Dodaj do ulubionych

czy można żyć bez miłości?

IP: *.dnet.pl 06.12.06, 21:43
Tak,ja właśnie tak żyję.Nie potrafe kochać bo nigdy nie byłam kochana. Nikt
mnie tego nie nauczył a teraz na naukę jest juz zapóźno.Boje się jej.To
trudne ale da sie wytrzumać.
Obserwuj wątek
    • Gość: lulu Re: czy można żyć bez miłości? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.12.06, 21:53
      na naukę nigdy nie jest za póżno ,
      kochasz świt gdy z mgły się wynurza?
      śmiech , gwar , ludzi? to też jest miłość
    • Gość: jeden Re: czy można żyć bez miłości? IP: *.hsd1.ct.comcast.net 06.12.06, 21:56
      Ponoc kazdy zwiazek ma podloze emocjonalne(jakies uczucie). Wiec jestem pewien,
      ze mozna zyc bez milosci(tej takiej wielkiej), ale nie samotnie. Rozchorojesz
      sie i szybko zestazejesz.
      • kobietabezserca Re: czy można żyć bez miłości? 06.12.06, 22:06
        Nie mozna zyc bez milosci! jejku meduzo! co Ty opowiadasz
        milosc do kazdego dnia, do powietrza, milosc do slonca i ddzu i do srebrzystego
        swierku ktory pachnie zywica, milosc do czlowieka nie dyktowana fizycznym
        pozadaniem, zwyczajne kochanie za bliskosc codzienna czy to w pracy czy w domu
        na ulicy czy w pociagu. czesto mijamy ludzi, ktorych obdarzamy usmiechem , za
        radosc ktora z nich emanuje, za smutek ktory patrzy z ich oczu . to jest tez
        milosc. wiem! Ty mowisz o milosci kobiety do mezczyzny, sadze ze bez takiej da
        sie istniec, jednoczesnie sadze, ze Twoje rozczarowania nie pozwalaja uwierzyc,
        ze kiedys pokochasz z wzajemnoscia i szczerze.
        czlowiek stworzony jest do kochania! - choc czasem trudno dac wiare prawdziwej
        milosci!
    • facettt mozna ... :) 06.12.06, 22:06
      Meduzko, blagam Cie...
      oczywiscie, ze mozna...

      chociaz nikomu tego nie zycze...

      trudno zyc bez partnera (kobiety/mezczyzny)

      natomiast bez milosci, to zyje polowa ludzi na tym Swiecie,
      tylko do tego sie nie przyznaja :)))
    • justiz Nie można... ;-) 06.12.06, 22:08
      "Oczekujesz, że miłość udowodni, że istniejesz, a to Ty powinnaś udowodnić, że
      istnieje miłość" - kiedyś już przytoczyłam tutaj ten cytat, bo to ważne i piękne
      słowa. Z reguły ludzie twierdzą, że miłość przychodzi nagle, niespodziewanie
      i... czasem tak bywa, ale kiedy już zdarza nic nie robią, aby o nią "zadbać".
      Nie robią też nic wcześniej, aby o nią powalczyć...

      Meduza, czy miłości trzeba uczyć?
      A może jest tak, że ty jej nie potrzebujesz i się przed nią wzbraniasz? A może
      po prostu dokonujesz niewłaściwych wyborów i czujesz się zraniona?

      Wierz mi nie chcę Cię dotknąć, ale na codzień spotykam się tak często z
      przejawami sympatii, że nie rozumiem do końca takich pytań. Mężczyźni to
      wspaniały materiał do manipulacji, wystarczy kilka "gładkich" słów
      wypowiedzianych w odpowiednim momencie, kilka gestów, a potem już tylko pracować
      nad tym, aby niczego nie "zmarnować"... ;-)))))
      • Gość: jeden Re: Nie można... ;-) IP: *.hsd1.ct.comcast.net 06.12.06, 22:19
        Justiz napisalas: Mężczyźni to
        wspaniały materiał do manipulacji, wystarczy kilka "gładkich" słów
        wypowiedzianych w odpowiednim momencie, kilka gestów, a potem już tylko pracować
        nad tym, aby niczego nie "zmarnować"... ;-)))))
        Musze ci powiedziec, ze jestes cyniczna. Takim podejsciem do zwiazku nie
        osiagniesz zadnej milosci. Jak piszesz z pewnoscia sie moze wydawac postronnym,
        bo wlasciwie napoczatku niewiadomo co jest wazniejsce lub co jest co. Czy to
        milosc, czy zwykle porzadanie, ktore zaslepia. Ale puzniej z takim
        manipulowaniem faceta nie doprowadzisz do niczego trwalego. Znienawidzi ciebie.
        • justiz Re: Nie można... ;-) 06.12.06, 22:47
          Nie uwierzysz, ale jeszcze żaden mnie nie znienawidził, żaden mnie nie porzucił
          i żaden źle mnie nie wspomina. A podryw, to nic innego jak odpowiednia gra,
          zwrócenie na siebie uwagi, czyli w pewnym sensie manipulacja! ;-)))
          Jak ja to lubię!!!

          Ja jestem świadomą kobietą i nieprzeciętnie bawią mnie takie gierki, tym
          bardziej, że wiele w tych sprawach zależy od kobiety!

          'Jeden jedyny' poddaj się tej cudownej, ponętnej i czasem rozpustnej
          manipulacji, a twoje życie nabierze barw! ;-DDDD
          • kobietabezserca Re: justiz 06.12.06, 22:50
            nie igra sie z miloscia, chyba troche mylisz milosc z kokieteria:)
            choc przyznam , ze kobiecie jest ona wielokrotnie przydatna!:)
            • kobietabezserca Re:jeden 06.12.06, 22:51
              jak sie sprawdza IP?
              • justiz Re:jeden 06.12.06, 23:03
                Tego się nie sprawdza, to jest przypisane, zależne od serwera z jakiego się
                korzysta. Jeśli masz Neo, to jest IP dslneo, jeśli korzystasz z internetu UPC,to
                masz chello itp.

                A prawdziwa miłość nie trafia nagle i od razu, tylko jest efektem czasem wielu
                działań i zapobiegliwości. Naiwnością jest twierdzić, że jak raz coś się dobrego
                zdarzyło, to będzie trwać wiecznie bez względu na wszystko! Kobietko, przecież
                ty doskonale wiesz, co ja mam na myśli! ;-)))))
                • kobietabezserca Re:justiz 06.12.06, 23:06
                  TY tez jestes Kobietka, prawda?
                  • justiz Kobietkozserduszkiem 06.12.06, 23:11
                    kobietabezserca napisała:

                    > TY tez jestes Kobietka, prawda?

                    I to jaka! hehehe

                    Idę już spać! Muszę być wypoczęta, bo te gry i manipulacje wymagają nie tylko
                    spawności umysłu, ale też doskonałego wyglądu! hehehe

                    Dobranoc!
                • kobietabezserca Re: IP 06.12.06, 23:07
                  ech, a ja na to wogole nie zwracam uwagi
                • kobietabezserca Re:jeden 06.12.06, 23:20
                  justiz napisała:

                  Jeśli masz Neo, to jest IP dslneo, jeśli korzystasz z internetu UPC,t
                  > o
                  > masz chello itp.

                  a czy to ze ma sie dslneo czy tez chello cos zmienia? tam po drugiej stronie
                  jest napewno czlowiek ?

                  > ty doskonale wiesz, co ja mam na myśli! ;-)))))
    • Gość: is.mena25 Re: czy można żyć bez miłości? IP: 217.116.110.* 06.12.06, 22:19
      Rzeka radości, morze miłości, ocean szczęścia .. życzenia dedykowane dla
      wszystkich samotników....:)
      • meduza4 TILT!!! :-))) 07.12.06, 10:22
        I mój ukochany, niesamowity, fantastyczny wokalista Tomek Lipiński :-)))


        Gość portalu: is.mena25 napisał(a):

        > Rzeka radości, morze miłości, ocean szczęścia .. życzenia dedykowane dla
        > wszystkich samotników....:)
    • justiz trolliku/gościu pod różnymi postaciami! 06.12.06, 22:40
      Nick 'Meduza' jest już zajęty, tak samo jak osobowość Wiarusika jest
      niepowtarzalna, więc wszelkie twoje próby "podszywania" się pod te osoby jest
      skazana na niepowodzenie!!!
      • Gość: jeden Re: trolliku/gościu pod różnymi postaciami! IP: *.hsd1.ct.comcast.net 06.12.06, 22:49
        Justiz! Tak na wszelki wypadek porownalas IP(to cos zaraz za nickiem)? Widze,
        ze nielubisz byc krytykowana. Ilu ludzi, wlacznie z twoimi rodzicami
        powiedzieli tobie, ze sie myslisz w swoich pogladach?
        • justiz Re: trolliku/gościu pod różnymi postaciami! 06.12.06, 22:55
          Odpowiedź na twoje pytanie - NIKT!

          A co do uwagi o IP, to gdybyś nie zauważył, to polemkę z tobą prowadzę
          niezależnie od uwgi skierowanej do autora wątku!

          A teraz idę już spać, bo ty prosty chłop jesteś, a dla takich czasu i snu mi
          szkoda! Coś mi się zdaje, że nie raz jakaś panna nabiła cię w balonika...
          Ech! To właśnie są te niewłaściwe wybory! Ważne, aby oczekiwania partnerów były
          zbieżne - zapamiętaj!

          Miłej nocki! :-))))))))))))))))))
          • kobietabezserca Re: trolliku/gościu pod różnymi postaciami! 06.12.06, 22:57
            justiz napisała:

            > Odpowiedź na twoje pytanie - NIKT!
            >
            > A co do uwagi o IP, to gdybyś nie zauważył, to polemkę z tobą prowadzę
            > niezależnie od uwgi skierowanej do autora wątku!
            >
            > A teraz idę już spać, bo ty prosty chłop jesteś, a dla takich czasu i snu mi
            > szkoda! Coś mi się zdaje, że nie raz jakaś panna nabiła cię w balonika...
            > Ech! To właśnie są te niewłaściwe wybory! Ważne, aby oczekiwania partnerów
            były
            > zbieżne - zapamiętaj!
            >
            > Miłej nocki! :-))))))))))))))))))

            i to mozna "podciagnac" pod kokieterie!
          • Gość: jeden Re: trolliku/gościu pod różnymi postaciami! IP: *.hsd1.ct.comcast.net 06.12.06, 23:13
            Dlaczego osobe nazwalas "Trolem"? Mogla niewiedziec, ktore nicki sa w uzyciu.
            Pozatym kady temat jest dobry, jak wzbudza zainteresowanie. Nawet te z czyjegos
            polecenia, bo wiadomo w tedy co mysla po drugiej stronie, wprowadzajac tematy
            na zamowienie. Pozatym latwo sie je niszczy argumetami. Sa napisane bez
            przekonania.
            • po_li czy można... 06.12.06, 23:29
              można żyć bez miłości, ale nie powinno sie tego robić...

              Miłość mi wszystko wyjaśniła,
              Miłość wszystko rozwiązała -
              dlatego uwielbiam tę Miłość,
              gdziekolwiek by przebywała...
              • Gość: jeden Re: czy można... IP: *.hsd1.ct.comcast.net 06.12.06, 23:39
                Jak ja znalazlas, to trzymaj ja i badz szczesliwa. Ale musisz przyznac, ze
                czasami wydaje sie nam, ze jest ona nieosiagalna i wtedy pomaga nam jak
                nieliczymy na nia tak bardzo. Zycze Tobie Powodzenia w Milosci.
                • po_li Re: czy można... 06.12.06, 23:50
                  moja Miłość jest prawie nieosiągalna i nie licze na nią tak bardzo:)))
                  ale warto mieć marzenia:)
                  a może to nie jest jeszcze ta Miłość...

                  "O milości wiemy niewiele. Z miłością jest jak z gruszką. Gruszka jest słodka i
                  ma kształt. Spróbuj zdefiniować kształt gruszki. "
                  • kobietabezserca Re: a moze 06.12.06, 23:59
                    juz przestac myslec i spac pojsc
                    sniac o spelnieniu milosci w marzeniach czy realnie
                    juz nie wiem sama
                    jak sie wyspie, opowiem co mi sie snilo
                    dobranoc Panstwu, dziekuje za uwage!:DDD
                  • Gość: jeden Re: czy można... IP: *.hsd1.ct.comcast.net 07.12.06, 00:28
                    No wlasnie, nikt niewie jak ta milosc okreslic, a kazdy prawie o niej wspomina.
                    Moze myslec troche praktycznie o swoim partnerze. Tak wierz, czy wogle bedzie
                    mogl utrzymac rodzine, czy SZCZERZE Ciebie szanuje, czy zabardzo nie wychwala
                    (prawi falszywe komplemety), czy jest cierpliwy/wytrwaly w swoich/waszych
                    dazeniach , czy mozecie ze soba rozmawiac o wszystkim, czy jest Twoim
                    ruwiesnikem. Sex i tak na poczatku jest nie udanym. Ktos tam jest nerwowym, czy
                    to nie to miejsce itd. Puzniej sie wszytko doszlifuje. A milosc sama przyjdzie
                    jak sa do tego w/w waronki. Moze nawet nie bedziesz wiedzial kiedy, az
                    niebedziesz go widziala przez pare dni lub cos takiego. Te praktyczne cechy sa
                    raczej bardzo wazne. Pomysl, jak by sex byl najwazniejszy, to niebylo by
                    rozwodow na swiecie.
    • Gość: to ja Re: czy można żyć bez miłości? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.06, 00:45
      Nie da się żyć bez miłości i miłość jaką obdarzamy partnera nie jest jedyną
      możliwą jaka może zaistnieć w naszym życiu. Miłośc można się nauczyć, to znaczy
      mam na myśli - podejścia do ludzi, otwartości, życzliwości. Rzeczywiście, gdy
      samemu prawie nie zaznało się tych uczuć, to jest trudniej je dawać niż np.
      osobom wychowanym w ciepłej i bezpiecznej atmosferze. Ale to też nie jest
      niemożliwe. Lecz pierwszym krokiem do pokochania innych jest kochanie samego
      siebie... I może tu tkwi problem? w braku samoakceptacji i niskiej samooceny...?
      • Gość: jeden Re: czy można żyć bez miłości? IP: *.hsd1.ct.comcast.net 07.12.06, 00:55
        Zgadzam sie z Toba, ale tego ostatniego zdania nie moge przelknac.
        Napisalas:<Lecz pierwszym krokiem do pokochania innych jest kochanie samego
        siebie... I może tu tkwi problem? w braku samoakceptacji i niskiej samooceny...?

        Wydaje mi sie, ze powtuzylas tutaj powszechne choc nieprawdziwe opinie. Mysle,
        ze trzeba sie szanowac, choc pokora jest takze chrzescijanska, ale kochac
        siebie, to cos z narcycyzmu, chyba? Jedny slowem, straszna cecha.
        • kobietabezserca Re: czy można żyć bez miłości? 07.12.06, 01:04
          Gość portalu: jeden napisał(a):

          > ostatniego zdania nie moge przelknac.
          Lecz pierwszym krokiem do pokochania innych jest kochanie samego
          >
          > siebie... I może tu tkwi problem? w braku samoakceptacji i niskiej
          samooceny...
          > ?
          >
          > Wydaje mi sie, ze powtuzylas tutaj powszechne choc nieprawdziwe opinie.
          Mysle,
          > ze trzeba sie szanowac, choc pokora jest takze chrzescijanska, ale kochac
          > siebie, to cos z narcycyzmu, chyba? Jedny slowem, straszna cecha.
          gdzie tu narcyzm widzisz?
          akceptacja siebie, to cecha bardzo pozadana! czlowiek ktory jest ze soba w
          zgodzie lubi siebie, lubi i szanuje innych.
          narcyzm to milosc slepa do swojego oblicza i tylko
          • Gość: jeden Re: czy można żyć bez miłości? IP: *.hsd1.ct.comcast.net 07.12.06, 01:19
            Wierz, ze ja jestem facetem? OK, czy wobrazasz sobie mnie uwielbiajacego swoja
            osobe w Twojej obecnosci? Nie mysle. Wydawalo by sie Tobie, ze masz przed soba
            jakiegos pajacyka. A z miloscia kobiety do siebie samej, to tez jest roznie. Po
            pierwsze "przymykamy na to oczy", ale nie lubimy. Po drugie inaczej rozumiemy
            milosc, dlatego mamy osobne okreslenie "lubiec" co i tak jest za duzo u kobiety
            aby nie dzialala ona nam na nerwy jak to robi do wlasnej osoby. Po trzecie, to
            media nam te pierdoly o wlasnej milosci wciskaja, gdzyz jest to zapozyczone
            od "narodu wybranego", ktory wlasnie siebie kocha, a nawet swoje kobiety i nas
            chrzescijan traktuje jak smiecie.
            • kobietabezserca Re: czy można żyć bez miłości? 07.12.06, 01:32
              uwielbialbys siebie w mojej obecnosci . hmmm ! to juz jest narcyzm
              - a miales kiedys kobiete z prawdziwego zdarzenia?
              i co ma narod wybrany do tytul;u watku?
              • Gość: jeden Re: czy można żyć bez miłości? IP: *.hsd1.ct.comcast.net 07.12.06, 01:42
                Niestety. Jak miedzy innymi akceptowanie czosnku w spoleczestwie, probuje sie
                nam zmienic myslenie, ktore ma byc im przychylne. Zeby to zrozumic nie powinnas
                kochac siebie, a raczej znac nauki z Biblii(nie mylic z jakims kosciolem).
                Oczywiscie znajomosc chrzescijanstwa, to najwazniejszy krok do milosci w
                zwiazku. I nie nauczysz sie tego nawet w najleprzych szkolach
                medycznych/psychiatrycznych/spolecznych itd.
            • Gość: to ja Re: czy można żyć bez miłości? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.06, 01:37
              "Kochaj bliźniego swego jak siebie samego" - o takim rodzaju miłości pisałam.
              To nie ma noic wspólnego z samouwielbieniem, z narcyzmem, wpadaniem w zachwyt
              na temat własnej osoby. Moim zdaniem jak ktoś nie kocha siebie nie będzie
              zdolny do miłości innych ludzi, bo zawsze będzie myślał, że nie jest wart uczuć
              którymi obdarzają go inni. Będzie za dużo albo za mało, coś będzie "nie tak".
              • Gość: jeden Re: czy można żyć bez miłości? IP: *.hsd1.ct.comcast.net 07.12.06, 02:16
                Napisalas: <"Kochaj bliźniego swego jak siebie samego">
                Te slowo "kochac", ma tak wiele znaczen. Moze powinno tam byc miluj/szanuj, bo
                inaczej przypadkowo bysmy sobie wyjasnili, dlaczego jest tak wiela zdrad
                (puszczania) w spoleczenstwie.
                Pisze "moze", bo nie mam Polskiej Biblii pod reka.
                • Gość: to ja Re: czy można żyć bez miłości? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.06, 16:51
                  Masz rację, zajrzałam z ciekawości do Biblii Tysiąclecia i rzeczywiście jest
                  miłował zamiast kochał. Ale... tak naprawdę to tylko nazwy, a najważnejsza jest
                  treśc jaka się za nimi kryje. Także szacunek, bo przeciez miłośc także ta
                  jednostkowa nie może istnieć bez szacunku, lubienia, życzliwości,
                  wyrozumiałości itp. Ale rozumiem, ze w rozmowie lepiej dookreślać te
                  znaczenia, żeby zostać (lepiej) zrozumianym.

                  Mam szerokie rozumienie miłości, nie tylko te jednostkowe - istnieje ona i on i
                  nic poza tym, są razem dla siebie, targani namiętnościami "żyć bez siebie nie
                  mogą" a potem... na siebie patrzeć. A gdzie właśnie szacunek, przyjaźń,
                  zaufanie, świadomość że można na siebie liczyć... Myślę, że masz rację, ze
                  gdyby w ludziach było więcej miłości tej szeroko rozumianej, świat inaczej by
                  wyglądał, było mniej zła. Ludzie, którzy szanują innych i siebie, nie rzucają
                  słów na wiatr, nie dają obietnic, których nie mogą dotrzymać, bo wiedzą, ze
                  takie zachowanie uderza w nich samych a nie tylko w osoby trzecie.

                  Szkoda, że autorka zamilkła, ciekawe jakie ma przemyślenia.
    • meduza4 Cudowne rozmnożenie meduz, hi hi :-) 07.12.06, 10:17
      Widzę, że się komuś nick meduza spodobał. A wiecie, dosyć popularny wbrew
      pozorom. Stąd na przykład czwórka... bo meduzy numerowane niższymi numerkami
      były "zajęte" jak zakładałam skrzynkę.

      Pewien przesympatyczny "chłopaczyna" myślał kiedyś, że ta moja meduza to od tego
      galareciastego talerzyka, który pływa w wodzie... Niedawno posłałam mu coś co
      miało być moim autoportretem, ale nienajlepiej rysuję twarze, wolę architekturę...


      I była to Gorgona Meduza z wężami na głowie i smutną twarzą... Osoba ta zapytała
      czemu na twarzy Gorgony jest tyle łez? Odpowiedziałam wtedy, że ja naprawdę tak
      płaczę, że łzy po prostu ciekną mi po spokojnej twarzy strumieniami. Ale w sumie
      nie odpowiedziałam na pytanie czemu Meduza płakała... Może płakała dlatego, że
      zna ból miłości nieodwzajemnionej, może zna też ból miłości odwzajemnionej,
      która się pewnego dnia skończyła, a może też rozumie że w miłości, która się
      zaczęła i trwa... ludzie czasem nieopatrznie ranią siebie i sprawiają sobie ból...

      Ale tak czy owak coś mi się tu nie podoba: Meduza, która nigdy nie kochała?!
      Nie, to być nie może :-)))

      A tak na marginesie to czy wiecie moi drodzy, że początkowo Meduza wcale nie
      była aż taka straszna? Starożytni piekarze umieszczali na drzwiczkach pieców
      chlebowych twarz bogini z wężowymi włosami, żeby dzieciaki nie otwierały pieców
      i nie psuły wypiekającego się chleba. Takie "zużyte" drzwiczki wyglądały jak
      tarcze z głową Meduzy, stąd kilka wieków później wykluła się cała legenda... ale
      co ja bajki będę tutaj opowiadać ;-PPP

      Do biblioteki po Mity Greckie marsz!!!

      Wasza Meduza wiecznie zakochana, cóż z tego, że co pół roku w kimś innym, hihi
      :-DDDDDDDD
      • justiz Meduza wiecznie zakochana :-))) 07.12.06, 10:47
        meduza4 napisała:

        > Wasza Meduza wiecznie zakochana, cóż z tego, że co pół roku w kimś innym,
        hihi :-DDDDDDDD

        A wiesz, że bardzo mi się spodobało, to co napisałaś w tym ostatnim zdaniu!
        Powiało optymizmem! :-)))
        Na forum można poczytać jedynie o nieszczęśliwej i niespełnionej miłości,
        porzuceniach, zdradach itp. Aż strach "wychylić" się ze swoją radością i
        szczęściem.

        Ale cieszy mnie, że jest tutaj przynajmniej jedna osoba, która nie "podkręca"
        tej atmosfery miłosnej grozy. ;-))) I powiem ci jeszcze, że najpiękniejsze są
        te pierwsze chwile miłosnych uniesień i emocji, więc jeśli spotyka cię to co
        pół roku, to cudownie! :-))))
        • Gość: apocotopoco Re: Meduza wiecznie zakochana :-))) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.12.06, 10:53
          e tam. A mnie sie juz znudziło co pół roku w kim innym :) To rutyna się stała a
          nie urozmaicenie... ("co, znowu?? zieeeeeeww..") ;)
        • meduza4 Re: Meduza wiecznie zakochana :-))) 07.12.06, 11:12
          justiz napisała:

          >
          > A wiesz, że bardzo mi się spodobało, to co napisałaś w tym ostatnim zdaniu!
          > Powiało optymizmem! :-)))

          Justiz, to nie optymizm... Ja po prostu trzpiot najgorszy jestem i bardzo łatwo
          się zakochuję. Stąd też często lamentuję z powodu złamanego serca... I nikt nie
          łapie, że w poniedziałek płakałam, że nie chce mnie Zdziś, a w sobotę -że olał
          mnie jakiś Miś... Wszyscy myślą, że ja tak do jednego wzdycham, ale to nie tak...

          Tylko proszę, nie powtarzaj nikomu jak się sprawy mają, bo jak się chłopaki
          dowiedzą... no ze trzech mnie w trybie pilnym rzuci, może nawet pięciu, a to
          wielka strata bhhuuu :-(

          Oczywiście żartuję, na raz zawsze mam tylko jedną sympatię... i gorąco
          pozdrawiam obecną :-DDD


          > Na forum można poczytać jedynie o nieszczęśliwej i niespełnionej miłości,
          > porzuceniach, zdradach itp. Aż strach "wychylić" się ze swoją radością i
          > szczęściem.

          Wiesz Justiz, każda miłość ma swoje wady i zalety, ot też jeszcze na obecną
          chwilę nie wiem jak się moje życie potoczy i czy ta radość nie jest przedwczesna.


          > Ale cieszy mnie, że jest tutaj przynajmniej jedna osoba, która nie "podkręca"
          > tej atmosfery miłosnej grozy. ;-)))

          Nie no, miłość jest z natury horrorem, prawdziwym horrorem, piekłem i torturą,
          ale Diabeł mi świadkiem -ja to lubię i ja tak chcę :-)

          > I powiem ci jeszcze, że najpiękniejsze są
          > te pierwsze chwile miłosnych uniesień i emocji, więc jeśli spotyka cię to co
          > pół roku, to cudownie! :-))))

          Ja bym tam wolała jednak się ustatkować i na spokojnie ułożyć sobie z kimś
          życie. Przejadły mi się uniesienia, które zazwyczaj były nieodwzajemnione -jak z
          samej częstotliwości zakochań wynika. Ot, jak spotykam kogoś interesującego to
          próbuję czy by z tego coś nie wynikło. Ale jak to jest bez wzajemności to dłużej
          niż kilka miesięcy tego nie drążę, przyglądam się uważnie innym kandydatom.

          I to samo bym radziła pozostałym osobom z forum. Mniej zadawać pytań "a co
          będzie jak on/ona mnie nie zechce?", więcej pić na odwagę... upsss... i nie
          robić końca świata z tego, że ktoś nie zechciał... Jakby ktoś był zainteresowany
          to mogę nawet polecić pewne trunki na zwiększenie odwagi, zmniejszenie bólu
          odrzucenia, itd... Zapewniam, że często gęsto testuję na sobie. Wprawdzie efekty
          uboczne pod postacią bólu głowy, całodziennego kaca lub trzydniowej biegunki są
          murowane, ale ja wolę to niż złamane serce! ;-)))

          Moja mama powiada:

          Sraczka i miłość to dwa morderce.
          Jedna męczy dupę, druga męczy serce. :-)))
          • justiz Re: Meduza wiecznie zakochana :-))) 07.12.06, 11:34
            meduza4 napisała:

            > Ja bym tam wolała jednak się ustatkować i na spokojnie ułożyć sobie z kimś
            życie. Przejadły mi się uniesienia, które zazwyczaj były nieodwzajemnione -jak
            z samej częstotliwości zakochań wynika.

            O! I tu mi coś nie zagrało... Hmmm
            Radosne miłosne uniesienia są możliwe tylko, kiedy są odwzajemnione, zwłaszcza
            na początku znajomości - fascynacja, cudowne błyszczące oczy mężczyzny, szybsze
            bicie serc, świetny seks i ta ciągła chęć bycia razem, tysiące tematów do
            przegadania! ;-))))
            A po roku... wszystko miiiija!
            I potem to już ten związek staje się "stały i stateczny", czyli dokładnie taki
            o jakim marzysz! ;-)))

            < Ot, jak spotykam kogoś interesującego to próbuję czy by z tego coś nie
            wynikło. Ale jak to jest bez wzajemności to dłużej niż kilka miesięcy tego nie
            drążę, przyglądam się uważnie innym kandydatom.

            A jak Ty to "próbujesz"? ;-)))
            I, czy na pewno jest tak, że te twoje miłostki są nieodwzajemnieone?
            Czy może, kiedy coś zaczyna się "nie kleić", to myślisz sobie, że tak się
            dzieje, bo widać niewystarczająco cię kochał, albo wcale nie kochał... Meduzka,
            nie gniewaj się, ale to nie jest poważne! ;-)))
            • meduza4 Re: Meduza wiecznie zakochana :-))) 07.12.06, 11:58
              justiz napisała:

              > Radosne miłosne uniesienia są możliwe tylko, kiedy są odwzajemnione, zwłaszcza
              > na początku znajomości - fascynacja, cudowne błyszczące oczy mężczyzny, szybsze
              >
              > bicie serc, świetny seks i ta ciągła chęć bycia razem, tysiące tematów do
              > przegadania! ;-))))
              > A po roku... wszystko miiiija!

              Justiz, toć to chuć w czystej postaci! A bądźże niebogo stateczną, cnotliwą
              niewiastą, boć to chyba we święconej wodzie Cię wytaplać trzeba ;-)

              Miłość nieodwzajemniona też może być piękna: patrzę na kogoś, kto nawet nie wie,
              co do niego czuję, w myślach dotykam palcem kosmyk włosów spadający na jego
              czoło, gdy siedzi smutny i zadumany... I serce bije mocniej... A że czasem nie
              można czy nie warto podejść, powiedzieć "kocham", dotknąć tego kosmyka,
              przytulić do serca właściciela... to już inna sprawa...

              >
              > < Ot, jak spotykam kogoś interesującego to próbuję czy by z tego coś nie
              > wynikło. Ale jak to jest bez wzajemności to dłużej niż kilka miesięcy tego nie
              > drążę, przyglądam się uważnie innym kandydatom.
              >
              > A jak Ty to "próbujesz"? ;-)))

              Organoleptycznie :-))))))

              > I, czy na pewno jest tak, że te twoje miłostki są nieodwzajemnieone?
              > Czy może, kiedy coś zaczyna się "nie kleić", to myślisz sobie, że tak się
              > dzieje, bo widać niewystarczająco cię kochał, albo wcale nie kochał... Meduzka,
              > nie gniewaj się, ale to nie jest poważne! ;-)))


              Wiesz, czy są odwzajemnione czy nie... to ja nie zawsze w to wnikałam i wnikam.
              Nie zawsze relacja między kobietą a mężczyzną ma sens i nie zawsze prowadzi do
              czegokolwiek dobrego.

              Zdarzyło się, nawet dwa takie przypadki były, że żonaty mężczyzna twierdził, że
              mnie kocha, ale decyzji o rozstaniu z żoną żaden podjąć nie chciał. No to ja się
              uparłam jak osioł, że nic z tego nie będzie i skoro hrabina raczyła się uprzeć
              to rzeczywiście nic z tego nie było. W sumie z perspektywy lat cieszę się, że
              nie wpakowałam się w coś takiego. A żaden z tych panów nie był mi obojętny i
              właśnie dlatego, że nie chciałam cierpieć, wolałam się wycofać na wstępie.

              Także z mężczyznami wolnymi różnie to bywa, różne mają koncepcje dalszej
              znajomośći i jak mi koncepcja nie pasuje a szansy na kompromis nie widać to nie
              zawracam sobie głowy i rezygnuję z "interesu".

              Nie lubię także mężczyzn w stylu "jego książęcej mości", takich których trzeba
              podrywać i adorować, a guzik z tego jest. Jak taki sopel lodu po kilku
              cieplejszych moich zagraniach nie chce sie rozpuścić i zmięknąć to też daję
              sobie spokój.

              I wbrew pozorom, traktuję to wszystko śmiertelnie poważnie, bo ja przede
              wszystkim kocham siebie oraz przenajświętszy spokój i nie ma rzeczy, której z
              miłości do siebie samej i świętego spokoju bym nie zrobiła :-)))
              • justiz Re: Meduza wiecznie zakochana :-))) 07.12.06, 12:43
                A ja uwielbiam ludzi! Każdy ma inny system wartości, inne priorytety,
                doświadczenia, oczekiwania i sposób odczuwania.
                I tak właśnie jest z nami! I to jest fascynujące, że patrzymy na to samo
                zjawisko, jakim jest miłość, doskonale nam obu znane, ale w zupełnie inny
                sposób!

                meduza4 napisała:

                > Miłość nieodwzajemniona też może być piękna: patrzę na kogoś, kto nawet nie
                wie> co do niego czuję, w myślach dotykam palcem kosmyk włosów spadający na jego
                > czoło, gdy siedzi smutny i zadumany... I serce bije mocniej... A że czasem nie
                > można czy nie warto podejść, powiedzieć "kocham", dotknąć tego kosmyka,
                > przytulić do serca właściciela... to już inna sprawa...

                Ja to mam w takich sytuacjach konkretne "wizje" - jego gołe pośladki, tors,
                pieszczoty za uszkiem i ocieranie o jego twarz po przebudzeniu, kiedy jego
                buźka nie jest jeszcze ogolona.. Patrzę tak i patrzę.. Mmmm... Rozmarzyłam
                się... ;-)

                > Zdarzyło się, nawet dwa takie przypadki były, że żonaty mężczyzna...

                To mi się nie zdarzyło i nie zdarzy, bo komplikować sobie życia nie lubię, za
                bardzo się też cenię, aby być tą drugą.
                Chociaż MM w jednym z filmów wypowiadała całkiem "zgrabną" kwestię: "Stale się
                ktoś we mnie nieszczęśliwie zakochuje. Z żonatymi mężczyznami nie mam takich
                problemów!" Hmmm... Trzeba by to wyprobować...

                > Także z mężczyznami wolnymi różnie to bywa, różne mają koncepcje dalszej
                > znajomośći i jak mi koncepcja nie pasuje a szansy na kompromis nie widać to
                >nie zawracam sobie głowy i rezygnuję z "interesu".

                Ja to nie mam koncepcji żadnej znajomości, albo dobrze się z kimś czuję, albo
                nie. I to nie dotyczy tylko związków z mężczyznami, ale także pozostałych
                relacji z ludźmi. :-)
                Kompromisy... To jest to, czego nie uznaję, bo granice kompromisu są dla
                każdego inne.

                > Nie lubię także mężczyzn w stylu "jego książęcej mości", takich których trzeba
                > podrywać i adorować, a guzik z tego jest.

                Gdzie ty spotykasz takich facetów?! Nadskakiwać? Adorować? Raaaany! To przecież
                zawsze działa w obie strony! To właśnie jest to napięcie, podniecenie i
                przyjemność z bycia razem! ;-)))

                > I wbrew pozorom, traktuję to wszystko śmiertelnie poważnie, bo ja przede
                > wszystkim kocham siebie oraz przenajświętszy spokój i nie ma rzeczy, której z
                > miłości do siebie samej i świętego spokoju bym nie zrobiła :-)))

                A tu się wyjątkowo z tobą zgodzę! :-))))))))))))
      • pekey Re: Cudowne rozmnożenie meduz, hi hi :-) 07.12.06, 11:41
        Kiedyś zamawiało sie w knajpie setę i meduzę. I to była taka galaretka nie
        wiadomo z czego i po co.:)
        • meduza4 Re: Cudowne rozmnożenie meduz, hi hi :-) 07.12.06, 11:59
          A ta galaretka to była na słono czy na słodko (próbuję dojść z czego)?
          Po co? Normalnie, na zagrychę :-)
          • Gość: apocotopoco Re: Cudowne rozmnożenie meduz, hi hi :-) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.12.06, 12:03
            galaretka z nóżek, pod wódeczkę:)
            • meduza4 Re: Cudowne rozmnożenie meduz, hi hi :-) 07.12.06, 12:25
              Jak z nóżek to wiadomo z czego :-)

              Ale pewnie tandetna była, sama woda z żelatyną a mięsa jak na lekarstwo???
              • Gość: apocotopoco Re: Cudowne rozmnożenie meduz, hi hi :-) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.12.06, 12:29
                mięsa nie było, albo było na kartki. nie tylko na lekartstwo :)
                • meduza4 Re: Cudowne rozmnożenie meduz, hi hi :-) 07.12.06, 13:23
                  I były kolejki za papierem toaletowym, który niosło się na szyi na sznurku :-)
                  • Gość: apocotopoco Re: Cudowne rozmnożenie meduz, hi hi :-) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.12.06, 13:39
                    jaki papier?? rozpusta!;) jakby gazeta nie wystarczała!...
                    swoją drogą, nie wyobrazam sobie teraz używać tego czegoś chropowato-twardego co
                    kiedyś nazywano papierem toaletowym..;) brr

                    • meduza4 Re: Cudowne rozmnożenie meduz, hi hi :-) 07.12.06, 14:39
                      A wiesz, ja mam sentyment do tego papieru co drapał po dupie... Do tych miękkich
                      się nigdy w życiu nie przyzwyczaiłam ;-PPP
                      • Gość: apocotopoco Re: Cudowne rozmnożenie meduz, hi hi :-) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.12.06, 15:42
                        to zupełnie odwrotnie niż ja :)) miękki kolorowy we wzorki i pachnący...
                        papier ścierny do czego innego używam ;))
                        • meduza4 Re: Cudowne rozmnożenie meduz, hi hi :-) 07.12.06, 15:50
                          Eeee no, szkoda takiego pachnącego używać do dupy...

                          Kawał mi się przypomniał. W jakimś małym GS-ie (taki sklepik na wsi, gdzie to
                          mają mydło i powidło) szef opiernicza praktykanta: "Słuchaj, reklama dźwignią
                          handlu. Jak się na przykład skończy mydło rumiankowe, to nie mów, że nie ma i
                          nie zamykaj dzioba na kłódkę, bo klient nic nie kupi i nie zarobimy, tylko
                          zachwalaj mu jakieś inne, na przykład oliwkowe".

                          Chłopak wziął sobie to do serca. Na następny dzień przychodzi klient i pyta o
                          papier toaletowy. Na to praktykant mówi: wie pan co, w tej chwili się skończył,
                          ale jeśli to bardzo pilna sprawa to mogę panu polecić fantastyczny
                          drobnoziarnisty papier ścierny...
          • pekey Re: Cudowne rozmnożenie meduz, hi hi :-) 07.12.06, 12:47
            meduza4 napisała:

            > A ta galaretka to była na słono czy na słodko (próbuję dojść z czego)?
            > Po co? Normalnie, na zagrychę :-)

            W tej rozłażącej się "meduzie" bywało ziarenko groszku, kawałek jajka,
            marchewki,zielonej pietruszki, strzęp jakiegoś mięska. Nie dało sie to
            nabierać, bo uciekało z widelca, ale nic to, bo chodziło przecież o pierwszą
            cześc zamówienia. :)
            • meduza4 Re: Cudowne rozmnożenie meduz, hi hi :-) 07.12.06, 13:25
              pekey napisał:

              > Nie dało sie to
              > nabierać, bo uciekało z widelca

              Ty wiesz, że ja mam tak samo: nie daję się nabierać i uciekam z widelca ;-PPP
              • Gość: apocotopoco Re: Cudowne rozmnożenie meduz, hi hi :-) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.12.06, 13:40
                ...zabierając ze sobą jajeczka w groszki?;)
                • meduza4 Re: Cudowne rozmnożenie meduz, hi hi :-) 07.12.06, 14:41
                  Chwila moment, czy to jakieś podteksty o charakterze rozmnażalniczym? ;-)
                  • Gość: apocotopoco Re: Cudowne rozmnożenie meduz, hi hi :-) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.12.06, 15:43
                    a skąd ;) obiadowym!
                    • meduza4 Re: Cudowne rozmnożenie meduz, hi hi :-) 07.12.06, 15:51
                      Aaaa, wiesz co jeść mi się zachciało przez te podteksty...
                      • Gość: apocotopoco Re: Cudowne rozmnożenie meduz, hi hi :-) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.12.06, 15:57
                        w ten sposub zbliżyłyśmy się do puenty: bez miłości mozna żyć, nawet bez papieru
                        toaletowego w kwiatki,.. bez rozmnażania już gorzej,... a bez jedzenia to nie ma
                        szans!:)
                        • meduza4 Re: Cudowne rozmnożenie meduz, hi hi :-) 07.12.06, 16:02
                          Bez jedzenia nie ma szans i idę zaraz do domu coś przekąsić...

                          A z tą miłością to się tutaj jakaś cholera sklonowała z podobnym nickiem, ale
                          jak to powiadają, "ku.. ku..e łba nie urwie" ;-)

                          pl.wikipedia.org/wiki/Grafika:Medusa_by_Carvaggio.jpg
              • pekey Re: Cudowne rozmnożenie meduz, hi hi :-) 07.12.06, 20:57
                meduza4 napisała:

                > Ty wiesz, że ja mam tak samo: nie daję się nabierać i uciekam z widelca ;-PPP

                Wiem wiem, że do Ciebie trzeba tylko z siatką na motyle. :)
                • meduza4 Re: Cudowne rozmnożenie meduz, hi hi :-) 08.12.06, 07:02
                  A to by było coś nowego w moim życiu ;-PPP
                  • pekey Re: Cudowne rozmnożenie meduz, hi hi :-) 11.12.06, 14:31
                    meduza4 napisała:

                    > A to by było coś nowego w moim życiu ;-PPP

                    ...a potem przyszpilić w gablotce na trofea i eksponaty. :)
                    • meduza4 Re: Cudowne rozmnożenie meduz, hi hi :-) 11.12.06, 14:42
                      Kogo do tej gablotki? Mnieeeee???? Mnie do gablotki?
                      :-)
                      • pekey Re: Cudowne rozmnożenie meduz, hi hi :-) 11.12.06, 15:24
                        meduza4 napisała:

                        > Kogo do tej gablotki? Mnieeeee???? Mnie do gablotki?
                        > :-)

                        Tylko bez przesadnej skromności.
                        Jesteś przecież wspaniałym trofeum i.... eksponatem. :)
                        • meduza4 Re: Cudowne rozmnożenie meduz, hi hi :-) 11.12.06, 15:48
                          Trofeum to i może ze mnie da się zrobić, ale eksponat??? Wypraszam sobie, nie
                          taka stara jestem :-)))
    • ka_27 Można, tylko po co? ;P 07.12.06, 11:18
      • facettt Po to :) 07.12.06, 14:46
        Celem zycia jest samo zycie...

        Wedlug przeprowadzonych na Swiecie badan 1/3 ludzi nigdy (ani razu)
        nie byla zakochana...

        I moze nawet nie czuja sie nieszczesliwi...
        gdyz nie doznali nigdy szczescia w milosci i nie wiedza, co to jest :)))
    • Gość: tygi Re: czy można żyć bez miłości? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.06, 15:38
      Nie można Meduzko, a na naukę nigdy nie jest za późno...
      Masz jeszcze wiele czasu żeby tego doświadczyć i tego z całego serca ci życzę bo
      to piękne uczucie...
      • meduza4 Achtung, achtung :-) 07.12.06, 15:41
        Tygrysko, uwaga, uwaga, tamta Meduza jest podrobiona i do tego tandetnie. Nie
        moje IP, a ja swojego nie pokażę bom wstydliwa ;-)))
        • Gość: tygi Re: Achtung, achtung :-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.06, 16:00
          he, he, zorientowałam się po napisaniu odp. ;))

          Ale dziękuję ;)
          Jakaś ostatnio zakręcona jestem i nawet nie chce mi się nic pisać... Ale
          przyszły tydzień mam wolny i wtedy pisać będę musiała ;)) Pracę mgr :PPP

          Buźka wielka dla prawdziwej Meduzy!!
          • meduza4 Re: Achtung, achtung :-) 07.12.06, 16:08
            No ale jak się wylęgnie więcej Meduz, to przepytaj z Mitologii, klony się nie
            będą orientować w temacie. A tak w ogóle to sobie sygnaturkę zmieniłam, żeby
            łatwiej było mnie rozpoznać ;-)))
            • Gość: tygi Re: Achtung, achtung :-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.06, 16:25
              Przyznam szczerze - nie chciało mi się tego wszystkiego czytać ;)))
              • Gość: no...no...no... Re: Achtung, achtung :-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.06, 17:45
                Długi wątek i nie czytałam tego co po drodze, ale odnosząc się do tematu,
                jestem przekonana, że można:)

                Wielu się zdaje, że umrą bez miłości, albo po stracie miłości, a żyją...:)i to
                całkiem nieźle jak nie jęczą zbytnio:)))
                • meduza4 Re: Achtung, achtung :-) 08.12.06, 07:03
                  Gość portalu: no...no...no... napisał(a):

                  > Długi wątek i nie czytałam tego co po drodze,

                  Ja też nie czytałam, biorąc pod uwagę, że sią jakiś troll wygłupia i pod
                  przyzwoitą Meduzę podszywa ;-PPP
                  • Gość: apocotopoco Re: Achtung, achtung :-) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.12.06, 15:31
                    z której strony przyzwoitą?;)
                    • meduza4 Re: Achtung, achtung :-) 11.12.06, 15:48
                      Prawie z każdej :-)))
                      • Gość: znak Re: Achtung, achtung :-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.12.06, 19:43
                        a z której nie?
    • lavazza_aroma Re: czy można żyć bez miłości? 11.12.06, 20:27
      Na początek kup sobie pieska, kotka, albo weź lepiej ze schroniska i pokochaj
      go.
    • ladyfrettchen Re: czy można żyć bez miłości? 12.12.06, 10:10
      Pewnie ze mozna..ale... co to za zycie... my kobiety potrzebujemy dawac
      milosc... nawet jak to jest kotek, piesek, albo fretka :))
      Niech zyje Milosc :))
    • Gość: rh+ Re: czy można żyć bez miłości? IP: *.l4.c2.dsl.pol.co.uk 12.12.06, 11:47
      a czy masz szczera , moze rzczej zywisz milosc do jedzenia ???
      • Gość: ten sam Re: czy można żyć bez miłości? IP: *.l4.c2.dsl.pol.co.uk 12.12.06, 11:56
        nie mozna .......
    • takajednatam Re: czy można żyć bez miłości? 13.12.06, 21:31
      Autorka pisze, że żyje bez miłości...a ja jakoś w to nie wierzę (chyba, że
      meduza zawęża miłość do sfery damsko-męskiej).
      Dla mnie miłość nie skupia się wyłącznie na uczuciach dwojga ludzi.
      Miłość ma znacznie szerszy zasięg i tak nie wyobrażam sobie w ogóle rozwoju
      cywilizacji bez miłości.
      Niemożliwe byłoby utworzenie struktur grupowych, potem szerszych plemiennych,
      potem narodowych bez tej prostej i podstawowej iskierki miłości.
      Moim zdaniem miłośc leży u podstaw wszelkiego rozwoju grup i jednostek, jej
      rola jest tutaj wręcz niezbywalna.
      Z miłości i dla miłości wszelkiej jesteśmy w stanie znieść prawie wszystko.
      Miłość to jeden z podstawowych przywilejów człowieczeństwa, jednen z wielu
      składników napędu rozwoju cywilizacji i kultury, wiecznie odradzający się jak
      trawa.
      Nawet jeśli aktualnie ktoś nie jest zakochany w drugiej osobie, to z pewnością
      wychodząc na spacer, zanużając się w przyrodę może poczuć przepałniającą go
      miłość. Miłość, która wyzwala się w nas z szelestu liści, z koloru traw, z
      głosu ptactwa, z maleńkiego kwiatka purpurowej barwy schowanego wśród zarośli.

      Tak więc miłość w nas istnieje, choć jest niezmierzalna.

      Jeśli ją sprowadzić do wąskiego zakresu miłości między dwojgiem ludzi, tej
      unikalnej więzi, której każdy pragnie doświadczyć (bo to prawo niezbywalne) to
      zyczę wszystkim, aby mimo czasem nienajlepszych doświadczeń zawsze odradzała
      się ona jak trawa po zimie, jak łąka po skwarnym lecie, jak wysokie turzyce
      zimą zaległe pod śniegiem na stokach gór.

    • Gość: ela Re: czy można żyć bez miłości? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.12.06, 03:07
      mozna
    • buildingservices Re: czy można żyć bez miłości? 17.12.06, 11:11
      Ma wiosna zakwitla dla mnie gorácem pocalunków
      Tajemnicá Twych oczu,pszczotá dotyku
      Lato dalo mi Ciebie calá w niebie wymarzona Mojá
      Jesieniá dziékujác za radosc serca,pragné obsypa Cié brylantami
      Patrz jak lecá z chmury tylko dla Ciebie odemnie
      Lecá i spiewaja o milosci
      Sá mokre jak rozkosz i rozkoszne jak krople deszczu
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka