29.08.11, 12:12
Jestem już taka zmęczona. Wciąż wymyślam nowe rozwiązania, ale tak naprawdę kręcę się w kółko. Pomocy...
Obserwuj wątek
    • nico_2009 Re: Zmęczona 29.08.11, 12:40
      ...jedyne co mi przychodzi do głowy...stań obok, popatrz na te "kółka", które zataczasz jak obca osoba. Popatrz na siebie jak obca osoba...choć wiem, że to nie jest łatwe...dziwnie się poczujesz:-D
      • perfekcjonizm Re: Zmęczona 29.08.11, 13:57
        Widzę te koła. Są chwile, kiedy czuję sens, ale potem wszystko wraca.
        • nico_2009 Re: Zmęczona 29.08.11, 15:10
          Najważniejsze byś popatrzyła z pozycji zewnętrznej na to. Kiedy patrzysz na siebie od wew. dotykają Ciebie emocje z tym związane, tak poprostu jest:-) Kiedy patrzysz na sytuację, koła które zataczasz jako "obcy" obserwator emocje znikają a można fajne wnioski wyciągać i jednocześnie przyglądać się sytuacji wtedy jest lepiej.
          Kiedy wracasz do przeszłości (lub też w teraźniejszości) przeżywasz to wszystko jeszcze raz, dołujesz lub smiejesz się jeszcze raz a kiedy są emocje to rozum mniej nam podpowiada:-D
          Wiem, że czasem nie jest łatwo jednakże zawsze warto próbować i później jest łatwiej i prościej:-D
          • nico_2009 Re: Zmęczona 29.08.11, 15:15
            Wg mojego skromnego zdania ważne jest byś popatrzyła z zewnątrz, byś nie przeżywała wszystkich sytuacji jeszcze raz i znowu...byś mogła zaakceptować to wszystko:-D
            • perfekcjonizm Re: Zmęczona 29.08.11, 15:17
              tak, ale to nie takie proste, to patrzenie, czasem się udaje, ale często jest tak, że jestem jedną wielką emocją
              • czita88 Re: Zmęczona 29.08.11, 17:07
                A jakby przekuć te emocje na pozytywne? Skupić się na tu i teraz i cieszyć się tym? Robić sobie same przyjemności?
                Ja ostatnio zaczęłam wierzyć że może uda się naprawdę zerwać relację z byłym. Co więcej, przestaję się tego już bać a zaczynam tego pragnąć! Czuję coraz mniejszy żal, litość, sentyment, samotność... On cały czas uderza, raz częściej raz rzadziej. Ja coraz rzadziej odbieram. Wkurza mnie. I też specjalnie mnie wkurza. Chcę już się uwolnić... To chore, toksyczne, obrzydliwe.... I ostatnio doszłam do wniosku że to toksyczne z obu stron, nie tylko z mojej. Od pewnego momentu. Odkąd pobił drugi raz, odkąd nie chce dać spokoju mimo wyraźnych sygnałów a nawet mojego strachu, i odkąd mnie szantażuje wykorzystując informacje o mnie... I odkąd chciał mnie wystraszyć udając że chciał się zabić, raz przy mnie, a raz rozwalając się autem. Przecież on nie jest normalny.
                A chciałam pisac ;P:) o tym że mi pomaga hmmm... przede wszystkim to że ostatnio mam naprawdę wszystko i wszystkich w dupie. Nie jestem od nikogo zależna. Nie licząc mojego starego ale on na szczęście ma inne zajęcia niż ja. Poza tym cieszę się wszystkim, staram się doceniać to co mam zamiast tak jak dotychczas wciąż być zła i marzyć o czym innym a jak już to osiągnę/dostanę znów źle i znów chcę czego innego/być gdzie indziej/z kim innym itd. itd. itd... Cieszę się np.:
                -że mam własny pokój, moją przystań gdzie nikt nie ma wstępu ;P...
                -jazdą na rowerze, pływaniem, ogólnie ruchem i dbaniem o figurkę
                -słuchaniem muzyki, ściąganiem płyt i słuchaniem ich na maksa...
                -oglądaniem trudnych filmów i beczeniem aż do dna , uwielbiam być rozwalona po filmie
                - seksem, nawet i w samotności ;P
                -alkoholem mmmm
                - dogadzaniem sobie pysznościami
                - strojeniem się, rzucaniem uroku na facetów i patrzeniem jak się ślinią ;)
                - kupowaniem :)... ubrań, bielizny, książek i kosmetyków
                - zabawą, tuleniem, pieszczotami z moją kiciuchą mmmmm kocham ją

                Jak mi źle to bardzo pomaga porównanie się z moim byłym, mojej sytuacji "życiowej" z jego... Hmmm... To okrutne ale pomaga. On się nie leczy psychicznie, nie puszcza, jest bardziej zrównoważony, ma mnóstwo znajomych, kumpli i koleżanek (imprezy, chlanie, nie jest tak samotny jak ja) - ale: co to za znajomi ;P ( w skrócie żule bez przyszłości za to z wyrokami i długami, jak on), zero kasy, popierdoleni starzy, nie ma za co żyć (sam tak się w*ebał), jest 10 lat starszy i przez najbliższych pare lat raczej kobiety swego życia nie znajdzie (bo za co??? nawet lizaka jej nie kupi), nie ma zębów ;) itd itd.... To naprawdę pomaga. Wcześniej tego nie robiłam bo wtedy pojawiały się wyrzuty sumienia i myśli że nie mogę go zostawić w takiej sytuacji ;(.... Ale to chore myslenie, przeciez to dorosły człowiek. Choć czasem i tak pewnie mu ciut pomogę finansowo, wrr, czuję że nie dam rady się powstrzymać.
                Pewnie że też myślę o przeszłości (6-7 lat wstecz), przeżywam różne momenty jeszcze raz i walę się po głowie jak mogłam być tak głupia, żaluję prawie wszystkiego... Wszystko zrobiłabym inaczej.. Prawie każdego dnia mam chwile czarnowidztwa... Ale jest mi dużo lepiej gdy myślę o sobie, jestem sama. Gdy widzę/poznaję jakiegoś fajnego faceta i już mam "wizję" jak to z nim by było albo mam ochotę zadzwonić do znajomego który wiem że liczy na coś więcej to się powstrzymuję... Obiecałam sobie że z facetem może łączyć mnie tylko seks, żadnych uczuć, żadnych związków. Na filmach gdzie jest miłość i ból wyję a w życiu to już w nią nie wierzę... I nie chcę już próbować uwierzyć, mam jej dość!

                • perfekcjonizm Re: Zmęczona 30.08.11, 10:54
                  Ja tak średnio zamieniam na dobre. Dobre jest to co sieje spustoszenie :)
                  • kro-nik Re: Zmęczona 30.08.11, 11:10
                    Skad ten cytat? "Jedyny sposób uchronienia własnej samotności to ranić wszystkich, zaczynając od tych, których kochamy".
                    • perfekcjonizm Re: Zmęczona 31.08.11, 10:26
                      cytaty.eu/autor/emilcioran.html
                      • kro-nik Re: Zmęczona 31.08.11, 10:47
                        Tak, juz wczoraj dotarlam do autora. Cytat wydaje sie byc kwintesencja borderline. Przy okazji dopadla mnie taka refleksja, ze caly (?) problem polega na tym, ze wy, zaburzeni, na kazdym kroku chcecie miec dwie rzeczy naraz.
                        • nico_2009 Re: Zmęczona 31.08.11, 11:14
                          Hej Perfekcjonizm,

                          jasne, że nie tak łatwo przestawić się na takie patrzenie. Wyuczyliśmy się patrzeć na wszystko (swoją przeszłość, uczynki, zdarzenia) swoimi oczyma a tym samym przezywać to jeszcze raz i kompletnie do niczego nie dochodzić...tak nas nauczył Świat, tak my się nauczylismy a jedyny efekt to brak wniosków i pogłębianie stanu udręczenia. Kiedy tylko uda się spojrzeć na to wszystko zewnętrznymi oczkami to jest to moment, o którym wszyscy mówią "kiedyś się będziesz z tego śmiać" tylko po co czekać, po co przedłużać cierpienie jak można to dostrzec tu i teraz. Czy mi wierzysz czy nie tak poprostu jest:-)
                          Kronik cytat wydaję mi się, że dotyczy każdego człowieka bo czyż nie jest tak, że najłatwiej sprawić OPR za okruszki na stole bliskiej osobie, nie zrugamy za to kelnerki w restauracji tak jak żony czy męża, będziemy źli, niezadowoleni, ale tego nie zrobimy:-) a z bliską osobą możemy sobie pozwolić na więcej tak wg mnie działa to wszystko, a to że Perfekcjonizm używa tego cytatu to dobry znak, że jest na tej właściwej drodze lecz nie mi tu oceniać bo zbyt dużo nie wiem:-)
                          • czita88 Re: Zmęczona 31.08.11, 12:19
                            " Kiedy tylko uda się spojrzeć na to wszystko zewnętrznymi oczkami to jest to moment, o którym wszyscy mówią "kiedyś się będziesz z tego śmiać" tylko po co czekać, po co przedłużać cierpienie jak można to dostrzec tu i teraz. Czy mi wierzysz czy nie tak poprostu jest:-)"

                            Hmm ja akurat, gdy patrzę w swoją przeszłość, to nie jest mi do śmiechu. Wiem że mój sposób myślenia był zły = przesadzony, histeryczny, absurdalny, z zerową samooceną i czarnowidztwem, ale nie bawi mnie to. Wku*wia ewentualnie. I załamuje. Jak mogłam być tak głupia, tak dziecinna i TAK ŚLEPA przede wszystkim. A potem zwykle sobie dumam i marzę jak te wszystkie wydarzenia i lata by się potoczyły gdybym taka nie była, gdybym mogła przeżyć wszystko jeszcze raz (omg :D....), i gdzie i jaka teraz bym była :).... Często tak siedzę i myślę (zwłaszcza na "łonie natury", sama wieczorami) zamiast żyć i zmieniać to co tu i teraz...

                            A co do wpisu kronik że my bpd chcemy dwie rzeczy naraz, to ja myślałam że wszyscy tak mają... Wy "zwyczajni" ;) tak nie macie non stop? U mnie to dotyczy raczej życia uczuciowego, relacji z ludźmi na których mi zależy, bo w pracy/szkole raczej nie mam nigdy takich problemów, liczę się z konsekwencjami i podejmuję decyzję kosztem czegoś, itd. A w związkach... Chciałam Jego, nie mogłam bez niego żyć, a jednocześnie byłam pewna że nie dam rady być mu wierna (no raz miałam nadzieję i nawet mu obiecałam że już będę ale wiadomo jak się skończyło)... Byłam zła na siebie, na niego (że jest tak miękki, że mnie nie pilnuje bardziej, że no nie wiem, że beczy zamiast mnie sk*rwić i zrobić mega awanturę a potem powiedzieć że nie chce mnie znać - tak byłoby mi o niebo lepiej niż patrząc jak ten wielki silny facet leży i płacze, masakra ;(), a jednocześnie miałam nadzieję że on mi wybaczy że wszystko będzie ok, że nawet jak się zdarzy to już się nie przyznam i nic nie wyjdzie na jaw... A jak mnie bił, jak przez niego cierpiałam i trzęsłam się jak galareta, całe moje ciało i dusza cierpiała, byłam w szoku co to za potwór, za psychopata przede mną, to z drugiej strony było mi dobrze z tym cierpieniem i czułam jakąś ulgę... Znów byłam ofiarą, tym razem bezapelacyjnie, mogłam tylko cierpieć...
                            Wiem to wszystko CHORE , proszę już nie krytykować...
                            • nico_2009 Re: Zmęczona 31.08.11, 12:30
                              ...ależ nikt Cię nie krytykuje, bo i po co?! Było jak było i to minęło a jak będzie? Zależy od Ciebie i od tego dokąd chcesz pójść?!
                              Widzisz...patrzysz w przeszłość (wg mnie) dalej swoimi oczami i z tego powodu czujesz wku*wienie itd) jednak to jak do tego będziesz podchodzić może zaowocować w przyszłości.
                              Przez to co ja napisałem o cyt. mam dokładnie to namysli co Ty napisałaś WSZYSCY tak mają, że najbardziej ranią najbliższe osoby...niestety... nie potrafimy (pewnie i bardzo dobrze) objechać totalnie gościa na Stacji Benz, że zabrakło cukru do kawy za to w domu, jazda bez trzymanki na całego itd.
                              • kro-nik Re: Zmęczona 31.08.11, 12:50
                                Mialam na mysli cos troche innego niz ochrzan za rozsypany cukier, ale nie chce mi sie teraz rozpisywac. Ja kogos ochrzanie faktycznie za rozsypany cukier, a border ochrzani mnie -> bo jego moj cukier owszem, rozwscieczy -> bo ja go doprowadzam do szalu przez sam fakt, ze jestem. W okresach deprecjacji oczywiscie.
                                Cizta, ja czuje przez skore, ze moj border byl wobec mnie chamski wlasnie dlatego, ze chcial mnie sprowokowac do rzucania miesem. Ku jego rozczarowaniu, nie dalam mu tej satysfakcji.
                                • czita88 Re: Zmęczona 31.08.11, 16:20
                                  Tzn, to nie jest zawsze tak że my bpd coś robimy, żeby coś tam... Że mamy jakiś cel. Może był chamski bo akurat był wściekły i tylko to czuł. Często tak mam że mam gościa dość i walę wszystkie bluzgi na niego i wytykam słabe punkty, walę z całej siły, bo to własnie czuję, nienawiść, i mam totalnie w tym momencie w dupie to co on zrobi, byle dał mi święty spokój, byle bym nie musiała go już nigdy widzieć na oczy !!! Ja dopiero w trakcie 4 związku zrozumiałam, przejrzałam na oczy, że to kuźwa przeze mnie wszystko się wali :) !!! Związek wcześniej (;)) zrozumiałam że jestem zaburzona, tzn dowiedziałam się co to bpd, bo że jestem pojebana, nadwrażliwa, nienormalna i się nienawidzę to wiedziałam od dziecka. Ale nadal nie widziałam swojej winy w związkach (tych wcześniej i obecnym). Widziałam swoje sprzeczne emocje, ale to było tak że myślalam że idealizuję totalnych debili a jak ich nienawidzę to są te momenty kiedy widzę jak jest w rzeczywistości ;P. Naprawdę tak myślałam. Zresztą się nie dziwię, skoro to były totalnie nieprzemyślane związki, spotykałam się z facetami bo truli mi dupę, zakochali się, nie było nikogo innego w pobliżu, miałam doła i potrzebowałam towarzystwa, przygód, czułości. I tyle. A potem jak miałam doła to było użalanie się nad sobą bla bla bla i że jestem tak beznadziejna że nikt normalny mnie nie chce, tylko chamy, kłamcy i pojeby którzy, strasznie mnie ranią. Nie widziałam tego jak ja ich ranię. Moje czyny to były albo takie prowychowawcze zachowania (za karę, i miałam nadzieję że jak parę razy dokopię to się idiota zmieni, zacznie postępować tak jak ma) albo w przypadku zdrad - zrozumiałe czyny, przecież cierpiałam, było mi tak źle ;(, i skoro on mi tak to ja chyba mogę iść do łóżka z innym.
                                  • kro-nik Re: Zmęczona 31.08.11, 17:06
                                    > Często tak mam że mam gościa dość i walę wszystkie bluzgi na niego i wytykam słabe punkty, walę
                                    > z całej siły, bo to własnie czuję, nienawiść, i mam totalnie w tym momencie w
                                    > dupie to co on zrobi, byle dał mi święty spokój, byle bym nie musiała go już ni
                                    > gdy widzieć na oczy !!!

                                    > Moje czyny to były albo takie prowychowawcze zachowania (za karę, i miałam nadzieję że > jak parę razy dokopię to się idiota zmieni, zacznie postępować tak jak ma)"

                                    Jakbym czytala swojego bordera. Co do reszty moge tylko zgadywac, ze tak czuje.



                                    Takie pytanie - tego ostatniego - Ty go kochasz? (ostatnie slowo odmien przez wszystkie czasy.)
                                  • kro-nik A tak w ogole, to... 31.08.11, 17:40
                                    rzeczywiscie zauwazylam, ze osoby zaburzone stawiaja "nas", (waszych) partnerow w opozycji, czynicie z nas swoich wrogow. Ja uzywam zaimkow "my", "wy" dla jasnosci, odroznienia, nie czynienia podzialow. Tymczasem czuje, ze Wy macie pretensje do nas, "normalnych", ze z wami jestesmy, bylismy, chcemy byc. Jak to tak?

                                    Mowiac Twoimi slowami nikomu "dupy nie trulam" (caly czas zabiegal o mnie on), nie szykowalam sie do zwiazku jak do walki, szukalam kompromisow a nie zwyciestw, bylam cierpliwa. A to go chyba jeszcze bardziej rozwscieczalo. I przede wszystkim meczylo, pompowalo psychicznie, bo mowil, ze nabawil sie nawet odruchu wymiotnego, na mysl, jak podle mnie traktuje. Ale, kurwa maccc! (przepraszam za slowo) za te wymioty karal mnie.

                                    Kiedy wrocilam do niego pod koniec zeszlego roku, to tylko i wylacznie na jego prosby "Jesli ty nic nie zrobisz, to bedziemy ciagnac te gre w nieskonczonosc. Nie moge byc z toba, nie moge byc bez ciebie." No i niemal natychmiast po moim powrocie zaczelo sie jego wycofywanie, pustka, smutek, skonczylo sie na policji, biciu, wyzywiskach. Tylko z jego strony. Oczywiscie calosc przeplatana moimi chwilami szczescia. Przy okazji zadaje sobie pytanie - czy w tych dobrych chwilach udawal, kiedy calowal mnie po rekach, przytulal, smial sie razem ze mna?

                                    I nawiazujac jeszcze do tego, co napisalas wczesniej - czulam sie prowokowana nie tylko do tego, zeby go obrzucic stekiem wyzwisk, ale i zebym poszla do lozka z innym, znalazla sobie kogos, zeby mogl sie ode mnie uwolnic.
                                    • czita88 Re: A tak w ogole, to... 31.08.11, 19:32
                                      Odpiszę tu razem

                                      No każdy bpd jest inny. Twój prosił nie raz byś wróciła, dla mnie to maksymalne poniżenie i nie zmusiłam się do tego nigdy, gdy kilka razy zdarzyło mi się dzień po awanturze napisać esemesa z przeprosinami za ostatnią akcję/za to jaka byłam dla niego ogólnie i z życzeniami powodzenia, to to już było dla mnie coś.
                                      Wątpie żeby udawał :). My chyba nie potrafimy udawać. Ja nie potrafię. Dlatego jest ta pieprzona zmienność nastrojów bo nie udajemy i to kurde od razu widać. Ja nie umiem kłamać (choć zdarzało się, nie mówię że nie kłamię nigdy), bo to widać, widać jak jestem smutna, markotna, mam foszka lub mega obrazę i nie chcę gadać. Nie musiałam nic mówić a facet już wiedział co mi jest. Co ale nie dlaczego. W łóżku też nigdy nie udawałam, wręcz przeciwnie ;P co było chwilami okrutne hehehe ];>... Potem się dziwię że im samoocena stopniowo lecz drastycznie spadała :P...

                                      Z tym prowokowaniem do zdrady to ja mówiłam wprost gdy wyszły moje (on miał wstrząs bo mimo iż podejrzewał i wiedział że zdradzałam poprzednich to przyznałam się chyba po 1,5 roku i to do kilku naraz, a zrobiłam to bo naciskał i w pewnym momencie tak mnie to wkurzyło że już było mi wszystko jedno, byłam gotowa na koniec związku i tyle), to potem go namawiałam, albo raczej przyzwalałam żeby zrobił to samo, że to nic takiego. Ale i tak byłam zazdrosna a jak raz mnie wrobił że pojechał i zapinał laskę, brzmiało to bardzo prawdopodobnie itp. to tydzień nie odbierałam i beczałam całą noc. Mi tez chodziło o to brdzo często żeby znalazł sobie inną i dał mi w końcu święty spokój ("podsuwałam" mu nawet jego koleżanki, chwaliłam je i wskazywałam która na niego leci), żeby wreszcie był szczęśliwy (mam wyrzuty sumienia!!!), no i żeby przestał mi robić wyrzuty i udawać świętego. Najbardziej mnie wkurzało jak pieprzył że inne go nie podniecają, że może być sam na sam z laską, może się przed nim naga płaszczyć a on mnie nie zdradzi i nawet nie drgnie. No sorrry ale który facet tak robi!!!!?? Chyba tylko ciota jakaś. Miałam wiele kontaktów z żonatymi/zajętymi facetami i sorry ale wiem jak wygląda ta wierność.... Tylko ich spuścić ze smyczy a dosłownie ślinią się na inne dupy, i młodzi i starzy, i mają gdzieś to że gdzieś tam jest ich kobieta a nawet dzieci.

                                      A co do postu wyżej, to tak kochaŁAM go, ale wiem że to nie było kochanie, tylko mi się tak wydawało. Ja wiem że nie potrafię kochać. Mogę lubić, czuć sympatię, pożądać, współczuć. Ale nie umiem kochać. I być kochaną. A poprzednich nie kochałam i nie wierzyłam że oni mnie kochają, byłam pewna że tak tylko pie*dolą żebym nie uciekła, żebym się nie gniewała, żebym była bardziej chętna na seks... Żebym sie lepiej poczuła, żebym im wybaczyła, żebym dała spokój (nie robiła afery)... Ale że to tylko takie pieprzenie, że gówno o mnie wiedzą i niech sobie w dupe te wyznania wsadzą. A że ten ostatni mnie kochał i kocha to jestem pewna choć jako jedyny powiedział to pierwszy raz dopiero po roku (tamci po tygodniu/dwóch lol) i jest najmniej romantyczny i czuły. Dobra bo się rozkleję. Może dlatego z nim tyle byłam i wciąż mam kontakt, bo byłam tego pewna (nie licząc oczywiście masakrycznych momentów i dni gdy byłam przekonana że mnie nienawidzi itp.).
                                      • perfekcjonizm Re: A tak w ogole, to... 01.09.11, 14:54
                                        To w sumie podobnie jak u mnie...
                                      • czita88 Re: A tak w ogole, to... 01.09.11, 17:44
                                        POPRAWKA!!!
                                        On mnie nie kocha (i pewnie nigdy nie kochał tylko czerpał tyle korzyści ile szło), znowu mi grozi, drwi ze mnie, jest jebanym śmieciem, wieśniakiem, ćpunem żulem i gównem ;"(!!!! Rozwala mnie psychicznie, nie wiem po ch** zgodziłam się znowu go gdzieś zawieść, jestem pojebana, teraz znowu się boję co on zrobi (wie o m nie naprawdę bardzo dużo i może się śmieć zemścić, nie wiem po co mu to, i tak jest na dnie i będzie i nic z tego nie będzie miał), rozwalił mnie znowu, pedał. Znowu zablokowałam i już ku*wa nigdy ku*wa w życiu nie odblokujke, już tyle razy ;( ;( ;( tak ;(" było i co????????????? Zawsze kończy się tak samo, po ch** ja już prawie 3 lata się godiłam by to ścierwo wracało??? Żeby mnie spizgał, złamał nos, opluł i rzucił na ulicę przy ludziach???????? JEbany śmieć mam nadzieję że zdechnie jak najszybciej albo że go wsadzą na parę ładnych lat, tylko tego mu życzę, ciota jebana!!! Nigdy mnie nie kochał i na pewno mnie nie kocha, tylko to chciałam napisać. Nie wiem po C*** mi jkeszcze wciąż dupe truje, wydzwania "buziaki", smski , kjak potem tak się zachowuje, strasznie, jak psychopaci w filmach co znęcają się psychicznie i się smieją, tk się właśnie zachowywał + krzyczenie i szarpanie trochę znowu. Oby zdechł.
                                        • nico_2009 Re: A tak w ogole, to... 02.09.11, 08:33
                                          Można by było powiedzieć:
                                          ...to po ch*j się z nim wogóle spotykasz i kontaktujesz, lub utrzymujesz kontakt?

                                          a tak naprawdę to musisz sobie odpowiedzieć (i to bez emocji (czyt. "wku*wienia") czy jesteś wstanie wbić zęby w ścianę i żyć bez kontaktu z nim? Tylko bez emocji! Bo czy masz BPD czy nie, to jeżeli piszesz prawdę (a nie mam podstaw nie wierzyć) to spierd*laj jak najszybciej bo komuś stanie się krzywda i obyś nie musiałą to Ty spędzić życia za kratami i być śmieciem!
                                          • czita88 Re: A tak w ogole, to... 02.09.11, 13:28
                                            Wczoraj już chciałam skasować poprzedniego posta (nie idzie), napisać że nie chcę już żeby umarł. Ale dzisiaj wyszło coś, i już jestem pewna że nigdy nie odblokuję na pewno, będę się przed nim ukrywać i tyle. Wyszło że dzwonił do znajomego z poprzedniej pracy (tzn nie widziałam go od kwietnia jakoś, ale sms-owaliśmy trochę potem i On o tym się dowiedział), ten znajomy do mnie zadzwonił i wyszło że On mu groził i cos tam pierdolił nie wiem co, dla tego kolegi (to świetny facet) też to było nieważne, tylko chciał się dowiedzieć coś więcej o Nim, w końcu mu groził i się sadził. Czyli debil zaczął robić gnój, beczałam pół dnia, byłam załamana, zaczął robić to czym groził, już mam wszystko w dupie, jak bezie naprawdę źle to się zabiję i tyle, już nie mam siły... Próbuje do tego dzwonić ale mam zabokowane. Do jednego mojego znajomego cktórym mi najbardziej groził jeszcze nie dzwonił (sms-owałam) ale już go ostrzegłam że On za dużo wie , że może dzwonić i mu grozić itd., wyszło że jestem załamana i teraz już mi bardziej wszystko jedno. A będę codziennie modlić się o jego śmierć. Zawsze miałam pociągi magiczne, czytałam o czarownicach, mam czarnego kota, więc może się uda. Raz złorzeczyłam jednej osobie której nienawidziłam i to czego życzyłam się zpełniło. Nie będę pisała szczegółów bo często się boję że ktoś bliski może czasem wchodzić tu na forum. Jestem głupia że po tym jak mnie spizgał w październiku już nastepnego dnia z nim esemesowalam, potem zaczeliśmy się spotykać i znowu wszystko od nowa, jestem p o j e b a n a ;( ;( ;( ;( ;( !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Psycholożka o tym wie (opowiadałam jej moją historię ale jeszcze nie wie wielu rzeczy) i pamiętam jej oczy, zrobiła takie mega oczy jak mój kot jak wyszło że utrzymuję z nim kontakt po takiej akcji. Teraz piję i mam wszystko gdzieś, już nie będę płakać.
                                            • nico_2009 Re: A tak w ogole, to... 02.09.11, 16:21
                                              Po pierwsze:

                                              Nie panikuj!!! Nie masz wpływu na to co powie komuś i komu, i nie masz wpływu na to co zrobi a w panice to Ty możesz wyjść na warjatkę!
                                              Po drugie: mi też zdarzył się związek, w którym duzo za duzo pozwoliłem drugiej osobie i nie uważam się za Poj*banego bo po co?
                                              Po trzecie chlanie jest ok lecz tylko w momencie chlania a później jest dół (zresztą to pewnie wiesz) więc rób co uważasz lecz ponoś tego skótki.
                                              Pani psycholog...powninnaś do niej WŁAŚNIE TERAZ UDERZYĆ bo rozpierdzielisz się znów na ścianie!!!
                                              Zrobisz co uważasz bo każdy jest panem swojego życia!!! Nie mniej życzę Tobie byś rozsądkiem teraz patrzyła na siebie i czy byś właśnie taką chciała siebie widzieć?
                                              Przeszłości nie zmienisz a taplanie się w niej nic kompletnie nic nie daje!!! Co go bardziej wkur*wi? Jak zobaczy Ciebie narąbaną z byle kim, czy uśmiechniętą i dobrze bawiącą się w fajnym towarzystwie? Jeżeli chcesz go pożądnie wku*wić to poprostu żyj swoim życiem:-D
                                            • ykrastek czita88 : uwielbiam Cie za szczerość, ale tylko... 05.09.11, 10:33
                                              Czytam twoje posty z zawsze z wielką uwagą, bo niby nie ma dwóch identycznych bpd - ale ty jesteś w zasadzie prawie identyczna (sposób myślenia, reagowania, postępowania) jak moja była, z jedną istotną różnicą : my mamy dziecko. Jestem pewnie znacznie bardziej opanowany niż twój "główny" były - ale ja go doskonale rozumiem. Rozumiem też to, że był i jest ci wierny oraz że nie potrafi sie z nikim już związać. Załamanie i destrukcja (rzeczywista, widoczna na zewnątrz) partnerów BPD jest zawsze większa niż Wasza. Idę o zakład, że wszystkie jego problemy wynikają ze "związku" z Tobą (przy całym szacunku dla Twojej osoby). Ty nie potrafisz zrozumieć, że można nie zdradzać, ale wyciągasz naiwne wnioski ze swoich sex-relacji z zajętymi, żonatymi facetami! Przecież oni traktują sex i "związek" z Tobą bez głębszych uczuć, oni się tym seksem z taką "napaloną na nich, atrakcyjną laską" dowartościowują, bawią i wracają do domu gdzie mają UCZUCIOWE OPARCIE. Z niezajętym parterem, zwłaszcza w dłuższym związku wygląda to przecież zupełnie inaczej. No ale to jest kwestia niedojrzałości emocjonalnej BPD, temat rzeka... Nie będę Cię oceniał za nic, bo to nie ma sensu - tylko On ma do tego prawo. Tak naprawdę teraz to ON a nie TY potrzebuje teraz wsparcia i empatii - zwłaszcza od Ciebie. Nie mówię tu absolutnie o powrocie do czegokolwiek, bo to niemożliwe. WYSTARCZĄ SŁOWA OTUCHY DLA KOGOŚ KOGO KIEDYŚ KOCHAŁAŚ I WYBRAŁAŚ DLATEGO, ŻE BYŁ INNY NIŻ OBECNIE. MUSISZ ZROZUMIEĆ, ŻE PARTNERZY BPD NIE SIĘGAJĄ DNA DLATEGO, ŻE SĄ ŹLI, SŁABI ALBO SAMI SĄ MASOCHOSTAMI. ONI POTRAFILI KOCHAĆ. ZASŁUGIWAŁAŚ NA ICH MIŁOŚĆ, ZOSTALI ZRANIENI - INACZEJ I TRWALEJ, BOLEŚNIEJ NIŻ TY. NAWET JEGO BRAK ZĘBÓW NAPEWNE WYNIKA Z ZAŁAMANIA, BRAKU CHĘCI DO ŻYCIA, NADUŻYWANIA PEWNYCH RZECZY... PODOBNIE Z BRAKIEM PIENIĘDZY. DAJ DO ZROZUMIENIA WYRAŹNIE, że NIE BĘDZIECIE RAZEM - ALE NIE UPRAWIAJ Z NIM SEKSU, NIE PODKRĘCAJ GO UBIOREM, ALE PRZEPROŚ ZA WSZYSTKO CO BYŁO ZŁE, NIE OCZEKUJĄC NICZEGO, PODZIĘKUJ ZA JEGO MIŁOŚĆ, DAJ DO ZROZUMIENIA JAK BARDZO CI ZALEŻY BY SIĘ TERAZ SAM PODNIÓSŁ i ZACZAL NORMALNIE ŻYĆ (nie mów mu aby kogoś znalazł, bo i tak na razie nie znajdzie nawet nikogo do sexu - zbyt wielki ból w nim tkwi po Tobie), WLEJ W NIEGO MAXIMUM EMPATII ILE MOŻESZ, ALE JAKO PRZYJACIEL... Mi samemu jest ciężko, rozumiem Twój problem, ale wierz mi : jego problem leży rzeczywiście na granicy życia i śmierci (trzeba wlać w niego otuchę, bo nikt poza Tobą tego lepiej nie zrozumie). Ty dbasz o siebie, nie zaniedbujesz podstaw, uprawiasz sex - on nawet tego nie potrafi. Twój problem to tylko niedojrzała psychika, jego problem dotyka podstaw istnienia... Pozdrawiam;-)
                                              • czita88 Re: czita88 : uwielbiam Cie za szczerość, 31.10.11, 16:25
                                                Hmmm....
                                                A czy to że on wciąż mnie kocha ale nie chce już ze mną być to oznaka że jest juz choć ciut lepiej?...
                                                Współczuję mu i mam z każdym dniem bardziej gigantyczne wyrzuty sumienia jak rozj**ałam mu psychikę ;( i zmarnowałam 3 lata życia............... Nie wiem, może gdyby mnie nie poznał to i tak byłby teraz w tym samym punkcie, bo gdy sie poznaliśmy niszczył się tak jak teraz... Był świeżo po rozstaniu po 5 letnim bardzo poważnym związku. Choć niby jej ani w połowie tak nie kochal, nie byli tak blisko, to było podobno takie 'suche'... Te wyrzuty mnie wykańczaja... Tym bardziej że on się mną przejmuje, martwi sie o mnie, i czuje się nic nie warty.... Nie chce już nigdy z nikim być... A ja wiem że on się nadaje ;(( że marnował się z taką popierdoloną wariatką, że w zdrowym związku byłby super mężem, ojcem.... Jejuuu ;((((..! Przeze mnie nie chce nawet próbować... A lata lecą... On wie że spotykam się z innym, poznaję też nowych kolegów itd., i wypytuje o to... Raz chciał nawet zapobiec... to wszystko jest takie nienormalne... Nie raz przepraszałam, naprawdę, za wszystko, i życzyłam mu jak najlepiej i podkreslalam jego zalety, jego cierpliwość, wyrozumialość, to co mnie w nim pociągało, co hmmm sprawia że nie mogę zapomnieć... a on wszystkiemu zaprzecza, czuje się nikim, niszczy się, nie wiem czy się podniesie.... Nie wiem lepiej zerwać kontakt zupelnie (próbowałam wiele razy :P) czy tak pozwoilić mu "towarzyszyć" sobie, być obok ? Żadnego seksu nic, ale szczera rozmowa przez tel, smsy, czasem spotkanie? Nie wiem wydaje mi się że właściwsze byloby zerwanie więzki zupelne ale mimo że to sobie obiecujemy to ku*wa nie wychodzi, setki razy (nie przesadzam) już nie wyszlo... Pare dni i znow to samo... I zawsze on zaczyna... A ja nie mam sumienia patrzeć jak dzwoni i dzwoni ten je*any telefon i "widzieć" go po drugiej stronie z peknietym sercem gdy każdy sygnal oznacza moja obojetność, zaabsorbowanie kims innym, okrucieństwo, opuszczenie ;( ..... Ku*wa jakiego mam dola ;(( ;((( miłość to ból i NIC POZA TYM !!!!!!!!!! Nie szukajcie w niej nigdy szczęśćia!!!!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka