Dodaj do ulubionych

English lesson

01.02.08, 09:28
www.youtube.com/watch?v=9xtYEX9KDwY
Może po prostu mam słabszy dzień? Zdarza się.

Madonna Frozen

You only see what your eyes want to see
How can life be what you want it to be
You're frozen
When your heart's not open

You're so consumed with how much you get
You waste your time with hate and regret
You're broken
When your heart's not open

Mmmmmm, if I could melt your heart
Mmmmmm, we'd never be apart
Mmmmmm, give yourself to me
Mmmmmm, you hold the key

Now there's no point in placing the blame
And you should know I suffer the same
If I lose you
My heart will be broken

Love is a bird, she needs to fly
Let all the hurt inside of you die
You're frozen
When your heart's not open

Mmmmmm, if I could melt your heart
Mmmmmm, we'd never be apart
Mmmmmm, give yourself to me
Mmmmmm, you hold the key

You only see what your eyes want to see
How can life be what you want it to be
You're frozen
When your heart's not open

Mmmmmm, if I could melt your heart
Mmmmmm, we'd never be apart
Mmmmmm, give yourself to me
Mmmmmm, you hold the key

Mmmmmm, if I could melt your heart
Mmmmmm, we'd never be apart
Mmmmmm, give yourself to me
Mmmmmm, you hold the key

If I could melt your heart
Obserwuj wątek
    • ginger43 You'll pass your exam... 01.02.08, 09:52
      ...I am sure! Sometimes everyone has to face a sorrow in order to
      see a brightness. Need some "warm" or inspiration to feel better?
      Keep smiling :))))

      www.youtube.com/watch?v=-hUiIn6m0rA
      .................................................................
      Oczekiwanie, że coś miłego się wydarzy, to niemal połowa
      przyjemności.
      • alien02 Re: You'll pass your exam... 01.02.08, 10:07
        Reflection is not a sorrow.
        Don't worry.

        :)
        • ginger43 Re: You'll pass your exam... 01.02.08, 10:18
          I am not worried :) Sometimes reflection brings sorrow, I've just
          faced something like that. I think it's much better to know what's
          up, even if it's not nice feeling - then you have a chance to see
          your new way forward.
          .................................................................
          Oczekiwanie, że coś miłego się wydarzy, to niemal połowa
          przyjemności.
          • alien02 Re: You'll pass your exam... 01.02.08, 10:31
            Wyobraź sobie Ginger następującą hipotetyczną, wyłącznie wydumaną w zakamarkach
            mojego umysłu sytuację: znasz kogoś, kto bardzo czegoś potrzebuje. Ty wiesz
            dokładnie, czego ten ktoś potrzebuje. Nawet, jeżeli ten ktoś twierdzi inaczej
            lub się waha - ty po prostu wiesz - że bardzo tego potrzebuje. Wiesz też, że
            możesz to dać tej osobie i to w dodatku bezinteresownie, bo sam tego masz na
            kopy i magazyn nigdy się nie wyczerpie. To coś, czego nie kupisz za pieniądze,
            żeby była jasność. Ale nie możesz tego zrobić, bo wtedy zniszczysz życie drugiej
            osoby, którą kochasz ponad własne życie. I musisz z tym żyć, Ginger. Z tym
            przekleństwem.
            Madonna o tym śpiewa: IF I COULD MELT YOUR HEART.
            • Gość: Alien02 Errata - to bez sensu IP: *.centertel.pl 01.02.08, 12:40
              Nie mam prawa wyciagnac wtyczki i probowac zrobic Neo z kogos, kto i tak chce zyc w Matriksie. To, ze dla mnie Matriks to gowno, nie daje mi prawa do uszczesliwiania innych na sile. Niech sobie zyja w swoim swiecie kasy i seksu.
              • ginger43 Zawsze jest jakiś sens... 01.02.08, 12:56
                Szray, teraz to się zastanów komu bardziej to jest potrzebne -
                osobie obdarowywanej, czy darczyńcy? Takie rzeczy nie są
                jednostronne... Dając bierzemy też coś dla siebie, często nawet
                nieświadomie - jakie są braki i potrzeby tego, który daje, bo z
                pewnością SĄ.
                .................................................................
                Oczekiwanie, że coś miłego się wydarzy, to niemal połowa
                przyjemności.
            • ginger43 Zamurować te Twoje zakamarki!!! 01.02.08, 12:50
              Czy Ty już nie masz nic innego do upychania w tych zakamarkach
              umysłu? Jeśli to jest tylko tam, to nic strasznego, ale zdecydowanie
              współczuć należy komuś kto znalazł się w takiej sytuacji realnie -
              nie łatwe wyzwanie, wybór.
              A ja zapytam inaczej - czy wolno skazywać się na brak czegoś, jeśli
              ten brak nas niszczy, niszczy jakąś relację? Czy wolno to wziąć (lub
              dać komuś) z innego źródła, żeby ocalić to co się ma - czy to jest
              mniejsze zło? Zło niezależnie od rozmiaru zawsze pozostanie złem...
              Dobrze, teraz Ty pomyśl, a ja idę walczyć dalej...
              :)
              .................................................................
              Oczekiwanie, że coś miłego się wydarzy, to niemal połowa
              przyjemności.
              • Gość: Alien02 Spokojnie IP: *.centertel.pl 01.02.08, 13:54
                Tak, jak napisalem, mam slabszy dzien. Natomiast moje najwazniejsze 2 zadania, zdefiniowane na czas nieokreslony, to:
                1. Chron rodzine.
                2. Patrz punkt 1.
                Z tego bede rozliczony, przez Zegarmistrza...
                Pozdrawiam :)
                • ginger43 Re: Spokojnie 01.02.08, 14:05
                  Ja jestem dzisiaj nadzwyczaj spokojna :) Zawsze w pierwszej
                  kolejności trzeba chronić rodzinę, a przynajmniej próbować.
                  Znowu pada i pada, niech ja dorwę tego, kto zabrał słońce, to...
                  < marszczy ze złości nos>

                  Też pozdrawiam :)
                  .................................................................
                  Oczekiwanie, że coś miłego się wydarzy, to niemal połowa
                  przyjemności.
                  • Gość: Alien02 Dobra, rzucam temat :) IP: *.centertel.pl 01.02.08, 19:36
                    Podnioslas kwestie, i slusznie, czy ten, co chce tak dawac, rzeczywiscie jest bezinteresowny. Rozwazmy wiec, znow hipotetycznie, oczywiscie, ze zonaty facet "pracuje" na boku dla jakiejs tam kobiety jako "adorator", "pocieszyciel", "przyjaciel", jak zwa, tak zwa, wiadomo, o co chodzi i nie chodzi o bara bara tylko o uczucia. Co on zyskuje? Bo co moze stracic, wiemy wszyscy. Wszystko. Cierpienie zony i dzieci, smiesznosc wsrod znajomych, w ryja od faceta ew. z ta kobieta zwiazanego. Wiec po co to robi? Dlaczego to robi? Co jest jego motywatorem? Co zyskuje? On. Ten facet. Nie ona. Bo wiadomo, co zyskuje adorowana kobieta. Jej taki ukladzik z reguly pasuje.
                    Co myslicie?
                    • ginger43 Re: Dobra, rzucam temat :) 01.02.08, 20:00
                      Poczytam i pomyślę po wieczornym czytaniu bajek :DDD Myśli z
                      pewnością będę miała niewinne, bo to nie bajki Andersena, tylko Emil
                      ze Smalandii Astrid Lindgren :)
                      Na razie
                      .................................................................
                      Oczekiwanie, że coś miłego się wydarzy, to niemal połowa
                      przyjemności.
                      • Gość: Alien02 Dla ustalenia uwagi IP: *.centertel.pl 01.02.08, 20:59
                        Dorzucilbym jeszcze takie zalozenia:
                        1. Facet kocha swoja zone.
                        2. Nie chodzi o seks.
                        3. Obiektowi adoracji do idealu bardzo daleko.
                        4. Facet nie idealizuje obiektu adoracji, zna jej "charakterek".
                        Moj ograniczony meski umysl w kontekscie tego faceta widzi tylko dwie mozliwosci: albo debil albo kocha :)
                        No i oczywiscie to wydumana teoretyczna sytuacja - takie rzeczy to tylko na filmach :))) albo na teledyskach Madonny :)
                    • ginger43 Dobra, odbijam piłeczkę :) 01.02.08, 22:59
                      Gość portalu: Alien02 napisał(a):

                      > Podnioslas kwestie, i slusznie, czy ten, co chce tak dawac,
                      >rzeczywiscie jest bezinteresowny. Rozwazmy wiec, znow
                      >hipotetycznie, oczywiscie, ze zonaty facet "pracuje" na boku dla
                      >jakiejs tam kobiety jako "adorator", "pocieszyciel", "przyjaciel",
                      >jak zwa, tak zwa, wiadomo, o co chodzi i nie chodzi o bara bara
                      >tylko o uczucia. Co on zyskuje?

                      No cóż, jakby nie było jestem kobietą, ale myślę, że to akurat nie
                      ma większego znaczenia w tej kwestii, to może dotyczyć obu stron.
                      Wydaje mi się, że ten pocieszyciel, mimo że kocha swoją żonę
                      (absolutnie tego nie podważam) nie dostaje w małeństwie wszystkiego
                      co jest mu potrzebne do szczęścia i właśnie to dostaje od tej
                      adorowanej kobiety. Ostatnio doszłam do wniosku, że w żadnym związku
                      nie jest to chyba możliwe. Pozostaje kwestia czy da się żyć z tym
                      brakiem, czy w pewnym momencie okazuje się, że to czego brakuje jest
                      dla nas fundamentalne i nie jesteśmy w stanie, nie chcemy z tego
                      rezygnować. Co wtedy??? Będę gadać jak teoretyk - wydaje mi się, że
                      jest kilka rozwiązań - pierwsze i nie wiem czy nie najrozsądniejsze,
                      to o czym piszesz - związek emocjonalny na boku. Nie powiesz mi, że
                      w takim układzie biorącym jest jedynie "pocieszana" kobieta. Ten,
                      który daje z pewnością bierze coś od niej - to jest indywidualne. Na
                      przykład ciepło, rozmowę, bo wbrew pozorom, nie z każdym umiemy się
                      dobrze porozumieć, zaineresowanie tym co czuje, umiejętność
                      słuchania, troskę, nie wiem co jeszcze, można by pewnie sporo tego
                      wymyślać, każdy jest inny i ma inne braki i potrzeby.

                      > Bo co moze stracic, wiemy wszyscy. Wszystko. Cierpienie zony i
                      >dzieci, smiesznosc wsrod znajomych, w ryja od faceta ew. z ta
                      >kobieta zwiazanego. Wiec po co to robi? Dlaczego to robi? Co jest
                      >jego motywatorem? Co zyskuje? On. Ten facet. Nie ona.

                      Skoro wplątuje się w taki układ, to według mnie jest jednoznaczne,
                      że nie ma wszystkiego, a co za tym idzie nie straci wszystkiego.
                      Co zyskuje, to już gdybałam powyżej, ale mówię, co przypadek, to
                      lista tego co zyskuje będzie inna, generalnie zyskuje to, czego mu
                      brakuje w stałym związku inaczej by się nie pchał w coś takiego.

                      > Bo wiadomo,co zyskuje adorowana kobieta. Jej taki ukladzik z
                      reguly pasuje.
                      A dlaczego to niby jest takie oczywiste, co zyskuje. Tak samo
                      zyskuje różne rzeczy, w zależności od faceta i jego charakteru.
                      Jeden da jej poczucie bezpieczeństwa, inny ożywi szare życie,
                      jeszcze inny będzie kompanem np. do wypraw, a ideałem byłoby dostać
                      wszystko od jednego.

                      Nie dzieliłabym tematu na to co zyskuje kobieta, a co mężczyzna, bo
                      uważam, że jeśli obojgu jest ze sobą dobrze w takim układzie, to
                      oboje coś dają i coś biorą.

                      Po tych naszych rozważaniach nasuwa się kolejne pytanie - czy można
                      kochać jednocześnie dwie kobiety, czy dwóch mężczyzn... Myślę, że
                      tak, ale z pewnością nie jest to łatwe do pogodzenia, jak sądzę.

                      Dobranoc Gray,
                      Gini :)))

                      .................................................................
                      Oczekiwanie, że coś miłego się wydarzy, to niemal połowa
                      przyjemności.
                      • Gość: Alien02 Przeczytalem IP: *.centertel.pl 02.02.08, 07:28
                        Musze to przetrawic, co napisalas - duzo tresci, odezwe sie.
                        Dla mnie zdecydowanie najwazniejsza jest zona. Ale - jak widze czasem takie osy, zakute w te swoje pancerzyki, to zastanawiam sie - dlaczego to nie jest promieniujaca cieplem kobieta. I z jednej strony "cos" sie we mnie budzi, zeby takiej kobiecie troche tego ciepla dac. A z drugiej strony mysle - one po prostu takie sa i juz nic ich nie zmieni - po prostu - z innej gliny sa ulepione.
                        Udanego weekendu :)

                        • ginger43 Zaparzyć miętę na lepsze trawienie :) 02.02.08, 11:36
                          Czy zaaplikować coś na lepsze dotlenienie mózgu :))) Najlepiej
                          spacerek... A z osami to trzeba ostrożnie, mają żądło, niektórzy są
                          śmiertelnie uczuleni na ten jad...
                          Jadę do warsztatu, jak na ścięcie... nie mam dzisiaj dnia na
                          bajerowanie kogokolwiek :(
                          .................................................................
                          Oczekiwanie, że coś miłego się wydarzy, to niemal połowa
                          przyjemności.
                          • Gość: Alien02 Spacerek byl :) IP: *.centertel.pl 02.02.08, 13:00
                            Stresuje Cie wizyta w warsztacie??? Maske chcesz odpicowac czy co? :)))
                            • ginger43 Panikara jestem :))) 02.02.08, 14:32
                              Coś Ty! Samochód ma jeździć, jestem baba, ale nigdy przy kupnie
                              samochodu nie patrzyłam na kolor, ani bajery, co starsznie dziwiło
                              sprzedawców :DDD Ufff, poszło jak z płatka, pan wszystko sprawdził i
                              się nie czepiał, przegląd techniczny zaliczony, trala lala, hopsasa.
                              Niestety mam taką wadę, że panikuję na zapas, jakby to coś miało
                              pomóc! Nic nie będę picować, bo już mi tyle samochodów ukradli, że
                              teraz mogę tylko go zeszpecić i udziwnić, żeby zniechęcić złodziei.
                              Opiekunka do dziecka na wieczór znaleziona, na niebie jasność, tylko
                              myśleć optymistycznie należy. Obiadek gotowy, mniam :)

                              ................................................................
                              Oczekiwanie, że coś miłego się wydarzy, to niemal połowa
                              przyjemności.
                        • ginger43 Rozbudzone nadzieje... 02.02.08, 16:07
                          Gość portalu: Alien02 napisał(a):

                          > A z drugiej strony mysle - one po prostu takie sa i juz nic ich
                          >nie zmieni - po prostu - z innej gliny sa ulepione.

                          Nie wiem, czy chłód, którym emanują niektóre osoby, brak potrzeby
                          bliskości, jest kwestią charakteru, wychowania czy asekuranctwem -
                          chyba to jest indywidualne.
                          Podobno miłości trzeba się nauczyć, jeżeli w dzieciństwie ktoś nie
                          zaznał ciepła i czułości może nie umieć tego dawać ani brać -
                          wszystko co nieznane budzi lęk, ale może się też zdarzyć, że ktoś,
                          kto tego nie miał, w dorosłości ma tego ogormną potrzebę.
                          A to czy te osy chcą się zmienić... może chcą, ale się boją
                          spróbować, bo to może później gorzej boleć. To jest tak, że jeśli
                          czegoś nigdy nie miałeś, jest to dla ciebie jakby naturalna
                          sytuacja. Nagle dostajesz to na chwilę i jest wspaniale, a później
                          wracasz do szarej rzeczywistości... i boli jak cholera, bo
                          spróbowałeś, że może być inaczej, ale nie jest.
                          .................................................................
                          Oczekiwanie, że coś miłego się wydarzy, to niemal połowa
                          przyjemności.
                          • Gość: Alien02 Re: Rozbudzone nadzieje... IP: *.centertel.pl 02.02.08, 17:34
                            Bliskosc (duchowa, niekoniecznie cielesna) jest dla mnie zawsze aktem transcendentalnym. Wiec trzeba zwazyc, jakie moce kieruja wtedy czlowiekiem. Nie zawsze czlowiek jest w stanie to ocenic, bo to moze wykraczac poza jego sumienie. Tylko czas pokaze, czy byl narzedziem Dobra czy Zla. Ja np. dalej tego nie wiem.

    • marijola1 Re: English lesson 02.02.08, 14:47
      Nie przepadam za Madonną,ale ten utwór i teledysk bardzo mi się
      podobają.Teraz jeszcze mogłam wczytać się w słowa,dzięki:)))))
      • ginger43 Mam tak samo :))) n/t 02.02.08, 15:06

        .................................................................
        Oczekiwanie, że coś miłego się wydarzy, to niemal połowa
        przyjemności.
      • Gość: Alien02 Agree :) IP: *.centertel.pl 02.02.08, 16:03
        Tu chodzi o utwor, nie osobe wykonawcy.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka