Dodaj do ulubionych

Borderline x 2= <3 ?

06.09.10, 04:11
Dziś pierwszy raz piszę na tym forum. W końcu i na mnie przyszedł czas szukać
konwersacji w internecie. Przeglądam od dwóch nocy, dzięki bezsenności jaką
funduje mi mój organizm i chyba nie żałuję.

Zauważyłam duże kontrowersje co do tematów stwierdzonej lub jedynie
domniemanej choroby.
(Lekarz nie pozostawił mi złudzeń co do mojego przypadku, nazywając go
książkowym, by chwile potem zwracać się do Boga o cud w pomocy w wyleczeniu
mnie. Ale sama chyba tak naprawdę przekonałam się przeglądając wątki które
zapadły mi w pamięci mniej więcej tak:. "Mam border- totalnie o mnie, ja
strasznie często płaczę- czy nie powinnam dostać zwolnienia z wf-u?" zebrała
we mnie taka chęć sponiewierania autora/ki, że tylko lenistwo co do logowania
się powstrzymało mnie od zmarnowania czasu na komentarz...)

Ale nie o tym miałam...

Drugi to związki. Zgłaszają się tu osoby które są, były lub zamierzają być z
chorym na BPD. Tym akurat współczuję, bo oczywiście nawet jeśli piszą też
osoby które już "nie mogą więcej ranić ukochanego" i w desperacji udały się po
wiadro porad na forum- te mam gdzieś. Nie wierzę w żadne słowo, sama nigdy nie
wytrwałam w swoim postanowieniu poprawy, a już na pewno nie zamartwiałam się
nieszczęściem mojego partnera. BPD to egoiści. To partner był po to żeby mi
dawać radość, a jako, że jestem świadomą despotyczką
Obserwuj wątek
    • nico_2009 Re: Borderline x 2= <3 ? 06.09.10, 11:11
      ...smutne to co napisałaś...
      Myślę jednak, że jak rzadko kto mówiąc tyle prawdy o tym co czujesz i jak czujesz wykonałaś więcej pracy niż nie jedna osoba przez kilka lat na psychoterapi. Wierzę i będę wierzył jednak że to nie jest jedyne wyjście dla Was (bo ja jestem tylko byłym parnerem:)) i wierzę w to, że może być inaczej:)
      • annarchia Re: Borderline x 2= <3 ? 06.09.10, 15:05
        nico_2009 napisał:

        > Myślę jednak, że jak rzadko kto mówiąc tyle prawdy o tym co czujesz i jak czuje
        > sz wykonałaś więcej pracy niż nie jedna osoba przez kilka lat na psychoterapi.

        A ja się nie zgadzam. Bo osoby, które ciężko pracują w terapii, zamiast starać się po prostu rozumieć swoje "borderowe" zachowania i uczucia i mieć refleksje na temat BPD oraz uczyć się, jak żyć z borderline (czyli w kółko macieju ciągle o zaburzeniu...) - starają się ZMIENIAĆ siebie. Tak, aby inaczej odczuwać i potrafić odnajdywać się w (bardziej stabilnych) związkach. Starać się głębiej wnikać w swój egoizm, manipulowanie, egocentryzm, pogardę dla innych, a nie tylko to STWIERDZAĆ w sobie... Refleksyjność i samoświadomość ma według mnie wartość wtedy, gdy służy zmianie, poprawie. Bo inaczej jest tak, jak w tym kawale "Nadal się moczę, ale teraz już wiem dlaczego. (I ewentualnie): I jestem z tego dumny"...

        Ja szczerze mówiąc coraz mniej się identyfikuję z tą diagnozą, z diagnozami w ogóle, bo w tym momencie niczemu mi to już nie służy i praktycznie coraz rzadziej myślę o sobie jak o bpd. Jakieś dziwne i bezsensu mi się wydaje to zrównywanie ludzi z etykietkami... Do pewnego czasu identyfikacja z efką służyła mi za określenie mojej tożsamości, której poczucie jest kruche, za usprawiedliwianie siebie (zamiast pracy nad zmianą), za zrozumienie (powierzchowne i teoretyczne) tego, co się ze mną w ogóle dzieje, za poczucie przynależności do jakiejś grupy (borderów, anorektyczek, itd.), ale zarazem odrębności ("od szarego tłumu"), a to wszystko głównie nieświadomie. Śmiem przypuszczać i uważać, że dotyczy to większości osób z zaburzeniami, bo ja nie jestem jakaś wyjątkowa. Nie zamierzam układać sobie życia z objawami, myśleniem i zachowaniami borderline. Próbowałam z tym żyć. Nie da się, w moim wypadku. Za wysoki poziom cierpienia, niewolenia, zgnojenia. A ostatnio doszedł kolejny argument, dopiero teraz: ja nie chcę taka być. Nie chcę czuć pogardy, nie chcę odrzucać, wyładowywać się na sobie, na innych, nie chcę być infantylna, nie chcę przekręcać kota ogonem, nie chcę robić dobrego wrażenia, koloryzować, być arogancka i wyniosła, potrzebować partnera jak mała dziewczynka, patrzeć na innych góry... Zaczyna mi być źle nie tylko z moim nastrojem, ale z tym, jaka jestem wśród ludzi, co do nich czuję, jak ich odbieram. Zaczyna mi to przeszkadzać i odbieram to jako pozytywny znak. Tu i teraz być może można określić mój sposób przeżywanie i zachowania jako "bpd", a może już nie do końca, ale i tak nie ma to dla mnie większego znaczenia. Ja jestem przede wszystkim człowiekiem, a wierzę, że człowiek ma potencjał do zmiany siebie i rozwoju. Nie wiem, na ile duży jest we mnie ten potencjał, ale zakładam, że jakiś JEST.

        Niemniej jednak zgadzam się z autorką wątku, że partnerzy, którzy decydują się na trwanie w związku z osobą z jakimikolwiek zaburzeniami (gdy ta osoba się nie leczy, nie próbuje zmieniać), sami są w jakimś stopniu zaburzeni. Inaczej pasowaliby do takiego związku jak piernik do wiatraka i nie mieliby w nim czego szukać i trwać. Wydaje się to tak oczywiste... Wystarczy poczytać wiele wypowiedzi partnerów osób z BPD tutaj.
        • ykrastek ...jest jednak jedno "ale"... 06.09.10, 17:02
          Tym "ale" jest... dziecko, które zrodzi się w związku dziewczyny borderki z partnerem niezaburzonym borderline. To jest naprawdę duży problem, bo ciężko pozostawić ukochane dziecko do wychowania mamie z borderline...:-) Wtedy wszystko inne niby schodzi na bok, ale jest przez to jeszcze ciężej...:-( A wierzcie mi, wiele dziewczyn z borderline dopiero z chwilą urodzenia dziecka zaczyna "pokazywać różki" i naprawdę "jeździć" po partnerze (przestają się bać... "odrzucenia"). Pozdrawiam:-)
          • droga-powrotna Re: ...jest jednak jedno "ale"... 06.09.10, 18:23
            niedawno rozmawiałam o tym z własną Matką. Nie skazałabym żadnego dziecka na życie z moją chorobą, nawet wyciszoną. To by dopiero było egoistyczne.
            Ale skoro już jest, to chroń je i nie bój się podejmować radykalnych decyzji, wszystko byle by dziecko kiedyś nie musiało pisać na podobnym forum.
            Nie powinnam oceniać, ale mam przed oczami raczej siebie, dla mojego dziecka najlepsze co mogłabym zrobić to odejść.
        • droga-powrotna Re: Borderline x 2= <3 ? 06.09.10, 18:17
          Tak, widzę, że lubimy tu dużo na nie narzekać. Ja nie jestem ani dumna, ani zawstydzona, ani nawet ciekawa o BPD- jestem na nie wkurzona.

          Żyłam sobie spokojnie, pielęgnując swoje przeświadczenie o wyjątkowości, o wyższych celach. Kochałam się za cechy które nigdy nie plasowały się w granicach- przeciętnie, dobrze, prawidłowo, w normie. Byłam wszędzie i byłam, zła czy dobra, wyjątkowa.

          I tu nagle dowiaduję się, że nie mogę nazywać już się rozpieszczoną jedynaczką, że od teraz będę BPD. Dużo czasu minęło zanim naprawdę sprawdziłam co to jest. I poczułam się jak obdarta ze skóry, wszystko co dotychczas było moje okazało się być jednym z setek wymyślnikowanych cech setek i innych równie niewyjątkowych już ludzi. Ja lubiłam nie wiedzieć. Teraz bardzo się boję, nie wiem już czy coś w tym wszystkim jest tylko i oryginalnie moje. Okradli mnie z wyjątkowej tożsamości która, jak myślałam, kiedyś miała okazać się darem. I jestem wkurzona, bo teraz już nawet nie wiem czy idę sikać bo determinuje mnie choroba. Nie wiem, co we mnie jest moje.

          Dlatego też, wolę mówić szczerze o tym jak jest- na głos. Prowadzę swoją terapię. Pozbyłam się wszelkiego zahamowań i zmusiłam resztę do wysłuchiwania i nabijania się z moich najokropniejszych, najbardziej intymnych wad. Jeśli oni nie przejdą z tym na początek dzienny, ja tego nigdy nie zrobię. Też słucham, nie przyznam się, ale doceniam to- bo robiłam tyle ranniocych rzeczy o których nawet nie byłam świadoma.

          I bez znaczenia ile terapii psychologicznych czy farmakologicznych przejdę- to jestem ja. Nie bez powodu nazwane jest to osobowością z pogranicza. To jest o-s-o-b-o-w-o-s-c, nie zachowanie, z taką, ową, daną się rodzisz- jak z kolorem włosów (pech dopisze otoczenie zapewni Ci powody do jej upośledzonego rozwoju), możesz się farbować, odrosty i tak będą powracać w dawnym kolorze. I nie mówię, że nie nauczę się jak ten wątpliwy dar prowadzić, po prostu nie zgadzam się z osądem, że terapia prowadzona przez osobę która idąc na studia chciała wnikać w ludzkie dusze i zapewniać sobie emocji dzięki brudnym sekrecikom pacjentów. Ty-dym 75 zł proszę. Mam za sobą 4 terapie, jak mówiłam jestem despotką, czekam na 5- jak zobaczę to uwierzę.
          Tym czasem mam nadzieję, że już wiesz, że ja nie pogodziłam się z BPD, ale się jej bacznie przyglądam i analizuje. Trzeba poznać swoich wrogów, moi bliscy też mają do tego prawo.I Do tej pory to tylko choroba znała mnie, i co z tego wyszło?
          I nie widzę siebie wyjątkowej w sensie unikatowa, a raczej uszkodzona.

          Ps. Z dobrej woli Tobie i ludziom z podobnymi tendencjami radzę, abyś korzystała z faktu, że jesteś chora. Nie wykorzystywała go, a była "świadoma praw i obowiązków". Ludzie na siłę chcą wmówić sobie, że nie mają prawa do sprawiedliwości, ale nie jesteś recydywistką. I jeśli chcesz zrekompensować całemu światu fakt że byłaś zła to zrób to, ale nie masz siły żeby nieść nie swoją krzyż. Musisz być sprawiedliwa i położyć każdą winę tam gdzie należy. Inaczej pewnego dnia możesz obudzić się rozgoryczona i pokrzywdzona, z brakiem jakichkolwiek chęci na dalsze kontrolowanie swojej skłonności.
          Tak, usprawiedliwianie się na każdym kroku jest obrzydliwe, ale do puki nie zauważysz że pokrzywdzeni też potrafią rozkwitać w swojej pozycji, pozwolisz im Cię obarczać. Wygodna jest pozycja ofiary, jednak to Ty się nią staniesz przepraszając za cudze grzechy.
          • nico_2009 Re: Borderline x 2= <3 ? 07.09.10, 09:52
            Anarchio zgadzam się że może być tak, iż osoby wiążące się z osobami z BPD są również zaburzone, lecz proszę nie uzywaj tego jako wytłumaczenia swoich zachowań często zdarza się że dobrze BPD jest kamuflowane i później kiedy ciężko jest osobę zostawić samej sobie czując się za nią odpowiedzialnym brni się dalej poddając się bluzgom upokorzeniom itd. tak jest wg mnie...
          • nico_2009 Re: Borderline x 2= <3 ? 07.09.10, 09:56
            droga-powrotna
            Fajnie, że starasz się patrzeć na wszystko z boku obserwować siebie na zewnątrz, i nie bierzesz już jako wytłumaczenia swouich zachowań ...bo mam BPD i nic na to nie poradzę to Świat i ludzie są winni itd. nie pielęgnujesz swych zachowań tylko ich nie lubisz...wyobrażając sobie że można być lepszym i nie poddając się przy każdym upadku że tak już musi być:)
            To naprawdę miły i ciekawy głos na tym forum|:)
    • k7i Re: Borderline x 2= <3 ? 08.09.10, 16:44
      A mnie się nie podoba to, co napisała droga. Wrzucasz wszystkich borderów do jednego, brudnego wora "najgorszych z najgorszych". Wcale się taka nie czuję. I pewnie inni bpd też nie. A drudzy się pewnie podpiszą pod tym, co naskrobałaś.
      Różnie jest.

      Ja akurat mam tak jak annarchia. Po prostu męczy mnie już bpd i nie chcę taka być. Nie podoba mi się ta 'wyjątkowa' osobowość. Owszem, jest to coś innego, czasem myślę, że lepszego... ale - jeśli zestawić plusy i minusy tej osobowości, to jest źle. Gorzej niż u normalnej osoby, jeśli tak można określić osobę niezaburzoną.

      Mnie już samą to boli, że mam szereg borderowskich mechanizmów.
      Ba, boli mnie sama etykietka BPD.
      I aktualnie dążę do tego, by ją odkleić i być lepszym człowiekiem. Już nie - 'wyjątkowym', po prostu przeciętnym, zwykłym, ze zwykłym myśleniem już nie w 3D, a płaskim, jednowymiarowym.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka