prasnta
30.08.05, 16:13
jestem wegetarianka od około 4 lat..w zasadzie to nie licze dokładnie..
Mięsko odpadło mi samo od razu w ciągu jednego momentu,kiedy dotarło do mnie
c w zasadzie my jemy i jak to pozywienie zdobywamy,i ze człowiek w tym
kontekscie wcale dumnie nie brzmi..
Poczatkowo nie odrzucało mnie od wszystkiego co miesne..gdy przechodziłam
koło stoiska mięsnego,czy -nie daj Boże -sta łam koło niego w kolejce po
serek robiło mi sie słabo a twarz nabierała odcienia trawy..potem to sie
uspokoiło..nauczyłam się lepiej kontrolować moje reakcje(syst.energetyczny)
Jednak ostatnio coś sie dzieje_i tu docieramy do punktu kulmanacyjnego mojej
opowieści_bo ma ochote na mięsko..pachnie mi po prostu..i jest w tym jakas
nieścisłość..bo niemam ochoty TEGO jeść..wiem że by mnie zemdliło,a jednak
jakoś tak ochote mam..znaczy jak już wspomniałam pachnie mi to po prostu..
Co sie dzieje..??
Nie spotkałam się z takim przypadkiem jeszcze..
Może byc to wynikiem tego w jakim okresie życia się znajduję..potrzeba mi
troche tej mięsnej agresji w mięśniu zaklętej..nie wiem..co myślicie???