odpowiedz Link Zgłoś
justiz Kobietkozserduszkiem 06.12.06, 23:11 kobietabezserca napisała: > TY tez jestes Kobietka, prawda? I to jaka! hehehe Idę już spać! Muszę być wypoczęta, bo te gry i manipulacje wymagają nie tylko spawności umysłu, ale też doskonałego wyglądu! hehehe Dobranoc! Odpowiedz Link Zgłoś
kobietabezserca Re:jeden 06.12.06, 23:20 justiz napisała: Jeśli masz Neo, to jest IP dslneo, jeśli korzystasz z internetu UPC,t > o > masz chello itp. a czy to ze ma sie dslneo czy tez chello cos zmienia? tam po drugiej stronie jest napewno czlowiek ? > ty doskonale wiesz, co ja mam na myśli! ;-))))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: is.mena25 Re: czy można żyć bez miłości? IP: 217.116.110.* 06.12.06, 22:19 Rzeka radości, morze miłości, ocean szczęścia .. życzenia dedykowane dla wszystkich samotników....:) Odpowiedz Link Zgłoś
meduza4 TILT!!! :-))) 07.12.06, 10:22 I mój ukochany, niesamowity, fantastyczny wokalista Tomek Lipiński :-))) Gość portalu: is.mena25 napisał(a): > Rzeka radości, morze miłości, ocean szczęścia .. życzenia dedykowane dla > wszystkich samotników....:) Odpowiedz Link Zgłoś
justiz trolliku/gościu pod różnymi postaciami! 06.12.06, 22:40 Nick 'Meduza' jest już zajęty, tak samo jak osobowość Wiarusika jest niepowtarzalna, więc wszelkie twoje próby "podszywania" się pod te osoby jest skazana na niepowodzenie!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jeden Re: trolliku/gościu pod różnymi postaciami! IP: *.hsd1.ct.comcast.net 06.12.06, 22:49 Justiz! Tak na wszelki wypadek porownalas IP(to cos zaraz za nickiem)? Widze, ze nielubisz byc krytykowana. Ilu ludzi, wlacznie z twoimi rodzicami powiedzieli tobie, ze sie myslisz w swoich pogladach? Odpowiedz Link Zgłoś
justiz Re: trolliku/gościu pod różnymi postaciami! 06.12.06, 22:55 Odpowiedź na twoje pytanie - NIKT! A co do uwagi o IP, to gdybyś nie zauważył, to polemkę z tobą prowadzę niezależnie od uwgi skierowanej do autora wątku! A teraz idę już spać, bo ty prosty chłop jesteś, a dla takich czasu i snu mi szkoda! Coś mi się zdaje, że nie raz jakaś panna nabiła cię w balonika... Ech! To właśnie są te niewłaściwe wybory! Ważne, aby oczekiwania partnerów były zbieżne - zapamiętaj! Miłej nocki! :-)))))))))))))))))) Odpowiedz Link Zgłoś
kobietabezserca Re: trolliku/gościu pod różnymi postaciami! 06.12.06, 22:57 justiz napisała: > Odpowiedź na twoje pytanie - NIKT! > > A co do uwagi o IP, to gdybyś nie zauważył, to polemkę z tobą prowadzę > niezależnie od uwgi skierowanej do autora wątku! > > A teraz idę już spać, bo ty prosty chłop jesteś, a dla takich czasu i snu mi > szkoda! Coś mi się zdaje, że nie raz jakaś panna nabiła cię w balonika... > Ech! To właśnie są te niewłaściwe wybory! Ważne, aby oczekiwania partnerów były > zbieżne - zapamiętaj! > > Miłej nocki! :-)))))))))))))))))) i to mozna "podciagnac" pod kokieterie! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jeden Re: trolliku/gościu pod różnymi postaciami! IP: *.hsd1.ct.comcast.net 06.12.06, 23:13 Dlaczego osobe nazwalas "Trolem"? Mogla niewiedziec, ktore nicki sa w uzyciu. Pozatym kady temat jest dobry, jak wzbudza zainteresowanie. Nawet te z czyjegos polecenia, bo wiadomo w tedy co mysla po drugiej stronie, wprowadzajac tematy na zamowienie. Pozatym latwo sie je niszczy argumetami. Sa napisane bez przekonania. Odpowiedz Link Zgłoś
po_li czy można... 06.12.06, 23:29 można żyć bez miłości, ale nie powinno sie tego robić... Miłość mi wszystko wyjaśniła, Miłość wszystko rozwiązała - dlatego uwielbiam tę Miłość, gdziekolwiek by przebywała... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jeden Re: czy można... IP: *.hsd1.ct.comcast.net 06.12.06, 23:39 Jak ja znalazlas, to trzymaj ja i badz szczesliwa. Ale musisz przyznac, ze czasami wydaje sie nam, ze jest ona nieosiagalna i wtedy pomaga nam jak nieliczymy na nia tak bardzo. Zycze Tobie Powodzenia w Milosci. Odpowiedz Link Zgłoś
po_li Re: czy można... 06.12.06, 23:50 moja Miłość jest prawie nieosiągalna i nie licze na nią tak bardzo:))) ale warto mieć marzenia:) a może to nie jest jeszcze ta Miłość... "O milości wiemy niewiele. Z miłością jest jak z gruszką. Gruszka jest słodka i ma kształt. Spróbuj zdefiniować kształt gruszki. " Odpowiedz Link Zgłoś
kobietabezserca Re: a moze 06.12.06, 23:59 juz przestac myslec i spac pojsc sniac o spelnieniu milosci w marzeniach czy realnie juz nie wiem sama jak sie wyspie, opowiem co mi sie snilo dobranoc Panstwu, dziekuje za uwage!:DDD Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jeden Re: czy można... IP: *.hsd1.ct.comcast.net 07.12.06, 00:28 No wlasnie, nikt niewie jak ta milosc okreslic, a kazdy prawie o niej wspomina. Moze myslec troche praktycznie o swoim partnerze. Tak wierz, czy wogle bedzie mogl utrzymac rodzine, czy SZCZERZE Ciebie szanuje, czy zabardzo nie wychwala (prawi falszywe komplemety), czy jest cierpliwy/wytrwaly w swoich/waszych dazeniach , czy mozecie ze soba rozmawiac o wszystkim, czy jest Twoim ruwiesnikem. Sex i tak na poczatku jest nie udanym. Ktos tam jest nerwowym, czy to nie to miejsce itd. Puzniej sie wszytko doszlifuje. A milosc sama przyjdzie jak sa do tego w/w waronki. Moze nawet nie bedziesz wiedzial kiedy, az niebedziesz go widziala przez pare dni lub cos takiego. Te praktyczne cechy sa raczej bardzo wazne. Pomysl, jak by sex byl najwazniejszy, to niebylo by rozwodow na swiecie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: to ja Re: czy można żyć bez miłości? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.06, 00:45 Nie da się żyć bez miłości i miłość jaką obdarzamy partnera nie jest jedyną możliwą jaka może zaistnieć w naszym życiu. Miłośc można się nauczyć, to znaczy mam na myśli - podejścia do ludzi, otwartości, życzliwości. Rzeczywiście, gdy samemu prawie nie zaznało się tych uczuć, to jest trudniej je dawać niż np. osobom wychowanym w ciepłej i bezpiecznej atmosferze. Ale to też nie jest niemożliwe. Lecz pierwszym krokiem do pokochania innych jest kochanie samego siebie... I może tu tkwi problem? w braku samoakceptacji i niskiej samooceny...? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jeden Re: czy można żyć bez miłości? IP: *.hsd1.ct.comcast.net 07.12.06, 00:55 Zgadzam sie z Toba, ale tego ostatniego zdania nie moge przelknac. Napisalas:<Lecz pierwszym krokiem do pokochania innych jest kochanie samego siebie... I może tu tkwi problem? w braku samoakceptacji i niskiej samooceny...? Wydaje mi sie, ze powtuzylas tutaj powszechne choc nieprawdziwe opinie. Mysle, ze trzeba sie szanowac, choc pokora jest takze chrzescijanska, ale kochac siebie, to cos z narcycyzmu, chyba? Jedny slowem, straszna cecha. Odpowiedz Link Zgłoś
kobietabezserca Re: czy można żyć bez miłości? 07.12.06, 01:04 Gość portalu: jeden napisał(a): > ostatniego zdania nie moge przelknac. Lecz pierwszym krokiem do pokochania innych jest kochanie samego > > siebie... I może tu tkwi problem? w braku samoakceptacji i niskiej samooceny... > ? > > Wydaje mi sie, ze powtuzylas tutaj powszechne choc nieprawdziwe opinie. Mysle, > ze trzeba sie szanowac, choc pokora jest takze chrzescijanska, ale kochac > siebie, to cos z narcycyzmu, chyba? Jedny slowem, straszna cecha. gdzie tu narcyzm widzisz? akceptacja siebie, to cecha bardzo pozadana! czlowiek ktory jest ze soba w zgodzie lubi siebie, lubi i szanuje innych. narcyzm to milosc slepa do swojego oblicza i tylko Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jeden Re: czy można żyć bez miłości? IP: *.hsd1.ct.comcast.net 07.12.06, 01:19 Wierz, ze ja jestem facetem? OK, czy wobrazasz sobie mnie uwielbiajacego swoja osobe w Twojej obecnosci? Nie mysle. Wydawalo by sie Tobie, ze masz przed soba jakiegos pajacyka. A z miloscia kobiety do siebie samej, to tez jest roznie. Po pierwsze "przymykamy na to oczy", ale nie lubimy. Po drugie inaczej rozumiemy milosc, dlatego mamy osobne okreslenie "lubiec" co i tak jest za duzo u kobiety aby nie dzialala ona nam na nerwy jak to robi do wlasnej osoby. Po trzecie, to media nam te pierdoly o wlasnej milosci wciskaja, gdzyz jest to zapozyczone od "narodu wybranego", ktory wlasnie siebie kocha, a nawet swoje kobiety i nas chrzescijan traktuje jak smiecie. Odpowiedz Link Zgłoś
kobietabezserca Re: czy można żyć bez miłości? 07.12.06, 01:32 uwielbialbys siebie w mojej obecnosci . hmmm ! to juz jest narcyzm - a miales kiedys kobiete z prawdziwego zdarzenia? i co ma narod wybrany do tytul;u watku? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jeden Re: czy można żyć bez miłości? IP: *.hsd1.ct.comcast.net 07.12.06, 01:42 Niestety. Jak miedzy innymi akceptowanie czosnku w spoleczestwie, probuje sie nam zmienic myslenie, ktore ma byc im przychylne. Zeby to zrozumic nie powinnas kochac siebie, a raczej znac nauki z Biblii(nie mylic z jakims kosciolem). Oczywiscie znajomosc chrzescijanstwa, to najwazniejszy krok do milosci w zwiazku. I nie nauczysz sie tego nawet w najleprzych szkolach medycznych/psychiatrycznych/spolecznych itd. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: to ja Re: czy można żyć bez miłości? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.06, 01:37 "Kochaj bliźniego swego jak siebie samego" - o takim rodzaju miłości pisałam. To nie ma noic wspólnego z samouwielbieniem, z narcyzmem, wpadaniem w zachwyt na temat własnej osoby. Moim zdaniem jak ktoś nie kocha siebie nie będzie zdolny do miłości innych ludzi, bo zawsze będzie myślał, że nie jest wart uczuć którymi obdarzają go inni. Będzie za dużo albo za mało, coś będzie "nie tak". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jeden Re: czy można żyć bez miłości? IP: *.hsd1.ct.comcast.net 07.12.06, 02:16 Napisalas: <"Kochaj bliźniego swego jak siebie samego"> Te slowo "kochac", ma tak wiele znaczen. Moze powinno tam byc miluj/szanuj, bo inaczej przypadkowo bysmy sobie wyjasnili, dlaczego jest tak wiela zdrad (puszczania) w spoleczenstwie. Pisze "moze", bo nie mam Polskiej Biblii pod reka. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: to ja Re: czy można żyć bez miłości? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.06, 16:51 Masz rację, zajrzałam z ciekawości do Biblii Tysiąclecia i rzeczywiście jest miłował zamiast kochał. Ale... tak naprawdę to tylko nazwy, a najważnejsza jest treśc jaka się za nimi kryje. Także szacunek, bo przeciez miłośc także ta jednostkowa nie może istnieć bez szacunku, lubienia, życzliwości, wyrozumiałości itp. Ale rozumiem, ze w rozmowie lepiej dookreślać te znaczenia, żeby zostać (lepiej) zrozumianym. Mam szerokie rozumienie miłości, nie tylko te jednostkowe - istnieje ona i on i nic poza tym, są razem dla siebie, targani namiętnościami "żyć bez siebie nie mogą" a potem... na siebie patrzeć. A gdzie właśnie szacunek, przyjaźń, zaufanie, świadomość że można na siebie liczyć... Myślę, że masz rację, ze gdyby w ludziach było więcej miłości tej szeroko rozumianej, świat inaczej by wyglądał, było mniej zła. Ludzie, którzy szanują innych i siebie, nie rzucają słów na wiatr, nie dają obietnic, których nie mogą dotrzymać, bo wiedzą, ze takie zachowanie uderza w nich samych a nie tylko w osoby trzecie. Szkoda, że autorka zamilkła, ciekawe jakie ma przemyślenia. Odpowiedz Link Zgłoś
meduza4 Cudowne rozmnożenie meduz, hi hi :-) 07.12.06, 10:17 Widzę, że się komuś nick meduza spodobał. A wiecie, dosyć popularny wbrew pozorom. Stąd na przykład czwórka... bo meduzy numerowane niższymi numerkami były "zajęte" jak zakładałam skrzynkę. Pewien przesympatyczny "chłopaczyna" myślał kiedyś, że ta moja meduza to od tego galareciastego talerzyka, który pływa w wodzie... Niedawno posłałam mu coś co miało być moim autoportretem, ale nienajlepiej rysuję twarze, wolę architekturę... I była to Gorgona Meduza z wężami na głowie i smutną twarzą... Osoba ta zapytała czemu na twarzy Gorgony jest tyle łez? Odpowiedziałam wtedy, że ja naprawdę tak płaczę, że łzy po prostu ciekną mi po spokojnej twarzy strumieniami. Ale w sumie nie odpowiedziałam na pytanie czemu Meduza płakała... Może płakała dlatego, że zna ból miłości nieodwzajemnionej, może zna też ból miłości odwzajemnionej, która się pewnego dnia skończyła, a może też rozumie że w miłości, która się zaczęła i trwa... ludzie czasem nieopatrznie ranią siebie i sprawiają sobie ból... Ale tak czy owak coś mi się tu nie podoba: Meduza, która nigdy nie kochała?! Nie, to być nie może :-))) A tak na marginesie to czy wiecie moi drodzy, że początkowo Meduza wcale nie była aż taka straszna? Starożytni piekarze umieszczali na drzwiczkach pieców chlebowych twarz bogini z wężowymi włosami, żeby dzieciaki nie otwierały pieców i nie psuły wypiekającego się chleba. Takie "zużyte" drzwiczki wyglądały jak tarcze z głową Meduzy, stąd kilka wieków później wykluła się cała legenda... ale co ja bajki będę tutaj opowiadać ;-PPP Do biblioteki po Mity Greckie marsz!!! Wasza Meduza wiecznie zakochana, cóż z tego, że co pół roku w kimś innym, hihi :-DDDDDDDD Odpowiedz Link Zgłoś
justiz Meduza wiecznie zakochana :-))) 07.12.06, 10:47 meduza4 napisała: > Wasza Meduza wiecznie zakochana, cóż z tego, że co pół roku w kimś innym, hihi :-DDDDDDDD A wiesz, że bardzo mi się spodobało, to co napisałaś w tym ostatnim zdaniu! Powiało optymizmem! :-))) Na forum można poczytać jedynie o nieszczęśliwej i niespełnionej miłości, porzuceniach, zdradach itp. Aż strach "wychylić" się ze swoją radością i szczęściem. Ale cieszy mnie, że jest tutaj przynajmniej jedna osoba, która nie "podkręca" tej atmosfery miłosnej grozy. ;-))) I powiem ci jeszcze, że najpiękniejsze są te pierwsze chwile miłosnych uniesień i emocji, więc jeśli spotyka cię to co pół roku, to cudownie! :-)))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: apocotopoco Re: Meduza wiecznie zakochana :-))) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.12.06, 10:53 e tam. A mnie sie juz znudziło co pół roku w kim innym :) To rutyna się stała a nie urozmaicenie... ("co, znowu?? zieeeeeeww..") ;) Odpowiedz Link Zgłoś
meduza4 Re: Meduza wiecznie zakochana :-))) 07.12.06, 11:12 justiz napisała: > > A wiesz, że bardzo mi się spodobało, to co napisałaś w tym ostatnim zdaniu! > Powiało optymizmem! :-))) Justiz, to nie optymizm... Ja po prostu trzpiot najgorszy jestem i bardzo łatwo się zakochuję. Stąd też często lamentuję z powodu złamanego serca... I nikt nie łapie, że w poniedziałek płakałam, że nie chce mnie Zdziś, a w sobotę -że olał mnie jakiś Miś... Wszyscy myślą, że ja tak do jednego wzdycham, ale to nie tak... Tylko proszę, nie powtarzaj nikomu jak się sprawy mają, bo jak się chłopaki dowiedzą... no ze trzech mnie w trybie pilnym rzuci, może nawet pięciu, a to wielka strata bhhuuu :-( Oczywiście żartuję, na raz zawsze mam tylko jedną sympatię... i gorąco pozdrawiam obecną :-DDD > Na forum można poczytać jedynie o nieszczęśliwej i niespełnionej miłości, > porzuceniach, zdradach itp. Aż strach "wychylić" się ze swoją radością i > szczęściem. Wiesz Justiz, każda miłość ma swoje wady i zalety, ot też jeszcze na obecną chwilę nie wiem jak się moje życie potoczy i czy ta radość nie jest przedwczesna. > Ale cieszy mnie, że jest tutaj przynajmniej jedna osoba, która nie "podkręca" > tej atmosfery miłosnej grozy. ;-))) Nie no, miłość jest z natury horrorem, prawdziwym horrorem, piekłem i torturą, ale Diabeł mi świadkiem -ja to lubię i ja tak chcę :-) > I powiem ci jeszcze, że najpiękniejsze są > te pierwsze chwile miłosnych uniesień i emocji, więc jeśli spotyka cię to co > pół roku, to cudownie! :-)))) Ja bym tam wolała jednak się ustatkować i na spokojnie ułożyć sobie z kimś życie. Przejadły mi się uniesienia, które zazwyczaj były nieodwzajemnione -jak z samej częstotliwości zakochań wynika. Ot, jak spotykam kogoś interesującego to próbuję czy by z tego coś nie wynikło. Ale jak to jest bez wzajemności to dłużej niż kilka miesięcy tego nie drążę, przyglądam się uważnie innym kandydatom. I to samo bym radziła pozostałym osobom z forum. Mniej zadawać pytań "a co będzie jak on/ona mnie nie zechce?", więcej pić na odwagę... upsss... i nie robić końca świata z tego, że ktoś nie zechciał... Jakby ktoś był zainteresowany to mogę nawet polecić pewne trunki na zwiększenie odwagi, zmniejszenie bólu odrzucenia, itd... Zapewniam, że często gęsto testuję na sobie. Wprawdzie efekty uboczne pod postacią bólu głowy, całodziennego kaca lub trzydniowej biegunki są murowane, ale ja wolę to niż złamane serce! ;-))) Moja mama powiada: Sraczka i miłość to dwa morderce. Jedna męczy dupę, druga męczy serce. :-))) Odpowiedz Link Zgłoś
justiz Re: Meduza wiecznie zakochana :-))) 07.12.06, 11:34 meduza4 napisała: > Ja bym tam wolała jednak się ustatkować i na spokojnie ułożyć sobie z kimś życie. Przejadły mi się uniesienia, które zazwyczaj były nieodwzajemnione -jak z samej częstotliwości zakochań wynika. O! I tu mi coś nie zagrało... Hmmm Radosne miłosne uniesienia są możliwe tylko, kiedy są odwzajemnione, zwłaszcza na początku znajomości - fascynacja, cudowne błyszczące oczy mężczyzny, szybsze bicie serc, świetny seks i ta ciągła chęć bycia razem, tysiące tematów do przegadania! ;-)))) A po roku... wszystko miiiija! I potem to już ten związek staje się "stały i stateczny", czyli dokładnie taki o jakim marzysz! ;-))) < Ot, jak spotykam kogoś interesującego to próbuję czy by z tego coś nie wynikło. Ale jak to jest bez wzajemności to dłużej niż kilka miesięcy tego nie drążę, przyglądam się uważnie innym kandydatom. A jak Ty to "próbujesz"? ;-))) I, czy na pewno jest tak, że te twoje miłostki są nieodwzajemnieone? Czy może, kiedy coś zaczyna się "nie kleić", to myślisz sobie, że tak się dzieje, bo widać niewystarczająco cię kochał, albo wcale nie kochał... Meduzka, nie gniewaj się, ale to nie jest poważne! ;-))) Odpowiedz Link Zgłoś
meduza4 Re: Meduza wiecznie zakochana :-))) 07.12.06, 11:58 justiz napisała: > Radosne miłosne uniesienia są możliwe tylko, kiedy są odwzajemnione, zwłaszcza > na początku znajomości - fascynacja, cudowne błyszczące oczy mężczyzny, szybsze > > bicie serc, świetny seks i ta ciągła chęć bycia razem, tysiące tematów do > przegadania! ;-)))) > A po roku... wszystko miiiija! Justiz, toć to chuć w czystej postaci! A bądźże niebogo stateczną, cnotliwą niewiastą, boć to chyba we święconej wodzie Cię wytaplać trzeba ;-) Miłość nieodwzajemniona też może być piękna: patrzę na kogoś, kto nawet nie wie, co do niego czuję, w myślach dotykam palcem kosmyk włosów spadający na jego czoło, gdy siedzi smutny i zadumany... I serce bije mocniej... A że czasem nie można czy nie warto podejść, powiedzieć "kocham", dotknąć tego kosmyka, przytulić do serca właściciela... to już inna sprawa... > > < Ot, jak spotykam kogoś interesującego to próbuję czy by z tego coś nie > wynikło. Ale jak to jest bez wzajemności to dłużej niż kilka miesięcy tego nie > drążę, przyglądam się uważnie innym kandydatom. > > A jak Ty to "próbujesz"? ;-))) Organoleptycznie :-)))))) > I, czy na pewno jest tak, że te twoje miłostki są nieodwzajemnieone? > Czy może, kiedy coś zaczyna się "nie kleić", to myślisz sobie, że tak się > dzieje, bo widać niewystarczająco cię kochał, albo wcale nie kochał... Meduzka, > nie gniewaj się, ale to nie jest poważne! ;-))) Wiesz, czy są odwzajemnione czy nie... to ja nie zawsze w to wnikałam i wnikam. Nie zawsze relacja między kobietą a mężczyzną ma sens i nie zawsze prowadzi do czegokolwiek dobrego. Zdarzyło się, nawet dwa takie przypadki były, że żonaty mężczyzna twierdził, że mnie kocha, ale decyzji o rozstaniu z żoną żaden podjąć nie chciał. No to ja się uparłam jak osioł, że nic z tego nie będzie i skoro hrabina raczyła się uprzeć to rzeczywiście nic z tego nie było. W sumie z perspektywy lat cieszę się, że nie wpakowałam się w coś takiego. A żaden z tych panów nie był mi obojętny i właśnie dlatego, że nie chciałam cierpieć, wolałam się wycofać na wstępie. Także z mężczyznami wolnymi różnie to bywa, różne mają koncepcje dalszej znajomośći i jak mi koncepcja nie pasuje a szansy na kompromis nie widać to nie zawracam sobie głowy i rezygnuję z "interesu". Nie lubię także mężczyzn w stylu "jego książęcej mości", takich których trzeba podrywać i adorować, a guzik z tego jest. Jak taki sopel lodu po kilku cieplejszych moich zagraniach nie chce sie rozpuścić i zmięknąć to też daję sobie spokój. I wbrew pozorom, traktuję to wszystko śmiertelnie poważnie, bo ja przede wszystkim kocham siebie oraz przenajświętszy spokój i nie ma rzeczy, której z miłości do siebie samej i świętego spokoju bym nie zrobiła :-))) Odpowiedz Link Zgłoś
justiz Re: Meduza wiecznie zakochana :-))) 07.12.06, 12:43 A ja uwielbiam ludzi! Każdy ma inny system wartości, inne priorytety, doświadczenia, oczekiwania i sposób odczuwania. I tak właśnie jest z nami! I to jest fascynujące, że patrzymy na to samo zjawisko, jakim jest miłość, doskonale nam obu znane, ale w zupełnie inny sposób! meduza4 napisała: > Miłość nieodwzajemniona też może być piękna: patrzę na kogoś, kto nawet nie wie> co do niego czuję, w myślach dotykam palcem kosmyk włosów spadający na jego > czoło, gdy siedzi smutny i zadumany... I serce bije mocniej... A że czasem nie > można czy nie warto podejść, powiedzieć "kocham", dotknąć tego kosmyka, > przytulić do serca właściciela... to już inna sprawa... Ja to mam w takich sytuacjach konkretne "wizje" - jego gołe pośladki, tors, pieszczoty za uszkiem i ocieranie o jego twarz po przebudzeniu, kiedy jego buźka nie jest jeszcze ogolona.. Patrzę tak i patrzę.. Mmmm... Rozmarzyłam się... ;-) > Zdarzyło się, nawet dwa takie przypadki były, że żonaty mężczyzna... To mi się nie zdarzyło i nie zdarzy, bo komplikować sobie życia nie lubię, za bardzo się też cenię, aby być tą drugą. Chociaż MM w jednym z filmów wypowiadała całkiem "zgrabną" kwestię: "Stale się ktoś we mnie nieszczęśliwie zakochuje. Z żonatymi mężczyznami nie mam takich problemów!" Hmmm... Trzeba by to wyprobować... > Także z mężczyznami wolnymi różnie to bywa, różne mają koncepcje dalszej > znajomośći i jak mi koncepcja nie pasuje a szansy na kompromis nie widać to >nie zawracam sobie głowy i rezygnuję z "interesu". Ja to nie mam koncepcji żadnej znajomości, albo dobrze się z kimś czuję, albo nie. I to nie dotyczy tylko związków z mężczyznami, ale także pozostałych relacji z ludźmi. :-) Kompromisy... To jest to, czego nie uznaję, bo granice kompromisu są dla każdego inne. > Nie lubię także mężczyzn w stylu "jego książęcej mości", takich których trzeba > podrywać i adorować, a guzik z tego jest. Gdzie ty spotykasz takich facetów?! Nadskakiwać? Adorować? Raaaany! To przecież zawsze działa w obie strony! To właśnie jest to napięcie, podniecenie i przyjemność z bycia razem! ;-))) > I wbrew pozorom, traktuję to wszystko śmiertelnie poważnie, bo ja przede > wszystkim kocham siebie oraz przenajświętszy spokój i nie ma rzeczy, której z > miłości do siebie samej i świętego spokoju bym nie zrobiła :-))) A tu się wyjątkowo z tobą zgodzę! :-)))))))))))) Odpowiedz Link Zgłoś
pekey Re: Cudowne rozmnożenie meduz, hi hi :-) 07.12.06, 11:41 Kiedyś zamawiało sie w knajpie setę i meduzę. I to była taka galaretka nie wiadomo z czego i po co.:) Odpowiedz Link Zgłoś
meduza4 Re: Cudowne rozmnożenie meduz, hi hi :-) 07.12.06, 11:59 A ta galaretka to była na słono czy na słodko (próbuję dojść z czego)? Po co? Normalnie, na zagrychę :-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: apocotopoco Re: Cudowne rozmnożenie meduz, hi hi :-) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.12.06, 12:03 galaretka z nóżek, pod wódeczkę:) Odpowiedz Link Zgłoś
meduza4 Re: Cudowne rozmnożenie meduz, hi hi :-) 07.12.06, 12:25 Jak z nóżek to wiadomo z czego :-) Ale pewnie tandetna była, sama woda z żelatyną a mięsa jak na lekarstwo??? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: apocotopoco Re: Cudowne rozmnożenie meduz, hi hi :-) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.12.06, 12:29 mięsa nie było, albo było na kartki. nie tylko na lekartstwo :) Odpowiedz Link Zgłoś
meduza4 Re: Cudowne rozmnożenie meduz, hi hi :-) 07.12.06, 13:23 I były kolejki za papierem toaletowym, który niosło się na szyi na sznurku :-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: apocotopoco Re: Cudowne rozmnożenie meduz, hi hi :-) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.12.06, 13:39 jaki papier?? rozpusta!;) jakby gazeta nie wystarczała!... swoją drogą, nie wyobrazam sobie teraz używać tego czegoś chropowato-twardego co kiedyś nazywano papierem toaletowym..;) brr Odpowiedz Link Zgłoś
meduza4 Re: Cudowne rozmnożenie meduz, hi hi :-) 07.12.06, 14:39 A wiesz, ja mam sentyment do tego papieru co drapał po dupie... Do tych miękkich się nigdy w życiu nie przyzwyczaiłam ;-PPP Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: apocotopoco Re: Cudowne rozmnożenie meduz, hi hi :-) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.12.06, 15:42 to zupełnie odwrotnie niż ja :)) miękki kolorowy we wzorki i pachnący... papier ścierny do czego innego używam ;)) Odpowiedz Link Zgłoś
meduza4 Re: Cudowne rozmnożenie meduz, hi hi :-) 07.12.06, 15:50 Eeee no, szkoda takiego pachnącego używać do dupy... Kawał mi się przypomniał. W jakimś małym GS-ie (taki sklepik na wsi, gdzie to mają mydło i powidło) szef opiernicza praktykanta: "Słuchaj, reklama dźwignią handlu. Jak się na przykład skończy mydło rumiankowe, to nie mów, że nie ma i nie zamykaj dzioba na kłódkę, bo klient nic nie kupi i nie zarobimy, tylko zachwalaj mu jakieś inne, na przykład oliwkowe". Chłopak wziął sobie to do serca. Na następny dzień przychodzi klient i pyta o papier toaletowy. Na to praktykant mówi: wie pan co, w tej chwili się skończył, ale jeśli to bardzo pilna sprawa to mogę panu polecić fantastyczny drobnoziarnisty papier ścierny... Odpowiedz Link Zgłoś
pekey Re: Cudowne rozmnożenie meduz, hi hi :-) 07.12.06, 12:47 meduza4 napisała: > A ta galaretka to była na słono czy na słodko (próbuję dojść z czego)? > Po co? Normalnie, na zagrychę :-) W tej rozłażącej się "meduzie" bywało ziarenko groszku, kawałek jajka, marchewki,zielonej pietruszki, strzęp jakiegoś mięska. Nie dało sie to nabierać, bo uciekało z widelca, ale nic to, bo chodziło przecież o pierwszą cześc zamówienia. :) Odpowiedz Link Zgłoś
meduza4 Re: Cudowne rozmnożenie meduz, hi hi :-) 07.12.06, 13:25 pekey napisał: > Nie dało sie to > nabierać, bo uciekało z widelca Ty wiesz, że ja mam tak samo: nie daję się nabierać i uciekam z widelca ;-PPP Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: apocotopoco Re: Cudowne rozmnożenie meduz, hi hi :-) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.12.06, 13:40 ...zabierając ze sobą jajeczka w groszki?;) Odpowiedz Link Zgłoś
meduza4 Re: Cudowne rozmnożenie meduz, hi hi :-) 07.12.06, 14:41 Chwila moment, czy to jakieś podteksty o charakterze rozmnażalniczym? ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: apocotopoco Re: Cudowne rozmnożenie meduz, hi hi :-) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.12.06, 15:43 a skąd ;) obiadowym! Odpowiedz Link Zgłoś
meduza4 Re: Cudowne rozmnożenie meduz, hi hi :-) 07.12.06, 15:51 Aaaa, wiesz co jeść mi się zachciało przez te podteksty... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: apocotopoco Re: Cudowne rozmnożenie meduz, hi hi :-) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.12.06, 15:57 w ten sposub zbliżyłyśmy się do puenty: bez miłości mozna żyć, nawet bez papieru toaletowego w kwiatki,.. bez rozmnażania już gorzej,... a bez jedzenia to nie ma szans!:) Odpowiedz Link Zgłoś
meduza4 Re: Cudowne rozmnożenie meduz, hi hi :-) 07.12.06, 16:02 Bez jedzenia nie ma szans i idę zaraz do domu coś przekąsić... A z tą miłością to się tutaj jakaś cholera sklonowała z podobnym nickiem, ale jak to powiadają, "ku.. ku..e łba nie urwie" ;-) pl.wikipedia.org/wiki/Grafika:Medusa_by_Carvaggio.jpg Odpowiedz Link Zgłoś
pekey Re: Cudowne rozmnożenie meduz, hi hi :-) 07.12.06, 20:57 meduza4 napisała: > Ty wiesz, że ja mam tak samo: nie daję się nabierać i uciekam z widelca ;-PPP Wiem wiem, że do Ciebie trzeba tylko z siatką na motyle. :) Odpowiedz Link Zgłoś
meduza4 Re: Cudowne rozmnożenie meduz, hi hi :-) 08.12.06, 07:02 A to by było coś nowego w moim życiu ;-PPP Odpowiedz Link Zgłoś
pekey Re: Cudowne rozmnożenie meduz, hi hi :-) 11.12.06, 14:31 meduza4 napisała: > A to by było coś nowego w moim życiu ;-PPP ...a potem przyszpilić w gablotce na trofea i eksponaty. :) Odpowiedz Link Zgłoś
meduza4 Re: Cudowne rozmnożenie meduz, hi hi :-) 11.12.06, 14:42 Kogo do tej gablotki? Mnieeeee???? Mnie do gablotki? :-) Odpowiedz Link Zgłoś
pekey Re: Cudowne rozmnożenie meduz, hi hi :-) 11.12.06, 15:24 meduza4 napisała: > Kogo do tej gablotki? Mnieeeee???? Mnie do gablotki? > :-) Tylko bez przesadnej skromności. Jesteś przecież wspaniałym trofeum i.... eksponatem. :) Odpowiedz Link Zgłoś
meduza4 Re: Cudowne rozmnożenie meduz, hi hi :-) 11.12.06, 15:48 Trofeum to i może ze mnie da się zrobić, ale eksponat??? Wypraszam sobie, nie taka stara jestem :-))) Odpowiedz Link Zgłoś
facettt Po to :) 07.12.06, 14:46 Celem zycia jest samo zycie... Wedlug przeprowadzonych na Swiecie badan 1/3 ludzi nigdy (ani razu) nie byla zakochana... I moze nawet nie czuja sie nieszczesliwi... gdyz nie doznali nigdy szczescia w milosci i nie wiedza, co to jest :))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tygi Re: czy można żyć bez miłości? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.06, 15:38 Nie można Meduzko, a na naukę nigdy nie jest za późno... Masz jeszcze wiele czasu żeby tego doświadczyć i tego z całego serca ci życzę bo to piękne uczucie... Odpowiedz Link Zgłoś
meduza4 Achtung, achtung :-) 07.12.06, 15:41 Tygrysko, uwaga, uwaga, tamta Meduza jest podrobiona i do tego tandetnie. Nie moje IP, a ja swojego nie pokażę bom wstydliwa ;-))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tygi Re: Achtung, achtung :-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.06, 16:00 he, he, zorientowałam się po napisaniu odp. ;)) Ale dziękuję ;) Jakaś ostatnio zakręcona jestem i nawet nie chce mi się nic pisać... Ale przyszły tydzień mam wolny i wtedy pisać będę musiała ;)) Pracę mgr :PPP Buźka wielka dla prawdziwej Meduzy!! Odpowiedz Link Zgłoś
meduza4 Re: Achtung, achtung :-) 07.12.06, 16:08 No ale jak się wylęgnie więcej Meduz, to przepytaj z Mitologii, klony się nie będą orientować w temacie. A tak w ogóle to sobie sygnaturkę zmieniłam, żeby łatwiej było mnie rozpoznać ;-))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tygi Re: Achtung, achtung :-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.06, 16:25 Przyznam szczerze - nie chciało mi się tego wszystkiego czytać ;))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: no...no...no... Re: Achtung, achtung :-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.06, 17:45 Długi wątek i nie czytałam tego co po drodze, ale odnosząc się do tematu, jestem przekonana, że można:) Wielu się zdaje, że umrą bez miłości, albo po stracie miłości, a żyją...:)i to całkiem nieźle jak nie jęczą zbytnio:))) Odpowiedz Link Zgłoś
meduza4 Re: Achtung, achtung :-) 08.12.06, 07:03 Gość portalu: no...no...no... napisał(a): > Długi wątek i nie czytałam tego co po drodze, Ja też nie czytałam, biorąc pod uwagę, że sią jakiś troll wygłupia i pod przyzwoitą Meduzę podszywa ;-PPP Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: apocotopoco Re: Achtung, achtung :-) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.12.06, 15:31 z której strony przyzwoitą?;) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: znak Re: Achtung, achtung :-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.12.06, 19:43 a z której nie? Odpowiedz Link Zgłoś
lavazza_aroma Re: czy można żyć bez miłości? 11.12.06, 20:27 Na początek kup sobie pieska, kotka, albo weź lepiej ze schroniska i pokochaj go. Odpowiedz Link Zgłoś
ladyfrettchen Re: czy można żyć bez miłości? 12.12.06, 10:10 Pewnie ze mozna..ale... co to za zycie... my kobiety potrzebujemy dawac milosc... nawet jak to jest kotek, piesek, albo fretka :)) Niech zyje Milosc :)) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rh+ Re: czy można żyć bez miłości? IP: *.l4.c2.dsl.pol.co.uk 12.12.06, 11:47 a czy masz szczera , moze rzczej zywisz milosc do jedzenia ??? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ten sam Re: czy można żyć bez miłości? IP: *.l4.c2.dsl.pol.co.uk 12.12.06, 11:56 nie mozna ....... Odpowiedz Link Zgłoś
takajednatam Re: czy można żyć bez miłości? 13.12.06, 21:31 Autorka pisze, że żyje bez miłości...a ja jakoś w to nie wierzę (chyba, że meduza zawęża miłość do sfery damsko-męskiej). Dla mnie miłość nie skupia się wyłącznie na uczuciach dwojga ludzi. Miłość ma znacznie szerszy zasięg i tak nie wyobrażam sobie w ogóle rozwoju cywilizacji bez miłości. Niemożliwe byłoby utworzenie struktur grupowych, potem szerszych plemiennych, potem narodowych bez tej prostej i podstawowej iskierki miłości. Moim zdaniem miłośc leży u podstaw wszelkiego rozwoju grup i jednostek, jej rola jest tutaj wręcz niezbywalna. Z miłości i dla miłości wszelkiej jesteśmy w stanie znieść prawie wszystko. Miłość to jeden z podstawowych przywilejów człowieczeństwa, jednen z wielu składników napędu rozwoju cywilizacji i kultury, wiecznie odradzający się jak trawa. Nawet jeśli aktualnie ktoś nie jest zakochany w drugiej osobie, to z pewnością wychodząc na spacer, zanużając się w przyrodę może poczuć przepałniającą go miłość. Miłość, która wyzwala się w nas z szelestu liści, z koloru traw, z głosu ptactwa, z maleńkiego kwiatka purpurowej barwy schowanego wśród zarośli. Tak więc miłość w nas istnieje, choć jest niezmierzalna. Jeśli ją sprowadzić do wąskiego zakresu miłości między dwojgiem ludzi, tej unikalnej więzi, której każdy pragnie doświadczyć (bo to prawo niezbywalne) to zyczę wszystkim, aby mimo czasem nienajlepszych doświadczeń zawsze odradzała się ona jak trawa po zimie, jak łąka po skwarnym lecie, jak wysokie turzyce zimą zaległe pod śniegiem na stokach gór. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ela Re: czy można żyć bez miłości? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.12.06, 03:07 mozna Odpowiedz Link Zgłoś
buildingservices Re: czy można żyć bez miłości? 17.12.06, 11:11 Ma wiosna zakwitla dla mnie gorácem pocalunków Tajemnicá Twych oczu,pszczotá dotyku Lato dalo mi Ciebie calá w niebie wymarzona Mojá Jesieniá dziékujác za radosc serca,pragné obsypa Cié brylantami Patrz jak lecá z chmury tylko dla Ciebie odemnie Lecá i spiewaja o milosci Sá mokre jak rozkosz i rozkoszne jak krople deszczu Odpowiedz Link Zgłoś