aasiula1
27.11.06, 18:51
Jakieś półtora roku temu wiozłam ślicznego czarnego szczeniaczka do takiego
chłopa co pomaga tesciowi przy domu nad jeziorem. takie tam koszenie trawy,
czy inne. Pies mieszkał na podwórku (jak większość psów na wsi) ale w dobrych
warunkach. I nagle teść patrzy a pies się wałęsa po wsi. Myślał, że ucieł
albo coś. A Antoś (właściciel) mówi: -a nie, nie uciekł, żem go przegnał.
Ot tak ja gdyby nigdy nic.