kasiajn
28.05.05, 07:51
Poranne śniadanie. Serek firmy Łukta, która bardzo ceniłam za ekologiczny nabiał i 'humanistyczne
podejście" - ekologia jest duzym wyzwaniem dla każdego producenta, a Łukta reklamuje sie jeszcze
sympatycznym skądinąd hasłem: Nasze krowy znamy po imieniu.
Serek jakby lekko zbyt sztywny, homogeniczny, zbyt zwarty - rzucam okiem na skład, ukryty na
spodzie kubka. Jeden ze stabilizatorów to E 441. Sprawdzam - żelatyna. Galaretowata substancja
otrzymana ze zwierzęcych kości.
Firma, która jak rozumiem stawia pierwsze kroki na rynku, reklamuje sie jako ekologiczna, przyjmuje
na siebie cieżar produkcji wyrobów wysokiej jakości, dodaje łyżkę dziegciu i niweczy, w moim
mniemaniu, własny wysiłek. Ich główne hasło reklamowe zaś mocno w tym kontekście trąci ironią.
Coś w stylu - tak cię kocham, że cię zjem - w całości.
Gdyby jeszcze nie było wyboru! Na rynku są inne stabilizatory, guar, który znalazł sie w serku obok
żelatyny, ale jest też agar agar - zakładając że to konieczne.
Mają stronę internetową, usiłowałam tam napisać, ale jest to tylko strona testowa.
Więc piszę tutaj. Może ktoś z Łukty to przeczyta i przemyślą jeszcze raz recepturę?