28.12.07, 18:58
dwie rzeczy ktore lubie:
sok pomidorowy oraz ziewanie
jak wynika z mojego eksperymentu ktory wlasnie przeprowadzilem w wannie podczas kapieli ( aby urozmaicic srodowisko doswiadczenia) polaczenie oby tych rzeczy bywa grozne wrecz niebezpieczne.
aha i jeszcze jedna praktyczna porada,
jesli dajemy za duzo olejku kokosowego z midem itp do kapieli, upewnijcie sie ze nie stajecie boso na posadce lazienki... bo pupa moze rozbolec ( konkretnie kosc ogonowa) zwlaszcza jesli nago probujemy zatanczyc, ot chocby do takiej melodii:
www.youtube.com/watch?v=9KhZYCJRwoY
to tyle moich obserwacji
dziekuje za uwage
:)
Obserwuj wątek
    • white.falcon Re: hmm.... 28.12.07, 19:33
      Zwierzu, czyzbys podczas ziewania w wannie nałykał się piany i teraz
      z noska Ci bąbelki wyskakują? A co do padania - a dywanik sprawić to
      już tak trudno? Albo nie pozwala łupnąć jak długi, albo amortyzuje,
      skoro już tańczysz. :-)

      A tak na marginesie - co myslisz o Analityczkowym wpisie? No i
      jeszcze jedno takie ociupke marginalne - zajrzyj kiej łaska do swej
      wizytówki i ją obejrzyj wnikliwie. ;-)
      • zwierz_futerkowy Re: hmm.... 28.12.07, 19:46
        tancze, poskakuje a czesci niesforne same schna... hm... chyba sie za bardzo rozkrecilem..
        ziewanie w wannie nie nalezy do bezpiecznych praktyk. gdyby Marat nie zaspal, smierc nie zaskoczyla by go znienacka ( tak na przyklad)
        dywanik zawsze zapominam rozloyc a to z uwagi na moja pamiec krotka... (zaznaczam! to jedyna krotka czesc mojego jestestwa!)
        bbelki z nosa puszczam czasem pod wieczor dla rozrywki i ku obrzydzeniu sasiadom...

        hm... patrze na ta wizytowke i poza przystojnym facetem... moment, to nie facet, jej! ja to pisze??
        jeszcze raz:
        mam, widze, dzieki!

        PS. mowisz o wpisie a propos spotkania?
        hm... musze sprawdzic rozklad lotow....
        • white.falcon Re: hmm.... 28.12.07, 20:05
          Ja tam wolę mnięciutki ręcznik może dlatego, że nie mam gdzie
          specjalnie kręcić się jak fryga, bo mieszkam w kuferku prababci. ;-)

          Co zaś dotyczy Marata - on w tej swojej wannie siedział ze względu
          na alergię, bo ponoć woda mu pomagała na to. Znając ówczesna
          filozofię na temat higieny mocno wątpie, czy raczej nie szkodziła,
          bo na łebek to napewno - tyle ludzi kazać wyciąć w pień, wszędzie
          węszyć spiski. Przynajmniej Kordelia (chyba dobrze zapamiętałam
          imię) była przytomna i przedsiębiorcza, bo inaczej by to krwawe
          żniwo zebrałoby większy urodzaj. Zresztą po Maracie skórki z
          wyprawką nie ostało się, a czaszka Kordelii dotrwała naszych czasów.

          Rany kota i na funt kłaczków - pomylić kobietę z facetem? Zdolnyś,
          Zwierzu. :-)

          A o ten to wpis chodzi - takie nas poznać to nielada gratka, bo my
          wszystkie takie, jak nie jedna inna chciałaby być. Odwagę zatem
          sprawdzam Twoją, a Ty tam sprawdzaj loty, bo nowi są mile
          widziani. :-)
          • zwierz_futerkowy Re: hmm.... 28.12.07, 20:10
            ooooooooooooooo

            (szczeka opada ze zdziwienia....)

            duzo wiesz na temat Marata... hm, wyrazy historycznego podziwu. :)

            co do wisu... hm... warte przemyslenia.
            uciekam teraz do pracy bo pacjenci czekaja, a rece same sie rwa do roboty ( nie jestem dentysta - ofkors!)
            od jutra !!!
            • white.falcon Re: hmm.... 28.12.07, 20:37
              Eee, niech Ci szczęka na miejsce wróci, bo jeszcze pacjentów
              wystraszysz i przestaną Ci ufać - takiemu skrzywionemu. ;-)

              Nie chwal dnia przed zachodem słońca - nie wszystko wiem, tylko
              różnie i z różnych bajek, jak akurat coś mnie interesuje. A
              rewolucję francuską w związku z Vandeą tak sobie przemyśliwałam. I
              tyle.

              A szkoda, że nie jesteś dentystą - wprawiłbyś ząbki Kordelii, bo moc
              w jej czaszce uzębieniowych ubytków i nie sądzę, by powstały w
              czasie późniejszym - gilotyną nie rąbano po sczęce, raczej cięcie
              miała gładkie. Kat już o to dbał, bo potem za włosy łebek tłumowi
              pokazywał, a nawet taki motłoch, nawykły do tego rodzaju rozrywek,
              mógłby zniesmaczyć się, jakby mu jakąś sieczkę zamiast kulturalnie
              uciętego łebka pokazał. Czyli Kordelia nie ma co na zgrabne ząbki
              liczyć? Szkoda. ;-)
              • Gość: Greyblue Lebek :) IP: *.centertel.pl 28.12.07, 21:13
                Moj ojciec, jak zabija kure, to odcina lebek z malym kawaleczkiem szyi i rzuca ku uciesze psu, natomiast korpusowi daje swobodnie sie wybiegac po podworku ku uciesze dziatwy.
                Moj tesc odcina lebek u nasady, zeby wiecej szyi zostalo, drgajacy korpus trzyma mocno w worku.
                Na podstawie w.w. obserwacji moge stwierdzic, ze moj tesc jest nieco bardziej pragmatyczny :)
                • white.falcon Re: Lebek :) 28.12.07, 21:24
                  Kura, Greyblue, to nie człowiek, choć wielu wegan by mnie opluło
                  chyba za herezję. Nomen omen, moja koleżanka z lat dzieciństwa
                  właśnie przez brak rozsądku ojca (tak chwalebnego u Twoich krewnych)
                  została narażona na wątpliwe spotkanie z kogutkiem o niedouciętej
                  głowie, który ruszył w jej kierunku, gdy zeszła po coś tam do zimnej
                  piwnicy. Miała z sześć lat i więcej tam nigdy nie zeszła. Mocne
                  wrażenie w niej zostało na amen, choć widziała i świniobicie i wiele
                  innych wiejskich dość krwawych obyczajów. Kogutek "zamurował" jej na
                  długo schodzenie do piwnicy.
                  • Gość: Greyblue Traumy... IP: *.centertel.pl 28.12.07, 22:23
                    Chyba 6 klasa podstawowki. Po osiedlu, gdzie mieszkalem, paletal sie pies, wielki, czarny i ponury - taki demoniczny wrecz. Jeszcze mowili, ze jakis chory. Raz wracalem ze szkolnej wycieczki, autobus zatrzymal sie ok. 1 km od domu. 3 w nocy. Teraz, w czasach pedofilow, narkomanow, mafii, chuliganow i bezrobotnych pijaczkow to nie do pomyslenia, zeby dziecko samo lazilo w nocy, ale wtedy byla Milicja :)))
                    No i ide do domu z dusza na ramieniu, patrze, czarny ksztalt przede mna na mojej drodze - tak, to on - stal, jakby na mnie czekal. Mnie wmurowalo ze strachu. I jeszcze glupi patrze sie mu prosto w slepia. On tez patrzy. W koncu po jakichs obiektywnie 10 sek. dostojnym krokiem odszedl na bok a ja kontynuowalem marsz do domu. Mialem wtedy chyba troche szczescia. A czasem - pozory myla a najwieksze zagrozenie kryje sie... czesto w nas samych. Nie tracmy czujnosci :)
                    • white.falcon Zbyt mocne słowo... 28.12.07, 22:31
                      Przecież nie zacząłeś chyba panicznie uciekać przed każdym psem,
                      podobnym do tamtego? To taki dziecięcy strach, bo zwierząt, ogółem
                      mówiąc, nie należy bać się. W przypadku dzikich - uważać i nie
                      włazić im w paradę, bo dzika świnia z młodymi zaatakuje, jeśli do
                      niej podejdziesz zbyt blisko, by podziwiać pasiaste dzieci, wilk
                      rzuci się na Ciebie w zimie, jeśli akurat jest w zgrai, a Ciebie po
                      nie wiem co - poniosło w głąb puszczy w zimie, gdy wyżarły
                      wszystkich zwierzaków dookoła i tak przykłady można mnożyć. Jak się
                      ktoś nie zna na zwierzęcych zwyczajach, to nie powinien pchać się
                      tam, gdzie są.

                      Zwierzęta atakują tylko jeśli są zagrożone lub głodne (pomijam
                      wściekłe, bo te garną się do ludzi). Człowiek jest o wiele
                      niebezpieczniejszy, choć nie mniej urokliwy, niż zwierze. Ale są
                      takie przysłowia: "Wilka się bać - do lasu nigdy nie chodzić"
                      i "Strach ma wielkie oczy". Czasem trzeba pozostawić sprawę własnemu
                      zdrowemu rozsądkowi i rozeznaniu w świecie i zadawać się z tymi
                      ludźmi, których uważasz za wartych tego. :-)
                      • Gość: Greyblue Nie wytrzymalem :) IP: *.centertel.pl 29.12.07, 08:01
                        Nie mialem nigdy psa, ale psy lubie.
                        Natomiast jest taka sytuacja: sasiedzi maja buteliera, puszczaja go bez kaganca, chodzi, gdzie chce. Ma potencjalny kontakt z naszym malutkim dzieckiem. Zona i ja zwracamy im uwage, oni, ze pies jest lagodny jak baranek, ulozony i nie ma zagrozenia. Ja, ze rozumiem, ale, ze reakcje malego dziecka moga byc nieprzewidziane i w zwiazku z tym reakcje psa tez. Oni ustepuja, wolaja tego psa dla swietego spokoju. Zona sie boi. Uwazam, ze to zona ma racje, nie oni. Psiarzem nie jestem, nie znam sie, ale jak takiemu odpierniczy, to jeden ruch szczeki i dziecko w kostnicy.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka