basik798
27.02.08, 12:41
dziś mija 6 dzień od oparzenia 2 stopnia. Córka( 2 latka) oparzoną ma rączkę
zupą oczywiście na początku była pierwsza pomoc potem pojechaliśmy na
pogotowie nałożyli jakiś żel na to gazy jałowe i bandaż następnego dnia
chirurg ściągnął opatrunek razem z martwą skórką poobcinał martwy naskórek i
została żywa rana na wierzchu na to nałożono jej jakąś czarną czy szarą siatkę
ochronną nie wiem jak to się nazywa ponoć to ma działanie lecznicze jakimś
wodnym roztworem polali i owinęli w gazy i bandażem i tak chodzimy na zmiany
co 2 dzień do szpitala. Po dwóch dniach znowu zrywali tą siatkę z ręki bo rana
się przykleiła do tego i musieli tą siatkę wymienić. Nie rozumiem takiego
leczenia przecież dziecko na nowo dostaje dawkę bólu przy zmienianiu takiego
opatrunku. Czy to jet potrzebne? czy nie wystarczy czymś dziecku smarować tej
rączki? Bo z tego co ja tu czytam to każdy stosuje jakieś maści lecznicze
bepanteny czy inne a ja zielona tak jakbym nie wiedziała o czym piszecie.
Bardzo proszę o poradę bardziej doświadczonych. Jutro znowu idziemy na zmianę
opatrunku i aż się boję że znowu będą zrywać tą czarną siatkę. Czy ktoś miał
już tak jak moja córeczka?