Gość: Narkoza
IP: *.chello.pl
29.11.01, 15:51
Witam i pytam :-)))
Dlaczego ludzie tak łatwo zadowalają się w życiu byle czym? Mam tu na myśli
związki międzyludzkie. Zabijanie samotności za wszelką cenę. Te wszystkie
małżeństwa bez miłości, chodzenie z kimś, kogo się nie kocha. Skąd się biorą
takie rzeczy? Czy to brak wiary w to, że w życiu warto czekać na coś dobrego? A
może brak wiary w to, że na coś naprawde wielkiego się zasługuje? Czy wręcz
brak potrzeby przeżycia czegoś takiego? Presja otoczenia, coś w stylu "znajdź
sobie kogoś wreszcie", "masz już kogoś" itp.? Tykający zegar biologiczny? Czy
może wreszcie totalna rozpacz?
A może są jakieś inne powody ku temu, że ludzie wiążą sie z osobami, których
najzwyczajniej w wiecie nie kochają?
I czy dobrze robią?
Czy warto rozmieniać się na drobne?
Ja ze swojej strony wiem jedno: będąc z kimś kto jest jedynie wystarczająco
dobry, kogo nawet lubię i szanuję, miałabym nieustające poczucie zdrady wobec
siebie i wobec niego. Nie potrafiłabym być z kimś tylko dla zabicia czasu, dla
chwilowego zapomnienia o samotności, zarazem mając pod czaszką tę myśl
zdradziecką, że to nie to, że mogłoby być setki razy lepiej.
Tylko nie wiem czy to przypadkiem nie jest ślepa uliczka. Może łatwo w wieku
dwudziestuparu lat gadac o wielkiej miłości, o czekaniu na cud. A może właśnie
dobrze robią ludzie, którzy żmudnie i od podstaw budują sobie coś zaledwie
poprawnego? Może w jakimś momencie okaże się, że to oni mieli rację? Być może
nigdy w życiu nie dosięgną gwiazd, ale za to będą mieli kogoś, kto poda im
szklankę herbaty na starość? Nie wiem.
Pozdrawiam Wszystkich.
Narkoza