Dodaj do ulubionych

Soja GMO - Genetycznie zModyfikowany Organizm

02.03.06, 13:41
Uwadze szanownego gremium poświęcam: Najbardziej popularna genetycznie
modyfikowana (GM) soja to odmiana Roundup Ready będąca produktem Monsanto.
www.gmfreeireland.org/downloads/Deadrats.pdf

"W 2003 r., laboratorium francuskie przeanalizowało wstawione geny w pięciu
odmianach GM, włączają w to Roundup Ready ziarno sojowe.[1]
W KAŻDYM [podkreślenie moje] z przypadków sekwencje genetyczne były inne niż
te opisywane przez kompanie biotechnologiczne lata wcześniej. Czy wszystkie
te kompanie popełniły błędy? To mało prawdopodobne. Miały za to miejsce
prawdopodobnie raczej przestawienia [dosłownie zostały one:
przearanżowane, 'rearranged'] wstawionych genów w miarę upływu czasu.
Laboratorium w Brukseli potwierdziło, że sekwencje genetyczne były różne od
początkowo podawanych. Ale sekwencje odkryte w Brukseli nie odpowiadały tym,
które odkryto we Francji [2]. Sugeruje to, że wstawione geny są niestabilne
i mogą się zmieniac na wiele sposobów. Oznacza to również, że wytwarzają one
nowe białka - takie, których powstanie nigdy nie było zamiarem twórców, ani
które nigdy nie zostały przetestowane."

"Geny wprowadzane do soji GM wytwarzają białko, którego dwa fragmenty są
identyczne ze znanymi alergenami. Może to również wpływać na wzrost
zachorowalności na alergie. Co więcej, JEDYNA [podkreślenie moje]
kiedykolwiek przeprowadzona próba jej wpływu na ludzi potwierdziła, że ten
wstawiony gen przenoszony jest do DNA bakterii w jelitach. Oznacza to, że
już długo po tym, gdy zdecydujecie się przestać jeść soję GM, wasze własne
bakterie w waszym brzuchu wciąż mogą wytwarzać to potencjalnie alergogenne
białko wewnątrz waszego przewodu pokarmowego"

"Na zdrowie noworodków mogą także mieć wpływ toksyny, alergeny i anti-
nutrients [moje przyp.: składniki nie będace składnikami odżywczymi] w diecie
matki. Mogą one powstawać w GM roślinach, z powodu nieprzewidywalnych zmian w
ich DNA. Proces wstawienia genu może usunąc jeden lub więcej naturalnych
genów z DNA, wymieszać [scramble][3]) je, wyłączyć je lub na stale je włączyć
[uaktywnić]. Może również zmienić poziomy ekspresji setek genów [4]. A
wyhodowanie zmienionej komórki w roślinę GM w procesie zwanym hodowlą kultur
tkankowych [5] może wytworzyć setki lub tysiące dodatkowych mutacji w DNA.

Większość tych możliwości nie zostało poprawnie ocenionyh w soji Roundup
Ready. Nie wiemy jak wiele mutacji lub zmienionych ekspresji genów zostało
wykrytych w jej DNA. Jednak po latach od jej wprowadzenia na rynek naukowcy
odkryli [6]) odcinek, na którym naturalne DNA soji zostało wymieszane
[scrambled][3] i dwa dodatkowe fragmenty obcego genu, które umknęły uwagi
podczas analiz wykonanych przez Monsanto."

"Dla przykładu, opublikowana [przez badaczy Monsanto] praca wskazywała na 27%
wzrost znanego alergenu, inhibitora trypsyny [trypsin inhibitor], podczas gdy
ujawnione ostatnio dane zwiększyły ten wskaźnik do 3-krotnego lub nawet 7-
krotnego wzrostu, po ugotowaniu soji. Może to wyjaśnić, dlaczego uczulenia na
soję w Wlk.Bryt. wzrosły gwałtownie o 50% od czasu wprowadzenia soji GM."

"Dla przykładu, blisko 25 farmerów w USA i Kanadzie oswiadczyło, że pewne
odmiany roślin GM spowodowały, że ich świnie stały się bezpłodne, mają
fałszywe ciąże lub rodzą worki z wodą [dosł.:'bags of water']. Pewien rolnik
w Niemczech utrzymuje, że pewna odmiana roślin GM zabiła 12 jego krów i
spowodowała chorobę u innych."

[1] Mae-Wan Ho, "Transgenic lines proven unstable", ISIS Report, 22.10.2003
www.i-sis.org.uk
[2] www.i-sis.org.uk/UTLI.php

[3] "scrambled" DNA - to odcinek DNA przypominający jajecznicę (stąd nazwa)
z podstawowych zasad A, C, G, T (adenina, cytozyna, guanina i tymina)
budujących DNA (ta sama ich liczba na tym odcinku, jednak losowo wymieszane)
arxiv.org/PS_cache/cond-mat/pdf/0508/0508720.pdf
[4] poziom ekspresji genów
www.wiw.pl/biologia/genetyka/JezykGenow/Esej.asp?base=r&cp=1&ce=31
[5] kultura tkankowa
195.187.108.6/raporty/opisy/synaba/90000/sn90301.htm
[6] P.Windels, I.Taverniers, A.Depicter, E.Van Bockstaele,
M.DeLoose, "Characterisation of the Roundup Ready soybean insert", European
Food Research and Technology, vol.213 (2001) str.107-112.
Obserwuj wątek
    • l2m Re: Soja GMO - Genetycznie zModyfikowany Organizm 02.03.06, 23:04
      E tam... popatrzyłam na całość... śmiechu toto warte.
      "Straszne i okropne" przenoszenie się materialu genetycznego w genomie
      eukariotycznym znane jest jeszcze z lat 50-ch; zostało ono odkryte przez dr.
      Barbarę McClintock, jest zjawiskiem pospolitym, i do skutków transgenezy nie ma
      się nijak.
      To, że bakterie mogą pochłaniać z zewnątrz "obcą" DNA – również nie żaden dziw
      i nie żadne odktycie. No i, oczywiście, wcale to nie znaczy, że pochłonięte
      obce sekwencje genetyczne będą się transkrybowały (a zwłaszcza - trwale) w tych
      bakteriach.

      Co się tyczy tego:
      > "Dla przykładu, blisko 25 farmerów w USA i Kanadzie oswiadczyło, że pewne
      > odmiany roślin GM spowodowały, że ich świnie stały się bezpłodne, mają
      > fałszywe ciąże lub rodzą worki z wodą [dosł.:'bags of water']. Pewien rolnik
      > w Niemczech utrzymuje, że pewna odmiana roślin GM zabiła 12 jego krów i
      > spowodowała chorobę u innych."
      - to jest, za przeproszeniem, "jedna pani drugiej pani". Żadnych ekspertyz,
      żadnych badań, tylko "pewien rolnik sobie pomyślał, że..."

      Jednym słowem, kolejny straszak.
      • cyberski Re: Soja GMO - Genetycznie zModyfikowany Organizm 06.03.06, 10:09
        l2m napisała:

        [...]
        > Jednym słowem, kolejny straszak.

        Bardzo prawdopodobne, że straszak...
        Ale za to jaki piękny medialnie straszak...
        I na dodatek dający rację bytu kolejnym organizacjom ekologicznym (a raczej "ekologicznym"
      • ggigus nie jestem biolozka, ale sporo na temat roslin mod 06.03.06, 16:11
        genetycznie czytalam
        czym innym jest przenoszenie mat. genetycznego przez organizm sam, a czym innym
        celowe wszczepianie jakichs genow - np. lepza obrona przed szkodnikiem
        ponadto modyfikacje genet. sa nieodwracalne, jesli pole z takimi roslniami
        pozostaje bez kontroli, a sama kontrola . plot - jest utopia
        co do doniesien - czytalam, ze po zjedzeniu roslin genet. modyfikowanych, czesc
        osob reagowala alergicznie, bo wszczepione geny wywolywaly u ludzi niezamierzone
        reakcje
        • l2m Re: nie jestem biolozka, ale sporo na temat rosli 06.03.06, 18:41
          Tak się składa, że ja akurat jestem, jak Ty to okreśiłaś, "biolożką" - i to
          genetykiem. Widzisz, jeśli chodzi o literaturę naukową - uważasz, naukową, a
          nie media i wydania popularne - to nie da się tam znaleźć żadnych, ale to
          żadnych danych, świadczących o niebezpieczeństwie GMO jako takich. :)

          > czym innym jest przenoszenie mat. genetycznego przez organizm sam, a czym
          > innym celowe wszczepianie jakichs genow
          Nie jest "czym innym", albowiem techniki celowego wszczepiania "obcych" genów
          były opracowane właśnie na zasadach tego naturalnego przenoszenia się materialu
          genetycznego. Czyli różnicy zasadniczej tutaj nie ma.

          > ponadto modyfikacje genet. sa nieodwracalne, jesli pole z takimi roslniami
          > pozostaje bez kontroli, a sama kontrola . plot - jest utopia
          No niech nawet pozostanie - i dalej co? A nic. Przypominam Ci, że chodzi o
          odmiany roślin, które ustępują "dzikusom" pod każdym wzglęgdem - oczywiście,
          oprócz pożyteczności dla człowieka. Pozostawione odłogiem - zginą bez śladu już
          w następnym roku, góra za dwa lata. Weźmy, na przykład, ziemniaki "Nowy liść".
          Stonka je nie jada - więc pozostawione bez kontroli rośliny nie zostaną
          zniszczone przez tego szkodnika. Ale... wymarzną w zimie. A jeśli nawet zima
          będzie bardzo ciepła, i część pozostawionych bulw ocaleje - i tak przegrają
          konkurencję z chwastami: te ostatnie rosną dużo szybciej.

          > co do doniesien - czytalam, ze po zjedzeniu roslin genet. modyfikowanych,
          > czesc osob reagowala alergicznie, bo wszczepione geny wywolywaly u ludzi
          > niezamierzone reakcje
          Historia z alergią faktycznie miała miejsce - ale było to całkiem inaczej, niż
          opisują przeciwnicy GMO. Więc chodziło o rośliny, którym wszczepiono gen
          pewnego białka orzecha brazylijskiego. Te orzechy - to jest normalny artykuł
          spożywczy, jadany w całym świecie; tyle że one stosunkowo często powodują
          reakcje alergiczne. Zresztą, tak samo, jak pomarańcze, truskawki, czekolada,
          etc. I te reakcje alergiczne na GM-rośliny - to były właśnie reakcje na białko
          orzecha, a nie na jakieś mityczne nieprzewidziane substancje, powstałe skutkiem
          manipulacji genetycznych.
          Czyli jedynym sensownym wnioskiem z tej historii jest, że konsumentom należy
          podawać informację o źródle, z którego pochodzą "wszczepione" geny. Wtedy osoby
          z alergią na orzech brazylijski będą mogły unikać soji, zawierającej białko z
          orzecha brazylijskiego; a osoby z alergią na pomarańcze - ziemniaków z białkami
          pomarańczy (ten drugi przykład jest wzięty z sufitu: nic nie słyszałam o takich
          ziemniakach ;) ).
          • ggigus Re: nie jestem biolozka, ale sporo na temat rosli 06.03.06, 18:48
            biolozka to wg mnie zenska forma biologa
            czytalam na ten temat sporo raczej powaznej prasy

            1)jesli geny sa przenoszone naturalnie, to na post. naturalnej selekji, tzn. nie
            przenosze genow powiedzmy z roslin amerykanskich, ktore swietnie sie bronia
            przed szkodnikiem na rosl. "europejskie" -

            2)niedodwracalnosc - jesli te rosliny nie wymarna, bo maja takie lepsze geny?
            jesli nie zostana zjedzone przez szkodniki, bo maja lepsze geny? nie tylko
            szaleni ekolodzy,ale powazni biologowie pisali o nieodwracalnosci
            3)reakcja alergiczna jest nieprzywidywalna - mozna w kazdej chwili dostac alergie
            3) a ja czytalam o innej alergii, ktora wywolywaly w jelitach substancje zawarte
            wlasnie w zmienionych roslinach
            normalnie takich substancji roslina nie posiada
            • l2m Re: nie jestem biolozka, ale sporo na temat rosli 06.03.06, 19:31
              > czytalam na ten temat sporo raczej powaznej prasy
              I co to, według Ciebie, jest "poważna prasa"? Jeszcze raz: nie mówię o prasie
              popularnej (nawet tak poważnej, jak Times), tylko o czasopismach fachowych.
              Takich, jak "Mutation Research", "Cell", "Environmental Health Perspective", i
              inne podobne periodyki.

              Co się tyczy reszty, to, niestety, nie zrozumiałaś, o czym pisałam. W tej
              chwili akurat nie mam czasu, by Ci robić wykłady o selekcji klasycznej i
              inżynierii genetycznej. Powiem tylko, że się mylisz po całej linii. Ale
              postaram się w najbliższym czasie jednak króciutko i popularnie wyjaśnić te
              kwestie.

              Co się tyczy tych poważnych biologów, którzy rzekomo pisali o
              niebezpieczeństwach GMO - to proszę o podanie imion. Bo, widzisz, po
              po sprawdzeniu tacy "ostrzegający" albo okazują się niespecjalnie poważnymi;
              albo okazują się zajmować całkiem czym innym, nie dotyczącym ani problemów
              transgenezy, ani zagadnień bezpieczeństwa genetycznego; albo okazują się w
              ogóle fikcją literacką.

              > 3) a ja czytalam o innej alergii, ktora wywolywaly w jelitach substancje
              > zawart
              > wlasnie w zmienionych roslinach
              Tu musisz mieć pretensje do dziennikarzy. Często przekręcają fakty naukowe -
              nieświadomie, po prostu dlatego, że nie rozumieją przedmiotu, o którym piszą.
              • liberator44 Gdzie drwa rąbią... 06.03.06, 21:52
                w mojej opinii jest rzeczą niemożliwą śledzenie całej literatury fachowej,
                zwłaszcza z takiej dziedziny jak inżynieria genetyczna; z konieczności czyta
                się to, co po linii i na bazie aktualnych zainteresowań; czasem od przypadku do
                przypadku jakieś inne prace z pokrewnego poletka, jakie wpadną w ręce;
                większość (jak widać praktycznie wszystkie) oczywiście sponsorowana przez
                strony zainteresowane wdrażaniem tych technologii i czerpaniem zysków bez
                oglądania się na wióry :-(

                Jeśli zatem ktoś utrzymuje, że w CAŁEJ "poważnej" literaturze nie ma wzmianki
                na jakiś konkretny temat, to albo sam jest "niepoważny" ;) albo świadomie
                lobbuje za swoją grupą interesów.

                Post otwierający nawiązuje do wstępnych wyników jak najbardziej poważnych prac,
                na które autorzy nie otrzymali jednak niezbędnego dalszego finansowania,to
                fakt; należąłoby się jednak raczej zastanowić, dlaczego tak się stało, zamiast
                wieszać psy na ich wstępnych enuncjacjach; otóż po tych wynikach nie można się
                było spodziewać bezpośrednich efektów wdrożeniowych; wręcz przeciwnie - gdy
                okazało się, że mogą podważyć one jakość wdrożenia jednego z najbardziej
                spektakularnych produktów, środki i sponsorzy, które - zdawać by się mogło -
                powinny w naszym wspólnym interesie spaść na nich niczym złoty deszcz Zeusa, w
                tajemniczy sposób rozpłynęły się we mgle :-(
                • liberator44 arxiv.org 06.03.06, 21:58
                  ponadto taki np. arxiv.org jest jak najbardziej poważnym serwisem, w którym
                  umieszczają swoje najświeższe wyniki jak najbardziej poważni badacze...
                • l2m Re: Gdzie drwa rąbią... 07.03.06, 02:09
                  > w mojej opinii jest rzeczą niemożliwą śledzenie całej literatury fachowej,
                  > zwłaszcza z takiej dziedziny jak inżynieria genetyczna; z konieczności czyta
                  > się to, co po linii i na bazie aktualnych zainteresowań; czasem od przypadku
                  > do
                  > przypadku jakieś inne prace z pokrewnego poletka, jakie wpadną w ręce
                  Liberator, a jak sobie myślisz - po kie licho istnieją takie serwisy, jak
                  PubMed, BioMedNet, Ingenta, i inne? ;)

                  Co się tyczy śledzenia fachowej literatury - to i owszem, robię to. Tak się
                  składa, że profesjonalnie miewam do czynienia z zagadnieniami t.zw. biosafety.
                  Mało tego, nie żyję w izolacji, jestem w kontakcie z innymi naukowcami,
                  pracującymi po całym świecie. Kwestia GMO, oczywiście, wzbudza wielkie
                  zainteresowanie; często ją omawiamy. Więc polegam nie tylko na swej osobistej
                  wiedzy - ale również na wiedzy kolegów.

                  > Post otwierający nawiązuje do wstępnych wyników jak najbardziej poważnych
                  > prac...
                  Cytuję post otwierający: "Dla przykładu, blisko 25 farmerów w USA i Kanadzie
                  oswiadczyło, że pewne odmiany roślin GM spowodowały, że ich świnie stały się
                  bezpłodne, mają fałszywe ciąże lub rodzą worki z wodą [dosł.:'bags of water'].
                  Pewien rolnik w Niemczech utrzymuje, że pewna odmiana roślin GM zabiła 12 jego
                  krów i spowodowała chorobę u innych"
                  _To_ ma być poważne???
                  A spekulacje na temat zmian w sekwencjach DNA? Przecież to nic innego, tylko
                  manipulacje - mam nadzieję, że nieświadome. Skoro się tym interesujesz - to
                  musisz wiedzieć, że mutageneza jest procesem całkiem normalnym i naturalnym.
                  I "skoki" krótkich sekwencji genetycznych po chromosomie - również są całliem
                  normalnym i naturalnym zjawiskiem. I te rzeczy są znane jeszcze z czasów, kiedy
                  o żadnej inżynierii genetycznej jeszcze nikt nawet nie marzył. A autor
                  cytowanego przez Ciebie artykułu przedstawia te normalne, naturalne i znane od
                  dziesięcioleci zjawiska - jako rzekome groźne skutki transgenezy. Nie, to nie
                  są żadne rezultaty poważnych badań, tylko zwykły straszak. :)

                  > większość (jak widać praktycznie wszystkie) oczywiście sponsorowana przez
                  > strony zainteresowane wdrażaniem tych technologii i czerpaniem zysków bez
                  > oglądania się na wióry :-(
                  Czyżbyś chciała przez to powiedzieć, że nie istnieją giganty przemysłowe,
                  zainteresowane we wstrzymywaniu tych technologii??? A producenci rozmaitej
                  agrochemii? Tacy bezinteresowni są? ;) Daj spokój...

                  > ponadto taki np. arxiv.org jest jak najbardziej poważnym serwisem, w którym
                  > umieszczają swoje najświeższe wyniki jak najbardziej poważni badacze...
                  I co dalej? Podałaś linka na wielką bazę danych w bardzo szerokim zakresie.
                  A propos, to nie jest tak, że poważni badacze osobiście umieszczają tam wyniki
                  swych prac: arXiv.org jest po prostu zwykłą e-biblioteką.
                  • liberator44 Re: Gdzie drwa rąbią... 07.03.06, 11:26
                    Podany namiar dotyczy konkretnej pracy n/t "scrambled" DNA - to odcinek DNA
                    przypominający jajecznicę (stąd nazwa) z podstawowych zasad A, C, G, T
                    (adenina, cytozyna, guanina i tymina) budujących DNA (ta sama ich liczba na tym
                    odcinku, jednak losowo wymieszane)
                    arxiv.org/PS_cache/cond-mat/pdf/0508/0508720.pdf

                    Omijasz go świadomie, bo nie chodzi tu już o zwykłe (być może niegroźne)
                    przestawienia genów w sekwencji, ale o uszkodzenia całych genów w trakcie
                    takiego sztucznego wstawiania nowych przez zespół ingenów (inżynierów
                    genetyków). Jeśli w trakcie takiej operacji z jakiegoś genu może powstać
                    dosłownie „jajecznica”, to może on zostać uszkodzony także na dowolną ilość
                    sposobów, jakie tylko możemy sobie wyobrazić. Cytowany na wstępie artykuł
                    www.gmfreeireland.org/downloads/Deadrats.pdf
                    wskazuje, że nie ma nad tym (najwyraźniej w obecnych warunkach nie może być)
                    żadnej pełnej kontroli, a skutki mogą być opłakane.
                    Negując taką możliwość przyjmujesz typową lobbystyczną postawę strony
                    zainteresowanej („po nas choćby potop”, „moja chata skraja”). Zamiast
                    skoncentrować się na tych sygnałach i dążyć do ich wszechstronnego przebadania,
                    skupia się owo lobby na „utrąceniu” i „zanegowaniu” nawet tych
                    fragmentarycznych wyników badań, które udało się (praktycznie bez zaangażowania
                    poważniejszych środków) przeprowadzić.

                    BTW, jak sobie wyobrażasz zlecenie przez przemysł ochrony roślin laboratoriom
                    umocowanym przy GMO-technologiach w pełni obiektywnej analizy i cyklu badań,
                    skoro do tej pory wszystko było ich zdaniem – pozornie - OK? Niejako z
                    definicji OK! W końcu GMO to też O !
                    (Wyszłoby tak, jak z najnowszymi sławetnymi analizami Europejskiej Agencji
                    Atomowej dot. Czarnobyla, które praktycznie zanegowały jakiekolwiek jego zgubne
                    skutki.)


                    To trochę tak jak z kulturą. Powinna ona nadążać za tempem rozwoju
                    technologicznego. Gdy tak nie jest – ulega coraz głębszemu odhumanizowaniu.

                    Podobnie jest z doborem naturalnym. Człowiek hodując różne odmiany O, przez
                    setki lat i tysiąclecia miał czas na ich dogłębne przetestowanie i uodpornienie
                    się na zawarte w nich czynniki szkodliwe (chociażby alergeny).

                    Eksplozja nowych, nie-do-końca przebadanych sztucznie sprokurowanych GMO może w
                    skrajnym przypadku doprowadzić nawet do... „dehumanizacji” całej planety z...
                    wszelich śladów ludzkiego życia. Zabawiacie się bombą o niespotykanej –
                    potencjalnie ogólnoplanetarnej - sile rażenia. Robicie to przy tym tak
                    spokojnie, że można sądzić, iż macie do dyspozycji populację zlożoną z 10 mln
                    próbek planet Ziemia :-(
                    • ggigus no wlasnie, mam male pytanie do lm2 07.03.06, 13:12
                      od razu sobie po twoim pierwszym hurraoptymistycznym poscie pomyslalam o tym -

                      (chociaz wiem, ze ciezko o szczera odpow.) - czy pracujesz dla firmy , ktora sie
                      modyf. genetyczna zajmuje?
                      • l2m Re: no wlasnie, mam male pytanie do lm2 07.03.06, 17:25
                        > czy pracujesz dla firmy , ktora
                        > sie modyf. genetyczna zajmuje?
                        Nie, nie pracuję. Jeśli koniecznie chcesz wiedzieć, czym się zajmuję - to
                        tajemnicy z tego nie robię. Głównie - mutagenezą wskutek działania czynników
                        biologicznych (czyli - obce białka, etc) oraz sposobani modyfikacji mutagenezy
                        naturalnej lub indukowanej. Siłą rzeczy, zahaczam również o działanie
                        toksyczne. Inny przedmiot mych zainteresowań - to inżynieria komórkowa i jej
                        stosowanie w terapii. Wymieniłam nie wszystko, tylko główne kierunki. Ale nigdy
                        nie pracowałam na firmę, zajmującą się modyfikacją genetyczną roślin. Czy
                        zadowała Cię moja odpowiedź?
                    • l2m Re: Gdzie drwa rąbią... 07.03.06, 17:21
                      > Podany namiar dotyczy konkretnej pracy n/t "scrambled" DNA <...>
                      > arxiv.org/PS_cache/cond-mat/pdf/0508/0508720.pdf
                      > Omijasz go świadomie <...>
                      A czytałaś ten artykuł? Głupie pytanie: oczywiście, że nie, inaczej byś nie
                      napisała tego. Otóż, opisywane w nim badania w żaden, ale to w żaden sposób nie
                      dotyczą transgenezy. Jeszcze jeden kolejny przykład manipulacji w cytowanym
                      przez Ciebie artykule... I po tym wszystkim chcesz, bym brała go na serio?
                      A Ty – nie czytając wcale odnośnika, i przez to nie wiedząc, o co właściwie
                      chodzi w tym artykule o scrambled DNA – oskarzasz mnie, że świadomie omijam
                      omawiane w nim kwestie... Niczego nie omijam – one po prostu nie mają nic do
                      rzeczy.

                      > Zamiast
                      > skoncentrować się na tych sygnałach i dążyć do ich wszechstronnego
                      przebadania,
                      > <…>
                      Gdyby tam były jakieś konkretne sygnale – to możnaby było je przebadać,
                      dlaczego nie. Ależ ich tam wcale nie ma – są tylko kolejne podtwierdzenia od
                      dziesięcioleci znanych faktów, iż w DNA wszystkich organizmów zachodzą mutacje,
                      oraz że takowa zawiera transpozony; plus niczym nie podtwierdzone widzimisię
                      pary rolników; plus trochę gdybania...

                      > Podobnie jest z doborem naturalnym. Człowiek hodując różne odmiany O, przez
                      > setki lat i tysiąclecia miał czas na ich dogłębne przetestowanie i
                      uodpornienie
                      > się na zawarte w nich czynniki szkodliwe (chociażby alergeny).
                      Ależ te transgeny, wdrążane w „naturalne” sekwencje genetyczne – to przecież
                      normalne, ziemskie geny zwykłych ziemskich organizmów. Nie zostały przywiezione
                      tutaj z alfy Centaura, ani z tau Ceta.

                      > Eksplozja nowych, nie-do-końca przebadanych sztucznie sprokurowanych GMO <...>
                      Jak wyżej; pozatym, czyżbyś wyobrażała sobie, że GMO po swym sprokurowaniu idą
                      od razu na pole? Wcale nie. Przechodzą dużo testów, o których zajmujący się
                      selekcją klasyczną nigdy nawet nie słyszeli.

                      > może w skrajnym przypadku doprowadzić nawet do... „dehumanizacji” całej
                      planety
                      > z...
                      > wszelich śladów ludzkiego życia. Zabawiacie się bombą o niespotykanej –
                      > potencjalnie ogólnoplanetarnej - sile rażenia. Robicie to przy tym tak
                      > spokojnie, że można sądzić, iż macie do dyspozycji populację zlożoną z 10 mln
                      > próbek planet Ziemia :-(

                      Pomyślał by kto, że już przed sądem stoję ;)
                      • liberator44 Re: Gdzie drwa rąbią... 07.03.06, 17:59
                        l2m napisała:

                        > A czytałaś ten artykuł?

                        tak

                        > Głupie pytanie: oczywiście, że nie, inaczej byś nie
                        > napisała tego. Otóż, opisywane w nim badania w żaden, ale to w żaden sposób
                        > nie dotyczą transgenezy.

                        dotyczy m.oin. scrambled DNA, a to mnie w nim zainteresowało
                        i to ja podałem ten odnośnik (a nie autorzy dyskutowanych tu badań; nota bene,
                        widać, że nie spróbowałaś przeczytać całości tego odnośnika i ograniczyłaś się
                        do tłumaczonych przeze mnie wyjątków) dla wszystkich (podobnie jak ja nie
                        zorientowanych w terminologii)

                        > Jeszcze jeden kolejny przykład manipulacji w cytowanym przez Ciebie
                        > artykule... I po tym wszystkim chcesz, bym brała go na serio?
                        > A Ty – nie czytając wcale odnośnika, i przez to nie wiedząc, o co właściwie
                        > chodzi w tym artykule o scrambled DNA

                        chodzi o potwierdzenie tego, czym jest 'scrambling' i że może być on jedną z
                        możliwych konsekwencji wstawiania genów, czemu daje się wyraz w dyskutowanym
                        tekście; pisze się w nkim wyraźnie, że jeden z zespołów wykonujących te badania
                        kontrolne soi w Europie odkrył poza przestawieniami genów w łańcuchu DNA także
                        fragmenty 'scrambled DNA' właśnie; spodziewać się możn było, że to Ty - jako
                        specjalistka - potrafisz odszukać wyniki tych prac i podzielić się z nami
                        przemyśleniami na ich podstawie (nie rozumiem, dlaczego kwestionujesz ich
                        istnienie przed jakąkolwiek próbą zorientowania się, co jest istotnie grane);
                        zamiast tego oczekujesz tego od nas i od autorów popularnej w końcu publikacji
                        internetowej;

                        wielu laików nie zdaje sobie po prostu z tego sprawy (nie widząc nawet różnicy
                        pomiędzy różnego typu ingerencjami genetycznymi i różnego typu ich
                        konsekwencjami), sądząc, ze ingeni w genialnie natchniony sposób manipulują
                        genami, jak nie przymierzając oni masłem na kanapkach; okazuje się, że tak
                        wcale nie jest i tu tkwi całe niebezpieczeństwo;

                        nie traktuj tego tak osobiście - z tego, co piszesz o sobie, to nie masz za
                        bardzo powodów; można by sądzić, że mamy do dyspozycji populację zlożoną z 10
                        mln próbek planet Ziemia :-( lepiej teraz ? :-)
                        • l2m Re: Gdzie drwa rąbią... 07.03.06, 18:35
                          > dotyczy m.oin. scrambled DNA, a to mnie w nim zainteresowało
                          ...
                          > chodzi o potwierdzenie tego, czym jest 'scrambling' i że może być on jedną z
                          > możliwych konsekwencji wstawiania genów
                          No właśnie - gdybanie w stanie czystym i niczym nieskalanym; można nawet
                          powiedzieć - destylowanym. Bo widzisz, wbrew Twemu twierdzeniu, wcale nie
                          podważam możliwości ukazania się scrambled sequences w DNA tej soji; ale,
                          primo, sam fakt ich znalezenia wcale nie znaczy, że istnieją powiązania
                          przyczynowo-skutkowe pomiędzy transgenezą a scrambling; secundo - pod wzgłędem
                          funkcjonalnym to są zwykłe nonsens-mutacje, jakich jest bardzo wiele...

                          > widać, że nie spróbowałaś przeczytać całości tego odnośnika i ograniczyłaś
                          > się do tłumaczonych przeze mnie wyjątków)
                          Mylisz się.

                          > nie traktuj tego tak osobiście
                          Nic się nie martw, wcale nie traktuję tego osobiście - ta filippika mnie raczej
                          rozbawiła ;) Poza tym, pod moim adresem wypisywano i dużo gorsze reczy. ;)
                          • liberator44 Re: Gdzie drwa rąbią... 07.03.06, 19:33
                            l2m napisała:

                            > sam fakt ich znalezenia wcale nie znaczy, że istnieją powiązania
                            > przyczynowo-skutkowe pomiędzy transgenezą a scrambling

                            czy znaczy to, że wykluczasz takie powiązania?
                            • l2m Re: Gdzie drwa rąbią... 09.03.06, 17:43
                              Źle zrozumiałeś; no cóż, to moja wina, nie powinnam była stosować skróty
                              myślowe.

                              Więc z tym scramblingiem jest tak, że powstaje wskutek rekombinacji
                              niehomologicznej. Taka rekombinacja czasem zachodzi w komórce, w tym – w
                              trakcie integracji do chromosomu mobilnych elementśw genetycznych i
                              innych „obcych” sekwencji (trochę więcej o tych „obcych” sekwencjach napisałam
                              w dzisiejszej odpowiedzi dla Ggigus). Ponieważ wektory, wykorzystywane do
                              stwarzania GMO, są budowane z wykorzystaniem takich właśnie obiektów –
                              sekwencji DNA, zdolnych do integrowania się w chromosom gospodarza – siłą
                              rzeczy, w miejscu tego integrowania się mogą wynikać scrambled sequences. Inna
                              rzecz, że równocześnie w komórce będą się odbywały i inne procesy – nie
                              spowodowane wtrącaniem się człowieka – mogące skutkować utworzeniem tychże
                              scrambled sequences.
                              W ten sposób mamy primo: nie wystarczy skonstatować fakt utworzenia się
                              scrambled sequences w miejscu naszej ingerencji – należy jeszcze ocenić udział
                              spowodowanego przez tę ingerencję scramblingu w stosunku do scramblingu,
                              zachodzącego samoczynnie. Albowiem może on okazać się po prostu statystycznie
                              niewiarygodnym.

                              Dalej. Niechby się nawet okazało, że scrambling, spowodowany naszą manipulacją
                              genetyczną, w sposób wiarygodny wpływa na ogólną częstotliwość mutacji w
                              komórce (jak widzisz, wychodzę z przypuszczenia o jaknajbardziej
                              katastrofalnych skutkach genetycznych sztucznej transgenezy). I co z tego? I
                              nic, albowiem, jak już pisałam do Ggigus, w selekcji klasycznej stosuje się
                              sztuczne zwiększenie częstotliwości mutacji przez oddziaływanie bardzo mocnych
                              mutagenów.
                              Więc tutaj mamy secundo: należy porównać częstotliwość uszkodzenia genów
                              rośliny wskutek manipulacji genetycznych nie tylko z częstotliwością
                              samoczynnych mutacji, lecz również z częstotliwością znaczących mutacji,
                              wywołanych supermutagenami, stosowanymi w selekcji klasycznej. Podkreśłam
                              to „znaczących”, albowiem „wypadnięcie” jednej jedynej zasady z sekwencji DNA
                              może spowodować skutki bardziej poważne, niżli scrambling dość dużego odcinku
                              tejże DNA: wszystko zależy od miejsca.

                              Dalej. GMO przed dostaniem się na pole przechodzą dużo testów w kierunku
                              biosafety (nie wiem, jak to poprawnie powiedzieć po polsku:
                              może „bezpieczeństwo biologiczne”; chodzi mi o brak właściwości szkodliwych).
                              Oczywiście, możnaby próbować kwestionować wyniki własnych testów firmy – ale
                              przecież nie poprzestaje się na nich: odmiany genetycznie modyfikowane
                              przechodzą również ekspertyzę niezależną. To są po prostu wymogi prawne w
                              stosunku do wprowadzenia GM-odmian.
                              Toteż mamy tertio: nawet gdyby manipulacje genetyczne były wysoce niebezpieczne
                              dla genomu rośliny i powodowały powstanie sekwencji DNA, przyczyniających się
                              do pojawienia się niebezpiecznych właściwości – takie niebezpieczne odmiany GMO
                              będą „wyłapane” jeszcze na etapie ekspertyz. Przypominam tutaj, że odmiany,
                              powstałe w sposób „klasyczny”, podobnych testów nie przechodzą – chociaż
                              prawdopodobieństwo powstania niebezpiecznych mutacji u takich odmian nie jest
                              zerowe.

                              Możnaby próbować twierdzić, że integracja transgenów w DNA gospodarza może
                              okazać się nietrwała; że nie jest wykluczone, iż zachowują one zdolność do
                              transpozycji, zwiększając tym samym częstotliwość samoczynnego powstania
                              potencjalnie szkodliwych dla ekosystemu lub dla konsumenta mutacji – ale to
                              będzie właśnie gdybanie w stanie czystym. Tak samo można przypuszczać, że ta
                              częstotliwość wzrasta przez korzystanie z żarówek w szklarniach, i wymagać
                              niezwłocznego zakazu stosowania takowych. ;)
              • ggigus no wiesz 07.03.06, 12:40
                powazna prasa to nie jest dla mnie prasa fachowa, o ktorej piszesz.
                opieram sie o art. pisane przez biologow i naukowcow dla prostego ludu z
                wyksztalceniem, ktory rozumie co, sie don pisze.
                i opinie biologow co do zywnosci modyf. nie byyl wcale tak jednoznacznie optym.,
                jak ty piszesz.
                przykro mi, nazwisk nie pamietam, to byli biologdzy niemieccy, bo na stale
                mieszkam w niemczech i cala debata co do zywnosci miala miejsce jakis czas temu.
                co do alergii w p.3) - czytalam o tym na stronie Wissen - Wiedza - Süddeutsche
                Zeitung z Monachium i opierano sie o czasopisma naukowe, to pamietam, ze byyly
                odnosniki na art. prasowe i linki. I te strone i ten art. , co pamietam
                dokladnie, napisal Dr. Partick Illinger, wlasciciel dwoch doktoratow,
                dziennikarz odpow. za naukowe wiadomosci w SZ.
                To jedyne, co pamietam.
                Mnie zastanawia twoja hurraoptymistyczna postawa wobec tej zywnosci modyf.
                genet., bo zbyt wielu ludzi -roznych - mowi i jej niebezpieczenstwach, aby
                wszystko mogly byc tak rozowe, bezpieczne dla zdrowia i milutki, jak piszesz.
                • cyberski Re: no wiesz 07.03.06, 12:59
                  ggigus napisała:

                  [...]
                  > Mnie zastanawia twoja hurraoptymistyczna postawa wobec tej zywnosci modyf.
                  > genet., bo zbyt wielu ludzi -roznych - mowi i jej niebezpieczenstwach, aby
                  > wszystko mogly byc tak rozowe, bezpieczne dla zdrowia i milutki, jak piszesz.

                  Prawda w tej kwesti (jak i w wielu innych) lezy pewnie gdzieś pośrodku...
                  Ryzyko zawsze jakieś jest, ale niekoniecznie musi być ono tak wielkie jak głoszą niektórzy (pozwolę sobie uzyć Twojej terminologii) "hurrapesymiści"...

                  Za którymś w końcu razem uda się wyprodukować, nazwijmy to, "bezpiecznie zmodyfikowaną genetycznie roślinę" (może z resztą już sie udało)...
                  Za setnym razem...
                  Za tysięcznym...
                  Ale się uda (a przynajmnije jest szansa)...
                  A jak się nie bedzie eksperymentowało to z pewnością się nie uda...
                  • ggigus cyberdki, nie masz racji - genetycznie 07.03.06, 13:08
                    zmodyfikowane rosliny juz sa i to wiele. NP. soja
                    i zajrzyj na priva
                    • ggigus pascalu, kasuj! nie doczytalam postu cyberskiego 07.03.06, 13:11
                      pominelam slowo bezp!! Wybacz cyb.
                      a co do bezp. rosliny - po co poprawiac nature?
                      • cyberski Re: pascalu, kasuj! nie doczytalam postu cyberski 07.03.06, 13:14
                        ggigus napisała:

                        > pominelam slowo bezp!! Wybacz cyb.
                        > a co do bezp. rosliny - po co poprawiac nature?

                        A niby co mam wybaczać?
                        Po co poprawiać naturę?
                        Na moje z kilku powodów można: jeśli się uda, to dajmy na to możemy uzyskać wyższy plon z hektara lub roślinę bardziej odporną na mróz albo szkodniki...
                        Powodów może być wiele...
                      • suszone.winogrono Re: pascalu, kasuj! nie doczytalam postu cyberski 07.03.06, 13:15
                        Prawdopodobnie wszystkie (na pewno większość) roślin które jesz, jest poprawiona
                        przez człowieka.
                        • ggigus poprawiona geneycznie - nie sadze 07.03.06, 13:30
                          mieszkam w kraju, gdzie jest wymog oznaczenia produktow z modyf. genet. zywnoscia
                          • cyberski Re: poprawiona geneycznie - nie sadze 07.03.06, 13:37
                            No ale to dotyczy tylko modyfikacji przeprowadzanych w laboratoriach, a nie na polach przez setki (tysiące) lat...

                            Swoją droga to i tak dobrze, że nie zakazują takiej żywności tylko każą jedynie (na razie?) oznaczać...
                            • ggigus labolatorium a natura to spora roznica, nie sadzis 07.03.06, 13:42
                              z?
                              aco ci przeszkadza oznaczanie zywnosci - niektorzy chca wiedziec, co jedza
                              i zajrzales poczte, cyberski?
                              • cyberski Re: labolatorium a natura to spora roznica, nie s 07.03.06, 13:47
                                Czy spora różnica?
                                W metodach z pewnością...
                                W efektach nie wiadomo - nie mamy pewności ani czy "natura" ma przewagę nad "labolatorium", ani czy jest na odwrót...
                                Nie mozna zatem skreślac określonej metody choćby z tego powodu, ze jest "młodsza"...
                                • ggigus droga naturalna trudno jest wyposazyc rosline 07.03.06, 13:49
                                  z europy w bialka obronne, jakie ma inna roslina powiedzmy z Ameryki, nie sadzisz?
                                  i jak tam poczta?
                                  • cyberski Re: droga naturalna trudno jest wyposazyc rosline 07.03.06, 13:56
                                    Czy trudno? Nie wiem...
                                    W sprzyjających okolicznościach natura może to załatwić na przestrzeni jednego roku...
                                    • ggigus jak?? droga naturalna? chetnie sie dowiem? 07.03.06, 13:58
                                      i co z ta poczta??
                                      • cyberski Re: jak?? droga naturalna? chetnie sie dowiem? 07.03.06, 14:01
                                        A dajmy na to, że prąd oceaniczny w odpowiednim momencie przeniesie "matariał genetyczny" (no, nasiono jakiejś rośliny) z Ameryki do Europy. W "sprzyjających okolicznościach" (znaczy przypadkiem) to nasiono wyrośnie tu itd. itp...
                                        Uważasz, ze cos takiego jest niemożliwe?
                                        • ggigus ty nie wiesz, co to jest manipulacja genetyczna 07.03.06, 14:04
                                          to nie jest to, ze obca klimatycznie roslina wyrosnie na nieprzeznaczonej do
                                          tego glebie.
                                          modyf. genetyczna to wprowadzenie materialu genet. jednemu organizmowi z innego.
                                          jak wprowadzic bialko rosliny z ameryki roslnie europejskiej droga naturalna?
                                          masz jakis pomysl?
                                          i czekam na odpow. na moj list
                                          • cyberski Re: ty nie wiesz, co to jest manipulacja genetyc 07.03.06, 14:07
                                            A jak ta "hamerykańska" roślina wyrośnie obok roślinki "hitlerowskiej" i się zapyla nawzajem to co? Geny się nie wymieszają?
                                            • ggigus powiedzmy pokrzywa amer. wyrosnie 07.03.06, 14:09
                                              kolo polskiego debu. no i??? pomysl na mapulacje genet.?
                                              nie masz pomyslu, a ja czekam na odpow. na moj post
                                              • cyberski Re: powiedzmy pokrzywa amer. wyrosnie 07.03.06, 14:13
                                                ggigus napisała:

                                                > kolo polskiego debu. no i??? pomysl na mapulacje genet.?

                                                A amerykańska pokrzywa obok, europejskiej...
                                                Zasada ta sama...

                                                > nie masz pomyslu, a ja czekam na odpow. na moj post

                                                A po co mnie inforujesz, że na coś czekasz?
                                                • ggigus i pomyslu dalej nie masz? 07.03.06, 14:14
                                                  wiec jak jest z manipulacj agnet. droga naturalna? da sie czy nie?
                                                  a ingromuje, ze czekam, bo grzecznosc wymaga napisania paru slow o tym, jaki byl
                                                  to slownik. czy tego tez nie pamietasz?
                                                  • cyberski Re: i pomyslu dalej nie masz? 07.03.06, 14:20
                                                    ggigus napisała:

                                                    > wiec jak jest z manipulacj agnet. droga naturalna? da sie czy nie?

                                                    mniemam iż tak...

                                                    > a ingromuje, ze czekam, bo grzecznosc wymaga napisania paru slow o tym, jaki by l to slownik. czy tego tez nie pamietasz?

                                                    Grzeczność wymaga również, by zanim zaczniesz sie dopominać odpowiedzi (nawet bezpodstawnie") sprawdzić wcześniej czy może ona już jest...
                                                    Jak nie dotała to, sorry, nie mój problem...
                                                    wcisnąłem "odpowiedz" (i odpowiedziałem) mniej więcej godzinę temu...
                                                  • ggigus mniemasz, ze manipulacja jest mozliwa, 07.03.06, 14:37
                                                    ale niestety, niestety, nie mozesz jej jakos konkretnie opisac
                                                    szkoda
                                                    a co do poczty - zaraz zajrze
                                                  • suszone.winogrono Re: mniemasz, ze manipulacja jest mozliwa, 07.03.06, 15:34
                                                    Odpowiem może za Cyberskiego: każdy zabieg hodowli roślin ma polepszyć cechy
                                                    dziedziczne roślin uprawnych, więc ma wpływ na geny.

                                                    ggigus napisała:

                                                    > ale niestety, niestety, nie mozesz jej jakos konkretnie opisac
                                                    > szkoda
                                                    > a co do poczty - zaraz zajrze
                                                  • ggigus o tak, ale ja pytalam o manipulacje miedzy roslina 07.03.06, 15:48
                                                    mi z Ameryki Europy, o wymiane czesci bialek w jednej roslinie bialek drugiej
                                                    rosliny droga naturalna.
                                                    A moze ty masz jakis pomysl?
                                                  • suszone.winogrono Re: o tak, ale ja pytalam o manipulacje miedzy ro 07.03.06, 15:58
                                                    > o wymiane czesci bialek w jednej roslinie bialek drugiej
                                                    > rosliny droga naturalna.

                                                    Nie za bardzo wiem co uważasz za metodę naturalną? Metoda naturalna to (wg.
                                                    Ciebie) każda metoda inna od inżynierii genetycznej?
                                                  • ggigus skoro metoda genetyczna to wymiana czesci bialek, 07.03.06, 16:04
                                                    chcialabym sie dowiedziec o mozliwosc wykonania takiej operacji - wymiana czesci
                                                    bialek - droga naturalna.
                                                  • suszone.winogrono Re: skoro metoda genetyczna to wymiana czesci bia 07.03.06, 16:11
                                                    Czy metoda naturalna to ta której człowiek nie pomógł?
                                                  • emka_waw Re: skoro metoda genetyczna to wymiana czesci bia 07.03.06, 16:17
                                                    > chcialabym sie dowiedziec o mozliwosc wykonania takiej operacji - wymiana
                                                    czesc
                                                    > i
                                                    > bialek - droga naturalna.


                                                    Wirusy potrafią to robić. Dlatego tak szybko uodparniają się na antybiotyki, po
                                                    prostu mutują się. Np. wirus czarnej ospy przez wieki adaptował części
                                                    ludzkiego DNA do swojego i był jednym z najbardziej śmiercionośnych wirusów
                                                    świata. Wirusy swój materiał genetyczny również "podrzucają" innym organizmowm
                                                    i powodują zmiany ich tkanek (wszelkie rodzaje raka to nic innego jak zmienione
                                                    wirusem tkanki). A jak widać na przykładzie ptasiej grypy (i nie tylko) wirusy
                                                    są w stanie przekraczać bariery gatunkowe. Tak więc uważam za całkiem możliwą
                                                    naturalną wymianę materiału genetycznego w sposób naturalny w ten właśnie
                                                    sposób.
                                                  • cyberski Re: i pomyslu dalej nie masz? 07.03.06, 16:10
                                                    No dobrze ggigus...
                                                    Przyjmijmi, że skoro nie potrafię podać przykładu na naturalną ymiąnę genów pomiędzy dwoma roślinami, to nie ma ona miejsca...

                                                    Z jakim prawdopodobieństwem możemy zakładać, że jesli zdarzenie nie ma miejsca w naturze, to dokonane w labolatorium stanowić będzie zagrożenie?
                                                    Dlaczego nie mielibyśmy sprawdzić tego na drodze eksperymentu?
                                                  • suszone.winogrono Re: i pomyslu dalej nie masz? 07.03.06, 16:20
                                                    Praktycznie wszystkie rośliny uprawne są wynikiem pracy człowieka, nie natury.
                                                  • liberator44 Większość Polaków nie życzy sobie żywności GMO 07.03.06, 22:00
                                                    Aż 88% Polaków uważa, że żywność GMO powinna być specjalnie
                                                    oznaczona, a 55% uważa, że może być potencjalnie szkodliwa:
                                                    www.vrinda.net.pl/vrinda/forum/files/gmo_wykresy.jpg

                                                    Najbardziej szkodliwe mogą okazać się skutki długofalowe.
                                                    I dlatego oznakowanie jest konieczne, chociażby dlatego,
                                                    żeby można było ustrzec przed nią dzieci i młodych ludzi w wieku prokreacyjnym.
                                                    Bez przeszkód mogłyby ją spożywac osoby, które uważają, że prokreację mają już
                                                    za sobą, a nie istnieją dla nich przeciwwskazania zdrowotne (np. uczulenia).
                                                  • cyberski Re: Większość Polaków nie życzy sobie żywności GM 07.03.06, 23:33
                                                    liberator44 napisała:

                                                    > Aż 88% Polaków uważa, że żywność GMO powinna być specjalnie
                                                    > oznaczona, a 55% uważa, że może być potencjalnie szkodliwa:
                                                    [...]

                                                    No i co z tego?
                                                    A mniejszości jest to albo obojętne, albo sobie zyczy, albo wcale nie ma zdania...
                                                  • liberator44 Podobnie jak i większość Europejczyków ! 08.03.06, 16:36
                                                    Kraje wolne od GMO w Europie:
                                                    www.genet-info.org/Europe.html
                          • suszone.winogrono Re: poprawiona geneycznie - nie sadze 07.03.06, 15:28
                            Poprawiona ale nie przez naturę, lecz przez człowieka.
                • l2m Re: no wiesz 07.03.06, 17:22
                  > opieram sie o art. pisane przez biologow i naukowcow dla prostego ludu z
                  > wyksztalceniem, ktory rozumie co, sie don pisze
                  No właśnie o czymś takim mówiłam. Widzisz, _nie możesz_ ocenić stopień ich
                  fachowości akurat w tym pytaniu. Biolog - to jest dość szerokie pojęcie.
                  Człowiek, który przez całe życie zajmował się klasyfikowaniem motyli - to też
                  biolog; zajmujący się selekcją rogacizny - również biolog; ten, który zrobił
                  habilitację na temat leczenia połamanych kości - to nie tylko biolog, ale
                  również lekarz. Ale będąc fachowcami w swej dziedzinie i w zbliżonych doń
                  tematach - na tejże biosafety nie będą się znali wcale. Ale swe prywatne zdanie
                  mogą sobie wypowiadać. W tym - przez media. Dlatego właśnie poprosiłam Cię o
                  nazwiska.
                  Co się tyczy odnośników – podaj je, proszę; wtedy będziemy miały o czym mówić.
                  Na razie podejrzewam mocnie, że chodziło tam właśnie o tę historię z białkiem
                  orzecha brazylijskiego (lub o jakąś inną, bardzo podobną).
                  Nie wiem, w jakiej dziedzinie robił swe doktoraty Patrick Illinger. Z
                  pewnością - nie w biologii molekularnej, i nie w genetyce. Bo widzisz, po
                  prostu nie da się siedzieć w tej branży, i nie mieć żadnych publikacji,
                  indeksowanych przez Medline. A on ich nie ma. Więc - oto akurat jest jeden z
                  przykładów, kiedy artykuł prasowy jest napisany przez człowieka, dalekiego od
                  omawianego tematu. A ludzie w takie artykuły wierzą bezkrytycznie...

                  > Mnie zastanawia twoja hurraoptymistyczna postawa wobec tej zywnosci modyf.
                  > genet.
                  Moja postawa nie jest hurraoptymistyczną. Jest po prostu realistyczną. I wiem,
                  że dym bez ognia zdarza się dużo częściej, niż się powszechnie uważa. ;)
            • l2m Re: nie jestem biolozka, ale sporo na temat rosli 09.03.06, 17:42
              Więc jak jest z tą selekcją klasyczną i inżynierią genetyczną. Oczywiście,
              mówię teraz w ogromnym uproszczeniu-

              Widzisz, selekcja klasyczna wcale nie sprowadza się do samego chodzenia po polu
              i oznaczania egzemplarzy o lepszych charakterystykach.
              Tak się składa, że oznaki, pożyteczne dla człowieka (dalej będę o nich mówiła
              jako o oznakach docelowych) – najczęściej są niepożyteczne dla samej rośliny;
              dlatego rośliny z tymi oznakami eliminują się przez dobór naturalny.
              Z innej strony, w każdym żywym organizmie ciągle trwa proces powstania nowych
              mutacji. W tym – w komórkach drogi zarodkowej; czyli, w tych, bezpośrednio
              służących celom prokreacji. Mutacje, zachodzące w takich komórkach, będą
              dziedziczone. Część tych mutacji – bardzo niewielka część – będzie
              odpowiedzialna za pojawienie się oznak docelowych.
              Te dwa procesy – eliminacja oznak celowych przez dobór naturalny i ponowne
              powstanie tych oznak drogą mutacji – w normalnej populacji będą się znajdowały
              w stanie równowagi; w ten sposób, częstotliwość występowanuia w populacji
              roślinnej genów, odpowiedzialnych za oznaki docelowe, będzie znikoma. Kiedyś
              dobór sztuczny sprowadzał się jedynie do sztucznego rozmnażania egzemlarzy z
              oznaką docelową, któreby bez wtrącania się człoweka nie wytrzymały konkurencji
              z "normalnymi" roślinami, pozbawionymi tej oznaki. Ale, jak pisałam powyżej,
              pojawienie się oznak docelowych jest zjawiskiem dość rzadkim. Dlatego już od
              dziesięcioleci w selekcji klasycznej szeroko stosuje się mutageny (a propos,
              bardzo mocne). Jak sama nazwa wskazuje, uszkadzają one DNA, przez co gwałtownie
              wzrasta częstotliwość mutacji wśród potomków rośliny, poddanej ich działaniu.
              Oczywiście, większość tych mutacji jest bezużyteczna dla selekcji; ale jednak,
              równoczęśnie ze wzrostem częstotliwości mutacji obojętnych lub wręcz
              szkodliwych – wzrasta i częstotliwość potencjalnie cennych mutacji. No a dalej
              już zaczyna się rutyna: dobór i hybrydyzacja, czyli krzyżowanie.
              Co się tyczy krzyżowania jako takiego, to, oprócz tradycyjnego krzyżowania
              egzemplarzy jednego gatunku, w selekcji klasycznej stosuje się hybrydyzacja
              przedstawicieli różnych gatunków. U roślin o nią jest dużo łatwiej, niż u
              zwierząt; coś takiego może zachodzić nawet drogą naturalną. Tak, zwykła miękka
              pszenica – to jest właśnie taki "pokurcz", który pojawił się drogą naturalną,
              bez uczęśtnictwa człowieka. Są również mieszańce, sprokurowane sztucznie
              (Triticale, Raphanobrassica, Cerapadus etc). Są również mieszańce, że tak
              powiem, "częściowe", które nie mają pełnego kariotypu ("kompletu"
              chromosomowego) dwu gatunków: podobne rośliny mają, oprócz kariotypu,
              charakterystycznego dla jednego gatunku - również "dodatkową" DNA, stanowiącą
              jedynie część materialu genetycznego drugiego gatunku. Takie "częściowe"
              mieszańce powstają wskutek niepełnej eliminacji jednego z kariotypów po
              hybrydyzacji międzygatunkowej (często – sztucznej, dokonanej in vitro). Ale to
              jeszcze nie jest inżynieria genetyczna.

              Inżynieria genetyczna zaś jest jedynie następnym ogniwem tego łańcuszka: nie
              łączymy całego materialu genetycznego, należącego do dwu różnych gatunków –
              tylko poprzestajemy na wsadzaniu do komórki, należącej do rośliny jednego
              gatunku, genów docelowych, pochodzących od innego gatunku. Techniki inżynierii
              genetycznej wykorzystują zasady fenomenów całkiem naturalnych. Bo widzisz, w
              naturze istnieje dużo obiektów, zdolnych do "wklejania" własnej DNA do czyjegoś
              chromosomu, i do "wycięcia" kiedyś "wklejonych" tam własnych sekwencji. Do
              takich obiektów należą, na przykład, wirusy, plazmidy, transpozony, etc.
              Czasami zdarza się im "omylić": wtedy razem ze "swoją" DNA "kradną" kawałek
              sekwencji gospodarza. Siłą rzeczy, wdrążając się w chromosom następnego
              gospodarza – przynoszą ze sobą ten "skradziony" kawałek. Tę ich właściwość
              właśnie wykorzystano do opracowania technik inżynierii genetychnej: manipulacje
              genetyczne polegają na tym, że do sekwencji DNA wirusowej, transpozonowej, etc –
              "wkleja się" gen docelowy w połączeniu z kilku sekwencjami, służącymi do
              regulacji jego działania. W ten sposób, nasz obiekt, wdrążając się do
              chromosomu gospodarza (przypominam – to jest zjawisko całkiem naturalne!),
              oprócz swoich własnych sekwencji i zamiast przypadkowo „skradzionych” sekwencji
              poprzednich gospodarzy, "wklei" tam również i potrzebne nam geny.
              Chcę tutaj specjalnie podkreślić: „naturalna” transgeneza również jest
              spotykana; tyle że jest to zjawisko szałenie rzadkie, ponieważ
              prawdopodobieństwo „skradzenia” przez np wirus całej sekwencji jakiegoś genu
              wraz z promotrami etc jest dość niskie. Ale jednak – nie równa się zeru.
              Stosując techniki inżynierii genetycznej, jedynie zwiększamy to
              prawdopodobieństwo – nie zaś stwarzamy taką możliwość.

              W ten sposób nie istnieje żadnej bariery, w sposób zasadniczy
              rozgraniczającej „naturalną” i „nienaturalną” selekcję, „naturalne”
              i „nienaturalne” przenoszenie genów. Albowiem wszystkie
              techniki „nienaturalne” – to jedynie fenomena, „podpatrzone” u Natury i
              wykorzystane w sposób świadomy i zamierzony. Żadna z tych technik nie
              jest „przeciwko naturze”.

              Dalej, o „lepszych” i „gorszych” genach.
              Te „lepsze” geny, które się wdrąża do genomu rośliny, dla tej ostatniej są
              najczęściej obojętne lub wręcz szkodliwe – nie dają roślinie żadnej, ale to
              żadnej przewagi nad dziką florą. Owe geny są pożyteczne jedynie z punktu
              widzenia człowieka. Nawet w nielicznych przypadkach, kiedy „nowy” gen w sposób
              widoczny podwyższa wytrwałość danej rośliny (np. wymieniony wyżej „Nowy liść”) –
              taka roślina będzie przegrywała konkurencję „dzikusom”, albowiem w najlepszym
              przypadku zaczyna ona dorównywać okolicznym chwastom pod _jednym_ względem:
              cała reszta przewag jest po stronie chwastów.
    • liberator44 Horyzontalny transfer genów: HTG a HGP 07.03.06, 21:19
      Horyzontalny transfer genów (HTG) to wymiana genów między różnymi organizmami.
      W zasadzie umożliwia ona przeniesienie sztucznie zmodyfikowanego genu z DNA
      organizmu sztucznie zmodyfikowanego genetycznie do DNA człowieka o
      konsekwencjach wprost trudnych do wyobrażenia.

      Dziś już nikt nie ma wątpliwości, że poziomy transfer genów ma miejsce w
      przyrodzie. [Robert V. Miller, Wymiana genów bakteryjnych w przyrodzie, Świat
      Nauki, marzec 1998, nr 3 (79), s. 43-47.]

      Wszystko wskazuje na to,że HTG miał miejsce wielokrotnie w
      przeszłości naszego gatunku:
      "Naprawdę niezwykłym odkryciem badaczy z HGP*) było zidentyfikowanie w naszym
      materiale genetycznym 233 genów... bakterii! Co najciekawsze, nie są one wcale
      pieczołowicie przechowywaną pamiątką po wspólnym prapraprzodku człowieka i
      mikroorganizmów. Ponieważ nie znaleziono ich w DNA muszki owocowej, nicienia i
      drożdży, są prawdopodobnie nabytkiem stosunkowo nowym. Szczegółowe analizy
      porównawcze wykazały, że tajemnicze geny, oprócz bakterii, są obecne tylko w
      genomach kręgowców. Wydaje się, że znalazły się tam wskutek tzw. poziomego
      transferu genów — przekazywania DNA między w ogóle niespokrewnionymi gatunkami.
      Ten proces jeszcze do niedawna uważano za całkowicie niemożliwy. Niesamowity
      jest fakt, że w ludzkim DNA geny pochodzenia bakteryjnego nie są wcale
      bezużyteczne. Naukowcy sądzą, że komórki człowieka mogą je wykorzystywać m.in.
      do obrony przed stresem."
      [Piotr Kossobudzki, Oto człowiek!, Wiedza i Życie kwiecień 2001, s. 17 [14-17];
      *)HGP=Human Genome Project

      Czy jednak wszystkie sprowokowane przez nas w przyszłości via GMO efekty HTG
      bedą równie szczęśliwe? Szczerze wątpię :-( Równie, jeśli nie bardziej
      prawdopodobny jest kolejny Armageddon na niewyobrażalną tym razem skalę :-(
      • dimedea Naturalny Horyzontalny Transfer a GMO 08.03.06, 10:45
        liberator44 napisała:

        > Horyzontalny transfer genów (HTG) ...

        Liberator widzisz w komercyjnym GMO zamiast czegoś pożytecznego to wstawia się
        geny produkujące trucizny, pestycydy, (geny również bakteryjne).

        Teraz widzisz tą różnicę pomiędzy naturalnym transferem i sztucznym,
        komercyjnym transferem genów.
        Tam się wstawia takie geny aby truć szkodniki i przy okazji nas konsumentów,
        wszystko dla pieniądza, po trupach.

        Pozdrawiam
        Dimedea
        • l2m Re: Naturalny Horyzontalny Transfer a GMO 09.03.06, 17:45
          Dimedeo, nie masz racji. Primo, najczęściej stosowane modyfikacje genetyczne –
          to podwyższenie oporności w stosunku do środków chwastobójczych
          (via „wmontowanie” systemów enzymatycznych, zdolnych do szybkiego rozkładu
          konkretnej chemikalii na związki bezpieczne dla samej rośliny i dla
          konsumenta), lub usunięcie genów, odpowiedzialnych za syntezę białek,
          powodujących alergię lub szkodzących zdrowiu konsumenta w inny sposób. Trafiają
          się również odmiany z podwyższoną zawartością pożytecznych dla człowieka
          składników (tenże „złoty” ryż).

          Jeśli chodzi o odmiany, toksyczne dla szkodników – to w tym celu stosuje się
          geny z B.thutingiensis (to jest taki drobnoustrój), odpowiadające za
          syntezowanie białka, wysoce toksycznego dla owadów, ale nie dla kręgowców.
          Secundo, ekspresja takich transgenów we współczesnych GM-odmianach zachodzi
          jedynie w zielonej części rośliny (bulwy GM-ziemniaków są jak najbardziej
          jadalne dla stonki – mimo to, że po zjedzeniu liści tej samej rośliny owad
          ginie).
          • dimedea Re: Naturalny Horyzontalny Transfer a GMO 10.03.06, 10:05
            l2m napisała:

            > Jeśli chodzi o odmiany, toksyczne dla szkodników – to w tym celu stosuje
            > się
            > geny z B.thutingiensis (to jest taki drobnoustrój), odpowiadające za
            > syntezowanie białka, wysoce toksycznego dla owadów, ale nie dla kręgowców.
            > Secundo, ekspresja takich transgenów we współczesnych GM-odmianach zachodzi
            > jedynie w zielonej części rośliny (bulwy GM-ziemniaków są jak najbardziej
            > jadalne dla stonki – mimo to, że po zjedzeniu liści tej samej rośliny owa
            > d
            > ginie).


            Witam 12m
            Polecam linka:

            www.rense.com/general68/rats.htm
            Też naukowcy.


            Pozdrawiam
            Dimea
            • l2m Re: Naturalny Horyzontalny Transfer a GMO 10.03.06, 16:34
              dimedea napisał:
              > <...>
              > www.rense.com/general68/rats.htm
              > Też naukowcy. <...>

              Nic nowego pod słońcem ;)

              Oczywiście, znam o tych studiach rosyjskich. Znam wprost z samego źródła – ze
              strony autora, Iriny Ermakovej. Są mocno wątpliwe pod wzgłędem metodologii.
              Zresztą, ten fakt, że ona nie wydrukowała tego w czasopismie recenzowanym,
              tylko zaczęla popularyzację przez media, również nie świadczy na korzyść jej
              wyników. Tylko proszę nie opowiadać mi teraz o "wszechpotężnym o GM-lobby" ;) :
              w Rosji rzecz się ma dokładnie odwrotnie.

              Co się tyczy włoskich badań, to, primo, autorzy _wcale nie traktują zachodzące
              zmiany jako patologiczne_ - bo one nie są patologiczne, tylko świadczą o
              podwyższonym poziomie wymiany materii. Ci sami autorzy, w artykule, napisanym
              parę lat po omawianym badaniu, wciąż twierdzą, że _brak_ danych o szkodliwości
              GM-soji.
              Secundo. Autorzy badali _jedną_ konkretną odmianę soji, odporną na działanie
              chwastobójczego środka glifosatu. Myszom codziennie podawano bardzo duże dawki
              tej soji, bo 14% od całej ilości jedzenia. W przeliczeniu na człowieka daje to
              od 210 po 450 g soji codziennie. Nie będziesz się chyba sprzeczał, że jest to
              bardzo dużo: tak naprawdę to systematyczne jedzenie takiej samej ilości _nie
              zmodyfikowanej_ soji poważnie zaszkodzi na zdrowiu. Uważasz – zaszkodzi; a w
              tym badaniu nie chodzi nawet o uszczerbek na zdrowiu, tylko o podwyższenie
              stopnia wymiany materii.
              Tertio. Jak później wykazali ci sami badacze, owe zmiany w poziomie wymiany
              materii _nie są trwałe_: szybko ustępują po przejściu na zwykłą dietę
              (Malatesta M, Tiberi C, Baldelli B, Battistelli S, Manuali E, Biggiogera M.
              Reversibility of hepatocyte nuclear modifications in mice fed on genetically
              modified soybean. // Eur J Histochem. 2005 Jul-Sep;49(3):237-42).
              Quarto. Nawet gdyby autorzy poza wszelką wątpliwością wykazały szkodliwość
              badanej odmiany, to nie świadczyło by to o niczym, oprócz tego, że dane
              konkretne bialko, syntezowane przez daną konkretną odmianę, jest toksyczne, i
              należy zadbać o dobór bardziej odpowiedniego. Ale, jeszcze raz przypominam,
              autorzy wykazali nie toksyczność tej soji, tylko podniesienie poziomu wymiany
              materii u zwierąt, nią karmionych.

              Chciałabym zwrócić szczególną uwagę na odnośnik za numerem 9. Albowiem dane,
              zreferowane w tym artykule, świadczą właśnie o _braku_ wiarygodnych danych na
              temat szkodliwości GMO. Albowiem wśród całej zreferowanej literatury jedynie
              dwie grupy badawcze stwierdzili obecność negatywnych zmian w organizmach
              zwierząt, karmionych GMO. Chodzi o badania Pusztai, oraz badania Faresa i El-
              Sayeda. Ale po bardziej wnikliwym przeanalizowaniu okazuje się, że... one wcale
              nie świadczą na niekorzyść GMO.
              Co się tyczy badań Pusztai, to już kiedyś pisałam na ten temat: szczegółowa
              analiza jego prac ukazała wiele metodologicznych błędów, i to zasadniczych,
              mocno negujących wyniki jego badań. Artykuł Pusztai nawet został cofnięty przez
              redakcję The Lancet.
              No a badania Faresa wykazały nie szkodliwość GM-ziemniaków, tylko
              toksyczność "wmontowanego" białka: sami autory o tym właśnie piszą. Albowiem
              porównywano wtedy trzy grupy zwierząt: karmionych zwykłymi ziemniakami, GM-
              ziemniakami, i zwykłymi ziemniakami z dodaniem stosownych ilości tego białka w
              stanie czystym. Otóż, toksyczne okazało się właśnie to białko. Ciekawy fakt:
              dodanie białka w stanie czystym okatało się nawet bardziej niebezpieczne, niżli
              syntezowanie tegoż białka przez samą roślinę.
              Ale, jak już mówiłam, we współczesnych odmianach komercjalnych "cudze" białko
              wcale _nie syntezuje się_ w bulwach: transgeny ekspresują się jedynie w
              zielonej części rośliny; dlatego dane Faresa i tak nie mają znaczenia.

              W ten sposób, widzimy, że nawet kompilatorowi, _pragnącemu_ znaleźć fakty,
              negatywnie świadczące o GM, to się nie udało. Dlatego zaczął on przyciągać za
              uszy dane, wcale nie świadczące o niebezpieczeństwach ze strony GM-żywności
              jako takiej; oraz korzystać z bardzo wątpliwych źródeł.
              • liberator44 Re: Naturalny Horyzontalny Transfer a GMO 10.03.06, 17:31
                l2m napisała: „Secundo. Autorzy badali _jedną_ konkretną odmianę soji, odporną
                na działanie chwastobójczego środka glifosatu. Myszom codziennie podawano
                bardzo duże dawki tej soji, bo 14% od całej ilości jedzenia. W przeliczeniu na
                człowieka daje to od 210 po 450 g soji codziennie. Nie będziesz się chyba
                sprzeczał, że jest to bardzo dużo: tak naprawdę to systematyczne jedzenie
                takiej samej ilości _nie zmodyfikowanej_ soji poważnie zaszkodzi na zdrowiu.
                Uważasz – zaszkodzi; a w tym badaniu nie chodzi nawet o uszczerbek na zdrowiu,
                tylko o podwyższenie stopnia wymiany materii.”

                ========================================== tymczasem:
                „October 31, 2005—Tucson, AZ. At the conference of the American Academy of
                Environmental Medicine (AAEM) held from October 27-30, the results of a Russian
                rat study were presented in which an astounding 55.6% of the offspring of
                female rats fed genetically engineered soy flour died within three weeks. The
                female rats had received 5-7 grams of the Roundup Ready variety of soybeans,
                beginning two weeks before conception and continuing through nursing. By
                comparison, only 9% of the offspring of rats fed non-GM soy died. Furthermore,
                offspring from the GM-fed group were significantly stunted—36% weighed less
                than 20 grams after 2 weeks, compared to only 6.7% from the non-GM soy control
                group.”
                www.seedsofdeception.com/utility/showArticle/?objectID=298
                ==========================================

                jasno z tego wynika, że istniała grupa kontrolna karmiona soją niemodyfikowaną;

                czyżbyś sugerowała, że myszy z owej grupy kontrolnej nie były karmione TAKĄ
                SAMĄ ilością soi niemodyfikowanej, jak te karmione soją GM ?

                • l2m Re: Naturalny Horyzontalny Transfer a GMO 10.03.06, 18:33
                  Omyliłeś dwa różne badania - włoskie i rosyjskie. Z włoskim wszystko wydaje się
                  być OK - ale jego autorzy wcale nie próbują twierdzić, jakoby przetestowana
                  odmiana spowodowała uszczerbek na mysim zdrowiu. A co się tyczy rosyjskiego...
                  jest bardzo mętne, grupy porównawcze liczą po trzy szczury, zdjęcia wydają się
                  być zrobione po prostu ze szczurząt w różnym wieku, etc; a najgłówniejsze -
                  podobne badania, w tym - z owymi odmianami Roundup Ready, były przeprowadzane
                  przez innych badaczy (chociażby przez ten włoski zespół), i _nikt_ nie
                  podtwierdził występowania podobnych efektów. Co więcej, ta soja jest już od
                  dość dawna szeroko stosowana do karmienia rozmaitych zwierząt hodowlanych;
                  stosowana na skalę przemysłową. Gdyby podobne skutki faktycznie miały miejsce -
                  to już by zdążyły rozwalić całą europejską hodowlę świń i drobiu.
                  • liberator44 Re: Naturalny Horyzontalny Transfer a GMO 10.03.06, 19:43
                    l2m napisała:

                    > Omyliłeś dwa różne badania - włoskie i rosyjskie.

                    nie, nie pomyliłam - podany przeze mnie cytat dotyczy badań rosyjskich !

                    > A co się tyczy rosyjskiego... jest bardzo mętne, grupy porównawcze liczą po
                    trzy szczury

                    "only 9% of the offspring of rats fed non-GM soy died"

                    9% z trzech szczurów oznaczałoby śmierć 0,27 (ok. ćwierci) szczura !
                    daruj, albo czegoś tu nie rozumiem albo musiałby to być chyba... szczur
                    Schrodingera ;)
                    żeby te liczby się zgadzały, to grupa porównawcza musiała w sumie liczyć
                    przynajmniej 100 szczurów, z czego 9 zdechło zgodnie z Twoją sugestią z
                    przejedzenia niemodyfikowaną soją,
                    podczas gdy aż 139 z populacji 250 z "przejedzenia" soją GM

                    > nikt nie podtwierdził występowania podobnych efektów.

                    ale potwierdzono inne efekty w 2 różnych placówkach europejskich, które
                    stwierdziły, że odmiana tej soji nie jest powtarzalna, prawda?

                    > Gdyby podobne skutki faktycznie miały miejsce -
                    > to już by zdążyły rozwalić całą europejską hodowlę świń i drobiu.

                    dlaczego od razu całą?
                    (czy się mylę, czy zaczynasz grać na absurdach jako argumentach :(

                    "blisko 25 farmerów w USA i Kanadzie oswiadczyło, że pewne
                    odmiany roślin GM spowodowały, że ich świnie stały się bezpłodne, mają
                    fałszywe ciąże lub rodzą worki z wodą [dosł.:'bags of water']. Pewien rolnik
                    w Niemczech utrzymuje, że pewna odmiana roślin GM zabiła 12 jego krów i
                    spowodowała chorobę u innych."

                    zatem podobne skutki faktycznie miały już miejsce - czy może 25 przypadków,
                    to Twoim zdaniem trochę mało, żeby można było już mówić o poważnej sytuacji?
                    • l2m Re: Naturalny Horyzontalny Transfer a GMO 10.03.06, 22:53
                      > nie, nie pomyliłam - podany przeze mnie cytat dotyczy badań rosyjskich !
                      No to przepraszam, mylnie Cię zrozumiałam.

                      > 9% z trzech szczurów oznaczałoby śmierć 0,27 (ok. ćwierci) szczura !
                      > daruj, albo czegoś tu nie rozumiem albo musiałby to być chyba... szczur
                      > Schrodingera ;)
                      No skądże. Trzy samice na grupę porównawczą, to będzie mniej więcej 15 dzieci
                      na jeden lęg - trochę mniej, trochę więcej. Jedno małe - to akurat będzie
                      stanowiło około 9%.

                      > ale potwierdzono inne efekty w 2 różnych placówkach europejskich, które
                      > stwierdziły, że odmiana tej soji nie jest powtarzalna, prawda?
                      No i co z tego? Chciałabym przypomnieć Ci, że sekwencje genetyczne nie są czymś
                      trwałym i niezmiennym, mutacje są zjawiskiem częstym i pospolitym,
                      mikroewolucja trwa ciągle, izołowane od siebie nawzajem populacje szybko
                      zaczynają się różnić genetycznie: toteż gdyby ta odmiana okazała się
                      powtarzalna - to dopiero był by dziw. ;)

                      > zatem podobne skutki faktycznie miały już miejsce - czy może 25 przypadków,
                      > to Twoim zdaniem trochę mało, żeby można było już mówić o poważnej sytuacji?
                      Oczywiście, że mało. I te oświadczenia, co najmniej, nie są poważne. Podkreślam
                      jeszcze raz: zwierzęta hodowlane jadają GM-soję na skalę masową; gdyby
                      faktycznie powodowała takie skutki - to wszyscy lub prawie wszyscy hodowcy już
                      wszczęliby alarm. A tutaj mamy 25(!) farmerów na _całe USA i Kanadę_ i jednego
                      (!) rolnika niemieckiego, którzy uczynili niczym, ale to niczym nie
                      podtwierdzone deklaracje, jakoby ich problemy były związane akurat z GM-soją. A
                      mało to jest, na przykład, infekcji, powodujących bezpłodność u świń? Jak sobie
                      myślisz, gdyby przeprowadzono tam ekspertyzę, i jej wyniki pozwoliliby odrzucić
                      możliwość innych od GM-soji powodów świńskiej niepłodności - nie przytoczonoby
                      ich tam całkiem, że stosownym odnośnikiem? A Monsanto nie mieliby procesu
                      sądowego o odszkodowanie?
      • l2m Re: Horyzontalny transfer genów: HTG a HGP 09.03.06, 17:44
        A niby dlaczego GMO koniecznie muszą potęgować transfer horyzontalny? ;)
        • liberator44 Re: Horyzontalny transfer genów: HTG a HGP 09.03.06, 19:43
          - po pierwsze:

          dzięki za powyższe w pełni niemal jasne (dzięki Twoim staraniom) wyjaśnienia :)

          - po drugie:

          na marginesie, to co nazywasz "selekcją klasyczną" zmian wywołanych
          supermutagenami, również jeży mi włos na głowie (nie byłem tego świadomy i
          myślę, że podobnie jest w przypadku wielu jak ja nieświadomych niczego zwykłych
          zjadaczy SuperzMO)

          - wreszcie, po trzecie:

          l2m napisała:

          > A niby dlaczego GMO koniecznie muszą potęgować transfer horyzontalny? ;)

          dlaczego "koniecznie muszą" ?

          mogą !!!

          najbardziej interesujące i niepokojące jest w GMO wszystko to właśnie, co Ty
          malowniczo nazywasz "gdybaniem w stanie czystym"

          testy, o których piszesz nie przekraczają rozciągłości jednego pokolenia
          konsumentów, a to własnie po wielu ich pokoleniach dopiero mogą "wyjść"
          nieobjęte nimi "niekorzystne" skutki ('adverse effects')

          tradycyjne metody wspomaganego li tylko selekcją przez hodowców doboru
          naturalnego zostawiały całym pokoleniom ludzi czas na sprawdzenie ich wpływu na
          testujące je społeczności (testy miały zasięg lokalny i co najwyżej eliminowane
          były lokalne populacje ludzkie popełniające kardynalne błędy w odżywianiu się /
          coś jak ołów w akweduktach rzymskich)

          obecnie - w dobie globalizacji - błąd taki można popełnić tylko raz;
          ja twierdzę, że to właśnie, a nie wprowadzenie tej czy innej odmiany soi czy
          kukurydzy GM jest największym naszym błędem - to, że świadomie i bez wyraźnej
          konieczności (wobec globalnej nadprodukcji żywności) wystawiamy się na
          nadmierne ryzyko zaistnienia potencjalnego zagrożenia, które może zmieść z
          powierzchni planety nasz gatunek takim, jaki go znamy;

          nie wszystkim on się i dziś podoba, ale co się stanie, jeśli zmiany pójdą na
          gorsze, albo jeśli doprrowadzą do jego pełnej autodestrukcji?

          to jest odpowiedzialność, jaka na nas ciąży i to nas przeklną przyszłe
          pokolenia, gdy do reszty zhuśtamy (rozhuśtamy, zdestabilizujemy) wszystko to,
          co mamy od Natury;

          ci, którzy przyjdą po nas być może marzyć będą o Złotym Wieku ludzkości,
          podobnie jak my marzymy o nienaruszonym ekosystemie i uciekamy do jego
          wszelkich przejawów, gdzie to tylko i kiedy tylko to jeszcze możliwe;
          dla nich - nie będzie to już możliwe!
          • liberator44 Horyzontalny transfer genów: HTG a HGP - na 4 nogi 09.03.06, 22:26
            > nie wszystkim on się i dziś podoba, ale co się stanie, jeśli zmiany pójdą na
            > gorsze,

            oto możliwy przykład tego, co mam na myśli:

            Czworonożni ludzie z Turcji - wadliwy gen odwraca ewolucję?
            serwisy.gazeta.pl/nauka/1,34133,3203053.html
            eprints.lse.ac.uk/archive/00000463/

            oczywiście do utrwalenia w gatunku tak widocznej cechy droga daleka,
            ale ile podobnego typu, lecz w mniejszych krokach rozłożonych na wiele pokoleń
            jest możliwych w wyniku wyparcia jakiejś szczególnej rośliny przez jej
            niepozorny i pod jakimś "użytecznym" względem doraźnie "lepszy" odpowiednik GMO?
            • liberator44 Re: Horyzontalny transfer genów: HTG a HGP - na 4 09.03.06, 22:52
              W mojej opinii człowiek jest raczej bardzo "wysilonym" tworem ewolucji
              o niezwykle złożonej, z trudem zbalansowanej na drodze owej ewolucji psychice
              gatunkowej, osobniczej i leżącej u jej podstaw fizjologii mózgu,
              a jako taki balansujemy stale jako gatunek na przysłowiowym ostrzu brzytwy.
              Jesteśmy zatem (wciąż w mojej opinii) O. metastabilnym, a to oznacza, że nawet
              bardzo drobny efekt może nas jako gatunek na powrót zepchnąć w otchłań
              ograniczonej świadomości typowej dla reszty świata zwierząt, jakże wspaniałego
              i bogatego, tylko... czy o to nam rzeczywiście chodzi?
          • l2m Re: Horyzontalny transfer genów: HTG a HGP 10.03.06, 16:30
            > testy, o których piszesz nie przekraczają rozciągłości jednego pokolenia
            > konsumentów, a to własnie po wielu ich pokoleniach dopiero mogą "wyjść"
            > nieobjęte nimi "niekorzystne" skutki ('adverse effects')
            Widzisz, niekorzystne skutki dla następnych pokoleń mogą się pojawiać jedynie
            via działanie mutagenne lub via teratogenezę. A badanie podobnych właściwości
            należy do rutynowych testów biosafety: wcale nie potrzeba do tego
            dziesięcioleci.

            > obecnie - w dobie globalizacji - błąd taki można popełnić tylko raz;
            > ja twierdzę, że to właśnie, a nie wprowadzenie tej czy innej odmiany soi czy
            > kukurydzy GM jest największym naszym błędem - to, że świadomie i bez wyraźnej
            > konieczności (wobec globalnej nadprodukcji żywności) wystawiamy się na
            > nadmierne ryzyko zaistnienia potencjalnego zagrożenia, które może zmieść z
            > powierzchni planety nasz gatunek takim, jaki go znamy;
            Ejże? ;) Widzisz, tak naprawdę to już od dawna żyjemy w świecie globalnie
            skażonym przez ogromne ilości substancji niebezpiecznych. I to nie widzi-mi-się-
            że-mogących-okazać-się-nie-całkiem-bezpiecznymi – a z gruntownie udowodnionym
            działaniem toksyznym, mutagennym, rakotwórczym, teratogennym... Wobec tego
            _faktycznie istniejącego_ mocnego zagrożenia ta anty-GMO-kampania, bazująca się
            na – pozwól jednak, że pozostanę przy swym malowniczym sformulowaniu ;) –
            gdybaniu w stanie czystym, rozniecana przez niektórych "zielonych", wygląda po
            prostu śmiesznie i żałośnie...

            Co się tyczy wyraźnej konieczności... mimo światowej nadprodukcji żywności –
            takowa konieczność jednak istnieje. Albowiem rolnictwo – w obecnie istniejącym
            wymiarze – jest bardzo niszczące dla planety. Już od dawna stoi problem
            niszczenia naturalnych ekosystemów przez konieczność zwiększenia powierzchni
            ziemi uprawnej. Dlatego właśnie stoi problem zwiększenia produkcji roślin
            uprawnych na jednostkę powierzchni, oraz zmniejszenie wymóg owych roślin w
            stosunku do gleby etc.
            Ponadto – środki ochrony roślin; obecnie stosuje się bardzo dużo tego, co
            również niekorzystnie wpływa na ekosystemy. Dlatego istnieje konieczność
            zmniejszenia potrzeby w tych środkach – przy równocześnym braku zniżenia
            zbiorów.
            Trzeci problem: przecież nie wystarczy nakarmić człowieka określoną ilością
            kalorii; jedzenie powinno zawierać wszystkie potrzebne witaminy, mikroelementy,
            związki biologicznie aktywne... A wiesz przecież, że ku temu jest niezbędna
            różnorodność dostępnych pokarmów; a nie w każdym miejscu da się takową
            zabezpieczyć. Dlatego istnieje potrzeba wprowadzenia odmian ze zwiększoną
            zawartością tych składników.
            Selekcja klasyczna, primo, prawie że wykorzystała wszystkie swe możliwości;
            secundo – jest procesem bardzo wolnym, i wcale nie gwarantującym wyników
            pozytywnych.

            No i w końcu swej wypowiedzi chciałabym podkreślić jedną rzecz. Widzisz, to
            wcale nie jest tak, że GM-odmiany są wprowadzane bez jakiejkołwiek kontroli:
            istnieją normy prawa, reglamentujące ich wprowadzenie, i to normy dość
            rygorystyczne. No i – nikt zdrowy na umyśle nie nawołuje do bezkrytycznego
            wdrążania każdej nowej technologii bez żadnego badania możliwych skutków. Nie.
            Istnieją pewne normy, obowiązujące w podobnych przypadkach. Ale(!) wcale to nie
            znaczy, że do takowych badań potrzebne są stulecia czasu i nie-wiadomo-jakie
            starania. To wszystko jest procederem rutymowym; potrzebne ku temu metody
            istnieją, i są stosowane w praktyce. Więc chodzić tutaj może jedynie o
            rygorystyczne stosowanie się do tego procederu.
            • liberator44 Re: Horyzontalny transfer genów: HTG a HGP 10.03.06, 17:14

              nie wiem dlaczego, ale jakoś bardziej jestem skłonna zaufać naturalnemu
              doborowi opisanemu przez Darwina i sadowniczym instynktom spadkobierców Mendla,
              niż inżynierom genetycznym?

              a właściwie wiem – pomimo Twoich uspokajających słów - tych ostatnich nic nie
              powstrzyma przed zafundowaniem nam jakiegoś kolejnego Armageddonu; a po fakcie
              nie omieszkają jeszcze podeprzeć się wyświechtanym frazesem o tym, że każde
              odkrycie może być użyte dwojako... (pamiętać należy, że in.gen. to nie tylko
              GMO, to także broń biologiczna)

              i bynajmniej nie uspokoiłaś mnie co do procedur, chociażby ze względu na fakt,
              ze ostatnio właśnie wyszło, jakie to też są owe „procedury”:

              =================================================
              <<The FDA does not require any safety tests on genetically modified foods. If
              Monsanto or other biotech companies declare their foods safe, the agency has no
              further questions. The rationale for this hands-off position is a sentence in
              the FDA's 1992 policy that states, "The agency is not aware of any information
              showing that foods derived by these new methods differ from other foods in any
              meaningful or uniform way."[1] The statement, it turns out, was deceptive.
              Documents made public from a lawsuit years later revealed that the FDA's own
              experts agreed that GM foods are different and might lead to hard-to-detect
              allergens, toxins, new diseases or nutritional problems. They had urged their
              superiors to require long-term safety studies, but were ignored. The person in
              charge of FDA policy was, conveniently, Monsanto's former attorney (and later
              their vice president). One FDA microbiologist described the GM food policy
              as "just a political document" without scientific basis, and warned that
              industry would "not do the tests that they would normally do" since the FDA
              didn't require any.[2] He was correct.
              There have been less than 20 published, peer-reviewed animal feeding safety
              studies and no human clinical trials - in spite of the fact that millions of
              people eat GM soy, corn, cotton, or canola daily. There are no adequate tests
              on "biochemistry, immunology, tissue pathology, gut function, liver function
              and kidney function,"[3] and animal feeding studies are too short to adequately
              test for cancer, reproductive problems, or effects in the next generation. This
              makes Ermakova's research particularly significant. It's the first of its kind.
              >>
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=353&w=37764382&a=38234761
              [1] "Statement of Policy: Foods Derived from New Plant Varieties," Federal
              Register vol. 57, no. 104 at 22991, May 29, 1992
              [2] Louis J. Pribyl, "Biotechnology Draft Document, 2/27/92," March 6, 1992,
              www.biointegrity.org
              [3] Epidemiologist Judy Carman's testimony before New Zealand's Royal
              Commission of Inquiry on Genetic Modification, 2001.
              =================================================


              a już geny zmodyfikowane z wykorzystaniem ‘klasycznych’ – jak je nazywasz -
              czynników supermutagennych, co jest jeszcze bardziej bezmyślne i zasługuje na
              odrębną dyskusję, to już prawdziwa puszka Pandory. O ‘adverse effects’
              większości z nich - o ile są w ogóle badane - nie możemy dosłownie nic
              powiedzieć, dopóki się nie ujawnią, a wówczas może już zwyczajnie być za późno.
              • l2m Re: Horyzontalny transfer genów: HTG a HGP 10.03.06, 18:51
                No, jeśli zaczynamy rozmawiać w kategoriach "ufam - nie ufam", to tu już nic
                nie potrafię powiedzieć... zaufanie bowiem jest odczuciem w dużym stopniu
                subiektywnym... Już napisałam - dlaczego owe techniki nie wzbudzają jakiejś
                szczególnej nieufności u mnie; na razie nic nie potrafię dodać ponad to.

                Co myślę o studiach Ermakovej - już pisałam powyżej. Co się tyczy jakoby braku
                klinicznych spostrzeżeń w ludzkiej populacji - to nie jest tak; patrz chociażby
                Paparini A, Romano-Spica V. Public health issues related with the consumption
                of food obtained from genetically modified organisms. // Biotechnol Annu Rev.
                2004;10:85-122. No a stosownie praktyk badania bezpieczeństwa biologicznego -
                już pisałam: rutynowe metody są, wystarczy je stosować, stu lat ku temu nie
                potrzeba, i dwudziestu również.
                • liberator44 Re: Horyzontalny transfer genów: HTG a HGP 10.03.06, 19:49
                  Ani jednym słowem nie odniosłaś się do:
                  =======================================
                  <<The FDA does not require any safety tests on genetically modified foods. If
                  Monsanto or other biotech companies declare their foods safe, the agency has no
                  further questions. The rationale for this hands-off position is a sentence in
                  the FDA's 1992 policy that states, "The agency is not aware of any information
                  showing that foods derived by these new methods differ from other foods in any
                  meaningful or uniform way."[1] The statement, it turns out, was deceptive.
                  Documents made public from a lawsuit years later revealed that the FDA's own
                  experts agreed that GM foods are different and might lead to hard-to-detect
                  allergens, toxins, new diseases or nutritional problems. They had urged their
                  superiors to require long-term safety studies, but were ignored. The person in
                  charge of FDA policy was, conveniently, Monsanto's former attorney (and later
                  their vice president). One FDA microbiologist described the GM food policy
                  as "just a political document" without scientific basis, and warned that
                  industry would "not do the tests that they would normally do" since the FDA
                  didn't require any.[2] He was correct.
                  ======================================
                  Czy to tylko przypadek? Czy może jednak podsunąłem Ci jakiś niewygodny dla
                  Ciebie argument, który zwyczajnie próbujesz zbyć milczeniem? To istotnie
                  pytanie o zaufanie! Tym razem do Ciebie i Twojej faktycznej bezstronności ?
                  • l2m Re: Horyzontalny transfer genów: HTG a HGP 10.03.06, 22:54
                    > Ani jednym słowem nie odniosłaś się do:
                    > <...>
                    A nie odniosłam się - tam nie ma nic takiego, coby było warte komentarza. Nie
                    ma bowiem żadnych posyłań ani na dokumenty FDA lub innej organizacji
                    oficjalnej; ani ma publikacje naukowe; odnośnik za numerem 2 - to strona
                    internetowa organizacji spolecznej, istniejącej na koszt ofiarodawców: za nic
                    nie odpowiadają; mogą sobie popularyzować prawie że dowolne idee - to jest
                    wolność słowa...
    • liberator44 Genetycy bronią GMO w liście do premiera 13.05.06, 19:57
      na wszelki wypadek GW zamiast listu podstawiła jakiś tekst o Coca Coli
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=41719855&a=41736123
      dodam, ze ingeni działają równie chaotycznie jak tredaktorzy serwisu GW
      tyle, że skutki mogą być znacznie bardziej opłakane

      tak czy owak - świadczy to, że lobbują we własnej grupy zawodowej interesie i
      to ostro - wbrew opinii publicznej i nie licząc się z realiami rynku (na którym
      wciąż w Polsce wolna partyzantka i brak oznakowań GMO)
      • l2m Re: Genetycy bronią GMO w liście do premiera 16.05.06, 23:14
        A nie przyszło Ci czasem do głowy, że oni po prostu wiedzą, o czym mówią? Będąc
        fachowcami? Na odmianę od "opinii publicznej"?
        Oskarzasz ludzi bezpodstawnie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka