Dodaj do ulubionych

Pożegnanie miłości

01.01.07, 12:44
Wczoraj przeżyłam chyba najtrudniejszy dzień w moim życiu, I muszę sobie
poradzić z tymi emocjami trzymającymi mnie za gardło, zatruwającymi mi duszę.
Nie mam komu o tym opowiedzieć. Wczoraj wszyscy się bawili i cieszyli się
bliskością, mnie został tylko komputer i bezimienny Internet o czach miliona
ludzi. Może więc kiedy pokaże tym oczom moja obolałą duszę będzie mi lżej,
może poczuje się tak jakby te miliony wyciągnęły do mnie rękę żeby mnie
pocieszyć i ukoić. Muszę ten ból wyrzucić z mojej duszy bo zabije on resztki
nadziei, których tak kurczowo się teraz trzymam.

Jestem bezimienną trzydziestolatką, zabieganą, zaabsorbowaną troskami dnia
codziennego. Są nas tysiące w tym kraju. Mamy swoje małe banalne marzenia
dzięki którym życie czasem nabiera barw. Więc kiedy w końcu któreś z nich
zaczyna się spełniać zaczynamy wierzyć że nareszcie i dla nas zaświeciło
słońce.
Dlaczego utrata tego marzeni tak bardzo mnie unieszczęśliwiła? Żeby to
wytłumaczyć muszę się cofnąć 15 lat wstecz.
Był wielka szkolna miłość, pewność, ufność, wiara we własną wartość, swoje
możliwości. Wszystko się układało, była świetna praca, własna firma,
mieszkanie, stabilizacja i pewna przyszłość. Tak przynajmniej mi się
wydawało. Zdecydowaliśmy się na dziecko, wydawało mi się, ze jesteśmy
szczęśliwi. Gdy byłam w trzecim miesiącu ciąży pewnego dnia mój mężczyzna
oświadczył, że właśnie poznał cudowną blondynkę i nie wyobraża już sobie
życia ze mną. W ciągu dwóch dni się wyprowadził … i przepadł. Więcej już go
nie zobaczyłam, po tygodniu natomiast zaczęli zgłaszać się jego wierzyciele,
po miesiącu odezwał się bank, żeby wyegzekwować zwrot pożyczki, której byłam
poręczycielem. To był koszmar, ale trzymałam się dzięki mojemu synowi, który
we mnie rósł. Minęły kolejne dwa miesiące pełne walki, sprzedawania całego
majątku, zapożyczania się u rodziny i lęku o dziecko. Po dwóch miesiącach
któryś z dłużników stracił cierpliwość, postanowił mnie trochę „umotywować”
do zwrotu pieniędzy. Straciłam dziecko i już nie miałam powodu żeby walczyć.
Poddałam się. Mam za sobą dwie próby samobójcze. Moja rodzina przeżyła
piekło. Po drugiej zobaczyłam w szpitalu siedzącego przy moim łóżku ojca …
płakał, tak strasznie płakał. Obiecałam sobie wtedy, że już nigdy nie
przeżyje z mojego powodu tego samego. Powoli się pozbierałam. Ogromnym
wysiłkiem udało mi się wyjść z długów. Przeprowadziłam się do innego miasta,
kupiłam małe mieszkanko i zaczęłam żyć od nowa. Nie pytałam już Boga dlaczego
mnie tak doświadczył, prosiłam go tylko żeby pozwolił mojej duszy wyjść z
tego odrętwienia. Na początku tego roku poznałam mężczyznę. Z początku
znajomość wydawała się niepozorna, ale w pewnym momencie przerodziła się w
intensywne piękne uczucie. Znowu czułam się szczęśliwa, naprawdę szczęśliwa.
We wrześniu okazało się, że jestem w ciąży. Poczułam się wtedy tak, jakby
anioł dotkną mnie swoimi skrzydłami. Uzgodniliśmy wspólnie, że najważniejsze
jest teraz dziecko. Zamieszkaliśmy wspólnie, zaczęliśmy robić plany,
oświadczył mi się. Wszystko układało się pomyślnie … do 27 października.
Wieczorem zaczęłam krwawić, szybko pojechaliśmy do szpitala. Nic niestety nie
dało się już zrobić. Kiedy po trzech dniach wróciliśmy do domu okazało się że
kiedy mnie nie było trwała tam nieustająca impreza. 1 listopada zostałam
sama, on musiał pojechać na kolejne imieniny czy urodziny. Sama poszłam na
cmentarz zapalić dwie świeczki dla moich dzieci. Powoli próbowaliśmy wrócić
do codziennego życia. Ale z moim mężczyzną zaczęło dziać się coś złego. W
połowie listopada zmusiłam go niemal siłą do pójścia do lekarza. Diagnoza
zwaliła nas z nóg. Zakrzepowe zapalenie żył głębokich. Nie mogłam zrozumieć
dlaczego nie pozwolił położyć się szpitala. Po dwóch dniach przyznał się, że
od dwóch lat nie płaci ubezpieczenia. Jakoś musiałam się z tym uporać. Po
trzech tygodniach przyszła kolejna zła diagnoza, ciężka cukrzyca. Z tym nie
umiał już sobie poradzić. Znikną z domu na tydzień, wrócił na dwa dni. W
ogóle się do mnie nie odzywał, a jeśli ju, to tylko po to, żeby robić
awanturę. Starałam się go zrozumieć, jakoś usprawiedliwić. Płakałam po kątach
i uśmiechałam się do niego udając że wszystko będzie dobrze. Znowu znikną,
tym razem na 9 dni. Nie odbierał telefonu, nie odpowiadał na sms-y. Kiedy
wrócił oznajmił, że nie będzie ze mną rozmawiać bo jest na mnie obrażony.
Zbliżały się święta. W końcu zmusiłam go do rozmowy. Jedyne co miał mi do
powiedzenia, to że chce być sam. Nie docierały do niego żadne argumenty.
Mężczyzna, który jeszcze dwa tygodnie wcześnie twierdził, że nie wyobraża
sobie beze mnie życia, który zasypiając i budząc się wyznawał mi miłość,
który nie raz powiedział mi, że nigdy nie da mi odejść, powiedział mi nie
patrząc mi o oczy że już mnie nie chce w swoim życiu. ….. odwrócił się na
drugi bok. Nie mogłam już nic zrobić, mogłam się już tylko spakować. Czasem
próbuję jeszcze do niego zadzwonić. Nie odbiera telefonu, nie odpowiada na
sms-y. Złożyłam mu życzenia. Na żadne nie odpowiedział. Miałam nadzieję, że
chociaż wczoraj się przełamie i odpowie na życzenia noworoczne. Nadzieja już
umarła. Najgorsze jest poczucie bezradności i bezsilności, że nie można pomóc
osobie którą Se kocha, że na nic nie ma się już wpływu. Siedzę sama, u
sąsiadów na górze ciągle słychać tupot dziecięcych stópek. Myślę o moich
dzieciach i wracam w myślach do tego wrześniowego dnia gdy poczułam dotyk
skrzydeł anioła na mej duszy …. I proszę w myślach Boga by i dzisiaj dotkną
mnie anielskim błogosławieństwem. On jeden wie jak bardzo dziś tego
potrzebuję.

Wszystkiego dobrego w Nowym Roku kochani …. Życzę wam, żeby te emocje, które
mną teraz zawładnęły nigdy nie stały się waszymi. Macie wiele, bardzo wiele,
tylko czasem nie potraficie tego docenić.
Obserwuj wątek
    • apocotopocototo Dlaczego spamujesz 01.01.07, 12:46
      ten watek juz jest na kilku forach...
    • altro2611 Re: Pożegnanie miłości 01.01.07, 16:25
      rzadko zaglądam na to forum, nie wierzę w romantyczność mimo że studiowałem
      filologię polską... Twój post wali po oczach, jest niewiarygodne jak można być
      aż takim łajdakiem. Nie mogę zrobić nic, jesteśmy dla siebie tylko kruchymi
      elektronami na wielkim internecie ale apeluję - trzymaj się, jeszcze nie raz
      aniołowie otulą Cię skrzydłami, uwierz. Serdecznie Cię przytulam
    • Gość: jeden Re: Pożegnanie miłości IP: *.hsd1.ct.comcast.net 01.01.07, 18:07
      Powiedzmy, ze nic nie wiem o zyciu. Czytam, i co teraz? Choc nie jestem
      z "kamienia", to balbym sie poznac Ciebie. Zapytasz: dlaczego? A to dlatego, ze
      my wszyscy mamay jakies tam mniejsze lub wiekrze problemy. Na tym polega zycie
      na ziemi. Przyjazniac sie z Toba, bylby zaangozowany w Toje problemy. Co nie
      bylo by nic zlego miedzy przyjaculmi. Ale, ze juz sie w przeszlosci
      potrafilas "rozkleic" psychicznie, to obawialbym sie, ze mogla bys to zrobic z
      mojego powodu. Pomimo, ze chcialbym Tobie z calego serca pomodz, to
      spodziewajac sie, ze ta moja pomoc, w jakis przekred sytuacji mogla by
      zaszkodzic Tobie. Przypadki pozytywne i negatywne, sa normalne w zyciu.
      Wybralbym z ostroznosci, wogle niezbilizac sie do Ciebie z moja przyjaznia. Nie
      wiem, czy juz teraz mnie rozumiesz, ale szczerze Zycze Tobie duzo szczscia w
      zyciu i mnustwo radosci. Powodzenia.

      PS. Nie koniecznie najsilniejszy gatunek przetrwa zycie na ziemi, ale gatunek,
      ktory najbardziej potrafi sie przystosowac do ciagle zmieniajacych warunkow
      istnienia.
      Moze wiecie, kto cos podobnego powiedzial. Podobnego, bo to tylko moje
      tlumaczenie. Wiec nie podam autora.
      • Gość: jeden Re: Pożegnanie miłości IP: *.hsd1.ct.comcast.net 01.01.07, 23:46
        Widze, ze Cie zatkalo i sie nie odzywasz. Wiec cag dlalszy. Na problemy opisane
        przez Ciebie, dobrym zananym sposobem jest zadbanie o zdrowie fizyczne.
        Powinnas przestac pic wszystkie napoje dietetyczne. Przestac jest GOTOWE
        produkty cukiernicze. Przestac pic napoje gazowane. Przestac jest GOTOWE
        wyroby miesne. Nie przypalac wolowiny. Smazyc wszystko na oliwie z oliwek.
        Powinnas uninkac jak mozesz wszystkich wyrobow chemiczny. W Twojej codziennej
        dziecie powinna sie znalesc duza dawka multimineralow z POMINIECIEM witami.
        Pisze o tych kupowanych w Aptece. Szczegulnie powinnas duzo(jak 10 tabletek
        dzienne lub wiecej) zazywac: kalcium, magnesium i zynk. Do tego wszystkie
        powinnas oczywiscie dodac wazywa i owoce z ktorych bedziesz miala potrzebne
        witaminy(niemasz brac witaminy tych w tabletkach, ale tylko mineraly w
        tabletkach). Kalcjum nie moze byc z muszelek, ale produktow miesnyck,
        roslinnych i musi sie szybko rozpuszczac w wodzie(nie ma byc nieprzyswajalnym
        kamieniem) Wogle Biblia zakazuje jesc cokolwiek z wody co nie ma lusek. Taka
        dzieta ma juz byc zawsze. Powodzenia. Za miesiac opisz ten sam problem od nowa.
        Powaznie!!!!!!!!!!
        • takajednatam Re: Pożegnanie miłości 02.01.07, 18:08
          Hej, Jeden,
          ciekawa teoria, chyba podpadająca pod holistyczną.
          Temat szeroki, nie podlegający wyczerpaniu w jedym fragmencie myśli, w jednym
          pisaniu.
          Teoria rzeczywiście ciekawa i praktykowana przez wielu, z powodzenieniem.
          Tylko jednej sprawy chyba nie zrozumiałam...
          Jak to? Nigdy, przenigdy nie dałbyś swojej przyjaźni osobie, która przeszła
          trudne dni?Nie wierzę.
          Dlaczego?
          Dlatego, że jej doświadczenia są tak odmienne od Twoich własnych? Czy dlatego,
          że Twoim mottem jest nie zadawać się z ludźmi odmiennego pokroju psychicznego?
          Mógłbyś swoje widzenie świata przybliżyć? Proszę.
          Może źle rozumiem, ale nie mieści mi sie w głowie brak empatii dla cudzych
          przeżyć. A jeśli ktoś prosi o pomoc to chyba należy jej udzielić - czyż nie tak?
          Autorka nie prosi, nie chce analizy, opowiada jedynie - tak zrozumiałam -
          dlatego nie piszę do niej tylko do Ciebie.
          • Gość: jeden Re: Pożegnanie miłości IP: *.hsd1.ct.comcast.net 02.01.07, 18:38
            Jak juz masz przyjaciela/przyjaciulke, ktorego dobrze znasz, to oczywiscie nie
            odmowisz mu pomocy, jak ten ma klopot, w ktorym mozez mu pomoc. Ja pisalem do
            osoby, ktorej nie znam, ktorej reakcje na moja pomoc moga byc rozne. Moja pomoc
            mogla by zaszkodzic. Np moglaby uznac, ze ja wykozystalem po ostrym
            przytulaniu. Kiedy ja myslalbym, ze to bylo dla jej dobra psychicznego. Dlatego
            bespieszniej jest dla mnie, sie nie wtracac. O czym napisalem "przez kwiatek" i
            przy okazji wytlumaczylem(mysle) dlaczego ludzie czasami nie reaguja na ludzie
            klopoty.

            W drugiej opini, udzielilem jej pomocy w formie informacji(o koniecznym
            odzywianiu) i sam jestem ciekawy jej reakcji. Bo np. kto wie w Polsce co jest w
            napojach dietetycznych(srodek zastepujacy cukier)i nie tylko i co to potrafi
            zrobic z ludzka psychika, z ktora ona ma problemy. Po tej reakcji wogle bede
            wiedzial, czy ona pisze prawde i potrzebuje pomocy, czy raczej szuka aniola
            struza, ktory bedzie zyl za nia i podejmowal konieczne decyzje, zwiazane z jej
            zyciem.
            • takajednatam Re: Pożegnanie miłości 02.01.07, 19:02
              Dziękuę bardzo:)
              Nawet nie liczyłam na to, że odpowiedź otrzymam już dziś, za moment:)
              Dziękuję tym bardziej, że zdaje się zrozumiałam bliżej sprawę, którą masz na
              myśli.
              Przyjaciół niektórzy miewają, to cenna sprawa.
              Wiesz, mnie się udało i mam te same dwie osoby od 20! lat. Cieszę się jak
              dzieciak, gdyż z biegeim lat doceniam wartość zjawiska i jestem wdzięczna, że
              ktoś również tej mojej cząstki przyjaźni oczekuje.

              A co do Twojej odpowiedzi - jasne, cokolwiek zdarzy się przyjacielowi jesteśmy
              przy nim murem (czasem nawet mając odmienne zdanie) ,ale razem. Trzymamy stronę
              tej osoby, nawet jeśli zdanie jest odmienne - trudno - przyjaciel rozumie.
              Cieszę się, że nie odrzucasz z zasady zjawiska "wszystko inne jest obce"

              Faktycznie, osobę dalszą trudniej zrozumieć. trudniej dotrzeć. Mimo to - warto.
              Wiesz? Kiedyś dotarła do mnie poprzez forum pewna istota (juz jej wirtualnie
              nie ma) i rozjarzyła mi pwene fragmenty dośc istotne, ważne.
              Czasami osoby, tzw. przechodnie mają ogromne znaczenie. Tylko, że oczy trzeba
              mieć szeroko otwarte, bo zobaczyć oczywistą głupotę i mądrośc równie łatwo.

              Dziękuję za wyjaśnienie.
              Teraz lepiej rozumiem co napisałeś.

              P.S.
              Oczyszczenie organizmu z toksyn trwa około roku. Długo prawda?
              Żadne Spa i inne reklamowe dyrdymały nie pomogą szybciej.

    • gramann Re: Pożegnanie miłości 11.12.07, 00:49
      odezwij się... po prostu...

      Staszek
    • dotyk_wiatru Re: Pożegnanie miłości 11.12.07, 07:09
      Boże :((((

      Minął prawie rok...Mam nadzieję, że dałaś radę i jest dużo lepiej...

      Niemniej zastanawiam się...czy to prawda czy tylko
      opowiastka...Podejrzliwa się zrobiłam...Sorry...

      __
      Zastanawiam się czy...powinnam tutaj zaglądać...Te forum, ludzie tu
      piszący...Może nie powinnam...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka