Dodaj do ulubionych

KOTLET z pluszowego MISIA

23.04.04, 11:40
Między kotkiem, którego dziecko przytula a krową czy świnią nie ma żadnej
różnicy, tyle, że kotek ma imię.
Tego, kto nie ma imienia, można zabić i zjeść.

PRZY OKRĄGŁYM WEGETARIAŃSKIM STOLE ROZMAWIAJĄ:

Wojciech Eichelberger - psychoterapeuta, członek zespołu Laboratorium
Psychoedukacji,
Piotr Gliński - socjolog kultury, adiunkt w Instytucie Fizjologii i
Socjologii PAN, związany z wieloma organizacjami ekologicznymi,
Bolesław Rok - doktor filozofii, szef wydawnictwa "Pusty Obłok" i goszczącej
nas restauracji "Kuchnia Artystyczna".
"Wegetariański Świat" reprezentuje Agnieszka Olędzka, redaktor naczelna.

BOLESŁAW ROK: Rodzice czują się zagrożeni. Z mięsem związane są wszystkie
wartości, które wkładali w wychowanie dziecka. Dziecko negując to - neguje
rodziców.
PIOTR GLIŃSKI: Z badań wynika, że 90% Polaków uważa, że zwierzęta czują
strach i ból tak samo jak człowiek, 55% Polaków jest przeciwna polowaniom,
40% - doświadczeniom na zwierzętach.
WOJCIECH EICHELBERGER: - Myślę, że nie tylko własnego ciała trzeba słuchać,
ale też tego, co się nazywa sumieniem.


Agnieszka Olędzka: "Nawet kiedy człowiek buntuje się przeciwko śmierci, tak
jak ja się buntuję, to jeszcze może z niej wyciągnąć boską przyjemność sam ją
zadając" - napisał Ernest Hemingway, wielki pisarz i wielki myśliwy. Zabić,
aby wziąć rekompensatę od losu za swoje poczucie niższości wobec Boga, losu,
śmierci, której podlegamy, zabić aby pokonać strach przed własna słabością?
Poprzez cudzą śmierć, tak jakby odwlekamy własną, mocujemy się z nią i ją
oswajamy. Czyż nie tak?
Wojciech Eichelberger: Gdy się raz zabije, to potem już łatwo zabić drugi
raz, a wręcz trzeba zabić drugi raz. Ponieważ zabijanie domaga się
uzasadnienia, domaga się też pewnego znieczulenia na samo to doświadczenie.
Zaczyna się bardzo niebezpieczny proces. W tym Hemingwayowskim cytacie kryje
się osobiste zaangażowanie i osobista pasja zabijania. Każde kolejne
zabijanie uzasadnia poprzednie. Ta "boska przyjemność" jest prawdziwym
nieszczęściem, gdyż żyjąc w antropocentrycznej kulturze, nazywając się
dziećmi Boga czy podobnymi Bogu, nie mamy udziału w akcie tworzenia. I możemy
swoją boskość realizować tylko paradoksalnie i bardzo tragicznie - poprzez
zabijanie.
Sporą część dzieciństwa spędziłem na wsi i bardzo boleśnie reagowałem na
widok zabijania kury czy świni, czy nawet łowienia ryb na haczyk. Było to dla
mnie doświadczenie, z którym nie mogłem sobie poradzić, ponieważ jednocześnie
żyłem w przekonaniu, wzmacnianym przez całą rodzinę, że mięso jest niezbędne
do życia. Myślę, że ten konflikt, który rozgrywał się wówczas w mojej
podświadomości, wpływał w dużej mierze na stan mojego zdrowia. Gdy ponad 20
lat temu zacząłem praktykować zen i dowiedziałem się, że człowiek może żyć
bez mięsa, moim pierwszym uczuciem była natychmiastowa ogromna ulga, że
nareszcie mogę zmienić skład pożywienia. Wiązało się to z pewnym
wyrzeczeniem, ponieważ wówczas już lubiłem smak mięsa. Ale to nie był
argument, ważne było, żeby tę ogromną część życia, którą człowiek spędza przy
jedzeniu i w związku z jedzeniem, przeżywać zgodnie z własnym sumieniem. We
mnie już była pewna gotowość do przyjęcia tej informacji; ja na nią
nieświadomie czekałem. Ale myślę, że czasami może być odwrotnie. Można zacząć
od informacji ściśle medycznych i niekoniecznie zdawać sobie sprawę do końca
z jakichś głębszych powodów, które przyczaiły się w naszej podświadomości i
chcą zmienić nasze postępowanie. Są jednak ludzie, do których informacja ta
dociera a jednak nie są w stanie nic zmienić. Mam kilku takich znajomych,
którzy opowiadają, że tyle się już naczytali o wegetarianizmie, mają
olbrzymie poczucie winy, że jedzą mięso i chcieliby się od jedzenia mięsa
uwolnić. W ciągu dnia im się to udaje, a w nocy idą do lodówki i wyjadają
kiełbasę.
Obserwuj wątek
    • balbinia Re: KOTLET z pluszowego MISIA cd 23.04.04, 11:41
      Bolesław Rok: To pokazuje inny wymiar sprawy. Jedzenie mięsa jest nie tylko
      nałogiem wypływającym z tradycji i obyczaju czy psychologicznym uwikłaniem się
      w lęk przed zmianą stylu życia i odżywiania, ale też nałogiem przypisanym
      fizjologii.
      Agnieszka Olędzka: Pisaliśmy o tym szeroko w pierwszym
      numerze "Wegetariańskiego Świata" w artykule "Pożądanie zwane mięsem". Mięso
      było zapewne pierwszym środkiem narkotycznym ludzkości, działało ekscytująco i
      dawało przejściowe poczucie wzrostu siły.
      Bolesław Rok: Chciałem postawić pytanie: co można zrobić, jeśli ludzie wiedzą
      już dokładnie wszystko o wszelkich aspektach jedzenia mięsa, ale nie chcą nic
      zmienić? Czy powinniśmy dostarczać coraz więcej i coraz lepiej naukowo
      sprawdzonych informacji, czy powinniśmy szokować migawkami z rzeźni? Czy w
      ogóle cokolwiek robiąc pomagamy tym ludziom z podjęciem decyzji, czy może im
      przeszkadzamy? Gdy się mówi o tym za dużo i za głośno, to człowiek broni się
      przed taką informacją.
      Piotr Gliński: Z badań socjologicznych przeprowadzonych w Polsce wynika, iż 90%
      Polaków uważa, ze zwierzęta odczuwają strach i ból w takim samym stopniu jak
      człowiek, 55% Polaków jest przeciwna polowaniom, 40% jest przeciwna
      doświadczeniom na zwierzętach. Te wyniki pokazują, że istnieje u nas pewne pole
      do dyskusji, punkt startowy do dialogu na tematy wegetariańskie.
      Agnieszka Olędzka: Doświadczenie zabijania w naszej kulturze zostało całkowicie
      odpersonalizowane. Nie jest ono osobistym doświadczeniem ludzi, tych, którzy
      jedzą mięso. Oni dostają gotowy produkt na stół, który nazywa się szynka, a nie
      na przykład "ciało zwierzęcia".
      Bolesław Rok: Rzadko osoba jedząca mięso zdaje sobie sprawę z tego, że ta
      potrawa związana jest ze śmiercią. Uświadomienie ludziom, że to, co mają na
      talerzu okupione jest cierpieniem zwierzęcia, na ogół wzbudza w nich poczucie
      winy, po czym niechęć, a często agresję w stosunku do osoby o tym mówiącej.
      Rzadko wpływa na zmianę postawy. Chciałbym, abyśmy zastanowili się nad tym, na
      ile możemy zmienić psychikę człowieka nie obwiniając go. Bo my mówimy mu:
      spójrz, tu uczestniczyłeś w czymś, co my uważamy za zło.
      Wojciech Eichelberger: Ja też myślę, że nie tędy droga. Myślę, że jakiekolwiek
      mówienie o wegetarianizmie musi być wolne od przemocy, bo zaprzeczałoby to
      samej istocie sprawy. I jeśli są tacy, którzy używają wegetarianizmu, aby
      wywyższać się, albo wywierać presję na innych, to może się to wydarzyć w
      pierwszej fazie - neofickiej, jako konieczność obrony przed naciskiem
      środowiska, rodziny, która domaga wycofania się z tych zmian. W pierwszej fazie
      zaczynamy gwałtownie poszukiwać sojuszników. Opowiadamy wszystkim o swoim
      wegetarianizmie, dyskutujemy, aby jaśniej wytyczyć sobie to nowe terytorium.
      Przekonując innych, kolejny raz przekonujemy siebie o dobrze wybranej drodze.
      Potem pojawiają się nowe myśli, nowe problemy i sytuacja się uspokaja.
      Pamiętam, że w tym okresie, gdy przestawiałem się na wegetarianizm, to wszystko
      zaczęło się wokół mnie zmieniać. Dużo ludzi odeszło z mojego otoczenia,
      pojawili się zupełnie inni - to było tak jak podróż, w której jedzie się do
      obcego miasta i nie wiadomo, czy w tym mieście ktoś wyjdzie na dworzec.
      Bolesław Rok: Ja młodym ludziom, którzy przychodzą do mojej "Kuchni
      Artystycznej" i którzy chcą zerwać z jedzeniem mięsa, doradzam, żeby
      przygotowali dla swoich rodziców jakieś danie wegetariańskie, zamiast
      obwieszczać im, że od dzisiaj nie jedzą mięsa. Gdy wyrzuci się centralną część
      posiłku, czyli kotlet, to ku przerażeniu troskliwych mam często zostają same
      ziemniaki. Rodzice czują się zagrożeni. Zawsze to mięso było najważniejsze -
      "zjedz chociaż mięsko". Wali się w gruzy ich sposób karmienia dziecka,
      wychowania, ich wartości. Z mięsem są związane wszystkie wartości, które oni
      wkładali w wychowanie swojego dziecka. Dziecko, negując to - neguje rodziców.
      Ja uczę te dzieciaki, jak mogą swój wegetarianizm pokazywać innym.
      Niekoniecznie to musi być walka - wojna przy stole, ale na przykład wspólne
      gotowanie.
      Wojciech Eichelberger: Dziecko jest udręczone tą podwójną moralnością, z którą
      styka się już w pierwszych latach swojego życia. Stosunek do zwierząt jest dla
      dziecka pierwszym obszarem doświadczenia miłości, wspólnoty ze światem innym
      niż matka. Z jednej strony dostaje pluszowe zwierzątka, książeczki o
      zwierzątkach, uczy się głosów zwierząt, potem dostaje żywe zwierzątko, a
      jednocześnie karmione jest zabitymi zwierzętami i jest to pierwszy szok moralny
      w naszym doświadczeniu. Uczymy się, że można w coś wierzyć i coś mówić, coś
      przeżywać i to nie ma nic wspólnego z tym co robimy. Potem to ciągnie się za
      nami przez całe życie. I ta sprawa bardzo boli, uwiera gdzieś w podświadomości.
      Dziecko ma daleko bardziej rozwiniętą intuicję niż dorośli i wie, że między
      pieskiem i kotkiem, które przytula, a świnką nie ma różnic. Że to jest ten sam
      świat. Sprawa się różni tylko tym, że jego piesek ma imię. A tego, kogo się nie
      zna z imienia, do kogo się nigdy nie podeszło i nie pogłaskało i komu odmawia
      się przyjaźni, można zabić i zjeść.
      Agnieszka Olędzka: Jakie konsekwencje może mieć takie zachowanie?
      Wojciech Eichelberger: Jest to zalążek pewnej schizofrenicznej postawy w życiu -
      rozdwojenie osobowości na jedną, która niby podtrzymuje wartość miłości,
      współczucia, chronienia życia oraz drugą, która niezależnie od tamtej zabija i
      zjada. To nasza cywilizacja jest właśnie schizofreniczna - to, co mówimy, co
      deklarujemy, w co usiłujemy wierzyć, co wielbimy, czy to, do czego się modlimy,
      rozmija się z tym, co robimy.
      Agnieszka Olędzka: Czy można zaryzykować twierdzenie, że tak dużo obecnych
      teraz przypadków nieradzenia sobie z własną psychiką, kalekich osobowości ma
      powiązanie z tym dziecięcym problemem z kotletem?
      Wojciech Eichelberger: Może mieć. Tak jak powiedziałem jest to jedno z
      najbardziej pierwotnych doświadczeń tego konfliktu między tym, co się
      deklaruje, a tym, co się robi. To się musi rozmijać. A doświadczenie to jest
      niebezpieczne i konsekwencje tego widoczne są przez całe późniejsze dorosłe
      życie.
      Piotr Gliński: Moje przejście na wegetarianizm było nietypowe. Miałem od wielu
      lat kontakty z grupami ekologicznymi, wegetariańskimi. Znałem cały szereg
      różnorodnych racjonalnych powodów medycznych i etycznych, dla których człowiek
      powinien być wegetarianinem. I nie wiem, dlaczego przeszedłem na wegetarianizm.
      Któregoś dnia, dwa i pół roku temu pomyślałem sobie, że przydałoby mi się w
      życiu troszeczkę wyrzeczenia czy ascezy i akurat wegetarianizm był pod ręką.
      Później już nie miałem ani jednego momentu, w którym myślałbym o kiełbasie.
      Bolesław Rok: I... lubisz siebie za to.
      Wojciech Eichelberger: Asceza z punktu widzenia obserwatora zewnętrznego jest
      pasmem wyrzeczeń i umartwiania się, a z punktu widzenia tego, który jej
      doświadcza może być otwieraniem się nowych światów, sięganiem do rogu
      obfitości. W naszej judeo-chrześcijańskiej kulturze wegetarianizm jest
      podnoszony do rangi praktyki religijnej jako post np. w piątki czy w Wigilię.
      Jest to odświętna praktyka duchowa, która ma pomóc człowiekowi w obliczu
      świętego wydarzenia, w którym uczestniczy, skontaktować się bliżej, lepiej z
      wymiarem duchowym w sobie. Jest to ciekawe, że ludzie zanurzeni głęboko w tej
      kulturze i tradycji traktują to jako nieprawdopodobne wyrzeczenie, umartwianie
      się, skrajny ascetyzm, że wyrzekają się mięsa w piątek czy w Wielki Tydzień.
      Myślę, że wegetarianie mogą budzić agresję w tym sensie, że ludziom
      przywiązanym do kotleta jawią się bardziej święci niż święci.
      Piotr Gliński : Są też inne reakcje, jak na przykład wyśmiewanie czy agresja ze
      strony ludzi, którzy są najczęściej bezrefleksyjnie nastawieni do cywilizacji,
      w której żyją, usadowili się w niej, przyjęli jakieś funkcjonujące wzorce
      rozwoju i dla nich jest dość nieprzyjemnym pytaniem, pytanie
      • patrycja1203 Re: KOTLET z pluszowego MISIA cd 23.04.04, 12:44
        Balbinia, chyba nie wkleilas calego wywiadu:( mozna prosic o c.d.?
      • balbinia dokonczenie :) 23.04.04, 13:39
        Piotr Gliński : Są też inne reakcje, jak na przykład wyśmiewanie czy agresja ze
        strony ludzi, którzy są najczęściej bezrefleksyjnie nastawieni do cywilizacji,
        w której żyją, usadowili się w niej, przyjęli jakieś funkcjonujące wzorce
        rozwoju i dla nich jest dość nieprzyjemnym pytaniem, pytanie o sens wyścigu
        szczurów, tego w czym uczestniczą. Nieprzyjemne jest też dla nich
        kwestionowanie zasadniczych elementów ich kultury czy stylu życia. I dlatego
        ich reakcja może być agresywna. Dodam jednak, że z nimi też można dyskutować.
        Bolesław Rok: Nigdy nie uważałem siebie za kogoś lepszego, bardziej świętego
        przez to, że nie jem mięsa. Przyznam się, że jestem pionierem wegetarianizmu w
        Polsce. Od 20 lat nie miałem potrzeby pokazywania tego, eksponowania ani
        potrzeby przekonywania innych. Kiedyś zdarzyło się, że znalazłem się na
        przyjęciu specjalnie dla mnie przygotowanym, gdzie były same dania mięsne -
        wówczas jadłem. Nigdy bym nie powiedział o sobie: powstrzymuję się od jedzenia
        mięsa; ja po prostu nie jem mięsa, nie uczestniczę w procederze zabijania, nie
        jem pokarmu, który - co intuicyjnie czuję - nie jest dla mnie dobry. Energie,
        które towarzyszą mięsu, są negatywne dla mojego organizmu. Nie chcę zaśmiecać
        organizmu takim pokarmem, tak jak nie chcę zaśmiecać umysłu niepotrzebnymi
        rzeczami. Można to nazwać praktyką czystości.


        Autor: spisała: Agnieszka Olędzka

        www.wegetarianski.pl
        • patrycja1203 Re: dokonczenie :) 23.04.04, 14:19
          dzieki:)Bardzo lubie Eichelbergera, chyba na twojej stronie byl z nim wywiad
          zatytulowany Przyjaciel na talerzu - czy dobrze kojarze?
          • Gość: ... Re: dokonczenie :) IP: *.dip.t-dialin.net 29.06.04, 12:53
            Owszem byl, ale sie zmyl, gdzies mi sie zapodzial. Ale bedzie znowu na pewno,
            pozdrawiam :)
            ps. to ja balbina
    • Gość: meateater Re: KOTLET z pluszowego MISIA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.06.04, 23:33
      a ja zjadłem mojego misia

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka