Dodaj do ulubionych

Znicz na Czomolungmie

18.03.08, 09:51
zapłonie obok popiersia Mao, które wtargał tam bohater Chu Yin-hua w skarpetkach.
Wszystkie państwa Zachodu przymykają oczy na to, co dzieje się w Chinach, ze
względu na ich powiązania biznesowe z tym państwem. Na przykład Stany
Zjednoczone wykreśliły Chiny z listy państw, w których łamane są prawa człowieka.
Jan Paweł II świetnie rozumiejący, czym są komunistyczne represje, zaprosił
Dalajlamę na wspólną modlitwę o pokój. Tybetańskiemu przywódcy pozwolono
wówczas ustawić posążek Buddy w jednej z kaplic.
Teraz Watykan prowadzi niezwykle delikatne rokowania z Chinami w nadziei na
nawiązanie stosunków dyplomatycznych z tym krajem, więc milczy.
Jeśli recesja USA zbiegnie się embargo CHRL i zniczem, wówczas Czomolungma
przemówi.
Obserwuj wątek
    • kolejar Re: Znicz na Czomolungmie 18.03.08, 10:58
      skoonk napisała:
      > Jan Paweł II świetnie rozumiejący, czym są komunistyczne represje, zaprosił
      Dalajlamę na wspólną modlitwę o pokój. Tybetańskiemu przywódcy pozwolono wówczas
      ustawić posążek Buddy w jednej z kaplic.
      > Teraz Watykan prowadzi niezwykle delikatne rokowania z Chinami w nadziei na
      nawiązanie stosunków dyplomatycznych z tym krajem, więc milczy.
      > Jeśli recesja USA zbiegnie się embargo CHRL i zniczem, wówczas Czomolungma
      przemówi.

      JP2 ma bardzo wielu krytyków jako papież. I być może był tak kiepskim papieżem,
      jak i kiepskim teologiem - wszystkie sprawy wewnątrz-kościelne powierzał
      "głównemu inkwizytorowi" kard. Ratzingerowi i sam się tym niewiele interesował.
      Był za to wielkim MĘŻEM STANU. Największym w nowożytnych dziejach świata.
      Papieżem został po to, żeby obalić Związek Sowiecki i komunizm. I to w kwestii
      Sowietów mu się w zasadzie udało, i to jest WIELKIE, największe... Tak, to był
      największy polityk 1000-lecia - dużo o tym można pisać. Chylę czoło, czczę Go za
      wszystko, co zrobił dla świata - jako polityk właśnie, mniej jako papież.
      Modlitwy o Pokój w Asyżu z Dalajlamą, animistami, muzułmanami i każdym, kto
      czuje Ducha, były wielkim aktem politycznym właśnie, ale oczywiście i duchowym.
      Dzisiaj wielu Mu to wypomina. Jak bardzo są w błędzie...
      Dzisiejsze delikatne rokowania Watykanu z reżymem chińskim i Patriarchatem
      Moskiewskim także, może są jakoś na miejscu? Nie wiem, ale chodzi o zaniechanie
      represji wobec katolików - to jest celem B16. JP2 był zupełnie inny w tych
      kwestiach - twardy, nieugięty wobec komunizmu, współpracował ściśle ze Zbigiem
      Brzezińskim i Ronaldem Reaganem - zupełnie nie jak papież, a Mąż Stanu, polityk
      właśnie. Niedoceniałem jego sprzeciwu wobec ataku na Irak w 2003. Zrozumiałem
      dopiero, kiedy poznałem wizję Zbiga Brzezińskiego. Tamta wojna nie była
      potrzebna - Saddama trzeba było po prostu... a no skrytobójczo zamordować! I to
      podobno było możliwe! A potem oczywiście Konferencja Panarabska w sprawie
      truchła zwanego Iraq... To jest wciąż aktualne (konferencja) i taki jest plan
      Demokratów.
      Natomiast recesja w USA jest wg wielu wielką lipą jako skutek najzupełniej
      celowych działań. Upadek dolara obcina zyski "Żółtkom" - głównie komunistycznym
      Chinom. I o to chodzi w tej grze. Świat naprawdę ma się czego bać - nie
      koniecznie ekonomicznie, bo oni w d... mają jakąkolwiek ekologię. W
      dotychczasowy sposób przy obecnym swoim pseudo-rozwoju zrujnują wszystkich!
      • skoonk Re: Znicz na Czomolungmie 18.03.08, 12:52
        kolejar napisał:
        > Natomiast recesja w USA jest wg wielu wielką lipą jako skutek najzupełniej
        > celowych działań. Upadek dolara obcina zyski "Żółtkom" - głównie komunistycznym
        > Chinom. I o to chodzi w tej grze.

        No właśnie, słowo "recesja" miało być z cudzysłowem.
        Benedykt milczy. Jeśli "recesja" USA zbiegnie się embargo CHRL i zniczem,
        wówczas Czomolungma przemówi.
    • truten.zenobi nie ma zniczy na dominikańskim... 18.03.08, 13:41
      wszyscy jestesmy tak zaganiani że mamy to w d...?
    • map4 Re: Znicz na Czomolungmie 18.03.08, 14:59
      skoonk napisała:

      > Wszystkie państwa Zachodu przymykają oczy na to, co dzieje się w Chinach, ze
      > względu na ich powiązania biznesowe z tym państwem.

      Chińczycy mawiają, że "tygrys który kradnie nie jest złodziejem". W naszych
      szerokościach geograficznych prosty lud zwykł był tą mądrość życiową ubierać w
      słowa "co wolno wojewodzie, to nie Tobie, smrodzie".

      Obydwa powiedzenia tłumaczą na swój sposób prostą starą prawdę, mówiącą że duży
      może więcej.

      Możliwy jest też inny rozwój sytuacji: blokada ekonomiczna Chin przez UE i USA.
      Takie posunięcie miałoby zbawienny wpływ na bezrobocie u nas i środowisko
      naturalne uwolnione od zanieczyszczenia spowodowanego transportem milionów
      parasolek, miliardów par butów czy trylionów zapałek na drugi koniec planety.
      Przedmioty codziennego użytku podrożałyby wprawdzie, ale wzrosła by też ich
      jakość, zmniejszając góry śmieci przez nas produkowane.

      Ech, pomarzyć można ...
      • kolejar Re: Znicz na Czomolungmie 18.03.08, 18:17
        map4 napisał:
        > Takie posunięcie miałoby zbawienny wpływ na bezrobocie u nas i środowisko
        naturalne uwolnione od zanieczyszczenia spowodowanego transportem milionów
        parasolek, miliardów par butów czy trylionów zapałek na drugi koniec planety.

        Eko-klęska nie tyle polega na transporcie (tonażowo większość carga wędruje
        drogą morską, a łajby mało palą i mało kopcą), co na produkcji. Chińczycy mają
        głęboko w d... ekologię i niczym się nie przejmują np. przy produkcji coraz to
        większej ilości energii niezbędnej do wytwarzania ich dóbr. Jeśli nie dymią
        bezczelnie kominami bez filtrów, to rujnują środowisko instalacjami w rodzaju
        Tamy 3 Przełomów. Jangcy to już hiper ściek! Wszystko razem przynosi skutki
        globalne.
        • map4 Re: Znicz na Czomolungmie 18.03.08, 21:20
          kolejar napisał:

          > Chińczycy mają
          > głęboko w d... ekologię i niczym się nie przejmują np. przy produkcji coraz to
          > większej ilości energii niezbędnej do wytwarzania ich dóbr.

          Chińczycy zaczynają dostrzegać problem. Dzisiaj w Pekinie miała miejsce doroczna
          konferencja prasowa premiera. Korespondencja z Pekinu w głównym wydaniu
          dziennika ARD (pierwszy publiczny program telewizji w Niemczech) zaczęła się od
          migawki z placu Niebiańskiego Spokoju, na którym burza piaskowa ograniczyła
          widoczność do około 100 metrów. Zmiany ekologiczne doprowadziły do tego, że już
          dziś 70 km na północ od Pekinu zaczyna się pustynia. Na razie rozszerzanie się
          pustyń w północnych Chinach zapewnia jedynie dopływ taniej siły roboczej ze wsi
          do fabryk na południu Chin, co z kolei trzyma w ryzach żądania płacowe
          dotychczasowych pracowników. Na razie.
          • kolejar Re: Znicz na Czomolungmie 18.03.08, 22:12
            map4 napisał:
            ...zaczęła się od migawki z placu Niebiańskiego Spokoju, na którym burza
            piaskowa ograniczyła widoczność do około 100 metrów.

            To może poniekąd dobrze, że ta Olimpiada? Ale czy oni już WIDZĄ, co narobili???
    • hurysa1 Re: Znicz na Czomolungmie 18.03.08, 20:35
      skoonk napisała:

      > wówczas Czomolungma
      > przemówi.

      Co ta góra ma do powiedzenia? Możesz dookreślić, a nie tylko straszyć.
      • kolejar Re: Znicz na Czomolungmie 18.03.08, 20:59
        hurysa1 napisała:
        > Co ta góra ma do powiedzenia? Możesz dookreślić, a nie tylko straszyć.

        Może ja odpowiem? Nie ma straszenia - strach był i jest. Zresztą relatywnie
        Czomolungma nie najstraszniejsza. Bardziej trzeba się bać Anapurny, paru innych
        gór, a zwłaszcza K-2!!! W RP też jest parę całkiem, całkiem dla "normalnego"
        człowieka... choć daleko im wysokością, klimatem i grozą.
      • skoonk Re: Znicz na Czomolungmie 19.03.08, 00:13
        hurysa1 napisała:
        > Co ta góra ma do powiedzenia? Możesz dookreślić, a nie tylko >straszyć.

        Postanowiła kiedyś małpa wybrać się w podróż po Himalajach. Opracowała
        szczegółowy plan swojej wędrówki, zarzuciła na plecy tobołek, wzięła plan
        podróży do ręki i ruszyła w kierunku Himalajów. Szła, nabierała rozmachu w
        marszu i triumfowała: “dzisiaj zrobię postój na łące, jutro w wąwozie, pojutrze
        na szczycie góry, a za sześć dni wrócę do domu. Będę pierwszym podróżnikiem
        przez Himalaje”.
        W tym momencie usłyszała w górze głos orła, zatrzymała się i zawołała: - Bądź
        zdrów ! Idę w Himalaje ! Żegnaj ! Jak wrócę, opowiem ci, oczywiście, wszystkie
        nowiny.
        - Dziękuję siostrzyco. Ale nie trudź się nie potrzebnie. Właśnie stamtąd wracam
        - odpowiedział orzeł.
      • skoonk Re: Znicz na Czomolungmie 19.03.08, 08:42
        hurysa1 napisała:
        > Co ta góra ma do powiedzenia? Możesz dookreślić, a nie tylko straszyć.
        >

        Pisał już o tym niezrównany map4 powyżej.
        Link do filmu poniżej:
        www.superstacja.com/6be08cf4a88f0594324c9b9e75b2141c,video,show
    • skoonk Re: Dalaj chce rozmawiać Hu J. 20.03.08, 12:33
      "Partia komunistyczna jest niczym ojciec dla Tybetańczyków i zawsze dba o
      potrzeby swoich dzieci" - powiedział sekretarz Zhang Q., po czym dodał: "Komitet
      Biura Politycznego partii jest niczym Budda dla Tybetańczyków".

      Dalajlama zaproponował, że zamiast czekać aż przywódcy religijni znajdą po jego
      śmierci jego inkarnację, sam może ją wybrać, zasugerował, żeby przeprowadzić
      głosowanie wśród mnichów tybetańskich, czy zmienić dotychczasową praktykę
      reinkarnacji, tak by mógł on wpływać na wybór swojego następcy.

      Partia Komunistyczna zakazała reinkarnacji bez jej zgody - co oznacza, że proces
      duchowy, podczas którego wybierany jest chłopiec będący kolejnym wcieleniem
      Dalajlamy, ma być nadzorowany przez partię. Władze Chin same wybrały już
      panczenlamę, drugiego w hierarchii przywódcę duchowego w buddyzmie tybetańskim i
      ponoć przetrzymują chłopca, który miał zostać kolejnym Dalajlamą.
      • chlorofil1 Re: Dalaj chce rozmawiać Hu J. 20.03.08, 14:52
        Chińsko-tybetańskie zabobony. Po co Tybetowi jakiś Dalajlama a Chinom Tybet? W
        ogóle to Tybetańczycy są głupi i brzydcy, a Chińczycy też do pięknych nie
        należą. Co to za zakonnicy, którzy tłuką się z policją o jakieś nie wiadomo co?
        Gdyby But-da żył teraz to by mu się nie spodobało, a i tak nie wiem czy się w
        grobie nie przewraca.
        • kolejar Re: Heil Dalaj! 20.03.08, 18:24
          Wg uczonych pod wodzą niejakiego Himmlera naród tybetański to bezpośredni
          przodkowie narodu niemieckiego, a może odwrotnie - nie pamiętam. W każdym razie
          buddyzm tybetański wywodzi się wprost od SS i dlatego należy czcić Dalajlamę
          jako Gauleitera Tybetu.
          • poloeschatolo Re: Heil Dalaj! 20.03.08, 19:48
            kolejar napisał:

            > Wg uczonych pod wodzą niejakiego Himmlera naród tybetański to
            > bezpośredni przodkowie narodu niemieckiego, a może odwrotnie - nie
            > pamiętam. W każdym razie buddyzm tybetański wywodzi się wprost od
            > SS i dlatego należy czcić Dalajlamę jako Gauleitera Tybetu.

            a bahnszuc zapewne jest inkarnacją gauleiteera hanke'go

            p.s.
            idę jutro protestować pod konsulat ChRL w dancigu
            • poloeschatolo klika Dalaj 21.03.08, 21:00
              ma swoje macki w polandii

              picasaweb.google.pl/poloeschatolo/FreeTibet21032008PodKonsulatemGeneralnymChRLWGdaSku
              • censorship Re: klika Dalaj 21.03.08, 23:26
                Podobnie jak mój mąż uważam, że mnichom bardziej przystoi siedzieć "w lotosie"
                niż buntować się przeciw administracyjnej władzy. "Oddajcie co cesarskie
                Cesarzowi, a Bogu co boskie."
                • skoonk a może bierny opór? 22.03.08, 00:38
                  censorship napisała:

                  > Podobnie jak mój mąż uważam, że mnichom bardziej przystoi siedzieć "w lotosie"
                  > niż buntować się przeciw administracyjnej władzy. "Oddajcie co cesarskie
                  > Cesarzowi, a Bogu co boskie."

                  Czyżby Bóg umarł?
                  co sie dzieje z tymi religiantami?
                  a co nam przystoi?
                  Bush na otwarciu igrzysk? z Dalej-lamą? i z Hu J'em?
                  co sportowcom, a co MKOLowi przy-stoi? tyż Hu J?
                  a może bierny opór?
                  • najglupszy-nick Re: a może bierny opór? 22.03.08, 08:57
                    skoonk napisała:

                    > Czyżby Bóg umarł?

                    To już dawno (w XIX wieku).

                    > co sie dzieje z tymi religiantami?

                    Usiłują jakoś spędzić życie na tym łez padole.

                    > a co nam przystoi?

                    Kufel piwa, papierosy i sex.

                    > Bush na otwarciu igrzysk? z Dalej-lamą? i z Hu J'em?

                    Igrzyska i igranie mają wspólne pochodzenie.

                    > co sportowcom, a co MKOLowi przy-stoi? tyż Hu J?
                    > a może bierny opór?

                    A może ostry topór?
          • skoonk Re: Heil Dalaj! 22.03.08, 11:44
            kolejar napisał:

            > Wg uczonych pod wodzą niejakiego Himmlera naród tybetański to bezpośredni
            > przodkowie narodu niemieckiego, a może odwrotnie

            Przysięga Legionu Wolne Indie: Składam na Boga tę świętą przysięgę, naszemu
            Wodzowi Subha’asowi Chadra Bossemu, głównodowodzącemu narodowowyzwoleńczej walki
            Indii, i Führerowi Rzeszy niemieckiej i narodu niemieckiego, Adolfowi Hitlerowi
            jako głównodowodzącemu Wehrmachtu, że jako mężni żołnierze przyrzekamy całkowite
            posłuszeństwo i gotowość w każdej chwili, aż do utraty życia
            histmag.org/?id=1581&act=ac
          • skoonk Re: Heil Dalaj! 22.03.08, 14:45
            kolejar napisał:

            > Wg uczonych pod wodzą niejakiego Himmlera naród tybetański to bezpośredni
            > przodkowie narodu niemieckiego,

            Adi wierzył w reinkarnację i powtarzał, że jego wcześniejszym
            wcieleniem był Karol Wielki.
            Arianie, jak pisze Rudolf Steiner byli potomkami Atlantów,
            którym udało się przeżyć wielki potop. A. Hitler twierdził, że
            byli oni najwyższą rasą ludzką i nie miał wątpliwości, że on
            sam miał powiązania z Atlantydą.
            Jednak znawcy mówią, że jego wygląd nie był ariański.
            www.vismaya-maitreya.pl/zakryte_zagadki_atlantyda5.html
            Porównuje sie też Adolfa z Napoleonem.
            Obaj wypłynęli na fali wielkich zmian rewolucyjnych.
            Rewolucja Francuska r. 1789 Rewolucja w Niemczech r. 1918.
            Różnica lat 129.
            Lata 1790-1794 intensywna działalność polityczna Napoleona.
            Jego czasowe aresztowanie i zawieszenie w czynnościach (1795).
            Lata 1919-1924 intensywna działalność polityczna Hitlera i
            jego aresztowanie (1924).
            Różnica lat 129.
            Koronacja Napoleona (1804). Hitler zostaje kanclerzem (1933).
            Różnica lat 129.
            Napoleon zdobywa Wiedeń (1809). Anschluss Austrii (1938).
            Różnica lat 129.
            Napaść Napoleona na Rosję (1812). Napaść na ZSRR (1941).
            Różnica lat 129.
            Waterloo (1815). inwazja Aliancka (1944).
            Różnica lat 129.
            Czyżby to wszystko były przypadki? Co może oznaczać ta
            tajemnicza cyfra 129?
            • napoj.chmielowy Re: Heil Dalaj! 22.03.08, 18:12
              skoonk napisała:

              > tajemnicza cyfra 129?

              Po pierwsze, to nie cyfra, a liczba. Po drugie, nie jest tajemnicza 129=128+1, a
              gdyby zreformować kalendarz w ten sposób, że wiek wynosiłby 128 lat i każdy co
              128-smy rok nie byłby przestępny osiągnelibyśmy ponad stukrotnie większą
              zgodność kalendarza i zjawisk astronomicznych niż daje kalendarz gregogriański
              (o juliańskim nie ma co wspominać).
            • sztuk6mistrz Re: Heil Dalaj! 25.03.08, 12:30
              "Krucjata alpinistów. Naziści w Tybecie" - recenzja
              Data publikacji artykułu: 5 stycznia 2006
              Autor: Darek "Sable" Czywilis

              okładka
              www.sklep.gildia.pl
              Christopher Hale. Krucjata alpinistów. Naziści w Himalajach.
              Dostępność: 2-3 dni robocze
              Cena: 41,50 zł 45,00
              dodaj do torby

              Na przełomie roku 1938 i 1939 ekspedycja niemieckich badaczy pod przywództwem SS
              – hauptsturmfuhrera Ernsta Schäfera prowadziła na terenie Sikkimu, południowej
              części Himalajów oraz – przede wszystkim – w Tybecie zakrojone na szeroką skalę
              badania zoologiczne, geograficzne i antropologiczne. Podobno na rozkaz samego
              Himmlera grupa jego wiernych oficerów starała się przedostać do zaginionego
              Shangri – La, mistycznego Raju na Ziemi, kolebki rasy ludzkiej (w domyśle:
              Aryjczyków). Podobno ich celem było schwytanie Mi – Go, Człowieka Śniegu.
              Podobno w Tybecie miał spoczywać ostateczny dowód potwierdzający teorię
              Welteisanschaltung, kosmicznego zlodowacenia. Podobno…

              Takich hipotez przez lata powstało dziesiątki, i tym bardziej chwała
              Brytyjczykowi Christopherowi Hallowi, iż podjął się próby rzetelnej analizy
              źródeł tej wyprawy oraz jej przebiegu. Namnożenie spiskologicznych teorii,
              próbujących wpisać ekspedycję Schäfera w nurt okultystycznych poszukiwań oraz
              niewielka ilość wiarygodnych danych zadanie to tylko utrudniały.

              Autor podjął się przebicia przez gąszcz spiskowych teorii oraz wydobycia na
              światło dzienne prawdy o osławionej ekspedycji „poszukującej korzeni rasy
              aryjskiej”. Dzięki informacjom z archiwów SS, brytyjskich archiwów kolonialnych
              oraz protokołów przesłuchań (głównie Schäfera przed trybunałem denazyfikacyjnym)
              powstało nieocenione kompendium informacji o nazistowskich planach związanych z
              Tybetem, nazistowskim świecie nauki i jego przedstawicielach (zwłaszcza Deutsche
              Ahnenerbe). Jednocześnie Autor starał się wskazać powiązania między wyprawą a
              historiami mistyków i „filozofów” pokroju Heleny Blavatski, Guido von Lista czy
              Jorga Lanza (nie szczędząc przy tym dość jadowitych komentarzy względem
              opisywanych teorii), wprowadzając w świat znany z kapitalnych „Okultystycznych
              Źródeł Nazizmu” Nicholasa Goodridge – Clarke’a. Kolejnym atutem książki jest
              oparcie znacznej części jej zawartości na rozmowach prowadzonych bezpośrednio
              przez autora z Bruno Begerem, ostatnim żyjącym niemieckim uczestnikiem wyprawy
              na Dach Świata. Opowieść nabiera dzięki temu autentyzmu, zwłaszcza opisy samej
              podróży przez Tybet

              Kilka słów o samej wyprawie. Latem 1938 r. z hinduskiego Dardżylingu wyruszyła
              na północ ekspedycja, w skład której wchodzili: zapalony myśliwy i zoolog Ernst
              Schäfer, antropolog Bruno Beger, kamerzysta Ernst Krause, geograf Karl Wienert
              oraz doświadczony żołnierz i alpinista, Edmund Geer. Wszystkich łączyła
              przynależność do struktur SS.

              Na dowódcę wyprawy mianowano świeżo upieczonego hauptsturmfuhrera Ernsta
              Schäfera, doktora zoologii i uczestnika dwóch wypraw na wschodnie pogranicze
              Tybetu prowadzonych przez Amerykanina Brooke’a Dolana w pierwszej połowie lat
              trzydziestych. Marzeniem Schäfera było przeprowadzenie (pod jego
              zwierzchnictwem, oczywiście) „czysto niemieckiej” wyprawy do Tybetu, która
              rozsławiłaby na świecie dokonania germańskiej nauki. I nie zmuszałaby do
              dzielenia się z nikim zaszczytami i splendorem.

              Schäfer po powrocie z ostatniej wyprawy z Dolanem szukał patronatu u Heinricha
              Himmlera. Dla Reichsfuhrera SS było jasne, że młody badacz może pomóc mu w
              potwierdzeniu spiskowych teorii o pochodzeniu rasy aryjskiej. Dla Schäfera z
              kolei drugi człowiek Rzeszy był nieocenionym źródłem finansów oraz wsparcia
              politycznego.

              Sama podróż miała dość napięty przebieg, głównie ze względu na konflikt
              polityczny z próbującymi przejęcia kontroli nad Tybetem Brytyjczykami, którzy
              starali się opanować niepewne nastroje panujące po śmierci „Wielkiego” XIII
              Dalajlamy. Ich głównym celem było niedopuszczenie do podporządkowania Tybetu
              komukolwiek, kto byłby w stanie zagrozić angielskiej Perle w Koronie. Schäfer z
              kolei próbował wykorzystać niepewną sytuację na Dachu Świata na korzyść Niemiec
              - skłócić zarządców prowincji z Wielką Brytanią i doprowadzić do powstania w
              Tybecie Protektoratu Rzeszy.

              Na takim oto tle Hall opisuje historię kilku młodych, ambitnych ludzi, którzy
              dali się wpędzić w zbrodniczy aparat Rzeszy. Żaden z nich nie był nawiedzonym
              mistykiem, badacze liczyli na korzyści głównie o charakterze naukowym. Nie
              potwierdzili żadnej z tez Himmlera, a od zdobycia Shambali bardziej liczyło się
              dla nich wkroczenie do Lhasy i możliwość relacjonowania tybetańskiego Nowego
              Roku, a dla Schäfera – odkrycie nowego (?) gatunku zwierzęcia. I nie było to
              bynajmniej Yeti.

              Poszukiwacze spiskologicznych tajemnic również znajdą w tej książce coś dla
              siebie – podsumowanie teorii mistycznych, które złożyły się na pomysł poszukiwań
              Kolebki Świata na tybetańskiej wyżynie. W miarę lektury rysuje się szlak
              prowadzący od teorii Heleny Blavatski, Guido von Lista czy Jorga Lanza do
              gabinetu Reichsfuhrera SS, który zadecydował o stworzeniu grupy ekspedycyjnej,
              „szukającej dowodów” potwierdzających mrzonki i hochsztaplerskie opowieści
              wspomnianych mistyków .

              Równie ciekawe jak opis wyprawy tybetańskiej są koleje losów członków wyprawy po
              powrocie z Himalajów w lipcu / sierpniu 1939 r. Wkręceni w tryby machiny
              wojennej, zaangażowani (dobrowolnie lub wbrew sobie) w zbrodnicze eksperymenty
              prowadzone w obozach Dachau czy Oświęcimia, płacą wysoką cenę za wyprawę, która
              miała przynieść im sławę i uznanie w świecie akademickim. Wyznania Begera,
              miejscami porażające szczerością, rzucają światło na charakter wyprawy i jej
              uczestników, szczególnie Schäfera – tragiczną postać, która mogłaby być
              pierwowzorem Indiany Jonesa. Równie zapalczywy, przedkładający poszukiwanie
              przygód ponad ślęczenie w gabinetach uniwersyteckich, obarczony osobistymi
              tragediami, Schäfer mógłby rzeczywiście zdobyć nieśmiertelność, gdyby nie
              ciążące nad wyprawą odium nazistowskiej manifestacji mocarstwowej, tłumiące
              naukowe cele wyprawy. Czy rzeczywiście? Na to pytanie czytelnik powinien
              odpowiedzieć sobie sam.



              Krucjata alpinistów. Naziści w Himalajach
              Autor: Christopher Hale
              Tłumaczenie: Piotr Chojnacki, Katarzyna Bażyńska-Chojnacka
              Wydawnictwo: Bellona
              • kolejar Re: Heil Dalaj! 25.03.08, 12:44
                sztuk6mistrz napisał:
                > Krucjata alpinistów. Naziści w Himalajach
                > Autor: Christopher Hale
                > Tłumaczenie: Piotr Chojnacki, Katarzyna Bażyńska-Chojnacka
                > Wydawnictwo: Bellona

                W poprzednich postach właśnie to dzieło miałem na myśli... smile Nie tylko to, ale
                w ogóle informacje o przedmiotowej wyprawie. Himmler wysłał tą naziolską
                ekspedycję i pobłogosławił... Tak, tak, tak jakoś było. Od paru lat to modny
                temacik historyczny.
                • kolejar Re: Heil Dalaj! 25.03.08, 12:48
                  Swoją drogą, to ta ekspedycja przyniosła podobno sporo ciekawych materiałów
                  antropologicznych. Przy tym - chyba wręcz wyjątkowo? - badania te nie łączyły
                  się z tzw. eksperymentami ostatecznymi w stylu dra Josefa Mengele i jemu podobnych.
                  • sztuk6mistrz Re: Heil Dalaj! 25.03.08, 14:03
                    Sądząc z ostatniego postu nie jesteś w posiadaniu tej książki?
                    • kolejar Re: Heil Dalaj! 26.03.08, 08:38
                      sztuk6mistrz napisał:

                      > Sądząc z ostatniego postu nie jesteś w posiadaniu tej książki?

                      A no nie - do tej pory nie wiedziałem, że to wydano polsku.
                      • sztuk6mistrz Re: Heil Dalaj! 27.03.08, 13:53
                        Było. W sieci nie znalazłem, żeby ktoś miał dostępną.
                  • poloeschatolo Re: Heil Dalaj! 25.03.08, 14:15
                    kolejar napisał:

                    > Swoją drogą, to ta ekspedycja przyniosła podobno sporo ciekawych
                    > materiałów antropologicznych. Przy tym - chyba wręcz wyjątkowo? -
                    > badania te nie łączyły się z tzw. eksperymentami ostatecznymi w stylu
                    > dra Josefa Mengele i jemu podobnych.

                    co to za eufemizm - eksperyment ostateczny?
                    • kolejar Re: Heil Dalaj! 26.03.08, 08:50
                      poloeschatolo napisała:
                      > co to za eufemizm - eksperyment ostateczny?

                      To jest fachowe określenie z zakresu nauk medycznych. Chodzi o eksperyment,
                      gdzie w celu zdobycia danych doświadczalnych w sposób zamierzony i kontrolowany
                      uśmierca się pacjenta. Bezcennych danych naukowych dostarczyły np. eksperymenty
                      ostateczne (głównie na Żydach i Cyganach) prowadzone przez uczonych Luftwaffe.
                      Coś takiego nie jest możliwe w państwach, gdzie chociaż jako tako przestrzegane
                      są prawa człowieka, więc USAF i NASA były zachwycone materiałami badawczymi III
                      Rzeszy... Sowieci też całkiem, całkiem, chociaż u nich "eksperymenty ostateczne"
                      nie były tak surowo zakazane. W tym momencie przypomina mi się sławny
                      eksperyment "Mołnia" z lat 60', który polegał na zrzuceniu bomby jądrowej na
                      40-tysięczne zgrupowanie wojsk zmechanizowanych. Nawet film szkoleniowy z tego
                      nakręcili:
                      - Bombu brosili! - meldował pilot Tupoleva...
              • skoonk Re: Heil Dalaj! 25.03.08, 14:48
                sztuk6mistrz napisał:

                > "Krucjata alpinistów. Naziści w Tybecie"

                Meine Damen und Herren!
                Niestety jest gorzej niż przypuszczacie.

                Niejaki Heinrich Harrer uczył Dalajlamę matematyki, angielskiego i sportu,
                wkrótce został jego doradca i przyjacielem. Po powrocie do Europy opisał swe
                doświadczenia w książce "Siedem lat w Tybecie".

                Po raz pierwszy o Harrerze zrobiło się głośno w 1938, kiedy zdobył szwajcarski
                szczyt Eiger trudnodostepnym zboczem północnym. Przyniosło mu to sławę i uścisk
                dłoni Adolfa Hitlera.

                Wcześniej, kiedy działalność organizacji nazistowskich była jeszcze w Austrii
                zakazana, 21-letni Harrer wstąpił w 1933 do nielegalnych bojówek SA. Wstąpił do
                NSDAP w 1938 r. po zajęciu Austrii przez III Rzesze. Wstąpił także do SS, w
                efekcie czego po rozpoczęciu wojny był internowany przez Brytyjczyków w Indiach.
                Harrer, obecnie 84-letni, spędza czas w Lichtensteinie i ojczystej Austrii.
                Non possumumus. Dalaj musi odejśćsmile
          • skoonk D14 vs B16 26.03.08, 18:24
            kolejar napisał:

            > Wg uczonych pod wodzą niejakiego Himmlera (...)
            > buddyzm tybetański wywodzi się wprost od SS i dlatego należy czcić > >
            Dalajlamę jako Gauleitera Tybetu

            To tłumaczy konflikt - ożyły zadawnione ambicje: SS kontra Wehrmacht.
            • poloeschatolo Re: D14 vs B16 26.03.08, 22:15
              skoonk napisała:

              > kolejar napisał:
              >
              > > Wg uczonych pod wodzą niejakiego Himmlera (...)
              > > buddyzm tybetański wywodzi się wprost od SS i dlatego należy
              > > czcić Dalajlamę jako Gauleitera Tybetu
              >
              > To tłumaczy konflikt - ożyły zadawnione ambicje: SS kontra
              > Wehrmacht.

              wydaje mi się, że chodziło ci o rywalizację między systemami komunikacji
              drogowej republiki czeskiej i bundesrepublik deutschland
              - dalnice D14 Breslau-Wien
              www.rsd.cz/doc/Silnicni-a-dalnicni-sit/Historie/nemecka-pruchozi-dalnice/$file/Nemecka-pruchozi-dalnice_1dil.pdf
              vs
              bundesstrasse B16 Roding-Fuessen de.wikipedia.org/wiki/Bundesstra%C3%9Fe_16
    • skoonk kto kogo 25.03.08, 21:39
      zmieni?
      uwaga, kitaj atakuje:
      (House, Artman SA reklama chinskich gaci)
      gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,49621,4987563.html
      • skoonk Re: kto kogo 28.03.08, 01:25
        skoonk napisała:

        > zmieni?

        wolny rynek jest dla dla świnek?
        80% poza bankami? 80% sacrum czy profanum?
    • hurysa1 Re: Znicz na Czomolungmie 28.03.08, 18:37
      Im jestem starsza tym przemoc wzbudza we mnie większy smutek. Tym większy smutek
      wzbudza we mnie ta skaza na ludzkiej duszy, która powoduje, że niektóre ludzkie
      istoty nie czują, że żyją dopóty dopóki nie wdepczą bliźniego w błoto.
      Dominacja! Satysfakcja? Jesteśmy bytem tak kruchym, tak ulotnie i tajemniczo
      zanużonym w przemijaniu, a trwonimy piękno tej tajmnicy w dowodzeniu-wymuszaniu
      racji, które za racją nic wspólnego nie mają. Dowód każdy ma pod ręką (w zasięgu
      wzroku) - wystarczy zobaczyć prawdę nieskończoności rozgwieżdżonego letniego
      nieba. Leżąc na łące. Plecami dotykając ziemi...
      • sztuk6mistrz Re: Znicz na Czomolungmie 28.03.08, 19:13
        Piękne słowa Huryso, w pełni je rozumiem.
    • skoonk czy znicz dotrze? 07.04.08, 18:52
      na Szczyt i do Pekinu, jeśli stale będzie gasł?
      Do tej pory płomień olimpijski gasł dwa razy. W 1976 r. w Montrealu podczas
      oberwania chmury, a potem w 2004 r. na igrzyskach w Atenach na oryginalnym
      starym stadionie z igrzysk 1896. Wówczas organizatorzy mieli zapasową pochodnię.
      Tradycja mówi, że jeśli ogień olimpijski zgaśnie, powinien zostać ponownie
      odpalony w Olimpii. Po tym, jak zgasł w Paryżu przed olimpiadą w Pekinie
      możliwe, że czas wrócić do Olimpii i zastanowić się, czy rzeczywiście powinien
      dotrzeć do CHRL.
      • censorship Re: czy znicz dotrze? 07.04.08, 19:19
        Skoonku!
        Idea Olimpijska już dawno zamieniła się w biznes, a konkurencja fair play w
        wyścigi między twórcami koksującego dopingu, a detektywami ten doping
        wykrywającymi. Przykładasz zbyt wielką wagę do tych zdezelowanych symboli jakimi
        są ogień i znicz olimpijski.
        • censorship Re: czy znicz dotrze? 07.04.08, 19:53
          Znaczenie ognia olimpijskiego wynika z jego historii i jest żadne. Cytuję za
          gazeta.pl
          "Ogień olimpijski

          Tradycja niesienia ognia olimpijskiego z Olimpii do miasta gospodarza igrzysk
          rozpoczęła się od igrzysk w Berlinie w 1936 roku.

          Wtedy to po raz pierwszy biegacze sztafety ponieśli zapalony w Olimpii płomień
          na stadion w Berlinie przez: Grecję, Bułgarię, Jugosławię, Węgry, Austrię,
          Czechosłowację i Niemcy. Z ideą znicza olimpijskiego wystąpił sekretarz
          generalny Niemieckiego Komitetu Olimpijskiego Carl Diem. Natomiast pomysł
          wzniecenia ognia za pomocą promieni słonecznych w Olimpii wysunął działacz
          greckiego ruchu olimpijskiego, Jean Ketseas."

          Co nastąpiło w dziejach Świata po 1936 wiemy wszyscy - zapłonęły ognie krematoriów.

          • chlorofil1 Re: czy znicz dotrze? 07.04.08, 20:19
            Cenzurko. Zaprzeczasz sama sobie "znaczenie żadne" i "krematoria". Trzeba zgasić
            ten ogień!
        • skoonk Re: czy znicz zapłonie? 07.04.08, 21:40
          censorship napisała:

          > Skoonku!
          > Idea Olimpijska już dawno zamieniła się w biznes...Przykładasz zbyt wielką
          wagę do tych zdezelowanych symboli jakim
          > i
          > są ogień i znicz olimpijski.

          Wiem, to co piszę też juz umarło. W ogóle myśl jest stara z natury. Żyjemy w
          relatywnym świecie. Wolę przekaz pozawerbalny. Symbol natomiast łączy różne
          wymiary znaczeń. To, ze Adi H. poleciał w symbole, archetypy, magię i mity, nie
          doprowadziło go do wojny, lecz do problemów interpretacyjnych, a potem do obłędu
          (przy wsparciu leków). Bardzo niewiele zabrakło aby do wojny nie doszło.

          Znicz został zgaszony celowo, w proteście. Teraz zapalą go ponownie na Olimpie.
          I znowu może "zgasnąć" gdzieś po drodze. Komitet Olimpijski może zmienić
          lokalizację i inne postanowienia w każdej chwili. Nie musi to mieć związku z
          przesądami. A jednak...
      • sztuk6mistrz Re: czy znicz dotrze? 09.04.08, 19:35
        Ten znicz musi się bardzo spieszyć by nie dotrzeć po płonącym loncie.
        • map4 Re: czy znicz dotrze? 10.04.08, 09:16
          sztuk6mistrz napisał:

          > Ten znicz musi się bardzo spieszyć by nie dotrzeć po płonącym loncie.

          W tym punkcie ujawnił się pełny spryt chińczyków: oryginalny płomień zaraz po
          przekazaniu go chińskiej delegacji na lotnisku w Atenach został przewieziony
          samolotem pod opieką chińskich służb specjalnych prosto do Pekinu. To coś, co po
          świecie podróżuje to jest kopia. Oryginał bezpiecznie płonie sobie dobrze
          zamelinowany gdzieś w Pekinie.

          Nawet gdyby podczas ogólnoświatowej sztafety udało się komuś ten płomień zgasić
          to i tak zgasi jedynie kopię.
          • tsy Re: czy znicz dotrze? 10.04.08, 13:21
            Czy ogień olimpijski jest kopią ognia, który został wykradziony bogom przez
            Prometeusza?
            • skoonk Re: czy znicz dotrze? 11.04.08, 03:45
              tsy napisał:

              > Czy ogień olimpijski jest kopią ognia, który został wykradziony bogom przez
              > Prometeusza?

              Oczywiście!
              Oto fragment z wikipedii, hasło prmeteusz:

              "W sztuce symbol buntu przeciwko autorytetowi.

              Postawa prometejska - postawa nacechowana poświęceniem się jednostki dla dobra
              ogółu, dla idei. Taką postawę określa się mianem prometeizmu. Drugim pojęciem,
              które wiąże się z postawą Prometeusza, jest tzw. kompleks Prometeusza, czyli
              dążenie do poznania (w tym wypadku zdobycia ognia) bez względu na konsekwencje."

              Podczas trwania starożytnych Igrzysk Olimpijskich w Olimpii święty ogień
              zapalano na ołtarzu Zeusa, patrona igrzysk. Zapalenie znicza sygnalizowało
              rozpoczęcie igrzysk, a jego zgaszenie - ich zakończenie. Sztafeta niosąca ogień
              olimpijski wywodzi się z konkurencji lekkoatletycznej - biegu z pochodniami -
              która odbywała się podczas ateńskich Panatenajów.

              Heraklit z Efezu, któremu przypisuje się sformułowanie myśli, że wszystko
              płynie, za zasadę wszechrzeczy uznał właśnie ogień: "Tego świata, jednego i tego
              samego świata wszechrzeczy, nie stworzył ni żaden z bogów, ani żaden z ludzi,
              lecz był on, jest i będzie wiecznie żyjącym ogniem zapalającym się według miary
              i według miary gasnącym". Heraklit twierdził, że symbolem zmienności, dynamiki,
              powstawania i ginięcia, konfliktu i walki jest wieczny ogień, który jako
              błyskawica stanowi przyczynę i rozumnie kieruje całością wszechrzeczy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka