Dodaj do ulubionych

DDA czy borderline? :/

09.08.11, 21:48
Witajcie.
Jakiś czas temu wyszukałam w sieci informacje o dda. Niestety, jestem dda.
Aż do dzisiaj sądziłam, że "tylko" ten problem mnie dotyczy.
Niestety trafiłam na opis borderline i stwierdziłam, że mam dużo takich cech. :(
Napiszcie proszę, czym się różni dda od borderline. Po czym poznać, która dysfunkcja mnie dotknęła? Czy można mieć jedno, a drugie gratis (w pakiecie)? :(
Jak to leczyć, da się, warto?
Jestem załamana, bo wyczytałam, że dda da się wyleczyć terapią, a borderem zostaje się do końca życia :( :(
Pozdrawiam

P.S.
Napisałam ten post na dwóch forach (BPD i DDA).
Jeżeli to jest niedopuszczalne, niekulturalne, to można skasować moją wiadomość (ale najpierw pomóżcie proszę).
Obserwuj wątek
    • yo-bi Re: DDA czy borderline? :/ 09.08.11, 22:23
      Witaj
      Tak to już jest jeśli czytamy objawy dowolnej choroby zaczynamy szukać w sobie objawów....
      Skoro już wiesz ze jesteś DDA to idź na terapie do odpowiedniej placówki....
      A tam juz napewno sie Tobą odpowiednio zaopiekują...
      Myślę ze o tym czy sie ma BPD decyduje lekarz a nie forum.....

      Więc nie zadręczaj się.....
    • borderka80 Re: DDA czy borderline? :/ 09.08.11, 22:42
      Dziękuję za tak szybką odpowiedź.
      Po przeczytaniu kilku informacji w sieci naprawdę można się załamać (zwłaszcza, że podobno BPD jest nieuleczalne).
      Mam małe dzieci i bardzo, ale to bardzo nie chciałabym ich skrzywdzić.
      Muszę coś szybko z tym zrobić. To nie wina maluszków, że taka matka im się trafiła :( (mam naprawdę fajne, radosne dzieciaki :) )
      Jutro umówię się na wizytę u lekarza rodzinnego, po skierowanie do psychologa (bo podobno do psychologa potrzebne jest skierowanie).
      Pozdrawiam serdecznie :)
    • borderka80 Re: DDA czy borderline? :/ 10.08.11, 20:24
      Zapisałam się do psychologa na piątek.

      Do tej pory myślałam, że jestem dda (tatuś alkoholik, mamusia psychopatka)....
      Ale kto wie czego potrzeba do "wyhodowania" bordera? :/ (Przepraszam, jeśli kogoś uraziłam, piszę wyłącznie o sobie).

      Niestety, nie panuję nad emocjami. Jestem wesoła, ale jak zdarzy się coś złego, jestem smutna cały dzień i wszystko mnie wqrza :(
      Bardzo duży wpływ mają na mnie inni ludzie (i ich ocena mnie). Nie lubię autorytetów i nienawidzę być do czegokolwiek zmuszana.
      Boję się, że mąż mnie zostawi. Jestem nic nie warta :(
      Nie zasługuję na miłość. :(

      Przyjmiecie taką patologię jak ja do swojego grona?
      Pozdrawiam :)
      • yo-bi Re: DDA czy borderline? :/ 10.08.11, 23:38
        Coś Ty się tak uparła na ten Bordeline....??
        czemu go na siłę szukasz w sobie.??

        Skoro już się identyfikujesz jako DDA to poszukaj poradni dla siebie
        Psycholog Ci w tym pomoże ....
        Na początku terapii dla DDA i tak masz obowiązkowe spotkanie z psychiatrą
        on już na pewno Ci zdiagnozuje...
        Jeszcze jedno...
        Nie jestem znawcą ale
        osoby z BPD mają bardzo wysokie mniemanie o sobie ...
        muszą byc w centrum, i wszystko musi sie kręci wokół nich
        a Ty piszesz że boisz sie że Cie maż zostawi...
        ...
        że nic nie jesteś warta....
        itd
        myśle ze to raczej nie BPD...
        ale jeszcze raz
        nie mnie o tym decydować pisze co mysle...

        Ja Jestem od 10 miesięcy na terapii grupowej dla DDA
        i wiem że problemy z emocjami wcale nie oznaczają BPD.

        \Pozdrawiam

        • czita88 Re: DDA czy borderline? :/ 10.08.11, 23:59
          (...)obowiązkowe spotkanie z psychiatrą
          > on już na pewno Ci zdiagnozuje...

          A mi moja psychiatra nic nie diagnozuje co mnie troche wk**wia, tylko przepisuje durne tabletki, coraz wiecej, i pyta jak sie po nich czuję. I gówno mi to wszystko pomaga. NAwet wydaje mi sie że coraz bardziej po**bana jestem.
          • czita88 Re: DDA czy borderline? :/ 11.08.11, 00:02
            Jak chodziłam do innej, i do jeszcze innej wcześniej, było tak samo. Tylko po próbie s. chciala mnie wysłac do szpitala dla czubków ale się nie zgodziłam. Tam tez tylko leki dają otepiające, trzymają jakiś czas i wykopują do domu. Na bpd nie ma rady, tylko sobie w łeb strzelić ;( ;( ;( ;(
            • kro-nik Re: DDA czy borderline? :/ 11.08.11, 10:18
              Nie chce bezczelnie grzebac w Twojej glowie, wiec nie odpowiadaj, jesli moje pyt. jest wscibskie - jakie mysli towarzyszyly Ci kiedy podejmowalas probe samobojcza?
            • aigala Re: DDA czy borderline? :/ 11.08.11, 12:03
              przykro mi czytac to co napisalas czita88, ale doskonale Cie rozumiem, bo przeszlam wiele, w tym 3 hospoitalizaje, ostatnia po probie samobojczej.
              I tak jak Ty mialam na poczatku poczucie, ze jedyne co lekarz ze mna robi, to wyczynia cos za moimi plecami, cos wie a mi nie mowi nic tylko faszeruje lekami. Ale to trwalo jakies 3 miesiace, okazalo sie, ze lekarz nei rzucal zadnych diagnoz dopoki nie mial co do nich pewnosci. Moze Ciebie lakarz rowniez na razie "obserwuje", probuje dopasowac dawki lekow, ich rozne kombinacje? Boze, co ja z lekami przeszlam to tez moje, w najgorszym okresie bralam prozac, przeciwlekowy, stabilizator i nasenny na stale plus xanax lub inne cudo na nagle leki. Przeszlam te zprzez leki przeciwpsychotyczne, mimo ze takowych nie mialam.
              Ale wiesz, ufalam swojemu lekarzowi. Jakiej dawki by nie zlecil, jakiego leku nie wymyslil, bralam poslusznie, mimo ze nie czulam nie wiadomo jakiej poprawy. Nie wiem skoad to sie wzielo, niby "powinnam" mu nie ufac, byc podejrzliwa, podwazac jego decyzje itd. Nie wiem na ile wzbudzil moje zaufanie a na ile bylam juz w tak tragicznym stanie, ze bylo mi obojetne, "co we mnie wloza" bo "i tak juz gorzej byc nie moze"...

              Szpitala nie wspominam tak jak mowisz. Mialam codzienna opieka psychologa, zajecia rozne (niektore bardzo ciekawe), wszelkie badania za kazdym razem wykonane (morfo, mocz, horm tarczycy itp). Czulam sie zaopiekowana. Moja reakcja na leki byla stale kontrolowana, w razie potrzeby modyfikacja jeszcze tego samego dnia, gdy zauwazylam cos niepokojacego. Nie wiem czy Ty mialas bardzo przykre doswiadczenia ze szpitalem, ale ja (hmmm, no nie powiem ze milo go wspominam) czuje ze byl mi bardzo pomocny na pewnym etapie.

              Ahhh i nie mow absolutnie, ze na bpd nie ma rady, bo ja oprocz bpd mam kilka zaburzen innych, wiec dodatkowo jest mi trudno funkcjonowac na codzien a zyje z coraz wieksza pasja. Z coraz wieksza radoscia, zaufaniem do swiata i siebie, rozumieniem i umiejetnoscia radzenia sobie z trudnosciami. Ah, nie chce przedstawiac swego zycia jako nie wiadomo jak idylliczne, ale zyje, zyje, czuje ze zyje!!! A kiedys wegetowalam i to na dodatek obrazona na swiat i ludzi, z nienawiscia do samej siebie.
              Nie mowcie ze z bpd nie da sie wyjsc. Nie wiem na ile w moim przypadku to jest "wyzdrowienie" (bo czy jest cos takiego przy bpd?), na ile nauczenie sie zyc inaczej,milej, lepiej, z satysfakcja dla samego siebie i przy okazji bez krzywdzenia innych.
              Bez tego piekła.

              Od prawie roku nie musze przyjmowac lekow, czuje sie dobrze, po prostu dobrze.
              No ale na terapie chodze juz ktorys rok i nie mam zamiaru jej przerywac, bo wiem, ze dla mnie to jest walka o zycie. Tak jakbym miala nowotwor, ktorego trzeba traktowac chemia. Moze glupie porownanie, ale wiem ze bez terapii nie mialabym zycia. Tzn mialabym, ale czy to bylo zycie?..

              Ogromna droga juz za mna, ale pelna lez, wyrzeczen, bolu, walki z sama soba i swoimi ograniczeniami.

              Jesli moge zapytac czito, czy na terapie chodzisz? Bo to ze jestes pod opieka psychiatry to bardzo dobrze, ale wydaje mi sie ze psycholog to klucz do walki w przypadku bpd.
              A rozmawialas o sowich watpliwosciach z lekarzem? Mysle, ze jesli wie na jakie schorzenie cierpisz, tym bardziej powinien Ci wytlumaczyc co robi, dlaczego takie a jie inne leki, jaka dawka i po co, jaki plan leczenia obral itd.
              A jesli nie to zmien lekarza, ale na pewno nie zostawaj bez opieki, bo robisz to dla wlasnego dobra i komfortu, choc moze teraz wydaje Ci sie ze jest inaczej.

              Pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki za Ciebie, za Was.


              • czita88 Re: DDA czy borderline? :/ 11.08.11, 13:46
                Psychiatra wydaje mi się że nie ogarnia całości.. 10 min na wizytę to w sumie się nie dziwię. Ona leczy mnie na nerwicę natręctw co mi tez nieźle rozwala życie i zdrowie i zajmuje pół dnia (nie mogę przestać)... Wie też o mega zaburzeniach odżywiania z których jakoś kurde sama wyszłam pare lat temu. Ale nie wie wszystkiego o mnie w sumie, nie wie co ja wyprawiam, nie wie o hmm jak to sie mówi... no takie określenie - że puszczam się z dopiero poznanymi facetami i nie uważam tego ze dziwne... Ale wiedziały że się okaleczam, o próbie s., o narkotykach itd.. Nie wiem...
                Do psychologa znowu zaczęłam chodzić (przez 2,5 roku w ogóle nie byłam w poradni, sama nagle przerwałam) dopiero niedawno, niby to ma byc terapia (poprzednio jak chodziłam, też do innej, to tylko wuchte testów i układanie klocków, a na wyniku badań nie pisze o borderline tylko m.in. super pamięć, postrzeganie, operacje logiczne, przeciętna koncentracja uwagi; trudności w przystosowaniu, w kontroli impulsów i w relacjach interpersonalnych. Trudność w nawiązywaniu satysfakcjonujących, głębokich relacji interpersonalnych. Silmnie rozwinięta potrzeba akceptacji dla własnej osoby, przy czym obniżony poziom kompetencji społecznych i mało stabilny obraz siebie- deficyty w obrębie ekspresji siebie, swoich potrzeb myśli i uczuć. (...) Labilna kontrola emocji, co powoduje obniżone możliwości ich adekwantnego wyrażania i skutecznej regulacji. Hehe fajne zdanie: Pacjentka nie dysponuje wystarczającymi zasobami do efektywnego radzenia sobie w sytuacjach trudnych" Co ty nie powiesz :P... Ciekawe kiedy zgromadzę dość tych zasobów... (...) może reagować impulsywnie, podejmując zachowania autoagresywne typu acting out. Pacjentka na przemian doświadcza okresów obojętności na konsekwencje swoich działań bądź reaguje intrepunitywnie (wtf??) i/lub obniżonym nastrojem. Najczęściej stosowane mechanizmmy obronne to rozszczepienie, projekcja i wyparcie.
                Trochę wam przepisałam nie wiem sama po co. A ta psycholog teraz to opowiadam jej na razie swój nędzny żywot, a mam też powiedzieć czego oczekuję. !!! Sama kurde nie wiem! Wkurza mnie że ktoś będzie się wtryniał w moje życie, nienawidzę gdy ktoś za mnie decyduje albo mówi mi co mam robić. Dlatego wolałabym sama sobie ze sobą poradzić. Żadnych związków, zwalczyć nerwicę i może to wystarczy? Z resztą jakoś zwykle sobie radziłam, no może byłam zamknięta, nieufna i przez to zwykle poza grupą, ale ostatnio (przez duży kontakt z dużą ilością ludzi) wydaje mi się że stałam się bardziej pewna siebie i bezpośrednia.

                Do kro-nik: o tej probie s. jak zresztą o prawie wszystkim, już gdzieś tu kiedyś pisałam (pewnie z rok albo dwa temu) i nie chcę do tego wracać. Wstydzę się że to zrobiłam. To bylo debilne zachowanie z meeeega debilnego powodu. W skrócie czułam się jak małe cuchnące gówno, czułam jak strasznie boli mnie życie, za wszystkich sił pragnęłam umrzeć, zniknąć. Po jednym głupim zawodzie zniknął mój jedyny maluśki słaby cel życia, zgasłam po prostu. Nie wiem jak to opisać. Jedynym celem była śmierć. Potem wiele razy żałowałam że się nie udało, że zalamana nawet tego porządnie nie umiałam zrobić i że pozwoliłam się znaleść (odebralam kom :[ :[ :[). I już mam w myślach od dawna opracowany plan by tym razem sie udało :P.
                • borderka80 Re: DDA czy borderline? :/ 11.08.11, 14:16
                  Dziękuję za odzew :) To miłe.

                  Miałam jedną próbę samobójczą.
                  W wieku 13 lat wyjadłam wszystkie tabletki jakie mama miała. Na szczęście używała w większości specyfików ziołowych. Nic mi nie było, nikt nic nie zauważył. :(

                  Okropne jest to, że nie umiem żyć dniem dzisiejszym, cieszyć się beztrosko.
                  Rozpamiętuję przeszłość i zastanawiam się, co powinnam była zrobić, żeby nie było aż tak źle :( Nie panuję nad emocjami. Mam zaburzenia ożywiania. :( Ciężko ze mną wytrzymać. Bardzo, ale to bardzo chcę się leczyć.
                  Chcę być normalną, radosną dziewczyną, a nie wredną, zgryźliwą suką.
                  Praca, dom, dzieci. Mam wrażenie, że przeceniłam swoje siły. Nie daję rady. Zawalam na całej linii. Zawsze mogłabym coś lepiej zrobić, piękniej sprzątnąć, pobawić się z dziećmi (a nie tylko sprzątać i gotować). Nie umiem zorganizować sobie czasu tak, żeby ze wszystkim zdążyć. :(
                  Mam nadzieję, ze psycholog mi pomoże (mogę nawet wcinać relanium lub prozac, wszystko co będzie trzeba) :( Jak ona wyśle mnie do psychiatry - pójdę.

                  Pozdrawiam serdecznie, 3 majcie się Kochani :)
                • aigala Re: DDA czy borderline? :/ 11.08.11, 21:29
                  oj czita, widze ze masz toszke bledne myslenie na temat terapii :)
                  Na pewno nikt nie bedzie Ci mowil co robic ani nie bedzie "wtrynial sie w Twoje zycie".
                  To Ty wnosisz wątki na terapie, to Ty wiesz co Cie boli, o czym chcesz mowic a nie terapeuta. Dla Ciebie danego dnia najwazniejsza na swiecie moze byc klotnia z żulem spod sklepu czy to, ze uciekl Ci autobus. Cos zupelnie pozornie prozaicznego a takiego, ze Cie wytraca z rownowagi, chwieje Twoimi emocjami w jakis sposob. Hmmm, no nie wiem czy rozumiesz o co mi chodzi ;)

                  A to czego oczekujesz od terapii nauczysz sie rozpoznawac. Moze teraz wydaje Ci sie ze chodzisz na nia troche z racji "bo nalezy", ale wraz z postepem na terapii zaczniesz czuc jak wiele Ci ona daje i zweryfikujesz swoje oczekiwania i nadzieje.

                  W kazdym razie trzymam kciuki, gratuluje tez decyzji o terapii, bo moglo byc Ci trudno ja podjac, nikt chyba dla wlasnego widzimisię nie chodzi sobie do psychologa, "dla rozrywki"...

                  Hmm, a czemu psychiatra nie wie o kilku waznych Twoich zachowaniach? Nie chcesz jeszcze o tym mowic? Bo jesli celowo to zatajasz to pamietaj, ze utrudniasz diagnoze i pomoc sobie.
                  Ja rowniez mam nn, rowniez mialam/mam zaburzenia odzywiania i jeszcze kilka innych krzyzy dzwigam, wiec wiem co przechodzisz, ale gwarantuje Ci, ze nie jest to nie do przeskoczenia.
                  • kro-nik Re: DDA czy borderline? :/ 12.08.11, 13:07
                    Ja jestem bardzo ciekawa, jak wygladala terapia u mojego bordera. Znam tylko "strzepy" i opowiadal o niej, dopoki mu sie podobalo. Z jego relacji wynika, ze rzucil ja, kiedy terapeuta zaczal grzebac "w nas", a X stwierdzil, ze ten juz mu pomogl w czym mial pomoc (byl u niego max. chyba 5 razy), a w "mojej sprawie" juz nic nie zdziala, bo przeciez psycholog kaze mu mnie przepedzic na cztery wiatry. Zreszta i tak sie jakos zbieglo jego porzucenie terapii z porzuceniem mnie, chociaz wciaz mieszkalismy razem. Jakie to chore.

                    A po kilku miesiacach, kiedy wyjechalam i non stop walkowal nasz temat do wszystkich i narzekal na mnie, nawet do lekarza, do ktorego poszedl z kolanem, ten mu przerwal i zapytal z usmiechem - "No ale w CZYMS byla chyba dobra?" Bez komentarza. Do kumpla, do ktorego doslownie wrecz plul z nienawisci do mnie, uwielbial tez opowiadac, ze tak jak ze mna nie bylo mu z nikim.

                    Nic nie zrujnowalo mnie bardziej, niz jego wieczne odpychanie mnie i traktowanie jak osobistego wroga nr 1. Nic, ani smierc bliskich, ani moje wlasne otarcie sie o ciezka chorobe i operacja. Bo, o paradoksie - mialam jego podziw i serce. I nagle stalam sie przeciwienstwem wszystkiego co dobre, skonczona wariatka i zerem.

                    • yo-bi Re: DDA czy borderline? :/ 12.08.11, 17:05
                      kro-nik napisała:
                      > Ja jestem bardzo ciekawa, jak wygladala terapia u mojego bordera.
                      ???????????
                      witaj Kro-nik - wiesz zaciekawił mnie Twój temat...

                      Też jestem Ciekaw jak wygląda terapia dla osób z BPD. ????
                      Moja była chodziła raz w tygodniu na terapie ...
                      I też mnie to ciekawi co tam się robi .....

                      ale ja podchodze do tematu matematycznie...
                      policzmy....

                      Czyli jedna godzina w tygodniu....terapii
                      Jak mojej byłej sie nie chciało isć - to nie szła ...poprostu.

                      Czyli miała 1 godzine w tygodniu tej terapii
                      - czyli 53 tygodnie razy 1 godzina w tygodniu to daje rocznie 53 godziny terapii pod warunkiem że są wszystkie ...
                      że nie ma świąt po drodze, ze terapeuta nie jest akurat chory czy na urlopie który mu przysługuje,
                      no i przy Zero nieobecnościach...


                      Czyli można średnio przyjąć że okolo 50 godzin rocznie ......
                      Jakaś śmieszna ta liczba....

                      dla porównania
                      do terapii DDA
                      w miesiącu 25godzin grupowej
                      raz na dwa tygodnie godzina indywidualnej...

                      trzy dozwolone nieobecności (przy grupówce) przy czwartej - out za burte wypadasz z terapii....
                      terapeutów dwóch prowadzących... jeśli jeden wypadnie jest drugi - prowadzą albo razem albo osobno...
                      czas trwania terapii - 15miesiecy
                      - 4tygodnie przerwy wakacyjnej....
                      terapia ma swój początek i koniec..

                      czyli 15x25h minus niobecnosci,przerwa wakacyjna
                      daje nam 355 godzin samej grupówki.....

                      plus indywidualne ... juz nie licze


                      355h nie wiem czy to dużo czy mało...
                      Podobno w Warszawie terapia dla DDA trwa dwa lata a potem dodatkowe zajęcia...
                      czyli jeszcze wiecej


                      Wiec moje pytanie co ma dać terapia 1godzina w tygodniu dla osób z BPD????
                      I co tam sie robi..
                      Co pacjęt mówi swoją prawde i jest ona oceniana>>> jak u psychologa ???
                      1 godzina w tygodniu ..... smiech na sali

                      Zaciekawilo mnie to
                      • perpetua-mobila Re: DDA czy borderline? :/ 12.08.11, 17:35
                        yo-bi napisał:

                        > Wiec moje pytanie co ma dać terapia 1godzina w tygodniu dla osób z BPD????

                        Mnie wyciąga... poza tą 1 terapią w tygodniu to ciągła praca i analiza na codzień- trzeba zrozumieć żeby nie wariować, życie toczy sie dalej poza terapią, a więc wysiłek trzeba wkładac non stop.

                        > I co tam sie robi..

                        Analizuje się bolesne zdarzenia poprzez rozmowę.

                        > Co pacjęt mówi swoją prawde i jest ona oceniana>>> jak u psychologa
                        > ???

                        Nie oceniana tylko analizowana.

                        > 1 godzina w tygodniu ..... smiech na sali

                        1 godzina (a wlasciwie 50min.) = 100zł
                        raz w tygodniu to jest 400-500zl miesięcznie x12 miesięcy= ok. 5 tys. rocznie.
                        Jeśli kwapisz sie do zasponsorowania mi kolejnej godziny w tygodniu- chetnie przyjme pomoc.

                        Dodam tylko, że u mojej terapeutki jest taka umowa, że placi sie nawet za wizyte, na ktorej sie nie zjawie, a jesli sie spoznie to wizyta nie jest przedluzana;]
                      • czita88 Re: DDA czy borderline? :/ 12.08.11, 20:46
                        Ekhm... W mojej poradni max. cżestotliwość spotkań z psychologiem to tak co 3 tygodnie wychodzi , 45 minut buhahahaha :D.
                        Nie że nie chcą częściej, ale nfz, pół miasta czubków, mało etatów... I inne takie. Próbuję na razie to, zobaczymy, może kiedyś wyłożę trochę siana na prywatną, jak zobaczę czy jestem podatna na układania (tak jak moje włosy na tym chorym łbie). Chociaż nie , one się układają ale potem... wracają do normy czyli chaosu i żyją swoim życiem... Poza tym... wyrywam je już ponad 5 lat a one rosną i rosną i nie chcą przestać, a wszyscy mówią jaki mam busz na głowie, jak gęsto... Lol.
                        Co do terapii to ja od razu powiedziałam (o coś tam pytała) tej psycholożce że wątpię że to w ogóle coś da, że myślę że to i tak nic nie pomoże (:P). M.in. przez to że tak rzadko. Poza tym... ja czasem tak sobie myślę i dumam i ... ja chyba podświadomie nie chcę się zmieniać... chcę być porąbana, inna, jedyna w swoim rodzaju, walnięta. Nawet jesli czasem cierpię czy się wstydzę co narobiłam. Tzn oczywiście parę rzeczy bym zmieniła... Ta nerwica, te je*ane lęki, obawy, trochę więcej samokontroli... Ale nie wyobrażam sobie po prostu nie wyobrażam sobie że np. za rok znajdę faceta, pokocham go normalnie, będziemy mieli normalny zdrowy związek (bez awantur?!!), będziemy się rozumieli, i do końca życia będę spała tylko z nim, będę mu wierna, będę patrzyła jak się starzeje i brzydnie, urodzę mu dzieci (:O!!!!), nie będę już pożądała innych, itp. itd... Przeraża mnie to.

                        W terapii jeszcze widzę taki problem że ja nie umiem rozmawiać z kobietami. Nie potrafię. Nigdy od podstawówki, w sumie tak naprawdę i rzeczywiście to nigdy nie zwierzałam się żadnej kobiecie. Nigdy. Nie trawię kobiet, nie mogę ich znieść. Ich charakterów. Bo fizycznie owszem podobają mi się, czasem którąś podziwiam (za osobowość, osiągnięcia, pewność siebie..) ale nie potrafię z nimi przebywać (sam na sam), przyjaźnić się, rozmawiać na luzie... A u mnie w poradni same baby. Myslę że dużo łatwiej, o niebo łatwiej, byloby mi sie zwierzać jemu niż jej.
                      • kro-nik Re: DDA czy borderline? :/ 12.08.11, 22:48
                        Yobi, czyli u niego bylo 5 godzin calej "terapii". Ok, niech bedzie, ze mnie pamiec zawodzi i byl 6 razy, wiec 6 razy po 60 minut. A facet ma jeszcze zespol lęku napadowego, na ktory w sytuacjach kryzysowych bierze xanax.

                        Moze to naiwne, ale zastanawiam sie, czy terapeuta jest w stanie wychwycic, ze pacjent klamie na temat innych osob? Bo moj np. wciaz zalil sie do matki (wiec moze do lekarza tez), ze podle go traktuje, ze non stop wydziwiam, ze je*ie za przeproszeniem drzwiami w mieszkaniu, co oczywiscie mijalo sie z prawda.

                        Co jeszcze... Tak jak wspomnialam, po jednej lub dwoch wizytach byl wobec terapeuty raczej neutralny, troche sceptyczny, pozniej zachwycony, a na koniec stwierdzil, ze terapeuta mu nie wierzy i moze go pocalowac w dupe. Przypomniala mi sie jedna uwaga, ze terapeuta mial mu powiedziec, ze jesli POZBEDZIE sie odpowiedzialnosci za mnie (innymi slowy - wywali mnie bez skrupulow), wszystko bedzie z nim dobrze. Szczerze mowiac, dosyc to naciaganie i znajomo brzmi i nie jestem pewna, ile tu jego przeinaczenia i nadintepretacji. Poza tym, hm, moj border przez wiekszosc tej ekspresowej terapii skrzetnie omijal temat naszego zwiazku, bo jak sam mowil, "wiedzial, ze kiedy psychiatra zweszy problem, to juz sie od niego nie odczepi". No i wychodzi na to, ze tak sie wlasnie stalo, odpuscil, bo terapeuta zobaczyl, co go naprawde gryzie.

                        Tak szczerze mowiac, to jestem ciekawa, PO CO on na te terapie sie udal, skoro tak naprawde nawet jej na dobre nie zaczal?
                  • perpetua-mobila Re: DDA czy borderline? :/ 12.08.11, 17:49
                    aigala napisała:

                    > A to czego oczekujesz od terapii nauczysz sie rozpoznawac. Moze teraz wydaje Ci
                    > sie ze chodzisz na nia troche z racji "bo nalezy", ale wraz z postepem na tera
                    > pii zaczniesz czuc jak wiele Ci ona daje i zweryfikujesz swoje oczekiwania i na
                    > dzieje.

                    Święte słowa. Najbardziej bolesne- bo świadome momenty przyjdą później, ale z drugiej strony dają ogromną satysfakcje kiedy do świadomości dochodzą wyjaśnienia wielu sytuacji, widzi sie poprawe w sobie i opada wielki ciężar z ciala. Szkoda tylko że osoby z BPD musza sie najpierw doprowadzic do skrajnego wycienczenia, żeby w pełni poddać sie terapeucie i nie przerwać leczenia. Też trzymam kciuki za powodzenie terapii.
                    • yo-bi Re: DDA czy borderline? :/ 12.08.11, 18:41
                      A co z Kasą chorych...
                      z NFZ..
                      nie rozumie po co za to placić...
                      nawet Ci ktorzy nie maja pracy a sa zarejestrowani
                      jako bezrobotni bez prawa do zasiłku tez maja ubezpieczenie....
                      .................
                      no chyba że coś sie zmienilo bo w tym
                      temacie nie jestem na bieżąco ...

                      • perpetua-mobila Re: DDA czy borderline? :/ 12.08.11, 19:44
                        Startując z kasy chorych trzeba czekac w kolejce. Poza tym kiedy w głowie tłoczyły mi sie mysli samobojcze nie mialam sily na to, żeby szarpac sie z zaswiadczeniami. Nie chce zmianiac terapeuty. Poza tym nikt nie da mi gwarancji ze trafie tak samo dobrze jak trafilam odplatnie.
                        • perpetua-mobila Re: DDA czy borderline? :/ 12.08.11, 19:46
                          I jeszcze jedno- zanim znalazlam moja terapeutke, probowalam skontaktowac sie z psychologiem ktory niby mial byc do dyspozycji studentow na mojej uczelni. i co? du*a! nikt nie odbieral telefonu ktory byl niby dostepny od do.
    • borderka80 Re: DDA czy borderline? :/ 13.08.11, 21:44
      Hmmm, widzę, że błędnie odczytałam Wasze intencje. No cóż, bywa.
      Mimo wszystko napiszę (chociażby jako założycielka wątku).

      Byłam wczoraj u psychologa.
      Opowiedziałam o moich problemach.
      Zrobiłam testy.
      Następna wizyta za 2 tygodnie (może wtedy dowiem się czegoś więcej).
      Niestety, moja psycholożka "nie wierzy" w DDA. Stwierdziła, że to nie jest "oficjalna" choroba, nie ma na to ustandaryzowanych testów. Że to nie jest (jeszcze) dokładnie zbadane :/
      Cóż, pozostaje mi tylko mieć BPD (bo coś na pewno mam).
      Pozdrawiam :)
      • yo-bi Re: DDA czy borderline? :/ 13.08.11, 22:22
        borderka80 napisała:

        > Niestety, moja psycholożka "nie wierzy" w DDA. Stwierdziła, że to nie jest "ofi
        > cjalna" choroba, nie ma na to ustandaryzowanych testów. Że to nie jest (jeszcze
        > ) dokładnie zbadane :/
        > Cóż, pozostaje mi tylko mieć BPD (bo coś na pewno mam).
        > Pozdrawiam :)

        Prosze Cie ...
        co to za psycholog.....??
        wiare to niech ona zostawi w kościele ..
        A DDA to ma racje to nie jest żadna choroba a zaburzenie...
        i śą na to ustandaryzowane testy...
        Skoro terapie dla DDA są refinansowane z NFZ to chyba jest to
        uznane oficialnie ....jest to znany problem w medycynie.
        U nas w Polsce to dopiero zaczyna wchodzić...może od 15 lat to jest...
        Ale w krajach wysoko rozwiniętych syndrom DDA i DDD
        pod inną nazwą - oczywiście
        jest znany od wielu wielu lat ...
        W stanach rodzina jest pod specialna opieką państwa oni tam wiedzą czym sie
        kończy dla dziecka - rodzic alkocholik albo inaczej dysfunkcyjny ..
        ...
        ech
        wzburzyłem sie..

        hehehe







        • borderka80 Re: DDA czy borderline? :/ 13.08.11, 23:11
          No to też właśnie to chciałam jej powiedzieć.
          I że widziałam specjalne testy/tabele w necie do diagnozy (ach ten internet i internetowe oszołomy ;) ).
          Kobieta zdziwiła się i stwierdziła, że "zabiłam jej ćwieka".
          Nie ważne.
          Chcę się leczyć. Wolę klasyczną psychoterapię. Kompletnie nie odpowiada mi terapia dla DDA i program 12 kroków (zdaje się, że zahaczający dość mocno o religię). Nie moja bajka, nie moje klimaty. Zdaję sobie sprawę, że mając psychologa z NFZ nie mam co grymasić. Będę chodzić do tej kobiety, bo ona jest moją szansą na normalne życie.

          A mając tatę alkoholika i mocno mamę dysfunkcyjną człowiek może nabawić się BPD, a nie tylko zwykłych zaburzeń. Niestety :( :(
          Pozdrawiam
          • borderka80 Re: DDA czy borderline? :/ 13.08.11, 23:13
            Przepraszam, miało być *mocno dysfunkcyjną mamę
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka